Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Homeland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Homeland. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 listopada 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #159 [26.10.2015 - 01.11.2015]

Witam w listopadzie, miesiącu krótkich dni i długich wieczorów co niewątpliwie sprzyja oglądaniu seriali. Niby źle bo trzeba było się pożegnać z słoneczkiem, ale mam trzy argumenty czemu będzie to dobry miesiąc. Into the Badland, Jessica Jones i The Man in the High Castle. Serialowy deser na koniec roku, którego przedsmakiem jest Ash vs. Evil Dead. Ja wciąż czeka gdy na allegro będzie można kupić przedłużenie doby.

Skoro już wspomniałem o telewizyjnym powrocie Asha i Wielkiego Zła to warto wiedzieć, że druga seria jest już zamówiona. Wszystko zgodnie z dobrą tradycją stacji Starz, która nie czeka zbytnio na wyniki oglądalności i jeszcze przed emisją zamawia kolejny sezon jak np. Black Sails i Spartacus. Kolejny sezon dostanie również Longmire, które przeżywa drugą młodość na Netflix. Z bardziej oczywistych informacji, The Walking Dead z S07. Do końca świata i jeden dzień dłużej, marzą sobie włodarze AMC i pan Kirkman.

Do obejrzenia szef kuchni serwuje dzisiaj świeżutki i dobrze wysmażony pierwszy zwiastun Preacher. Wygląda ciekawie i tyle. Może gdybym czytał komiks zrobiłoby to na mnie większe wrażenie. Do premiery jest jeszcze trochę czasu (enigmatyczne 2016) więc może nadrobię przed emisją. Te same odczucia mam z 11/22/63. Tutaj tylko zdjęcie, ale też mnie zbytnio nie chwytają. Tutaj jednak siła serialu powinna leżeć w realizacji, klimacie i zamkniętej historii.    

Na niemalże sam koniec jedna z najważniejszych wiadomości ostatnich... lat? Star Trek wraca do telewizji! Premiera na początku 2017 roku w serwisie streamingowych CBS. Zero konkretów. Boję się tego eksperymentu. Pewnie czeka nas krótki sezon (całość ma zostać wyemitowana na raz) z w miarę spójną historią. Nie wiadomo kiedy będzie dziać się akcja oraz co najważniejsze kto w nim zagra. Oby w tym ostatnim kilka z moich marzeń okazało się ciałem. 

Mniejszego kalibru jest zapowiedź Van Helsing od Syfy. Córka legendarnego łowcy wampirów budzi się po pięciu latach w świecie opanowanym przez wampiry i.... zresztą nieważne. Tej jesieni szykuje się kolejny lekki serial od Syfy, które przeżywa ostatnio renesans.

PS. Wyrzuciłem justowaniem. Podobno tak dużo lepiej się czyta. Co sądzicie?

SPOILERY


Ash vs. Evil Dead S01E01 El Jefe
Uwielbiam markę Evil Dead dlatego tenże serial był najbardziej oczekiwaną premierą roku. Nie będę posługiwał się niedomówieniami by na koniec zaskoczyć konkluzją. Powiem prosto z mostu - nie zawiodłem się! Było świetnie. Szalona, 40 minutowa jazda bez cenzury, wyśmiewanie konwencji, campowa stylistyka, przerysowane postacie, krew, krew, krew, geriatryczny humor i zaskakująco rozbudowana fabuła. Niesamowicie efektowne horrorowe sceny pełne suspensu i akcja powodująca rozdziawienie szczęk od sufitu do podłogi. To wszystko byłby niczym gdyby nie Bruce Campbell. Mistrz. Jego przerysowane mimika i czar zachwyca mnie od lat. Z nim mógłbym oglądać wszystko. To jest tym bardziej przyjemne, że on doskonale czuję rolę, bawi się nią. Rzuca drętwe onlinery, szczerzy zęby i zdobywa ogromną sympatię mimo, że zachowuje się jak dupek. Są też inni bohaterowie z nieokreśloną historią. Na razie obojętni. Jest też Lucy Lawless. Na razie tylko na kilkanaście sekund, ale już zdobywa moje serce. Teraz czekać na jej team up lub rywalizację z Ashem. To będzie krwawy i szalony serial. Oglądać.

OCENA 5.5/6 

Homeland S05E04 Why Is This Night Different?
Może jednak zbyt szybko zacząłem narzekać na ten sezon? Wcześniejsze nielogiczności zostały naprawione, intryga się jeszcze bardziej zagęściła, Carrie nie irytowała i tylko jeden wątek męczył. Chodzi o Laure i jej polowanie źródło przecieku. Nudne, zbyt szybko i patetycznie. Dziennikarze jak zbawcy narodów, wojownicy o sprawiedliwość. Meh. Mi najbardziej podobała się akcja CIA. Zaimprowizowany szpital, podchody pod generała Asada, próba ustanowienia rządy zależnego od Stanów i popisywanie się nieznajomością sytuacji. Wielkie plany zaprowadzenie demokracji w Syrii w świetle swojej ignorancji. Lekceważymy zbrodnie wojenne bo chcemy mieć stabilność w regionie. Lub poczucie tego, że robiło się wszystko by to osiągnąć. Ameryka niesie kaganek demokracji w miejsca gdzie ona nie musi zapanować. Ale musi być bo wielki brat uważa to za najlepsze wyjście. Przekonująco wyszła krytyka polityczna USA. Sama akcja była powolna, duszna atmosfera, śledzenie generała przez kamery i nieustanne napięcie. Dobra robota.

Historia Carrie i Petera została poprowadzona lepiej niż myślałem. On robił wszystko by ją uratować. Odgrywał żołnierza, który nie zadaje pytań. Myślenie przeszkadza w wykonaniu zadania. Carrie robi to za dwoje. Jej mózg nieustannie pracuje, szuka rozwiązań i nadspodziewanie szybko łączy kropki. Saul nie mógł zostawić tej karteczki, to nielogiczne. Trzeba odkryć prawdę. Pierw jednak vblog dla córki, którą zamierza zostawić. Bo jej jedyną nadzieją na przeżycie jest usunięcie się w cień. CIA i terroryści chcą się jej pozbyć. Motywy wciąż pozostają tajemnicą. W tym wątku, jak w szpitalnym czuć było niesamowite napięcie. Zwłaszcza podczas wizyty na poczcie by odkryć kto stoi za przesyłką. Całość została tak nakręcona, że niemożna było odwrócić wzroku.

Odcinek został zwieńczony w najlepszy możliwy sposób, mający w sobie ducha 24. Cliffhanger po którym nic nie będzie takie samo. Po niemalże godzinie poświęconej przekabacaniu Yusufa na stronę CIA postanowiono go uśmiercić w efektowny sposób. Wysadzając samolot na oczach bohaterów i sprawiając, że Allison została wykreowana na głównego antagonistę tego sezonu. Bo skoro to ona jest najprawdopodobniej odpowiedzialna za zlecenie na Carrie to czemu nie miałaby stać za zamachem. Lub scenariusz się z nami droczy. Tak czy inaczej jestem pod wrażeniem jak umiejętnie są prowadzone wątki. Niech serial zostanie przy political fiction i thillerze zapominając o osobistej historii Carrie.

OCENA 5/6

iZombie S02E03  Real Dead Housewife of Seattle
Liv do twarzy z wredotą. Przez cały odcinek sadziła sarkastyczne uwagi, uważała się za lepszą od innych, a jej głównym życiowym celem było zdobycie jak najlepszego ciuchu. Takie mózgi jej służą. Poza tym, zwyczajnie przyjemnie patrzy się na Rose McIver w seksownych sukienkach. Sprawa tygodnia nie byłaby wciągająca gdyby nie połączenie jej z Maxem Ragerem. Kapitalnie wypadają sceny Liv z Vaughem Du Clarkem. Można się po nich spodziewać wszystkiego. Zwłaszcza elementów komediowych. Ten moment gdy próbowała oblać go wodą, a on robi zwinny unik!

Od dramatycznych scen jest Major. Tak, znowu. Jego uzależnienie od Utopii się pogłębia. Coraz lepiej radzi sobie z morderstwami zombie, wmawia sobie, że to konieczność, a nawet zabiera psa od jednej ze swoich ofiar. To było bardzo złe. I jednocześnie mu się współczuje. Przecież ochrania kobietę którą kocha i manipulują nim siły którym nie ma prawa się przeciwstawić. To nie miejski gangster Blaine, a wielka korporacja. Część tych błędów wynika z jego słabości i czekam by zobaczyć jak za nie odpokutuje.

Peyton wróciła! Może nie pałałem specjalną miłością do bohaterki, ale rozwój kolejnych wątków i pokomplikowanie ogólnej sytuacji sprawia, że jej obecność jest bardzo pożądana. Tym bardziej, że zabiera się za polowanie na Utopię i zupełnie przypadkowo wpada w poszczególne historię bohaterów.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E05 4,722 Hours
Mieszane uczucia. Podobało mi się skupienie odcinka na tylko jednej postaci i odkrywanie tego co działo się z Simmons. Świetny występ Elizabeth Henstridge, jako samotny rozbitek na obcej planecie wypadła przekonująca. Rozpaczliwie chwytała się swoich wspomnień, które ją napędzały, nieustannie prowadziła dialog z samym sobą co ją podbudowywało i pokazała niezłomność charakteru gdy samotnie musiało radzić sobie z wrogim ekosystemem. Sceny z nią miały odrobinę depresyjny charakter przez który przebijały się promyki humoru. Czar prysł gdy okazało się, że nie jest sama. Poznała Willa, ostatniego astronautę z ekspedycji NASA, z którym nawiązała bliższe relację. Tak, kosmiczny wątek został zarżnięty typowymi rozwiązaniami. Czemu to nie mogła być kobieta? Kosmita? Czemu to nie był jej majak? Przecież ten twist fabularny to totalne zaprzepaszczenie niezwykłego potencjału. Może i początkowo fajnie poprowadzono ich relację, ale wszystko szło za szybko, zbyt łopatologicznie. Flashbacki przez połowę sezonu byłby lepszym rozwiązaniem. Jestem tym bardziej rozczarowany bo motyw powrotu Simmons jest błahy, a oczekiwałem czegoś poważniejszego. I może narzekam na odcinek od momentu spotkania z Willem, ale był tutaj jeden bardzo fajny motyw - szaleństwo bohaterów i nieopisana groza, która się na nich czai. Skojarzenia z Lovercraftem same mi się narzuciły. Do tego jeszcze posępne krajobrazy i wszechobecna ciemność. Robiło to robotę. Tak więc, zmarnowany potencjał z mocnymi elementami. Poczucie niedosytu, ale też dużo momentów z których można się było cieszyć.

OCENA 4.5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E41 Rita's Seed of Evil
Początek sugerował nudny edukacyjny odcinek o tym jakie to ważne są drzewka, trzeba je sadzić by był tlen i ludzie byli szczęśliwi. Na szczęście proekologiczna agitka nie była zbyt nachalna, a Rita's Seed of Evil okazało się całkiem fajnym odcinek. Dłuższe przerwa wyszła serialowi na dobrę. Były absurdy, humor i długie sprawnie wyreżyserowane walki. Nawet dramaturgia, bo hej, los całego świata wisiał na włosku z powodu nowego szatańskiego planu Rity. Jej najnowszy monster nazywał się Octoplant i miał za zadanie zmiażdżyć ziemię. Swoimi korzeniami, które miały przybrać gigantyczne rozmiary zdolne objąć cały świat i doprowadzić do efektownego wybuchy. Kocham te absurdy! Macko/korzenie były niesamowicie śmieszne, niektóre ujęcia były zgapione z Evil Dead (kamera TPP za pełzającym korzeniem szykującym się by zaatakować Jasona). Komicznego efekty dopełniały ograniczenia budżetowe, operator musiał tak manewrować by obraz więcej ukrywał niż pokazywał bo walka macek z Rangerem mogłaby się okazać zbyt kosztowna. I szkoda, że całość zostało zakończona w standardowy sposób czyli pojawieniem się potwora, powiększeniem i nudnym starciem z wykorzystaniem Megazorda.

