Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Power Rangers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Power Rangers. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 maja 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #232 [22.05.2017 - 28.05.2017]

SPOILERY

American Gods S01E04 Git Gone
Po dwóch odcinkach zwątpienia znowu mogę się zachwycać American Gods i to częściowo z zupełnie innych powodów niż ostatnio. Najważniejsze było skupienie się na opowiadaniu jednej historii. Życia, śmierci i życia po śmierci Laury. Zaczyna się od pokazania jej rutynowego dnia, codzienności której ma już dość. Nawet dochodzi do próby samobójczej. Potem jest spotkanie z Cieniem, moment gdy udaje się jej poczuć odrobinę życia i dalsze zobojętnieje. Życie bez celu, miłości i wiary w coś ważniejszego od nas. Życie odrobinę hedonistyczne gdy wykorzystuje męża swojej najlepszej przyjaciółki gdy czuje się samotna. Emily Browning zagrała to świetnie. Zwłaszcza momenty gdy próbowała dominować nad innymi z swoją niewinną twarzą i filigranową posturą.

Jest też cała akcja po jej śmierć. Pierwszy akt to smutne love story, w drugim na pierwszy plan wychodzi czarna komedia. Laura ratująca Cienia w fontannach krwi, paradująca bez ręki i konfrontacja z Aubrey. Niesamowite ile naturalnego humoru udało się wykrzesać z tej bądź co bądź przygnębiającej opowieści.

W tym wszystkim brakuje szczęśliwego zakończenia. Gdy ludzie wracają do życia mają zazwyczaj drugą szansę jak George w Dead Like Me, również od Bryana Fullera. Laura jej nie dostała. Niby może odnaleźć Cienia i wyznać mu miłość, ale w starym życiu spaliła za sobą wiele mostów. Po śmierci dalej będzie czekała na nią nicość. Chyba przez tą godzinę Laura stała się najbardziej ciekawą postacią w American Gods i w nosie mam bożków i ich wojny. Przynajmniej do kolejnej aktorskiej szarży Iana McShane i Gillian Anderson.

OCENA 5.5/6

Into the Badlands S02E10 Wolf's Breath, Dragon Fire
Na początku będę chwalił. Szczególnie to jak ładnie finał zwieńcza cały sezon. Wątki ładnie się zbiegły, a wszystkie wydarzenia prowadziły do tej chwili. Ostateczna konfrontacja Quinna i Sunny'ego musiała nadejść. Tak jak odejście Tildy od swojej matki, tutaj również rzucano okruszki, a zeszłotygodniowa konfrontacja dopełniła czary. Cieszą mnie te rozwiązania.

Sam odcinek bardzo dobrze się oglądało. Miał znakomite tempo które stopniowo rosło do wybuchowego finału. Nawet rozmowy bohaterów, Wdowa szantażująca M.K. czy Waldo i Wdowa miały coś w sobie. Tak jak długie ujęcia pokazujące przygotowania Sunny'ego zaostrzały apetyt. Ani chwili nudy. Do tego wszystko wyglądało przepięknie. Kadry i kolory to klasa sama w sobie. Dawno też nie widziałem tak zachwycającego śniegu, czy powoli wirującego w powietrzu czy pokrywającego przeróżne powierzchnię. Ostateczne walka wyszła fenomenalnie. Zarówna grupowe starcie jak i pojedynek 1 na 1 Quinna z Sunnym. Mam słabość do oglądania w akcji sztyletów sai więc byłem zachwycony. Tak jak fontannami krwi i latającymi członkami w slow-mo. Palce lizać.

Szkoda tylko, że scenariusz w pewnych momentach potknął się o własne nogi i zaliczył efektowną glebę prawie że skręcając kar. Chodzi mi o Quinna który dostał kilka śmiertelnych ciosów i dalej nie mógł umrzeć. Za dużo. O dwa razy. Jego ostatnia śmierć gdy Veil zabija się by go dobić wypadła bardzo słabo i naciąganie przez co część emocji jakie miała wywołać gdzieś uleciała. Szkoda bo wątek miłosny Sunny'ego i Vail i tragiczny koniec mogły chwycić za serducho.

Cliffhanger w sensie dosłownym był jeden. Ranny Bajie puszcza w eter dziwny sygnał, mrucząc Azra po tym jak wcześniej wspominał o ratowaniu świata. Jedno wielkie WTF komponujące się z surrealistyczną wizją świata będącą zlepkiem motywów z historii Stanów. Bardziej jednak podobały mi się pootwierane wątki. Waldo dostający własną baronię, Wdowa z M.K. w rękach i Tilda z Odessą poza władzą matki. Będzie ciekawie w przyszłym sezonie. 

Inne:
- gdzie się podziała Jade? Miałem nadzieję, że dostanie chociaż jedną krótką scenę. 
- Lidia atakująca swoich oprawców kolejny raz pokazuje swoje drapieżne pazurki. Oby nie ostatni.
- Sunny na motocyklu to ładne odwołanie do początku serialu. Teraz zamiast makówek drzewa bez liści i też pięknie to wyglądało.
- czy w przyszłym sezonie Simon Pegg może dostać jakąś małą rolę dzieląc scenę z Nickem Forstem?  Na przykład jako sprzedawca lodów.
- S03 z szesnastoma odcinkami. Dużo jak na AMC i tego typu serial, oby nie odbiło się na jakości.

OCENA 4.5/6
OCENA SEZONU 5/6

Power Rangers Jungle Fury S16E09 Good Karma, Bad Karma
Już chyba o tym pisałem. Bardzo chciałbym lubić ten sezon. Mam jednak z nim tyle problemów, że nie potrafię się wkręcić, a moją niechęć do nadrabiania wzmagają jeszcze polecajki osób których opinię szanuję. Sezon na pewno obejrzę do końca by powrócić do Mighty Morphin, nie wiem tylko ile mi się zejdzie. Dlatego ciesze się z wylosowania Power Rangers, inaczej pewnie jeszcze długo by tutaj nie zawitali.

Niestety odcinek okazał się rozczarowujący. Rola Power Rangers poza zbyt długimi walkami była marginalna. Jedynie Casey dostał jakąś historyjkę. Bardzo naiwną i z morałem wykrzykniętym drukowanymi literami. O tym jak należy właściwie postępować, a nie korzystać z łatwych rozwiązań. Zawsze warto wybierać cięższą acz właściwą drogę. Wszystko na przykładzie dziecka okradającego Caseya z napiwku z powodu marzeń o latawcu. I wszystko byłoby jakoś znośne gdyby nie wcześniejsze zachowanie Caseya, który okrada go z ostatnich pieniędzy. Dziecko traci dolary na nie działającym automacie w pizzerii, a Casey nie chcę mu ich zwrócić co wywołuje u młodego kryminalny odruch. To akurat nie są dobre wzorce wychowawcze.

Większy wątek dostaje Dai Shi. Po odszukaniu mistrza Carnisoara i sprawdzeniu się w walce zostaje jego uczniem. I wreszcie pojawia się jakiś bezwzględny zły. Szkoli Dai Shi zmieniając jego przeszłość, usuwając wydarzenia które w jakiś stopniu czyniły jego duszę dobrą. Bardzo złowieszczy plan. Szkoda tylko, że to nie trening. Dai Shi jest bierny, protestuje, ale też nie reaguje aktywnie na działania Carnisoara przez co jego ewolucja w bezwzględnego władcę jest bardzo słabo umotywowana.

Przeciwnik tygodnia? Monster obślizgły niczym ślimak, a by go pokonać Caseya ociera go by nie wyślizgiwał się z rąk. Nic specjalnego. Kolejna walka którą będzie można szybko zapomnieć. 

OCENA 2.5/6

Power Rangers Jungle Fury S16E10 The Blind Leading The Blind
Dobry odcinek można poznać po ograniczeniu do minimum scenek z morfowaniem. Wtedy jest troszkę więcej czasu na fabułę lub żarty. Tak też było teraz. Zapowiadało się dość standardowo. Carnisoar po treningu z Dai Shi przyzywa swoich dwóch minionów by zniszczyły miasto, a Rangersi muszą ich pokonać. Jest to pretekst by opowiedzieć historię Theo. Na chłopaku przez całe życie ciążyła presja. Ze strony rodziców czy środowiska, dlatego obarczał się przerastającą go liczbą zadań. Tak jednak nie można ocalić świata. Multitasking sprawia jedynie kłopoty przez co nic nie może zostać porządnie zrobione. Theo uczy się tego odnajdując zen za pomocą nowego mistrza, który przybył wyczuwając zakłócenia mocy. To była bardzo fajna i pouczająca historyjka z dużą dawką humoru i nieźle zrealizowaną ostatnią sekwencją walk.

Inne:
- niewidomy mistrz Swoop w czarnych okularach i skórzanym długim płaszczu wygląda jak Neo na emeryturze.

OCENA 4/6

Power Rangers Jungle Fury S16E11 Pushed To The Edge
Święto, drugi z rzędu dobry odcinek, tym razem z Camille w centrum. Zazdrosna o Dai Shi, wybiera się na Ziemię by uciec od problemów. Trafia na Pizza Karma Jungle gdzie nie znając jej prawdziwej tożsamości dostaje pomoc od Lily, która nieświadomie sprowadza na drogę Power Rangers nowego mistrza - personifikacje meduzy. W tym wszystkim najciekawiej wypada zagubiona Camille. Odsunięto na boczny tor chcę zwrócić na siebie uwagę Dai Shi i niespodziewanie odsuwa się od niego jeszcze bardziej. Widać w niej też ludzkie odruchy. Momentami robi się bardzo sympatyczna ze swoją złośliwością i ostatecznie pomaga Rangersą. Nie obraziłbym się gdyby to ona została Zielonym Wojownikiem. Serialowi brakuje większej dynamiki w grupie, trzech Rangersów to za mało.

OCENA 4/6

Power Rangers Jungle Fury S16E12 One Master Too Many
Ten odcinek wykorzystał znany od jakiegoś czasu schemat z pojawieniem się nowego mistrza. Lily i Theo mają nowych, Dai Shi ma również, tylko Casey został z R.J. co mu trochę doskwiera. Chłopak chcę więcej więc jest zachwycony tajemniczym nieznajomym wyglądającym niczym wiking i posługującym się dwoma szablami. Przesadzony do granic absurdu wymiatacz. Szybko okazuje się, że jest ojcem R.J. co wprowadza nowej dynamiki do serialu. Pokazano R.J. jako odrobinę zazdrosnego mistrza, ale też martwiącego się o Caseya. Było też o rodzicach tłamszących swoje dzieci, planujących ich przyszłość, a potem o zawodzie gdy syn wybiera własną drogę by na końcu zaakceptować jego powołanie. Bardzo klasyczna dla Power Rangers opowieść. I tylko Fran w tym wszystkim zabrakło.

OCENA 4/6

Power Rangers Jungle Fury S16E13 Ghost of a Chance (1)
Odcinek zaczynający się od totalnego zwycięstwa Rangersów nad monsterem tygodnia mógł zwiastować tylko nadchodzącą klęskę w kolejnym starciu. Tak też się stało. Pełni wiary w swoje moce Wojownicy starli się z Dai Shi i sromotnie przegrali By uratować im życie R.J. poddaje się bez walki i zostaje jeńcem. To jest bardzo prosta historia, ale działa. Było też trochę humoru, dostatecznie zrealizowanych walk, biedna Fran której jest żal i zapowiedź standardowego dla serii upgrejdu dla Rangersów.

OCENA 4/6

Power Rangers Jungle Fury S16E14 Ghost of a Chance (2)
Spotkanie z nowymi mistrzami było jednak rozczarowujące ze względu na próby jakie rzucono na Wojowników. Mocno stereotypowe i bez polotu. Mieli zwyczajnie pokonać swój strach. Theo przed śpiewaniem, Casey przed potworem w szafie, a Lily pająkami. Oczywiście serial nie robił wcześniej odpowiedniej podbudowy pod te wątki przez co próby wyszły mało interesująco. Tak jak potem walka z Dai Shi i jego pomagierami. Pierw przegrali, uwolnili nowe moce i wygrali. Fajnie się zrobiło pod końcem gdy pokazali ich nowe kostiumy z dyszami na środku kostiumu przez co walki są dużo bardziej dynamiczne. No i zord w postaci pingwina na skateboardzie. Największy pozytyw odcinka to Fran dowiadująca się tożsamości Rangersów. Przyda się to do scenek obyczajowych z których ciężko było wykrzesać jakieś przyzwoite wątki. W odcinku nie zawiódł R.J. w fatalnej sytuacji rzuca żartami i odmawia walki z Dai Shi. Jak go nie lubić?

OCENA 3.5/6 

Prison Break S05E08 Progeny
Naiwna historyjka już od pierwszych minut gdy ekipa łapie stopa na środku Morza Śródziemnego. Dalej wcale nie jest lepiej gdzie zamiast zawiłej intrygi i konspiracji jest raczej przypadkowe bieganie od miejsca do miejsca w oczekiwaniu na twist z rozrzuconych na ślepo puzzli. Mimo to oglądało się dobrze. Akcja, trochę grifterki i twist na końcu z ogromnym cliffhangerem. Nawet nie wiem kiedy zleciało mi 40 minut, a to jest wystarczająca rekomendacja dla serialu sensacyjnego. Tylko parę razy byłem zażenowany tym co widzę, zwłaszcza scenką gdy Wip okazuje się dzieciakiem T-Baga. Poza tym znośnie.

