Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Shadows. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Shadows. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #49 [02.09.2013 - 08.09.2013]

Nowy sezon coraz bliżej i to mnie przeraża. Tyle nowych odcinków, powrót starych seriali, a przecież człowiek chciałby jeszcze obejrzeć jakiegoś starego klasyka i nadrobić kilka produkcji z którymi jest do tyłu. Nie mam pojęcia jak w drugiej połowie września znajdę czas na to wszystko, ale trzeba go będzie jakoś wygospodarować. Najwyżej się nie będzie spało. Sen jest przereklamowany, przecież tyle odcinków można obejrzeć przez ten czas. 

Breaking Bad mocarnie finiszuje. W sumie podziewałem się czegoś takiego, ale i tak każdy odcinek oddziałuje na mnie emocjonalnie. Szkoda, że to jeden z niewielu seriali, które są do tego zdolne. Niestety nie udało się to w pełni Lutherowie. Premiera 3 sezonu wypadło zaledwie bardzo dobrze, ale od tego serialu oczekuje więcej. Po początkowym zauroczeniu The Shield dalej jestem zdania, że serial zasługuje na moje TOP10, ale daleko mu do The Wire i Breaking Bad. W sumie ma jeszcze trochę czasu by mnie przekonać do siebie, ale wątpię żeby dorównał ww. serialowym gigantom. Niestety nie ta liga. Ciekawe jak w porównaniu do nich wypada jeszcze Mad Men, The Sopranos, Deadwood, Carnivale, Oz... tyle do nadrobieniu, a tu zaraz wróci Sons of Anarchy i kolejna godzina mniej z głowy w tygodniu. 

Całkiem niespodziewanie pojawiła się w internecie premiera 3 sezonu Homeland. Miesiąc przed premierą! Ściągnąłem, miałem obejrzeć, ale wykalkulowałem, że się nie opłaca i usunąłem. Nie dość, że brak części efektów specjalnych to jeszcze musiałbym czekać niesamowicie długo na dalszą część.Tyle wytrzymałem, wytrzymam i jeszcze troszkę by w pełni cieszyć się serialem. Mam tylko nadzieje, że będzie lepiej niż ostatnio. 

Jak zwykle w podsumowaniu kilka odcinków Dark Shadows. Niby mało czasu, ale jakoś wlatują kolejne epizody tej telenoweli. Do 70 na pewno obejrzę. Więcej nie mam na dysku więc będzie to dobry moment na coś innego. Pretendentem jest pierwszy sezon Mighty Morphin Power Rangers. Tak lubię takie starocia i dobrze mi z tym.

Wbrew pozorom nie zapomniałem o pisaniu recenzji całych sezonów. Po prostu stwierdziłem, że odrobinę mija się to z celem bo w gruncie rzeczy w większości powtarzam się z tygodniowych podsumowań. Dlatego następnym razem pojawi się zbiorczy post z kilkoma serialami opisanymi bezposilerowo dla tych, którzy nie zaglądają tutaj. Trochę tego się nazbierało więc będzie konkretnie i bez lania wody. Chyba, że będę chciał sobie trochę popisać.

UWAGA NA SPOILERY

 Breaking Bad S05E12 Rabid Dog
- i tym razem na prawdę spokojny odcinek gdzie niby nie ma akcji, ale i tak się sporo dzieje. Do tego ładna konstrukcja epizodu, która wzmaga zaciekawienie.
- Walt został podstawiony pod ścianą i uległ presji otoczenia. Nie chcę wysyłać Jessego na Belize, nie uważa, że ma wściekliznę, ale podejmuje drastyczne kroki za namową Saula i Sky. Strasznie emocjonująco wyszły te sceny gdy oni mówią mu żeby zabił Pinkmana. A on mimo, że zrobił tyle złego nie chcę tego dokonać bo w jego pokręconej głowie wciąż jest między nimi więź. Niby używa tej manipulacji, ale tak bardzo wmówił sobie, że to dla dobra Jessego, że w to nawet wierzy. Telefon do Todda na końcu zaskakujący, ale mam przeczucie, że będzie chciał to jeszcze jakoś odkręcić
- po kilkunastu minutach pokazano co działo się w domu Waltera i jednak Jesse się nie rozmyślił. Musiał zostać przekonany przez Hanka, który trafił do niego w właściwym momencie. Mocna scena w domu i w końcu poddanie się. Trochę szkoda, że spowiedź Jessego została w tak normalny sposób pokazana. To w końcu Breaking Bad i miałem nadzieje na jakieś charakterystyczne ujęcie w tym momencie i nietypowy sposób zaprezentowania wyzwania. Nic z tego. Dobrze jednak, że to się stało. I Jesse ma racje - to jego słowo przeciw słowu Walta. Praktycznie nic to nie znaczy bez dowodów. 
- wrażenie na mnie wywarły sceny z Marie. Pierw u terapeuty, a potem w domu z Jessem. Niby na rozluźnienie, ale tutaj nic do końca takie nie jest, zawsze jest to drugie dość pesymistyczne dno. Również Hank dostał trochę czasu. Czasu w którym straciłem część sympatii do niego. Rozumiem to że jest wkurzony po tym jak odkrył, że jest wykorzystywany przez Waltera, ale teraz robi dokładnie to samo w stosunku do Jessego. Używa go jako narzędzia do spełnienia swoich planów. Zepsuje się trudno, nie zepsuje będzie mógł odłożyć na półkę i zostawić w spokoju. Zero empatii tylko czyste kalkulowanie. Dobrze, że Jesse ma jeszcze coś do powiedzenia i zdecydował się to rozegrać po swojemu
- na koniec o scenie, która zrobiła na mnie największe wrażenie - Walt Jr. pocieszający ojca. Niby jeden z najspokojniejszych momentów odcinka i nic nie znacząca scenka, ale serce się człowiekowi kraja jak zda sobie sprawę ze wszystkich implikacji. Bezgraniczne zaufanie syna i ojciec go wykorzystujący zastanawiający się nad kolejnym morderstwem osoby do której ma stosunek paternalistyczny. Rodzi się też współczucie gdy pomyśli się co będzie się działo z juniorem gdy ten dowie się kim tak na prawdę jest jego ojciec i do czego jest zdolny

OCENA 5/6

Dark Shadows - Beginnings Episode 39/209
- kłótnia Rogera i Sama wygląda jak te z podwórka z małymi dziećmi. Zrobisz to bo ja tak mówię, a on że nie potrafi. Śmieszne to trochę. Ciekawiej się jednak zrobiło jak Roger znowu zaczął mu grozić śmiercią. Chyba jednak Sam zginie, a jeśli nie to i tak treść listu się pojawi 
- co takiego Bill kombinuje? Czy na pewno jest w stanie poświęcić Rogera? I kim jest ten człowiek z którym rozmawiała Elisabeth? Namnożyło się sporo pytań

Dark Shadows - Beginnings Episode 40/209
- Bill przypadkiem dowiaduje się o powiązaniach między Rogerem, a Samem, szkoda, że bez szczegółów. I jak to zwykle bywa - droga do prawdy przez alkohol. Teraz powinien rozpocząć swoje własne śledztwo i grzebać dalej.
- u Caroline i Burta dalej to samo. Trochę się to już nudne robi, dobrze że ona wciąż urocza

Dark Shadows - Beginnings Episode 41/209
- ile tu się rzeczy ostatnio dzieje. Zupełnie jakbym oglądał jakiś inny serial. Trochę szkoda, że przez to David został odsunięty na dalszy plan, ale jak powróci to z hukiem
- współczuje Samowi. Jest ogromnie zaszczuty, niemal każdy ma do niego jakieś pretensje i coś chcę. Nie zdziwię się jak popełni samobójstwo, ale coś głupiego u Elisabeth
- doszedł jeszcze jeden wątek. Na razie ledwie wspomniany, ale pewnie również będzie miał istotny wpływ - problemy finansowe Rogera.  

Dark Shadows - Beginnings Episode 42/209
- no niestety, spotkanie Sama z Elisabeth nic nie wniosło do fabuły. Tylko jeszcze raz pokazano jak bardzo jest on roztrzęsiony i jego życie chyli się ku upadkowi. Szkoda, że na drastyczne zmiany trzeba jeszcze czekać
- u Burta trochę więcej. Zajmuję się finansami Collinsów i ma plany ich wykupienia - nic czego nie wiadomo. Do tego jeszcze spotkanie z słodką i naiwną Caroline. Kiedy ona w końcu przejrzy na oczy, że jest bezwzględnie manipulowana?  

