Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gra o Tron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gra o Tron. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 sierpnia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #245 [21.08.2017 - 27.08.2017]

SPOILERY

Game of Thrones S07E07 The Dragon and the Wolf
Mimo siedmiu odcinków sezon zachował tradycyjną strukturę z spokojniejszym sezonem. Był to w głównej mierze epicki teatr telewizji oparty na rozmowach podkreślonych wizualnym przepychem. Kulminacja serialu zbierająca najważniejszych bohaterów w jednym miejscu okazała się godnym oczekiwania spektaklem. Budowanie zależności, relacji i oczekiwań na konfrontację opłaciło się. Niemalże każda rozmowa w jakiś sposób wnosiła coś nowego lub była czystej wody fanserwisem. Nie obyło się też bez kilku zaskoczeń, niezbyt dużo kalibru. Przy całych moich pochwałach jest niestety daleki (no, może nie daleki bo wciąż się bawię i ekscytują) od zachwytów i mam kilka sporych problemów, z odcinkiem i sezon. Nie zmienia to jednak faktu, że Gra o Tron to jeden z najlepszych i najważniejszych seriali w telewizji.

Moim podstawowym problemem jest pośpiech, który jest tym wyraźniejszy jeśli skonfrontuje się go z tempem prowadzenia fabuły z poprzednich lat. Bohaterowie już nie podróżują, nie ma odpowiedniej podbudowy do wydarzeń, a rzeczy się dzieją. Jakby twórcy odhaczali kolejne punkty by zamknąć swoją historię. Przez to gubi się w tym logika. Ot choćby wątek Jona i Deanerys. Rozumiem, że ich relacje musiały przerodzić się w związek, tylko nie widzę tego na ekranie. Brakowało wyraźniejszego budowania relacji, stopniowego wzrostu zaufania i wreszcie budzącego się uczucia. Jakby wydarzenia za Murem miały być dobrym usprawiedliwieniem. Boli, bo nie trzeba wiele wysiłku by połączyć te dwie jakże podobne postacie.

Nie kupuję też zdrady Jamiego i odejścia z Królewskiej Przystani. Spodziewałem się tego, to całkiem logiczne w dłuższej perspektywie, zwłaszcza jeśli zna się książki, ale i tutaj zabrakło solidnych fundamentów. Gdzie pokazanie nieufności względem siostry? Gdzie kwestionowanie jej decyzji? Strach przed smokami i Białymi Wędrowcami? To jest bardzo słaby argument. Znowu mamy tutaj interesujący zwrot akcji, który został zbyt słabo umotywowany.

Nie do końca kupuje też główną intrygę i twist. Gros odcinka został temu przeznaczony tylko po to żeby pokazać grę Cersei. Jak w finale 6x10. Nie obchodzą ją żadne sojusze i zagrożenie z północy, nawet nie przejmuje się swoim nienarodzonym dzieckiem. Gra o tron i to bardzo skutecznie. To zgodne z jej charakterem więc mogę przyczepić się tylko do scenarzystów, którzy znowu, mają pomysł i skupiają się zupełnie na czymś innym. Powoli dochodzę do wniosku, że spotkanie Daenerys i Cersei było tylko po to żeby wprowadzić w jak najbardziej zaskakujący sposób Złotą Kompanię.

Rozczarował mnie też wątek w Winterfell. I znowu, nie z powodu tego co się tam wydarzyło tylko jak. Sansa dalej jest nakłaniana przez Littlefingera do pozbycia się siostry i wszystko na to wskazuje. Zamiast tego zostaje ujawniony sojusz dwóch Starkównych w celu pozbycia się Petera. Celem miało być tylko tanie szokowanie. Znając historię Sansy można się było spodziewać, że w końcu przejrzała na oczy kto jest jej prawdziwym wrogiem tylko w takim razie budowanie napięcia między nią, a Aryą było kompletnie zbyteczne. Miało na cele wprowadzić w serialu kolejny twist i efekt wow dla widza.

