Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvel's Agent Carter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvel's Agent Carter. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 stycznia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #120 [12.01.2015 - 18.01.2015]

Czy możemy przez chwilę poudawać, że wciąż jest niedziela? Pożyć w iluzji obowiązkowości, wzorowego planowania i organizacji czasu. Nie? Szkoda... Może następnym razem tygodniowe podsumowanie będzie o czasie. Jest jednak pewien plus. To już wtorek. Wtorek oznacza szybszy czwartek. Czwartek dla większość z was przyniesie nowy epizod Arrow. Ja się będę cieszył z kolejnego The 100. I narzekał na Arrow. Z przyzwyczajenie. Ostatecznie wytykanie głupot tego serialu bawi mnie bardziej niż jego fabuła. 

Mijający tydzień był zaskakujący. W moim niedzielnym (siła autosugestii!) podsumowaniu niby zaledwie siedem odcinków, ale aż dwa z nich zgarnęły maksymalną ocenę co nie jest u mnie zbyt często. Były to odcinki wspaniałe, zaskakujące i na długo zostające po obejrzeniu. I wszystkie należały do seriali CBS. The Good Wife i Person of Interest bez wstydu można postawić koło seriali z kablówki. Z ogólnodostępnych stacji ten zaszczyt przysługuje również Hannibalowi...

... który wróci dopiero w lato. Czyli jakieś sześć miesięcy później niż bym tego chciał. Teoretycznie turpistyczno-oniryczne dzieło Bryana Fullera zasługuje na więcej. Teoretycznie bo wakacyjna emisja może mu przysłużyć. Gdy stacje telewizyjne będą miały mniejsze wymagania względem oglądalności Hannibal powinien gromadzić swoją stałą widownie niezależnie od dnia emisji. Na powierzchnię internetu wypłynęło kilka faktów o fabule nowej serii. W okolicach 8 odcinkach szykuje się mocny przeskok w czasie co poskutkuje nowymi postaciami (oczywista oczywistość). Jednak ciekawsza jest castingowa informacja. Richard Armitage, znany ostatnio jako krasnolud Thorin Dębowa Tarcza, zagra Francisa Dolarhyde'a czyli Zębową wróżkę! Robię się głodny na samą myśl o powrocie serialu. Bon appetit! 

Hannibal nie jest jedynym powrotem od NBC, którego wyczekuje. Prawie rok od zapowiedz Heroes Reborn do głównej roli został zaangażowany Zachary Levi lepiej znany jako Chuck z Chuck. Jedna drobna informacja i autentycznie zacząłem się interesować wskrzeszeniem tej podupadłej marki. Może te 13 wakacyjnych odcinków nie będzie takie złe. Quasi powrotem NBC jest Community, którego 6 sezon zadebiutuje 17 marca w platformie streamingowej Yahoo. Dwa odcinki dnia pierwszego, a kolejne co tydzień. I dzięki niech będą bożkowi telewizji, który nie dopuścił do zamieszczenia całego sezonu jednego dnia. Będzie można się podelektować. Kto wie, na jednym sezonie może się nie skończyć. Dan Harmon z pewnością nie myśli o finale. Tutaj obsada zapowiada powrót.

Jak wiadomo telewizja kołem się toczy i Heroes Reborn nie są jedynymi wskrzeszeńcami, o których była mowa na TCA.Showtime oznajmiło powrót Kyle'a MacLachlana do miasteczka Twin Peaks w 2016 roku, Laura Palmer również ma zaliczyć wielki comeback. FOX natomiast coraz poważniej myśli o miniserialu kontynuującym The X Files. Wspomina też coś o Prison Break, ale to potraktowałbym raczej jako próżne gadanie. Wrócił też temat 24 bez Jacka Baura. Tutaj też dałbym sobie spokój. Lepiej zostawić trupa niż stworzyć potwora.

O tego tygodniowych przedłużeniach będzie krótko. Powiem tylko, że cieszy mnie 3 sezon Brooklyn Nine-Nine bo dalej dobrze się bawię. Reszta jest mi obojętna, a są to 2 sezony Scorpion, Madam Secretary, NCSI: New Orleans, Gotham, Empire, The Royals, 3 dla The Fosters i Broad City i 6 dla Shameless. Duże szanse są na 11 serię Bones (i mniejsza na 3 Sleepy Hollow) i 16 sezon CSI. Mniej szczęścia miało Benched i In the Flash, które znikną po pierwszej i drugiej serii.

Jakie nowości? Showtime w końcu zamówiło Happyish, które zadebiutuje już 26 kwietnia. Syfy szykuje 51st State sci-fi o koloni karnej na Grenlandii oraz miniserial Spin o apokalipsie. David E. Kelley odpowie za produkcję Kingowego Mr. Mercedes. Natomiast Woody Allen wyprodukuje coś dla Amazon Prime. Coś, bo wiadomo tylko tyle. Wystarczyło jedno nazwisko by wywołać sensacja. To ja już bym wolał nowy, autorski serial Jossa Whedona.

I na szybko zestaw newsów mnie lub bardziej interesujących:
- szansę na Supergirl w wspólnym uniwersum z Arrow i The Flashcoraz mniejsze. Ponadto serial ma być... proceduralem kryminalnym! Poziom mojego zainteresowania spadł do minimalnego poziomu. Tylko wybór ciekawej aktorki może to zmienić. 
- jednak uniwersum DC/CW się powiększy. O animowany serial o superbohaterce Vixen. Osobiście nie wierzę, że uda się tym twórcą stworzyć charyzmatyczną postać kobiecą. Większe szansę na dobrą opowieść mają w oddzielnym serialu Rayu Palmerze - Atom. Na razie to tylko dalekie plany. Chciałbym by to był projekt na 8-10 odcinków w stylu Agent Carter
- American Crime Story: The People vs. O.J. Simpson zadebiutuje dopiero w 2016 roku.  
- pierwsze promo, okropnie wyglądającego CSI: Cyber.
- nowa zapowiedź The Messanger, które poziomem może zrównać się z The Tomorrow People.
- trailer S02 Penny Dreadful. Premiera 26 kwietnia.
- pierwszy trailer The Dovekeepers.
- kolejne promo powrotu Arrow.
- pierwsze spojrzenie na amerykańskie The Returned.
- trailer 3 sezonu House of Cards...
- ... i pierwszej serii Bosch.