OCENA 3.5/6

The 100 S04E13 Praimfaya
Kolejny sezon, kolejny finał i znowu rok oczekiwania. Podczas gdy ja chcę już i teraz nowe odcinki. The 100 wie jak sprawić bym nie mógł doczekać się kontynuacji. Nie bez powodu od trzech sezonów jest w czołówce moich ulubionych seriali.

Ten finał nie poszedł śladem dwóch poprzednich. Nie było wielkiego dylematu moralnego. To była bardzo osobista historia podczas końca świata, a w jej centrum stała Clarke. Obawiając się profetycznej wizji swojej matki bała się swojej śmierci i była na nią gotowa poświęcając się za swoich przyjaciół. Prosta decyzja była niczym katharsis po tych które musiała podejmować wcześniej. To Bellamy musiał zaakceptować jej "śmierć" i robi to z klasą przywódcy. Za jej radom kieruje się nie tylko sercem, ale i rozumem dzięki czemu rakieta odlatuje na Pierścień by inni mogli żyć, co nie było do końca oczywiste.

Odcinek miał bardzo prostą konstrukcję. Po pożegnaniu się z bunkrem (Bellamy i Octavia w końcu pojednani!) i wykładzie Raven o tym co może pójść nie tak wszyscy biorą się za pracę przeżywając przy tym drobne dramaty i akty heroizmu. Czuć atmosferę końca, z ust bohaterów padają formułki "We will met again" i "Your fight is over". Łatwo się wzruszam i to na mnie działa. Ruszył mnie też Monthy który najprawdopodobniej stracił częściowo czucie w rękach gdy je napromieniował by zdobyć sprzęt do oczyszczania powietrza. Ruszył mnie też Murphy wracający po Monthy'ego i ich uścisk. Ruszyła mnie Echo próbująca popełnić samobójstwo z powodu strachu przed kosmosem. Dla odmiany rozbawiła mnie Emori ciesząca się z bycia na orbicie. Jednak najbardziej poruszyło mnie gdy wszyscy umierali z niedotleniania i dzielili się ostatkami powietrza. Piękne sceny solidarności. Dotknęły mnie też pożegnania których nie było. Clarke nie mogła porozmawiać z matką przed Falą Śmierci niszczącą Polis. Nie mogła też pożegnać Bellamy'ego i reszty którzy zastanawiali się czy ich uratuje czy nie.

The 100 zatoczyło koło. Serial zaczął się od wysłania Setki na Ziemię, a czwarta seria kończy powrotem w kosmos. Nie jest to jedyne koło dzięki cliffhangerowi. O matko, tego się nie spodziewałem tydzień temu. Myślałem, że następny sezon będzie dział się na Pierścieniu i w bunkrze. Jak się okazuje mamy przeskok w czasie o całe sześć lat. Clarke opiekuję się młodą Czarnokrwistą która również ocalała z zagłady i wypatruje powrotu swoich przyjaciół wciąż wysyłając im wiadomości. Nie ma też żadnych wiadomości z bunkra. Podczas jednej z takich wypraw widzi lądownik. Niespodziewanie to nie jej przyjaciele, a transport więzienny. WTF?! Jason Rothenberg dawno mnie tak nie zaskoczył. Jest to miękki reboot serialu. Gdzie nasi bohaterowie są Grounders i będą mierzyć się z nowym zagrożeniem. Kim są też ci skazańcy? Czy raczej ich potomkowie? A może komory kriogeniczne? Cholera wie. Na pewno to, jak i flashbacki sprawią, że serial nabierze świeżości. 

Inne:
- Echo w stałej obsadzie od przyszłego sezonu. Yeah! Ale nie ma się co dziwić po stratach w tym i zapowiedzianym odejściu Jahy.
- wciąż nie wiadomo czy S05 będzie finałowy i ile będzie miał odcinków. To jest bardzo frustrujące.
- Clarke znowu z różowymi pasemkami!

OCENA 5/6
OCENA SEZONU 5/6

The Flash S03E23 Finish Line 
Byłem pewien uratowania Iris, nie wiedziałem tylko jak tego dokonają. Podejrzewałem użycie podroży w czasie i w jakiś sposób znaczącą rolę HR. I trochę się pomyliłem. Naprawienie cliffhangera i intrygi sezonu poszło bardzo szybko. Savitar nie zabił Iris tylko HR używającego swojego kamuflażu dzięki któremu wyglądał jak ona. Przy okazji unowocześnił trochę urządzenie, które teraz nie zmienia tylko twarzy, a również ubrania... Ogólnie jestem trochę rozczarowany. Cieszę się z zaskoczenia, ale powinno to dużo lepiej działać. Śmierć HR nie jest też specjalnie poruszająca. Za bardzo irytował na przestrzeni sezonu, a aktor w serialu i tak zostanie. Tylko Tracy szkoda.

Logiką podróży w czasie już dawno przestałem się przejmować w tym serialu. Scenarzyści tego nie robią to czemu ja bym miał zawracać sobie tym głowę? A nawet bez tego scenariusz odcinka kulał i był sklejony na wiarę. A zaczęło się tak obiecująco. Barry zdaje sobie sprawę, że to nie gniew jest jego największą siłą, a wiara, nadzieja i miłość.Takiego optymizmu w tym serialu dawno mi brakowało. Co więc robi? obiecuje Savitarowi, że mu pomogą. Głupie, ale ok. Gorzej, że kompletnie nic z tego nie wynika, a końcówka sprowadza się i tak do nawalanki, zbiegów okoliczności i przewidywalnych twistów. Kilka rzeczy było miło widzianych - Catlin zdradzająca Savitara, powroty Gypsy i Jaya, ale wszystko było grubymi nićmi szyte. Przez co nie bawiłem się tak jak powinienem. 

Obowiązkowe słowo o cliffhangerze. Serial na własny sposób zinterpretować śmierć Flasha w Crissis on Infinite Earths. Speed Force zrobiło się niestabilne bo Savitar nie mógł się znaleźć w pułapce i ktoś musiał zająć jego miejsce. (Na marginesie - co działo się przed pojawienie się Savitara?). Wybór pada na Barry'ego. Egoistyczne wybory i samolubne decyzję w końcu go dopadły. To on był sprawcą wszystkich problemów w sezonie i teraz musi odpokutować. Nie ma to większego znaczenie bo w premierze pewnie się i tak pojawi. Dużo bardziej jestem ciekaw drogi Catlin. Przezwyciężyła swoją mroczną stronę i teraz będzie poszukiwać własnej ścieżki. Cieszy też powrót Wellsa na naszą Ziemię.   

Inne:
- czy to Wells musiał przekonywać Tracy do pomocy Savitarowi? Przecież to było okrutne, pokazać jej twarz mężczyzny którego kochała u kogoś zupełnie obcego.
- bieganie w nowej, leśnej scenerii, graficy dostali kilka dodatkowych  roboczogodzin.

OCENA 3.5/6
OCENA SEZONU 3.5/6

The Handmaid's Tale S01E04 Nolite Te Bastardes Carborundorum
Każde wrażenia po The Handmaid's Tale powinienem zaczynać jak przy Orphan Black - od chwalenia głównej bohaterki. Elisabeth Moss portretując Offred jest niesamowita. Uśmiech, ból i zwątpienie pokazywane w tak namacalny i rozmaity sposób. Sympatia do bohaterki i fascynacja jej zachowaniem. Pierw oglądanie upadku i zwątpienie, potem ponowne narodziny i siła wynikająca z wspólnoty krzywdzonych kobiet. Z coraz większą przyjemnością odpalam kolejne odcinki i z uwagę wpatruję się w Moss. Do ekranu przykuwa również Serena i Waterford. Niby antagoniści i personifikacja systemu, ale z równie ciekawymi osobistymi historiami.

OCENA 5/6

The Handmaid's Tale S01E05 Faithful
Czy ja już pisałem jak niesamowita jest obsada? Elisabeth Moss dźwiga serial na swoich barkach, ale koledzy i koleżanki z planu dzielnie jej towarzyszą. Nie zazdroszczę jury jakiejkolwiek z nagród przy wyborze aktorów drugoplanowych. Zobojętnienie Alexis Bledel i jej ostatnia walka były poruszające. Yvonne Strahovski i jej topniejący chłód gdy marzy o macierzyństwie. I czarujący Joseph Fiennes z swoimi radykalnymi poglądami na świat. To jak grają to czysta poezja. W tym wszystkim nie gubi się historia. Bardzo ciekawie wypadło zestawienie pierwszego razu z Lukem z rytuałem zapładniającym. No cóż, postęp nie musi być dobry dla wszystkim. Wbrew pozorom są jednak kobiety zadowolone z nowej wizji świata, akceptują drugą szansę od życia. Serial też całkiem spodziewanie ciąży do wątku ruchu oporu. I sam nie wiem czy chcę to oglądać. Obyczajowa opowieść na razie mi wystarcza.

OCENA 5.5/6 

wtorek, 21 lutego 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #219 [13.02.2017 -19.02.2017]

SPOILERY

24: Legacy S01E03 2:00 P.M. - 3:00 P.M.
Dalej jest słabo, ale dla odmiany odrobinę bawiłem się przy tym odcinku. Zaraz po tym gdy zdałem sobie sprawę, że to absurdalna parodia starej serii. Zamiast kręcić głową z niedowierzaniem kilka razy zdarzyło mi się wybuchnąć śmiechem. Dawno nie widziałem tak absurdalnej sceny jak uciekający trup i szok nauczyciela chemii. Albo maślane oczy policjanta do Cartera. Szybciutko uwierzył mu w bajeczkę o terrorystach i zaczął pomagać. Wiadomo, jeden policjant odpychający charakterologicznie i fizycznie, a drugi jego przeciwieństwem. Zabawne było też wrabianie Nilii. Im bardziej wydawała się winna tym mniej to było prawdopodobne. Pośmiałem się też z homoseksualnego romansu w CTU. Serial chcę być tak bardzo progresywny, że wręcz krzyczy o uwagę. Carter dalej jest pięć długości za Jackem wciąż zgrywając ofiarę i nie wykazując się talentem. Pierw został znokautowany przez Bena i stracił McGuffina, a gdy gonił terrorystów potrącił go samochód. Idę o zakład, że do maksymalnie szóstego odcinka będzie torturowany.

Muszę być jednak szczery, parę rzeczy się udało. Pierwsze parę minut wywoływało niewielkie napięcie, kilka scen solidnie nakręcono pod względem przesuwania się kamery, a i postacie nabierają troszkę głębi. Tyci, tyci, ale jednak. Nawet pokazano traumę po PTSD i może było sympatyzować z Benem. Dodano też kolejny poziomintrygi. Robi się to piramidalnie głupie co akurat jest urokiem tego serialu. Tylko muzułmanie zostali zastąpieni Latynosami jako ci źli. 

Inne:
- niby Carter jest w programie ochrony świadków, ale nie przeszkadza to policji dowiedzieć się tego samego co kilka osób na świecie. Oczywiście nikt też nie przejął się pieniędzmi mającymi być dowodem.
- co jest najbardziej podejrzaną rzeczą na świecie? Opuszczenie pokoju gdy rozmawia się przez telefon. Wiadomo, konspiracja, ukryte agendy, światowe spiski i reptilianie.

OCENA 2.5/6

Power Rangers Jungle Fury S16E07 Pizza Slice of Life
Podobał mi się pomysł postawienia złych w centrum wydarzeń. Camille musi udowodnić swoją wierność Dai Chi i walcząc z Naji staje się coraz silniejsza. Pokazano zróżnicowanie frakcji i własne cele. Teraz tylko liczę, że zostanie to bardziej pociągnięte. Ponieważ serialowi brakuje fabuły. Fajny pomysł został położony naciskiem na walki. Walczyli, walczyli i nie chcieli przestań walczyć. Ni to ciekawe ni zajmujące. Było kilka drobnych elementów zaczerpnięty z filmów wuxia, ale ogólnie wyszło dość sztampowo.

U Rangersów kilka komediowych scenek opierających się głównie na slapsticku. Aż mi się przypomniały sceny z Mięśniakiem i Czachą obrywających jedzeniem. Czyli słabo. A motyw przewodni odcinka był w porządku, nauczyć się odpowiedzialności i poznać wartość roli lidera w drużynie. Demokracja i niezależność są fajne, ale zawsze ktoś musi przewodzić. Jednak najfajniej wypadł RJ, który wybrał się na konkurs wędkarski by zakłócić jego przebieg i walczyć o prawa zwierząt. Oczywiście w przesadzonym stroju wędkarza. Ogólnie parę razy się pośmiałem, parę razy zażenowałem. Jak na razie standard.

OCENA 3.5/6

Power Rangers Jungle Fury S16E08 Way of the Master
Suprise, suprise. Odcinek rozpoczął się od walki z złotą kulą i wielkim zdziwieniem dotyczącym tego co dzieje się na ekranie. Będzie dobrze pomyślałem i w sumie miałem rację. Wciąż nie wszystko zagrało, ale czuć postęp. Fabularnie wprowadzono nowego mentora, który jest fajnym przeciwieństwem dla RJ. Zrzędliwy dziadek i wyczilowany wujek, pasują do siebie, nawet czekam by zobaczyć ich wspólną scenę. Coś dzieje się też u złych - Dai Chi wybrał się na nauki do potężnego Overlorda. Najwyższa pora żeby wykrystalizowała się jakaś historia. Pod względem humoru i morału odcinek również odbieram pozytywnie. Zaskoczyły mnie również walki. Ostatnio się rozczarowałem, a teraz było na czym oko zawiesić dzięki wykorzystaniu broni. Mam ochotę na kolejny odcinek.