Co by jednak nie narzekać dużo rzeczy mi się podobało. Zwłaszcza tych drobnych rozmów i scen z bohaterami z którymi się zżyłem. Theon dostał wreszcie chwilę odkupienia. Pierw trochę meta rozmowa o Nedzie jako ojcu Greyjoya nawiązująca również do pochodzenia Jona oraz moment gdy Theon stawia na swoim przekuwając swoje wady w zaletę. Może to niezbyt w duchu serialu, postać która upadła w taki sposób powinna sięgać coraz bardziej dna, tak trochę mnie cieszy, że dostał swoję 5 minut.

Finałowa scena również była odhaczeniem kolejnego punktu z listy - Wędrowcy niszczą Mur przy użyciu smoka. Nie wpadając na żadne spoilery spodziewałem się tego. W tym bądź co bądź kameralnym odcinku potrzebne było pierdolnięcie. Wizualne i fabularne. Tym czymś było rozpoczęcie inwazji nieumarłych na Północ. Oznacza to rozmach już w premierze S08. Chyba, że Inni będą dalej poruszać się tym samym ślimaczym tempem.

Inne:
- Euron przez parę minut wydawał się najrozsądniejszym człowiekiem w Westeros, a twist z jego udziałem wydawał się całkiem logiczny. Okazało się to tylko zmyłką. Co jest trochę głupie bo Cersei nie mogła wiedzieć o efektownej prezentacji nieumarłego.
- R+L=J, a raczej Aegon. Potwierdzono, można ruszyć dalej.
- dobra, Rudy po katastrofie budowlanej musi zginąć, nie ma szans by i teraz mu się udało.

OCENA 5/6
OCENA SEZONU 5.5/6

Supergirl S01E03 Fight or Flight
Nie miałem nic przeciw wylosowaniu Supergirl w końcu to serial który chciałem nadrobić. Po seansie nie zmieniło się to, wciąż chcę poznać jej dalsze losy, dalej jednak bez ciśnienia. Serial daje frajdę podczas oglądania, to skumulowana dawka optymizmu, mimo swoich wad - prostej historii i męczących zagrywek. Ogląda się to dla Melissy Benoist i jej Supergirl. Zawsze skorej do pomagania i akcji, udowodnienia światu, że jest równie dobra jak Superman. Momentami motywów feministycznych było już za dużo i przyćmiewały logikę. Przymykam na to oko i oglądam dalej tzn. będe oglądał dalej jeśli serial zostanie wylosowany lub gdy dojdzie do kolejnego wielkiego crossoveru seriali The CW.

OCENA 4/6 

The Last Ship S04E01 In Medias Res
Ostatnimi czasy dużo seriali sensacyjnych mnie zawodzi. Na całe szczęście jest The Last Ship. Łatwe do zaakceptowania wady pozwalają skupić się na pozytywnych elementach których jest całkiem sporo. Przez trzy sezony była to świetna opowieść z charyzmatycznymi postaciami, która w trakcie płynnie ewoluowała w odrobinę inny serial. Wszystko wskazuje na to, że niewiele się zmieni w czwartym roku produkcji.

Poprzedni sezon był w sporej mierze odpoczynkiem od plagi i zaraz, a skupił się na polityce wewnętrznej i międzynarodowej. Teraz wirus powrócił w odmiennej formie. Nie atakuje ludzi, a rośliny. Red Rust jest prawdziwym zagrożeniem i może doprowadzić do zagłady ludzkości w jeszcze efektywniejszy sposób niż jego poprzednik. Jedynie załoga Nathana Jamesa może mu stanąć na drodze. Kupuję to od samego początku. Niby znany wróg wyewoluował w nową formę, a przy tym jest jeszcze straszniejszy. Działa na morale, osłabia ludzkiego ducha, ale też ich ciało. Poprzednio można było zdobyć zaopatrzenie, schować się, przeczekać czy nawet być odpornym. Teraz nie ma żadnej ucieczki. Oczywiście genialni biolodzy znajdą ratunek, ale przyjdzie na to sporo poczekać.

Fabularnie pilot serii się nie ceregieli. W pierwszych minutach wytłumacza o co chodzi nie popadającą w zbyteczną ekspozycję. Wchodzi to całkiem zgrabnie. Potem akcja, strzelania i wprowadzenie nowych postaci. Całkiem udane. Z czasem wychodzi więcej faktów o znanych twarzach, intryga robi się ciekawsza, a do tego wszystkiego dorzucono sporo dramatu. Nie trzymam kciuków by poziom został utrzymany, jestem pewien że się uda.

