Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mr. Robot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mr. Robot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #199 [19.08.2016 - 25.09.2016]

SPOILERY

Designated Survivor S01E01 Pilot
W tym roku jestem bardzo powściągliwy w wybieraniu seriali z ogólnodostępnych stacji. Designated Survivor trafił do mnie pomysłem i pozytywnymi recenzjami. Niskiego stopnia członek rządu zostaje prezydentem gdy cała linia sukcesji ginie w zamachu. I to jest pomysł działający na wyobraźnie. Świetnie wyszło to w Battlestar Galactica, więc tutaj jest ogromnie pole do popisu. I ogląda się to dobrze. Kryzys w Stanach, osoba nieprzygotowana do rządzenia jako prezydent i wykuwania się prawdziwego amerykańskiego bohatera. Jest potencjał i pilot przez większość czasu wciąga.Przy odrobinie autosugestii.

Tylko czemu jest tutaj tak dużo czerwonych flag? Denerwujące dzieciaki już dostają swoje wątki, źli generałowie w typowy sposób spiskują w celu ochrony potęgi Stanów. Mało interesujące relację rodzinne dostają więcej czasu niż polityczny świat. I brakuje bohaterów tła. Na razie to kręcące się manekiny wykonujące swoje zadania. Świetnie obsadzone, ale po jednym odcinku nie wiele można o nich powiedzieć.

Niestety pomysł został sprzedany ABC i to czuć. Wszystko jest wykonane bardzo zachowawczo, bez ambicji z wciśniętymi potencjalnymi romansami. Od strony technicznej też nie zachwyca. Rzemieślnicza robota, nic więcej. Obok The West Wing to nawet nie stoi, bliżej mu do Madam Secretary.

Ciężko mi stwierdzić w jaką stronę pójdzie serial. Na dramat polityczny to nie wygląda. Wątki spiskowe rysują się powoli. Na razie to dramat rodzinny. Tylko mi tej rodziny za bardzo nie chcę się oglądać. I w sumie nawet nie wiem czy sprawdzę następny odcinek.

Inne:
- idę o zakład, że to Amerykanie stoją za zamachem. Bo czemu by nie.
- największy zamach terrorystyczny w historii i raptem urywki reakcji świata? Przecież wsadzenie migawek wiadomości telewizyjnych niesamowicie uwiarygodniłoby świat.
- Kapitol został zniszczony, ale dzieciakom na imprezie jakoś to nie przeszkadza. Nie chcę mi się w to wierzyć.
- żona wywracająca oczami i pan prezydent co chwila zdejmujący okulary. Może i to uwiarygodnia postacie, ale jest strasznie denerwujące do oglądania.
- liczyłem trochę na amerykański patos, ale nawet nie ma go wiele, a jak już się pojawia wygląda strasznie pospolicie.
- Maggie Q w serialu, no dobra jakiś powód do oglądania jest.

OCENA 3.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D S04E01 The Ghost
Nie spodziewałem się pochwał dla Agentów po premierze sezonu. Z niedowierzaniem widziałem kilka umiarkowanie pozytywnych recenzji i z nadzieją odpalałem 4x1. I w sumie przyjemnie się oglądało. Tempo, humor, a nawet fabułka ciekawiła. Solidne wprowadzenie w nowe realia i nakreślenie relacji w SHIELD. Nie drużynie, a SHIELD. Grupka znowu rozbita i sporo tutaj nieufności. Trochę szkoda, niby miało to na celu wprowadzenie nowej dynamiki, ale te postacie najlepiej działają gdy są razem na ekranie. Angst między nimi jest niepotrzebny, a odcinek niestety jeszcze bardziej je oddalił. Samo w sobie nie jest to wadą, ale boje się jak zostanie poprowadzone dalej. Już to przerabialiśmy i nic z tego dobrego nie wyszło.

Największym novum serialu miał być Ghost Rider i wątki magiczne. Pierwsze scena z wprowadzeniem Ducha Zemsty była fatalna. Żałośnie zrealizowany pościg, które oglądało się przy dźwięku zgrzytających zębów. Jednak już pojawienie się bezwzględnej gorejącej czachy dało troszkę radości. Rider wbrew tytułowi był zaledwie dodatkiem i delikatnie został nakreślony. Niestety trochę odbiega od Robbiego Reiesa z najnowszej serii, ale jego bezwzględność mi się podoba. Może w przyszłości będzie konflikt wewnętrzny? Dobrze, że zachowano wątek choroby jego brata, autentycznie bałem się, że to wywalą. Jedna scena, a dała mi trochę radości. Natomiast walka z Daisy niepotrzebna. Pokazała tylko, że ona nie chcę żyć, ale wbrew temu co sobie myśli jeszcze nie zasługuje na śmierć. Nie rozumiem jej wątku, ale to jest problem poprzedniego sezonu.

OCENA 4/6

Mr. Robot S02E10 eps2.8_h1dden-pr0cess.axx
Dominujące uczucie zaciskającej się pętli i bezsensownej walki. Tak najkrócej mogę opisać ten odcinek. Bohaterowie przegrywają, ich zwycięstwo było tylko pozorne, kwestią czasu jest ich kapitulacja. Angela już jedzie na spotkanie z prawnikiem, Elliot nie ma pojęcia co się dzieje, a Darlene została zatrzymana przez FBI. Doskonałe budowanie napięcia w odcinku do samej kulminacyjnej sceny z fantastycznie pokazaną strzelaniną z statyczną oddaloną kamerą. Coś pięknego.

Wróciło też hackowanie. Te sceny jak zwykle świetnie zrealizowane i Elliot może się wykazać. Jest w swoim żywiole, hackuje ludzi i odnosi małe zwycięstwo. Prawdopodobnie odnalazł Wellicka. Teraz czekać na ich konfrontację, która pewnie rzuci nowe światło na wydarzenia z finału.

Skala tego serialu momentami mnie przeraża. Przyzwyczaiłem się do tajemnic fabularnych, ale rozgrywki polityczne i poszerzanie wpływów Chin na światowej arenie to trochę za dużo. Ale jest zaintrygowany.

OCENA 4.5/6

Mr. Robot S02E11 eps2.9_pyth0n-pt1.p7z
Serialowi jest coraz bliżej do wydmuszki. Zachwyca formą, sposobem opowiadania historii, budowaniem atmosfery, grą aktorską i dialogami. Tylko, że nie wiem o co tu chodzi. Kolejne sceny to małe dzieła sztuki, które nie tworzą spójnej całości. To na razie zbiór pewnych wydarzeń i wątków, które w przyszłości może zbudują składną opowieść. Chciałbym żeby do tego doszło. Żebym nie miał momentów typu "ale co ja właściwie oglądam". Żebym ze względu na fabułę włączał kolejne odcinki. I może finał coś zmieni. Na pewno wiele rozjaśnią wywiady z Samem Esmailem. Tylko czy o to chodzi?

Ten odcinek miał kilka ważnych scen. Z których niewiele wynika. Priece dalej prowadzi swoją intrygę i zyskuję władzę nad światem. Znowu serial pokazuje umęczoną Dom, która jest zagubiona w współczesnym świecie. To też miejsce na spotkanie Elliota z Wellickem. Wreszcie! Tylko znowu, nic z tego na razie nie wynika. Finał i wprowadzenie fazy drugiej powinno coś rozjaśnić. Lub jeszcze bardziej zagmatwać sytuację.

Jednak największe WTF to surrealistyczne sceny z Angelą. Została porwana, przesłuchiwana przez małą dziewczynkę za pomocą przygodówki na Commodore i w końcu finalnie odbyła rozmowę z Whiterosem. I ja mam wrażenie, że serial nie tylko zaczął przeskakiwać rekina, a go ujeżdżać. Rozmowa o przeznaczeniu kompletnie mi tutaj nie pasuje. Serial kolejny raz daje znać, że eksperyment w którym zginęli rodzice Angeli i Elliota jest ważny dla fabuły. I mnie to martwi. Serial odchodzi od hackerskiego fight clubu w metafizyczne rejony. Nie jestem tym zachwycony.

OCENA 4/6

Mr. Robot S02E12 eps2.9_pyth0n-pt2.p7z
Myślałem, że finał zrobi mi sieczkę z mózgu i doprowadzi do zmiany zdania o całym sezonie. Niestety, zaraz po seansie czuję jedynie "aha, to teraz rok czekania, spoko". Nawet się cieszę z tej przerwy i liczę, że Sam Esmail zmieni podejście do swojego dziecka. Jest sporo do poprawy, zwłaszcza jeśli chodzi o spójność historii. Nic co by skreślało serial z mojej watch listy, ale brakuje mi tego dreszczyku emocji podczas oglądania kolejnych epizodów.

Najciekawiej w odcinku wypadły sceny z sarkastyczną Darlene przesłuchiwaną przez Dom. Konsekwentnie milczy, powołuje się na piątą poprawkę i czeka na rozwój wypadów. Wydaje się, że FBI niczego nowego się nie dowie. Prawdą jest, że nie musi. Ich nieudolność biła po oczach, pozornie nic nie osiągnęli przez cały sezon. Faktycznie mają wszystko rozpracowane, wiedzą nawet o udziale Elliota. I Wellicka to był nie mały szok dla Darlene.

Jeśli jestem przy kobietach to teraz o Joannie. Królowa Lodu uderza ponownie. Zrobi wszystko by oczyścić z zarzutów swojego męża, nawet daje się pobić. Wrobi teraz Knowlsa w zabójstwo swojej żony. Świetna scena gdy go do tego prowokuje, a potem przekonuje do pomocy swojego kochanka. Ona wszystko obmyśliła z dużym wyprzedzeniem. Jej plan jest prosty i precyzyjnie realizowany.

Niestety nie można powiedzieć tego samego o Elliocie i tajemniczej drugiej fazie. To tylko zniszczenie fizycznej kopii zapasowej danych o nieruchomościach i długach. Oczekiwałem czegoś większego, a nie współpracy anarchistów z chińczykami w celu zniszczeniu gospodarki USA. I czemu do cholery E Corp gromadzi wszystkie dane w jednym miejscu? Przecież tego tak się nie robi.

Postrzelenie Elliota przez Tylera mnie nie zaszokowało. W sumie to przewidywalna reakcja, scena była pozbawiona napięcia. Bo albo Wellicka nie strzeli albo strzeli, ale nie zabije. Tak czy inaczej Elliot nie zginie. Natomiast jego zagubienie i zastanawianie co jest rzeczywistością zaczyna mnie mocno męczyć.

Jedynym dużym zaskoczeniem był rozmowa Wellicka z Angelą o Elliocie. Wow, oni się znają? Nie sądzę żeby Whiterose wtajemniczył ją w poprzednim odcinku, wyglądało jakby to znajomość była dużo dłuższa. I skąd Ang wie o Phase Two? I jak wyjaśnia to jej zachowanie z całego sezonu? Jakoś nie mogę sobie tego poukładać w logiczny sposób.

Scena po napisach był ciekawa. Trenton i Mobley żyją i pracują w Buy More. Ona mówi o odwróceniu efektów hacku i zjawia się Leon. Czy Dark Army ich zabije czy rekrutuje? Nie wiadomo. Mi się jednak najbardziej spodobała tutaj realizacja. Jedno długie ujęcie z powolnie zbliżającą się i obracającą kamerą. Piękne.

