Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fear The Walking Dead. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fear The Walking Dead. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 lutego 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #174 [15.02.2016 -21.02.2016]

SPOILERY

Fear The Walking Dead S01E04 Not Fade Away
Kolejny serial, który postanowiłem nadrabiać. Nie będę ukrywał, głównym powodem jest obecność Alyci Debnam Carey dzięki czemu będę ją mógł oglądać nie tylko w The 100. Do serialu mnie specjalnie nie ciągnęło, franczyza Żywych trupów odrobinę mi się znudziła. Jednak nie było tak źle. Mimo braku zombie odcinek miał swój klimat. Amerykańskie osiedle pod ochroną Armii USA. Kiełkująca nieufność i paranoja, zadawanie niewygodnych pytań na temat obrońców i dwie postawy wobec obecnej sytuacji - nieufność i zaufanie do działań rządu. Brakowało mi tutaj wyrazistych charakterów postaci, ale gdzieś w okolicach 3/4 odcinka wciągnąłem się. Wcześniej nudziłem, często sprawdzałem ile do końca i nawet nie wiem kiedy zacząłem oglądać z zaciekawieniem. Chyba gdy Madison wybrała się za ogrodzenie, a muzyka coraz lepiej budowała napięcie, która eksplodowało na końcu wątkiem, który budowano od początku. Tajemniczym ginięciem ludzi, oddzielaniem zdrowych i silnych od słabych jednostek. Wojsko zabrało za sobą Nicka i żonę Salazara, nie tak jak pierwotnie się umawiano. I teraz zacznie się kolejny dramat i liczę, że wciągnie mnie od początku.

OCENA 4/6

Fear The Walking Dead S01E05 Cobalt
Dramatu ciąg dalszy. Sytuacja uległa zagęszczeniu, ludzie zostali postawieni w ekstremalnych okolicznościach, a widmo zmian jest coraz bardziej widoczne. Wojsko zaczyna panikować, morale upada, a żołnierze nie zgadzają się z dowództwem. Wielka armia Ameryki to strzęp dawnej niezachwianej potęgi, a objawia się to w niuansach. Sporo tutaj też subtelności, serial pozwala samemu zinterpretować niektóre sceny. Czy żołnierze zostawili swojego dowódcę na śmierć by bronić własnych rodzin w niemalże przegranej wojnie? Czy obozy dla zatrzymanych to aż taka wielka fantazja twórców? Czy wojsko zupełnie się poddało i ile świństw po drodze dokonali? Serial znowu mnie zaciekawił.

Podobały mi się też ekstremalne sytuację w jaki zabrnęli bohaterowie. Ile są w stanie zrobić? Gdzie leży granica? Travis wciąż trzyma się swoich przekonań i nie jest w stanie zabić szwendacza, dalej utożsamia ich z żywymi ludźmi. Maddy dla odmiany zrobi wszystko by odzyskać rodzinę. Nawet przyzwoli Salazarowi na torturowanie żołnierza by dowiedzieć co się dzieje z Nickem. Zasady moralne nie zawsze mają zastosowanie. Tylko jak to na nią wpłynie? Jak zareaguje na to Travis? Ich relację stają się coraz ciekawsze, zwłaszcza gdy Maddy przejmuję rolę liderki i robi to co trzeba.

U dzieci prawie nic się nie działo, ale ich sceny były ciekawe. Alicia i Chris robią to co nastolatkowie mają w zwyczaju. Buntują się. Idą na szaber, piją alkohol i próbują w jakiś sposób odreagować to co się dzieje udając kogoś kim nie są. Chciałbym by to było budowanie relacji na zasadzie brat - siostra, a nie zaczątek romansu, który nie jest tutaj potrzebny.

U Nicka nic się nie dzieje. Siedzi w celi i czeka na lepsze czasy. Ważniejsze kogo poznaje. Charyzmatycznego sprzedawce. Osobę, która szybko łapie jaki świat nadchodzi i kogoś kto potrafi się ustawić. Chciałbym by został na dłużej. Większa i bardziej różnorodna obsada może się serialowi przysłużyć.

OCENA 4.5/6

Fear The Walking Dead S01E06 The Good Man
Cała telewizyjna franczyza The Walking Dead mocno mnie zadziwia. Przez większość sezonu nic się nie dzieje, odcinki są nudne, a problemy bohaterów męczą. Trzeba się cieszyć z drobnych scen i budowania gruntu pod nadchodzące wydarzenia. Potem jednak przychodzą finały i odcinki łamiące status quo, a z nimi zachwyt. Tak było i teraz, a zupełnie się tego nie spodziewałem. W finale liczyłem na trochę akcji, jakiegoś trupa u znanych bohaterów i odrobinę męczącej dramy. Dostałem odcinek z odpowiednio wyważonymi akcentami, który sprawił, że czekam na dalszy ciąg. Akcji było dużo. Około 40 pierwszych minut to szukanie zaginionej rodzinki i chaos w bazie. Udało się to doskonale uchwycić. Powoli narastające zagrożenie przechodzące się w walkę o życie. Z niewielką ilością bezpośrednich starć z zombie, raczej pokazanie zagubionych ludzi i tego jak wojsko nie radzi sobie z zaistniałą sytuacją. Wciągnęło mnie.

Jednak najlepsze były dramaty zwykłych ludzi. Krótki scenki, które wpływały na bohaterów. Na przykład gdy Travis biję do nieprzytomności żołnierza. Uwolnił go, zaufał i przez niego Ofelia zostaje postrzelona. Zawsze spokojny i opanowany zatraca się podczas okładania już dawno bezbronnego człowieka. Cała ta złość, którą w sobie tłumił nagle wybuchła. Chociaż mnie jeszcze bardziej ruszyła scena gdy przeszukując bazę trafiają na szpital gdzie lekarka dobiła rannych. Przez trzy odcinki, które ją znaliśmy pomagała jak mogła, do końca walczyła o transport dla chorych. Gdy wiedziała, że sprawa jest przegrana postanowiła zrobić to co trzeba. Widzimy ją potem jak nie może z tym żyć, odmawia pomocy i sama zastanawia się nad samobójstwem.

