Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Designated Survivor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Designated Survivor. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #199 [19.08.2016 - 25.09.2016]

SPOILERY

Designated Survivor S01E01 Pilot
W tym roku jestem bardzo powściągliwy w wybieraniu seriali z ogólnodostępnych stacji. Designated Survivor trafił do mnie pomysłem i pozytywnymi recenzjami. Niskiego stopnia członek rządu zostaje prezydentem gdy cała linia sukcesji ginie w zamachu. I to jest pomysł działający na wyobraźnie. Świetnie wyszło to w Battlestar Galactica, więc tutaj jest ogromnie pole do popisu. I ogląda się to dobrze. Kryzys w Stanach, osoba nieprzygotowana do rządzenia jako prezydent i wykuwania się prawdziwego amerykańskiego bohatera. Jest potencjał i pilot przez większość czasu wciąga.Przy odrobinie autosugestii.

Tylko czemu jest tutaj tak dużo czerwonych flag? Denerwujące dzieciaki już dostają swoje wątki, źli generałowie w typowy sposób spiskują w celu ochrony potęgi Stanów. Mało interesujące relację rodzinne dostają więcej czasu niż polityczny świat. I brakuje bohaterów tła. Na razie to kręcące się manekiny wykonujące swoje zadania. Świetnie obsadzone, ale po jednym odcinku nie wiele można o nich powiedzieć.

Niestety pomysł został sprzedany ABC i to czuć. Wszystko jest wykonane bardzo zachowawczo, bez ambicji z wciśniętymi potencjalnymi romansami. Od strony technicznej też nie zachwyca. Rzemieślnicza robota, nic więcej. Obok The West Wing to nawet nie stoi, bliżej mu do Madam Secretary.

Ciężko mi stwierdzić w jaką stronę pójdzie serial. Na dramat polityczny to nie wygląda. Wątki spiskowe rysują się powoli. Na razie to dramat rodzinny. Tylko mi tej rodziny za bardzo nie chcę się oglądać. I w sumie nawet nie wiem czy sprawdzę następny odcinek.

Inne:
- idę o zakład, że to Amerykanie stoją za zamachem. Bo czemu by nie.
- największy zamach terrorystyczny w historii i raptem urywki reakcji świata? Przecież wsadzenie migawek wiadomości telewizyjnych niesamowicie uwiarygodniłoby świat.
- Kapitol został zniszczony, ale dzieciakom na imprezie jakoś to nie przeszkadza. Nie chcę mi się w to wierzyć.
- żona wywracająca oczami i pan prezydent co chwila zdejmujący okulary. Może i to uwiarygodnia postacie, ale jest strasznie denerwujące do oglądania.
- liczyłem trochę na amerykański patos, ale nawet nie ma go wiele, a jak już się pojawia wygląda strasznie pospolicie.
- Maggie Q w serialu, no dobra jakiś powód do oglądania jest.

OCENA 3.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D S04E01 The Ghost
Nie spodziewałem się pochwał dla Agentów po premierze sezonu. Z niedowierzaniem widziałem kilka umiarkowanie pozytywnych recenzji i z nadzieją odpalałem 4x1. I w sumie przyjemnie się oglądało. Tempo, humor, a nawet fabułka ciekawiła. Solidne wprowadzenie w nowe realia i nakreślenie relacji w SHIELD. Nie drużynie, a SHIELD. Grupka znowu rozbita i sporo tutaj nieufności. Trochę szkoda, niby miało to na celu wprowadzenie nowej dynamiki, ale te postacie najlepiej działają gdy są razem na ekranie. Angst między nimi jest niepotrzebny, a odcinek niestety jeszcze bardziej je oddalił. Samo w sobie nie jest to wadą, ale boje się jak zostanie poprowadzone dalej. Już to przerabialiśmy i nic z tego dobrego nie wyszło.

Największym novum serialu miał być Ghost Rider i wątki magiczne. Pierwsze scena z wprowadzeniem Ducha Zemsty była fatalna. Żałośnie zrealizowany pościg, które oglądało się przy dźwięku zgrzytających zębów. Jednak już pojawienie się bezwzględnej gorejącej czachy dało troszkę radości. Rider wbrew tytułowi był zaledwie dodatkiem i delikatnie został nakreślony. Niestety trochę odbiega od Robbiego Reiesa z najnowszej serii, ale jego bezwzględność mi się podoba. Może w przyszłości będzie konflikt wewnętrzny? Dobrze, że zachowano wątek choroby jego brata, autentycznie bałem się, że to wywalą. Jedna scena, a dała mi trochę radości. Natomiast walka z Daisy niepotrzebna. Pokazała tylko, że ona nie chcę żyć, ale wbrew temu co sobie myśli jeszcze nie zasługuje na śmierć. Nie rozumiem jej wątku, ale to jest problem poprzedniego sezonu.