OCENA 4/6

The Last Ship S02E02 Fight the Ship
Kolejny napakowany akcją odcinek. Standard dla tego serialu. Doskonałe tempo akcji w kilku prowadzonych równolegle wątkach. Nawet dzieciaki pana kapitana nie irytowały. Bardziej podobała mi się tytułowa walka o statek. W końcu przyzwyczaiłem się do tego okrętu i tej załogi. Zwłaszcza tych drugo i trzecio planowych postaci. Kibicowałem im gdy przedzierali się korytarzami, bawiło mnie jak się wszyscy mijali i w końcu ekscytowałem gdy była ostatnia faza walk o Nathana Jamesa. The Last Ship sprawia mi podobną frajdę z oglądania scen akcji co Nikita.

Na lądzie było równie dobrze. Może trochę uproszczeń i przez szaleńcze tempo trochę napięcia znikło to i tak było doskonale. Tylko były dwie rozczarowujące rzeczy. Śmierć Granderson i postaci Welivera. Jak ja bym chciał dłużej pooglądać sobie konflikt o duszę Amerykanów między tymi dwiema filozofiami charyzmatycznych postaci. No nic, pewnie niedługo ktoś równie ciekawy zostanie wprowadzony do serialu.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S02E03 It's Not a Rumor
Jaki piękny odcinek, kolejny raz udowadnia, że The Last Ship umie nie tylko w strzelanie. Osobiste dramaty bohaterów wypadają tu przejmująca, ekipa produkcyjna umiejętnie żongluję nastrojem widza. Od radości po odnalezieniu rodziny do przeżywania koszmaru po wiadomości o śmierci bliskich. Procentuje budowanie przez cały serial więzi z dalszym planem bohaterów, teraz można się przejąć ich życiem. Lubię to, bardzo. Rozumiem motywację kapitana, który chciał zostać z dziećmi, Slatterego wracającego na statek i Foster, która nie mówi matce o ciąży.

Patos wprost kipiał z ekranu. Pompatyczna muzyka podczas rozdawania szczepionki i ekscytacja na wieść o dostarczaniu jej do laboratorium świetnie budowały klimat ratowania świata. Dzielni amerykańscy żołnierze znowu mogli to zrobić. Ale to nie koniec ich misji. Świat jest (podobno) w chaosie i trzeba go odbudować. Jestem pełen wiary w scenarzystów.

Nowy wątek to tajemniczy Misjonarze. Osoby, które są odporne na wirusa, do których dotarł Pacjent Zero. I to jest fajne. Przerysowane, co doskonale pasuje do stylistyki serialu. Sekta wierząca, że zostali wybrani przez Boga by objąć panowanie nad Ziemią. Czekam aż okażą się organizacją terrorystyczną. Na razie jednak nie wyobrażam sobie by story arc z nimi mógł ciągnąć się do końca sezonu, ale znowu, ja wierzę w scenarzystów. Nie raz mnie pozytywnie zaskakiwali.

OCENA 5/6

poniedziałek, 5 września 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #197 [22.08.2016 - 04.09.2016]

SPOILERY

Mr. Robot S02E07 eps2.5_h4ndshake.sme
Zacznę od wielkiego twistu na końcu odcinka i go pochwalę. Dotychczasowy wątek Elliota w tym sezonie okazał się wielką mistyfikacją. By poradzić sobie z własnymi problemami świadomie stworzył iluzję. Zamiast więzienia był dom matki. I trzeba przyznać, że kapitalnie to wyszło. To znowu nie był twist fabularny stworzony dla zwykłego szokowania, a serial już wcześniej dawał pewne poszlaki. Schematyczność scen, ruch w kadrze i klaustrofobiczna atmosfera. No świetnie to wyszło, chylę czoła. Serial przy okazji w swoim stylu mówi coś o ludziach, którzy również kreują własne iluzję i uciekając przed problemem lądują w wirtualnych światach czarnych ekranów.

Jednak mimo wszystko odcinek mnie wymęczył. Znowu był za długi, za bardzo skupił się na Elliocie i niektóre sceny można by wywalić. Jednak cudowne ocalenie czy ostatni szachowy pojedynek z Rayem to małe cuda z niesamowicie budowanym napięciem.

Angela została w tym odcinku świetnie odegrana, jej postać popada w skrajności, od nieśmiałości po pewność siebie. Jest przez to szalenie intrygująca. I miejscami irytująca. Ciężko mi się ją ogląda. Wolałbym więcej DiPierro, Darlene czy Joanny. To są dużo ciekawsze postacie. I chciałbym też wyraźnego wątku fabularnego. Ten sezon jest zbyt rozwleczony, brakuje mu wyrazistości pierwszego.

OCENA 4.5/6

Mr. Robot S02E08 eps2.6_succ3ss0r.p12
Odcinek bez Elliota. Wydawałoby się karkołomny pomysł, który zaowocował najlepszymi momentami w tym sezonie. Fascynująco oglądało się Darlene, to jak radzi sobie z problemami i jak różni się od brata. On wzdryga się na myśl o morderstwie, ona dokonuje tego bez wyrzutów sumienia z zimną premedytacją. Oglądając jej zachowanie, to co robi po morderstwie było w pewien sposób przerażające. Serial jest mroczny, ale w tak ciemne rejony jeszcze się nie zapuszczał. Momentami się wzdrygałem patrząc na to co widzę. I jeszcze a końcówka. Masakra.

Ten odcinek to też trochę więcej miejsca dla Trenton i Mobyego. Pokazanie ich paranoi i strachu. I też flashback do pierwszego ich spotkania z zabawną scenę. Niemalże jak z Romero. Myślałem, że tutaj zostanie powtórzony ten schemat i na końcu wylądują martwi. Na szczęście jeszcze nie. Ale kleszcze się zaciskają. Trochę przypadkowo, ale to już ludzie miotający się w pułapce. Czekać aż zrobią coś głupiego.

Przed Darlene ciężkie czasy. I nie chodzi mi o traumę po dwóch morderstwach. Raczej o problemy z FBI. Podczas nagrywania swojego przesłania musiała zrobić drugie podejście. Na pierwszym zdejmuje maskę, a kaseta ląduję za szafką. Trochę zbyt wyraźnie to pokazano więc serial szybko zrobi z tego użytek. Chyba, że to zmyłka.

OCENA 5.5/6 

Mr. Robot S02E09 eps2.7_init5.fve
I znowu świetny odcinek. Niby początek to powtórka z tego co już wiadomo, ponowne opisywanie prawdziwej sytuacji Elliota  to i tak sceny te były pełne magnetyzmu. Gdy zmieniała się sceneria z domu matki na więzienie lub gdy długie ujęcie pokazało spacerniak. I może mi to trochę przeszkadza, bo już to wiadomo, a cały wątek to jeden wielki skok w bok. Elliot siedzi w więzieniu za hack z pierwszego odcinka i kradzież psa to i tak ogląda się świetnie. A przecież o to chodzi.

Opuszczenie więzienia to tylko początek kłopotów Elliota. System się tnie, nie kontroluje go. Nawet Mr. Robot wygląda na zagubionego. Czyżby kolejna świadomość w umyśle Elliota? Nie chciałbym liczę na dalszą walkę lub sojusz jego dwóch dotychczasowych połówek. Jednak jak wyjaśnić fazę drugą, której to on jest architektem i nic nie pamięta? Czemu Mr. Robot go cały czas okłamuje, a może sam jest nieświadomych rzeczywistości.

Ten odcinek to też popis Darlene. Okazanie miłości bratu prostym gestem, a potem zdenerwowanie gdy zdała sobie sprawę z kastety zostawionej w domu swojej ofiary. Cieszy mnie, że tak szybko do tego wrócono i wątek skręcił w niespodziewaną stronę. Jej chłopak wraca i kogoś tam zastaje, jakby rannego. I ktoś przychodzi do Darlene? Mobley i Trenton? A może Tylor?

Wątku Angeli trochę nie rozumiem. Za wszelką cenę chcę zostać rozpoznawalna, osiągnąć coś w życiu, ale nie wie jaką drogę obrać. Tym razem postanowiła dokopać E Corp i donosząc do nich na prokuraturę. Macki korpo są jednak długie i nic jej to nie daje. Świetny moment gdy patrzy na nie działające kamery zmierzając ciemnym korytarzem do nieznanego celu. Stężenie napięcia przekracza dopuszczalną normę. Jest jeszcze wizyta DiPierro na końcu. No niech w końcu wyląduje w centrum akcji i historii!

Cliffhanger szokuje. Joanna pod domem Elliota zwracająca się do niego Olli. Jednak kolejna tożsamość? Czy może jej zagrywka.

OCENA 5/6 

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #196 [15.08.2016 - 21.08.2016]

SPOILERY

Mr. Robot S02E03 eps2.1_k3rnel-pan1c.ksd
Godzinny odcinek, który ani na chwilę nie spuścił z napięcia. Od pierwszej pozornie niezobowiązującej rozmowy w stylu Tarantino i przeszłości fscociety do samego końca zwieńczonego efektowną klamrą - Dominique badając sprawę śmierci Romero odkrywa bazę naszych hakerów. I może nie było tutaj wyraźnej fabuły, odcinek był zbiorem fascynujących scen to i tak to działa.

Największe wrażenie zrobiła historia Elliota. Wpadłem na pewno teorię o jego położeniu i sprawdza się. Nie będę nic zdradzał, ale Sam Esmail wielki jest. Próba przejęcie kontroli przez wywołanie błędu jądra systemu, walka z kolejnymi wizjami, obrzydliwa scena z wymiocinami, trip niczym po LSD czy w końcu fascynująca tyrada o religii i zaakceptowanie swojej sytuacji. Przyjęcie filozofii od jednego kontrolowanego upadku do drugiego. Świetna wizualnie, dająca do myślenia podróż.

Na drugim planie głównie kobiety. Lepiej pokazano Dominique i co oczywista nie jest normalną osobą. Aspołeczna, samotna, ponadprzeciętnie inteligenta i sarkastyczna. Zakochałem się. Nawet umie skręcić blanta. Co najważniejsze wpadła na kurs kolizyjny z fsociety. Czekam na zderzenie.

Angela dalej jest kuszona. Niepewna siebie stała się marionetką Pierc'a który chcę uczynić ją na swój obraz i podobieństwo. Pokazano też ludzką twarz korporacji. Sympatyczni, rodzinni ludzie okazują się przestępcami. Pięknie ukazany dysonans między dwoma stronami monety.

Najmniej niestety Darlene. Krótka rozmowa hakerami i uspokojenie ich, że wcale nie są ścigani przez Dark Army. Tylko czemu zginął Romero? Co takiego ukrywa przed nimi? Pytania, pytania, pytania.

OCENA 5.5/6

Mr. Robot S02E04 eps2.2_init1.asec
Chyba pierwszy raz na te cztery odcinki miałem wrażenie, że coś można by zrobić inaczej. Nie koniecznie wyrzucić. Skrócić niektóre sceny, skondensować lub nawet przenieść do kolejnego odcinka. Trochę ziewałem i nie pomógł nawet zachwyt nad artyzmem serialu.

Wątek Elliota to grecka tragedia. Z góry skazana na porażkę walkę z samym sobą. Czy raczej na remis. Esmail mówi o dualizmie człowieka. Niekończącym się starciu dwóch natur. Czy możliwe, że w każdym z nas żyje Mr. Robot i tylko czeka na uwolnienie? Czy utrata kontroli nad samym sobą, przejęcie kierownicy przez pozbawione ograniczeń alter ego grozi każdemu z nas? I czy rzeczywiście musimy zwalczać swoje słabości i niedociągnięcia zamiast przekuwać ich w nasze atuty. Człowiek musi być składową dwóch swoich przeciwstawnych i ciągle zwalczających się natur - zwierzęcej i ludzkiej, wykształconej w toku tworzenia cywilizacji. I może naciągam fakty i nadinterpretuje, ale czy nie o to chodzi? Serial zmusza do myślenia podczas oglądania i wyciągania wniosków.

