Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Ziemiański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Ziemiański. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 maja 2013

„Achaja Tom 1” Andrzej Ziemiański

SPOILERY

Przed lekturą książki wiele naczytałem się o Achaji. Zarówno dobrego i złego co mi zapewne zaburzyło odbiór książki. Na siłę chciałem ją polubić, ale też szukałem minusów i wpadek. Do tego nie potrafiłem się przekonać do niektórych wątków oraz całego zamysłu fabularnego. Za mało się działo, książka była zaledwie przedstawieniem postaci i wstępem do ważniejszych wydarzeń, a to wielka szkoda bo fundamenty historii są solidne. 

Najbardziej jednak zrazili mnie do siebie bohaterowie. Mamy ich trojkę głównych i kolejne rozdziały są prowadzone z ich perspektywy. Pierwszym z nich jest tytułowa bohaterka czyli Achaja. Z początku wydaje się intrygująca - młoda, inteligenta, znająca się na polityce i historii. Wszechstronnie wykształcona córka miłościwie panującego księcia uwikłana w sieć intryg i rzucona w zupełnie niespodziewane środowisko - do wojska. I w tym momencie wszystko się sypie i po pewnym czasie bohaterka zatraca swoją osobowość. Nie od razu. Z początku jest zainteresowanie jak sobie poradzi w nowych warunkach, ale z czasem jej postać robi się mało charakterystyczna. Szkolenie szybko minęło, wojna też, następnie nastała niewola. Na Achaję spadają kolejne nieszczęścia, żałuje się ją i współczuje tylko, że ciężko ją polubić. Przez jakieś 3/4 książki jest prowadzona za rączkę za różne postacie. Ktoś jej coś mówi, ona to wykonuje. Ma chwilę wątpliwości, ale i tak robi to dalej. Owszem jej trening jest ciekawie poprowadzony i świetnie opisany, ale to nie jest akurat zasługa bohaterki. Jej droga może się podobać, czyta się to dobrze ale w ostatecznym rozrachunku irytuję. Najlepsze momenty to walki, trening i chwilę zwątpienia tylko, że są to drobne elementy które w ostatecznie pozostają tymi drobnymi elementami, które nie ratują postaci. 

Kolejnym bohaterem jest Zan, skryba klasztorny z kompleksem niższości, pragnący by zostać zapamiętanym na wieki. Na swojej drodze spotyka Siriusa, równie amoralnego co on przez co stanowią idealną parę. Wykorzystując intelekt i przebiegłość Zana kradną i rabują w dość wymyślny sposób. Jest zabawnie, przyjemnie się czyta, ale przez całą książkę nie mogłem się przekonać do postaci moralnie złej. Ich kolejne przekręty były coraz bardziej efektowniejsze by w końcu podstawić Ciriusa, byłego galernika, za dawno zaginionego syna jednego z władców królestwa Troy. I tutaj historia zaczyna nabierać rozmachu i wydaje się coraz bardziej nieprawdopodobna i naiwna. Cieszy w końcu drobne powiązanie z wątkiem Achaji, a ostateczne powiązanie nastąpi dopiero pod koniec książki. Czyli krótko - znowu dobrze się czytało, głównie dzięki prostemu językowi narracji, ale czuć ogromny niedosyt i znowu czystą subiektywną niechęć do bohaterów. 

Jest jeszcze Meredith. Czarownik, który na początku książki spotyka się z Achają by wyruszyć w swoją pełną mistycyzmu postać. To dzięki jego rozdziałom wychodzi na jaw, że istnieje ogromne zagrożenie, zbliżający się koniec świata i bogowie ingerujący w życie śmiertelników. Tylko, że tak jak Achaja również i on jest wykonawcą woli innych. Nie ma w sobie nic co by budziło sympatię. Jego zachowanie budzi irytację. Dobrze, że przynajmniej jego towarzysz - dzieło złego boga - jest o wiele ciekawszą i dwuznaczną postacią, której przesłanki są niejasne. Szkoda tylko, że jego przygoda jest tak odmienna od pozostałych dwóch. Podczas gdy on zdaje sobie sprawę z planetarnego zagrożenia oni przeżywają własne problemy. Wiem, że to trylogia, ale te wątki za mało się przeplatają (wspólny mianownik to Zakon) i nie pasują do siebie. Mam wrażenie, że lepiej byłoby wywalić Mereditha i wątek Ziemców i napisać zupełnie inną książkę tylko o nich, a w Achaji skupić się na geopolityce i relacjach międzyludzkich. 

Najbardziej jednak denerwowała mnie wszechobecna polskość. Tak polskość. Mimo, że akcja toczy się w wyimaginowanym świecie, który jest połączeniem starożytnej Grecji z średniowieczną Europą ewidentnie czuć, że autorem był polak. Smaczki są miłe np. aluzję do Kopernika czy Rejtana jednak "swojskość" utworu jest już nie do zniesienia. Bohaterowie to typowi cwaniaczkowie, robią tak by się nie narobić, polityka jest pełna łapówkarstwa i ludzi dbających o swój własny interes, a światem kieruje Kościół tutaj w postaci Zakonu. Nie wiem czy to tylko moje odczucia i czy nie przesadzam, ale czytając książkę przypominały mi się ostatnie newsy z portali informacyjnych, a to ostatnie na co miałem ochotę.

Następny tom na pewno przeczytam. z nadzieją, że będzie lepiej. Pewnie się przeliczę bo zwykle drugie tomy trylogii są najgorsze, ale zapowiada się, że w końcu oddzielne wątki będą łączyły się w całość, a postaci nabiorą wyrazu. Oby tylko na pobożnych życzeniach się nie skończyło.

OCENA 3/6