Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sleepy Hollow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sleepy Hollow. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #115 [08.12.2014 - 14.12.2014]

To był tydzień pożegnań ponieważ aż cztery seriale z mojej watchlisty idą na długie urlopy. Trzeba przyznać, że odcinki dopisały, a rozczarowało jedynie Sleppy Hollow, które ostatnio babrze się w mule i nie potrafi osiągnąć poziomu sprzed roku. Przykro się patrzy oglądając scenarzystów gubiących się podczas pisania postaci, które zdążyłem polubić. Na szczęście w komiksowym zakątku świata seriali nie ma zbytnio na co narzekać. Każdy z trzech dostarczonych cliffhangerów tylko zaostrzył apetyt na jeszcze. Mimo tego najlepiej i tak w tym tygodniu oglądało mi się The 100. To jest już norma więc zachęcam wszystkich po sięgnięcia po najlepszy serial The CW od czasu Nikity. Tylko przypominam o zagryzieniu zębów przez pierwsze 3 odcinki. Potem będzie mi dziękować. 

Mimo zbliżającej się gwiazdki będzie co oglądać. Niby mój kalendarz do piątego stycznia pokazuje 3 nadchodzące odcinki, ale nie uwzględnia debiutów The Librarians i Marco Polo. Dziennikarze donoszą, że nie są to wybitne dzieła, ale można je sprawdzić. Ja jednak będę zachwycał się Utopią i dam ponowną szansę Homeland. Już w tej blognotce chciałem napisać jak wypadła w moich oczach premiera czwartej serii, ale okazało się, że odcinek trwa ponad 100 minut. Toż to tyle co film. Nic to, będzie trzeba wygospodarować trochę czasu i sprawdzić czy pogłoski o powrocie do formy nie były przesadzone. A potem ostatnie odcinki Dead Like Me, True Blood, Sons of Anarchy, Dexter i Last Resort. Taaa, bo się uda zrealizować te wszystkie plany. Wyjdzie tak jak moje oglądanie Star Treka. Czytaj - nie wyjdzie.

Fani Continuum długo musieli czekać o informację o przyszłości swojego serialu. Modlitwy i składane cielce dla bożka seriali przyniosły efekt - finałowy czwarty sezon z 6 odcinkami zadebiutuje latem. Godne pochwały, że serial doczeka się zakończenia. Simon Barry wspomina też coś o kontynuacji czyli spodziewałbym się komiksów rozwijających niektóre wątki. Za to szóstej serii doczeka się Rizzoli and Isles składającej się z 16 odcinków. Smutno się robi gdy przeciętny serial kryminalny zyskuje lepszą oglądalność od solidnych produkcji sci-fi/fantasy. Zakończenia doczeka się The League - komedia po 7 latach zniknie z anteny FX. 

Pisałem już o planach by nakręcić prequel Supermana w stylu Gotham czyli Krypton. Słowa powoli stają się ciałem bo Syfy, które ostatnimi czasy nic nie robi tylko zamawia nowe seriale, dało zielone światło pilotowi. Showrunnerami będą David S. Goyer i  Ian Goldberg co nie napawa zbytnio optymizmem. Serial opowie o rodzie El i dziadku Supermana. Liczę, że zostanie zachowany biotechnologiczny styl znany z Man of Steel, ale boję się, że może to zbyt dużo kosztować. Bardziej jednak czekam na serial o Supergirl. Plotki mówią, że już w tym tygodniu ma zostać ujawniona aktorka, która wcieli się w kuzynkę Kal Ela. Na pewno nie będzie do Claire Holt. Kolejna plotka twierdzi, że serial ma dziać się w tym samym uniwersum co Arrow i The Flash.

Do telewizji, tym razem brytyjskiej, trafi detektyw Cormoran Strike wykreowany przez J.K. Rowling. Autorka będzie współpracować przy tworzeniu seriali u na razie tyle wiadomo. Mi dalej marzy się serial osadzony w filmowym uniwersum Harryego Pottera. 

Od paru lat przestałem przykładać większą wagę do wszelakich rozdań nagród. Jednak przeglądając nominację do Złotych Globów wyrażam podziw kto załapały na tą listę. Jane the Virign, Transparent, Ruth Wilson, The Good Wife. I zero Modern Family! Golden Globes > Emmy. Plus mają Amy i Tinę. Gali pewnie nie obejrzę, ale czuje, że będzie warto sprawdzić skróty.  

Na koniec link to zapowiedzi powrotu Dr Quinn. Fani Breaking Bad powinni sprawdzić.

SPOILERY

Arrow S03E09 The Climb
- WTF?! Serio, co tu się stało?! Dawno żaden cliffhanger mnie tak nie zaskoczył. I ja mam czekać ponad miesiąc do nowego odcinka? Toż to zbrodnia. Tym bardziej, że nie pałam miłością do tego serialu, ale ogromnie chcę się dowiedzieć jak scenarzyści wyjdą z tego problemu. Bo zabicie głównego bohatera jest problemem, a przynajmniej obdarzenie go śmiertelnymi ranami. Obawiałem się jego pojedynku z Rasem, ale na szczęście go przegrał tylko nie śniło mi się, że stanie się to w taki sposób. Czyżby planowano wprowadzić do mitologii serialu Lazaurs Pitt i wskrzesić Olliego? To byłoby odważne posunięcie, ale na nie liczę. Bo cudownego ocalenie nie kupię. Kupiłem za to pojedynek, w którym nareszcie ktoś skopał dupsko Queena. I to bez większego problem. Wyszły też obowiązkowe flashbacki przed śmiercią. Teraz muszę unikać spoilerów i żyć w oczekiwaniu na nowy odcinek.
- a jak wypadł sam epizod? Przeciętne czyli typowo dla Arrow. Nuda z Lauriel, dużo innych głupotek i irracjonalnego zachowania bohaterów. Nie kupuje Theee jako morderczyni kanarka. I jest kilka powodów - łucznikiem miał być przecież ktoś niższy, a ona jest mniej więcej wzrostu Roya, który był o to podejrzewany. Jednak cała ta szopka rozpada się gdy weźmiemy pod uwagę badania genetyczne. Czemu baza policji pokazała Olliego skoro Thee też w niej jest (wydarzenia z pierwszego sezonu). I czemu zgodnych jest 11 na 12 markerów genetycznych skoro jest to przyrodnie rodzeństwo. Oby się okazało, że Malcolm zmanipulował Olliego by ten uwolnił go od Ligii.

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S02E08 USPIS 
co za wspaniały odcinek. Niech o jego klasie świadczy fakt, że przewiałem niektóre sceny by popatrzeć jeszcze raz na reakcję bohaterów, ich zachowanie lub posłuchać doskonale napisanych dialogów. Cieszy też, że nie był to odcinek standalone, a rozwijający historię w serialu. Powrócił gigglepig, a Jack i Boyles musieli współpracować z federalnym agentem pocztowym co prowadziło do masy komicznych rozmów. Ed Helms dał radę i nie miałbym nic przeciwko gdyby jeszcze raz pojawił się w serialu.
- drugi wątek pokazywał Amay radzącą sobie z nałogiem. Czy raczej nie radzącą z jego rzucaniem. Cóż za komiczne miny w wykonaniu Melissy Fumero! Najlepszy moment? Rest w lodowatej wodzie i flashbacki Holta.

OCENA 5/6

Brooklyn Nine-Nine S02E09 The Road Trip
- podwójna randka i wspólny wyjazd niezbyt się udał. Jasne, dalej było śmiesznie, ale Sophia i Teddy byli pewnym obciążeniem. Wolę gdy serial skupia się na posterunku i głównych bohaterach. Było kilka udanych scen jak pokój z lalkami i kelnerka bez wyczucia czasu, ale nie bawiłem się tak jak oczekuje po tym serialu.
- chociaż może wcale to nie wina braku posterunku w tym wątku, a scenarzystów? Bo choroba Rosy i lekcja gotowania Boylsa były zaledwie dobre.
- odcinek za to wygrała Gina z krzyżem z ołówków odpędzająca wampirzą Rosę.

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S02E10 The Pontiac Bandit Returns
- powrót Pontiacowego Bandyty wypadł nadzwyczaj przyjemnie. Świetną ma chemię z Jakem i Rosą. Przede wszystkim Rosą, dlatego szkoda, że nie mieli więcej wspólnych scen. Targi z Holtem, zajadanie się homarami i szybka lekcja włamywania się do auta - świetne!
- mniej świetny był wątek Amy. Jej ekscytacja Holtem dalej śmieszy, ale mam wrażenie że mogło być lepiej. Jednak Hitchook lekceważący rozciętą rękę był komiczny.
- jednak odcinek i tak wygrała Rosa, która nie mogła się przestać śmiać.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S02E10 What They Become
- jesienny finał SHIELD znacząca poszerzył kinowe uniwersum Marvela. Niektórzy mówią, że od tego odcinka rozpoczęła się tzw. Trzecia Faza. Nie da mu się odmówić przełomowości. Szkoda tylko, że ja czuje się zawiedziony. Jakby po sznureczku odwalone zostało to co musiało się stać. Skye skonfrontowała się z ojcem i ujawniono, że należy do Inhuman. Przeszła transformacje, zyskała jakieś moce i cliff. Szkoda, że na to się zanosiło od jakiegoś roku. Liczyłem na jakieś większe zaskoczenie, niespodziewaną postać, której nie zabije Obelisk. Nic z tego. Jednak nie da się odmówić efektowności ostatniej sceny. Szkoda śmierci Trippa. Świetnie nakręcona, ale mam wrażenie, że potencjał tej postaci nie został wykorzystany i to on dostawał najmniej czasu antenowego. Nie był nawet w głównej obsadzie więc nie dziwi jego odejście. Jednak brawa dla scenarzystów, że nie boją się zabijać bohaterów.
- w odcinku przeszkadzało mi też jego tempo. Trochę zbyt rozwlekłe. Szczególnie w scenach Skye/tatuś. Rozumiem konieczność nakreślenia ich relacji i podziwiam jak zostały nagrane. Tylko mogłyby trwać kilka minut krócej.
- rozczarowaniem okazało się też miasto. Tajemnicze znaki działały na wyobraźnie. Tak jak holograficzna prezentacja. Szkoda, że czar prysł po zejściu. Ciemność, kilka korytarzy na krzyż i "świątynia" czyli pomieszczenie w kształcie okręgu z piedestałem gdzie należało postawić Obelisk. Słabo.
- czy to już koniec wątku Hydry i Whitehalla? Część mnie jest zadowolona bo oznacza to więcej czasu dla Inhumans. Tylko czemu pokazano to w taki sposób? Kilka strzałów i po nemezis tego pół-sezonu. Słabo.
- podobało mi się za to starcie Culsona z Doktorem. Brutalne, pełne dźwigni z udaną choreografią. Pooglądałbym więcej taki walk.
- cieszy mnie, że Skye bierze sprawy w swoje ręce. Trochę była zaszokowana spotkaniem z ojcem, ale widać jak się zmieniła. Kulminacją jej przemiany było postrzelenie Warda. Chyba po tym zda sobie sprawę, że to koniec ich pokręconego związku, w który tak uparcie wierzył. Mnie ciekawi co teraz będzie porabiał z klonem agentki May. Nieobliczalna siła, która powinna w przyszłości sporo namieszać.
- Bobbi, Bobbi co ty kombinujesz. Co za pendrive zwinęłaś i jakie tajemnice ukrywasz przed Hunterem? Jakby miał zgadywać powiedziałbym, że pracuje dla Furyego, ale coś mi się wydaje, że rozwiązanie tej zagadki będzie bardziej zaskakujące.
- scena po napisach to kolejny materiał do spekulacji. Kim jest tajemniczy człowiek bez oczu? Inhuman, na pewno. Tylko jaka jest jego agenda? Dobry czy zły? Łowca czy nauczyciel? A odpowiedzi na te pytania dopiero za ponad 80 dni. Jak dobrze, że powrót do MCU już 6 stycznia z Agentką Carter.

