Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Shield. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Shield. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 czerwca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #90 [16.06.2014 - 22.06.2014]

SPOILERY

24 S09E08 Day 9: 6:00 PM-7:00 PM
- nie wiem czy twórcy zrobili to przez przypadek czy planowali takie zgranie w czasie i śmierć prezydenta USA na stadionie piłkarskim kilka godzin po tym jak w Stanach leciał mecz z udziałem ich reprezentacji. Podobała mi się jego śmierć. Poświęcił życie by bronić niewinnych, ale obyło się bez patetycznych monologów. Było ciche pożegnanie z rodziną i kilka zabawnych scen z udziałem Hellera. Szkoda tylko, że nie czuć było tak bardzo walki z czasem, że Chloe jest w stanie coś zrobić lub Kate zdobyć dodatkowe informację. Może gdyby była jakaś nadzieja, jego zgon byłby jeszcze mocniejszy.
- fabularnie jednak odcinek troszkę rozczarowuje. Dobrze się to ogląda, ale brakuje mu pazura, błysk który wyróżniłby ten sezon. Jest strasznie zachowawczy i momentami przytłoczony przez niepotrzebne wątki. Jordan zginął w walce o życie, którą nie mogłem się przejąć, terroryści się nie zgadzają, a Kate bawi się w Jacka by uzyskać informację od Simone. Troszkę blado to wypada.

OCENA 4/6

Dead Like Me S02E09 Be Still My Heart
- zabawny odcinek, miejscami trochę się dłużył, ale były naprawdę śmieszne elementy. Prócz tradycyjnej narracji George choćby Mason na stypie podbijający do Ashley, George rozmawiająca z Misty o seksie i akcja z reanimacją czy moja ulubiona scena - prezentacja serca w szkole. Dawno się tak nie śmiałem na tym serialu.
- jednak Dead Like Me nie byłoby sobą gdyby nie zafundowało kilku dramatyczniejszych momentów - śmierć w pokoju hotelowym i małe załamanie wiecznie radosnej Daisy i pierwszy raz Gorge po stypie. Ciesze się, że postacie dalej się rozwijają, ale dalej jest to trochę zachowawczy serial nie próbujący wyrwać się z swojego schematu. Może podróż Rube'a coś zmieni, ale nie sądzę.

OCENA 4/6

Halt and Catch Fire S01E03 High Plains Hardware
- chyba można już zacząć zapalać świeczki ku pamięci tego serialu. Mimo tego, że jest świetny to wszystko wskazuje na to, że podzieli los Rubicon, nawet oglądalność ma mniejszą. To będzie wielka stara dla telewizji bo trzeci odcinek jest tylko odrobinę słabszy od poprzednich. Nie dość, że fabuła porusza się do przodu swoim tempem to jeszcze postacie dalej się rozwijają i można o nich coraz więcej powiedzieć. Joe jest w stanie zrobić wszystko by osiągnąć swój cel, Cameron dalej próbuje pisać BIOS i używa do tego różnych stymulantów, ale w końcu przyznaje się do porażki, a Gordon popada w coraz większe stany depresyjne i zobojętnienie. Świetnie rozpisane postacie z swoją historią i intrygujące. Do tego dobrze prowadzone. Na ich tle wybija się John, który stara się poprawić swoje życie, zależy mu na pracownikach i nawet dokształca się. Będę za nimi tęsknił bo do tego są świetnie zagrani.
- odcinek miał fajną klamrę, zawsze lubiłem ten środek stylistyczny. Chodzi o umierającego ptaka, któremu przygląda się Gordon. Na końcu odcinka wraca do domu i słyszy ten śpiew i dalej nim nic nie robi. To Donna bierze łopatę i pokazuje kto ma jaja w tym związku. I to pewnie zapowiedź zmian. Gordon nie nadaje się na szefa projektu w przeciwieństwie do jego żony.

OCENA 4.5/6

Orphan Black S02E09 Things Which Have Never Yet Been Done
- jeśli stacja BBC America będzie chciała zrobić 20 minutowy sitcom to ja proponuje na głównych bohaterów małżeństwo Hendrixów. Co za farsa! Co za beczka śmiechu! Allison i Donnie przez cały odcinek próbują pozbyć się ciała, a ona przy tym cały czas dominuje swojego męża. Dawno się tak nie uśmiałem. Jednak i Donnie dostał scenę dla siebie jak groził Vickowi, a potem strzelił fotkę DeAngelis i odszedł od auto w zwolnionym tempie. Co z tego, że ten wątek nie ma nic wspólnego z główną fabułą skoro jest tak świetnie napisany.
- fabularnie serial rozwija się swoim tempem, nie forsuje go, ale finale odcinka ma miejsce istotny twist. Rachel porywa Kire używając do tego Dolphine. Ale to była świetnie nakręcona scena. Najlepsze jest to, że na początku udało mi się poznać przebranej Rachel, ale gdy odurzyła Felixa aż rzucało się to w oczy. Ciekawe tylko czy działa dla dobra Dyad czy jest to jej arogancki plan stworzenia jakiegoś substytutu rodziny. Świetne było jej oglądanie taśm z dzieciństwa i najazd na rozemocjonowaną twarz.
-  jednak królową odcinka zostaje Helena. To co się dzieje na farmie Proletarian to jakieś chore jazdy. Wątek został niespodziewanie zakończony, a przynajmniej jego część bo pewnie w przyszłym sezonie zostanie wprowadzona mamuśka Grace albo okaże się, że to była tylko część ich sekty. Helena jest zdumiewająca. W jednej scenie zabawne chrumkanie i pokazywanie języka, a w następnej "zapładnianie" Henrika i sadystyczny śmiech. Ciekawe co dalej z nią. I z Gracie i Markiem. Serial świetnie poprowadził te postacie i mam nadzieje, że nie raz wrócą.
- Tatiana Maslany za tą rolę zasługuje na każdą nagrodę. Glob i Emmy powinny być jej, ale mam przeczucie, że znowu zostanie okradziona. 

OCENA 5/6

Penny Dreadful S01E06 What Death Can Join Together
- poprzedni flashbackowy epizod nie przysłużył się zbytnio opowieść, trochę wytrącił z ciągłości i na nowo trzeba się było odnajdować w realiach serialu, ale z drugiej strony z lepszym zrozumieniem odbierało się Ives w tym odcinku. Jej historia jest o wiele ciekawsza niż wampirzy wątek bo niesie ze sobą sporo tajemnicy. Czyżby seks z Dorianem był ostatecznym grzechem, który przeciągnął ją na stronę ciemności? I czy super wampir to ta sama moc, która opętuje Vanessa czy różne siły zła walczą o jej duszę?
- zdziwiła mnie w odcinku duża ilość akcji. Niby to tylko jedna scena i to całkiem przyjemna, choć trochę chaotyczna, ale zdziwienie było bo serial stawiał głównie na klimat opowieści i napięcie poszczególnych scen, a nie jej dynamizm. Jednak takie niespodzianki przyjmuję z otwartymi ramionami.
- był van Helsing, nie ma van Helsinga. Dobrze, że zdążył opowiedzieć Victorowi o wampirach i zostawił przy tym jakiś ślad po sobie. Jego śmierć ironiczna, walczył przez całe życie z wampirami, a zginął przez przypadek, bo obdarzył Victora zaufaniem.

OCENA 4.5/6

The Shield S04E01 The Cure
- takie premiery sezonu lubię. Niby wszystko się spokojnie zaczyna, nie ma szaleńczego tempa i zrzucania kolejnych bomb, ale 6 miesięczny przeskok w czasie wymusił pewne zmiany u postaci. Nie ma Strike Team, Aceveda odchodzi, a Cloudette jest na cenzurowanym w prokuratorze. Jednak gwiazdą odcinka jest Glenn Close, która błyszczy i kradnie każdą scenę, w której występuje. Wystarczy tylko, że jest i robi się lepiej. Jej postać jest ciekawa. Niby kolejna standardowa twarda babka, ale ma historię w Farmington, wie co i jak działa i od razu poznała się na Vicku. Bardzo jestem ciekaw jak się będą prezentowały i ewoluowały ich relację przez cały sezon.
- udało się też zarysować główny wątek sezonu. Przynajmniej tak to wygląda. Na szczęście nie jest to coś osobistego jak pociąg z forsą dla Strike Force, ale walka z gangiem, ale też konflikt Vick/Shane. Jeśli będzie to konsekwentnie poprowadzone całkiem możliwe, że będzie to najlepszy sezon.
- przez tą długą przerwę między sezonami problemy nie oddaliły się od bohaterów, ale nawarstwiły się. Aceveda dalej przeżywa swój gwałt, a Wyms jest podrzędną panią detektyw. I Dutch przez to cierpi co podkreśliła jedna krótka scena z Rowling. Ciekawe czy ona go testuje czy nakłania do działania.
- proceduralne wątki odcina jak zwykle mocne. Kręciły się głównie wobec niechęci współpracy z policją oraz znęcania się nad dziećmi. I wyszło typowo dla The Shield - mocno, gdzie miejscami się robi niedobrze w jaki naturalistyczny sposób zostało pokazane zezwierzęcenie ludzi.

OCENA 5.5/6

The Shield S04E02 Grave
- Glenn Closejest fenomenalna. Nie szarżuje w swojej roli, nie musiała pokazywać wiele emocji, ale i tak kradnie swoje sceny. Na razie robi się na dobrą mamusie, opiekunkę Barn, ufa Vickyowi, wydaje się być uległą i unikać konfliktów, ale czuje że to tylko pozory i nie mówi wszystkiego o swoim wielkim planie. Już nie mogę się doczekać aż wybuchnie i Close pokaże pełnie swoich umiejętności aktorskich.
- wątek gangsterski ładnie się kręci. Shane próbuje zgrywać Vicka i średnio mu się tu udaje. Jest twardy i stanowczy, chcę coś ugrać, ale pakuje się w niezłe tarapaty i działa trochę po omacku. Przeczuwam, że Vick będzie mu musiał ratować dupę w finale sezonu bo do eskalacji konfliktu raczej nie dojdzie chyba, że dojdzie by mogli się pogodzić.
- Aceveda jest przerażający. W jednej scenie sympatyzuje z ofiarą gwałtu, pociesza ją by uzyskać zeznania, a w następnej onanizuje się przy taśmie z jej gwałtem. Widać, że to co przeżył w poprzednim sezonie trwale uszkodziło jego psychikę, a serial kolejny raz umiejętnie zapuszcza się w mroczne rejony ludzkiej duszy. Podobnie zresztą było o "martwiącym się pracodawcy", który okazał się być zakochany w chłopaku, który chcę zmienić płeć.

OCENA 5/6

niedziela, 8 czerwca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #88 [02.06.2014 - 08.06.2014]

Serialowe wakacje już niemal w pełni. Niektóre niedobitki dobiegają końca (The 100, Gra o Tron, Orphan Black), a już za chwilę inwazja czerwcowych premier. To znaczy, że jest idealny czas na nadrabianie. Skończyłem trzeci sezon The Shield i jest on równie świetny co poprzednie serię. Szkoda tylko, że mocno się postarzał i nie widać już w nim tej innowacyjności co kiedyś. Mam nadzieje, że do końca sezonowej przerwy uda się obejrzeć całość. Dokończyłem też Luthera. Niby zostały mi trzy odcinki, ale ciężko było się do nich zabrać. Niestety pierwsza historia nie była tak dobra jak ta zamykająca serial. Teraz pozostaje czekać na informację o zapowiedzianych filmach. I oby nie powtórzyła się sytuacja z 24. Wielkie oczekiwanie i po czterech lat serial zamiast zawitać na dużym ekranie w dusznych kinowych salach ląduje znowu w telewizji. Dla przeciwwagi sprawdziłem co słychać u niegdyś ulubionego zabójcy Ameryki. I niestety Dexter zabija już tylko z nudów. To będzie trudna przeprawa przez te dwanaście epizodów. 