OCENA 4/6 

Riverdale S01E04 Chapter Four: The Last Picture Show
Ładnie serial komplikuje relację między bohaterami coraz więcej ujawniając z ich prywatnego życia. Martwiłem się wątkiem Archiego i nauczycielki, ale całkiem sprawnie go rozwiązano. Szalone śledztwo Betty i Veronicy oraz punkt kulminacyjny z konfrontacją z rodzicami. To na prawdę się udało, ale najbardziej jestem ciekaw konsekwencji tego wątku dla bohaterów. Cieszy mnie, że nie tylko młode pokolenie ma rozbudowane wątki. Bardzo ważna jest historia rodziców Veronicy. Hermione przejęła interesy męża i całkiem nieźle sobie radzi z gangiem motocyklowym. Do którego należy ojciec Jugheada. Co lepsze odrobinę ruszył wątek morderstwa Jasona - włamano się do domu szeryfa by zdobyć informację o śledztwie. Podobały mi się też dialogi, humanizowanie Cheryll nie zapominając też o jej bitchowatości i położenie dużego akcentu na zaufanie do drugiej osoby oraz pewną dozę sentymentalizmu za starymi czasami. Jest lepiej niż się spodziewałem.

OCENA 4.5/6

The 100 S04E03 The Four Horsemen
Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy oglądacie ten serial. Konsekwentnie The 100 obdziera bohaterów z ich złudzeń dotyczących poprawy swojego losy. Przyszły kataklizm jest nieunikniona, śmierć przyjdzie po wszystkich nie ważne jakby się starali. Nie za pół roku, a za dwa miesiące nastanie koniec, którego preludium coraz bardziej daje o sobie znać. Wymieranie zwierząt to pierwszy etap. Drugim jest choroba popromienna. Oglądanie umierających ludzi, tego jak nie można było im pomóc i równoległe odkrycie nieszczelnego bunkra, który stał się masowym grobem było przygnębiające. Kapitalnie wyszły też dwie bardzo kameralne sceny. Z Raven, która kierując się chłodną logiką nie chcę dać leków na chorobę radiacyjną, a potem przygląda się umierającej dziewczynce. Mocne nie tylko ze względu na wymowę, ale też grę aktorską Lindey Morgan. Fantastycznie poradziła sobie również Eliza Taylor-Cotter podczas sporządzanie listy setki przeznaczonych do ocalenia. Walka ze sobą podczas wypełniania ostatniego wolnego miejsca, ból i wyrzuty sumienia na twarzy. Młodzi aktorzy wyrobili się przez te kilka lat serialu.

Na drugim końcu świata, w Polis wydarzenia nie miały tak mocnego wydźwięku emocjonalnego. Podobał się na pewno klimat dżihadu przeciw maszynom robiący za tło. Troszkę mieszanie uczucia mam do wątku córki Indry, fanatyczki religijnej i strażniczki  Płomienia. Pojawiła się znikąd i od razu odgrywa sprawczą rolę w fabule. Jednak jej interakcję z Octavią i Indrą mogą być w przyszłości bardzo interesujące. Zastępcza córka i rodzona walczące o względy matki. I jeszcze jedna - Skairipa, Śmierć z Nieba, ładnego przydomku dorobiła się Octavia, a tatuaże dodają jej badassowatości.

Koniec odcinka to maleńki promyczek nadziei - krew Natblida pozwala zwalczyć chorobę popromienną. Może to nie jest droga do przetrwania gatunku, ale na pewno jakiś sposób by zwiększyć te szansę. Powróci też kolejny motyw, istotności krwi. The 100 ładnie odwołuje się do swojej mitologii i zatacza pełne koło, jak np. w przypadku setki mającej przetrwać w zamknięciu. Zupełnie jakby miał to być ostatni sezon.

OCENA 5/6

The Killing S02E01E02 Reflections | My Lucky Day 
Kolejny serial do którego pewnie bym nie wrócił gdyby nie moje eksperymentowanie z serialami, które zacząłem oglądać. Ten 1,5h seans nie zmieni moje postanowienia. Pięć lat temu The Killing było warte oglądania. Dzisiaj formuła nie jest niczym nowym, intrydze brakuje świeżości, a bohaterowie, no cóż bohaterowie wciąż są bardzo mocną stronę. Jednak najlepsze są kameralne momenty pokazujące ludzkie słabostki lub ich wewnętrzną siłę. Fabuła mnie zbytnio nie interesowała. Obraziłem się na serial gdy nie powiedzieli kto zabił Rosie w finale S01 mimo to wciąż doceniam momenty i dramaty postaci. Myślę nawet, że mogłoby mi się spodobać. A potem myśleć o innych serialach, które mógłbym obejrzeć w tym samym czasie i jednak zbytnio nie interesują mnie dalsze losy śledztwa Linden, tego jak Holden poradzi sobie z czyhającą na niego mroczną stroną miasta i czy Stan przekroczy granicę. Jeśli Los będzie chciał sprawdzę następny epizod, ale wątpię by to szybko nastąpiło.

OCENA 4/6

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #216 [23.01.2017 - 29.01.2017]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E09 Raiders of the Lost Art
Powrócił mój ulubiony serial superhero i świat stał się od razu radośniejszy. Bawię się przednio, śmieje niemal na każdej scenie, podziwiam jak twórcy bawią się konwencją i chcę więcej. Legendy to mistrzostwo serialowego campu, które w tym odcinku daje o sobie wyraźnie znać. Bo jak inaczej opisać gościnny występ George'a Lucasa i utratę mocy przez Nate i wiedzy Raya bo zmienili przeszłość i jego filmy nigdy nie powstały? Może i to jedna wielka laurka dla Lucasa, ale prawdziwa historia o tym jak wybujała wyobraźnia i eskapizm kształtują realny świat i mogą być inspiracją dla ludzi.

Ten odcinek to też bromance Merlyna i Darkha. Co za cudowne sceny tej emanującej mrokiem, ale i humorem, dwójki. Świetnie się uzupełniają, a Legion of Doom to dla nich idealna nazwa. Wystarczająco campowa i przy tym zapowiadająca coś strasznego.

Trochę już napisałem, a nie wspomniałem o powrocie Ripa. Połowa sezonu minęła o on pojawił się dopiero teraz. Kręcąc film o swoich przygodach nie pamiętający starego życia. Amnezje z reguły są telenowelowym wątkiem w serialach i męczą, ale tutaj się udało. Nieporadny Rip smakujący w LSD jest zabawny, a kolejny odcinek może dostarczyć dużo dobrego.

W odcinku prawdopodobnie zaczął się krystalizować główny wątek drugiej połowy sezonu. Walka z Legionem i poszukiwanie Włóczni przeznaczenia mogącej przepisywać rzeczywistość. Powinno to nadać fabularnej spójności przynajmniej kilku następnym odcinkom co mi się bardzo podoba.

OCENA 5/6

Intelligence S01E04 Secrets of the Secret Service
Maszyna losująca jest bezwzględna. W tym tygodniu zostałem pokarany przygłupim proceduralem sprzed paru lat. Moje życie było piękniejsze gdy o nim nie pamiętałem, a obejrzenie tego odcinka nie miało żadnej wartości dodatniej. Może poza kilkoma niekontrolowanymi wybuchami śmiechu będącymi reakcją na to co dzieje się na ekranie. Co na pewno nie było intencją twórców. Serial jest niesamowicie pretekstowy, ciąg przyczynowo skutkowy kuleje, a całość dzieje się najprawdopodobniej w alternatywnej rzeczywistości jedynie z pozoru przypominającej nasz świat. Zero poszanowania dla protokołu dyplomatycznego, dwie agencje rządowe zachowują się jak skłócone dzieci w piaskownicy, a ich agenci jeszcze gorzej. Nieznośny patos scen denerwuje, a fabuła odcinka ani trochę nie potrafiła zainteresować - odbijanie przetrzymywanych dziennikarzy przez Syryjski rząd. Nawet wymiana ognia była przeraźliwie nudna. Plusy? Można popatrzeć na Meghan Orhy.

OCENA 2/5

Power Rangers Jungle Fury S16E06 Dance the Night Away
Po długiej przerwie przyszedł czas na kolejny odcinek Power Rangers. Zbliża się film więc ochota jest. Tylko szkoda, że poziom serialu nie zachęca do zbyt częstych powrotów. Było jedynie poprawnie. Parę razy się uśmiechnąłem, parę razy pokręciłem głową z niedowierzaniem (romans dwóch potworów), ale najczęściej oglądałem z obojętnością. Nie podobała mi się też stylistyka odcinka gdzie głównym motywem było tańczenie. Najlepiej wypadło rozgrywanie przyjaźni między Theo i Lily z nowym Caseyem. I rozwiązaniem problemu gdy to Lily musi robić za spoiwo i liderkę i godzić swoich przyjaciół. Jej przemowa pokazała, że to ona powinna nosić czerwone barwy. 

OCENA 3.5/6

Riverdale S01E01 Chapter One: The River's Edge
Riverdale był najbardziej oczekiwanym serialem stacji ogólnodostępnej w tym sezonie. Od razu napisze, że się nie rozczarowałem co mnie bardzo cieszy. Pojawił się on w idealnym momencie akurat gdy Teen Wolf będzie przechodził na emeryturę ja będę miał zastępczą teen dramę i jeśli utrzyma poziom pilota to przez kilka następnych lat go nie opuszczę.

Ciekawe postacie? Są. Wielka tajemnica? Jak najbardziej. Mikorświat z mnóstwem powiązań i zależności? Oczywiście. Trójkąty miłosne i romanse? Jakże by inaczej. Do tego całkiem niezła realizacja i całosezonowa tajemnica spinająca historię. Ja jednak najbardziej ciesze się z stylu serialu. Przestylizowana estetyka z mocno nasyconymi i kontrastującymi kolorami będąca wizualnym odwołaniem do komiksów. Pięknie to wszystko wygląda. Zostało to dokładnie przemyślane na etapie preprodukcji.

Najważniejsze są postacie i to ciekawie. Taki miks dobrze znanych twarzy i tropów, który momentami bawi się konwencją. Veronica ma być z założenia jędzą, ale to dobra dziewczyna. Betty to świętoszka, która potrafi wybuchnąć. Archie natomiast.... wypada najsłabiej. Brakuje mu kontrastu w jaki zostały przedstawione dziewczyny, a jego historia młodego i niezdecydowanego co do swojej przyszłości delikatnie męczyła. Jednak jestem ciekaw co dalej. Jestem bardzo ciekawe jak te charaktery ewoluują jak będzie wyglądało tło. Jestem mocno zainteresowany, a to bardzo dobrze świadczy o całości.

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E08 Blitzkrieg
Niemalże cały odcinek poświęcony na zabawę w ganianego z wilkolwem (!) i Jeźdźcami. Za długo, w pewnym momencie całe napięcie siadło i przypatrywałem się temu z znudzeniem. Nie udało się też zbudować odpowiedniej stawki. Jeśli jest podbijana zbyt wysoko robi się absurdalna i oczywistym jest końcowe zwycięstwo. Jeźdźcy w tym odcinku złapali kilka dobrze znanych twarzy przez co zabrakło wydźwięku emocjonalnego. Prędzej niż później wszyscy zostaną odbicie. Słabo wypadły też flashbacki z II W. Ś. O ile wątek naziwarewolfa jest odpowiednio campowy na potrzeby tego serialu tak dostał za dużo scen które nic nowego nie wnosiły.

Dobrze, że prócz tego udało się wcisnąć kilka na prawdę udanych scen. Błyszczał głównie szeryf. Dał świetny popis aktorstwa gdy przypominał sobie zaginionego syna, gdy zdał sobie sprawę, że żona jest wytworem jego wyobraźni czy gdy opowiadał watasze o Mieczysławie. Tak Mieczysławie, hehe. To wymyślili imię dla Stilesa. Polski fandom jest zachwycony. Mnie jeszcze jak zwykle ucieszyły sceny z Peterem. Sarkastyczny, odcina się od Malii, a koniec końców i tak będzie ją ratować. Aż szkoda, że na koniec nie sparafrazował Gandalfa i nie krzyknął "Run, you fools!"

OCENA 4/6

The Flash S03E10 Borrowing Problems from the Future
Bardzo ucieszyła mnie jedna rzeczy - Barry postanowił nie ukrywać wydarzeń z przyszłości przed Iris i resztą drużyny. Serial lubi umartwiać bohatera więc możliwe było trzymanie tego w sekrecie przez kilka tygodni. Na szczęście zamiast tego jest współpraca w walce z ich dotychczas najgroźniejszym przeciwnikiem, przyszłością. Już teraz widać, że jest cień szansy, udało im się coś zmienić. Drobny detal będący promyczkiem nadziei. Podobał mi się przy okazji foreshadowing - zapowiedź Music Maistera i przejście Catlin na złą stronę. Nie tylko Barry ma o co walczyć.

Sam odcinek trochę nie domagał. Miał przestoje, tempo czasem mocno siadało i nudne dialogi denerwowały w równym stopniu co Barry. Ratowały go drużynowe sceny pokazujące, że to paczka przyjaciół. Szczególnie urzekła mnie domówka u Barry'ego i Iris.