Na koniec pyszna truskawka (bo lepsze od przysłowiowych wisienek) - zapowiedź The Expanse. Ambitny serial w kosmosie od Syfy na podstawie serii książek. Niby nie powinienem się zbytnio podniecać, ale nie potrafię zachować obiektywizmu. Kosmos! Battlestar Galactica style! Epicka historia! Seks w zero-g! Future noir! Koniecznie muszę zabrać się za książkę. Dotychczas wyszły cztery tomy, ma być dziewięć więc szykuje się serial na lata. Oby!

SPOILERY

Banshee S03E01 The Fire Trials
Brakowało mi tego serialu. Szalone akcję, pięknie zrealizowana przemoc i seks. Niewiele seriali umie odpowiednio wymieszać proporcję i stworzyć coś dobrego. Banshee się udaje przez co angażuje od pierwszych minut. I nie przeszkadza nagromadzenie wątków oraz niespodziewane sytuację. To dlatego chcę się oglądać serial. Im dziwniej i gęściej tym lepiej. Już początek tego odcinka zapowiada, że będzie się działo. Policjanci mszczą się za śmierć Emetta i będą musieli z tym żyć. Potem rozwijane są wątki Proctora, Indian z rezerwatu (czekam na team-up Leytona z Nolą!) oraz prywatny Carrie. Powoli wprowadzany jest główny wątek sezonu - wielki przekręt na miliony dolarów. Wystarczy okraść wojsko. Heist jako wątek przewodni powinien wypaść zacnie.

Podoba mi, że ta seria to nowy start dla Banshee. Nie ma Rabbita, większość wątków pozamykanych i można snuć nowe historię lepiej rozwijając bohaterów. Bardziej też serial powinien skupić się na tytułowym miasteczku chociaż liczę na kilka wypadów do Nowego Jorku.

Banshee wróciło, a ja znowu zachwycam się sposobem w jakim kręcą odcinki. Niby te same triki techniczne, a dalej cieszą. Na czele z gubieniem klatek w krytycznych momentach co chyba zawsze będzie mi się przyjemnie oglądało. Tak jak symetryczne historię, które przeplatają się podczas jednej sceny. Tutaj było włamanie Carrie i Hood dający lekcję córce jak to robić poprawnie. Miód dla oczu.

OCENA 5/6

Brooklyn Nine-Nine S02E12 Beach House
Gang udaje się na zasłużony weekend gdzie ma wyczilować przy alkoholu i ploteczkach. Niespodziewanie Jake zaprasza Holta. I to nie był dobry pomysł. Dla bohaterów jak i widzów. Nie rozłożyło to zupełnie odcinka, dalej było się z czego śmiać, ale Holt najlepiej działo jako ten zdystansowany od reszty, stojący za wielkim murem tajemnicy. Dlatego poznawanie go było nudne. O wiele lepiej oglądało się interakcję pozostałych detektywów z 9-9, ba na tym mógłby się opierać cały odcinek. Gina wyczekująca na pijaną Amy czy Boylesa pomagający Rosie w randkowaniu. To było śmieszne, a nie oglądanie kapitana zirytowanego przez bąbelki w jakuzzi.

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S02E13 Payback
Bardzo lubię Brooklyn Nine-Nine, ale to już drugi epizod z rzędu, który im nie wyszedł. Amy z Holtem stanowili irytujący duet, Jake ukrywający ciąże Terryego i chcący zostać ojcem chrzestnym nudził, a reszta detektywów w tle. Zaśmiałem się parę razy (zawał Scully'ego, śmiech Holta), ale to za mało by pozytywnie ocenić ten odcinek.

OCENA 3/6

Marvel's Agent Carter S01E03 Time and Tide
Peggy jakaś ty biedna. Chcesz dobrze, a nie wychodzi. Poświęcasz się pracy przez co oddalasz od Angie. Znajdujesz broń Starka po czym ginie współpracownika z SSR. Ratujesz tyłek Jarvisowi narażając swoją reputację w pracy. Biedaczko nic ci nie wychodzi przez co tak dobrze ogląda się twoje przygody. Nie jesteś kolejnym superbohaterem odhaczającym kolejne punkty z listy "Co zrobić by uratować świat". Zamiast tego grzęźniesz w swoim bagienku. Zmagasz się z trudami dnia codziennego w szowinistycznym i pruderyjnym świecie próbując uratować człowieka, w którego niewinność całkowicie nie ufasz. Niby udaje ci się zdobyć przyjaciela, czuć chemię między wami, nawet się sobie zwierzacie, ale wciąż leży miedzy wami ocean tajemnic. Jestem na prawdę skomplikowaną bohaterką i za to cię uwielbiam. I za to, że potrafisz porządnie skopać tyłek mężczyźnie dwa razy cięższemu od siebie. Trzymaj tak dalej, pokaż facetom z Biura, że jesteś jedną z nich. Że jesteś lepsza! Trzymam kciuki. I by twoja przygoda trwała jak najdłużej.

