Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fargo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fargo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 listopada 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #255 [30.10.2017 - 05.11.2017]

SPOILERY

Fargo S01E02 The Rooster Prince
Chyba powinienem puścić kupon lotto i cieszyć się moimi milionami. Skoro dwa tygodnie z rzędu udało się wylosować ten sam serial to wygraną w totalizatorze mam gwarantowaną. Na pewno poziom ekscytacji będzie porównywalny. Tak, Fargo jest aż tak dobre i aż mnie skręcę, że trzymam się zasady nadrabiania seriali które skończyły się ostatnio. Oglądając odcinek zachwycałem się każdą sceną. Dosłownie każdą. Czy to z powodu niebanalnych dialogów, zachowania postaci, gry aktorskiej czy krajobrazów. Wszystkie jest tutaj niesamowicie dopieszczone. Mimo 50 minutowego czasu trwania nie ma tutaj scen zbytecznych. To wciąż jest jednak wstęp. Intryga i połączenia między bohaterami dopiero się tworzą i przyjdzie czas na zagęszczania. Pierw trzeba skupić się na odpowiedniej introdukcji postaci by stawka jeszcze lepiej była odczuwalna.

OCENA 5/6 



GLOW S01E01 Pilot
Na GLOW czekałem od pierwszych zapowiedzi. Alison Brie i świat wrestlingu od Netflixa i Jenji Kohan? Przecież to musiało się udać. I udało. Pilot jest bardzo udanym wprowadzeniem nakreślającym klimat serialu. Wrestling jest pretekstem do opowieści o kobietach. Seksizmie branży filmowej, zagubionych dziewczynach goniących za marzeniem i przyjaźni, która może zostać w głupi sposób zniszczona. Bohaterki są wyraziste, sympatyczne i niepozbawione wad. Do Alison Brie mam słabość od czau Community więc nie jestem w stanie obiektywnie jej ocenić. Ale kocham ambicje i nieudolność jej Ruth. Tak jak pewność siebie żyjącej w patriarchalnym świecie Debbie, która będzie musiała odnaleźć się bez męża. 

 Inne:
- lata '80 z całą swoją kiczowatością i oczojebnymi kolorkami wypadają cudownie. Tak bardzo odmiennie od tych z Stranger Things.
- samej komedii jest tutaj trochę za mało. Niewiele momentów do śmiechu (nie licząc montażu z treningiem aktorskim podczas oglądania wrestlingu), więcej scen mających wprowadzić pewien dyskomfort.
- na świeczniku na razie tylko Ruth i Debbie, ale czekam, aż kolejne cudowne panie wrestlingu dostaną własne wątki.

OCENA 4.5/6

Riverdale S02E04 Chapter Seventeen: The Town That Dreaded Sundown
Muszę przyznać, że męczy mnie historia Archiego, ba, jest on najmniej ciekawą postacią w całym Riverdale. Veronica bardzo dobrze go opisała, naiwny i łatwowierny. Teraz przeżywa kryzys i to widać. Serial próbuje pokazać jego ciemną stronę, jak tragedia może odcisnąć się na niewinnym duchu. Napędza go chęć zemsty bo to emocja której łatwo się poddać. To znowu jest ładna paralela do współczesnego świata, ale nudzi. Na szczęście ten odcinek wprowadził kilka istotnych przetasowań i z nadzieją spoglądam z przyszłość.

Trochę zaczyna mi przeszkadzać główny wątek sezonu. Poprzednia historia była bardziej spójna, nadawała pewien tor wszystkim postaciom i pozwalała im wchodzić w częstsze interakcję. Tutaj jest głównie wątek Archiego i dopisywanie postaci by mieli z nim jakaś interakcję. Czy to Betty dostająca list czy Węże walczące z Buldogami czy Veronica odkrywająca manipulacje ojca na rudzielcu. Wszystko dotyczy Archiego. Może to tylko setup do ciekawszych wydarzeń, ale obecnie to mnie przytłacza.

Narzekałem ostatnio, że Betty nie ma własnych wątków, a tu proszę. Trójkąt Toni, Betty, Jughead pominę. Ciekawiej wypada więź Black Hooda z panną Cooper. Łatwo można zrozumieć jej decyzję o ukrywaniu listu mówiącego o inspiracjach mordercy. Poczucie winy i wymykające się resztki kontroli. Tylko czemu morderca z nią piszę? Niby wszystkie ofiary były z nią w jakiś sposób związane, ale to nie ma sensu. Chyba, że to jej brat, Tylko ten twist były zbyt słaby by zadziałać. 

Inne:
- jak ja lubię reżyserskie zabawy Riverdale. Tutaj narracja Jugheada, wybieranie książek w bibliotece i wmontowanie w to seryjnych morderców. 
- konflikt klasowy w serialu dla nastolatków? Czemu nie, Riverdale pokazało, że nie boi się trudnych tematów.
- gdzie jest Cheryll? Nawet nie przemykała w tle jak ostatnio. Dajcie jej w końcu jakiś wątek. 