Nieustanie denerwuje mnie Wells. Na początku był zabawnym dodatkiem, a aktor robi z tą postacią cudowne rzeczy. Tylko nadmiar cukru szkodzi. Jego historia jest nudna i blokuje powrót Wellsa z Earth-2, który co by nie mówić być jednym z najjaśniejszych elementów S02.

OCENA 4/6
 
Timeless S01E12 The Murder of Jesse James
To był bardzo dobry odcinek. Już pierwsze trzy sceny taki zapowiadały, kładąc silny nacisk na historię bohaterów. Wyatt odwiedza mordercę żony w więzieniu, Lucy zapomina o urodzinach siostry, a Rufus dowiaduje się o szkoleniu Jyiai na pilota. To wszystko trapi ich podczas kolejnej misji i wpływa na ich zachowanie. To już nie była zabawna przygoda tylko w równym stopniu walka z samym sobą co Flynnem. Stawiano też pytanie o granice moralności i kiedy można je przekroczyć. Tradycyjnie poruszono wątek nierówności rasowej. Tym razem wprowadzając czarnoskórego szeryfa, pierwowzór Lone Rangera co pokazało zakłamanie historii pisanej przez białych. Dało to też możliwość Wyattowi by zmierzył się z ideałem krystalicznych stróżów prawa i przekonał, że nie zawsze cel uświęca środki.

Do końca sezonu (serialu?) pozostały tylko cztery odcinki i historia nabiera tempa. Flynn odbył podróż w czasie po to by zrekrutować do swojego gangu byłego pilota Masona szantażowanego przez Rittenhause'a do tego stopnia, że postanowiła ukrywać się w przeszłości. Annie Wershing i jej piegi to zawsze miły dodatek do obsady.  

OCENA 4.5/6

wtorek, 19 lipca 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #193 [11.07.2016 - 17.07.2016]

SPOILERY

Alias S03E04 A Missing Link
Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy w wątku zaginionych dwóch lat. Przypadkowa misja o globalnym epidemiologicznym zagrożeniu i spotkanie z osobą, która zna Syd z tego tajemniczego okresu. Zaczęła się podwójna gra, dostosowywanie do roli i próba odnalezienia. Jennifer Garner jak zwykle zagrała wspaniale serwując mieszankę pewności siebie i niezdecydowania, zwłaszcza w intymnych scenach z nieznajomym. Świetnie wypadły też jej sceny z Voughnem. Wcześniej mnie denerwowały, ale teraz ta dwuznaczność wyszła przednio. I jeszcze Jack pokazał Dixonowi nagranie gdzie jego córka zabija ojca Sarka. Pokerowa zagrywka się opłaciła.

Ten odcinek to też intensywne sceny akcji i dużo szpiegowskich momentów. Marshall znowu produkuje gadżety dla Sid, a Michael i Weiss ubezpieczają misję odrobinę się przedrzeźniając. Był też efektowny skok Sidney do basenu podczas ucieczki przed policją. Ależ dobrze ogląda się te sceny, zwłaszcza, że scenarzyści dobrze zdają sobie sprawę jaki serial robią i stawiają na efektowność, która przykuwa do ekranu z takim samym skutkiem jak dramaty postaci.

Cliffhanger bawi się z widzem. Widziany setki razy, zmuszający do uśmiechu, ale każący włączyć następny odcinek. Sidney by ratować swoją przykrywkę zostaję zmuszona do zabicia Voughna, wbija mu nóż w brzuch i zaraz potem następują napisy końcowe.

OCENA 4.5/6

Alias S03E05 Repercussions
Uwielbiam takie dynamiczne początki. I niby to tylko rozmowa, przez telefon, ale jak nakręcona. Syd mówi o postrzeleniu Voughna i kontaktuje się z CIA, a kamera cały czas obraca się w szalonym tempie. Ostatnimi czasy ten zabieg reżyserski mnie denerwuje, ale tutaj został wykonany mistrzowsko świetnie podkreślając chaos sytuacji i jej napięcie. Jednak akcją odcinka był pościg ulicami miasta i strzelanie z pędzącego samochodu w wykonaniu Syd. Do tego bezcenny uśmiech na twarzy Lauren widocznie podekscytowanej akcją w której bierze udział.

Akcja wspaniała, ale dużo działo się u bohaterów zwłaszcza na linii Sydney/Lauren. Pierw napięcie gdy żona Michaela dowiaduje się jak jej mąż został dźgnięty, pogłębiająca się nienawiść i w końcu współpraca zakończona szacunkiem. Postrzelenie Voughna przyniosło widoczne korzyści dla serialu i pozwoliło na jeszcze współpracę dwóch silnych kobiecych bohaterek. Dwie agentki pracujące w terenie, biorące razem udział w pościgu to bardzo progresywne i odważne na telewizję w 2003 roku, ba nawet dzisiaj nieczęsto spotykane.

Ucieszył mnie wątek Sloana. Jego porwanie nie tylko doprowadziło do fajnych scen, ale co ważniejsze skutkowało ciekawym twistem fabularnym. W wyniku swojej charyzmy udaje mu się ocalić życie i zacząć pracować dla The Covenant i przy okazji pozostając informatorem CIA. Odwrócenie ról w stosunku do pierwszych dwóch sezonów i to teraz on będzie grał na dwa fronty.

Niestety nic nowego o przeszłości Sydney. Na szczęście nic zostało pokazane w ciekawy sposób. Jack prowadzi własne śledztwo, próbuje się czegoś dowiedzieć, pokazano jaki z niego profesjonalista z zimną krwią gotowy zrobić wszystko dla córki. I niczego się nie dowiedział zabijając swoje jedyne źródło. Fajna zmyłka.

Inne:
- Djimon Hounsou i Justin Theroux w gościnnych rolach, pod tym względem na Alias zawsze można liczyć.
- głupia opowieść Weissa o swoim podboju z studiów, a tyle radości. Lubie te wstawki pokazujące, że serial przykłada się do kreacji swoich postaci.
- The Covenant zdobywa broń biologiczną, The Covenant chcę potężnego wirusa komputerowego mogącego wywołać globalny kryzys. A ja nie czuję żeby The Covenant był potężnym wrogiem. To już pięć odcinków, a oni czają się w mroku, a zagrożeniem są ich najemnicy którzy zaraz giną lub jak Sark od dłuższego czasu są w serialu. Czas dać im twarz i motywacje, tajne organizację, które zbyt długo pozostają w mroku nudzą i stają się groteskowe.
- zdjęcie Marshalla z liceum to złoto! Tak jak jego klepnięcie po tyłku Syd by podkreślić jego teksański charakter przed yakuzą. Więcej jego udziału w misjach!
- dalej przeszkadza mi brak odpowiedniego pożegnania dla Willa. Chyba muszę się z tym pogodzić.

OCENA 5/6

Power Rangers S16E04 A Taste Of Poison
Teoretycznie jest to odcinek poświęcony żółtej wojowniczce, praktycznie nie dowiedziałem się niczego nowego co by wzmogło moją sympatię do niej. Pokazano jej relację z Caseyem, jak dobrze się z nim dogaduje i traktuje go jak młodszego brata. Podkreślono też jej pewność siebie, samodzielność i zdolność do stawiania czoła wyzwaniom. Sama zaczęła walczyć z przeciwnikiem tygodnia i ostatecznie go pokonała. Dobry wzór dla młodych dziewczynek. Nie zapomniano też o drużynie. To ona jest najważniejsza i dzięki pomocy Theo i Caseya mogła tego dokonać. Rantipede również miał własną drużynę (Five Fingers of Poison!) i również działał na własną rękę, tylko jemu z pomocą nikt nie przybył więc przegrał.

W odcinku zadebiutował motocykl dla Czerwonego Wojownika i mam mieszane uczucia. W RPM (tak znowu porównuje) pojazdy były integralną częścią opowieści. Do klimatu kopanej opowieści z mistycznymi siłami średnio to pasuje. Okulary jako morfery akceptuje bo to fajna zabawa konwencją, Strike Rider Cycle kłóci się z inspiracjami kinem wuxia i walkami zwierzęcym duchów. 

Inne:
- w odcinku było obrzucanie się jedzeniem, niczym w Mighty Morphin. Nie rozumiem tego tropu.
- RJ w odcinku pojawił się zaledwie na moment, czuję niedosyt.

OCENA 4/6

Power Rangers S16E05 Can't Win Them All
Ten odcinek mocno przypominał mi Mighty Morphin. Pretekstowa historyjka by pokazać jakąś pozytywną wartość, bez zbytnio skomplikowanej warstwy fabularnej. Cieszyłem się z odcinka poświęconego Theo ponieważ chciałem się dowiedzieć o nim czegoś nowego. Nic z tych rzeczy. Pokazano jego perfekcjonizm i jak góruje nad innymi Wojownikami. Potem scenariusz wymusił na nim przegraną walkę, jego podłamanie i utratę wiary w siebie. Ale że co? Kompletnie bez sensu, przecież Rangersi już przegrywali w tym sezonie. Nie ma w tym konsekwencji. Walki były dobre z miłą odmianą gdy trzeba było walczyć na ścianie budynku, tylko znowu, choreografia dość standardowa. Brakuje mi tutaj większej ilości finezji i zabawy formą. U złych też nic ciekawego się nie działo. Daishi chodzi wkurzony, a Camille jest obwiniana za zawalenie kolejnego "świetnego" planu. I znowu mam skojarzenie z MM. Na szczęście jest RJ, on zawsze ratuje sytuację. Czy to ćwicząc taniec czy siedząc w fotelu.

OCENA 3.5/6  

Mr. Robot S02E01 eps2.0_unm4sk-pt1.tc
Widziałem kilka krytycznych głosów dotyczących powrotu Mr. Robot i po obejrzeniu odcinka zupełnie ich nie rozumiem. To wciąż ten sam serial, dalej zaskakuje, używa tych samych form przekazu i kontynuuję historia zagłębiając się przy okazji w naturę społeczeństwa w odrobinę pretensjonalny acz trafny sposób. Ja jestem zachwycony.

Pierwsze minuty to czyste szaleństwo napędzane pracą kamery i dźwiękiem. Długie, płynące ujęcia nie tworzące spójnego ciągu przyczynowo skutkowego. Rozmowa Wellicka z Elliotem, moment wypadku z dzieciństwa i rozmowa z doktorem. Tak zwany przerost formy nad treścią w mistrzowskim wykonaniu. Ja się zachwyciłem, nie wiedząc po co to oglądam chłonąłem kolejne momenty przypominając sobie serial. To samo było podczas pokazania codziennej rutyny Elliota. Odcinek skupiał się w większości na nim, pokazał zmiany jakie w nim zaszły i nakreślił sytuację. Amerykę ogarnia chaos, a Elliot toczy własną wojnę z swoją podświadomością. Slater niesamowicie szarżuję aktorsko, a Malik gra bardzo powściągliwie co tworzy niesamowitą dynamikę między nimi. Pokazano człowieka walczącego z własnymi słabościami, popadającego w coraz większe szaleństwo i przegrywającego walkę. Bojącego się swoich działań.

Inne wątki z początku stanowiły chaotyczną mieszankę. Niepowiązane sceny, które z czasem nabierały sensu. Technologicznie nawiedzony dom okazał się cyber atakiem na pracownicę E Corp. I pokazał uzależnienie od technologii podkreślając jej potencjonalne niebezpieczeństwo. Była to pierwsza część planu Darlene. Tajemniczego planu zadania kolejnego ciosu systemowi. Ich rewolucja okazała się porażką, tracą na niej zwykli ludzie i teraz czas na drugi etap. Udawana przemowa gdy była pewną siebie liderką to płaszczyk by przykryć jej zagubienie, które ukrywa przed innymi. Jej wątek okazał się równie ciekawy co Elliota.

Inne:
- jedna z pierwszych scen to rozmowa z Ellioa z jego psychiatrą, paralela do pierwszego sezonu.
- Daydreamin' jako piosenka podkład do wprowadzenia Eliota - doskonały wybór.
- opowieść o Sandfieldzie i bezsensowności niektórych serialu, obarczaniu ich realności konwencją. Sam Esmail jakby pisał o sobie.

OCENA 5.5/6

Mr. Robot S02E02 eps2.0_unm4sk-pt2.tc
Pierw rozprawię się z Elliotem. Oglądając jego sceny nie można być niczego pewnym, nieustannie kwestionuje to co widzę. Czy kolejne postacie są wytworem jego wyobraźni? Czy opowieść jest linearna? Czy pojawią się dziury w narracji? Nie ufam serialowi i sprawia mi to ogromną przyjemność. Kapitalna była scena kolejnej konfrontacji z Robotem. Gdy Elliot zdaję sobie sprawę z utraconych godzin i popada w szaleństwo, śmiech i rozpacz, upiornie zmieniający się wyraz twarzy i pozornie ponowne przejęcie kontroli. Niesamowite, podkreślone jeszcze przez klaustrofobiczne wnętrze i szybki montaż. I końcówka. Zaśnięcie na sesji w kościele i pobudka z telefonem w ręku i rozmowa z Tyrellem. Długo trzeba było czekać na jego powrót i oczywiście przyniósł on masę pytań.

Niby Elliot jest głównym bohaterem, ale w tym odcinku został przytłumiony przez pozostałe wątki co mnie osobiście cieszy. Pierw paranoiczna scena w Central Parku i 6 mln dolarów w gotówce. Długie ujęcia, oczekiwanie niebezpieczeństwa i finał z wielkim ogniskiem. fscociety uderza celnie. Atakuje wizerunek medialny i zwiększa niechęć zwykłych ludzi do E Corp. Ludzi, którzy najwięcej stracili na rewolucji i są tylko pionkami w tej absurdalnej wojnie z systemem. Jak się okazuje rząd wspiera E Corp przed upadkiem, wpompowali w niego 900 mld dolarów i to nic nie dało. Po napisowa scena z S01 tylko pokazuje jaki gigantyczny przekręt stworzył Price.