Martwi mnie tylko kolejna stereotypizacja. Walczono z Rosjanami i Chińczyki, a teraz dorzucono terrorystów z północnej Afryki. Serial raczej nie wywróci tego do góry nogami, wcześniej mu to zbytnio nie wychodziło. Dla przeciwwagi dalej jest mocno zdywersyfikowany dorzucając tym razem homoseksualną Kenijkę.

Zupełnie na uboczu najważniejszych wydarzeń jest kapitan Chandler. Bohater na ponad rok usunął się w cień i żyję spokojnie na greckiej wyspie. Jest to bardzo dobrze znana historia, która zawsze się podoba. Nie mogąc żyć z tym co zrobić ucieka, zaczyna nowe życie bez bohaterskiej aury i znowu na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za ludzi z którymi się związał. Ludzie jego pokroju tak mają. Mogą, a nawet powinni kwestionować swoją rolę, ale koniec końców postępują właściwie. 

Inne:
- szkoda, że serial nie idzie mocniej w geopolitykę i nie przerysowuje granic państw. Mogą to wytłumaczyć jakiś traktatem, ale dziwnie się ogląda te same mapy po globalnej katastrofie.  
- akcja dzieje się w Grecji więc trzeba wrzucić dużo nawiązań do ich mitologii. Trochę z tym przesadzono, a raz udało się to przerobić w żart.
- BRODY! Wszędzie brody. Serial dostaje +10 do zajebistości.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S04E02 The Pillars of Hercules
Uwielbiam w The Last Ship odcinki tego typu. Mocno skompresowane, gdzie niemalże całość dzieje się na statku, a załoga musi sobie radzić z poważnym problemem. Tutaj jeszcze doszła tajemnica. Niewiedza i próba zrozumienia sytuacji. Świetnie się to oglądało. Uwięziony okręt między Słupami Herkulesa i ataki rakietowe. Mogę się tylko przyczepić do wymiany ognia, która była strasznie bez składna. Miała kilka świetnych momentów, ale to głównie bezsensowne strzelanie do siebie z słabo zdefiniowaną drugą stroną.

Konstrukcyjnie odcinek trzeba też pochwalić za coś jeszcze. Za przenikanie wątków, nie fabularnie, ale z proporcjonalnym stopniowaniem napięcia. Zarówno u Chandlera jak i Nathana Jamesa przyszłość była nieznana, kolejny sceny były okryte tajemnicą, a punkt kulminacyjny został osiągnięty w tym samym momencie. Dołożono jeszcze przedzieranie się oddziału uderzeniowego i stworzono bardzo mocną mieszankę.

Inspirację starożytnością przybierają tutaj absurdalny rozmiar. Jestem na etapie "bawi i nie przeszkadza", ale to szybko może się zmienić. Znowu odwołania do mitologii, historii Rzymu i dawnej symboliki. Czuję tutaj też większe niż zazwyczaj inspirację mystery drama typu Lost. Tajemne drzwi, skarabeusze je otwierające i oczywiście wielka tajemnica. Podoba mi się to podejście do serialu.

Z dramatów bohaterów najbardziej podobała mi się scena gdy Kara i Danny zachowują się personalnie. Mówią do siebie wojskowymi zwrotami, on wydaje polecenie ostrzału rakietowego na swoje miejsce, a ona to akceptuje. I ten ból na ich twarzach. Jestem frajerem jeśli chodzi o taki romantyzm. Jest też historia Chandlera, który wpakował się w bardzo poważną intrygę, pewnie mającą związek z losami zaginionych nasion. Mogłem się mylić, że bohater będzie zawsze postępował bohatersko. Ciężko dostrzec granicę między przykrywką, a prawdziwym Tomem. Scenarzyści prowadzą grę z widzem. Bardzo udaną bo angażującą.