Mięśniak i Czacha dostali dużo czasu antenowego. Te postacie są takie pocieszne, że chyba nigdy nie znudzą mi się slapstickowe żarty z ich udziałem. Mięśniak wpada w farbę, a ja dalej się śmieje mimo, że kilkadziesiąt razy już to widziałem. A potem jeszcze zostają razem zamknięci w toi toiu. Dawać mi bottle episode z nimi!

Inne:
- nowy utwór Wassermana był grany. Lubię!
- to jaki jest w końcu cel Rity? Chcę zawładnąć Ziemią czy ją zniszczyć? Jeśli to pierwsze to jej plan był głupi. Chyba, że jest sfrustrowana kolejnymi porażkami.

OCENA 3.5/6

Supergirl S01E01 Pilot
Kolejny komiksowy serial od twórcy Arrow i The Flash. I kolejna udana próba przeniesienia superbohatera do telewizji. Po części. Ogólnie odcinek mi się podobał, nie uważam że straciłem 40 minut ze swojego życia. Kara jest bardzo sympatyczna, ukształtowany świat na którym Superman odcisnął swoje piętno ma potencjał, sam Człowiek ze Stali jest fajnie pokazywany, a sceny akcji dają radę. Takich rzeczy nie ogląda się codziennie w telewizji. Jest efektownie i zabawnie. Taki serial popcornowy. Gorzej jak mu się przyjrzeć bliżej, motywację bohaterów są niejasne, za dużo tutaj uproszczeń, świat przedstawiony jest mocno nierealny, a wątek przewodni z zbiegłymi kosmitami już by mnie nudził gdyby nie finałowy twist. Oczywiście oglądać będę dalej. Jeśli się kupi taką inkarnację Kary, której blisko do Barryy'ego z The Flash to serial będzie sprawiał przyjemność. Tym bardziej, że Melissa Benoist nadaje mnóstwo charakteru tej postaci. Jasne, czasem oglądanie jej zachowanie jest trochę żenujące, ale taka konwencja. Podobały mi się też hołd dla dawnych tytułów z Supermanem - ratowanie samolotu jako pierwsza publiczna akcja Kary lub bardzo charakterystyczne kadry czy zwroty. Tylko w przyszłości więcej subtelności. Hołd się sprawdza w pilocie, ale potem trzeba tego używać z wyczuciem i budować swój styl.

OCENA 4/6

The Flash S02E04 The Fury of Firestorm
Zaraz po Snarcie serial funduję historię z Firestormem. Nie jest to tak nachalne wprowadzenie do Legend of Tomorrow jak ostatnio, ale widać co robi serial. Buduję historię pod spin-off zamiast skupić się na własnych bohaterach. Chociaż może to i lepiej? Inaczej przecież mógłby być odcinek w całości poświęcony Westom, a tego był nie zniósł. Już te sceny z Iris, Joe i mamusią oglądałem klikając po inernetach. Ciężko jest mi znieść tą rodzinną dramę. Może nie jest tak zła jak wiele tego typu wątków, ale nie można traktować tego jako pochwały. Obwinianie się z powodu ukrywania prawdy, złość, śmiertelna choroba, zaginiony brat, irracjonalne zachowanie bohaterów. Aż dziwne, że bohaterowie nie mówią po portugalsku. Dużo lepiej można było wprowadzić Wally'ego Westa.

Wątek Firestroma również nie był specjalnie angażujący. Przewidywalna pointa i ograna droga do finału. Plus irytująca Cat. Z jednej strony można ją łatwo zrozumieć. Ronnie "oddał życie" więc dla niej bycie bohaterem i poświęcenie to coś naturalnego. Tłumaczy sobie w ten sposób to czemu nie ma jej męża, wmawia sobie, ze każdy by tak postąpił i to niczyja wina, że ona "nie żyję". Gorzej wypadła transformacja Jaxa i to, że tylko Barry widział w nim potencjał. Cieszy obecność kilku scen akcji, szczególnie tych na stadionie. Początek kojarzył mi się trochę z Dark Knight Rises i akcją terrorystyczną Bane'a na stadionie, a potem było efektowne starcie dwóch Firestromów. Stacja nie żałuję kasy na efekty. Ma hit więc dbają o niego.

Wciąż mam mieszane uczucia co do Patty. Lubię ją, na prawdę, ale coś mi w niej nie pasuje, trudno mi to zidentyfikować. Jak chcę pokazują, że jest twardą babką, ale działa też w parze z Barrym jako geek girl. Chciałbym ich częściej oglądać. Gdyby nie to podskórne uczucie, że ikoniczne kultowe związki są predestynowane. Tak jak Clark musiał skończyć z Lois, tak Barry zwiążę się z Iris. Czego bardzo nie chcę.

Może morał historii walił po twarzy, ale podobał mi się powtarzający motyw porzucenia przeszłości, podjęcia chęci zmian i przerwania błędnego koła poprzez wyjście z strefy komfortu. Jax podjął decyzję by być bohaterem, a Barry by zaprosić Patty na randkę. Teraz czekać aż Cisco zaufa przyjaciołom.

Ponarzekałem, ale całość bardzo dobrze mi się oglądało. Bo humor i dobrze wyważenie akcentów w opowieści. I ta końcówka! King Shark w telewizji. Tego się nie spodziewałem. Grodd wygląda nieźle, ale CGI w lądowym rekinie wyszło fenomenalnie i musiało kosztować kupę kasy. Teraz marzy mi się by dostał więcej czasu ekranowego, a najlepiej w team upie z Groddem. Cieszy mnie, że serial nie wstydzi się swoich korzeni i w pełni wykorzystuje swój potencjał. To jest komiksowy twór i to widać.

Całe cztery odcinki trzeba było czekać na pierwsze spotkanie Barry'ego z Wellsem. Epizod wmawiał nam, że charakterologicznie jest to zły doktorek, jak Eobard, a ostatnia scena pokazuje, że może być cennym sojusznikiem. Tylko boję się, że serial znowu będzie się bawił schematem "nie ufam mu bo ktoś podobny mnie zdradził".

OCENA 4/6

poniedziałek, 26 października 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #158 [12.10.2015 - 25.10.2015]

Znowu tygodniowa przerwa. Mam nadzieje, że nie wejdzie mi to w nawyk. Stało się raz i dwa, będzie też trzy. Oby nie za szybko. Nic nie obiecuje. Wiecie jak to jest. Na nic nie ma czasu, a chciałoby się wszystkiego po trochu. Dlatego nie będę was zanudzał nikomu niepotrzebnymi serialowymi wiadomościami. Zostawię tylko link z trailerem Jessica Jones. Szykuje się kolejny hit od Netflix. Premiera za miesiąc. Jutro lżejsza komiksowa produkcja z kobietą w roli głównej - Supergirl. Podobno też warto.

SPOILERY

iZombie S02E02 Zombie Bro
Taki odcinek dużo lepiej mi się podobał od premiery. Osobowość Liv to typowy członek bractwa z amerykańskich filmów, przez co mieliśmy mnóstwo komicznych scen z Liv. Było to potrzebne bo serial zawędrował w mroczne rejony. Pierw narkotykowy trip Majora i Raviego, a potem zmiany jakie zaszły u byłego Liv. Wyrzuty sumienia po morderstwie zombie i początek uzależnienia od narkotyków. Co też jest bezpośrednim nawiązaniem do wątku Blaine'a. Okazuje się, że to właśnie Major jest najważniejszą postacią spinającą wszystkie historię. Sprawa odcinka dobra. Pretekst do zabawnych scen i mocno zaskakująca końcówka. Zamordowana została nie ta osoba co trzeba. Mrocznie. Odpowiednio dla serialu.

OCENA 4.5/6

Homeland S05E02 The Tradition of Hospitality
Serial znowu zaczyna mnie denerwować. Niemal cały odcinek świetny. Nastąpiło przyśpieszenie po poprzednim i wszystkie wątki wciągały. Polowanie Quinna, Carrie i wizyta w obozie (ta chwila gdy minęła godzina!), gierki w CIA i historia dziennikarki. To wszystko wciąga i dobrze się ze sobą komponuje. Historia ma potencjał. Tylko czemu wszystko potem sprowadziło się do Carrie? To na nią był zamach, to ona wpywa na wszystkie postacie, to na nią Saul wydał wyrok, który ma zostać wykonany przez Petera. Idiotyzm. Zupełnie nie kupuje tej ostatniej sceny. Osobiście nie miałbym nic przeciwko gdyby Clare Danes w przyszłym roku skończyła przygodę z serialem.

OCENA 4.5/6

Homeland S05E03 Super Powers
Znowu mieszane uczucia. Wiem, że Claire Danes jest kapitalną aktorką, nie trzeba mi tego przypominać i robić kolejne odcinka pod nagrody dla niej. Męczy mnie pokazywanie jej choroby, a to że wtedy jest najlepszą agentką zupełnie mi się nie podoba. Jasne, scenki w domku miały swoje momenty, operatorzy i scenografowie się spisali pokazując jej szaleństwo. Nawet końcówka mnie zaskoczyła z dwoma twistami. Jednak dalej uważam, że ten wątek nie powinien mieć miejsca, a serial powinien jak najmniej czasu poświęcać wątkom osobistym. Zwłaszcza tym recyklowanym. O wiele lepiej wychodzi mu analizuje współczesnego świata. Amerykanie przyznają się, że ich ingerencja na Bliskim Wschodzie miała opłakane skutki, a potem i tak robią swoje przekraczając kolejne granicę.

OCENA 4/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E03 A Wanted (In)human
Jestem wielkim fanem tego jak wygląda serial po pierwszym sezonie i się tego nie wstydzę. Dlatego napiszę coś oczywistego - znowu świetny odcinek. Podobają mi się wszystkie wątki. Nie wiem gdzie serial zmierza, ale widzę olbrzymi potencjał. Zwłaszcza w wątku Simmons. Biedne stworzono, co ona musiała przejść, że tak wygląda i czemu chcę tam wrócić? Nie mogę się doczekać kosmicznej wyprawy agentów bo przecież wszystko do tego prowadzi. Jej historia podoba mi się z jeszcze jednego powodu. Tak jak Fitz w pierwszej serii stanowili idealny comic relief m.in. poprzez technobełkot i ich sympatyczność. Teraz są to dwie najbardziej skrzywdzone postacie przez scenariusz. Wiele przeszły, a ich droga jest jeszcze bardziej wyboista. Aprobuje. Póki nie zabijają.

Inne wątki równie ciekawe. Może poza romansem Daisy i Lincolna, jest to niepotrzebne. Jednak już polowanie na niego i lawirowanie Culsona między ACTU było ciekawe. Jak daleko jest w stanie posunąć się by uratować swoją protegowaną? I czy Lincoln będzie w stanie odnaleźć stabilność psychiczną? Nie czytałem Secret Warriors i nie znam składu drużyny więc jego przyszłość jest dla mnie tajemnicą.

Wątek Warda i May komediowy. Jakże lubię ten pairing! Ona jako lalunia w koszulce Blondie, On dres z Londynu chcący zostać zrekrutowany przez Hydrę. Jakże się uśmiałem na scenach w barze lub gdy May mogła w końcu zaprezentować swoje umiejętności. Końcówka historii mocna. Jak daleko jest w stanie posunąć się człowiek by pomścić kogoś kogo kocha? Bardzo.

Culson, Rosalinda i rozmowa o samochodach. Shippuje!

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E04 Devils You Know
Lash, Ward, Simmons. Trzy nieprzeplatające się wątki i trzy niezwykle udane historię. Pierwsze to polowanie na mordercę inhumans i dalsza ewolucja postaci Daisy, która coraz bardziej zmienia się w prawdziwą liderkę. Jej relację z Mackem fajnie się ogląda i jest to jedna z fajniejszych serialowych par. Dobrze, że nie dano czasu antenowego Lincolnowi bo zepsułby odbiór odcinka. Niepotrzebna historia miłosna zepsułaby dramatyczny finał polowania na Warda. Hunter jest już tak blisko, tamten ucieka i przy okazji zabija męża May co po części jest wynikiem nadgorliwości Lance. Tak bardzo chciał dorwać Warda, że nie wziął pod uwagę ludzi którzy ucierpią po drodze. I teraz czas na konsekwencję. To słowo coraz częściej pada w kontekście serialu. Ostatnia ważna historia to ta Simmons. Cierpi uraz psychiczny po powrocie z obcej planety, ale już zaczęła pracować by tam wrócić. Jakie tajemnicę kryję? Co ważnego się tam stało? Chciałbym jakiś apokaliptyczny wątek o kosmicznej skali. Bo seriale komiksowe mogą sobie na to pozwolić i nie będzie to śmieszne. Oby tylko nie dopisano intergalaktycznego romansu...

