Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pitch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pitch. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 kwietnia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #226 [10.04.2017 - 16.04.2017]

SPOILERY

24: Legacy S01E11 10:00 P.M. - 11:00 P.M.
Nawet nie chcę mi się komentować. Okropne dialogi kontratakują, jakby bohaterowie mieli wygłaszać już gdzieś zasłyszane formułki które nie wnoszą nic nowego do opowieści. Carter krzyczący "Mieliśmy plan" i nie rozumiejąc co się stało wyglądał bardzo żałośnie, kto by się spodziewał, że terroryści będą przygotowani na zasadzkę. Rozmowy z Donovanem równie ciężkie, szczególnie ta o mrocznym pasażerze i przyciąganiu do pracy w CTU. Momentami było bardzo ciężko.

Serial próbuje stawiać trudne pytania, ale średnio mu to wychodzi. Jak daleko można się posunąć by zapewnić bezpieczeństwo państwu? Czy porwanie dziewczynki jest dozwolone by złapać terrorystę? Trudne odpowiedzi? Niekonieczne bo wszystko jest wykrzyczane prosto w twarz z subtelnością rottweilera. Jednoznaczna granica między dobrymi i złymi i robienie kurtyzany z logiki przez co zamiast zastanowić się nad problemem jest agresywne rozmasowywanie much na czole. Dodatkowo serial do galerii przeciwników w sezonie dopisał Azjatów. Obok Afroamerykanów, muzułmanów, Czeczeńców i Latynosów. Jest też zły policjant, ale równoważony przez występującego w zestawie bardzo dobrego i ufnego policjanta więc się nie liczy.

Musze jednak przyznać, że po tym jak wynudziłem się 3/4 odcinka udanie rozegrano cliffhanger przed finałem. Szczególnie dla weterana marki. Na przeciwko siebie postawiono Tony'ego i Cartera, a w tle Andy próbuje pomóc i nawiązać kontakt z Almaidą. Jedyne moment gdy poczułem coś więcej niż przeciętne zainteresowanie.

OCENA 2/6

Alphas S02E01 Wake Up Call
Dziwnym trafem wyjątkowo często maszyna losująca wyrzuca mi seriale porzucone w 2012 roku. Falling Skies, The Killings, Suits i teraz Alphas. Nie powiem żebym był specjalnie podekscytowany powrotem do tego serialu. Pierwszy sezon zapamiętałem jako przeciętnego klona Heroes/X-Men z sympatyczną zgrają bohaterów mimo całkiem pochlebnych notatek z tamtego okresu. Zapamiętałem go też z powodu gościnnego występu Summer Glau. Takie rzeczy zawsze zapadają w pamięci. Jak wyglądał powrót do serialu po pięciu latach przerwy? Całkiem znośnie.

Rosen zamknięty w zakładzie psychiatryczny, świat nie został przekonany do istnienia Alf, Harken i Hicks wciąż pracują dla rządu, a Nina i Rachel wróciły do starego życia gdzie jedna jest grifterką, a druga nie wychodzi z pokoju. Jak to bywa w serialach tego typu trzęsienie ziemi tego rodzaju trwa zaledwie jeden odcinek, na końcu wszystko wraca do dobrze znanego zespołu polującego na serialową odmianę x-menów. Nie mam wiele przeciwko bo całość oglądało się znośnie. Dobrze rozpisane dialogi, wątki osobiste przemycane w krótkich scenkach i fachowo zrealizowane sceny akcji na których parę razy się uśmiechnąłem. I tylko bardzo asekuranckie podejście do całości mi przeszkadza jakby scenarzyści bali się wyjść poza dobrze znane ramy. Taki urok procedurali. Jedyna nadzieja w terrorystycznym zagrożeniu Parisha, ale to i tak zapowiada polowanie na Alfy.

Czy będę oglądał dalej? Nie sądzę. Jeśli serial zostanie wylosowany nie będę się martwił tak jak przed seansem tego odcinka. Jeśli do tego nie dojdzie też się nie obrażę. Zaoferował mi przyjemnie spędzone 40 minut, ale to samo mogę powiedzieć o zeszłotygodniowym Suits. Brakowało mi czegoś co mogłoby mnie skłonić do głębszej refleksji. Rosen opowiadający o tym, że Alfy wcale nie są gorsze od ludzi i inność jest czymś zupełnie normalnym wypowiada dobrze znane słowa Xaviera wałkowane od dziesięcioleci.