Niestety przy głównej intrydze serialu już mi o to ciężko. DarkArmy, ECorp, FBI, Angela, Darleen. Wszyscy ze sobą powiązani w tajemniczym wątku. Wielka tajemnica wisi w powietrzu i można się spodziewać rzeczy większych niż podczas wycieku. Są jeszcze Wellickowi. Gigantyczne nagromadzenie historii.

OCENA 5/6

Mr. Robot S02E05 eps2.3_logic-b0mb.hc
Dawno nie było scen przy komputerach, ale jak już się pojawiły było czym się zachwycać. Hakowanie FBI i rozmowy przy użyciu notatnika. Pozornie nic ekscytującego. Sam Esmail użył jednak swojej magii przez co całość była hipnotyzująca. Oczywiście Elliot musiał zajrzeć za kurtynę i sprawdzić czym zajmuje się Ray. I nie wiem czy mi się podoba ten wątek. Handlowa strona w Darknecie zajmująca się wszystkimi możliwymi obrzydlistwami - handel ludźmi, narkotyki, zabójstwa. I nie pasuje mi to do fabuły. Chyba,że to kolejna zmyłka i Elliot widzi coś zupełnie innego.

Na szczęście u kobiet jest o wiele ciekawiej. Zwłaszcza u Dom. Wizyta w Chinach i spotkanie z ministrem ds. bezpieczeństwa, który należy do Dark Army. I cała intryga jeszcze bardziej się komplikowała. Zamiast rewolucjonistów chcących zmienić świat mamy zapowiedź informatycznej wojny dwóch mocarstw. Mi się jednak bardziej podoba osobisty poziom. Gdy Dominique mówi o tym czemu wstąpiła do FBI w korytarzu pełnym zegarów. I ta strzelanina na koniec. Niecodzienny widok w serialu, ale jaki ekscytujący.

W kategorii najbardziej przerażających scen bezsprzecznie wygrywa Joanna. Śpiewając kołysankę dziecku wysłuchuje relacji z zabójstwa swojego kochanka. Ciarki na placach. Pozornie socjopatka, ale wciąż kocha swojego męża i próbuje się z nim skontaktować.

Angela od dawna mnie już fascynuje. Znowu jest gotowa zrobić wszystko co trzeba by przetrwać. Pierw się waha, rozważa wszystkie opcję. Jednak gdy zdaje sobie sprawę, że pasywność jej tylko zaszkodzi postanawia działać. Igranie z FBI może jej zaszkodzić, ale zbliżenie jej historii do fscoiety na pewno pomoże serialow.

OCENA 5/6

Mr. Robot S02E06 eps2.4_m4ster-s1ave.aes
Początek to jedno wielkie WTF udowadniające, że Mr. Robot jest eksperymentem stylistycznym bawiącym się formą do samych granic absurdu. Niesamowite, że stacja na to pozwala i nie boi się jak to wpłynie na jej oglądalność. Poważny dramat został przerobiony na sitcom familijny z śmiechem z offu. Sitcom makabryczny z lejącą się krwią i zdumiewającym zachowaniem postaci. To kolejny wytwór wyobraźni Elliota będący jego reakcją obronną na pobicie. To też powolna akceptacja Mr. Robota, swojej mroczniejszej strony, udowodnienie, że może być przydatna. Odcinek skończył się klamra narracyjną. Powrót na autostradę i podróż samochodem z akcją, tylko tym razem było wspomnienie z przeszłości pokazujące ich bliskość.

Ten odcinek to też próba usunięcia danych FBI przez Angelę. I może nie miało to tyle napięcia co powinno, niektóre sceny były zbyt długie tak końcówka jak najbardziej zadowala. Dom wpadła na jej trop. Coś wie, a ona jest zagrożona. Jestem zaintrygowany.

OCENA 5.5/6

wtorek, 19 lipca 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #193 [11.07.2016 - 17.07.2016]

SPOILERY

Alias S03E04 A Missing Link
Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy w wątku zaginionych dwóch lat. Przypadkowa misja o globalnym epidemiologicznym zagrożeniu i spotkanie z osobą, która zna Syd z tego tajemniczego okresu. Zaczęła się podwójna gra, dostosowywanie do roli i próba odnalezienia. Jennifer Garner jak zwykle zagrała wspaniale serwując mieszankę pewności siebie i niezdecydowania, zwłaszcza w intymnych scenach z nieznajomym. Świetnie wypadły też jej sceny z Voughnem. Wcześniej mnie denerwowały, ale teraz ta dwuznaczność wyszła przednio. I jeszcze Jack pokazał Dixonowi nagranie gdzie jego córka zabija ojca Sarka. Pokerowa zagrywka się opłaciła.

Ten odcinek to też intensywne sceny akcji i dużo szpiegowskich momentów. Marshall znowu produkuje gadżety dla Sid, a Michael i Weiss ubezpieczają misję odrobinę się przedrzeźniając. Był też efektowny skok Sidney do basenu podczas ucieczki przed policją. Ależ dobrze ogląda się te sceny, zwłaszcza, że scenarzyści dobrze zdają sobie sprawę jaki serial robią i stawiają na efektowność, która przykuwa do ekranu z takim samym skutkiem jak dramaty postaci.

Cliffhanger bawi się z widzem. Widziany setki razy, zmuszający do uśmiechu, ale każący włączyć następny odcinek. Sidney by ratować swoją przykrywkę zostaję zmuszona do zabicia Voughna, wbija mu nóż w brzuch i zaraz potem następują napisy końcowe.

OCENA 4.5/6

Alias S03E05 Repercussions
Uwielbiam takie dynamiczne początki. I niby to tylko rozmowa, przez telefon, ale jak nakręcona. Syd mówi o postrzeleniu Voughna i kontaktuje się z CIA, a kamera cały czas obraca się w szalonym tempie. Ostatnimi czasy ten zabieg reżyserski mnie denerwuje, ale tutaj został wykonany mistrzowsko świetnie podkreślając chaos sytuacji i jej napięcie. Jednak akcją odcinka był pościg ulicami miasta i strzelanie z pędzącego samochodu w wykonaniu Syd. Do tego bezcenny uśmiech na twarzy Lauren widocznie podekscytowanej akcją w której bierze udział.

Akcja wspaniała, ale dużo działo się u bohaterów zwłaszcza na linii Sydney/Lauren. Pierw napięcie gdy żona Michaela dowiaduje się jak jej mąż został dźgnięty, pogłębiająca się nienawiść i w końcu współpraca zakończona szacunkiem. Postrzelenie Voughna przyniosło widoczne korzyści dla serialu i pozwoliło na jeszcze współpracę dwóch silnych kobiecych bohaterek. Dwie agentki pracujące w terenie, biorące razem udział w pościgu to bardzo progresywne i odważne na telewizję w 2003 roku, ba nawet dzisiaj nieczęsto spotykane.

Ucieszył mnie wątek Sloana. Jego porwanie nie tylko doprowadziło do fajnych scen, ale co ważniejsze skutkowało ciekawym twistem fabularnym. W wyniku swojej charyzmy udaje mu się ocalić życie i zacząć pracować dla The Covenant i przy okazji pozostając informatorem CIA. Odwrócenie ról w stosunku do pierwszych dwóch sezonów i to teraz on będzie grał na dwa fronty.

Niestety nic nowego o przeszłości Sydney. Na szczęście nic zostało pokazane w ciekawy sposób. Jack prowadzi własne śledztwo, próbuje się czegoś dowiedzieć, pokazano jaki z niego profesjonalista z zimną krwią gotowy zrobić wszystko dla córki. I niczego się nie dowiedział zabijając swoje jedyne źródło. Fajna zmyłka.

Inne:
- Djimon Hounsou i Justin Theroux w gościnnych rolach, pod tym względem na Alias zawsze można liczyć.
- głupia opowieść Weissa o swoim podboju z studiów, a tyle radości. Lubie te wstawki pokazujące, że serial przykłada się do kreacji swoich postaci.
- The Covenant zdobywa broń biologiczną, The Covenant chcę potężnego wirusa komputerowego mogącego wywołać globalny kryzys. A ja nie czuję żeby The Covenant był potężnym wrogiem. To już pięć odcinków, a oni czają się w mroku, a zagrożeniem są ich najemnicy którzy zaraz giną lub jak Sark od dłuższego czasu są w serialu. Czas dać im twarz i motywacje, tajne organizację, które zbyt długo pozostają w mroku nudzą i stają się groteskowe.
- zdjęcie Marshalla z liceum to złoto! Tak jak jego klepnięcie po tyłku Syd by podkreślić jego teksański charakter przed yakuzą. Więcej jego udziału w misjach!
- dalej przeszkadza mi brak odpowiedniego pożegnania dla Willa. Chyba muszę się z tym pogodzić.

OCENA 5/6

Power Rangers S16E04 A Taste Of Poison
Teoretycznie jest to odcinek poświęcony żółtej wojowniczce, praktycznie nie dowiedziałem się niczego nowego co by wzmogło moją sympatię do niej. Pokazano jej relację z Caseyem, jak dobrze się z nim dogaduje i traktuje go jak młodszego brata. Podkreślono też jej pewność siebie, samodzielność i zdolność do stawiania czoła wyzwaniom. Sama zaczęła walczyć z przeciwnikiem tygodnia i ostatecznie go pokonała. Dobry wzór dla młodych dziewczynek. Nie zapomniano też o drużynie. To ona jest najważniejsza i dzięki pomocy Theo i Caseya mogła tego dokonać. Rantipede również miał własną drużynę (Five Fingers of Poison!) i również działał na własną rękę, tylko jemu z pomocą nikt nie przybył więc przegrał.

W odcinku zadebiutował motocykl dla Czerwonego Wojownika i mam mieszane uczucia. W RPM (tak znowu porównuje) pojazdy były integralną częścią opowieści. Do klimatu kopanej opowieści z mistycznymi siłami średnio to pasuje. Okulary jako morfery akceptuje bo to fajna zabawa konwencją, Strike Rider Cycle kłóci się z inspiracjami kinem wuxia i walkami zwierzęcym duchów. 

Inne:
- w odcinku było obrzucanie się jedzeniem, niczym w Mighty Morphin. Nie rozumiem tego tropu.
- RJ w odcinku pojawił się zaledwie na moment, czuję niedosyt.

OCENA 4/6

Power Rangers S16E05 Can't Win Them All
Ten odcinek mocno przypominał mi Mighty Morphin. Pretekstowa historyjka by pokazać jakąś pozytywną wartość, bez zbytnio skomplikowanej warstwy fabularnej. Cieszyłem się z odcinka poświęconego Theo ponieważ chciałem się dowiedzieć o nim czegoś nowego. Nic z tych rzeczy. Pokazano jego perfekcjonizm i jak góruje nad innymi Wojownikami. Potem scenariusz wymusił na nim przegraną walkę, jego podłamanie i utratę wiary w siebie. Ale że co? Kompletnie bez sensu, przecież Rangersi już przegrywali w tym sezonie. Nie ma w tym konsekwencji. Walki były dobre z miłą odmianą gdy trzeba było walczyć na ścianie budynku, tylko znowu, choreografia dość standardowa. Brakuje mi tutaj większej ilości finezji i zabawy formą. U złych też nic ciekawego się nie działo. Daishi chodzi wkurzony, a Camille jest obwiniana za zawalenie kolejnego "świetnego" planu. I znowu mam skojarzenie z MM. Na szczęście jest RJ, on zawsze ratuje sytuację. Czy to ćwicząc taniec czy siedząc w fotelu.