Dark Shadows - Beginnings Episode 43/209 
- teoretycznie mało się działo, ale cała intryga i relacje między postaciami z odcinka na odcinek robią się coraz bardziej poplątano. Jeszcze Joe został w to wplątany, będzie niedługo iskrzyć na linii Victoria/Sam, a Bill powinien podjąć trudną decyzję. Dzieje się i całkiem niespodziewanie wypływają nowe fakty - wszystko zaczęło się od wypadku samochodowego Burta, Rogera i jego żony. Myślałem, że będzie to coś bardziej dramatycznego, ale w końcu nie znane są jeszcze wszystkie fakty  

Dead Like Me S02E05 Hurry 
- znowu z błahej rzeczy zrobiono główny wątek odcinka. Tym razem ulotność czasu i różne sposoby jego percepcji. Nie zdawanie sobie sprawy jak szybko ucieka i jaka jest nieudolna pogoń za nim. Gdy spojrzy się na mijające wskazówki i nad tym zastanowi jest już za późno. Lubie te monologi George bo można w nich znaleźć sporo analogii do własnego życia
- i jeszcze takie ludzkie były sceny na poczcie. Długie kolejki, pokręceni ludzie i osoby wpychające się przed nas. I mądrość życiowa Ruba. Brawo! Wątek z listem z przeszłości smutny mimo, że wiele o nim nie wiadomo. Znowu ten czas, zabójca wszystkiego
- u Daisy znowu smutno. Czasem ten serial potrafi być na prawdę przygnębiający. Jasne, jest dużo humoru opartego na postaciach, ale puenta jest zwykle depresyjna. Tym razem facet popełniający samobójstwa. U Masona analogicznie - wesołe przygody  na koniec zdanie sobie sprawy jakie to nędzne życie i co on w ogóle robi

OCENA 4/6

Luther S03E01 Series 3, Episode 1
-lekkie rozczarowanie mimo, że to wciąż świetny serial. Spodziewałem się czegoś mocniejszego i mroczniejszego, a dostałem dość przeciętnie zapowiadającą się sprawę. Przynajmniej tak to teraz wygląda. Kolejny morderca, którego się nie będzie pewnie pamiętać. Sceny jak podchodzi ofiary i się z nimi rozprawia są jak najbardziej klimatyczne, ale nic poza średnią serialu. Równie dobrze mógłby to być odcinek jakiegoś innego procedurala. Co najgorsze ta sprawa jeszcze będzie się toczyć przez najbliższy odcinek...
- druga sprawa to morderstwo, które John postanowił puścić płazem. I tutaj jest o wiele lepiej. Na prawdę mocne sceny i dwuznaczna moralność. Efekt po zabawie sokowirówką czy scena w kuchni robiły wrażenie i działały na emocje. Tutaj akurat jestem ciekaw co dalej
- jeśli chodzi o samego bohatera to tutaj nie ma się w większości do czego przyczepić. Szkoda, że Alice nie ma, ale sam John też daje rade. Wciąż jest styrany życiem, samotny i działający według własnego kodeksu moralnego. Jeszcze śledztwo przeciw niemu powinno mu nadać sporo charakteru i zaprowadzić w nieodkryte rejony jego osobowości. Mam nadzieje, że serial będzie odpowiednio odważny w tym aspekcie
- nie podobał mi się jeszcze tani dramatyzm, szczególnie podczas drugiego morderstwa. Nieszczęśliwy zbieg wypadków, przypadek, irracjonalne zachowanie jak z tanich horrorów. Słabo to wyszło. Tak jak niektóre fragmenty podczas śledztwa przeciw Johnowi czy jego pierwsze spotkanie z nową dziewczyną. Grubymi nićmi to wszystko szyte

OCENA 4.5/6

Suburgatory S01E20 Hear No Evil
- nic mnie nie roześmiało w tym odcinku. Był tragiczny. Szkoda, że taki słaby poziom się utrzymuje bo w środku sezonu było przyjemnie, a teraz pałam niechęcią do każdej z postaci. Nawet Tessy. To ona miała być ostoją normalności w Chatswin i wyśmiewać te wszystkie schematy, a okazało się, że idealnie się wpasowało. Tylko, że to nie jest śmieszne
- najgorzej wypada wątek Eden. Jest taki nienaturalny, że tylko zgrzytam zębami. Przecież George zupełnie do niej nie pasuje. Zachowanie Noaha i Jill również irytuje i niczego specjalnie nie wyśmiewa mimo, że ma takie ambicję. Przerost ambicji nad umiejętnościami
- wątek Lisy mnie nie interesuje, ale idę o zakład, że to Ryan jest z surogatki, jeśli w ogóle coś takiego będzie miało miejsce

OCENA 2/6

Suits S01E12 Dog Fight
- cliffhanger finału można było już przewidzieć w pilotowym odcinku. Typowe zagranie, które nie jest ani trochę emocjonujące. Bo przecież Mike i tak wróci do współpracy z Harveyem i za góra 3 odcinki wszystko będzie o staremu by następne trzęsienie nastąpiło przed dłuższą przerwą. Takie to typowe
- po całym sezonie dochodzę do wniosku, że nie lubię Mike'a. O ile do jego relacji z Harveyem nie mam zastrzeżeń tak tracę do niego całą sytuację gdy próbuje załatwić jakiś swój problem. Boi się prawdy i szczerej konfrontacji, jego życie uczuciowe jest w rozsypce i jest okropny w ocenianiu charakterów. Nie wiem może na przestrzeni kolejnych serii się zmieni, ale we mnie wzbudza on tylko irytację
- sprawa całkiem interesująca. Do czasu. Występ w sądzenie ok, mało emocjonujący, brakowało dobrych dialogów, reszta dziejąca się w okół tego o wiele lepsza. Rozwiązywanie śledztwa i stawianie czoła kolejnym problemom. Szkoda tylko, że wszystko się dobrze skończyło... Czekałem tylko na dramatyczną końcówkę. Marzyło mi się, że bohaterowie go unieważniają i gdy chcą mu przekazać dobrą wiadomość okazuje się, że popełnił samobójstwo. I wtedy serial wiele zyskał by w moich oczach
- narzekam i narzekam, ale to wcale nie był zły odcinek. Typowy w konwencji Suits z odniesieniami do klasyki filmowej. Za to serial będę zawsze chwalił. Nie zabrakło też humoru i Donny. Donna to zawsze zaleta.

OCENA 4/6

The Shield S03E04 Streaks And Tips
- znowu to zrobili - zestawili dramatyczne wydarzenia z tymi pełnymi humoru. Z jednej strony występ golasów, a z drugiej wypadek, być może, że nawet śmiertelny, Tevona. I nic tego nie zapowiadała. Kolejne słowne przepychanki w odcinku między nim, a Shanem to standard tylko, że teraz doszło do rękoczynów. Wszystko pokazane w sposób naturalistyczny, krew i odkształcenia na twarzy już po kilku ciosach, szalejąca kamera i dewastacja mieszkania i mocny akcent z Marą. Perfekcyjna realizacja co przyniesie długotrwałe konsekwencje. Dla wszystkich
- ciekawy zrobił się wątek Juliena. Nie dość, że ostatnio nadużywa przemocy to jeszcze kłóci się z żoną. I okazuje się, że tego przyczyną jest to, że nie może dać jej dziecka. Dramat postaci, bo nie dość, że były gej, który chcę uzyskać potomstwo z kobietą to jeszcze jest kreowany na samca alfa.
- śledztwo dobrze poprowadzone, kilka zwrotów akcji, powrót znanej postaci (Denna mogłaby jeszcze wrócić)  i wypełnianie tego dodatkowym śledztwem w sprawie zatrucia. Nieudany popis Dutcha i efektowne rozwiązanie sprawy przez Wyms. No ciekawe co takiego ten dziennikarz napisze

OCENA 4.5/6

The Shield S03E05 Mum
- co za mocny odcinek. Chyle czoła przed tym kto go skonstruował, głównie ze względu na końcówkę bo niemal wszystko to co się działo przez 40 minut miało jeszcze uwydatnić szok Acevedy. Scena gwałtu była niespodziewana niemal z niczego i przez zupełnie podrzędnych i nic nie znaczących oprychów. Niesamowicie mnie zszokowała i jestem pod wrażeniem popisu aktorskiego Benito Martineza. Jego szok i obrzydzenie zostały tak zagrane, że mu się autentycznie współczuło
- powróciła sprawa gwałciciela staruszek. Jakby jedno przestępstwo w odcinku było mało. Dalej detektywi stoją w martwym punkcie i nie ma się co dziwić kobietą, że się nie chcą przyznać. Mocna scena na końcu jak jedna z nich myślała o samobójstwie po tym co się stało. Smutne było też to, że całe śledztwo Wyms i Dutcha niemal bezcelowe bo kapitan nie zgodził się na badanie. Swoją drogą fajne narzędzie statystyczne, pobawiłbym się takim, ale podejrzewam, że kasa idzie dla specjalisty bo w obsłudze nie jest raczej trudne
- Tevon jednak przeżył, ale ma uszkodzony mózg, Shane oczywiście do niczego się nie przyznaje. Będą z tego jeszcze kłopoty. Sprzątanie domu nieźle pokazane, ciekawe kto pierwszy nie wytrzyma napięcia - Mara czy Shane i zacznie gadać.
- kasa wypłynęła i może to narobić niezłych kłopotów Strike Team oraz Dagurowi. Czekam na więcej i mam nadzieje na przyśpieszenie trochę sprawy bo strasznie wolno toczą się wątki w tej serii

OCENA 5.5/6

The Shield S03E06 Posse Up
- Aceveda dalej nie może się otrząsnąć po ostatnich przeżyciach i nie ma się co mu dziwić. Pytanie tylko jak to dalej będzie na niego wpływało. Problemy z żoną na pewno, ale czy w pracy? I kiedy wypłynie zdjęcie? Bo przecież musi, inaczej by nie było robione.
- Strike Team włamujące się do sejfu kapitana na posterunku policji? I podobno trudno było obrabować pociąg z forsom ormian. Teraz się zaczną problemy.
- śledztwo w sprawie zabójstwa żony policjanta ciekawe. Jasne, była typowa solidarność mundurowych, ale też zakończenie bez happy endu. Trochę szkoda bo oczekiwałem czegoś więcej np. Julien zabija podejrzanego, a winnym okazuje się Tommy. Bardziej by pasowało do serialu. Jednakże ciesze się, że spowodowało to kilka scen Julien/Vick
- o wiele lepszy jest dla mnie wątek seryjnego gwałciciela. Dutch na konferencji prasowej sobie nie radził, powiedział za dużo i potem trzeba było się z tym uporać. Trochę dziwne, że to Wyms nie występowała. Liczę, że to śledztwo będzie się jeszcze trochę ciągnęło
- Vick zazdrosny o "romans" Corrine. Jakie to przewidywalne... już kilka odcinków temu można było dojść do tego wniosku.
- Shane jako gej był jednym z śmieszniejszych elementów odcinka. I jeszcze ta nić porozumienia z innymi i zgrywanie się z niego przez resztę ekipy