OCENA 4.5/6

Quantico S01E02 America
Serial dalej jest głupkowaty i przez to przeraźliwie uroczy. Wątki się mnożą, część się wyjaśnia, a ja czuje się wciągnięty. Alex sympatyczna, pozostali bohaterowie nie przeszkadzają, ba większość z nich ciekawi. Jakie są ich motywacje, kto kłamie i dlaczego. Jak choćby tajemnicze bliźniaczki, które okazały się tajnym projektem FBI. Sensu w tym zero, ale jak się to ogląda! Podoba mi się rozwój postaci. Tragiczne wydarzenia mają wpływ na to co dzieje się teraz. Scenarzyści dają też radę w przeplataniu teraźniejszości z flashforwardami przez co odpowiedź na pytanie kto jest jeszcze trudniejsza do wywnioskowani. Irytuje tylko idealna i wszystko wiedząca Alex. Oby szybko pokazano jej słabe punkty.

OCENA 4/6

The Flash S02E02 Flash of Two Worlds
Tak jak podejrzewałem. Pierwszy odcinek miał przyciągnąć nowych ludzi do serialu, a dopiero drugi można uznać za nowe rozdanie. Było też dużo ciekawiej, więcej akcji i dobrze rozpisanych bohaterów. Dużo przyjemności z oglądania. Tylko czemu Barry znowu nie ma wyrzutów po zabiciu nieludzia? Bardzo się to kłóci z charakterologią postaci. Podoba mi się jak ukazano Jaya Garricka. Flash z drugiej ziemi przybył by pomóc Barremu pokonać Zooma, speedstera polującego na innych mu podobnych. Najfajniej wypada tutaj zbieżność Jaya z Wellsem i zrozumiała nieufność jaką żywi do niego Barry. Mogą być w przyszłości przyjaciółmi, ale by ta przyjaźń nie nastąpiła od razu. Patty Spivot mi się... sam nie wiem. Czekałem na jej debiut w serialu i odczucia mam mieszane. Roztrzepana i radosna blondynka potrafiąca być twardzielką i szybko znajdująca wspólny język z Barrym. Aktorka urocza, dobrze wygląda na ekranie tylko czemu robią z niej damę w opałach, której trzeba uratować życie. Zdenerwowała mnie jeszcze końcówka dodająca telenowelowy wątek do serialu. I głupota postaci. Czemu nikt nie wpadł na pomysł, że Ronnie mógł trafić na Earth-2 w miejsce Jaya? Szykuje się z tego powodu kolejna drama. Ale to pieśń przyszłości, teraz jest bardzo dobrze.

OCENA 4.5/6

The Flash S02E03 Family of Rogues
Legend of Tomorrow już niedługo więc wypadałoby robić wprowadzenie. Ten odcinek to powrót Colda i było jak zwykle. Wentworth Miller rządzi w tej roli. Arogancki, cedzący kolejne słowa przez zęby i posługujący się pewnym kodeksem honoru. Jeden z lepszych przeciwników Flasha w serialu. Sama historyjka trochę pretekstowa, naciągana i z oczywistym rozwiązaniem, ale przyjemna dla oka. Fajnie też, że powróciła Glider bo jej chemia z Cisco jest ogromna. Tak samo Patty/Barry. Lubię tą dwójkę. Zupełnym przeciwieństwem jest drama u Westów. Ziew. Nie rozumiem motywacji Jaya. Postanowił zostać by walczyć z Zoomem. Zupełnie jakby była to papierowa postać bez przeszłości. Nic nie wspomniał o rodzinie i przyjaciołach co umniejsza jego wiarygodność. Oby niedługo bliżej się nad tym pochylono.

OCENA 4/6

wtorek, 13 października 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #157 [05.11.2015 - 11.10.2015]

Przyszedł nowy sezon serialowy, czasu brakuje by wyrobić się z powracającymi serialami, a są przecież jeszcze zaległości. Ludzie pytają również jakie nowości warto oglądać. Odpowiedź jest bardzo prosta. Żadne. Przynajmniej z ogólnodostępnej telewizji, która funduje kolejną partię średniaków. Kilka tytułów się wybija, a na bezrybiu jakieś jajka jeść trzeba. Tak więc cieszcie się z swoich ulubionych seriali i szukajcie dobrych i zakończonych produkcji czekając na recenzję tych nowych. Może jakiś potworek przepoczwarzy się w motyla. Lub ćmę. No, coś na co można patrzeć. Jeszcze tylko żebym sam umiał dostosować się do tej rady...

Najważniejsza wiadomość ostatniego tygodnia? Miesiąca? Od wakacji? Zamówienie 3 sezonu Halt and Catch Fire. Mimo katastrofalnej oglądalności i dzięki świetnemu przyjęciu przez media i widzów którzy jednak włączyli serial w trakcje emisji, krzemowa rewolucja będzie kontynuowana na antenie AMC. Wydaje się, że stacja nie chcę być postrzegana jako ci od The Walking Dead. Mad Man i Breaking Bad się skończyło, a Hell on Wheels na ostatniej prostej. Jakiś weteran z nominacjami do nagród stacji się przyda podczas wypuszczania klipów reklamowych. A chyba nikt nie wątpi, że Halt and Catch Fire przygarnie jakieś wyróżnienie za ostatni sezon.

Jeśli jednak wolicie papkę serialową to dobra wiadomość. Blindspot jako pierwszy dostało zamówienie na cały sezon. Drugi sezon pewnie też będzie. Tego szczęścia nie ma Minority Report. Oglądalność jest fatalna i obcięto zamówienie z standardowych 13 do 10 odcinków. Jeszcze parę lat temu takie cyferki nie pozwoliłby wyemitować trzeciego odcinka i serial szybciutko poleciałby 6 stóp pod ziemię.

W mijającym tygodniu odbył się Comic-Con w Nowym Jorku. Znaczy to wysyp serialowych nowinek i wyczekiwanych filmików promocyjnych. W końcu to one najlepiej sprzedają tytuł. Było tego trochę więc od myślników. Nota - część z nich nie pochodzi z imprezy, ale nie umniejsza to ich wartości. Zapraszam na seans bo jest na co popatrzeć: 
- Sherlock wraca z świątecznym odcinkiem umiejscowionym w wiktoriańskim Londynie. Wygląda to filmowo, ale ja wolałbym zwykły sezon, a nie taki zapychacz.  
- Scorsese i Terrence Winter znowu robią serial dla HBO. Vinyl opowiada o... zresztą nieważne, już i tak dałem trzy powody czemu w przyszłym roku warto będzie sprawdzić ten tytuł.  
- pamiętacie, że Banshee kończy swój żywot na czwartej serii? Taka mała rozgrzewka do zobaczenia. Akcja, piękne zdjęcia i Eliza Dushku. Mniam. 
- kończyć nie zamierza się Teen Wolf. Dobrze bo ten sezon trzyma poziom, a druga połowa powinna być jeszcze lepsza.
- Cinemax dalej straszy Outcast. Niby serial od Kirkmana i o demonach, ale nie przemawia do mnie. 
- dużo lepiej wypada kolejne promo The Shannara Chronicles. Bohaterowie wyglądają jak wzięci z okładem pism dla elfich nastolatek. Reszta jednak zachwyca - widoczki, akcja, efekty specjalne. Szykuje się serialowy generic quest w ładny opakowaniu. Za co mocno trzymam kciuki. 
- na NYCC nie mogło zabraknąć nowych filmików z Arrow i The Flash. Trochę przypomnienia co się działo wymieszanego z nowymi scenami. Zwiastuny jak zwykle to najlepsze co przydarzyło się tym serialom.
- promocji The Magicians ciąg dalszy. Dorosły Harry Potter i Hogwart w Ameryce. Nie wygląda to najlepiej.  
- i coś na co wiele osób mocno czekało - zapowiedź Daredevil S02. Mało nowych scen, ale kilkusekundowe wprowadzenie Elektry i Punishera elektryzuje. Dziwne, że nie pokazano w internetach dłuższego klipu z Jessica Jones, tym bardziej że na konwencie puszczano cały pierwszy odcinek. Słychać chór zachwytów nad wszystkimi aspektami. Ma być też dojrzalej niż przy Daredevil. 
- truskawka tygodnia (truskawka > wiśnia) czyli teaser Person of Interest z zabugowaną Maszyną. Dawno nie widziałem tak dobrego materiału promocyjnego dla powracającego serialu. Oglądać, tym bardziej że nie zawiera spoilerów.

SPOILERY

Heroes Reborn S01E03 Under the Mask
Po odcinku kołacze mi się myśl "może jednak coś z tego będzie?". Jak ostatnio narzekałem na niemal wszystkie wątki, brak ciekawych bohaterów i mało angażującą historię tak teraz każdą scenę oglądałem z zainteresowaniem. Jasne, zdarza się trochę głupotek i uproszczeń, ale ogólnie niebo, a ziemia w porównaniu do poprzedniego odcinka. Nie można było tak od razu? Paradoksalnie w ciągu 40 minut opowiedziano więcej i lepiej niż w prawie 90.

Na razie najwolniej rozwija się wątek arktyczny, który powinien w przyszłości wysunąć się na pierwszy plan. Malia, tajemnicza dziewczyna i jej niewidzialna mentorka powstrzymują tajemnicze mroczne zorzę. Ratują świat jakby mogło się zdawać. Czemu? Dlaczego? Kto stanowi zagrożenie? Może jest to Phobe z Dark Matters? Liczę, że w przyszłym ep. dostaną więcej czasu z uwagi na polowanie Renatus, które właśnie się zaczęło.

Mniej czasu za to mógłby dostać Noah. Nie zrozumcie mnie źle. Jako łącznik między dwiema seriami spisuje się wyśmienicie. Tylko trochę go za dużo. Teraz, skoro widzę potencjał w nowych postaciach wolałbym właśnie je poznawać. Na niekorzyść HRG przemawia Quentin którego nie znoszą. Jednak wątek amnezji i poszukiwania prawdy mimo, że oklepany jest wciągający. Zwłaszcza jego załamanie gdy widzi siebie i martwą córą. Czego dalej nie kupuje i liczę, że ktoś się z nim zabawia by odciągnąć od prawdziwych problemów. I co on takiego zrobił skoro Molly boi się bardziej jego niż Renatus.

Luke z żonką podróżują z jednego miejsca w drugie, prowadzą rozmowy o zmarłym synu i znowu eksponowane jest ich nastawienie do zabijania evosów. Ją to napędza, uważa to za jedyny cel w życiu. On jest już zmęczony, ma dość zabijania. Zachary Levi i Judith Shekoni zostali bardzo dobrze dobrani do tej roli. Obudzenie się mocy w Collinsie nie było wielkim zaskoczeniem bo przedstawi bardzo typową historyjkę - staję się tym czego nienawidzi. Jednak cliffhanger z promieniem energii wydobywającym się z Luka był niespodziewany i skuteczni przykuł do ekranu.

Mocno narzekałem na Miko, a jej wątek okazał się wciągający. Pierw trochę bezsensowna acz efektowna walka i pojmanie po starciu z Harrisem. Ciekawa rozmowa między tą dwójką wyjawiła kilka rzeczy. On jest evosem z możliwością klonowania (fajny gag z zegarkiem!), a ona może być kimś zupełnie innym. Czy jest napisanym przez ojca programem komputerowym? To by wyjaśniało brak backstory dla postaci. Coś czuje, że ta postać może jeszcze zaskoczyć czymś więcej niż nawiązywaniem do Hiro.

Wątek Carlosa miał na razie najwięcej akcji. I jest najbardziej oderwany od pozostałych, przynajmniej do wizyty Collinsów w LA. Na razie nie kupuje luchadora-superbohatera, ale konspiracyjny wątek z brudnymi policjantami ma potencjał.

