Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Salem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Salem. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 maja 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #85 [12.05.2014 - 18.05.2014]

SPOILERY


24 S09E03 Day 9: 1:00 PM-2:00 PM
- jakoś nie czuje, że to 24. Odcinki powinny być napakowane akcją, emocjami i plot twistami, a tutaj jest nadzwyczaj spokojnie. Dziwi to tym bardziej, że sezon ma zaledwie 12 odcinków. Niby fajnie, że inni bohaterowie dostają dużo miejsca, jest miejsca na ich rozwój, ale przez te 4 lata stęskniłem się za Jackem i na niego chciałbym popatrzeć, a nie terrorystów którzy zaraz zginą lub polityków którzy mnie nie obchodzą.
- dobrze jednak, że Jack lata po Londynie i można mu kibicować. Tylko jak został wyrolowany przez jakąś młodą siksę to ja nie wiem. Dobrze, że pokazał jakim jest madafaką podczas próby dotarcia do ambasady strzelając do przypadkowych ludzi w tłumie i wywołując chaos. Po trupach do celu. Dobrze, że CIA zjawiło się w tym samym miejscu. Kate jest świetna, jak ładnie wyciągnęła informację od Bashira.
- dużo miejsca dostali terroryści. I jak widać strasznie pokręcona rodzinka z prostym motywem. Do tego arab wykaże skruchę, a biali będą bezwzględnie mordować. Proste odwrócenie roli w imię poprawności politycznej.
- u polityków nudy. Mark okłamuje wszystkich jak leci, a Heller ma niezachwianą pewność siebie do czasu wizyty w parlamencie. Serio? Trzeba było pokazywać brytyjskich polityków jak jakiś barbarzyńców którzy nie potrafią wysłuchać swojego sojusznika?

OCENA 3.5/6

Arrow S02E23 Unthinkable
- takie Arrow to la lubię. Wciąż głupie (zjazd po linie bez rękawiczek na początku), ale pełne akcji i zdające sobie sprawę ze swych ograniczeń do tego korzystające z dobrodziejstw swojego jak i komiksowego uniwersum. Odcinek dał dużo frajdy z oglądania i czuć było stawkę. Jak rok temu los miasta wisiał na włosku i bohater musiał powstrzymać złego. Tylko tym razem było bardziej osobiście, ale przy tym z rozmachem. Do tego masa występów gościnnych znanych postaci i zgrabne teasowanie kolejnej serii. No, finał przywrócił wiarę w serię. Chociaż było blisko żebym znienawidził zupełnie serial, ale na szczęście zgrabnie mnie oszukali.
- co istotne to Slade przeżył, siedzi w bunkrze na wyspie. Ciekawe czy teraz będzie musiał co 108 minut wciskać przycisk. Swoją drogą fajnie, że wykorzystują tą lokację jako więzienie. Zero w tym logiki, ale fajnie. Śmiesznie też wyglądały zabrudzone i całe w krwi twarze bohaterów. Jasne, nie mieli czasu by się umyć mimo, że dostali się na wyspę odległą o kilka tysięcy kilometrów.
- sceny Thea/ojciec dziwne, nie wiem co o nich myśleć. Ciesze się, że Barrowman wróci w przyszłym sezonie tylko nie wiem jak zapatrywać się na nadchodzący trening Thei. Średnio mi też pasuje, że zgodziła się iść z tatusiem, ale niech będzie. Fajnie jakby trafiła na Sarę i przy okazji byśmy poznali Rasa. Właśnie Sarah przyprowadziła koleżankę i kolegów. Dobry team up i oczekuje, że Liga odegra większą rolę w przyszłym sezonie. Chociaż podejrzewam, że będzie na to trzeba jeszcze poczekać bo pierwszeństwo ma ARGUS.
- sam ARGUS łączy się z flashbackami. Ollie nie zabił Slade, a miał taką możliwość. Chociaż równie dobrze mógł mu wstrzyknąć lekarstwo, a ten i tak by zmarł pod tymi gruzami. Bardziej mnie ciekawi co będzie dalej. Czemu Waller się z nim skontaktowała co chcę od niego i czy Ollie będzie dla niej wykonywał misję. Oczywiste było, że Oliver wyjdzie z wyspy i koniec 2 sezonu to najwyższy czas.
- Lance umiera! Taaa, i  co jeszcze...? Tani chwyt i niepotrzebny cliff. Bardziej mnie martwi przekazanie Lauriel kurtki przez Sarę. Oby to nie był symboliczny gest i początek jej drogi by zostać Black Canary. Kanarek jest tylko jeden.
- Lyla w ciąży, Diggle zostanie ojcem. Dont care. Tym bardziej szkoda, że oddali to śmierć Johna, ale przynajmniej da mu jakiś wątek w przyszłej serii.
- na drugi sezon czekam. Może nie jaram się, ale czekam bo jestem ciekaw co takiego twórcy wymyślili. Boję się scenariuszy poszczególnych odcinków, ale ogólnie powinno być dobrze. Szykuje się też delikatna zmiana formuły bo Ollie jest bezrobotny i nie ma firmy. Do tego dochodzi spin-off i obydwa seriale powinny się przeplatać. Pewnie nie tak jak Chicago Fire i PD na NBC, ale liczę na częste nawiązania. W takich chwilach tym bardziej brakuje spójnego uniwersum produkcji DC... No chyba, że za parę lat zrobią Infinite Crissis.

OCENA 4.5/6

Castle S06E13 Limelight
- dobra udało się im mnie zaskoczyć. Nie przewidziałem kto jest zabójcą. Od samego początku podejrzewałem dziennikarza, a potem moja teoria tylko się potwierdzała. I to było fajne - zabić by podbić ilość odwiedzin na swojej stronie. Jednak potem okazało się, że to matka za wszystko odpowiada. I to też fajna, bo chciała zwiększyć popularność córki. Tylko już mogliby sobie darować sztampową gadkę typu "robię to dla twojego dobra". Ciesze się, że w sprawę wplątaną Alexis i dano jej trochę więcej czasu ekranowego niż zwykle.
- niestety, ale w serialu jest coraz mniej śmiesznych momentów przez co odcinki nudzą zwykłymi sprawami kryminalnymi. Jednak żarty z Ricka i jego byłej żony potrafiły rozbawić. Tak jak ostatnie ujęcia z Rickem i Kate w ramionach i Espo z Rayanem w tle. Tylko brakowało kreatywnych popkulturowych nawiązań.

OCENA 3.5/6

Castle S06E14 Dressed to Kill
- ble, znowu świat mody w serialu. Nie przepadam za tymi glamurowymi klimatami. Moda, celebryci czy reality show, średnio mi to pasuje jako tło serialu kryminalnego. Dlatego słabo mi się oglądało ten odcinek. Do tego mało humoru i zaledwie kilka dobrych żartów. Dawać mi jakieś szalone sprawy gdzie Rick może sobie poteoretyzować!
- coraz bliżej ślubu. Sala zamówiona, Kate ma sukienkę, ale nie mogło zabraknąć odrobiny wątpliwości. To teraz czas na chwilę zwątpienia Ricka i jakąś wielką tragedię dadzą. W końcu ślub i okres narzeczeństwa w serialach nie może być pełen spokoju.

OCENA 3/6

Castle S06E15 Smells Like Teen Spirit
- boli mnie oglądanie takich przeciętnych odcinków w tej części sezonu. Teraz powinien być emocjonujący dwu odcinkowiec co było już tradycją tego serialu. Zamiast tego przeszarżowana sprawa która średnio trzyma się kupy. Niemieckie bony trzymane w książce w szkole, telekineza, Carrie, bal, jakaś zamknięta sprawa, kłótnie nastolatek... Za dużo tego i zbyt chaotycznie. Kilka śmiesznych scen było, ale wydaje mi się, że można byłoby więcej z tego wycisnąć.
- nie rozumiem motywy wspólnej piosenki, ale jak już porusza się ten wątek na początku odcinka to liczę, że w jakiś śmieszny sposób będzie kontynuowany, a żarty będą na ten temat rzucane przez całą sprawę. Zamiast tego była jeszcze jedna scena w środku i na końcu. Przydałoby się też więcej zwierzeń Ricka z czasów szkolnych. Ogólnie niewykorzystany potencjał i męczące 40 min.