OCENA 4/6

Chicago Fire S01E07 Two Families
Solidny odcinek, zachował standard serialu, ale mam wrażenie, że było więcej niepotrzebnych scen niż zazwyczaj. Prócz świątecznego indyka i testu narkotykowego brakowało wyróżniającego motywu. Najwięcej mogło się zmienić u Severide, niestety scenarzyści z klasą pismaków telenowel przeciągają ten wątek. Na szczęście osobiste historię poszczególnych strażaków dały radę, szczególnie ostatnie minuty, które skupiły się na pracujących na remizie osobach. Jak bardzo ich życie jest pokomplikowane przez pracę i jak dużo dają inny. Podobał mi się też motyw młodego kręcącego się w okół pożarów gdy komendant zaczął go podejrzewać o skłonności pirotechniczne.

OCENA 4/6

Into The Badlands S02E02 Force of Eagle's Claws
Może się pośpieszę, ale napiszę to już teraz - nie spodziewałem się, że serial tak bardzo będzie mi się podobał w tym sezonie. Wciąż zdarzające się dłużyzny i niepotrzebne dialogi bardzo nie przeszkadzają. Gdy jednak lepiej rozpisane postacie dostają więcej czasu lub jestem raczony scenami akcji to serial ma całą moją uwagę. Przeszkadza mi tylko poszatkowanie fabuły gdzie poszczególne wątki zbyt słabo na siebie oddziaływają.

Drugi odcinek może potraktować jako drugą część premiery sezonu skupiający się na innych bohaterach. Pokazano Quinna przygotowującego się do wojny i posługującego się religijną retoryką. Charyzmy odmówić mu nie można. Sympatyzować też nie. Zwłaszcza podczas momentów gdzie molestuje Veil i uznaje Henry'ego za swoje dziecko. Duże problemy z główką zapewne nie przeszkodzą mu realizować swoich planów i będzie realnym zagrożeniem. Oby jak najszybciej wieść o jego cudownym przeżyciu dotarła do syna i Wdowy.

Zupełnie pominięta w 2x1 Lydia również dostała sporo czasu. Tutaj też występuje "boski" wątek. O ile Quinn traktuje się za ich pomazańca tak jego żona żyję w komunie będącej ich sługami. Hipisowska sekta wygląda dziwnie, zwłaszcza gdy nie chcą się bronić przed bandytami bo "tylko bogowie mogą odbierać życie". Czyli nomadzi którzy ich napadli byli wysłannikami boga? Absurdalna filozofia życiowa, ale tak jest z każdą religią. Niemniej prowadzi to do konfliktu pokoleniowego w którego centrum jest Lydia szukająca własnego miejsca między ojcem i synem. Poza tym Lydia pokonująca dwóch bandytów wyglądała kozacko.

Poza udaną (jakby w tym serialu były nieudane) sceną akcji Sunny i Bajie dostarczyli kilku komediowych perełek. Może nie pasuje to zbytnio to ponurego i brutalnego settingu serialu tak nie mogłem się przestać uśmiechać gdy tylko Nick Frost zaczął się odzywać. Albo podczas łapania szczura. Lub otwierania zamka wytrychem podczas gdy Sunny walił w niego od kilku minut kamieniem. Dobrze się bawię licząc przy tym na większy plan dla tej postaci poza uosobieniem deus ex machiny mającej zapewnić Sunnym powrót na Pustkowia.

Najbardziej poszkodowaną w odcinku była Wdowa. Dostała małą scenkę gdzie dowiaduje się o zbliżającym konklawe czyli szczycie baronów. Kolejny motyw nasuwający mi skojarzenia Into The Badlands z komiksem Lazarus. Wyjaśniła się też jedna rzecz - Wdowa na prawdę wieży w swoją wizję równego społeczeństwa które kreuje, nie jest to środek pozwalający zyskać jej coraz większą władzę. Tylko czekać na brutalną konfrontację z rzeczywistością.

Na koniec akapit o MK. Na koniec bo dalej jest to najmniej lubiana przeze mnie postać zupełnie nie pasującą do snutej opowieści. Konfrontuje się z własnym sobą w narkotycznej wizji i przegrywa ten pojedynek. Teraz będzie próbował do skutku by pokazać jaki jest z niego bohater na którego jest kreowany. Serial mówi o tym zamiast pokazywać. Mistrzyni bierze go na ucznia, ale czemu, tego nie wiadomo.

