Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DC's Legends of Tomorrow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DC's Legends of Tomorrow. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lutego 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #220 [20.02.2017 - 26.02.2017]

SPOILERY
American Odyssey S01E01 Gone Elvis
American Odyssey był jednym z tych seriali, które na podstawie trailera chciałem oglądać na bieżąco. Potem przyszły recenzje i musiały minąć prawie dwa lata bym dał szanse pilotowi. I jak często w takich przypadkach bywa nie jest to historia z szczęśliwym zakończeniem. Zaczyna się dobrze. Dzielni Amerykanie zabijają złego terrorystę i wpadają na ślad wielkiego spisku. Pierwsze kilka minut daje nadzieje na wielką konspirację i mocno osadzony w rzeczywistości dramat pełen tajemnic i spisków. Trochę taki mainstreamowy Mr. Robot. Tylko im więcej minut mija tym więcej problemów widać. Scenariusz jest sklejony na kolanie. Postacie i ich motywację nie przekonującą. Intryga trzyma się na słowo honoru, a bardziej nieudolnych spiskowców dawno nie widziałem. Ogląda się to dobrze, nie powiem. Póki nie zaczyna myśleć o całości, a bohaterowie zbyt dużo nie mówią. Trochę szkoda bo miałem ochotę pooglądać sobie Anne Friel na ekranie, którą bardzo lubię od czasów Pushing Daisies. Nic z tego, nie będę się męczył. Jest źle, ale też bez tragedii. Powiedziałbym nawet, że lepiej niż w przypadku 24 Legacy. Przynajmniej nie ma męczących wątków familijnych, bohaterowie nie irytują i konspiracja w jakiś sposób ciekawi. Choćby dlatego by zobaczyć jak bardzo absurdalna będzie.

OCENA 3/6 

DC's Legends of Tomorrow S01E12 Camelot/3000
Żeby się nie powtarzać pominę cykliczne wychwalanie Legend i tego co w nich działa. Napiszę o tym jak ładnie scenarzyści opracowali historię sezonu. W pierwszym odcinku wprowadzono JSA i narzekałem jak słabo zostali wykorzystani. Jak się okazuje był na nich większy plan. Już kilka tygodni temu to sygnalizowano - ich powrót i tajemnicze zaginięcie w latach pięćdziesiątych. Rip ukrył ich w przeszłości by pochować fragmenty Włóczni przeznaczenia. To daje wrażenie przemyślanego sezonu i spójnego budowania fabuły. Nawet jeśli całość była wymyślana ad hoc.

Sam odcinek to mała wyprawa do przyszłości i krótkie spotkanie z Dr. Mid-Nitem, a potem podróż do średniowiecznego Camelot. Nate łapie się za głowę z powodu żyjącej legendy, a ja się bawię doskonale. Saturn Girl okazuje się Merlinem, Sir Raymond z Palm walczy mieczem świetlnym wierząc w honor i demokrację, a Sara Lance (A Lot!) flirtuje z Ginewrą. W międzyczasie jest walka z Evil Ripem i jego armią kontrolowanych telepatycznie sługusów. Na papierze wygląda to absurdalnie, a ogląda świetnie. Campowa konwencja, świetne dialogi i humor mierzony w tonach. Aż szkoda, że do końca tylko pięć odcinków.

Muszę napisać o jednej rzeczy która mi się strasznie podoba. Zazwyczaj gdy Dobra walczy z Złem to wynik jest oczywisty. Są drobne turbulencje, ale zazwyczaj ci źli są groteskowymi przeciwnikami, którzy nie stanowią realnego zagrożenia. W tym serialu jest inaczej, prawie, groteska została. Złych się lubi, Evil Ripowi kibicuje by przeżył, a Legion of Doom często odnosi zwycięstwa. Ostatecznie przegra, ale udanie są kreowani na potężnego przeciwnika, którego trzeba się obawiać, można się spodziewać, że będą odnosić sukcesy, a Legendy nie zawsze wygrywać. A jeśli wygrają i odzyskają Ripa będą tego konsekwencję w postaci traumy kapitana.

Inne:
- czuje się oszukany. Capitan Cold miał należeć do Legion of Doom, a dopiero pojawił się kilkakrotnie i to w małej roli.
- coraz mocniej shipuje Rory'ego i Steina. Ich przekomarzanie się wypada fantastycznie. Ta duma Micka jak przyłapał profesora na kradzieży!
- nawet trafiła się scena batalistyczna. Mając świadomość ograniczonego budżetu można czuć satysfakcję. Do tego klimacik budował padający śnieg, a całość została zwieńczona pojedynkiem Sir Reymond z Palm z Darkhem.

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E09 Memory Found
Serial bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z prawideł rządzących ostatnimi sezonami. Mają się skupiać na postaciach i być sentymentalne. Taki jest właśnie ten odcinek. Scott, Lydia i Malia narażają własne życie by przypomnieć sobie Stilesa. Wykorzystano tutaj fajny motyw z odblokowaniem kolejnych wspomnień i te wycieczki wgłąb własnej psychiki były ładnie podane. Szkoda, że scenariusz nie był bardziej skompresowany, zwłaszcza w pierwszej połowie. Oglądanie tych samym ujęć było miłe, przypomniało te kilka lat z serialem, ale momentami męczyło. Zastanawia też wybór niektórych scenek, które wcale nie były najważniejsze dla postaci. Przeszkadza mi też ignorowanie długiego związku Stilesa i Malii i fanserwis dla Stiles/Lydia. Rozumiem więź emocjonalną łączące te postacie, ale nigdy nie byłem fanem ich romansu. Mimo kilku potknięć strasznie podoba mi się motyw przyjaźni jako siły sprawczej mogącej naruszyć barierę czasoprzestrzeni.

Trochę niepotrzebna była walka Liama i Theo z Jeźdźcami. Zapychacz odciągający od głównych bohaterów i do niczego nie prowadzący. Pojawiło się kilka udanych momentów gdy budowano zaufanie między tą dwójką, lub gdy Theo przypominał sobie wizytę w czyśćcu. Może nie byłby tak krytycznych do tych scen gdyby ktoś z nich wpadł na genialny pomysł wykorzystanie rewolwerów jeźdźców.

OCENA 4/6  

Teen Wolf S06E10 Riders on the Storm
Jedno trzeba przyznać serialowi - potrafi wykreować charakterystycznych łotrów. Odwołując się do westernowej mitologii Stanów i legendy o Dzikim gonie stworzyli rewolwerowców wymazujących ludzi z rzeczywistości i połączyli to z zaginioną kolonią Croatan. Zaszaleli również na planie prowadząc tory kolejowe przez najbardziej charakterystyczne punkty serialu, w tym szkolną bibliotekę. I tylko szkoda, że zwieńczenie historii Dzikiego gonu rozczarowało. Za często rewolwerowcy pokazywali się przez cały sezon przez co walka w ostatnich kilku odcinkach była monotonna. Kiedyś jeden stanowił ogromne zagrożenie, teraz sam Theo powalił kilku. W to wszystko wplątano wilkołaka nazistę przez co całość stała się chaotyczna co uwypuklił ostatni odcinek z bieganiem w tą i z powrotem, z średnio powiązanymi ze sobą scenkami. Niektóre były bardziej udane od innych, ale wciąż przez wszystko przebijał się chaos. Jakby podsumowując ostatnio starcie było jednym wielkim rozczarowaniem.

Na pewno udał się powrót Stilesa. Fajnie było go zobaczyć w interakcji z innymi bohaterami i od razu zrobiło się dużo zabawniej. Wejście miał iście epickie nokautując bejsbolem nazi wilkołaka, a potem obściskując się z Scotta. Tylko wciąż nie mogę wybaczyć porzucenia jego związku z Malią. Jak sam mówi, dla niego minęło kilka dni, a nie trzy miesiące więc jakieś wyrzuty sumienia by się przydały.

Mimo mojego rozczarowania jestem bardzo ciekaw gdzie zmierza serial. Zostało dziesięć finałowych odcinków, które owiane są tajemnicą. Mid-season finale skończył się bez cliffhanger, a raczej tak jakby to był ostatni odcinek całego serialu. Końcem szkoły i pożegnaniem. Time jump? Nie obraziłbym się. Na pewno chciałbym zobaczyć stare twarze. Może Allison, na pewno Dereka, może Gideona. Serial ma w czym wybierać. Oby tylko tym razem udało się napisać spójną historię na które nie będą wpływały czynniki zewnętrzne.

OCENA 3.5/6

The 100 S04E04 A Lie Guarded
Przyznaje się bez bicia, dałem się oszukać jakbym nie widział wiele seriali. Chodzi o "śmierć" Octavi. Łatwo uwierzyłem, że wypisano ją z serialu. Gdyby to był inny serial pewnie bym nawet nie mrugnął okiem, w końcu takich rzeczy nie robi się w środku odcinka na początku sezonu, bez pompy marketingowej. Mówimy tu jednak o The 100 gdzie główna bohaterka jest zdolna do ludobójstwa, a zabijanie postaci to nic nowego. Dlatego kupiłem twist bez kwestionowania ostatnich wydarzeń. I zachwycałem się jak to zostało podane. Brutalna walka z echo z ładną choreografią i pracą kamery. Stylistycznie wyszło bardzo ładnie. Najbardziej zachwycił mnie moment gdy Bellamy dowiaduje się o śmierci siostry. Słyszy to z ust Echo, zabójczyni, z którą wiążę go dziwna relacja. Bob Marley przekonująco zagrał rozpacz. Wszystko to zostało podkreślone przez niesamowitą muzykę. Bardzo miłym zaskoczeniem było pokazanie żywej Octavi budzonej przez konia. Całość to ładny hołd dla Dwóch Wież i niemalże kopia wątku z Aragornem. Co zupełnie nie przeszkadza.

Poza tym w odcinku działo się mnóstwo rzeczy. Momentami A Lie Guarded wpadał w pułapkę zbyt szybkiego tempa przez co niektóre wątki wydawały się zbyt szybko poprowadzone. Taka już specyfika The 100. Pędzić, zachwycać i opowiadać jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Najbardziej spokojnie wyszedł wątek w Arkadii. Troling Jaspera okazała się całkiem zabawny. Każdy na swój sposób radzi sobie z zbliżającą śmiercią. Było śmiesznie póki nie znalazł listy sporządzonej przez Clarke. Szybko, myślałem że z odcinek lub dwa pozostanie tajemnicą. Ludzie się dowiadują, a Clarke musi tłumaczyć. To wszystko pokazuje jak ciężka jest rola lidera. Kłamstwo by utrzymać grupę dało efekt, ale odsuwało tylko problem na później. Clarke poświęciła ideały by zapewnić spokój. Serial nie daje prostych odpowiedzi. Bawi się tym pomysłem testując heroinę. I robi to udanie ucząc jak powinien wyglądać prawdziwy lider.