Nadrabianie nadrabianiem, ale najwięcej emocji dostarczają seriale, na które trzeba czekać z tygodnia na tydzień. Wielki pojedynek Góry z Żmiją w serialu gdzie zima nie potrafi nadejść przez cztery lata był hypowany przez dwa tygodnie, oczekiwania były ogromne, widzowie się ekscytowali niczym Polacy walkami MMA z Pudzianem, a potem internet wybuchł. Wybuchły też korki od szampana w HBO bo odcinek pobił rekord oglądalności, a kilka dni później okazało się, że Gra o Tron została najlepiej oglądanym serialem w historii stacji wyprzedzając The Sopranos. Jeśli jednak ktoś liczył na trochę inny przebieg walki na chwilowe otarcie łez polecam sprawdzić ten filmik. A już jutro epicka bitwa o Mur, która rozmachem powinna dorównać słynnemu Blackwater.

Mijający tydzień był też dobry dla wielbicieli nowego hitu Showtime - Penny Dreadful, gdyż stacja zamówiła drugi sezon. Nie jest to wielkie zaskoczenie, w końcu to kablówka. Co ciekawe w przyszłym roku spędzimy dwie dodatkowe godziny w wiktoriańskim Londynie. Zapowiedź kolejnej serii sprawiła, że zorientowałem się, że mimo emisji dopiero czwartego odcinka to jest już połowa sezonu. Śpieszmy się kochać seriale, tak szybko odchodzą. Mam tylko nadzieje, że Jack Bauer jednak po tym sezonie nie odejdzie na emeryturę czy do innej krainy wiecznych łowów (na terrorystów, a jakże). Początkowe wyniki oglądalności nie napawały optymizmem, ale już ostatni wzrost o 0.3 punka ratingowego dobrze rokuje. A jak 10 sezon to tylko w pakiecie z Yvonne Strahovski i najlepiej nowymi producentami bo starzy mimo kilku lat przerwy są mocno wypaleni. 

Na zakończenie polecam pierwszy pełny zwiastun The Strain. Telewizja dzięki American Horror Story przypomniała sobie o gatunku jakim jest horror i konsekwentnie co roku wprowadza nowe tytuły z dreszczykiem. Tym razem od samego Guillermo del Toro i stacji FX więc nie ma prawa się nie udać.

SPOILERY

24 S09E06 Day 9: 4:00 PM-5:00 PM
-  serial dalej nie zachwyca w tym sezonie, dalej brakuje mu napięcia i plot twistów, ale dalej potrafi świetnie pokazać trochę akcji. Strzelanina z handlarzami broni, przesłuchanie Kate i Jack będący Jackem. Takie rzeczy chcę oglądać nawet jak są trochę głupkowate. Ważne by było przyjemnie. Chcę też więcej zaskoczeń. Scenarzyści chyba są zbyt przyzwyczajeni do 24 godzin i ciężko im się wpasować w 12 odcinkowy schemat dlatego dopiero teraz są teasowane kolejne wątki. Za późno.
- tekst Hallera wygrał odcinek - "Jack wants her, Jack needs her, Jack gets her". Iwonka świetnie się wpasowała w serial i liczę, że jeśli serial zostanie przedłużony to zostanie na kolejną serię.
- co robi Jack na wakacjach? Pracuje dla handlarza bronią by zdejmować jego największych klientów. Dziwne, że nie pomyślał o wędkowaniu, składaniu modeli lub hodowli drzewek bonsai.
- jest kret w CIA i jest nim Navarro. Kompletny brak zaskoczenie bo serial próbował wmówić, że to Jordan będzie kradł sekrety. Tylko z kim współpracuje? Rosjanie? Bez przyczyny by ich nie pokazywali w odcinku.
- terroryści to banda nieudaczników. Michelle Fairley jest odpowiednio charyzmatyczną aktorką, ale przerysowanie postaci odbiera wiele przyjemności z jej scen. Ostatnie sceny z Simone to śmiech na sali. Potrącenie przez autobus? Serio?

OCENA 3.5/6

Dead Like Me S02E08 The Escape Artist
- serial mnie już trochę nudzi dlatego opornie idzie kończenie sezonu, ale zawsze będę go podziwiał jak umie mówić o błahych sprawach i trafia w samo sedno codziennych problemów podchodząc do tego często z ironią. Tym razem kolejny odcinek z gatunku akceptowanie samego siebie i szukanie miejsca w świecie gdzie bohaterowie przy okazji zdają sobie sprawę z własnego położenia. Mason cierpi z powodu tego kim jest, George próbuje się wpasować, Raggie znaleźć przyjaciela, dwie starsze Lassowe zrozumieć się na wzajem, a jedynie Daisy jest zadowolona z tego kim jest i jej z tym dobrze.
- humoru było niewiele, śmierci przeciętnie zaaranżowane i nie było się zbytnio z czego pośmiać. Jednak oglądało się to z większym zaciekawieniem niż zwykle z powodu offowej narracji George w klubie.

OCENA 3.5/6 

Dexter S08E01 A Beautiful Day 
-  dałem sobie dodatkowy rok odpoczynku od serialu, myślałem, że trochę dojrzeje i zrobi się lepszy. Jednak nic z tego, zapowiada się przeraźliwie nudny i przegadany sezon. Przynajmniej taki był pierwszy odcinek. Będzie trzeba zacisnąć zęby, szczególnie na pierwszych 6 odcinkach. Potem ma się pojawić Yvonne Strahovski więc będzie przynajmniej na co popatrzeć. Teraz muszę słuchać pustych i niemożliwie przeciąganych dialogów. Najgorszy przykład to chyba dyskusja na temat ławki LaGuerty. Chyba scenarzyści chcieli się zabawić w Tarantino, ale zupełnie im to nie wyszło. Jednak jeszcze gorsze jest desperackie latanie Dextera za Debrą i jego nieogarnięcie. Ja rozumiem, że psychopata i nie przystosowany, ale logicznie myśleć to on powinien. Z zupełnie niepotrzebnych scen to te z Jamie, Quinnem i Batistą, zupełnie niepotrzebne.
- jednak jest pewien promyczek nadziei, a nazywa się Charlotte Rampling. Może i w irytujący sposób została wprowadzona do serialu, tak po prostu, gdy trzeba zgłębić psychikę Dextera przed finałem serialu, a jej powiązanie z Harrym wydaje się dziwne, ale kurde, podoba mi się jej rola i to do czego może prowadzić. Fajny jest też seryjny zabójca wycinający fragmentu mózgu. Jeśli na te wątki zostanie położone większy nacisk niż na słabą obyczajówkę ten sezon nie będzie zupełną stratą.

OCENA 3/6

Game of Thrones S04E08 The Mountain and the Viper
-40 minut oczekiwania na sceny w stolicy by w końcu móc przekonać się jaki będzie los Tyriona. HBO i sami widzowie umiejętnie pompowali hype przez dwa tygodnie, a potem rósł on systematycznie przez cały odcinek. Dobrze, że wcześniej nie było żadnych scen w Królewskiej Przystani tylko od razu wyemitowano całość. Dinklage jak zwykle był świetny podczas wygłaszania monologu o Orsonie. Nie wiem do czego się odnosił, ciężko mi go zinterpretować, ale oglądanie Petera to prawdziwa przyjemność. Gdy on szarżował aktorsko Waldau odpowiednio mu asystował. Świetna para i szkoda, że Tyrion umrze i nam to zabiorą. No bo w końcu umrze, prawda? :) Długo oczekiwana walka była fascynująca, Pedro Pascal był świetną Żmiją i doskonale oddał emocję człowieka opłakującego tyle lat siostrę. Reżyseria i choreografia piękna. I finał starcie musiał zaskoczyć osoby nie czytające książki. Będę tęsknił za Oberynem, ale jego śmierci powinna bezpośrednie wpłynąć na relację Lannisterów z Dorne co otworzy mnóstwo nowych wątków. I w końcu pokażą Bękarcice.
-jednak mimo, że wydarzenia w Kings Landing były kluczowe w odcinku to reszta nawet trochę nie odstawała od reszty, a kilka innych wątków złapało wiatr w żagle, wypłynęło kilka starych tajemnic, a nawet drastyczne zbliżono geograficznie do siebie niektóre postacie.
- bogactwo scenografii zawsze będzie mnie zachwycało w tym serialu. Otwarcie w Moles Town porażało ilością detali. Obskurne uliczki, błoto na ulicach, podle wyglądająca karczma z jeszcze bardziej odpychającymi dziwkami. Wulgarne sceny idealnie pokazały zachowanie plebsu. A potem świetnie udźwiękowiony najazd Dzikich z bezwzględną Ygrette. Potem dyskusja podrzędnych braci (tak, Jon i Sam są podrzędni w hierarchii) zupełnie niepotrzebne. Tylko przypomnienie, że zbliża się armia. Wolałbym jednak jakąś naradę wojenną. Mam nadzieje, że jak dwa sezony temu przy bitwie o Bleckwater przyszły odcinek w całości będzie się dział na Murze.
- na Północy szalał dalej Ramsey, który jest już Boltonem. Jeśli ojczulek w akcie usynowienie bękarta nie zawarł klauzuli, że jest to nieważne w wypadku jego śmierci w niejasnych okolicznościach to może się niedługo niemile zaskoczyć. Ramsey jest zdolny do wszystkiego, nawet do morderstwa ojca mimo, że obecnie wydaje się uradowany z tego, że został zaakceptowany. Śmieszna scena gdy Bolton pokazywał mu ich włości, na myśl od razu przychodzi Król Lew.
- tak, oczywiście potrzeba nawet wątku romantycznego podrzędnych postaci. Może i to fajne, pokazanie, że nie tylko wielcy mają jakieś życie, ale dla mnie to niepotrzebne skupianie się na szczegółach gdy do opowiedzenia jest cała epicka historia, która zbyt często przebiera nóżkami w miejscu zamiast wypruć do przodu. Jednak Miessendi i Dany rozmawiające o kastracji były zabawne. Nie tak zabawne jest położenie Joraha, który został wygnany. Dany doczekała się zdrady najbliższego, może to ją coś nauczy bo królową dalej jest słabą.
- gdyby nie tytułowa Żmija i Góra w odcinku zarządziłby dwie Starkówny. Aryia za jej wybuch śmiechu gdy dowiaduje się, że jej ciotka nie żyję oraz żale, że nie widziała umierającego Joffreya. Jej zachowanie było zaskakujące, ale zupełnie naturalne. Przeszła pół królestwa by znaleźć się w bezpiecznym miejscu i znowu się spóźniła. Nie udało się jej dostać na Mur do jednego brata, nie trafiła na wesele do drugiego, a teraz jej córka umarła. Mam tyko nadzieje, że z Ogarem udadzą się do Eyre. Już sama ich wizyta pod bramą odbiega od książki i zżera mnie ciekawość co dalej  tym wątkiem.
- jednak tym razem to starsza z sióstr zabłysnęła. Nauczyła się jak wygląda gra, zdała sobie sprawę ze swego położenie i wyrachowanie zaczęła korzystać z swoich atutów. Pierw jako słodka dziewczynka uratowała Petera, a potem w sukni ciotki zaczęła go uwodzić. I podejrzewam, że robi to świadomie. By podkreślić jej transformację przefarbowała włos na kruczoczarne. Piękne ujęcie gdy schodziła po schodach w nowym stroju i słońce świeciło prosto w kamerę przez co jej postać była trudniej rozpoznawalna. Tutaj też inaczej zaadaptowano historię i nie mogę się doczekać by zobaczyć jak ją poprowadzą, ale to raczej dopiero w 5 serii.

