Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Matter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Matter. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #235 [12.06.2017 - 18.06.2017]

SPOILERY

Dark Matter S01E04 Episode Four
Dark Matter porzuciłem z powodu jego jakości. Pierwsze trzy odcinki mnie nie zachwyciły na tyle by oglądać dalej więc bez wyrzutu skasowałem go z personalnej ramówki. Ślepy traw chciał bym do niego wrócił i zrobiłem to bez krzywienia się. Słyszałem, że serial fajnie się rozwinął więc ta myśl już wcześniej przeszła mi przez głową. I muszę przyznać, że całkiem przyjemnie mi się to oglądało.

Fabuła jest prosta - załoga Rezy trafia na stację kosmiczną i po kolei pakują się w kłopoty. Bardzo generyczne, momentami naiwne i wymagająca dużej siły woli do akceptacji tego co się dzieje na ekranie. Jednak gdy już do tego dojdzie można cieszyć się z oglądania sympatycznych bohaterów. Podróbka Cobba z Firefly, Trójka z Piątką uprawiające hazard czy Szósta w poczekalni u doktora. To były bardzo zabawne sceny. Tylko irytujący Jedynka mi nie pasuję.

Coraz więcej wiadomo też o Wielkiej Tajemnicy Serialu. Szybko doszło do  konfrontacji Jedynki z Corso i dano trochę bezwstydnej ekspozycji mocno sugerując klonowanie. Widać wyraźnie, że twórcy mają pomysł na serial i zaczynam liczyć by udało się im go sprzedać.

Inne:
- oglądanie Dark Matter po The Expanse wymaga chwili na przyzwyczajenie do stylistyki przygodowego sci-fi. 

OCENA 4/6

Dark Matter S01E05 Episode Five
Opuszczony frachtowiec pełen zombie? Czemu nie, lubię takie zabawy konwencją więc początek odcinka sprawił, że nastawiałem się na niezłą historię. I na nastawianiu się skończyło. O ile postacie wciąż są bardzo dobrze przedstawiane tak chodzenie po statku i szukanie kontrabandy wypadło słabo. Za długo i za nudno. Nie pomógł również wątek zarażenie Dwójki. Napięcie nie buduje się w ten sposób. Główna fabuła również nie poszła do przodu, a pojawiły się kolejne tajemnicę. Czemu Dwójka się regeneruję? Czy ma to coś wspólnego z hibernacją czy miała to wcześniej? Jestem zaintrygowany.

OCENA 3.5/6

Dark Matter S01E06 Episode Six
O, odcinek flashbackowy, powyjaśnia parę rzeczy - głupio pomyślałem na początku by w połowie mieć już dość. Serial ma problem z odnalezieniem właściwego tempa, odcinki wydają się zbyt długie, a ten konkretny był mocno poszatkowany. Na szczęście gdzieś w 2/3 dużo się poprawiło. Poza tym Piątka wcielająca się w Czwórkę była niezła, a potem w gratisie pojawiła się jej historią. Ogólnie dużo wyjawiono o załodze przez co chcę wiedzieć jeszcze więcej. I gdyby nie było nudnej Jedynki byłoby dużo lepiej.

OCENA 4/6

Dark Matter S01E07 Episode Seven
To ci niespodzianka, seksowna Ruby Rose jako android rozrywkowy. Było na czym oko zawiesić. Zabawnie było też gdy zamieniła się w morderczynie chcącą zemścić się na załodze po tym jak Jedynka się z nią zabawiał. Ten to ma problem, tylko romansowanie mu w głowie. Przez to zupełnie nie pasuje do załogi i ciężko się ogląda z nim sceny.

Wątek zabójczego androida dał trochę akcji i spowodował momenty do zaciskania więzi w załodze. O wiele lepiej wypadła jednak historia Trójki. Love story z tragicznym końcem. Umierająca ukochana i on niepamiętający swojego dawnego życia. Bardzo dobrze są rozpisywane postacie, to coś dlaczego chcę wracać do Dark Matter.

OCENA 4/6

wtorek, 7 lipca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #144 [29.06.2015 - 05.07.2015]

Upał. Nic się nie chcę, szczególnie siedzieć przed komputerem w dusznym mieszkaniu, oglądać seriali, a potem jeszcze o nich pisać. Dlatego dzisiaj bardzo krótko.

Niedużo będzie też wiadomości. Serialowy światek czeka na SDCC, które zaczyna się już jutro. Święto popkultury powinno być wyjątkowo hucznie obchodzone w tym roku. Co działo się podczas San Diego Comic-Con z perspektywy świata seriali za tydzień w podsumowaniu. Prawdopodobnie.

Jednak kilka newsów udało się złowić. Można zauważyć coraz czarniejsze chmury nad Hannibalem. Sprawa przedłużenia nie była taka oczywista. Amazon i Netflix nie są zainteresowani kontynuacją, a obsada rozwiązała już kontrakty. Opcji coraz mnie. Hulu? Jakaś niszowa kablówka? Nie amerykański kanał? Film/miniserię raz na parę lat? Oby chociaż jeden scenariusz się ziścił, szkoda byłoby żegnać Hannibala w takim momencie.

Z prawniczego zakątka napłynęły dwie wiadomości. Stacja USA Network przedłużyła Suits na 6 sezon. Ciekawe ile jeszcze. Wydaje mi się, że 7 seria może być ostatnią. Z mojego punktu widzenia ciekawszy jest angaż Jeffreya Deana Morgana w The Good Wife. Tak, papa Winchester znowu regularnie w telewizji. Gratis mniej córki Alicji. I tak wiem, muszę wziąć się za nadrabianie ostatniego sezonu.

Podano datę premiery animowanego Guardians of the Galaxy, serialu rozgrywającego się w tym samym świecie co Avengers, Hulk i Spider-Man od Disney XD. Zadebiutuje on 26 września, ale już w sierpniu będzie można obejrzeć 10 dwu minutowych historyjek poświęconych bohaterom. Tutaj można zobaczyć plakat.

Można też zobaczyć pierwsze krwawe zdjęcie z serialowego Evil Dead. Ash powróci na jesieni.

Coś na poprawę humoru. Pierw króciutkie crossoverowe promo Elementary i Person of Interest. Oglądałbym odcinek krzyżujący te dwa światy!  A tutaj wpadki z planu The 100. Przez to zacząłem tęsknić za moimi ulubionymi serialami.