OCENA 4.5/6

Star Trek: Discovery S01E07 Magic to Make the Sanest Man Go Mad
Nie namyślając się zbyt długo uznam ten odcinek za najlepszy w krótkiej historii serialu. Nie jestem sam, na Twitterze i recenzjach pojawiło się sporo zachwytów. Paradoksalnie udało się to uzyskać porzucając szumnie promowano formułę ciągłej fabuły. Nie jest to stricte odcinek proceduralny, ale udane wymieszanie tych dwóch podejść do kreowania opowieści.

Głównym motywem jest pętla czasu. Klasyczny motyw, który musi się pojawić w szanującym serialu sci-fi/fantasy, że wymienię tylko moje ulubione Window of Opportunity z Stargate SG-1 i wzruszające White Tulip z Fringe. To nie jest ten poziom, historia nie ma odpowiedniej wagi jednak rozrywkowo spisuje się całkiem nieźle. Powrót Mudda i próba wywarcia zemsty na Lorce była niespodziewana. Kilkadziesiąt zabójstw kapitana i wysadzanie Discovery w celu resetu odpowiednio budowało stawkę.

Osobiste motywy antagonisty były przekonujące. Zaskakujące było w tym wypadku odsunięcie kapitana na dalszy plan. Jeszcze dziwniejsze acz witane z otwartymi rękami było obdarzenie świadomością pętli Stametsa. Pokazanie jego backstory, opowiedzenie o miłości i dzięki niemu wgląd w Michael. Dlatego trochę szkoda, że w drugiej połowie odcinka trochę zapomniano, że to on jest poza pętlą.

Często narzekałem jak słabo wypada załoga w serialu i Discovery nie działa na tej samej zasadzie co choćby Firefly. Brak dynamiki w grupie. Tutaj to się poprawiło. Zbliżono Stamesa do Michaela, nawet jeśli tylko on miałby o tym pamiętać. A Ash, Michael i Tilly spędzili trochę czasu imprezując. I romansując. Dobrze wiedzieć, że twórcy robią coś w tym kierunku.

W dużej mierze jest to odcinek rozrywkowy. Akcja, humor i romanse. Współczesna hollywoodzka mieszanka. Jest jednak coś więcej. Próba rozgryzienia natury człowieka. Trochę nieudolnie, jakby stwierdzono, że trzeba dodać do tego jakąś filozofię, ale jako klamra odcinka zadziałało. Podczas odcinka o pętli czasu Michael prowadzi monolog o tym jak ważna jest zmiana. I ja chciałbym więcej takich motywów, a nie nudnego sapania Klingonów i szarego moralnie Lorci.

Nie kupuję trochę końcówki. Mudd kilkukrotnie zabijał załogę Discovery i okazał się zdrajcą Federacji, a na końcu nie spotyka go za to kara. Dla mnie to trochę naiwne i nie niesie ze sobą żadnego morału. Do tego odrobina deus ex machiny. "Ukochana" Mudda teleportuje się na Discovery w ciągu 30 min, nie wiadomo z jak odległego zakątka galaktyki. Jeśli statki są tak szybkie to po co napęd sporowy?   

Inne:
- długie, opisowe tytuły odcinków trochę mnie męczą i trochę bawią. Pod tym względem wolę jednak minimalizm.
- Mud powrócił po kilku odcinków i wprowadza zamieszanie. Gdyby był to procedural sprzed kilkunastu lat jego powrót nastąpiłby po kilku sezonach.
- impreza na statku bojowym, nawet jeśli po służbie wydaje się to trochę niewłaściwe.

OCENA 5/6

Stranger Things S02E04 Chapter Four: Will the Wise
Na takie odcinki Stranger Things czekałem. Pełne napięcia gdzie w każdym wątku dzieje się coś ciekawego, mocno stawiające na dramaty postaci. Jedenastka po emocjonalnej kłótni z Hopem odkrywa dokumenty i poznaje swoją matkę. Co to był za pokaz umiejętności młodej aktorki. Nieźle wypada też Will pochłaniany przez coś mrocznego. I te jego rysunki wnętrza czegoś co rozpościera się pod Hawkins. Zło niedługo nawiedzi tą mieścinę. Był też mocarny cliffhanger. Dustin nakarmił swoją kijankę po zmroku, a ta przeobraziła się w mini Demogorgona. Połowa sezonu i serial skończył z przydługim wstępem.