OCENA 5.5/6

Luther S03E02 Series 3, Episode 2 
-lato w pełni więc powrót do kolejnego serialu. I trochę jestem rozczarowany bo Luther to świetny serial, ale tutaj jakoś tego nie czułem. W miarę dobrze pamiętałem co ostatnio się działo, ale sprawa jakoś nie mogła mnie wkręcić. Przestępca był mocno niepokojący jak i cała historia siadała na psychikę, ale brakowało mi trochę policyjnej roboty. Wszystko to płynęło spokojnie od jednej do drugiej rozmowy, a suspens był zauważalny dopiero gdy morderca działał. Świetna scena w domu niedoszłych ofiar, pełna niepokoju i rosnącego zagrożenia. Szkoda, że nie było więcej scen tego typu w tym odcinku. Brakowało mi też roboty policyjnej, ciekawszych przesłuchań i większego nacisku na próbę rozgryzienia przestępcy.
- śledztwo przeciw Luthorowi miało kilka niezłych scen, zwłaszcza kluczową konfrontację i Starka w mieszkaniu Johna jednak tutaj też nie mogłem się specjalnie przejąć tym co się dzieje. Aj, może jednak to wina tej przerwy.

OCENA 4/6

Luther S03E03 Series 3, Episode 3
- co za poprawa w stosunku do poprzedniego odcinka! jednak nie ma się co dziwić, jest to ostatnia historia serialu i musi pełnić rolę podsumowującą i zaskoczyć widza. Przeciwnik Luthera został znakomicie dobrany bo jest do niego podobny, tylko już po przekroczeniu ostatniej granicy. John miał te same dylematy, też pozwalał umierać złoczyńcą, ale Marwood poszedł o krok dalej i na nich poluje. Przez co ich starcie będzie tak ciekawe zwłaszcza, że teraz stawka poszła w górę. Serial przy okazji pokazał cienką granicę między herosem, a złoczyńcą. Sytuacja kryzysowa, zła decyzja i nie ma już odwrotu. Śmierć Justina nie była dla mnie zaskoczeniem bo natknąłem się na tą informację wcześniej, jednak fachowo ją zrealizowano. Może zyskanie akceptacji Johna przed śmiercią to takie typowe zagranie scenarzystów, ale było potrzebne by później John lepiej mógł się pogodzić ze śmiercią.
- zaskakujący był początek odcinka gdy pokazano szczęśliwego i zakochanego Johna. Niespotykany widok, który musiał się szybko skończyć. Końcówka też pokazuje jak bardzo postać Luthora jest toksyczna co w gruncie rzeczy nie jest jego winą.
- odcinek fachowo podszedł też do mediów społecznościowych i psychologii tłumu. Kapitalna scena z tłuszczą na linczu pedofila. Ta chwilowa cisza gdy zorientowali się co naprawdę się dzieje i wybuch gdy jedna anonimowa osoba rzuciła butelką.

OCENA 5.5/6

Luther S04E06 Series 3, Episode 4
- proszę państwa, tak się kończy seriale! Trochę się bałem tego odcinka, ale zupełnie niepotrzebnie. Było niesamowite napięcie przez całą godzinę, zwroty akcji i powrót Alice Morgan. Może zabrakło trochę psychologi i głębszego wchodzenia w głowę Luthora, ale to trochę czepianie się na siłę. Jestem usatysfakcjonowany takim zakończeniem, nic że otwarte skoro mają być filmy, a jak nie będzie to można je interpretować w dowolny sposób. Jednak liczę, że będzie mi dane jeszcze raz zobaczyć Johna chociaż wolałbym telewizyjny format.
- Alice była świetna. Potężne wejście, zniewalający uśmiech i ta pewność siebie ocierająca się o beztroskość. Szkoda, że nie była regularnym gościem sezonu, ale z drugiej strony jej pojawienie się nie miałoby takiego efektu. Jej magnetyzm z Johnym jak zwykle był wyjątkowo silny, a co najlepsze musieli razem współpracować. Może jej wizyta na komisariacie troszkę naciągana, ale łatwo było to zaakceptować dzięki temu co dostaliśmy.
- strasznie mi się podobało, że odcinek zaskakiwał i wywracał znane schematy. Już przecież w pierwszej scenie Mary powinna zostać schwytana, strażnik więzienny powinien wykonać zdecydowane ruchy, plan Johna nie powinien mu aż tak zaszkodzić, a Stark nie miał prawa zginąć w ten sposób. Chociaż tutaj akurat to pewnie wina nazwiska. Do tego jeszcze świetnie zrealizowana scena na dachu z pięknymi zdjęciami. Było się czym zachwycać.

OCENA 6/6

Orphan Black S02E07 Knowledge of Causes, and Secret Motion of Things
- no, takie odcinki to ja lubię. Skupione głównie na klonach i relacjach między nimi, ale też z spiskiem w tle i tym charakterystycznym, czarnym humorem. Najlepsze sceny działy się na odwyku Allison. Trochę jak z Bennyego Hilla, ale szalenie fajne do oglądania. Vick w konfetti był komiczny, tak jak reakcja Donnyego, ale wszystkich przyćmiła Sarah jako Allison jako Donnie (!). All hail Tatiana.
- to czego można się było domyślać okazało się prawdą. To komórki Kiry posłużyły za lekarstwo dla Cosimy. Oj, Delphine kolejny raz podpadła. Niby jak zwykle tłumaczy się, że robi to z miłości tylko zawsze zwiastuje to kłopoty. Sarah jednak wykazała zrozumienie. Tak jak sama Kira. Przeraża mnie to dziecko.
- Rachel widziała się z ojcem, Leeki podpadł DYAD, został wywalony z pracy, ale Rachel go i tak ostrzegła. Szczerze mówiąc już trochę się pogubiłem o co toczy się gra, ale wcale mi to nie przeszkadza póki wątki obyczajowe poszczególnych klonów będą tak dobre jak teraz. Michelle Forbes jak zwykle jest miło widzianym dodatkiem do obsady i liczę, że zostanie na dłużej w serialu. 
- śmierć Leekiego to chyba największe zaskoczenie sezonu. Tego się zupełnie nie spodziewałem. Z rąk kompletnie załamanego Donniego, który nie powinien stanowić żadnego niebezpieczeństwa, a tu proszę, głupi przypadek i nie ma Leekiego. 

OCENA 5/6 

Penny Dreadful S01E04 Demimonde 
- ten sezon serialowy zdecydowanie należy do scenarzystów. Wznoszą się na wyżyny umiejętności, zwykłe procedurale zachwycają bardziej niż powinni, a pojedynczy ludzie biorą się za rozpisywanie całych sezonów seriali. Pierw w True Detective, a teraz John Logan przy Penny Dreadful. Może pojedyncze tutaj pojedyncze odcinki tak nie oszałamiają i brak wyraźnego głównego wątku, ale całość oczarowuje dialogami, postaciami i niesamowita atmosferą, która potrafi przerazić nie w prymitywny sposób screamerem, ale wywołując niepokój. 
- jak tytuł wskazuje głównym bohaterem odcinka był Dorian Gray. Pokazano jego dekadenckiego życie pełne orgii i różnych form przyjemności, które stało się już dla niego nudne, spowszedniało mu. Ciekaw jestem jaką tajemnice jego postać kryje w serialu i co tajemniczego jest w obrazie skoro jeszcze go nie pokazano. Świetnie też poprowadzono jego relację z Chandlerem. Obydwoje grają kogoś kim nie są tylko w inny sposób. Okłamują się, ale zbliżają do siebie. I chyba ostatecznie serial potwierdził, że Chandler jest Rozpruwaczem. 
- kapitalne były sceny w teatrze. Z uwagi na bogactwo dekoracji i historię w historii, która świetnie grała z samym serialem. Czyżby sceniczna opowieść miała być zapowiedzią losów Ethana i Brony? Do tego strasznie mi się podobało, że teatr, miejsce kultury, zostało pokazane jego centrum, punkt zbieżny niemal wszystkich postaci, nieświadomych tego jak mocno są ze sobą połączeni. 
- główny wątek powolnie brnie do przodu. Coś mi się wydaje, że pierwszy sezon jest tylko prologiem, w którym mają zostać przedstawione postacie, a historia ruszy dopiero w przyszłym. Wampirowi zależy na Vanessie, tak bardzo, że się po nią zjawia. Trochę mi to nie pasuje. Nie mógł jej zaatakować w ciemnej uliczce? Potrzebna była cała ta intryga z wysłaniem młodego wampirka? Przedstawienie Van Helsinga. Fajne, ale też mogłoby go być więcej. Jednak jest gęsto od tajemnic, a to wróży dobrze. 

OCENA 5/6

The 100 S01E12 We Are Grounders - Part 1 
- super, na prawdę super. Świetnie rozpisany scenariusz, cały odcinek trzymał w napięciu i nie było niepotrzebnych scen czy głupich romansów. Momentami trochę zbyt uproszczone i naiwne, ale kurde, ten serial jest świetny. Nie oczekiwałem po nim wiele, a tu mam jedną z najlepszych premier sezonu. Oby tak dalej! 
- haha, bohaterowie The 100 znowu udowodnili, że są lepiej przygotowani na apokalipsę niż postacie z The Walking Dead. Już ich wcześniej chwaliłem za obóz i niezłą organizację pracy, ale teraz mnie zachwycili. Wiedzą, że zbliża się atak Grounders i co robią? Budują wilcze doły i zastawiają pułapki! Nie bierne przygotowanie z ludźmi na warcie, a aktywne przeciwdziałanie. Przecież jakby ekipa z więzienia wykopała doły przy płocie to do dzisiaj by tam siedzieli... 
- wątek Finna i Clarke pędził jak szalony do przodu. Nie lubię tej pary, ale przyjemnie się ich oglądało. Genialna scena gdy Lincoln uciekał z Clarke na koniu i migawki w zwolnionym tempie zmutowanego konia z dwiema głowami. Szkoda, że wędrówka z ciemności tak szybko się skończyła. Tylko z tego można by było zrobić cały epizod. Jednak odkrycie ludzi w wagonach było niepokojące. Kanibale w tym świecie to nic zaskakującego. Podobało mi się też co zrobiono z Finnem. Pacyfiście kazano zabić człowieka. Musiał to zrobić by przeżyć i teraz go to dręczy. Jak najszybciej chciał się pozbyć krwi z rąk. Prosty zabieg, ale jak skuteczny i sugestywny. 
- w obozie też się działo. Murphy wpadł podczas kolejnego morderstwa, a potem chciał się mścić na Bellamym. I dobrze to wyszło. Może trochę nudne, ale świetnie pokazuje desperacie jednostki i chęć odwetu. Tylko to postrzelenia Raven mi nie pasuje. Niech scenarzyści nawet nie próbują jej zabijać bo to jedna z fajniejszych postaci. Niech Finn idzie do odstrzału mimo tego, że teraz może się ciekawie zmienić. 
- jej, przewidziałem co się stanie z Arką - będą próbowali ją sprowadzić na Ziemię. Pewnie ktoś zginie, pewnie wylądują blisko Setki i pewnie nie będzie miało to wiele wspólnego z fizyką, ale już nie mogę się doczekać by to zobaczyć. Przy okazji na Arce dalej jest mocne skupienie na postaciach. Kane wciąż za wszelką cenę chcę ratować innych po tym jak skazał na śmierć 300 osób, Jaha dalej przeżywa śmierć syna, a Abby nie może się pogodzić z nadchodząca śmiercią na swój sposób i za wszelką cenę próbuje ratować pacjentkę, która i tak umrze. 