Serial bardzo lubi rozdzielać bohaterów dlatego grupka z nich została wysłana na wyspę Becki by szukać ratunku dla ludzkości i sposobu wykorzystania czarnej krwi. Wiem, że to jest bardzo naiwny motyw i robienie z nauki nierządnicy, ale to działa na poziomie narracyjnym i symbolicznym dla serialu. Prowokuje też Lune do zastanowiła się nad sensem swojego istnienia. Straciła swoich ludzi, teraz Nyko (RIP) oddał za nią życie, więc co jej zostało, czy jest sens walczyć? Oczywiście, że jest. Do tego dodano klimat zaszczucia przez drony polujące na bohaterów co zdynamizowało odcinek.

Trochę boli mnie potraktowanie wątków politycznych po macoszemu. Roan stracił cierpliwość i wyrusza na wojnę po tym jak Kane opowiedział mu jaki mają plan uratowania ludzkości. Wolałbym żeby zostało to lepiej rozegrane. Teraz głowa Clarke by jakoś załagodzić sytuację. Mnie tutaj bardzo ciekawi jak zostanie rozegrany wątek Nightblood. Echo słysząc o wykorzystaniu czarnej krwi mówi o bluźnierstwie. Wprowadzenie wątku nauki i religii nie byłoby pierwszyzną w The 100. Ostatnio działało więc czemu nie teraz.

Inne:
- Clarke, cała w piance, to było zabawne, nie tak jak Jaha na jeziorze, ale się uśmiałem.
- Murphy pomagający Raven podczas ataku dronów - mój bohater. Shipuje tą dwójkę od pierwszego sezonu i pamiętnej sceny w lądowniku. 
- laboratorium genetyczne wygląda efektownie, kolejna zmiana stylistyczna w serialu i ładny kontrast w porównaniu do zrójnowanego Polis i Arkadii.
- drony strzegły laboratorium przed czymś. Przed czym dokładnie nie wiadomo. Może powróci zmutowany goryl?
- Echo i Octavia walczyły na śmierć i życie, ale Echo była wstrząśnięta jej śmiercią. Chyba nie chciałbym rewanżu, wolałbym zobaczyć je współpracujące. To byłoby ciekawe.
- Echo w wojennym makijażu. Stylistycznie The 100 tradycyjnie zachwyca.

OCENA 5/6

The Flash S03E13  Attack on Gorilla City
Miałem duże oczekiwania po tym odcinku. I trochę się rozczarowałem. Jak najkrócej mogę go podsumować? Schizofreniczny. Przeplatanka fajnych i tragicznych motywów. Logicznego i głupkowatego zachowania postaci. Pompatyczności CGI i widocznych cięć budżetowych. Widać, że twórcy chcieli z rozmachem pokazać miasto goryli i walkę na arenie, ale za brakło pieniędzy. To co jednak zdołali nakręcić wyglądało efektownie. Zresztą, sama możliwość oglądania starcia Flasha z wielkim gorylem albinosem w serialu aktorskim to wystarczający powód by ocenić ten odcinek pozytywnie. Tak więc pominę minusy i szybka wyliczanka tego co jeszcze zagrała - powrócił najlepszy Harry i liczę, że zostanie na dłużej; zapowiada się epicka inwazja na Earth-1, przynajmniej można tak pomarzyć między odcinkami; Catlin i Albert to para, którą mogę shipować; Julien ekscytujący się Planeta Małp; design miasta goryli; humor! Czyli odcinek poprawny i na poziomie sezonu.

OCENA 4/6 

Timeless S01E14 The Lost Generation
Muszę przyznać, że podoba mi się zwrot wobec poważniejszych motywów. Zastanawianie się nad przeznaczeniem, rolą Boga i tym jak bardzo jesteśmy w stanie kreować swoją drogę. Nie jest tego dużo, jest to często tylko akcentowane, ale udanie wpleciono to w narrację odcinka w odniesieniu do głównych bohaterów. Humor też jest i to całkiem udane. Przyjemne było oglądanie Hemingwaya inspirowanego Tonym Starkem czy fascynację Rufusa piosenkarką sprzed lat. Pasja do historii jest wręcz odczuwalna. Główny motyw też jest poruszany. Rittenhouse wmawia, że nie jest taki zły i przejmuję kontrolę nad wehikułem. I ja im nawet wierzę. W końcu nie pokazali nic co by ich kompletnie dyskredytowało. Serial nabrał wiatru w żagle pod koniec sezonu.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E15 Public Enemy No. 1
Powoli zaczynam się gubić jakie historie, które seriale o podróżach w czasie pokazały. Kilka odcinków temu Capone był w Legends of Tomorrow i zawiązał sojusz z Legion of Doom, a dzisiaj pomaga Flynowi pokonać Rittenhouse. Dziwne doświadczenie, ale nie mam nic przeciwko póki historię będą dopisywać. W tym przypadku było różnie. Podobały mi się zmiany jakie zaszły w historii, Misha Collins jako Eliot Ness (który swoją drogą w Supernatural też się pojawił) i fajne nawiązanie do Nietykalnych. Przeszkadzała mi tylko historia dwóch braci i magiczna przemowa Lucy doprowadzająca do konfrontacji Caponów. Zbyt to naciągane. Mimo wszystko odcinek na plus. Było napięcie, dobrze rozłożone akcenty między współczesnością, a historyczną misja i cliffhanger całkiem, całkiem. Ranny Rufus w wehikule i Flynn znający miejsce wielkiego spotkanie Rittenhous. Udanie położono fundamenty przed finałem.

OCENA 4/6

Timeless S01E16 The Red Scare
Jak przystało na finałowy odcinek dużo się wydarzyło. Historia została zmieniona, umiejętnie prowadzono wątki osobiste, ujawniono do kogo należy lojalność niektórych bohaterów, wprowadzono nowe wątki, a część została zamknięta. Nawet cliffhanger spełnił swoje zadanie. Przez kilka miesięcy można wisieć na krawędzi klifu z zapartym tchem. I gdzieś między tymi fajnymi rzeczami które udało się wprowadzić tkwi owoc rozgoryczenia i zawodu. Tak zawiodłem się. Trochę tempem akcji mającym czkawkę i zwalniającym w nieoczekiwanych momentach. Trochę zbyt szybkim i naciąganym rozwiązaniem głównego wątku. Trochę dalszym ciągnięciem wątku Rittenhouse. No cóż mogło być lepiej.

Podoba mi się jak bohaterowie zostali oszukani. Ich plan zniszczenia Rottenhouse pozornie się udał. Cahil współpracował i dzięki niemu zamknięto ponad setkę ich współpracowników. Tylko czy to był ich plan? Potrzebne poświecenie w imię większej sprawy? Skoro Emma jest ich agentką mogła ostrzec o przekabaceniu Cahila, powinna o tym wiedzieć będąc pilotką Flyna. Tylko czemu jej nie pokazano w przeszłości?

Wiemy też, że matka Lucy należy do elity Rittenhouse. I przypominając sobie sceny z Lucy, która mówiła, że matka popychała ją do pasji historią, jak kierowała jej przeszłość można dojść do wniosku, że planowała by Lucy latała wehikułem. Diaboliczny plan, ale znając przyszłość, dzięki Emmie, nie taki wcale naciągany. Tylko mam z tym jeden problem. Nie przejmuje się zbytnio Rittenhousem ponieważ nie znam ich celów. Serial wmawia przez całą emisję jacy to oni są źli, jak wpływają na historię i rządzą światem, ale tego nie widać. Nie wiadomo też czego tak na prawdę chcą. Władza dla samej władzy? Bez sensu. Kreowania historii? Lepiej, ale nigdzie to nie została potwierdzone.

Od zawsze shipuje Jiye i Rufusa. Dwie osoby, które wpadły w wielką intrygę, a najchętniej grałyby w Street Fightera. Cieszy mnie, że Jiya dostanie większy wątek w przyszłym sezonie. Czteroosobowa podróż w czasie wywołała u niej wstrząs i teraz mentalnie podróżuje w czasie. Jak w Rzeźni numer pięć, sam Kripke przyznaje się do tych inspiracji. To zapowiada całkiem fajny motyw na drugą serię i wprowadzi fantastyczny element do tego naukowego świata. Nawet jestem w stanie wybaczyć, że to akurat jej się przydarzyło, a nie całej czwórce.

Pisze o nadziejach na drugi sezon, a on wcale nie został potwierdzony co mnie trochę martwi. Serial na pewno nie jest tani w produkcji. Stroje i krajobrazy zmieniają się co odcinek. Oglądalność też nie jest hitowa. Mimo to cicho liczę na S02 np. w piątkowe wieczory w miejscu zakończonego Grimm. I może wtedy serial będzie sobie odważniej poczynał. Bawił się historię i zmieniał teraźniejszość. Podobno Revolution od Kripke i Ryana złapało wiatr w żagle podczas drugiego roku. Może tutaj będzie podobnie. Potencjał jest. A jeśli dostanę to samo to też nie będę bardzo narzekał.

OCENA 4/6

środa, 15 lutego 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #218 [06.02.2017 - 12.02.2017]

SPOILERY

24: Legacy S01E01 12:00 P.M. - 1:00 P.M.
Spodziewałem się rozczarowania. Czegoś w rodzaju smutku i tęsknoty za Jackem, ale ostatecznie pewnego substytutu starych dobrych 24. Nie byłem jednak gotowy na taki bezwstydny cios w krocze. I nie wiem czy to wina zmiany percepcji seriali jaka się u mnie dokonała czy zwykłej nieudolności 24: Legacy. Zakładam, że to drugie, tak jest łatwiej. Chociaż powinienem się tego spodziewać. Już przy ostatnim sezonie 24 i Live Another Day mówiłem, że marce potrzebne są zmiany. Trzeba zatrudnić nowe twarze nie tylko przed, ale głównie za kamerom. Potrzebna jest zmiana showrunnerów na młodych i gniewnych, nie bojących się odważnych decyzji wnoszących świeżość do formy. Legacy tego nie oferuje. To bezrefleksyjna kalka pojawiających się na przestrzeni lat pomysłów. Nawet nie esencja serialu tylko losowy zbiór motywów. Jest źle, co mnie bardzo smuci.

Nie miałem nic przeciwko gdy do roli nowego Jacka zatrudniono Coreya Hawkinsa. Nie mam nic przeciwko jego grze, widziałem dużo gorszych aktorów. Przeszkadza mi jego postać. Brakuje mu magnetyzmu, jest zwyczajnie nudny. Były wojskowy, problemy rodzinne, kłopoty z bratem bla bla bla. Kogo to obchodzi? Jednak najgorszy jest brak efektu wow. Wprowadzenie postaci jest toporne przez co od pierwszej sceny akcji jestem do niego zniechęcony. Ponieważ nic w niej nie pokazuje i łatwo daje się zaskoczyć terrorystą. Ostatnia strzelanina trochę poprawia sytuację, ale nie mogłem przestać się śmiać bo ciągle widziałem przed oczami kultową już scenę ucieczki z Prometeusza.