OCENA 4/6

Prison Break S05E02 Kaniel Outis
Historia jest absurdalna, realia walki z ISIS jak z popowego teledysku, a zwroty akcji są równie absurdalne co mało zaskakujące. Mimo wszystko ogląda się to dużo lepiej niż 24: Legacy. Serial nieustannie przykuwa do ekranu, umie wykorzystywać budowanie napięcie i nawet akcja mimo swojej umowności daje frajdę.

Michael jako terrorysta w Jemeńskim więzieniu to niezwykle absurdalny pomysł. Tak jak cała afera z tym związana. Czemu to się dzieje? Nie wiadomo. Czy Michael jest wrabiana czy pomaga agencji rządowej, a może sam prowadzi jakąś grę? Nie wiem, ale im głupsze będą odpowiedzi tym dla mnie lepiej. Komiksowa opowieść pasuje do stylistyki serialu.

Bieganie po terytorium opanowanym przez ISIS troszkę mnie wymęczyło. Za dużo bezsensownych rozmów jacy to oni straszni, wszyscy to przecież wiedzą. Lepiej jakby pokazano scenę lub dwie z T-Bagem lub Sucre. Jak już ich zatrudniono i występują w czołówce to niech będą bohaterami tej historii.

Inne:
- doceniam scenerię zniszczonego wojną Jemenu, miła odmiana po nudnej, zurbanizowanej Ameryce.
- Michael opisywany jako bezwzględny manipulator? A czy on nie był empatą troszczącym się o innych?

OCENA 3.5/6

Pitch S01E03 Beanball
Kolejny odcinek który dobrze się oglądało. Mimo to rezygnuję z nadrabiania, dobry serial to za mało by przy nim zostać wiedząc ile jeszcze jest dobra do odkrycia. Zwłaszcza, że po napisach końcowych nie mam przemożnej ochoty odpalenia dalszej części.

Beanball z dotychczas obejrzanych odcinków najmniej mi się podobał mimo dużej uwagi poświęconej meczowi i wpasowywaniu się Ginny do drużyny. Przeszkadzały mi pozornie niezwiązane z teraźniejszą historią flashbacki których sens został wyjawiony na końcu. Co okazało się rozczarowaniem i zapowiedzią nudnego wątku. Dużo ciekawsze rzeczy działy się w pobocznych wątkach. Zwłaszcza u Ala próbującego zachować posadę. Było też trochę niewymuszonego humoru co zawsze warto docenić.

OCENA 4/6

The Expanse S01E12 The Monster and the Rocket
Przyznaje końcówka odcinka mnie odrobinę wzruszyła. Lunatyk mógł zabrać tylko połowę z oczekujących na ratunek ludzi. Przed statkiem zaogniła się sytuacja, doszło do zamieszek i pani kapitan postanowiła odlecieć bez ryzykowania. Naomi nie mogła się na to zgodzić, wyszła, powiedziała prawdę, a ludzie w ramach współpracy przepuścili dzieci i najbardziej potrzebujących. Piękny wyraz ludzkiej solidarności. Nawet ogarnięty manią Holden odpuścił polowanie by pomóc ludziom. Takie optymistyczne akcenty bardzo są potrzebne i równoważą okrutność ludzkiej natury. Właśnie to było głównym motywem odcinek. Meng mówi, że ludzie widząc coś nowego chcą to niszczyć, a spotkanie polityków Ziemi i Marsa dotyczy technologii, która jak sami zaznaczają służy przede wszystkim wojnie. Chciałbym żeby serial częściej wychodził poza swoją formułę i zadawał pytania dotyczące dualności ludzkiej natury.

Udanie poprowadzono wątek Errinwrighta. Wygląda na zrezygnowanego, jakby pogodził się z swoim losem. Ostatecznie postanawia dalej walczyć, wszystko w imię Ziemi. Nie sądzę żeby realizacja odcinka oszukiwała dając przesłanki o jego przyszłym samobójstwie. Tutaj doszło do zmiany decyzji, do ostatniej chwili nie był zdecydowany co należy zrobić. Ostatecznie zabija ministra Marsa, niszczy ich okręt wojskowy lecący po protmolekułę i ryzykuję wojną. Stawia też warunek Mao by zabił Avarasalę. Nieźle się namieszało na koniec sezonu.

