Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scream Queens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scream Queens. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #168 [04.01.2016 - 10.01.2016]

SPOILERY

Luther S04E01 Episode 1
Luther wrócił. Przyjąłem to spokojnie, nie śpieszyło mi się w oglądaniu. I nie podejrzewałem, że potrzebowałem tego w moim życiu. Kapitalny odcinek. Duszna atmosfera z przerażającym mordercą. Powolne odkrywanie jego zbrodni, poznawanie kolejnych detali i śledzenie tego jak podgląda swoje ofiary. Odpychający typ i zgłębianie kolejnej ludzkiej dewiacji - seksualnego fetyszu na temat kanibalizmu. Obrzydliwy temat, a ogląda się go z ogromnym zaciekawieniem przez to jak został pokazany. Tylko szkoda, że tak mało było śledztwa i genialnego umysłu Luthera. Równie ważne było badanie domniemanej śmierci Alice Morgan. Dwa ciekawe wątki, które nie powinny być ze sobą zestawiono bo na tym tracą. Równie dobrze całość mogła być poświęcono jednemu z nich. Zamiast tego jest niepotrzebna kumulacja wydarzenia i John lata między dwoma śledztwami. I tutaj fajna scena, z jednej strony chcę by działać zgodnie z regulaminem, a z drugiem sam porywa człowieka, który może coś wiedzieć o zniknięciu Alice. Wybuchy złości Idrisa Elby dalej ogląda się wyśmienicie. Niestety nie mogę tego powiedzieć o bohaterce Rose Leslie. Ja ją bardzo lubię, dobrze gra i w tym serialu, ale postać niedomaga scenariuszowo. Chodzi za swoim partnerem, chodzi z Johnem i nie robi nic konkretnego. Oby nie została dodana tylko po to by stać się kolejną ofiarą i podbić stawkę w finale.

OCENA 5.5/6

Luther S04E02 Episode 2
Rozczarował mnie finał tej historii. Od dwu odcinkowego eventu oczekiwałem więcej, bardziej druzgocących wydarzeń dla Luthera. Czegoś co by zmieniło jego życie, pełnych emocji scen i skomplikowanej  intrygi. Dostałem za to dość linearną historią, spójną opowieść o polowaniu na kolejnego psychopatę i wątek związany z Alice, ale nie do końca. Pierw jednak sprawa. Śledztwo było ciekawe, mroczne i niepokojące, ale finalna konfrontacja już nie bardzo. Ciekawie odwrócono schemat, teraz John musiał kryć kogoś agresywniejszego, ale finalna konfrontacja była najgorszą częścią polowań na kanibala. I czy brytyjscy detektywi nie posiadają broni czy olbrzymia wpadka serialu? Jedno i drugie nielogiczne. Sprawa śmierci Alice była fajna, póki nie okazało się, że całość to wielka ściema i powrót dawnej sprawy z życia Luthera. Niepotrzebne komplikowanie. Końcówka ma otwartą formułę więc czekam na kolejny special. Oby Ruth Wilson tym razem była dostępna.

OCENA 4.5/6

Scream Queens S01E03 Chainsaw
Trochę się pośmiałem, ale większość odcinka to uczucia zażenowania z powodu tego co oglądam. Dzieje się dużo, postacie rozmawiają ze sobą, jest flow. Tylko co z tego skoro to nie ma najmniejszego sensu i do niczego nie prowadzi? Całość wygląda jak kilka zszytych ze sobą scenek, które może będą tworzyły spójną całość. Czasem to działo, czasem nie. Nie rozumiem motywacji postaci i ich zachowania, dla mnie to wydmuszki służące do pokazywania zabawnych scen i tak mam zamiar to odbierać. Co mi się najbardziej podobała? Chyba nieudolne psychoanalizy Chada i przemowa Dziekan na stypie, która była zupełnie nie na miejscu. Zdarzały się czasem trafne teksty, ale kurde, za dużo muszę się męczyć by dobrać do mięska. Nawet mnie nie interesuje kto jest mordercą, a to bardzo zły znak przed odpaleniem następnego odcinka.