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E15 Pressure Test
 Uwielbiam odcinki z gatunku bottle episode. Zdolni scenarzyści przy ograniczonym budżecie mogą z tego wiele wycisnąć. Zagęszczać napięcie na małym terenie i prowadzić do konfrontacji. Jak np. podczas oblężenia komisariatu w Banshee. Tutaj było to samo, a wyszło fatalnie. Jeden z najgorszych odcinków Teen Wolf, istna męczarnia. Konflikt między łowcami, a wilkołakami jest nudny, postacie nie robią wiele, a jak już robią ich wyboru są wątpliwe. Scott wcale nie wygląda na przywódce watahy, a reszta robi za statystów bez własnych wątków. Nie do tego przyzwyczaił mnie ten serial. Na szczęście do końca już tylko pięć odcinków.

Inne:
- oblężony posterunek, jest scenka o odcięciu łączności, a jakimś cudem Stilinski dodzwonił się do papy McCalla. Ten scenariusz ma więcej dziur niż wilkołak po spotkaniu z van Helsingem.
- byłem pewien, że Theo nie żyję. Albo ja tak uważnie oglądam odcinek albo scenariusz jest taki pokraczny. 

OCENA 2.5/6

Teen Wolf S06E16 Triggers
Autentycznie cierpię oglądając popisy scenarzystów w tym sezonie i zmuszam się do oglądania kolejnych odcinków. Widzę już metę, to tylko cztery odcinki. Będzie to jednak męcząca droga jeśli poziom pozostanie ten sam. Bohaterowie snują się bez większego planu, przeżywają potyczki bez znaczenia i odnoszą przypadkowe zwycięstwo. Teoretycznie mają też wątki osobiste. Słabo pisane i bez większego znaczenia. Liam dalej ma problemy z gniewem, a Scott zostaje ostatecznie sparowany z Malią. Tyle. Widać jak bardo brakuje tutaj Stilesa dodającego humor, rozwagę i pomysł.

OCENA 2.5/6
 
Teen Wolf S06E17 Werewolves of London
Ostatnio trochę się pastwię nad Teen Wowlf, ale to był na prawdę dobry odcinek. Ani razu nie poczułem znużenie, podobała mi się realizacja, fabuła, zachowanie bohaterów i humor. O jak mi brakowało takiego humoru w serialu. Trochę campu i przesady zawsze tutaj pomaga. Do tego powroty. Jackson, Ducalion i Peter. Każda scena z nimi to złoto, ale pod względem komediowym wygrywa Theo sugerujący Liamowi co zrobić po morderstwie. Podobało mi się nawet desperackie zachowanie Scotta który zbliża się do granicy której nigdy normalnie by nie przeskoczył. Wciąż jednak nie jest prawdziwym liderem. Brakuje mu planu i nie przewodzi stadem jak powinien. To się już nie zmieni.

OCENA 4.5/6

Teen Wolf S06E18 Genotype
Co za okropna huśtawka jakościowa. Znowu jesteśmy na dole. Było słabo. Bez pomysłu i dużo bezproduktywnych scen. Choćby akcja z wskrzeszaniem ogara. Trochę humoru zawsze na plus, ale niech ma jakiś kontekst. Tyle czasu stracone by powiedzieć, że dwie połówki złego nie mogą się połączyć, a jego wzrok zabija. Inaczej można to było rozegrać. Źle rozpisano też historię Quinn i jej matki. Dano jej jedna fajną scenę i zabitą poza ekranem by nadać jakąś więź z postacią by oglądanie nie było pozbawione emocji. Było jednak zbyt naiwnie. Chyba nie muszę też pisać o pani biolog, która okazuje się wilkołakiem po tylu sezonach przez co fabuła serialu jest jeszcze bardziej niespójna. I gdzie jest Jackson? Dawać mi go skoro jest już w Beacon Hills.

OCENA 3/6

Teen Wolf S06E19 Broken Glass
To nie był dobry odcinek. Działo się mało i często nielogicznie mimo zbliżającego się finału. Scott i Malia spędzili go na trening z Ducalionem, a Lidia z Pterem ich szukając. Liam za to przesiedział w szpitalu by wpaść w pułapkę na końcu. Pod tym względem było bardzo słabo. Dużo lepiej u postaci pobocznych. Wrócił Derek i to w duecie z Argentem. Świetne sceny, zabawne z akcją i w jakiś sposób wiążące się z całą intrygą. Gdyby całość tak wyglądała. Chociaż nie było tak tragicznie jak jeszcze parę odcinków temu. Lepiej rozłożono akcenty i widać, że sytuacja robi się coraz bardziej napięta. Jeszce tylko jakby scenariuszowo było lepiej. Ogólnie mam wrażenie, że sezon 6B jest strasznie dziwnie napisany. Dużo tutaj niespójności i źle rozpisanej żonglerki wątkami.

Inne:
- dialog na początku odcinka o odcięciu od sieci komórkowej by pod koniec rozmawiać przez telefon. To wiele mówi o niekonsekwencji scenarzystów.