OCENA 2.5/6

Castle S06E16 Room 147
- takie odcinki Castle lubię! Pozornie zwyczajna sprawa przeradza się w coś zupełnie szalonego, a i Rick wtrącił swoje trzy grosze. Do tego kolejne tajemnice były umiejętnie wprowadzane i intryga z każdymi minutami się zagęszczała. Nawet rozwiązanie nie rozczarowało, a morderca zaskoczył chociaż jego motywacja była najsłabszym elementem całości.
- miło też wypadł wątek Alexis i Kate, który był budowany już kilka odcinków wcześniej. Do tego jego zwieńczenie powinno wprowadzić jakieś nowe rodzinne tarcia w serialu.

OCENA 4/6

Castle S06E17 In the Belly of the Beast
- wiem, że się powtarzał, ale żałuje braku dwuodcinkowej historii w tym sezonie tym bardziej, że ten odcinek prosił się o cliffhanger w odpowiednim momencie i bezpośrednią kontynuację. Jednak nic z tego. Fajnie jednak, że ruszył wątek kręcący się w okół Beckett. Spotkała morderce swojej matki i odkryła gigantyczny spisek, a do tego Breckman kandyduje na prezydenta. Trochę głupio, że pozwolił żyć Kate nawet jak miał u niej dług, ale to wszystkie wydarzenia mogą prowadzić do potencjalnie ciekawych wątków w przyszłości.
- sam odcinek dobrze się oglądało bo zaczął się sielanką i szybko przebrał dramatyczny obrót. Uwięziona i opanowana Kate próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji i odkryć prawdę. Dezorientacja bohaterki sprawiła, że odcinek stał się dużo ciekawszy. Poza tym odskocznia od typowych spraw zawsze jest mile widziana.
- do tego było kilka niezłych ujęć jak choćby podtapianie Kate, sceny w ciężarówce czy pisanie listu. Jasne, dużo tu uproszczeń i ckliwości, ale solidna robota.

OCENA 4.5/6

Castle S06E18 The Way of the Ninja
- bardzo przyjemny odcinek. Kiczowaty, ale przyjemny. Świetne były reakcje Ricka na spotkania z wojownikami ninja i jego ekscytacja gdy o tym opowiadał. Najbardziej komiczny był jednak szuriken w telefonie oraz aluzja do Amerykańskiego Ninja. Nie potrzebna była tylko wizyta w barze bo okazała się niepotrzebnym spowolnieniem. Chociaż reakcja na rachunek bezcenna. Dobrze, że Rick ma Master Card. 
- samo śledztwo i odkrywanie prawdy już takie sobie. Zabójca zaskoczył, ale bądźmy szczerzy, tego serialu nie ogląda się dla zagadki kryminalnej.
- oczywiście, że musiała przyjść pora na wątpliwości Kate co do ślubu. Trochę za bardzo w tym słodkości i aż oczy się kleją od cukru, ale wole taki prowadzenie relacji między postaciami niż niepotrzebne dramaty z obowiązkowymi rozstaniami i powrotami.

OCENA 4/6

Castle S06E19 The Greater Good
- tym razem takie sobie. Niezbyt ekscytujący setting przez co Rick nie mógł poszaleć z teoriami. Sama sprawa też nie potrafiła przykuć mojej uwagi, a kolejne zwroty nie były specjalnie angażujące. Fajnie, że wpleciono w to siostrę Gates, ale serial mógłby wcześniej dać znać o jej istnieniu. Nie lubię takiego wyciągania bohaterów z kapelusza.
- Rick i Kate dalej męczą się z organizacją wesela tym razem na tapetę poszła lista gości. Nawet zabawne żarty szczególnie gdy Rick opowiada o swoim znajomych pisarzach. Przydałaby się kolejna scena przy pokerze. Albo promocja nowej książki. Dawno już ten wątek nie wracał.

OCENA 3/6

Game of Thrones S04E06 The Laws of Gods and Men
- co za pokaz aktorstwa od Dinklage'a i Dance'a! Po trochę nudnawym początku po przeniesieniu akcji do stolicy zaczęło się coś dziać. Może i dalej było rozmowy, ale za to jakie. Mała Rada otwarcie przejmuje się Daenerys, Oberyn wyluzowany jak zawsze, a Tyrell służalczo usłużny. Tylko, że to była tylko przystawka przed daniem głównym odcinka czyli sądem nad Tyrionem. Jamie trafił w sedno nazywając to farsą. Żadnych dowodów, a jedynie słowa, zawiść i efekt wielkiej intrygi. I nie zdziwiłbym się gdyby ona nie była wcale utkana przez Cersei tylko Tywina po to by zmusić Jamiego do przyjęcia jego dziedzictwa. Tylko nie wziął pod uwagi jak Tyrion zareaguje. Dzielnie się trzymał, ale zeznania Shea go złamały. Fantastyczna przemowa na końcu potęgowana przez dobrze znane Deszcze Castamere w tle. I zapowiedź próby walki, która już za dwa odcinki. Nie mogę się doczekać tego wielce interesującego starcia i jego reperkusji.
- a co jeszcze w odcinku? Nie wiele. Stannis uzyskał pomoc w Braavos co dla mnie na tym etapie jest trochę niedorzeczne bo bank teraz postawił na dwa konia biorące udział w tym samym wyścigu i na końcu będzie stratny bo Stannis nie powinien płacić za dług Tywina. Poza tym przeciąganie wojny tylko przeciąga potencjalną spłatę kredytu. Jednak mimo wszystko fajnie było zobaczyć Kolosa (chociaż patrząc na jakich wysepkach on stoi to w ciągu 100 lat powinien się zawalić przez erozję brzegów...) i Marka Gattisa.
- na Północy dostaliśmy za to głupiutką próbę odbicia brata. To nie łatwiej pierw było po cichu zabić wszystkie straże i psy, a dopiero potem męczyć się z Theonem? Jednak potem była kąpiel Fetora. Ramsey ma w sobie coś przerażającego i nie chodzi tylko o jego czyny, ale to jak patrzy na Theona i nim perfekcyjnie manipuluje.
- Dany w końcu poznaje czym jest władza. Nie powiem by jej interesanci byli przesadnie ciekawi. W ogóle nie trawię jej wątku, ale to chyba tylko ja. Niech się uczy, że nie można działać pod wpływem chwili i trzeba patrzeć dalekosiężnie po przeszłość lubi wrócić i kopnąć nas w tyłek. Jednak były smoki. Smoki zawsze podbijają ocenę odcinka tym bardziej, że wyglądają niesamowicie majestatycznie.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E22 Beginning of the End
- po pierwszych 20 minutach byłem trochę rozczarowany. Dużo akcji, trochę humoru, ale nic nie zasługującego na miarę odcinka finałowego. A potem się poprawiło. Wrócił Fury i stworzył kapitalny duet z Culsonem. Masa śmiechu i niewymuszone żarty przy Garecie nie tyle uratowały odcinek, ale sprawiły, że stał jeszcze bardziej przyjemny. Tylko ta bijatyka Warda z May i ratowanie Mike mogłoby być krótsze. Tak jak sceny akcji. Chociaż śmiesznie się oglądało latające postacie łamiące prawa fizyki.
- co istotne zakończone wątek Garetta i to w całkiem zgrabny sposób bo byłem zdegustowany, że to jednak nie jego koniec, a potem taka miła niespodzianka. Czas kończyć z zabawą w kotka i myszkę i walką z Hydrą, a odbudową SHIELD. To tez przewidziałem i strasznie mi się ten motyw podoba. Dyrektor Culson. No nieźle. Liczę, że serial nabierze rozmachu w przyszłym sezonie. Maria wróciła? Mogłaby zastąpić Warda w obsadzie. Swoją drogą ciekawe co z nim. Na szczęście nie było jego odkupienia, ale lepiej można było zrozumieć tą postać która na prawdę zyskała pod koniec sezonu. Teraz bez Garetta jest nikim przecież całe swoje życie poświęcił na podążaniu za nim. Więc może jednak pozbyć się go z obsady i wsadzić do więzienia? Na sezon lub dwa by zniknął, a potem powrócił w czwartej serii w dłuższym arcu. To by było ciekawe rozwiązanie, ale raczej nie ma co na to liczyć.
- lek zadziałał trochę inaczej na Garetta niż na Culsona i Skye. Widział wszechświat lub miał omamy. Na moje jego podświadomość przejęła coś od kosmity dlatego pisał w tych dziwnych symbolach. Tylko czemu Culson zaczął robić to dopiero teraz? Wydaje się, że to będzie największą tajemnicą przyszłej serii. Tak jak pochodzenie Skye. Widziałem narzekanie w komentarzach do poprzedniego odcinka, że za duży przypadek, że Raina wiedziała o masakrze w chińskiej wiosce. I okazało się, ze jednak nie taki przypadek. Już miała do czynienia z ojcem Skye. Tylko trochę głupio, że dopiero teraz się do niego udała.
- Fitz i Simmons na dnie oceanu przypomnieli  mi jeden z odcinków Stargate Atlantis gdzie McKay utknął na promie i widział Carter. I tutaj trochę szkoda, że nie poszli w tą stronę. Za szybko to rozwiązali, liczyłem na więcej kombinowania i zabaw z technologią. Nadawałoby się na oddzielny epizod. Do tego trochę bez sensu było wypłynięcie z kontenera skoro nie mieli żadnej tratwy. Jeszcze jakby pokazano, że kończy się im tlen to bym zrozumiał, ale nie w ten sposób. Jednak strasznie podobały mi się sceny z Fitz/Simmons jak rozmowa o pierwszym prawie termodynamiki czy wyznanie miłości przez Fitz. Strasznie jestem uczuciowy w takich momentach zwłaszcza, że zapowiadał się whedonizm - pocałunek i śmierć kogoś z pary. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, ale raczej nie przypadkowo Fitz nie był pokazywany w odcinku więc raczej coś mu się stało.
- co za zaskoczenie - Koening się pojawił. Bliźniak czy android? Jakoś nie przejął się śmiercią "brata" więc może jest to standardowe wyposażenie bazy?
- serial po słabym początku kończy wysoką notą i nie mogę się doczekać kontynuacji tym bardziej, że zapowiada się bardziej rozbudowana linia fabularna. Liczę, że w Guardians of the Galaxy lub krótkometrażówce z WInter Soldier będzie jakieś nawiązanie.