Fabularnie nie wciąga. Brakuje stawki, ale pierwsza scena jak na wprowadzenie do thillera politycznego jest żałośnie nudna. Może chciano zacząć kameralnie i stopniowo zwiększać stawkę? Nie wyszło. Potem są scenki obyczajowe. I jeszcze jedna i jeszcze. Poznajemy też początki wątków politycznych podczas kampanii wyborczej. Jest Jimmy Smith i Miranda Otto więc ma odrobinę mojego zainteresowania, ale to szybko niknie. Już są konflikty małżeńskie. Tak jak trójkąt miłosny z Carterem i jego żoną. Są też dwa megafacepalmy i kilka mniejszych. Te największe to szkolny wątek z czeczeńską uczennicą/terrorystką uwodzącą nauczyciela (!) i idiotyczne zachowanie w CTU. IDIOTYCZNE! Pewnie, że trzeba zakładać, że kretem jest nowy szef i ogłuszyć go paralizatorem. Jest też... zresztą nie ważne. Chodzi o to, że nie ma tutaj nic przez co już teraz chciałbym włączyć następny odcinek poza myślą "ciekawe co teraz spieprzą". Metr muły i zdechłe ryby. Już zupełnie pomijam stereotypowe podejście do terroryzmu, które tak bardzo jest teraz potrzebne Ameryce.

OCENA 2/6

24: Legacy S01E02 1:00 P.M. - 2:00 P.M.
Co za koszmar. Nie dałem rady obejrzeć w trakcie jednego posiedzenia, musiałem zrobić prawie 24 godzinną przerwę podczas, której tylko wkurzałem się na poziom jednej z moich ulubionych franczyz. Jest równie źle co w pilocie, niemalże każda scena to piramidalna głupota. Szkoda mi czasu by przyglądać się wszystkim idiotyzmom bo bym pisał i pisał, a już wystarczająco szkoda mi czasu, który poświęciłem na oglądanie.

Serial próbuje Hawkinsa za bardzo wzorować na Bauerze, który zdolny był do radykalnych kroków by osiągnąć powodzenie misji. Tylko, że tutaj przybrało to absurdalnąformę. Co zrobił by Jack gdyby był szantażowany przez terrorystę?  1) zorganizowałby na niego zasadzkę przy wsparciu CTU, 2) spełniły jego żądanie pierw prosząc brata o 2 miliony, a potem atakując posterunek policji? Co jest prostsze? Odpowiedź jest oczywista. Co zrobił główny bohater? Wybrał bramkę numer dwa. Przy okazji serial topornie, niczym dzielenie włosa siekierą przedstawił swoje spojrzenie na problem brutalności policji wobec czarnoskórych. Wisienką na torcie było jednak zamontowanie policjantowi bomby by zapewnić jego posłuszeństwo. Pac, pac, pac i czoło boli.

24 zawsze miało delikatnie mówiąc, nietrafione wątki obyczajowe. Tutaj jest tego apogeum. Czeczeńska imigranta/terrorystka uwodzi swojego nauczyciela by ten zbudował jej bombę, a potem tenże nauczyciel zabija innego ucznia który nakrywa ich w jednoznacznej sytuacji. Wątek gangsterski jest równie potrzebny. Żeby pokazać już nie trójkąt, a czworokąt miłosny i przedstawić historię zdrady i walki o władze w gangu zdradzonej dziewczyny. Szczyt serialowego scenopisarstwa i rewolucja w kreowani fabuł thrillerów politycznych.

Jednak fabuła wcale nie jest tutaj najgorsza. Bawienie się zapałkami ma w sobie więcej napięcia i emocji niż ten potworek. Akcja na posterunku policji to nic specjalnego. Strzelania żadnego nie było więc adrenalina nawet odrobinkę nie skoczyła. Wątki szpiegowską są rozgrywane strasznie. Nie przedstawiono dobrze bohaterów, a już nastawia się ich przeciw sobie. Nie obchodzi mnie, że ktoś komuś nie ufa skoro nie wiem co ich łączyło, jakie mają cele i ambicję. Odkrywanie źródła wycieku to amatorka. Serial pierw oszukuje, że do wiedzy o tożsamości rangersów miały dostęp trzy osoby, a potem okazuje się, że cztery, a tak na prawdę wszystko zostało elegancko zarchiwizowane. Potem podsuwa trop o terrorystce w szeregach kandydata na prezydenta (sorry, nawet nie chcę mi się sprawdzać jak się nazywa), oddala to podejrzenia by ostatecznie zrobić z niej (domniemane) źródło wycieku. Wszystko to na przestrzeni  max. 20 minut. I teraz stawiam swoją kolekcję tazosów, że jest wrabiana.

Na koniec jeszcze jedno - drętwe jak Stumilowy Las rozmowa o patriotyzmie, wierze w szczere intencję i zaufaniu do drugiej osoby. Jak tak dalej pójdzie moje bębenki zaprotestują podczas następnego odcinka i będę miał samą wizję. Co tylko przysłuży się mojej kondycji psychicznej.

I tak, zamierzam obejrzeć następny odcinek. Będę się frustrował, bił po czole i krzyczał na bogu ducha winny ekran, ale obejrzę z powodu mojego przywiązani do marki. Mam też naiwną nadzieje na poprawę. Przecież dobrze pamiętam jak wylałem kilka wiader pomyj na pilot The 100, a teraz chłonę z niezdrowym zainteresowaniem kolejne odcinki.

OCENA 2/6

DC'S Legends of Tomorrow S02E11 Turncoat
Seans LoT zaraz po 24 był jak prysznic po orce na ugorze. Ten serial ma duszę, doskonale zdaje sobie sprawy z swojej komiksowości i nie boi się jej używać. Epizod był pełen humoru i akcji. Już voiceover z początku odcinka Micka był zabawny, a potem to już tylko eskalacja niesamowitych pomysłów których zwieńczeniem był jego pomnik Roryego z Washyngtonie czy ucieczka zmniejszonego Raya przed szczurem. Dawno tak dobrze się nie bawiłem. A przecież odcinek miał też dramatyczniejsze momenty. Postrzelenie Sary przez Ripp to udana gra na emocjach. Wiadomo, nic jej nie będzie, ale tworzy emocjonalne następstwa. Podobał mi się też Jax jako kapitan i jego zabawa w Kevina samego w domu. I ta końcówka gdzie wszyscy siedzą przy świątecznym stole gdzie poruszono często przewijający się motyw rodziny. Jak mam się do czegoś przyczepić to tylko do seksu Nate'a z Amaya. Nie pasuje mi to do kontekstu równolegle rozgrywających się wydarzeń.

OCENA 5/6

Falling Skies S02E01 Worlds Apart
Gdy maszyna losująca wydała wyrok obejrzenia Falling Skies trochę się zmartwiłem i trochę ucieszyłem. To jest serial do którego chciałem kiedyś wrócić i nadrobić. Pamiętam, że kiedyś miałem mocno mieszane uczucia. Podobał mi się setting i kilka elementów z historii, ale denerwowały poboczne wątki i momentami konieczność mocnego zawieszenia niewiary. Po tym odcinku mam jednak pozytywne odczucia. Nie na tyle żeby z miejsca włączyć następny, ale wystarczająca by ta myśl mnie kusiła.

Ogólnie podobał mi się klimat zaszczucia i walki z kosmitami. Dano też dużo czasu bohaterom, szczególnie synom Toma, ale to akurat gorzej wyszło. Ja rozumiem, że to rodzinna drama, ale to właśnie te wąki mnie najbardziej męczyły. Wolałbym żeby więcej czasu poświęcono na szukanie sposobu ucieczki przed kosmitami niż konflikt dwóch nastolatków. Drama z Benem i Halem była męcząca. Poruszono trudny temat, czy można dać dzieciom broń by się broniły, ale wypadło to bardzo słabo. Fajnie za to wypadły wątpliwości Weavera czy nie pusunął się za daleko podczas wojny i czy przez niego nie cierpią cywila, a obecność TOma by coś zmieniła. Widać też rodzące się konflikty i nieufności. Nie widać za to motywu przeowdniego na cały sezon.

Po cliffhangerze kończącym pierwszą serię najbardziej mnie ciekawiło co będzie na statku obcych i jak wypadną nowi kosmici. I tutaj znowu, mieszane odczucia. Wyszło generycznie i nic rzucono nowego światła na cel inwazji na Ziemię. Przylecieli i chcą nas zniewolić jak inne rasy. Scena rozmowy była ładnie nakręcona, a design kosmitów całkiem udany. Humanoidalny, ale w wystarczającym stopniu odczłowieczniony. Tylko szkoda, że nic nowego tam nie powiedziano. Więcej miejsca poswięcono na wędrówkę Toma do swoich. I tutaj ogromne rozczarowaniem. Pomógł młodej dziewczynie by następnie podróżować z nią przez kilka miesięcy. Ogromny potencjał na opowiadanie historii. Tylko, że ona postanawia odejść gdy docierają do celu. Po The Last of Us taka banalna opowiasta w Falling Skies mocno mnie rozczarowało. Zero więzi i przywiązania, nic co by pokazywało, że długa podróż ich zmieniła. Czas antenowy nie jest z gumy, ale w takim wypadku lepiej nie opowiadać tego typu historii.

OCENA 4/6

Inne:
- dziwnym trafem gdy kosmici zaproponowali rezerwaty dla ludzi Tom nawiązał m.in. do Hitlera ale nie wspomniał o tym co zrobili rdzennej ludności Ameryki. Ja rozumiem, że momentami jest to laurka dla Amerykanów, ale takie wybielanie historii mnie mocno zniesmaczyło.

Riverdale S01E02 Chapter Two: A Touch of Evil
Bardzo chciałbym żeby Riverdale mi się podobało. Poprzedni odcinek taki był, niestety teraz nie mogę napisać tego samego. Zamiast w większym stopniu skupić się na morderstwie, jego wpływie na miasteczko albo na jego dziwaczności pokazywano nudne konflikty. Szczególnie męczył wątek Archiego i jego problemu z wyjawieniem strzału nad rzeką. Cięzko mi go obdarzyć sympatię. Jest manipulowany przez nauczycielkę czego zupełnie nie widzi. Za stary jestem na takie historię. Tak jak konflikt między Veronicą i Betty. Liczę, że przecierpiałem to i teraz będzie spokój. Brakowało mi tez atmosfery z pilota, jakby inni ludzie byli odpowiedzialny za stylistykę serialu.