Tak, dalej mi się podoba. Serial jest znakomicie prowadzony, na nudę nie można narzekać i umiejętnie operuje humorem sytuacyjnym nie popadając w banał i przesadę znaną z początków S.H.I.E.L.D. Główna tajemnica rozwija się powoli, ale to nie istotne, ciekawsze jest to co dzieje się wokół Peggy, jej pracy i znajomych. Jak wszystko na siebie oddziałuje i zaziębia. Szkoda, że odcinek ma kilka irytujących błędów logicznych. Mocna scena z morderstwem Krzeminskiego została spartolona przez wysoko zawieszoną poprzeczkę niewiary. Kluczowy świadek i agent sami jadą do centrali bez żadnego ubezpieczenia? Toż to głupie. Tak jak łódź z bronią Starka widoczna z tunelu służącego do jej kradzieży. Trochę za dużo uproszczeń w warstwie fabularnej. Boli bo ta obyczajowa jest odpowiednio skomplikowana.

W odcinku zadebiutowała Bridget Regan i znowu mam dylemat. Z jednej strony się ciesze bo ją lubię, a z drugiej tak jak Lyndsy Fonseca gra zwyczajną kobietę. A przecież te dwie aktorki wiedzą jak grać w scenach akcji. Oby scenarzyści mieli na nie większy plan, który z biegiem lat będzie się krystalizował.

OCENA 4.5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E24 The Spit Flower
To było okropne. Zazwyczaj camp i absurd bawią mnie w tym serialu, ale ten odcinek tylko mnie wymęczył. Oglądałem bo oglądałem, ale przez całe 20 minut nie znalazłem tutaj nic interesującego. Nawet Mięśniak i Czacha nie byli śmieszni. Za to walka z kitowcami była okropna. OKROPNA. Zbliżenie przez, które nic nie widać, kamera gubiąca akcję i żenujące zachowanie Kimberly. Nawet z potwora tygodnie nie mogłem się pośmiać. Przerośnięta roślina doniczkowa spawnująca kwiaty z zębami wyglądające jak uzębione skarpetki. Tommy jako support denerwujący. Niby jest, ale wkracza tylko wtedy gdy trzeba uratować tyłki Rangerą.

OCENA 2/6

Person of Interest S04E11 If-Then-Else 
Tydzień. Tyle serial Person of Interest potrzebował by wyemitować odcinek będący mocnym kandydatek do topki najlepszych epizodów roku. Może odrobinkę przesadzam, ale tylko troszkę. Bo środkowa część szumnie zapowiadanej trylogii była zwyczajnie w świecie zajebista. Ważny problem do rozwiązania, akcja, zaskakujące zwroty akcji, humor, miłość, dramat, wątki meta. Czegoż tu nie było? A wszystko zaczęło się w miarę normalnie. Kryzys na Wall Street i ratowanie światowej gospodarki. Niby ważne wydarzenia, ale istotą odcinka były postacie i wątki dotyczące człowieczeństwa, które ze sobą idealnie współgrały. W serialu near-fi od stacji CBS. Gdyby ktoś mi powiedział 3 lata temu, że tak się będę zachwycał tym serial wyśmiałbym go.

Odcinek miał być dramatyczny. W jego zapowiedzi była nawet pokazana śmierć Fincha. I była. Tylko tak nie do końca. Bo serial pobawił się w dzień świstaka, a Maszyna zapuszczała kolejne symulację próbując ratować swoich agentów. Początkowo było to zaskakujące, potem z uśmiechem oglądało się kolejne próby rozwiązania tego problemu. Tak jak uproszczoną symulację gdzie bohaterowie nie wypowiadali swoich kwestii, a jedynie zdania je opisujące, co było doskonałym pomysłem. Jednak najfajniejsze nie były symulacje, a ostatnia dramatyczna akcja z udziałem bohaterów, która pokazuje, że Maszyna może wiele przewidzieć, jest niemal doskonała, ale wciąż nie potrafi wykrywać drobnych zmian w ludzkiej naturze, a świat nie jest grą. I tutaj dochodzimy do flashbacków gdzie Finch uczył Maszynę gry w szachy. Kapitalnie rozpisane dialogi i uczenie Maszyny moralności i istotny ludzkiego życia.

"But if you remember nothing else, remember this. Chess is just a game. Real people aren't pieces. And you can't assign more value to some of them than to others. Not to me. Not to anyone. People are not a thing that you can sacrifice. The lesson is that anyone who looks on the world as if it was a game of chess deserves to lose." Harold Finch

Jednak największym szokiem była śmierć Shaw. Czy może "śmierć"? Scena rozpisana była świetnie bo pokazywała jaką kobietą jest Samatha, jak się zmieniła i znalazła rodzinę, ale nie straciła swoje badassowości. Będzie mi jej brakowało jeśli rzeczywiście nie żyję. Jej i jej flirtowanie z Root. Shipperzy mieli uciechę oglądając pocałunek na dowiedzenia między tymi dwiema. Osobiście liczę, że to jeszcze nie jest jej koniec. Scenarzyści musieli ją wypisać z serialu bo aktorka zaszła w ciąży, ale zrobili to zostawiając uchyloną furtkę na jej powrót, a złota zasada telewizji mówi, że jeśli nie widziało się trupa to postać może wrócić.

OCENA 6/6

Person of Interest S04E12 Control-Alt-Delete
Serial dalej bawi się formą. Po szokującym cliffhangerze zeszłego odcinka mamy zmianę perspektywy w pokazywaniu historii. Jak przy pierwszym odcinku z Shaw, tylko tutaj w centrum jest Kontrola oraz jej Dział Badań i Rozwoju. I niby chciałbym oglądać ulubionych bohaterów to ciesze się z tego eksperymentu. Oglądanie drugiej strony było ciekawe bo cały czas coś nie grało. Niby kolejni terroryści do zlikwidowania, a z biegiem czasu okazuje się, że to Samarytanin rządzi, a nie dzielni Amerykanie broniący swojego kraju przez co w odcinku kibicuje się dawnym wrogą i historia wciąga. Na szczęście pokazują się znane twarze - Grice i Brooks. Jestem ogromnie ciekaw czy któreś z nich zastąpi Semeen. I czy Brooks jest agentką Samarytanina. Dużo miejsca na domysły czyli tak jak lubię. 