OCENA 4.5/6 


Odcinek tygodnia - The Shield 3x5
Wpadka tygodnia -  Suburgatory 1x20

niedziela, 1 września 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #48 [26.08.2013 - 01.09.2013]

SPOILERY



Breaking Bad S05E11 Confessions
- nie mam pojęcia jak Vince Gilligan to robi, ale po raz kolejny dostarcza niesamowity odcinek. Przez 40 minut opierający się na dialogach i oferujący na koniec niesamowity zwrot i pędzącą akcję. Oczekuje na kolejną manifestację jego geniuszu w postaci nowego serialu. I ogromnie nie chciałbym żeby to był spin-off z Saulem
- ale o odcinku. Tytułowa spowiedź była jednak nie taka jakiej oczekiwałem. Jesse nie wyśpiewał wszystkiego Hankowi. To by było zbyt proste. Walt też się do niczego nie przyznał tzn. przyznał się i wykreował całkiem nową rzeczywistość. Utkał misterną pajęczynę korzystając z starych elementów i złapał w nią Hanka. Postawił go w kropce, nie może już nic zrobić. Walt jak zawsze dwa kroki przed wszystkimi. Zapewnił sobie trochę spokoju dzięki kłamstwu i manipulacji w czym jest mistrzem. Jednak to nie było jego jedyne kłamstwo. Zatrzymał Juniora, powiedział, że chcę mu wyznać prawdę i zaczął nim manipulować. Własnym dzieckiem! To się na nim zemści. Musi.
-Jesse szybko wydostał się z aresztu, Saul niezawodny. Szkoda bo za szybko minęła ta scena z Hankem. Jednak dobrze, że do tego doszło w tym odcinku bo pokazano niesamowitą rozmowę na pustyni. Ach ta pustynia z Breaking Bad! Pająk na początku mógł zwiastować śmierć Jessego, tak jak chłopca na rowerku. Nic z tego. Chociaż była o tym mowa. Strach, zwątpienie i zrezygnowanie, wyznanie prawdy i chęć jej poznania z jednej strony i pewność siebie, zdecydowanie i perfekcyjna manipulacja. Walt gra na Pinkmanie jak chcę. Tuli go jak ojciec i przez to nim manipuluję. Tak jak jego własny syn również i Jesse jest narzędziem do osiągnięcia celu. Dawniej można było dostrzec szczere relację ojciec-syn między tą dwójką, teraz było to wyrachowane zagrania
- końcówka z Jessem wprowadziła do odcinka też akcję. W końcu odkrył kto jest odpowiedzialny za otrucie Brocka. Walta znowu po dupie kopie przeszłość. Może tym razem to nie jego błąd, ale konsekwencję są poważne i zmieniają dynamikę w serialu. Zrezygnowany Pinkman przeistacza się w ogarniętego furią mściciela. Czy to on zdewastował dom Heisenberga z pilotowego odcinka sezonu 5B? Czy może zostanie powstrzymany? A może sam zrezygnuje? Jak wygląda dalsza część jego planu? Ma takowy czy działa tylko pod wpływem emocji, a dalej wróci w stan apatii? Czy by zemścić się na Walcie zostanie kapusiem? Prędzej rozegra to na własną rękę, ale dobrze na tym nie skończy. Czy może skończy? Czy z jednej strony będzie to historia o degeneracji i zatraceniu, a z drugiej odkupieniu i znalezieniu właściwego życia? Podobała by mi się taka dychotomia zakończenia.
-nie można zapomnieć o Skye w tym odcinku. Z jednej strony nie odegrała wielkiej roli, ale to był niesamowicie ważny epizod dla tej postaci. Wiernie stała u boku męża, nie skarżyła się i z nim współdziałała. Nie komentowała, była na drugim planie. Tylko czy na pewno? Pokazanie jej zamyślenia w pracy musiało mieć jakiś cel i na pewno nie było nim tylko martwienie się o przyszłości. Pole do interpretacji stanowi scena gdy Walt wchodzi do biura i mówi jej, że udaje się na chemioterapię. On stoi w cieniu i niewyraźna sylwetka, a ona nie dość że w świetle to jeszcze na biało. Może to naiwna symbolika, ale pasuje do serialu gdzie kolory zawsze odgrywały istotną role (np. Marie zawsze na fioletowo), a przywiązanie do detali doprowadzono do miana sztuki. Czy ona się zacznie teraz od niego oddalać i nie może znieść jego mroku? Czy może wpuszcza coraz więcej cienia do swojego niewinnego życia?
- pierwsza scena pokazywała Todda i dalszy ciąg wydarzeń z poprzedniego epizodu. Interes Lydii wraca do Nowego Meksyku, a to może oznaczać niebieską metę na ulicach Albuquerque. Czyli narkotykowy interes znowu wpłynie na życie Walta. Niewyparzona gęba Todda też może mieć z tym wiele wspólnego. Czy sprawą zainteresują się też Czesi? Czy będą chcieli poprawy jakości i Walt jakoś zostanie zmuszony do powrotu? Na razie ten wątek jest marginalny, ale przecież jeszcze 5 (tylko!) odcinków do końca i wiele może się zmienić. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to jakie tempo zostało narzucone i co odcinek jakieś rewelację 
- jeszcze o tym nie pisałem, ale muzę pochwalić aktorstwo. Mistrzostwo! Jeśli ktoś z obsady nie dostanie Złotego Globu albo Emmy to bojkotuje te nagrody. A najlepiej jakby każdy z aktorów dostał specjalnie zrobioną dla niego statuetkę honorową. Mimika twarzy Hanka i Marie oglądających wyznanie winy Walta była perfekcyjna. Drgające mięśnie, desperackie spojrzenie i niemal nieruchoma sylwetka przez całą emisję nagrania. Jest też Saul, wypluwający kolejne słowa z niesamowitą częstotliwością i jąkający się gdy Pinkman do niego mierzy. Są też główni aktorzy tego przedstawienia Aaron Paul i Bryan Cranston. Napisać, że grali perfekcyjnie to jak stwierdzić, że słońce wstaje o wschodzie i znika o zachodzie. Styrane twarzy, zmęczone spojrzenia, te nieznacznie rzucane żarty (Hello Kitty?! Seriously?) i reakcja na dramatyczne słowa (Why don’t you just kill yourself?). Zresztą co ja będę pisał. Ten kto widział pokiwa tylko głową na potwierdzenie
- trochę się rozpisałem, a przecież odcinek stanowi tylko wstęp do nadchodzących wydarzeń. Buduje fundamenty pod to co ma się dopiero zdarzyć i jakby komuś nieznającemu tła go puścić by usnął ze znudzenie. Jego strata. Dla mnie to kolejny objaw geniuszu Gilligana i jego ekipy.

OCENA 6/6

Dark Shadows - Beginnings Episode 31/209
- sprawa części się wyjaśniła. Burt ma piekielną zdolność manipulowania ludźmi. I wszystko dzieje się po jego myśli. Zbliżył się do Davida i oddaliła ojca od syna. Perfekcyjne zagranie. Roger za to wybucha co raz gniewem i nie wie już w co wierzyć
- Victoria się doigrała. Mały diabełek poprzysiągł swoją zemstą i zapewne będzie ona dotkliwa i się powiedzie. Burt ją przed tym jeszcze ostrzegł co będzie dla niej jeszcze bardziej przerażające. Czekam aż wpadnie do niego na kolację i zostaną odkryte kolejne tajemnice z jej przeszłości

Dark Shadows - Beginnings Episode 32/209
- no nieźle - szeryf sam wpadł na trop Davida. Nie sądziłem jednak, że mają tak zaawansowaną technologię w latach '60. Co ciekawe teraz zaczęła go bronić Elisabeth i przez nią upadła sprawa. Tylko czy szeryf w to uwierzy? I czy prawdą jest, że nie jest on dzieckiem Rogera? Trochę się namieszało, ale to bardzo dobrze przynajmniej coś się dzieje.  

Dark Shadows - Beginnings Episode 33/209 
 - pijany Joe - tego się nie spodziewałem. Wątek wzięty z kapelusza, ale niech będzie, David o tej porze pewnie już śpi. Szkoda, że teraz szykuje się zwolnienie i takie zapychacza, ale może nie będzie tak źle. Joe ładnie powiedział prawdę Caroline i Elisabeth, a potem poszedł spać. Biedaczek będzie tego żałował następnego dnia
- Victoria spotkała się z Burtem. Oczywiście tak wyglądał cliffhanger. Przy dobrych wiatrach w następnym odcinku dojdzie do rozmowy. Kłamstwa czy prawda wypłynie z usta Devlina? Najpewniej manipulacja  

Dark Shadows - Beginnings Episode 34/209
- pijany Joe dalej zabawny. Szkoda, że przez większość czasu taki nie jest. Dobre sceny z Caroline, która co dziwne wcale się na niego nie obraziła i dość lekko to przyjęła. Jednak prędzej czy później jakieś konsekwencję będą, zwłaszcza że doszło jeszcze do jego spotkania z Victorią
-  Viki u Burta i znowu niczego się nie dowiedziała. Trochę to już nudne...
- ostatnio na niezwykle interesujący spoiler trafiłem - Caroline zostanie wampirzycą! Nie mogę się doczekać tylko boję się, że dojdzie do tego za jakieś 500 odcinków...