Jeśli należysz do nielicznych szczęśliwców i nie masz co oglądać w wakacje zazdroszczę. Jeśli zastanawiasz się co nadrabiać to polecam listę z serialami ostatniej dekady, które odmieniły gatunek sci-fi. Jeśli miałbym polecić tylko jeden byłoby to Fringe.

SPOILERY

Dark Matter S01E03 Episode Three
Oglądając ten odcinek przypomniało mi się stareńkie Stargate. Problem techniczny do rozwiązania, technobełkot i napięcie między bohaterami. Wprawdzie to nie ten poziom co w już kultowym serialu, ale przyjemnie zleciało 40 minut odcinka. Tylko trochę śmiesznie wyglądają emocję kierowane wobec androida. Dobrze, że bohaterowie robią się coraz bardziej wyraziści. Spiskują, próbują na własną sprawę odkryć prawdę i popełniają przy tym błędy. Rozwija się też główna fabuła serialu. Piątka ma wspomnienia innych bohaterów i widzi je w snach. I liczę, że ten wątek zostanie mocniej pociągnięty w najbliższym czasie. Tak jak więcej kruchych sojuszy czy nieufności między postaciami. Najmocniejsza była ostatnia scena. Tak zwany opad szczęki. Badassowa jedynka pyta się w barze na stacji kosmicznej o statek Raza. Czyli nasi bohaterowie są klonami? To by tłumaczyło brak wspomnień i można by podciągnąć to pod pamięć mięśniową. 

OCENA 4/6

Killjoys S01E02 The Sugar Point Run
Drugi odcinek równie przyjemny co pierwszy. I równie mało ambitny. Serial rozrywkowy czystej klasy gdzie można się parę razy uśmiechnąć i szybko zapomnieć co się właśnie widziało. Główny wątek fabularny jest na razie szczątkowy, tutaj liczyła się sprawa tygodnia. Wyprawa na inną planetę i wymiana zakładników. Co nie mogło być rutynowym zleceniem. Kłopoty od samego początku, trochę twistów fabularnych i zabawne dialogi. Dutch z D'avinem i Johnna z Lucy. Właśnie Lucy. W pilocie nie zwróciłem na to uwagi, ale zapowiada się, że statek będzie ważną częścią serialu. Sarkastyczne uwagi - cudne. Na razie to mój ulubiony bohater serialu. Obok Dutch co jest akurat zasługą pogmatwanej przeszłości i trochę zbyt ekspresyjnej gry aktorskiej Hannah John-Kamen co w tym przypadku traktuje na plus.

OCENA 4/6

Hannibal S03E04 Aperitivo
Ostatnio przeszkadzało mi powolne tempo serialu. Tym razem było to samo, ale dla odmiany patrzyłem zachwycony łącząc kolejne elementy. Odcinek pokazał kto przeżył i co działo się po pamiętnym finale sezonu. Okazuje się, że tylko Abigail jest martwa. Alana, Jack, Will mają się "dobrze". Jednak nie tylko oni byli bohaterami tego odcinka. Wrócił Chilton (wiedziałem, że nie może być martwy!) oraz przerażający Mason Verger. To te dwie postacie spajały wydarzenia z odcinka. Napędzały chęć zemsty na Hannibalu bo to jest jedyna rzecz, która ich wszystkich łączy. Coś mi się wydaje, że nawet Alana i Jack mogę manipulować Willem bo wiedzą, że tylko on może go złapać. Na pewno jest to wybuchowa mieszanka i wchodzenie w układy z Masonem dla nikogo dobrze się nie skończy. 

Bardzo podobała mi się konstrukcja odcinka. Achronologiczne pokazanie wydarzeń, skupiające się na punkcie widzenia jednej postaci i flashbacki wyraźnie odcinające się od teraźniejszość dzięki zmianie formatu obrazu. Dodatkowo jeszcze ta piękna scena z zdejmowaniem maski przez Chiltona i Masona oraz moment postrzelenia Chiltona. 

OCENA 5/6

Mr. Robot S01E02  eps.1.1_ones-and-zer0es.mpeg
Jaki ten serial ma gęsty konspiracyjny klimat! Plany w planach, ukryte cele i biedny Elliot pośrodku. Evil Corp chcę mu dać pracę, a fscoiety je zniszczyć. Biedaczek nie wie co zrobić z swoim życiem, traci powoli kontrolę nie wie co zrobić. Postawił jeden niewłaściwy krok i teraz ciągle chwieję się nad przepaścią. Z której spadł w finałowej scenie! Ten serial nie tylko potrafi wytworzyć klimat, ale i zaskakiwać. Nie spodziewałem się gdy po rozczulającej historyjce o trudnych relacjach z ojcem Elliot zostanie zepchnięty przez Mr. Robota z barierki. To było mocne i buduje napięcie przed kolejnym odcinku. Tu już nie tylko liczy się konspiracja i komu zaufa Elliot, ale jak może się z tego wywinąć.

W międzyczasie w odcinku pojawił się wątek dilera narkotykowego, dostawcy Shelii i zarazem Elliota. Obleśny typek, którego trzeba się było pozbyć, co nie było chłodno skalkulowaną decyzją. Kolejny wybór, który musiał podjąć, a znowu nie ma tak na prawdę wyboru. Jakże świetnie ogląda się prześladowanego Elliota, pakującego się w kolejne kłopoty.

Tak sobie myślę - a może fsociety nie istnieje? To wszystko jest wytworem głowy Elliota i podświadomość zmusiła go do walki z korporacją by ruszyć swoje życie. Cóż to byłby za twist!