Tommy dostał tyle czasu ile powinien - niewiele. Dzięki temu jego krótka historia była strawna. Buntujący się nastolatek, impreza, zawiedziona dziewczyna, nadpobudliwa matka. Podobało mi się. Zwłaszcza konfrontacja mamusi z tajemniczym obrońcą Tommy'ego o którym wie więcej niż mówi. Naciągane, ale całość trochę skojarzyła mi się z Terminatorem. Z kontekstu można wysunąć wnioski, że Tommy ma zadatki na evosa, który może odegrać znaczącą fabularnie rolę. Tutaj też skutecznie posłużono się cliffhangerem.


Inne:
- Hiro zmieniający czas na nagraniu co ma być manifestacją jego mocy. Od kiedy podróże w czasie tak działają?
- CGI budynku Renatus w Japonii wygląda okropnie. Kiedy ludzie nauczą się żeby efektów komputerowych używać wtedy gdy można zrobić to dobrze, a nie po łebkach?
- Renatus udało się zmonetyzować moce evosów jakiś sposób je przechwytując. Sylar lub Peter idealnie by się nadawali jako ofiary ich eksperymentów, które doprowadziły do przełomu technologicznego.

OCENA 4.5/6

Homeland S05E01 Separation Anxiety
Mój związek z Homeland ma wzloty i upadki. Od zakochania i namiętnego śledzenia kolejnych odcinków po nienawiść i zerwanie. Jest też powrót i ponowne chwilę szczęścia. Co przyniesie przyszłość? Nie ufam scenarzystą i producentom więc ciężko powiedzieć, ale jestem optymistycznie nastawiony po tym co zobaczyłem. Dwuletni time skip i zupełnie nowa sytuacja Carrie. Spokojne życie skupione na pracy w prywatnej fundacji, wychowaniu córki i życiu w zdrowym związku. Następuje atak serwery CIA, dochodzi do wycieku danych, a do tego jej szef planuje wycieczkę od obozu uchodźców na Bliskim Wschodzie. Wszystko zacznie się pieprzyć i to z rozmachem. Widzę potencjał w tej historii, mocno zahaczonej w obecnej rzeczywistości. Muzułmańscy terroryści samobójcy już są passe. Teraz sytuacja jest bardziej złożona. Wrogiem jest rząd, uchodźcy stanowią problem którego nie można rozwiązać w prosty sposób, a trudna współpraca między państwami wszystko komplikuje. A gdzieś w środku zagubieni ludzie. Carrie żyjąca w iluzji, Quinn poświęcający się dla sprawy jako bezlitosny hitman i Saul wydający kolejne zlecenia. Odcinek może i miał powolne tempo, ale skupiał się na sednie, bohaterach i nakreśleniu sytuacji. Nawet zwykłe sceny miały w sobie wiele emocji, a co dopiero wtedy gdy coś się działo. Czekam na ciąg dalszy. Sezony 2 i 3 mogły być jedyną wpadką serialu.

OCENA 5/6

iZombie S02E01 Grumpy Old Liv
iZombie było jednym z największym zaskoczeniem tego roku. Mimo początkowych kłopotów pierwszy sezon skończył się wysoką notą, a Rose McIver w głównej roli była urzekająca. Dlatego tak wyczekiwałem drugiej serii. I mocno się rozczarowałem. Cliffhangery nie miały większego wpływu na serial, a zamiast skupić się na mitologii lub bohatera większość czasu stanowiła proceduralna sprawa, która powinna być tylko dodatkiem. Wcielenie tygodnia Liv, mózg zgreda rasisty, również się nie sprawdziło. Zdarzyło się kilka udanych żartów, ale całości  nie była naturalna. Istotne wydarzenia można by upchnąć w 5 minutach. Ale jakich! Szantażowany przez Max Rager Major  zostaję łowcą zombie,  Blaine dalej prowadzi swoją działalność, a Clive w tym sezonie powinien dostać więcej czasu za sprawą podejrzeń Majora o rzeź z finału. Prywatna sytuacja Liv pokomplikowała się w równie ciekawy sposób - scysja z bratem i matką oraz wprowadzenie się nowej lokatorki - Glidy od Max Rager. Czyli widać wizję na ten sezon mimo przeciętnego scenariusza na ten odcinek. Jestem dobrej myśli i czekam aż serial znowu przeżuci swój ciężar na bardziej ciekawiące mnie aspekty.

OCENA 3.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E02 Purpose in the Machine
Simmons! Uwielbiam ją, zwłaszcza w parze z Fitzem i po poprzednim sezonie gdzie jej postać została porządnie rozpisana. Z jednej strony cieszę się z jej powrotu do drużyny, a z drugiej pytam czemu tak szybko. Chciałbym zobaczyć jej wojaże na innej planecie jak sobie radziła i jej kibicować oraz oglądać Fitza desperacko próbującego ją odnaleźć. Niby szansę są na to w flashbackach, ale to już nie będzie to samo. Dobrze, że przynajmniej scenarzyści mają pomysł na jej traumą i za monolitem stoi grubsza historia związana z obcymi. Oby została to dobrze poprowadzone bo nie chciałbym by porzucono ten pomysł.

Obecność Simmons będzie mnie cieszyć, jestem tego pewien jednak smuci mnie, że sprowadzono ją w taki naciągany sposób i po łebkach.  Scena z samobójcza misją Fitza została dobrze wyreżyserowana i umiejętnie budowano napięcie. Jednak całe śledztwo przy wykorzystaniu znanego asgardczyka oraz XIX wieczne zabytki było już strasznie nie na miejscu. Taka głupotka, którą trzeba szybko strawić by cieszyć się z bohaterów.

Wraz z tym odcinkiem wróciła May. Z zabawnymi scenkami co jak na nią jest niecodzienne. Jakże się za nią stęskniłem! Trauma i brak celu w życiu to do niej coś niepodobnego. Ostatnie wydarzenia mocno na nią wpłynęły i postanowiła poświęcić się rodzinie. Długo tak nie mogła i wraz z Hunterem będzie działała pod przykrywką. Podoba mi się ten pairing, a jego potencjał pokazała ostatnia scena tej dwójki. Ona przyjmuje z stoickim spokojem wiadomość o powrocie Simmons, a on wybucha radością. Więcej takich kontrastów.

U Warda niewiele nowego. Buduje nową Hydrę. Ziew. Kolejna głowa, która zostanie zniszczona. Już mam dość tego wątku. Nie podoba i się też telenowelowy zwrot akcji z dzieckiem Struckera. Cieszy mnie jednak, że serial znowu bawi się przeciwnościami. Hunter infiltruje Hydrę, a Hydra bierze się za S.H..I.E.L.D.

Inne:
- scenka z XIX wiecznym tajnym stowarzyszeniem na początku odcinka tak bardzo niepotrzebna. Chyba, że to budowanie wątków pod przyszłe wydarzenia i sięganie głębiej w historię marvelowskiego świata. W co wątpię.  
- Fitz zaczął się znowu jąkać. Dobrze, jednak scenariusz nie wyrzuca do kosza poprzedniego sezonu i charakterystyki postaci.
- sceny akcja poza wydostawanie Simmons przeciętne. Pościg samochodowy w garażu o którym nawet nakręcono materiał zza kulis mnie wcale nie ruszył, a Ward nokautujący kolejnych ochroniarzy na jachcie sprawił, że ziewnąłem. Po Kevinie Tanchareonie spodziewałem się więcej, ale tutaj zawinił raczej scenariusz.

 OCENA 4/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E40 Doomsday (2)
Jak zapowiadałem tak robię, nadrabiam Mighy Morphin. Jest ciężko przestawić się po serii RPM. Bardzo. Nie wiem czy dam radę i nie będę musiał sobie zafundować terapii złożonej z lepszego sezonu. Póki co próbuję. Odcinek Doomsday to druga część historii, która miała posłużyć za finał sezonu. I jest nudno. Wojownicy deklarują swój heroizm, walczą, przegrywają, cudowny splot okoliczności (zhackowanie bazy danych Rity z zaklęciami, powaga), kolejna walka i jeszcze jedna mowa potwierdzająca bohaterskość. Zero subtelności, wszystko ordynarnie podane. Sama finałowa walka i sposób pokonania Goldara w niezwykle potężnym zordzie niczym nie odbiegał od standardowego starcia. A tak fajnie się zapowiadało - zniszczone zordy i zagrożenie życia ludności cywilnej. Pozytyw odcinka? Tommy zaliczył króciutkie cameo podczas celebracji dnia Power Rangers. To zawsze podbije odbiór odcinka.

OCENA 2.5/6 

The Flash S02E01 The Man Who Saved Central City
Dobry powrót, ale jak na premierę spodziewałem się więcej. Była akcja, humor, wprowadzenie nowych i zakończenie starych. I dużo nudnego użalanie się nad sobą. Czy każdy z herosów musi przeżywać kryzys, myśleć że sobie poradzi sam i potem szybko pobiec do przyjaciół by pokonać niebezpieczeństwo, któremu sam nie sprosta? Wałkowane dziesiątki razy nudzi nawet jeśli ma nowe elementy. Których tutaj nie było. Rozczarował mnie też przeskok w czasie i rozwiązanie cliffhangera w krótkim flashbacku. Tak się nie robi. W kilka miesięcy dużo zmieniono, po czym wrócono do starego statusu quo. Serialowy standard. Sam pomysł na główną historię sezonu mi się podoba. Ratowanie świata przed inwazją z innej ziemi. Ten odcinek miał raczej nakreślić sytuację i był w dużej mierze za zadanie przyciągnąć nową widownie dlatego służył głównie ekspozycji. Ja się wynudziłem. I zirytowała mnie mocno jedna rzecz - zero dylematów moralnych przed zabiciem Smashera.

OCENA 4/6

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #117 [22.12.2014 - 28.12.2014]

Tradycyjnie już okres między Świętami Obfitego Stołu i Prezentów, a sylwestrową popijawą to moment wyciszenia w serialowym światku i wysyp przeróżnych podsumowań. Codziennie mój twitter jest atakowany TOP10 najlepszych seriali, najlepszych odcinków, najlepszych momentów, najlepszych tekstów, najlepszych debiutów, największych zawodów i zaskoczeń, najwszystkiego o czym można pisać. Przelatuje przez listy nawet ich nie czytając i zastanawiam się czy tworzyć własne by ktoś inny mógł się przez nie prześlizgnąć i stwierdzić, że się nie znam bo w pierwszej dziesiątce mam The 100, a nie Mad Men i Fargo. Hmmm, kuszący pomysł, a nóż komuś podniosę ciśnienie. 

Moją niepisaną tradycją jest zaczynanie nowych seriali w chwili gdy jest czas by nadrobić zaległości. W tym tygodniu padło na dwie świeżynki i jednego weterana. Mowa o Ascension (cóż za zawód!), Marco Polo (nastawienie umiarkowanie pozytywne) i American Horror Story (kupuję od pierwszych minut). Nie mam pojęcia kiedy to nadrobią. Jedyna nadzieja to w wydłużeniu doby o kilka dodatkowych godzin. Czego sobie i wam życzę w nowym roku. Bo czas to najcenniejsze co można dostać, o wszystko inne będzie się trzeba zatroszczyć samemu. 

Mimo jałowych dni udało mi się wygrzebać kilka wartych uwagi linków. Będą tylko zwiastuny i teasery więc nie opłaca się nawet wstawiać popcornu. Co najwyżej można skoczyć po ciasto bo pewnie coś zostało ze świątecznego stołu. Jedzonko jest? Więc zapraszam. Telewizyjna rodzina królewska ma pierwszeństwo więc zaczynam o jedynej i niepowtarzalnej Tatiany Maslany. Teaser i promo z starymi scenami. Niewiele, ale nie ma się co dziwić po do premiery trzeciego sezonu Orphan Black jeszcze ponad 3 miesiące. Podwójną dawkę przygotowała również stacja AMC mocno promując Better Call Saul. Mój wewnętrzny sceptyk dalej krzyczy bym podchodził z odpowiednią rezerwą do serialu. Stacja History nie chcę być gorsza od reszty i również serwuje dwa materiały filmowe z Vikings. Przypominam, że ponowne podziwianie brutalnego i w pewny stopniu melancholijnego świata skandynawskich fiordów rozpocznie się 19 lutego. Odrobinę wcześniej bo już za tydzień Agentka Carter dostanie swój pierwszy przydział na antenie ABC. Jak wypadnie można się przekonać w pierwszym, minutowym zwiastunie. Jeśli ktoś ogląda wszystko jak leci pewnie rzuci okiem na Allegiance. Szpiegowskie coś od NBC. W innym wypadku lepiej dać szansę The Americans od FX. Bo chyba nie wierzycie, że ogólnodostępna stacja zaoferuje dojrzałą opowieść o rosyjskich szpiegach w Ameryce?