OCENA 4.5/6

The Shield S03E14 All In
-Stana Katic! Jak ja lubię spotkać znaną twarz w starym serialu choćby byłaby to niewielka rola. Trochę szkoda, że nie gra młodej i niedoświadczonej policjantki, ale z ormiańskim akcentem daje radę. Do tego jej historia nie jest banalna i kończy się w tragiczny sposób.
- Lem w końcu pękł. Zanosiło się na to od dłuższego czasu. Miał dość kłamstw Vicka i ciągłego oglądania się za plecy. Nie wytrzymał i spalił większa część pieniędzy w piecu, w którym pozbyli się ciała O'Braiana. Świetna scena, pełna napięcia wiszącego w powietrzu. Jednak nie ma co liczyć, że uratuje to Squad. Pętla się zaciska, Aceveda zaczął ich mocno podejrzewać, a do tego ormianie są na ich tropie. Będzie się działo w finale.
- ciekawe i niebanalne wątki funkcjonariuszy i detektywów. Ci pierwszy zgarniają kobietę za agitację na rzecz kapitana, a potem ponownie gdy zmienia zdanie i publicznie go krytykuje po tym jak nie została należycie przez niego zauważono. Ciekawe czy napłyną skargi na niego, że ucisza obywateli. Wyms i Dutch natomiast prowadzili śledztwo w sprawie uzależnionej obrończyni co prowadziło do ciekawego konfliktu moralnego i pokazało jak silne Wyms ma poczucie obowiązku, które też ją czasem zaślepia.

OCENA 4.5/6

The Shield S03E15 On Tilt
- ładnie się wszystko pokomplikowało. Konflikty budowane przez cały sezon wybuchły w twarz Strike Team co powinno prowadzić do ich rozwiązanie co z pewnością nada nowej dynamiki serialowi. Szkoda tylko, że tak łatwo rozwiązano problem z ormianami i Margosem. Vick udaje się od punktu A do B, zalicza kolejne questy i zgarnia nagrodę na końcu. Za prosto, dobrze jednak, że nie ma szczęśliwego końca. Shane wygarnął w twarz prawdę. Nie dość, że drużyna się rozpadła to jeszcze pogorszyła stosunki z jej członkami. Jednak tutaj Shane trafił w samo sedno - Vick nie będzie w stanie zajmować się dzieckiem. Jestem ciekaw jak wypadnie ten obyczajowy wątek.
- Aceveda zaprosił dziwkę do samochodu, pouczył ją i wypuścił. Coś mi się wydaje, że telefonujący człowiek w tle nie był bez powodu.
- Wyms i Dutch znowu na cenzurowanym na Farmie. Tylko dlatego, że idą za głosem sumienia są miażdżeni przez system. W ogóle mnie nie dziwi, że ktoś inny zostanie kapitanem, jestem tylko ciekaw jak w tej sytuacji odnajdzie się nasza pani detektyw.
- Dany i Julien dostali dziwny wątek. Samozwańczy obrońca moralności walczy z dziwkami i dilerami by na końcu odnieść sukces i skłonić policję do bardziej radykalnych działań. Taki mały i nieoczekiwany promyk nadziei w serialu. Dawałem sobie rękę uciąć, że zginie przed końcem epizodu.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #81 [14.04.2014 - 20.04.2014]

SPOILERY

 Arrow S02E19 The Man Under the Hood
- dwie przerwy podczas oglądania czyli nie było tak tragicznie jak jeszcze parę tygodni temu, ale też gorzej niż ostatnio. Mam tylko wrażenie, że formuła jeden przeciwnik na sezon jest złym pomysłem. Slade za długo kombinuje, wprowadza swoje plany w życie, torturuje psychicznie Olliego, ale nic z tego nie wynika. Efekt wow się skończył, teraz wymagam by jego postać dalej ciekawiła i przykuwała, ale robi się karykaturalna. Przecież ganianie po magazynie STAR Lab było kompletnie bez sensu. Nie mógł ich zastrzelić? Zabawa w tworzenie super żołnierzy też trochę nie trzyma się kupy. Tyle przygotowywał swój plan, ale nie pomyślał by wcześniej zaopatrzyć się w wirówkę i własny generator by nie zostać wykrytym? Trochę się to kłóci z jego innymi dalekosiężnymi planami. Lekarstwo na superżołnierza to też przesada. Raptem wyciągane takie coś z kapelusza. I zupełnie mnie to nie dziwi. W finale zostanie zaimplementowane Sladowi i by odpokutować swoje winy będzie przewodził Suicide Squad...
- Lauriel zgiń wreszcie! Umrzyj, przepadnij siło nieczysta. Tak bardzo nienawidzę tej postaci, że ciężko to wyrazić słowami. Jej kłopoty alkoholowe to małe piwo przy jej całokształcie. Jest prymitywną idiotką której nie można kibicować. Co robi by wyciągnąć ojca z więzienia? Szantażuje swoją szefową! Po raz kolejny! I to w taki sposób, że nie można przyznać jej racji. Wypuść go albo zrobię z twojego życia piekło. Do tego jeszcze niczego sama się nie domyśli, dowody miała cały czas przed sobą, ale dopiero musiała usłyszeć by zrozumieć, że Ollie jest Arrowem. Co robi w takim razie? Konfrontacja z nim. Nie udaje się to biegnie do ojca i "tatusiu, wiem kim jest Arrow". Jak małe dziecko.
- z Theą nie jest wcale lepiej. Zachowuje się jak rozkapryszona nastolatka z Dlaczego ja. Obrażona na wszystkich nie chcę rozmawiać z bratem i matką, nie przyjmuje logicznych argumentów, nie podpisze też papierka by zapewnić rodzinie kasy. Taki kaprys. Wyprowadza się też z domu. Co z tego, że jest niepełnoletnia. Świat Arrow rządzi się swoją logiką.
- w ogóle kobiety w Arrow są fatalnie pisane. Również historia Rochev nie błyszczy. Jak lubię Summer Glau i jej bohaterkę bo jest silna, dąży po trupach do celu i umie walczyć w pięknym stylu (te lekcję baletu u Summer procentują) to jej motywacja jest bezsensowna. Robert mnie kochał, ale zostawił więc przejmę jego firmę. Miłość, zdrada i zemsta w najprostszym wydaniu. Ciekawe jak będzie się zachowywać pod wpływem Mirakuru, ale obawiam się, że straci trochę ze swojej zajebistości.
- na początku napisałem, że to nie był taki zły odcinek, a ciągle narzekam. Taka specyfika serialu. Dużo się dzieje, jest trochę śmiesznych onlinerów i akcji, komiksowy felling też jest wyczuwalny, ale jak przychodzi co do czego to więcej jest elementów do których można się przyczepić niż je chwalić. Chociaż ponowne spotkanie z Royem było zaskakujące, a i flashbacki dobrze się oglądało. To akurat tradycja.

OCENA 3/6

Castle S06E06 Get a Clue
- o na jaki fajny epizod trafiłem po dłuższej przerwie z serialem. Rozszyfrowywanie wielkiej tajemnicy w stylu Dana Browna i rozwiązywanie morderstwa. Czego tu nie było - walka na miecze, domniemany rytualny mord, mnich zabójca, masoni, pułapka w grobowcu. I jako tako wszystko trzymało się kupy. Chociaż odcinek mógł być bardziej meta, brakowało mi jakiegoś żartu jak Rick i Kate zostali zamknięci w krypcie. Fajne też była jej improwizacja i oburzenie Ricka bo to w końcu jego zadanie.
- kłótnia z Alexis trochę zaskakująca. Zawsze było pełno rodzinnego ciepła między córką, a ojcem, a tu takie coś. Jednak jej ostatnia przemowa o akceptacji całkiem fajna.
- Ryan chwalący się jak udało mu się wpaść na trop taksówki był mistrzowski.

OCENA 4/6

Castle S06E07 Like Father, Like Daughter
- znowu miłe odbicie od schematu rozwiązywania morderstwa. Tym razem Alexis i Rick łączą siły by uniewinnić skazanego na karę śmierci. I przy okazji rozwiązują zagadkę kryminalną.Fajnie się oglądało razem tą parę, widać taką samą chemię jak między Castle, a Beckett. Jednak zmienia się trochę dynamika i to Rick musi być tutaj tym odpowiedzialnym i troszczyć się o partnera. Może i śledztwo było strasznie naiwne, szczególnie rejestry w bibliotece, ale bardzo przyjemnie się to oglądało. Szkoda tylko, że nie pogłębiono relacji Alexis z przyszłą macochą, ale na to też przyjdzie czas.
- ślub Ricka i Kate w kosmosie - to jest pomysł! Ale obejdzie się bez takich szaleństw.

OCENA 4/6

Castle S06E08 A Murder Is Forever
- taki sobie ten odcinek zwłaszcza ze względu na finalne objawienie, że diamenty były ludzkiej produkcji. Ja rozumiem, że to Castle, tu dzieją się różne głupiutkie rzeczy, ale taki motyw nie pasuje do serialu. Szkoda bo fajnie się zapowiadało - domniemany sprawca był znany od początku i trzeba go było tylko znaleźć, można było pokazać akcję z dwóch stron barykady i nie byłoby tak sztampowo. Nawet strzelanina z udziałem Ryana i Esposito mogłaby przynieść kolejny fajny potencjalny wątek, ale nic z tego. Zbyt prosto, zbyt nudno. Fixer też okazał się niezbyt szczególny i już pewnie nie wróci.
- kłótnia między Ryanem i Espo o to kto jest mężczyzną w tym związku też mogłaby być fajna, ale szybko z tego zrezygnowano. Kłótnia Ricka i Kate o lwa też niespecjalna. Nie pasowało mi też słuchanie porad z jakieś książki. Rick powinien je wyśmiać. Mało tez było szalonego teoretyzowania chociaż odwołania do nazistów i Indiany Jonesa fajne.

OCENA 3/6

Castle S06E09 Disciple
- o tak, 3XK wrócił! No prawie wrócił bo go nie pokazali, ale jego sprawa wróciła. I fajnie bo w Castle jest potrzebny jakiś dobry powracający wątek. Nie było w odcinku wiele humoru, wszystko tradycyjnie dla ego rodzaju historii ponure i z odpowiednim filtrem obrazu. Zabójstwa były creepy, dobrze pomyślane i budzące zaciekawienie. Martwe klony Lanie i Espo robiły wrażenie i zapalały lampkę ostrzegawczą, że coś jest nie tak. Czekałem tylko na zamordowaną "Kate" lub "Ricka". Nie doczekałem się, ale nie czuję rozczarowania bo wszystko służyło jakiemuś celowi. Wymazaniu spraw 3XK.
- wprowadzono też nową powracającą postać graną przez Annie Wersching. I w sumie mi się podoba jako dominująca i zimna psychopatka manipulatorka, ale trochę grubymi nićmi szyta jest paralela między dobrą i złą parą. Jednak czekam na jej powrót. Bo końcowa piosenka zrobiła potężne wrażenie i idealnie zamknęła ten bardzo dobry epizod, który przez cały czas budził zaciekawienie.

OCENA 4.5/6

Castle S0610 The Good, The Bad & The Baby
- Rick i Kate mają dziecko! No może ich nastawienie do dzieci nie było jakieś szokujące - Rick entuzjasta, a ona dystansujące się, ale przyjemnie się to oglądało. Śmieszne sceny z Cosmos i fajnie przeprowadzona operacja. Do tego dzieciak płaczący na rękach Ryana. Było dobrze.
- zagadka zakręcona i po raz kolejny winna okazała się najmniej podejrzana osoba z początku. Standard. Dobrze się to oglądało bo szybko jakieś nowe dziwne rzeczy się pojawiały, ale nie potrafiła specjalnie zaangażować. I nie wierzę w brak pomysłów Ricka na szalone teorię.
- niedoszły pocałunek w śmietniku - jakie romantyczne! Albo przepranie Kate na Święto Dziękczynienie. Fajnie, że nie ma między narzeczeństwem większych dramatów i dobrze się dogadują. Tak powinno się prowadzić związki w proceduralach.

