Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sherlock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sherlock. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #213 [02.01.2017 - 08.01.2017]

SPOILERY

Sherlock S04E01 The Six Thatchers
Na nowy, pełnoprawny odcinek Sherlocka trzeba było czekać tak długo, że straciłem rachubę. I zainteresowanie. Dlatego zasiadłem do odcinka z tygodniowym opóźnieniem. Niespecjalnie mnie ciekawiło co dalej. Trzy lata mogą zatrzeć nawet najgłębszą fascynację. Do tego doszło jeszcze raczej negatywne przyjęcie przez recenzentów i widzów. Mimo wszystko zmusiłem się i obejrzałem. Ostatecznie było zadowalająco. Wciągnąłem się w historię, miło było zobaczyć dobrze znanych bohaterów, pośmiać się z udanych żartów i pozachwycać reżyserią. Było też całkiem niezłe tempo i całość mocno wciągała. Tylko, że to nie jest Sherlock jakiego chcę oglądać. Zagadek kryminalnych było tutaj sporo, ale wszystko to raczej krótkie historyjki. Ta główna intryga nie chwyciła. Brakowało jej spójności, wątek Mary został tu wciśnięty bardzo nagle, a rozwiązanie... no cóż, dyskusyjne. Usunięcie jej z serialu było bardzo słabo poprowadzone i zapowiada konflikt między Watsonem i Sherlockem. Czyli niezbyt mam ochotę na więcej. Największy plus odcinka? Niebieski Power Rangers na masce samochodu, cieplutko zrobiło się na moim geekowskim serduszku.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E06 Ghosted
Zacny odcinek mimo, że bez Stilesa. Widocznie poprzedni był nakręcony w późniejszym terminie po powrocie z leczenia i wyemitowany wcześniej by nie stęsknić się za bardzo za bohaterem. Najlepszym momentem była wizyta w miasteczku duchów. Przytłaczająca atmosfera wymarłej mieściny, klimat jak z post-apo. Do tego starcie z Banshee i straszna przyszłość jaka wisi nad Lydią jeśli nie uda się pokonać Jeźdźców ona jedna zostanie w Beacon Hills. Stawka odrobinę poszybowała w górę.

Powrót Theo okazał się zaskakujący. Wskrzeszony po to żeby pomóc złapać Jadźce przyda się w inny sposób. Zna prawdę o Stilesie co może mu uratować życie. Jeśli Malia za szybko go nie rozerwie na strzępy. Cieszyłbym się gdyby okazało się, że nie ma wcale mocy. To byłaby wystarczająca kara, a wataha i tak musiałaby z nim współpracować ze względu na jego wiedzę. Już wiadomo, że coś kombinuje w związku z nauczycielem. Trochę się martwiłem tym sezonem, a ostatnio ogląda się go całkiem nieźle.

OCENA 4.5/6 

The Last Ship S03E09 Paradiso
Dobry thriller polityczny musi mieć kreta. Do tej niepisanej zasady stosują się scenarzyści The Last Ship. Przesłanki były od dawna. I tradycyjnie rzucane na niewłaściwą osobę, szczególnie w tym odcinku. Tak obcesowo, że trzeba było ją wykluczyć i podejrzewać najmniej podejrzaną. Kretem okazała się Allison. Przekazywanie informacji chińczykom i dokonała zamachu stanu. Wszystko ma większy cel, zniszczenie władzy federalnej i podzielenie Ameryki na kilka mniejszych państewek. Tylko tak można przetrwać w obliczu post-apokalipsy. Tak jak współczesna Ameryka jest podzielona tak i serialowa nie może dojść do porozumienia i wizji przyszłości. Kryzys nie jednoczy ludzi, a ich dzieli, szczególnie tych z ambicjami. Serial nieźle sobie poradził z tym wątkiem.

Równie dobrze wypada wątek Chandlera. Pierw wizyta na niemalże rajskiej wyspie z absurdalnym golfistą i nieustanne wrażenie nierealności. Widowiskowa strzelanina to miły dodatek. Momentami głupia, co nie przeszkadza w oglądaniu jak dzielni żołnierze sobie z nią z radzą. Bardziej ekscytująca była zasadzka w którą wpadł Chandler i utrata jednego z okrętów. Pierwsza tak wielka strata kapitana, ale nie będąca jego winą. Najlepiej wyszedł moment gdy pomagano rannym. Świetnie nakręcony, przepełniony uczuciem tragedii i klęski.

OCENA 4.5/6 

Vikings S04E15 All His Angels
Nie wierzyłem, że serial zabiję Ragnara. Mimo tytułowych wikingów to był w głównej mierze serial o nim. Jego drodze do potęgi i upadkowi z perspektywami na odrodzenie w chwalę. Wielka historia króla i jego rodziny. Nie wierzyłem, że skończy się to w Anglii, z dala od swoich ludzi, ukochanych i przyjaciół. Otoczony rządnymi krwi wrogami. Nie w momencie gdy zaczynał odnajdywać swoją dawną potęgę, godzić się z światem, bogami i samym sobą. Zrozumiałem, że to koniec gdy historia zatoczyła symboliczne koło.

Upokarzany, ale wciąż budzący strach Ragnar jest transportowany do Elli. Ludzie się go boją, opowiadają o nim niestworzone historię, on rozmawia z ślepcem i widzącym w mistycznej wizji. I jego podróż natrafia na monastyr gdzie spotkał Athelsteina co wywołuje u niego wspomnienia. W tej chwili byłem pewien, że to koniec. Ckliwe flashbacki, wspomnienia najlepszych chwil, a gdzieś w tle pielgrzymka Eckberta, który jeszcze raz będzie chciał pożegnać się z Ragnarem.

I co to było za pożegnanie! Jego koniec to pozorne poddanie i oczekiwanie śmierci. Po prawdzie jest to kontynuacja walki. Z bogami i przepowiednią. Chęć śmierci na własnych warunków i zmotywowanie synów do dalszych działań. Nie ugiął się ani razu, nie krzyczał mimo tortur, znosił to cierpliwie. A ludzie się go bali. Łachmaniarza w klatce pilnowany dzień i noc przez cały oddział wojskowy. Opowiadali sobie o nim niestworzone historię jak o postaci z legend. To było godne pożegnanie bohatera. Nasnuły mi się też skojarzenia z pasją Chrystusa. Już poprzedni odcinek narzucał tą symboliczną interpretację pokazując drogę krzyżową, a teraz Eckbert mówił u umywaniu rąk. Była też długa droga i w końcu męka. Nie było krzyża tylko klatka i ostatecznie jama z wężami. To była świetnie przedstawiona śmierć.

Pytanie co dalej? Odwetowy raid na Anglię jest rzeczą oczywistą i historyczną. Wielka armia pogan i podboje. Tylko jak to będzie się interpersonalnie rozgrywało? Jak zareaguje Lagherta i czy to osłabi jej władzę? Czy synowie odłożą zemstę na uzurpatorce w imię pomszczenia ojca? Jak wpłynie to na wyprawę Bjorna i zachowanie Rollo? Michael Hirst mówił w wywiadzie, że synowie chwałą mają prześcignąć ojca. Jest na to minimum 25 odcinków i ja mu wierzę.

OCENA 5.5/6

Vikings S04E16 Crossings
Pół godziny odcinka minęło i byłem zadowolony z jego jakości. Daleko było mu do poprzednich dwóch, ale oglądało się to dobrze. W Kattegat synowie Ragnara chcą się mścić, a Lagherta jakoś musi sobie z tym radzić. Kilka niezłych scen, jak Ivar wyzywający ją na pojedynek, i kilka dłużących się. Lepiej było na wyprawie Bjorn. Atak na muzułmańskie miasto nie wyszedł spektakularnie pod względem batalistycznym, ale posiadał aurę tajemnicy. Przedzieranie się ulicami, ekscytacja jedzeniem czy wreszcie zdumienie połączone z zachwytem Flokiego nad dziwną wiarą. Jestem zaintrygowany tym dokąd to prowadzi.

Największe pochwały dla końcówki gdy synowie zdają sobie sprawę z śmierci ojca. Pojawienie się kruków i Odyn składający każdemu wizytę. Podniosły nastrój podkreślany przez mistycyzm. I ta potężna burza na końcu. Świat opłakuje stratę. Teraz tylko czekać na zemstę. Czy wpłynie to na podróż Bjorn? I co będzie się działo z Laghretą? Na te i inne pytania odpowiedź w kolejnych odcinkach których nie mogę się doczekać.

OCENA 4.5/6

Westworld S01E09 The Well-Tempered Clavier
Nie powiem żeby kompletnie zaskoczyły mnie twisty tego odcinka. Nic im to jednak nie ujmuję ze względu na to jak zostało to przedstawione. Berdnard okazał się Arnoldem. Fort stworzył androklona swojego byłego współpracownika, który przejawia jego cechy. Dochodzenie do prawdy było długie, ekscytujące i z szokującą końcówką. Gra aktorska Hopkinsa i Wrighta poraża, nie da się od nich oderwać wzroku. Od jednego bije pewność i boskie przekonanie o własnej sile, drugi z determinacją podszytą lękiem i niepewnością odkrywa swoją przeszłość.

Drugi poważny twist do potwierdzenie dwóch linii czasowych Dolores. Z Williamem to wielkie flashbacki prowadzące do samoświadomością. Ciekawi mnie czy flashbackami były samotne rozmowy z Arnoldem czy jednak rozmawiała z Berdnardem. Tak jak u Berniego tak i u niej świetnie pod względem montażu wyszło przebudzenie gdzie z maestrią nakładano kolejne okresy czasowe.

Nie tylko androidy dokonują przebudzenia. Również William się budzi. Zrozumiał zasady gry, jest tym kim powinien być. Dostosował do otoczenia i daje mu to przewagę.

Wybuchowo zapowiadają się finałowe sceny z Meave i Hectorem. Śmierć w ogniu i wstąpienie do piekła to bardzo ładna i wykręcona symbolicznie metafora. Życie poprzez śmierć. Odrodzenie przepustką do piekła. I ta scena seksu w płonącym namiocie. Piękne.

OCENA 5/6

Westworld S01E10 The Bicameral Mind
Z miesięcznym opóźnieniem skończyłem Westworld i muszę się do czegoś przyznać. Im wcześniej tym lepiej. Czuję się trochę rozczarowany. Tylko trochę, ale jednak. Jest to denerwujące uczucie, nie pozwalające mi nieustannie zachwalać serialu i znowu przez nie wdam się w kilka jałowych dyskusji z znajomymi. Moja rozczarowanie wynika z prostego faktu - do końca nie wiem o czym to był serial, a jeśli już wpadnę na jakiś pomysł to nie potrafię prześledzić sensowności opowiadania jakiegoś wątku od początku do końca. Trochę jak z Grą o Tron. Tam znałem materiałem źródłowy i nie czułem zagubienia. Tutaj owszem. Oglądam pokój przez dziurkę od klucza i nie wiem czy patrzę na salon, kuchnię czy sypialnie. Nie podoba mi się ta konfuzja. Jeśli jednak bym oceniał odcinki jako pojedyncze całości i wyszukiwał w nich motywów opowiadających o człowieczeństwie, moralności i technologi to piałbym z zachwytu do zdarcia gardła. Chylę też czoła przed misternym prowadzeniem historii mimo częstego przerostu formy nad treścią. Jestem wizualnym estetą, czasem wolą popatrzeć niż posłuchać opowieści. Nie wiem też co myśleć o przyszłości serialu. Na pewno będę oglądał dalej i polecał. Ta kapitalna, wysokobudżetowa telewizja angażująca widza. Chciałbym tylko czerpać większą przyjemności z fabuły i bohaterów.