Nasi bohaterowie przewijają się cały czas w tle, w doniesieniach medialnych. Jednak ich fizyczna obecność ma miejsce dopiero po 20 minutach gdy porywają Kontrolę. I co za scenę dostajemy! Odwrócenie sytuacji z porwania Root, zły i zły glina, tortury i grożenie śmiercią. Wszystko by odzyskać przyjaciółkę. Kapitalnie rozpisane dialogi, a potem fachowo wyreżyserowana akcja. Miodzio! 

Oglądanie przejmowania władzy nad światem przez Samarytanina robi się coraz bardziej fascynujące. Wciąż uważam, że kilkuletni chłopiec będący jego avaterem jest trochę przesadzonym pomysłem to i tak niesamowicie mi się go ogląda bo w swojej niewinności jest przerażający. Przerażająca jest też wizja AI, które próbuje skontaktować się z prezydentem. Co dalej w takim razie? Jak daleko Samarytanin jest się w stanie posunąć i nad czym pracują jego programiście? Na chwilę obecną szansę wygrania wojny są iluzoryczne. Ciekawe jak daleko odważą się pójść scenarzyści w kreowaniu rzeczywistości serialu. Już kilkukrotnie udowodnili, że nie boją się ambitnych zagrań i przy perspektywie kolejnych lat serialu uważam, że mają w zanadrzu kilka szokujących pomysłów, a współpraca Kontroli i naszych bohaterów w walce z wspólnym wrogiem będzie raczej naturalną konsekwencją wydarzeń. 

OCENA 5.5/6

The Good Wife S06E12 The Debate
Chyba żaden inny serial (z obecnie emitowanych) nie komentuję w ten sposób rzeczywistości co The Good Wife, które na bieżąco w swój sposób przedstawia problemy dręczące amerykanów. Niby Newsroom próbowało tego samego, ale nie wyszło to dobrze. W TGW jest inaczej. Każdy odcinek mający coś z reala zmusza do myślenia i krótkiej refleksji. Tym razem padło na Ferguson i zamieszki na tle rasowym. To było tylko tło dla głównych wydarzeń, ramy nadające bohaterom pole popisu. Nasze postacie nie miały wpływu na wydarzenia, jedynie Peter przejmował aktywną rolę, reszta musiała reagować na wydarzenia i zająć odpowiednie stanowisko. I to było dobre, pokazanie, że świat nie kręci się tylko wokół naszych postaci. Wszystkie dialogi jakie rozpisano nie miały na celu edukowania i przekazania jednej prawdy. Bo nie ma jednego rozwiązania. Dobrzy ludzie mogę mieć skrajne pomysły na ten sam problem. Trochę zabrakło mi większego udziału mniejszość, ale to wina struktury rasowej w serialu. Jasne była asystentka Elia czy obsługa hotelu, ale to za mało. Chociaż to trochę czepianie się na siłę świetnie poprowadzonego wątku.

Jednak prawdziwą wisienką odcinka było starcie Alicji i Pradyego. Gdyby nie wybory pewnie zostaliby przyjaciółmi co widać w ich wspólnych scenach, gdy są sami i mogą być szczerzy. Dlatego też te wybory są tak ciekawe - niby kibicuje się Alicji, ale nie ma prawdziwych argumentów czemu to Frank nie powinien wygrać. Wracając do tytułowej debaty. Co za moc! Kapitalnie rozpisana, pełna emocji i satysfakcji z oglądania. Pierw trochę humoru, walki i niepewności, a potem Alicja pokazująca pazur i miażdżąca dziennikarza. Co za pokaz! Jak z klasą przyjęła oskarżenia męża o zdradę. Chyba nie trzeba przypominać jak wyglądała 6 lat temu i jak bardzo się zmieniła od tego czasu.

Prawdziwą wielkość scenarzyści pokazują w ogólnym kreowaniu postaci Alicji. Kibicujesz jej, ale pojawiają się momenty gdy wkurza, ale tak pozytywnie. Bo nie pochwalasz tego co mówi, ale rozumiesz ją jako kobietę. Bo tyle przeżyła, w taki sposób musiała dojść do tego co ma teraz i każdy atak na swój dorobek odbiera personalnie. Ona też chcę walczyć. przyzwyczaiła się do wygrywania i jest już odrobinę arogancka przez to. W całym tym zamieszaniu jest tez rozdarta. Firma czy kariera polityczna? Zależy jej na obydwu. Dlatego tak ją dotknęły działania Cary'ego i Diane, które odebrała jako atak na jej osobę mimo, że w tym sezonie mocno zdystansowała się od swoich prawniczych obowiązków. Pokłony dla państwa Kingów za takie prowadzenie postaci.

Wiecie co było najgorsze w tym odcinku? Koniec. Bo następny dopiero 1 marca czyli za niemal półtora miesiąca. To będzie długie czekanie na jeden z najlepszych obecnie dostępnych serialu.

OCENA 6/6

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #119 [05.01.2015 - 11.01.2015]

Świąteczno noworoczne lenistwo dobiegło definitywnie końca. Nie tylko z powodu powrotów i debiutów. Jest co oglądać i tak będzie do wakacji z niewielkimi przerwami na nadgonienie zaległości, które w dzisiejszych czasach są nieuniknione. Trudne być ze wszystkim na bieżąca skoro co miesiąc pojawia się nowy, godny uwagi serial. Wypada również śledzić trendy, newsy i drobnymi kroczkami nadrabiać klasykę. A newsów ostatnimi czasy dostatek, pod tym względem najbogatszy tydzień od kilku miesięcy, a być może od wakacyjnego San Diego Comic-Con. Czemu? Odpowiedz stanowią trzy literki TCA. Ponad dwutygodniowy maraton paneli i spotkań dziennikarzy z całego świata z przedstawicielami stacji telewizyjnych. Tfu platform telewizyjnych. Od Netflix, przez Discovery po HBO. Wszyscy, którzy robią seriale chcą się zaprezentować i sprawić, że się będzie o nich mówiło. I już jest o czym. Zapraszam do długiego przeglądu newsów, głównie opierającego się na wydarzeniach z Los Angeles.