Zadziwiło mnie, że wszyscy zostali uratowani. Przedostali się w bezpieczne miejsce, mogli odpocząć i zaplanować dalszy ciąg podróży. Ktoś jednak musiał zginąć. To ponury serial o zombie apokalipsie, takie są reguły. Padło na Lizę. Niespodziewana infekcja, pogodzenie się z losem i prośba o śmierć z ręki Maddy. Maddy, która prosiła o to samo. Tylko to Travis pociąga za spust, zabija byłą żonę co go załamuje. Pięknie to zostało nakręcone. Cisza i spokój, nagły wystrzał niszczący sielankę i eksplozja emocji. Czy Travis będzie tym samym człowiekiem? Czy Maddy będzie musiała w końcu złamać swoje zasady moralne w inny sposób niż bierne przyzwolenie? Jak daleko bohaterowie będą w stanie się posunąć by przetrwać? Pytania typowe dla gatunku, ale serial nawiązał nić z widzem przez co odpowiedź na nie ciekawi.

Cliffhanger był bardzo osobisty - śmierć jednego z bohatera. Ale też była zapowiedź dalszych losów - wyprawa na morze. To jest ciekawy pomysł. Jak długo bohaterowie wytrzymają ze sobą w zamkniętym ekosystemie? W The Walking Dead było więzienie i Aleksandra, ale zawsze można było je opuścić. Tutaj tego wyboru nie będzie. Szkoda tylko, że liczba bohaterów jest dość ograniczona. Przed scenariuszem wyzwanie. Przy okazji - podobała mi się na końcu kamera podróżująca w stronę pełnego oceanu.

Inne:
- serial bardzo dobrze wykorzystuje muzykę. Czy to na zasadzie kontrastu dając optymistyczną piosenkę do panoram postapokalipsy czy to potęgując smutek odpowiednimi kawałkami.
- bohaterowie wydają się zachowywać bardziej logicznie od tych z pierwowzoru. Na razie nie zdarza mi się walić ręką w czoło i krzyczeć do bohaterów żeby zrobili coś innego.

OCENA 5/6

Game of Thrones S05E03 High Sparrow
Jestem z siebie dumny jak dobrze idzie mi nadrabianie seriali. Vikings i Fear The Walking Dead poszły bardzo szybko, niemalże od pierwszego odcinka się wciągnąłem. Z Grą o Tron już nie pójdzie tak łatwo. Okropnie wynudziłem się na tym godzinnym epizodzie. Ładne widoczki, klika udanych scen, budowanie wątków na przyszłość. I nudy. Niemalże z każdej scen. Pewnie dlatego, że znam książkę, ale wcześniej nie miałem takiego problemy. Nie irytowała mnie Arya, rozmowy Podricka z Briane ciekawiły i śmieszyły, a Jona mimo wszystkich jego wad dobrze się oglądało. Tutaj zaciekawił mnie tylko Tyrion co jest tym dziwniejsze, że od dawna mnie nudził. Może to zasługa wizyty w burdelu? Podobały mi się też sceny z Sansą, gdy wkracza do Winterfell i czuję tą niepewność co robić. Ten wątek mnie najbardziej interesuje. A i jeszcze ścięcie Slynta. To było dobre.

OCENA 4/6

Gamae of Thrones S05E04 Sons of the Harpy
Jednak nie było tak źle jak się obawiałem. Wręcz przeciwnie i to nie jest wcale zasługa scen akcji w tym odcinku, których było całkiem sporo. Bardzo podobały mi się momenty z Cersei i sceny w Królewskiej Przystani. Gdy próbuje manipulować Wielkim Wróblem, myśli że na niego wpłynie, a tak na prawdę na własnej piersi stworzyła potwora. Zbrojne ramię religii na razie służy jej celom - pojmali Lorasa, ale też zwiększa niezadowolenie w społeczeństwie i zachwiało delikatną równowagą. Przy okazji pokazano też bezsilność króla, który nic nie może wskórać. Jest uwięziony między dwiema potężnymi kobietami, a potrzebne są stanowcze decyzję, których nie jest w stanie podjąć.

Jamie wrócił! Jak ja się za nim stęskniłem. Ma świetną chemię z Bronnem i mógłbym obejrzeć o nich cały odcinek. Była też scena walki. Jamie mimo swoich długich treningów praktycznie nie zrobił żadnych postępów. Jeden przeciwnik pokonany dzięki szczęściu. Ich misje nie będzie taka łatwa. Komplikują ją też Bękarcicę Oberyna pragnące zemsty za śmierć ojca. Na razie wyglądają trochę zbyt przerysowanie, chciałbym by je bardziej zróżnicowano i pogłębiono rys psychologiczny. Chęć zemsty to za mało.

Z innych duetów to Jorah i Tyrion wywoływali uśmiech. Kolejna niepasująca do siebie para powinna dawać zacne sceny przez kilka odcinków. Przecież to samograj dla scenarzystów. Rozgadany krasnal i mrukliwy najemnik.

Najnudniej u Jona. Dzieją się jednak istotne rzeczy. Jego lojalność jest dalej testowano. Zarówno przez Melisandrę jak i Sama. Z zupełnie innych powodów. Na szczęście tylko ona go uwodzi. Sam podstawia mu listy do podpisania. Jeden z nich to prośba do Boltona o ludzi na Mur. Prośba do lorda, który zabił jego brata. Jednak dużo ciekawiej było w Winterfell. Gdy Sansa rozmowa i Peterem o Lyannie. Trzeba często o niej przypominać jeśli ma się potwierdzić teoria o rodzicach Jona. Nawet Stannis mówił ostatnio, że to nie w stylu Neda by brać sobie karczemną dziewkę.

Rhaegar zapewne był wspomniany z tego samego powodu. Gdy Sansa ubliża mu od gwałciciela i porywacza Barristan opowiada o tym jak pięknie śpiewał i brzydził się zabijaniem. Dwa wyobrażenia tej samej osoby od dwóch zwalczających się rodów. Jednak sceny w Meereen były interesujące z innego powodu. Kolejne akcje rebeliantów, Synów Harpii. Tym razem na pełną skalę. Otwarty atak wobec żołnierzy Dany i świetna scena walki w wąskim korytarzy w wykonaniu Szarego Robaka i Berristana. Świetnie się to oglądało.