Finał to opowieść o przebudzeniu i zrozumieniu. Dalszy ciąg opowieści o wyrywaniu się z własnej klatki, przechodzeniu labiryntu świadomości w celu zrozumieniu świata. Zarówna androidów i ludzi. To też ucieczka Meave z widowiskowymi scenami. I przede wszystkim wielki plan Forda, który został wyjawiony na samym końcu. To on miesza w androidach i doprowadza do uzyskania przez nie świadomości. Ginie by zwieńczyć swoje dzieło, prawdziwa pętla związana z Arnoldem. Oddaje AI w władanie własny świat i daje wolną wolę, pozwala im ewoluować, nawet programuje ucieczkę Meave. I może parę rzeczy się nie klei do końca, ale na pewno ogląda się to wyśmienicie, a cliffhanger powoduje odruch pawłowa na myśl o powrocie serialu.

Podczas oglądania tego finału sam wpadłem na teorię. Nie jedną, ale tą chciałbym się podzielić. A co jeśli to wszystko to gra? Jeden wielki eksperyment, gdzie cała obsługa Delos to też androidy tylko nie zdające sobie z tego sprawy. Androidy z większą samoświadomością tworzą androidy, nieskończona pętla która ma dać odpowiedź na proste pytanie szaleńca "a co by było gdyby". To byłby szokujący twist, ale wyjaśniający kilka rzecz.

Inne:
- park z Samurajami! Dajcie mi to, proszę bardzo! Wiem, że taka drastyczna zmiana stylistyki kosztowała by kupę kasy, ale chciałbym zobaczyć zmianę scenerii.

OCENA 5/6 

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #169 [11.01.2016 - 17.01.2016]

SPOILERY



Sherlock S04E00 The Abominable Bride
Pierwszy raz jak usłyszałem o odcinku Sherlocka w XIX wieku trochę się wkurzyłem. Jak to, przerywać opowieść w takim momencie? Zamiast skupić się na kręceniu kolejnego sezonu zrobić skok w bok i opowiedzieć niezależną historię? Czysta złośliwość, tym bardziej, że kolejny sezon najwcześniej za rok. Z tego powodu nie śledziłem specjalnie doniesień, nawet nie oglądałem zwiastunów. I wiecie co? Podobało mi się.

Najważniejsze, historia nie jest samodzielną opowieścią nie związaną z główną osią. W zgrabny sposób Moffat powiązał dwa okresy historyczne wykorzystując pałac umysłu Sherlocka. Nie jest to jasne na początku co gdy się wyjaśnia bardzo dobrze działa. Odcinek był quasi opowieścią szkatułkową. Jednak nie było typowego zagłębiania się w historię w historii, a szkatułki częściowo się nakładały, a przeszłość czy raczej wizja mieszała się z rzeczywistością, a rzeczywistość nie zawsze była jednoznaczna. Powiedziałbym, że był to bardzo Doctorowy odcinek, co bardzo mi się podobało.

Podobała mi się rzeczywistość XIX wieku, która była retellingem retellingu. Pierwsza scena to remake sceny z poznania się dwóch głównych bohaterów, a z czasem pojawiają się nawiązania do przeżytych historii tylko w trochę odmienny sposób. Jest nawet Molly i scena nad wodospadem Reichenbach. Nie podobał mi się tylko Mycroft przestylizowany na grubaska, ale odnośnie tego mam własną teorię, o której za chwilę.

Sprawa odcinka niezbyt mnie wciągnęła. Przynajmniej z początku. Jak w Sherlocku była chaotyczna, dużo wątków i brak wyraźnej narracji. Potem było trochę lepiej, ale trzeba przyznać, że jako śledztwo nie interesowała, a pytanie "jak martwa kobieta mogła zabić męża" zbytnio nie zawracało mojej uwagi. Cenię jednak nawiązania do Moriatego. Bardzo wyraźne, ale pasujące gdyż o to chodziło. Samobójstwo po strzale w głowie i powrót do żywych plus nieustane przebitki z współczesnej sprawy udanie wkomponowane w przeszłość. Udanie wyszedł też feministyczny wątek przewijający się przez cały odcinek przez co rozwiązanie sprawy miało ręce i nogi. 

Cały odcinek dział się w mind palace Sherlocka więc trochę zgłębiono jego psychikę, obecne lęki i niepewności. Szczególnie fajnie wypadła scena rozmowy Sherlocka i Watsona o kobietach, wspomnienie Irene Adler i Molly Hooper. Oj, jak bym chciał by Irene wróciła choćby na chwilę. Gdy odcinek okazał się imaginacją mocniej zaczął mnie zastanawiać Maycroft, zwłaszcza gdy Sherlock spytał się go w samolocie czy nie schudł. Może ta zabawa w zgadywanie daty śmierci nie była bezsensowna i podświadomość Sherlocka chciała mu powiedzieć, że jego brat jest umierający?

Jak zwykle odcinek został ładnie wyreżyserowany. Pojawiająca się treść telegramu na ekranie, przenikające się sceny i charakterystyczne dla serialu zabawy z kamerą. Dobrze było to jeszcze raz zobaczyć. Stroję i scenografia epoki wypadły solidnie, ale jak to telewizja ma w zwyczaju szerokich planów było niewiele, a akcja działa się przeważnie w pomieszczeniach.

OCENA 5/6

Teen Wolf S05E12 Damnatio Memoriae
Taki ten serial lubię. Wciąż nie jest to szczyt możliwości, dużo brakuje do topowych odcinków, ale widzę ogromną poprawę w stosunku do poprzedniego odcinka. Było spokojniej i przez to ciekawiej. Można się było skupić na postaciach i poszczególnych wątkach, budować atmosferę i zaciekawić. Szkoda tylko, że horrorowe sceny już nie działają. Mocno je chwaliłem, zwłaszcza podczas pierwszych sezonów. Teraz brakuje elementu zaskoczenia. Przedzieranie się tunelami technicznymi nudne, smolista postać taka sobie, a wielka Bestia, która ma wzbudzać strach pokracznie wymodelowana, a jedyne co może spowodować to śmiech.

Podoba mi się, że widać o co toczy się gra. Wątków głównych jest kilka, a pobocznych zatrzęsienie, ale zostało to uporządkowane. Cel podstawowy to ponowne zebranie drużyny. I niech teraz każdy kolejny odcinek skupia się na pozostałych członkach stada. Cel następny to pokonanie Bestii, która wydaje się niemożliwa do ubicia. Jest też stado Theo. Wielka niewiadoma i przeszkadzajka, a całość urozmaicają Doktorzy Strachu. Jest tego dużo, ale stanowi spójny kolaż, który przy odrobinie talentu nie rozleci się.

Świetne sceny z główną dwójką. Zarówno komediowe, dramatyczne i interakcje między nimi. Scott średnio radzi sobie bez swojego najlepszego przyjaciela, przeżywa kolejne chwile zwątpienie i wychodzą jego niedoskonałości. Jak przy niesamowicie komicznej scenie z tablicą i sznureczkami gdzie zupełnie się pogubił. To nie jego domena. Stiles natomiast przeżywa dramat rodzinny. W trochę ckliwej scenie, ale pasującej do konwencji serialu doszło do jego pojednania z ojcem. Jak to tatuś zawsze wspomoże syna, jest gotów wszystko poświęcić, a syn powinien mu zaufać bo rodzina/stado najważniejsze. Był też zgrabnie rozpisany konflikt na linii rozum i serce. Gdyby to zostało gorzej zagrane by nie zadziałało, tutaj było idealne. Jednak najfajniejsze były sceny Stiles/Scott. Nie przez co mówili, ale chwilę milczenia, wzajemne zrozumienie i współpraca by wreszcie ponownie stanowić część jednego stada. Bardzo ładnie wyszło rysowanie kręgów na piachu jako pewnego rodzaju rytuał podkreślający ich wspólnotę. I komentarz Stiles, że nienawidzi tego symbolu.

Dalej nie podoba mi się, że Liam dostaje tyle czasu na ekranie. Jego sceny nie działają. Ma czasem zabawne i nieporadne momenty z Masonem, ale ogólnie wypada bardzo słabo. Głównie ze względu na kompletnie schrzaniony wątek romantyczny. Przez tyle lat serial umiejętnie je prowadził by teraz spektakularnie się wyłożyć. Brak chemii to jedno, bardziej mi przeszkadza bezsens tej historii i co znowu podkreślę, marnowanie czasu na nudne postacie w nieciekawych sytuacjach. Gdyby nie moja awersja do przewijania seriali pewne bym to robił.

Bardzo szkoda, że Malia i Lydia kosztem Liama dostają mniej czasu. Polowanie na Pustynną Wilczyce może być fajne tym bardziej, że ma Deatona. Biedaczek tyle z nią już przesiedział. Do tego Malia chcę ją zabić co oddala ją od stada Scotta, ale plany planami i całość może się skończyć zupełnie inaczej. Fajnie, że jest Braeden, ale niech ten wątek mocniej ruszy. Chyba bardziej obchodzi mnie ta historia niż niesforne stado zombie chimer.

Lydia siedzi w Eichen House i odbywa astralne podróże po zakładzie. To jest fajne. Podczas gdy jej ciało jest pozbawione ducha  ona będzie trenować swoje umiejętności banshee. Pod okiem ducha Meredith. Nie wiem czemu nawiązała telepatyczną więź z Lydią, ale i to podoba mi się. Zastanawia mnie tez jak uda się ją uratować. Chyba trzeba czekać na powrót Deatona bo tylko on może ją wyciągnąć z katatonicznego stanu.

Dziadek Argent uzdrowiony?! Ale czemu? Przecież to nie była jeszcze podbramkowa sytuacja, Doktorzy wciąż nie wydają się przeciwnikiem nie do pokonania. Bestia tak, ale Chris jeszcze nie wiedział czym ona jest. Fajnie, że Gerard wrócił, ale to trochę bez sensu. Jednak ta scena się udała zwłaszcza przez sposób w jaki pokazano jego pokój pełen zakrwawionych na czarno chusteczek walających się po całej podłodze co podbudowała klimat. 