Jednak na przekór zacznę od oglądalności. Wiem, że niewiele osób to ciekawi, przecież jakieś cyferki nie mają wiele wspólnego z poziomem serialu. Nie mają, ale na ich podstawie można stwierdzić czy można zacząć się już martwić o ulubiony serial lub zacząć nowy. Tym bardziej jeśli zostały wyemitowane dopiero pierwsze odcinki. Jeśli oglądacie Empire możecie spać spokojnie. Hip-hopowa soap opera niby została zjechana przez sporo serwis i większość polskich widzów tak amerykanie serial polubili. 9,9 mln widzów (rating 3.8) to najlepsza premiera FOX od kilku lat. Jeśli spadek przy następnym odcinku nie będzie gigantyczny można spodziewać się drugiej serii. Gorzej wygląda sytuacja Marvelowej Agentki Carter. Debiut przy 6,9 mln (1.9) może odrobinę martwić. Zaskakująco dobrze spisał się Galavant. 7,42 mln (2.0) można by potraktować jako dobry prognostyk gdyby nie sposób emisji serialu. Cztery tygodnie po dwa 20 minutowe odcinki. ABC będzie miała nie lada orzech do zgryzienia jeśli oglądalność utrzyma się na tym poziomie. Tym bardziej, że stacja zapewne sama jest zaskoczona z dobrego wyniku.

Tyle nudnych cyferek. Więcej nie będzie. Chyba, że ktoś zastanawia się nad przyszłością jakiegoś serialu. Z chęcią pomogę. Teraz coś przyjemniejszego. Daredevil. Kolejna cegiełka w budowaniu Marvel Cinematic Universe i pierwsza w jego bardziej dojrzałej części. Matt Murdock rozpocznie swoją krucjatę już 10 kwietnia. Zgodnie z Netflixową tradycją 13 odcinków zostanie wyemitowane jednocześnie. Trailera wciąż brak, można jedynie zobaczyć pierwszy plakat. Gorsze wiadomości dla ludzi czekających na pozostałe seriale prowadzące do The Defenders. Ekipa A.K.A. Jessica Jones, który ma zadebiutować po Daredevil, jeszcze nie wyszła na plan zdjęciowy. Netflix i Marvel nie chcą się śpieszyć i przerwa między tymi dwoma serialami może wynieść rok chociaż są szanse na debiut jeszcze w 2015. Chyba nie ma co liczyć na The Defenders w 2016 skoro nie wybrano jeszcze aktora mającego wcielić się w Iron Fist.

Nie tylko Daredevil doczekał się daty premiery. Również Netflixowe Unbreakable Kimmy Schmidt i Bloodline mają wyznaczone dni debiutu. Komedia od Tiny Fey, pierwotnie mająca pojawić się na NBC zawita pod nasze strzechy 6 marca. Natomiast mroczny dramat o rodzince z Florydy gdzie gra Kyle Chandler dwa tygodnie później. Dalej nic nie wiadomo o piątej serii Arrested Development. Wszyscy chcą, ale ciężko zgrać terminy bo obsada ma inne zobowiązania. Wracając do dat. Najbardziej wyczekiwaną jest 12 kwietnia, dzień gdy nadejdzie zima. Tak, nowe Game of Thrones już za równe trzy miesiące. Tego samego dnia debiuty 2 sezonu Silicon Valley i 4 Veep. 5 kwietniu na 7 ostatnich odcinków wróci również Mad Men. Więc jeśli ktoś ogląda tylko zakończone seriale (co nie jest takie głupie) może się powoli szykować do seansu z piętnastokrotnym zdobywcą Emmy i właścicielem czterech Złotych Globów. Wielbiciele pewnego hotelu, specyficznego młodzieńca będącego miłośnikiem muzyki klasycznej i zabaw pod prysznicem oraz jego zaborczej matki będą mogli powrócić do Bates Motel 9 marca. Czekający na zastrzyk adrenaliny w Stricke Back po nową dawkę sięgną niesprecyzowanego dnia tego lata. Natomiast smakosze mózgów, miłośnicy Rose Mciver i Veronicy Mars zasiądą do seansu iZombie 17 marca. Moim skromnym zdaniem to jedna z najlepiej zapowiadających się nowości (link do zwiastuna gdzieś niżej i tutaj). Serial zostaje sparowany z The Flash więc jest nadzieja na dobrą oglądalność. Tej nadziei jest mniej przy The Messengers. Nowości w piątki to nie jest dobry pomysł. Premiera tak jak Daredevil - 10 kwietnia.

Ostatnio gdybałem trochę o Ash Vs. Evil Dead i jak na zawołanie jeden z bossów Starz wyjawił kilka informacji. Zaskakujący jest format - 30 minutowe odcinki, jak z komedii. Wierzę, że będzie działało. Serial będzie kręcony w Nowej Zelandii, ale jego akcja ma mieć miejsce na amerykańskich przedmieściach. Czyżby więc kanoniczne miało być kinowe zakończenie Army of Dakrness, w którym Ash wraca do naszych czasów? Data premiery na przełomie trzeciego i czwartego kwartału więc zostało jeszcze trochę czasu i koncepcja może ulec drobnym zmianom. Wciąż nic nie wiadomo o Jean Leavy w obsadzie.