OCENA 5/6 
 

wtorek, 17 czerwca 2014

Game of Thrones S04E10 The Children

Specjalnie dla moich czytelników wrażenie z ostatniej Gry o Tron w tym roku trochę wcześniej niż w niedzielę :)


Bez wątpienie najlepszy finał sezonu. Chciałoby się rzecz, że do czterech razy sztuka. Poprzednie były raczej epilogami sezonów, momentem by pożegnać się z bohaterami przed przerwą, a redefiniujące i emocjonujące wydarzenia działy się w dziewiątych odcinkach. Tym razem mięsko było trzymane na sam koniec i było dobrze wypieczone, smakowicie podane, ale zabrakło kilku składników. Brak Sansy, Petera, Theona, Boltonów, knowań Melissandre lub Żelaznych Ludzi to lekkie rozczarowanie. Nie było też Lady Stonehearth i obawiam się, że jej debiut będzie dopiero w finale przyszłego sezonu. Takie coś zasługuje by być cliffhangerem przed długą przerwą. Jednak sam finałowy odcinek miał świetne tempo, wolno się rozkręcał, ale potem jak przywalił z płaskacza gdzieś po 25 minutach już ciężko było oderwać wzrok. 

Może zaczną od Królewskiej Przystani. W końcu była TA scena! Jednak zanim do tego doszło Cersei znowu pokazała swoje oblicze. Ostatnie zwycięstwo nad Tyrionem ją uskrzydliło i doszła do wniosku, że cały świat leży u jej stóp i tylko czeka na jej rozkazy. Jej arogancja jest ogromna co odbije się na losach całego Westeros. Bo gdy Tywina już nie ma to ona będzie najsilniejszą postacią w państwie. I już nie mogę się doczekać jej Walk of Shame. Powinna to być jedna z mocniejszych scen przyszłego sezonu. Odcinek dziewiąty? Jej, ale pięknie by to wyglądało na jednym kilkuminutowym ujęciu kamery.

Po tym odcinku nasuwa się ciekawa analogia - Tywin okazał się postacią niesamowicie podobną do Neda. Tylko zamiast zaślepienia honorem, które często wpływało na jego trzeźwy osąd i podejmowanie decyzji Lannister bezgranicznie polegał na swojej rodzinie. Nie wierzył w plotki dotyczące dzieci, zlekceważył Tyriona i przez to zginął. Do samego końca był pewien, że syn go posłucha, że przemówi mu do rozumu. No i się nie udało. Tyrion już miał dość kłamstw, bycia wyzyskiwanym i poniżanym więc postanowił zemścić się na staruszku. Do wychodka poszedł z zamiarem zabicia ojca i to też uczynił. Ciekawe ile osób będzie go broniło po tym. Ja w tym momencie straciłem do niego całą sympatię, ale jestem ciekaw jak serial poprowadzi jego dalsze losy i czy szybko rozdzielą go z Varysem. Poza tym lubię takie niejednoznacznie moralnie postacie, a podczas ich oglądanie nie muszę im wcale kibicować, a nawet wolę jak cierpią. Taki sadysta ze mnie. Jednak najbardziej chcę zobaczyć wyrzuty sumienia u Jamiego. Przecież jest pośrednio odpowiedzialny za śmierć ojca. Jego przemiana zaczęła się jakiś czas temu i chcę by trwała dalej. Tym bardziej, że będzie teraz jeszcze bardziej kuszony przez siostrę.

To może teraz od Północy. Tej bliższej. Dalej uważam, że wątki na Murze są źle prowadzone, brak snucia wizji zagłady królestwa i poczucia realnego zagrożenia. Najśmieszniej wygląda 100 tysięczna armia Mance'a. Jon wychodzi z Czarnego Zamku, idzie prosto przed siebie i trafia bezpośrednio do namiotu głównodowodzącego. Stannis to samo, bez żadnego rozpoznania jego jazda trafia w samo serce armii. Ciężko mi na to przymknąć oko. Źle też są prowadzone relację Starków ze swoimi zwierzaczkami. Duch pokazuje się od czasu do czasu, Jon nawet się z nim nie pożegnał gdy szedł na śmierć. Już nawet pomijam to, że Arya nie wspomina o swojej Nymerii.
 