Inne:
- XXII wiek, a ludzie wciąż używają takich samych maszynek do golenia, smutna ta wizja przyszłości
- strach Avarasali przed wylotem w kosmos był zabawny ale słowa o różnicy między starymi, a młodymi opuszczającymi Ziemię takie prawdziwe. Zwłaszcza porównując je do tęsknoty Piotra za dobrami wytworzonymi na Ziemi.
- Bobbi zapychająca się kanapkami z ogórkami była słodka i ta jej mina w tle gdy słyszy przeklinającą Avarasalę.
- cliffhanger ładny - protomolekuła na pokładzie Rocinante. W sam raz na finał.

OCENA 5/6

True Detective S02E02 Night Finds You
Jestem niemal na bieżąco z obecnie oglądanymi serialami więc czas ponadrabiać zaległości. Na True Detective padło z kilku powodów. Dwa najważniejsze to ilość odcinków i zapowiedź prac nad kolejną serią. Siedem odcinków powinno szybko zlecieć jeśli poziom będzie odpowiedni. Czytaj lepszy niż teraz. To nie był specjalnie męczący powrót, ale oczekiwałem czegoś więcej. Chyba najbardziej przeszkadza mi sposób rozpisania śledztwo, to że dzięki obserwowaniu drugiej strony jako widz wiem więcej od detektywów przez co tajemnica nie chwyta tak jak powinna. Jeszcze jakby postacie to w pełni rekompensowały to bym zrozumiał. Wszyscy są w jakiś sposób zniszczeni przez życia, a dwóm na trzech śledczych nie układa się w związkach. Brakuje mi też trochę większej ilości rozmów między nimi i mam nadmiar innych dialogów. Czuć literacki styl opowieści Pizzolatto. Czasem chwyta, czasem odrzuca. Zdjęcia i muzyka wciąż daje radę, a zakręcenie zagadki jest odpowiednie.

OCENA 4/6 

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #211 [19.12.2016 - 25.12.2016]

SPOILERY

Ash Vs. Evil Dead S01E05 The Host
Coraz mniej jestem przekonany do tego serialu. Filmy uwielbiam, pierwsze odcinki były dobre, ale teraz oglądam i szukam mitycznego "tego czegoś". Nie możliwe żeby gusta tak drastycznie mi się zmieniły. Humoru tu nie wiele, gore takie sobie, a fabuły nie ma praktycznie wcale. Po seansie nie mogę sobie przypomnieć sceny, która by mi się podobała. Hmmm, może muzyka na końcu? Albo waterboarding święconą wodą jako część przeciętnych egzorcyzmów. Na pewno nie będzie to walka z demonem. I teraz tylko oglądam czekając na spotkanie Lucy Lawless z Bruce Campbellem.

OCENA 2.5/6

Chicago Fire S01E04 One Minute
Lubię niejednoznaczność w tym serialu i ciesze się, że udanie mnie zaskakuje przez te kilka odcinków. Tym razem największe wrażenie wywarła na mnie tytułowa minuta. Tylko tyle brakowało by uratować bezdomnego. Bowden jednak twardo nie pozwolił Millsowi na akcję co uratowało mu życie. Nadeszła jednak fala konsekwencji. Zadręczanie się Petera i żądanie odszkodowania od brata zmarłego. Niby prosta fabułka, ale zgrabnie przedstawiona, pokazująca tą mroczniejszą stronę życia strażaków. To jak ciągle ryzykują i muszą kalkulować czy są w stanie uratować czyjeś życie. Świadomość, że nie da się wszystkich uratować.

Udały się też pojedyncze historyjki, które pozwalają lepiej poznać strażaków i sanitariuszy. Czy to wzorowa postawa obywatelska Severide walczącego z gangiem dręczącym staruszkę, czy spotkanie przez Shay dawnej dziewczyna, która obecnie jest w ciąży. Jednak moim ulubionym momentem jest Herrmann mówiący synowi, że wróci do domu i nie musi się  o niego martwić. Znowu banał i znowu zadziałał.

OCENA 4.5/6

Hawaii Five-0 S02E01 Ha'i'ole (Unbreakable)
W tym tygodniu maszyna losująca wskazała na Hawaii Five-0. Ostatni odcinek oglądałem grubo ponad pięć lat temu więc trochę się bałem. Lubiłem tego procedurala ze względu na sympatyczne postacie grane przez aktorów za którymi przepadam i śledzę ich karierę od dawna. Najbardziej mnie zaskoczyło, że w miarę pamiętałem co działo się ostatnio, imiona bohaterów i cliffhanger. To był jak spotkanie z osobami, które znało się krótko, ale przeżyło fajne chwilę więc zapadli w pamięć.