Widzimy się w przyszłym roku. Bawcie się dobrze i niczego nie żałujcie. Nie róbcie też planów noworocznych, żyjcie jakby miał to być wasz ostatni rok na tym łez padole.

SPOILERY

American Horror Story: Murder House S01E01 Pilot
- kolejny serial zaczęty mimo, że do nadrobienie dziesiątki odcinków. I nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia z tego powodu. AHS miałem już dawno temu zacząć, nawet ściągnąłem sobie odcinek w momencie jego emisji. Jednak trochę się bałem bo horrorów nie oglądam, a kapryśna podświadomość czasem płata mi figle. Musiałem czekać aż trzy lata by się odważyć na seans i nie żałuję bo to kawał dobrego serialu jest.
- podoba mi się praktycznie wszystko. Scenariusz jest pełen niedomówień, a wraz z reżyserią tworzy nastrój niepokoju. Tajemnice się mnożą, niczego nie można być pewnym i co chwila tworzy się w głowie jakaś teoria. Rozwiązanie niestety już znam, ale nie odbiera mi to przyjemności z oglądania. Całość jest niesamowicie intensywna gdzie każda scena wnosi coś nowego. Zdziwiłem się gdy sprawdzając timer okazało się, że minęło 20 minut, a przysiągłbym, że zbliża się koniec. Fantastycznie ogląda się rodzinkę z kłopotami, w nawiedzonym domu. Duża w tym zasługa reżysera oraz dekoracji wnętrz. Oka kamery pokazuje dużo, czasem pod dziwnymi kątami. Jednak mnie urzekł montaż choćby niektórych rozmów - dużo cięć, delikatna zmiana perspektywy i nieznaczny ruch kamery do przodu lub do tyłu.
- wbrew moim obawą serial nie jest straszny co mnie trochę rozczarowało (ha, taki jestem skonfliktowany wewnętrznie!). Jest kilka screamerów, dziwne dzieci, trochę krwi, zdeformowane płody w słoikach, oszpeceni ludzie i niewyjaśnione morderstwa. Trafił się nawet upiorny potwór. Podejrzewam, że nie będę się bał przez to chodzić w nocy do łazienki. Siła tego serialu jest raczej w tworzeniu dusznej, niepokojącej atmosfery gdzie można się spodziewać absolutnie wszystkiego. Tutaj nie ma straszenia, jest raczej wytrącanie widza z comfort zone i zmuszanie go by był gotowy na wszystko.
- jednak największą zaletą American Horror Story są aktorzy i bohaterowie. Niby rodzinka z problemami jakich wiele, ale zostali fantastycznie nakreśleni, a ich problemy zostały solidnie uwypuklone. Mimo widocznej dysfunkcji i problemów wszyscy tam się kochają. Connie Britton jest jak zwykle zjawiskowa, oczu od niej nie można oderwać. Wciąż jednak czekam na popis aktorstwa od Jessicy Lange, która była wielokrotnie nagradzana za rolę w tym serialu. Już przykuwa oko, ale jestem ciekaw bardziej ekspresywnych scen z jej udziałem. Takie dostał Evan Peters, którego nastolatek z problemami psychicznymi kradł show.
- w pilocie bardzo podobał mi się motyw domu. Jego powolna eksploracja i odkrywanie jego tajemnic, które potem wpływają na bohaterów. Jednak motyw domu w serialu potraktowano jeszcze w inny sposób - w kilku dialogach porównywano do niego ludzkie ciało jakby chciano podkreślić, że nowy nabytek państwa Harmonów jest żywym bytem i to jego trzeba się najbardziej obawiać bo posiada własną osobowość.

OCENA 5/6

Ascension S01E01 Episode 1
- długo czekałem na ten serial. W końcu od czasu anulowania Stargate Universe nie było w telewizji sci-fi w kosmosie. Doczekałem się i zgodnie z przewidzeniem czuję się rozczarowany. Niby Ascension jest zbudowany z podstawowych składowych, które powinno dać dobry serial, ale jest też dużo klocków nie z tej bajki, a kilku przydałaby się solidna obróbka.
- sam koncept wyjściowy jest bardzo zachęcający. Mamy statek w połowie swojej stuletniej zbudowany podczas lat '60. Tylko, że podróż "tratwy ludzkości"  wcale nie jest najważniejsza w pierwszym odcinku. Osią napędową jest morderstwo. Tak, stacja Syfy wydała grube miliony na serial z statkiem kosmicznym by móc zaprezentować w nim śledztwo w sprawie śmierci młodej dziewczyny, które ma drugie dno, bo drugie dno być musi. Niby jest to pomysł by w ten sposób przedstawić poszczególnych bohaterów, śledztwo ma służyć ekspozycji bohaterów i być pretekstem by przyjrzeć się im bliżej. Tylko to wciąż jest przeciętnie napisana sprawa kryminalna gdzie notabene pan "detektyw" ani razu nie zadaje sobie pytania "czemu Larua Palmer została zamordowana", a tylko szuka jej mordercy. W międzyczasie są w delikatny sposób zaznaczane problemy z życia statku - jest zbliżający się punkt bez powrotu, rada, gierki polityczne, problemy z różnicami klasowymi czy mistyczne dziecko. Tylko to właśnie powinno być w centrum wydarzeń, a nie na uboczu. Zwłaszcza w trzyodcinkowej miniserii. Gdyby było co najmniej 10 odcinków zrozumiałbym, ale w takim wypadku ciężko mi się z tym pogodzić.
- to może więc bohaterowie sprawiają, że chcę się zerknąć na więcej? Nic z tego. W głównej roli jest mało charyzmatyczny XO prowadzący to nieszczęsne śledztwo. Jest też kapitan, który ma zostać zmieniony, jego machiavelliczna pragnąca władzy, jakaś dziewczyna, jakiś chłopak, szef ochrony i.... zresztą nieważne. Pamiętacie Battlestar Galactica czy którekolwiek Stargate? Tam były postacie, które z miejsca trafiały do widza, nie konieczne się im kibicowało, ale chciało śledzić ich poczynania. Tutaj mam to w nosie. Po godzinnym odcinku nie znam imion. Nikogo. A to dobrze nie świadczy. Wiem tylko, że żonkę kapitana gra Tricia Helfer dlatego najlepiej ją się ogląda. Bo jakże by inaczej? Nie jest to jednak zasługa jej postaci. Może późnij będzie lepiej gdy sytuacja stanie się bardziej krytyczna. Jednak obecne wydarzenia nie pozwalają mi myśleć zbyt pozytywnie o przyszłości. Bo są romanse czyli największe pójście na łatwiznę w prowadzeniu relacji między postaciami. Tutaj maż nic nie wie, tamta dziewczyna kocha seksownego chłopaka, a kapitan jest zdradzany. Delikatne zostały zasugerowane inne typy relacji, ale znowu - to co najciekawsze jest pod warstewką mułu i czeka na odkrycie.
- podoba mi się retrostylistyka. Duże ekrany, gigantyczne komputery, wnętrza jak z katalogu i piękno, które ma razić swoją sztucznością u stewardes. Oczywiście muzyka i filmy również są z epoki. Szkoda, że serial nie poszedł trochę dalej, zwłaszcza w warstwie społecznej. Patrzę - czarnoskóra postać, będę wątki rasowe, jakiś komentarz do naszej historii. A gdzie tam. Serial porusza się bezpiecznie w swoich granicach. Jest na co popatrzeć i niestety to wszystko.
- mimo godziny odcinek szybko zleciał. Miał dobre tempo i ciekawił z początku. Z czasem było trochę gorzej i pod koniec już trochę męczył, ale ogólnie wrażenia podczas oglądania miałem pozytywne, gorzej wypadł czas rozliczeń. Trochę akcji i zdawkowe karmienia widza mające na celu jeszcze większe zaostrzenie apetytu mogłoby się sprawdzić gdyby na końcu został zaserwowany pyszniutki kotlecik lub pokazano nam nad czym pracuje szef kuchni. Ja trafiłem na zakalca. Z rekina. Skaczącego.
- uwaga, jeśli ktoś czytał, a nie oglądał i nie chcę spoilerować sobie końcówki to teraz jest dobry moment by zmienić kanał bo będzie o cliffhangerze. Czyli SPOILERY wysokiego kalibru. Chociaż z drugiej strony plot twist z końca nie był dla mnie totalnym zaskoczeniem, raczej "logicznym" wytłumaczeniem całej sytuacji. Bo wiecie, w międzyczasie w odcinku pojawiały się scenki z współczesnego świata co spowodowało u mnie uruchomienie sygnału alarmowego. Bo jak to serial o kosmosie i kolonizatorach podążających tam gdzie jeszcze nikt nie dotarł ma scenki na współczesnej Ziemi. I niestety jedna z moich teorii została potwierdzona w cliffie - cały program Ascension to jedna wielka mistyfikacji. Takie "małe" WTF na koniec odwracające cały koncept serialu sprawiające, że mam jeszcze mniejszą ochotę oglądać co dalej. Bo zamiast heroicznej misji, ostatniej nadziei ludzkości mamy nieludzki eksperyment socjologiczny, który swoją drogą jest jeszcze bardziej nieprawdopodobny niż międzygalaktyczny lot w latach '60. Wyjaśniło to też czemu przez cały odcinek nie czułem klimatu statku kosmicznego - bo takiego nie było. I chyba lepiej jakby nie było tego serialu. Pomachał marchewką, zaprosił na obiad, podał tacę z owocami po czym okazało się, że wszystko to plastikowa atrapa.
- i jeszcze mała perełka, która sprawiła, że mocno zwątpiłem w serial w połowie odcinka - "To coś więcej niż literki na ekranie. Jest tam cały świat i kiedy piszesz na telefonie,stajesz się jego częścią. Zmieniasz go. "

OCENA 3.5/6

Homeland S04E12 Long Time Coming
- przy poprzednim odcinku podzieliłem się obawami związanymi z nadchodzącym finałem. Przeczuwałem, że serial może nie sprostać oczekiwaniom bo jeden epizod to niewiele do wyjaśnienia takiego cliffhangera. I częściowo miałem rację - niewiele czasu więc pozostało więcej pytań niż po poprzednim odcinku, a rezolucji nie doczekaliśmy się żadnej. Czemu tylko częściowo miałem rację? Bo odcinek był oderwany od reszty sezonu, niczym zupełnie nie pasujący kawałek opowieści. Po 11 odcinkach walki z terrorystami i Pakistańczykami dostajemy kameralne 50 minut o Carrie radzącej sobie ze stratą ojca. Zupełnie mi to nie pasowało do tegorocznej opowieści. Bardziej przypominało to dziesiąte odcinki Game of Thrones gdzie dostawaliśmy spokojny epilog i zarysowanie nowych odcinków. Tylko, że tutaj opowiadano bardziej poboczna historię i skupiono się na Carrie. Wpleciono w to matkę, wątek miłosny Quinn, żałobę i miłość do córki. I tak niemal przez cały czas, aż odechciewało się oglądać. Było kilka wyśmienitych scen, Claire Danes jak zwykle fenomenalna, ale czuję ogromny zawód zwłaszcza po takim sezonie. 