OCENA 3.5/6

Castle S06E11 Under Fire
- serialowe porody rządzą się własnymi prawami. Niemal zawsze musi to być odcinek wybuchowy i w jakiś sposób nigdy kobieta nie może urodzić spokojnie z mężem przy boku. Tym razem było zagrożone życie Ryana. Tylko, że zupełnie pozornie bo przecież w takim odcinkach bohaterów się nie zabija. Jakoś nie mogłem się przejąć losem Ryana i Espo i co najgorsze nie mieli żadnych szczególnych scen, a rozmowa z Jenny była zbyt ckliwa. Samo wpadnięcie do piwniczki zbytnio naciągane tym bardziej, że bohaterowie ledwie uszkodzeni i ze śmiesznie postrzępionymi ubraniami. Śledztwo nieszczególne, a ofiara do szczególnie inteligentnych nie należała. Skoro podpis podpalacza był w aktach karzdej ze sprawy to powinien złapać go dużo szybciej.
- czy mi się wydaje czy Stanie Katic nie specjalnie się chcę już grać w serialu i jedzie na autopilocie? Nathan Fillion zresztą podobnie. Aktorzy już są znudzeni graniem jednej roli i nie iskrzy między nimi tak jak kiedyś. Brakuje też jakiś fajnych interakcji. Za spokojnie między nimi.

OCENA 3.5/6

Castle S06E12 Deep Cover
- trochę brakuje mi zwykłej sprawy z typowym policyjnym śledztwem, zapisywaniem dowodów na tablicy, przesłuchaniami w pokoju i szalonymi teoriami Ricka. Dawno tego nie było. Lubię udziwnienia w proceduralach, ale w końcu i one się zaczynają nudzić i brakuje trochę normalności. Ten odcinek to powrót ojca Ricka i szpiegowska afera z małą ilością momentów z których można by się pośmiać, a przecież to w tych momentach serial jest najlepszy. Jednak fajnie było znowu zobaczyć Jamesa Brolina i Castle'a oszukującego Kate. Sama szpiegowska afera ujdzie, typowe dla tego serialu.
- data ślubu ustalona na wrzesień. Czyli cliffhanger związany z ceremonią i sakramentalne tak w premierze nowej serii?

OCENA 3.5/6

Community S05E11 G.I. Jeff
- co za cudowny odcinek. Uwielbiam takie postmodernistyczne eksperymenty w Community. Może to nie była tak szalona przygoda jak wyprawa do ery 8 bitów bo nie pochodzę z ameryki i nie wychowałem się na G.I. Joe, ale i tak bawiłem się doskonale. Wyśmiewanie konwencji, zabójcze ksywki członków drużyny (Fourth Wall i Buzzkill!), komentarz o niedostatkach animacji, pogrzeb Destro, sąd nad Jeffem, absurdalna Jobra, fenomenalna czołówka czy przerwy na reklamy. Niesamowite ile udało się upchnąć tutaj żartów i odniesień. Nawet część starych aktorów użyczyła głosu swoim postacią. Brawa, wielkie brawa dla Dana Harmona i NBC za odwagę.
- trochę się zaskoczyłem na początku, że od razu rzucono nas w świat kreskówki, ale dobrze zostało to uzasadnione. Kryzys wieku średniego i wizyta w szpitalu. I jeszcze cała ferajna pochylona nad łóżkiem Jeffa.

OCENA 5.5/6

Game of Thrones S04E02 The Lion and The Rose
- w końcu nastała ta piękna chwila gdy ginie ktoś kto umrzeć powinien. Dość szybko bo w już drugim odcinku sezonu, a myślałem, że Joffrey do połowy wytrzyma. Jednak skoro ten odcinek pisał Martin to tutaj musiało się TO wydarzyć. Może jego śmierć nie była tak szokująca jak Red Wedding, a zamiast wstrząsu dawała radość, ale doprowadzono do niej bardzo dobrze. Ci co czytali książkę wiedzą kto to zrobił i cieszą się ze słów wypowiedzianych przez tą postać, inni niech się domyślają. W serialu dano dużo wskazówek, a i praca kamery podpowiadała. Mi osobiście trochę przeszkadza rola Dantosa, za mało go było za słabo to uargumentowane. Samo weselicho niczego sobie. Z przepychem, dekadencją, ale i obcesowe i nieprzystające do zachowania szlachty, a raczej do plebsu. Tyrion był upokarzany na każdym kroku, a zawody karłów wprawiły w zażenowanie większość gości na podwyższeniu. I ta znudzona Margery, dyplomatycznie wyczuwająca chwilę gdy trzeba zainterweniować! Nawet Tommena pokazali i jest strasznie wyrośnięty. Podobała mi się też Sansa i jej pomoc Tyrionowi, dwie najbardziej upokarzane osoby muszą w końcu sobie pomagać. Dlatego szkoda, że Dantos ją gdzieś zabrał. BTW - widok cierpienia na twarzy Joffreya bezcenny.
- w innych scenach było równie brutalnie i okrutnie. Choćby otwierające polowanie Ramseya z jedną z dziewczyn torturujących Theona w poprzednim sezonie. Chociaż mam wrażenie, że wydźwięk tej sceny byłby większy gdyby ustrzeliła swoją kochankę, a nie jakąś przypadkową dziewkę. Spotkanie z Boltonem o wiele ciekawsze. Jak wiał chłód od relacji ojca z synem i brak zaufania. Mocna scena z goleniem przez Fetora i wyznaniem co stało się z Starkami. Co najważniejsze akcja na północy nabierze dynamiki. Nie dość, że walka o Fose Calin to jeszcze wyprawa ludzi z Dredfort do Czarnego Zamku.
- na Smoczej Skale zaczęli sezon grillowy. Religijny fundamentalizm sięga tam już zenitu i pali się najbliższą rodzinę. Tylko Davos jakimś cudem trzyma się przy życiu. Rozmowy o Stannisie bardzo fajne tak jak o bogach i walce jaka ma miejsce w tym świecie i że prawdziwe piekło jest na ziemi. Tyko trochę za dużo tutaj ekspozycji w przemówieniu Mellisandre.
- w związku z walką dobra vs. zła następnie poświęcono trochę czasu Branowi i jego mistycznemu wątkowi. Podróż na północ przebywa bez większych problemów tylko, że Bran coraz bardziej ucieka w skórę wilka. Spotkanie z drzewem sercem wywołało ciekawą wizję. Dziwne, że po niej wie gdzie trzeba iść, ale nich mu będzie... o wiele ciekawsze były smoki nad Królewską Przystanią czy ośnieżona sala z Żelaznym Tronem, tak samo jak z wizji Dany w Quarth.
- Jamie, biedny Jamie, jednak nie potrafi walczyć lewą ręką. Fajnie, że trenuje go Bronn, a nie Pyen bo sprawi to, że sceny będą ciekawsze. A scenerie mają do prawdy piękną i ustronną jak opowiada Bronn. Była też scena z rozlanym winem! Dobrze, lubię te książkowe nawiązania.
- Shea została wysłana na statek hmmmm a co jeśli to nie jest statek do Pentos tylko miejsce w które zaprowadzi Dantos Sanse? Znacząco by to zmieniło jedną z książkowych scen, ale moim zdaniem na plus.

OCENA 5.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E18 Providence
- odcinek dużo spokojniejszy od poprzedniego, który spuścił bombę na widzów, ale serial utrzymuje dalej swoje momentum. Dużo miejsca poświęcono ekspozycji, przedstawianiu obecnej sytuacji w taki sposób by można było poczuć, że wydarzenia mają zasięg globalny oraz Wardowi. Bret Dalton nie jest dobrym aktorem, ale w tym odcinku pokazuje trochę szerszy zakres swoich umiejętności. Jest autoironiczny, wyśmiewa swoją wcześniejszą bucowatą postawę oraz zachowania. Nie rozgrzesza to poprzednich odcinków, ale nadaje im trochę głębi. On od początku pracował dla Garretta, wiedział co się dzieje i miał monitorować Culsona. Wszystko zostało ładnie wyjaśnione i nie pozbawia złudzeń. Jednak mimo wszystko coś on czuje do Skye i boję się, że jego historia skończy się na próbie odkupienia. No nic, okaże się.
- przedstawiono postać Talbota. Z jednej strony dobrze, że dają oficera armii USA, ale po co mu te śmieszne wąsy to ja nie wiem. Fajnie, że Culson od razu go przejrzy, wie co się dzieje i że trzeba uciekać. S.H.I.E.L.D. jest uznawane za organizacje terrorystyczną, nie można im ufać i trzeba się zająć problemem. Trochę słabo bo znaczy to, że Culson nie będzie kierował odbudową, ale wrócimy w przyszłości do latania busem i rozwiązywania kolejnych spraw. Jednak posmak czegoś większego był. Jak Skye raportowała o kolejnych bazach, a on wszystkim zarządzał. Chociaż może w przyszłości. Angel zaczynał od 2 osobowej agencji detektywistycznej, a skończył na międzywymiarowej korporacji. 
- co do Culsona podobała mi się ta jego ślepa wiara w powodzenie bo tylko to mu zostało. SHIELD nie istnieje i musiał się czegoś uchwycić. Jego wybuch był zrozumiały, drużyna nie miała nic do powiedzenia, milczała. To była mocna scena. Jednak nie kupuje tego, że Hydra mogła mu coś zaszczepić. Jednak gdzieś May przemyciła wiadomość, że Fury od dawna wiedział o infiltracji SHIELD tylko nie mógł nic z tym zrobić. Prócz budowania super tajnych baz.
- dodatkowe brawa za to jak ładnie serial korzysta ze swojego dziedzictwa. Wyśmiewa wystrzeliwanie broni w kosmos, Hydra dostaje w łapka więźniów i artefakty, które drużyna Culsona zdobywała, a Ward często odnosi się do swojego zachowania. Przez to otwierane są nowe wątki. Gravitonium wraca i pewnie w S02 odegra dużą rolę.
- nie wyobrażam sobie Culsona siedzącego w bazie i czekającego na nowe rozkazy. Mam nadzieje, że Koening ma coś więcej do zaoferowania niż nowe odznaki. Przydałaby się jakaś bezpieczna linia z Furym lub Hill. Jednak raczej długo Culson tutaj nie posiedzi skoro Jasnowidz znowu wspominał o wiolonczelistce, a w internecie pojawiło się info, że Amy Acker ma ją zagrać.

OCENA 4/6

The Good Wife S05E17 A Material World 
-kolejny odcinek pełen żałoby i smutku gdzie trzy kobiety radzą sobie ze stratą na swój sposób. Każda z nich ma chwilę zwątpienia i zaciekłej walki przy czym każda z nich w innych proporcjach. Kalinda by odreagować idzie uprawiać szalony seks z Carym po czym ma wyrzuty sumienia i udaje się do Jenny i zdradza jej zaufanie by ratować pozycję Diane. Ona natomiast zaciekle walczy o swoje, nie poddaje się. Najbardziej przytłoczona wydarzeniami jest Alicja. Julianna fenomenalnie gra w tym serialu, ale gdy musi pokazać coś dramatycznego przechodzi samą siebie, jej cierpienie i zrezygnowanie jest widoczne i budzi się autentyczne współczucie. I ta kłótnia z mężem gdzie podejmuje decyzję która zaważa na jej przyszłości. Od teraz są tylko w związku biznesowym. Oj jestem ciekaw jak to się dalej potoczy.
- sprawa rozwodowa była tylko pretekstem do pokazania bohaterów. W sumie trochę tęsknie za zwyłym pojedynkiem sądowym i bronieniem klienta. Nie żeby to co jest było w jakimś stopniu złe. Fuzja i LG i Florrick/Agos to zły pomysł dla dynamiki serialu, za wcześnie na to, ale to pewnie tylko chwilowy efekt działania pod impulsem. Ciekawiej zapowiada się powrót Canninga i intrygi w prokuratorze. Będzie też więcej Finna. Pozbyto się też Damiana i dobrze bo ten wątek był średnio trafiony. Może nie taki niewypał jak były mąż Kalindy, ale niewiele wnoszący do serialu.
- strasznie podobało mi się, że nie pokazano pogrzeby i ckliwych scen z opuszczaniem trumny. Zamiast tego rozmowę dwóch kobiet przy drinku i wspominanie faceta którego znały. 