Sam odcinek był no cóż, typowy. Widać, że to stary serial opierający na dobrze znanym schemacie. Dużo akcji, humoru i trochę większej mitologii z okazji premiery sezonu. Było też momentami bardzo naiwnie i dużo skrótów fabularnych jak np. kamera w wygodnym miejsce czy jeszcze wygodniejsze nagranie bez głosu. Jednak parę razy się uśmiechnąłem, pooglądałem ładne widoczki i miałem nieoczekiwane spotkanie z Jamesem Mastersem i Terrym O'Quinnem. I nawet obejrzałbym kolejny epizod. Gdybym trafił przypadkiem w telewizji.

OCENA 4/6

Pitch S01E02 The Interim
Ciesze się, że dałem szansę kolejnemu odcinkowi. Było lepiej. Nie był to odcinek skupiający się w całości na Ginny, można było lepiej poznać innych bohaterów. Szczególnie Lawsona, który na szczęście mija się z moimi oczekiwaniami wobec niego. Prawdziwy lider drużyny, na zewnątrz playboy i skryty romantyk, wiecznie rywalizujący i dbający o swoich ludzi. Nieźle to wypada. Podobała mi się też historyjka Blipa i jego zaginionej koszulki dającej mu siłę. Największym zaskoczeniem były jednak flashbacki Ameli o tym czemu zaczęła reprezentować Ginny. Wielkie życiowe objawienie i odnalezieniu celu w życiu. Banał, ale takich banałów jest tutaj więcej, jak słowa Ginny w programie Kimmela o tym, że gwałciciela są winni gwałtów. Jednak jak z każdą oczywistością trzeba ją powtarzać by ludzie o niej nie zapomnieli. Czasem taki najprostszy przekaz najlepiej trafia.

W odcinku były też zakulisowe gry i poszukiwanie nowego trenera oraz kolejne konflikty w drużynie. Jeśli to wszystko zbyt szybko nie zostanie rozegrane może się z tego narodzić kilka interesujących wątków. Liczę na to. Liczę też na więcej zmagań sportowych.

OCENA 4.5/6

Westworld S01E06 The Adversary
W odcinku najbardziej mnie urzekła opowieść o Meave. Sprowokowała gościa, dała się zabić by znowu trafić do diagnostyki. I powoli budziła się w niej samoświadomość. Widz tak jak ona poznawał sposób kreacji androidów i dowiadywał się jak to wszystko działa. Thandie Newton świetnie zagrała zrozumienie wymieszane z szokiem, a potem upór podczas szantażu. I ta końcówka gdy zwiększenie inteligencji było niczym mistyczne objawienie. Człowiek stworzył maszynę potężniejszą od niego i ziemia zadrży.

Zaskoczyło mnie też oglądanie Teddy'ego podczas wyprawy z Człowiekiem w czerni. On się nie przebudził, ale zaakceptował samego siebie, wybrał narrację która mu najbardziej odpowiada w danej chwili i go wzmocni. Dzięki temu mógł wyrżnąć cały oddział żołnierzy. To była efektowna, przesadzona scena. Trochę niepotrzebna, ale opowiedziała trochę o tym co siedzi w tym bohaterze.

Zaskakująco dużo działo się poza parkiem w mrocznych korytarzach korporacji. Kolejne gierki, każdy ze swoją agendą i złożona sieć powiązań. Nie wiadomo komu ufać i komu kibicować. Doceniam jak to wszystko zostało rozpisane. Mam tylko jeden problem. Trochę za mało znam Therese, Berdanrda i Forda by zastanawiać się co takiego knują. Może i na to przyjdzie czas. Nie przeszkadza mi to jednak w chłonięciu historii, co jest wspomagane przez niesamowitą muzykę, zdjęcia i scenografię.