Dark Shadows - Beginnings Episode 35/209
- Caroline nadzwyczaj szybko dowiaduje się o kolacji Victorii i Burta. Zupełnie jak w jakimś innym serialu. I oczywiście jest zazdrosna póki się wszystko szybko nie wyjaśnia. Dobrze, bo lubię te ich siostrzane relację. David na końcu upiorny. Czekam na jego ruch
- serial wprawdzie oglądam tylko jednym okiem, ale zauważyłem, że zmienił się aktor grający Sama i to na niekorzyść. Jakiś zbyt pewny siebie był w rozmowie z Burtem, brakowało mu wahania. Oby szybko zginął.

Dark Shadows - Beginnings Episode 36/209
- Victoria wyprowadzająca się z Collinswood? To mogli mnie zaskoczyć. Niestety Elisabeth ją przekonała. Trochę śmieszne są jej słowa, że tak bardzo się zżyła z nią skoro minęły jakieś 4 dni od jej przybycia. Oczywiście nie wyjawiła też dlaczego ją sprowadziła. Niespodziewana też była końcówka jak Roger narzeka na dom i spuściznę rodu. 
- sceny Rogera z Samem nudne. Po raz kolejny się kłócą i nic nowego nie wypływa. Wiadomo, że mają wspólną historię związaną z procesem, ale jakoś niezbyt chcą o niej mówić co jest już irytujące

Dark Shadows - Beginnings Episode 37/209
- Sam napisał list typu "do otworzenia jakby coś mi się stało" więc oczywiste jest, że zaraz zginie. Tym bardziej, że Victoria podsłuchała jak Roger mu groził przez co zbudzą się w niej kolejne podejrzenia. Jednak jego śmierć może przynieść wiele dobrego, zwłaszcza jak Maggie przeczyta ten list. 
- co za przerażający płacz dochodzący z piwnicy. Dark Shadows w końcu zaczyna straszyć. Klimatycznie wypadło przedzieranie się Victorii przez mroczny dom i dotarcie do źródła dźwięku. Potem jeszcze rozmowa  Rogerem, który przyznał się, że też to słyszy i nie są to jej żadne przewidzenia.

Dark Shadows - Beginnings Episode 38/209
- oczywiście, że płacz z piwnicy został zbagatelizowany. Wszyscy o nim wiedzą, ale nikt się specjalnie nie przejmuję. Victoria się martwi, ale tylko ona. Szkoda, że Caroline powiedziała, że słyszy go od dziecka. Miałem nadzieje, że chowają tam żonę Rogera. To byłby upiorny twist
- i jak tu lubić Elisabeth skoro jest taka bezwzględna i by chronić rodzinę wykorzystuję oddanego pracownika. Jakby nigdy nic powiedziała, że wypadek to wina Matthew, a on się zgodził dla niej kłamać
- sceny Caroline  Burtem jak zwykle uroczo naiwne. Burt czytający Hrabiego Monte Christo i Caroline sobie z tego żartująca nawet nie wie jak blisko była prawdy.

Dead Like Me S02E04 Shallow End 
- bardzo, ale to bardzo podobała mi się opowieść George o jej dzieciństwie i tym co ją zdefiniowało. Przez całe życie podejmujemy wybory na zasadzie czy chcemy być lubiani czy czuć się dobrze z samym sobą. Żaden z nich nie jet idealny i przynosi ze sobą negatywne konsekwencję. Przeszłość określa naszą teraźniejszość i nigdy nie jest ona różowa. Znowu też George mówiła o dystansowaniu się od rzeczywistości tylko tym razem przez despotyzm. Po z dala od ludzi jest łatwiej żyć
- historia Theo był dobra. Człowiek chcący zobaczyć swój pogrzeb by przekonać się jak o nim mówią, ale tak na prawdę tęskniący do zmarłej żony. Wzruszające i prawdziwe
- bardzo też mi się podobał wątek niedoszłego transwestyty klnącego na Boga i oczekującego znaku. Ta scena w kościele trochę przypominała tą z The West Wing gdzie Bartlet bluźni na Boga. Może nie posiadała tej samej mocy, ale pokazywała to samo. W chwilach zwątpienia człowiekowi najłatwiej wyzywać
- oczywiście nie zabrakło też humoru. Panikujący Mason, chamska George i absurdalne sceny śmierci

OCENA 4.5/6

Suburgatory S01E19 Entering Eden
- oj nie, to było złe. Najlepszy element odcinka to żartująca lekarka pojawiająca się na kilka sekund. Reszta była tragiczna. Już pomijając to, że nie było śmiesznie masa innych elementów wkurzała. Romans Georga z Eden jest tak naciągany, że nawet w tej konwencji mi ciężko w niego uwierzyć. Para gejów wyszła koszmarnie przerysowana i niby tak miało być bo na tym polega urok tego serialu tylko co z tego skoro nawet temu nie udało się mnie rozbawić. Podczas pościgu się parę razy uśmiechnąłem, ale był za długi i zbyteczny. Szkoda.
OCENA 2.5/6

Suits S01E11 Rules of the Game
- jakiś kilkuodcinkowy wątek się pojawił. Szkoda, że akurat jak się sezon kończy... Odgrzebywanie starej sprawy przez Harveya może być interesujące głównie dlatego, że jest w finale. Liczę na jakieś poważniejsze konsekwencję poprowadzenie tego po łebkach. Sam wątek przeszłości mógł być. Nic specjalnie dramatycznego. Rezolutna sekretarka Donna, która wie wszystko najlepiej uratowała tyłek szefa. Nie żebym na to narzekał zbytnio bo ona wprowadza mnóstwo pozytywnego humoru, ale to było takiego oczywiste
- już nie mogę patrzeć na Mike'a jak się miota między dwiema kobietami. Dobrze, że na końcu wygarnął Rachel że się do niego klei, ale zdecydowanie zbyt późno. Podwójna randka to taki głupi i naiwny pomysł...
- pojedynek z Luisem najlepszym momentem odcinka. I Mike jako nagroda. Jego zdanie oczywiście się nie liczyło. Podobało mi się też jak to rozwiązano. Dobra sprawa, acz nie było czuć jej ciężaru.

OCENA 4/6

The Shield S03E01 Playing Tight
- Vick i Strike Team mają działać legalnie? Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić. I jak widać długo w tym postanowieniu nie wytrzymali. Jednak tyko trochę nagięli prawo i skutek był zadowalający - przymknęli handlarza bronią. Tylko, że narobili sobie też kłopotów bo wybuchła wojna gangów, albo przynajmniej nasili się konflikt. Jak zwykle konsekwencje czynów
- kasa z pociągu leży sobie bezpiecznie w schowku i czeka na lepsze czasy, a gdzieś tam z boku toczy się śledztwo jej dotyczące. Jednak shit hit the fan. Zdobycie pieniędzy było łatwe teraz zrobi się ciężej bo bohaterowie nie wytrzymają w wstrzemięźliwości. Shane już szata pieniędzmi by zaimponować dziewczynie. Vick niedługo zapłaci by kształcić dziecko. I śledztwo ruszy, a oni będą musieli zmagać się z nowymi kłopotami
- sprawa odcinka, jeśli tak o niej można powiedzieć dotyczyła bezstopych ormian. Widok ciał dość brutalny i ciekawe wątki bo wiążące się z pociągiem z forsą. I jeszcze wspomniano mojego ulubieńca. Szkoda, że Kurt Sutter nie pojawił się osobiście.
- urzekł mnie grecki wątek. Dutch wydzierający się, że jest amerykaninem i mają go słuchać oraz niechęć tamtejszej policji i w końcu ujście psychopaty. Mieli jego lokalizację, ale przez biurokrację nic z tego.
- szykuje się kolejny, jeszcze poważniejszy konflikt między Wyms, a Acavedą. Ona jednak tak szybko nie zostanie kapitanem, a on jednak próbuje coś zmienić podkradając jej pomysły.

OCENA 4.5/6


The Shield S03E02 Blood and Water
- oficjalnie był to dzień nieudany dla Vicka. Jednak tak na prawdę zrobił wszystko to co musiał. Może tylko nie odzyskał zaginionych pieniędzy, ale i to mu na dobre wyjdzie. Trochę szkoda bo przez to serial jest przewidywalny
- wojna między dwoma gangami dobrze poprowadzona i jeszcze Vick wykorzystał sprawdzoną metodę zaprowadzania pokoju - zamknął dwóch przywódców razem i kazał im się dogadać. Tylko tym razem mu się to udało. Ciekaw jestem jak ten wątek zostanie poprowadzony na przestrzeni całego sezonu, czy nastąpi eskalacja konfliktu czy może raczej spokój.
- Claudette jako dowódca nowego Decoy Squad i Strike Team - to będzie interesujące. Zapowiadają się kolejne konflikty i kłótnie
- Julien ma problem z przemocą, ostatnio jest niezwykle agresywny. Czy wiążę się to z jego stosunkami z żoną? Zastanawiający jest to że jeszcze jej nie pokazali w tym sezonie
- polubiłem nową dziewczynę Shane'a. Nie wróżę im długiego związku, ale lubię ją za to, że nie boi się powiedzieć tego co myśli i wygarnia prawdę Vickowi  