OCENA 3/6

 Teen Wolf S06E20 The Wolves of War
Powinienem dostać order lub dwa za dokończenie tego sezonu. Przecież już nie takie seriale porzucałem sezon przed końcem. Męczyłem się okrutnie i cieszę się, że to koniec. Jest mi też przykro z tego powodu. Ten serial dał mi całkiem sporo frajdy, zwłaszcza w swoich środkowych sezonach. Niestety jego finałowy akt był gorszy od rozpoczęcia. Nawet nie można się było pośmiać z niedorzeczności, był zwyczajnie słaby.

Na szczęście finałowy odcinek miło się wyróżniał. To wciąż nie było fantastyczna historia czy sprytne zwieńczenie wątków. To nie było też zakończenie o którym będę pamiętać podczas sporządzania topek czy przypominania sobie o serialu. Ba, jestem pewien, że zapomnę jak Teen Wolf się skończył i wrócą tylko złe wspomnienia. Finał był zwyczajnie ok. Sporo fanserwisu, udany humor, zabawa postaciami, nawet  udało się go spiąć zgrabną klamrą narracyjną. Byłem nawet zainteresowany tym co oglądam. Póki nie zacząłem się skupiać na zagadnieniach fabularnych. Mały koszmarek. Źle rozpisane starcie z Anuk-Ite, zero napięcia w walce z Gerrardem, częsty brak zasady ciągu przyczynowo-skutkowego, głupie zachowanie postaci czy last but not least nic nie wnoszące sceny. I mimo tych wad jednak byłem zainteresowany tym co się dzieje.

Jak wypadło samo zakończenie i cliffhanger? Serial bardzo chciał mieć wszystkich najważniejszych bohaterów w jednym miejscu na samym końcu i to zrobił. W bardzo naiwny sposób, ale jako pocztówka na zakończenie zadziałało. Nie zamknięto wszystkich wątków. Monroe wciąż poluje na wilkołaki, a Scott pomaga młodym wilczkom. To nie koniec jego historii, ale zakończenie części jego życia w Beacon Hills i znalezienie nowego powołania. Nawet czekam na spin-off i podcast by sprawdzić co dalej.

Inne:
- czy scenarzyści pamiętają co działo się kilka odcinków temu? Melissa całkiem nieźle wygląda jak na osobę która niemal zginęła od postrzału.
- łowcy Gerarda zachowują się amatorsko. Polują na wilczki i nawet nie używają zagłuszaczy coby im sporo ułatwiło
- Stiles spojrzał Anuk-Ite i nic mu się nie stało. Scenarzyści, reżyser, montażyści, aktorzy, nikt tego nie zauważył? Nie wiem jak można schrzanić tak podstawową rzecz.
- brak nawet wspomnienia Kiry uważał za karygodne.

OCENA 4/6
OCENA SEZONU 3/6
OCENA SERIALU 4/6

poniedziałek, 30 października 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #254 [23.10.2017 - 29.10.2017]

SPOILERY

Castlevania S01E02 Necropolis
Jestem zaskoczony jak bardzo skoczyła jakoś tego serialu. Wciąż jest dużo problemów i nie kupuję budowy sezonu, tak oglądało się to z pewnym zainteresowaniem. Solidne przedstawienie postaci Trevora oraz historii jego rodziny z pozostawieniem miejsca na spekulację. Wszystko to na zasadzie show dont tell. Arogancki, pewny siebie hulaka z sercem po właściwej stronie. Można go lubić.

Z pokazywania postaci wybrnięto obronną ręką. Zabrakło tylko większej fabuły. Serial stawia raczej na klimat niż złożoną opowieść. Mam też wrażenie jakby twórcy zbytnio wzorowali się na pierwotnym medium. Przypadkowe spotkanie, walka, rozmowa pogłębiająca wiedzę o świecie i quest dla Trevora. Mocno się to rzuciło w oczy.

Trochę bałem się brutalności w serialu, że pójdzie full gore. Jest jednak z smakiem. Graficy wiedzą kiedy maznąć krwią, a animatorzy jak nie pokazując wiele zrobić odpowiednie wrażenie. Jak podczas sceny walki przy użyciu pejcza. I tylko szkoda, że animacja jest biedna i nie można zaprezentować nic bardziej dynamicznego.

OCENA 4/6

Castlevania S01E03 Labyrinth
Chyba wiem co mi przeszkadza w Castlevani. Przypomina mi ona trochę seriale z kablówek. Dziwna myśl, prawda? Chodzi mi o sposób prowadzenia narracji. Mamy tutaj długie dialogi i nieśpieszne tempo. Bohaterowie rozmawiają do znudzenia, niestety często bez sensu z zbyteczną ekspozycją. I gdyby całość trwała ~45 min i złożona byłaby z 10 odcinków tak bym to zrozumiał. Niestety przez to rozmycie ucieka sens opowieści. Czasem w sitcomach jest więcej fabuły niż w Castlevani, która prosi się o rozwinięcie wydawałoby się bogatego świata.