Inne:
- scena z Tracy zabijającą ojca - po co mi to? Pokazuje tylko, że Theo manipuluje ludźmi i ich od siebie uzależnia co od dawna już wiadomo. Znowu niepotrzebne marnowanie czasu.
- nic nie łączy tak ojca z synem jak rozmowa nad ciałem w kostnicy.
- przekupny za 10 tysięcy dolarów członek Specnazu przekazujący wiadomości o Desert Wolf. Czasem pojawiają się rzeczy, w które nawet ja nie jestem w stanie uwierzyć.
- końcówka odcinka to wielkie WTF. Kira kontra... co? Nocujący w ziemi praprzodkowie? Rdzenne ludy Ameryki? Pierwsze magiczne istoty? Nie mama pojęcia co to jest, ale przypomina mi finał czwartego sezonu Buffy gdzie było coś podobnego - mistyczna wizja z pierwszą pogromczynią.

OCENA 4/6

The Expanse S01E06 Rock Bottom
Mam problem z tego typu odcinkami. Z jednej strony ciekawe historię poszerzające wiedzę o świecie lub łączące się z większą całością. Z drugiej, zawiało nudą. Do tego stopnia, że oczekiwałem końca odcinka i niezwykle łatwo ulegałem rozproszeniu. Gęsta atmosfera gdzieś uleciała i trafiło się zbyt dużo zapychaczy mających na celu wypełnienie czymś serialu. Czymś kameralnym tak by zaoszczędzić trochę funduszy.

Zupełnie nie rozumiem scen z pozyskiwaczem asteroid na marsjańskiej granicy. Znaczy rozumiem co znaczyły, ale nie czemu aż tyle trzeba mu było poświęcić. Pokazano napięte nastroje, kolejny w odcinku przykład podejmowania trudnych decyzji oraz ogólny rys sytuacji społecznej. I niespodziewany atak terrorystyczny, które może przynieść poważne konsekwencje. Jestem ciekaw czy to sugestywne budowanie przyczyn wojny. Nie pojedyncze akcję, ale ciągi oderwanych incydentów wynikających z tego samego problemu. Tylko na miłość Pustki Kosmosu, niech takie rzeczy będą podawane w skondensowanej formie.

Ziemskie scenki jak zwykle trochę pokrzywdzone. Było ich niewiele, ale ważne. Podkreślono bezwzględność i dążenie do celu, którym bez wątpienia jest dobro Ziemi, przez Chrisjen. Nikogo nie zawaha się użyć by zdobyć potrzebne informację. Co mi się tutaj podobało, jak zresztą w całym serialu, postacie nie żyją w pustce. Pojawiają się na moment, jedną scenę, ale mają własne backstory, które jest istotne dla historii. Tak jak rozmowy o Rzeźniku jeszcze lepiej obrazowały postać, która nie jest już tak oczywista jak ostatnio, a jej motywy wciąż pozostają tajemnicą.

Jaki interes ma Johnson? Chcę zaognić sytuację czy ją uspokoić, a może dalej zbijać własny kapitał. Jak to wszystko łączy się z Pasiarzami, tajemniczymi okrętami stealth, Julią Mao i wojną Ziemia vs. Mars? Czuję się zagubiony i rozumiem co czuli oglądający Grę o Tron bez zapoznania się z prozą Martina. Natłok wydarzeń i faktów, które trzeba samemu rozłupywać i prowadzić mentalne notatki by w tym wszystkim ię nie pogubić.

Na stacji Tycho najbardziej podobało mi się zacieśnianie więzi między załogą. Zwykłe rozmowy, wyjawienie prawd i jeszcze dogłębniejsze poznawanie głównych bohaterów, którzy nie mają pojęcia w jaką kabałę się wplątali. Alex i Amos coraz lepiej się dogadują mimo, że wyrośli w dwóch różnych środowiskach wiele ich łączy. Wychodzą też docinki między nimi oraz nieudane docinki np. w momencie gdy Alex żartuje sobie i minimalnie nieświadomie przekracza granicę z czego szybko stara się wybrnąć by nie urazić Amosa. Równie dobrze wypadły relację Naomi i Holdena. Najfajniejszy był w nich brak podtekstu seksualnego, a damsko żeńska przyjaźń zwłaszcza gdy podczas sceny alkoholizowania się wspominają poległych towarzyszy. Zgrzyta mi tylko jedna rzecz - czemu Johnston wpuścił ich na stację skoro chcę ukryć ich obecność. Przecież to oczywiste, że tak potężny człowiek jak on musi być śledzony.

Na Cecres ciąg dalszy cliffhangera. Porwany Miller jest przesłuchiwany i to są kolejne niepotrzebnie przedłużane sceny. Nie czuć napięcia i gdyby nie Jared Harris i wyjawienie przeszłości jego postaci oraz krytyka Millera pewnie bym się doszczętnie wynudził. Zaskoczyła trochę końcówka gdy Miller jest ratowany przez Octavia. Jednak tutaj też mam wrażenie, że można było coś więcej wyciągnąć. Na reszcie końcówka sugeruje, że ekspozycja i trochę bezcelowe prowadzenie śledztwa się skończyło. Star Helix jest zamieszane w incydent, a Miller zostaje wyrzucony ze służby. Tylko znowu nielogiczność - czemu kapitan Shaddid nie rozegrała tego lepiej by nie wzbudzać podejrzeń Millera? Mocno cierpi na tym opowieść gdy ma się wrażenie, że bohaterowie głupio się zachowują.

Inne:
- głupia rozmowa na Ziemi o szpiegu, ale jak ładnie nakręcono w oceanarium z rybami krążącymi nad głowami postaci. Kontrapunkt dla pustki kosmosu i ciasnych korytarzy stacji.
- może trochę oszczędzono budżet na scenach między postaciami, które były mocno statyczne i opierały się na rozmowach, ale statki, stacje kosmiczne i przebywanie w zerowej grawitacji to coś co dalej robi wrażenie.
- zachwyca dalej stylistyka serialu. Ziemne filtry w kosmosie, statkach i stacjach i ciepłe na Ziemi. Albo malowanie w próżni z mocno nasyconą czerwienią i żółcią, które dominują nad innymi barwami. Przy czym mimo nasycenia dalej pozostaje zimne czy wręcz stalowe.
- nie wiem czemu, ale strasznie mi się podoba, że tyle postaci ma tatuaże, blizny i charakterystyczny sposób ubierania. Już tylko na podstawie tego można coś o nich wywnioskować.
- muzyka dalej jest co najwyżej przeciętna. Boli tym bardziej, że ostatnio odświeżałem sobie OST do Battlestar Galactica.

OCENA 4/6

The Shannara Chronicles S01E04 Changeling
Z przyjemnością włączyłem kolejny odcinek. Podczas seansu trochę ponarzekałem, zdarzały się słabsze sceny i mrowie ciężko strawnych dialogów, ale to wciąż przyjemny i niezobowiązujący serialik. Póki za dużo się nie zastanawia można czerpać mnóstwo radości z przygody w klimatach fantasy w tv. Tym razem dzielni bohaterowie szukają zmiennokształtnego demona. Trochę późno na to wpadają i powinni wykazać się większą inteligencją, ale mogło pójść dużo gorzej. Odcinek cierpi trochę przez brak zaskoczeń dla widza. Od początku wiadomo kto jest zły co powoduje brak suspensu, a narażanie życia księżniczki jest bezcelowe bo wiadomo, że nie może stać się krzywda. Dlatego szkoda, że niemal cały odcinek poświęcono temu wątkowi. Jeszcze jakby dano ładną sekwencję akcji to bym wybaczył, ale tutaj też rozczarowanie. Nie zawsze można mieć bombastyczne efekty na ekranie.

Odcinek próbuje zgłębiać psychikę Amberle, a Elcrys przygotowuje ją do roli wybrańca. I znowu - mieszane odczucia. Czemu Bohater w przeciętnych historiach fantasy musi wybierać między miłością, a ocaleniem świata? Czemu ma się odczłowieczać? Przecież wyzbycie się miłości i emocji oddala go od tego co ludzkie, traci kontakt z tym czego ma bronić, a quest nie wynika już z przekonania tylko zaprogramowanego obowiązku. Tutaj jest to samo. Wizja Amberle jest fajna, pole bitwy zasłane trupami, widzenie Lorna i walka z Willem. Która kończy się w głupi sposób, a jego śmierć jest przypadkiem, a nie świadomą decyzją podjętą przez bohaterkę, ale Elcrys zostaje przekonany. I nie wiem czy drzewko jest takie głupie czy to była lekcja, a nie próba. Pokazanie, że podczas misji czekają trudne wybory i bohaterka musi być na nie gotowa. W każdym bądź razie sceny te miały sens, ale nie wiem czy interpretuje je zgodnie z intencjami scenariusza.

Podoba mi się, w Amberle, że nie jest ideałem. Jest zawistna, ma w sobie odrobinę pychy i czuć jej arystokratyczne pochodzenie. Ciężko jej przyznać się do błędów, a wizję ignoruje bo tak się jej podoba. Potrafi tez ukrywać emocję kiedy trzeba. Jest w czym rzeźbić i mam nadzieje na pokazanie zmian jakie będzie przechodziła na skutek podróży. Zwłaszcza teraz gdy została sama z Willem i Eretrią.

Właśnie Will i Eretria. Nie mam pojęcia jak to było w książce, zbytnio mnie to nie obchodzi, ale trójkąt miłosny tutaj nie działa czemu winny jest odtwórca dzielnego przyszłego herosa. Za grosz mu charyzmy i brak chemii między dziewczynami. Jest też głupi jak but, niczego się nie uczy, brak mu własnego zdania. Ma dobre serduszko, ale to za mało. Niektóre sceny wypadają śmiesznie, ale za często czuje zażenowanie z powodu oglądania słabego trójkąta miłosnego. I wciąż liczę na moją wymażoną kombinację. Teraz czekam na bonding dziewczyn, a cały następny odcinek powinien na tym polegać.

Lubię Eretrię, ale to chyba wynika z archetypu postaci jaki odgrywa. Aktorka jest przeciętna, trochę brakuje jej zadziorności. Może w 2-3 sezonie będzie to lepiej wyglądać, ale wciąż dużo przed nią pracy bo za często jej zachowanie jest sztuczne. Widać, że gra, ale jeszcze do końca nie czuje postaci. Jednak zdarzają się jej fajne momenty, a jej backstory wciąż jest interesujące. Tatuś nie jest tatusiem, a ona nie odkupiła swoich grzechów na końcu odcinka i dalej pozostała więźniem, a nie pełnoprawnym członkiem drużyny. Wciąż też nie wiadomo keidy mówi prawdę i jak bardzo manipuluje Willem co jest bardzo fajne bo podkreśla charakter postaci i pokazuje, że serial ma jednak trochę wyczucia i nie rzuca wszystkiego prosto w twarz.