OCENA 3/6

Teen Wolf S05E11 The Last Chimera
Nie ukrywam, że lubię ten serial więc bardzo czekałem na powrót mimo chwiejnego poziomu ostatnimi czasy. I się rozczarowałem. Po pierwsze nie było recapa, te kilka scenek nic nie przypomniało. To niedopuszczalne przy miesięcznych rozstaniach. Potem wcale nie lepiej. Od razu sam środek akcji, wizje senne, flashforwardy, akcja zaczyna się tam gdzie ostatnio skończyło i szaleńczo galopuje od jednej sceny do drugiej. Nie ma czasu by odwrócić wzrok i poprawić na krześle. Co rusz jakaś rewelacja, powrót znanej twarzy, ktoś umiera, komuś kręcą dziurę w czaszce, rozszerza się mitologia i zapowiadany jest kolejny straszny przeciwnik. Pogubiłem się. Wciąż fajnie ogląda się sceny między postaciami zwłaszcza Stiles/Scott po ciężkim rozstaniu, ale jest ich za mało. Odcinek jest zmontowany niczym teledysk, akcja, akcja, akcja przerywana cięciami. Spokojnych rozmów jest zbyt mało, brakuje relacji między postaciami, a jak już ktoś dostaje trochę minut to są to osoby, które mnie nie obchodzą (Liam i Mason). Liczę, że serial szybo zwolni tempo i poukłada historię bo nie chciałbym by mnie zniechęcił do oglądania. Na razie dostaje ostrzeżenie.

OCENA 3.5/6

The Expanse S01E05 Back to the Butcher
Odcinek przejściowy, oszczędny w wydarzenia, ale z dużą  ilością ekspozycji. Nawet trafiły się trochę zbędne flashbacki. Rozczarował mnie też brak scen na Ziemi i szerszego spojrzenia na tragedię Donnagera. Zamiast tego powtarzanie o rzeczach, które już wiadomo. Pasiarze są źle traktowani, korporacje są be, śledztwo Millera jest ważne. Nie powiem by której sceny szczególnie zapadły mi w pamięci. Może te z załogą Canta na końcu? Na prawdę podobało mi się jak Holden cieszył się z znalezionej kawy lub ta leciutka nić porozumienia z Amosem gdy nadawali nową nazwę dla statku. Coraz bardziej lubię te postacie. Serial umiejętnie rozwija swoją mikro i makro skalę. Jestem pewien, że postacie, które wcześniej miały miej miejsca na ekranie dostaną go w przyszłości więcej.

OCENA 4/6

The Shannara Chronicles S01E01E02 Chosen
Nie miałem wielkich oczekiwań względem Shannary. Ucieszyła mnie wieść o heroic fantasy w telewizji, a trailery robiły kolosalne wrażenie. Jednak to stacja MTV, kierowana do amerykańskich nastolatków. Robili już dobre seriale (Teen Wolf), ale każdy kolejny produkt to wielka niewiadoma. Jak więc wypadło ich najnowsze dzieło? Znośnie. Lepiej niż oczekiwałem, a irytowało to czego się spodziewałem. Ogólnie podoba mi się, a w pewnym momencie złapałem się na tym, że jestem autentycznie ciekaw co dalej mimo popowej stylistyki.

Nie miałem styczności z książkami Terry'ego Brooksa. Oczekiwałem serialu w stylu Legends of the Seeker. Prostej przygodówki, z drużyną, questem i pojedynczymi sprawami na odcinek, które z głównym wątkiem nie mają wiele wspólnego. Jednak jeśli pilot jest wyznacznikiem stylu serialu to Shannara stoi spory kawałek od Miecza Prawdy. Wciąż trzeba powstrzymać Wielkie Zło, a losy świata spoczywają na barkach młodych bohaterów. Jednak całość została podana w bardzo strawny sposób. Bogata historia świata, mnóstwo nazw własnych, wydarzenia sprzed trzydziestu lat, które wpływają na obecne, tajemnice rzucane od czasu do czasu. Wszystko to w przesadzonej ekspozycji i kilku niepotrzebnych dialogach. Ale to działa, widać że świat jest ogromny. Walka nie toczy się tylko z Wielkim Złem, ale też są różne frakcję na świecie - trolle, elfy, ludzie, które zbytnio za sobą nie przepadają. Do tego kilka pojedynczych wątków, które mogą miło umilać czas. Przyciąga również historia świata. Mimo high fantasy całość dzieje się w post apokaliptycznej Ameryce przez co obok monumentalnych elfich budowli są obrośnięte roślinnością satelity lub zrujnowane mosty.