OCENA 3.5/6 
 
Brooklyn Nine-Nine S02E11 Stakeout
- co za świetny odcinek! Trochę dziwne, że nie było specjalnego, świątecznego motywu, ale to dobrze. Odcinek był o przyjaźni i postrzeganiu siebie przez co zafundował masę śmiechu. Główny wątek to Jake i Boyles na obserwacji. Dwaj partnerzy muszą przetrwać razem tydzień, początkowo pojawiają się drobne kłótnie, a potem dochodzi do otwartego konfliktu. Świetne sceny, cudowny pomysł z zapisywaniem denerwujących rzeczy na ścianie i running gag z Charlsem próbującym zrobić wsad. Piękne! Liczę, że w przyszłości pojawi się odcinek gdzie wszyscy główni bohaterowie zostaną zamknięciu w jednym pomieszczeniu. Oczywiście wiele brakowało do Cooperative Polygraphy z Community, ale to nie ujma dla B99.
- książeczka dla dzieci Terryego była śmieszna. Jednak przezabawne były Gina i Amy zachowujące się niezgodnie z swoim charakterem. Jednak nie tylko one mają problem z samoakceptacją. Również Hitchoock i Scully pragną być kimś innym - Jakem. Brawa dla scenarzystów jak ładnie spięli gagi jednym motywem.
- Rosa dostała wątek romansowy i wypadło nawet zabawnie i trochę żałuję że nie miała więcej scen, zwłaszcza z Holtem. Jednak to pan kapitan wygrał odcinek swoim "Wunch time is over! Boom did it! No Regrets!". Śmiałem się z tego przez całą czołówkę tak jak potem z jego krępującego zachowania względem Rosy.

OCENA 5.5/6

Marco Polo S01E01 The Wayfarer
- typowy ja. Zamiast ponadrabiać seriale w przerwie świątecznej to zaczynam nowy, który w ogóle nie miał trafić na moją watchlistę. Zainteresowałem się serialem bo zbierał dość mieszane recenzję i ma niską średnią na Metacritic. I dobrze zrobiłem bo całkiem przyjemnie mi się go oglądało. Dobrze to rokuje na przyszłość bo początek jest podobno najsłabszy.
- na razie nie pałam miłością do postaci i z imienia i funkcji kojarzę na razie trzy. Tytułowy Marco Polo jest trochę nijaki, ale wraz z nim można poznawać kulturę orientu oraz z nim sympatyzować z powodu backstory. Został sprzedany w niewole przez ojca w zamian za otwarcie szlaków handlowych. Dodatkowo cały czas próbuje znaleźć swoje miejsce w świecie. I oczywiście jest inteligenty i z czasem będzie zyskiwał szacunek. O wiele ciekawiej wypada Kubilaj-chan. Charyzmatyczny i pewny siebie władca mongolski. Dzięki niemu można oglądać rozrywki na królewskim dworze i poznać pierwsze spiski. Szkoda, że ekspozycja postaci drugoplanowych wypadła w tak kiepski sposób. Serial musi się jeszcze pod tym względem jeszcze dużo nauczyć.
- ostatni z charakterystycznej trójki jest Stuoki. Archetyp mentora dla głównego bohatera i niewidomego wojownika. On wprowadza do serialu element sztuk walki. Na razie są one dość prymitywne, ale to zapewne wynika z fabuły. Jednak ich reżyseria może się podobać z często zmieniającą się kamerą.
- podoba się też reżyseria. Serial kosztował 90 mln i to widać. Bogactwo w wystroju wnętrz, rzeźby, stroję, plenery. Nawet zbudowano kawałek XIII wiecznej Wenecji. Jest bogato co reżyser ładnie podkreśla. Wszystko to komponuje się z orientalną i różnorodną muzyką podkreślającą klimat.
- szkoda, że najsłabiej wypada scenariusz. Odcinek ma kilka przestojów, flashbacki zbyteczne, a plansza z tekstem i głos lektora przybliżający sytuację polityczną to pójście na łatwiznę. Marco Polo jest prowadzony od jednego wydarzenia do drugiego, nic nie robi, nie wikła się w intrygi. Dużo rzeczy dzieje się koło niego i są to mało ciekawe rzeczy. Jest jakaś wojna, jakieś zdrady, ludzie przeżarci ambicją i ładne kobiety. I dzieje się.
- tak więc serial będę oglądał dla reżyserii, zdjęć i nadchodzących scen walki trzymając przy tym kciuki by pojawił się wciągający wątek przewodni i nie okazał się on tanim romansem.

OCENA 4/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E23 Itsy Bitsy Spider
- ble, pająki i robale, nie lubię. Tak jak Zack, którego miny było komiczne gdy miał styczność z pajączkami. Biedaczek. Fabularnie odcinek był słabiutki. Jakiś posąg do uratowanie teoretycznie chroniący miasto przed wszelkim robactwem, scenka z Mięśniakiem i Czachą, polowanie na robaki i walka z potworem, które była przeraźliwie nudna. Nawet specjalnie nie można się było pośmiać z designu monster of the week. Niesety Tommy dalej na uboczu, nawet powtórzone ten sam schemat z poprzedniego odcinka. Wojownicy walczą, on ćwiczy, a Zordon wysyła go na ratunek. Nawet nie miał walki w kostiumie, tylko przywołał Zorda.
- bardzo odpowiedzialnie Zack. Magiczne motyle usypiają dzieci, a ty je zostawiasz same gdy atakuje potwór? Nie ładnie.

OCENA 2.5/6 

Utopia S01E06 Episode 6
- piękne zakończenie finału. Dziesięć minut przed końcem mieliśmy niemalże happy end. Szczepionka zniszczona, Królik zabity, a bohaterowie mogą odzyskać swoje dawne życie nic z tego. Wszystko zaczęło się sypać. Pierw w delikatny sposób poprzez rozstanie Granda z Alice, a potem na dużą skalę. Bo sezon, w świetle wcześniejszych wydarzeń, nie mógł mieć szczęśliwego zakończenie. Dobrzy przegrali w miko i makro skali. Mikro bo przeżywają osobiste dramaty. Nie dość, że u Becky nasiliła się choroba to jeszcze postanowiła opuścić Iiana. W makro bo okazało się, że wrogiem był ktoś zupełnie inny i uzyskał to czego pragnął. Milner (plot twist!) nie zależało na manuskrypcie, a Jessice. Co za świetna scena na dachu! I jestem ogromnie ciekaw co dalej z wielką intrygą. Fabularnie trochę się zaczyna gubić bo więcej miejsca jest poświęcane bohaterom lub popisom reżyserskim, ale wciąż wciąga.
- niesamowicie podoba mi się co zrobiono z Wilsonem. Dobry bohater został przekabacony na drugą stroną i wierzy w plan złych, widzi w nim sens. Dlatego tak bardzo oczekuje dalszego ciągu jego historii i liczę, że zacznie pracować razem z Milner. Bo wydaje mi się, że widziałem go na materiałach promocyjnych drugiego sezonu. Zresztą, postacie na umierają poza kadrem.
- najlepszy zestaw scen miał chyba Grant. Oliver Woollford gra niesamowicie raz pokazując strach, a raz pewność siebie. Świetne sceny w zamknięciu i moment zamordowania Królika. Serial nie boi się dawać dzieciom scen pełnych przemocy.
- trochę rozczarował mnie wątek Michaela. Zbyt szybko zmienił stronę, miałem nadzieje, że będzie stopniowo zmieniał się na złe, a zamiast tego już w tym odcinku zaczął popełniać dobre decyzję. Pewnie dlatego, że tą rolę przejmie Wilson w drugiej serii.
- serial mnie niesamowicie wciągnął i oglądając go nie można oderwać wzroku. Ale coś mnie w nim delikatnie uwiera. Mam wrażenie, że fabuła mogłaby być powadzona w lepszy sposób bo niezbyt czuć globalny spisek. Ale to tylko takie drobne zastrzeżenie.

OCENA 5/6

wtorek, 23 grudnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #116 [15.12.2014 - 21.12.2014]

Święta, święta i po świętach. Eeee... jeszcze nie? Ale już niedługo. Przynajmniej ja mam już dość "świątecznej" atmosfery, tłumów na mieście, ludzi śpieszących się bardziej niż zwykle i lecącego na okrągło Last Christmas. Może dlatego, że nie mogę się doczekać dobrego jedzenie i chwili wolnego? Może. Więcej już jednak nie napisze we wstępie by nikt mnie nie wziął za Grincha. 

Świąteczna życzliwość udzieliła się stacją telewizyjnym i w swej łaskawości postanowiły nikogo nie anulować. Zamówienie na drugi sezon dostało The Missing, które przedstawi zupełnie nową sprawę. Antologię wracają do łask. Przydałby się jeszcze powrót Strefy Mroku lub Opowieści z Krypty. Lub chociaż czegoś co opowiada co odcinek zupełnie nową historię, a nie co sezon.

Jednak mnie bardziej interesują daty powrotów dwóch seriali, które zaliczam do kategorii "ulubione". Skandynawskie fiordy, twardzi mężczyźni i równie twarde kobiety powrócą 19 lutego. Vikings zostaną z nami na 10 odcinków, a chwilę przed ich finałem czyli 18 kwietnia powraca Clone Club z królową telewizji Tatianą Maslany. Jeszcze nie widzieliście Orphan Black? Dobrze się składa bo macie jeszcze sporo czasu by nadrobić, być na bieżącą i błagać o więcej. A ci co tak jak ja czekają, mogą zobaczyć króciutki teaser zapowiadający wojnę.

Wracając na chwilę do (quasi)średniowiecza. Stacja ITV zapowiedziała 13 odcinkowy serial na podstawie eposu Beawoulf. Notkę prasową można przeczytać tutaj. Nie będzie Angeliny Jolie więc nie czekam. Nie obejrzę też Mr. Roboto serialu o hackerze od USA Network. Bo to USA Network robiące seriale na jedno kopyto. I Christan Slater, które zalicza kolejne serialowe porażki tak często jak Adam Sendler gra w słabych komediach. Nie przekonuje mnie też producent wykonawczy True Detective jako twórca serialu.

W minionym tygodniu pojawiło się kilka istotnych wiadomości o nadchodzących i obecnych serialach. I tak spin-off  The Walking Dead będzie rozgrywał się w Los Angeles. Tak! Doczekałem się dużego miasta w centrum. Oby tylko nie był to chwyt marketingowy, a LA będzie odgrywało taką rolę jak Atlanta teraz. I liczę na cameo Billa Murraya jako zombiaka. 

Tęsknicie za Sladem w Arrow lub Kriksusem z Spartacusa? Jeśli tak to już niedługo Manu Benetta będzie można oglądać w adaptacji Shannary na antenie MTV. Dziwne, że nie gra wojownika - barbarzyńce z dwuręcznym mieczem tylko druida, mentora głównego bohatera. Jakoś nie widzę go w tej roli. Chyba, że jego postać skrywa tajemnicę i w młodości łupił, grabił, mordował i gwałcił. To by pasowało.

Zła wiadomość dla fanów Hannibala - Michael Pitt nie powróci jako Mason Verger, jego miejsce zajmie Joe Anderson. Podobno nie było żadnego konfliktu na planie i jest to tylko i wyłącznie decyzja aktora. Oby, nie chciałbym by serial zaczął gnić od środka. Ja jestem dobrej myśli. Tutaj można zobaczyć ucharakteryzowanego Andersona i wygląda odpowiednio creepy. Ja natomiast wciąż żałuję, że Jared Leto, a nie Pitt wcieli się w Jokera w filmie Suicide Squad. 

Inny aktor, który mówi o zmęczeniu swoją rolą to Kiefer Sutherland i nie chcę już wracać do 24. Kłamczuszek to samo twierdził po zakończeniu 8 serii. Oby zmienił zdanie bo historia Jacka Bauera zasługuje na pełnowartościowe zakończenie, a nie przeciętniaka w stylu Live Another Day

Potwierdziły się doniesienie jakoby Mike Colter miałby wcielić się w Luka Cage'a. Żle? Dobrze? Nie wiem. Aktora widziałem parę razy (choćby w The Good Wife), ale nie znam zbytnio komiksowej postaci. Może ktoś jest w stanie polecić dobre historię z jego udziałem? Sam Cage ma już zadebiutować w serialu Jassica Jones i wystąpić w mniej więcej połowie odcinków. Liczę przedewszystkim na chemię z Krysten Ritter. Data premiery Luke Cage jeszcze nie ustalona. Liczę na końcówkę roku. 