OCENA 4/6

Mighty Morphin Power RangersS01E22 The Trouble with Shellshock
- pierwszy odcinek z Tommym w drużynie i czuje się zawiedziony. Był, pograł trochę w kosza, powalczył z kitowcami i zniknął na większość odcinka. Bez sensu. Chyba, że serialowi zabrakło materiału źródłowego i nie mieli jak wcisnąć Zielonego Wojownika. Ucierpiał przez to odcinek. Walki były słabiutkie, a podróż po magiczny kwiatek wciśnięta po to by zapełnić trochę czasu antenowego.
- jednak nie można mu odmówić humoru. Squat i Baboo zrobili swojego potworka gdy Rita ucięła sobie drzemkę. Wyglądał on absurdalnie. Żółw z sygnalizacją świetlną na plecach. i częściami zamiennymi w postaci armaty lub kija bejsbolowego. Fantazji twórcą nie można odmówić, oj nie można. Szkoda tylko tego nieszczęsnego pojedynku.
- trochę się bałem stereotypowego pokazania koszykówki gdzie biali nie potrafią skakać. Zack przez cały odcinek wymiata, a na końcu dostaje od Billyego. Miłe i niespodziewane zakończenie. Na plus oczywiście socjalizowanie się wojowników. Szkoda, że brakuje między nimi jakiś głębszych relacji.

OCENA 3/6

Sleepy Hollow S02E11 The Akeda
- w finałowej scenie odcinka zabrakło tylko tęczy i latających kucyków. Deklaracje miłości, poświęcenia i ostateczne przejście na stronę dobra jest trudno dobrze napisać. Tutaj się nie udało. Jak wiele rzeczy w tym sezonie. Henry jako badass dawał radę. Jako dzieciak porzucony przez rodziców i szukający miłości u potężnego demona był męczący. Tak jak przypominanie przez cały sezon jak to rodzice go kochają, a on ich nienawidzi. A finał oczywiście wszystko odkręcił, Henry zabił Molocha, a teraz wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie. Taaa, jasne... Chyba najwyższy czas bym skończył z tym serialem bo powoli nie mogę znieść podniosłości niektórych scen. Ja chcę od tego serialu campowej przygody z szalonymi pomysłami, a nie nadętej walki z siłami ciemności, której nie da się przegrać.
- w odcinku nie podobało mi się jeszcze wiele rzeczy. Od wprowadzenie Howleya i zredukowania go do roli dealera broni i opiekunki Jeźdźca. Heroiczna śmierć Irvinga również nie działało. Nawet nie zaszczyciłem tego wzruszeniem ramion takie mi to było obojętne. Nie rozumiem też po co Henry zabrał mu duszę na początku sezonu. Chyba tylko by mógł teraz wywijać mieczem Enocha i można go było wskrzesić w przyszłości. Nie rozumiem jeszcze wielu rzeczy. Czy makieta Sleepy Hollow, która robił Henry miała jakiś inny cel niż pokazanie pentagramu?
- kolejny zmarnowany potencjał sezonu to zbroja Wojny. Kolejny badassowy moment, który zamiast być eksponowany został niemal kompletnie pominięty w serii. Taki fajny motyw, a scenarzyści woleli więcej czasu poświęcać dramie w małżeństwie Cranów, która nikogo.
- śmierć Molocha była lekkim zaskoczeniem, ale tylko lekkim. Spodziewałem się, że nie jest on głównym graczem. Jak to mówią "there is always bigger fish"

OCENA 2.5/6

The Flash S01E09 The Man in the Yellow Suit 
- z trzech komiksowych serialu jakie dobiegły końca w tym tygodniu to The Flash miał najlepszy odcinek. Może najmniej szokujący cliffhanger, zaszły w nim niewiele zmian, ale to właśnie nowe przygody najszybszego bohatera uniwersum DC/CW najprzyjemniej się oglądało.
- udanie rozłożono akcenty w odcinku i budowano napięcie. Zaczęło się od pojawienia Reverse Flasha, a potem typowy flashback. Tylko, że powrót do tych wydarzeń nie nastąpił na samym końcu, a dużo wcześniej. Wyścigi ulicami miasta emocjonujące i widowiskowe. Tak jak scena z złapaniem Reversa. Jednak najlepszy był cliffhanger z udziałem Wellsa. Skąd ma strój Reversa? Czy to jego kostium czy go w jakiś sposób zdobył? I kiedy do w końcu wprowadzą podróże w czasie, które jakże umiejętnie są teasowane? Potencjał na przyszłość jest, a odcinki ostatnimi czasy włącza się z niezwykłą przyjemnością. Oby tak dalej.
- jednak równie ciekawym wątkiem było prowadzenie historii Catlin i Ronniego. Udanie prowadzone są wątki dramatyczne i brak ckliwych zakończeń, a postacią można kibicować. I ten pokaz mocy Firestroma! Może odrobinkę nie pasował do odcinka opierającego się na pojedynku dwóch speedsterów, ale no Firestorm! Przyszła Liga Sprawiedliwości nabiera coraz bardziej realnych kształtów.
- mimo, że zazwyczaj odcinki świąteczne mnie drażnią tak tutaj gwiazdkowe akcenty i rodzinna atmosfera wyszły udanie. Nawet wątek Iris/Barry nie męczył bo powolutku posuwa się do przodu. Dalej nie rozumiem tego związku, ale jeśli go mam oglądać niech będzie pisany na takim poziomie. 

OCENA 4.5/6

The Good Wife S06E09 Sticky Content
- kolejny odcinek w tym sezonie bez sprawy sądowej i znowu to nie przeszkadza. W centrum kampania Alicji, która jest coraz ciekawsza. Walka z Pradym jest dwuznaczna, nie wiadomo komu ufać i czego oczekiwać po Alicji. Prócz pojedynku o fotel prokuratora jest są też zmagania Alicji z samą sobą i jej życiem osobistym. Romanse i zdrady w najlepszym wydaniu. Serial idealnie wprowadza kolejne wątki i rozwija stare. Z drugiej strony brakuje mi klimatu kancelarii adwokackiej, a serial zrobił się bardziej polityczny niż prawniczy. Dlatego trzymam kciuki by Alicja przegrała wybory.
- wątek Cary'ego miał dwa bardzo fajne motywy. Pierwszym z nich były sceny gdy wyobrażał sobie jak zostaje zamordowany. Gdzie wszystko było piękne, otwarte pomieszczenia i dramatyczny koniec. Pasowało to. Tak jak strach gdy szedł przez korytarz i zaczął się bać o swoje życie. Drugi fajny motyw to konfrontacja z Bishopem i nagły strach po telefonie Kalindy. Matt Czuchry odwala kawał doskonałej roboty.

OCENA 4.5/6

The 100 S02E06 Fog of War
- niestety, nie da się utrzymywać wysokiego poziomu serialu przez cały czas. Nie zrozumcie mnie źle, dalej mi się podobało, ale mam kilka zastrzeżeń. Dialogi niedomagały, była słabiutko rozpisane, brak im było pazura, zbyt często bohaterowie mówili o rzeczach nieważnych. Przeszkadzało mi też sposób w jaki potraktowano kalectwo Raven. Cieszyłem się z osoby niepełnosprawnej bo wprowadziło to pewno różnorodność. Jednak w tym odcinku chodzi sobie jakby nic się nie stało. Przeszkadza to. Jednak najbardziej denerwowała skurczenie świata i zbyt szybkie podróże bohaterów. Mount Weather w pobliżu bunkra? Jaha od obozu Grounders przybył do swoich niemal w tym samym czasie co Abby z Clarke? Zbyt szybko, zbyt łatwo.
- pierwsze 10-15 minut odcinka było trochę nudne. Rozczarował mnie delikatny przeskok w czasie. Zamiast bezpośredniej sceny po masakrze urządzonej przez Finna dostajemy Clarke, która musi sobie radzić z zmianami jaki w nim zaszły. I on też musi sobie z tym radzić. Trochę zbyt łatwo potraktowano zbrodnię wojenną. Takich rzeczy się nie lekceważy i mam nadzieje, że jeszcze ugryzie ich to w tyłek. Ciekawie wygląda stosunek choćby Bellamyego do Finna, który stara się go zrozumieć. Wie, że to wojna bo i on dopuścił się kilku niecnych czynów. Tylko czy cały czas będzie stał w jego obronie. Czy Clarke stanie? Bo ten wątek jeszcze powróci.
- powróci bo to on napędzał historię kanclerzy. Odcinek przesiedzieli w łańcuchach w starej stacji metra. Byli bardziej zagubieni niż i bezradni niż zwykle, ale dalej powróciły cechy charakteru, które ich definiują. Zupełnie mnie nie zaskoczyło gdy Kane chciał się zabić (taaa, jakby chciał to by sobie gardło poderżnął). Wciąż uważa, że powinien zginąć i dalej poświęca się w imię większego dobra. Przynajmniej tak mu się wydaje, że Jaha jest tym lepszym przywódcą. Pojawienie się Commandera Ziemian zaskakująca i trochę naiwne. Taka młoda dziewczyna nimi przewodzi? Oby mieli na to dobre wytłumaczenie. Cieszy mnie, że nie łatwo jest uzyskać porozumienie. Konflikt zamiast być powoli wygaszany jeszcze bardziej eskalował przez ultimatum Ziemian. I tutaj wraca wątek Finna. Wydadzą go czy nie. To byłby mocny winter finale gdyby go zabili w imię większego dobra.
- w Mount Weather spokojnie. Dalej jest pogłębiany konflikt w rodzinie Wellsów, dalej ważą się losy The 47. Jednak dzieciaki mają plan. I nie działają w taki głupi i chaotyczny sposób jak Clarke. Przynajmniej na razie.
- podoba mi się, że serial powoli zacieśnia współpraca dorosłych i dzieci. Wspólna wyprawa prowadziła do nowych konfliktów, ale też lepszego zrozumienia i ewolucji stosunków. Choćby w tym kluczowym momencie gdy Bellamy dostaje broń. Jednak w tym story arcu odcinka przeszkadzało mi kilka rzeczy. Na przykład mgła. Ucieszyłem się gdy wróciła. Takie przypomnienie, że nie tylko ludzi są zagrożeniem w tym świecie. Czar prysł gdy okazało się, że jest ona jedną z broni Górali. Nie podobało mi się też przedstawienie podziemnego garażu, który nie wyglądał na te 100 lat. Dałbym mu raczej pięcioletni okres zaniedbania. Zbyt ładne to wszystko. Jednak muszę przyznać, że pojawienie się Żniwiarzy przy dźwiękach pam pam pam para ram pam pam było niezwykle klimatyczne. Ciemność, atak z ukrycie, śmierć, a potem pojawienie się zakrwawionego Lincolna, którego znowu trzeba ratować. Takie sceny cieszą.