OCENA 4.5/6

The Shield S03E03 Bottom Bitch
- takie odcinki The Shield lubię. Brutalne, dosadne, pesymistyczne i nie pozostawiające złudzeń co do kondycji ludzkości. Nie zabrakło też humoru na rozluźnienie
- świat dziwek i alfonsów niezwykle realistycznie pokazany, dosadnie i bez uproszczeń znanych z innych produkcji. Aresztowanie prostytutek, próba przyskrzynienia alfonsa, średnio udany nalot i szereg mniejszych lub większych problemów. Co dziwne w to wszystko wmieszana całkiem udana współpraca z innymi ludźmi z Decoy Squad. Nie mogę się doczekać tarć między nimi do których musi dojść
- sprawa gwałtu na staruszce okrutna. Aż człowiekowi słabo się robi jak to ogląda. Ostatecznie śledztwo nie zostaje rozwiązane, główny podejrzany okazuje się niewinny po czym wychodzi i dokonuje gwałtu. Odważny scenariusz
- Danny nie może się odnaleźć zbytnio w pracy. Julien dla odmiany bryluje u kolegów. Szkoda, że tak mało miejsca dostają
- Vick znowu pokazał swoją mroczną stronę gdy puściły mu nerwy. Mocna scena jak grozi dziwce.
- Mara w ciąży - to było niespodziewane. Lubię ją i dobrze, że dłużej zostanie. Szczęśliwego zakończenia nie będzie, nie ten serial

OCENA 5.5/6

niedziela, 25 sierpnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #47 [19.08.2013 - 25.08.2013]

Odkryłem pewną rzecz - Dark Shadows to idealny serial by puścić sobie go w tle i robić jakieś średnio pożyteczne rzeczy jak buszowanie po internecie lub rozmawianie na fejsie ze znajomymi. Wiele się w trakcie odcinka nie dzieje, jest strasznie przegadany i niemiłosiernie się ślimaczy, ale też specjalnie nie potrzeba mu wiele uwagi by wiedzieć co się dzieje. Dlatego tyle go obejrzałem w ciągu ostatnich 7 dni. Jednak przy poważniejszych produkcjach taka taktyka by się nie sprawdziła. Ba, to byłby gwałt na historii. Breaking Bad bez pełnego skupienia? Miałbym ogromne wyrzuty sumienia. Ten serial się chłonie i odczuwa całym sobą. Dlatego nie tylko trzeba wygospodarować czas na obejrzenie epizodu, ale też na ochłonięcie po nim i przemyślenie pewnych spraw. 

Skończyłem w tym tygodniu 6 sezon True Blood i 2 The Shield. Jak zwykle mam w planach napisanie posumowania sezonów, ale tyle mi się narobiło zaległości, że nie mam pojęcia kiedy do tego dojdzie. Na pewno nie będą to długie notki, raczej krótsze i ogólne spojrzenie na całości i wypunktowanie najważniejszych elementów. Nikogo nie interesuje? Szczegół. Przyda się jak po następnym sezonie jeśli będę chciał sprawdzić jak się miał do poprzedniego i wtedy notka się przyda. Oczywiście jeśli do tego czasu się napiszę. 

WPIS ZAWIERA SZCZEGÓŁY Z OBEJRZANYCH ODCINKÓW



 Breaking Bad S05E10 Buried
- odcinek spokojniejszy od poprzedniego. Nie ma się jednak co dziwić bo w zeszłym akcja pędziła na złamanie karku więc potrzebna była chwila wytchnienia. Nie znaczy to, że jest słabiej. Co to to nie. Breaking Bad nie ma słabych i nudnych epizodów jeśli kupi się konwencja. Ten był w większości oparty na grze aktorskiej i fascynującym dialogom z Skylar w roli głównej. Kobieta, która tyle przeszła nie wie co teraz ma zrobić. Za wszelką cenę chcę chronić rodzinę, ale przez to oddala się od siostry. Kapitalne rozmowy z Marie i Hankiem. Bez muzyki, kompletnie wyciszone. Cudo.
- u Walta trochę mniej się działo. Zatroszczył się o pieniądze. Nie ma się co dziwić, że to był jego pierwszy odruch.  Jednak coś mi się wydaje, że Sky nie dostanie tych pieniędzy. Nie pasowałoby to do serialu. Kompletny upadek bohatera nastąpi wtedy gdy nic nie osiągnie, a zapewnienie przyszłości dzieciom byłoby jego wygraną. Chyba nie muszę pisać, że kapitalna scena z grzebaniem beczek i zapamiętywaniem współrzędnych? Podobało mi się też jego załamanie, jak stwierdził, że się przyzna i co dziwne to Sky odwodziła go od tego.
- kapitalne ujęcie z Hullem leżącym na górze pieniędzy. Może i jest to poważny serial, ale bawi jak niejedna komedia.
- Lydia mnie zadziwia. Kobieta, która wymigała się śmierci kilka odcinków temu teraz sama jest jej posłańcem. Brzydzi się nią, ale zdaje sobie sprawę, że jest konieczna do osiągnięcia sukcesu. Nie chcę mięć z nią nic wspólnego, nawet spojrzeć na swoje dzieło, ale bierze udział w mordzie. Myślę, że przysporzy jeszcze sporo kłopotów Waltowi próbując chronić swój tyłek
- kapitalna scena otwierająca z dziadkiem zbierającym pieniądze i znajdującym otępiałego Jessego.  potem końcówka jak siedzi w pokoju przesłuchań maglowany przez FBI i znajduje go Hank. Co się teraz z nim stanie? Czy będzie chciał odkupić swoje winy donosząc na Walta? Teoretycznie jest to droga, która powinna ulżyć jego cierpiącej duszy tylko czy będzie chciał ją podjąć? Czy będzie miał wyrzuty sumienia wsypując swojego byłego partnera w zbrodni?
- i co się stanie z Hankiem? Widać, że mimo tego że głównym winowajcą serialu jest Walt ucierpią wszyscy z którymi miał kontakt. Ukaranie Walta może zostać okupione tylko poniżenie Hanka

OCENA 5.5/6

Dark Shadows - Beginnings Episode 22/209
- chyba na razie będzie niepotrzebne przedłużenie i oczekiwanie na tego prywatnego detektywa aż przyjedzie z NY. Jednak podoba mi się co powiedział Roger - że sprawy nabiorą tempa. Nieumyślnie sparafrazował Burta. No mam nadzieje, że tak będzie
- co takiego ukrywa Maggie? Czego tak na prawdę chcę Burt od Sama? To i wszystko inne wyjaśni się za kilkanaście odcinków, a w międzyczasie dialogi o niczym szczególnym. 
- podobały mi się za to sceny między Caroline i Rogerem. Też o niczym, ale takie sielskie i można było poczuć domową atmosferę. I na końcu to złowieszcza - winny czy nie Burt pójdzie do więzienia. Jednak powtórki z przeszłości nie powinno być.

Dark Shadows - Beginnings Episode 23/209
- z Davida rośnie mały psychopata i wyrachowany morderca. Szkoda, że nie ma co liczyć na przeniesienie się do przyszłości i obserwowania co z niego wyrośnie. Trochę za bardzo się przejmuję, zadaje za dużo upiornych pytań, ale dobrze kombinuje. Prosty trick, pozorna niewinność dziecka i już nikt nie będzie miał pytań związanych z jego odciskami na kluczu. Roger za to jest zaślepiony nienawiścią i jest pewien że to Burt. Ciekawe co takiego wyniknie podczas śledztwa i co przyniosą wieści z NY.

Dark Shadows - Beginnings Episode 24/209
- jak ja lubię tą początkową narrację w wykonaniu Victorii, która tworzy sporo mrocznego klimatu. Bez tego i dużo słabiej napisanych dialogów pewnie już dawno rzuciłbym oglądanie, a tak idealnie nadaje się żeby leciało w tle jak buszuje po internecie
- Caroline nie jest wcale taka naiwna, zaczyna podejrzewać Burta i zadawać pytania. Szeryf to samo. Intryga się zagęszcza. Gdzieś w tle jest jeszcze Joe, który już niedługo kupi łódź. Idę o zakład, że Jerry go oskubię, a całkiem możliwe, że to jest kolejna manipulacja Burta

Dark Shadows - Beginnings Episode 25/209
- akcja rzeczywiście nabrała tempa. Nie spodziewałem się, że już w tym odcinku Victoria dowie się o Davidzie. Pytanie tylko co zrobi z tą częścią? Pewnie nie pójdzie od razu do Rogera, ale to może się obrócić przeciw niej
- wciąż nie wiadomo jaka jest tajemnica pochodzenie Victorii. Roger nie miał nic wspólnego z jej sprowadzeniem, ale kłamie dla siostry. Dawno porzucone dziecko? Czy może jakieś inne powiązania rodzinne? Pojawienie się detektywa może rzucić trochę światła na tą sprawę. Pewnie jest jednak to, że rozwiązanie będzie w stylu brazylijskiej telenoweli

Dark Shadows - Beginnings Episode 26/209
- David to mały psychopata nie mogę się doczekać co dalej z nim będzie i chciałbym żeby prawda wyszła na jaw. Na razie Victoria podpadła Elisabeth, ale to się później odkręci. Chyba, że młody podrzuci tą część Dewlinowi. To by było dopiero. Scena szamotanina strasznie śmieszna, ale przynajmniej jakaś akcja. Victoria jednak powinna pasa użyć i uspokoić dzieciaka
- Roger jak zwykle chcę żeby wszystko było po jego myśli. No niestety nie ma tak łatwo, szeryf wieży w literę prawa, ale to dobrze. Może zostanie jeszcze zmanipulowany przez Burta 

Dark Shadows - Beginnings Episode 27/209
- David jak zwykle rozdaje wszystkie karty. Próbuje wrobić Victorie albo chociaż zmienić ją w jakąś paranoiczkę oraz chcę podłożyć część u Burta. Tylko ta gra na dwa fronty może być niebezpieczna. I kiedy się rodzinka przekona do czego tak na prawdę jest zdolny?
- w końcu pojawił się detektyw w Banglore. Szkoda tylko, że szeryf na niego nie trafił, ale do tego jeszcze dojdziemy. Serial w końcu przestał się ślimaczyć i coś się dzieje więc jestem dobrej myśli

Dark Shadows - Beginnings Episode 28/209
- nic się nie działo, kompletnie przegadany odcinek. David dalej kombinuje swoje, z Maggie okazuje się również niezła aktorka, a szeryf dalej szuka informacji o Burcie. Ciekawsze jest jednak to, że Burt dowiaduje się nowych rzeczy o Samie tylko kiedy z nich zrobi pożytek? Za 10 odcinków?