Co się stało w odcinku? Trevor uratował córkę Mędrców, porozmawiał z biskupem i trochę powalczył. Tyle. Jest też sugestia opowieści Draculi, ale to mało. A właśnie Dracula. Pilot skupiał się na nim by dwa kolejne odcinki zupełnie go zignorowały. Wygląda to trochę jakby w trakcie zmieniła się koncepcja całości.

Zastanawiałem się jak będą wyglądać dynamiczne sceny akcji, a okazało się, że serial wyszedł z nich obronną ręką. Efektowna walka z cyklopem czy ucieczka przed duchownymi mogły się podobać. Walka mówiła też coś o Trevorze. Mimo swojej aroganci podczas starć używa głowy i planuje swoje ruchy. Chyba go nawet polubiłem.

Inne:
- humor zupełnie do mnie nie trafia. Jest wulgarny i nieśmieszny. Już lepiej gdyby go zupełnie odpuścić. Poza komentarzami Trevora, te mogą zostać. Nawet jest udany komediowy timeing.

OCENA 4/6

Castlevania S01E04 Monument
Udało mi się nadrobić Castlevanie w nadspodziewanie krótkim czasie. Niech jednak nie zwiodą was pozory. To jest bardzo nierówna produkcja którą ostatecznie uznaje za rozczarowanie. Finał sezonu, czy może lepiej napisać prologu, był tym co najlepsze i najgorsze w serialu.

Jak zwykle długie i zbyteczne dialogi i nic nie wnoszące sceny. Rozmowa bestii z biskupem przed jego śmiercią nie chciała się skończył. Pustosłowie mające wypełnić czas. A może rozważania o naturze ludzkiej i relacji Boga z człowiekiem? Jeśli tak to z mizernym skutkiem. Z wad wymienię jeszcze kolejne mocne inspirację grami. Długie spadanie w głąb katakumb, przeskakiwanie przez rozpadliny i ucieczka przed walącymi się konstrukcjami to widoczna nawiązanie do elementów platformowych. Nie zadziałało. Głównie przez brak dialogów i niewielką efektowność.

Dla odmiany Trevor i sceny akcji dalej dają radę. Efektowna (choć naiwna) walka na ulicach Greszitu cieszyła oko dzięki współpracy Trevora, Syphi i wieśniaków. To też pokaz zdolności bohaterów. Jego przywódczych i jej magicznych. Finałowa walka z bossem też niczego sobie. Niezła choreografia i dynamika mimo ograniczonej animacji. Fajnie było też oglądać dwa odmienne style walki. Aroganci i agresywny Trevora i opanowanie graniczące z lekceważeniem Alucarda.

Drugi sezon obejrzę, to w końcu tylko osiem nowych odcinków. Liczę jednak na poprawę w kilku aspektach. Zwłaszcza w sposobie prowadzenia narracji.Niech przypomina to serial, a nie poszatkowany film z prologiem, który nie został rozwinięty.

OCENA 3.5/6
OCENA SEZONU 3.5/6

Fargo S01E01  The Crocodile's Dilemma
Fargo nie powinno się tutaj znaleźć. Przynajmniej nie teraz. Przez czysty przypadek było na liście seriali już zaczętych. Musiałem je tam wpisać przy okazji premiery serialu gdy nie było zbytnio czasu na oglądanie. I tak zrządzeniem losu Maszyna Losująca postanowiła zaserwować mi najlepszy odcinek jaki obejrzałem w tym tygodniu. Co jest dziwne bo w tym samym czasie premierę miało Stranger Things 2.

Dawno nie wciągnęła mnie tak żadna epizodyczna historia. Charakterystyczne postacie wygłaszają zapadające w pamięci dialogi, a ich czyny świadczą o osobowości. Noah Hawley brawurowo nakreślił sylwetki swoich postaci uwypuklając ich cechy charakteru gdzie już po pierwszej scenie można zbudować z nimi jakieś relację. Niepewny siebie Lester i pewny siebie Lorne Malvo. Sprzedawca polis na życie i płatny zabójca. Połączył ich przypadek, który jak w filmie, zapoczątkowuje ciąg wydarzeń mających wpływ na całe miasteczko. Oczywiście zostali zagrani równie świetnie co napisani. Martin Freeman sprawia, że w pewien sposób można sympatyzować z Lesterem, nawet po zamordowaniu żony. Natomiast Billy Bob Thorton jest diabolicznym manipulatorem siejącym chaos ze stoickim spokojem.