Na szczęście było kilka świetnych momentów. Jak wykorzystanie muzyki która buduje nastrój sceny i wzmacnia napięcie. Gdyby nie ona otwarcie odcinka mogło być jeszcze gorsze niż było. Świetnie wypadła piosenka Josie and Pussycats przed meczem. Podoba mi się też jak serial buduje swoją szeroką obsadę wprowadzając kolejne postacie znane z imion, nawet w drugoplanowych rolach. Na szczęście końcówka trochę namieszała w tajemnicy morderstwa Jasona i rzuciła fałszywe oskarżenie względem Cheryl. Jestem zaintrygowany.

OCENA 3.5/6

Riverdale S01E03 Chapter Three: Body Double
Czasem mam wrażenie, że serial za bardzo się stara. Przy swoimi campowym wyglądzie próbuje poruszyć tematy trudne. Upchnąć jak najwięcej w czterdzieści minut przez co wątki nie są odpowiednie poprowadzone. Głównym wątkiem był tutaj slut shaming i mam bardzo mieszane uczucia jak to zostało poprowadzone. Narobiono hałasu o niesłuszne oskarżenie o seks i dokonano zemsty na złych chłopakach. Bez refleksji i równouprawnieniu i samostanowieniu kobiet. Miałem nawet wrażenie, że serial odwraca kota ogonem. Nie mówi, że krytyka kobiet za uprawianie seksu jest zła, tylko, że oskarżeni jest be. Nie podobała mi się też zemsta Veronicy. Jej tyrada była świetnie zagrana i napisana. Przecież nie pozwoli się obrażać! A potem nic z tym konkretnego nie zrobiła tylko zgodziła się na plan Betty. Który był równie zły - fizyczna zemsta. Liczyłem na coś bardziej wyrafinowanego. W tym wypadku przeszkadza mi również odcięcie od niego Archiego. Był w drużynie futbolowej, musiałem wiedzieć o takich zabawach jego kolegów, a serial nawet na ten temat się nie zająknie. Dla przeciwwagi podobało mi się jak idealizowanie Jasona przez Cheryl została zburzone.

Odcinek mimo swoich wad zrobił kilka rzeczy dobrze. Jak zagęszczanie intrygi morderstwa i sprawianie kłopotów swoim bohaterom. Umiejętnie rozbudowuje też świat i uwiarygodnia bohaterki. Jak kłopoty psychiczne Betty, republikański harcerz uczący strzelać swoich podkomendnych z broni czy zapowiedzi z offu nadchodzącej tragedii. To wszystko sprawia, że serial mimo wszystko potrafi zachęcić.

Inne:
- gazeta szkolna w dzisiejszych czasach? Ja rozumiem, że akcja Rivendale ma miejsce gdzieś obok, w alternatywnym i przestylizowanym świecie, ale bądźmy poważni, zwłaszcza, że Sheryl nałogowo korzysta z twittera.
- gościnny występ Shannon Purser czyli Barb z Stranger Things dał możliwość poprowadzenia fajnego dialogu między dwoma serialami. Scena kulminacyjna z udziałem Ethel dzieje się w domu z basenem gdzie ma dojść do seksu nastolatków tylko tutaj wszystko szczęśliwie się kończy. Fajnym zagraniem było też wypowiedziane przez Sheryll #justiceforEthel czy bezpośredniej odwołanie do kampanii w mediach społecznościowych po emisji Stranger Things. Może i czasem odnoszenie się do innych dzieł popkultury jest ordynarne, ale sprawia mi sporo frajdy.

OCENA 4/6

The 100 S04E02 Heavy Lies the Crown
To ci niespodzianka, odcinek The 100 z moralnymi dylematami. Pierw Clark męczy się czy powiedzieć ludziom o końcu świata nie mając rozwiązania. Los lidera jest ciężki. Mówiąc bez planu odbiera ludziom nadzieje, zatapiając informacje przypomina ALIE odbierając im prawo wyboru jak spędzić ostatnie chwilę. Ostatecznie decyduje się na półśrodek. Kłamie obiecując nadzieje, bierze przykład z Jahy i obciąża się ciężarem przywódcy, które może zaciągnąć ją na dno gdy sprawy wyjdą na światło dzienne. A wyjdą. Nikt teraz jej nie lubi, ale ona się tego spodziewała. Wszyscy są smutni, że umrą. Tylko Jasper chwyta dzień. Biedaczek strzeli sobie w łeb jeśli uda się mu przeżyć koniec świata.

Drugą wahającą się osobą jest Bellamy. Wraz z ziomkami wyruszył po kolektor do stacji rolniczej by po apokalipsie wytarzać wodę. Tam zastaję Ice Nation i ich małą fabryczkę z niewolnikami. Zamiast dyplomatycznie rozmówić się z sojusznikiem dochodzi do konfrontacji. Nie bez głębokich przemyśleń. Czy można ocalić garstkę ryzykując przetrwanie setek? Dylemat zwrotnicy z możliwością zatrzymania pociągu. Bellamy odpokutowując winy z zeszłego sezonu chce dać ukojenie duszy tu i teraz, a nie czekać pół roku i sprawdzić czy plan się powiedzie. Jego decyzja jest zrozumiała. I głupia. W międzyczasie podobał mi się powrót Rileya i dyskusja w grupie. To nie była autonomiczna decyzja Bellamy'ego, a głosowanie gdzie można było łatwo zrozumieć każdą z stron i dlaczego dani bohaterowie w taki sposób się opowiadali.

W Polis działy się rzeczy wagi królewskiej. Chociaż z małymi narracyjnymi problemami - osobiste wprowadzenie nowej postaci na początku odcinka, która potem niewiele robi. Roan ma zostać wyzwany na pojedynek przez jednego z ambasadorów. Ćwiczy (świetny trening z Echo), ale jest daleki od swojej najlepszej formy. Pokój dla Skikru i władza dla Ice Nation mogą się skończyć zanim na dobre się nie zaczęły. Dyplomatyczne działania Kane'a nie dają rezultatu więc do działania bierze się Octavia. Przesiąknięta ideologią Grounders i szukając własnej drogi zabija przyszłego rywala Roana. Wciąż jest lojalna swoim, ale teraz działa według własnych zasad. Działa poza nawiasem z własnym kodeksem moralnym. I jestem bardzo ciekaw jej drogi. Cicho liczę na trochę scen z Echo.

OCENA 4.5/6 

The Flash S03E12 Untouchable
Nie wiem jak Arrow, ale superbohaterskie seriale The Cw całkiem nieźle radzą sobie w tym roku. Ostatni Flash początkowo był niemrawy, trochę nudził i brakowało napięcia. Na szczęście szybko przeistoczył się w bardzo solidny odcinek z wysoką stawką i solidnymi historiami pobocznymi. Nawet walka z metą nie była zwykłym dodatkiem, ale wniosła coś do historii przepowiedni Savitara. Z małych i dużych rzeczy najbardziej mnie cieszy wtajemniczenie Joe'ego w sprawę śmierci Iris. Oczywiście w odcinku było tez kilka mniejszych czy większych głupotek, ale skutecznie były spychane na drugi plan z powodu funu jaki dawało oglądanie tego co dzieje się na ekranie.

Podobały mi się dialogi w odcinku, co akurat jest pewnym odstępstwem od normy. Szczególnie w scenach dramatycznych. Tutaj wszystko zadziałało. Tyrada Juliena w stronę Killer Frost była mocna. Tak jak motywacja przemowa Barry'ego w stronę Wally'ego. Ogólnie sceny między postaciami pokazywały coś nowego o nich, nie były pustymi wypełniaczami ekranu. Barry jako mentor się sprawdza, Catlyn walczy i powoli wygra z swoją złą stroną, a Iris bardzo boi się tego co ma wydarzyć.

Końcówka to powrót Jessie Quick i zapowiedź wyprawy na Earth-2. Dwuodcinkowa historia z gorylami powinna być czymś wyjątkowym.

Inne:
- Sarah w Legends of Tomorrow i Iris w The Flash otarły się o śmierć tego samego dnia i ranne przeleżały część historii. Przypadek? Nie sądze.

OCENA 4.5/6

wtorek, 7 lutego 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #217 [30.01.2017 - 05.02.2017]

SPOILERY

Brooklyn Nine-Nine S03E01 New Captain
Nie często się zdarza, że ciesze się z losowania. Po ostatnich crapach jakie się przydarzyły możliwość powrotu do B99 była bardzo przyjemną odmianą. Nie był to może jakiś zdumiewający powrót, nie śmiałem się dużo, ale wystarczające. Najbardziej cieszyło spotkanie dobrze znanych bohaterów. Fajnie było zobaczyć Jake'a, Amy i Boylsa po prawie 1,5 roku. Już nawet zapomniałem co mi przeszkadzało w serialu i czemu go porzuciłem. Jasne, było kilka irytujących momentów i humor który do mnie nie trafił, ale to rzeczy do przełknięcia. Całkiem możliwe, że następny odcinek zobaczę trochę szybciej. Chcę się przekonać jak wyjdzie randkowanie Jake'a i Amy, czy Holt po raz kolejny założy kostium gołębia i jak będzie się sprawował posterunek pod rządami Vulture'a.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S02E10 The Legion of Doom
Odcinek oglądany z perspektywy łotrów wypadł wspaniale. Cięte dialogi, humor, naśmiewanie się z klisz i bonding złych charakterów skutecznie umilały seans. Merlyn i Darkh wypadli bosko, kłócąc się, walcząc, współpracując i wreszcie ratując tyłek Reversowi. Nawet zamarzył mi się krótki miniserial z tą trójką. Chociaż nie, pewnie szybko by mi się znudził, ale jako dodatek często wysuwający się na pierwszy plan Legion of Doom daje radę. Sceny z nimi lepiej oglądało mi się niż te z Hunterem. Nie licząc końcówki, ta zaskakuje.

U Legend nie działo się dużo ważnego. Niemalże całą akcja na statku i rozgryzanie Medalionu Longinusa i tożsamości speedstera. Co się pośmiałem to moje. Były też dramatyczniejsze sceny. Sprowadzenie na pokład Lily musiało skończyć się tragedią. A potem happy endem. Mick się wygadał o aberracji przez co było kilka niezłych scen z Martinem i jego córką.

Inne:
- nowa okolicznościowa czołówka z symbolami członków Legion of Doom - piękne. 
- gnijący speedster ścigający Reverse wygląda świetnie. Udało się go zrobić odpowiednio przerażającego i zaciekawić jego rolą i motywacją.