OCENA 5/6  

Teen Wolf S05E17 A Credible Threat
Lacrosse wrócił! Nie sądziłem, że stęsknię się za tym egzotycznym sportem. A jednak! Dobrze znowu było zobaczyć mecz, walkę o zwycięstwo i piętrzące się problemy bohaterów, co jest tylko dodatkiem do nadchodzących wydarzeń. Były już takie odcinki, ale znowu się to fajnie oglądało. Gdy Kira traci panowanie nad sobą i zdziela kijem przeciwnika. Gdy Liam zaczyna wierzyć w siebie i zdobywa kolejne bramki. Gdy trener (wrócił!) narzeka na grę swoich podopiecznych. Gdy Stiles dostaję w twarz sprawdzając buty na stadionie. Super się to ogląało, nawet gdyby nie cień zbliżającej się bestii. Do tego odcinek miał sporo żartów i drobnych interakcji między postaciami, które cieszyły. Wystarczyło tylko odstawić Doktorów, zebrać stado i zbudować zagrożenie, które będzie narastać przez cały odcinek.

OCENA 4.5/6

The 100 S03E05 Hakeldama
Z różnych powodów dzisiaj będzie krótko. Największy problem odcinka wynika z tego jak wprowadzono wątek zdrady Bellamy'ego. Wydaje się to zbyt pośpieszne i naciągane. Jeśli jednak się to zaakceptuje, ogląda się wyśmienicie. Wewnętrzne zmagania, akceptacja walki o przetrwanie i metod jakie narzucił Pike. Może się z nimi nie zgadzać, ale wierzy w ostateczny cel. Świetnie pokazano masakrę jakiej dokonali Skikriu. Pierw zbryzgani krwią żołnierze, a potem pole śmierci pełne trupów. Wstrząsające widoki. Można by pomyśleć, że wojna nadchodzi, ale Lexa postanawia dać Clarke szansę. Co jest dziwne. Trzysta trupów wymaga zemsty, a Grounders mają odpowiednie siły by sobie na to pozwolić. Zadziwia mnie też końcówka jak Lexa postanowiła przerwać spiralę nienawiści i odpuścić odwet. To się odbiję na jej popularności i spodziewam się kolejnych buntów. I jak na do zareaguje Pike? Przecież jej postanowienie ani trochę nie zbliża nas do pokoju. Na pewno ten konflikt nie zostanie łatwo załagodzony.

Jaha wrócił do Arkadii czyli coraz mocniej rozkręca się wątek A.L.I.E. On zachowuje się jak fanatyk i kaznodzieja opowiadając o City of Light. Paradoksalnie to A.L.I.E., sztucznie wytworzona komputerowa inteligencja, lepiej rozumie naturę ludzi i rozszyfrowuje Pike'a oraz wie, że kluczem do osiągnięcia założonego celu jest zdobycie zaufania Raven. Ciekawi mnie jak uda się na siebie nałożyć dwa wątki - religijnego i politycznego fanatyzmu.

Inne:
- znamienne, że o losach wojny decydują kobiety. Clarke, Lexa, Indra i Octavia. The 100 to jeden z najbardziej feministycznych seriali obecnie lecących w telewizji i nie jest to wcale wymuszone.
- popowa piosenka na końcu? Trochę mnie wybiła, nie pasuje do serialu, ale zmiana tonu po zażyciu pigułki przez Raven miło mnie zaskoczyła więc jednak na plus.
- Murphy! Znowu wpakował się w kłopoty pierw pragmatycznie rezygnując z pomaganiu Emori podczas poszukiwań brata. Liczę na jego spotkanie z Clarke, za długo obracał się w towarzystwie Jahy.
- tytuł nawiązujący do biblijnych motywów, ładnie.

OCENA 4.5/6

The Flash S01E14 Escape from Earth-2
Nudy. Wyprawa na Earth-2 okazała się wielkim rozczarowaniem. W pierwszym odcinku można było znaleźć kilka udanych scen i zabaw tym pomysłem. Tutaj już nie. Równie dobrze za Killer Frost i Iris można byłoby podstawić randomowego metaczłowieka i Joe i tą samą historię opowiedzieć na naszej Ziemi. Brakowało błyskotliwych dialogów dotyczących równoległych Ziem czy stawiania bohaterów w niecodziennych sytuacjach. Przez to całość oglądało się bez zainteresowanie. To, że Barry ucieknie z klatki były oczywiste. To, że będzie musiało dojść do konfrontacji z Zoomem też. Serial nie umiał zbudować napięcia, zaciekawić opowiadaną historią i wciągnąć. Jedynie tajemniczy więzień w masce mnie zaintrygował, ale przez głupie zachowanie bohaterów nie dowiedziałem się czemu wystukał imię Jaya.

Poboczny wątek na Earth-1 również zanudził. kolejne próbki Velocity, Geomancer zagrażający Central City i ... i w sumie nie wiem co jeszcze. Na pewno mnie nie obchodziło. Wessanie Jaya przez portal jakoś specjalnie mnie nie zdziwiło. I ruszyło, ale to akurat dotyczy całego odcinka.

OCENA 3/6

Vikings S03E07 Paris
Najazd na Paryż! Yeah? Nie bardzo. Trochę jestem rozczarowany, że to już. W zeszłym odcinku były pierwsze przygotowania, a na początku tego są już pod murami miasta gdzie szykują się do szturmu. Co też nie było jakoś ciekawie pokazane. Wszystko to wygląda imponująco, ale brakuje mi napięcia. Cieszy, że Ragnar rozgrywa przy tym swoją własną gierkę. Nie bierze udziału w planowaniu jakby nie zależało mu na wygranej. Pozwala planować Flokiemu jakby liczył na jego porażkę by ukarać go w ten sposób za zabicie Athlesteina. Pokazać, że bogowie wcale nie patrzą na niego przychylnym okiem. Co z tego, że zginie przy tym mnóstwo jego pobratymców. Królowie nie mają przyjaciół. Już nie.