Fargo to nie tylko ww. postacie napędzające akcje. To też cała otoczka, możliwość poznawania społeczności. Szeryf oczekujący dziecka, jego oficer, która jest zdolną śledczą, rodzina ofiary Malvo, gliniarz pojawiający się na jedną scenę. Chcę się ich oglądać, poznawać życie i zobaczyć jak będą reagować na zbliżającą się burzę. Mafia, płatny morderca i facet z kryzysem wieku średniego to zapewne tylko początek.

Chyba nie muszę pisać o świetnej realizacji? Piękne zdjęcia, namacalne zimno i muzyka budująca atmosferę napięcia, ale czasem i absurdu. Szykuje się kolejny piękny serial.

Inne:
- brat Lestera ma karabin którym się pochwalił, czyżby zapowiedź wybuchowego finału?

OCENA 5.5/6

Riverdale S02E03 Chapter Sixteen: The Watcher in the Woods
Po trzech odcinkach sezonu można się dopatrzyć pewnego trendu. Poprzedni w dużej mierze był o życiu w cieniu rodziców, jak wydarzenia z przeszłości wpływają na nowe pokolenia i ostatecznie prowadzą do tragicznych wydarzeń. Ten jest o wychodzeniu z tego cienia i kreowaniu własnej tożsamości. Widać tutaj zmianę, bohaterowie dojrzewają i podejmują decyzję wpływające na ich życie. Czasem błędne i głupie co jest zupełnie normalne.

To jest ciężki początek sezonu dla Archiego. Postrzelenie ojca, śmierć kochanki i atak na znajomych. To odcisnęło na nim poważną traumę. Czuję się zagubiony i nie wie co robić. Wystarczy tylko sugestia, połechtania jego wewnętrznej dumy i zagranie na lękach by zrobić to co wymarzył sobie Hiram. Zakłada straż obywatelską patrolującą Riverdale. Jest to dobry sposób na radzenie sobie z lękami. Ma nawet poparcie części dorosłych. Ta, mania prześladowcza i posiadanie broni będzie miało poważne konsekwencję. Czekam tylko na lincz i strach ogarniający miasteczko. Może o to chodzi Hiriamowi? A gdy miasto stanie się niebezpieczne ceny ziemi polecą w dół.

Niby Mama i Tata Lodgowie wciąż mają duży wpływ na córkę to Veronica obrała własną drogę. Wywiera wpływ na rodzicielów, często stawia na swoim i wie co chcę robić w przyszłości. Zająć się firmą ojca i poznać tajemnicę rodziny. Bądź robi to z irytacji. Wie, że jest odsuwana na bok i szuka sposobu by to się odmieniło. Jednak o wiele ciekawsze są relację Hirama i Hermione. Kochają się, nie ufają sobie i razem spiskują. Oglądanie relacji między tą trójką to prawdziwa przyjemność.

Jugheadowi odnalezienie własnej drogi udało się tylko połowicznie. Powoli odnajduje się w nowej szkole, nawet reaktywował gazetkę. Nie może jednak być bezstronny. Dziedzictwo ojca pozostawia na nim ślad i musi wybrać Węże choćby dlatego by przetrwać w nowym środowisku. Co trochę kłóci się z finałem S01 gdzie bardzo szybko odnalazł się w nowej szkole. Pomijać tą nieścisłość jest to bardzo ciekawy wątek. Jughead nie chcę, ale musi. Jak Archie również i on ma swoją spiralę w której będzie się stopniowo pogrążał.

Cieszy mnie więcej czasu antenowego dla Kevina. Twórcy bardzo dobrze to wykorzystali. Pokazali postać homoseksualną, która jest zagubiona i niezrozumiana. Szuka swojego miejsca na świecie. Przyjaciele mogą go wspierać, ale do końca nie rozumieją. To samo z ojcem. Kocha swojego syna, ale w pokoju jest bardzo duży słoń. Nie miałbym nic przeciwko gdyby wraz z biegiem sezonu Kevin dostawał samodzielne wątki.

I tylko Betty szkoda. W porównaniu do swoich przyjaciół nie dzieje się u niej wiele. Jest wspierającą dziewczyną Jugheada i wspierającą przyjaciółką Kevina. Ten pierwszy ją okłamuje, a tego drugiego zaufanie nadwyrężyła. W dobrej wierze, ale to nic nie znaczy. Czekać aż dostanie własną historię, która będzie równie dobra co pozostałe. Wystarczy tylko wyciągnąć jej kłopoty psychiczne, przecież to samograj. 

Muszę pochwalić odcinek za to jak umiejętnie buduje napięcie, prowadzi do punktu kulminacyjnego, żongluje kilkoma scenami i  w części z nich wygasza wątki przesuwając ciężar na inne. I jak to pokazuje. Pobicie Jugheada za drzwiami było dobrym pomysłem. Subtelnę, przez co jeszcze efektowniej działało.  