Inne:
- jak to Brandon nie rusza na wyprawę? Chociaż jego współpraca a Allanonem też może fajnie wypaść. W przeciwieństwie do Willa jego trauma jest bardziej przekonująca, a on autentycznie boi się swoich mocy.
- efekt poruszającego się korzenia drzewa okropny, tak jak współczesne skórzane kurtki lub kamizelki. Natomiast sztuczna krew jest niesamowicie nienaturalna z powodu koloru i konsystencji
- wątek synów króla męczy. Jeden dobry, drugi zły i nieakceptowany, bla bla bla, niech się skończy, wiadomo w końcu który nadaje się na następcę. A może jakiś twist?
- reżysersko odcinek kuleje. W spokojnej scenie rozmowy kamera latała jak oszalała. Chciano podkreślić dramaturgię, ale zupełnie nie można się było skupić na treści z powodu chaosu. Kiepsko wypadła też prezentacja legendarnego miecza, który otrzymuje Amberle. Zabrakło iskierki epickości potrzebnej tego typu serialom.
- Allanon to fatalny mentor. Idź Willu na niebezpieczną wyprawę, jak spotkasz niebezpieczeństwo może nauczysz się korzystać z Elfich Kamieni. Może.
- cliffhanger słaby. Zmiennokształtny pozostaje w zamku z powodu nieudolności elfów i druida. Może i pokazuje, że zło bardzo ciężko pokonać, a wygrana nigdy nie jest oczywista, ale wolałbym nowe wątki.

OCENA 4/6

niedziela, 19 stycznia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #68 [13.01.2014 - 19.01.2014]


 SPOILERY



Arrow S02E10 Blast Radius
- bałem się wracać do Arrow po dłużej przerwie, ale ostatecznie ten epizod okazał się całkiem strawny. Miał dużo akcji i niezłą historię. Dalej były głupie elementy, ale przymykając na nie oko nieźle się to ogląda. Szkoda, że słabo wypadają sceny z Royem i Theą. Twórcy próbują tworzyć jakiś dramatyzm, ale im to nie wychodzi. Jest jeszcze Lauriel podkradająca pigułki ojcu i jej obsesja wobec Blooda. Ciężko mi się ją ogląda. Nie podoba mi się też to napięcie między Felicity i Oliverem. Zazdrosny? Serio? Przecież to głupie. Niech będą dobrymi przyjaciółmi i starczy, po co tu tworzyć romanse?
- minus dla odcinka za brak Summer Glau. Normalnie bym to wybaczył, ale skoro gościnny występ zalicza Sean Maher to jakieś nawiązanie do Firefly powinno być obowiązkowe.
- flashbacki jak zwykle dobrze zrealizowane, szkoda tylko, że ich tak mało. Podoba mi się pokazanie efektów Mirakuru i transformacji Slade'a. Czyli to napędza głównie chęć jego zemsty? I co będzie z Royem? Też się zmieni czy dostał jakąś nową wersję szczepionki?

OCENA 4/6

Banshee S02E01 Little Fish
- delikatne rozczarowanie. Liczyłem na pompujące adrenalinę sceny akcji i garść erotyki, a dostałem dość średnią i pofragmentowaną historię o reperkusjach finału pierwszej serii. Rozumiem, że trzeba zarysować wątki na przyszły sezon, ale wydaje mi się, że można to było zrobić lepiej. Nie czuć było upływu kilku tygodni podczas odcinka, a niektóre sceny zbyteczne lub przy długie.
- dobrze jednak, że coś się działo. Napad na ciężarówkę i potem wpadnięcie na Nole wyszły efektownie. Ciekawe czy ona podejrzewa Lucasa czy to był zupełnie przypadkowy seks. Widać, że duży nacisk zostanie położony na wątek indiańskiego kasyna. Trochę się tego boję, ale może być niezła wojenka między Kaiem, a Longshadowem
- najciekawiej wypadł Zelejko Ivanek. Widziałem go już kilkanaście razy w różnych serialach, ale dalej mnie zachwyca. Umierający na raka i uzależniony od papierosów agent FBI poświęca swoje ostatnie dni by wytropić Rabbita. I kibicuje mu w tym. Ciekawe czy rozpoznał szeryfa bo długo zatrzymał się na jego zdjęciu. Coś może wiedzieć. I czy brat Rabbita jest groźny? Niby ksiądz, ale w tym serialu nigdy nic nie wiadomo

OCENA 3.5/6

Brooklyn Nine-Nine S01E12Pontiac Bandit
- co za cudowny odcinek! Tęskniłem za tym serialem i cieszę się, że został nagrodzony Złotym Globem. Czy zasłużył nie wiem, ale ja się przy nim śmieję więc nie mam powodu do narzekań.
- Boyls wrócił do pracy i sterroryzował cały posterunek. Genialne jak się przed nim chowali i robił sobie krzywdę. I twitterowa relacja Giny. I te pieski Holta. I sudańskie jedzenie.
- równie ciekawa była sprawa Jakea i Rosy. Craig Robinson jako złodziej tożsamości, zadurzenie się w Rosie, nic porozumienie z Peraltą i zwrot akcji na końcu. Cudne. Najlepszy był jednak Jake w garniturze i jego pompki na końcu odcinka. Świetne pomysły

OCENA 5/6

Intelligence S01E02 Red X 
- Agents of SHIELD i The Tomorrow People mają mocną konkurencję w kategorii "najbardziej drewniane dialogi". Zęby zgrzytały i uszy jęczały o pomoc gdy się je słuchało. Wyglądały jak pisane na kolanie, pod presją czasu, korzystając z znanych klisz (odwołanie do moralności lub patriotyzmu bohatera), a zamiast ciętych ripost były puste słowa. Pod tym względem jest fatalnie. Dobrze, że pojawiło się trochę więcej chemii między bohaterami, ale wprowadzenie dwóch doktorków do serialu to stanowczo za dużo. Oddzielnie Riley i Gabriel wypadają bardzo słabo, a ich rozterki są strasznie męczące
- główny wątek niby się skończył. Żona się znalazła, żony nie ma. Szybko, ale to dobrze bo ten wątek był straszny. I na końcu jeszcze okazało się, że wcale nie jest taka zła. Mam tylko nadzieje, że nie upozorowała swojej śmierci bo po serii idiotyzmów jakie się pojawiły w tym odcinku wcale bym się nie zdziwił
- jedna rzecz mnie szczególnie uderzyła - szefowa chcąca się kłócić z Gabrielem opuszcza swoje biuro zamiast wyprosić współpracowników. Śmieszne to. 

OCENA 3/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E11 The Magical Place
- podczas miesięcznej przerwy zapomniałem jaki to słaby serial. Jego oglądanie boli. Czytałem, że ten odcinek to skok w górę i jeden z lepszych. Ja tej poprawy nie zauważyłem. Wręcz przeciwnie. Drętwe dialogi i przesadzona mimika niektórych postaci jeszcze bardziej mnie irytowały. Sky udająca May? May i jej "genialne" posunięcie? Hand i jej wrogie nastawienia? Fatalne! Strasznie to wymuszone, sztuczne i przewidywalne. Dlatego nie zdziwiło mnie, że Mike wciąż żyje. Zero konsekwencji.
- wątek Culsona nie został wyjaśniony. Nawet nic ciekawego się w nim nie pojawiło. Był martwy i SHIELD przywróciło go do życia po wielu dniach. Co się z nim działo i jak to zrobili wciąż nie wiadomo. Nawet już mnie to nie interesuje. Tak jak Jasnowidz i Stonoga. Nie czuć z ich strony zagrożenia i cała ta organizacja oraz główny przeciwnik wydają się strasznie karykaturalni.

OCENA 2/6

Person of Interest S03E13 4C
- lekki spadek formy spowodowany powrotem do formatu cotygodniowej sprawy. Niby były wahania Reesa i niechęć do misji, ale oczywiste było, że uratuje wszystkich. W międzyczasie fajnie wpleciono wątki żalu, żałoby, wyrzuty sumienia i oskarżenia wobec Fincha.
- jako bottle episode ten odcinek nie trzymał jakoś specjalnie w napięciu, nie czuć było zbytniego zagrożenie, a znikająca broń była słabym pomysłem, tak jak dochodzenie prawdy o Sfinksie. Jednak urocza stewardesa Holly sprawiła, że bardzo przyjemnie się to oglądało
- najlepsza scena to Shaw grożąca Hershowi. Jak ja ją uwielbiam! W końcu mogła się też zabawić po swojemu i trochę postraszyć Agencję. Oby Finch częściej spuszczał ją ze smyczy
- trochę szkoda, że zabrakło choćby sceny z Amy Acker, ale rozumiem, że trzeba dać jej czasem odpocząć. Może w przyszłym odcinku efektownie powróci

OCENA 4/6

Sherlock S03E03 His Last Vow
- co tu się działo to nie ogarniam. Doskonały odcinek pozostawiający w napięciu na najbliższe półtora roku. Pierw najważniejsza - Moriaty żyje?! Jak niby? Czy śmierć w tym serialu nic nie znaczy? O ile jeszcze w przypadku Sherlocka wyjaśnienia nie są potrzebne bo pokazano kilka możliwości uratowania życia i powiedziano, że jest więcej tak teraz chcę prawdziwego wytłumaczenia co się stało na tym dachu. Jest jeszcze możliwość, że to jakiś zręczny naśladowca bawiący się wizerunkiem Moriatego i to by było najlepsze wyjaśnienie
- u Mary również szokująco. W poprzednich odcinkach chciałem by miała jakąś wspólną sprawę z Sherlockem i się doczekałem. Nie spodziewałem się takiego szokującego obrotu wydarzeń. Mary jako agenta CIA. Strzelająca do Sherlocka i ratująca mu życie. Dalej kochająca Johna. O matko, ale się porobiło. Fajnie to też pogłębia postać pana Watsona. Uzależniony od adrenaliny ciągle przyciąga psychopatów, jego życiu brakuje stabilności i to mu się tak na prawdę podoba. Świetne sceny z tą dwójką. Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z nimi. Boję się tylko tego dziecka... i jej przeszłości, ale ona kiedyś musi wyjść na światło dzienne. Chciałbym żeby w jakiś sposób była powiązana z Irene Adler.
- trzecia postać odcinka to Magnussen. I szczerze mówiąc nie podobał mi się. Dobry pomysł z jego pałacem umysłu i inteligencją, ale jako psychopata był zbyt pszeszarżowany, za bardzo dziwny i za mało przerażający. Lizanie Lady Smallwood czy pstrykanie Johna konfundowało i chyba tylko miało podkreślić inność Augustusa. Za bardzo im się to udało. Zamordowanie go to też pójście na łatwiznę. Wielki Sherlock został oszukany i użył najprostszego rozwiązania. Może i miało to podkreślić jego bezradność i poświęcenie dla bliskich, ale ja chcę oglądać wielkiego Sherlocka i jego inteligencję, a nie takie banalne zakończenie spraw
- na uwagę zasługuje jeszcze padawan Sherlocka. Genialne! Cudowne sceny z człowiekiem z ulicy, szczególnie gdy John skręcił mu rękę oraz na kolacji u Holmesów. Nieźle wyszła też Janine i jej związek z Sherlockem. Maycrof to dalej klasa sama w sobie, a poprawianie kołatki czy palenie papierosów to mistrzostwo. Albo telefon po 4 minutach wygnania. Zresztą mnóstwo w tym odcinku było fajnych tekstów i błyskotliwych uwag
- na uwagę zasługuje też pałac umysłu Sherlocka podczas jego postrzelenia. Fenomenalnie nakręcone i napisane. Uwielbiam ten charakterystyczny styl serialu i sposób dedukowania przez Sherlocka i jego skrupulatne rozkładanie problemu na jak najmniejsze składowe