Tak właśnie rzekł Ekbert. Sojusze to tylko chwilowy środek do zdobycia jeszcze większej władzy. Tak jest z Elią jak i Ragnarem. Oj, czekam na zemstę Ragnara na Ekbercie. W międzyczasie problemy w Murcji, konflikt z księżniczkę i chwilę by syn mógł się wykazać. Nic angażującego bo nie było o wikingach. Serial stworzył zbyt wiele wątków i powoli jego esencja się rozmywa.

A doszedł jeszcze jeden. Trójka nowych postaci w sercu Paryża. Król nieudacznik, silna księżniczka i Odon sprawujący pieczę nad obroną miasta. Na razie ciekawi tylko ona. Głównie dlatego, że według przepowiedni zostanie żoną Rollo. Jednak jest na co popatrzeć. Nowe plany, ulice Paryża, kościoły i zamki. Jest ładnie, więcej przepychu niż w Wessex. Widać, że budżet serialu znacząco podskoczył, a przecież jeszcze bitwa.

OCENA 4/6

Vikings S03E08 To the Gates!
Wielka bitwa na, którą czekałem od czasu zapowiedzi serialu. Gigantyczne oblężenie Paryża z kilkudziesięcioma statkami i setkami statystów. To było efektowne, nie tylko na standardy telewizji. Piękne panoramy i zbliżenia pokazujące szczegóły, walki w zwarciu, emocjonujące wdrapywanie się na mury i pełne napięcia zdobywania bramy. Całość okraszona doskonałą muzyką Trevora Morrisa. Budowała napięcie i podniosłość chwili. Wielkich nadziei i smutku po przegranej. Jednak bitwa byłaby pustym spektaklem gdyby nie jej uczestnicy. Bjorn i Rollo wykazujący się męstwem i szałem bitewnym. Lagherta i Kalf cierpliwie zdobywający bramę. Floki prowadzący natarcie i załamujący się na sam koniec gdy zdaje sobie sprawę, że bogowie się od niego odwrócili. I Ragnar. Bierny ruszający z jedną szarża by pomóc synowi i mocno obrywający. Jak wszyscy uczestnicy. To była piękna klęska. Tylko nie rozumiem tej ostatniej rozmowy z Atlesteinem gdzie Ragnar przyznaje się do zemsty na Flokim. Ta dosłowność była niepotrzebna skoro tak udanie było to wcześniej sugerowane. Ostatecznie czuję jednak delikatny niedosyt, że bohaterowie nie robili czegoś więcej, ale jako trybiki w wielkim starciu spełnili swoją rolę. Tutaj nie było miejsca na patos. To była rzeźnia, nie mogło być bohaterów, a jedynie akty męstwa.

Porunn odchodzi z Kategat. Lepsze to niż mieliby ją zabić, a pomysłu na postać zbytnio nie było w tym sezonie. Szkoda bo liczyłem, że pokażą kolejna silną postać kobiecą w serialu. Kiedyś była to bardzo feministyczna produkcja, teraz kobiety stanowią tylko margines. Prócz Lagherty są szalone, kochankami lub nie spełniają żadnej istotne roli. Jest też nowa francuska księżniczka, która wykazała się inicjatywą, ale jeszcze za wcześniej by coś więcej o niej napisać.  

Inne:
- nie jestem specjalistą od historii, rozumiem uproszczenie i przekłamania na potrzebny serialu, ale gotycka katedra na samym początku IX wieku to nawet dla mnie za dużo.

OCENA 5/6

Vikings S03E09 Breaking Point
Kontynuacja walk o Paryż. Ich intensywność opadła, ale odcinek chciał opowiedzieć o czymś innym. O ludziach tamtej epoki. Gdzie nie ma wyraźnych granic między dobrymi i złymi, a podjętych decyzji nie można oceniać współczesną miarą. To brutalny świat pełen grzeszników wysługujących się imieniem Boga, pogan popełniających okrutne czyny by zadowolić swoich bogów, oportunistów chcących wykorzystać sytuację i ludzi rzuconych między sprzeczne siły próbujących odnaleźć swoje człowieczeństwo i sens życia. Takim człowiekiem jest Ragnar. Rozdarty między dwie religię i ciekawość do świata. Tęskniący za przyjacielem i robiący wszystko by do niego dołączyć po śmierci. To jest prawdziwa potęga przyjaźni. To też bohater umierający i przeżywający symboliczne ponowne narodziny gdy na początku odcinka w kałuży krwi przyjmuje pozycję embrionalną i czeka na ponowne przyjście na świat wybierając między swoją, a obcą religią. Jestem bardzo ciekaw co serial chcę jeszcze z nim zrobić. Czy teraz usunie go w cień? Przyjęcie chrześcijaństwa zrazi do niego ludzi, a widzieliśmy co działo się w Kattegat gdzie Ashlaug bez mrugnięcia okiem skazała mnicha na śmierć.

Niby walki nie były na taką samą skalę jak ostatnio, ale równie mocno wciągały. Pierw cicha akcja w wykonaniu Lagherty i jej tarczowniczek, oglądało się to niczym sekwencję z jakieś skradanki lub filmu szpiegowskiego. Potem walki w ciasnym tunele i nabijany ćwiekami walce. Brutalne i emocjonujące. Oglądało się to z szeroko otwartymi oczami i rozkoszowało kolejnymi ujęciami jak np. sceny z Rollo wymachującym toporem. Brutalna siła do kolacji smakuje wyśmienicie. Jak na ironię nikt nie wygrał. Oblegający stracili tysiąc ludzi, a oblężonych dopadła zaraza. Bohaterowie nie zawsze rozstrzygają losy wojny.

Sceny w Wessex są dla mnie niepotrzebne ponieważ działają w oderwaniu od głównych bohaterów. Pokazują hipokryzję władcy, budują pewne paralele między Eckbertem, a Ragnarem, ale wciąż uważam to za stratę czasu z jednego bardzo prostego powodu - nudzi.