W kolumnie z nekrologami dwie pozycję. Happyland znika po pierwszej serii. Dawno śmierć serialu nie była dla mnie tak obojętna. Bardziej przejąłem się zniknięciem Covert Affairs po 5 sezonach. Widziałem pierwszy i mi starczy. To był zwykły sensacyjnaik z sympatyczną bohaterką. Można oglądać. Na chichot historii zasługuje fakt, że serial miał więcej nominacji do Złotych Globów niż The Wire. Wystarczyła jedna dla Piper Parebo grającą główną bohaterkę. To tylko podkreśla bezsensowność tego rodzaju gali i nagród. Prawdziwą wielkość zweryfikuje czas.

Równowaga w tym tygodniu nie została zachowana i to jasna strona mocy osiągnęła przewagę. Dwa anulowania i aż 10 przedłużeń. Wszystko dzięki The CW, która nie chcę się bawić w trzymanie widza w napięciu i zamawia nowe sezony dla niemal całej swojej obecnej ramówki. I tak Supernatural z 11, The Vampire Diaries z 7 Arrow z 4, Reign z 3, The Orginals z 3, Jane the Virgin z 2, The Flash z 2 sezonem. I zasługujące na oddzielne zdanie The 100 z 3 serią. Tak! Jeden z moich ulubionych seriali doczekał się przedłużenia. To dobra okazja by otworzyć szampana lub winko. Szkoda, że nie mam takowego pod ręką... Na szósty rok z FOXem zostanie Bob's Burgers, a drugiej serii doczekało się Marco Polo co znając politykę Netflix nie jest dużym zaskoczeniem.

Zanim przejdę do listy trailerów chwilka na aktorów mających pojawić się w telewizji w najbliższych miesiącach. Edward James Olmos (Admiral fracking Adama!) zagości w Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. a jego pojawianie oczywiście będzie miało ogromne konsekwencję dla bohaterów. Seriale z uniwersum DC/CW również zaciągnęły na swój pokład prawdziwego badassa. Samego Spartacua. Liam McIntyre zagra w The Flash. Jako, że wcielając się w Wheather Wizard dołączy tym samym do grupy Rogues powinien w przyszłości kilkukrotnie powrócić. John Travolta po 35 latach wraca do telewizji (nie licząc drobnej, gościnnej rólki z zeszłego roku). Zagra Roberta Shapiro w American Crime Story, które opowie historię procesu O.J. Simpsona. W pozostałych rolach Cuba Gooding Jr., Sarah Paulson i David Schwimmer czyli na bogato. Natomiast do obsady 2 sezonu Fargo dołączyła trójka znakomitych aktorów - Ted Danson, Jean Smart i Patrick Wilson. Serialowy spin-off filmu braci Coen to moja największa zaległość zeszłego roku i mam nadzieje, że uda mi się nadrobić do premiery nowych odcinków, które pojawią się jesienią.

Żeby było ciekawiej trailery w losowej kolejności z króciutkim komentarzem:
- cliffhanger Arrow dalej trzyma was w niepewności? Chcecie wgląd w przyszłość? Zapraszam. Tylko czy warto? Po tym co zaprezentował serial czekanie na emisję i następnie lawirowanie między spoilerami do czasu obejrzenia odcinka jest równie przyjemne co zaspokojenie swojej wiedzy. Lub ja jestem taki dziwny, że podoba mi się niewiedza. Nowe Arrow już 22 stycznia.
- Black Sails okazale wygląda na trailerze 2 serii. Tylko co z tego skoro przy pierwszej było podobnie. Dla kilku wątków nie zamierzam wracać.
- Last Week Tonight with John Oliver to program satyryczno informacyjny, który ma lepszy resercz niż tradycyjne media. Ma też Johna Olivera i dla niego warto oglądać. Nie przekonani? To rzucicie okiem na niecodzienne promo, które też was nie przekona, ale zmusi do uśmiechu. 
- Fortitude zapowiada się na poważny dramat z gęstą atmosferą. Małe miasteczko na Alasce i morderstwo. To może się udać. 
- po 30 sekundach z Battle Creeck miałem mieszane odczucia. Po pełnym zwiastunie wiem, że tego nie sprawdzę. Niby Vince Gilligan, ale zbytnio czuć piętno ogólnodostępnej stacji.
- po kilku teaserach Better Call Saul miałem mieszane odczucia. Po pełnym zwiastunie nie mogę się doczekać. Bo Vince Gilligan w kablówce.
- 30 sekund z powrotu The Flash. Wygląda dobrze, ale równie dobrze mogło nie być tego proma.
- udana reklamówka The Walking Dead. Niby minuta materiału nakręconego specjalnie na potrzeby marketingu, a potrafi zaciekawić bardziej niż zwiastun złożony z miksu starych/nowych scen. Jest klimat, są ulubieni bohaterowie i walka o przeżycie. I Rick z brodą chcący zostać drwalem. Czyżby miało to oznaczać zbliżający się koniec serialu?
- w końcu jest! Pierwszy długi zwiastun iZombie. I przez to jeszcze bardziej czekam na ten serial. Będzie hit, czuję to. Jeśli możecie to pomóżcie wysyłać pozytywne fluidy i namawiajcie swoich amerykańskich kolegów by zasiedli do telewizora. 

Między napisaniem blognotki, a jej publikacją miała miejsce gala rozdania Złotych Globów. Tutaj można przejrzeć listę zwycięzców. Komentarza nie będzie bo nie znam się na sukienkach, ale Tina i Amy były jak zwykle urocze, a nagrody nic nie znaczą. Chociaż cieszy różnorodność i honorowanie nowych seriali. Tyle w tym temacie. 