OCENA 4/6

Mr. Robot S02E10 eps2.8_h1dden-pr0cess.axx
Dominujące uczucie zaciskającej się pętli i bezsensownej walki. Tak najkrócej mogę opisać ten odcinek. Bohaterowie przegrywają, ich zwycięstwo było tylko pozorne, kwestią czasu jest ich kapitulacja. Angela już jedzie na spotkanie z prawnikiem, Elliot nie ma pojęcia co się dzieje, a Darlene została zatrzymana przez FBI. Doskonałe budowanie napięcia w odcinku do samej kulminacyjnej sceny z fantastycznie pokazaną strzelaniną z statyczną oddaloną kamerą. Coś pięknego.

Wróciło też hackowanie. Te sceny jak zwykle świetnie zrealizowane i Elliot może się wykazać. Jest w swoim żywiole, hackuje ludzi i odnosi małe zwycięstwo. Prawdopodobnie odnalazł Wellicka. Teraz czekać na ich konfrontację, która pewnie rzuci nowe światło na wydarzenia z finału.

Skala tego serialu momentami mnie przeraża. Przyzwyczaiłem się do tajemnic fabularnych, ale rozgrywki polityczne i poszerzanie wpływów Chin na światowej arenie to trochę za dużo. Ale jest zaintrygowany.

OCENA 4.5/6

Mr. Robot S02E11 eps2.9_pyth0n-pt1.p7z
Serialowi jest coraz bliżej do wydmuszki. Zachwyca formą, sposobem opowiadania historii, budowaniem atmosfery, grą aktorską i dialogami. Tylko, że nie wiem o co tu chodzi. Kolejne sceny to małe dzieła sztuki, które nie tworzą spójnej całości. To na razie zbiór pewnych wydarzeń i wątków, które w przyszłości może zbudują składną opowieść. Chciałbym żeby do tego doszło. Żebym nie miał momentów typu "ale co ja właściwie oglądam". Żebym ze względu na fabułę włączał kolejne odcinki. I może finał coś zmieni. Na pewno wiele rozjaśnią wywiady z Samem Esmailem. Tylko czy o to chodzi?

Ten odcinek miał kilka ważnych scen. Z których niewiele wynika. Priece dalej prowadzi swoją intrygę i zyskuję władzę nad światem. Znowu serial pokazuje umęczoną Dom, która jest zagubiona w współczesnym świecie. To też miejsce na spotkanie Elliota z Wellickem. Wreszcie! Tylko znowu, nic z tego na razie nie wynika. Finał i wprowadzenie fazy drugiej powinno coś rozjaśnić. Lub jeszcze bardziej zagmatwać sytuację.

Jednak największe WTF to surrealistyczne sceny z Angelą. Została porwana, przesłuchiwana przez małą dziewczynkę za pomocą przygodówki na Commodore i w końcu finalnie odbyła rozmowę z Whiterosem. I ja mam wrażenie, że serial nie tylko zaczął przeskakiwać rekina, a go ujeżdżać. Rozmowa o przeznaczeniu kompletnie mi tutaj nie pasuje. Serial kolejny raz daje znać, że eksperyment w którym zginęli rodzice Angeli i Elliota jest ważny dla fabuły. I mnie to martwi. Serial odchodzi od hackerskiego fight clubu w metafizyczne rejony. Nie jestem tym zachwycony.

OCENA 4/6

Mr. Robot S02E12 eps2.9_pyth0n-pt2.p7z
Myślałem, że finał zrobi mi sieczkę z mózgu i doprowadzi do zmiany zdania o całym sezonie. Niestety, zaraz po seansie czuję jedynie "aha, to teraz rok czekania, spoko". Nawet się cieszę z tej przerwy i liczę, że Sam Esmail zmieni podejście do swojego dziecka. Jest sporo do poprawy, zwłaszcza jeśli chodzi o spójność historii. Nic co by skreślało serial z mojej watch listy, ale brakuje mi tego dreszczyku emocji podczas oglądania kolejnych epizodów.

Najciekawiej w odcinku wypadły sceny z sarkastyczną Darlene przesłuchiwaną przez Dom. Konsekwentnie milczy, powołuje się na piątą poprawkę i czeka na rozwój wypadów. Wydaje się, że FBI niczego nowego się nie dowie. Prawdą jest, że nie musi. Ich nieudolność biła po oczach, pozornie nic nie osiągnęli przez cały sezon. Faktycznie mają wszystko rozpracowane, wiedzą nawet o udziale Elliota. I Wellicka to był nie mały szok dla Darlene.

Jeśli jestem przy kobietach to teraz o Joannie. Królowa Lodu uderza ponownie. Zrobi wszystko by oczyścić z zarzutów swojego męża, nawet daje się pobić. Wrobi teraz Knowlsa w zabójstwo swojej żony. Świetna scena gdy go do tego prowokuje, a potem przekonuje do pomocy swojego kochanka. Ona wszystko obmyśliła z dużym wyprzedzeniem. Jej plan jest prosty i precyzyjnie realizowany.