OCENA 4/6

The 100 S02E07 Long Into an Abyss
- czy muszę pisać, że znowu The 100 serwuje fantastyczny odcinek? Wysoki poziom jest utrzymywany od końcówki poprzedniej serii i chyba nie trzeba wspominać o takich oczywistościach. Więc jeśli jakimś cudem trafiłeś na pierwszy akapit wrażeń do tego odcinka, a nie zamierzasz czytać dalej to mała wskazówka - nadrabiaj serial bo jest tego wart.
- w tym tygodniu narzekałem choćby przy Agentach T.A.R.C.Z.Y. na słabe tempo odcinka i rozłożenie akcentów. Tutaj mamy coś zupełnie odwrotnego. Doskonałe budowanie napięcie i fundowania sinusoidy intensywności, która się sprawdza. Gdy jeden wyścig z czasem się skończył i następuje chwila spokoju zaczyna się następny przy czym wszystko jest ze sobą powiązane. Tak właśnie absorbuje się uwagę widza.
- jednak pierw zaczną od wątku Mount Weather, który rozpoczyna się od pozornie idyllicznej sceny z mieszkanką Góry na powierzchni. Żółte kwiatki, zielone drzewa, świecące słoneczko, letni deszczyk i uśmiech na twarzy. Eksperyment się udał, dzieciaki okazały się przydane. Tylko nie do końca. Bo zaraz zaczyna się atak choroby popromienne (tak wiem, z punktu naukowego cały ten wątek jest idiotyczny, ale na gruncie telewizji działa), a dziewczyna krzyczy z bólu. Jednak dużo bardziej przerażająca była rozmowa w bunkrze między Cagem, a panią doktor gdy mówią o nauce i przyszłości swoich ludzi, a w tle cały czas te przerażające krzyki. Jeśli scenarzyści chcieli pokazać jacy Górale są źli to się im udało.
- tylko, że nie do końca. Bo jest jeszcze prezydent Dante. Nie chcę śmierci dzieciaków wciąż wierzy w pokojowe rozwiązanie. Nawet gdy jest podstępnie kuszony przez swojego syna co szybko udaje. Może i należy do tych złych, ale można z nim w pewnym stopniu sympatyzować. Tylko co zrobi? Podda się czy pozostanie przy swoich przekonaniach? A może już się poddał? Czy wie co robi Cage z Tsing czy działają za jego plecami?
- dzieciaki w Mount Weahter w końcu wzięły się do roboty i próbują uciec. Nawet powoli wprowadzają w życie swój plan. Może ich wątek w tym odcinku był jego najsłabszym elementem, ale parę razy się uśmiechnąłem oglądając ich włamanie. I wciąż podoba mi się postać Jaspera, który walczy ze swoim tchórzostwem. Następy epizod powinien zaprezentować jakiegoś mocnego cliffa z ich udziałem.
- powrót Jahy do obozu nie był taki kolorowy jak sobie to wyobrażał. Sytuacja jest krytyczna, a on nie jest liderem z czym ciężko mu się pogodzić. Ten wątek jest świetnie (znowu!) rozpisany. Wciąż czuje się jakby przewodził ludźmi, ale nie ma do tego uprawień przez co dochodzi do spięć z Abby. Pierwsze przy wystąpieniu do ludzi (ileż statystów zatrudnili w tej scenie!), a potem już podczas narady. I to była scena od której nie można się było oderwać. Bo on, charyzmatyczny lider wygłasza przemówienie, a ona która jest kanclerzem od paru dni wypowiada proste "nie". Ona każe ją aresztować, wojsko stoi w milczeniu, a potem ona wydaje ten sam rozkaz i Jaha ląduje w mamrze. Swoją drogą podoba mi się to jak wyglądają relację między Kanclerzami. Trzech silnych przywódców, którzy niemalże cały czas się ze sobą nie zgadzają, ale darzą się szacunkiem i co jakiś czas wsadzają się do więzienia i poświęcają życie dla dobra swoich ludzi.
- serial w tym odcinku zatoczył małe koło. Lincoln jest więziony w tym samym miejscu i w ten sam sposób co w zeszłym sezonie, ale z zupełnie innych powodów i inaczej to wygląda. Teraz zamiast torturować chcą ratować mu życie, a on nie milczy, a krzyczy i się rzuca. I cóż za napięcie udało się wytworzyć! Gdy zrywa się z łańcuchów, gdy rzuca się na bohaterów, a potem gdy przygwożdżony do ziemi dwukrotnie umiera. Na końcu nawet zwątpiłem w powodzenie rehabilitacji, ale wszystko dobrze się skończyło. Przynajmniej chwilowo bo przeczuwam konsekwencje powrotu Linca do zdrowia.
- nie dziwi mnie jak jest prowadzony wątek Finn. Może odrobinę za szybko występują w nim zmiany, ale gdy ogląda się serial z tygodnia na tydzień to działa. Ma traumę po wydarzeniach z rzezi jaką urządził. Czuje zobojętnienie co było widać gdy zaatakował go Nyko. Nic nie zrobił. Stał i czekał. Jakby czuł się winny i wiedział, że należy mu się kara. Dlatego nie zdziwię się gdy dobrowolnie pójdzie do Grounders by zachować rozejm. Trzymam kciuki za jego śmierć. Jeśli to się stanie serial pokaże, że nie ma w nim łatwych rozwiązań i w przyszłości można się wszystkiego spodziewać.
- przybycie Grounders zrobiło na mnie wrażenie. Środek nocy, sky people zbierają się do odejścia, a potem alarm i w ciemności widza setki pochodni. Brawa! W wielu serialach przeszkadza mi brak wyczucia skali, tutaj ma się wrażenie, że gra toczy się o wysoką stawkę, nie są to zwykłe bitki, a wojna dwóch społeczności. Tak samo gdy Clarke wchodzi to obozu przeciwników. Widać rozłożone namioty i wojowników na straży. Trochę pieniędzy zabrakło by poczuć prawdziwą epickość, ale ja czuje się usatysfakcjonowany. Przez pewien moment udało mu się poczuć ducha Game of Thrones. Serial wybudował swój fantastyczny świat pełen detali gdzie ludzie mówią wymyślonym językiem, a scenografia daje poczucie obcowanie z czymś obcym. Szkoda, że serial nie ma większej oglądalności bo oznaczałoby to więcej kasy.
- Clarke udało się wynegocjować pokój, nareszcie doszło do zbliżenia tych dwóch obcych grup. O sojuszu jeszcze nie ma mowy, ale teraz powinni stawić czoło wrogowi. I nie mogę się tego doczekać. Tak samo jak już, teraz, chcę zobaczyć co zrobi Clarke. Bo prawie osiągnęła pokój, tyle przeszła, stoczyła tyle walk, zginęło tyle ludzi by tego dokonać. Teraz musi umrzeć jeszcze Finn. Czy będzie zdolna go poświęcić? Czy postawi swoich ponad niego? Dlatego tak bardzo lubię ten serial, bo stawia bohaterów w ekstremalnych sytuacjach. 
- wiecie jeszcze co mi się podoba jeszcze w tym serialu? To że mimo, że się rozwija nie zapomina co działo się wcześniej. Mamy siódmy odcinek drugiej serii, a dalej bohaterowie muszą radzić sobie z wydarzeniami z finału, a pobojowisko po tych wydarzeniach wciąż tam jest i dalej robi wrażenie. Gdy Clarke szła do lądownika prowadząc liderów Grounders pojawiło się przypomnienie tego do czego doprowadził ich konflikt. Do śmierci. Zwęglone ciała i wstrząs na twarzach Lexy i Indry. A pamiętacie gdy to właśnie miejsce było rajem dla nastolatków, którzy dopiero co wylądowali na Ziemi?

OCENA 5/6

Utopia S01E04 Episode 4
- najspokojniejszy epizod ze wszystkich. Niewiele się działo, nacisk był położony głównie na trudne relację w grupie bohaterów. Niby o prawie każdej postaci pojawiło się coś nowego, ale ja czuje pewien niedosyt. Chyba najbardziej zachwycały sceny z Alice, która radziła sobie z traumą po śmierci matki. Szok i obsesyjne skupienie się na Zbrodni i karze, a potem zabójstwo człowieka, które jej nie ruszyło. Czyżby tak miała się narodzić nowa Jessica Hyde? Antyspołeczna, skupiona tylko na jednym celu, ale poszukująca pewnej normalności? W przyszłości zestawienie tych dwóch bohaterek może wypaść bardzo ciekawie. Zwłaszcza gdy dalej będą pokazywane te osobliwe relację Jessicy z Grantem.
- niby serial jest o wielkim spisku, ale najlepiej wypada w nim przedstawienie bohaterów. Prócz Alice, czy szoku Wilsona po tym jak dowiedział się o śmierci ojca, mocno zachwyciła mnie scena gdy wyjawiony zostaje origin Arbyego. Nie wiem w jakim kierunku pójdzie dalej jego historię, ale oglądanie scen z jego udziałem będzie dalej satysfakcjonujące.
- prócz nasyconych czerwieni i zieleni w odcinku było dużo mrocznych ujęć. Noc, zdewastowane domostwo, kadry wypełnione stronami z komiksu czy płaskorzeźby u tych złych. Jakie to piękne!