Co do bohaterów mam mieszane uczucia. Robotę robi Manu Bennett jako druid Allanon. Charyzmatyczny, mało mówi, a jak już rzuca ironicznymi żarcikami. Jest łącznikiem między przeszłością, a teraźniejszością, włada magią i łączy go konflikt z serialowym Sauronem. Umie też grać czego niestety nie można powiedzieć o nastoletnich aktorach. Większość z nich to słabo ociosane drewienka , którym scenarzyści każą wypowiadać smętne dialogi, lub nie obdarzyli ich zbytnio statystykami inteligencji. Na szczęście twist z drugiej połowy sugeruje, że wątki romantyczne będą mocno zredukowane. Mi podobają się jeszcze dwie żeńskie postacie. Księżniczka z poczuciem misji, która jest prawdziwą heroiną serialu i Eretria, tutejsza naciągacza, która całkiem nieźle sobie radzi w tym wrogim świecie i ma całkiem nieźle rozpisany osobisty wątek z konfliktem rodzinnym w tle.

Reżysersko są wzloty i upadki. Zacznę może od minusów. Jest chaotycznie, dużo skakanie po różnych miejscach, czasem zbyt szybko by jak najwięcej pokazać. Są też nudniejsze i nic nie wnoszące sceny. W niektórych momentach muzyka jest mocno chybiona. Raz przygrywa typowe fantasy, a raz wybijają popowo romantyczne kawałki. Rażą też wykonania niektórych miejscówek czy kostiumów.  Wrażenie robią szerokie plany. Nowa Zelandia ostatnio tak piękna była w Władcy Pierścieni. Cudowna wzgórza porośnięta lasami, piękne wodospady i wyschnięte pustynie. Źli wyglądają przerażająco, CGI budynków i efekty specjalne to wyższa serialowa półka, a dynamiczne sceny są nieźle wyreżyserowane. Oglądając to ma się wrażenie uczestnictwa w wydarzeniach, obecności w innym świecie. Póki serial nie przywali po twarzy plastikowymi dekoracjami I gdyby bohaterowie tak nie przypominali amerykańskich nastolatków co niesamowicie wybija z oglądania.

Odcinek został zakończony chamskim cliffhangerem co by zmusić widzów do powrotu. Ja bym i tak to zrobił. Wkręciłem się, jestem ciekaw co dalej, było mniej facepalmów niż się obawiałem, a o dobry znak na przyszłość.

OCENA 4/6

The Shannara Chronicles S01E03 Fury
Dwie godziny serialu minęły, a mi się wciąż podoba. Ma swoje głupotki, ale jako guilty pleasure działa doskonale. Oglądam piękne widoczki, niezłe efekty specjalne Manu Bennetta posługującego się magią i mieczem, a gra toczy się o ratowanie świata. Nawet lubię bohaterów i mam komu shipować. Willa nie trawię, ale Eretria i Amberle fajnie wypadają. Szczególnie razem na ekranie. No uformujcie już drużynę i wyruszcie razem w podróż! Chcę dalej oglądać ich docinki, niesforne zachowanie i Allanona robiącego za tatusia. Jestem dobrej myśli odnośnie przyszłości, nawet podobają mi się te chamskie cliffhangery i przerywanie sceny w połowie. Nie miałbym nic przeciwko gdyby stało się to znakiem rozpoznawczym serialu i zabawą z widzami. W Alias to działało. A jak fabularnie odcinek? Dużo się działo, serial dalej skaczę po różnych miejscówka, niespodziewanie wyskakują nowe postacie, ekspozycja i nadmiar nazw własnych przytłacza, ale to działo. Wciąga, a tego oczekiwałem. Tylko ta nieszczęsna muzyka...