OCENA 5/6

niedziela, 18 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #210 [12.12.2016 - 18.12.2016]

SPOILERY

Alias S03E06 The Nemesis
Nie zapomniałem o Alias, straszy mnie z pulpitu i prosi by je oglądać więc co jakiś czas trzeba się zebrać i włączyć. I robię to z przyjemnością. Tylko po długiej przerwie jest ciężko. Trzeba się przestawić na archaiczność początku wieku. Jeśli się uda będzie bardzo dobrze. Ten odcinek w pierwszej części nie pomagał. Proceduralna misja, znane dobrze dźwięki podczas uderzeń i zbajome zachowanie postaci. Na szczęście szybko pojawiła się Fake Francie i odcinek ruszył z kopyta. Nawet dano banalną metaforę walki dobra ze złem gdy Sydney była ubrana na biało, a FF cała na czarno. Aż parsknąłem ze śmiechu. Dobrze oglądało się Sloana szantażowanego przez Sydney i relację na linii Vough - Lauren, a w szczególności Dixona proszącego Syd o zabicie Allison. I na rozluźnienie Marshall grający oświadczynową piosenkę na perkusji. Mistrzostwo.

OCENA 4.5/6

Ash vs. Evil Dead S01E03 Books from Beyond
Typowy Ash. Próbując rozwiązać jeden problem powoduje lawinę kolejnych. To miała być prosta wyprawa do sklepu z magicznymi książkami i znalezienie zaklęcie reperującego całe zło które zostało wyrządzone. Skończyło się na walce z nowo sprowadzonym demonem i porwaniem policjantki. Prosta historyjka, ale nieźle zrealizowana. Klimat okultystycznego sklepu z płodami zwierząt w słoikach, pentagramopodobny znak na podłodze i obrzydliwy potwór. I świetnie do tego dopasowane teksty Asha. Bawiłem się dobrze choć humoru było mniej niż w pierwszych odcinkach.

Świetnie wypadła postać Lucy Lawless. Twarda babka torturująca demona. Wciąż niewiele o niej wiadomo, ale chcę częściej ją oglądać. I niech wreszcie spotka Asha!

OCENA 4/6

Ash vs. Evil Dead S01E04 Brujo
Lubię takie tripowe historię. Bohater wyrusza w głąb siebie i ma pozornie bezsensowne haluny. Tutaj Ash musiał odnaleźć siłę do walki z demonami. I momentami było fajne, zwłaszcza ten szybki montaż opowiadający jego historię. Brakowało jednak czegoś ekstra, oglądało się to przyjemnie i tyle. Tak samo fabularnie niezbyt wkręca. Jeśli kolejne sceny ogląda się jak powiązane ze sobą skecze jest bardzo dobrze. Jednak jeśli chodzi o opowiedzenie czegoś o bohaterach i większej opowieści. No cóż kuleje. Dobrze, że pojawia się postaci Lawless, która nieustannie fascynację. W odcinku wprowadzono wątek opętania Kelly więc może niedługo coś ruszy pod względem opowiadania historii. Jeśli nie od czasu do czasu będę włączał serial by się pośmiać z Asha i jego absurdalnego humoru.

OCENA 4/6

Pitch S01E01 Pilot
W ramach dywersyfikacji konsumowania popkultury postanowiłem dawać szansę większej ilości pilotów. Wszystkiego oglądać się nie da, ale próbować można i co kilka tygodni będę eksperymentował z czymś czego w normalnych warunkach bym nie zobaczył bo lista zaczętych i tak jest już wyjątkowo długa. Wybór padł na Pitch które miałem na oku już od zamówienia. Trochę przez sentyment do Friday Night Lights (wciąż S05 do nadrobienie), trochę z umiłowania do sportowej dramy i emocji z tym się wiążącymi. Lubię od czasu do czasu pokibicować, a Pitch łączy to z oglądaniem serialu.

I jak wyszło? Ogólnie mi się podobało, ale mam sporo zastrzeżeń. Zaczną od plusów bo ważniejsze. Już pomysł wyjściowy intryguje - czarnoskóra kobieta w pierwszej lidze bejsbolowej. Opowiedzenie o seksizmie i rasizmie toczącym nasze czasy pod płaszczykiem dramatu sportowego. Serial powstał też na fali entuzjazmem Clintot mającej zostać pierwszą kobietą prezydentem i zburzyć dotychczasowy porządek społeczny. Odważnie. W serialu najbardziej skupiono się na odpowiedzialności jaka ciąży na nowo wykreowanej bohaterce. Ginny Baker staje się inspiracją dla całej generacji i musi udźwignąć ten ciężar na swoich barkach. To serial o jej radzeniu sobie z tym problemem. Podpisywanie piłeczek dziewczyną z jednej strony i wysłuchiwanie ciętych uwag kolegów z szatni. Wytrwale podąża swoją ścieżką i przełamuje się w najczarniejszym momencie. I to ogląda się bardzo dobrze. Głównie z uwagi na tą bohaterkę. Wątpiące, ale dążącą do celu.