OCENA 5/6

Vikings S03E10 The Dead
Serial kolejny rok z rzędu próbuje mocno zaskoczyć w finale. Przeprowadzić twist, który zachwyci widza, oszuka go w miły sposób, dając satysfakcję z oglądania. Tylko czy udawanie, że główny bohater umiera może się udać? Nie może i nie udało. Śmierć Ragnara nie mogła mieć miejsca więc budowanie suspensu na tym wątku było chybionym pomysłem, a cała intryga stała się szybko przewidywalna. Może taka miała być? Tym gorzej ponieważ odcinek jako finał sezonu rozczarował. Był podstęp, było złupienie Paryża, było wielkie zwycięstwo naszego bohatera. Jednak budżet został widocznie uszczuplony przez co zabrakło efektowności i najlepiej działały kameralne sceny. Jak pożegnanie przy trumnie z Ragnarem czy porwanie księżniczki. Pozbawione efektowności, ale wciągające podczas oglądanie. I pogrzeb. Starcie dwóch kultur. Nordycka uroczystość przechodząca w nabożne chrześcijańskie śpiewy. Pod względem przedstawienia religii Vikings znowu nie zawiodło.

Cliffhanger skromny. Zapowiedź kolejnej łupieżczej wyprawy na Paryż oraz kolejna bratobójcza walka Ragnara z Rollo. Nie wiem czego oczekiwać po następnym sezonie. Oby nie jeszcze większej skali. W natłoku postaci zagubiła się gdzieś rodzinna saga, a to stanowiło sedno tego serialu. Chciałbym zobaczyć więcej relacji mentorskich Rangara z Bjornem, ponownego zbliżenia Laherty z byłym mężem i obyczajowych scen związanych z wychowywaniem dzieci.

OCENA 4/6

Vikings S04E01 A Good Treason
Nadrabianie seriali ma tą zaletę, że nie trzeba czekać na kolejny sezon tak więc bezboleśnie zacząłem czwartą serię Wikingów. Nie widzę większych różnic, powiedziałbym, że jest lepiej niż w finale. Odcinek zaczął się od mistycznego snu z wrotami Valhalli oraz Ashlaug mającą nadzieje na rządy po śmierci męża. Czyżby konflikt między nią, a Ragnerem miał nabrać na silę? Już wcześniej ich stosunki były napięte, a teraz po romansie z wędrowcem i chrapką na tron czas by coś tutaj zmienić. Poza tym w Kattegat działo się dużo. Bjorn podejmuję kolejną męską decyzję, dzieci biegają po osadzie co tylko urealnia świat, Ragnar rządzi ze swojego tronu przyglądając się co dzieje się w koło, a Floki zostaje aresztowany. Nie powiem żeby ciekawił mnie ten wątek, ale nie mam jakiś szczególnych obaw. Ogólnie bardzo podobało mi się, że większość odcinka miała miejsce w jednym miejscu, a bohaterowie wchodzili w zwyczajne interakcję. Taka obyczajówka, ale bardzo przyjemna.

Trochę wybijały sceny w Hedeby oraz Paryżu. Chodziło w nich o potwierdzenie władzy jaką mają postacie. Dokonuje się to w brutalny sposób. Lagherta i Kalf wybijają zwolenników Einara, a pani Lothbrok dokonuje osobistej zemsty. Również Rollo wyżyna ludzi. Swoich potencjalnych przeciwników i dawnych towarzyszy. Ostatecznie zmienił stronę i czeka na kolejną, tym bardziej poważniejszą, konfrontację z Ragnarem. Tylko niech się nie śpieszą. Niech pokażą więcej scen z żoną, niech Rangar pobędzie w Kattegat, niech konflikt narasta.

Bjorn zdobył mapę Europy. Czyżby wyprawa w basen Morza Śródziemnego? Starcia z arabami? Oj nie miałbym nic przeciwko. A może Chiny? Przecież nie bez powodu wprowadzoną egzotyczną niewolnicę? Serial i tak odbiega daleko od historii więc nie mam nic przeciwko jeszcze większemu skokowi w bok.

OCENA 5/6

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #151 [24.08.2015 - 31.08.2015]

Trzy wiadomości szczególnie przykuły moją uwagę w mijającym tygodniu. Pierw uderzył pełny trailer 5 sezonu Homeland. Mam z tym serialem skomplikowaną relację. Pierwszy sezon wielbię, drugi miał moment, po trzecim nie mogłem już go znieść, a czwarty odbudował moją wiarę w przygody Carrie. Jak będzie w tym roku? Nie będę wyrokował. Powiem jedynie, że kolejny mini reboot może wyjść na dobre, a sam serial jak nigdy przypomina Homeland, z którym zawsze mu było po drodze. Duży nacisk na wątek obyczajowy i relację rodzinki i mnóstwo akcji oraz konspiracji. Tak to widzę i nie chciałbym się rozczarować. 

Coraz bardziej czekam na The Bastard Executioner. Przypominam - średniowieczny dramat od Kurta Suttera, twórcy Sons of Anarchy. Na zapowiedzi jest brutalnie, dojrzale i widowiskowo. Premiera już 15 września. Trzymam kciuki i fam scenarzyści. Wiem jedno - dziwnie będzie się oglądać Stephena Moyera w nowej roli po 6 latach spędzonych przy True Blood. A właśnie, kolejny finałowy sezon do nadrobienia. 

Erick Kripe i Shawn Ryan. Kiedyś te nazwiska liczyły się w biznesie. Jednak po serii wpadek i boomie telewizyjnym ich impakt na rynek wyraźnie się zmniejszył. Teraz ta dwójka łączy siły i tworzy serial o podróżach w czasie (hell yeah!), który wyląduje na NBC (nooooo!). Kripke słynie z Supernatural i wpadki jaką było Revolution. Ryan w CV ma The Shield i Last Resort. Chciałbym by wyszło z tego coś dobrego, ale na chceniu pewnie się skończy. Już lepiej by serial pozostał na etapie realizacji pilota niż miał mnie zawieść. 