Dark Shadows - Beginnings Episode 29/209
- Burt i Dewlin - co za para. Nie wiadomo kto kogo bardziej wykorzystuje, ale już rodzi się między nimi nić porozumienia. Obaj są równie diaboliczni, a ich zło ukryte pod płaszczykiem niewinności - dziecko i szanowany biznesmen. Szkoda, że Burt tak szybko go przejrzał i już znalazł część. Tylko co z nią zrobi?
- Elisabeth zaślepiona miłością do bratanka mimo dowodów nie chcę uwierzyć, że zdołałby zamordować ojca. A potem Caroline mówi, że też fantazjowała jak pozbyć się swojego. Pokręcona ta rodzina

Dark Shadows - Beginnings Episode 30/209
- zadziwiające, serial próbował straszyć. Początkowa scena całkiem niezła i oby w przyszłości było więcej takich niespodzianek. Dalej nie było wcale gorzej - zacieśnianie się więzi między Burtem i Davidem wyszło przekonująco. Devlin wie jak manipulować ludźmi. Trochę zdziwiło mnie też to, że Roger tak szybko uwierzył Victorii, ale to akurat dobrze. I jeszcze te końcówka jak Burt pokazuje zaginioną część. Co takiego kombinuje? Czemu tego nie zostawił? Chcę jeszcze bardziej zbliżyć się do Davida czy oddalić go od ojca?  

Dead Like Me S02E03  Ghost Story
- podobała mi si klamra która spięła ten odcinek - opowieść o rycerzu, który tonie w bagnie. Dla jednych straszna opowieść dla drugich przypowieść zawierająca prawdy życiowe. Do tego jeszcze George dowiedziała się o swoim sarkazmie, który jest jej bronią przed światem 
- świetne sceny z Daisy i Masonem. Śmieszne, ale też dramatyczne. Dużo zabawnych dialogów, ale najlepszy był ten dramatyczny wydźwięk o nieustającej śmierci, która jest symbolizowana przez żółtą karteczkę

OCENA 4/6

Suburgatory S01E18 Down Time
- i znowu niby fajny pomysł, a oglądało się to dość średnio. Wiem, że ma być przerysowane, ale czasem jest aż za bardzo. Nie mogę darować bo mógł być z tego całkiem niezły serial...
- podobała mi się Sheilla, która wszystkie wie najlepiej i panuje nad sytuacją, dyktuje innym życiem i chcę plotkować z Lisą, a Malika traktuje jak własne dziecko. Śmieszna było więc żałuje, że tak jej mało 
- u Georga i Dallas nudno, kupowanie łóżka czy w końcu depresja dość słabo potraktowane. Lepiej trochę u Dalli - kangur rządzi, ale scena z Aktimelką u psychiatry nie potrzebna 
- Tessa i Ryan mieli bardzo zabawne sceny szczególniej u niej w domu. Kto by się spodziewał, że taki głupek tyle widzi. Tylko na końcówka z prośbą o dotknięcia piersi zupełnie niepotrzebna...

OCENA 3/6

Suits S01E10The Shelf Life
-trójkąt miłosny? Serio? I jeszcze w tak nachalny i bezmyślny sposób? Bardzo się zawiodłem. Ani to ciekawe, ani nie ma komu specjalnie shipować. Rachel nudna, Jenny dopiero teraz zbudziła chociaż trochę ciekawości, ale żadnej z nich na prawdę nie lubię. Teraz czekać tylko na złość Jenny i gniew Rachel...
- główny wątek był jak zwykle przyjemny. Ambitne to nie było i oczywiście dobrze się skończyło. Bo pesymistyczny wydźwięk nie był aż tak mocny. Odbiło się to też na Mike, ale biedaczek i tak nic z tym nie zrobi.
- śmieszna scena z Luisem na łowach oraz jak dostał od kobiety, a współpracownicy to oglądali. Szkoda, że tak mało było odniesień do popkultury

OCENA 4/6

The Shield S02E10 Coyotes
- co za depresyjna sprawa morderstwa nad którym pracowała Wyms i Dutch. Dawna funkcjonariuszka policji, samotna kobieta, której córki zginęły przed nią. Kolejne śledztwo do rozwiązani, które można zapisać na swoją korzyść lub odhaczyć i poprawić statystyki.
- kto wypuścił notatki? Nie zdziwiłbym się gdyby to była Wyms. Zrobić wszystko by zaprowadzić porządek. Do tego jej wybuch o odpowiedzialności. Podobał mi się też strach jaki został rzucony na posterunek jak ludzie bali się zwolnienia i jak to w Ameryce mniejszości stały na lepszej pozycji
- sprawa ucieczki Gilroya ciekawa. Wątek został zamknięty, ale jeszcze może się odbić. Najlepsze jednak w nim było to, że za wszystkim stała Lenie, która przejrzała prawdę.
- nowy członek w Strike Team nieźle się wpasował tylko to więcej niż pewne, że będą przez niego jeszcze jakieś kłopoty
- ciekaw jestem tych wyborów i szans Acavedy. Jakbym miał teraz postawić pieniądze to powiedziałbym, że wygra. Nie dość, że nowy kapitan wprowadzi nową dynamikę na posterunku to jeszcze przedstawiona zostanie góra w policji. Coś jak w The Wire gdzie z biegiem czasu prezentowano kolejne elementy ekosystemu miasta

OCENA 4.5/6

The Shield S02E11 Inferno
- sprawa gwałtu jak zwykle nie była tak oczywista jak się wydawała na początku. Miała drugie dno i gorzki wydźwięk. Przewidywalna bo takie wyjście było najbrutalniejsze i utrzymane w konwencji serialu, ale i tak świetnie się to oglądało - kuszenie Dutcha i w końcu przyznanie się do gwałtu
- polowanie na gangstera mogło być. Nic szokującego, a jedynie dobrze się oglądało. Jednak złamanie przyrzeczenia przez Vicka będzie go drogo kosztowało. W końcu ten serial opiera się na konsekwencjach swoich czynów
- Lenie odchodzi z posterunku, Juliena nawiedza przeszłość, a Vick opracował nowy plan na skok na pociąg Ormian. Końcówka sezonu ładnie spina wszystkie wątki
- Wyms panią kapitan? To by było ciekawe

OCENA 4/6

The Shield S02E12 Breakpoint
- co za sprawa! Porwanie chłopca, pojawienie się wątku pedofilii, zboczeńców i seryjnego mordercy. Klimat był mocny, wiadomo było, że dobrze się nie skończy. Śledztwa wpadało w ślepe uliczki, ciężko było coś ruszyć, a Vick musiał uciec się do podstępu, a i to nie pomogło. Dutch jak zwykle brutalnie szczery przypominał co chwilę co mogło się stać z chłopakiem. A potem włączono w to jeszcze wątek rasistowski gdzie ofiara stała się mordercą. Brutalny światek młodocianych zwyrodnialców z gorzką końcówką i śmiercią dziecka tylko, że tym razem zasłużonym. Świetnie pokazane przejęcie Lema, a potem Vick który musiał opowiedzieć ojcu co się stało
- kapitan żegna się ze stołkiem i w sumie nie wiadomo czy wygra wybory. Czyżby jednak zaskoczenie w finale? Wysłanie listy do Times'a na pewno namiesza. Wyms przejmie jego stanowisko? Czy ona da sobie radę czy Farmington jest już nie do naprawienia? Złe rzeczy dzieją się na samym posterunku więc od tego trzeba było zacząć, a to jest zawsze ryzykowne
- Vick dalej planuje obrabować pociąg tylko, że jego plany się lekko pokomplikowały. Włamanie do własnego domu, kapitalnie nakręcone zamieszanie oraz końcówka gdy zostaje aresztowany na posterunku. Końcówka sezonu znowu się z nim twardo obchodzi.