OCENA 4.5/6

Orphan Black S02E04 Governed As It Were By Chance
- tempo trochę siadło w tym sezonie. Jeszcze za wcześnie by się przejmować, ale mam nadzieje, że akcja nabierze tempa i będzie tak samo szalona jak w pierwszej serii. Przydałoby się więcej tajemnic bo cały czas wałkowanie projektu LEDA robi się już nudne. Nawet informacja, że prowadzili go zastępczy rodzice Rachel nie był specjalnie szokujące. Ciekawe tylko czy z tym wszystkim powiążą Cala bo podczas rozmowy z Sarą gdy padła nazwa Dyad zrobił minę jakby wiedział o kogo chodzi. Albo mi się tylko wydawało.
- ten serial jest świetnie nakręcony. Od saturacji kolorów, prowadzenie kamery z zbliżeniami na twarz po pięknie skomponowane zdjęcia. Świetnie też wyglądała ucieczka Heleny z częściowo rozmytymi konturami obrazu co podkreślało jej stan.
- gdzieś tam na uboczu dalej rozwijane są wątki pozostałych klonów. Allison przeżywa ciężkie chwile na odwyku (i niepotrzebnie bezpośrednie oskarża Donniego), a Cosmia zmaga się z swoją chorobą. Dobrze jest to prowadzone, ale już czuć zbytnie oderwanie od głównej fabuły.
- Sarah jak zwykle wpakowała się w kłopoty. Chciała dowiedzieć się więcej o Rachel i dowiedziała (fenomenalny kontrast z tym co widzi Sarah, a opisuje Cosima), ale przy okazji tradycyjnie wpadła w kolejne kłopoty. Dopadł ją Daniel i w końcu pojawiła się mocna, trzymająca w napięciu scena z wstępem do tortur i niespodziewanym zjawieniem się przerażającej Heleny. Normalnie jak z jakiegoś horroru.
- w następnym odcinku czas na odkrycie jakiś sekretów pani S. Najwyższy pora.

OCENA 4/6

Person of Interest S03E22 A House Divided 
- czego my tu nie mamy? Jest Decima, Czujni, Kontrola, wątek polityczny i drużyna zebrana przez Root. Chyba tyko brakuje ludzi z CIA i wątków gangstersko politycznych. Serial ładnie splótł swoje najważniejsze wątki na odcinek przed finałem i wszystko gra i buczy. Teraz tylko czekać na wybuchową mieszankę. Ktoś zginie i któraś z maszyn zyska przewagę. Ciężko tylko wyrokować która.
- dużo humoru w odcinku to zawsze zaleta. Ty razem Shaw prosiła o możliwość zabicia Kontroli, a potem kłóciła się z Hershelem i Johnem kto będzie prowadził auto. Idealne przerywniki gdy tyle poważnych tematów. Jak choćby rozmowy Greera i Fincha. Może trochę zbyt wzniosłe o twórcach i niszczycielach, ale przyjemne i pokazujące dwie interpretację SI.
- flashbacki z Collierem były sporą niespodzianką. Jego wątek może nie jest zaskakujący - został Czujnym bo rząd niesłusznie oskarżył jego brata o terroryzm, ale pasuje. I oczywiście ktoś nad nim stoi. Oczywiście mam też swoją szaloną teorię - to Maszyna wykształciła w sobie sub świadomość, która jest jej dodatkową tarczą ochronną przed szkodzeniem ludzkości. To by był twist!

OCENA 4.5/6

Person of Interest S03E23 Deus Ex Machina
- podręcznikowe zakończenie sezonu. Nie to że przewidywalne tylko wszystko było na swoim miejscu. Nie zabrakło emocji, humoru i zmian. I pomyśleć, że kiedyś był to przeciętny procedural od CBS.
- jestem pełen podziwu jak scenarzysta udało się poprowadzić dwa wydawałoby się oddzielne wątki i spiąć je w zaskakujący sposób w finale nie stwarzając wrażenia, że jest to naciągane. Moja teoria z Maszyną odpowiedzialną za Czujnych się nie sprawdziła okazało się, że to Decima za nich odpowiada i Greer kierował każdym krokiem Colliera. Takie zaskoczenia to ja lubię! I wszystko poszło po myśli tych złych. Proces choć emocjonujący był tylko prostą zagrywką mającą na celu zmanipulowanie wszystkich i danie dostępu do rządowych serwerów Decimie. Nie było też żadnej transmisji live czego akurat trochę szkoda bo teraz Kontrola i pan senator powinni zadawać sobie pytania. Jednak wybuch był jak najbardziej realny. Wow, rzadko się zdarza oglądać takie coś w serialu. Ostatnio takie potężne straty widziałem wśród cywili w telewizji ogólnodostępnej widziałem w 5 sezonie 24 gdy wybuchła atomówka. Stawka została udanie podbita.
- wielki plan Root nie miał wcale działań ofensywnych tylko defensywne. Nie żaden wirus mający zniszczyć Samarytanina tylko parasol ochronny nad bohaterami którzy teraz są niewidzialni dla siedzi która obserwuje całe USA. Teoretycznie wróży to koniec proceduralnych spraw, ale nie oszukujmy się bo takie też się trafią. Jednak zmiana w serialu jest nieunikniona. Brak biblioteki to tylko szczegół bo w mieście pojawił się nowy bóg obdarzony większą swobodą niż poprzedni. Emocjonująco się zapowiada kolejna seria. Liczę na jakiś time jump. Trzy lata i lekko dystopijny Manhattan? To by było fajne.
- odcinek wygrały trzy komediowe sceny - Hersh zabijający agentów Decimy na początku, potem załatwiający rower Root i w końcu Misiek przynoszący w zębach broń Johnowi. Cudownie wkomponowany humor w tak dramatyczny odcinek.