MOŻLIWE SPOILERY

Galavant S01E01 Pilot
Na ten serial czekałem bardziej niż na Agentkę Carter. I dużo bardziej martwiłem się o jego jakość. Pierwsze zapowiedzi nie nastrajały optymistycznie. Musical w klimatach fantasy na ogólnodostępnej stacji. Wróżyłem wielką klapę. A potem przyszedł trailer i zakochałem się zaczynając przy tym trzymać kciuki by całość była utrzymana w podobnym stylu. I jest! Faceci w rajtuzach w wersji śpiewającej. Mnóstwo przesadzonych żartów, campowa stylistyka i świetnie napisane piosenki pełne humoru i udaną choreografią. Nie do wszystkich to trafi, trzeba lubić absurd i granie na konwencji. Ja to kupuje i ubolewam, że serial będzie obecny w telewizji tylko przez cztery tygodnie.

Zaskoczyłem się trochę pod względem fabularnym. Zamiast prostej opowiastki o bohaterze ratującym księżniczkę i złym królu dostaliśmy mieszankę motywów. Zły król jest pierdołowaty, ukochana Galavanta przekłada bogactwo nad miłość, główny heros ma depresję, a dama w opresji wcale nią nie jest. Dobrze bo to wszystko będzie procentowało w przyszłości ciekawymi konfrontacjami między bohaterami. Już nie mogę się doczekać muzycznego pojedynku Galavanta z ukochaną.

OCENA 5/6

Galavant S01E02 Joust Friends 
Uwielbiam bezpretensjonalność i zabawę konwencją w tym serialu. Dzięki temu dostałem najmniej epicki pojedynek rycerski ever. Jeden pijany, drugi przećwiczony, żaden nie może się ruszyć, a muszą walczyć. O kuraka i klejnot. Szkoda, że nie było do tego żadnej piosenki w wykonaniu narratora/błazna. Równie fajnie bawiono się pairingem. Zbliżenie do siebie postaci Galavanta i Isabelli oraz Richarda i Madaline wyszło komicznie. Tak jak skrócony trening dla bohatera. Jednak najlepszy w odcinku był kuchcik z zdziecinniałym Richardem. Dawno tak głośno nie śmiałem się na serialu jak scenach z tą dwójką. Humor jaki jest tutaj prezentowany jest niespodziewany i sceny zaskakują swoją absurdalnością przez co tak dobrze się to ogląda. 

OCENA 4.5/6

Marvel's Agent Carter S01E01 Now is Not the End
Marvel miał dużo do udowodnienia tym serialem, zwłaszcza osobą rozczarowanym Agents of S.H.I.E.L.D. I muszę przyznać, że udało im się wyjść z tego zadania obronną ręką. Wprawdzie po pilocie pierwszego serialu MCU pisałem to samo, ale tutaj widać większy potencjał i struktura serialu powinna sprzyjać pisaniu lepszych historii. Wszyscy wiemy jak kończy się historii Peggy, kim jest Howard Stark i SSR. Dodatkowo ekspozycja nie będzie potrzebna teraz trzeba tylko wypełnić znane motywy nowymi i zabrać widza w podróż z tymi jakże charakterystycznymi postaciami. I trzymać kciuki za oglądalność by na jednym sezonie się nie skończyło bo serial jest tego warty.

Jeśli miałbym do czegoś przyrównać Agent Carter byłoby to Alias. Obydwa seriale mają silną kobiecą bohaterkę, wątki szpiegowskie z przebierankami włącznie oraz nacisk na życie osobiste heroin. Bo ten serial to nie tylko pure action fun, ale również obyczajówka o kobiecie szukającej swojego miejsca w nowym świecie. Świecie, o który walczyła i minął się z jej oczekiwaniami. Świetnie ogląda się nadmierny protekcjonizm mężczyzn czy ich lekceważącą postawę wobec kobiet. Tym bardziej, że ta kobieta jest silna i potrafi skopać szowinistyczne tyłki. Tak, mam coś w sobie z feministki.

Odcinek ma doskonałe tempo, jest szybki, dużo się dzieje, ale akcja nie przyćmiewa bohaterów, którzy są na pierwszym planie. Świetna chemia Peggy z Garvisem (gdzie odwrócono stereotypy i to on jest ciapowatym sidekickem). Równolegle prowadzone jest kilka wątków - tajemna organizacja Lewiatan, Stark jako zdrajca, tajemnica Jarvisa oraz historie w SSR. Na nudę nie ma co narzekać i powinno zabraknąć irytujących fillerów. Osobiście jestem trochę rozczarowany postaciom Lyndsy Fonseca. Sorry, ale Alex skopałaby tyłek Peggy Carter. Cicho liczę, że okaże się ona agentką Lewiatana (naciągane) lub na jej przykładzie zostanie pokazane szkolenie na agentkę, a potem wspólne misję z Peggy.

Zwykle seriale z epoki na antenie ogólnodostępnych stacji odrzucają mnie z uwagi na niski budżet i wszechobecną sztuczność oraz traktowanie realiów historycznych jako pretekst do założenie kostiumów, a zapomina się o warstwie obyczajowej. Tutaj tak nie jest. Jest bogato od detali, czuć klimat lat '40. Tworzą go stare samochody, muzyka i dekorację. Oraz zachowanie bohaterów. Jest dobrze pod tym względem mimo, że serial czasem musi uciekać do sztuczek reżyserskich by ukryć niedostatki.. Nie jestem jednak do końca przekonany do stylistyki serialu. Mocno czuć jego komiksowe korzenie (świecąca tajna broń), ale jest on przesiąknięty brutalną rzeczywistością gdzie czyny mają swoje konsekwencję. Jestem ciekaw czy na razie jest to testowanie gruntu, próba znalezienie swojej drogi czy świadomy wybór i mieszanie konwencji by fundować emocjonalną huśtawkę u widzą.