OCENA 4.5/6

The 100 S04E01 Echoes
W ramach przypomnienia małe wyjaśnienie. Jestem fanem The 100, irracjonalnie zachwycam się niem każdym rozwiązaniem, potrafie uargumentować decyzję scenarzystów, zachwycam się settingem olewając ciąg przyczynowo skutkowy prowadzący do tego świata. Wiem, że nauka jest traktowana wybiórczo i często tutaj brak sensu. Nie przeszkadza mi to. To jest mój serial i póki nie zrobi czegoś bardzo głupiego nie przestane go zachwalać.  

Mocno zaskoczył mnie początek. Dawno nie spotkałem się z otwarciem sezonu będącym bezpośrednią kontynuacją cliffhangera. Żadnego przeskoku w czasie i zamiatania pod dywan bieżących problemów. Polis zeszłą serie delikatnie mówiąc skończyło w bardzo złym stanie. Teraz można oglądać skutki rewolucji ALIE. Miasto niczym po wojnie domowej, ludzie lamentujący nad martwymi przyjaciółmi, rodziną i dziećmi. Przygnębienie i śmierć potęgowane jeszcze przez wiedze Clarke o zbliżającym się końcu świata. I dla odmiany cieszące się dzieciaki w Arcadii. Serialowi udało się uchwycić dysonans wygranej wojny oglądanej z bliska i dalekiej perspektywy.

Oczywiście upadek Polis był tylko początkiem kolejnego konfliktu. Ludzie stoją na progu śmiertelnego zagrożenie, a Ice Nation walczy o władze. Błahe i nic nieznaczące, ale takie są ludzkie zachcianki i słabości. Mocno ucieszył mnie Zach Mcgowan w obsadzie i widać, że jest na Roana pomysł. Przez większość odcinka był nieprzytomny, powód wykreowanego napięcia między Azgedą i Skikru. I o ile rozwiązanie konfliktu było jak najbardziej spodziewane tak realizatorsko ekipa wywiązała się wzorowo. Stopniowanie napięcie, równoległy montaż i kilka niezłych scen akcji z Octavią.

Wątek konfliktu Ice Nation i Skye People kończy się rozejmem, ale przez jakiś czas powinien napędzać fabułę. Jest to małostkowe w obliczu topiących się reaktorów, ale to dobrze opisuje ludzi. Liczy się to co teraz. Pierw nasza władza, a potem bezpieczeństwo. Czy to za sześć miesięcy i walka z nuklearną katastrofą czy konieczność zmierzenia się z skutkami globalnego ocieplenia za kilkadziesiąt lat. Może na siłę doszukuje się tutaj ekologicznego wydźwięki, ale to jest ciekawy trop którym mógłby przez jakiś czas podążać serial.

W skali globalnej działo się dużo, ale też historię bohaterów nie zawiodły. Te duże jak i małe. Uciekający Murphy był tak bardzo typowy. Niespodziewany bohater walk z ALIE postanawia wieść własne życie i odchodzi. Urzekł mnie moment gdy Kane i Indra łączą się w przyjacielskim uścisku. Albo Raven walcząca z bólem czy ta chwila szczęścia Harper i Monthy'ego. Najciekawsze historie i te najlepiej opowiedziane były z udziałem Clarke i Jaspera.

Ona kolejny raz mierzy się z demonami i ratuje świat. Znowu bierze na swoje barki większą odpowiedzialność niż niejeden dorosły i to ona rozumie, że tylko współpracując można wygrać. Takie optymistyczne mrugnięcie w stronę naszego pokolenia. Jednak nie to zaprząta jej myśli. Ciągle rozpamiętuje Lexa. Co za świetnie zagrane sceny Elizy Taylor i Paige Turco. Jednak kulminacja emocji przyszła wtedy gdy Clarke oddaje chip Lexy Roanowi. Symbolicznie poświęca swoją ukochaną by móc walczyć o przetrwanie świata. Rozdziera ją ta, ale wie, że trzeba to zrobić by zachować szansę w walce.

Na drugim końcu spectrum jest Jasper. Clarke nigdy się nie poddaje, on wręcz przeciwnie. Opuszczenie Miasta Światła jest dla niego szokiem. Gra i się uśmiecha, cieszy z zwycięstwa, ale wie że ból wrócił. Tak jak Raven udaje, że wszystko jest w porządku, ale ostatecznie się poddaje. Bierze broń, spisuje list, rozkłada folia by nie zapaskudzić mieszkania (kulturka!) i ratuje go przypadek, pojawienie się Monthy'ego. Tylko po to żeby dowiedzieć się, że za sześć miesięcy i tak zginie. Co za piękna ironia, która tak dobrze rozumie Jasper wybuchając śmiechem. Teraz może żyć pełnią życia i cieszyć się każdą chwilą. Perspektywa całego życia z bólem była dla niego straszna. Sześciomiesięczny wyrok to dar losu. Warunkowe na którym może cieszyć życiem. Zmiana perspektywy jest diametralna. A zastanawialiście się jakby nas świat zareagował na taką wieść? Jak reagowaliby bogaci, a jak biedni? Młodzi i starzy? Czy byłby w tym jakiś wzór? Kolejny temat w który serial może się zanurzyć.

Jako wprowadzenie do nowego sezonu Echoes (i seee what you did here!) nie jest tak mocne jak zeszłoroczna Wanheda. Jest solidnie. Otwarcie nowych wątków, rozgrywanie charakterów postaci i dalszy ciąg snucia wizji tego intrygującego świata. Widmo katastrofy jest jeszcze odległe, ale się zbliża. Ja się czuje zaintrygowany.

Inne:
- oczekiwałem większych zmian w czołówce i tropów co do przyszłości sezonu. Jedynie ten bunkier na końcu wygląda intrygująca. A może to silos rakietowy? Ucieczka w kosmos byłaby ładnym domknięciem serialu.
- Raven i jej nowe komputerowe umiejętności. Przydadzą się i to wygodna furtka na powrót Ericy Cerry do roli ALIE.
- zawsze zachwycałem się pomysłowością kostiumów w The 100, ale kubraczek i korona Roana wyglądają śmiesznie. Dla kontrastu zbliżenie pod dziwnym kątem z trzęsącą się kamerą dało ciekawy efekt. Tak jak ten szybki najazd kamery od twarzy Clark do Roana.
- ostatnia scena bardzo optymistyczna. Radioaktywna chmura w Egipcie spopiela ocalałych i piramidy. Wykrzyknik na końcu odcinka - ludzie, możecie się kłócić, ale są siły których nie pokonacie.
- jak można się dowiedzieć z jednego z nagłówków gazet które przeglądała Raven świat przed katastrofą budował obozy karne na asteroidach i eksploatował je górniczo. Nic nie stoi na przeszkodzie by gdzieś na Ziemi znajdowała się gotowa do wystrzelenia kolejna stacja kosmiczna. 

OCENA 4.5/6

The Expanse S01E01E02 Safe | Doors & Corners
Długo przyszło czekać na powrót The Expanse. Ponad rok przy tak skomplikowanym serialu to szmat czasu, który nie mógł pomóc produkcji. Początek oglądało się bardzo ciężko. Musiałem sobie poprzypominać ostatnie wydarzenia, co oznaczają nazwy własne i skomplikowaną sieć zależności. Nie jestem wielkim fanem wypuszczania całych sezonów na raz ale tutaj miałoby to rację byty. Na szczęście oglądalność jest porównywalna do zeszłego roku i można już cicho trzymać kciuki za kolejny sezon.

Tak, mimo początkowych kłopotów i zagubienia udało mi się odnaleźć na tyle by znowu cieszyć się tą opowieścią. Czy to na poziomie osobistym oglądając kolejne sceny z dobrze znanymi bohaterami. Czy przyglądając się makroskali i zastanawiając czy wybuchnie wojna Ziemi z Marsem czy nie. Serial umiejętnie balansuje te dwie narracje tworząc wciągającą fabułę chwilowo z niewielką ilością punktów stycznych. Oglądanie kolejnych problemów z Amosem było równie zabawne co trochę smutne. Albo to jak Avarasala musi manewrować, działać przeciw swoim przekonaniem by wygrać dłuższą grę. Czego przeciwieństwem jest Miller które widzi świat zero-jedynkowo. Wkręciłem się na tyle by nie móc się doczekać kolejnych odcinków. I na tyle by przemknąć oko na momentami zbyt długie sceny i nudnawe czasem dialogi.

Wprowadzono też nowe postacie. Szczególnie ciekawie wypada Marsiańska patriotka marząca o zielonym domu. Twarda kobieta widząca w Ziemi swojego największego wroga. No jestem bardzo ciekawy czy jej losy splotą się z załoga Rocinante.

OCENA 4.5/6

The Flash S03E11 Dead or Alive
Ciężko jest mi jednoznacznie ocenić ten odcinek. Z jednej strony bardzo dobrze mi się go oglądało. Wprowadził kobiecą postać z mocami, która może wrócić w przyszłości, dał jakiś wątek Cisco, miał dużo humorystycznych scen i mocno stawiał na relację między postaciami. Nawet walka Cisco z Gypsy była widowiskowa z tym skakaniem po multiwersum, taka uboga ale dająca równie dużo radochy walka z Thor 2. Było też dużo o drużynie, jacy to są dla siebie ważni i jak mogą na sobie polegać co zostało umiejętnie podkreślone w finale gdy Barry mówi Wallemu, że to on musi uratować Iris.

Z drugiej strony to wszystko było tak bardzo żenująco głupie i naciągane! Cisco wyrywający się do walki na śmierć i życie, Gypsy wycierająca Barrym podłogę i jej pokonanie przez Cisco. Cała ta historia była głupiotka. Tak jak latanie Iris za historią i stawianie się śmierci. Gdy o tym wszystkim myślałem to aż mi się niedobrze robiło od naiwności fabularnej niektórych historii. I mimo to doskonale się bawiłem oglądając odcinek. Czego wcale się nie wstydzę.

Inne:
- makieta przyszłości zrobiona za pomocą klocków lego - jakiś geniusz na to wpadł.
- Earth 38, Earth 2 i gdzie jeszcze toczyła się walka? Co to było za skąpane w ogniu miejsce? Aż się prosiło o żart Cisco o Mustafar.
- Golden Glider i Gypsy, Cisco lubi niebezpieczne kobiety. Właśnie siostra Colda, chyba najwyższy czas żeby wróciła skoro najprawdopodobniej aktorce anulują serial

OCENA 4.5/6

Timeless S01E13 Karma Chameleon
Pod koniec sezonu serial zmierza w niespodziewanym kierunku. Mocny nacisk na fabułę zamiast pojedynczych misji mnie zdziwił. I to jaką opowieścią. Wyatt porywa szalupę by zmienić przeszłość i uratować własną żonę. Jak to ładnie ujął Rufus odwrócony Powrót do przyszłości. Co bardzo spodziewane wszystko idzie nie tak, a oglądanie bohaterów jest trochę krepujące. Z jednej strony kibicuje się im z drugiej, ciężko to robić bo występują przeciw naturalnemu  biegowi wydarzeń. Wyatt desperacko próbuje uratować Jessicę, podejmuje dramatyczne decyzję przez co ginie niewinny człowiek, a teraźniejszość do której wraca pozostaje niezmieniona. Chichot losu i dramatyczne zakończenie odcinka. Twórcą udało się wytworzyć prawdziwe uczucia podczas oglądania i smutku nie rozwiewa nawet humor nasiąknięty nostalgią za starymi dobrymi czasami. Szalone i kolorowe lata '80.