OCENA 5.5/6

Salem S01E03 In Vain
- poprzedni odcinek mnie strasznie rozczarował, nawet zastanawiałem się czy nie rzucić serialu, ale stwierdziłem, że dam jeszcze szansę. Wciąż jest na krawędzi mojego prywatnego anulowania, ale z większym zainteresowaniem oglądało się niż ostatnio co jest dziwne bo nie było żadnej nowej wiedźmy. Po prostu podoba mi się co dzieje się z postaciami. Szczególnie z Cottonem, który cały czas wątpi. Mam wrażenie, że jednak prostytutka nie jest jego oazą spokoju, a raczej zgrabnie nim manipuluje i działa na korzyść Mary. Konflikt u czarowników wypadł znośnie, nie było prawdziwego zagrożenie i nic rewolucyjnego się nie okazało, ale dobrze się oglądało. Na pewno lepiej niż przygody Aldena, który okazuje się najnudniejszą postacią. O wiele ciekawsza jest Anne. Mary ją wykorzystuje, ojciec lekceważy, a matka namawia do działania i przemyślenia swoich spraw. Całkiem nieźle wyszła też pierwsza scena z jej sennym koszmarem co może być zapowiedzią przyszłych wydarzeń gdzie będzie musiała wybierać między dobrem, a złem.
- strasznie irytują mnie uproszczenia w tym serialu, twórcy i scenarzyści muszą przykładać większą rolę do detali bo serial momentami jest strasznie irytujący, już pomijając jego średnio angażującą historię. Czemu Alden grozi pistoletem skałkowym już po wystrzeleniu? Jak to się dzieje, że w mieście stoi burdel, którego nie pilnuje żaden mężczyzna? Czemu nagle Alden postanowił śledzić Hale'a? Trudno jest mi to wytłumaczyć. 
- @EDIT. Dobra koniec, po paru dniach po obejrzeniu odcinka dalej nie chcę mi się odpalić kolejnego. Nie będę się na siłę męczył i mówię serialowi pa pa.

OCENA 3.5/6

The Good Wife S05E20 The Deep Web
- rozumiem po co były sceny z Alicją, doceniam jak pokazali jej problemy emocjonalne, nie moc i problem z odnalezieniem się w rzeczywistość w której nie ma Willa, a są inni mężczyźni. Ciesze się też z powrotu jej matki bo lubię Stockard Channing. Tylko czy mogę w końcu dostać Alicję na sali sądowej? Stęskniłem się za tym widokiem mimo, że podoba mi się nowy, bardziej serialowy niż proceduralny kierunek serialu. Poza tym dzisiejsze sceny z nią były jakieś taki nudne.
- na szczęście w LG się dzieje. Sprawa może też nie należała do rewelacyjnych, ciężko było sprawić, że zależało mi na kliencie i całym wątku Jedwabnego Szlaku, ale przynajmniej była jakaś sprawa. I jest intryga w firmie. Canning umiera, ale knuje z Davidem Lee. Diane została wrzucona między dwa wilki i będzie musiała walczyć o przetrwania. Chociaż może teraz bardzie niż kiedyś będzie chciała zostać sędziną? Niby firma jest jej spuścizną, ale skoro nie ma już Willa nie ma już tyle argumentów by zostać.
- u Finna jest ciekawy wątek bo po będzie prowadził do kolejnych wyborów, a te zawsze w The Good Wife zacnie wychodzą. Świetna rozmowa Alicji z Finnem gdy mówią, że Eli zrobił z nich świętą i bohatera.

OCENA 4/6

poniedziałek, 5 maja 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #83 [28.04.2014 - 04.05.2014]

SPOIELRKI

Arrow S02E21 City of Blood
- co za stek idiotyzmów, małych i dużych szczegółów, które skutecznie popsuły frajdę z oglądania. Nie chce mi się nawet o tym pisać. Po prostu ciesze się, że jeszcze tylko dwa odcinki i koniec sezonu, będzie można odpocząć od tych drewnianych postaci i odrzucających dialogów. Może uda się też zapomnieć o niektórych rzeczach i lepiej będzie się oglądało S03. Bo pewnie wrócę, jestem naiwny, a momentami mi się podoba. Bo czuć rozmach wydarzeń, a bohater często jest wyrzucany ze swojej strefy bezpieczeństwa. Znowu w finale mamy poważne wydarzenia, które wpłyną na miasto i odbiór bohatera i to jest zaleta serialu. Szkoda, że wszystkie postacie mnie irytują. Nawet Felicity którą kiedyś tak lubiłem...
- albo jedną rzecz skrytykuje bo się prosi - świecące się pluskwy - muahahahaha! W końcu ktoś je musi jakoś znaleźć.

OCENA 2.5/6

Game of Thrones S04E04 Oathkeeper
- w końcu nastał ten piękny moment, że serial zaczął spoilerować książkę. Chyba, że to zmyłka i dojdzie do rozdwojenia fabularnego i papierowa saga pójdzie swoją drogą. Nie wiem, nie obchodzi mnie to, ciesze się, że w końcu wypłynęły jakieś nowe informacji o świecie Lodu i Ognia. Chociaż nazywanie tego nowymi faktami, które rzutują na całościowy odbiór to delikatne przegięcie. Mamy Innych porywających dzieci i zanoszących do swojej siedziby na dalekiej Północy. I Innych innych zamieniających do dziecko w Innego. Reszta to czyste spekulacje, że to dawny zbuntowany dowódca Nocnej Straży. Jednak ciesze się z tego bo zagrożenie stało się bardziej realne i daje o sobie znać. Tylko żeby nie pokazali ich znowu dopiero w finale...
- podobają mi się kolejne odstępstwa od książki na Północy. Bran i jego wesoła gromadka zostali pojmani przez zbuntowanych członków Straży, Locke zacieśnia więzy z Snowem tylko po to by się do niego zbliżyć, a przecież jeszcze szykuje się wypad za Mur. Ten sezon mocno przykłada się do wydarzeń w Czarnym Zamku i okolicach, a wszystko po to by zbudować odpowiedni podkład pod magiczny dziewiąty odcinek.
- nie jestem pewien jak to było w książce, ale Meeren chyba zostało zdobyte w odrobinę inny sposób. Jednak nie można mieć zawsze scen batalistycznych. Jedna śmierć pana niewolników wystarczyła za symboliczne pokonanie wszystkich. Podobało mi się potem jak Dany postanawia wymierzyć sprawiedliwość i jest pewna swojego postępowania. Jednak najfajniejszy był widok z Wielkiej Piramidy z Daenerys i jej flagą na szczycie. Cieszy mnie też pokazania więcej Szarego Robaka. Bo tak.
- babcia Róża przyznała się przed wnuczką do morderstwa Joffreya. No i jedna tajemnica z głowy. I dobrze bo niepotrzebnie byłoby je mnożyć i trzymać w niepewności. Lepsza jest świadomość gdy widz wie coś czego bohater nie jest świadom. Wtedy sytuacja Tyriona jest jeszcze bardziej tragiczna. Fajna była jego rozmowa z bratem. Tak jak podarowanie miecza i wysłanie Briane z misją w towarzystwie Podricka. Ciekawe kiedy będzie konkluzja tego wątku i spotkanie z Kamiennym Sercem. Finał sezonu?
- biedna Sansa powoli coraz lepiej rozumie ten świat. I z takim nauczycielem jak Littlefinger będzie wiedziała znacznie więcej niżby chciała. Ale dobrze czy by jej postać zaczęła się zmienić.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E20 Nothing Personal
- finał sezonu coraz bliżej więc tajemnice wychodzą na światło dzienne. Ward nie jest już takim tajnym agentem, wszyscy o nim wiedzą, a i poruszono wątek T.A.H.I.T.I. Coś czuje, że serial zafunduje spory cliffhanger podczas 22 odcinka.
- nie sądziłem, że Ward i Skye będą w stanie udźwignąć odcinek. Były to przecież dwie najbardziej irytujące postacie, a tu proszę, nieźle się spisali. Ona prowadziła całkiem wyrafinowaną grę i umiejętnie potrafiła go zmylić. Jednak niezbyt inteligentnie to sobie rozplanowała. Przecież zwykła policja nie miała szans z Wardem, a Skye powinna w jakiś sposób porozumieć się z Culsonem za pomocą swojego laptopika. Jednak nie zmienia to faktu, że jej konfrontacja z Wardem była świetna. Trochę gorzej w samolocie, miałem wrażenie, że ich rozmowa jest już przydługa i zaczęła mnie męczyć. Co do samej postaci Warda to ciężko stwierdzić co się z nim stanie. Wierzy w Garetta, ale też twierdzi, że kocha Skye. Najłatwiej byłoby go zabić i po kłopocie.
- Maria Hill powróciła i trochę rozczarowała. Spodziewałem się po niej więcej np. jakiś informacji o Furym lub Starku, ale nic ciekawego nie powiedziała. Pokazano za to, że zupełnie zwątpiła w sens SHIELD i nie widzi dalej sensu w próbie zachowania organizacji przy życiu.
- strasznie mi się podobała rekcja drużyny na zdradę Warda. Serial nauczył się jak wytworzyć emocję między postaciami i takie je pisać by widzowi na nich zależało. Fitz negujący rzeczywistość, nie chcący przyjąć do wiadomości prawdy o Wardzie, zachowujący się agresywnie czy Simmons naukowo i rzeczowo relacjonująca wynik oględzin zwłok. I jeszcze ta scena przy basenie gdzie oboje pocieszają się nawzajem.
- May kopiąca na cmentarzu to delikatne przegięcie, ale mimo to uśmiechnąłem się na tej scenie. Przesadą była też ukryta wiadomość w trumnie, ale sama jej treść jest rewolucyjna dla samego serialu. Okazuje się, że na czele projektu TAHITI stał sam Culson. No nieźle. Wprawdzie rekomenduje jego zamknięcie i ktoś inny przejął pałeczkę, ale widział wcześniej o tym jak wygląda leczenie. Mowa jest też o efektach ubocznych, ale niestety nie są one jakieś katastrofalne.