Grace Gummer zadebiutowała w tym odcinku. I jakie to było przyjemne wejście. Scena w sklepie, kupowanie kanapki i lizaka, trochę żartów z dupka w kolejce i potem scenka w siedzibie FBI. Serial robi wszystko żeby jej postać wypadła sympatycznie, a ja mam wrażenie, że to tylko zmyłka. Każe mi myśleć w ten sposób by zaraz zrobiła coś niemiłego lub zostanie postawiona w roli antagonistki.

Angela w E Corp wygląda mistrzowsko. Na prawdę. Chciałem by przeszła na tą złą stronę i sprawdza się tam wyśmienicie. To ona musi walczyć z skutkami działań Darlene, swojej przyjaciółki, i całkiem nieźle jej to idzie. Chłodna i opanowana, odnalazła swój życiowy cel. Wciąż jednak nie do końca wierzy w swoje umiejętności, wiecznie pragnie akceptacji i wygląda jakby nie do końca czuła się komfortowo. Znalazła akceptację, której szukała, ale wciąż umyka jej tzw. sens życia.

Śmierć Gideona była niczym cios w twarz. Nie spodziewałem się tego, niemalże do samego końca rozmowy. Nieznajomy w barze, monolog o Gideonie i upadku społeczeństwa, nawiązania do Wielkiego Kryzysu i prywatnego życia. I strzał w krtań samozwańczego obrońcy wolności wierzącego, że robi dobrze. Świat w kryzysie, manipulujący przekaz medialny i zdesperowani ludzie którzy w niego wierzą i wprowadzają przez to dodatkowy chaos do świata. Drugi sezon Mr. Robot jest niczym dystopijna opowieść o świecie, na którego krawędzi stoimy.

Inne:
- czym jest gra w kosza i sport? Wszystko zależy od perspektywy, a banalna rzecz może prowadzić do głębszych rozmyślań.
- "Inside the glamorous wardrobe of Tyrell  Wellick wife", yeah, wyobrażam sobie takie nagłówki w tabloidach gdyby to wcale nie była fikcja serialowa.
- ostatnia scena z Gideonem została świetnie wyreżyserowana. Kamera skupiała się na nim, a tajemniczy mężczyzna przez większość czasu zostawał niewidoczny. Mr. Robot to trochę reżyserskie porno gdzie można się rozkoszować kolejnymi ujęciami. 

OCENA 5.5/6

poniedziałek, 11 lipca 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #192 [04.07.2016 - 10.07.2016]



Arrow S03E16 The Offer
Nie wiem czemu to sobie robię, prawdopodobnie to ukryty masochizm daje o sobie znać. Jest też troszkę ciekawości by zobaczyć jak bardzo zły ten serial się zrobił, ale to akurat wynika z tego pierwszego. Tak czy inaczej nadrabiam Arrow. Nie żywię wobec niego żadnych nadziej, zbytnio nie skupiam się też na oglądaniu, zazwyczaj tylko jeśli pojawią się moi ulubieńcy z Legends of Tomorrow albo stanie się coś wyjątkowo głupiego lub głośnego. Ten odcinek niczym się nie wyróżnił. Oliver denerwuje tak jak to zapamiętałem. Nie powie o ofercie Rasa bo nie. Genialne! Tak samo jak jego myślenie nad zajęciem jego miejsca. Ponieważ nikt go dawno nie poklepał o główce mówiąc, że wykonuje dobrą robotę. Dupa, a nie superbohater. U innych nic ciekawego. Thea ma kryzys, Roy coś tam robi w tle, Nyssa i Laurel powoli się zaprzyjaźniają i tyle. Końcówka mnie bardzo rozbawiła. Ras w stroju Arrowa próbujący zniszczyć jego reputację by nakłonić go do przyjęcia oferty. Plan godny podbicia świata w wykonaniu Mózga.

OCENA 2.5/6 

Power Rangers Jungle Fury S16E03 Sigh Of The Tiger 
Najfajniejszy moment odcinka to trening Caseya. Czytelne nawiązanie do Karate Kid, ale takie rzeczy nigdy się nie starzeją i oglądam je z dużą przyjemnością. Niby RJ wykorzystuje młodego, zleca mu pracę domowe i znęca nad nim, ale tak na prawdę trenuje go i przygotowuje do starcia z przeciwnikiem tygodnia. Sporo śmiesznych momentów, głównie dzięki RJ. I z tym mam problem. Casey jest niedoświadczony i napalony na walkę, postać której nie mogę kibicować. Brakuje mu trochę intelektu. Lili i Theo w odcinku byli. Efektownie walczyli i to wszystko. No dobra, migali się jeszcze od pomocy Fran w pizzerii. Po trzech odcinkach uwielbiałem całą ekipę bohaterów w Power Rangers RPM, tutaj mi są oni bardzo obojętni. Wszyscy poza mentorem i rozczulającą Fran. Jasne, minęła dopiero godzina materiału, jeszcze dużo może się zdarzyć, ale nie chciałbym czekać zbyt długo.

OCENA 4/6

poniedziałek, 4 lipca 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #191 [27.06.2016 - 03.07.2016]

SPOILERY

Game of Thrones S06E10 The Winds of Winter
Nie spodziewałem się takiego zaskoczenia na koniec sezonu. Nie dotyczy to tylko wydarzeń na ekranie, a mojego odbioru serialu. W zeszłym roku dałem sobie spokój po czterech odcinkach i nadrabiałem S05 ok. 2 miesiące przed powrotem. Ostatecznie byłem zadowolony, nie napalałem się jednak na powrót. Bałem się go z powodu braku materiału źródłowego. I po 10 odcinkach jestem zachwycony. Miłość do Gry o Tron wróciła z zmożoną siłą, serial zaprezentował najlepszy sezon i zakończył go kapitalnym odcinkiem, który przerósł nawet spektakularną bitwę. Nie mam się do czego przyczepić.

Finał nie był standardowy jak na ten serial. Zamiast pośpiesznie domykać/otwierać linię fabularne miał bardzo zwartą konstrukcję w scenach w Królewskiej Przystani, jakby ta historia była stworzona pod dziewiąty, zazwyczaj szokujący odcinek. Sam scenariusz okazał się przemyślany, pełen paralel i kontrastów pokazujących jak bardzo zmienił się świat i jak opowiadana historia zatacza koło. Było też miejsce na eksperymenty. I śmierć. Nawet cycki się trafiły, warto wspomnieć ponieważ było ich niezwykle mało w tym sezonie.

Odcinek zaczyna się w niesamowity sposób, 20 minutową sekwencją w Królewskiej Przystani, pełną długich scen, równoległego montażu i wdzierającą się w sam mózg muzyką Djawadiego (fortepian + chór), która zostaje na długo po seansie. To moment procesu Cersei, wydarzenia które miało być jej ostatecznym upadkiem, a stało się jej pyrrusowym zwycięstwem. Upokarzana kobieta zemściła się na swoich wrogach. Margery, Pycell, Lancel, Wróbel, Loras, Kevan. Wszyscy zginęli na skutek długo planowanej zemsty. Cersei zamiast udać się na proces zgodnie z przewidywania za pomocą dzikiego ognia zniszczyła Sept Baelora zabijając swoich wrogów. Niesamowicie serial budował napięcie pod to wydarzenie, zwiększając stopniowo tempo muzyki, która niemalże eksplodowała chwilę przed wybuchem by w momencie kulminacyjnym ucichnąć. Cersei nie przewidziała tylko jednego - śmierci Tommena. Brałem to pod uwagę, ale nie w taki sposób. Po tym jak zobaczył do czego jest zdolna jego matka popełnił samobójstwo. Co ciekawe, ją to niewiele ruszyło. Gdy ginęły jej poprzednie dzieci opłakiwała je. Śmierć Tommena przyjęła z zrozumieniem, jakby brała to pod uwagę i się z tym już dawno pogodziła. W końcu przepowiednia musiała się sprawdzić. Bardziej szokujące, że nie chciała się z nim nawet pożegnać. Zamiast oddać honor jego zwłokom wolała torturować septe Unelę, jakby zemsta była ważniejsza niż jej własny syn. Finalnie Cersei zasiada na Żelaznym Tronie, osiąga swój cel, ale czy było warto? Zero satysfakcji i uśmiechu, jakby władza jej już nie interesowała.

Śmierć Tommena była przepiękna w swoim minimalizmie. Nakręcona na jednym statycznym, bardzo długim ujęciu i bez słowa. Zaczyna się od pokazania Tommena, który przygląda się zniszczonemu septowi, kompozycja kadru jest delikatnie asymetryczna żeby widz również mógł go zobaczyć. Po czym Tommen wychodzi z kadru, wraca i bez zastanowienia wyskakuje przez okno. Zachwyciłem się tym równie mocno co gigantyczną eksplozją zieleni pochłaniającą sept.

Potem następuje krótka scenka w Bliźniakach. Pierw chwila rozluźnienia i szukanie dziewki na noc dla Bronna. Potem jest już ciekawiej. Wyjawiono los Edmura, który wrócił do swojej celi, czyli Jamie nie dotrzymał swojej obietnicy. Następuje też rozmowa Lannistera z Walderem. Stary przechwala się, że są do siebie podobni i zabijają królów, nikt nie może się z nimi równać. To mocno dotyka Jamiego, który przecież ciągle posługiwał się honorem. Zabił Szalonego Króla by ratować miasto, a Walder dla osobistych zysków.

Najważniejszym momentem w Bliźniakach było pojawienie się Aryi serial postanowił zaskoczyć i zastosować tanie acz skuteczne szokowanie. Dziewczynka przybiera twarz dziewki służebnej, zabija synów Waldera i serwuje mu pasztecik przyrządzony z ich resztek. Makabryczna scena nawiązująca w pewien sposób do książki. Po tym jednak podcina mu gardło i z zadowoleniem może wykreślić kolejne nazwisko z swojej listy. Starkówna zmieniła się w rasową morderczynię i teraz niezbyt widzę jej powrót do Winterfell. Czyżby podróż do Królewskiej Przystani i odwiedziny Cersei?

Ze śmiercią Waldera i ludzi odpowiedzialnych za Krwawe Gody związana jest kolejna niesamowita paralela. Trzech głównych konspiratorów odpowiedzialnych za to wydarzenie już zginęło. Tywin został zastrzelony z kuszy tak jak jego ludzie strzelali z balkonów do ludzi Starka. Bolton zabił Robba wbijając mu sztylet, ten sam chwyt zastosował jego syn. Natomiast Freyowi zostało poderżnięte gardło, dokładnie tak samo jak Catelyn Stark. To się nazywa mistrzowskie planowanie.      

Pozornie najgorszym elementem finału był wątek Sama, który nie przyniósł nowych informacji. Tak, mój ulubieniec powrócił, ale jego scena podobała mi się z kilku powodów. Pominę tylko absurdalnie nieudolnych żołnierzy jego ojca, którzy go nie odnaleźli i już przechodzę do Cytadeli. Miasto z zewnątrz wygląda olśniewająco, przypomina swoją architekturą trochę starożytny Rzym, niestety poza jedną panoramą z oddali nie można się nim zachwycać. Szybko następuje rozmowa z urzędnikiem, która pozwala trochę rozluźnić sytuację po ciężkim początku, a potem kolejny fenomenalny widok biblioteki z tysiącami książek na łańcuchach i mechanizmem przypominającym kometę z czołówki. I tutaj dwie ważne uwagi związane z tym wątkiem. Ten sezon jest mocno feministyczny, kobiety przesuwają się powoli na pierwszy plan i odgrywają zwiększoną rolę w Westeros. Nie dotarło to jeszcze do uczonych mężów z Cytadeli, Goździk ma zakaz wejścia. Pokazanie biblioteki, skarbnicy wiedzy tego świata to też kapitalny kontrast dla brutalności scen w Królewskiej Przystani. Brutalność, okrucieństwo i wojny, świat pełen przemocy, ale to było przypomnienie, że ma on również bogatą historię i kulturę, zło nie jest jego nadrzędną cechą, a chwilowo wysunęło się na pierwszy plan. Ludzie z Westeros mają dużo więcej do zaoferowania niż sprawianie bólu innym.

Wizyta w Wintefell to znowu kilka ważnych scen. Pierw Devos konfrontuje się z Melisandre oskarżając ją o morderstwo Sheeren. Co robi Jon? Skazuje na banicję i wypędza z Północy. Czy zdał sobie sprawę, że w przyszłości może mu się przydać i zawiesił na chwilę swoje zasady moralne, które przysporzyły mu i ojcu tyle kłopotów? Jasne, grozi jej śmiercią jeśli wróci, ale może to być sposób by trochę uspokoić Davosa. Wyjaśnienie może też być inne - jest jej wdzięczny za przywrócenie do życia i nie jest teraz w stanie jej zabić jakby był jej coś winien. Ja tylko czekam gdy ona wróci. Przecież to musi nastąpić. Co zrobi po drodze? Obstawiam, że spotka Dondariona i Ogara, którzy są przekonani, że mają jakieś przeznaczenie. Może też trafić na Aryę, przewidziała, że spotkają się ponownie, a teraz obie są w drodze.  