Wątek Lucy również fabularnie istotny. Kontaktuje się z nią Anthony który dowiedział się, że Rittenhouse chcę zmienić przeszłość i muszą zniszczyć wehikuły czasu. I to jest bardzo głupie. Przecież od początku wiadomo, że taki jest ich plan. Po co innego mieli wspierać jego budowę? I czemu jego zniszczenie ma uratować świat? Niby serial mówi, że Rittenhouse je odbuduje, ale dla bohaterów nie jest to ważny argument. Wydaje się, że tylko Flynn zachowuje się tutaj racjonalnie i chcę z nimi dalej toczyć walkę.

Annie Wershing pojawia się tylko na moment i nie ma wiele do powiedzenia. Szkoda. Mimo to widzę ją w stałej obsadzie w przyszłym sezonie. Zwłaszcza teraz gdy nie ma Anthony'ego. O ile druga seria powstanie.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #216 [23.01.2017 - 29.01.2017]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E09 Raiders of the Lost Art
Powrócił mój ulubiony serial superhero i świat stał się od razu radośniejszy. Bawię się przednio, śmieje niemal na każdej scenie, podziwiam jak twórcy bawią się konwencją i chcę więcej. Legendy to mistrzostwo serialowego campu, które w tym odcinku daje o sobie wyraźnie znać. Bo jak inaczej opisać gościnny występ George'a Lucasa i utratę mocy przez Nate i wiedzy Raya bo zmienili przeszłość i jego filmy nigdy nie powstały? Może i to jedna wielka laurka dla Lucasa, ale prawdziwa historia o tym jak wybujała wyobraźnia i eskapizm kształtują realny świat i mogą być inspiracją dla ludzi.

Ten odcinek to też bromance Merlyna i Darkha. Co za cudowne sceny tej emanującej mrokiem, ale i humorem, dwójki. Świetnie się uzupełniają, a Legion of Doom to dla nich idealna nazwa. Wystarczająco campowa i przy tym zapowiadająca coś strasznego.

Trochę już napisałem, a nie wspomniałem o powrocie Ripa. Połowa sezonu minęła o on pojawił się dopiero teraz. Kręcąc film o swoich przygodach nie pamiętający starego życia. Amnezje z reguły są telenowelowym wątkiem w serialach i męczą, ale tutaj się udało. Nieporadny Rip smakujący w LSD jest zabawny, a kolejny odcinek może dostarczyć dużo dobrego.

W odcinku prawdopodobnie zaczął się krystalizować główny wątek drugiej połowy sezonu. Walka z Legionem i poszukiwanie Włóczni przeznaczenia mogącej przepisywać rzeczywistość. Powinno to nadać fabularnej spójności przynajmniej kilku następnym odcinkom co mi się bardzo podoba.

OCENA 5/6

Intelligence S01E04 Secrets of the Secret Service
Maszyna losująca jest bezwzględna. W tym tygodniu zostałem pokarany przygłupim proceduralem sprzed paru lat. Moje życie było piękniejsze gdy o nim nie pamiętałem, a obejrzenie tego odcinka nie miało żadnej wartości dodatniej. Może poza kilkoma niekontrolowanymi wybuchami śmiechu będącymi reakcją na to co dzieje się na ekranie. Co na pewno nie było intencją twórców. Serial jest niesamowicie pretekstowy, ciąg przyczynowo skutkowy kuleje, a całość dzieje się najprawdopodobniej w alternatywnej rzeczywistości jedynie z pozoru przypominającej nasz świat. Zero poszanowania dla protokołu dyplomatycznego, dwie agencje rządowe zachowują się jak skłócone dzieci w piaskownicy, a ich agenci jeszcze gorzej. Nieznośny patos scen denerwuje, a fabuła odcinka ani trochę nie potrafiła zainteresować - odbijanie przetrzymywanych dziennikarzy przez Syryjski rząd. Nawet wymiana ognia była przeraźliwie nudna. Plusy? Można popatrzeć na Meghan Orhy.

OCENA 2/5

Power Rangers Jungle Fury S16E06 Dance the Night Away
Po długiej przerwie przyszedł czas na kolejny odcinek Power Rangers. Zbliża się film więc ochota jest. Tylko szkoda, że poziom serialu nie zachęca do zbyt częstych powrotów. Było jedynie poprawnie. Parę razy się uśmiechnąłem, parę razy pokręciłem głową z niedowierzaniem (romans dwóch potworów), ale najczęściej oglądałem z obojętnością. Nie podobała mi się też stylistyka odcinka gdzie głównym motywem było tańczenie. Najlepiej wypadło rozgrywanie przyjaźni między Theo i Lily z nowym Caseyem. I rozwiązaniem problemu gdy to Lily musi robić za spoiwo i liderkę i godzić swoich przyjaciół. Jej przemowa pokazała, że to ona powinna nosić czerwone barwy. 

OCENA 3.5/6

Riverdale S01E01 Chapter One: The River's Edge
Riverdale był najbardziej oczekiwanym serialem stacji ogólnodostępnej w tym sezonie. Od razu napisze, że się nie rozczarowałem co mnie bardzo cieszy. Pojawił się on w idealnym momencie akurat gdy Teen Wolf będzie przechodził na emeryturę ja będę miał zastępczą teen dramę i jeśli utrzyma poziom pilota to przez kilka następnych lat go nie opuszczę.

Ciekawe postacie? Są. Wielka tajemnica? Jak najbardziej. Mikorświat z mnóstwem powiązań i zależności? Oczywiście. Trójkąty miłosne i romanse? Jakże by inaczej. Do tego całkiem niezła realizacja i całosezonowa tajemnica spinająca historię. Ja jednak najbardziej ciesze się z stylu serialu. Przestylizowana estetyka z mocno nasyconymi i kontrastującymi kolorami będąca wizualnym odwołaniem do komiksów. Pięknie to wszystko wygląda. Zostało to dokładnie przemyślane na etapie preprodukcji.

Najważniejsze są postacie i to ciekawie. Taki miks dobrze znanych twarzy i tropów, który momentami bawi się konwencją. Veronica ma być z założenia jędzą, ale to dobra dziewczyna. Betty to świętoszka, która potrafi wybuchnąć. Archie natomiast.... wypada najsłabiej. Brakuje mu kontrastu w jaki zostały przedstawione dziewczyny, a jego historia młodego i niezdecydowanego co do swojej przyszłości delikatnie męczyła. Jednak jestem ciekaw co dalej. Jestem bardzo ciekawe jak te charaktery ewoluują jak będzie wyglądało tło. Jestem mocno zainteresowany, a to bardzo dobrze świadczy o całości.

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E08 Blitzkrieg
Niemalże cały odcinek poświęcony na zabawę w ganianego z wilkolwem (!) i Jeźdźcami. Za długo, w pewnym momencie całe napięcie siadło i przypatrywałem się temu z znudzeniem. Nie udało się też zbudować odpowiedniej stawki. Jeśli jest podbijana zbyt wysoko robi się absurdalna i oczywistym jest końcowe zwycięstwo. Jeźdźcy w tym odcinku złapali kilka dobrze znanych twarzy przez co zabrakło wydźwięku emocjonalnego. Prędzej niż później wszyscy zostaną odbicie. Słabo wypadły też flashbacki z II W. Ś. O ile wątek naziwarewolfa jest odpowiednio campowy na potrzeby tego serialu tak dostał za dużo scen które nic nowego nie wnosiły.

Dobrze, że prócz tego udało się wcisnąć kilka na prawdę udanych scen. Błyszczał głównie szeryf. Dał świetny popis aktorstwa gdy przypominał sobie zaginionego syna, gdy zdał sobie sprawę, że żona jest wytworem jego wyobraźni czy gdy opowiadał watasze o Mieczysławie. Tak Mieczysławie, hehe. To wymyślili imię dla Stilesa. Polski fandom jest zachwycony. Mnie jeszcze jak zwykle ucieszyły sceny z Peterem. Sarkastyczny, odcina się od Malii, a koniec końców i tak będzie ją ratować. Aż szkoda, że na koniec nie sparafrazował Gandalfa i nie krzyknął "Run, you fools!"

OCENA 4/6

The Flash S03E10 Borrowing Problems from the Future
Bardzo ucieszyła mnie jedna rzeczy - Barry postanowił nie ukrywać wydarzeń z przyszłości przed Iris i resztą drużyny. Serial lubi umartwiać bohatera więc możliwe było trzymanie tego w sekrecie przez kilka tygodni. Na szczęście zamiast tego jest współpraca w walce z ich dotychczas najgroźniejszym przeciwnikiem, przyszłością. Już teraz widać, że jest cień szansy, udało im się coś zmienić. Drobny detal będący promyczkiem nadziei. Podobał mi się przy okazji foreshadowing - zapowiedź Music Maistera i przejście Catlin na złą stronę. Nie tylko Barry ma o co walczyć.

Sam odcinek trochę nie domagał. Miał przestoje, tempo czasem mocno siadało i nudne dialogi denerwowały w równym stopniu co Barry. Ratowały go drużynowe sceny pokazujące, że to paczka przyjaciół. Szczególnie urzekła mnie domówka u Barry'ego i Iris.

Nieustanie denerwuje mnie Wells. Na początku był zabawnym dodatkiem, a aktor robi z tą postacią cudowne rzeczy. Tylko nadmiar cukru szkodzi. Jego historia jest nudna i blokuje powrót Wellsa z Earth-2, który co by nie mówić być jednym z najjaśniejszych elementów S02.

OCENA 4/6
 
Timeless S01E12 The Murder of Jesse James
To był bardzo dobry odcinek. Już pierwsze trzy sceny taki zapowiadały, kładąc silny nacisk na historię bohaterów. Wyatt odwiedza mordercę żony w więzieniu, Lucy zapomina o urodzinach siostry, a Rufus dowiaduje się o szkoleniu Jyiai na pilota. To wszystko trapi ich podczas kolejnej misji i wpływa na ich zachowanie. To już nie była zabawna przygoda tylko w równym stopniu walka z samym sobą co Flynnem. Stawiano też pytanie o granice moralności i kiedy można je przekroczyć. Tradycyjnie poruszono wątek nierówności rasowej. Tym razem wprowadzając czarnoskórego szeryfa, pierwowzór Lone Rangera co pokazało zakłamanie historii pisanej przez białych. Dało to też możliwość Wyattowi by zmierzył się z ideałem krystalicznych stróżów prawa i przekonał, że nie zawsze cel uświęca środki.