OCENA 5/6

The Shield S02E13 Dominoes Falling
- po finale sezonu spodziewałem się więcej dramatu, ale i tak nie ma zbytnio na co narzekać. No może tylko na to że nie wrócił wątek wdowy prześladującej Danny. Po chamsku został urwany bez odpowiedniego domknięcia. I to w sumie jedyny poważny zarzut jaki mam co do tego odcinka
- pociąg z forsą zdobyty! Pięknie wyglądała ta kupka pieniędzy na stole. Może nie robiła takiego wrażenia jak ta z Breaking Bad, ale i tak był to niesamowity widok. Jednak bohaterowie niezbyt zadowoleni bo wiedzą, że nie łatwo będzie ją wyprać. Samo jej zdobywanie świetne - bez nadmiaru akcji, ale ze smakiem, czysta i brutalna akcja. Były wątpliwości i kłopoty, ale się udało. Nawet trafiła się komiczna scena po po stłuczce z Shanem w roli głównej
- zwolnienia z policji szeregowych pracowników pokazane z klasą.  Acedeva zaprasza ludzi i na tym koniec, wiadomo o co chodzi. Niestety trafiło i na Danny. Szkoda. Tylko, że prędzej czy później wróci bo nie wyobrażam sobie by tak miano z nią skończyć. Vick się przyzna? A może Wyms ją przywróci? Właśnie Wyms. Jak Claudette poradzi sobie na stanowisku kapitana? To może być dla niej ciężka lekcja bo wątpię żeby coś zmieniła mimo tego że się będzie starać
- śledztwo w sprawie morderstwa byłego męża Wyms dobre. Motyw szokujący - losowi ludzie. Odrobina pecha i umierasz. Podobało mi się też jak Dutch podszedł do spraw, nie był oziębły jak zwykle, a Cloudette robiła wszystko by chronić córkę
- Acedeva wygrał. przewidywalne zagrania - mówi prawdę w akcję desperacji, nie wieży w wygraną, a jednak do niej dochodzi. Jestem ciekaw jak spiszę się w nowej roli i czy faktycznie zostanie wybrany do rady miasta. Proszę żeby tak się stało
- Julien oberwał i to mocno. Ma na pieńku z ludźmi z komisariatu i ciekaw jestem jak będzie wyglądał jego wątek w przyszłym sezonie. Wyms będzie musiała zacząć od podstaw i zacząć od Barn by naprawić posterunek

OCENA 4.5/6

True Blood S06E10 Radioactive
- całkiem znośne to było i dobrze rokuje na przyszłość. Może początek zbyt chaotyczny i nudnawe, ale czuć było pewno lekkość i absurd. Nieźle wykonana scena walki, pozbycie się kolejnych aktorów z obsady (Warlow, Eryk (?)) i wcześniej absurdalna gra w siatkówkę i śmiesznie ubrane wampiry w stroje Jessicy. Było na co popatrzeć i z czego się pośmiać. Trochę żałuję, że wycofano się z pomysłu z wampirami w świetle dnia, ale do przełknięcia.
- druga część finału dobrze rokuje na przyszły sezon. Przeskok w czasie o pół roku i istotne zmiany w konstrukcji świata. Wampiry zarażone Hep-V atakują miasteczka, a ludzie w Bon Tompes będą się łączyły w pary z wampirami. Dobrze się to zapowiada, klimatycznie troszkę jak The Walking Dead, ale też czuć powrót do pierwszego sezonu gdzie to miasteczko będzie najważniejsze. Ciesze się też, że nowe wampirzyce przeżyły - Violet i Willa. Jak tego nie zapsują szykuje się niezły sezon. Oczywiście jeśli nie pójdą zbytnio w dramatyczne wątki
- Sookie z Alcidem?! Serio znowu do tego wracamy? Chociaż lepsze to niż z Billem czy Erykem. Ogólnie mało co mnie ona obchodzi. O wiele ciekawsze są wątki innych - problem Jasona z Violet która go zdominowała, Jessica chcąca odkupić swoje grzechy, Andy czujący nienawiść do wampirów, Arlene prowadząca bar i Sam nowym burmistrzem. Bez zbytniego przeładowania i udziwniania, tylko nowa sytuacja w mieście.
- najbardziej w odcinku nie podobało mi się jak pozbyto się Warlowa. I to niby był wampir z 6 tysiącami lat na karku? To pojawienie się Neila to swoista deus ex machina i oszukiwanie widza. Dobrze się na to patrzyło (przypomniano sobie nawet o kryjówce Eryka), ale zero w tym logiki

OCENA 4/6 


Najlepszy odcinek - Breaking Bad 5x10
Najgorszy odcinek - Suburgatory 1x18

niedziela, 18 sierpnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #46 [12.08.2013 - 18.08.2013]

SPOILERY


Breaking Bad S05E09 Blood Money
- genialne. Niemal rok oczekiwania i wcale się nie zawiodłem. Odcinek chłonąłem jak gąbka wodę lub ćpun niebieską metę i niemal godzinę po jeszcze jestem rozemocjonowany jak nastolatka po Zmierzchu. Takie to było dobre. Nie chodzi już o fabułę i historię, ale o niepowtarzalną stylistykę, którą wciąga i przykuwa do ekranu nawet jak się nic nie dzieje. Pokłony do samej ziemi przed Vincem Gilliganem. Należą mu się
- już początek oznajmił, że wróciliśmy do domu, do starego dobrego dilera. Pierw klimatyczna jazda na desce w basenie z eksperymentami w kręceniu czyli klasyczna scena o niczym. Potem Walt znany z odcinka premierowego piątego sezonu - zarośnięty i zaniedbany. Nie od razu jednak skojarzyłem, że to jego dom. Istna rudera, napis na ścianie Haisenberg, ale rycyna została. Po co mu? Co się stało wcześniej? Jak jego sekret wyszedł na światło dzienne? Zszokowana sąsiadka (Hey, Carol!) to potwierdza. I jak udało mu się uniknąć więzienia? Taka krótka scena, zero dialogów, a ile informacji, niedomówień i emocji!
- dalej mamy Hanka. Czyli scena gdzie skończyła się pierwsza część sezonu. Powrót do przeszłości, a klimat wciąż obecny. Szwagier zszokowany, udaje chorobę żołądkowo i zmywa się z imprezki zabierając książkę. Wraca i powoduje wypadek. Kapitalnie pokazano jego szok i niedowierzania. Potem śledztwo, łączenie kropek i upewnianie się, że to co podejrzewa to prawda. Nie spodziewałem się tylko, że tak szybko dojdzie do konfrontacji z Waltem. Mocna scena! Pozbawiona muzyki, skupiona jedynie na dialogach. Hank niezwykle wstrząśnięty, wyrzuca Waltowi to co każdy widz o nim myśli, a tamten spokojnie oznajmia mu o tym, że znowu jest chory. I koniec odcinka! W takim momencie. O jak dobrze, że za tydzień kontynuacja. Będzie można zobaczyć co zrobił Hank. Pewnie pozostanie w zawieszeniu i się będzie zastanawiał, ale mam nadzieje, że dojdzie szybko do czegoś. Chciałbym żeby ten flashforward z początku nastąpił maksymalnie w 14 odcinku, ale raczej nie ma co na to liczyć.
- scena w myjni była równie klimatyczna mimo, że tak odbiegała nastrojem od tego co działo się wcześniej. Walt jako troskliwy właściciel, planuje drobne zmiany oraz ekspansje. Eleganckie ubrania i współpraca z żoną. Potem pojawia się Lydia. Oczywiste było, że będą przez nią kłopoty. Dziwi mnie bardzo, że Walt pozwolił jej żyć. Rozstrzępiona emocjonalnie oportunistka robiąca wszystko by przeżyć. Musiało się to zwrócić przeciw Waltowi. Na razie spokojnie, prosi go tylko o powrót, ale będą kłopoty. Soon shit hit the fan i to w kilku miejscach na raz, a Walt będzie musiał ponieść konsekwencję swoich czynów. W międzyczasie broni go Sky, która odzyskała spokojne życie u boku męża, nie chcę tego stracić i grozi Lydii. Taką właśnie Sky lubię i trochę żałuję, że nie zajęła się na poważnie prowadzeniem kryminalnej działalności Walta, ale to akurat by nie pasowało do wydźwięku serialu
- scena jak Skinny Pete i Badger rozmawiają o Star Treku była genialna! Absurdalna historia, rozmowa o niczym, a trwała dobrych kilka minut. Wszystko to by podkreślić obojętność Jessego. Dostał kasę, ale wszystko mu jedno. Ma wyrzuty sumienia i to widać. Wizyta u Saula (scena w poczekalni!) i chęć oddania całej kasy dla rodziny Mike'a i zastrzelonego dzieciaka. Wszystko zgodnie z jego charakterem. Oczywiście spanikowany Saul dzwoni po Walta po czym znowu niesamowita rozmowa. Znowu w ciszy by podkreślić jakie to ważne. Walt kłamie i manipuluje jak tylko się da, a Jesse mu nie wierzy. Potem kolejne załamanie i wyrzucanie kasy z samochodu. Cudownie zrobiona i pomyślana scena! Ja tyko czekam na kolejne spotkanie Hanka i Pinkmana bo to musi nastąpić.
- jak skończy się serial? Wciąż nie wiadomo. Początek sugeruje finał w stylu Scarface, ale równie dobrze serial może się z nami bawić. Prędzej obstawiałbym zakończenie z Ojca chrzestnego. Jednak nie śmierć Vito w otoczeniu rodziny tylko raczej samotnego Michaela. Wyjaśni się za 7 odcinków.