OCENA 4/6

Utopia S01E05 Episode 5
- co za napięcie w odcinku! Nie żeby poprzednim tego brakowało, ale tutaj było jeszcze bardziej namacalne. Chyba dlatego, że lepiej poznałem bohaterów i już wiem o co chodzi. Mniej więcej. Serial czerpie z lęków świata i opiera na nich teorię spiskową, która może się stać rzeczywistością. Szczepionki, żywność modyfikowana genetycznie i widmo przeludnienia Ziemi. To wszystko ma prowadzić do ludobójstwa lub ocalenia ludzkości. Część głównych bohaterów wierzy w jedno, a część w drugie. A widz? Widz ma sam wybrać postawiony w niekomfortowej sytuacji. Bo po zakończeniu odcinka nie jesteś już tylko widzem, a jego główny problem z tobą pozostaje. Tylko czy to jest ostatecznym celem Corvatd, a Letts kłamał by ocalić życie?
- podoba mi się co serial zrobił z bohaterami. Zostali połączeni przez komiks i ich jedynym celem było przetrwać. Nie zgadzali się ze wszystkim, ale dopiero teraz widać jak wiele ich dzieli. Becky lęka się choroby i jest w stanie oddać manuskrypt, Wilson jest gotów poświęcić świat w imię przetrwania ludzkiej rasy, a Ian dalej jest idealistą. Pewnie dlatego został złapany przez policję. Co za cliffhanger! Bo został wywołany przez postać, która się zmieniła, a my jako widzowie tą drogę prześledziliśmy i rozumiemy czemu to zrobił. Mimo, że przez poprzednie cztery odcinki chciał dowiedzieć się prawdy.
- w oglądaniu Arbyego jest zarazem coś fascynującego i odpychającego. Jego historia pozwala go zrozumieć, współczuć mu i jeszcze bardziej życzyć mu ... sam nie wiem czego. Kolejny raz serial zmusza do zastanowienia się nad odebraniem postaci. Świetna cena z jego udziałem w przydrożnym barze czy gdy opowiadał o morderstwie mentora Jessicy. To, że okazali się rodzeństwem zupełnie mnie nie zaskoczyło i pasuje to do tego serialu.

OCENA 5/6

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #114 [01.12.2014 - 07.12.2014]

To był niezwykle spokojny tydzień. W prawdziwym świecie bo w serialach działo się, oj działo. Rozczarowujący mid-season finale The Walking Dead, zaskakująco udany crossover serialowego zakątka DC, ponadto w moim przypadku nadrobienie dwóch ostatnich odcinków Person of Interest, które potwierdzają wysoką formę serialu. Niestety czasu zabrakło na nową działkę Utopii i Power Rangers, a The 100 wciąż oczekuje na napisy. Co się nie odwlecze to nie uciecze jak mawiają górale. Większość seriali udaje się na zasłużony odpoczynek więc będzie można ponadrabiać zaległości.

A zaległości jest dużo co udowadniają pojawiające się rankingi podsumowujące rok. Fargo, Orange is the New Black, Mad Men. Ja wiem, że powinienem je oglądać, ale jak zwykle mam opory przed włączeniem czegoś powszechnie chwalonego i ambitnego. Jeśli ktoś nie wie co jest na czasie może przejrzeć chociażby listę nominacji do WGA, jednych z najbardziej szanowanych nagród w serialowym światku. 

Spokojny tydzień nie oznacza braku zamówień i anulowań. Tym razem padło na Legends i Gracepoint. Pierwszy serial musiał długo czekać na zielone światło dla kolejnej serii, ale opłaciło się. Sean Bean będzie miał szanse umrzeć w jednym z 10 odcinków, które trafią na ekrany w 2015 roku. Niby o Gracepoint nie powinienem pisać bo a) nie było oficjalnej notki prasowej b) koniec sezonu po pierwszej serii jest pewien już od ujawnienia wyników oglądalności pilota. Napisałem bo już sama stacja się do tego przyznaje zapowiadając finał sezonu jako series finale.

Jakie nowe seriale trafią do telewizji (prawdopodobnie) w przyszłym roku? Dramat muzyczny od Martina Scorsese zagości w HBO. Czekam bo lata '70, muzyka rockowa, a w obsadzie Bobby Cannavale, Olivia Wilde, Ray Romano i Juno Temple. Dobrze, czas najwyższy na nową falę seriali od stacji, której każdy nowy dramat jest wart uwagi. Przy kablówka ujawniła, że 26 grudnia zadebiutuje zremasterowane The Wire w 16:9 i i full HD. Kto jeszcze nie widział będzie miał szansę zobaczyć ten kultowy serial w współczesnych standardach. Chociaż trochę się boję, że przytemperuje to trochę ducha oryginału.

W tym tygodniu również stacja AMC wykonała swój ruch w walce o uwagę widza. Zamówiono pilot Preacher czyli kontrowersyjnego komiksu wydawnictwa Vertigo. To jeszcze nie cały sezon, ale szanse na jego realizację znacząco wzrosły.

Z pozostałych newsów trzeba odnotować wybranie Krysten Ritter do roli Jessicy Jones w Netflixowym serialu Marvela. Pozostawię to bez komentarza bo komiksu (jeszcze) nie czytałem więc nie mogę narzekać. Znaczy się oceniać. Jednak jestem dobrej myśli bo Ritter grać potrafi. Ponadto stacja CBS ujawniła datę premiery Battle Creek, nowego serialu Vince'a Gilligana, twórcy Breaking Bad. Odbędzie się ona 1 marca. Niestety dalej nie ma trailera.

Nie tylko HBO da nam serial z muzyką w tlę. Amazon już 23 grudnia wypuści Mozart in the Jungle. Trzeba przyznać, że zwiastun prezentuje specyficzny serial, o którym ciężko wyrobić sobie zdanie po niecałych trzech minutach. W przeciwieństwie do zapowiedzi 2 serii Black Sails. Niestety serial Starz nie przekonał mnie do powrotu, a jeszcze bardziej zniechęcił.

W przyszłym tygodniu ostatnie odcinku Agentów Marvela, Arrow i The Flash w tym roku. Czujcie się ostrzeżeni.

SPOILERY


Arrow S03E08 The Brave and the Bold
- druga część crossovra równie udana co pierwsza. Miała swoje wady wynikające główne z spuścizny serialu Arrow, ale dalej doskonale się bawiłem. A przecież o to chodzi, prawda? Dla odmiany nie był to versum jak odcinek z The Flash, a team up. Ollie i Barry łączą siły by pokonać Captain Boomerang. I to jest równie pretekstowe co walka z Prismem. Flash jakby chciał to by rozwalił Boomeranga jak rosyjską mafię. Jednak wystarczy o tym zapomnieć i cieszyć się serialem. Bo mamy bumerangi vs. strzały. Strzały i bumerangi! Campowa komiksowa stylistyka potraktowana w poważny sposób. Zadziwia bo się udało. I jak to się ogląda! Tylko jedna rzecz mi przeszkadzała - brak krwi. Ja mam uwierzyć, że takie bumerangi nie robią ludzkiej twarzy krzywdy? Jasne.
- podobały mi się też relację Barry i Ollie. Ten pierwszy musiał zaakceptować mroczną stronę swojego przyjaciela, a ten drugi uwierzył, że jest w nim dobra. I ja liczę, że ich zaufanie będzie dalej testowane w przyszło. Bo mają odmienne charaktery, ale są największymi herosami świata DC. No przynajmniej udanym zastępstwem dla Batmana i Supermana. Udanie wyszło starcie dwóch światów i dwóch pomysłów na serialach. Kolorowe The Flash z mrocznym Arrow. Zostało to pokazane nie tylko w zachowanie bohaterów, ale też w ich rozmowach, a na dłuższa metę przedstawieniu miasta. Taka różnorodność cieszy.
- odcinek miał jeden idiotyczny wątek, który ciężko przetrawić. Flashbacki, które robią się coraz bardziej idiotyczne. Amanda Waller kazała Oliverowi torturować terrorystę? Serio? Jej motywację są zupełnie niejasne. Cały ten wątek jest zbyt naciągany i potraktowany po łebkach. Ciężko uwierzyć w ewolucję bohatera skoro wszystko jest takie  irracjonalne.
- mogę się też przyczepić do samego pomysłu na crossa. Niby był, ale równie dobrze te odcinki mogłyby się pokazać w kilkutygodniowych odstępach. Powód odwiedzin bohaterów jest mało znaczącym pretekstem do zmiany miasta, a do tego opowiedziano dwie historię, które w minimalny sposób zostały ze sobą powiązane. Niby chodzi głównie o relację dwóch herosów, ale liczyłem, że posłuży to do opowiedzenia wciągającej historii. Oby następnym razem zostało to naprawione. Liczę, że w ciągu sezonu przenikanie seriali będzie równie mocne co dotychczas i pojawi się jeszcze jeden cross. A za dwa lub trzy lata 2h odcinek Justice League jak w Smallville tylko na większą skalę.

OCENA 5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S02E09 ...Ye Who Enter Here
- odcinek był typowym zwolnieniem akcji przed jesiennym finałem, który będzie wybuchowy. Mam nadzieje. Nie znaczy to, że w odcinku niewiele się działo. Działo, ale to co najbardziej mnie interesuje zostało odłożone na później. Na wycieczkę do tajemniczego miasta trzeba poczekać, a ja się zastanawiam przez ten tydzień czy to Attilan czy nie Attilan. Niby rozmowa Reiny i Skye potwierdziła wszystkie teorię o Inhumans i Kree tylko czy nie jest to zbyt łatwe rozwiązanie? Nie dziwie się jakby to wszystko było jedną wielką zmyłką. 
- ten sezon skupia się na bohaterach i tutaj nie było inaczej. Pokazano dalszy ciąg rozwoju relacji między Gemmą i Fitzem, znowu udowodniono, że Skye zmienia się w prawdziwą bohaterkę (ta walką z evil twin May!), a Bobbi ukrywa jakiś sekret. Do tego znowu wpleciono Warda w główne wydarzenia i pozwolono skrzyżować mu ścieżkę z agentami. Działa to zaskakująco dobrze. Szkoda, że cały odcinek był zbyt szarpany, a przeskoki po dwóch oddzielnych wątkach trochę wybijały z oglądania. 
- czyżby serial pokazał śmierć pierwszego z bohaterów? Proszę by to nie było prawda. Mack był jedną z najfajniejszych nowych postaci, jego przyjaźń z Fitzem działała i nie chciałbym by zginął w taki głupi sposób. 
- odcinek miał sporo dobrze rozpisanych komediowych scen - jak choćby Koeningowi rozmawiający o bliźniaczce May czy Culson i Bobbi  żartujący podczas przechadzki po mieście.

OCENA 4/6

Person of Interest S04E08 Point of Origin
- co?! Nie robi się takich cliffhangerów, oj nie! Ale z drugiej strony to dobrze bo aż prosi się o włączenie kolejnego odcinka. Najlepsze, że nie był on wymuszony. Śledztwo agentki Samarytanina trwało długo i teraz w logiczny sposób doszło do rozwiązania. Nie mogę się doczekać starcia Martine i Shaw w zatłoczonej galerii. Root to the rescue? Zapewne. Wiecie co jest jeszcze fajne odnośnie tego wątku? Silne postacie kobiece. Można by powiedzieć, że mężczyźni jakby na dalszym torze ostatnio.
- wątek odcinka był całkiem udany. Ładnie spalał wątki osobiste bohaterów z kryminalną mitologią serialu nie zapominając przy tym o epizodycznym występie młodej policjantki. Cóż za udanie rozpisane dialogi między nią, a Johnem. Ogólnie serial ma zdolność tworzenie postaci na jednorazowy występ, które mają potencjał by powrócić w przyszłości z czego niestety tak rzadko korzysta.
- przemowa Dominica o nieskończonych kołach trochę pretensjonalna, ale nie można odmówić mu charyzmy. I ambicji. Następny odcinek to polowanie na Eliasa. Czyżby powtórka z pierwszego sezonu gdy John stara się mu ratować życie?
- Misiek z certyfikatem nurka! I z pasem z granatami! Prawdziwy superbohater!