OCENA 4.5/6

Orphan Black S02E02 Governed By Sound Reason And True Religion
-  zacznę tradycyjnie od chwalenia Tatianki - jest niesamowite. Te nieznaczna różnice w mimice twarzy, modulacja głosu czy oddanie całej gamy emocji targających jej bohaterki. Królowa jest jedna i nazywa się Maslany. Pewnie w tym roku znowu zostanie okradziona z Emmy i Globa, ale wszyscy wiedzą, że to jej się należą wszystkie nagrody.
- co do odcinka - nie był on tak napakowany akcją jak poprzedni, ale sporo się wyjaśniło i poświęcono sporo miejsca Proletarianom i okazało się, że nie są tacy fanatycy religijni jacy byli malowani w zeszłym sezonie. Thomas reprezentował skrajne podejście i trzeba go było wyeliminować. Prawdziwi członkowie sekty (bo chyba można tak ich nazwać) fascynują się nauką i uważają ją za dar Boga. Czyli teraz w tle jest wojna między dwoma rodzajami naukowców. Przy okazji zgrabnie wyjaśniono jakim cudem (tak, to jest dobre określenie) przeżyła Helena. Ma organy nie po tej stronie co trzeba - wow. Strasznie podobał mi się też symbolizm sceny z zabiciem Thomasa. Był niebezpieczny, niemal szalony i było to konieczne, ubito go jak zwierze ze wścieklizną przy użyciu pistoletu do ubijania krów.
- najciekawiej było u Sary bo nie dość, że znalazła Kire (twist!) to jeszcze panią S, która okazała się jeszcze tajemnicza niż wcześniej. I podoba mi się ta zmiana w ukazaniu jej postaci. Powolne budowanie podkładu pod to co ma się wydarzyć, opowieść jak to czyściła karabiny, dające się wyczuć napięcie i tajemnicę i w końcu finał odcinka w którym przygwożdża swoją dawną towarzyszkę do stołu nożem i widelcem do mięsa by potem zastrzelić ją z zimną krwią. To było szokujące, ale też daje jasno do zrozumienia, że mimo jej wszystkich tajemnic naprawdę zależy jej na losie Kiry i Sary.
- u Allison też rewelację. Biedaczka rozpiła się, jest załamana swoim odkryciem - to Donnie, a nie Ansley jest jej monitorem. Czekam by zobaczyć jak będzie się staczać i potem brać w garść. Tylko Felix niepotrzebnie ją opuścił bo jako jeden z niewielu był w stanie ją pocieszyć.
- Cosmia dostała laboratorium, a my kilka nudniejszych scen z Delphine i Lekim. Dobrze, że pojawiła się Rachel, która zleca jej badanie Sary co spowoduje kolejne zamieszanie z Clone Club.

OCENA 4.5/6

Person of Interest S03E21 Beta 
- fajnie było zobaczyć znowu Carrie Preston w roli Grace. Szkoda tylko, że dostała zaledwie jedną scenę z Haroldem. Jednak jej poprzednie jak choćby ta podczas rozmowy z Greerem świetnie zagrana. W końcu Carrie dobrą aktorką jest.
- brakowało mi trochę Fincha w tym odcinku, ale trio działające w ukrycie poza wzrokiem kamer to coś nowego i jakże szalenie interesującego. Do tego świetne dialogi, niewymuszony humor i ta chemia między postaciami. Za to uwielbiam PoI.
- Decima jest o krok od uruchomienia Samarytanina bo rząd raczej wyda zgodę. Nie zdziwiłbym się gdyby tak wyglądał cliffhanger sezonu. Przecież serial pokazał, że nie boi się odważnych rozwiązań. Tylko do czego w takim razie są potrzebne serwery Decimy? Co takiego chcę z nimi zrobić Root? Jakiegoś małego wirusika wgrać albo exploita? Bo rozumiem, że niszczyć się ich nie opłacało bo Decima zbudowałaby szybko nowe.

OCENA 5/6

Salem S01E02 The Stone Child
- drugi odcinek i zaczynają się rodzić wątpliwości. Nie jest jeszcze źle, ale pojawiło się kilka sygnałów ostrzegawczych. Mary mówi, że potrzebuje jej jeszcze 9 niewinnych ofiar do przeprowadzenia rytuału czyli wychodzi odcinek na ofiarę. Czyli co jednak taki quasi procedural z kolejną niesłusznie oskarżoną osobą co epizod? Oby nie bo przecież jest potencjał na ciekawsze historię. Poza tym mam nadzieje, że dojdzie do tego rytuału wcześniej niż w finale bo oczekiwanie może być nieznośne. Mam też nadzieje, że twórcy mają w perspektywie dalszy plan, a nie rozpisany zaledwie jeden sezon bo to może pogrzebać serial.
- niezmiernie podobają mi się relację między postaciami. Może nie wszystkimi bo trójkąt miłosny Alden/Mary/Anne jest mdły, a ich uczucia śmieszne. Podobają mi się zwłaszcza relację Aldena z Cottonem. Obaj chcą czynić dobro tylko na swój sposób. Mehr dopuszcza się okrucieństw, ale ma po nich wyrzuty sumienia, ciesze się, że postać stojąca po stronie dobra dopuszcza się najokrutniejszych czynów bo jest manipulowana przez zło. Tylko dziwne, że taki oczytany, a nie słyszał o deformacji płodu. Przecież w XVI wieku powinno to być znajome.
- niestety, ale odcinek nie był tak przerażający jak poprzednie. Był tylko średnio niepokojący i ani razu nie odrzucił od ekranu, a przecież powinien. Najdziwniejsza była czołówka, którą trzeba obejrzeć parę razy by wyłapać wszystkie smaczki oraz czarownica wisząca w kościele.
- mam trochę wątpliwości co do edukacji panny Hale. Jej ojciec mówi, że od pokoleń jego rodzina to wiedźmy. Tylko czemu jego córka o tym nie wie? Przecież powinien się o to zatroszczyć już dawno, podczas dorastania wprowadzić ją w swój świat by kontynuować tradycje rodzinne, a ona zupełnie nie pasuje na wiedźmę. Wygląda, że już jest ukształtowana, ma inny kodeks moralny i nie powinna go już zmienić.