Inne:
- ciekawy trend. S06B Teen Wolf również kręci się wokół atmosfery psychozy, zastraszania i strachu miasteczka będącego mikrowersją Ameryki.

OCENA 5/6

Stranger Things S02E01 Chapter One: MADMAX
Dawno nie stęskniłem się za serialem tak jak za Stranger Things w ciągu minionego roku. Cichy hit który przerodził się w prawdziwy fenomen nie dawał o sobie zapomnieć i od czasu spotu na Superbowl w lutym umiejętnie podgrzewał atmosferę. Premiera S02 odbyła się po 15 miesiącach od pierwszej serii. Przez ten czas miałem wiele obaw o jakoś, ale zupełnie niepotrzebnie. To stare i dobre Stranger Things.

Pilotowy odcinek jest spokojnym wprowadzeniem. Nie ma tej siły co poprzednie otwarcie. Nie musiał tego mieć. Jest spokojny przypomnieniem klimatu serialu i swoich bohaterów, ich sytuacji oraz relacji. Fabularnie nie wiele się w nim wydarzyło. To jest raczej mocny set up do kolejnych wydarzeń. Zasadzeniem wątków, które z czasem będą mogły rozkwitnąć. Otwarcie w stylu WTF z Pittsburgha nie mające wpływu na fabułę, nowa dziecięca bohaterka o której nic nie wiadomo i halucynację Willa zapowiadające coś wielkiego.

Bardzo lubię oglądać w ST obyczajowe wątki, a nie tylko supernaturalną część serialu. Dlatego ciesze się z scen opowiadających o bohaterach i ich stanie. Nancy rozklejająca się na kolacji u rodziców Barb budziła współczucie. Jonathan wciąż wzbudza litość swoim wyobcowaniem. Joy zrozumienie gdy szuka pociechy u swojego chłopaka. Dustin śmiech gdy dowiaduje się, że został pokonany w Dig Dug.

W odcinku nie mogło zabraknąć Jedenastki. Muszę jednak przyznać, że nie bardzo rozumiem ten wątek. Hopper przez cały rok trzymał ją w chatce w lesie i uczył życia? Dla mnie trochę to niemoralne i niezrozumiałe. Rozumiem, że chcę ją chronić, ale przy tym robi jej krzywdę alienując ją od społeczeństwa, a to ostatnie czego jej trzeba.

Stęskniłem się nie tylko za fabułą i bohaterami, ale też za realizacją. Serial jest fenomenalnie nakręcony. Przechodzenie na drugą stronę i klimat lat '80 to ta najlepiej widoczna strona medalu. Druga to przywiązanie do detali jak wyostrzenie dźwięków otoczenia, muzyka potęgująca napięcie i montaż z długimi ujęciami. Palce lizać.

Inne:
- co za cudowna muzyka! Z Scorpionsami na czele. Obejrzę sezon i zrobię powtórkę z samego soundtracka, który oczywiście można znaleźć na Spotify.
- ja wiem, że Stranger Things jest bardziej w klimatach lat '80 niż same lata '80, ale mi ta przesada zupełnie nie przeszkadza. To raczej hołd i łechtanie nostalgii widza niż wrzucenie do blendera losowych motywów z tamtego okresu.

OCENA 4.5/6

Stranger Things S02E02 Chapter Two: Trick or Treat, Freak
Budowanie klimatu to jedno, ale zbyt długie wprowadzenie nie powinno mieć miejsce w serialu mającym trzymać w napięciu. Wizje Willa i zgniłe plony to za mało mimo, że działają na wyobraźnie. Najwyższy czas skrystalizować historię i nadać wątkom konkretny kierunek.

Mimo tej fabularnej niedogodności dalej ogląda się to świetnie. Niemalże godzina zleciała nie wiadomo kiedy. Niby znalazło się kilka zbytecznych i przydługich scen, co jednak nie rzutuje na całość. Z niemałym rozbawieniem ogląda się podchody Lucasa i Dustina do dziewczyny czy zachowanie funkcjonariuszy. Jednak Stranger Things błyszczy w warstwie dramatycznej gdy bohaterowie przeżywają wydarzenia z zeszłego sezonu. Nancy przechodzi nawrót traumy po utracie przyjaciółki. Tak samo jej brat. Mike jest sfrustrowany z powodu tęsknoty za Jedenastką. Denerwuje się na przyjaciół i tylko z Willem udaje mu się nawiązać bliższe relację, bo również on ma problemy które go dręczą.

Flashbacki z Jedenastką trochę wyjaśniają, ale jest to raczej grunt pod snucie teorii. Co jednak jest trochę bez sensu bo tylko jedno kliknięcie myszy dzieli od włączenia kolejnego odcinka. Ile czasu spędziła samotnie? Jak zaadaptował ją Hopper? Ile wiewiórek zamordowała? Niech lepiej jak najszybciej znowu trafi na chłopaków. I Max, bardzo jestem ciekaw jej relacji z inną dziewczyną.