OCENA 4.5/6

Person of Interest S04E09 The Devil You Know
- przy ostatnim The Walking Dead narzekałem w jaki sposób zabili jedną z postaci z głównej obsady. Teraz będę chwalił jak w PoI ubito trzecioligowego villiana, który na przestrzeni 4 serii pojawił się zaledwie kilkanaście razy. Trzymająca w napięciu historia, przerodzenie się antypatii w współczucie oraz finałowa scena z pamiętnymi słowami (morior invictus)- kapitalnie wszystko zagrało. Szczególnie muzyka. Cóż to była za wzruszająca muzyka! Gdybym był bardziej uczuciowy to bym się popłakał. Anthony, będziemy tęsknić!
- historia Eliasa to mała powtórka z pierwszej serii. Znowu John musiał mu ratować życie i znowu mamy zamknięty budynek. Tylko końcówka jest odmienna. Równie zaskakująca, ale inna. Bo to teraz Elias się poświęca by spłacić dług wdzięczności. Ponownie jest też wyjawiana kolejna porcja prawdy o nim - pochodzenie z domu dziecka i powiązania z dawnymi przyjaciółmi. I zapowiedź zemsty. Czyli po przyjaznym wujku Eliasie pozostaną tylko wspomnienia.
- i jeszcze o Shaw. Pierwsza scena to świetnie zrealizowane kino akcji. Dwie twarde kobiety strzelające do siebie w galerii z kosmetykami i widmo Samarytanina podkreślające złowieszczą sytuacją. Ciesze się, że Root zjawiła się już gdy Shaw uporała się z kłopotami. A potem dostaliśmy sceny z tymi dwiema nasycone seksualnym podtekstem, który jak zwykle potrafi rozbawić. Więcej Shoot poproszę!

OCENA 5/6

Sleepy Hollow S02E10 Magnum Opus 
- kolejny zły odcinek. Historia nie potrafiła wciągnąć, dialogi słabo rozpisane, niewiele humoru, a widmo nadchodzącej apokalipsy to smutny żart. Niestety nie czuć nadchodzącego zagrożenie, a źli tego serialu robią się coraz bardziej groteskowi. Moloch już dawno przestał straszyć, Henry wprowadza kolejne plany, a nie stanowi żadnego zagrożenia dla głównych bohaterów, a Horseman z największego badassa telewizji zeszłego roku zmienił się w zdradzonego kochanka obwiniającego dawnego przyjaciela o całe zło, które go spotkało. Ten wątek jest fatalny, a flashbacki tylko to podkreślają. Przez pewien czas myślałem, że stary dobry Jeździec wrócił, ale nic z tego bo zaraz magiczna jaskinia przywróciła mu twarz i mógł sobie porozmawiać z Cranem. 
- równie zły był monster of the week i poszukiwanie magicznego miecza. Gorgona? Serio? Przecież to nie ma nic wspólnego z mitologią serialu i nie pasuje do całości. Walka była mało ekscytująca, design strasznie sztuczny (a design w Sleepy Hollow zazwyczaj jest więcej niż przyzwoity). Wybór właściwego miecza niczym scena z Graalem z Ostatniej krucjaty. Tylko tutaj nie było błyskotliwego zakończenia, a taki które zaledwie na papierze mogło dobrze wyglądać. Wieczne rozmowy bohaterów o konfrontacji z samym sobą i ujawnieniu własnego "ja" powinny zostać skrócone o połowę, a i tak byłoby ich za dużo. 
- ciesze się, że Irving i Jenny dostali wspólne sceny bo to był jeden z mocnych punktów zeszłego sezonu. Ich niecodzienna znajomość mogła pójść w ciekawym kierunku. Szkoda, że teraz zostało to spłycone. Ucieczka Irvinga, i wywożenie go z USA to zupełnie zbyteczne sceny, które do niczego nie prowadziły. Ni to śmieszne, zero napięcia, dodania czegoś do mitologii serialu czy historii bohaterów. Zapchajdziury mające dobić do 40 minut. 

OCENA 2.5/6

The Flash S01E08 Flash vs. Arrow 
- wielce oczekiwany crossover nie zawiódł. A miałem takie obawy, zwłaszcza po pierwszych ~10 minutach. Jednak gdy Arrow pojawił się w Central City wyzbyłem się wszystkich uprzedzeń. Stacja The CW może świętować triumf. Nie dość, że pod względem jakościowym pomysł crossa dał radę to jeszcze oglądalność dopisała. Jaka szkoda, że w tym uniwersum dzieją się zaledwie dwa seriale...
- odcinek był dość klasyczny - spotkanie dwóch herosów, walka i łączenie siły przeciw większemu złu. I to działało mimo masy głupotek. Fabuła była pretekstowa, a monster of the week był wytrychem służącym do zaprezentowania walki dwóch bohaterów, która jedynie miała cieszyć fanów. Co wyszło. Cieszyłem się jak dziecko patrząc jak zwykły łucznik walczy z metaczłowiekiem. Albo gdy Ollie daje lekcję Barry'emu. Albo oglądając interakcję między dwiema ekipami. Nawet irytujący Cisco mi nie przeszkadzał, a jego żarty śmieszyły. Tak jak wszystkie temu służące dialogi. Jak choćby Oliver opowiadający, że też ma więzienie tylko na bezludnej wyspie. Nie przeszkadzała duża ilość bohaterów w odcinku, wszystko została zgrabnie rozpisane tak by cieszyć widza. Prócz relacji superbohaterskich poruszone też dwa ważne wątki. Niestety, przypomniano o dziecku Olliego co jest głupie i myślałem, że scenarzyści porzucą ten pomysł. Wprowadzona też Firestorma! Tak Firestorma! Czadowo wygląda i liczę na jego lepsze przedstawienie w przyszłym odcinku. Znamienne, że jego postać gra kuzyn Stefka Amella.
- troszkę nie podobała mi się tyrada Oliviera o życiu bohaterów bez wybranek serca co jest głupkowate i jest odzwierciedleniem polityki całego DC. To samo dzieje się u nich w komiksach i to samo będzie pewnie w filmach. Szkoda.
- zły Flash nie był tak bardzo evil. Również ten dobry często jest wredny jak kradnięcie żarcia swojemu szefowi. Jego tymczasowa przemiana powinna wpłynąć na jego relację z Iris, która nie będzie już z nich tak sympatyzowała. Oby szybko tego nie naprawili i konsekwencje długo się ciągnęły za bohaterem. Jedną z nich będzie grupa uderzeniowa Eddiego. To będzie ciekawa.

OCENA 5/6

The Walking Dead S05E08 Coda
- nie mam pojęcia co zdarzyło się podczas wymiany. Dla mnie była to jedna z najgłupszych scen w serialu. Kompletnie idiotyczna gdzie nie potrafię zinterpretować zachowania bohaterów. Po tym wszystkim co przeszła Beth, tyle razy pokazała siłę charakteru, przystosowanie się do świata po apokalipsie i zobojętnienie tak potrzebne by przeżyć robi coś czego zupełnie nie mogę zrozumieć. Popełnia samobójstwo. Tak, samobójstwo. Bo jak inaczej nazwać rzucenie się na uzbrojoną policjantkę z nożyczkami, które wbija jej w ramię? Bo miała dość takie życia? Wyrzuty sumienia niewiadomego pochodzenie? Kompletnie niezrozumiałe. Tym bardziej, że swoim zachowaniem naraziła na niebezpieczeństwo swoich przyjaciół. A właśnie przyjaciele. Grupka Ricka też popisała się inteligencją. Bo gdzie najlepiej zrobić wymianę? W bazie przeciwnika, w wąskim korytarzu gdzie będą zupełnie bezbronni. Czy scenarzyści niczego nie nauczyli się przez tyle lat? W tym wszystkim podobała mi się jedynie scena gdy grupa znowu się spotyka, a martwa Beth spoczywa w ramionach Daryla. To było pięknie nakręcone. I rozdzierający płacz Maggie, która w końcu przypomniała sobie o siostrzyczce.
- w odcinku podobały mi się głównie pojedyncze sceny. Badassowe zachowanie Ricka, pokazanie zombiaków czy rozmowy z pojmanymi policjantami. Szkoda, że cały wątek szpitala się nie udał. Gdy Dawn opowiadała swoją historię i wyjaśniło się potem jak przejęła władzę ni trochę nie przejąłem się tą opowieścią. Może i mówi dużo o ludziach, jest w niej dramat bohaterów, ale co z tego skoro sa mi oni zupełnie obojętni? To nie grupka Gubernatora czy kanibale, którzy szybko przykuli moją uwagę. Tutaj to się nie udało.
- o wiele bardziej trafił do mnie wątek Gabriela. Może i zachowanie księżulka było głupie, ale miało znamiona pewnej pokręconej logiki i wiarygodności postaci. Musiał zobaczyć na własne oczy okrucieństwo by je zrozumieć i zaakceptować świat, w którym żyję. Wciąż nie jest do niego przystosowany, ale lepiej zdaje sobie z niego sprawę. Niedługo pewnie zacznie posługiwać się meczetom (tak pije, do tej sceny gdzie zombiak robi sobie kuku). 
- ogólnie jestem bardzo rozczarowany. Oczekiwałem pierdolnięcie, a dostałem anemiczne pitu pitu, że się kolokwialnie wyrażę. Średnie z pierwszych 8 odcinków jest zadowalająca, ale liczę, że sezon 5B bardziej będzie przypominał pierwsze epizody tej serii i skupi się na grupce Ricka jako społeczności, a nie pojedynczych bohaterach.
- i małe ciekawostki - była scena po napisach, ale nie wszystkich wersjach odcinka więc uważajcie co ściągacie (wersja REPACK na pewno ma te dodatkowe minut). Albo i nie bo wiele nie stracicie. Kolejne pokazanie Morgana, który idzie do Ricka. Drugi fun fact to wielkie faux pa stacji AMC. Kilka godzin przed emisją odcinka na oficjalnym fanpage serialu zaspoilerowali kto zginie za co później przepraszali. Przynajmniej raz to Amerykanie zepsuli sobie oglądanie odcinka niechcianymi faktami.