Do końca sezonu (serialu?) pozostały tylko cztery odcinki i historia nabiera tempa. Flynn odbył podróż w czasie po to by zrekrutować do swojego gangu byłego pilota Masona szantażowanego przez Rittenhause'a do tego stopnia, że postanowiła ukrywać się w przeszłości. Annie Wershing i jej piegi to zawsze miły dodatek do obsady.  

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #209 [05.12.2016 - 11.12.2016]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E08 The Chicago Way
Oczywista oczywistość na sam początek - świetny odcinek. Było kilka drobnych momentów, które mi zgrzytały, ale to uczucie szybko minęło ponieważ koniec końców bawiłem się doskonale. Już od pierwszych scen gdzie Ray i Nate ćwiczą w ładowni (znowu!) i dostają burę od Sary potem ją przedrzeźniając. Niemożliwe jak ja się dobrze bawię podczas oglądania tego serialu. To nie był jedyny taki moment, odcinek był ich pełen. Może nie tak jak zwykle bo trzeba było opowiedzieć ważną dla fabuły historię.

Pojawił się Legion of Doom i pogrywał sobie z Legendami. Współpraca z Capone to tylko przykrywka by odzyskać tajemniczy amulet. I kurde, podobają mi się jako badguye o wiele bardziej od Vandala. Darkh, Merlin i Reverse mają już ustalone tożsamości więc wiadomo czego można się po nich spodziewać, a i tak sprawiają frajdę. A może dzięki temu. Trochę brakuje interakcji między nimi, na co jeszcze przyjdzie czas.

Najfajniej wypadło pokazanie dysfunkcyjnej rodzinki żyjącej na statku np. w relacji Steina z Sarą. On nie chcę zmiany przeszłości czego nauczyła się od profesorka nie wiedząc, że niedawno naruszył timeline. Po wyznaniu prawdy szybko dochodzi do pojednanie i ochrony rodziny. Świetnie ogląda się Amayę i Micka, których twórcy ewidentnie chcą sparować. Już nie pierwszy raz dostali więcej czasu. Powrócił tez Cold. Wentworth Miller jest świetny w tej roli nawet jeśli gra tylko fragment podświadomości Rory'ego.

I na koniec najwspanialsza scena z końca odcinka. Serial wreszcie pokazał co się dzieje z Ripem. Biedak utknął w Los Angeles w latach '70. Co robi by wrócić do domu? Tworzy aberracje kręcąc film o własnych przygodach. Czy to nie jest genialny pomysł?

OCENA 5/6  

The Flash S03E09 The Present
The Flash w tym sezonie ma bardzo nierówny poziom dlatego ciesze się, że serial udaje się na przerwę z bardzo dobrym odcinkiem. Szybkie tempo, metahumor dla fanów Harry'ego Pottera i położenie fundamentów pod dalszą część serii. Było nieźle. Fajnie wyszedł króciutki wypad na Ziemię-3 i jeszcze krótsza scenka z Jokerem dla ubogich czyli Tricksterem. Mark Hamill jak zwykle świetny w tej roli. Nieźle poprowadzono historię Juliana (ta scena jak z Indiany Jonesa!) i motyw z Savitarem. Ba, nawet nie denerwowało mnie zachowanie Wally'ego. Prawie. I końcówka, która zapowiada wielkie zmiany. Zgon, zdradę i los gorszy od śmierci. Typowania można zacząć już teraz. Była nawet podróż w przyszłość i scenka z śmiercią Iris z rąk Savitara. Na prawdę chcę mi się oglądać dalej. I tylko Barry głupio się zachowuje nie mówiąc o tym co widział.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E09 Last Ride of Bonnie & Clyde
Serial nie oczekiwanie skręciłem w mroczniejszą stronę. Nie jest jeszcze tak przytłaczająco jak w filmach DC, brakuje zacinającego deszczu, mroku nocy i smutnych spojrzeń, ale jest jakby poważniej. Już sam tytuł zapowiada zbliżającą się zagładę i śmierć na końcu odcinka. Dobrze znana historia Bonnie i Clyde miała niezmieniony finał, a i tak wywołała u mnie mocne emocję. Serial przedstawił ich jako sympatyczną parę, świetnie zagraną, ale nie zapomniał wspominać o ich morderczych zapędach. Podobał mi się ten dysonans. I ta ładnie wyreżyserowana śmierć z wierszem Bonnie z offu. Dobra robota.

Nie tylko podróż tygodnia była smutną opowieścią. Serial poświęcił też trochę czasu dla rozwijania osobowości Lucy i Wyatta. Ona próbuje poznać swojego narzeczonego co jest absurdalną sytuacją, a on opowiada historię oświadczyn. Ich sytuację ładnie ze sobą współgrają na zasadzie przeciwieństw. Ona ma coś niespodziewanego, on stracił coś co cenił ponad życie. By przeżyć podróż w czasie musieli udawać romans co była dla nich ciężkie. Oboje obrócili to na końcu w żart, uśmiechnęli się do siebie na pożegnanie, a gdy kamera pokazała ich oblicza gdy nie widzieli swoich twarzy były pełne smutku jakby ostatnie wydarzenia odcisnęły na nich piętno.

Wreszcie ruszył też wątek Rittenhouse. Może nie z kopyta, ale jest ciekawie. Agenta Christophers prowadzi własne dochodzenie i śledzi Masona. Natomiast podróż w czasie dotyczyła artefaktu Rittenhouse, który ostatecznie zdobył Flynn. I odczytał dzięki temu jakiś stary list, na oko XVIII wieczny. Wygląda to wszystko na generyczne tajne stowarzyszenie manipulujące historią więc czekam na twist. Spodobało mi się jeszcze, że Rufus opowiedział Christophers o Rittenhouse. Podróże w czasie mogą dzięki temu nabyć nowej dynamiki.

Inne:
- Rufus przedstawiający się jako Wesley Snipes. Płaczę ze śmiechu.

OCENA 4.5/6

Vikings S04E12 The Vision
O ile poprzedni odcinek trochę mnie znudził tak ten mocno wkręcił. Dużo tutaj zasługa mistycyzmu i scen na granicy świata realnego. Wizje Ashlaug były ładne wizualnie, ale to składanie ofiary mnie najbardziej zachwyciło. Może i to nie poziom tej sceny z pierwszego sezonu, ale i tak klimat był niesamowity.

Udanie są też rozgrywane zależności między postaciami. Synowie Ragnara się kochają, ale widać między nimi coraz więcej rywalizacji. Bjorn, który miał być przywódcą wygląda raczej na samotnika podczas imprezki z okazji jego wyprawy. Lagherta i Ashlaug powinny niedługo stoczyć swój ostateczny bój. A Ragnar. No cóż, trochę się myliłem. On na prawdę jest rozbity, na granicy szaleństwa, desperacka próbuje odzyskać respekt bogów i ziomków. Nawet rekrutuje armię starców na raid na Anglię, która zostaje rozbita podczas sztormu. Mercy kill, można by powiedzieć. Jestem ciekaw co serial dla niego szykuje i jak przedstawi jego relację z Ivarem.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #208 [28.11.2016 - 04.12.2016]

SPOILERY

 Arrow S05E08 Invasion! (2)
Zaplanowanie 100 odcinka Arrow na crossover było karkołomnym pomysłem. I średnio się udało. Jako ten pierwszy spisał się całkiem nieźle, jako drugi już niekoniecznie.

Jako osoba, która porzuciła Arrow 2 lata temu muszę przyznać, że oglądało mi się to nieźle i nawet przez chwilę byłem zainteresowany postaciami. Jednak bardziej mnie urzekła umiejętność odwoływania się do przeszłości. Nostalgiczne sceny podkreślające długą historię serialu i rolę bohatera, który jest zdolny do poświęceń i zawsze odnajdzie swoje przeznaczenie. Prosta historia, ale działa. Fajnie też było zobaczyć alternatywną wersję świata gdzie Ollie nie został Arrowem. Ciekawie koresponduje to też z poprzednim odcinkiem gdzie Green Arrow mówi Barry'emu, że porzuciłby wszystko by odzyskać swoją rodzinę czego ostatecznie nie robi.

Jako element crossovera było słabo. Postacie z innych seriali zostały zmarginalizowane, a historię sztucznego świata można by opowiedzieć w inny sposób na poziomie street levelu np. korzystając z narkotyków. Jedyne co serial dał to średnio wyglądająca walka Supergirl i Flasha z kobietą cyborgiem wyglądająca jakby się nad nią znęcali dla zabawy. To wyglądało źle. Efektowniejsza była ucieczka ze statku obcych i pomoc Waveridera, ale to akurat wcale nie pasowało do klimatu historii.

Na początku myślałem, że nowe postacie w Arrow mnie zaciekawią. I jakże się myliłem. Wyglądają jak tani cosplayerzy, są irytujący i mało śmieszni, a morałek o tym, że nie można kogoś skreślać tylko dlatego, że posiada supermoce powinien wylądować w wieczorynce.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S02E07 Invasion! (3)
Legendy to od dawna serial, który daje mi najwięcej frajdy podczas oglądania. Ze względu na bohaterów, scenarzystów i humor. Nie koniecznie dzięki tej mieszance dostałem najlepszą składową crossovera, ale lubię tą myśl. I mam nadzieje, że więcej ludzi za tydzień da szansę LoT i zwiększy im się oglądalność bo serial na prawdę na to zasługuje.

Co było w odcinku? Czego nie było! Może pierw o rzeczach najprostszych. Sceny akcji były efektowne, zwłaszcza końcowe starcie. Głupie, bardzo naiwne, ale czy dużo głupsze od innych filmów superbohaterskich? Na pewno bardziej campowe, w stylu komiksów. Tutaj nikt nie bierze się na poważnie dlatego wszystko działa jak powinno. Były też kapitalnie rozpisane sceny humorystyczne. Komentowanie urody pani prezydent przez Sarę i Heat Wave'a to tylko wisienka na torcie. Daniem głównym był duet Cisco i Felicity. Jakże świetnie wyszli! I tylko trzymać kciuki za ich kolejny team-up, najlepiej w Legendach.

Zaskoczyło mnie trochę pogłębienie historii i nadanie wielowymiarowości Dominatorom. Nie pragną destrukcji dla samego zniszczenia. Uważają się za obrońców porządku, ich celem jest powstrzymanie zagrożenia zanim stanie się zbyt poważne. Za coś nieobliczalnego uważają Barry'ego, którego za wszelką cenę trzeba powstrzymać, dlatego przeprowadzają inwazję. I tak, to jest głupie, bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Jednak dzięki swojej celowej umowności to się sprawdza. Barry chcę się poświęcić, zdaje sobie sprawę z błędów, które popełnił i jest gotów oddać swoje życie. I nie bez powodu jego oddalająca sylwetka jest ukazana na tle amerykańskiej flagi.