OCENA 4.5/6


The Shield S03E13 Fire in the Hole
- wątek Ormian rozwija się dalej jednak nie sądzę by skończył się w tym sezonie. Za wolno się wszystko toczy i nie ma wyraźnego antagonisty. Raczej sezon skończy się na zaciskaniu pętli wokół Vicka. Wszystkie ich próby odciągnięcia uwagi tylko w nich uderzają, stają coraz bardziej na celowniku i jeszcze Dutch coraz mniej ufa Vickowi.
- wątek polowania na pedofilii odrażający. Co jak co, ale ten serial nie bawi się w półśrodki i w brutalny sposób przekazuje prawdę. Dobrze, potrzeba takich produkcji. Wyms pod przykrywką i współpraca z Decoy Squad wyszły bardzo dobrze. Szczególnie jak ona podzieliła się kawałkiem swojej przeszłości.
- oczywiście nie mogło zabraknąć wątku humorystycznego - Taylor dalej podbija do Danny, a ona poluje na skradzioną Whisky. Potrzebne są te chwilę odprężenia po innych brutalnych wątkach i bez stopych trupach.

OCENA 4.5/6

Vikings S02E08 Boneless
- odcinek przejściowy, chwila wyciszenia przed dwiema finałowymi godzinami, które pewnie będą ze sobą mocno powiązane. Jednak trzeba przyznać, że jak na taki zapychacz poradził sobie całkiem nieźle. Dalej jest gęsty klimat budowany przez niesamowitą muzykę, a scenki obyczajowe z życia wikingów ogląda się z niekłamaną przyjemnością. Ćwiczenie Bjorna, kłopoty Lagherty, przygotowania do wyprawy i w końcu problem z synem Ragnara. Serial portretuje ten świat, nie upiększa i idealizuje jak to często w serialach ma miejsce. Ragnar ma dylemat czy zabić syna, który jest kaleką, tak mu doradzają najbliżsi, nawet zostawia niemowlę na śmierć tylko Ashlaug je ostatecznie ratuje. Mówi to nie tylko o postaciach, ale o samym społeczeństwie.
- ciekawie też podano różnice między "cywilizowanym" światem, a poganami. Księżniczka Marcji niemalże ich wyśmiewa i wygłasza, że chodzą nago i mają niepohamowane żądze. Zupełnie jak ona, która jako dziecko była gwałcona przez brata. Kto tu w takim razie zasługuje na potępienie? Dobrzy i źli ludzie są w jednym i drugim społeczeństwie.
- chyba w tym sezonie król Horik zostanie pożegnany. Ragnar jest coraz pewniejszy siebie i wedle własnej wizji chcę łupić, a pozostałym dowódcą się to nie podoba. Zasadzka zorganizowana na posłannictwo Ekberta na pewno zagęści jeszcze ten konflikt.
- ciekawe co z mnichem. Jego wiara zostanie poddana próbie w przyszłym odcinku albo w finale gdy dojdzie do spotkania z Ragnarem. I jak wikingowie zareagują na to, że wrócił do habitu?

OCENA 4.5/6 

White Collar S04E14 Shoot The Moon
- serial dawno mnie przestał bawić tak jak na początku i ciężko mu mnie zadowolić. Dlatego z początku ucieszyłem się na delikatną zmianę formuły. Porwanie Petera i El na początku było fajne, pokazano kilka śmiesznych scen, ale z czasem robiło się nudo, przewidywalnie i zbyt melodramatycznie. Końcówka też nie okazała się wielkim zaskoczeniem. Nie było źle, ale momentami nudziło.
- pojawienie się współczesnej pary Bonnie i Clyde  było pretekstem by poruszyć inne serialowe związki. Przesłodzone do przesady małżeństwo Burków wyjawiło sobie sekrety, których istnienie było umotywowane jedynie potrzebami scenariusza. Wróciła też na chwilę Sarah, jej chemia między Neal jest widoczna, ale odcinek był tylko początkiem pożegnania z nią. Trochę słabo bo zawsze ją lubiłem w serialu, a sama jej obecność wpływała na Neala.
- z śmieszniejszych scen to walka o pozycję lidera między Jonesem i Dianą, żarty z więziennych listów i ściema dotycząca księżycowej skały. Dobrze wpasowane w odcinek tylko szkoda, że tak ich mało było.

OCENA 3.5/6

niedziela, 13 kwietnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #80 [07.04.2014 - 13.04.2014]

SPOILERS, SPOILERS EVERYWHERE


Community S05E10 Advanced Advanced Dungeons & Dragons
-sequele są zawsze trudniejsze do realizacji i zazwyczaj rozczarowujące. Tak było i tym razem. Przygoda w D&D nie wydawała się tak świeża i nie miała jakiś niesamowitych pomysłów, ale to wciąż kawał świetnej komedii.
- Abed w roli mistrza gry był jak zwykle szalenie zabawny. Odwzorował świat z wszystkimi detalami (siła mostu! ucieczka wielkiego złego), zafundował świetną narrację i bezwzględnie pozbawił złudzeń kilka postaci. Przy okazji zagrał dwóch przesłuchiwanych goblinów. Szkoda tylko, że celem zabawy było pojednanie Hickya z synem. Brakowało Pierca, Troya i Nela, z nimi był dużo zabawniej i lepiej było czuć klimat fantastycznej przygody. Chociaż karty postaci czy podróżowanie po mapie było niczego sobie.
- odcinek kończy się połowicznym happy endem. Mi się bardziej podobały jak Jeff mówił o swoim ojcu. Fajnie rozegrano zależności ojciec - syna. Przy czym kapitalnie wyszła rodzinka Die Hardów. Tata Jeff i synek Dziekan. Polerowanie mieczy i finalne nabicie się dziekana było przezabawne.
- wielkie brawa za udźwiękowienie tego odcinka. Ładna muzyka, ale to tło robiło klimat przez co opowieść Abeda żyła.
- Shirley żegnająca się jak czyta opis swojej postaci, haha. Albo Hickey mylący nekromantę z nekrofilem.

OCENA 4.5/6

Game of Thrones S04E01 Two Sword
- w końcu jest, zaczął się kolejny rok z Grą o Tron. Długo trzeba było czekać bo aż to 7 kwietnia. Ale jak zwykle warto bo serial ponownie zabiera do niesamowitego świata Westeron. Niby czytałem książki i wiem co będzie, ale nie pozbawia to przyjemności z obcowania z tym dziełem i chłonięcia kolejnych scen. Dobrze jest znowu widzieć się z ulubionymi (i nie) bohaterami.
- ten odcinek był debiutem D. B. Weissa na stołku reżysera. Dotychczas showrunner i współscenarzysta circa połowy odcinków stanął za kamerą. I doskonale się z tego wywiązał. Umiejętnie operuje głębią pola i gdy trzeba chowa przed kamerą istotny składnik sceny by potem zrobić z niego pożytek z lepszym efektem. Wie co robi i oddaje klimat serialu, ale inaczej być nie mogło w końcu to jego małe dziecko.
- początek odcinka to symboliczny koniec pewnej epoki. Tywin przetapiając miecz Starków daje o zrozumienia, że wojna się skończyła, a Lannistrowie wygrali. Świetna otwierająca scena, bez słów, ale przejmująca. Po oto Lód zostaje pochłonięty przez ogień. Miecz z czasów starożytnej Valyri posłużył za stal na nową oręż dla wrogów. Muszę się tu do czegoś przyznać - nie zdawałem sobie sprawy jaką kozacką pochwę ma Lód. Skóra wilka wraz z jego paszczą coś pięknego. A Tywim zniszczył to dzieło sztuki!
- i wykuł przy okazji nowe. Mieczyk Jamiego prezentuje się całkiem całkiem. Chociaż trochę w nim za dużo przepychu i złota, brak mu tej godności Lodu, ale też przyjemny dla oka. Młody Lannister też zresztą wygląda jak należy. W końcu po trzech sezonach tułaczki może odetchnąć w domu z ukochanym ojcem i siostrą. No prawie. Ojczulek jak zwykle wymaga od niego za dużo, każe mu zerwać kolejną przysięgę w końcu co to za rycerz bez rączki. Jamie jednak postawia się ojcu i daje mu to satysfakcję, ten jego łobuzerski uśmiech. Widać, że dorósł przez podróż z Brianne i nie jest tak samo arogancki. Jednak wciąż kocha siostrę. Podobają mi się te napięte relację w tej pokręconej rodzince. On spędził miesiące w niewoli, a Cersei i tak go obwinia, że nie był przy niej i sama topi smutki w alkoholu jak jej znienawidzony brat. Tacy podobni! Również synek się z niego wyśmiewa, szydzi z niego, że dał się złapać w niewolę gdy to on wygrał wojnę. Do tego pokazano jeszcze księgę z dziejami Królewskiej Straży - jeden z moich ulubionych motywów wątku Jamiegie. To wszystko tylko sprawia, że to jedna z moich ulubionych postaci. Teraz czekać by zobaczyć jak sobie poradzi w walce lewą ręką.
- należę do nielicznego grona, które nie przepada za Tyrionem. Jednak w tym odcinku sceny z nim bardzo mi się podobały. Śmieszna z Bronnem i Podrickem podczas powitania gości, dramatyczna w rozmowie z Oberynem oraz nieudane próby pocieszenia Sansy i niechęć do Shea. Wie co się dzieje, że ten kurwidołek niedługo się zawali, a wraz z tym jego pozycja. Walczy o przetrwanie i nie ma czasu na uciechy tylko stara się rozwiązywać potencjalne konflikty zanim jeszcze wybuchną. Scena z powitanie Martellów podobała mi się też z innego powodu niż odrobina humoru - działa się na otwartej przestrzeni, a w tle było sporo statystów.
- samo przedstawienie Oberyna nie rozczarowało. No może prócz zbyt długiej ekspozycji i nagości. Wizyta w domu publicznym z nałożnicą wiele mówi o zwyczajach w Dorne i bardziej liberalnym stosunku do stosunków. Gdy zabrzmiały Deszcze Castamere wiadome było, że poleje się krew. Tylko tym razem Lannisterów. Dla odmiany. Co jest zwiastunem przyszłych wydarzeń. Bo Oberyn przybył się tu mścić za śmierć siostry i jej dzieci. Już nie mogę się doczekać walki z Górą. Co akurat spoilerem wielkim nie jest skoro było przedstawiane w zwiastunach. Czekam też na przedstawienie reszty mieszkańców Dorne i pewnego sławnego halabardzisty.
- Dany to kolejna z grona mniej lubianych postaci. I jak za nią nie przepadam to na jej zwierzaczki mogę patrzeć i patrzeć. Smoki urosły, zrobiły się bardziej agresywne i zwiastują kłopoty. Już buntują się przeciw matce, a nie są wcale takie duże. Za sezon lub dwa szykują się wspaniałe sceny z ich udziałem. Sama Dany dalej romansuje z Dhario (zmiana aktora na lepsze), pokazuje swoją siłę (lub arogancję) i kroczy by wyzwolić kolejne miasto. No nic przeżyję jakoś ten wątek. Póki będą się pokazywać jej pupilki. I Szary Robak bo za nim też przepadam.
- Brienne dalej siedzi w Królewskiej Przystani. Bo gdzieżby miała się udać? Wrócić do Tarthu gdzie jest wyśmiewana przez ojca? Bo Sansy nie ma komu zaprowadzić i Jamie dobrze mówi, że paradoksalnie to tutaj jest najbezpieczniejsza. Co do Sansy to trochę za późno przypomniano o Dantosie, powinien wcześniej się pojawić jeszcze przed wyjazdem Littlefingera.
- na Murze wiele się nie działo. Czarna Straż się szkoli, Jon martwi się o swoją jaki i Straży przyszłość i jest sądzony przez radę. Niewiele. Oczywiście jak w takich sytuacjach bywa generałowie wiedza najlepiej i nie ma co się szykować do obrony. Nienawidzę tego motywu w filmach. Ciekawiej było z Dzikimi. Schowali się  malowniczym wąwozie i szykują się do ataku. Przybyli za to Thennowie. I są upiornymi kanibalami. Chyba podpatrzyli trochę przepisów od Hannibala bo serwują niemal to samo danie, ale brakuje im talentu w kuchni.
- końcówka odcinka należała do Ogara i Aryi. Świetne dialogi z Łaskotkiem jak tamten opowiada, że tortury stały się taką codziennością, że nie sprawiają już przyjemności. Jednak dobrze, że jest wojna bo można do woli rabować i grabić w imię króla oczywiście. Wyraźny wydźwięk antywojenny tej sceny. Tak jak ostatni widok na zniszczone tereny aż po horyzont. Przyszła wojna wielkich panów, a ucierpieli najbiedniejsi. Zmieniła też ludzi. Aryia to dalej dziecko, ale jest ogarnięta rządzą zemsty i nawet nie ma wyrzutów jak zabija jednego z bohaterów jej litanii. Mocna scena gdy bez mrugnięcia go przebija odtwarzając to samo co on zrobił jej przyjacielowi. Przy czym dla niego była to kolejna z ofiar. Sama walka Ogara została niesamowicie zrealizowana. Walka na miecze w ciasnym pomieszczeniu efektowna i czuć było potęgę jego ciosów.
- mimo, że było o czym pisać to i tak w odcinku zabrakło Stannisa, Brana, Theona z Ramseyem, Littlefingera, Varysa, Davosa czy Gendryego. Oj będzie co oglądać w tym sezonie i liczę na jak najwięcej odstępstw od książki.