OCENA 3.5/6  

Mr. Robot S02E01 eps2.0_unm4sk-pt1.tc
Widziałem kilka krytycznych głosów dotyczących powrotu Mr. Robot i po obejrzeniu odcinka zupełnie ich nie rozumiem. To wciąż ten sam serial, dalej zaskakuje, używa tych samych form przekazu i kontynuuję historia zagłębiając się przy okazji w naturę społeczeństwa w odrobinę pretensjonalny acz trafny sposób. Ja jestem zachwycony.

Pierwsze minuty to czyste szaleństwo napędzane pracą kamery i dźwiękiem. Długie, płynące ujęcia nie tworzące spójnego ciągu przyczynowo skutkowego. Rozmowa Wellicka z Elliotem, moment wypadku z dzieciństwa i rozmowa z doktorem. Tak zwany przerost formy nad treścią w mistrzowskim wykonaniu. Ja się zachwyciłem, nie wiedząc po co to oglądam chłonąłem kolejne momenty przypominając sobie serial. To samo było podczas pokazania codziennej rutyny Elliota. Odcinek skupiał się w większości na nim, pokazał zmiany jakie w nim zaszły i nakreślił sytuację. Amerykę ogarnia chaos, a Elliot toczy własną wojnę z swoją podświadomością. Slater niesamowicie szarżuję aktorsko, a Malik gra bardzo powściągliwie co tworzy niesamowitą dynamikę między nimi. Pokazano człowieka walczącego z własnymi słabościami, popadającego w coraz większe szaleństwo i przegrywającego walkę. Bojącego się swoich działań.

Inne wątki z początku stanowiły chaotyczną mieszankę. Niepowiązane sceny, które z czasem nabierały sensu. Technologicznie nawiedzony dom okazał się cyber atakiem na pracownicę E Corp. I pokazał uzależnienie od technologii podkreślając jej potencjonalne niebezpieczeństwo. Była to pierwsza część planu Darlene. Tajemniczego planu zadania kolejnego ciosu systemowi. Ich rewolucja okazała się porażką, tracą na niej zwykli ludzie i teraz czas na drugi etap. Udawana przemowa gdy była pewną siebie liderką to płaszczyk by przykryć jej zagubienie, które ukrywa przed innymi. Jej wątek okazał się równie ciekawy co Elliota.

Inne:
- jedna z pierwszych scen to rozmowa z Ellioa z jego psychiatrą, paralela do pierwszego sezonu.
- Daydreamin' jako piosenka podkład do wprowadzenia Eliota - doskonały wybór.
- opowieść o Sandfieldzie i bezsensowności niektórych serialu, obarczaniu ich realności konwencją. Sam Esmail jakby pisał o sobie.

OCENA 5.5/6

Mr. Robot S02E02 eps2.0_unm4sk-pt2.tc
Pierw rozprawię się z Elliotem. Oglądając jego sceny nie można być niczego pewnym, nieustannie kwestionuje to co widzę. Czy kolejne postacie są wytworem jego wyobraźni? Czy opowieść jest linearna? Czy pojawią się dziury w narracji? Nie ufam serialowi i sprawia mi to ogromną przyjemność. Kapitalna była scena kolejnej konfrontacji z Robotem. Gdy Elliot zdaję sobie sprawę z utraconych godzin i popada w szaleństwo, śmiech i rozpacz, upiornie zmieniający się wyraz twarzy i pozornie ponowne przejęcie kontroli. Niesamowite, podkreślone jeszcze przez klaustrofobiczne wnętrze i szybki montaż. I końcówka. Zaśnięcie na sesji w kościele i pobudka z telefonem w ręku i rozmowa z Tyrellem. Długo trzeba było czekać na jego powrót i oczywiście przyniósł on masę pytań.

Niby Elliot jest głównym bohaterem, ale w tym odcinku został przytłumiony przez pozostałe wątki co mnie osobiście cieszy. Pierw paranoiczna scena w Central Parku i 6 mln dolarów w gotówce. Długie ujęcia, oczekiwanie niebezpieczeństwa i finał z wielkim ogniskiem. fscociety uderza celnie. Atakuje wizerunek medialny i zwiększa niechęć zwykłych ludzi do E Corp. Ludzi, którzy najwięcej stracili na rewolucji i są tylko pionkami w tej absurdalnej wojnie z systemem. Jak się okazuje rząd wspiera E Corp przed upadkiem, wpompowali w niego 900 mld dolarów i to nic nie dało. Po napisowa scena z S01 tylko pokazuje jaki gigantyczny przekręt stworzył Price.

Grace Gummer zadebiutowała w tym odcinku. I jakie to było przyjemne wejście. Scena w sklepie, kupowanie kanapki i lizaka, trochę żartów z dupka w kolejce i potem scenka w siedzibie FBI. Serial robi wszystko żeby jej postać wypadła sympatycznie, a ja mam wrażenie, że to tylko zmyłka. Każe mi myśleć w ten sposób by zaraz zrobiła coś niemiłego lub zostanie postawiona w roli antagonistki.

Angela w E Corp wygląda mistrzowsko. Na prawdę. Chciałem by przeszła na tą złą stronę i sprawdza się tam wyśmienicie. To ona musi walczyć z skutkami działań Darlene, swojej przyjaciółki, i całkiem nieźle jej to idzie. Chłodna i opanowana, odnalazła swój życiowy cel. Wciąż jednak nie do końca wierzy w swoje umiejętności, wiecznie pragnie akceptacji i wygląda jakby nie do końca czuła się komfortowo. Znalazła akceptację, której szukała, ale wciąż umyka jej tzw. sens życia.

Śmierć Gideona była niczym cios w twarz. Nie spodziewałem się tego, niemalże do samego końca rozmowy. Nieznajomy w barze, monolog o Gideonie i upadku społeczeństwa, nawiązania do Wielkiego Kryzysu i prywatnego życia. I strzał w krtań samozwańczego obrońcy wolności wierzącego, że robi dobrze. Świat w kryzysie, manipulujący przekaz medialny i zdesperowani ludzie którzy w niego wierzą i wprowadzają przez to dodatkowy chaos do świata. Drugi sezon Mr. Robot jest niczym dystopijna opowieść o świecie, na którego krawędzi stoimy.

Inne:
- czym jest gra w kosza i sport? Wszystko zależy od perspektywy, a banalna rzecz może prowadzić do głębszych rozmyślań.
- "Inside the glamorous wardrobe of Tyrell  Wellick wife", yeah, wyobrażam sobie takie nagłówki w tabloidach gdyby to wcale nie była fikcja serialowa.
- ostatnia scena z Gideonem została świetnie wyreżyserowana. Kamera skupiała się na nim, a tajemniczy mężczyzna przez większość czasu zostawał niewidoczny. Mr. Robot to trochę reżyserskie porno gdzie można się rozkoszować kolejnymi ujęciami. 

OCENA 5.5/6

wtorek, 8 września 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #152 [31.08.2015 - 06.09.2015]

Zupełnie niespodziewanie Mr. Robot stał się jednym z najlepszych seriali ostatnich lat. I pomyśleć, że zapowiadał się jak kolejna letnia produkcja USA Netork tylko o hackowaniu. Zrobiła się z tego krytyka współczesnego świata i podróż z równie skomplikowanym bohaterem co Walter White. Jeśli jeszcze nie oglądaliście zróbcie to. 

Oprócz Mr. Robot skończyłem Power Rangers RPM. Trochę mi to zajęło co mnie cieszy. Oznaczało to dłuższe obcowanie z bandą niezwykłych bohaterów, których uwielbiam. Już tęsknię i powoli zastanawiam się, który sezon PR oglądać teraz. Bo Mighty Morphin pewnie nie dam rady dokończył. A wy pewnie dalej śmiejecie się z tych wpisów? Powtarzam, dajcie szansę. 

SPOILERY

Mr. Robot S01E10 eps1.9_zer0-day.avi
Mr. Robot zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Sam Esmail opowiada złożoną historię, bawi się z widzem i zmusza go do myślenia. Nie w najprostszy sposób typu - co się wydarzyło i co będzie dalej. On każe się zastanawiać nad światem, systemem wartości, miejscem jednostki w społeczeństwie. Zmusza do kwestionowania rzeczywistości, tego kim jesteśmy, za kogo się uważamy i co chcemy osiągnąć. Opowiada też historię rozbitego człowieka, któremu się kibicuje, rozumie i sympatyzuje. Całość została podana w wysublimowany sposób. Pieczołowite kadry dopowiadające historię, muzyka komponująca lub w celowy sposób mocno kontrastująca z treści i montaż bawiący się formą przekazu. Obok Hannibala i True Detective S01 to jeden z najpiękniejszych seriali ostatnich lat. I jeszcze jak zagrany. Przekonująca paranoja w wykonaniu Rami Maleka, szalejący na ekranie Christian Slater, dystyngowany Michael Cristof, socjopatyczny Martin Wallstorm i bijąca arktycznym chłodem Stephanie Corneliussen hipnotyzują swoją grą i sprawiają wrażenie obcowania z realnymi postaciami. To wszystko na antenie USA Network nie słynącej przecież z zbyt ambitnej ramówki.

Finał okazał się najlepszym odcinkiem serialu. Dodanie kilku minut zostało odpowiednio spożytkowane przez co udało się zbudować niezwykle duszny klimat zaszczucia i tajemnicy. Udał się eksperyment z trzydniowym przeskokiem w czasie. Elliot budzi się w samochodzie i o ostatnich wydarzeniach wie mniej niż my. Widz zdaje sobie sprawę z udanego hacku, on dopiero do tego dochodzi. Nie było epickiej sceny z niszczeniem globalnego rynku i pełnej emocji hakerskiej roboty. Wszystko to wydarzyło się poza panelem jak mówią komiksowcy. I to zadziałało. Wraz z bohaterem zbieramy okruszki by znowu Elliot mógł zdać sobie sprawę kim jest Mr Robot. Jest już zagubiony w swojej matni, jego choroba psychiczna i samotność zmuszają do kwestionowania wszystkiego. Czymże jest nasze życie? Czy wszyscy nie jesteśmy Elliotami? W kluczowej scenie na Time Squer (czemu Nowojorskie seriale tak rzadko używają tego miejsca?) Ellion konfrontuje się z Mr. Robotem. Poprzez hackowanie rzeczywistości. Nagina ją dla własnych potrzeb, tworzy swój własny prywatny świat. Odcina się od ludzkiego zgiełku i tworzy oazę spokoju. Kontrast między protestującym tłumem, a ciszą w centrum NY jest niesamowity. Elliot akceptuje swoją przeszłość, to kim jest, swoich wyrodnych rodziców i dziecięce oblicze. Tylko tak człowiek może radzić sobie z otaczającym światem. Jednak to rant Mr. Robota był tym co zrobiło na mnie największe wrażenie. Prosta krytyka współczesnego świata, który sprawia że ludzie są anonimowi, pozbawionym tożsamości tłumem lub aktorami grającymi sztucznych ludzi na portalach społecznościowych. Mniej więcej to samo czytałem w Gone Girl co jeszcze spotęgowało moje odczucie. Co może w takim razie zrobić Elliot? Wrócić do domu i zaakceptować sytuację, wybrać jedną z wersji życia które chcę mieć.