Jednak scena w namiocie Mance'a była świetnie napisana. Z humorem, ale czuć było też napięcie. I tutaj też ciekawa paralela - Jon łamie się jadłem, pije bimber (klisza z krzywieniem ryja po niespodziewanie wysokim woltażu napoju...), a równocześnie planuje morderstwo gospodarza i wzięcie przykładu z Freyów i Krwawych Godów tylko na mniejszą skalę. Przybycie Stannisa wyglądało epicko, świetnie wyglądała jazda i oskrzydlanie wroga. Wydarzenia na Murze nabiorą teraz rumieńców skoro spotkały się tutaj trzy długo prowadzone wątki i frakcje. I oby scenarzyści teraz przy tym przysiedzieli bo na razie mimo, że wizualnie i technicznie ładnie to wygląda (ach ten widok na Mur!) to słabo jest to pisane. Dobrze, że Goździk nie było, ale już własnoręczne palenie Ygrette przez Jona niepotrzebne. Już lepiej byłoby poświęcić ten czas na ważną i emocjonalną rozmowę Tyriona z bratem o pewnej kurwie z przeszłości co niepotrzebnie wycięto. 


Na prawdziwej Północy wątki czerpane są już z Tańca ze Smokami i bardzo prawdopodobne, że przyszły sezon wyprzedzi książkę co mnie niezmiernie cieszy. Spotkanie Brana z wroną i Dzieckiem wyszło zaskakująco efektownie. Dobra sieczka z szkieletami i sporo dramatyzmu. Mam tylko trochę mieszane uczucia co do efektów - z jednej strony zachwycały szczegółowością i naturalnością wyglądu szkieletów, ale z drugiej animacja momentami była jak z Jazona i argonautów, jakby zabrakło kilku klatek. Przy okazji udowodniono, że Bran dalej jest tylko dzieckiem, nie zna swojej roli i marzy tylko by odzyskać władzę w nogach.

Ten odcinek miał świetną muzykę oraz zdjęcia z czego najlepiej pod tym względem wypadł pojedynek Brianne i Ogara. Już pal licho, że nie powinni się spotkać w tak zupełnie przypadkowy sposób, a Westeros uległo jakiemuś magicznemu skondensowaniu na potrzeby serialu. Świetna scena walki z zdjęciami z m.in. z helikoptera i oddali z dużą ilością cięć zmieniających perspektywę, ale nie wprowadzających chaosu. I udźwiękowienie podczas walki! I nie chodzi tylko o nowy kawałek od Djawadiego, ale też o jego nagłe zakończenie gdy Ogar złapał miecz, a potem jedynie odgłosy brutalnej walki, okładania się pięściami, miażdżonego ciała, zgrzytających płatów zbroi i wściekłych krzyków walczących. Kurde, to chyba najfajniejsze starcie serialu. Przy okazji scenarzystom znowu wyszedł zabieg gdzie z pozytywnego bohatera robią tego złego jak Brianne rozbiła świetny związek Ogara i młodej Starkówny. 

Śmierć Pieska czy raczej konanie to kolejna świetna scena odcinka i też ma pięknie skonstruowane paralele. Pierwsza z nich to do wcześniejszego spotkania z konającym wieśniakiem. Druga do Góry. Dwaj Cleagenowie konają  w tym samym momencie po morderczym pojedynku. Co za ironia! Świetna była kamienna twarz Aryi wysłuchującej monolog Ogara i odmawiającej zadania miłosiernego ciosu. Młoda nauczyła się, że śmierć może być też ukojeniem i nie chcę się nad nim zlitować. Nie tłumaczy się, bierze tylko sakiewkę i odchodzi nie wypowiadając nawet słowa. Następny sezon to będą jej zabawy w Bravos. Z jednej strony nie mogę się doczekać, ale z drugiej denerwuje mnie ten jej samodzielny wątek. Może twórcy poprowadzą go lepiej niż w książkach i Arya nie będzie taka przefajnowana.