OCENA 5/6

Hannial S02E06 Futamono
- kolejny niesamowity odcinek Hannibala. Nie wiem jak oni to robią, ale z tygodnia na tydzień udaje im się podtrzymać zainteresowanie i napięcie mimo, że jeden z dwóch głównych bohaterów siedzi w więzieniu. Fuller jesteś geniuszem! Dlatego tym bardziej chce mi się płakać z powodu zrezygnowanie z jego nowego serialu przez stację Syfy.
- jak można się było spodziewać próba zabójstwa Lectera będzie miała katastrofalne konsekwencję. Oczywiście Hanni nie będzie się od razu mścił i wpadał w szał mordowanie, to tak bardzo nie w jego stylu. On ma plan. A raczej nad nim pracuje. Alanie mówi o tworzeniu nowego utworu, widać jak gra na klawesynie tylko, że jego pasję są zupełnie inne. Cały czas rozmyśla o jednej wielkie symfonii. Pierw odreagowuje poprzez człowieka-drzewo, ale to tylko przystawka. Dopiero na końcu odcinka jest zadowolony ze swego dzieła. Oczyszczenie Willa, zbliżenie się do Alany, naprowadzenie Jacka na trop Miriam i uwolnienie Gideona. Wszystko jest na swoim miejscu, teraz tylko doprowadzić swoje dzieło do końca. Jest tylko jedna niewiadoma - Jack z wątpliwościami. Chyba tylko tego nie wziął pod uwagę. Swoją drogą fenomenalny moment gdy Hannibal orientuje się, że Jack go podejrzewa. To tyknięcie zegara było niesamowicie na miejscu. Trochę jak w kreskówkach, ale pasowało do tego serialu.
- Will siedzi w klatce, ale niedługo będzie mógł z niej wyjść. Tylko jak się to odbije na jego psychice. Może w rozmowach z Jackem i Lecterem twierdzi, że się nie zmienił, ale oszukuje ich, czuje, że jest kimś innym co pięknie pokazują jego transformację z rosnącym porożem i upodobnianie się do Hannibala. Ciekawie też wyglądają sceny z Hannibalem gdzie Will mówi, że nie ma poczucia rzeczywistości i rozmawia o kłamstwach. Jak bardzo to pasuje do tego co działo się w pierwszej serii i tego co w drugiej. Wtedy to Hannibal grał na Will teraz jest odwrotnie. Nie mogę się doczekać ich pierwszej prawdziwie szczerej rozmowy.
- Gideon pogrywa sobie z wszystkimi. Z  Chiltonem, Jackem i Willem. Wszystko jednak miało jeden cel - ponownego spotkania z Lecterem. Przez co sprowokował pobicie i wylądował na izbie. Chorych. I co za pięknie-obrzydliwa scena zbrodnia dla agentów Jacka! Trup wiszący na linkach, a pod nim jelita. U Hannibala nic się nie marnuje. Mógł po prostu zabić, ale po co skoro można z tego zrobić małe dzieło sztuki. Nie marnują się też nóżki Gideona. O matko co za upiorny moment. Lecter tworzy piękne danie, opowiada o nim, częstuje Gideona, a potem okazuje się, że to jego noga jest na talerzu. Spełniło się jego marzenie, poznał Rozpruwacza i zasiadł z nim do stołu. I mu smakowało. Chyba to było najbardziej przerażające w tym momencie.
- Chilton jedną sceną skradł ten odcinek. W końcu pewnie trafi na talerz, ale ja się ciesze póki jest. Wyzwał Lectera na pojedynek, myśli, że są sobie równie, ale bardzo się myli. Nawet sam zaczął go podejrzewać, ale mimo wszystko udał się na jego przyjęcie. Jest tak arogancki, że uznał to za idealną przykrywkę by nie wzbudzać podejrzeń. Tylko, że Hannibal puszcza mu oczko. Tak! W ten jeden delikatny sposób dał mu do zrozumienie, że o wszystkim wie i jego na śmierć przeraził.
- Hannibal perfekcyjnie zagrał też na Alanie. Zbliżył się do niej by uderzyć w Willa, ale też ją wykorzystał. Grał skrzywdzonego przez los i ofiarę wzbudził w niej sympatię by w końcu trafili razem do łóżka. Już wcześniej byli ze sobą blisko, ale teraz Lecter postanowił z tego skorzystać bo w końcu mogło to przynieść mu jakiś pożytek. Zapewniło alibi oraz skrzywdzi Willa.

OCENA 5.5/6

Hannibal S02E07 Yakimono
- w zeszłym odcinku Hannibal napisał swoją symfonię i wystukał pierwsze takty, w tym doszło do jej rozwinięcia i gran finale. Oklaski dla pana dyrygenta! Wszyscy skakali tak jak tego zapragnął, jak po sznurku. Nie brakowało też zaskoczeń, ale nie były one wielkiego kalibru. Ten odcinek był spektaklem i oglądało się go z prawdziwą przyjemnością.
- pozostaje tylko żałować, że to koniec Chiltona i pożegnanie Raula Esperza. Będę za nim tęsknił bo przez kilka ostatnich odcinków na prawdę go polubiłem. Jako jedyny zaczął wierzyć Willowi, bał się o swoje życie, ale też walczył z nieuniknionym. Nie miał jednak szans wygrać z prawdziwym mistrzem manipulacji. Hannibal wrobił go w taki sposób, że nie pozostawia to wątpliwości. Aż za dobrze bym powiedział. Nie wiem jak Jack mógł w to tak szybko uwierzyć, ale szybko prawdy nie pozna bo Miriam pozbyła się Chiltona. Ostatni akord jakże efektowny. I co za piękne ujęcie z dziurki w szybkie na twarz Lass! Jej flashbacki nie pozostawiają złudzeń - Hannibal zmanipulował ja by myślała, że to Chilton. Trochę szkoda bo miałem nadzieje, że przez dłuższy czas jej postać pozostanie niewiadomą bo równie dobrze mogła przejść na stronę Lectera. Ciekawe też czy skoro ona przeżyła to czy jest szansa na powrót Abigail w końcu jej ciała też nie widzieliśmy. Zastanawia mnie też czy aby na pewno Chilton zginął. Jego postrzał nie wyglądał jakoś poważnie od frontu.
- Will wyszedł z wariatkowa i od razu wrócił w teren. Co ciekawe nie czekał aż zostanie sam, a od razu przeszedł do wizualizacji zbrodni. Jedna zmian jakie w nim zaszła? Skonfrontował się też z Hannibalem i niczego nie wskórał. Czy to było jego celowe zagranie i wyrachowana gra i być wstępem do finalnej sceny? Zaskoczyło mnie to co się stało. Na prawdę. Zadbany Will, w nowej koszuli i zaczesanymi włosami przychodzi do Hannibala i prosi o terapię. Zaczyna się nowe rozdanie! Hannibal zdobył przyjaciela, dostał to czego chciał, ale to teraz Will będzie się z nim bawił podczas ich rozmów. Tak bardzo czekam na kolejny odcinek.
- zdjęcia w tym serialu są prześliczne - wiadomo. Ale dźwięk też robi swoje. Nie tylko muzyka klasyczna, ale te całkiem niespodziewane odgłosy chrobotania czy opadające krople wody. Na prawdę kapitalna robota budująca klimat tajemnicy i zagrożenia.

OCENA 5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E16 End of the Beginning
- wiecie co, od paru tygodni bardziej czekam na nowe odcinki SHIELD i lepiej mi się ogląda ten serial niż Arrow. I nie zamierzam się tego wstydzić. Dalej ma swoje problemy jak np. słabiutki Deathlock i kulejący czasami humor, ale daje mi więcej funu i mniej irytuje. Wolę tez gdy odniesienie do komiksów czy MCU są subtelne i powoli wprowadzane niż np. wpychanie Birds of Prey czy Suicide Squad na siłę do Arrow i pianie odcinka przez kompletnych amatorów.
-  sam odcinek bardzo fajny, dużo akcji, ale też znaczący fabularnie. Gonienie za podejrzanymi wyszło dobrze. Ładnie reżyser poradził sobie z oszukiwaniem widza. Trzy sceny, w których czeka się na zasadzkę i ostatecznie ma ona miejsce tylko w jednej. Walka może wyszła trochę drętwo, ale tutaj też dałem się oszukać. Bo zacząłem narzekać jak to bez sensu po wystrzeleniu pięciu naboi Blake zmienia magazynek. Tylko, że to miało sens bo strzelił do niego inną amunicją.
- samo spotkanie z Jasnowidzem satysfakcjonujące. Jeśli wierzyć przepowiedni, że Skye zginie to zrobi się jeszcze ciekawiej. Myślę jednak, że to są wątki na przyszły sezon, a podwaliny pod to mogą zostać położone w Guardians of the Galaxy. Teraz wszystko będzie się kręciło w okół SHIELD i nawiązywało do Winter Soldier. Filmu jeszcze nie widziałem, staram się trzymać z dala od spoilerów, ale nie da się ich w całości uniknąć. Opierając się na stan obecnej wiedzy mogę wywnioskować, że SHIELD zostało zinfiltrowane, toczy je rak, a agencja nie jest już taka jak kiedyś. Dlatego Fury powołał niezależna jednostkę Culsona która dziwnym trafem kręciła się cały czas koło Jasnowidza. Czy Hand nim jest? Nie dam sobie uciąć ręki. Czy May dla niej pracuje? Nie sądzę. Raczej zdaje raporty Furyemu o stanie Culsona. Czy w takim razie Ward jest zdrajcą? Nie koniecznie. Zabijając domniemanego Jasnowidza mógł wykonywać rozkazy Victorii lub innego wysoko postawionego członka SHIELD. Kto zatem steruje samolotem? Autopilot? A może Ward jest zły i w finale zginie? To by była odważna decyzja. Jest też jeszcze inna możliwość. Tripplet mówi, że jego rodzina są jak Kennedy. Czyli bogaci, mający wpływ na politykę. Więc może dba o interesy swoich? Albo jego rodzinka też pracuje w SHIELD, jest wyższa rangą i od kogoś takiego dostał rozkaz. No w końcu serial zrobił się interesujący i można poteoretyzować!