OCENA 5/6

Scream: The TV Series S01E01 Pilot
Serialowy Scream kontynuuje trend przenoszenia znanych filmowych marek do telewizji. Z jakim skutkiem? Zadowalającym. Mimo zmiany kultowej maski nie przynosi wstydu wielkoekranowej kwadrologii, dalej bawi się z widzami i sprawia, że można się spodziewam wszystkiego. Szykuje się historia z fałszywymi tropami gdzie nikomu nie można ufać i każdy może się okazać mordercą. Już pilot rzucił wystarczająco wiele okruszków, którymi można podążać i wybrać sobie najbardziej potencjalnego mordercę. Szkoda, że nie ma za bardzo komu kibicować z grona potencjalnych ofiar. I niby scenariusz chciał jakoś urozmaicić uczniów liceum, wprowadził bogate tło fabularne i przedstawił pokaźną grupkę postaci tak może 2 lub 3 wyróżniają się czymś ciekawym. Oby to był specjalny zabieg - na razie zaakcentowane kim są, a potem będą rozwijane. I będą umierać. W serialu nie mogło zabraknąć wątków meta z których znany był film. Jest osoba tłumacząca problemy w zrobieniu z slashera serialu. I to są celne uwagi, zwłaszcza do tego co dzieje się na ekranie. Nawet wygłaszane są prawa co zrobić by przetrwać. Dlatego trochę szkoda, że serial pędził, chciał pokazać za dużo rzeczy zamiast dać bohaterom wygłaszać długie dialogi o prawidłach rządzących telewizją. Szkoda też, że brakuje czytelnych nawiązań do filmowych Krzyków, a serial nie dzieje się w tym samym uniwersum.  Na pewno będę oglądał dalej bo od czasu Harper's Island nie było serialu tego typu.

OCENA 4/6

Teen Wolf S05E01 Creatures of the Night
Teen Wolf wrócił! Jeszcze rok temu niezasadnie pogardzałem tym serialem. Bo MTV, bo pilot nędzny, bo jakieś romansidło. Jednak fandom był głośny więc dałem drugą szansę i było to jedna z najlepszych serialowych decyzji w moim życiu. Zakochałem się w tym quasi horrorze przypominającym mi troszkę klimat Buffy równie umiejętnie bawiący się swoim unikalnym campowym stylem cały czas stawiając postacie na pierwszym miejscu. I taki jest właśnie powrót serialu.

Odcinek zaczyna się w Eichen House gdzie w katatonicznym stanie przebywa Lydia. Scena pod prysznicem, wydawałoby się sadystyczna oddziałowa i brak reakcji Lydii, pustka w jej wielkich oczach. I masa pytań z wielkim WTF na czele. Pierwsza scena buduje niesamowite napięcie, a potem je tylko utrzymuje. Lidia wraca do swojej celi/pokoju i znęca się nad nią pielęgniarz. Ona bezwładna, a on czerpie przyjemność z wbijania w nią igieł. Scenka jak z horroru. Lydia się zrywa, ucieka i kolejna seria WTF, wielkich oczu i mojego uśmiechu zadowolenia. Gimnastyczne sceny akcji wspomagane umiejętnościami banshee. Jakże się to oglądało! Sama przyjemność. Tym bardziej, że potem pojawia się Aidan, a Lydia zostaje zaprowadzona z powrotem do zakładu. Potem te wydarzenia okazują się flashforwardem, a sezon 5A ma opowiadać jak do tego doszło. I ja nie mam nic przeciwko jeśli co jakiś czas będą się pojawiały mylące tropy, a podejrzewam że tak będzie. Ostatnia scena była teserem wydarzeń i można sądzić że ten sezon będzie dobry, bardzo dobry. Pokaże czym jest przyjaźń i wystawi ją na próbę, może nawet poświęci jednakową uwagę wszystkim bohaterom, a nie tylko Scottowi i jego problemom. Trzymam kciuki.

Przyjaźń była głównym wątkiem tego odcinka. Jakby serial przed mrocznymi wydarzeniami chciał mocno zaakceptować więzi łączące te postacie. Bohaterowie zaplanowali spotkanie i próbowali zrobić wszystko by do niego doszło. Burza, brak zasilania, korki, zepsute samochody, big bad odcinka. Na nic, do spotkania dochodzi. Powiedziano jak ważna jest przyjaźń dla Stilesa, jak Kira źle się czuła bez Scotta w NY czy jak Scott pokonał potwora tygodnia bo wiedział, że nie walczy tylko dla siebie, ale dla swoich bliskich. Kwintesencjom tej historii było składanie podpisów przed ostatnim rokiem liceum. Rytuał podkreślający jak bardzo są bliscy, ale też że pamiętają o tych których już nie ma. Prosty inicjał A. A., banalny gest, a tyle emocji. Brawo serial, brawo scenarzyści! Wygląda to jak ostatnie radosne chwilę tej paczki, a potem dramaty. Liczyć trzeba, że potem wrócą silniejsi.

Serial ma talent do kreowania charakterystycznych przeciwników oraz zabaw z widzami. Tak też było z Blue Glowing Werewolve jak pieszczotliwie nazywam antagonistę tego odcinka. Wejście miał efektowne. Opuszczony dom, skarga na zakłócanie hałasu, interwencja Parisha i zapowiedź zamurowanej żywcem ofiary. I kolejny efekt wow odcinka - ściana zaczyna krwawić czarną mazią, przebija ją BGW i masakruje Ifryta wysysając przy tym z niego życie i zapowiadając, że poluje na Scotta. Motywacje są niepotrzebne, to normalka w Beacon Hills, tak jak kolejny atak wilkołaków na szkołę. Ten zły przez niemal cały odcinek nie sprawia realnego zagrożenia, przewija się tylko w tle i buduje napięcie, zapowiada nadchodzącą konfrontację. Do której dochodzi, zostaje pokonany (w typowo niezbyt finezyjnej scenie akcji), a potem kaja się przed swoimi mistrzami. Steampunkowi cosplejerzy bawiący się w inżynierię genetyczną i biologiczne modyfikację organizmów, których głos został przepuszczony przez syntezator komputerowy. Ciary, podziw i uśmiech zarazem. Czy ja już mówiłem, że Teen Wolf może sprawiać wrażenie taniego serialu z śmiesznymi wilkołaczkami, ale umie w design wrogów? Jeśli nie to właśnie mówię. Wygląda na to, że właśnie ta Trójca stworzyła Blue Glowing Werewolve, a w nagrodę za nieudaną misję zaćupali go. Wciąż nie wiadomo co chcą od Scotta, ale to nie ważne. Zapowiada się kapitalny przeciwnik. Przy czym liczę, że fabuła nie wpadnie do betoniarki jak w zeszłym sezonie i główna linia fabularna będzie prostsza.