Inne:
- Jedenastka w koszuli i dżinsach wygląda jak mini wersja Hoppera co jest równie zabawne jak jej strój z zeszłej serii.
- co robi Max w miasteczku? Czemu brat obwinia ją za ich pobyt w Hawkins? Kolejna tajemnica do rozwiązania.

OCENA 4.5/6

Stranger Things S02E03 Chapter Three: The Pollywog
Wystarczyło dać Dustinowi zwierzaczka i Stranger Things złapało wiatr w żagle. Rozumiem jego fascynacje znalezioną kijanką. Nowy, słodki przyjaciel, którym można się opiekować. Początkowo trzyma go dla siebie by potem pochwalić się nim kolegą. I Max. Ci się boją, a najbardziej Will rozpoznając stwora z Upside Down. Całkiem słusznie. Mały mutuje na ich oczach i bardzo szybko rośnie. Czym jest? Młodym Demogorgonem? Czy to coś zostało przemycone przez Willa czy jest czymś zupełnie innym? Na pewno to intryguje. Sceny z nim zostały pokazane fantastyczne. Zwłaszcza szybki montaż czy przeszukiwanie szkoły.

Jedenastka po odcinku siedzenia w chatce przejęła bardziej aktywną rolę. Łamie wszystkie zasady, straszy dzieci i szuka Willa w szkole dręcząc widza pytaniem czy dojdzie do szczęśliwego spotkania. Nie doszło. Zazdrosna o Max postanawia zostawić Mike'a w spokoju. Działa impulsywnie jak to dzieci mają w zwyczaju.

Plan ma natomiast Nancy. Szybko przetrawiła rozstanie i teraz znowu szuka #JusticeforBarb. Nie sądzę jednak by to było takie proste jak się wydaje. Podejrzewam, że wie o podsłuchach i prowokuje rząd do działania. Oby, inne zachowanie byłoby głupie.


Muszę przyznać, że Stranger Things umie w cliffhangery. Will nasłuchał się o stawianiu czoła swoim koszmarom i teraz tego próbuje. Jak to piękne bajki mają w zwyczaju nie wiele w nich prawdy. Will postawił się swojemu koszmarowi i pochłonęła go ciemność. Dosłownie. To może być tania zagrywka, ale też punkt zwrotny serialu. Tym bardziej, że Joys dowiedziała się prawdy o wielkim potworze. 

Inne:
- Billy nie jest bratem Max? Ta dwójka jest coraz bardziej intrygująca.
- Dustin kradnący książki w bibliotece rozbawił mnie najbardziej w całym odcinku. Ta żądza wiedzy w młodym duchu!

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E14 Face-to-Faceless
Odcinek odrobinę lepszy od poprzednich. Szczególnie na początku. Próba powrotu do normalności i udawanie, że nic złego się nie stało. Taka high school drama, którą bardzo lubiłem w początkowych sezonach. Ucieczka przed prześladowcami i próba zachowania swojej sekretnej tożsamości. Całkiem niezły wątek z Liamem zmagającym się z swoją zwierzęcą naturą i próba ukarania się za niepowodzenie w ratowaniu przyjaciół.

Gorzej wypadła próba nawiązania kontaktu Scotta z Gerardem i rozmowy pokojowe. Przez głupie zachowanie wilczka całość nie ma napięcia. Jest to dokładnie ta sytuacja gdy widz jest mądrzejszy od serialu i zastanawia się co do cholery oni robią. Niezbyt udanie jest prowadzony konflikt ludzie vs. nieludzie. Już wolałbym gdyby przesunięto zainteresowanie na wątki nadprzyrodzone, które dużo lepiej wypadają w serialu.

Odcinek zakończył się chyba najsłabszym cliffhangerem w historii serialu. Pojawia się nieznajomy wilkołak i po krótkie rozmowie stadko jest zaskoczone, że również zastępczyni szeryfa została ogarnięta strachem. Ja bym się bardziej zastanawiał kim jest ta nowa nieznajoma i skąd się wzięła.

Inne:
- przez 6 sezonów zginęło w miasteczku tylko 12 osób? Należy uznać to za cud.
- Scott i Malia mają się wyraźnie ku sobie. To ta sytuacja gdy kończy się serial parując bohaterów tylko po to by nie skończyli sami.
- dalej brak Dereka i Stilesa. Bez sensu było zapowiadać ich powrót w 6x11 skoro od tego czasu nawet nie ruszono tego wątku.
- Malia i Lydia ratują dupsko Scotta, ktoś jednak zachowuje się racjonalnie w serialu.

OCENA 3.5/6