Niestety nie można powiedzieć tego samego o Elliocie i tajemniczej drugiej fazie. To tylko zniszczenie fizycznej kopii zapasowej danych o nieruchomościach i długach. Oczekiwałem czegoś większego, a nie współpracy anarchistów z chińczykami w celu zniszczeniu gospodarki USA. I czemu do cholery E Corp gromadzi wszystkie dane w jednym miejscu? Przecież tego tak się nie robi.

Postrzelenie Elliota przez Tylera mnie nie zaszokowało. W sumie to przewidywalna reakcja, scena była pozbawiona napięcia. Bo albo Wellicka nie strzeli albo strzeli, ale nie zabije. Tak czy inaczej Elliot nie zginie. Natomiast jego zagubienie i zastanawianie co jest rzeczywistością zaczyna mnie mocno męczyć.

Jedynym dużym zaskoczeniem był rozmowa Wellicka z Angelą o Elliocie. Wow, oni się znają? Nie sądzę żeby Whiterose wtajemniczył ją w poprzednim odcinku, wyglądało jakby to znajomość była dużo dłuższa. I skąd Ang wie o Phase Two? I jak wyjaśnia to jej zachowanie z całego sezonu? Jakoś nie mogę sobie tego poukładać w logiczny sposób.

Scena po napisach był ciekawa. Trenton i Mobley żyją i pracują w Buy More. Ona mówi o odwróceniu efektów hacku i zjawia się Leon. Czy Dark Army ich zabije czy rekrutuje? Nie wiadomo. Mi się jednak najbardziej spodobała tutaj realizacja. Jedno długie ujęcie z powolnie zbliżającą się i obracającą kamerą. Piękne.

OCENA 4/6

The Last Ship S02E02 Fight the Ship
Kolejny napakowany akcją odcinek. Standard dla tego serialu. Doskonałe tempo akcji w kilku prowadzonych równolegle wątkach. Nawet dzieciaki pana kapitana nie irytowały. Bardziej podobała mi się tytułowa walka o statek. W końcu przyzwyczaiłem się do tego okrętu i tej załogi. Zwłaszcza tych drugo i trzecio planowych postaci. Kibicowałem im gdy przedzierali się korytarzami, bawiło mnie jak się wszyscy mijali i w końcu ekscytowałem gdy była ostatnia faza walk o Nathana Jamesa. The Last Ship sprawia mi podobną frajdę z oglądania scen akcji co Nikita.

Na lądzie było równie dobrze. Może trochę uproszczeń i przez szaleńcze tempo trochę napięcia znikło to i tak było doskonale. Tylko były dwie rozczarowujące rzeczy. Śmierć Granderson i postaci Welivera. Jak ja bym chciał dłużej pooglądać sobie konflikt o duszę Amerykanów między tymi dwiema filozofiami charyzmatycznych postaci. No nic, pewnie niedługo ktoś równie ciekawy zostanie wprowadzony do serialu.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S02E03 It's Not a Rumor
Jaki piękny odcinek, kolejny raz udowadnia, że The Last Ship umie nie tylko w strzelanie. Osobiste dramaty bohaterów wypadają tu przejmująca, ekipa produkcyjna umiejętnie żongluję nastrojem widza. Od radości po odnalezieniu rodziny do przeżywania koszmaru po wiadomości o śmierci bliskich. Procentuje budowanie przez cały serial więzi z dalszym planem bohaterów, teraz można się przejąć ich życiem. Lubię to, bardzo. Rozumiem motywację kapitana, który chciał zostać z dziećmi, Slatterego wracającego na statek i Foster, która nie mówi matce o ciąży.

Patos wprost kipiał z ekranu. Pompatyczna muzyka podczas rozdawania szczepionki i ekscytacja na wieść o dostarczaniu jej do laboratorium świetnie budowały klimat ratowania świata. Dzielni amerykańscy żołnierze znowu mogli to zrobić. Ale to nie koniec ich misji. Świat jest (podobno) w chaosie i trzeba go odbudować. Jestem pełen wiary w scenarzystów.

Nowy wątek to tajemniczy Misjonarze. Osoby, które są odporne na wirusa, do których dotarł Pacjent Zero. I to jest fajne. Przerysowane, co doskonale pasuje do stylistyki serialu. Sekta wierząca, że zostali wybrani przez Boga by objąć panowanie nad Ziemią. Czekam aż okażą się organizacją terrorystyczną. Na razie jednak nie wyobrażam sobie by story arc z nimi mógł ciągnąć się do końca sezonu, ale znowu, ja wierzę w scenarzystów. Nie raz mnie pozytywnie zaskakiwali.

OCENA 5/6