Serial w ciekawy sposób ujął fscociety. Dawid obalił Goliata. Na piedestał postawiono zwykłego człowieka zdolnego do nieprawdopodobnych rzeczy. Wystarczyła grupka zdeterminowanych ludzi by odmienić świat. Niezwykłości ludzi w seriali jest kilkukrotnie powtarzana, a cliffhanger wykręca ten motyw. Jednak ja chciałem jeszcze o fsociety. Zostali ściganymi przez władze zbawcami świata niszcząc giganta. Cieszą się z tego co zrobili, ale czy do końca zdają sprawę z długofalowych konsekwencji? Tak jak działania Angeli w sprawie procesu swojej matki również i to może nieść niespodziewane skutki i wpłynąć na życie innych ludzi w nie tylko pozytywny sposób. Przecież już teraz była jedna ofiara śmiertelna, a dochodzą jeszcze zamieszki. Przekręt fsociety został w tym odcinku powtórzony na o wiele mniejszą skalę. Pozbywając się dowodów ekipa udaje się do spalarni szczeniaczków. Niszczy sprzęt i ratuje pieski w rytm punkowej muzyki. Wzruszający gest, można im tylko przyklasnąć. Tylko tutaj też nie zdają sobie sprawy z konsekwencji. Uwalniają słodkie pieski, które zostawiają same sobie. Co z tego, że część może być zarażone i umierająca? Nasi bohaterowie nie patrzą z szerszej perspektywy i ich impulsywność może mieć ciekawe konsekwencję.

Ten odcinek był jak seria uderzeń pozbawiających tchu. Jedna kapitalna scena następowała po drugiej. Jedną z nich był wywiad CEO Evil Corp dla telewizji. Korporacja mierzy się z bezdusznymi mediami, które są personifikowane przez obiektyw kamery. Odczłowiecza to media, nadaje im pewną obcość. Kolejne długie ujęcia oka kamery gdzie przybiera centralną część ekranu są niczym oglądanie sędziego wydającego swój wyrok. Jest to władza z którą trzeba się liczyć, która szafuje życiem, część w nieświadomy sposób. Strach przed rekcją opinii publicznej i nagonka mediów doprowadziły do samobójstwa prezesa podczas wywiadu. Oko kamery wydało swój wyrok.

Dehumanizacja. Dla mnie jest to jeden z motywów przewodnich serialu. Jak w True Detective nie chodziło o sprawę kryminalną tak tutaj konspiracja jest jedynie jednym z wątków służącym do zaprezentowanie niezwykle wymownego tła. Tutaj najwięcej czasu dostają korporację. Esmail do ich sportretowania używa Michael Cristof. Phillip Price jest niczym dobry dziadek. Wspomoże, rzuci żartem, zawsze ma czas by porozmawiać. Jest to fałszywe oblicze. Mami cie ciepłymi słowami jak z kampanii marketingowych jednak w ukryciu sączy jadem. Jest twoim przyjacielem by zaraz wbić nóż w plecy. Człowiek jest tylko trybikiem korporacyjnej machiny. Śmierć? Zdarza się. Skończyła się twoja przydatność jesteś do zastąpienia. Korporacyjna obłuda jest pokazana na dwa sposoby. W ten niezbyt subtelny gdy Price pierw mówi to co myśli o zmarłym, ciesząc się z jego śmierci bo może przynieść korzyści E Corp, a potem nazywa go dobrym przyjacielem. Subtelniejszy jest obraz. Monumentalny budynek, logo firmy na posadce, piękne wnętrza, przemówienie z podwyższenia i wygłaszanie orędzia do pracowników. Przypomina mi to dwie rzeczy. Najbardziej na myśl rzuca się mistycyzm gdzie korporację są niczym religię z świętymi logami odgrywającymi role symboliki, masą ślepych wyznawców (hi Apple!) i charyzmatycznymi świętymi przemawiającymi do wiernych. Inne skojarzenie to totalitarne państwa z fałszywą retoryką, kultem jednostki i (tadam!) symbolu.

Paradoksalnie poznając te mechanizmy od środka człowiek od nich nie ucieka. Zdaje sobie sprawę ze zła do jakiego się przyczynia, ale produktem tej maszynerii jest złoto. Wymierne korzyści, przyciąganie do władzy i siły. Przecież to korporację mają władze nad dzisiejszym światem. Dlatego Angela nie odchodzi z E Corp. Używając biblijnej analogii można stwierdzić, że zło ją przyciąga. Sprzedawca w sklepie z butami wypowiada do niej najprostszą prawdę, a ona ją odrzuca. Posmakowała władzy i chcę dalej czerpać przyjemność z bycia kimś ważnym. Przecież to coś niezwykłego. Władza nęci. I to pasuje do jej postaci. Scena w sklepie z butami była niezwykła. Niby dała jej do myślenia, ale wolała pozostać w centrum i patrzyć na zwykłych pracowników z góry (kadrowanie!). Szczególnie wymowne były jej ostatnie słowa - "I will try Prada next" co miało podkreślić jej status. Wprost nie mogę się doczekać gdy w kolejnym sezonie jej postać będzie mielona przez kolejne koła zębate korporacyjnego molocha. Tym bardziej, że jest tylko pionkiem. Bo poczucie wyższości jakie dają ci te firmy jest jedynie złudne. Im szybciej to dostrzeżesz tym lepiej dla ciebie. Inaczej będziesz tylko pionkiem.

Końcowy cliffhanger dopisuje nową warstwę do wątków konspiracyjnych i humanistyczno społecznych. Jak się okazuje E Corp było świadome zagrożenia atakiem, a wspólnikiem Prica jest Whiterose, hacker biorący udział w ataku. Niesamowita jest złożoność i wymowa historii. Ludzie osiągnęli sukces, wygrali starcie z Goliatem, ale to tylko ułuda. Ostatecznie byli tylko marionetki w rękach rządzących. Czym w takim razie jest wolność? Sami zakuwamy się w kajdany sztucznego życia, żyjemy według reguł społeczeństwa, tworzymy iluzję na potrzeby innych, a dodatkowo korporację wykorzystują nas na każdy możliwy sposób. Żyjemy w matrixie, jesteśmy paliwem dla wielkich tego świata. Przebudzenie? Może być tylko pozorne jeśli podążymy ślepo za ideą (bezmyślne naśladownictwo fsociety i robienie z nich proroków), sami musimy dokonać przebudzenia. Tylko czy jesteśmy na to gotowi? 

Inne:
- absencja Tyrella okazała się dobrym pomysłem by nie mnożyć niepotrzebnie wątków. Wciąż też wisi jedno gigantyczne pytanie - co się stało podczas ostatnich trzech dni, czyi plan został zrealizowany i czy to Tyrell wydał orędzie do świata. 
- Rami Malek zasługuje na nominację do Złotych Globów. Trzeba wiele talentu by stworzyć postać aspołecznego, aroganckiego ćpuna z schizofrenią z którym można sympatyzować. Scena na Time Squer i długie spojrzenie na jego zrezygnowaną, pełną niedowierzania i wyniszczoną twarz niesamowite. Tak jak paranoja i wycofanie podczas całego odcinka. 
- można się czepiać, że jeden atak na jedną firmę nie powinien spowodować takiego załamania rynków, ale to tylko gdybanie. Mi się podobała realność przedstawienia chaosu. Elliot przegląda znane portale internetowe (io9, Gizmondo), zewsząd atakują wiadomości, media i rząd uspokajają, a ludzie wiedzą swoją. Mamy też wkomponowane zdjęcia światowych przywódców (Obama, Merkel) uprawdopodabniające całe wydarzenie. 
- uwielbiam statyczne ujęcia w tym serialu. Kolejne sceny są bardzo prosto kadrowane, ale symetria i rozmieszczenie poszczególnych elementów to perfekcja. Nawet dynamiczna tyrada Mr. Robota była złożona z tych statycznych ujęć przeplatanych nagłymi cięciami. 
- może trochę nad interpretuje, ale plakaty w metrze współgrają z fabułą serialu. W drugim odcinku widać "Be part of solution" gdy Darlyne namawia Elliota by dołączył do fscociety, a teraz mamy "Carry on with caution", "If it's broke, fix it" i "How does it work?". I co do cholery oznacza kobieta z papugą, która wraca z 8 odcinka?! 
- dla nieśledzących wiadomości - druga serial została już zamówiona więc z Elliotem widzimy się za rok. 

OCENA 6/6

Power Rangers RPM S17E25 Key to the Past (1)
Serial zbliża się do końca, a ja powoli zaczynam tęsknić i coraz bardziej doceniać kolejne odcinki. Tym razem było efektownie i fabuła ruszyła mocno do przodu. Dillion i Tanaya 7 stoczyli kilka widowiskowych walk w tym odcinku (ileż akrobatyki!), a potem zdali sobie sprawę ze swojego pokrewieństwa. To nie było zaskoczenie, raczej oczywista konsekwencja fabularna. Mi się jednak podobało jak bohaterowie godzili się ze swoją przeszłością. Szczególnie Tanaya. Pierw negowała to odkrycie, chciała odciąć się od przeszłość by w końcu zdać sobie sprawę, że więzy krwi są najważniejsze. Fajnie rozegrano też zachowanie pozostałych Rangersów. Bez pretensji, wyrzucania bratania się z wrogiem, a jedynie stuprocentowe poparcie dla Dilliona i pomoc. Końcówka zatrzęsła trochę serialem i jestem ciekaw jak to będzie rozgrywane dalej. Do końca jeszcze 7 odcinków więc liczę na kilka twistów.

Na dalszym planie błyszczeli złoczyńcy. Pierw Shifter wrobiony przez Tanaye i zesłany na wygnanie realizuje własne plany. Jednak to Kilobyte był gwiazdą. Złowieszcza retoryka, gestykulacja jak kreskówkowy łotr (ten gest poprawiania włosów przez maszynę!), mechaniczny tembr głosy i sprytnie prowadzone intrygi. Czuje, że to on będzie głównym przeciwnikiem, a nie groteskowy Venjix.

OCENA 5.5/6

Power Rangers RPM S17E26 Beyond a Doubt (2)
Jaki początek odcinka. Tanaya 7 przybywa do Rangersów, oferuje im pomoc w walce z Venjixem, a oni co racjonalne nie ufają jej. Wymiana poglądów, dynamiczna kamera i co rusz pokazywanie smutnej jak szczeniaczek Tanayi 7. Normalnie można się było wzruszyć. Dalsza część odcinka to jej i Dilliona wyprawa do pałacu Venjixa po kody potrzebne do wygrania walki. I znowu mamy rozwijające się relację brat/siostra i poczucie nieufności. Bo scenarzyści się trochę pobawili, rozegrali tą historię tak by nie do końca były jasne intencję Tanayi. Gdzie leży jej lojalności, u maszyn czy ludzi? Zdradziła czy to tylko gra? A może finta w fincie? I tak przez całe 20 minut, cały czas gdy pokazywała się na ekranie.

Zadziwiło mnie zaangażowanie w walki zordów w tym odcinku. Zawsze to ludzkie potyczki oglądałem z nieskrywaną przyjemnością wiedząc, że czeka mnie schematyczna sekwencja z maszynami. Tutaj tak nie było. Shifter stworzył najgroźniejszego bota z jakimi radzili sobie Rangersi, przejął władzę nad Ciuchciozordem i byłby wygrał gdyby nie wykradzione plany przez Tanaye 7. Pozwoliło to na stworzenie Ultrazorda, połączenie wszystkich 12 zordów. Prawie 100 metrowa maszyna zagłada, największy Megazord w historii Power Rangers. Powiedzieć, że wygląda imponująco to mało.