SPOILERY


Fear The Walking Dead S01E01 Pilot
Nie czekałem na spin-off The Walkng Dead. Pardon, serial towarzyszący. Pierwsze zapowiedzi mi się podobały, ale z biegiem czasu moje zainteresowanie malało. Przecież nie da się przedstawić sugestywnej wizji wybuchu apokalipsy w telewizji. Czasowo jak najbardziej by poświęcić uwagę wszystkim niuansom, ale ograniczeniem jest budżet. By było wiarygodnie musiałoby mieć apokaliptyczne rozmiary, a to kosztuje. Dlatego AMC chyba nawet nie próbuje pokazać jak to było, a sercem serialu będzie historia skonfliktowanej rodziny zamiast walki z epidemią na globalną skalę. Przecież ludzkie dramaty są najważniejsze... chociaż ja mam ich trochę dość po serialu matce. Wolałbym globalną wizję konfliktu, a nie kolejny raz przerabianie dehumanizacji człowieka tylko w innym opakowaniu.

Jednak jak już dostałem to co sobie Kirkman i spółka wymyślili, daleki jestem od zachwytów. Jest zaledwie dobrze. Pilot jest godzinny by wprowadzić w realia świata. Tylko czy to potrzebne? Wiemy, że zombie są be i jedzą ludzi. Przez to całość cierpi na dłużyzny, próby straszenia (no kiedy pojawi się zombiak?! śpiący dzieciak w klasie? odwrócony dyrektor? umierający staruszek?) i ekspozycje postaci. Właśnie postacie. Nie zombie, których trzeba się bać są tutaj najważniejsze, a główna rodzinka. Przybrany ojciec, synek z problemami narkotykowymi, twarda mamuśka i córeczka kujonka o lekko buntowniczym charakterze. Gdyby nie aktorzy powiedziałbym, że jest słabo. Jednak Kim Dickens, Cliff Kurtis i Alycia Debnam Carey umiejętnie portretują swoich bohaterów i przyjemnie się na nich patrzy. Zastanawiające co się stanie gdy opuszczą szkołę, wyjdą z roli nauczycieli i uczniów zaczną swoją walkę o przetrwanie. Do jakich skrajności zostaną zmuszeni by przetrwać.

Wielkim rozczarowaniem był dla mnie wątek Nicka, uzależnionego od narkotyków syna. Zaczęło się dobrze, to on pierwszy spotyka zombie i podczas ucieczki zostaje potrącony przez samochód po czym trafia do szpitala. Tu zaczyna się jego paranoja. Czy to co widział jest prawdziwe, choroba psychiczna czy narkotykowy trip? Z biegiem odcinka jest z nim coraz gorzej, a kulminacja nadchodzi w finale. Zabójstwo w samoobronie i znikające ciało. Nick się załamuje, a rodzice mu nie wierzą. I to było fajne. Chciałem by to pociągnęli. Na przykład gdy wszyscy już wiedzą o zombie on cały czas wypiera to z świadomości, nie akceptuje nowego świata i żyję na krawędzi jawy i iluzji. Frank Dillane nieźle zagrał początkową psychozę. A potem pojawia się zombie i wszyscy mu nagle ufają. Czyli zapowiada się tradycyjna historyjka o ucieczce z miasta, chęci przeżycia i naprawię relacji rodzinnych. Więcej oryginalności panie i panowie!

Co mi jeszcze przeszkadzało? Fatalne dialogi złożone z prostych zdać i zajmujące się rzeczami oczywistymi. Idiotyczne zachowanie bohaterów to natomiast standard, nawet nie chcę mi się o tym pisać. Dłużyzny? Już pisałem. Dobrze, że to akurat jest częściowo maskowane przez ładne widoczki Los Angeles i jak to w serialach AMC bywa efektowne zdjęcia.

Tak więc uczucia mam mieszane. Za mało pokazano. Filmowy początek z nieśpieszną prezentacją bohaterów przerodził się w pewnym momencie w monotonie i obyczajówkę. Zombie jest na lekarstwo, a klimat wybuchającej epidemii jest nieudolnie kreowany - fajne motywy (viralowy filmik) przeplatane z kompletnie nietrafionymi (nastolatek wietrzący spisek). Boje się, że serial rozłożą wątki rodzinne. Zombie telenowela może się nie udać. Dlatego liczę na wyważenie akcji i dramatu. Przecież to kurde serial o zombiakach, chcę trochę pękających głów!

Inne:
- wszyscy piękni, młodzi i wymuskani, szczególnie ćpuni. Momentami mam wrażenie, że to serial The CW, a bohaterowie mieszkają pod adresem 90210. 
- omawianie Jacka Londona podczas lekcji i aluzje jak daleko jest w stanie posunąć się człowiek by ocalić życie. Więcej subtelności poproszę.
- Alycia Debnam Carey jak zwykle cudowna. Chociaż boję się, że Alicia idzie pierwsza do odstrzału bo wydaje się najmniej przystosowana. Chociaż oglądanie jej ewolucji byłoby bardzo przyjemne. A badassów to ona umie grać.
- pryszczaty nastolatek gnębiony w szkole, wyrozumiała pani pedagog, dealer chcący zabić swojego klienta, niespodziewane zamieszanie umożliwiające ucieczkę, rodzice nieufający dziecku. Schemat goni schemat, a kolejne sceny da się przewidzieć.

OCENA 4/6

Mr. Robot 01E09 eps1.8_m1rr0r1ng.qt
Odcinek jak na standardy tego serialu był bardzo spokojny. Nie mógł mieć takiej bomby jak poprzedni więc rozgrywał wszystko dość spokojnie, opierał się na dialogach i grze aktorskiej postaci. W centrum był Elliot, który zdał sobie sprawę z tego kim jest Mr. Robot na końcu zeszłego odcinka. Jednak jego umysł dalej ukrywa przed nim tajemnicę. Musiał się skonfrontować z ojce i swoją przeszłością, a przy okazji zagłębił się w odmętach swojej psychiki gdzie na dobre się zagubił. Obwiniał ojca za to, że nie wyrzucił go przez okno co uformowało jego obecną osobowość. Tylko czy na pewno? Czy to nie jest kolejny wymysł Elliota? Chyba dopiero z ust Darleen będzie można usłyszeć prawdę. Niesamowicie wypadła konfrontacja na cmentarzu gdy Elliot zdaje sobie sprawę, że jego ojciec jest martwy i kontaktuje się z swoją podświadomością, która prosi by jej nie opuszczał. Schizofrenik zdaje sobie sprawę ze swojej choroby. By dalej prowadzić dialog z wymyślonym przyjacielem czyli widzem. Z chęcią poznam wszystkie pomysły Sama Esmaila dotyczące tej postaci.