OCENA 3.5/6

wtorek, 2 grudnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #113 [24.11.2014 - 30.11.2014]

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Mamuty już dawno wyginęły, podróże do innych układów planetarnych nie są jeszcze możliwe, a dobre seriale zbyt wcześnie odchodzą o czym internet nieustannie przypomina. Utopia, którą się ostatnio delektuje i wam polecam zrobić to samo, została wyróżniono statuetką Międzynarodowych Nagród Emmy do najlepszego serialu roku. Nie widziałem wszystkich seriali, które były nominowane, ale nie mogę się nie zgodzić. Utopia powinna zgarniać wszystkie możliwe nagrody. A najlepiej gromadzić drugie tyle widzów przed telewizorem. Niestety rynek rządzi się własnymi, brutalnymi regułami. Niby fani walczą o zakończenie historii, ale to jest to co robią fani. W nich nadzieja umiera ostatnia. Zazwyczaj przegrywają, ale zdarza się, że serial powróci. I niech to spotka dzieło (tak, dzieło) Dennisa Kelly'ego.

Amerykańska telewizja jest przewrotna na wiele sposobów. Niespodziewane wskrzeszenia, anulowania i odejścia aktorów to chleb powszedni. Jednak nie często się zdarza, że serial zamówiony na drugi sezon jeszcze przed premierą pilota zostaje anulowany po emisji finału pierwszej serii. Taki psikus został sprawiony fanom Matador przez telewizję El Rey. Do swojego końca zmierza Red Band Society. To nie jest zaskakująca wiadomość, taki wniosek można było wysunąć już w wrześniu. Pierwsze seria zakończy się na 13 odcinków czyli tak jak w przypadku Constantine. Skoro piszę od adaptacji Hellblazer to ostatnio pojawiła się ciekawa wiadomość. I również mało zaskakująca - odcinki są emitowane w niewłaściwej kolejności. Na szczęście tyczy się to zaledwie zamiany 1x6 z 1x2, ale zawsze to pewnego rodzaju szkoda dla serialu i widzów. 

Dobrą wiadomością jest dwu godzinna (6 stycznia) premiera Agent Carter. Tak właśnie powinny zaczynać się nowe seriale. Często 40 minut to zbyt mało by poczuć ducha serialu i zbyt szybko się go skreśla. Poza tym dwa razy więcej czasu w świecie Marvela to zawsze dobra wiadomość. Podwójną premierę (13 stycznia) będzie miał również finałowy sezon Parks and Recreation. Ba, nie tylko premierę, ale i każdy kolejny odcinek. Muszę to w końcu nadrobić. Fani bardziej poważniejszych klimatów mogą sobie ostrzyć paluszki na 27 lutego. Wtedy właśnie powróci Frank Underwood w swoim House of Card.

Ja jednak dużo bardziej czekam na Orphan Black. Druga seria miała swoje problemy związane z opowiadaniem historii, ale to wciąż serial bo który bardzo chętnie sięgam. W przyszłym roku będę to robił jeszcze łapczywiej bo do obsady dołączy Ksenia Solo i James Frain. I znowu przypomina mi to o kolejnej rzeczy do nadrobienia Lost Girl.

To teraz zwiastuny, a trochę się ich uzbierało więc w formie wyliczanki: 
- nowa zapowiedź 12 Monkey. Boję się trochę nudnego wątku romansowego, ale bardzo pozytywnie jestem nastawiony. Podróże w czasie i widmo zagłady ludzkości to wystarczający argument.
- teaser Vikings sprawia, że oczekiwanie na nowa serię będzie troszkę łatwiejsze.
- fragment Better Call Saul trochę ostudził mój zapał do serialu. Liczę, że jest to związane z brakiem znajomości kontekstu
- i mała ciekawostka, której nie mam zamiaru oglądać - zwiastun kontynuacji Biblii od NBC. Potwierdza, że stacje ogólnodostępne nie powinny zajmować się period drama

SPOILERY
 
Sleepy Hollow S02E09 Mama
- to był zły odcinek, ciężko mi znaleźć rzecz, która by w nim zagrała. Chyba najbardziej mnie uszczęśliwiła obecność Jenny i Irvinga. Jednak tło fabularne to porażka, pełna dziur logicznych i męczących rozwiązań. Najmniej mi się podobało wywrócenie do góry nogami przeszłości sióstr Mills. Chora psychicznie matka i obwinianie jej za problemy w dzieciństwie oraz uraz w dorosłości było bardzo dobrym pomysłem, pogłębiającym bohaterów, pokazujących nieszczęśliwą rodzinę, która musiała się mierzyć z prawdziwymi i iluzorycznymi demonami. Tutaj to zaprzepaszczono. Demony okazały się prawdziwe, Moloch polował na mamusię, a ona tak na prawdę była matką roku. Ckliwa sceny w tym odcinku były nie do zniesienia. Tak jak polowanie na ducha. Przewidywalne, z scenami, które nie powinny mieć miejsca. W ogóle czemu mamusia pojawiła się jako duch? czemu akurat teraz Lambert powróciła? Czemu, skoro pracowała dla Molocha, teraz chciała zabić Irvinga, z którym Henry wiąże jakieś plany? I po co Hawley w tym odcinku? Przecież kompletnie nic nie robił użytecznego. Nie miałbym nic przeciwko odstawienia Crane'a na boczny tor jakby z tego coś wyszło. Niestety nie udało się. Nawet relacje sióstr były spłaszczone, a Jenny jest zupełnie inną postacią niż rok temu.

OCENA 2.5/6

The Flash S01E07 Power Outage
- Flash został pozbawiony mocy i desperacko chciał ją odzyskać. Jakże typowy wątek dla tego rodzaju bohaterów. Nie wyszedł źle, ale trochę za wcześniej. Jeszcze się z nimi dobrze nie oswoił i już musiał próbować żyć bez nich. Zbyt szybko, takie coś powinno zostać wpisane w serial w 2-3 sezonie.
- sam odcinek był bardzo fajny. Nawet zaskoczyło mnie jak bardzo mi się podobał. Dwa nieprzeplatające się wątki, ale dobrze działające jako samodzielne historię. W pierwszej mapy naukowców próbujących przywrócić zdolności Barry'emu, a w drugiej mini crossover z Arrow i pojawienie się Clock Kinga w Star City. Dobrze rozłożone tempo akcji i odcinek potrafił mocno zaabsorbować. Wciąż jego główna linia fabularna wlecze się nie przyzwoicie wolno co nie przystoi Flashowi, ale serial prezentuje udane zapychacze. Jak choćby zarys konfliktu między Allenem, a Wellsem. Czekam aż przerodzi się to w coś poważniejszego. Tak samo jak czekam na mamuta w Central City. Najciekawsza wiadomość z gazetki z przyszłości, którą wcześniej przegapiłem.
- dalej dobrze działa humor w serial. Szczególnie pierwsza była udana gdy Wells opowiada o życiu Barry'ego. I ten napad. Cóż za kapitalny pomysł podkreślający jak bardzo Arrow i The Flash się od siebie różnią.

OCENA 4.5/6 

The Good Wife S06E08 Red Zone
- ileż sądowych spraw! Dobrze, bardzo dobrze. Może ich prostota trochę rozczarowała, ale ciesze się że były. Obyśmy więcej oglądali Alicji na sali sądowej, zwłaszcza w pojedynkach z Cannigniem. Podobało mi się też gorzkie zakończenie sprawy o gwałt. Ofiara uzyskała co chciała, ale prawdziwi winowajcy pozostali na wolności.
- biedna Alicja nie radzi sobie w wielkiej polityce. Słuchanie grupy fokusowej było ciekawym doświadczeniem. Tak jak potem komentarze w jej głowie. Tutaj znowu gorzkie zakończenie - idealistka powoli zmienia się w prawdziwego polityka pozującego na ustawkach. Szkoda, że Casto tak niespodziewanie się wycofał i głównym kandydatem będzie Prady, o którym niewiele wiadomo.
- wątek Cary'ego dalej się ciągnie. Ten odcinek miał pokazać jego ewolucję i udało się, zdobył motywację do walki o swoją przyszłość. Tylko trochę to błahe. Ciekawe co takiego kombinuje Kalinda bo na razie wygląda jakby utkwiła w pułapce między trzema skrajnymi siłami.

OCENA 4.5/6

The Walking Dead S05E07 Crossed
- dobrze było w jednym odcinku zobaczyć wszystkich bohaterów. Może przez to trochę fabuła cierpiała, odcinek niewiele zmienił, ale kurde, dobrze było zobaczyć co się dzieje u postaci. Choćby taka głupia wyprawa po wodę lub oglądanie klęczącego Abrahama czy Maggie, zasłaniająca Eugena kocem. Te sceny są potrzebne. Pokazują zwykłe interakcję między bohaterami i zacieśnianie się więzi. Podobało mi się tutaj praktycznie wszystko. I te żarty Tary. Czy ona może częściej żartować?
- najnudniej wypadł wątek Gabriela. Pokazanie Carla chcącego uczyć go posługiwania się bronią to kolejny przykład pokazania jak ten świat zmienił ludzi. Po przeciwnej stronie jest Gabriel. Tyle przeżył, ale wciąż nie jest w stanie wykończyć zombiaka. Był tchórzem i tchórzem pozostał. Teraz czekać aż wróci z podkulonym ogonem Michonne i Carla.
- w grupce Ricka było mniej scen między postaciami. Do najważniejszych należy przeżywanie przez Sashę śmierci Boba oraz brak porozumienia między Darylem, a Rickem. Czuję konflikt między tą dwójką. Sceny "odbijania" Carol i Beth miały niezły dynamizm, czuło się napięcie i oczekiwało, aż coś się spieprzy. Szkoda tylko, że tak późno.
- nie pamiętam kiedy ostatnio niedobrze patrzyło mi się na The Walking Dead. Ten odcinek miał taką scenę. I nie chodzi o rozpuszczone zombiaki na asfalcie czy użycie czaszki jednego z nich w charakterze broni (co było osom). Pije do Gabriela drapiącego podłogę i zdzierającego sobie paznokcie. To było obrzydliwe.

OCENA 4/6

Utopia S01E03 Episode 3
- mam wyrzuty sumienia po tym odcinku. Czemu? Przez pewien czas zacząłem sympatyzować z mordercą. Bezwzględnym mordercą urządzającym rzeź w szkole i nie wahającym pociągnąć się za spust. I chyba taki był cel tego wątku. Arby wydaje się być chory umysłowy, zagubiony i wykorzystywany przez Network. Jest zaledwie trybikiem odsłaniającym prawdziwą twarz tych złych. Do tego trapiony przez własne koszmary z dzieciństwa i głosy w głowie. Doskonała robota panowie scenarzyści! Zwłaszcza moment gdy pyta się Jessicy gdzie jest Jessica Hyde po czym odchodzi. Jakby jej złapanie miało skończyć jego pracę po czym zostałaby tylko pustka.
- doskonale wyszło też pokazanie relacji Jessicy z Grantem. Dwuznaczne i niejasne. Czy ona chciała go na początku wykorzystać i potem narodziła się u niej macierzyńska więź? Całkiem możliwe. Nie wiem co mi się tutaj najbardziej podobało. Momenty gdy opowiada o swojej przeszłości by się do niego zbliżyć, totalne odcięcie od emocji czy delikatne znęcanie się nad dzieciakiem. Chyba jednak ich pierwsza rozmowa o delikatnie mistycznym charakterze co było zasługą światło padającego na kamerę i unoszących się drobinek kurzu. Bo ten serial jest przepiękny.
- nieporadność Wilsona, Becky i Iana jest porażająca. Zwłaszcza w kontraście z postaciami, które są związane z siecią spisków. Powoli się dostosowują do nowej sytuacji, ale wciąż ich postacie są tam nie na miejscu (przez co paradoksalnie chcę się ich oglądać). Podobają mi się też relacje między tą trójką. Jak Wilson powoli się zmienia, Ian jest na razie tylko popychadłem, a Becky go wykorzystuje. Ciekaw jestem gdzie te postacie się znajdą pod koniec sezonu.