Inne:
- Ultrazord High Kick!
- ach, przyjaźń Dilliona i Ziggiego objawiająca się czasem tylko w gestach. Tym razem moment gdy Czarny Wojownik daje Zielonym swój morfer na przechowanie.
- scenarzyści przypomnieli sobie o morderczym ogrodzeniu Venjixa, które było konsekwentnie ignorowane przez cały sezon. Już lepiej by nam nie przypominano o tej dziurze fabularnej. Jednak sama akcja gdy Tanaya i Dillion na nią szarżują miała fajnego przygodowego ducha.
- flashbacki Dilliona z delikatnymi zakłóceniami. A może Tanaya 7 wcale nie jest jego siostrą i wspomnienia zostały wszczepione przez Venjixa?
- podwójny cliffhanger. Szykuje się intensywne zakończenie tej trzyczęściowej historii.

OCENA 5/6

Power Rangers RPM S17E27 Control_Alt_Delete (3)
Sporo obiecywałem sobie przed tym odcinkiem i niestety musiałem się rozczarować. Było momentami nudnawo, brakowało troszkę dramatyzmu, upchnięto tutaj za dużo i za szybko. Zainfekowany Scott, ulepszona Tanaya do wersji 15, ostateczne starcie z Shifterem. Każdy z tych wątków powinien dostać osobny odcinek by je odpowiednio poprowadzić. Jasne, to dalej nie był zły odcinek, cieszyłem się jak dzieciak oglądając kolejne sceny (Ziggi planujący biznes z kontrolą umysłu), ale od dobrych rzeczy wymagam więcej.

Były jednak dwa momenty, które bardzo mi się podobały. Pierwszy z nich to pokazanie zachowania Dilliona. Ma jedyną szanse by przywrócić pamięć swojej siostrze i ją uratować. Lub ocalić Rangersów, którzy przegrywają walkę z Shifterem. Robi to drugie, poświęca swoją prywatną misję by uratować przyjaciół. Druga scena to walka Gemmy. Pozostałe okładanki były słabe, nawet Scott vs. Shifter. Tutaj był pomysł i efektowność. Brakowało mi tego w innych scenach.

OCENA 4/6

Power Rangers RPM S17E28 Run Ziggy Run
Epizod Ziggicentryczny tuż przed finałowym aktem. Normalnie bym narzekał, że dali dalszy ciąg gangsterskich porachunków i średnio pasujący wątek kryminalny. Jednak nie będę tego robił by wyszło (tadam!) świetnie. Pierw dynamiczny początek z uciekającym Ziggim, trochę parkouru i humoru. Podobało mi się, że Ziggi nie użył morfera i swoich umiejętności by poradzić sobie z gangolami. Potem w siedzibie Rangersów panikował, a jak on to robi jest śmiesznie. Szczególnie ta jego zrzutka. I pomoc bliźniaków. Wielbię tych bohaterów! Oczywiście wszystko dobrze się skończyło. Zielony uratował życie bossowi, a ten postanowił dać mu spokój. Podobała mi ta historia. I te zbliżenia z Doktor K! Szkoda, że osobiste historię poszczególnych bohaterów dostają ostatnio tak mało czasu.

Jednak było też miejsce na wątek główny i to nie mało. Kilobyte nawiązał walkę z wojownikami i starł ich na pył. Kilkukrotnie. Uwielbiam tego bad guya, jest najlepszych villianem sezonu. Od designu po charakter i jego gestykulację. Zwłaszcza to ostatnie. Poprawianie włosów, których nie ma i koszuli której nie nosi. Cudo! Uśmiecham się za każdym razem gdy to widzę. Gdyby nie kolejny przypadek Rangersi już by spoczywali w pokoju. Walka z nim była ciekawa bo praktycznie mu nie zagrozili, co rusz lądowali na czymś twardym. Tylko nowy wynalazek ich ocalił. A potem przyszło powiększenie i walka zordów. I nie była meh bo scenarzyści dwoją się i troją by to urozmaicić. Tym razem 4 Megazordy w przeróżnych konfiguracjach. Widowiskowo. Szkoda, że nie mam 20 lat mniej i nie oglądam tego w telewizji.

Ileż filmowych nawiązań w odcinku. Wiadomo, boss Ziggiego to stereotypowy mafiozo. Sam tytuł fajnie pomyślany jako odwołanie do Run Lola Run. Jednak wisienką była tajemnicza walizka, której zawartość zachwyciła Frenso i Tanaye. Piękny hołd dla Pulp Fiction. Albo scena wymiany Ziggiego i boczne ujęcie kamery.

Inne:
- Doktor K wymawiająca imię Ziggiego by się szybko poprawić na Ranger Operator Series Green. Słodkie. Więcej ich!
- nowy design Venjixa może i wzbudza grozę, przypomina trochę japońskie demony, ale ja i tak wolę Kilobyte.
- Gemma i Ziggi rzucają onlinerami aż miło. Czemu tak rzadko mają team-upy? Za dużo świetnych bohaterów by dać im odpowiednią ilość czasu. Wciąż tęsknię za konfiguracją Gemma/Finn i obawiam się, że nie dostanę jej ponownie.

OCENA 5/6

Powr Rangers RPM S17E29 If Venjix Won
Recapowy odcinek, meh. Rozumiem, że takiego typu się zdarzają, ale tytuł zwiastował co innego. Myślałem, że będzie zabawa z podróżami w czasie lub alternatywne zakończenie serialu. Dużo sobie obiecywałem. Niestety zamiast tego ponad połowa epizodu to zmontowane scenki z poprzednich. I to wcale nie najfajniejsze. Suche, najprostsze fakty o których ciężko zapomnieć, a fanom niezbyt są potrzebne. Dobrze, że tak jak w odcinku z wyprawą zza kulisy i tutaj pobawiono się trochę z formą. Vlogi Doktor K i łamanie hasła było dobrym pomysłem, nie miałem wrażenie całkowitej straty czasu. I jeszcze scenki z Doktor K i Ziggim. Rozczulające! I był cieniowy teatrzyk. I Doktor K się uśmiechała. I byli razem uwięzieni w jaskini (prawie jak bottle episod, który chciałem). I mieli całkiem fajną walkę z kitowcami. Więc nie było wcale tak źle.

OCENA 4/6

Power Rangers RPM S17E30 End Game
Co to był za cliffhanger! Nie lubię oceniać odcinka po ostatnich minutach, ale tutaj ma on olbrzymi wpływ na odbiór całości. Venjix dokonał ostatecznego ataku na Corinth i jak się okazuje jego plan był długofalowy. Zainfekował dużą część populacji i w finale przejął nad nimi kontrolę. Przy okazji użył EMP dodatkowo osłabiając potencjał obronny miasta. Delikatnie mówiąc ludzie mają przewalone. Brak dostępy do biofield, przejęcie przez Venjixa siedziby dowodzenia oraz utrata jednego z Wojowników. Sytuacja bez wyjścia. Niby bo wszyscy wiemy, że dobrzy muszą wygrać. Tutaj zapowiada się, że dzięki udziałowi złych. Wojenki i animozję dają o sobie znać. Oj czekam co z tego wyniknie, czekam. Pewnie wszystko zostanie poprowadzone w przewidywalny sposób, ale tutaj najważniejsze jest wykonanie.

Było o zakończenie to teraz o początku. Był on iście filmowy. Długie sceny nakreślające sytuację, bez pośpiechu i dużo czasu na ekspozycję. Trochę liczyłem, że cały odcinek będzie w tym stylu. Pierw bliźniaki pracują nad Gridnerem by poznać lokalizację pałacu Venjixa(bez sensu, że dopiero teraz), potem pokazano senny koszmar Dilliona, a następnie jego reakcję. I to jego najciekawiej oglądało się w tym odcinku. Bo wie, że przegra walkę i zostanie maszyną. Nie poddawał się jednak, walczył jako prawdziwy Power Ranger i wspierał drużynę do samego końca. I miał świetne sceny z Ziggim. Kapitalnie udało się scenariuszowi uchwycić ich przyjaźń. Tutaj dużo ze sobą współdziałali, mieli wspólne akcję i to oni we dwóch pokonali nowego bota. Przy okazji Ziggy popisał się swoimi kapitalnymi ruchami. Ech, już za nimi tęsknię.

OCENA 5/6

Power Rangers RPM S17E31 Danger and Destiny (1)
Co tu dużo mówić - to było świetne. Oglądało się z zapartym tchem, kolejne scenki to czysta zajebistość. I tak można się przyczepić do szczegółów i ogółu, nielogiczności niektórych scen, ale po co skoro fun z oglądania jest ogromny. Nie zabrakło też dramatycznych wydarzeń i stawiania honoru, przyjaźni i poczucia obowiązku ponad siebie. Nie sądziłem też, że się wzruszę, a tutaj jedna scenka wydarła kawałek mojej duszy. Nienawidzę gdy moi serialowi ulubieńcy odchodzą, a tutaj musiałem pożegnać się aż z dwójką. Gemma i Gem oddali życie by ratować innych zostali wymazani z rzeczywistości. Zniknęli by inni mogli żyć. Na zawsze w naszej pamięci. Jeśli nie zostaną wskrzeszeni co nie kłóciłoby się z realiami świata.

Odcinek to nieustanna walka z inwazją Venjixa na miasto. Nie jest to proste, przecież Wojownicy nie będą walczyć z ludźmi których umysły zostały przejęte przez maszyny. Natomiast sam Venjix wydaje się niezwyciężony zwłaszcza po przejęciu władzy nad biofield. Wojownicy nie mogą się morfować, muszą użyć sprytu by wygrać. Udać się uda, ale sądzę że następny odcinek będzie równie świetny co ten.

Trochę szkoda, że już teraz nastąpiło ostateczne starcie z Kilobyte. Liczyłem, że to on zostanie głównym bossem do ubicia. Jednak walka z nim wyszło znowu bardzo fajnie. Głównie dzięki sprytnemu wymieszaniu wątków. Bo on, perfekcyjna maszyna czuje zawiść i zazdrość względem Tanayi 15. Jego dzieło zyskało większą przychylność Venjixa przez co chcę je zgładzić. Paradoksalnie maszyny nie różnią się wcale od ludzi. Wplątano w to jeszcze Dilliona, który chcę uratować siostrę i Ziggiego z Doktor K porwanych przez Venjixa. Całość stworzyła iście wybuchową mieszankę. Widowiskową i z niezłymi gagami.

Inne:
- Ziggi chcący uratować Doktor K i rzucający się jej na ratunek! I potem oswobadzający się z kajdan. Jakże cudowne mają sceny! Szczególnie gdy ona ukrywa swoje uczucie wobec niego.
- pojedynek słowny Venjixa i Doktor K pokazał jej badassowość. A potem jeszcze wybuch gniewu Venjixa. Świetne sceny w centrum dowodzenia.

OCENA 5.5/6

Power Rangers RPM S17E32 Danger and Destiny (2)
Nareszcie skończyłem. Inaczej, niestety skończyłem. Ostatni odcinek Power Rangers RPM to pożegnanie z bohaterami, ostatnie żarty, ostatnie dramaty, ostatnie walki. Jeszcze czeka mnie krótkie spotkanie z Scottem, ale reszcie ferajny mówię cześć i będę tęsknił bo ich pokochałem. Wszystkich. Chciałbym z nimi iść na piwo... Cieszy mnie satysfakcjonujące zakończenie. Wiem, że życie bohaterów toczy się dalej. Przestali być Wojownikami, ale wciąż robią to co trzeba. Dillion, Tanaya i Summer wyruszyli odbudować świat. Doktor K i Ziggi otwierają szkołę. Razem! Flynn zajmie się warsztatem. Scott, Gem i Gemma (ha! mówiłem, że ich wskrzeszą) dołączają do wojska. Każde z nich ruszyło do przodu. Trzymajcie się! I uważajcie na siebie. Ostatnie sekundy odcinka nie dają mi spokoju. Venjix został pokonany, ale cliffhanger każe wątpić, że to koniec. Delikatna sugestia, że walka może rozgorzeć na nowo. Niestety Saban nigdzie nie kontynuował tego wątku, a szkoda.