OCENA 5.5/6

Sleepy Hollow S01E11 The Vessel
- doskonały odcinek! Demony wyszły przerażająco. Dawno nie oglądałem tak dobrego opętania. To co się dzieje w Supernatural to piknik przy Sleepy Hollow. Jenny wyglądała strasznie i to jej nagłe podskoczenie na krześle. Jednak najbardziej creepy była Macy. Pierw lewitująca w pokoju, a potem skręcająca kark księdzu. Ludzie od charakteryzacji się postarali. Szkoda tylko, że śmiesznie wyglądało "ponowne" odkrywanie sposobu na demony i magicznych właściwości soli. Niestety logicznie ten odcinek trochę nie domagał bo demon równie dobrze mógł opętać Irvinga i podstępem zdobyć biblię. Jednak podczas oglądania zbytnio to nie przeszkadzało, czuć było o co idzie gra i wyścig z czasem wypadł na prawdę nieźle. Do tego pogłębiono trochę relację między siostrami Mills oraz kapitana z żonką. Podoba mi się jak szybko rozwija się ten serial.
- oczywiście nie mogło zabraknąć elementów campowych i humorystycznych. Francuskie lampy dostarczane podczas wojny o niepodległość wraz z dostawami broni? Serio? Tak bardzo idiotycznie zabawne, że musiało się podobać. Albo scena z zdobyciem lampy w magazynie jak bohaterowie nie mogli jej sięgnąć i przerzucali się ciętymi uwagi. Dość absurdalna scena, ale idealnie pasująca do tego serialu .
- tak jak humoru nie mogło też zabraknąć rozwijania mitologii serialu. Jaki sekret skrywa George Washington? Czy może jakimś cudem dalej żyję? Dawni znajomi Jenny jeszcze powrócą? Idealnie by pasowali jako wsparcie dla bohaterów. Jest też spraw zabicia siostry przez Jenny. Trochę zalatuje tu Winchesterami, ale chciałbym żeby dalej miało to jakieś konsekwencję.
 - przyszły poniedziałek to dwugodzinny finał i życzyłbym sobie głównie rozwiązania sprawy Katriny. Niech ona już trafi do naszych czasów. I niech pokażą znowu pozostałych Jeźdźców i podbiją stawkę na przyszły sezon. Więcej wymagań nie mam

OCENA 5/6
 
The Good Wife S05E11 Goliath and David 
- trochę się zawiodłem bo impreza z poprzedniego odcinka nie była kontynuowana, a takie eventy zawsze fajnie w serialu wychodzą. Jednak i tak było dobrze. Kolejny pojedynek Willa i Alicji (odwracanie uwagi!) i słuchanie jednej piosenki do znudzenia. Dobrze, że w tle pobrzmiewała klasyczna muzyka, która idealnie do tego serialu pasuje
- w tle wątek Kalindy trochę nudził, ale podobał mi się jego wydźwięk - nie ma prawdziwych przyjaciół. Został przy Willu mimo, że najbliżej jej z Alicją i Carym. Czyżby wkrótce miała wrócić do swoich?
- Eli zaczął wariować jak powiązał dziecko Merlyn z Peterem. Prawda jest jednak równie zła - dziennikarze mają dowody, że Peter sfałszował wybory. Czarne chmury nadciągają

OCENA 4.5/6


True Detective S01E01 The Long Bright Dark 
- HBO znowu zaprasza na wycieczkę do dusznej Luizjana, która ponownie poraża swoim klimatem. Długie ujęcia podmokłych obszarów, biednie wyglądające miasta i pola przeplatane klaustrofobicznymi wnętrzami. Cudownie się to ogląda tym bardziej, że dopełnieniem jest okultystyczne morderstwo co jeszcze bardziej zwiększa niepokój. Dostałem to czego oczekiwałem.
- oczywiście serial został kapitalnie zagrany. Matthew McConaughey i Woody Harrelson stworzyli przekonujący duet detektywów na których barkach spoczywa cały serial. Tworzą bardzo odmienne i charakterystyczne postacie. Poukładany glina i glina mający nierówno pod sufitem, ale doskonale to maskujący. McConaughey za swoją rolę dostanie jakąś nagrodę. Nie ma innej opcji. Mimo, że jest dopiero styczeń to on jest faworytem przyszłorocznych Złotych Globów. Jego postać jest zdrowo popaprana i z przeszłością, wzbudza zawiść współpracowników, nie daje sobie rady z życiem i wygłasza teorię na temat stanu psychicznego społeczeństwa. Niesamowicie napisane dialogi i to jak zostały zinterpretowane przez aktorów sprawiają, że chłonie się "zwykłe" rozmowy w samochodzie, a potem samemu się je przetwarza.
- zaangażowanie zwiększa zaburzona chronologia, która tutaj ma sens. Morderstwa z przeszłości i teraźniejszości widocznie będą się przeplatać, a sprowadzenie detektywów na przesłuchanie będzie pretekstem do poznania ich na przestrzeni 20 lat. Już ostrze sobie zęby by zobaczyć jakie wydarzenia, które są już zapowiadane w przesłuchaniach, doprowadziły bohaterów do stanu obecnego

OCENA 5/6

niedziela, 12 stycznia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #67 [06.01.2014 - 12.01.2014]

Przed przerwą udało mi się nadrobić Masters of Sex. Szkoda, że to już koniec i trzeba czekać do końca września na nowe odcinki. Zżyłem się z bohaterami i chcę więcej początków rewolucji seksualnej w Ameryce. Przez świąteczną przerwę próbowałem jeszcze nadrobić The Americans i Sons of Anarchy. Niestety nie udało się, a teraz z pewnością nie będzie na to czasu bo nadchodzą premiery i powroty. Mijający tydzień to tylko przedsmak tego co nadejdzie, aż się boję liczyć ile seriali będę próbował śledzić na bieżąco. Próbował bo jestem pewien, że czegoś nie dam rady i trafi do poczekalni jak wspomniani Amerykanie czy House of Cards (tak, wciąż widziałem tylko dwa odcinki).

Najbardziej jestem zadowolony z powrotu Community. Stara jakość wróciła, a absurdalny humor nie jest już niezamierzoną i nieśmieszną parodią poprzednich serii. Wrócił Dan Harmon wróciła i stara jakość. Oglądalność nie jest katastrofalna i wciąż są szanse na realizację szóstego sezonu. I filmu. Pierwszy nowy serial tego roku jaki dano mi zobaczyć to Intelligence i jest średnio. Tego akurat się spodziewałem. Serial jest momentami drętwy i strasznie asekuracyjny. Nie ryzykuje z pomysłami i wydaje się pisany na podstawie jakiegoś podręcznika. Żarty są tam gdzie powinny być, jest akcja, jest humor, jest zalążek wątku romantycznego między głównymi bohaterami, jest i nakreślenie większej intrygi. Jednak nie ma się czym ekscytować. Może w drugim sezonie. Jeśli nie zostanie zdjęty z anteny. 

Dzisiaj Złote Globy. Nie będę się bawił w analizy i prognozy tego typu rozdania nagród są nieprzewidywalne. Można z dużym prawdopodobieństwem napisać, że znane nazwiska, seriale o ugruntowanej pozycji i już wcześniej nominowane mają największe szanse. Tylko, że konkurencja w tym roku jest tak duża, że współczuje dziennikarzom z Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej, którzy muszą wybrać tylko jedną osobę zasługującą na nagrodę. Ja w tym roku najmocniej trzymam kciuki za Tatiane Maslany, Breaking Bad i The Good Wife. 

SPOILERY



Community S05E01 Repilot
- po 1,5 roku przerwy wrócił najlepszy serial komediowy i przypomniał mi jak bardzo można się śmiać w ciągu 20 minut. Brooklyn 9-9 jest zabawne, ale to na Community chichram się bez przerwy, cofam niektóre sceny i zaskakuje kolejnymi popkulturowymi żartami rzucanymi mimochodem. Jak to dobrze Dan, że wróciłeś. Stary poziom powrócił. Na szczęście nie wymazano poprzedniego sezonu mimo, że wszyscy chcemy o nim jak najszybciej zapomnieć. Irracjonalne zachowanie bohaterów zostało wytłumaczone całorocznym wyciekiem gazu. Proste i genialne w swojej prostocie.
- ciekawi mnie jak bohaterowie odnajdą się w nowych rolach. Kolejne studia tylko tym razem z ambicjami by poprawić swoje życie. Tytuł im nic nie dał jeśli chcą by było lepiej sami muszą o to zadbać, a Jeff dalej będzie musiał zwalczać w sobie zło. On jako nauczyciel na znienawidzonej uczelni? To będzie dobra. Marzy mi się by zobaczy szaleństwo w pokoju nauczycielskim
- najlepsza scena? Krytyka opuszczenia Scrubsa przez Zacha Braffa w wykonaniu Troya w świetle informacji o odejściu aktora vs. reklamówka Jeffa i jej parodia w wykonaniu Abeda. Tak bardzo cudowne
- powrót Chevy Chasea do roli Pierca zaskakujący. Nie sądziłem, że aktor wróci do współpracy z Harmonem. Jednak stało się i jego holograficzna wizyta wyszła nieźle

OCENA 4.5/6

Community S05E02 Introduction to Teaching
- poprzedni odcinek do prawdy był repilotem, ten jest za to wprowadzeniem do nowej serii. O ile tamten naprawiał to co zostało zepsute ten nakreśla ton na cały sezon. Lub kilka najbliższych odcinków. Jeff jako nauczyciel wkracza w zupełnie nowy świat. I tak jak się spodziewałem wyprawa do pokoju nauczycielskiego była szokująca. Pozytywnie. Fajnie się patrzy na to co się działo w poprzednich seriach od kuchni i poznaje mechanizmy rządzące logiką profesorów. Spotkanie z Hickeyem świetne. Banks prawie, że znowu gra Mike'a z Breaking Bad przez co jest taki zabawny w scenach gdy grozi Leonardowi. Czekam zwłaszcza na jego sceny z Annie
- pomimo tego, że Jeff znalazł się w zupełnie innym świecie to i tak gwiazdą odcinka zostaje Abed (+ Shirley i jest fascynacja Hellraiserem). Próba zgłębienia geniuszu Nicolasa Cage'a, porównanie go do Jezusa i szaleństwo - genialne. Takie Community kocham