OCENA 3.5/6

Vikings S02E09 The Choice
-  co za bitwa! Jaki rozmach. Może i było w niej trochę uproszczeń, ale to przecież telewizja, a nie film z ogromnym budżetem. Świetnie się oglądało to starcie, miało się poczucie skali i widać było, że nie jest to jakaś skromna potyczka w Skandynawii tylko walka sojuszu trzech jarli z władcami Anglii. History nie żałuje kasy i wierzę, że uda im się pokazać atak na Paryż złożony z 100 statków w przyszłym sezonie. Jednak bitwa bitwą, ale to bohaterowie byli w niej najważniejsi. Szkoda, że Bjorn dostał mniej czasu niż powinien, ale inni zostali dobrze przedstawieni. I ta porażka Rollo! Wielki wojownik nie zostaje powalony w heroicznej walce tylko stratowany przez konia. Co za ironia. W sumie irytowała mnie tylko jedna rzecz - nie wyjawiono czemu bitwa miała miejsce. Ragnar albo Ekbert powinni poruszyć wątek zerwania sojuszu. To chyba była też pierwsza tak znacząca porażka Ludzi Północy w Anglii przez co jestem tym bardziej ciekaw kolejnego raidu.
- w Kattegat spokojnie. Z głównych bohaterów została tam tylko Ashlaug więc i scen dużo nie miała. Jedynie ofiarowała wolność Poruun. I tutaj wykrakałem - zrobili z niej shieldmaiden. Jednak wolałbym zobaczyć więcej z jej szkolenie, a nie krótką walkę. Ciekawi mnie czy uśmiercą ją w tym sezonie czy może w przyszłości uczynią z niej kochankę Bjorna gdy ten będzie musiał ożenić się z rozsądku. Jest mnóstwo możliwości co do rozwoju tej postaci. Podobała mi się też jej kąpiel w morzu jako symboliczna przemiana.
- Floki co z ciebie będzie. Twoja lojalność w końcu zostanie wystawiona na próbę i co wtedy zrobisz? A może to wszystko gra Ragnara by sprowokować Horika i mieć pretekst do przejęcia władzy? Chociaż taka intryga nie pasuje mi zbytnio do tego serialu.
- Athlestein wrócił w końcu tam gdzie jego miejsce. Jednak pewnie to nie koniec jego udręki. Podejrzliwość Flokiego będzie tylko kwitła. Ciekawe też co z Ekbertem. Zostawił go bez pożegnania czym mógł go trochę zirytować. Nie wydaje mi się tylko żeby był on taki małostkowy tym bardziej, że zależy mu na sojuszu.
- w odcinku zraziła mnie trochę końcówka jak Kwenthrith testuje wikingów jak jakieś bydło. Nie pasuje mi to trochę do wizerunku tych dumnych wojowników.

OCENA 5/6

Vikings S02E10 The Lord's Prayer
- w zeszłym roku finał był jednym z najsłabszych odcinków, teraz było podobnie, ale z uwagi na wyższy poziom S02 był to odcinek dużo ciekawszy. I co najważniejsze nie był tak oderwany od poprzednich jak ten z wprowadzeniem Ashlaug, tylko stanowił naturalną kontynuację i zwieńczenie wątków. Podobało mi się w nim przede wszystkim napięcie zrodzone z niepewności. Nie był to może twist fabularny godny Krwawych Godów bo twist nie miało być. Rzucano wcześniej wskazówki, a to co się działo kłóciło z zachowaniem postaci. Jednak postawiono na niedopowiedzenia i cięcie scen i to się sprawdziło. Dzięki czemu z niekłamaną przyjemnością oglądało się jak Horik wpada w sidła które zastawiał cały sezon. Końcówka odcinka była brutalna, ale pasująca do tego świata, to byli przecież ludzie żyjący wojną, brutalność nie była obca, wierzyli też w swoich bogów więc Ragnar masakrujący swojego wroga wymierzał mu kare, ale też robił to dla swojej satysfakcji. I nie sprawiło to, że mnie się lubi tą postać. W ogóle cała nocna scena w Kattagat fenomenalna. Pojedynek Lagherty z inną shieldmaiden, był krótki, ale satysfakcjonujący. O wiele lepiej wyszła "podróż" Horika do Ragnara przez wielką salę. Świetne!
- w odcinku trochę średnio pasował mi wątek Porunn i Bjorna. Fajnie, że pokazują kwitnące uczucie, powolne zrozumienie i to czym jest wolność dla ludzi, ale myślę, że można by było ciekawiej. Jednak sam pojedynek na pięści fajny - bez finezji, a zwykła brutalność i nieczyste zagrania by udowodnić swoją rację.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #82 [21.04.2014 - 27.04.2014]

SPOILERY

Arrow S02E20 Seeing Red
-Arrow kolejny raz udowodnia, że to serial z fajnymi scenami, ale ogólnie to zbytnio nie odbiega od głupawek na The CW. Scena śmierci Moiry fajnie zrobiona, Slade pokazał jakim popapranym złoczyńcą jest i co takiego Mirakuru zrobiło z jego głową. Skazuje Olliego by przeżywał jeszcze raz ten sam wybór, by ponownie cierpiał w ten sam sposób jak wtedy gdy zginęła Shado. To powinno się odbić na jego psychice i relacjach z siostrą (która przy swojej mentalności jeszcze bardziej go znienawidzi). Tylko, że śmierć Moiry nie była wcale szokującym momentem, a czymś naturalnym czy nawet koniecznym. Była to postać na którą kończą się pomysły, zrobiła swoje i odeszła w zapomnienie. Już jakiś czas temu to przewidziałem. Jednak prawdę powiedziawszy w serialu może zginać każdy z głównej obsady prócz Olivera i wiele na tym nie straci, a jedynie może pomóc. Po przeczytaniu nagłówków wieszczących jakiś nagły zwrot wypatrywałem znaków. I były one typowe. Moira dostaje własne flashbacki (Moda na Sukces mode on), po części godzi się z dziećmi czy nawet wyjawia Olliemu o tym, że wiedziała o jego nocnych przebierankach. Co jest kompletnym idiotyzmem bo nigdzie wcześniej nie zostało to zasugerowane. Koniec Moiry w serialu to też koniec idiotycznego wątku z jej kandydaturą na burmistrza.
- jednak głównym wątkiem odcinka było polowania na Roya które okrutnie się dłużyło. Superbohaterowie znowu zachowywali się jak banda amatorów - pierw przez tydzień zostawiając Roya na stole, a potem bez planu rozpoczynając z nim walkę. Czy tam nikt nie myśli? Oczywiście był konflikt zabić go czy nie zabić i patetyczne przemowy od których więdły uszy. Niestety dalej będzie się to dłużyło i tylko po to by lepiej przedstawić postacie z The Flash, które już mnie zirytowały w poprzednim odcinku.
- lubię Sarę, ale widocznie zaraziła się czymś od swojej siostry. Jej zachowanie było niedorzeczne. Pewnie zabić go w końcu stanowi zagrożenie i racjonalnie nie myśli, Roy jest zbędny. O pojmaniu też nie pomyślała. Pal licho, że jest zabójczynią. Jeszcze przełknąłbym jakby to był ktoś zupełnie anonimowy, ale to był jej znajomym. Jednak jej największym wybrykiem odcinka jest porzucenie Olliego i powrót do Ligii. Co tam Slade i zagrożenie, Ollie zasługuje na kogoś lepszego jak to sama powiedziała (i inne perełka scenariuzowej kreatywności - "za bardzo mi na tobie zależy by z tobą zostać") . Proszę! Nienawidzę tych prostackich rozwiązań fabularnych i bohaterów którzy się nie szanują. Obstawiam, że na przestrzeni nie więcej niż 10 odcinków Ollie prześpi się z przypadkową kobietą, wróci do Lauriel po czym pojawi się znowu Sarah.
- i znowu narzekam, ale było kilka fajnych scen jak agresywny Roy zabijający policjantów, a sam odcinek szybko zleciał. Wydarzyło się w nim dużo z fabularnego punktu widzenia, ale to tylko w ostatnich minutach przez co nie zamierzam go oceniać przez ten pryzmat. I kolejny raz oglądało mi się to dużo gorzej niż SHIELD.