Tytuł odcinka można interpretować na kilka sposobów, ale najtrafniej odnieść go do wątku Danki. I muszę przyznać, że przyjemnie jest patrzeć jak ta bohaterka cierpi. Przez bodajże dwa sezony miała z górki to teraz fekalia uderzyły w wiatrak i atakują ze wszystkich stron. Nie tak łatwo jest rządzić miastem, a co dopiero Westeros. Niewolnicy nie chcą być wolni, a smoki, które miały być jej największą zaletą przysmażają tylko kłopotów. Piękna scena z zakuwaniem ich w łańcuchy, rozdzierająca muzyka pełna smutku, cudne zdjęcia i krzyki paniki i wyrzutu w stronę matki od smoków. Cała akcja z smokami też strasznie ironiczna. Źródło siły Dany zakute w łańcuchy przez kobietę, która ma przydomek Breaker of Chains. 

Im dłużej myślę o tym odcinku i przeglądam jego fragmenty podczas pisania recapu coraz bardziej go doceniam. Nawet się tego nie spodziewałem, że tak szczegółowo go dopracowano. Budżet na ten odcinek musiał być ogromny. CGI, zdjęcia, nowe kawałki muzyczne, nowe lokacje czy masa statystów, ale też scenariusz najwyższej próby (chociaż pewne poprawki by się przydały). Do tego zwroty akcji, które zmienią oblicze serialu. Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych odcinków najlepszego sezonu. A teraz uzbroić się w cierpliwość i oczekiwać na nową serię i wieści z planu. Lipcowy Comic-con powinien trochę tego dostarczyć. A może Martin zrobi niespodziankę i wyda szóstą książkę? Dobra, przepraszam to był głupi żarcik

OCENA 5.5/6

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Hyde Park #7

Sesja sesją, ale seriale oglądać trzeba. Prawda że piękna sentencja? I jakże prawdziwa. Mimo widma zbliżającego się egzaminu obejrzałem więcej odcinków niż w przeciętnym tygodniu. I zamiast urozmaicenia skupiłem się na dwóch produkcjach. Pierw błyskawicznie skończyłem S01 The West Wing. Ostatnie cztery odcinki i dwa premierowe zleciały błyskawicznie. Dawno mnie tak serial nie wciągnął, a każdy odcinek kończył się z myślą "chcę więcej!". A wszystko to dzięki niezwykle efektownym dialogom i postacią, których po prostu nie sposób nie pokochać. Może i serial jest amerykański z flagą powiewającą na wietrze, ale to jak jest zrobiony zasługuje na uwagę. Szczególnie jak działania zmierzają do jakiegoś konkretnego celu. Polecam mimo tego, że serial jest z minionego tysiąclecia. Kolejnym pożeraczem czasu jest Revenge. Serial przeszedł u mnie długą drogę - od typowej obojętności do zakochania się po uszy czego się absolutnie nie spodziewałem. Już pilot był zachęcający z potencjałem na mroczną historię. Potem przyszła chwila zwątpienie, że mamy procedural i jeden odcinek = jedna ofiara, ale nic mylnego. Po paru odcinkach nadszedł czas na reperkusję trwającej zemsty, wszystko coraz bardziej się komplikowała i teraz pierwotny plan nie jest już taki łatwy do zrealizowania. Do tego jestem zafascynowany główną bohaterką. Słodka, ale za uśmiechami skrywa swoją drapieżną naturę. Szczególnie ciekawie wypada odkrywanie jej przeszłości. Wart odnotowanie jest też koniec drugiego sezonu Game of Thrones. Ludzie mówią, że był słabszy od poprzedniego. Ja natomiast dostałem kolejną dawkę tego co chciałem z epickim Blackwater na czele. Jak na telewizję, ba nawet jak na film, wyszło to przednio. Może i brakuje w tym wszystkich szerokich plenerów, ale nie ma co narzekać bo ten serial skupia się na bohaterach i tego właśnie od niego wymagam - dalszej eksploracji postaci i jak najczęstszego odchodzenia od książki.