OCENA 5/6 

Intelligence S01E01 Pilot
- jedna z najciekawiej zapowiadających się nowości CBS trafiła na ekrany telewizorów i no cóż jest średnio. Nie miałem wielkich oczekiwań bo to stacja ogólnodostępna więc się nie zawiodłem. By serial rozkwitł zazwyczaj potrzeba kilkunastu odcinków zwłaszcza przy tych produkcjach gdzie wątki proceduralne odgrywają najważniejszą rolę. Pierwszy sezon Intelligence powinien zamknąć się w 13 odcinkach i mam nadzieje, że przez ten czas uda mu się naprawić błędy jakie popełnił pilot
- przede wszystkim liczę na poprawę scenariusza. Niektóre wątki będą się jeszcze długi czas ciągnęły, ale odrobina inwencji i będzie to interesujące. Tylko ta inwencja musi być. Bohater z zaginioną żoną był już nie raz. Dobrze jednak, że jest jakiś większy wątek w tle. Wrogi człowieko komputer może być interesujący, ale tylko jeśli otoczka będzie zgrabnie poprowadzona i podlane sosem politycznym. Pilot niby to zapowiadał, ale może być różnie. Do poprawy też dialogi i bohaterowie drugoplanowi.
- główna para też mogłaby być lepsza. Do aktorów nic nie ma, spisują się dobrze. Josh Holloway i Meghan Ory to niby para idealna tylko nie czuć między nimi chemii, a ich historię nie porywają. Ona dostała się do Secret Service bo w dzieciństwie ochraniała matkę przed ojczymem - co za banał. On natomiast jest nieprzewidywalny i arogancki. Postacie wyciągnięte z jakiegoś szablonu. Mało też było między nimi chemii i ciętych dialogów, kilka wyszło ale większość przeciętna. Ciesze się, że brak między nimi erotycznego napięcia. Nie mają się zbytnio ku sobie i dobrze. Nie wątkowi romantycznemu na tak wczesnym etapie serialu.
- wizualnie jest solidnie, przypomina trochę Person of Interest i Chucka. Walki dobrze zrealizowane, dynamiczne i efektowne. Tylko, że to tylko otoczka, która nie wpłynie na to czy oglądać czy sobie odpuścić. Jeszcze parę odcinków sprawdzę, ale dalej nie mam jakiś wielkich nadziej co do tego serialu. Jednak jeśli sprawy tygodnia będą się przeplatały z głównym wątkiem, a bohaterowie i świat będą inteligentnie rozbudowywani to serial może trwale zapisać się w mojej ramówce. Jeśli tylko oglądalność dopisze

OCENA 3.5/6

Masters of Sex S01E11 Phallic Victories
- trochę spokojniejszy odcinek, ale to zwykła praktyka przed finałem. Zwolnić odrobinę by potem znokautować widza rewelacjami. Chyba najważniejszym elementem przyszłego epizodu będzie przemówienie Billa, które będzie rzutować na jego dalszą pracę. Powstrzymuje się przed spojrzeniem na wikipedię, a korci strasznie. Entuzjazm czy oburzenie słuchaczy? Na pewno nie obojętność. W tym odcinku było widać stres związany z zbliżającą się prezentacją, ale też efekt odejścia Virgini i to jak wiele dla niego znaczyła. Wciąż ją widział, udzielała mu rad i ganiła. A ona szczęśliwa z Ethanem, który znowu ma plany związane ze ślubem. I pewnie znowu nic z tego nie będzie. 
- najciekawiej oglądało się wspólną wyprawę Virgini i Lilian. Świetnie sceny między tymi dwiema kobietami. Tak bardzo różne, ale obie walczą by zaznaczyć swoją obecność w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Ogromnie szkoda choroby DePaul bo znaczy to, że Julianne Nicholson prędzej czy później opuści serial

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E12 Manhigh
-  finał sezonu nie był najlepszym odcinek serialu, ale wcale takim nie musiał być. Poziom przez całą serię był utrzymany, a ostatni epizod jest zwieńczeniem tego co działo się dotychczas. I jeszcze ta nazwa odcinka, która jest kryptonimem historycznych lotów w atmosferę poprzedzających te najbardziej medialne i znane. I tutaj świetna analogia do badań Mastersa. One również zmienią ludzkość, a to co dotychczas miało miejsce to tylko oznaka prawdziwej rewolucji. Prezentacja wstrząsnęła widzami, Bill został wylany, ale odcisnął piętno na nauce. Oczywiście przy okazji musiał zachować się jak dupek pokazując film z orgazmem Virgini. To takie w jego style. Uznaje jej zasługi, daje jej nazwisko na okładce pracy, a i tak wywija jej takie świństwo i tłumaczy, że to w imię nauki.
- w życiu prywatnym bohaterów działo się sporo i wydarzenia te będą miały istotny wpływ na wygląd kolejnego sezonu. Bill wylany z pracy, Scull chcący poddać się terapii elektrowstrząsowej czy Ethan na drugim wybrzeżu. Jednak najważniejsza była sama końcówka - Libby rodząca dziecko i Bill wyznający miłość Virgini. No to się pokomplikują sprawy w kolejnej serii.
- na kolejny sezon wrócę. Nie byłem jeszcze pewien w połowie sezonu mimo, że doceniałem produkcję. Nie moje klimaty, ale mimo wszystko chcę zobaczyć co dalej. I jak. Bo to serial angażujący, a takie uwielbiam. Nawet będzie miał pierwszeństwo przed Homeland jeśli znowu będą razem emitowane.

OCENA 5/6

Mob City S01E05E06 Oxpecker | Stay Down
- sezon się skończył i nie będę płakał jeśli serial nie wróci. Przyjemnie się go oglądało, nie nudził (w większości) i miał swój klimat, ale jak odpaliłem ten odcinek po ok. 3 tygodniach od poprzedniego to zbytnio nie pamiętałem na czym skończyłem, a to jest karygodne jeśli chodzi o seriale. Historia ma wciągać i wywoływać emocję. Tutaj tego nie ma. Tu jest ładny serial, fachowo wyreżyserowany z jednymi z najfajniej zrealizowanych strzelanin w telewizji. I tyle. Może rzeczywiście te trzy długie odcinki to zaledwie wstęp do pierwszego i długiego sezonu i mają nadać ton całej opowieści oraz przedstawić bohaterów? Tylko, że jeśli to prawda to serial zawodzi po całości bo sam nie wiem czy chcę wrócić i zobaczyć co dalej będzie się działo w Lost Angeles. Niby teraz zacznie się zamieszanie, ale czy będzie potrafiło mnie przykuć? Jest jednak całkiem spore prawdopodobieństwo, że zostanę pozbawiony dylematu i serial najzwyczajniej w świecie zostanie anulowany. Oglądalność nie powala, a stacja TNT może się bać ryzyka jak przy Political Animals.
- ostatni odcinek był satysfakcjonujący. Poszerzono gangsterski światek, dodano ciekawe wątki na przyszły sezon, prawda wyszła na jaw, a Joe urządził sobie efektowną strzelaninę gdzie w roli tarczy wystąpił Siegel czego trochę żałuje bo to była jedna z ciekawszych postaci. Nie widzi mi się Mickey w roli głównej w przyszłości. Dobrze, że Sid został, a i wprowadzono starszą wersję Lanskyego. Gangsterska część serialu jest ciekawe, ale ta policyjna ma równie interesujące wątki jak walka Parkera z korupcją. Dlatego tak bardzo szkoda, że główny bohater i wątek miłosny wypadają tak słabo. Jednak niezaprzeczalną zaletą jest zjawiskowa Alexa Davalos - ciężko od niej oderwać oczy

OCENA 4/6

Person of Interes S03E12 Aletheia
- serial złapał wiatr w żagle parę odcinków temu i nie może zwolnić. Fantastyczne wejście w nowy rok w wykonaniu twórców. Może zacznę od Root. Uwielbiam Amy Acker i widać, że świetnie się czuje grając socjopatkę. Uroczy uśmiech i mordercze usposobienie idą w parze. Została złapana przez Nadzorcę i jak to ma w zwyczaju uratowała się. Jej wyznanie, że jest interfejsem Maszyny było przerażające, ale tylko potwierdzające moje przypuszczenia. Teraz zacznie działać na własną rękę tylko kto jest jej przeciwnikiem? Nadzorca i Hersh powinni dać jej spokój czyli zostaje chiński wywiad i zagrożenie ze strony nowego wcielenie Samarytanina i hipotetycznego starego. Ale ta fabuła jest dobra! Powoli zaczynam się gubić i podoba mi się to
- u Fincha i reszty może się wiele nie działo gdy zostali zamknięcie w banku, ale rozmowy o sztucznej inteligencji świetne. I Shaw będące młotkiem zawsze potrafi sprawić uśmiech. Ciekawe, że Collier i Czujni nie zdają sobie sprawy z istnienia Maszyny. Oni tylko podejrzewają, że rząd ich szpieguje, ale są dziećmi w mgle. Prawda zapewne niedługo wyjdzie na jaw
- John wrócił i okazuje się, że tylko by się pożegnać. Jasne, to tylko zagrywka. Twórcy zdają sobie sprawę i widzowie wiedzą, że Reese nie odejdzie z serialu. Jednak co się z nim stanie? Chciałbym żeby wpadł teraz na Root. To by był interesujący team up.
- flashbacki Fincha podobne do ostatnich, ale wciąż wzruszał to jak się troszczył o ojca. Ciekawi mnie czy jeden z agentów pod domem opieki to Hersh. Z postury bardzo podobny. To byłoby bardzo fajne nawiązanie

OCENA 5/6

Sherlock S03E02 The Sign of Three
- serial zrobił się przedstawieniem jednego aktora i wcale mi to nie przeszkadza. Doskonale się bawię, odbieram to jako komedię i chcę więcej. Trochę szkoda, że brakuje zakręconej zagadki kryminalnej, ale jeśli poziom zostanie utrzymany to nie mam nic przeciwko. Bentedict Cumberbatch był bezbłędny podczas przemówienia drużby i rozwiązywania zagadki kryminalnej - genialne. Chyba jedno z najlepszych serialowych wesel na jakich byłem. Błyskotliwie pomyślane i z sympatycznymi bohaterami. Mary lubię coraz bardziej i chciałbym ją zobaczyć podczas jakieś sprawy. Sam Sherlock strasznie uczuciowy i sympatyczny jak nigdy.
- co do nazwy odcinka i opowiadania, które było inspiracją  - zdarzyło mi się czytać Znak trojga Doyla i teraz wiem już jak Moffat przerabia opowiadania na scenariusz. Bierze kilka motywów i je mocno przekształca. Motywów, a nie główny pomysł. Szkielet tworzą scenarzyści serialu i dodają kilka smaczków z prozy. I podoba mi się to. Wyjawienie tytułowego trojga zaskakujące i ciekawie może wpłynąć na serial w przyszłości
- zaskoczyło mnie pojawienie się Lary Pulver jako Irane Adler. Tego się nie spodziewałem. Jednak chciałbym żeby odegrała jakąś większą rolę w serialu. Tak jak Maycroft.
- wieczór kawalerski był genialny! Dokładne obliczenia Sherlocka, szalona impreza i sprawa oraz kac gigant. Cudne! Całości dopełniał rozmyty filtr na kamerze podkreślający stan upojenia bohaterów.