OCENA 4/6

Utopia S02E06 Episode 6
Chyba miałem za dużo oczekiwania przed finałem bo teraz czuje rozczarowanie i niedosyt. To była świetna seria, która swoją kulminację miała odcinek temu. Może i teraz wydarzenia były donioślejsze i na globalną skalę, ale mi bardziej podobała się emocjonalna konfrontacja z 2x5. Tutaj za dużo czasy było poświęcono konspiracji i zabójcy, którego trzeba było powstrzymać przez co historię postaci trochę cierpiały. Jednak były świetne momenty i to przecież one zostaną zapamiętane. Szczególnie te z Wilsonem, który wyrasta na niesamowitego villina. Nie wiem, która scena była najlepsza - szantaż Dugdale'a, zabicie z zimną krwią Lee, narodziny Królika czy każda kolejna rozmowa z Ianem i Debbie.

Jak na finał musiały przydarzyć się wolty fabularne. Przejście Wilsona na ciemną stronę mocy nie było jedną z nich, to oczekiwana konsekwencja wydarzeń kształtujących postać. Nieoczekiwane zmiany zaszły u Debbie i Iana. Ona gotowała się na śmierć już od kilku odcinków, chciało odejść na własnych warunkach i to robi. Przy okazji okazuje się, że jednak nie choruje na żadnego Deela, a nasilające się efekty jej choroby są związane z odstawieniem leków. I to było słabe bo wyciągnięte z kapelusza. Ale z drugiej strony może posłużyć jako komentarz do big pharmy i tworzenia sztucznych uzależnień. O wiele fajniejszy game changer zaszedł u Iana. Jego twardy kręgosłup moralny został zachwiany. By ratować miliony musiał zabić, zrobił coś czego sobie nie wyobrażał, coś co go zupełnie odmieni. Nathan Stewart-Jarrett zagrał kapitalnie w tej scenie gdy prosił zamachowce o to by nie musiał go zabić. Całość została tak wyreżyserowana , że napięcie jak zwykle wystrzeliło w kosmos i wszystko mogło się zdarzyć. 

Jak zaczął nadrabiać Utopię myślałem, że na koniec będę klął na Channel 4 i Davida Finchera za anulowanie serialu. Jednak nie, jestem zaledwie lekko wkurzony. Cliffhanger był chamski, chcę zobaczyć co stanie się z bohaterami i oglądać niesamowite zdjęcia, ale pogodziłem się, że nie zostanie mi to dane. Utopia odeszła jako genialny serial i taka zostanie zapamiętana. Może za parę lat dostanie film. Kto wie. 

OCENA 4.5/6

wtorek, 6 października 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #156 [28.09.2015 - 04.10.2015]


SPOILERY

Blindspot S01E02 A Stray Howl
Pierwszy odcinek był zjadliwy, drugi jest ciężkostrawny, długo leży na żołądku i męczy. Główny wątek można skondensować w paru minutach, sprawa odcinka męczy, ilość głupot denerwuje, naciągany scenariusz nawet nie próbuje stwarzać pozorów logicznego ciągu przyczynowo skutkowego, a brak wyrazistych postaci tylko podkreśla miałkość całości. Najbardziej jednak wkurzyła mnie powtarzalność. Wyprawa FBI do podejrzanego, Jane zostaje sama i stacza walkę wręcz. Dalsza część śledztwa, wyprawa do wysokiego budynku, wertykalna pogoń i trochę strzelania. Czyli to samo co ostatnio. Co jeszcze? Irytujący styl kręcenia skupiający się na dramatycznych zbliżeniach męczy, a Kurt Weller przez cały odcinek krzyczy jakby miał wewnętrzny przymus podkreślania swojej męskości mimo że tak naprawdę jest on bardzo wrażliwy. Paradoksalnie najlepiej wypada proceduralny z programem dronów nad Nowym Jorkiem i zbuntowanym pilotem. Powtórka z 24: Live Antorher Day i to niezbyt twórcza, ale przynajmniej nie jest to standardowe polowanie na mordercę/handlarza złymi rzeczami. Więc też można oglądać Jaimie Alexander więc zostaje na jeszcze trochę i zawyżam ocenę.