Już niedługo początek E3. Niby mają to być najsłabsze targi od wielu lat, ale i tak zapowiada się najgorętszy okres w roku dla branży gier obok Bożego Narodzenia. Zapowiedzi będzie mało, ale ja liczę na pokaźną dawkę zwiastunów. Po obejrzeniu zapowiedzi nowego Tomb Raidera stwierdzam, że chcę to mieć. Brudno, mrocznie, filmowo i klimatycznie. Historia zatoczyła koło i teraz to Lara czerpie inspiracje od Uncharted. Dawnguard czyli DLC do Skyrim narobiło smaka. Trochę szkoda, że znowu eksploatowany jest temat wampirów, ale takie czasy. Ja jednak poczekam na jakieś Game of the Year i zakupie sobie edycję ze wszystkimi dodatkami. TES Online mnie nie jara. Za dużo jest MMO na rynku, a ja nie mam ochoty wydawać co miesiąc pieniędzy na grę w którą pogram raptem parę godzin tygodniowo. Nie mówiąc już o tym że wolałbym poświęcić ten czas na singlowe historię. A z tych koniecznie muszę sprawdzić nową Castlevanie. Szkoda tylko, że nie wyszła edycja z dodatkami. Strasznie mnie irytuje, że muszę jeszcze dopłacać żeby dostać pełną grę. Już wolę poczekać ten rok i dostać kompletny produkt niż wybrakowany tytuł.

poniedziałek, 28 maja 2012

Hyde Park #6

Skończyłem Taniec ze smokami jakoś na początku tygodnia i jestem zawiedziony. Ostatecznie przez ponad tysiąc stron bohaterowie mało co ruszyli do przodu, niemal nic się nie zmieniło, nie było żadnych szokujących zwrotów akcji (no może poza jednym czy dwoma) i nie widać byśmy byli bliżej zakończenia sagi która od dłuższego czasu stoi w miejscu. Jestem rozczarowany. Dobrze, że jest serial, który wychodzi co tydzień i ma zaledwie 10 miesięczną przerwę, a nie jak książki Martina pięcioletnią. Za parę godzin natomiast długo wyczekiwany odcinek Blackwater. Nie wiem jaki będzie stosunek akcji w Królewskiej Przystani do innych części świata, ale liczę na przytłaczającą przewagę Kings Landing. O jakoś bitwy się nie martwię. Przez cały serial nie pokazali żadnego większego starcia więc pewnie kasę odkładali na to. Fani książki będą pewnie zawiedzeni bo wszystko wskazuje na to, że nie będzie łańcucha i mostu, ale należy pamiętać że to tylko serial, a nie filmowe widowisko z kilkunastomilionowym budżetem. Po tym odcinku fani będą wypatrywać kolejnego punktu zwrotnego - Deszczy Castamare. Już się nie mogę doczekać kiedy będę czytał opinię w internecie ludzi narzekających co się stało. Ścięcie sami wiecie kogo to przy tym pikuś. Tylko nie googlujcie!


Z powodu zmory wszystkich studentów czyli sesji brak czasu na wszystko. Nie jest może tragicznie, ale już sobie narobiłem zaległości w czytaniu internetowej twórczości. Dobrze, że przynajmniej czas na seriale jest. The Good Wife, The West Wing i Person of Interest z porządnymi odcinkami jak zwykle. Premiera S03 Friday Night Lights przywróciła mi wiarę w ten serial i liczę, że mieszane uczucia po poprzedniej serii odejdą w zapomnienie. Jak pisałem w wpisie o ramówce ABC, że obejrzę Revenge tak też zrobiłem. I muszę przyznać, że jest intrygująco, wszystko zostało zgrabnie wyreżyserowane, a intryga prezentuje się obiecująca. Emily jest urocza i zarazem mordercza. Tak jak Victoria. Starcie tych dwóch pań przyniesie wiele ofiar, a przynajmniej na to liczę.


W tym tygodniu wyjątkowo chciałbym polecić nową serię z Wonder Woman. Przeczytałem trzy ostatnie numery po sobie i coraz bardziej mi się podoba ta grecka mitologia prezentowana przez Braina Azzarello. Szczególnie wizja Hadesu, trochę przypominająca piekło z Dante's Inferno. Do tego wszyscy bohaterowie są ciekawi, a Diana kozacko wygląda z pistoletami. I,Vampire i Justice League Dark dalej fenomenalnie się czyta i ogląda mimo że ta druga seria zmieniła scenarzystę. Wciąż jednak wolę Swamp Thinga i Animal Man.