Jak zwykle ciekawie wypadł Tyrell. Pierw konfrontacja  żoną i jej szantaż. Albo wszystko naprawisz i osiągniesz sukces albo cię zostawię, mówi. Co się dzieje? Zostaje zwolniony z pracy (ta huśtawka na strojów, od agresji do próśb!) i dalej jest prześladowany przez detektywów. Co w takim razie robi? Udaje się do Elliota, chcę znać prawdę o jego przedsięwzięciu. Tylko Elliot nie zna pełnego obrazu. To będzie ciekawe gdy będzie chciał je zrealizować, a konsekwencję jego czynów zaskoczą najbardziej jego.

Serial nie byłby sobą gdyby nie miał w odcinku jakieś formy krytyki obecnego świata. Tym razem Angeli oferowana jest praca w E Crop. Co z tego, że założyła przeciw nim pozew zbiorowy? To biznes, tu się szanuje twarde osoby. Wydatek 100 mln dolarów na odszkodowanie? Wliczone w koszta. Możemy zabijać ludzi póki nas na to stać. Straszne. I prawdziwe. Nie zdziwiłbym się gdyby Angela przyjęła tą pracę. To byłby dobry cliffhanger dla jej postaci, ale też wpasował by się w jej rys charakterologiczny. Osiągnąć założony cel i dbać o siebie mimo sprawiania wrażenia szarej myszki. Tym bardziej, że wciąż poszukuje swojego miejsca.

Pierwsza scena w 1994 w sklepie komputerowym świetna. Pokazano prawdziwego Mr. Robota i jego przedziwny kodeks moralny, który wpajał synowi. Do tego serial nie traktuje widzów jak idiotów. Zamiast dać prostą datę puszczono audycję radiową gdzie wspominają, który mamy rok. Ciekawie pokazano też upływ czasu obrazując zmieniający się budynek i kolejne firmy z bankiem E Corp na samym końcu. I znowu pstryczek w stronę wielkich korporacji. Kiedyś były małe prywatne firmy, teraz wszystko jest zmonopolizowane przez znane marki.

Inne:
- AllSafe upada, ale Gideon powoli odkrywa prawdę. Nie chciałbym by jego postać została porzucona w przyszłym sezonie.
- naklejki Fsociety w pociągu, którym podróżuje Elliot. Kolejne zwidy czy jego mały projekt jest już znany niczym Anonimowi?
- Chińczycy spalili sklep z dyskami. Czyli ostatnie spotkanie nie było urojeniem Elliota. Można śmiało założyć, że jego działanie do czegoś doprowadzą. Albo to Elliot jest podpalaczem.

OCENA 5/6

Power Rangers RPM S17E22 The Dome Dolls
Humor, akcja, fabuła i kobiety w roli głównej. To był bardzo dobry odcinek. Zaczął się od obyczajowej scenki w siedzibie Rangersów, krótko pokazano co bohaterowie robią w wolnej chwili. Naprawa samochodu, lekcja gotowania Ziggiego dla Doktor K czy pracę nad bronią. Lubie gdy serial udowadnia, że jest czymś więcej niż walką z kolejnymi robotami Venjixa. Ma świat i wyraziste postacie z czego skrzętnie korzysta. Tym razem odsunął mężczyzn na dalszy plan. Nowy Attack Bot produkuje toksynę usypiającą wszystkich mężczyzn, a dziewczyny muszą uratować miasto. Świetnie oglądało się współpracę Gemmy z Summer oraz całkiem sporo występów Tanayi 7. Szkoda, że ostatecznie chłopaki się budzą i to przeważa szalę i prowadzi do zwycięstwa naszych. Fajnie jakby się obudzili już po walce. Jednak Summer fajnie utemperowała Ziggiego gdy bawił się w rycerza w lśniącej zbroi. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie by biedaczek zaczął się tłumaczyć.

Ostatnio narzekał na nudę u złych i brak wyrazistych postaci. Jak na zawołanie pojawia się Kilobyte, zaginiony Bot Venjixa i wprowadza nową dynamikę. Kłótnie z Tanaya 7, jego tajemniczość i fajny design. Coś czuję, że sporo namiesza w fabule. Nie bez powodu jest powiązany z jej przeszłością.

Inne:
- dziewczyny pożyczają samochód Dillona i (niespodzianka!) niszczą go. Komiczne sceny gdy on narzeka na to na samym końcu, a Scot i Flynn sobie z tego żartują.

OCENA 5/6

Power Rangers RPM S17E23 And... Action!
Odpalam odcinek, oglądam go jak każdy inny, a tu niespodzianka. Nie jest to kolejny epizod, a wyprawa za kulisy serialu. Pokazano trochę pracy nad efektami specjalnymi i praktycznymi, sekcjami walki i dorzucono wpadki. Jednak była to niecodzienna wyprawa do kuchni serialu bo aktorzy nie wychodzili ze swojej roli co było kapitalnym posunięciem. Całość wyglądała jakby Rangersi kręcili serial o sobie, żartowali między sobą i mówili do siebie serialowymi imionami mimo, że całość toczyła się na planie serialu. Dobry pomysł, lubię rozbijanie czwartej ściany buldożerem. Prosty zabieg dzięki któremu świetnie spędziłem te 20 minut.

Inne:
- wyprawa za kulisy żart z teleportowania, a potem Ziggy bierze morfer i się teleportuje. OD tego momentu wiedziałem, że będzie to niecodzienne.
- Flynn żartujący z Ziggiego - wszyscy mają fajne bryki, a on jedyny jeździ śmiesznym skuterkiem.
- przerwa na planie i czill mechakitowców, którzy potem zbierają ochrzan od Tanayi. Adelaide Kane jest cudowna w tej roli.
- szkoda, że nie pokazano więcej żartów i reakcji prawdziwych aktorów. Chciałbym zobaczyć jak dobrze dogadywali się na planie.
- zmontowane wideo pokazujące najlepsze sceny walki w serialu. Indeed, materiał najwyższej próby. Tylko jeszcze jakby mieli dłuższe ujęcia.
- końcówka odcinka gdy Wojownicy oglądają zmontowaną walkę i zachwycają się kolejnymi akcjami. Czy ja mówiłem, że uwielbiam ten serial?