OCENA 2.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E01 Laws of Nature
Agenci premierą trzeciego sezonu tylko potwierdzają, że są najlepszym komiksowym serialem w ogólnodostępnej telewizji. W karkołomny sposób prowadzą wątki, opowiadają złożone historię, konsekwentnie rozwijają postacią umiejętnie między nimi żonglując i autentycznie angażują podczas oglądania. Czterdzieści minut zleciało błyskawicznie, a każda scena zawierała pewien cool factor. Co z tego, że patrząc na ten sezon z szerszej perspektywy zapowiada się opowieść o x-menach? Ludzie z mocami prześladowani przez rząd, spontanicznie manifestujące się moce i odsiecz przybywająca na ratunek. Wypisz wymaluj standardowe historię o ludziach z genem x tylko zamiast mutant mamy inhuman. Potencjał w tej historii jest ogromny mimo, że była opowiadana wielokrotnie. W odcinku były sporo głosów opinii publicznej, głos prezydenta i powstanie nowej agencji rządowej jako odpowiedź na wydarzenia z Marvel Cinematic Universe. Historia jest również tie-inem do nadchodzącego Civil War. Jak w przypadku poprzednich majowych filmów Marvela szykują się mocne nawiązanie i możliwe, że całość można traktować już jako prequel.

Podoba mi się nowa rola Skye w drużynie. Znaczy się Daisy bo teraz tak wszyscy się do niej zwracają. Pod nieobecność May i niemożność wyruszenia Bobbi w teren to właśnie ona przewodzi akcją, a współpracuje z Mackem. To i nowy wygląd zbliżają ją do komiksowej bohaterki. I są to zmiany dobre. Dziewczyna nauczyła się korzystać z swoich mocy, zaakceptowała dziedzictwo przodków, a teraz pomaga innym z tym samym problemem. Teraz ona będzie mentorką i liderką. I ja to kupuje.

Culson również się zmienił. Nie wiadomo ile czasu minęły między sezonami (lakoniczne kilka miesięcy), ale ostatnie wydarzenia na niego odrobinę wpłynęły. Zaakceptował stratę Simmons i stara się być lepszym przywódcą rozbudowującego się SHIELD. Nawet i on zmienił swój strój ubieranie. Odwiesił garnitur na kołek i jest bardziej wyluzowany. A mechaniczna ręka jest cool. Tak jak zresztą cały odcinek. Jak powiedziałby Abed z Community "Cool, cool, cool".

Jednak MVP odcinka jest dla mnie Fitz. Po utracie Simmons zdesperowany stara się ją odzyskać, nawet wyrusza w wydawałoby się samobójczą misję w teren. Ładny mamy tutaj kontrast bo na początku S02 to właśnie ona działała pod przykrywką. Teraz jemu udało się odnaleźć kawałek starożytnego manuskryptu, który miał uratować Simmons. A doprowadził do statecznego załamania. No cóż, scena gdy Fitz pełen rozpaczy i złości chwyta za strzelbę, rozwala z kopa drzwi i zaczyna okładać pięściami monolit była jedną z lepszych w tym serialu. Bo podkreślała jego charakter, zdesperowane i oddanie. Grała również na emocjach widza. Czuć whedonowe DNA.

A co z Simmons? Żyję. Oczywiście. Dostała krótką scenkę gdzie uciekała nocą przez pustynię walcząc o przeżycie. Szokujące? Nie bardzo. A co powiecie na obcą planetę? Tak, Monolit okazał się teleportem. I tym pięknym sposobem serial nawiązuje prawdopodobnie do mitologii Kreem i otwiera możliwości na crossovery z Guardians of the Galaxy. Już pisałem, że chciałbym zobaczyć Agentów w kosmosie i prawdopodobnie się doczekam. Albo chociaż na obcej planecie. Tylko czekać, że Fitz wykorzysta Monolit to stworzenia Marvelowych Gwiezdnych Wrót.