Inne:
- rozmowa Stilesa i Scotta o przyszłości poza liceum, a po paru minutach okazuje się, że do drzewa stojącego obok przywiązany jest Dylan. Haha! Albo Rozmowa podczas naprawiania jeepa i wszechobecna taśma. Taśma najlepszym narzędziem naprawczym ever!
- pioruny atakujące Scotta - przypadek czy celowe działanie? Oby to drugie!
- Malia sama podnosząca drzewo korkujące ulice i jej komentarz  - "Strong legs". Uwielbiam!
- mama Scotta wpadająca jak burza do domu, mówiąca synowi gdzie ma jedzenie, że nie ma jedzenia, by sam sobie kupił jedzenie i na końcu zdająca sobie sprawę, że Scotta nie ma wcale w domu. Mama rządzi! Tak jak papa Stiles. A ta dwójka w kostnicy rządzi po całości bo pokazują, że w serialu dla nastolatków jest również miejsce na przyjaźń dla dorosłych. Dlatego te flashforwardy z końca odcinka bolą podwójnie.
- rzęsisty deszcz jest fajny w horrorowych scenach, jest fajny w scenach akcji, ale pocałunek kochanków po długiej rozłące na zatłoczonej drodze  to dla mnie trochę za dużo. Może gdyby nie ta popowa pioseneczka lepiej bym zniósł tą scenę. I brak Theo, boję się mdłego trójkącika, chociaż pod względem wątków romansowych serial mnie jeszcze nie rozczarował.
- Parrish opowiada mamie Scotta i papie Stilesa o Śmiertelnym Niebezpieczeństwie Grożącym Ich Dzieciom, a to podsłuchujący rozmowę Dylan ich odnajduje mimo, że mama Scotta dobrze wie gdzie są.
- pasek transformujący się w katanę! How cool is that?!
- Aidan zmieniający się w szalonego doktorka chcącego przeprowadzić Lydii preparacje czaszki. Ej żeby mi go nie ubili przed tymi wydarzeniami.
- mam nadzieje, że flashforwardy są w maksymalnie 15 odcinku, a nie finale.

OCENA 5/6

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #143 [22.06.2015 - 28.06.2015]


SPOILERY

Dark Matter S01E02 Episode Two
Odcinek okazał się bardziej dynamiczny, lepiej przedstawiono postacie i zaprezentowano troszkę więcej świata. Czyli pilot spartaczył robotę bo po tym odcinku myślę, że jednak zaprzyjaźnię się z serialem. Zaczynam lubić bohaterów, a to jak reagują na odkrycie swoich prawdziwych tożsamości jest interesujące. Nie akceptują losu najemników, chcą kroczyć swoją własną ścieżką, ale też będą odkrywać kim są/byli. Historia ma potencjał. Na jeden sezon, potem przydałby się jakiś antagonista.

O świecie dalej niewiele wiadomo. Pokazano jednak korporację, bezwzględne firmy dążące do maksymalizacji zysków. To nie jest oryginalny pomysł szczególnie ostatnimi czasy wielkiego kryzysu i powszechnej świadomości brutalnego kapitalizmu. Tutaj pokazano, że są źli, ale można ich w pewien sposób wykorzystać. I oby w serialu było więcej szarości.

Bohaterowie może nie są specjalnie oryginalni, ale zacząłem czuć chemię między nimi. Nawet parę razy się uśmiechnąłem podczas wymiany zdań, a jedna scena mocno mnie rozbawiła. jest dobrze. Momentami było jednak źle. Szczególnie podczas pokazywania akcji. Zero finezji, strasznie chałupniczo to wyszło i tylko czekałem aż wymiany ogna i walki się skończą. Niby reżyser chciał wprowadzić efekt "wow", ale mu nie wyszło. Nawet długie ujęcie bez cięć było średniej jakości.

OCENA 4/6

Halt and Catch Fire S02E04 Play With Friends
Mam do was prośbę - okażcie trochę miłości Halt and Catch Fire. Ten serial jak mało który na to zasługuje. Szczególnie jeśli jesteście fanami współczesnych technologii, interesujecie się ich rozwojem lub macie sentyment do przełomu lat 80' i '90. Fascynujące jest oglądanie gdy garażowa firemka pełna nerdów wpada na pomysły rewolucjonizujące nasz świat. Był online gameing, oczkiem w głowie Donny jest komunikacja internetowa, a teraz Mutiny wpadło na pomysł sieciowego FPSa. A potem zagrali w takiego w rzeczywistości. Co to była za scena, niesamowicie pozytywna, z kamerą z oczu postaci i zbliżeniami na twarze. Potem była zupełnie nieoczekiwana scena w szafie. "Tu się pracuję!". Cudownie jest oglądać ten serial. 

Były też ludzkie dramaty. I niby grają to samo - arogancki Joe, spięcia Donny i Cameron, wątpliwości i próba odnajdywanie swojej drogi, ale za każdym razem pokazywane jest to w świeży sposób. Nie ma miejsca na drastyczne zmiany i wątki od czapy, ci ludzie się szybko nie zmieniają dzięki temu są tacy ludzcy. Tylko ta ciąża Donny nie pasuje bo była nagła i niespodziewana, ale takie też jest życie. I strasznie mnie ten wątek interesuje. Zwłaszcza, że to Donna mówiła, że Community jest jej dzieckiem, a teraz będzie miała kolejne prawdziwe. I będzie pewnie rozdarta. 

OCENA 5.5/6 

Hannibal S03E03 Secondo
Uwielbiam Hannibala. Artyzm jakim posługuje się ten serial mnie przykuwa do krzesła, nie pozwala oderwać oczu i na długo zapada w pamięci. Tylko on powinien być dodatkiem. W tym odcinku już do przesady popisywano się umiejętnościami reżyserskimi, ale zabrakło treści. Trochę się wymęczyłem podczas oglądania. Jednak te elementy, które miały zachwycić zachwyciły.

Mimo dystansu jaki dzieli Hannibala i Willa to nie mogą o sobie przestać myśleć. Bolesne zerwanie pozostawiło w nich ślad, byli tak blisko ze sobą, że teraz nie mogą bez siebie żyć. Tak różni i bliscy zarazem. Prawdziwie toksyczny związek. Szczególnie widać to u Willa. Już w zeszłym sezonie jego machinację prowadziły do śmierci. Teraz mamy to samo. Zachowuje się jak Lecter, precyzyjnie planuje, wmanewrował Chiyoh w morderstwo by móc ją wykorzystać. Nawet stworzył własne tableau by odwzajemnić miłosną walentynkę z poprzedniego odcinka.