Fajnie poprowadzono też Cisco, który zdaje sobie sprawę z motywów kierujących Barrym przy tworzeniu Flashpointa. Chcąc zrobić coś dobrze jesteś narażony na nieprzewidziane konsekwencję. Dokłądnie jak mówił Oliver. Uratowanie kosmity 60 lat temu spowodowało tytułowa inwazję. Również Stain zmaga się z konsekwencjami swojego zachowania - nieświadoma manipulacja przy linii czasowej doprowadziła do aberracji w postaci córki, której nie zna i którą będzie ukrywał przed resztą drużyny. Dodając do tego matrxa, w którym utknął Ollie cały crossover spina motyw odpowiedzialności za swoje czyny, akceptacji dokonanych wyborów i świata, który się tworzy.

Bardzo mnie ciekawi jakie będą konsekwencję tego crossovera. Statki kosmitów odgrywające Dzień Niepodległości nad największymi miastami, spotkanie z panią prezydent, córka Steina, Kara i jej urządzenie komunikujące między światami i przecież nie do końca pokonany przeciwnik. Wydaje się, że działy się bardzo ważne rzeczy dla uniwersum. Tylko ile z tego zostanie potraktowane na poważnie?

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E03 Sundowning
Agresywna Malia nie przestaje bawić co też pokazuje ile znaczył dla niej Stiles. Niekontrolowana przemiana podczas testu, pobicie pielęgniarza i zachowanie wobec dziadka Stilesa. Również oglądając szeryfa widać jak brak syna na niego wpłynął. Szkoda, że nie położono na to nacisku w stosunku do innych postaci. Scott i Lydia byli w tym odcinku statystami, a wizyta w domu starców nie przyniosła niczego nowego w sprawie zaginionego Stilesa. Było kilka fajnych scenek, ale to wszystko.

U Liama i spółki również średnio. Rozumiem co serial chcę pokazać. Zmianę i przekazanie pałeczki obrońcy Becon Hills. Dlatego muszę oglądać jak Cory, Mason i Hayden pomagają w ratowaniu Becki i to oni walczą z Widmowymi Jeźdźcami gdy pierwotni bohaterowie zajmują się czymś innym. I średnio mnie to interesuje.

Jeszcze nie wiem co myśleć o wątku wilkołaka pożerającego ludzkie duszę. Wydaje mi się to zbytecznym wątkiem patrząc na brak Stilesa. Wolałbym gdyby serial opowiedział jedną spójną historię zamiast przeplatać kilka wątków. Dobrze, że nie robiona tajemnicy z jego tożsamości i potencjalnie zaskoczy czymś innym.

OCENA 4/6

The Flash S03E08 Invasion! (1)
Pierwszy wielki event łączący trzy superbohaterskie seriale The Cw. Karkołomne zadanie, które ostatecznie spełniło oczekiwania. Przynajmniej na samym początku. Ja bawiłem się lepiej niż przy filmowych młóckach od Warner Bros. i trochę żałuję, że telewizja nie może korzystać z tych bardziej znanych postaci. Przecież gdyby zamiast Flasha był Superman, a Arrowa Batman o tym odcinku mówiłoby się tak jak kolejnym Gry o Tron. A tak jest niszowa, ale efektowna uciecha dla fanów.  Z pretekstową fabułą i trochę chybionymi wątkami jak na ten odcinek. Co zresztą schodzi na dalszy plan przy tak dobrze rozpisanych postaciach, relacjach Barry/Oliver i humorowi, który zwyczajnie działa.

Zdziwiło mnie to jak potraktowano Flashpoint. Zrobiono z niego wielkie halo i nie zamieciono pod dywan. Najlepiej wyszła rozmowa Olivera z Barrym, gdy przyjaciel rozumie jaką trudną decyzję podjął Barry i wspiera go. Niczego sobie byłą też przemowa Sary. Lata prowadzenia tych postaci zbierają żniwo. Tylko trochę nie rozumiem oburzenia Diggla na to, że ma syna zamiast córki. On akurat nie musi się czepiać, że Barry zmienił jego życie na gorsze.

Świetnie wypadł występ gościny Supergirl. Na Kryzys i połączenie Ziem raczej nie ma co liczyć dlatego fajnie jest ją widzieć w interakcjach z innymi bohaterami. Jej przyjaźń z Barrym czy nieufność Olliego. I reakcję Heat Wave. Co to była za świetna rozmowa!

Tylko ci obcy nie pasują. Mocno generyczni. Ale to tylko pretekst do zabawy. Pretekst do standardowej walki herosów i potem ich współpracy. Wybaczam bo sztampowość jest szybko rekompensowana.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E06 Dog Day
Zwykle bardzo lubię to jak jest przedstawiona akcja w The Last Ship. Bez różnicy woda czy ląd. Teraz jednak wyjątkowo się znudziłem. Atak na wyspę, przedzieranie się przez bambusy czy ostrzeliwanie w chatce było zbyt długie. Przez co po pewnym czasie straciłem zainteresowanie. Wracało gdy byli pokazywani jeńcy i ich walka mimo trudnego położenie. Reszta była taka sobie. Rzeczy, które już dawno widziałem tylko w innym settingu. Fajny pomysł z tunelami, takie odwołanie do Wietnamu tylko dość przeciętnie wykorzystane. Brakowało terroru i strachu przed kolejnymi metrami zdobywanej ziemi.

Może teraz gdy odbito zakładników i Mike wrócił na statek zostanie ruszony wątek polityczny. Najwyższy czas by poznać plany Chińczyków. I żeby gubernatorzy w USA zrobili swój ruch. I jak już wyliczę czego chcę to niech dadzą jeszcze Texa. Przydałby się jakiś występ gościnny.

OCENA 4/6

The Last Ship S03E07 In the Dark
Trochę szkoda, że tytułowej ciemności nie było tutaj więcej. Cały odcinek w tym stylu można było o tym zrobić jak w zeszłym sezonie podczas ukrywania się przed okrętem podwodnym. Jednak i tak było dobrze. Ucieczka przed chińczykami wyszło nieźle, kilka momentów było do prawdy emocjonujących. Jak wzięcie Nathana Jamesa za ich jednostkę. Albo przeprawa przez pole minowe. Trochę zamarzyła mi się otwarta bitwa morska na koniec sezonu.

W Sant Louis było początkowo nudno. Wyszukiwanie kolejnych brudów na prezydenta i jego radzenie sobie z kryzysem było męczące. Natomiast cliffhanger zaskakujący i nadający nowej dynamiki. Jeffrey postanowił dokończyć to co zaczął na pokładzie Nathana Jamesa i tym razem skutecznie popełnił samobójstwo. To tworzy zupełnie nową dynamikę w politycznym aspekcie serialu.

Podobało mi się co zrobiono z Greenen. Najlepszy cyngiel na pokładzie Nathana Jamesa, na co dzień spotykający się ze śmiercią i odczuwający stratę przyjaciela odbiera poród. Circle of life.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E08 Sea Change
Pierw odnośnie rządowego wątku. Namieszało się. Nowemu prezydentowi zależy głównie na PR i nie jest zbytnio gotów na pełnieniu tej funkcji. Słucha się gubernatorów, którzy toczą własną grę. Przy okazji odciął Karę od głównych wydarzeń dlatego, że powiedziała to co myśli. To oznacza więcej bezcelowego miotania się. I nie wiem już sam czy podoba mi się ten wątek czy nie.

To samo mam z historią Penga. Jest zły do szpiku kości i marzy o światowej dominacji przeprowadzając ludobójstwo w Azji. Stawka jest wysoka, ale co z tego skoro została pozbawiona osobistych motywów. To wciąż dobrze się ogląda, ale trochę jestem tym już zmęczony.

OCENA 4/6

Timeless S01E08 Space Race
W połowie sezonu stwierdzam, że z coraz większą przyjemnością włączam kolejne odcinki. Wiem już czego się mogę spodziewać i serial jeszcze ani razu poważnie mnie nie zawiódł, tak żebym myślał żeby go porzucić. Jednocześnie wiele się tutaj nie wydarzyło czego mocno żałuję. Co tydzień to samo, a zabawa z podróżami w czasie za mało agresywna. Zmiany w czasie jakie są dokonywane nie naruszają statusu quo serialu, a jedynie wprowadzają elementy humorystyczne. Patrząc na pilota to troszkę boli. Choćby w tym odcinku bohaterowie mogliby wrócić do świata odrobinę bardziej zaawansowanego technologicznie.

Jednak historia odcinka znowu była bardzo przyjemna i dla zagęszczenia atmosfery rozbita na dwa segmenty. Pierwszy z nich to próba uratowania lotu Apollo 11. Ładnie wszystko rozpisane i do samego końca umiejętnie zwiększano napięcie choćby przez przemówienie Kennedyego. Śmieszne były też żarty z ówczesnej technologii i miny Rufusa. Drugi wątek to śledzenie Flynna i jego zagadkowy plan z fintą na końcu. Wykorzystał podróż w czasie by uratować własnego brata. To był zaskoczenie. I to całkiem fajne jakby serial znowu krzyczał "On wcale nie jest taki zły".

OCENA 4.5/6

Vikings S04E11 The Outsider
Przeglądając mój serialowy kalendarz zdziwiłem się z powrotu Wikingów. Jak to, już? Nie czekałem specjalnie, nie śledziłem nowinek więc się nie rozczarowałem odcinkiem. Miękki reboot serialu wyszedł akceptowalnie. Skupił się na przedstawieniu synów Ragnera, ich zażyłości i różnic między nimi. Szybko można było sobie wyrobić o nich zdanie. Zwłaszcza Ivarze, który może być ciekawym antybohaterem. Natomiast oglądanie samego Ragnara było dość przytłaczające. Snuje się od znanej osoby do znanej i opowiada o chęci zemsty na Anglikach i poznaniu swoich chłopców. Wydaje się rozbity i bez planu. Nie wiadomo co przeżył poza nieudaną próbą samobójczą, i nie wiadomo co zrobi. Po raz kolejny robią z niego wielką niewiadomą i trochę mnie to martwi. Ile razy można próbować tego samego?

Spodobały mi się nowe plenery. Piękne górskie widoczki, gęste lasy i zatłoczony Kattegat. I muzyka robiąca kawał solidnej roboty, zwłaszcza podczas "przywitania" Ragnara z synami. Klimatu Wikingom nie można odmówić. Przydałaby się jeszcze wciągająca fabuła.

OCENA 4/6