W odcinku inne postacie dostały trochę miejsce, ale równie ważne sceny. Lincol chcę podążać własną drogą, z dala od inhumans i SHIELD, ale przeszłość go dopada. May musiała wziąć dłuższe wolne. Bobbi siedzi w laboratorium co jest dziwne, Hunter planuje wybrać się na polowanie na Hydrę, a Mack rzuca świetnymi żartami. Rosalinda jest na razie tajemnicza i pasuje na antagonistkę sezonu. Lub chwiejną sojuszniczkę. Pod tym względem została o wiele lepiej wprowadzona od Talbota. Lash jako zły inhuman wyszedł równie tajemniczo i czekam na ciekawe przeplatanie tych wątków.

Inne:
- pamiętna siekiera na ścianie w gabinecie Culsona! Albo jego broń w laboratorium. Lub Jego kubek. Dużo fajnych smaczków na drugim planie.
- budżet serialu poszedł sporo do góry. Niezłe efekty specjalne (zwłaszcza team up Daisy i Lincolna), solidny make-up Lasha oraz bogactwo scenografii. Imponująco wypada też nowy środek transportu SHIELD. Tylko czekać aż pokażą Helicariera.
- jakie ładne wprowadzenie Daisy w ten sezon. Nie pokazano jej od początku tylko manifestację mocy jak roznosi obcych agentów, a potem niesamowicie udany kadr z wyciągniętą ręką. Strasznie mi się podobało to ujęcie pokazujące kto tu jest głównym bohaterem.
- serial udanie bawił się z widzem. Stworzył złudzenie wroga sezonu, kolejnego przeciwnika do pokonania, a Rosalinda okazała się równie niedoinformowana co Culson. Czuć było chemię między tą dwójką gdy przerzucali się tajemnicami w wagoniku metra.
- Mack pragnący "a shotgun-axe combination of some sort"!
- niektóre nawiązania do MCU dość ordynarne, ale powrót Williama Sadlera z Iron Man 3 jako prezydenta USA było fajnym smaczkiem.

OCENA 5/6

Scream Queens S01E02  Pilot (Part 2)
Pierwszy odcinek mi się podobał. Była szalenie absurdalna opowieść z potencjałem. Niestety druga połowa dwugodzinnego pilota to maskara. Poza fajnym wprowadzeniem Munch i kilkoma pojedynczymi dialami było źle. Miszmasz wątków męczy, nie czuje postaci które co chwila zmieniają swoje nastawienie do innych, brakuje suspensu podczas scen morderstw, zwroty akcji nie ruszają, a całość jest drętwa. Czekałem na boom, pomysł w postaci głuche fanki Taylor Swift, ale kilka dni po seansie ciężko mi sobie przypomnieć scenę która mnie ruszyła. Dam jeszcze szansę, ale niestety czuje się rozczarowany. Taki fajny potencjał, a tak skaszaniony. Gdyby nie strona wizualnie nie wróciłbym już do serialu, a tak dam jeszcze szansę.

OCENA 2/6

Quantico S01E01 Run
Dla odmiany miłe zaskoczenie. Dawno temu, gdzieś przy okazji premiery Covert Affairs zastanawiałem się czemu nie ma serialu o początkujących agentach FBI. Musiałem czekać ponad 5 lat by móc skonfrontować marzenia z rzeczywistością. I jestem zadowolony. Jest to połączenie Grey's Anatomy, teen dramy z Homeland. Karkołomne, ale wyszło. Reguły świata są naiwne, bohaterowie młodzi, piękni i rozemocjonowani, twist fabularny pojawia się co 5 minut, czuć suspens i zbliżającą się katastrofę. Jasne, wszystko nakręcone w konwencji pop serialu, nie mającego nic wspólnego z rzeczywistością, ale nie przeszkadza to dobrze się bawić. Quantico posiada dużo cech wspólnych z zeszłorocznym How To Get Away With Murder. Flashforwardy i wielką zagadkę. Tylko tutaj pilot jest o wiele lepszy z ciekawszymi postaciami na których może jeszcze nie zależy, ale chcę się ich oglądać. I tak zrobię. Serial dostaje kredyt zaufania i liczę na przyjemne gulity pleasure w stylu Revenge.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 28 września 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #155 [21.09.2015 - 27.09.2015]