Hannibal dalej zabija. Niby robi się nie ostrożny, niby planuje zjeść Willa, ale sądzę, że to zbyt oczywiste. Il Monstro zaczęło działać by być ściganym i w końcu złapanym. Jakby to był jego plan awaryjny. Nie może zabić i zjeść Willa więc da się złapać W ostatnim odcinku Graham krzyczał, że mu wybacza, teraz jego kolej. Do tej teorii przekonuje mnie scena gdy Hannibal serwuje swojej ofierze drinka serwowanego na Titanicu, a potem sam go pije. Jakby wiedział co ma się niedługo wydarzyć.

Inne:
- surowość Litwy i posiadłości Lecterów - zachwycający widok kontrastujący z przepychem Italii.
- rozmowy Willa z Lecterem. Na fotelach. Na Litwie i w gabinecie. Piękne!
- Chiyoh - na razie nie wiem co o niej myśleć. Ciekawie będzie się oglądało kolejną postać dręczoną przez Hannibala, która wie więcej o nim niż Will. Tylko by jak najszybciej przestała być bierną bohaterką.
- szpikulec do lodu w mózgu i przedśmiertne drgawki. Przerażająca scena. Zwłaszcza niewzruszenie Bedelii i Lectera.
- "Technicznie ty go zabiłaś." Ha, ha! Hannibal żartowniś.
- Jack żyję. Jeszcze tylko los Alany jest niewiadomy. A jeśli i ona nie zginęła w finale S02 to Lecter koncertowo spartaczył robotę co do niego niepodobne.

OCENA 4/6

Mr. Robot S01E01 hellofriend.mov
Miałem nie oglądać tego serialu. Jak wielu innych wcześniej i później... Zmieniłem jednak zdanie z powodu zaskakująco pozytywnych recenzji. Najlepszy nowy serial wakacji i to od USA Network? To brzmiało abstrakcyjnie. Ściągnąłem, obejrzałem i wrócę. Bo to jest dobre. Wielka konspiracja, realistyczne hakerskie zabawy, samotny mściciel, krytyka konsumpcjonizmu i wyrazisty główny bohater odgrywający narratora, czasem niewiarygodnego z powodu swoich manii prześladowczych. Jest dobrze! Serial chwyta od pierwszych minut, pilot ma iście filmowy montaż, idealnie wyważone proporcje nieśpiesznych i dynamicznych momentów. A końcówka? Miodzio! Aż przypominają się czasy Lost gdy cliffhangery wciskały w fotel. Trochę się boję, że to może stać się teatrem jednego aktora, popisem mało znanego Rami Maleka, ale to niepotrzebne martwienie się. Kilka przyszłych odcinków zweryfikuje czy mamy tutaj doczynienia z wielkim objawieniem czy sfingowanym cudem. Oby to pierwsze. 

OCENA 5/6

True Detective S02E01 The Western Book of the Dead
Powrót True Detective uznaję za udany. Mamy nową sprawę, postacie i setting, ale serial dalej posiada swój hipnotyzujący urok. Mistyczne bagna Luizjany zostały zamienione na industriale okolice LA pełne betonowych serpentyn. Jest to widok równie urzekający co ostatnio. Ten sam sposób pokazywania dalekich planów tylko inne, ale równie obca zawartość. Czuję, że przez całą serię będę zachwycał się widokówkami tego sezonu i liczę na równie wirtuozyjną reżyserię mimo braku Fukunagi. Szkoda, że poza tym serial ma niewiele unikalnych widokówek. Pod tym względem daleko mu do S01.

Struktura serialu pozostała ta sama. Dalej mamy flashbacki, przeszłość oddziaływającą na teraźniejszość, niepokojące obrazy, przesłuchania i rozmowy w samochodzie. Widać, że to inna opowieść od tego samego człowieka. Tylko bohaterów jest więcej przez co trochę się gubię. W pierwszej serii tytułowych detektywów było dwóch, to na ich barkach spoczywał ciężar opowieści. Tutaj jest kolejny zmęczony życiem detektyw, młody funkcjonariusz z osobistymi problemami, były mafiozo i pani szeryf. Wszystkich łączy jedno morderstwo. Trochę tego za dużo, boję się że gdzieś zginie historia. Jednak trzeba przyznać, że postacie są odpowiednio skomplikowane i udało się je dobrze przedstawić. Czego zasługą było pojawienie się ofiary na samym końcu odcinka. Fajny pomysł. Spokojny wstęp i przedstawienie postaci przed sednem serialu czyli sprawą.

I o ile odcinek wciągnął mnie, trzymał w napięciu i umiejętnie budował atmosferę tak dużo więcej nie mam do powiedzenia. Solidna reżyseria, mocny scenariusz, znakomite udźwiękowienie podbijające pesymistyczny klimat i olbrzymi potencjał czekający by go uwolnić. Myślę, że sezon będzie można odpowiednio zinterpretować dopiero gdy się skończy i okaże się jaki był motyw przewodni. Bo zwykłe śledztwo czy gigantyczny przekręt nim nie jest.

OCENA 4.5/6

wtorek, 16 czerwca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #141 [08.06.2015 - 14.06.2015]

SPOILERY
Dark Matter S01E01 Episode One
Niby z niemal wszystkimi serialami jestem w plecy, a stosik tych które chcę nadrobić przybrał już monstrualny rozmiar to nie przeszkadza mi to w sprawdzaniu nowych produkcji. Tym bardziej, że Dark Matter dzieje się w kosmosie czego w telewizji ostatnimi czasy zatrważająco mało. Nie czekałem zbytnio na ten tytuł, nie miałem wielkich oczekiwań, liczyłem na coś sympatycznego. Dobry serial by mi wystarczył. I się rozczarowałem. Szczególnie brakiem oryginalności i nudą. Jednak nie porzucę serialu, to tylko pilot. W serialach tego typu zależy mi na budowaniu świata, wielowątkowych i złożonych historiach oraz... kosmosie, statkach kosmicznych, stacjach kosmicznych, obcych itp. itd. To wszystko może tam jeszcze być i czekać na odkrycie.