OCENA 3.5/6

Game of Thrones S04E03 Breaker of Chains
- dziwnie się oglądało początek Gry gdzie była bezpośrednia kontynuacja sceny w której skończył się poprzedni odcinek. Nie często serial jest tak skonstruowany, ale to tylko podkreśla istotność tego wydarzenia. I wyjaśnia co działo się z Sansą. Fajnie pokazali jej pogoń ulicami Królewskiej Przystani i potem spotkanie z Littlefingerem. Mała ptaszyna przy tym dostała kolejną życiową lekcje, a jej wątek stał się jeszcze bardziej ciekawy. Biedaczka musiała patrzeć na śmierć Dantosa i przy okazji dowiedziała się prawdy o naszyjniku. Petyr przypomniał też, że wszyscy są kłamcami po czym scena z Starą Różą i Margery. Chyba biedaczka nie jest niczego świadoma.
- scena w sepcie była upiorna. Świetnie zagrana, ale strasznie niepokojąca. Joffrey leży na katafalku, a Tywin już przyucza Tommena do bycia królem. Ani chwili na żałobę gdy myśli się pragmatycznie. Dużo dziwniejszy był gwałt Jamiego na siostrze przy zwłokach ich syna. Jednak zmiana w nim tak szybko nadejdzie.
- Arya i Ogar zacieśniają więzy i nauczyli się ze sobą żyć. On ma świetny teksty, ale jego bezpośredniość już trochę mnie denerwuje. Dobrze, że ona używa głowy. Cudowne było jak wymyśliła, że będzie odgrywać jego córkę. Oczywiście brutalna rzeczywistość szybko kopnęła ją w tyłek bo Ogar tak jak Tywin robi to co musi - zabiera chłopu srebro bo i tak zginie.
- Sam zachował się jak idiota w tym odcinku. Jasne, lepiej odesłać dziewczyna do gospody/burdelu niż trzymać ją w Czarnym Zamku. W końcu co się jej może złego stać ja ma tylko pomagać w kuchni. Chyba Zabójca nie słyszał o prawie Murphyego. Mam też wrażenie, że Goździk i on dostali za dużo czasu w odcinku przez co ich sceny były przeraźliwie nudne. Dobrze, że Jon zaczął myśleć. I tutaj kolejny przykład pragmatycznego zachowania w tym odcinku. Nie można osłabiać Zamku by ratować ludzi, ale już wysłać za Mur by ochraniać przed armią Rydera już tak. Dobrze, że Snow zaczyna się bardziej wykazywać w świetle co ma się z nim stać po starcu z Mancem. Jednak mam wrażenie, że za późno.
- u Stannisa nudno. Świetnie rozpisane dialogi, ale to typowe. Brakowało Czerwonego Kapturka. Jednak i ten wątek poszedł trochę do przodu i Stannis w końcu przestanie siedzieć na Skale. I ładnie w odcinku prowadzono wątek Braavos i najemników jak pojawiali się w kilku rozmowach.
- w Królewskiej Przystani nie działo się wiele ciekawego. Zbliża się sąd nad Tyrionem, a Żmija urządza sobie orgietki. W końcu cycków w odcinku nie mogło zabraknąć. Jednak Tywin opowiadający o nadchodzących zagrożeniach wiele wynagradza.
- nie lubię Dany, uważam ją za arogancką, jej wątek był fajny przez pierwsze dwie książki, ale w końcu zaczął irytować oderwaniem. W serialu miała ona kilka fajnych momentów, ale z reguły jestem negatywnie nastawiony do jej scen. Jednak gdy mówiła po valyryjsku, a machiny oblężnicze ciskały w Meeren obrożę niewolników zapomniałem o jej wszystkich niedostatkach i irytującej przemowie jak to jej zależy na najbliższych. Świetnie zrobiono i czuć było rozmach na jaki zasługuje ten epicki przecież cykl.

OCENA 4.5/6

Hannibal S02E08 Su-Zakana
- WTF?! Ptak w człowieku w koniu?! To jest chore i przy tym fascynujące. Hannibal to serial z najlepszymi morderstwami i tyle. Co parę odcinków jest moment "przeszli samych siebie" i kolejne miejsca zbrodni są coraz bardziej dziwaczne. Ale dziwne jest dobre. W sumie sam nie wiem co jest bardziej niepokojące - motywy zaszycia kobiety w wnętrznościach konia czy motywy działania i ten wykręcony motyw ponownych narodzin. Martwe rodzi martwe.
- sam odcinek był wspaniały z uwagi na dwuznaczne dialogi, ciągłe gierki słowne i przejęcie pałeczki przez Willa. Teraz to on poluje czy raczej łowi. Ten odcinek to powolne acz systematyczne wprowadzanie w życie planu Grahama. Zbliża się do Hannibala, daje mu do zrozumienia, że się zmienia i Lecterowi w końcu udało się stworzyć przyjaciela. I mordercę przy tym. Jak wielu jego wcześniejszych pacjentów on ich nakierowuje na nową pasję i pozwala im rozbłysnąć. I teraz wydaje mu się, że z Willem jest podobnie. Bo ostatnia scena gdy chcę on zabić Ingrana to tylko zmyłka. Chyba, że Will na prawdę się zmienia pod wpływem tego co się stało, ale też poluje na Hanniego z Jacka. Ale to pięknie zaplątane, a przecież jest jeszcze kilka niewiadomych jak Miriam.
- nowa pacjentka Lectera wydaje się interesująca tak jak cała jej wykrzywiona rodzina. Może nie dostała wiele scen, ale ja czekam by oglądać ją wcześniej. Tym bardziej, że jej brata gra Michael Pitt.
- Jeremie Davies w tym odcinku był przewspaniały! Dancy i Mikkelsen - wiadomo, klasa sama w sobie, ale występ gościnny Daviesa to mała perełka. 

OCENA 5.5/6

Hannibal S02E09 Shiizakana
- ten epizod to niby taki proceduralny zapychacz. Jest sprawa, nic się nie dzieje, fabuła niby prowadzi donikąd, twórcy spełniają swoje estetyczne potrzebny zwalniając poszczególne kadry do nieprzyzwoitości i robiąc zbliżenia, ale i tak ogląda się to świetnie. Bo całość została przepełniona aluzjami do ewolucji Willa i Hannibala jako stwórcy. Na razie to słowa, ale zbliżamy się do finału gdzie wszystko powinno z ogromną siłą eksplodować i wyjaśnić kto pociąga za sznureczki teraz - Will czy Lecter.
- cieszy mnie pokazywanie kolejnych pacjentów Lectera co tylko podkreśla jakim jest doskonałym manipulatorem. Kolejne osoby skrzywdzone przez los mogą pod jego skrzydłami rozkwitnąć i zmienić się w finezyjnych morderców pokonując swoje lęki i obawy. Liczy, że to samo spotka Willa i chyba sam nie może się doczekać efektów. Najbardziej mnie zastanawia czy spotkania Willa z Margot jest dziełem przypadku czy świadomym planem Hanniego. Tak ustawił kalendarz by ba siebie wpadli i przez to tak mało subtelnie nakłaniał ją do zabójstwa brata by zwierzyła się Willowi by ten mógł odkrywać prawdę o Hannibalu co przyśpieszyłoby jego ewolucję.
- początkowo scena to mistrzostwo. Już pal licho fascynującą rozmowę, ale fantazja Willa zabijającego Lectera była tak bardzo ładnie nakręcona. I jeleń powrócił! Ech, na ten serial można tylko patrzeć i patrzeć.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E19 The Only Light in the Darkness
- dobry odcinek, popychający do przodu niektóre wątki i skupiający się na postaciach. Może nic odkrywczego nie się zdarzyło i był stosunkowo spokojny, ale po minireboocie Agenci utrzymują satysfakcjonujący poziom i da się ich oglądać bez narzekania. Jakbym miał się przyczepić to tylko do przesłuchania Warda. Koening go zaczął podejrzewać, jego wyniki nie były idealne więc powinien mieć na niego oko, tak na wszelki wypadek, ale niestety nic z tego. Irytujące uproszczenie.
-ochrona wiolonczelistki to typowy wątek zapychacz, ale został dobrze zrealizowany bo odnosił się nie tylko do Culsona, ale też Fitza i jego relacji z Simmons. Zrobił się z tego całkiem znośny trójkąt i w przeciwieństwie do wielu innych seriali nie jest on irytujący i zbyteczny tylko pogłębia relację między dwójką postaci.
- w bazie działo się na początku niewiele. Jednak gdy Ward zaczął dobierać się do Skye i eliminując Koeninga czuć było, że zaraz coś się wydarzy. Jednak odcinek kończy się cliffhangerem bez konfrontacji z Wardem. Tylko, że Skye wie jakie są jego zamiary i teraz ona gra przed nim. I wiecie co? Ostatnio dobrze się tą dwójkę ogląda jakby to byli zupełnie inni bohaterowie. Ciekawi mnie też co kryje się za słowami Warda gdy opowiada, że trzeba słuchać rozkazów. Myśli o Hydrze czy może o ukrytym zadaniu? Coś czuję, że serial szykuje wielką bombę na koniec sezonu.
- May odeszła z drużyny i skontaktowała się z matką. I nie byłoby w tym nic ciekawego gdyby ona też nie była była agentką tajemniczego wywiadu i dała córce namiary na Marię Hill.
- a odcinek wygrała Simmons za wspomnienie TARDIS.  