SPOILERY

Blindspot S01E01 Pilot
Blindspot to jedna z nielicznych jesiennych nowości, która mnie zainteresowała. Nie spodziewałem się jednak świetnego serialu. Liczyłem na guilty pleasure, przyjemny sensacyjniak pełen akcji z lubianą przeze mnie aktorką. Nie powiem, że się rozczarowałem, ale na razie jest bardzo średnio. Najlepiej wypada konspekt. Naga, w pełni wytatuowana kobieta zostaje znaleziona na Times Square co jest początkiem wielkiej tajemnicy. Trochę tu Prison Break i 24. I tyle. Akcja płynnie od jednej nudnej sceny do drugiej w oczekiwaniu na coś fajnego. Ciekawi dramat Jane Doe, jej wyobcowania i chęć poznania siebie, a Jaimie Alexander gra bardzo solidnie i szybko można z nią sympatyzować. Jeśli byłaby to kablówka nastawiałbym się na serial skupiający na tożsamości, samostanowieniu i częstym zadawaniu pytań typu "kim jesteśmy?" i "co nas kształtuje?". Wiem jednak, że nie dostanę. Chcę dostać trochę akcji. Dużo lepszej niż w tym odcinku. To co było zostało przeciętnie wyreżyserowane, zupełnie bez polotu tylko z jednym momentem, który był fajny. Całość jest pod tym względem dość przeciętna. Co jest niestety zasługą nieudolnej reżyserii. Przez cały odcinek powtarzał się jedna maniera - dramatyczne zbliżenia na twarze postaci. Na początku było to fajne, zwłaszcza gdy pokazywano Jane obraz się lekko rozmazywał co podkreślało jej zdezorientowanie. Potem jednak męczyło. Nie podoba mi się zadęcie serialu. Lubię poważne dramaty, ale koncepcja serialu to wyklucza więc przydałoby się trochę humoru. Tu go było niewiele, a jak się już pojawił to był na poziomie bruku. Zawodzi też wielka tajemnica. Za słaby cliffhanger, za mało o postaciach, a całość dość bezpiecznie poprowadzono. I bym przestał oglądać gdyby nie panna Alexander do której mam słabość od czasu Kyle XY.

OCENA 3/6
 
Heroes Reborn S01E01E02 Brand New Day/Odessa 
Wiecie co było najfajniejsze w powrocie Heroes? Okres oczekiwania. Ekscytacja kolejnymi skrawkami informacji, entuzjazm po pierwszych zdjęciach i teaserach, cieszenie się z wiadomości castingowych. To był szczęśliwy rok dla fanów marki. Czar prysł gdy serial wrócił. Tragedii nie ma, ale oczekiwania miałem dużo większej. Reborn jest gdzieś na poziomie lepszych odcinków czwartego sezonu. Buduje historię z wielu perspektyw i snuję antykomiksową wizję świata ludzi z mocami, ale robi to w sposób niesatysfakcjonujący, a sporo decyzji, które podjętą podczas pisania scenariusza delikatnie mówiąc są kontrowersyjne.

Serial stoi w rozkroku. Nie wie czy jest skierowany dla wiernych fanów czy nowych widzów. Posługuje się starą mitologią budując nowe wątki. Korzysta z solidnych fundamentów - Primateh, strach ludzi przed Evos, zbliżająca się zagłada. Tylko wszystko się rozmywa w mdłych postaciach. Mimo prawie 2h nie mogę stwierdzić bym miał jakieś faworyta. Może para zabójców polujących na Evos, ale tutaj motywacje są bardzo standardowe. Brat luchadora mściciela uzależniony od alkoholu, dzieciak teleporter w pakiecie z teen dramą, abstrakcyjny świat japońskich gier komputerowych. Nie jestem przekonany. Tak jak do powrotu starych postaci. Claire nie żyję? Poza kadrem zginęła? Bullshit. Noah jakiś taki bez wyrazu, Mohinder tylko wzmiankach, Haitańczyk jedynie z cameo, ale sugestią warzności jego roli. Znowu ten sam sam problem co wcześniej - rozkrok między nowym i starym. Już bym wolał by produkcja opóźniła się o kolejny rok i wrócili ulubieńcy z Peterem, Sylarem, Hiro i Clare na czele.