poniedziałek, 14 maja 2012

Hyde Park #4

Szaleństwo się kończy, a wielka 4 (+ The CW) nie mają przed nami żadnych tajemnic dotyczących swoich starych seriali. W tym roku obyło się bez zaskakujących decyzji w ostatniej chwili (chociaż skasowanie CSI: Miami zamiast NY trochę niespodziewane). Co mnie cieszy to, że nie anulowali żadnego z moich ulubionych seriali. Castle, Community i Fringe wracają po wakacjach. Tak jak Nikita! Wielu obstawiało, że to już koniec, ale ja się łudziłem że jednak serial powróci. I powróci na 22 odcinki trzeciej serii czyli w praktyce czekają nas jeszcze dwa sezony bo stacji bardziej będzie się opłacało zamówić S04 żeby serial dobił do 88 epizodów i syndykacji niż miała go skasować po trzecim. Czyli fani mogą się radować! A do obejrzenia został jeszcze finał, który całkiem możliwe przedefiniuje serial. Trzymam za to kciuki. A propo finałów - na razie bez niespodzianek. Fringe i Castle mnie nie zawiodły. Ten pierwszy był epicki i niósł ze sobą niezwykły pakiet emocji, a ten drugi odpowiedział na podstawowe pytanie tego serialu. The Vampire Diaries również nie zawiodło moich oczekiwań - słabo, przewidywalni, śmiesznie i irytująco. Czas się żegnać z tą produkcją póki mam o niej dobre zdania. W tym tygodniu natomiast czas na 2 x HIMYM, 3 x Community i wspomnianą już Nikite. I chyba na ten ostatni season finale czekam najbardziej. Community na pewno nie zejdzie poniżej pewnego poziomu (szkoda tylko, że nie dadzą nam znowu paintball), a HIMYM pewnie zawiedzie. Przekonamy się już za kilka dni. W międzyczasie za to postaram się podzielić wrażeniami z upfrontów więc może coś uda się napisać w środku tygodnia.


Chwilowo porzuciłem Filary Ziemi, nie chciało mi się wozić dwóch książek ze sobą w nadziei, że w końcu się w sobie zbiorę i skończę historie katedry Kingsbrdige. Wziąłem się za to za Taniec ze Smokami część 2 czyli ostatni (dotychczas wydany) tom Pieśni Lodu i Ognia. I muszę przyznać że jestem pozytywnie zaskoczony. Po ponad 300 stron może ze 2 rozdziały mi się średnio podobały, a reszta wciągnęła niemiłosiernie. Owszem Martin dalej pisze jakie to postacie mają piękne stroje, dokładnie opisuje przebieg wesela i czym się zajadają, ale w końcu coś się dzieje! Szczególnie ciekawie jest na Murze i Winterfell, a w Dorne lepiej niż u Tyriona za którym nie przepadam już od dłuższego czasu. Co ważne mamy już tyle informacji, że można sobie pogłówkować co dalej, przewidzieć ciąg wydarzeń i powysuwać kilka teorii m.in. kto jest Azorem Ahai. Mimo wszystko nie sądzę, że Martin skończy Pieśń w kolejnych dwóch tomach. Bardziej z tego zrobiła się powieść obyczajowa niż epicka saga o wojnie, ale i tak chcę to czytać. Trzymam kciuki, że pan Bosman zrobi jak najwięcej notatek i jakiś utalentowany pisarz będzie kontynuował jego dzieło życia po śmierci.


Niestety w weekend majowy (tak, dopiero teraz się skończył dla niektórych) nie udało mi się dokończyć Uncharted 2. Pogoda była zbyt piękna by siedzieć przed konsolą. Zostało mi jakieś 30% gry i ogromnie tego żałuję, że nie zarwałem więcej nocek. Ta gra to iście filmowe widowiska. Cały czas się coś dzieje, reżyseria to mistrzostwo tak jak gra aktorów, a Claudia Black jak zwykle jest pociągająca mimo, że słyszymy tylko jej głos. Grafika również powala. Szczególnie śnieg i twarze. Podobno w kontynuacji jest jeszcze lepiej. trzeba odkładać pieniążki. Chyba, że God of War Collections vol1 trafi się w rozsądniej cenie.