OCENA 6/6

Dark Shadows - Beginnings Episode 20/209
- doszło do konfrontacji i całkiem niezła była. Muszę przyznać, że dialogi są całkiem sprawnie napisane mimo że dłużą się niemiłosiernie. Podoba mi się też to że Burt się myli, a za wypadek jest odpowiedzialny zupełnie ktoś inny - jego syn. Do tego jeszcze wplątana w to wszystko Victoria. Biedaczka też zaczyna mieć wątpliwości
- rozmowa pijaka z córką nic nie wnosząca do historii, ale ogólnie ładnie powiększa informację o Collins Port. Czekam aż zostaną przedstawieni kolejni mieszkańcy. Skoro nie ma wampirów to niech obyczajowo będzie ciekawie

Dark Shadows - Beginnings Episode 21/209
- akcja przyśpiesza! Jest dobrze. Burt zaczyna wprowadzać w życie swój plan i robi się coraz ciekawiej. Owszem odcinek się dłużył jak zwykle i miał sporo niepotrzebnych scen, ale coś się działo. Konfrontacja Burta z Malloyem wyszła na plus, ciekawsza od tej z Rogerem. I jak się dowiaduje Vicky ten sam detektyw chciał się dowiedzieć czegoś o niej. Wątki zaczynają się ładnie łączyć. Teraz czekać aż tajemnica Davida wypłynie



Dead Like Me S02E02 The Ledger
- Georgie znowu panikuje nad swoją śmiercią. Myślałem już, że dano sobie z tym spokój. Jednak podobało mi się jak wparowała do Ruba i zaczęła się dopytywać czy to on wypisywał karteczkę z jej śmiercią. Do tego jeszcze rozmowa nad równowagą we wszechświecie i stwierdzenie, że nie ma czegoś takiego tylko jest szczęście świetnie pasowało do serialu
- przygody George też miłe - złość po stracie roweru, absurdalna scena na posterunku policji (panuje porządek, ale co z tego?), scena na prezentacji i w końcu zdobycie nowego samochodu - Mustang pięknie wygląda 
- ciesze się, że sporo miejsca dostał Mason - znowu piję, ale jest zabawny. Gra w muszelki strasznie nieudolna, ale sceny z Rubem super, tak jak potem sprzedaż gilotyn. No i dostał kulkę od Roxy. Daisy też trochę dostała miejsca, jest śmieszna jako katoliczka, ale prędzej czy później to się znudzi
- u Lassów jak zwykle kłótnie. Święte słowa Rube'a że to nie wina George że oni się rozwodzą. 

OCENA 4/6

Suburgatory S01E17 Independence Day
- z pozoru fabularnie odcinek mógł się podobać - George martwiący się o córką, Tessa próbująca się usamodzielnić oraz Dallas otwierająca sklep. Szkoda tylko, ze wykonanie było fatalne. Najlepsza scena to chyba wycieczka do wschodniego Chatswin i zachowanie Lisy, reszta słaba lub bardzo słaba. Szczególnie przyjaciółki Dallas. Ciesze się, że ładnie jest rozwijana historia i w najbliższym czasie można spodziewać się matki Tessy. I to chyba największa zaleta tego odcinka

OCENA 2.5/6

Suits S01E09 Undefeated
- wróciłem do Suits. Pewnie tylko po to żeby dokończyć sezon bo nie podzielam tego powszechnego uwielbienia do serialu. Jest przyjemny, dobrze się ogląda i tylko i aż tyle. Wynika to z tego, że cały czas mam wrażenie, że nie istotne w jakie bagno wpadną bohaterowie i tak się wszystko dobrze skończy
- sprawa ok, nic nadzwyczajnego, standard serialu. Trochę kolorytu dodało wprowadzenie nowej postaci, która chcę pokonać Harveya. Może starcie nie było tak efektowne jakbym chciał, ale przyjemne. Przyjemne - chyba to słowa najlepiej charakteryzuje ten serial...
- najlepsze były odwołania popkulturowe. To zawsze chwaliłem i będą robił. Praktycznie głównie dlatego go oglądam. Nawiązanie do Battlestar Galactica i Star Wars zawsze plusuje u mnie. 
- wątek Rachel słabiutki. Oczywiście na jego potrzebny trzeba było dać zupełnie anonimowego pracownika więc jego los zupełnie był mi obojętny, a powrót Rachel był więcej niż pewny. Taka zapchajdziura, która pogłębia stosunki Rachel i Mike. Również z Luisa można się było trochę pośmiać, szczególnie na końcu Rachel negocjowała podwyżkę

OCENA 4/6

The Shield S02E07 Barnstormers
-  co za końcówka! Ronny bał się przez cały odcinek, był obiektem żartów i miłym przerywnikiem, a na koniec dostał to co Armadillo od Vica. Podoba mi się wydźwięk tego - konsekwencje czynów Vica nie uderzają w niego tylko najbliższych.
- Dutch odzyskał swoje zdolności. Jego kryzys dobrze pokazany, rozmowa z kapitanem, Mercy i Wyms - świetne sceny odcinka. Tak jak jego niezdecydowanie czy podłożyć dowody czy nie. Jednak się tego ustrzegł tylko czy skoro teraz o tym myślał to w przyszłości nie zrobi czegoś gorszego? Jestem ciekaw czy kiedyś i on przekroczy linię. Sceny w pokoju przesłuchań jak zwykle świetne, ładnie rozgryzł grubaska.
- u Juliena nudy, przyzwyczaiłem się do tego. Czekać tylko aż pokaże swoje prawdziwe oblicze. Lepiej u Danny. Jest sfrustrowana, niesłusznie się jej obrywa i na dodatek nikt nie chcę jej wysłuchać.
- zbliża się skok na armejczyków! Strasznie podoba mi się ten wątek i przez to nie mogę się doczekać finału.
- wróciła Tulpis! Śmieszne sceny z Shanem i happy end. Dobrze, należy mu się coś od życia. 

OCENA 4.5/6

The Shield S02E08 Scar Tissue 
- sprawa Armadilo rozwiązana. I to w jaki sposób! Zrezygnowany Vick myślał, że to już koniec, chciał wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, ale uratowali go chłopacy z drużyny. Nieźle to obmyślili. Śmierć w celi na posterunku policji była widowiskowa. I ten szok zebranych.
- Dutch i Danny - dalej próbują coś z tego zrobić? Szkoda... Jednak wzajemna pomoc w śledztwie przyjemna. Podoba mi się kolejne gnojenie Danny - tym razem jest obwiniana o niedokładne przeszukanie. To dla niej ciężki sezon. Julien natomiast ma wątpliwości co do ślubu - typowe.
- jeśli chodzi jeszcze o Vicka to podobało mi się z nim jeszcze kilka scen. Podczas śledztwa nie pozwala znęcać się Shanowi i Lemowi nad podejrzanymi i sam się powstrzymuje, boi się że znowu się to na nim zemści. Chcę też widywać częściej dzieci,3 di w tygodniu to za mało mimo tego, że nie zawsze może w nie być. Jego pragnienia nie zawsze przekładają się na czyny. No i jest jeszcze końcówka - kocha żonę, nie chcę jej zdradzić, a jednak dość szybko się poddaje.
- śledztwo Dutcha ciekawe i jego wydźwięk jak zwykle interesujący, a zbrodnia była bardziej umotywowana niż można się było na początku spodziewać

OCENA 4.5/6

The Shield S02E09 Co-Pilot
- to był niespodziewany odcinek. Powrót do początków Barn i pierwsze sprawy bohaterów. Miło się to oglądało, ale narracyjnie nie był potrzebny. Zwykły zapychacz nic nie wnoszący. Szkoda też że nie powiedziano ile przed pierwszym odcinkiem się to dzieje. Albo ja nie zwróciłem uwagi. W każdym bądź razie odcinek dobry, ale bez rewelacji.
- sceny z Vikiem ok. Formowanie się Strike Team i pierwsze naginanie prawa. Tylko jakieś to wymuszone. Oczekiwałem czegoś bardziej subtelniejszego. Już lepiej byłoby początki zostawić w tajemnicy. Jednak wybaczam ze względu na pierwszą scenę z Vickem i Shanem w garniturach.
- początki Dutcha i jego partnerstwa z Wyms ciekawe. nie jest on takim pochlebcą jak mogło się wydawać na początku. On to robi by być lepszym detektywem dlatego na końcu wybiera Wyms.
- u Danny i Juliena nudnie, ostatnia scena jak Lowe patrzy na tyłek Lema zupełnie niepotrzebna.
- miło było zobaczyć Terrego i Connie. Takie gościnne występy lubię.

OCENA 4.5/6

True Blood S06E09 Life Matters
- znowu rozczarowanie. Pół odcinka to kompletne nudy. Terry umarł, ładnie pokazano rozpacz Arlene, ale nastrój żałobny i wspominki zupełnie niepotrzebne. To nie jest serial dramatyczny, a tak właśnie chciał wyglądać ten odcinek. Zero ciekawych motywów z przeszłości, równie dobrze mogłoby ich nie być. Terry nie był taką postacią za którą się będzie tęsknić więc poświęcenie mu połowy przedostatniego odcinka to nieporozumienie. I co tam robi Alcide?! Przecież oni się chyba nawet nie widzieli. Jedyny plus to wspomnienie Hoyta. Oby tylko nie zechciał wracać do serialu
- o wiele ciekawiej było u wampirów. Przyjemna akcja, trochę gore, epatowanie krwią i troszkę absurdów. Nie tak fajnie i widowiskowo jak mogło być, ale znośnie. Tylko ten cały wątek mesjasza mi średnio pasuje. To co teraz Bill zachcę stworzyć rasę podległych wampirów? Poza tym nie ogarniam tego jak wypiciu kilku kropli krwi Warlowa pozwala wampirom chodzić za dnia... Zupełnie zmarnowany potencjał całkiem niezłego wątku. Jest też Eryk - prawdziwy hero, ten co wyzwolił wampiry, a odchodzi sam. Ech kolejny rozbrat się szykuje... Za dużo fabularnych dziur w odcinku, za bardzo chciał być poważny. Dobrze, że przynajmniej dużo wampirów
- jakie nastroje przed finałem? Chyba zrezygnowanie. Ciężko będzie uratować ten sezon. Wątek Sookie chcącej być wampirem średnio mnie obchodzi, a reszta nie zmierza w jakimś konkretnym kierunku. Szkoda bo tak fajnie się zapowiadało

OCENA 2.5/6

Najlepszy odcinek - Breaking Bad 5x9
Najgorszy odcinek - True Blood 5x9