Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oresteja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oresteja. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 kwietnia 2013

„Oresteja I: Agamemnon” – Ajschylos



Jakiś czas temu zrobiłem sobie „głupie” postanowienie, że na blogu będę zamieszczał recenzjo podobną notkę po przeczytaniu każdej książki. Jak na razie całkiem nieźle udaje mi się to zrealizować i jak dotąd zbytnio nie narzekałem. Jednak jeszcze głupszym (nie użycie cudzysłowia jest celowe) pomysłem było zdanie się na ślepy los przy wyborze kolejnej książki. Pod wpływem impulsu na listę dodałem kila klasyków światowej literatury w tym tragedie greckie i pech chciał, że trafił się Agamemnon. Jak mus to mus, zawziąłem się i przeczytałem, a teraz spróbuje napisać kilka subiektywnych zdań. Znawca literatury antycznej ze mnie żaden więc będzie mało konkretów i krótko. Po co się pogrążać bardziej niż trzeba? 

Na początku o tym jak mi się czytało. Otóż źle. Spodziewałem się tego. W końcu mówiły o książce, która ma 2,5 tysiąca lat. Ciężko było się kupić na treści, myśli latały jak szalone i trzeba było nie raz i nie dwa powtarzać wersy. Wątek gubiłem często, ale jak już udało mi się go złapać odnalazłem całkiem ciekawą treść z masą odniesień do mitologii, wojny trojańskiej i historii Grecji. Jednak szkolne lekcje na coś się przydały. Z wielką radością czytałem też o Achajach i Atrydach wiedząc gdzie potem zostały użyte te określenia. Szczególnie szukałem analogii do Legend Diuny i tamtejszego Agamemnona, ale niestety nie było tego wiele. Tak więc podczas czytania katharsis nie doznałem, ale chciałem wiedzieć jak bardzo tragicznie się skończy. 

A tragicznie było przez całą lekturę. Morderstwa, rytualne zabójstwa, zdrada, otrucia, kanibalizm, patologiczne rodziny. Działo się nie mało. Trochę spoileruje, ale inaczej ciężko o tym pisać. Nie powiem tylko kto kogo i jak chociaż w sumie to nie jest wielkie zaskoczenie. Ważne jest jak do tego dochodzi, jak czyny mają swoje konsekwencje, człowiek nie oszuka swojej prawdziwej natury, a przeszłość nas determinuję. Mowa jest też o przeznaczeniu (i pewnie dziesiątkach innych rzeczy, których nie zauważyłem albo teraz nie pamiętam) i jak trzeba stawiać mu czoła choćby zwiastowało by to nam koniec. Nie mogło też zabraknąć bogów greckich. Ingerują w świat, ale pozostawiają bohaterów samych sobie. Od nich zależy decyzja, człowiek jest panem swojego losu. Może i jest nieświadomie kierowany przez bogów, popychany w którąś stronę ale ostatecznie to on podejmuje decyzję i działa z własnej woli. Może i bogowie są zawistni, ale odpłacają człowiekowi za jego działanie pięknym za nadobne, gdyby bohater zachował się inaczej nie sprowadziłby na siebie tragedii

Już trochę nadinterpretując można się w dziele doszukać krytyki wojny jako takiej. Niesie ona ze sobą tylko śmierć i konsekwencję działań z którymi potem trzeba żyć. Zwycięstwo zawsze osiąga się za wysoką ceną, a jego skutki mogą być nieprzewidywalne. Chyba nie muszę mówić, że wszystkiemu była wina kobieta? To zawsze ich wina. Chociaż one pewnie będą innego zdania bo przecież to Parys porwał Helenę. A ja na to, że to Eris rzuciła jabłko i tak można szukać winnego i znowu sprowadza się to do bezsensowności wojny.   

Po lekturze czuje się mądrzejszy i głupszy zarazem. Cieszę, że udało mi się przeczytać jeden z klasyków światowej literatury, szkoda tylko, że tak mało z niego wyniosłem. O formie nie będę pisał bo się nie znam na tym (3 jedności, episodiony, stasimony, exodus, kosmos – wikipedia okazała się pomocna). Oceny też nie będzie bo nie czuje się usprawiedliwiony do tego. Kolejne części przeczytam, ale mam nadzieje że nie za szybko.