Podobają mi się własne gry właściciela drużyny. Cynik, który sprowadził Ginny by zarobić więcej kasy. To prowadzi do konfliktu z trenerem. Ten wątek ciekawi mnie równie mocno co ta główna historia sportowa. Można wejść za kulisy i zobaczyć czemu dany heros został wykreowany. W głównej obsadzie jest również managerka Ginny. I tutaj nie wiem jeszcze czego oczekiwać. Serial usilnie pokazuje, że jakaś więź łączy te kobiety więc z tej strony na cyniczną opowieść o wyzysku sławy do wybicia i zarobku nie może być mowy. Managerke gra Ali Larter więc jeśli sceny z jej udziałem trochę nudzą można chociaż na nią popatrzeć i powspominać stare dobre odcinki Heroes.

I zastrzeżenia. Niezbyt czuję sportową realizacje. Wizualnie jest dobrze. Pełny stadion, telewizyjna stylistyka z komentatorami. Tylko, że nie mam komu kibicować poza Ginny. I nie chodzi o to, że nie znam się na bejsbolu. Przed Friday Night Lights nie miałem pojęcia jak gra się w football amerykański i wciąż do końca nie wiem. Tutaj nie ma drużyny, której mogę kibicować w drodze do mistrzostwa. Jest Ginny i kilka typków w szatni. Tyle. Wizja twórców minęła się z moimi oczekiwanie i to szanuje. Chcieli opowiedzieć historie kobiety, którą okrasili spora ilością flashbecków z trudnego dzieciństwa z dominująca personą ojca.

I jeszcze na koniec o cliffhangerze. Ojciec, który przygotowywał Ginny do gry w Major League okazuje się martwy od pięciu lat, a ona widzi na trybunach ducha. Prosty myk na który dałem się nabrać. Ale mówi coś o bohaterce więc szanuje. Pokazuje, że nie robi tego by zadowolić ojca, ale dlatego że ważne jest stawianie sobie kolejnych celów do osiągnięcia, że nie można spocząć na laurach nawet jeśli osiągnęło się sukces. Zawsze są nowe progi do zdobycia.

Czy będą oglądał dalej? Nie wiem. Z jednej strony mi się podobało. Bohaterka, reżyseria, kilka całkiem fajnych scen i postaci które mają potencjał. Z drugiej nie do końca dostałem do czego chciałem i moja szklana kula nie pokazuje żebym za parę odcinek specjalnie związał się z tymi postaciami. Niby to tylko dziesięć odcinków bo na drugi sezon Pitch nie ma raczej co liczyć. Nie mówię nie, ale prędzej pilot mi starczy.

OCENA 4.5/6


Timeless S01E10 The Capture of Benedict Arnold
Odrobinę więcej spodziewałem się po mid-season finale. Liczyłem zwłaszcza na cliffhanger sprawiający, że jeszcze bardziej nie będą mógł się doczekać powrotu Timeless. Zmiany w rzeczywistości po tak doniosłych wydarzeniach byłyby oczekiwane. Zamiast tego Lucy porwana przez Flynna. Słabo. Takie coś można rozwiązać bardzo szybko i specjalnie nie ekscytuje w proceduralach. Już za dwa odcinka drużyna wróci do siebie i serial będzie powtarzał bardzo dobrze znany schemat. Muszę się przyzwyczaić do braku chęci na eksperymentowanie.

Jednak co by nie mówić to była bardzo fajna opowieść. Już początek pokazał, że ten odcinek będzie inny. Coraz większy nacisk na postacie i ich charaktery. Lucy na kolacji u Christopher była sporym zaskoczeniem. Najważniejsza była tutaj ostatnia scena między nimi gdy agentka FBI daje pandrive ze wspomnieniami o własnej rodzinie. Jakby przez przypadek zostali usunięci z czasu. Mroczne strony podróży w czasie coraz bardziej eksplorowane z tego osobistego punktu widzenia. Fajnie wypadła też scenka Rufusa i Jiyai grających w Street Fightera, a potem tyrada pijanego Masona, który coraz bardziej staje się zagubiony w całej aferze Rittenhouse'a.