OCENA 5/6

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #66 [30.12.2013 - 05.01.2014]

Niepisana tradycja mówi, że na zakończenie każdego roku powinno się zrobić podsumowanie zeszłego. Co się podobało, co nie i plany na przyszłość. Mam to w nosie. Napiszę tylko, że jestem umiarkowanie zadowolony z tego co działo się na blogu. Mogło być lepiej, ale też dużo gorzej. Początki są najgorsze, teraz już będzie się rozwiał siłą rozpędu. Wciąż mam kilka zaczętych tekstów, które w najbliższym czasie powinny się pojawić. Chciałbym też dojść do poziomu dwóch wpisów w tygodniu i zrobić z tego standard. Materiału jest pod dostatkiem więc trzymajcie kciuki by chęci starczyło. Przydałby się też nowy layout bo ten jest okropny. Boję się jednak grzebać pod maską bloga bo jestem pod tym względem strasznym antytalenciem i prędzej coś popsuję. Jednak będzie trzeba to zmienić. Wydaje mi się, że blog wyszedł już z fazy niemowlęcia i czas go trochę ulepszyć. 

Na rynku serialowym działo się dużo dobrego przez ostanie 12 miesięcy. Mniej znane lub nowe stację zaprezentowały swoje autorskie produkcję, których poziom jest zachwycający. Vikings, Orphan Black, House of Cards. Wydaje mi się, że o tych serialach będzie się długo mówić przez najbliższe lata. Tak jak o zakończonym Fringe, Spartakusie i Breaking Bad. Nikita nie uzyska takiego rozgłosu, a jest tego warta. Może i serial wydaje się naiwny, ale ma sympatycznych bohaterów i nie raz potrafi zaskoczyć. Oglądajcie bo warto, tym bardziej, że doczekał się godnego zakończenie co w dzisiejszych czasach nie jest oczywistością. 

W tym tygodniu było mało czasu na seriale. Prywatne życie czasem potrafi być zaskakujące. Jednak ponownego spotkania z Sherlockem nie mogłem sobie odmówić. Odcinek kontrowersyjny dla mnie okazał się spełnieniem życzeń. W końcu wrócił najlepszy detektyw naszych czasów i udowodnia, że jest nieprzystosowany do życia w społeczeństwie. Udało mi się też ponadrabiać Masters of Sex. Dwa odcinki do końca i jestem pewien, że wrócę na kolejną serię. Mimo, że poziom serialu jest zachwycający od samego początku to nie byłem zdecydowany czy to serial dla mnie. Teraz jestem pewien i chcę osobiście przeżyć rewolucję seksualną w Stanach. Boję się tylko, że po paru sezonach poziom drastycznie poleci w dół. Nie mam zaufania do Showtime, które systematycznie zarzyna swoje seriale. Weeds, Dexter, Californication, Homland zaczynały z dużego A, a im dalej tym gorzej. Gdybym się nie znał powiedziałbym, że stacja uczy się na błędach i będzie lepiej. 

SPOILERY

Masters of Sex S01E07 All Together Now
- odcinek o romansach. Tak w dużym uproszczeniu. Sytuacja się pokomplikowała, a bohaterowie mają pozorne szczęście, ale tak na prawdę nie wiedzą czego oczekują od życia. Virginia nie wie co jest między nią, a Mastersem, a wspólny orgazm tylko wszystko komplikuje. Tak jak jej przyjaźń z Libby. Billa natomiast dalej nie rozumiem i dlatego tak bardzo podoba mi się jego postać. Chciałbym wiedzieć o czym sobie myśli wracając od kochanki do żony. Widać, że czerpie radość z wspólnych sesji z Virginią, ale cały czas tłumaczy to naukowym podejściem. Niedługo będzie musiał skonfrontować się z rzeczywistością. Jeszcze ciekawiej się robi jeśli doda się do tego zazdrosnego Ethana, który wmawia sobie, że jest szczęśliwy z Vivian oraz Libby, która próbuje znowu zajść w ciążę. Wybuchowa mieszanka.
- równie dobrze wypada Austin z jego kompleksem Edypa. Romans z Margaret, rozmowy na kozetce, reakcja Scullego oraz jego homoseksualny romans. Tutaj może eksplozja nie nastąpi, ale małe trzęsienie ziemi jest całkiem możliwe jeśli niektóre sprawy wyjdą na jaw.
- powrót Jean mnie cieszy. Może i postać z tła, ale daje dużo humoru serialowi.

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E08 Love And Marriage 
- mniej romansów i oglądało mi się lepiej. Może już mam trochę przesyt tych przeróżnych konfiguracji albo po prostu lubię codzienne życie bohaterów. Szczególnie to w szpitalu. Ambitna Virgiania, chora DePaul, Jane jako sekretarka Willa i kolejny problem z badaniami - jak przedstawić wyniki w naukowy sposób. Do tego trochę humoru z kręceniem orgazmu od środka i kilka  trafnych spostrzeżeń na temat ludzkiej seksualności.
- w wątku Scullych trzęsienie ziemi nastąpiło szybciej niż myślałem. Margaret chcę rozwodu, a Barton jest gotów by podjąć drastyczne działania w celu zatrzymania żony. Podoba mi się jak została pokazana miłość tych dwojga - szczera, ale też przez cały czas nieumyślnie się krzywdzili. Ciekaw jestem jak dalej zostanie potraktowany wątek homoseksualizmu w latach '50 bo to bardzo trudny temat.
- Libby w ciąży. Zaskoczenie, że tak szybko, ale to może oznaczać kolejną zbliżającą się tragedię. Ja jestem ciekaw czy Walter się jeszcze pojawi bo problematyka czarnoskórych w epoce nie była jeszcze poruszana poza kilkoma małymi wyjątkami.
- jest jeszcze Ethan oświadczający się Vivian. Już. Wątek ten pędzi jak lokomotywa i już niedługo czeka ją wykolejenie. Bo chyba nikt nie spodziewa się tutaj happy endu.

OCENA 5/6

Masters of Sex S01E09 Involuntary
- trochę słabszy odcinek, miał dłuższe i nudniejsze momenty, ale dalej się go wspaniale oglądało dzięki różnorodności wątków i pewnym ciekawym zmianom u bohaterów. Czyżby Bill w końcu zdał sobie sprawę, że to coś między nim i Virginią to romans i wyrzuty sumienia kazały mu jej zapłacić? Jak zmienią się ich relację? Najciekawsze w tym jest to, że powodem zmiany była informacja o ciąży Libby oraz rozmowa z matką, która przypomniała mu przeszłość. Bill nieumyślnie powiela błędy swojego ojca.
- u Ethana kryzys wiary. Czy może raczej kryzys osobowości. Jak to było widać w poprzednich odcinkach cały czas płynął z prądem, nie zastanawiał się nad życiem tylko przyjmował je takie jakie jest. O nic nie walczył tylko dostosowywał się. Zmiana wiary i przypadkowa rozmowa o niej była tylko zapalnikiem by w końcu zdał sobie sprawę, że jest biernym obserwatorem. Doprowadził kobietę do łez, ale przynajmniej powiedział jej prawdę. Mam jednak nadzieje, że to nie koniec występów Vivian.
- Lester przy obiedzie przyznający, że się masturbuje był najzabawniejszym fragmentem odcinka, który tak bardzo kontrastował z matką Billa, która powoli zaczynała się domyślać, że jej syn ma romans z Virginią.

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E10 Fallout
- zacznę od końca - Mushroom Cloud od Sammyego Salvo jest cudowne i idealnie wpasowało się w odcinek. Zachęcam do przesłuchania.
- sam odcinek bardzo dobry. Ciesze się, że w końcu w takim stopniu wykorzystano prawdziwe wydarzenia historyczne przez co serial stał się taki realny i nierealny zarazem. Próba obrony cywilnej, ochrona przed atakiem nuklearnym, chowanie się pod ławki i udawane operację oraz radiowe doniesienia o kolejnych "zniszczeniach" - wszystko to tworzyły niesamowity klimat. I te gorzkie słowa Jane na koniec, że przygotowanie są daremno bo i tak zginą. Ułuda władz była wtedy porażająca.
- Ethan starł się z Billem - świetna scena, pięknie zainscenizowana. Świetne ujęcie dwóch lekarzy na przeciwko siebie i potem cios nokautujący. Wybuch Billa niesamowity oraz zarzuty do Ethana. Kapitalnie to wyszło. Tak jak potem reakcja Virginii. Każda akcja ma swoją reakcję. Niby nieznaczący szczegół jak wyznanie Ethana o ciąży Libby staje się zapalnikiem istotnych wydarzeń. Virginia zdaje sobie sprawę, że miała romans z Billem i udaje się jej zgłębić jego zachowanie. Tymczasowo rezygnuje z badań co powinno wprowadzić trochę nowej dynamiki do serialu.
- ciesze się, że DePaul dostała więcej czasu niż zwykle bo od paru odcinków zachwycam się Julianne Nicholson. Wspaniała aktorka portretująca niezwykle ciekawą postać. Kobietę sukcesu w świecie zdominowanym przez mężczyzn, która porusza się w nim po omacku. Teraz z Giny powinny dać czadu i czekam na zaciskanie więzi między nimi.
- pocałunek Jane i Lestera był zaskakujący, jak z taniego filmu romantycznego, ale miał w sobie coś uroczego. 
- sceny z Margaret takie jak cały odcinek - są zwiastunem potężnej eksplozji. Ona już wie o homoseksualizmie Burtona, a to znaczy że ktoś jeszcze się dowie. Świetna była rozmowa z prostytutką, ale bardziej podobał mi się metaforyczny dialog z Austinem o satelitach i pozornym unoszeniu się. Zbliża się bolesny upadek.

OCENA 5.5/6

Nikita S04E06 Canceled 
- to jest już koniec i tak bardzo przykro. Widać pośpiech w tym odcinku - tyle ważnych rzeczy się działo i szybko kończono wątki, które można by rozciągnąć na wiele epizodów. Nie ma w tym nic złego bo serial nie stracił na jakości. Tylko, że mógłby być emitowany jeszcze kilka miesięcy! Będę tęsknił za Nikitą bo jest to jedno z najbardziej niesłusznych anulowań od kilku lat, ale też to serial który nigdy nie miał głośnej prasy. Mówiło się o nim przeważnie dobrze, ale cicho. Nie zdobył uznania na jaki zasługuje, a powinno się go stawiać na równi z Person of Interest bo to mniej więcej ten sam poziom. No nic będę tęsknił! W głębi ducha wierzę też w niemożliwe czyli wskrzeszenie na Netflixie. Szansę są bliskie zera, ale racjonalizm jest dla głupców, ja się uczepie myśli, że serial może powrócić bo tylko to mi zostaje. Samo zakończenie jest otwarto - zamknięte. Satysfakcjonujące dla bohaterów i widzów, ale dające masę możliwości rozwoju. Nie zdziwiłbym się jakby i w tym wypadku powstała komiksowa kontynuacja
- odcinek był na wysokim poziomie. Może nie był niesamowicie emocjonalny czy wybuchowy, ale został skonstruowany tak by zaskoczyć. Twist fabularny był spodziewany bo w tym serialu są one często spotykane. Nie sądziłem jednak, że tego kalibru. Wszystko to zmyłka, misternie zaplanowany plan. Ale dzięki temu była masa świetnych scen choćby walka Alex z Nikitą - wow, brakowało mi takich rzeczy. Albo eliminacja kolejnych bossów. Milusio się to oglądało. Trochę rozczarowała ostateczna konfrontacja z Amandą, ale z drugiej strony podoba mi się ten koniec. Bez strzelania i klepania po pyskach. Wygrał spryt i inteligencja. A ostatnie słowa Nikity do Amandy genialne.