Cieszy mnie brak spięć u Starków. Sansa przeprasza brata za zachowanie wiedzy o pomocy Arynów, a on nie żywi urazy. Jest miedzy nimi delikatne napięcie, ale ufają sobie, są niczym brat i siostra. I to jest fajne, takie zaufanie w tym serialu to coś niespotykanego. I może w przyszłości się to zmieni, może nie, ale niech jak najdłużej pozostaną jednością. Jak mawiał Eddard, wtedy gdy przychodzi zima, wataha musi się wspierać, tylko razem można przetrwać. Najwyższy czas by jego dzieci podążali za jego mądrością.

W Winterfell doszło również do spotkania Sansy z Peterem, który oferuje jej małżeństwo. I znowu, scena ta jest odniesieniem do ich spotkania sprzed dwóch sezonów gdy on wyznaje jej miłość i ją całuje. Tu mówi to samo, ale ona nie daje mu okazji na pocałunek, odchodzi od niego. Nie jest tym samym niewinnym stworzeniem, jest gotowa decydować o własnej przyszłości. Jeszcze nim nie manipuluje, zachowuje się bezpośrednio, ale nie jest bezradna.

Bezradny jest za to Jon. Gdy mówi o zbliżającej się Wielkiej Wojnie jego ludzie nie chcą walczyć, mają tego dość. Nie chcą mu nawet złożyć hołdu, a on nawet nie wie jak do tego doprowadzić. Pomaga mu Lady Mormont, która ich do tego przekonuje. Jest teoria, że to Sansa ją do tego namówiła o cym świadczy wymiana spojrzeń, ale dla mnie to trochę zbyt naciągana. Chodzi raczej o to by pokazać, że Jon bez swoich ludzi jest nikim. Mowa jest przekonująca i zostaje obwołany Królem Północy (kolejnym). Niby bękart, ale płynie w nim krew Neda. I tutaj mnie zastanawia trochę zachowanie Sansy. Jej emocję to mieszanka dumy i zazdrości.

No prawie jest synem Neda. Wreszcie został to potwierdzono, że w Wieży Radości jego siostra urodziła dziecko, prawdopodobnie bękarta Rheagara i poprosiła Eddarda o ochronę. Zbliżenie na dziecko i przejście na Jona. To nie pozostawia żadnych wątpliwości. Syn Lodu i Ognia i kuzyn Daenerys. Ta scena była akurat czymś oczywistym, potwierdzeniem teorii krążących od lat. Musiała w końcu się pojawić i nie mogła zaszokować.

Sceny w Dorne zazwyczaj nudziły. Teraz wystarczyło dać Lady Olennę w żałobie i napisać kilka sarkastycznych wypowiedzi w kierunku Żmijowych Bękarcić bym mógł się zachwycać. Bo jak się nie zachwycać Królową Cierni? I ten sojusz! Zakulisowa gra Varysa, nawiązania relacji politycznych z Wysogrodem i Dorne dało wsparcie dla Daenerys. Chociaż czy Highgarden i Dorne nie dałyby sobie same rady z Lannisterami? Powinni, przecież to na ich sile opierała się ich władzę.

Scena pożegnania Daario z Daenerys mnie nie ruszyła. Oczekiwałem trochę jego wybuchu złości, ale obyło się bez tego. Obie strony wykazały się raczej zrozumieniem. O wiele lepsza była potem jej rozmowa z Tyrionem. Kolejne świetne paralele! Ona mówi, że nic nie czuła żegnając Daario, była znudzona ich rozmową, zero uczucia. Przecież to jak Cersei na Żelaznym Tronie. Pozbawiona uczuć, robi co trzeba. Te kobiety są niebezpiecznie do siebie podobne. Natomiast słowa Tyriona, gdy mówi że dzięki Daenerys znalazł sens swojego życia to kalka wypowiedzi Joraha do niej, że nie może bez niej żyć.

Teraz o najważniejszej scenie kończącej odcinek, czymś na co czekałem od lat i trochę powątpiewałem w jej nadejście. Dany wraz z całą swoją potęgą wyruszyła do Westeros. Dothrakowie i Nieskalani na statkach, powiewające żagle z godłem Targarynów i majestatyczne smoki w powietrzu.  Jednym słowem - epickie. Inwazja zapowiada się niesamowicie. Nieobliczalna khalasary, potężna armia, dwie kobiety które muszą ze sobą walczyć i Jon Snow na Północy oczekujący na groźniejszego przeciwnika. Kolejny sezon już działa na wyobraźnie.

Jeszcze małe wspomnienie o feministycznym akcencie i trzech głównych aktorkach gry o tron. Sezon zaczął się z uciekającą Sansę, upokorzoną Cersei i więzioną przez dothraków Daenerys. Jak zakończył wszyscy dobrze widzimy. Z kobietami u władzy, lub bezpośrednio na nią wpływającymi. I pomyśleć, że serial był oskarżany o seksizm. On chciał jednak coś pokazać. Jeszcze za bardzo nie wiem co, ale już mam parę pomysłów. Że kobiety mogą być tak samo okrutne jak mężczyźni? Kobieta jest równie zdolna do sprawowania władzy, a płeć jest drugorzędnym czynnikiem? A może to kobiety są naturalnymi przywódcami i gdy stare rządy zawiodły czas by one przejęły władzę. 

Do końca serialu prawdopodobnie zostało tylko 13 odcinków i teraz mi trochę szkoda. Wolałbym z dwa pełne sezony, a stacja HBO pewnie jeszcze więcej. Teraz gdy są w kryzysie pewnie trwają ostre negocjację na jak długo ma wrócić Gra o Tron. Lombardo mówi kiedyś o 10 sezonach, a Benioff i Weiss twierdzą, że wystarczy spójna historia rozpisana na 13 odcinków. Znają koniec i chcą go opowiedzieć bez niepotrzebnych fillerów. Pewnie skończy się na kompromisie. Jeden krótszy sezon i potem 12 odcinków rozbitych na połowę z bardzo długą przerwą? Ja bym obstawiał coś takiego. Należy też pamiętać o efektach specjalnych, które wymagają czasu. Mamy wielkie armię, smoki i apetyt na coś epickiego, to kosztuje i zajmuje czas. Już ten sezon był opóźniony o 2 tygodnie w stosunku do poprzedniego. Obawiam się, że następny zadebiutuje jeszcze później. Nie martwię się o jakość. Brak książki którą mogliby się inspirować wyraźnie pobudził kreatywność Benioffa i Weissa, a do zakończenia historii jeszcze bardziej się powinni przyłożyć.

Inne:
- wilkor wrócił do Winterfell w czołówce serialu, wreszcie!
- link do Light of the Seven. U mnie już na playlistach, przepiękny utwór. 
- pierwsze momenty to pokazanie jak ubierają się postacie, zbliżenia na ubranie i wyczekiwanie, idealne budowanie napięcia na samym początku. Miguel Sapochnik to perfekcjonista, który potrafi pokazać z rozmachem bitwę jak i skupić się na detalach. 
- Tommen ginie wyskakując przez okno, odwołanie do tego co spotkała Brana? Tutaj winna jest Cersei, a tam Jamie. Tam winna była miłość, a tutaj własna arogancja. 
- czarny strój Cersei z bogatymi zdobieniami na ramionach (które podczas koronacji zmieniają się w prawie że bojowe naramienniki), łańcuchem je łączącym i wysokim kołnierzem jest przepiękny. Wygląda w nim niczym bogini zemsty. Co za kontrast w porównaniu do jej losu z S05. 
- wielki dzwon, który wylatuje z septu trafia w ulicę którą Cersei spacerowała nago, a Unela krzyczała shame i wymachiwała swoim dzwoneczkiem. Kolejne piękne nawiązanie. 
- moment gdy Walder mówi o zabici i pokonaniu Starków w tle pojawia się Arya z cudzą maska. Nice touch! 
- fragment eksplozji septu został już użyty w scenie z wizjami Branna pół sezonu temu. Chylę czoła przed takim planowaniem. 
- Jamie raz uratował miasto przed spaleniem, ironicznie jego siostra zrobiła to czego Szalony Król nie mógł. Przerażenie w jego oczach bezcenne. 
- Benjen zostawił Mere i Brana pod drzewem i odjechał na swoim koniu. Jak ona biedna ma go zanieść na południe? Mógł im chociaż wierzchowca zostawić.  
- potwierdzono, że Mur to nie tylko budowla, ale też zaklęcia niepozwalające przejść White Walkers. Czy naznaczony przez Nights King'a Brann po przejściu na południe zniesie zaklęcie jak stało się to z drzewem w którym trenował by zostać Trójoką Wroną? 
- Varys zna teleportację lub podróżuje kominkami przy użyciu proszka fiuu. W tym odcinku pokazał się w Dorne, a potem zaraz z Daenerys i Tyrionem płynął do Westeros. 
- gra emocji na twarzy Tyriona gdy otrzymuje od Dany przypinkę oznaczającą rolę Namiestnika, kapitalna! 
- i na koniec wideo zza kulis, które polecam.  
- z głównych bohaterów w finale nie pojawiła się tylko (?) Brianne. Coś długo wraca do swojej pani. A tak liczyłem na krótką scenę z Tormundem.

OCENA 6/6

Power Rangers S16E02 Welcome To The Jungle (2)
Po czterech miesiącach wracam do Jungle Fury. Czemu dopiero teraz? Pewnie dlatego, że pilot sezonu mnie troszkę rozczarował po znakomitym RPM oczekiwałem czegoś więcej. Przez ten czas zapomniałem już co mi się nie podobało, a w pamięci zostały pozytywy. Do tego doszedł hype na nadchodzący film Power Rangers i bardzo fajne komiksy. Zwyczajnie potrzebowałem więcej Power Rangers w swoim życiu. I dobrze zrobiłem ponieważ odcinek oglądało mi się bardzo dobrze.

Coraz bardziej lubię koncept sezonu. Wojownicy pracujący w pizzerii z ekscentrycznym mentorem i duchy zwierząt pomagające w walce. Dzięki temu pierwszemu ilość komicznych sytuacji jest ogromna. Choćby zabawne ugniatanie ciasta przypominające trening walki. Lub RJ oglądający walkę Rangersów i zajadający się przy tym chipsami. To drugie daje efektowne walki. Wojownicy dostali też bronie, kij bo, pałki tonfa i nunchaku co jeszcze dodaje trochę efektowności przez co patrzy się na to z przyjemnością. Pierwszy raz przyzwano zordy i zdumiał mnie dynamizm tej walki, jakby  to był zwykły wojownik, Megazord skacze, wije się i zadaje skomplikowane ciosy. To jest trochę dziwne. Tak jak ruchy wojowników w wspólnym kokpicie ponieważ sterowanie wygląda jak jagerów z Pacific Rim. Jednak najbardziej podczas walki podobał mi się komentator z sarkastycznymi uwagami. Tego to ja się nie spodziewałem.

Odcinek miał pozytywne przesłanie. Trening pozwala osiągnąć wyznaczony cel, pomoc przyjaciół jest kluczowa i zjednoczeni bohaterowie są w stanie osiągnąć więcej niż pojedynczo, trzeba tylko w siebie uwierzyć. Banalne, ale poprowadzone bardzo przyjemnie. Zwłaszcza pomoc Theo udzielona Cesyemu podczas jego treningów.  

Na razie historia jest dość prosta, zły nie robi niczego konkretnego, a zagrożenie nie jest jeszcze straszne. Jednak potencjał z złymi jest. Mnie jednak bardziej ciekawi jak pójdzie prowadzenie pizzeri.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 7 marca 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #176 [01.03.2016 -07.03.2016]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S01E06 Star City 2046
Rozczarowałem się. Wizyta w przyszłości miała taki olbrzymi potencjał, a odcinek niestety przypomniał mi najgorsze chwilę z Arrow. Bezsensowna pogoń po mieście, nieciekawe dramaty i walki na których się ziewa. I ta fabuła! Syn Deathstroka niczym jego ojciec przybywa do miasta, przejmuję władzę i pozbawia Olliego ręki rządząc przez kolejne 15 lat. Tak, rząd USA nic nie ma przeciwko. Jestem w stanie wiele zaakceptować, ale nie to. Ten wątek podkreśla też jak głupi lub jak bardzo nie przejmuje się konsekwencjami swojej misji Rip Hunter. Ray i Sara mieli być zbędni dlatego ich zrekrutował co było jedną z przyczyn upadku Star City. To jednak nie tacy zbędni? W ogóle podróże w czasie to jeden wielki bałagan w tym uniwersum i chyba przestanę na nie zwracać uwagę. Rip cofa się do lat '70 i w kółko papla o tym, że nie można naruszyć strumienia czasu. Teraz będąc w 2046 opowiada, że to jedna z możliwych wersji przyszłości. Tylko czemu skoro to jest jego przeszłość, której nie powinien próbować naruszyć, a pokonanie Deathstroke'a  juniora nie jest delikatną zmianą. Już lepiej nich wyrzucą dylematy związane z podróżami w czasie i wprowadzą stały timeline z nieskończoną liczbą przyszłości gdzie nic nie można popsuć. Pasuje to do rozrywkowego charakteru serialu.