Potem było mięsko. Podróż do XVIII i współpraca z Flynnem. Przekonanie naszych nie było trudne. Rufus mógł się uwolnić od szantażystów, Wyatt odzyskać Jessicę, a Lucy, no cóż z nią było najtrudniej. Zmiany dla historii mogły okazać się katastrofalne. Podoba mi się ta sytuacja. Sojusz z głównym antagonistą by pokonać kogoś jeszcze gorszego i przy okazji pomoc sobie. Co mogło się nie udać? Wiele. I przez to było dynamicznie, z autoironicznym humorem (stresujący się Rufus z gorszymi żartami przez co jeszcze śmieszniejszy) i mocną sceną gdy Flynn wzbiera się w sobie do zabicia dziecko. Nieźle zagrany konflikt wewnętrzny. Nawet udanie wpleciono odwieczny trop predestynacji.

OCENA 4.5/6

Teen Wolf S06E04 Relics
Doskwiera mi brak watahy w serialu. Znaczy się, są bohaterowie, coś tam działają, ale to nie jest wataha znana z poprzednich serii, a Scott nie zachowuje się jak lider. Potrzebuje więcej interakcji między postaciami, rzucanych żartów i zależności między nimi. Za dużo niepowiązanych ze sobą historii. Poza tym oglądało się przyjemnie. Mecz lacrossa, który poszedł źle jako scena kulminacyjna był bardzo w duchu serialu. Wcześniej trochę szukania Stilesa i ukrywania przed Jeźdźcami. Wszystko zrealizowane poprawnie.   Tylko tyle i aż tyle. Bez sceny mocno zapadającej w pamięć. Chociaż nie, była jedna rzecz która bardzo mi się spodobała - relację Melissy z Argentem. Jednak jest jakaś zaleta wymazania Stilesa. I jeszcze końcówka - reliktem został jego jeep. Miło.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E05 Radio Silence
Co za fantastyczny odcinek. Wystarczyło odsunąć Liama z swoimi przyjaciółmi i dać powrót Stilesa by oglądało się znakomicie. I to jeszcze Stiles w duecie z Peterem! Parę rzeczy mi zgrzytało jak zbyt duża i zbyt szybka samoświadomość Stilesa w limbo lub łatwość komunikacji z naszym światem, ale ich team up mi wynagrodził wszystko. Arogancki Peter, który nie raz ratuje Stilesa i ostatecznie ryzykuje własnym życiem by móc wrócić do córki. Świetna scena gdy Malia i Scott przypominają sobie kto to jest.

Super wyszedł też wątek reliktu, którym okazał się jeep Stilesa. Tajemniczy magnetyzm przyciągający do niego bohaterów. To jak stoją przed nim zauroczeni, jak Scott odnajduje w nim własny zapach i w końcu gdy dochodzi do kontaktu z zagubionym przyjacielem. Na prawdę nie wiem kiedy zleciało mi te 40 minut tak dobrze się to oglądało.

OCENA 5/6

Vikings S04E13 Two Journeys
Nie wiem czy tak bardzo zmieniły się moje upodobania czy to wina serialu i jego starań by jak najmniej sympatycznie przedstawić swoich bohaterów. Ja tam lubiłem prawie wszystkich, nawet Rollo ponieważ historia bycia w cieniu brata była ciekawa. Teraz jest mi ciężko komukolwiek kibicować przez co oglądanie nie sprawa mi przyjemności. Dalej szanuje Vikings, potrafię się zachwycić pojedynczymi scenami, ale chciałbym mięć choć trochę satysfakcji z seansu.

Bardzo zniesmaczyła mnie scena gdy Ragnar mordują ocalałą załogę. Dla odmiany podobała mi się jego podróż i zbliżenie do syna i przyznanie do błędów. Dobrze było zobaczyć Rollo, ale nie podoba mi się jego decyzja powrotu do wikingowanie. Chciałem oglądać zmianę jaka w nim zaszła. Irytuje mnie też Bjorn, który za bardzo przypomina Ragnara. Milczek z planem. Ale z drugiej strony podobają mi się jego relację z innymi, jak próbuje sobie wyrobić własny branding i podróż ku Morzu Śródziemnemu. Nawet Laghertę złapała u mnie minusa. Ciężko ogląda mi się historię o wojnie domowej nawet w czasach historycznych. Rozumiem jednak, że musi dotrzymać obietnicy którą złożyła, tak samo jak w zeszłym sezonie.

Inne:
- bitwa o Kattegat, a ja ziewam z nudów. Chyba pierwszy raz starcie w Vikings było nudne.

OCENA 4/6