Marvel's Agent Carter oczywiście polecam. Serial nie zawiódł oczekiwań i jest doskonałą produkcją w przerwie między kolejnymi odcinkami Agents of S.H.I.E.L.D. Liczę jednak, że stanie się czymś więcej niż kolejną przygodą w świecie Marvela i zacznie wywoływać więcej emocji poza "jak fajnie się to ogląda".

OCENA 4.5/6

Marvel's Agent Carter S01E02 Bridge and Tunnel
Trochę się oszukałem. Myślałem, że ABC emitując dwa odcinki Agent Carter po sobie kieruje się tylko kwestiami marketingowymi. Okazało się, że te dwa epizody powinny być jednym długim wprowadzeniem oglądanym łącznie i dlatego tak też zostały wyemitowane. Żałuję, że oglądałem je kilka dni po sobie bo z pewnością odbiór całości byłby pozytywniejszy. Zwłaszcza, że druga połowa jest dużo lepsza. Historia toczy się dalej, Peggy szuka agentów Lewiatana i skradzionej broni, a SSR prowadzi równoległe śledztwo. Przeplatanie się wątków było świetne, każda z postaci miała swoje miejsce w historii i nie czuć było zbędnych scen. Wszystko by budować spójną wizję świata i historii.

Lekkość i fun płynący z oglądania serialu są jeszcze bardziej widoczne. Ekscytująca scena walki na pędzącym samochodzie była wisienką. Działo się mnóstwo rzeczy, a scenarzyści mają wyczucie balansu i nie przeginają w żadną ze stron. Peggy dalej jest cudowna, zadziorna i silna, a Jarvis zabawny zwłaszcza z nią w duecie.

Pochwały wymaga też montaż i jeden wątek prowadzący do jednej doskonale skomponowanej sceny. Audycje radiowe z Kapitanem Ameryką z początku stanowiły udany comic relief oraz pokazywały jak symbol wolności i demokracji stał się kolejnym produktem kapitalizmu, który można spieniężyć (lokowanie produktu!). Jednak jeszcze lepiej wyszło pokazanie kontrastu między dwiema kobietami. Fikcyjną Betty Carver grająca damy w opałach czekające na ratunek Kapitana oraz Peggy Carter, która potrafi o siebie zadbać. Scena pojedynku z grubasem była wyśmienita dzięki przeplataniu jej z making of słuchowiska.

Głównego wątku było tutaj niewiele. Zrozumiałe bo pierw trzeba nakreślić odpowiednią sytuację by kolejne wątki obchodziły. Jest tajemniczy symbol Lewiatana, a potem zacznie się poszukiwanie tajemnej organizacji. Czy będzie ona pochodziła z alternatywnego świata? Skąd ta teoria? Samopiszące maszyny do pisania! Sceny wyjęte niczym z Fringe. I równie klimatyczne. Swoją drogą strasznie dużo podobieństw między Agent Carter, a dwoma serialami Abramsa. Jeśli w kolejnym odcinku Peggy znowu będzie się za kogoś przebierać, a skradziona broń Starka okaże się dziwacznym artefaktem nie będzie już można mówić o przypadku.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E11 Hail Mary
Nie tylko sędzia Cuesta jest miłośnikiem dramatów. Twórcy The Good Wife również przez co fundują kolejny znakomity odcinek zmieniający status quo jak również kładący podwaliny pod finał sezonu szczególnie dla wątku Kalindy. Od kilku miesięcy wiadomo o odejściu Archie Panjabi po tym sezonie i wydaje się, że twórcy przygotowali coś mocnego. Już teraz jej postać znajduje się między policją, a mafią, a przecież jeszcze drugie tyle odcinków przed nami. Osobiście liczę na szczęśliwe zakończenie (na przekór wszystkiemu!), ale znając historię Kalindy i jej zdolność do autodestrukcji ciężko być optymistą.

Wątek Cary'ego znowu był najlepszy. Serial trochę zbyt szybko odkręcił cliffhangera z fall finale, ale zrobił to w doskonałym style więc nie ma co psioczyć. Odcinki z uciekającym czasem zawsze wychodziły w tym serialu, a ten jest jednym z najlepszych. Promyk nadziei, desperackie przeszukiwanie dowodów, chaotyczne telefony i problemy z komunikacją. Działo się. Były też trudne wybory bohaterów, chwilę radości jak i zwątpienia. Świetnie oglądało się nieświadomego Cary'ego biorącego udział w kursie surivalu w więzieniu. Przyjaciele chwytają się Maryśki, a on pogodzony ze wszystkim otrzymuje kolejne wskazówki. Ciekawostka dropsa - wykładowca Cary'ego został zagrany przez Domenicka Lombardozzi, który w Brakout Kings opiekował się ekipą więźniów pomagającą rozwiązywać zagadki kryminale.

Dalej przeszkadza mi izolacja Alicji. Jej wątek jest bardzo dobry, nie mam mu nic do zarzucenia poza tym, że nie ma on wiele wspólnego z większością odcinków, a sama Alicja jest oddalona od innych bohaterów. Chcę jej więcej z Diane i Carym, nie chcę jej w prokuraturze i czekam na pierwsze przegrane wybory przez bohatera, któremu się kibicuje. To byłby zwrot akcji. Skorumpowany Peter odnosi kolejne sukcesy, a dobra żona Alicja przegrywa mimo głównie altruistycznych pobudek. Jednak jeszcze trochę na to za wcześniej. W odcinku najlepsze były debaty z oponentami oraz kłótnia Eli z Elfmanem. Oraz śmiech Alicji na końcu. I ten zaskakujący pocałunek, który może nic nie znaczyć. Świetnie pokazano jej przemianę po tym gdy nareszcie usłyszała dobre wieści. I ta muzyka, idealnie podkreśliła klimat.

OCENA 5.5/6