A zabawy trochę tutaj było. Zwłaszcza w wątkach nie dotyczących Green Arrow. Ubawiłem się oglądając Heat Wave'a zdobywającego gang i Snarta, któremu nie podoba się obecna rzeczywistość. Jak bardzo się nie zgadzali do przyszłości, a potem gdy Leonard wybuchnął, że chcę pokonać Vandala by zostać największym badassem w historii. Ten to ma fantazję. Podoba mi się jak postacie powoli wychodzą z swoich początkowych ról i są rozwijane ich osobowości.

W ogóle najfajniej wypadają relację między nimi. Zabawnie wypadły sceny z dwoma połówkami Firestorma i romansami młodego gdzie rywalizował z Rayem o względy Kendry. Dużo humoru potrzebnego w tym niepotrzebnie mrocznym odcinku. Udanie wychodzą też wszystkie powiązanie miedzy bohaterami. Jak np. Stain mówiący, że nie można zostawić Sary trzeba zrobić wszystko by jej pomóc nawet jeśli miałoby to naruszyć timeline. Ich wyższość moralna jest tym co odróżnia ich od Vandala. Co ładnie koresponduje z poprzednim odcinkiem gdzie Sara miała zabić Staina by nie zniszczyć przyszłości.

Był też zgorzkniały Ollie z kozią bródką i bez ręki. To wyszło nieźle póki nie zaczął walczyć jakby nic mu się nie stało.

OCENA 4/6

Power Rangers Jungle Fury S16E01 Welcome To The Jungle (1)
Doskonale pamiętam moje wrażenia po pilocie Power Rangers RPM. Już pierwsze minuty mnie zachwyciły, a potem było tylko lepiej. Post apokaliptyczny klimat z ostatnim miastem ludzkości, wyraziste sylwetki bohaterów do których od razu pała się sympatią, walki z finezyjną choreografią i wciągająca fabuła. Nie sądziłem, że Power Rangers może być tak dobre. Pełen wiary w możliwości serialu, świeżo po ciężkich bojach z Mighty Morphin zacząłem Jungle Fury. I się rozczarowałem.

Bardzo chciałem by mi się spodobało, żeby od pierwszych minut przeżywać przygodę wraz z bohaterami. I faktycznie, początek był całkiem dobry. Tajemniczy quasi tybetański klasztor, szybie zapoznanie z charakterami postaci i przyjemne dla oka walki. Wybrano trzech najlepszych kandydatów z których jeden okazał się dupkiem i nie dostał zaszczytu chronienia tajemniczej szkatułki przechowującej wielkie zło. Górę wzięła zawiść, wrócił, przypadkowo uwolnił demona, a mentor bohaterów ginie wysyłając swoich podopiecznych do nowego mistrza. I o ile podoba mi się klimat, pomysł z długoletnim szkoleniem i awatarami zwierząt, które pomagają w walce tak fabułka jest strasznie pretekstowa. Wielki zły to początkowo śmieszna zjawa, a historia o tym jak 10 tysięcy lat  temu chciał oddać Ziemię w władanie zwierząt wybijając przy tym ludzkość wcale mnie nie ruszyła. To już Rita wychodząc z kosmicznego pojemnika na odpadki miała lepszy debiut. Również bohaterowie specjalnie mnie nie zainteresowali, nawet młody adept, który wykazał się honorem i zastąpił niegodnego.

Trochę ciekawiej zrobiło się gdy bohaterowie szukając nowego mistrza trafili do pizzerii. Yeah, z klasztoru na odludziu do lokalu z pizzą. Tutaj poznajemy RJ, właściciela przybytku, który zostaje nowym mentorem bohaterów. I już go uwielbiam, wiem że jeśli reszta mi nie podpasuje to dla niego będę oglądał dalej. Pewny siebie i luzacki, bawi się z wojownikami nie przyznając kim jest i oferuje im pracę, a swój lokal traktuje bardzo poważnie. Nie ma zamiaru brać udziały w walkach na ulicy bo przecież musi się opiekować swoim przybytkiem. Rzuca też niesamowicie zabawnymi tekstami. Podoba mi się taki mentor, mniej poważny od swoich wychowanków. To będzie ciekawe doświadczenie.

Co interesujące główni bohaterowie nie są Power Rangers. Przynajmniej nie do końca. Kolega kolegi kolegi RJ mając odpowiednie dojścia załatwi mu dostęp do Power Grid poprzez... okulary! Tak morferami są okulary, a bohaterowie hackuje dostęp do mocy. Oczywiście w słusznej sprawie. Duchowo to jak najbardziej Power Rangers. Gdy słyszą wybuchy na ulicy od razu idą ratować ludzi nawet jeśli wątpią w swoje umiejętności. To jest ich powołanie, do tego przygotował ich wieloletni trening. Na razie zostali nakreśleni delikatną kreską ale serial ma jeszcze 31 odcinków by nadać im wyrazistych barw.

Nie podobają mi się źli. Może później jak dostaną więcej czasu, ale na razie jest słabo. Mistyczna siła prawdopodobnie opanowała byłego adepta, który zapoczątkował cały ten ambaras. W ich siedzibie jest jeszcze tylko jego kochanka bez wyrazu i armia kitowców. Którzy poruszają się skokami. O matko! Jak mi to przeszkadzała. Może dlatego od razu zraziłem się do nich? To było śmieszne przez pierwsze 10 sekund potem tylko irytowało. Jednak wracając do big bad Jungle Fury. Liczę, że z biegiem czasu jego plan nabierze złożoności i dostanie charyzmatycznych pomagierów. Czerpanie z mocy zwierząt może też być ciekawe jeśli połączy się to z technologią.

Ogólnie odcinek ciężko mi się oglądało. Poza RJ było mało naturalnego humoru, dużo ekspozycji i szarpane tempo. Gdy zacząłem się interesować dostawałem przeskok do ekipy złych lub długie starcia, który troszkę nudzą. Ładnie zrobiono, dużo się dzieje, ale brakuje mi szaleństw. To w końcu Power Rangers, chcę jazdę po bandzie na jednej nodze z zamkniętymi oczami, a na razie tylko RJ mi to funduje. Plus nieudane morfowanie w Rangera przed walką

Inne:
-  Anne Hutchinson w roli Lily, Żółtej Wojowniczki. Kojarzyłem, że gra w PR, ale nie spodziewałem się jej akurat tutaj. Miło oglądać znaną twarz.
- CGI stoi na przeciętnym poziomie, ale na razie jest wykorzystywane z umiarem. Oby tak zostało.
- nie podoba mi się piosenka z czołówki. Muzyka jeszcze, ale ten zbyt młodzieżowy wokal działa mi na nerwy.
- mistrz w świątyni dopiero na zakończenie szkolenia wydala jednego ze swoich uczniów. Nieudolnie prowadził szkółkę skoro nie dostrzegł w niej kogoś znęcającego się nad słabszymi. Chyba, że wierzył w jego zmianę, ale tego serial akurat nie pokazuje.
- jest to pierwsza część dwuodcinkowego pilota, ale jak w przypadku Power Rangers RPM mimo emisji jednej nocy odcinki zostały wyemitowane oddzielnie więc tak też oceniam. Tym bardziej, że również kończą się cliffhangerem podczas walki.

OCENA 3.5/6

Supernatural S08E02 What's Up, Tiger Mommy?
Raz na jakiś czas nachodzi mnie ochotę by wrócić do Supernatural, najstarszego serialu jaki oglądam. Szybko mija, ale lubię obejrzeć parę odcinków braci Winchesterów. Powrót okazał się wystarczająco dobry żeby nie kończyć tylko na tym odcinku. Jasne, to nie było nic specjalnego. Sam i Dean wraz z Kevinem próbują odzyskać tabliczkę z Słowem Bożym, wplątuje się w to matka Kevina i dochodzi do demonicznej licytacji, która zgodnie z oczekiwaniami nie przebiega zgodnie z planem. Był humor (licytacja między niebem, a piekłem!, młot Thora), fajnie skonstruowany wątek potwora tygodnia oraz Crowlem. Crowley to zawsze dobry argument. Nawet flashbacki Deana z czyśćca ciekawią ponieważ ukrywają jakąś tajemnicę.

OCENA 4/6

Supernatural S08E03 Heartache
Wątek główny został porzucony co wcale mi nie przeszkadza. Przecież nie po to oglądam Supernatural. Chodzi mi o znany humor, mitologię i twisty w śledztwach. Tego pierwszego było niewiele, raptem parę zabawnych uwag Deana. Zasięgnięcie do mitologii majów okazało się bardzo stereotypowe - wyrywanie serc dających siłę. Jednak już zwroty akcji były dobrze poprowadzone. Pierw zwykłe śledztwo w sprawie wyrywania serc, potem coraz więcej ofiar, tajemnicza staruszka i wplątanie w to historii miłosnej. Zaciekawiło mnie czyli było dobrze.

Supernatural kołem się toczy. Co chwila bracia się kłócą i na zmianę chcą rezygnować z łowów. Tym rzem Sam tęskni za życiem z Amelią. Twierdzi, że podobała mu się normalność, którą zaznał pierwszy raz w życiu. Już wiem co mnie będzie męczyło w najbliższych odcinków. Nie podoba mi się też ten mini retcon. Przecież przed początkiem serialu Sam mieszkał z Jessicą, mieli nawet brać ślub. Więc jednak wie jak wygląda normalne życie.

OCENA 4/6

Supernatural S08E04 Bitten
Drugi w historii serialu odcinek z gatunku found footage. Ostatni był w trzecim sezonie więc wybaczam i pochwalę za staranie. I głównie za to. Całość miała fajny pomysł - pokazać co się dzieje z zwykłymi ludźmi wplątanymi w nadnaturalne zjawiska gdy Sam i Dean prowadzą śledztwo. Tylko wyszło okropnie sztampowo. Pierwsze 25 minut jest niesamowicie nudne, pasek postępu praktycznie stoi w miejscu. Nie ma nic ciekawego w oglądaniu trójki studentów podczas normalnego życia i potem radzenia sobie z ugryzieniem wilkołaka. Irytuje też trójkąt miłosny, który eksploduje z całą siłą pod koniec. Serial próbuje przy tym być za mądry wplątując w mało subtelny sposób odniesienia do Władcy much i wątek poszukiwania swojej tożsamości. Dobrze, że chociaż końcówka dała radę i przeżyła tylko dziewczyna, która była najnormalniejsza z całej trójki, a nawet można jej było kibicować.

Po wyjściu Deana z czyśćca myślałem, że będzie powtórka historii z Samem po piekle. Bardziej bezwzględny i brutalny łowca chcący tylko zabijać potwory. A jak się okazuje wcale tak nie jest. To on twierdzi, że trzeba dać szansę Kate i nie chcę jej gonić mimo, że zmieniła się w wilkołaka. I teraz chciałbym żeby za paręnaście odcinków wróciła.

OCENA 2.5/6

Supernatural S08E05 Blood Brother
Serial testuje moją cierpliwość. Oglądam go dla spraw prowadzonych przez braci, a drugi odcinek z rzędu funduje mi odskocznie opowiadając ponownie historię miłosną. Było odrobinę lepiej z powodu Bennyego. Wampira cierpiącego na ból istnienia. Powrócił by dokonać zemsty, a spotkał dawną miłość, która została przemieniona. Ich pożegnanie było pełne smutku i pogodzenia się z losem. Niczym gotycki niespełniony romans. Sam wypełniacz był nudnawy. Słaba akcja, standardowe ścinanie główek i brak emocji.

W odcinku były dwa rodzaje flashbacków. Te z czyśćca pokazywały trudną relację między człowiekiem, aniołem i wampirem i przyjaźń, która się między nimi narodziła. Na razie Benny jest fajnie prowadzony bo ucieka od stereotypu zdrajcy, udawanego przyjaciela chcącego za wszelką cenę wrócić na Ziemię. Jednak czuję, że serial mnie szybko sprowadzi na ziemię. Migawki z przeszłości Sama były nudne. Jak to sobie znalazł życie i ile łączy go z Amelią. Przez to wychodzi na jeszcze większego dupka.

OCENA 3/6

Supernatural S08E06 Southern Comfort
Gareth wrócił, fajnie jest zobaczyć znaną postać. Szkoda, że w przeciętnym odcinku. Więcej humoru poproszę, a nie wieczny angst! Bracia się kłócą, obwiniają, a na dodatek mają pretensję do Garetha, który zajął rolę Bobbyego. A ja mam pretensje do scenarzystów za ten wątek. Ani śmieszny ani dramatyczny, wyszedł bardzo przeciętnie. Rozumiem, że zajął jego rolę i udziela rady innym łowcą, ale używanie tego samego słownictwa czy noszenie charakterystycznej czapeczki to za dużo. Ponadto nie potrzebne flashbacki z Samem, które nie mówią nic nowego. A sprawa? Polowanie na ducha z twistem.

OCENA 3/6

Supernatural S08E07 A Little Slice of Kevin
Castiel, Crowley, Kevin z mamusią i od razu lepiej się ogląda. Historyjka bardzo prosta - tajemnicze zaginięcia ludzi, którzy okazują się prorokami i próba odbicia Kevina. Nic specjalnego, ale w trakcie dużo fajnych scen. Jak Dean uświadamiający sobie jak wyglądała ucieczka z czyśćca czy porwani przez demony zastanawiający się czy są na statku kosmicznym. I rozmowy mamy Kevina z wiedźmą - cudo! Cieszy też końcówka z debiutem Amandy Tapping jako anielicy Neomi. Kolejny powód by zostać z serialem na jeszcze trochę.