Pomysł na serial nie jest zbyt oryginalny. Szóstka archetypicznych ludzi z amnezją budzi się na statku i próbuje zrozumieć kim są, dokąd zmierzają. Jest też tajemniczy android robiący za interfejs statku. I mogłoby to być znośne gdyby nie realizację. Brakuje suspensu, chemii między postaciami i interesujących osobowości i relacji. Jest typowa nieufność, delikatne parowanie, trochę tajemnicy i mistycyzmu. To zaledwie ochłapy rzucone by zarysować jakąś różnorodność. Brakuje mi bohatera z którym mógłbym sympatyzować lub mu kibicować. Skryty samuraj, specjalista od rozwałki, joker. Ziew... Oby z początku wyglądali na jednowymiarowych, a serial skrywał jakieś tajemnicę. Pomóc może przewidywalny twist gdy załoga dowiaduje się, że są bezwzględnymi najemnikami. Może to prowadzić do konfliktów, być pretekstem do zadawania pytań dotyczących człowieczeństwa i napędzać ich rozwój. Lub też być zmyłką, grą androida i jego zleceniodawców. Widzę tutaj pewien potencjał.

Realizacyjnie mam mieszane uczucia. Na statku jest ciemno, czuć pewien klaustrofobiczny klimat z czasem powinniśmy lepiej poznać lokację. Ale nic go nie wyróżnia. Na razie. Jak na główny statek jest on bardzo zachowawczy, standardowy rzekłbym. Ni to nazwa, ni sylwetka czy osiągi. A to mi się nie podoba. Dodatkowo efekty specjalne wyglądają bardzo sztucznie. Miejscami miałem wrażenie, że oglądam produkcję z końca lat '90.

Serial chciałby być drugim Firefly. Ma podobny pomysł na postacie tylko kompletnie nie umie go sprzedać. Raczej go nie pokocham, ale dam tej znajomości jeszcze szansę.

OCENA 3/6

Halt and Catch Fire S02E01 SETI
Ten serial nigdy nie był wielkim hitem. Niska oglądalność, niewielki buzz w mediach i widmo anulowania. Mimo to drugi sezon został zamówiono co mnie niezmiernie ucieszyło bo Halt and Catch Fire urzekło mnie od pierwszych materiałów promocyjnych z lecącym w tle Sweet Dreams (Are Made of This), grą Mackenzie Davis i Lee Pace oraz miłością od komputerów. Miał swoje problemy, związane głównie z opowiadaniem historii, ale wszystko wskazuje, że wnioski zostały wyciągnięty.

Pierwszy odcinek tego sezonu jest miękkim rebootem, jakby poprzednia seria służyła jedynie przedstawieniu bohaterów. Poprzednie wydarzenia mają swoje konsekwencje, ale są zaledwie echem, które ukształtowało postacie znajdujące się w innych miejscach. Na początku fascynujące jest ponowne spotkanie z znanymi twarzami. Szczególnie Donną i Cameron. Dwie silne kobiety stojące na czele innowacyjnej firmy informatycznej. Umownie na czele. Bo żadna z nich nie chcę być liderką. Cameron jest anarchistką, a Donna ma dość bycia matką w domu, nie chcę zajmować się zdziecinniałymi programistami. Świetnie ogląda się wspólne sceny tej dwójki, jak mimo różnicy charakterów się rozumieją, jak łączy je pasję oraz chęć zmian. Widać też ciekawą zmianę z Donną. W zeszłym sezonie cierpliwie znosiła męża pracoholika. Teraz ona lekko wstawiona wraca późno w nocy do domu, a Gordon na nią czeka.

Zmiany u Joe były również radykalne, ale na bardziej osobistym gruncie. Wykonał rachunek sumienia, przewartościował swoje życie i stał się innym człowiekiem. Wciąż nie potrafi do końca znieść przeszłości, ale cierpliwie znosi kolejne poniżenia i widać jak chcę być "tym dobrym" mimo tłumionej złości. Jednak nie potrafi odciąć się od dawnego ja. Niby oświadcza się nowej miłości, ale wciąż ma obsesję związaną z Cameron. Lub jej inteligencją i firmą. Wciąż drzemie w nim ta dwulicowość, która przyciągała ostatnio do ekranu. To bohater, którego się uwielbia i nienawidzi zarazem.

Najspokojniej u Gordona. Wciąż jest przeciętnym człowiekiem, któremu udało się wybić dzięki zbiegowi okoliczności. I niby jego historia nie jest ciekawa, ale stanowi solidny kontrapunkt dla Donny i Joe, a jego choroba powinna dodać trochę dramatyzmu w serialu.

Reżyseria zawsze stała tutaj na wysokim poziomie, emanowała ona miłością do dawnej technologii i lat '80. Tutaj jest jeszcze lepiej. Nie dość, że poprawiono dynamizm odcinka, umiejętnie bawiono się kolorowymi filtrami i kątami filmowania to jeszcze nakręcono długą scenę na jednym ujęciu co jest jakby wyznacznikiem jakości serialu ostatnimi czasy. Był to sam początku, pierwsza scena nakreślająca sytuacja. Donna przechadzająca się po Muttiny, próbująca ogarnąć chaos w firmie idealnie pokazuje jak wygląda ich innowacyjne przedsięwzięcie. Do tego jeszcze serial stawia na sentymentalizm do growego medium. Pierw pokazuje cieszących się ludzi, emocję na ich twarzach podczas grania, a potem rzut oka na telewizor z kilkoma pikselami na krzyż.

Inne:
- girl power! O ile pierwszy sezon był głównie o duecie Joe/Gordon tak ten będzie o Donnie i Cameron. Silne kobiety w latach '80 - chcę to oglądać.
- siedziba Mutiny wygląda fenomenalnie. Pełna sprzętu, walające się komputery, kable, plakaty filmowe na ścianach, paczki po śmieciowym jedzeniu, kineskopowe ekrany i stadko nerdów. I Cameron na słuchawce opowiadająca o grze. Chcę zobaczyć bottle episode podczas crunchu lub kryzysu.
- serial dalej ma fatalną oglądalność i znowu będę się bał o jego przyszłość.
- ostatnia scena cudo. Gdy Cameron przyjeżdża po Boswortha wychodzącego z więzienia i rzucają sobie w ramiona. Słowa tutaj nie były potrzebne, wystarczyły muzyka.