Jednak największy problem mam z struktura prowadzenia historii. Postacią brakuje wyrazistości, bogatego tła przez co są bardzo miałkie. O motywacji pary zabójców już pisałem - definiuje ich jedna rzecz, chęć zemsty za śmierć syna, inne cechy charakteru jedynie delikatne nakreślone. Tommy irytuje i na razie nie odgrywa ważnej roli, jedynie jest linkiem do tajemniczego człowieka potrafiącego wymazywać pamięć. Noah z amnezją to nie prawdziwy Noah, błąka się bez celu. Carlos próbuje się ponownie odnaleźć w lokalnej społeczność, a Miko to biała karta. Wygląda jakby nie miała przeszłości, a jej jedyne uzasadnienie fabularne to nawiązanie do japońskich wątków w serialu. Nie widać by gdzieś to zmierzało, nie ma komu kibicować. Tajemnica jest, ale zbyt szczątkowo dawkowana zwłaszcza jak na 12 odcinkową zamkniętą historię.

Czy będę oglądał dalej? Pewnie! To dalej Heroes, lubię ten świat i chcę w nim przebywać nawet jak mnie trochę irytuję. Wystarczy jednak, że pojawi się dobrze znany motyw muzyczny lub charakterystyczny symbol zaczynam się cieszyć. Wiele satysfakcji daje mi wychwytywanie różnych smaczków, a przyszłość wygląda dobrze. Zbliżający się kataklizm i powroty. Chcę też pooglądać więcej tego pesymistycznego świata. Heroes to fajna odskocznia od superbohaterów ratujących ludzi i świat, a historia o prześladowanych ludziach z mocami. Chciałbym więcej tego typu obyczajowych elementów.

OCENA 3.5/6  

Scream Queens S01E01 Pilot (Part 1)
W tym roku było zaskakująco niewiele seriali na które czekałem. Scream Queens było jednym z nich i jest pozytywnie zaskoczony. Jest to przestylizowany Krzyk, zabawa Ryana Murphyego gatunkiem. To nie jest poważna produkcja. To nie musi mieć fabuły. Dla mnie jest to poligon doświadczalny służący do rozbrajania tropów horrorowych i ich umiejętnym mieszaniu w oczekiwaniu na mocniejszy wybuch. Mamy mroczne bractwo studenckie z biczowatą przywódczynią, tajemniczego mordercę w stroju diabła, historię sprzed lat, przysięgi krwi i wyrafinowane zabójstwa. I przerysowane postacie. Karykatury postaci. Nie rzeczywistych bohaterów, a wydmuszki służące do prowadzenie historii służącej do przedstawienia szalonych rozmów i absurdalnych sytuacji. I szkoda tylko, że całość nie trwa 20 minut, a 40. Ten format sprawdził by się idealnie jako komedia.

Jak jeszcze mogę was przekonać? Niech za przykład posłużą dwa momenty - głucha fanka Taylor Swift śpiewająca jej przebój gdy dziewczyny wokół niej krzyczą ze strachu przed zbliżającym się mordercą na kosiarce. Całość działa się podczas próby w bractwie gdy bohaterki były zasypane po głowę. Śmiałem się mocno z nierealności sytuacji. Drugi moment to wymiana smsów z mordercą podczas własnej sceny śmierci. Bez krzyków, a z wykorzystanie współczesnych technologii. I ten tweet na koniec! Ta jedna scenka miała więcej z Scream (wraz z nieudolną pogonią zamaskowanego mordercy!) niż trzy odcinki serialowej wersji filmu od MTV.

OCENA 4/6