OCENA 4/6

Supernatural S08E08 Hunteri Heroici
Cudowne! Dawno się tak nie uśmiałem na Supernatural, ba dawno się tak nie uśmiałem. Odcinek zaczął się od wyskakującego serca. Myślę sobie, że zwykłe morderstwo z wiedźmą i delikatnym twistem. Jak lubię się mylić. Zamiast tego dostałem hołd dla kreskówek Looney Tunes. Odwołań do klasycznych animacji było na pęczki i ciężko było się nie uśmiechnąć gdy zobaczyło się gościa rozkwaszonego przez kowadło lub jak pistolet Deana wystrzelił chorągiewkę z bang. Do tego żarty i aluzję. Chciałoby się więcej takich parodystycznych odcinków.

Jednak nie tylko humor zadziałał. Był też wątek z radzeniem sobie z własną tożsamością i konfrontacji z przeszłością rozgrywany na trzech poziomach. Cass uciekający od odpowiedzialności za to co zrobił w niebie. Sam nie radzący sobie po zostawieniu Ameli. I Fred Jones uciekający do wyimaginowanego świata. Dobra robota.

OCENA 5/6

Supernatural S08E09 Citizen Fang
Podoba mi się jak prowadzony jest Benny. Początkowo nie pokazywano co stało się w czyśćcu, potem kazano kwestionować jego intencję. Serial bardzo niejednoznacznie go prowadzi przez co można się zastanawiać jaki on jest - dobry czy zły. Tak było przez cały odcinek. Chociaż tutaj pokazywano to już w zbyt ordynarny sposób i jasnym było, że jest wrabiany. Na szczęście końcówka też stawia jego intencję pod znakiem zapytania. Nie wiadomo jak zginął Marty. Równie dobrze to Elisabeth mogło go zadźgać ratując dziadka.

Ogólnie cały odcinek oglądało się bardzo dobrze mimo, że opowiadał starą jak świat historię niezgody między braćmi. Po roku przerwy nie ufają sobie, ale Sam stara się robić wszystko by naprawić ich sytuację, nawet daje czas Deanowi by ten mógł pomóc swojemu wampirzemu kumplowi. A co robi potem Dean? Wykorzystuję Amelię by go usunąć z drogi. Nie lubię jej wątki, coraz bardziej mnie irytuje, ale może wreszcie doczeka się zakończenia.

OCENA 4/6

Supernatural S08E10 Torn and Frayed
Jakie te anioły są głupie. Alfie kilka tygodni po porwaniu nadaje wiadomość w anielskim radiu, że ma go Crowley. Przecież to powinna być pierwsza rzecz jaką zrobił. I nikt jeszcze nie pomyślał, że zniknął akurat podczas feralnej licytacji. No banda półgłówków. Jednak ignorując to nawet zaczyna mi się podobać do czego prowadzi anielski wątek. Crowley zna treść tabliczki i okazuje się, że nie tylko Castiel jest kontrolowany przez Neomi. Fajnie to wygląda. Ona niczym szefowa wielkiej korpo jest panią ciał i umysłów wszystkich swoich podwładnych.

Strasznie nie podoba mi się co zrobiono z Bennym i Amelią. Nagle okazuje się, że coś nie tak z Castielem i Sam z Deanem zrywają kontakty z nowymi BFF. Nie rozumiem tych wątków. Zwłaszcza Sama. Zajmował mnóstwo czasu i do niczego konkretnego nie doprowadził.

Odcinek jako całość przeciętny. W pewnym momencie zaczął nużyć, polowanie na demony standardowe, a żarty były... no cóż nie pamiętam żartów więc było przeciętnie. Poza Crowleyem, on zawsze jest wybitny.

OCENA 3/6

Supernatural S08E11 LARP and the Real Girl
Drugi komediowy odcinek w krótkim czasie udowadnia gdzie leży siła tego serialu w ostatnich sezonach. Nie dramatach braci czy horrorowych odcinkach opartych na folklorze i mitach miejskich, a humorze często parodystycznym składającym przy tym hołd materiałowi źródłowemu. Tym razem padło na LARP z gościnnym udziałem powracającej do roli Charlie Felici Day. Już samo to stanowi atut odcinka. Było też dziwaczne morderstwo (rozczłonkowanie przez niewidzialne konie w sypialni), Dean czerpiący radość z zabawy, cosplay za giermka i zdemaskowanie fałszywych odznak FBI. Nawet fabularnie trochę zaciekawiło z niespodziewanymi twistami i wprowadzeniem leśnych wróżek do mitologii serialu.

OCENA 4.5/6

Quantico S01E03 Cover
Z powodu zamówienia drugiego sezonu i angażu  Priayanki Chopra do filmowego Słonecznego patrolu postanowiłem dać jeszcze jedną szansę Quantico. I podtrzymuje swoje zdanie. To bardzo przyjemny głupi serial. Ogląda się go szybko, czasem narzeka na absurdy, a czasem wciąga to co dzieje się na ekranie. Szczególnie flashforward do zamachu. Samotna Alex próbuje rozwikłać sprawę i ucieka przed FBI. Rzucane są kolejne rewelacje, które każą kwestionować wszystko co się wiedziało. Jak tym razem. Spotkała Simona, które jej pomagał, kazał wątpić w szczere intencję, potem znowu pomaga i ostatecznie okazuje się, że pracuje dla FBI. I wciąż nie wiadomo czy FBI próbującego rozwikłać spisek czy wrabiają Alex. Motyw niepewności i zapowiedź tajemniczych wydarzeń jest bardzo fajnie prowadzony. Gorzej z scenami w akademii. Zbyt wiele tutaj liceum, a za mało szkoły dla agentów FBI. Zbyt popowo to wygląda. Tak czy inaczej jeszcze odcinek lub dwa obejrzę.

OCENA 3.5/6

The 100 S03E07 Thirteen
Bardzo długo zbierałem się do napisania tych kilku słów. Widziałem co się w nim wydarzy. Serialowe portale zwykle nie zawierają spoilerów, ale jeśli napisali w nagłówku "shocking death" to wiadomo było o kogo chodzi. Lexę. Ukochaną postać fandomu, najciekawszą bohaterkę serialu. I oglądanie tego odcinka bolało. Przeświadczenie, że to ostatnie spotkanie zwiększyło tylko emocję. Z powodu kontraktu Alyci Debnam-Carey los Lexy był spodziewany, szykowałem się na to, The 100 nie cacka się z postaciami. Jednak nic nie poradzę, że ta śmierć tak mną ruszyła. Niby standardowo poprowadzona historia. Clarke i Lexa w końcu uprawiają seks przed długą rozłąką by potem jedna z nich zginęła. Widziane setki razy, ale miało sens. Nie można mówić o prostym zabiegu fabularnym napędzającym bohatera. W głowie układałem sobie wiele możliwych scenariuszy zakończenia tego wątku i właśnie taki wydawał się najlepszy mimo, że śmierdzi Whedonem. Lexa musiała zginąć jej postać dla serialu była zbyt ważna by odeszła, a napięty grafik Alyci nie pozwalał jej grać w dwóch serialach na raz. Intymna chwila między z Clarke musiała mieć miejsce, fandom by nie wybaczył gdyby tego zabrakło. Tak więc rozumiem decyzję Rottenberga. Nawet ciesze się, że potrafi stworzyć serial, który wywołuje tyle emocji. To pożegnanie między dwiema kochającymi się kobietami, które nigdy nie będą mogły być razem!

Cholernie będę tęsknił za Lexą.

Co ciekawe jej zgon nie jest jedynie motywatorem dla Clarke, a pełni ważną rolę dla mitologii serialu. Flashbacki sprzed zagłady pokazały stworzenie interfejsu neuronowego dla sztucznej inteligencji. Jak się okazuje Tytus wyciąga go z kręgosłupa Lexy. I serial sprawił, że konkretnie zgłupiałem. Zgrabnie powiązał wątki i otworzył mnóstwo ciekawych dróg, którymi może podążyć. Czy w takim razie każdy kolejny Komandor był hybrydą człowieka i SI?  Beccka stworzyła kolejne SI by ludzkość mogła przetrwać, eliminując błędy A.L.I.E. i podarowała je ocalonym. Paradoksalnie dowódcy by lepiej kierować swoimi ludźmi odcięli się od ludzkich cech czyli komputerowa natura odpowiadała za ich działanie. Dzięki temu wyrosła potężna cywilizacja Grounders, 12 plemion pod wodzą jednego przywódcy. A teraz wróciło SI Prime, które chcę dokończyć holocaust. Ależ mi się ten wątek podoba. Tym bardziej, że wplątani są bohaterowie na których mi zależy i nie jest on nawet główną osią historii.

Jeszcze co do flashbacków. Jak się je doskonale oglądało. Piękny wizualnie powrót w kosmos. Pierw chwila zagłady. Wiemy, że A.L.I.E. jakoś wydostała się z swojej klatki Faradaya i odpaliła rakiety by zredukować populację. Logiczne. Co zrobić by ludność przetrwała - wybić większość. Przeludniona ziemia nie mogła sobie poradzić więc dokonano miękkiego resetu. Power Rangers RPM, Terminator i Battlestar Galactica miały nuklearną zagładę, której nadrzędnym celem było wybicie wszystkich ludzi, The 100 jest dużo bardziej skomplikowane. Przy czym piękny widok zagłady widziany z stacji kosmicznej. Podobała mi się desperacja Beccki jak chcę odpokutować za to zrobiła, jak powoli popada w szaleństwo i dokonuje desperackich akcji. Jak ludzkość obawia się SI i niszczy stację, na której się ona znajduje. I ta ostatnia widokówka z lądowania. Podobało mi się też jak była opowiadana mitologia serialu. W flashbackach, w kwaterach Titusa, a ostatecznej zrozumienie nastąpiła na samym końcu gdy spleciono wszystkie wątki.

OCENA 5.5/6

Vikings S04E02 Kill the Queen
Dziwnie mi się oglądało ten odcinek. Dużo skakania między bohaterami, ładne zdjęcia, mało wikingów i nuda. Typowy ekspozycyjny epizod nakreślający wątki, które będą z czasem rozwijany, ale posiadający również sporo zapychaczy. Jak sceny w Wessex gdzie Ekbert spełnia zachcianki Judyty by dobrać się jej pod sukienkę, a jego syn zdobywa księżniczkę zamknięto na szczycie wieży. W brutalny sposób z nieźle wyreżyserowaną walką jednak to wciąż nie to co chcę oglądać. Tak samo jak scen w Paryżu. Wprowadzono dodatkową intrygę na dworze, ale średnio mnie interesuje póki nie wplączę się w nią Rollo.

Najlepiej oczywiście w Skandynawii. Polowanie na Flokiego czy samotna wyprawa Bjorna były bardzo spokojne, ale z pięknymi zdjęciami. Szczególnie walka człowieka z naturą wyszła pięknie. Tylko znowu - praktycznie nic się tutaj nie dzieje. Cieszy, że wątek Flokiego powoli się kończy. Dostał karę i teraz czas by Ragnar mu wybaczył. Ciekawe czy to bogowie postanowili z niego zakpić czy Ragnar miał coś wspólnego z śmiercią córki. Nie zdziwiłbym się.

OCENA 4/6

Vikings S04E03 Mercy
Najbardziej podobały mi się sceny z Bjornem. Mocno ascetyczne, z przytłaczającą bielą opowiadające o zmaganiach człowieka z naturę i czerpaniu przyjemności z drobnych rzeczy jakimi jest znaleziona baryłka z alkoholem. Długo zapowiadane starcie z niedźwiedziem nie było spektakularne, ale miało pewien urok wynikający z surowości. Ładnie wyszła ostatnia scena gdy Bjorn wynurza się z kry niczym nowo narodzony i silniejszy człowiek. Trochę z wskrzeszeniami z Battlestar Galactica mi się skojarzyło, ale to przez The 100.

Równie ciekawie było w Kattegat gdzie dostaliśmy dramat rodzinny Flokiego. Kara została wymierzona, a Helga robi wszystko by uśmierzyć cierpienie męża. Pięknie kadrowane ujęcia z półnagim Flokim w jaskini z stonowanym oświetleniem tylko podkreślało desperacką sytuację. Tak jak zmiany fizyczne u Helgi. Końcówka dość spodziewana gdy Rangar postanawia go oswobodzić, ale ciekawie poprowadzona przywracając na moment Aethelstana.

Sceny w Wessex to romanse, umacnianie się roli Judith i kolejne pojawienie się mnicha. Jakby chciano podkreślić podobieństwo między Ragnarem i Eckbertem. Trochę w zbyt dosłowny sposób, ale podobał mi się mistycyzm tej sceny. Natomiast w Paryżu dalszy ciąg spisków i problemów małżeńskich Rollo. Najfajniej ogląda się starcie dwóch cywilizacji gdy nieokrzesany wiking próbuje odgrywać diuka i puszczają mu nerwy.

Mimo ważnych wydarzeń znowu czułem znudzenie podczas oglądania serialu i chyba wiem skąd się ono bierze. W natłoku postaci brakuje mi takiej której mógłbym kibicować, przejmować się jej losami i trzymać kciuki by zrealizowała cele, które sobie postawiła. Jest niby Lagherta, ale drugi odcinek z rzędu nic nie robi. Jest Bjorn, ale ten jest najciekawszy podczas konfrontacji z ojcem. Ragnar fascynuje, ale trochę mi się znudził. W Anglii i Francji nie ma nikogo. Chyba czas odchudzić obsadę i zacząć wprowadzać nowe twarze. Przydałoby się wesele w stylu Gry o Tron.

OCENA 4/6