OCENA 5.5/6 

poniedziałek, 17 listopada 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #111 [10.11.2014 - 16.11.2014]

W mijającym tygodniu było kilka anulowań więc zacznę od tych lepszych wiadomości. Mniejszego kalibru jest przedłużenie przez kanadyjską stację Saving Hope na czwarty sezon. Czemu piszę o serialu o szpitalach? Bo gram tam Erica Durance i Michael Shanks, którzy utkną w nim na kolejny rok. Widzowie Graceland od września musieli martwić się o losy swojego serialu. Trzymanie kciuków opłaciło się - 13 nowiutkich odcinków w przyszłym roku. Jedak prawdziwe emocje wzbudziła notka prasowa z zeszłego poniedziałku od Showtime. Homeland dostaje piątą (12 odcinków), a The Affair drugą serię (10 odcinków). Carrie daje radę w tym sezonie, a niepozorny serial o związkach jest jednym z hitów tego roku mimo słabiutkiej oglądalności. Tak mówią internety. Ja Homeland odpuściłem po słabej połowie drugiej i nudnej trzeciej serii. Wrócę po finale tego sezonu bo głosy mówiącej o poziomie znanym z początków historii są zachęcające. 

Mniej szczęścia miały dwa dramaty TNT i komedia CBS. Perception znika z anteny po trzeciej serii, a Franklin & Bash skończy się na 4 sezonie. Ktoś płacze? Nie? Tak myślałem. Trochę zdziwiło mnie anulowanie The Millers. Mamy początek sezonu, to nowości powinny żegnać się z widzami, a nie serial powracający na drugi rok. CBS złożyło w tym roku sporo zamówień i jakoś musi robić miejsce w ramówce. Tym bardziej, że już zdążyli po przedłużać nowości.

Miałem ograniczyć pisanie o zapowiedziach seriali. Miałem, bo zbytnio się nie da patrząc co szykują dla nas stację telewizyjnej. Największy shocker to Ash vs. Evil Dead. Tak, Evil Dead powraca! Jako serialowa kontynuacja Armii Ciemności z Brucem Cambellem. Picze nad serialem będzie sprawował Sam Raimi czyli twórca oryginału. Groteskową destrukcji sił nieczystych zaserwuje Starz czyli będzie brutalnie i seksownie. Cicho liczę na angaż Jane Levy nie koniecznie powtarzającej swoją rolę z reamake'u.

Radosna rozrywa to nie wszystko bo w przygotowaniu dwie dość ambitne pozycje będące próbą zmierzenia się z klasykami. Serialowa adaptacja Fundacji Asimova zostanie stworzona specjalnie dla HBO przez Jonathana Nolana. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć o kim i o czym piszę? Stacji powoli kończą się seriale i muszą inwestować w nowe marki, które przyciągną widzów. Jednak bardziej od stacji cieszy mnie nazwisko Nolana. Czytając z nim wywiady o Person of Interest odniosłem wrażenie, że to szalenie inteligenty facet, który rozumie problemy współczesnego świata. Teraz czekam na info mówiące o dołączeniu do producentów Grega Plagemana, z którym tak dobrze się rozumiał. 

Amazon próbuje namieszać na serialowym rynku i nawiązać rywalizację z Netflix jednak średnio im to wychodzi. Wciąż pamiętam katastrofę jaką okazał się odcinkowy Zombieland. Tym razem zamówili siedem pilotów z czego jeden jest szalenie interesujący. The Man in the High Castle czyli adaptacja książki Philipa K. Dicka z alternatywną historią gdzie Niemcy wygrali II wojnę światową. Jeszcze nie czytałem (tak, wstyd mi), ale myślę, że książka by idealnie do mnie trafiły. Dlatego tak bardzo nie mogę się doczekać by sprawdzić wizję Ridleya Scotta. W obsadzie m.in. zjawiskowa Alexa Davalos, Rupert Evans, Rufus Sewell, i DJ Qualls. 

Jako ciekawostkę, o której szybko zapomnę, traktuję Hap and Leonard: Odd Couple. Lata '80, Teksas, klimat noir, sztuki walki i ambitne podejście do seriali stacji Sundance. Sześć godzinnych odcinków na początku 2016 roku.   

Zwiastuny mam dla was trzy. Coś nowego, coś starego i coś śmiesznego. Nowa jest pierwsza zapowiedź Bosh od Amazonu. Szykuje się podobne podejście do zbrodni co The Killing. Nie moje klimaty, zwłaszcza gdy z czasem ostatnio krucho i ledwo ogląda swoich ulubieńców. Szkoda bo w innej rzeczywistości dałbym serialowi szansę. Stary jest zaległy zwiastun Ascension, które zbliża się wielkimi krokami. Śmieszna parodia Gotham w postaci Gotham Origins. Uwaga nie murgać, w filmiku można wyłapać nawiązania do Batmana i jego ikonicznych wrogów.

SPOILERY

Arrow S03E06 Guilty
- scenariusz pełen dziur i dialogi pisane pięć minut przez kręceniem odcinka. Tak wyglądał ten odcinek. I pomyśleć, że całkiem fajnie się zapowiadało. Tak do 9 minuty. Potem połączono wątek Laurel i Arrowa, wrzucono do tego zazdrość i irracjonalną nieufność przez co po dłuższych rozmowach bohaterów trzeba było sobie robić przerwy by nie nie zostać sprowadzonym do ich poziomu. Nawet mi się nie chcę pastwić nad poszczególnymi scenami. Było źle nie licząc scen walki (i głupiutkiego pościgu). Szkoda tylko, że scenarzyści nie wiedzą jak używać komiksowych motywów. Strzała z rękawicą? Serio? Jakby to jeszcze było podano z lekką ironią, ale nic z tego. Albo Cupid, stupid. Jakie to było drętwę. Znowu odruchowo musiałem pacnąć się w czoło.
- flashbacki w tym sezonie są potwornie nudne. Niech coś się wreszcie zacnie dziać bo jedynie służą jako ekspozycja do postaci, które pewnie pojawią się w teraźniejszości lub wytrych by wprowadzać rozwiązania potrzebne współczesnym bohaterom. Jak ta żałosna medytacja. Wciąż nie wiem czemu Oliver przekonał się, że nie Roy zabił Sarę. Przecież nic takiego nie powiedział...
- w zamierzeniu główny wątek odcinka miał korespondować z relacjami Roy/Arrow. Założenia założeniami, a reżyseria swoje. Zamiast dać więcej scen Roy/Ollie to trzymano go na uboczu, a przekaz był zbyt chamski. Gdzie subtelność ja się pytam?
- Laurel używa wpływów by oczyścić Granta z zarzutów. Nóż się w kieszeni otwiera gdy ogląda się taką bohaterkę.

OCENA 3/6

Brooklyn Nine-Nine S02E06 Jake and Sophia 
- doskonałe! Tytuł adekwentny bo to właśnie ta dwójka była najśmieszniejsza w tym odcinku. Sophia to trochę taki żeński Jake tylko inteligentniejsze i trochę bardziej opanowana. Chciałbym oglądać ją w serialu jak najdłużej. Zwłaszcza nie mogę się doczekać jej interakcji z resztą ekipy z 9-9, która ma alergię na prawników. Sophia i Amy? Poproszę jak najszybciej. Tak jak ich zabawy z pestką awokado, o którym dzisiaj tyle opowiadali.
- zabawne były kłótnie Charlse'a i Giny. I nie chodzi tylko o dobrze rozpisane dialogi, ale też ich zachowanie. Jak jego niski głos czy ona go delikatnie uderzająca. Cóż za idealne wyczucie. I ta końcówka. Przyszłość rysuje się kolorowo.
- najmniej zabawny (a i tak cholernie śmieszny!) był wątek Amy i wyborów do związków. Gdy wraz z Rosą przychodziły do Holta przypominały bardziej dziewczynki z podstawówki niż policjantki.

OCENA 5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S02E07 The Writing on the Wall 
- przez pewien okres czasu Arrow było lepsze od Agentów pod niemal każdym względem. Było i dawno temu. Teraz oglądanie tych dwóch seriali po sobie nie wpływa na przychylną opinię o przygodach Szmaragdowego Łucznika. Agenci za to z każdym odcinkiem coraz bardziej błyszczą. Utworzyli już swój świat, a teraz bezpiecznie poruszają się w obrębie znanych wątków i motywów. Skye ładnie podsumowała to na początku odcinka - wszystko jest ze sobą w jakiś sposób powiązane. Nie dziwiłbym bym się gdyby był to zaledwie wierzchołek ogromnej piramidy. Jasne, wydarzenia w serialu nie zatrzęsą światem Marvela, ale z pewnością stanowią istotny dodatek.
- ten odcinek był świetny pod wieloma względami. Były dwa równolegle prowadzone wątki skupiające się na dwóch historiach. Wszystko było częścią większej całości i mocno rozwinięto kilka historii. Najbardziej tajemniczy wątek czyli wskrzeszenie Culsona jest wzorowo prowadzony. Dramatyczny początek zapowiadający kulminację i wyjawienie prawdy. Fajnie poprowadzono powolne popadanie w szaleństwo przez Culsona oraz sposób stopniowego ujawniania faktów z projektu Thaiti. I ostateczne wyjawienie czym są znaki. Plan tajemniczego miasta odkryty dzięki pamięci genetycznej kosmity starszego niż piramidy. Wow, jednak serial będzie miał rozmach. I czyżby to byli Kree eksperymentujący na ludziach i ich zaginione miasto?Do filmu Inhuman jeszcze szmat czasu, ale wygląda jakby Marvel już kładł pod niego pierwsze klocki.
- niby wątek Warda trochę mnie irytował ostatnio, ale nie można mu zarzucić zanudzania widza. Było kilka zabawnych scen oraz umiejętne operowanie napięciem i tajemnicą. Nie mogę się przestać cieszyć podczas oglądania całej drużyny umiejętnie współpracującej by złapać Warda, który wymyka się im niczym obślizgły gad. Przy okazji odcinek potwierdził jedną z moich teorii. Grant w swojej chorej główce ubzdurał sobie, że wciąż jest agentem SHIELD i dostarczył Culsonowi prezencik w postaci wysoko postawionego agenta Hydry. No ciekawe jakie tajemnice wyjawi. Ja liczę na kolejne wspomnienie Struckera. A może jakiś delikatny hit o bliźniakach przed Avengers 2?