OCENA 5/6

Power Rangers RPM S17E24 Ancient History
Zgodnie z oczekiwaniami przeszłość dogoniła Doktor K. Truman dowiedział się o jej udziale w tworzenie Venjixa, a jej wyrodne dziecko postanowiło położyć łapska na jeszcze nie pokazanych zordach. I to był kolejny bardzo fajny odcinek. Miał dużo akcji, humoru i rozwijał fabułę w dobrą stronę. Zaczną może od osobistej historii Doktor i Trumana. Oboje są definiowani przez przeszłość. Tylko nasza mentorka z nią walczy, próbuje naprawić błędy które popełniła. Pułkownik wciąż jest więźniem dawnych wydarzeń. Zdaje sobie z tego sprawę, ale nic z tym nie robi co odbija się na jego relacjach z synem. Dzięki emocjonalnej przemowie Doktor K zmienia się. Akceptuje wydarzenia z przeszłości. Ułaskawia ją i prawdopodobnie zwiastuje to zmianę relacji z synem. Podoba mi się.

Nowy zord jest szalony. Dwu wagonowy, latający pociąg z jaskini widziany pierwszy raz pod postacią skamienieliny, pierwszy mech stworzony przez Doktor K. Wygląda dziwacznie czyli idealnie wpasował się w świat PR. Nie mogę się doczekać aż powstanie gigantyczny Megazord. Swoją drogą mimo dużej ilości maszyn i konfiguracji nie czuję przesytu. Różnorodność dobrze wpisuje się w realia świata i historii, a nie jest prostym sposobem na wyprodukowanie dużej ilości zabawek.

U Venjixa coraz bardziej zaczyna iskrzyć. Tanaya wyrusza na poszukiwanie swojej przeszłości, a przy okazji rozgrywane są gierki między badguyami. Zdrady, niepewne sojusze i wbijanie noża w plecy. Tylko główny zły zachowuje się w zaskakująco pasywny sposób.

Inne:
- Doktor K ganiająca się w ganianego z żołnierzami Trumana, hologramowe straszenie Ziggiego i symulowane zacięcie. Czy ja już pisałem, że ją kocham?
- Dillon ratujący Ziggiego przed żołnierzami. Zawsze na straży, zawsze troszczący się o słabszego.
- Scott pozbawiony kostiumu, jedynie z swoim mieczem rzucający się na powiększonego Bota. Badass.

OCENA 5/6

Teen Wolf S05E10 Status Asthmaticus
Ten sezon może mnie irytować. Jego tempo jest zbyt powolne, nie podoba mi się co scenariusz robi z bohaterami, a nowe postacie nie budzą mojej sympatii. Nie zmienia to jednak faktu, że niemal wszystkie odcinki bardzo dobrze mi się oglądało. Dopiero nabierając perspektywy mogę ponarzekać, a nie lubię tego robić. Więc będzie o mid-season finale. I będą pochwały bo (tadam!) znowu jestem zadowolony z lektury.

Nie powiem by wszystkie pojedyncze wątki zbiegły się w tym odcinku bo to nieprawda. Pojedyncze historię dalej się toczą, a tutaj była kulminacja jednego z wątków i jego konsekwencja. Wyjawiono prawdziwą naturę Theo przed bohaterami co zatrzęsło statusem quo. Scott niemalże stracił życie w walce z Liamem, Lydia została uprowadzona, szeryf Stilinski poturbowany, synalek chciał się przyznać do tego co zrobił, a Malia niedługo skonfrontuje się z mateczką. Dużo niedobrego działo się u bohaterów, każdy z nich złapał jakąś raną i długa droga zanim się one zabliźnią. I znowu - mam nadzieje, że ten sezon będzie o upadku i odrodzeniu bohatera. Scott zmarł i zmartwychwstał by stać się jeszcze potężniejszym alfą i zrozumieć swoich przyjaciół, którzy są przecież całkiem popapraną gromadką która wiele przeszła.

Cliffhanger szalony, można się było tego spodziewać. Theo ogarnięty szaleństwem by posiadać własną watahę udaje się do Nemetonu. Przy pomocy gumisoku Doktorów wskrzesza trupki, które tak skrupulatnie przynosił tam Parrish i tworzy stado zombie chimer. Szczerze? Spodziewałem się tych wskrzeszeń, wydawało mi się to najbardziej logicznym użyciem tych ciał. Bardziej zadziwił mnie rysunek odkryty przez Doktorów. Z jakim potworem walczy wilkołak? Czy jest to zapowiedź starcia Scotta z Parrishem? I jak w to wszystko wpisują się flashforwardy? Nie mogę się doczekać następnej porcji 10 odcinków. Byle do stycznia.

Inne:
- Stiles szalejący przy zepsutym jeepie, a potem rozmawiający z Malią o tym, że nie da się już go naprawić. Piękne aluzję do przyjaźni Stilesa i Scotta. A Malia jak zwykle wykazuje się zrozumieniem. Chwała dla scenarzystów za ten pairing, a nie usilne wiązanie go z Lidią.
- scenka na komisariacie gdy przy dynamicznej kamerze i muzyce dyspozytor przyjmuje meldunki z patroli o dziwnym stworzenie udanie nakręciła na finał i narobiła klimatu, jakby coś wielkiego się zbliżało. Szkoda, że dalej nie wiadomo co tak zdemolowało liceum.
- dziki gon nie mógł być wspomniany tylko przez przypadek w pilocie sezonu. Czyżby to oni byli prawdziwym przeciwnikiem sezonu? Tylko jak w tym wypadku wpisują się w cały wielki plan Jeffa Devisa Doktorzy?
- Braeden wróciła! To teraz dawać Dereka, stęskniłem się za nim.

OCENA 5/6