Jaki był sam odcinek i ostateczne starcie z Venjixem? Niczym letnim blockbuster. Działo się dużo i widowiskowo, szczególnie sam koniec. Jak pokonać niby niezniszczalną fizyczną formę wirusa komputerowego? Użyć jego własnej broni i przygnieść kilkuset tonowym budynkiem będącym niegdysiejszym centrum dowodzenia miasta. To było zaskakująco efektowne. Jednak mi bardziej podobały się te zwykłe starcie wojowników. Walczyli pozbawieni dostępu do morferów, a potem mimo niewątpliwej przewagi Venjixa. Podobało mi się też, że w ostatnim starciu wystąpiło pierwotne trio Rangersów - Czerwony, Żółta i Niebieski, a Dillion i Ziggi mieli własne scenki. Nie zapomniano też o ochronie przyjaciół, cywili i rodziny.

Ogólnie byłem zachwycony jak zwykle. Ignorowałem szybkie tempo akcji, szwajcarski scenariusz, nielogiczności i uproszczenia. Chciałem się bawić podczas oglądania i to robiłem. Zróbcie to i wy, nie pożałujecie. Wyłączcie krytyczne myślenie i wyruszcie na niesamowitą przygodę z wyrazistymi bohaterami w sugestywnym klimacie. I opowiadajcie o tym znajomym. Ich miny gdy na serio opowiadałem, że ostatnio widziałem parę odcinków Power Rangers były bezcenne.

Inne:
- śladowa ilość zordów, walki w całości na nogach. Dobrze!
- piękna klamra całego serialu. W pierwszej scenie serialu Dillion podlewa jedyny kwiatek na jałowym oceanie pustyni. Teraz robi to samo, ale widzi kolejne kwiatki, setki. Jakby świat miał się ponownie przebudzić do życie po terrorze maszyn.
- taka ciekawostka - aktorzy grający Ziggiego i Doktor K w prawdziwym życiu są małżeństwem. Ta wiadomość przyprawiła mnie o olbrzymi uśmiech.
- druga ciekawostka - Milo Cawthorne (Ziggi), Olivia Tennet (Doktor K), Adelaide Kane (Tanaya) i Ari Boland (Flynn) grają razem w horrorze Blood Punch. Jak nie oglądam tego typu filmów to na ten się skuszę.
- skończyłem RPM to teraz wypadałoby wrócić do Mighty Morphin. Przynajmniej na jakiś czas. Jak się znudzę w kolejce czekają Jungle Fury i Mystic Force.

OCENA 5/6

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #151 [24.08.2015 - 31.08.2015]

Trzy wiadomości szczególnie przykuły moją uwagę w mijającym tygodniu. Pierw uderzył pełny trailer 5 sezonu Homeland. Mam z tym serialem skomplikowaną relację. Pierwszy sezon wielbię, drugi miał moment, po trzecim nie mogłem już go znieść, a czwarty odbudował moją wiarę w przygody Carrie. Jak będzie w tym roku? Nie będę wyrokował. Powiem jedynie, że kolejny mini reboot może wyjść na dobre, a sam serial jak nigdy przypomina Homeland, z którym zawsze mu było po drodze. Duży nacisk na wątek obyczajowy i relację rodzinki i mnóstwo akcji oraz konspiracji. Tak to widzę i nie chciałbym się rozczarować. 

Coraz bardziej czekam na The Bastard Executioner. Przypominam - średniowieczny dramat od Kurta Suttera, twórcy Sons of Anarchy. Na zapowiedzi jest brutalnie, dojrzale i widowiskowo. Premiera już 15 września. Trzymam kciuki i fam scenarzyści. Wiem jedno - dziwnie będzie się oglądać Stephena Moyera w nowej roli po 6 latach spędzonych przy True Blood. A właśnie, kolejny finałowy sezon do nadrobienia. 

Erick Kripe i Shawn Ryan. Kiedyś te nazwiska liczyły się w biznesie. Jednak po serii wpadek i boomie telewizyjnym ich impakt na rynek wyraźnie się zmniejszył. Teraz ta dwójka łączy siły i tworzy serial o podróżach w czasie (hell yeah!), który wyląduje na NBC (nooooo!). Kripke słynie z Supernatural i wpadki jaką było Revolution. Ryan w CV ma The Shield i Last Resort. Chciałbym by wyszło z tego coś dobrego, ale na chceniu pewnie się skończy. Już lepiej by serial pozostał na etapie realizacji pilota niż miał mnie zawieść. 

SPOILERY


Fear The Walking Dead S01E01 Pilot
Nie czekałem na spin-off The Walkng Dead. Pardon, serial towarzyszący. Pierwsze zapowiedzi mi się podobały, ale z biegiem czasu moje zainteresowanie malało. Przecież nie da się przedstawić sugestywnej wizji wybuchu apokalipsy w telewizji. Czasowo jak najbardziej by poświęcić uwagę wszystkim niuansom, ale ograniczeniem jest budżet. By było wiarygodnie musiałoby mieć apokaliptyczne rozmiary, a to kosztuje. Dlatego AMC chyba nawet nie próbuje pokazać jak to było, a sercem serialu będzie historia skonfliktowanej rodziny zamiast walki z epidemią na globalną skalę. Przecież ludzkie dramaty są najważniejsze... chociaż ja mam ich trochę dość po serialu matce. Wolałbym globalną wizję konfliktu, a nie kolejny raz przerabianie dehumanizacji człowieka tylko w innym opakowaniu.

Jednak jak już dostałem to co sobie Kirkman i spółka wymyślili, daleki jestem od zachwytów. Jest zaledwie dobrze. Pilot jest godzinny by wprowadzić w realia świata. Tylko czy to potrzebne? Wiemy, że zombie są be i jedzą ludzi. Przez to całość cierpi na dłużyzny, próby straszenia (no kiedy pojawi się zombiak?! śpiący dzieciak w klasie? odwrócony dyrektor? umierający staruszek?) i ekspozycje postaci. Właśnie postacie. Nie zombie, których trzeba się bać są tutaj najważniejsze, a główna rodzinka. Przybrany ojciec, synek z problemami narkotykowymi, twarda mamuśka i córeczka kujonka o lekko buntowniczym charakterze. Gdyby nie aktorzy powiedziałbym, że jest słabo. Jednak Kim Dickens, Cliff Kurtis i Alycia Debnam Carey umiejętnie portretują swoich bohaterów i przyjemnie się na nich patrzy. Zastanawiające co się stanie gdy opuszczą szkołę, wyjdą z roli nauczycieli i uczniów zaczną swoją walkę o przetrwanie. Do jakich skrajności zostaną zmuszeni by przetrwać.

Wielkim rozczarowaniem był dla mnie wątek Nicka, uzależnionego od narkotyków syna. Zaczęło się dobrze, to on pierwszy spotyka zombie i podczas ucieczki zostaje potrącony przez samochód po czym trafia do szpitala. Tu zaczyna się jego paranoja. Czy to co widział jest prawdziwe, choroba psychiczna czy narkotykowy trip? Z biegiem odcinka jest z nim coraz gorzej, a kulminacja nadchodzi w finale. Zabójstwo w samoobronie i znikające ciało. Nick się załamuje, a rodzice mu nie wierzą. I to było fajne. Chciałem by to pociągnęli. Na przykład gdy wszyscy już wiedzą o zombie on cały czas wypiera to z świadomości, nie akceptuje nowego świata i żyję na krawędzi jawy i iluzji. Frank Dillane nieźle zagrał początkową psychozę. A potem pojawia się zombie i wszyscy mu nagle ufają. Czyli zapowiada się tradycyjna historyjka o ucieczce z miasta, chęci przeżycia i naprawię relacji rodzinnych. Więcej oryginalności panie i panowie!

Co mi jeszcze przeszkadzało? Fatalne dialogi złożone z prostych zdać i zajmujące się rzeczami oczywistymi. Idiotyczne zachowanie bohaterów to natomiast standard, nawet nie chcę mi się o tym pisać. Dłużyzny? Już pisałem. Dobrze, że to akurat jest częściowo maskowane przez ładne widoczki Los Angeles i jak to w serialach AMC bywa efektowne zdjęcia.

Tak więc uczucia mam mieszane. Za mało pokazano. Filmowy początek z nieśpieszną prezentacją bohaterów przerodził się w pewnym momencie w monotonie i obyczajówkę. Zombie jest na lekarstwo, a klimat wybuchającej epidemii jest nieudolnie kreowany - fajne motywy (viralowy filmik) przeplatane z kompletnie nietrafionymi (nastolatek wietrzący spisek). Boje się, że serial rozłożą wątki rodzinne. Zombie telenowela może się nie udać. Dlatego liczę na wyważenie akcji i dramatu. Przecież to kurde serial o zombiakach, chcę trochę pękających głów!

Inne:
- wszyscy piękni, młodzi i wymuskani, szczególnie ćpuni. Momentami mam wrażenie, że to serial The CW, a bohaterowie mieszkają pod adresem 90210. 
- omawianie Jacka Londona podczas lekcji i aluzje jak daleko jest w stanie posunąć się człowiek by ocalić życie. Więcej subtelności poproszę.
- Alycia Debnam Carey jak zwykle cudowna. Chociaż boję się, że Alicia idzie pierwsza do odstrzału bo wydaje się najmniej przystosowana. Chociaż oglądanie jej ewolucji byłoby bardzo przyjemne. A badassów to ona umie grać.
- pryszczaty nastolatek gnębiony w szkole, wyrozumiała pani pedagog, dealer chcący zabić swojego klienta, niespodziewane zamieszanie umożliwiające ucieczkę, rodzice nieufający dziecku. Schemat goni schemat, a kolejne sceny da się przewidzieć.

OCENA 4/6

Mr. Robot 01E09 eps1.8_m1rr0r1ng.qt
Odcinek jak na standardy tego serialu był bardzo spokojny. Nie mógł mieć takiej bomby jak poprzedni więc rozgrywał wszystko dość spokojnie, opierał się na dialogach i grze aktorskiej postaci. W centrum był Elliot, który zdał sobie sprawę z tego kim jest Mr. Robot na końcu zeszłego odcinka. Jednak jego umysł dalej ukrywa przed nim tajemnicę. Musiał się skonfrontować z ojce i swoją przeszłością, a przy okazji zagłębił się w odmętach swojej psychiki gdzie na dobre się zagubił. Obwiniał ojca za to, że nie wyrzucił go przez okno co uformowało jego obecną osobowość. Tylko czy na pewno? Czy to nie jest kolejny wymysł Elliota? Chyba dopiero z ust Darleen będzie można usłyszeć prawdę. Niesamowicie wypadła konfrontacja na cmentarzu gdy Elliot zdaje sobie sprawę, że jego ojciec jest martwy i kontaktuje się z swoją podświadomością, która prosi by jej nie opuszczał. Schizofrenik zdaje sobie sprawę ze swojej choroby. By dalej prowadzić dialog z wymyślonym przyjacielem czyli widzem. Z chęcią poznam wszystkie pomysły Sama Esmaila dotyczące tej postaci.