OCENA 5/6

Sleepy Hollow S02E08 Heartless 
- po tylu odcinkach dobrze było zobaczyć razem Crane'a z Katriną. Niby cały czas była obecna, ale dopiero teraz stanowiła integralną część serialu. I szkoda, że wracamy do tego co było. Dużo bardziej wolałbym ją oglądać razem z Abby niż w nudnym związku z Abrahamem. Jednak mimo wszystko optymistycznie patrzę na kolejne odcinki. Teraz skoro Moloch został sprowadzony na świat stawka pójdzie w górę. Wciąż marzy mi się by finał sezonu rozpoczął apokalipsę.
- polowanie na sukubba była ok. Nic nadzwyczajnego. Jednak prowadziło do kilku ciekawych rzeczy. Niecodzienne sojusze. Crane musiał współpracować z Hawleyem, a Abby z Katriną. Było ciężko, mocno się od siebie różnią jednak w końcu doszli do porozumienia. Tylko szkoda, że zapowiada się kolejny trójkąt miłosny... Wątek uwodzicielskiego demona miał jeszcze jedną fajną rzecz, tradycyjną dla tego serialu - design postaci. Sukubb wyglądał jak diablica, a pokazanie jak się żywi kamerą umieszczoną centralnie miedzy nią, a ofiarą było ciekawym posunięciem. Przerażające dziecko też na propsie.

OCENA 4/6

The 100 S02E04 Many Happy Returns
- uwielbiam w tym sezonie nieśpieszny sposób prowadzenia historii i płynącą swoim nurtem historię. Zamiast rzucać kolejne sceny, pokazywać kilkadziesiąt rzeczy na raz i dawać nudne twisty serial ilustruje świat w własny sposób. Chciałbym więcej seriali pisanych w ten sposób.
- w odcinku działo się dużo dobrego. Bardzo dużo. Tym razem ruszono cztery główne wątki i żaden z nich wnosił coś nowego. Najbardziej czekałem by zobaczyć gdzie wylądował Jaha. Okazało się, że trafił do rodzinki wygnańców żyjącej na pustyni. Pokazano powoli nawiązujące się stosunki z wygnańcami i wolniutko dokładano kolejny cegiełki do worldbuildingu. Przez większość czasu było zaledwie ciekawie, a potem scenarzyści dołożyli. Choroba popromienna i poważna deformacja twarzy dziecka, wspomnienie syna Jahy (zawsze jest dobrze torturować postacie) i ostateczne zakończenie tego wątku. Robimy wszystko by przeżyć. Nasz były kanclerz zbyt się nie zdziwił, że został sprzedany. Ale to dobrze, pozwoli to pokazać Grounders (a może to zupełnie inna frakcja ma inną nazwę?) w innym świetle.
- strasznie lubię wątek Raven w tym sezonie. Pełna życia kobieta musi się teraz zmaga z własnym kalectwem, powoli dojrzewa by je zaakceptować. Najlepsza scena była oczywiście ta gdy sama, bo przecież musi zrobić to sama, próbuje wspiąć się na maszt, ale nie jest w stanie. Potem dostają odrobinkę nadziei, ale wiemy, że nigdy nie zostanie do końca wyleczona. Chcę zobaczyć jak sobie poradzi podczas jakiegoś najazdu tubylców i boję się co scenarzyści dla niej wymyślą.
- historia misji ratunkowej Bellamyego i Finna skupiła się w jednym miejscu - na krawędzi klifu i dla nich odcinek miał tylko tam miejsce. Znowu testowano moralność bohaterów i pokazano jak bardzo złożony jest Bellamy. Niby wie, że należy ratować Clarke i jak ważna jest misja ratunkowo, ale wciąż liczy się dla niego to jedno życie, które może tu i teraz uratować. Jednak jest to rzecz, którą musiał zrozumieć. Udanie też pokazano, że bohaterowie by przeżyć muszą współpracować, pojedyncze akty odwagi są daremne. Ciesze się z powrotu Octavi i ogromnie jestem ciekaw jak wypadnie jako łącznik między dwoma światami.
- niektórzy pewnie będą psioczyć na postać Morphyego, że nie ma na niego pomysłu i raz jest tym złym by teraz ratować swojego dawnego kata. Tylko, że jego zachowanie jest normalne. Jest typowym oportunista. Gdyby pozwolił umrzeć Bellamyemu nic by nie zyskał. Ich stosunki są coraz bardziej napięte i zróżnicowane. Tym bardziej czekam by zobaczyć jego współpracę z Finnem, który trochę się do niego upodabnia.
- na koniec Clarke. Cream de la cream. Jak ja ją ostatnio uwielbiam oglądać czemu się sobie bardzo dziwię. Tym bardziej w duecie z Anyą. To był odcinek drogi, próba przeżycia i lepsze poznawanie się dwóch liderek z lekkim zarysowaniem różnic między dwoma światami. Drapieżność Anyi (to wygryzienie sobie nadajnika!) z chwiejącą się moralnością Clarke idealnie ze sobą współgrały. Kulminacją było starcie na pogorzelisku po bitwie. Cóż to była za walka! Jak sceneria zniszczonego świata i stosunków między dwoma ugrupowaniami idealnie współgrała z tymi dwiema postaciami. I ta brutalności. Ten serial mnie zadziwia. Nawet Arrow gdzie przecież główny bohater przez jakiś czas zabiał nie był tak dosadny (czy może tak delikatnie przerysowany) pod względem pokazywania krwi.
- przez pierwszą serię miało trochę frajdy z wyłapywania głupich rozwiązań. Ten sezon nie dawał mi do tego pretekstu, pozornie do tego odcinka. Gdy zobaczyłem balon zdradzający pozycję Jaha Camp chciałem krzyczeć na głupotę bohaterów zdradzających swoją pozycję i wyklinać scenarzystów. Zupełnie niepotrzebnie. Tutaj pokazano bujanie w głowie naukowców i nieprzystosowanie niektórych ludzi do nowej sytuacji. Pojawiło się wojsko i od razu zdało sobie z tego sprawę. Brawo.
- ostatnia scena trochę mnie zaskoczyła. Trochę bo spodziewałem się, że wejście do obozu w środku nocy nie będzie dobrym pomysłem. Tylko śmierć Anyi była niespodziewana. Liczyłem na więcej Dichen Lachman w tym sezonie dlatego szkoda, że to jej koniec. Jednak jej zgon pasuje do serialu. Gdy sytuacja się poprawiła, jest szansa na porozumienie, głupia ludzka pomyłka zrodzona z psychozy i paranoi sprowadza katastrofę.

OCENA 5/6

The Flash S01E05 Plastique 
- chyba ostatnio za dużo seriali mam na swojej watchliście bo oglądając takie seriale jak The Flash odbieram je jako gorsze niż są w rzeczywistości. Ten odcinek nie był jaki tragiczny. Miał dobry pomysł na poprowadzenie człowieka-bomby, rozbudowywał relację między postaciami, dodawał sporo do świata i miał kilka fajnych humorystycznych scen. Tylko co z tego jak przez większość czasu zgrzytałem zębami i niektóre szczegóły przeszkadzały mi w oglądaniu. Może i oczekuje za dużo logiki od scenariusza, ale niektóre rzeczy mnie zwyczajnie irytują. Takie wojsko - namierza potencjalną terrorystkę (już abstrahując od tego, że ich broń strzela pociskami z nadajnikiem gps...), wchodzą do laboratorium gdzie być powinna po czym wychodzą. Nikt mi nie wmówi, że przeszukali teren. Przecież powinni znaleźć ślady po wyjmowaniu kuli, ba w takim wypadku powinni zrobić dokładne przeszukanie i trafić na cele z meta-ludźmi. Inny przykład? Oddział wojskowy, uzbrojony w karabinu udaje się na posterunek policji wyposażony w karabiny, jakby obawiali się, że zostaną zaatakowani. Albo fala uderzeniowo po eksplozji. Widać, że zbliża się do miasta, a ostatecznie rozchodzi się przy brzegu, a generałek tłumaczy się z prób nowej broni. Tak, próby przy zaludnionym mieście, bo wiecie, Stany to mały kraj bez poligonów doświadczalnych.
- irytujące było też zachowanie bohaterów. Cały wątek Barry/Iris powinien być puszczany na warsztatach dziennikarstwa podczas lekcji wyjaśniających jak nie pisać relacji między dwoma postaciami. To co się dzieje między tą dwójką to jakaś nędzna farsa z ćwierćinteligentami. A właśnie inteligencja bohaterów - Barry niby taki super mądry, a tego nie widać. Nie potrafię zrozumieć czemu powiedział, że generał zamordował Bette. Dla mnie była to samoobrona, a nie morderstwo. I jeszcze co do generała - od pierwszych scen było widać jaka jego postać będzie. Typowo stereotypowe przedstawienie i prowadzenie twardego wojskowego, z którym będą kłopoty.
- fajne były za to efekty specjalne i tajemniczy wątek z Wellsem. Cóż za tajemnice zna z przeszłości, że chciał wykreślić z obrazka generała? I cóż za plany miał wobec Grodda? Obyśmy nie musieli długo czekać na wprowadzenie goryla jako złoczyńcy do serialu. Trochę więcej campu się przyda serialowi. I dramatu. niech uśmiercą kogoś np. Joe.
- i proszę niech ten Cisco się zamknie i nie wygłasza swoich czerstwych żartów.

OCENA 3.5/6

The Walking Dead S05E05 The Choice
- odcinek był lepszy od poprzedniego, ale dalej daleko mu do początku sezonu. Znowu pokazał losy zaledwie grupki głównych bohaterów przez co trochę irytował. Dwa odcinki bez Ricka i Daryla to już przegięcie. Zwłaszcza, że Abraham nie jest w połowie tak interesująco postacią. Jasne, flashbacki trochę pogłębiły jego osobowość, pokazały tragiczną utratę żony i dzieci oraz nowej życiowej motywacji, której potem i tak został pozbawiony. Może jego historia nie interesuje dlatego, że jest rudy? Albo jest zbyt krótka w serialu? Nie wiem.
- Maggie i Glenn robili za statystów w tym odcinku, wielka szkoda bo od dawno nie dostali jakiegoś ciekawego wątku. Brakuje mi też pokazania ich siły. Po tym co przeszli powinni być bardziej przekonujący w konfliktach z Abrahamem.
- historia Abrahama nie był dla mnie zbytnim zaskoczeniem. Od dawno było z nim coś nie tak. Ponadto udało mi się zaspoilerować twist z podróżą do Waszyngtonu. Liczyłem na trochę dramatyczniejszą końcówka. Abraham go pobił, ok, ale dziwie się, że inni przyjęli to raczej ze spokojem.
- sceny akcji fajne. Zwłaszcza użycie armatki wodnej do ataku na zombiaki. Szkoda, że starcia z niemilcami dawno już straciły swój urok.

OCENA 4/6