Na koniec zwiastuny. Pierw Sons of Libery nie jest to spin-off Sons of Anarchy, a historyczny serial opowiadający o szpiegach podczas wojny o niepodległość. Od History. Zainteresowani? Bo ja nie bardzo mimo, ze wygląda to całkiem efektownie. O wiele bardziej ciekawi mnie The Last Man on Earth, którego teasery (1 i 2) są nadzwyczaj zabawne. Nie wiem jak długo sam serial będzie śmieszył, ale całkiem możliwe, że będzie to pierwszy sitcom jaki obejrzę w tym roku. nie licząc oczywiście ukochanego Brooklyn Nine-Nine.

PS. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego sezonu Homeland to nadrabiajcie. Warto. 
PS2. Tradycyjnie The 100 również polecam.
PS3. Tak jak Peron of Interest. A co, jak polecać to polecać. 

SPOILERY

Homeland S04E01E02 The Drone Queen | Trylon and Perisphere
- w tym roku, po słabym 3 sezonie, miałem odpuścić sobie Homeland. Zachęciły mnie jednak pozytywne opinię ludzi którzy równie jak ja zawiedli się rok tomu. I muszę przyznać, że jestem zadowolony z powrotu. Jest dobrze, a podobno najlepsze dopiero przede mną jeśli przetrwam kilka słabszych pierwszych odcinków. Bo widzę sygnału ostrzegawcze. Dużo obyczajówki i szalonej Carrie. Ciężko mi jednoznacznie ocenić premierę bo Showtime w bezsensowny sposób wyemitował dwa odcinki po sobie i tak też je się powinno oglądać. Bezsensu bo widać wyraźny podział i zmianę klimatu. Pierwsza część to szpiegowsko polityczna opowieść z zarysowaniem intrygi, druga to prywatna historia Carrie i Quinna, którzy muszą radzić sobie po powrocie do domu. Obydwie historię działają tylko oglądanie tego ciurkiem trochę zaburza percepcję.
- może punkt wyjściowy nie jest szalenie pomysłowy - atak dronów i zmasakrowanie cywili. Ale czuć klimat opowieści. Jazz grający podczas gdy Carrie podróżuje ulicami Kabulu czy atak dronów w kompletnej ciszy, oglądany na ekranie bez większych emocji. Do tego mocne sceny w Pakistanie i interesujące zależności między postaciami. Jest dobrze.
- trochę przeszkadzało mi oglądanie Carrie z dzieckiem. Pokazało to jej skomplikowanie, przystosowanie do innego świata, świata wojny z terrorem, oraz świetną grę aktorską jej siostry. A Carrie jak to Carrie, szantażuje i jest arogancka. Ciekawie za to zapowiada się historia Petera, który ma dość zabijania i przemocy, ale nie umie sobie z tym poradzić.
- podoba mi się oglądanie Amerykanów jako tych złych. Zabili kilkudziesięciu cywilów i starają się to usprawiedliwiać większym dobrem. Takie to typowe. Na razie to oni są tymi złymi. Tym ciekawiej ogląda się młodego pakistańczyka, który przeżył zamach. Szkoda, że scenarzyści wikłają go w wątek nielegalnego handlu lekami. Wolałbym pooglądać normalnego człowieka w ekstremalnej sytuacji.

OCENA 4.5/6

Homeland S04E03 Shalwar Kameez
- dalej się podoba, nie czuje nawet spadku formy, a trochę się obawiałem przestoju po premierze. Carrie ekspresowo trafia do Pakistanu i zostaje szefową placówki, musi radzić sobie z podwładnymi i powoli buduje całą operację. Oczywiście tylko ona jedna może wszystko zmienić. Trochę przeszkadzają mi bezosobowe postaci poboczne. Agenci w ambasadzie czy kierowcy Carrie - wszyscy jednakowi, a przecież aż się prosi by ich rozpisać. Mimo to odcinek ogląda się z ciekawością. Jest drobiazgowo i skrupulatnie, bez pośpiechu. Jak podczas sceny gdy Carrie gubi ogon. W ogóle każde wyjście na ulice Islamabadu ma w sobie coś przyciągającego i czuć dreszczyk niebezpieczeństwa. Czeka się na niespodziewane.
- cieszy powrót Fary i Maxa. Jak dobrze, że znane postacie wracają i działają trochę na uboczu. Oby posiadali dobre historię, ale powiązane w jakiś sposób z główną linią fabularną, a nie osobiste zapychacze.
- jednak muszę przyznać, że osobista historia Petera jest wciągająca. Tylko ten nieszczęsny wątek romansowy, proszę dajcie sobie spokój. Nie dla Carrie i Quinna, nie dla wątków romantycznych w tym serialu. Chcę dostać szpiegowską historię, a nie harlekina.
- ostatnia scena idealnie podsumowała obecny stan Petera i Carrie oraz różnice między nimi. Dla niego wojna i cała zabawa w szpiegostwo jest doświadczeniem, które zmienia, zabiera z człowieka to co najlepsza. Ona natomiast cieszy się mogąc wziąć udział w grze, jest napędzana przez kolejne zagadki i poczucie obowiązku.- Aayan w tym odcinki był w tle, ale do dobrze. Nie musieliśmy oglądać jego życia osobistego, a próby podejścia do niego przez CIA. Nieudana Fary i profesjonalne Carrie. Co za scena w toalecie!

OCENA 4.5/6

Homeland S04E04 Iron in the Fire
- czwarty odcinek i dalej jestem zadowolony. Mniej było o bohaterach, a więcej o głównej intrydze serialu. I kurde, jakie to dobre! scenarzyści rozstawili mnóstwo elementów i teraz nich umiejętnie korzystają i łączą. Współpraca wywiadu pakistańskiego z terrorystami w celu przeprowadzenia zamachu na Amerykę? To jest dobry punkt wyjścia.Ciekawe ile jest planów w planach i jakie będą nadchodzące finty.
- cieszy mnie dużo rola Fary i to, że nie jest marginalizowany. Jej postać opowiada nawet pewną historię. Młoda i ambitna chcę być jak jej mentorka, czeka by zostać pochwalona, ale też przeraża ją kim jest Carrie. Panie, zagrałyście w tym odcinku świetnie.
- Carrie jak zwykle jest w stanie przekroczyć granicę by uzyskać to co chcę. Uwodzi Aayana i go wykorzystuje. Może specjalnie mnie nie interesuje co się z nim stanie, ale jak to jest zagrane!
- jeszcze nic nie pisałem o pani ambasador, ale należą się jej pochwały. Za tą stoicką grę i lodowatą pewność siebie. Po przeciwnej stronie jest jej mężulek. Słaby, zdrajca własnego kraju, tchórz i kłamca. Obydwie postacie dostają niewiele czasu, a już zostały mocno zarysowane, a ich historię obchodzi. Po raz kolejny - świetna robota.

OCENA 4.5/6

Homeland S04E05 About a Boy
- Carrie niemal cały odcinek przesiedziała z Aayanem próbując wyciągnąć od niego prawdę. Strasznie niekomfortowo oglądało się jej sceny. Biedny chłopak, który stracił całą swoją rodzinę jest uwodzony przez kobietę, która do tego doprowadziła. I gra na nim niemalże jak chcę. Niczego nowego się nie dowiedziała, ale te sceny były też okazją by skonfrontować się z samą sobą. Widać, że nie wszystko było jej grą i nawet ona nie zawsze jest chłodną profesjonalistką. Ileż było emocji gdy mówiła o Brodym.
- na początku trochę przeszkadzał mi wątek Saula. Głupie, przypadkowe spotkanie z celem wydawało mi się zbyt naciągane. Jednak potem wszystko ładnie zagrała. Brodacz nie był drapieżnikiem tylko ofiarą, dał się złapać i uprowadzić. I tutaj znowu zgrabnie powiązano dwa wątki - zabójstwa Sandyego i Haqqaniego. Zapowiada się też więcej akcji i wyższe stawki w następnym epizodzie.
- a więc to kobieta z ISI zwerbowała męża pani ambasador. I znowu - kolejny powiązany wątek skłądający się na większą całość. Tylko pytanie - czy ona pracuje dla rządu czy jest to jej własna inicjatywa? Co do pana męża ambasador - jego słabość daje o sobie znać. Myśli, że pokazuje jaki jest silny szpiegując Carrie, ale bardziej przegrywa na kolejnym froncie. I zadarł z niewłaściwą osobą.

OCENA 4.5/6

Homeland S04E06 From A to B and Back Again
- może Carrie poświęca swoje życie w walce z terrorystami, ale emocję zawsze wezmą nad nią górę. Niby była gotowa zabić Aayana by pozbyć się Haqqaniego, ale młody zginął z rąk wujka (to było niespodziewane!). Pojawienie się Saula trochę naciągane, ale pasuje mi to do nowej wizji Homeland, serialu bardziej zbliżonego do 24 niż obyczajowej historii. Carrie wydająca na niego wyrok i działająca pod wpływem chwili była szalona jak dawniej i o dziwo, całkiem nieźle się to oglądało mimo, że miałem dość tego zachowania w poprzednich sezonach. Ciekawe jak jej decyzja wpłynie na nią i relacją w pracy.
- czy za niepowodzenie misji odpowiada mąż pani ambasador? Przekazuje informację ISI, ale to trochę za mało by go obwiniać za wszystkie niepowodzenia. Jednak sposób w jaki to robi jest strasznie naciągany. Wszedł do kryjówki CIA, a ominięcie Fary były łatwiejsze niż powinno. 
- sam odcinek miał w sobie dużo napięcia i tajemnicy. Jak śledzenie Aayana czy porwanie Carrie gdzie czuło się zabawę z widzem, ale nie można było być niczego pewnym

OCENA 4.5/6

Homeland S04E07 Redux
- spodziewałem się takiego odcinka. Pokazanie szalonej Carrie by znowu dać się wykazać Claire Danes. I jakże ona gra! oczu nie można od niej oderwać, tylko ona umie pokazać szaleństwo w ten sposób. Tyle razy to robiła i wciąż zachwyca. Jednak nie tylko ona mogła zaprezentować swój talent, ale też reżyser i scenarzysta. Jest szaleństwo wynikło z celowo zaplanowanej akcji przez obcy wywiad i rzuciło na fabułę kilka kolejnych znaków zapytania. Bo czemu ona teraz przebywa u agenta ISI? Czyżby jednak tam były frakcję, które się zwalczają i wprowadzają niezależnie od siebie plany?
- sama reżyseria jeszcze bardziej podkreślała stan Carrie poprzez drżącą kamerę i nasilone dźwięki otoczenia. Scena na ulicach Islamabadu świetna. Tak jak spotkanie Carrie z Brodym. Bo Brody musiał się pojawić, nawet jako halucynacja. Nie tylko uwydatnia jej lęki, ale też daje chwilę spokoju. Fajnie było też zobaczyć Damiana Lewisa w tak krótkiej scenie.
- trochę zawiódł wątek Saula i Haqqaniego. To nie to samo co kiedyś jego road trip z terrorystką po Stanach. Brakowało tutaj na prawdę dobrych dialogów. Bo rozmowa o islamie była taka typowa. Religia dobra, źli ludzie, ale chrześcijaństwo też złe. Już to kilka razy słyszałem.

OCENA 4.5/6

Homeland S04E08 Halfway to a Donut
- co za odcinek! Emocjonujący, posiadający wspaniałe tempo i zakończenie. W roli głównej Saul. Zachowujący godność mimo porwania, zaradny, potrafiący uciec z talibańskiej niewoli. Odcinek został doskonale rozpisane przez co nie można było oderwać wzroku od jego ucieczki. Zwłaszcza finałowych sekwencji w mieście gdzie był kierowany przez Carrie. Mieliśmy też rozmowę telefoniczne gdzie prosi ją by go zabiła i drugą rozmowa gdzie wydawałoby się że ona go ratuje. I uratowała mu życie poprzez dostarczenie go talibom. Kapitalny był widok niebieskiej kropki otoczonej czerwonymi trójkącikami.
- w odcinku były też rozmowy z Pakistańczykami. I w sumie nie wiadomo co o tym myśleć. Czy tylko agentka ISI wie coś się na prawdę dzieje czy cały rząd jest w to zamieszany? Świetne były chłodne rozmowy przy stole i zdystansowane stosunki dyplomatyczne. Ciekawie też wygląda postać Khana, który powiedział Carrie kto jest ich kretem. Co przecież sam dopiero co odkrył.
- wciąż nie wiem jaki jet endgame tego sezonu. Bo Haqqani próbujący odzyskać władzę w Afganistanie wydaje się trochę zbyt odległe dla przeciętnego widza. Liczę na jakąś woltę w przyszłym odcinku gdzie stawka pójdzie diametralnie do góry.