OCENA 4/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E17 Turn, Turn, Turn
- najlepszy odcinek serialu! I co hejterzy? Warto było się męczyć przez kilka odcinków i czekać aż zostanie zrobiony użytek z MCU. A nawet jeśli się nie przepada za Marvelowym światem to trzeba być pod wrażeniem tego jak udało się skoordynować skrypt serialu z filmowymi wydarzeniami. Nie widziałem jeszcze Winter Soldier, ale z dnia na dzień mam coraz większe przeczucie, że dużo tracę. Zwłaszcza, że serial tak mocno jest powiązany z wydarzeniami z filmu, że sporo spoileruje. Pozostaje tylko żałować, że cały serial jest głównie telewizyjnym spin-offem Winter Soldier, a nie całego uniwersum. Cały sezon był budowany pod te wydarzenia, większość wątków ma tutaj kulminację i tym bardziej uwidacznia jak po macoszemu potraktowano historię z Thora 2. Oby w przyszłym roku więzi między światem serialowym i filmowym zostały mocniej zaciśnięte.
- do samego odcinka nie mam zbytnio zastrzeżeń. Był świetnie zrobiony, dobre dialogi, trochę humoru i angażowanie widza od początku do końca. Zgadywanie kto jest dobry, a kto zły i czekanie na kolejny zwrot akcji dawało mi mnóstwo frajdy. Tak jak oglądanie każdego z członków drużyny. Nawet Skye i Ward byli do zniesienia. May dostała ciekawą historię i potwierdziła się moja teoria, że raportuje Furyemu stan Culsona co zmieni dynamikę tej dwójki. Co ciekawe to ona zebrała zespół, a nie Culson. No nieźle.
- jednak najważniejsze były wydarzenia w SHIELD i powrót Hydry. Scenarzyści doskonale pokazali chaos i ten stan gdzie nie można ufać nikomu, trzeba kwestionować działania bohaterów i zastanawiać się czy to Hydra czy SHIELD. Ogromnie jestem ciekaw jak pokazano to w filmie. Udanie serial manipulował widzą. Koniec w zeszłego odcinka sugerował, że Hand jest zła, przez dłuższy czas pozwolono w to uwierzyć, a potem pokazano, że jest odwrotnie, a to Garrett okazał się tajemniczym Jasnowidzem. Nie Hand, a ona. Zaskoczenie.
- jednak nie takie jak zachowanie Warda. Zabicie "Jasnowidza" było ciekawe, budziło dużo pytań, a zamordowanie Victorii stwarza ich jeszcze więcej. Jedna z moich teorii potwierdza się - on jest kretem w drużynie, a wywiady z twórcami mówią, że tak było od początku. Odważna decyzja. Tylko jak się to ma do jego relacji ze Skye? To wyrachowane działania czy rzeczywiście emocjonalnie się angażuje. Czy na pewno był członkiem Hydry odkąd pracował z Garrettem czy może wywiady trochę oszukują? Bo może to teraz on infiltruje Hydrę? Broń dostał od Victorii, pomysł z zabiciem Jasnowidza był dziwny, może to wszystko teatrzyk i broń miała jakieś specjalne naboje? Tylko czemu ma taki nieobecny wyraz twarzy jakby wszystko było stracone. Autentycznie chcę się oglądać dalej.
- wydarzenia z tego odcinka mocno wpłyną też na przyszłość serialu. SHIELD jako organizacji praktycznie już nie ma, Culson jest jednym z najwyżej postawionych agentów. Do tego jeszcze Fury rzekomo nie żyję. Lub pozoruje swoją śmierć by móc odbudować nowe i lepsze SHIELD, a Culson mu w tym ewidentnie pomoże. Może na tym będzie się skupiał drugi sezon? Na pewno moja teoria sprzed kilku odcinków gdzie w finale sezonu Culson i jego zespół wylecieć z SHIELD już nie aktualna, a może się dziać coś zupełnie odwrotnego. Co ważne to nie jedyny wątek, który będzie się w przyszłości przewiał. Przecież jest jeszcze tajemnicze pochodzenie Skye, Dethlock, niebieski alien i zbliżające się premiery Avengers 2 i Guardians of the Galaxy. Właśnie wiatr zawiał w żagle tarczy oby tylko nie trafił na ścianę w postaci anulowania serialu przez ABC.

OCENA 5/6

Person of Interest S03E19 Most Likely To...
- zaskakujący początek odcinka ze śmiercią numery. Nie często się zdarza, że osoba którą bohaterowie mają chronić ginie. Tutaj było to zawiązaniem akcji. Tylko szkoda, że zamiast poświęcić odcinek Czujnym większość dotyczyła kolejnej ofiary/sprawcy. Zjazdy szkolne to nic nowego w serialach, wychodziły lepiej i gorzej. W PoI było dużo komediowych scen i luźnego klimatu. Oglądało się jak zwykle bardzo dobrze, ale trochę się kłóciło z klimatem i oczekiwaniami jakie zafundowały pierwsze minuty. Dobrze, że Shaw i Reese mieli jednak trochę do roboty pod koniec epizodu.
- wolałbym żeby większość czasu dostał Finch z Fusco w Waszyngtonie oraz walka z Vigilance. Root też jak na lekarstwo. Jednak to co się działo będzie miało dalekosiężne konsekwencję. Do internetu wyciekł projekt finansowania Zorzy Polarnej, ludzie zaczęli zadawać pytania o inwigilację, a Kontrola wyłączyła operację. Czyli co, w finale jakiś poważniejszy zamach terrorystyczny? I co takiego będzie robił Harold w stolicy?
- cudowna scena jak John wbija do pokoju Shaw i rozpakowują walizki pełne broni. Albo każdy kolejny policzek który Rees dostawał.

OCENA 4/6

The 100 S01E04 Murphy's Law
- lubię ten serial, odcinek też mi się podobał, dobrze się go oglądało, kilka zwrotów akcji, dynamicznie i mało głupot tak charakterystycznych dla seriali The CW. Jednak jednej rzeczy znieść nie mogę - seks Clarke z Finnem. No serio? Pozbyto się jednego boku z wielokąta miłosnego to teraz gmatwają jeszcze sytuację. Fajnie, że zamiast wymieniać spojrzenia i trzymać się za rękę bohaterowie idą na całość, ale nie wtedy gdy na Ziemię przybywa Raven. Zbyt tani chwyt, zbyt naiwne.
- sam odcinek to reperkusję poprzedniego. Szukanie mordercy było szybko dobrze. Ciekawszy był lincz na Murphym, który został dobrze zrealizowany bo pokazuje jak działa motłoch. Wystarczyła mała iskierka i już rzucają się sobie do gardeł i przy okazji mszczą na swoim oprawcy. Pięknie też pokazano różnice między dwoma przywódcami - Clarke i Bellamym. On oportunista, ona robi to co uważa za słuszne, ale przy tym uczy się na wydarzeniach z tego odcinka.
- nie spłycono też wątku Charlotte. Clarke chcę tej wyimaginowanej sprawiedliwości, ale nie chcę samosądów. Pomaga dziewczynce, ale nie jest jej przyjaciółką. Ona za to czuje się odrzucona i postanawia z tym skończyć. Może to trochę naciągane, że była w stanie popełnić samobójstwo, ale scena nie wypadła banalnie.
- cieszy mnie też, że obóz się rozbudowuje, budowane są fortyfikację i pełnione warty. Ludzie z The Walking Dead mogliby podpatrzyć trochę rzeczy. Zaskakujące jest dla mnie, że wciąż nie udało się połączyć z Arką co buduje fajny klimacik niepewności co do przyszłych wydarzeń.
- jeśli chodzi o samą Arkę to trochę nowego pokazano. Dziwny kult Ziemi i handel kontrabandą. Do tego pojmano Abby i Raven poleciała na Ziemię. Jestem ciekaw jak zareaguję na to Kane. I czy znowu będzie próbował doprowadzić do egzekucji. Czy może zajmie się masowym mordem by wydłużyć życie pozostałych przynajmniej do czasu odzyskania łączności.

OCENA 3.5/6

The Shield S03E12 Riceburner
- w ten sposób Koreańczyków jeszcze nie pokazali w serialu. Większych różnic między Latynosami nie ma - wewnętrzna solidarność, nienawiść do obcych i chęć wypracowania większej ilości praw. Podoba mi się jak w The Shield przedstawiana są poszczególne grupy etniczne i przekrój całego miasta. Jednak krycie mordercy dzieci przez przyjaciela Acevedy wydaje mi się trochę naciągane. Naloty na miasto i pozyskanie nowego informatora wyszło całkiem fajnie, najbardziej podobała mi się atmosfera zagrożenia podczas kolejnych przeszukań.
- w tle rozwijały się powiązane wątki rodziny Vicka i pociągu z forsą. Dobrze jest to rozpisane, widać zależność i absurd sytuacji - kasa jest, ale nie można jej użyć. Podejrzany Dutcha pewnie długo podejrzanym nie zostanie i Ormianie się z nim rozprawią. Vick też zrobi coś głupiego. Romans, problem z dzieckiem, zaszczucia i uczucie, że nie może polegać na przyjaciołach zrobią swoje.
- wątek napadów też wyszedł bardzo dobrze. Maltretowana żona chcę uciec od męża, ale potrzebna jest kasa. Najlepsze w tym były rozmowy Wyms z Dutchboyem. Bo on po rozmowach z Faulksem trochę przejrzał. Nie szufladkuje jak kiedyś podejrzanych tylko próbuje ich zrozumieć, wziąć pod uwagę inne opcję. Koniec sprawy tragiczny, tym bardziej podkreśla go obojętność właściciela sklepu.
- nie mogło zabraknąć wątku humorystycznego w postaci polowania na skradzione krzesła przez Danny, Juliena i informatora Vicka, który podbiał do pani funkcjonariuszki. I ta spadająca cena krzeseł. Ulica nie zna się na współczesnej sztuce nowoczesnej.

OCENA 4.5/6

Vikings S02E07 Blood Eagle
- uwielbiam mistyczne sceny w Wikingach. Tutaj udało się wytworzyć ten nastrój podczas egzekucji jarla Borga. Nie jest to może "most shocking moment in television" jak zapowiadały zwiastuny, ale zostały to znakomicie zrealizowane. Kamera nie pokazywała szczegółów tworzenia orzełka, ale to nie było wcale potrzebne. Wystarczyły reakcję obserwatorów, nastrojowa muzyka i cała inscenizacja przypominająca religijny rytuał. Ragnar w białej szacie i jego ofiara dostępująca podczas śmierci wywyższenia i zaszczytu wstąpienia do Walhalli. 
- ten odcinek umiejętnie też pokazuje podobieństwa i różnice między dwoma światami na przykładzie małżeństwa. U Anglików mamy poważną atmosferę, sztywny rytuał i aranżowany ślub, a w Skandynawii pełną improwizacji i entuzjazmu ceremonię, również z pewnymi rytuałami, ale widać było radość ludzi. Podobieństwa są za to między Ragnarem, a Ekbertem. Obaj muszą zawierać trudne sojusze by zwiększyć swoje wpływy.
- Lagherta wróciła i to jako jarl! Nieźle się dorobiła i co najważniejsze cała rodzinka uda się na wycieczkę krajoznawczą do Anglii. Już nie mogę się doczekać kolejnych podbojów i spotkania ze starym przyjacielem. Bo Atlestein musi się pojawić i wybrać życie jakie chcę wieść.
- w tym odcinku pojawiły się świetne sceny z Ragnarem, w końcu nie był taki wycofany. Pijacka zabawa z Torsteinem była zabawna. Jednak to podsłuchiwanie i obserwacja swoich ludzi by wiedzieć co się dzieje w Kattegat wiele o nim powiedziała. Do tego dalej prowadzi swoją intrygę. Słucha się Horika, nie chcę znieważyć króla bo sam nim chcę zostać, a wtedy dałby zły przykład. Cwana bestia.
- Rollo dalej jest wodzony na pokuszenie, Floki chcę trochę samodzielności, Bjorn zaufania od ojca, a Aslaug ma problemy z ciążą. Pomniejsze wątki odcinka, ale świetnie się je ogląda, brak zbędnych scen, każda mówi coś o postaciach czy społeczeństwie. A gdy trzeba pokazane są te uwielbiane przeze mnie krajobrazy w których można się zakochać.

OCENA 5/6