OCENA 5.5/6

Hannibal S03E01 Antipasto
Wrócił kolejny z moich ulubionych seriali. Niezwykły bo operując głównie formą, a nie dobrze przecież wszystkim znaną fabułą. I znowu siedziałem bite 40 minut jak zauroczony. Smakowałem w kolejnych ujęciach, płynnie przechodzących kadrach (diabeł o twarzy Hannibala), zdjęciach nic nie znaczących detali i pięknych krajobrazach renesansowych zabytków. Przechadzka ulicami Florencji, nocna jazda motocyklem po Paryżu, odwiedziny w wysmakowanym sklepie mięsnym czy pełnych przepychu przestronnych salach. Wszystko to okraszone oczywiście trudnymi do zidentyfikowania dźwiękami, podkreślającymi wszechobecne zagrożenie oraz oniryczny charakter serialu. Zabawiono się też odrobinę formą, gdzie flashbacki przybierały bardziej kinowe proporcje ekranu i czarno-białe barwy.

Za patrzeniem na Hannibala stęskniłem się najbardziej. Jednak równie zauroczony słuchałem kolejnych dialogów i próbowałem w jakiś sposób zrozumieć położenie postaci i wyczytać coś między wierszami. To serial wymagający skupienia, uważnego śledzenie dialogów i wyciąganie (często błędnych) wniosków. Tutaj skupiał się głównie na relacji Bedeli z Hannibalem. Pełnej niedomówień i tajemniczości. Po tym odcinku można wysunąć przerażający wniosek. Lecter traktuje ją przedmiotowo. Karmi ostrygami, ślimakami, wykwinty daniem po to by lepiej smakowała. Nie szuka towarzysza, chociaż ceni jej zdanie. On prowadzi długi projekt gastronomiczny. I ona zdaje sobie z tego sprawę, co jest najbardziej przerażające. Tonie (co za obrazowe scena!), nie może uciec z matni, próbuje, ale nie ma dość siły. Boi się, wie co ją czeka i nie jest w stanie podjąć decyzji. Wmawia sobie też, że jest tylko ofiarą, a Hannibal insynuuję jej współudział. Patrzenie na grę Gillian Anderson sprawia olbrzymią przyjemność. Jej strach, niezdecydowanie, drżenie rąk, kamienny wyraz twarzy. Poezja.

W odcinku królowała Bedelia i Lecter. Jakby serial chciał się z nami zabawić. Nie ma Willa, Alany i Jacka. Wierzcie, że nie żyją. Na nich przyjdzie jeszcze czas. Tutaj było o radzeniu sobie Hannibala po wydarzeniach z zeszłego sezonu. Podróżuje po Europie, prawie nie zabija, rozwija się kulturalnie, nawet dostał własną katedrę. Jego recytowanie Dantego było wprost fenomenalne. Patrze i zachwycam się Maddsem. Ba, zachwycam się 40 minut, ale co chwila innymi rzeczami. Może wiele nie pokazano jego historii (prędzej ja coś pominąłem), ale czuć było jaką stratę odczuwa za Willem. Jakby próbował zawrzeć nową znajomość, poeksperymentować, a potem zdał sobie sprawę, że to nie ma sensu i w inny sposób wykorzystał Dimmonda. Lub zwyczajnie żywił do niego niechęć. Z powodu jego prostactwa, użył go jako dźwigni mającej wpłynąć na Bedelię. Jednak najciekawsza była końcówka. Kolejne tableau, jakby mistrz potrzebował swojej sztuki. Nie może już cicho zabijać, jedzenie mu nie starcza, chcę mieć widownię, zależy mu na poklasku.

Inne:
- fascynujące były rozmowy Hannibala z Gideona. Tutaj już nic nie ukrywamy, pokazujemy kanibalistyczne uczty. I kurde, ta nóżka wyglądała pysznie. Ciekawe było spostrzeżenie Gideona - jak ty smakujesz Hannibalu, ktoś kiedyś cie zje. I tylko na to czekać. Może nie zjedzenia, a złapania, co przecież musi nastąpić.
- nagość i brutalność w NBC już przechodziła, ale dialogi po włosku i recytowanie Dantego w oryginale? Tego amerykanie już nie zniosą.
- kanibalistyczne żarciki o jedzeniu takie cudowne. Tak bardzo mi ich brakowało.

OCENA 5/6

iZombie S01E13 Blaine's World
Tak to już jest, że od rzeczy lubianych wymagam więcej. Nie zadowalam się zwyczajnym "dobrze" bo wiem, że to coś co darzę sympatią stać na więcej. Tak było z finałem pierwszego sezonu iZombie. Po kilku ostatnich bardzo dobrych odcinkach przydarzył się spadek formy akurat w ostatnim. Co jest bardzo dziwne gdyż za scenariusz odpowiadał sam Rob Thomas.

O tragedii mowy być nie może, to cały czas ten sam sympatyczny serial zaprawiony dramatem i doprawiony cliffhangerami. Tylko czemu w ostatnim odcinku nie skupiono się wyłącznie na postaciach, a dorzucono jeszcze sprawę kryminalną? Niby kontynuacja z poprzedniego odcinka, a niepotrzebnie kradła czas bohaterom. Tak jak sceny w siedzibie Max Rager. Za długie i za nudne. Niby jakoś trzeba było nakreślić wielkiego złego przyszłego sezonu, ale nie tym kosztem. Przecież inaczej można było nakreślić to powiązanie. Boli bo nie starczyło czasu na pokazanie reakcji Payton czy większej ilości Raviego, który był zaledwie tłem w tym odcinku. Innym niewykorzystanym potencjałem był mózg tygodnia niemający większego wpływu na zachowanie Liv.

Najciekawiej wypadała historia Majora. Przetrzymywany przez Blaine'a, na skraju wyczerpanie uwalnia się i robi rozróbę. Niezbyt finezyjnie nakręconą, ale czuć było jego zajebistość dzięki fajnym momentom (granat!). Tyle przeszedł i w końcu mógł trochę odreagować. Brak skrupułów w tym momencie jest zrozumiały. Jednak już wątek romansowy z Liv to przesadny melodramatyzm. Umieram, zostaje przemieniony, wyznanie miłości, odrzucenie, lekarstwo, które może zadziałać lub nie. Ech, za dużo tego

Potencjał na przyszły sezon? Olbrzymi. Major jako zombie lub ich łowca. Lub to i to. Max Rager eksperymentujący z nieumarlakami. Początek apokalipsy z powodu końca linii zaopatrzenia. Blaine jako śmiertelnik. Clive powoli odrywający prawdę o zombie. Będzie się działo, szczególnie jak całość zostanie rozpisana na 22 epizody.