Jak zwykle ciekawie wypadł Tyrell. Pierw konfrontacja  żoną i jej szantaż. Albo wszystko naprawisz i osiągniesz sukces albo cię zostawię, mówi. Co się dzieje? Zostaje zwolniony z pracy (ta huśtawka na strojów, od agresji do próśb!) i dalej jest prześladowany przez detektywów. Co w takim razie robi? Udaje się do Elliota, chcę znać prawdę o jego przedsięwzięciu. Tylko Elliot nie zna pełnego obrazu. To będzie ciekawe gdy będzie chciał je zrealizować, a konsekwencję jego czynów zaskoczą najbardziej jego.

Serial nie byłby sobą gdyby nie miał w odcinku jakieś formy krytyki obecnego świata. Tym razem Angeli oferowana jest praca w E Crop. Co z tego, że założyła przeciw nim pozew zbiorowy? To biznes, tu się szanuje twarde osoby. Wydatek 100 mln dolarów na odszkodowanie? Wliczone w koszta. Możemy zabijać ludzi póki nas na to stać. Straszne. I prawdziwe. Nie zdziwiłbym się gdyby Angela przyjęła tą pracę. To byłby dobry cliffhanger dla jej postaci, ale też wpasował by się w jej rys charakterologiczny. Osiągnąć założony cel i dbać o siebie mimo sprawiania wrażenia szarej myszki. Tym bardziej, że wciąż poszukuje swojego miejsca.

Pierwsza scena w 1994 w sklepie komputerowym świetna. Pokazano prawdziwego Mr. Robota i jego przedziwny kodeks moralny, który wpajał synowi. Do tego serial nie traktuje widzów jak idiotów. Zamiast dać prostą datę puszczono audycję radiową gdzie wspominają, który mamy rok. Ciekawie pokazano też upływ czasu obrazując zmieniający się budynek i kolejne firmy z bankiem E Corp na samym końcu. I znowu pstryczek w stronę wielkich korporacji. Kiedyś były małe prywatne firmy, teraz wszystko jest zmonopolizowane przez znane marki.

Inne:
- AllSafe upada, ale Gideon powoli odkrywa prawdę. Nie chciałbym by jego postać została porzucona w przyszłym sezonie.
- naklejki Fsociety w pociągu, którym podróżuje Elliot. Kolejne zwidy czy jego mały projekt jest już znany niczym Anonimowi?
- Chińczycy spalili sklep z dyskami. Czyli ostatnie spotkanie nie było urojeniem Elliota. Można śmiało założyć, że jego działanie do czegoś doprowadzą. Albo to Elliot jest podpalaczem.

OCENA 5/6

Power Rangers RPM S17E22 The Dome Dolls
Humor, akcja, fabuła i kobiety w roli głównej. To był bardzo dobry odcinek. Zaczął się od obyczajowej scenki w siedzibie Rangersów, krótko pokazano co bohaterowie robią w wolnej chwili. Naprawa samochodu, lekcja gotowania Ziggiego dla Doktor K czy pracę nad bronią. Lubie gdy serial udowadnia, że jest czymś więcej niż walką z kolejnymi robotami Venjixa. Ma świat i wyraziste postacie z czego skrzętnie korzysta. Tym razem odsunął mężczyzn na dalszy plan. Nowy Attack Bot produkuje toksynę usypiającą wszystkich mężczyzn, a dziewczyny muszą uratować miasto. Świetnie oglądało się współpracę Gemmy z Summer oraz całkiem sporo występów Tanayi 7. Szkoda, że ostatecznie chłopaki się budzą i to przeważa szalę i prowadzi do zwycięstwa naszych. Fajnie jakby się obudzili już po walce. Jednak Summer fajnie utemperowała Ziggiego gdy bawił się w rycerza w lśniącej zbroi. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie by biedaczek zaczął się tłumaczyć.

Ostatnio narzekał na nudę u złych i brak wyrazistych postaci. Jak na zawołanie pojawia się Kilobyte, zaginiony Bot Venjixa i wprowadza nową dynamikę. Kłótnie z Tanaya 7, jego tajemniczość i fajny design. Coś czuję, że sporo namiesza w fabule. Nie bez powodu jest powiązany z jej przeszłością.

Inne:
- dziewczyny pożyczają samochód Dillona i (niespodzianka!) niszczą go. Komiczne sceny gdy on narzeka na to na samym końcu, a Scot i Flynn sobie z tego żartują.

OCENA 5/6

Power Rangers RPM S17E23 And... Action!
Odpalam odcinek, oglądam go jak każdy inny, a tu niespodzianka. Nie jest to kolejny epizod, a wyprawa za kulisy serialu. Pokazano trochę pracy nad efektami specjalnymi i praktycznymi, sekcjami walki i dorzucono wpadki. Jednak była to niecodzienna wyprawa do kuchni serialu bo aktorzy nie wychodzili ze swojej roli co było kapitalnym posunięciem. Całość wyglądała jakby Rangersi kręcili serial o sobie, żartowali między sobą i mówili do siebie serialowymi imionami mimo, że całość toczyła się na planie serialu. Dobry pomysł, lubię rozbijanie czwartej ściany buldożerem. Prosty zabieg dzięki któremu świetnie spędziłem te 20 minut.

Inne:
- wyprawa za kulisy żart z teleportowania, a potem Ziggy bierze morfer i się teleportuje. OD tego momentu wiedziałem, że będzie to niecodzienne.
- Flynn żartujący z Ziggiego - wszyscy mają fajne bryki, a on jedyny jeździ śmiesznym skuterkiem.
- przerwa na planie i czill mechakitowców, którzy potem zbierają ochrzan od Tanayi. Adelaide Kane jest cudowna w tej roli.
- szkoda, że nie pokazano więcej żartów i reakcji prawdziwych aktorów. Chciałbym zobaczyć jak dobrze dogadywali się na planie.
- zmontowane wideo pokazujące najlepsze sceny walki w serialu. Indeed, materiał najwyższej próby. Tylko jeszcze jakby mieli dłuższe ujęcia.
- końcówka odcinka gdy Wojownicy oglądają zmontowaną walkę i zachwycają się kolejnymi akcjami. Czy ja mówiłem, że uwielbiam ten serial?

OCENA 5/6

Power Rangers RPM S17E24 Ancient History
Zgodnie z oczekiwaniami przeszłość dogoniła Doktor K. Truman dowiedział się o jej udziale w tworzenie Venjixa, a jej wyrodne dziecko postanowiło położyć łapska na jeszcze nie pokazanych zordach. I to był kolejny bardzo fajny odcinek. Miał dużo akcji, humoru i rozwijał fabułę w dobrą stronę. Zaczną może od osobistej historii Doktor i Trumana. Oboje są definiowani przez przeszłość. Tylko nasza mentorka z nią walczy, próbuje naprawić błędy które popełniła. Pułkownik wciąż jest więźniem dawnych wydarzeń. Zdaje sobie z tego sprawę, ale nic z tym nie robi co odbija się na jego relacjach z synem. Dzięki emocjonalnej przemowie Doktor K zmienia się. Akceptuje wydarzenia z przeszłości. Ułaskawia ją i prawdopodobnie zwiastuje to zmianę relacji z synem. Podoba mi się.

Nowy zord jest szalony. Dwu wagonowy, latający pociąg z jaskini widziany pierwszy raz pod postacią skamienieliny, pierwszy mech stworzony przez Doktor K. Wygląda dziwacznie czyli idealnie wpasował się w świat PR. Nie mogę się doczekać aż powstanie gigantyczny Megazord. Swoją drogą mimo dużej ilości maszyn i konfiguracji nie czuję przesytu. Różnorodność dobrze wpisuje się w realia świata i historii, a nie jest prostym sposobem na wyprodukowanie dużej ilości zabawek.

U Venjixa coraz bardziej zaczyna iskrzyć. Tanaya wyrusza na poszukiwanie swojej przeszłości, a przy okazji rozgrywane są gierki między badguyami. Zdrady, niepewne sojusze i wbijanie noża w plecy. Tylko główny zły zachowuje się w zaskakująco pasywny sposób.

Inne:
- Doktor K ganiająca się w ganianego z żołnierzami Trumana, hologramowe straszenie Ziggiego i symulowane zacięcie. Czy ja już pisałem, że ją kocham?
- Dillon ratujący Ziggiego przed żołnierzami. Zawsze na straży, zawsze troszczący się o słabszego.
- Scott pozbawiony kostiumu, jedynie z swoim mieczem rzucający się na powiększonego Bota. Badass.

OCENA 5/6

Teen Wolf S05E10 Status Asthmaticus
Ten sezon może mnie irytować. Jego tempo jest zbyt powolne, nie podoba mi się co scenariusz robi z bohaterami, a nowe postacie nie budzą mojej sympatii. Nie zmienia to jednak faktu, że niemal wszystkie odcinki bardzo dobrze mi się oglądało. Dopiero nabierając perspektywy mogę ponarzekać, a nie lubię tego robić. Więc będzie o mid-season finale. I będą pochwały bo (tadam!) znowu jestem zadowolony z lektury.

Nie powiem by wszystkie pojedyncze wątki zbiegły się w tym odcinku bo to nieprawda. Pojedyncze historię dalej się toczą, a tutaj była kulminacja jednego z wątków i jego konsekwencja. Wyjawiono prawdziwą naturę Theo przed bohaterami co zatrzęsło statusem quo. Scott niemalże stracił życie w walce z Liamem, Lydia została uprowadzona, szeryf Stilinski poturbowany, synalek chciał się przyznać do tego co zrobił, a Malia niedługo skonfrontuje się z mateczką. Dużo niedobrego działo się u bohaterów, każdy z nich złapał jakąś raną i długa droga zanim się one zabliźnią. I znowu - mam nadzieje, że ten sezon będzie o upadku i odrodzeniu bohatera. Scott zmarł i zmartwychwstał by stać się jeszcze potężniejszym alfą i zrozumieć swoich przyjaciół, którzy są przecież całkiem popapraną gromadką która wiele przeszła.

Cliffhanger szalony, można się było tego spodziewać. Theo ogarnięty szaleństwem by posiadać własną watahę udaje się do Nemetonu. Przy pomocy gumisoku Doktorów wskrzesza trupki, które tak skrupulatnie przynosił tam Parrish i tworzy stado zombie chimer. Szczerze? Spodziewałem się tych wskrzeszeń, wydawało mi się to najbardziej logicznym użyciem tych ciał. Bardziej zadziwił mnie rysunek odkryty przez Doktorów. Z jakim potworem walczy wilkołak? Czy jest to zapowiedź starcia Scotta z Parrishem? I jak w to wszystko wpisują się flashforwardy? Nie mogę się doczekać następnej porcji 10 odcinków. Byle do stycznia.

Inne:
- Stiles szalejący przy zepsutym jeepie, a potem rozmawiający z Malią o tym, że nie da się już go naprawić. Piękne aluzję do przyjaźni Stilesa i Scotta. A Malia jak zwykle wykazuje się zrozumieniem. Chwała dla scenarzystów za ten pairing, a nie usilne wiązanie go z Lidią.
- scenka na komisariacie gdy przy dynamicznej kamerze i muzyce dyspozytor przyjmuje meldunki z patroli o dziwnym stworzenie udanie nakręciła na finał i narobiła klimatu, jakby coś wielkiego się zbliżało. Szkoda, że dalej nie wiadomo co tak zdemolowało liceum.
- dziki gon nie mógł być wspomniany tylko przez przypadek w pilocie sezonu. Czyżby to oni byli prawdziwym przeciwnikiem sezonu? Tylko jak w tym wypadku wpisują się w cały wielki plan Jeffa Devisa Doktorzy?
- Braeden wróciła! To teraz dawać Dereka, stęskniłem się za nim.

OCENA 5/6