OCENA 5/6

Sherlock S03E01 The Empty Hearse
- nareszcie jest! Dwa lata oczekiwania i w końcu pojawił się nowy odcinek, czy może raczej film, Sherlocka. I nie zawodzi bo nie miał prawa. Jako wyposzczony fan pewnie przyjąłbym wszystko z pocałowaniem rąk, ale obiektywnie patrząc, jeśli to w ogóle możliwe, było to wspaniałe 1,5 godziny telewizji. Pod każdym względem. W sumie na siłę można przyczepić się do wątku terrorystycznego i małego nacisku na sprawę, ale to tylko zależy od oczekiwań. Ja na serial czekałem głównie ze względu na bohaterów i formę, a nie kolejne zagadki kryminalne, które przecież są tylko tłem do interakcji bohaterów
- cieszyłem się jak dziecko ponownie oglądając tego aroganckiego Sherlocka. Czarujący i odpychający zarazem. Podręcznikowy przykład socjopaty. I to w nim takie piękne. Reunion z Johnem bardzo udany. Musiały być kłopoty i okres przejściowy, ale świetnie to poprowadzone. Tak jak inne spotkania - z Lastradem, Molly i panią Hudson. Cudownie się to oglądało. Tak jak kolejne błyskotliwe sprawy i coraz to bardziej wymyślne dialogi i potyczki słowne. Jaka szkoda, że jeszcze tylko 3h i kolejna długa przerwa...
- strasznie mi się podobał scenariusz bo był zakręcony, ale urzekła mnie reżyseria. Zabawy perspektywą i kolorowymi światłami, sporo efektownych zdjęć i efektów specjalnych, w które włożono sporo pracy. No i jak się nie cieszyć na widok eksplozji pałacu Buckingham czy wycieczek do umysłu Sherlocka?
- po takim cudownym odcinku brak rozwiązania zagadki sfingowania swojej śmierci nie jest rozczarowaniem. Moffat jak to ma w zwyczaju droczy się z widzami, podsuwa kolejne tropy by w końcu udowodnić, że to co widzimy to tylko kolejne kłamstwo i zasłona dymna. Kolejne odcinki to kolejne możliwości? Jestem za. Tym bardziej jeśli będzie więcej takich fantazji jak ta gdy Sherlock i Moriaty mieli się bardzo ku sobie.
- ciekawszym pytaniem jest kto będzie nowym wrogiem Sherlocka. Czy to ten tajemniczy mężczyzna z ostatnich minut jest odpowiedzialny za porwanie Johna? Czy chce się zmierzyć na intelekt z Sherlockem czy może ma jakiś inny plan? Na pewno szykuje się kolejny wielki pojedynek znakomitych umysłów. A w przyszłości z chęcią zobaczyłbym starcie z Maycrofem. W tym odcinku był tego przedsmak i liczę na dużo więcej.
- Molly jest urocza. Cudownie wyglądała jako asystentka Sherlocka. Zupełnie nie na miejscu, ale miło się na nią patrzyło. I też współczuło jej. Tak jak po ostatniej scenie. Niby ma chłopaka i jest zaręczona, ale wypisz wymaluj klon Sherlocka. Biedna dziewczyna.
- Mary wypadła nieźle. I Sherlock ją akceptuje. Chciałbym żeby odegrała dużą rolę w jakimś odcinku i liczę na kilka poważniejszych starć z Sherlockem. Pewnie i na to przyjdzie czas.   

OCENA 5/6 

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Hyde Park #1

Witam, trochę mnie tu nie było, ale wróciłem z nowymi siłami i planami. Tym razem nie będę porywał się z motyką na słońce i deklarował że coś napiszę lub pisał długaśnych wpisów których i tak większość nie przeczyta. Będę pisał to na co będę miał ochotę w danej chwili się rozpisać - a to skomentuje jakiś odcinek, a to jakiś sezon, książkę lub film... Hyde Park jednak będzie regularną (z założenia) kolumną. Takie małe podsumowanie tygodnia i opisanie co tam słychać u mnie, miejsce gdzie mogę się uzewnętrznić, co i tak mało kto przeczyta chociaż liczę że ktoś się znajdzie. Parafrazując mojego promotora - będzie dobrze jak 100 osób wejdzie na bloga, 50 zrobi to celowo, 25 rzuci okiem na ten wpis, 10 go przeczyta, a 1 zostawi komentarz. Wtedy będę spełniony.


Co słychać u mnie? Pod względem seriali jak zwykle z większością jestem do tyłu i na zaległości nie mam czasu. Jednak moje kochane serialiki obejrzałem - Fringe(4x19 miażdży) , Game of Thrones, Nikita. Tylko Community czeka bo brakowało mi napisów, ale jest wysokie prawdopodobieństwo że jeszcze dzisiaj zobaczę nowy odcinek. Z zaległości na tapecie dalej Luther, Friday Night, Lights i The West Wing czyli same hitowe produkcje. I jak będę oglądał w tym tempie co oglądam to te dwa pierwsze starczą mi jeszcze na długi czas co mnie bardzo cieszy. To zasługa systemu który wymyśliłem - tworzę ramówkę z 9 różnych seriali i potem wybieram z nich co chcę obejrzeć, gdy skończę te 9 wybieram kolejne. Proste i jakże skuteczne przedłużanie przyjemności. Teraz nie powtórzy się sytuacja że skończę jakiś wspaniały serial w mniej niż 48h (patrz Firefly). Smuci mnie, ale też nie mogę się doczekać końca Hell on Wheels i Luthera. Gdy skończę S02 tego drugiego biorę się za Outcast o którym przeczytałem bardzo pochlebny artykuł. Mam nadzieje że pilota sprawdzę już w przyszłym tygodniu. Rozpocznie się weekend majowy to i więcej czasu na nadrabianie będzie.Teoretycznie.


Ostatni tydzień był też udany pod względem filmowym bo udało mi się coś obejrzeć. Dla mnie to ogromny sukces bo filmów ostatnio oglądam strasznie mało. Niestety był to Sherlock Holmes: Game of Shadow. Film dużo słabszy od swojej pierwszej części, nie traktujący literackiego pierwozoru z należytym respektem, przesadzający z bullet timem oraz nudzący scenariuszem i humorem. Jak to dobrze, że jest serialowy Sherlock na którego zawsze można liczyć. Szkoda tylko, że ma on tylko 3 odcinki w sezonie, a następne dopiero jakoś w następne wakacje. Nic to, trzeba czekać, a jak ktoś się stęskni za aktorami to obejrzeć nowego Star Treka i Hobbita. Chociaż to i tak trzeba obejrzeć tylko pierw trzeba się doczekać.


Książki żadnej nie przeczytałem. Znowu. Głównie przez to, że Filary Ziemi nie wciągnęły mnie tak jak oczekiwałem. Po raz kolejny jeden głupi wątek porządnie zniechęcił mnie do czegoś. O ile część Toma czy Philipa czyta mi się świetnie i tylko przewracam kartki tak tej Williama nie znoszę mimo że wszystko jest świetnie opisywane to tak mnie postać do siebie zniechęciła że nie mogę jej czytać. Szkoda bo chcę się dowiedzieć co z Ellen, czy Tom postawi swoją katedrę i co stanie się z hrabią Bartłomiejem i jego córą. Dobrze, że pojawiła mi się kolejna mobilizacja - do domu przyszła paczka z Rodem Atrydów i (fanfary) Tańcem ze Smokami t2. Skończy się na tym, że zamiast czytać o średniowiecznej Anglii zanurzę się ponownie w Westeros. Boje się tylko, że znowu utknę nie jakiś rozdziałach (Dany) przez które nie będę mógł się przebić.


Mimo, że miałem egzamin w środę to w zeszłym tygodniu sporo grałem w grę, a raczej gry. Ponad 30h co jak na mnie jest rekordem od sam nie wiem kiedy. Skończyłem Mass Effect z czego jestem ogólnie zadowolony. Misje poboczne były nudne i powtarzalne, ale wątek główny mnie usatysfakcjonował. Miejscami był przewidywalny, ale kilka razy mnie zaskoczył. Końcówka natomiast była epicka. Nie obyło się też bez sporej ilości wyborów moralnych po których czuć że mieliśmy jakąś rolę w tworzeniu nowego porządku w galaktyce. Szkoda tylko, że w akcji zginęła mi 1/3 drużyny. Będzie trzeba przejść jeszcze raz (kiedyś) i sprawdzić jak bardzo mogę zmienić historię. Prócz ME ogromnym pożeraczem czasu była beta Diablo 3. No może nie aż takim bo spędziłem z nią raptem 3h ale drugie tyle spędziłem na próbie dostanie się na serwery i czytaniu opinii. Czy było warto? Jak najbardziej! To stary dobry hack & slash z tysiącami zabitych potworków i zebranych przedmiotów. Aż mi się łezka w oku zakręciła gdy wszedłem do Katedry w pobliżu New Tritram lub gdy toczyłem walkę z Leoricem. Szkoda tylko, że gra kosztuje 170 zł... poczekam aż stanieje do 100 i sobie kupie :) Poza tym standardowa porcja gierek - chwilka w Real of Mad God czy World of Tanks, flashowe popierdółki, FIFA 12 z kumplem czy Gorky 17 które postanowiłem sobie odświeżyć i które teraz pewnie będę katował przez najbliższy miesiąc bo nigdy nie będzie czasu. W przyszłym tygodniu natomiast powrót do domu i mojego PS3 czyli Uncharted 2, Heavenly Sword i Battlefield 3. Nie mogę się doczekać.


Poczytałem też troszkę komiksów. Zrobiłem przerwę w Żywych trupach żeby za szybko nie skończyć i skupiłem się na DC, a dokładnie Justice League Dark. Dobra rzecz. Teraz powoli jadę z I,Vampire i już niedługo crossover z wspomnianym JLD. Dzisiaj za to zaskoczył mnie Grumik premierą tłumaczenia Hellblazer #01 i finałem Jericho S03. Będzie to trzeba sprawdzić, ale w międzyczasie mam na oku Court of Owls czyli event Batmana autorstwa Snydera. W prawdzie wolę jego Swamp Thinga (genialna rzecz!), ale Batmana też dobrze piszę. Marvel mnie za to nie interesuje z czego się bardzo ciesze.


To by było na tyle. Dwa wpisy w przeciągu 24h - coś niesamowitego. Trzymać kciuki żeby następny był szybciej niż ten :)