Inne:
- Liv znowu miała scenkę z szczurkiem. Jaki to słodkie!
- denerwują mnie ta przypadkowość w serialu. Tyle dzieje się w okół Liv, umierają kolejne osoby, a nikt nie zadaje niewygodnych pytań. Ja rozumiem naginanie rzeczywistości w serialu, ale bez przesady.
- jak Liv znalazła Blaine'a tak szybko pozostaje dla mnie tajemnicą i tanią sztuczką scenarzystów.
- środek nocy, strzelanina, wybuchające granaty, rozbita szybka, a policja dopiero trafia następnego dnia na mieście zbrodni. Kolejne głupie naciąganie.
- ostatnia scena gdy Liv odmawia transfuzji krwi bratu świetnie nakręcona i przyniesie w kolejnej serii trochę rodzinnego dramatu. Liczę tylko na jakiś przeskok w czasie.
- ostatni raz w tym sezonie - Rose McIver jest wspaniała!

OCENA 4.5/6

Power Rangers RPM S17E10 Ranger Blue
CU-DO-WNE! Ten serial robi się coraz lepszy i lepszy. Nie chodzi tylko o historię czy bohaterów, ale zabawę formą, samoświadomość marki i wszechobecny fanserwis. Już pierwsza scena to prawdziwa perełka. Rangersi zadają pytania dotyczące m.in. wybuchów i słów wypowiadanych podczas sekwencji morfowania czy oczu zordów, a Doktor K używając technobełkotu cierpliwie wyjaśnia złożoność tych procesów. Kulminacja następuje w finale gdy Niebieski używa eksplozji z tła do powalenia mechakitowców co były epickie. I niby widziałem już te sceny na yt to teraz zachwycają tak samo.

Odcinek skupiał się na Flynnie i znowu udało się upchnąć niesamowicie dużo materiału. Jednak w przeciwieństwie do innych flashbacki te dotyczyły jego całego życia. I to było zrozumiałe. Od dziecka był bohaterem, stawiał w obronie słabszych, a gdy dorósł dalej robił to co dobre nie zważając na konsekwencje wynikające z układów lub ograniczonego patrzenia na świat. Odcinek pokazał, że każdy może zostać bohaterem, trzeba tylko chcieć. Wtedy świat będzie odrobinkę lepszy. Poza tym Flynn jest szkotem. Szkoci są super. Tak jak muszki i fezy.

Inne:
-Doktor K prosi o pytania, wszyscy Rangerzy łapki w górę, tylko Dylanowi jest to obojętne.
- kolejne długie, nie nudzące walki pełne soczystych dialogów między Rangersami i suchych onlinerów tych złych. I Ziggy unikający walki dzięki teleportom oraz jego fascynacja wybuchem zza pleców. Mistrz. 
- Flynn jego Mel Gibson z Braveheart! Jak tu nie kochać tego serialu?
- Flynn wprawiający w zdumienie Doktor K po tym gdy udało mu się usunąć usterkę z kombinezonu. Długo nie mogła się po tym pozbierać, a jej zaszokowanie takie piękne.

OCENA 5.5/6

Power Rangers RPM S17E11 Doctor K
Rangrsi byli więc przyszedł czas na flashbacki mentorki. Od dziecka była geniuszem, przyszli smutni panowie w garniturach i zabrali ją do tajnego kompleksu badawczego gdzie była wykorzystywana i okłamywany. Historia smutna, głównie dzięki temu jak to pokazano. Flashbacki z różnych okresów życia, te same stroje, ten sam pokój, ta sama sytuacja, to samo kłamstwo. I mały promyk nadziei w postaci przyjaciół, których zyskała. Odrobinę irytujące, ale sympatyczne rodzeństwo geniuszy. Jak się okazało motywacje Doktor K w walce z Venijxem mają dodatkowy podtekst - to ona jest odpowiedzialna za jego stworzenie. Ładnie się wszystko pokomplikowało.

W teraźniejszości nie było już tak ciekawie. Głownie przez długą walkę Rangersów z potworem tygodnia. Bardzo długą. Jednak i tutaj było kilka zwrotów akcji i fajnych momentów. Nic jednak nie przebije pojedynku Tanayi 7 z Doktor K i jej skrzypcami. Toż to wspaniałe, campowe doświadczenie i radosna rozrywka. Na plus zaliczam również siły ludzkości coraz bardziej ustępujące maszyną. Widać, że kolejne walki są coraz trudniejsze, a Venjix nie jest nudnym łotrem do ubicia, a realnym zagrożeniem.

Inne:
- jak dobrze słuchało się tych skrzypiec przez cały odcinek! Flynn ma kobzy za podkład muzyczny, a Doktor to.
- Ziggy i jego głupie pytanie, kto jest dobrym i złym i cięta riposta (z nutką tęsknoty za normalnością) Doktor K "What’s it like being stupid your whole life? Is it as wonderful as it seems?". Uwielbiam tą dwójkę!
- pomagierzy Venjixa, obrzydzeni swoimi odbiciami w lustrze i komentarze Tanayi 7. Uśmiałem się bardziej niż powinienem.
- świetny pomysł by nie pokazywać twarzy ludzi w garniturach, którzy "zatroszczyli się" o Doktor K.

OCENA 4.5/6

Supernatural S07E23 Survival of the Fittest
Mogłem się tego spodziewać. Przeciętny przeciwnik sezonu zaowocował rozczarowującym finałem. Przed kompletną katastrofą uratowało go kilka rzeczy z Crowleyem na czele. Mark Shepard jak zawsze mile widziany i kradnie wszystkie sceny. Tym razem wykiwał braci, Dicka i umocnił swoje wpływy na Ziemi. Czuję, że to on będzie potężnym graczem w przyszłym sezonie. Pozbycie się Lewiatanów rozczarowało. Niby bawiono się w niepewności, próbowano budować napięcie, ale brakowało zaskoczeń i całość skończyła się dość prosto. Tylko cliffhanger zaskoczył. Dean i Castiel trafili do Czyśćca. Jasne, nie zrobiło to takiego wrażenie jak wizyta Deana w Piekle między 2, a 3 sezonem, ale poczytuje to za plus. Nie podobało Darmi się za to jak zakończono wątek Bobbyego. Zdał sobie sprawę w co się zmienia i odpuścił. Niepotrzebne. Jeśli chciano to ciągnąć to taka postać jak on powinna dostać cały epizod na pożegnanie.

OCENA 3.5/6