OCENA 4/6
 
Orphan Black S02E01 Nature Under Constraint And Vexed
-  Tatiana <3 W zeszłym roku udało się jej przebić do czołówki serialowych aktorek i nic nie wskazuje by jej gwiazda przygasła. Mam tylko nadzieje, że nie okradną jej znowu z nagród bo za swoje role jak najbardziej na nie zasługuje. W tym odcinku była perfekcyjna, nie wypadła z roli, dalej nadaje każdemu z klonów indywidualne cechy przez co od razu było widać, że to Sarah jest przebrana za Cosime. Co prawda jej charakteryzacja nie była doskonała, ale nawet sposób mówienia czy postawa wskazywał na Sarę. Allison również świetna w tym odcinku. I śpiewała! Jak ona cudownie śpiewa. Przeżywa dramat, będzie jej ciężko, ale wciąż daje mnóstwo pozytywnej energii. I ten jej szalony sprzedawca broni. Cudownie serial się bawi z widzem.
- odcinek był jak jazda kolejką w wesołym miasteczku. Pełno akcji i atrakcji. Spowolnień jest niewiele tylko by złapać odrobinę oddechu przez co nie wiadomo kiedy odcinek się kończy. I do tego piękne zdjęcie. Cudownie jest ten serial zrobiony. Fabularnie też dobrze. Bezwzględna Rachel gra na emocjach Sarah by ostatecznie okazało się, że to proletarianie porwali Kirę. W sumie spodziewałem się tego. Ciekawsze wydaje się relację Paula z Rachel i Cosimy z Delphiną czy Sarah z Artem. Lojalność będzie tu nieustannie kwestionowana i będą nadawały odpowiedniej dynamiki serialowi.
- jakiś ćwierćintelekt przy recenzji odcinka dał zdjęcie Heleny więc jej powrót nie był wielką niespodzianką. Ja psioczył na niego nie będę bo jest jak najbardziej logiczny. Już wcześniej była mowa o jej większej wytrzymałości i szybszej regeneracji więc czemu nie miałaby przeżyć postrzału?
- nie zabrakło w odcinku kilku uproszczeń, ale zupełnie mi one nie przeszkadzały bo te ~40 minut było niesamowicie angażujące i zapowiada się wspaniały sezon. Czekam na przedstawienie kolejnych klonów bo musi do tego dojść.

OCENA 5/6

Person of Interes S03E20 Death Benefit
- to było niespodziewane - Maszyna chciała by drużyna Fincha popełniła morderstwo. Czyli nie jest wcale tylko tarczą, ale ma coś też z miecza. Chyba, że to była chłodna kalkulacja i bardziej się jej opłacało pozbyć jednego człowieka i ocalić tysiące. Tylko czemu w takim razie nie wysłała Root? Przecież to ona była o wiele bardziej odpowiednia do tego typu zadania. Jedno jest pewne - wojna z Decimą nabierze rumieńców w przyszłym sezonie.
- Root zajmuje się istotnymi numerami. Czyżby do tego zbierała drużynę i była przygotowywana przez Maszynę? Jej wizyta w barze na Florydzie z Shaw cudownie wypadła. Aż iskrzy między tymi dwiema paniami.
- końcówka odcinka zapowiada wybuchowy przyszły epizod. Polowania na terrorystów czyli Finch na celowniku Samarytanina. Do tego pewnie rozwijanie wątków politycznych. W to mi graj.
- cieszy mnie tez szara moralność seriali gdy opowiada o narzędziach inwigilujących. Nie wybiela i nie potępia, a przedstawia kilka podejść. W tym mamy senatora, który oficjalnie jest przeciwny, ale zdaje sobie sprawę z konieczności szpiegowania obywateli którzy zresztą też nie mają nic przeciwko. Krzyczą bo krzyczą, ale chcą być tak naprawdę bezpieczni.

OCENA 4.5/6

Salem S01E01 The Vow
- długo czekałem na ten serial i nie jestem zawiedziony. Może nie jest to najwyższa półka, ale intryguje, nie ma się zbytnio do czego doczepić i posiada swój unikalny klimat. Postacie są ze sobą mocno powiązane, skrywają tajemnice i ukryte plany i wszystkiego można się po nich spodziewać. Nie wiadomo też dokąd zmierza fabuła bo wyraźnie przedstawia dwie strony konfliktu - wiedźmy i szalonego kaznodzieje. Oby intryga była skomplikowana bo na jednym wózku daleko nie zajedzie. 
- podobały mi się sceny mające wzbudzić niepokój. Serial nie epatuje zbytnio brutalnością, raczej dziwacznością i w ten sposób próbuje szokować. Mam nadzieje, że sceny z ropuchą czy czarownicą na smyczy to tylko przedsmak i scenarzyści szykują prawdziwe bomby.
- sam pilot dobrze przedstawia kolejne postacie z głównej obsady. Błyszczy tutaj przede wszystkim Janet Montgomery jako wyniosła i oziębła Mary Sibley. Dobrze ją znowu widzieć w jakimś serialu. Nieźle spisuje się też Ashley Madekwe jako tajemnicza wiedźma. Najbardziej bałem się o Shane Westa, który mnie trochę irytował w Nikicie, ale też daje radę jednak daleko mu do Setha Gabela który kradnie każdą scenę jako kaznodzieja tropiący czarownicę.
- serial będę oglądał dalej. Podoba mi się, mam nadzieje, że prócz dziwaczności będzie też miał przyzwoitą fabułę bo aż się prosi o to w tym settingu.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S05E18 All Tapped Out 
- zacny odcinek, który wykorzystuje poboczny wątek przewijający się przez kilka sezonów i powracający motyw NSA. Przedstawiono paranoję związaną z inwigilacją gdzie biurokratyczna maszyna miażdży nawet swoich robotników. Było też sporo o nadużyciach władzy. Choćby Peter pozbywający się podsłuchu czy prokuratura próbująca zwalić wszystko na Finna. Na szczęście znalazły się też przesłuchania świadków, ale na odcinek z normalną sprawą przyjdzie pewnie poczekać do przyszłego sezonu.
- trochę jestem zawiedziony tym jak Alicja trzymała się na dystans od sprawy fuzji. Diane walczyła z Canningem, Cary negocjował warunki dotyczące Chumchum, a Alicja nic. Dalej jestem zdania, że nie chcę fuzji. Niech Canning miesza w L/G/C, a Cary z Alicją dalej walczą o przetrwania, tak się o wiele lepiej ten serial ogląda.
- Robyn gdzieś zaginęła już od kilku odcinków się nie pokazuje, a jest jedynie wspominana. Wolałbym widzieć częściej ją niż Finna.
- tekst odcinka należy od Eli za "I am not worthy" i bicie pokłonów.

OCENA 5/6