OCENA 5/6

Homeland S04E09 There's Something Else Going On
- jak to się ogląda! Biję się w pierś i żałuje, że nie byłem na bieżąco. Tygodniowe odstępy między odcinkami tylko podsycałyby moje zainteresowanie i intensyfikowały przyjemność z oglądania. Maratony są dobre, ale wyczekiwanie jeszcze lepsze. Zwłaszcza jak serial funduje spójną historię i mocarne cliffhangery. Tak było i tutaj. Wyjawiono co planuje Haqqani, a następny epizod zapowiada się efektownie i w pełni nastawiony na akcję.
- nie znaczy, że ten był tylko powolnym wstępem do przyszłych wydarzeń. Tutaj też się działo. Pierw podchody do mężulka pani ambasador. Dobrze rozpisane rozmowy i plany, które nie działają do samego końca. W międzyczasie wymiany. Cóż to była za wymiana! Świetnie rozpisana scena. Pełna napięcia z wątpiącym Saulem, dzieckiem z kamizelką samobójczą i dwiema przeciwnymi stronami czekającymi w napięciu co się wydarzy.
- w odcinku podobała mi się tez rozmowa Carrie z Mirą. Żona brodacza prosi by dostarczyć jej męża, Carrie zapewnia, że zrobi wszystko co w jej mocy, tylko Mira obawia się właśnie jej. Jakie to wszystko jest przewrotne. Carrie, która była gotowa zabić Saula teraz robi wszystko by ocalić mu życie.
- trochę przeszkadza mi niewielka ilość Petera i brak Fary i Maxa. Szkoda, że nie ma zbytnio dla nich miejsca w serialu.
- "I am fucking CIA." - i jak tu nie kochać Carrie!

OCENA 5/6

Homeland S04E10 13 Hours in Islamabad
- chyba na twitterze przeczytałem, że był to najlepszy odcinek 24, a potem zobaczyłem Carrie trzymającą M4. To był właśnie impuls by powrócić do serialu. W podobieństwie do przygód Jacka Bauera jest trochę prawdy, ale tylko trochę. Bo w 24 cały odcinek byłby poświęcony walce z terrorystami, padłoby damn it i pewnie ktoś by zginął w heroiczny sposób. Jack oczywiście byłby w centrum wszystkie. W Homeland było inaczej. Atak trwał 20 minut i rzeczywiście było to wyśmienite 20 minut. Pełne akcji i napięcia. Tylko, że Carrie nie była w centrum, była odcięta od głównej akcji i nie mogła wszystkich uratować, toczyła własną walkę. To Peter musiał sobie radzić z wrogiem. Nie było też heroicznej śmierci. Zginęła Fara (nieee!) i to w najmniej widowiskowy sposób w jaki można. O ile będę tęsknił za postacią jej śmierć mi się podobała, głupia i niepotrzebna z punktu widzenia fabuły pokazująca tylko bezwzględność Haqqaniego. Nawet nie miała ostatniego słowa. Potem nastąpiła kolejna efektowna wymiana ognia i moment gdzie Max, który przeważnie przewija się w tle mógł zostać bohaterem.
- teoretycznie po ataku powinno nastąpić zwolnienie akcji. Jednak prawdziwe mięsko zaczęło się 4 godziny później jak głosiła wielka czarna plansza z białym napisem. Tak by podkreślić upływ czasu i pokazać, że teraz bohaterowie będą sobie radzić z tym co się wydarzyło. I radzili, każdy na swój sposób w długich rozmowach, które były równie wciągające co strzelanie. Chyba najlepiej wypadła rozmowa pani ambasador z mężem, który prosi ją o pasek by móc popełnić samobójstwo. Tchórzliwe wyjście usprawiedliwia racjonalnymi argumentami. Tylko tchórz zawsze pozostanie tchórzem. Nawet nie było go stać na to by popełnić samobójstwo, o której tak dzielnie walczył.
- wyszła też rozmowa Carrie z Maxem nad zwłokami Fary. Niby nic nowego, widz mógł się domyśleć jakie są relacje między Carrie, a swoją protegowaną, ale niektóre rzeczy musiały zostać powiedziane. Nie wiem jednak czy nie lepsza była rozmowa telefoniczna z ojcem Fary. Rozmowa czy raczej Carrie mówiąca do słuchawki i świetna (bo jakżeby inaczej?) gra Claire Danes.
- również Peter przeżywał zamach na swój sposób. Brutalnie prowadził wywiad z Saulem, a potem robił wszystko by znaleźć winowajców bo nie mógł siedzieć bezczynnie. Nawet były tortury, no prawie czyli kolejny element łączący ten odcinek z 24.
- od 1 sezonu Homeland marzy mi się by serial zaczął kreować swój świat. Dzieje się w współczesnych Stanach tylko z innymi postaciami niż realni politycy i agenci. Wciąż kręci się wobec spraw obecnych. Terroryzm i napięte stosunki z Pakistanem. Teraz jest idealny moment by to zmienić i zacząć opowiadać własną, alternatywną historię. Zimna wojna z Pakistanem? Więcej polityki i wydarzenia na skalę światową? Chciałbym by serial przeskoczył rekina i zmienił swoje obliczę.

OCENA 5.5/6

Homeland S04E11 Krieg Nicht Lieb
- nadrobione. Ciesze się, że już jestem na bieżące i smucę bo zaraz koniec tego sezonu. Przedostatni odcinek nie odbiegał poziomem od pozostałych. Czuć było delikatne zwolnienie tempa, ale tylko delikatne. Bo samodzielna misja Quinna bez wsparcia ambasady była wciągająca. Jego zdeterminowanie zrozumiałe i przez większość czasu mu się kibicowało. Póki sam nie chciał urządzić zamachu terrorystycznego gdzie zginą niewinni ludzi. Wszystko z powodu wzniosłych ideałów amerykańskiej sprawiedliwości. I palącej żądzy zemsty. Tylko nie mógł zabić przy tym Carrie. Ostatnia scena mocna, świetnie nakręcona i pomysłowa. Dwie grupki ludzi skandujące swoje rację i w środku Carrie. A potem wyjeżdża Haqqani niczym gwiazda rocka. A ona chcę go zabić. I tutaj nadszedł wielki twist na koniec sezonu. Dar Adal współpracuje z pakistańczykami. What?! Szokujące w pozytywny sposób. Tylko po namyśle jego pojawienie budzi trochę obaw. Bo czy zakończą historię w tym sezonie? A jeśli tak to potencjał zdrajcy Adala zostanie zmarnowany.
- większość odcinka byłą jednak spokojniejsza. Dalsze rozliczanie się z zamachu na ambasadę. Carrie za wszelką cenę chcę sprowadzić wszystkich do domu, nie chcę więcej śmierci tylko, że ona tego nie może kontrolować co pokazuje wprowadzenie wątku śmierci jej ojca. Nie jest w stanie uratować wszystkich, a śmierć działa niezależnie od niej. Nie może też wszystkich kontrolować. Choćby Max, on chcę dalej walczyć mimo, że nie jest do tego przystosowany.

OCENA 5/6

Person of Interest S04E10 The Cold War 
- ten odcinek był reklamowany jako pierwsza część trylogii co czuć. Jest to wstęp do większych wydarzeń, które mogą zmienić oblicze serialu. Nie znaczy to, że było spokojnie. Pierwsza część odcinka to idylla w Nowym Jorku gdzie Samarytanin likwiduje przestępczość zabierając pracę agentom Maszyny. W drugiej dzieje się coś zupełnie odwrotnego. Skynet w wersji alfa napuszcza na siebie ludzi i tworzy chaos w mieście co jest zaledwie początkiem bo jego ambicję są międzynarodowe. Ciekaw jestem w jaki sposób pokażą kryzys na światowej giełdzie. I jak wielki chaos może zagościć na ulicach Wielkiego Jabłka. To co się działo do tej pory było efektowne, ale liczę na więcej.
- w międzyczasie Shaw zadawała ważne pytania typu czy to co robi Samarytanin jest złe przez co mamy powrót do odwiecznego pytania - wolność czy wygoda. Co ludzkość powinna wybrać. Trochę tylko przeszkadza mi Finch, który uważa się za autorytet moralny chcący narzucać swój punkt widzenia światu. Liczę, że niedługo przyjdzie rzeczywistość i kopnie go w tyłek. Mocno.
- wiecie co tak bardzo uwielbiam w tym serialu? Traktowanie dwóch sztucznych inteligencji jako bogów rządzących światem, a raczej walczących o panowanie. Współczesny problem gdzie technologia jest stawiana przez ludzi na pierwszym miejscu, ale jeszcze bardziej uwypuklone.
- nie za bardzo kupuję 10 latka jako agenta Samarytanina. Creepy kids są fajni, ale w serialach fantastycznych, w sci-fi mocno ugruntowanym w naszej rzeczywistości trochę kłują po oczach. Jednak rozmowa między dwoma bogami niczego sobie.

OCENA 4.5/6

The 100 S02E08 Spacewalker
- trochę się rozczarowałem, ale podkreślam, tylko trochę. Bo to nadal dobry serial i wciąż wie jak zaskoczyć i poruszyć, ale przez sporą część odcinku bohaterowie biegali w bezsensowny sposób. Chociaż może taki był cel? Pokazać, że walka o życie Finna jest bezsensowna mimo chwytania się tylu sposobów? Widmo śmierci wisiało nad nim od dłuższego czasu, musiało do tego dojść i doszło. Szkoda, że wszyscy go bronili, a nikt z głównych bohaterów nie zastanowił się czy może go nie oddać ziemianom za pokój. Bezosobowy tłum się nie liczy, ale dobrze że się pojawił.
- jak wypadła sama scena śmierci? Idealnie. Finn poddał się, wiedział, że walka jest bezsensowna i nie chciał kolejnych śmierci na swoim sumieniu. Wiedział, że to jedyne wyjście. Nawet mimo czekających go tortur. I tutaj wkroczyła Clarke. Miała go uratować, ostatnia desperacka próba i całkiem możliwa do osiągnięcia. Zabija liderkę, powstaje chaos, a Finn uratowany. Ale ona nie mogła do tego dopuścić. W ostatnim pożegnaniu i odebrało Finnowi życie. I to była wyśmienita scena. Wyznali sobie miłość po czym ona go zabiła go okazując mu też litość. Widzieli to wszyscy i ogromnie jestem ciekaw jak wpłynie to na jej relację z matką, Lexą i Raven. Oraz na ją samą bo zrobiła coś co będzie miało poważne konsekwencję.
- flashbacki doskonale wytłumaczyły czemu Raven tak desperacko broniła Finna. Nie chodziło o samo uczucie jakim go darzy, ale również dług bo Finn uratował jej kiedyś życie. Zrobiłaby wszystko by go ocalić. Nawet była w stanie poświęcić Murphyego. I to była jedna z z lepszych scen tego odcinka. Bo inni działali na zasadzie - nie możemy im oddać Finna bo jest jednym z naszych, a Raven postanowiła poświęcić Murphyego bo jest mniej ważny niż Finn. To było cudowne Tak samo jak inny stanęli w jego obronie.
- co do Raven - strasznie podobają mi się jej sceny z Abby. Powiedziałbym nawet, że mają lepsze stosunki typu matka/dziecko niż Clarke z Abby.
- i czemu nie było scen Kane/Lexa?! Bardzo chciałem go zobaczyć w obozie Grounders, a zamiast tego trafił bezpośrednio do Camp Jaha (cóż za mało trafna nazwa!) i tylko wspomniał, że u nich przebywał.

OCENA 4.5/6