Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Timeless. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Timeless. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lutego 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #220 [20.02.2017 - 26.02.2017]

SPOILERY
American Odyssey S01E01 Gone Elvis
American Odyssey był jednym z tych seriali, które na podstawie trailera chciałem oglądać na bieżąco. Potem przyszły recenzje i musiały minąć prawie dwa lata bym dał szanse pilotowi. I jak często w takich przypadkach bywa nie jest to historia z szczęśliwym zakończeniem. Zaczyna się dobrze. Dzielni Amerykanie zabijają złego terrorystę i wpadają na ślad wielkiego spisku. Pierwsze kilka minut daje nadzieje na wielką konspirację i mocno osadzony w rzeczywistości dramat pełen tajemnic i spisków. Trochę taki mainstreamowy Mr. Robot. Tylko im więcej minut mija tym więcej problemów widać. Scenariusz jest sklejony na kolanie. Postacie i ich motywację nie przekonującą. Intryga trzyma się na słowo honoru, a bardziej nieudolnych spiskowców dawno nie widziałem. Ogląda się to dobrze, nie powiem. Póki nie zaczyna myśleć o całości, a bohaterowie zbyt dużo nie mówią. Trochę szkoda bo miałem ochotę pooglądać sobie Anne Friel na ekranie, którą bardzo lubię od czasów Pushing Daisies. Nic z tego, nie będę się męczył. Jest źle, ale też bez tragedii. Powiedziałbym nawet, że lepiej niż w przypadku 24 Legacy. Przynajmniej nie ma męczących wątków familijnych, bohaterowie nie irytują i konspiracja w jakiś sposób ciekawi. Choćby dlatego by zobaczyć jak bardzo absurdalna będzie.

OCENA 3/6 

DC's Legends of Tomorrow S01E12 Camelot/3000
Żeby się nie powtarzać pominę cykliczne wychwalanie Legend i tego co w nich działa. Napiszę o tym jak ładnie scenarzyści opracowali historię sezonu. W pierwszym odcinku wprowadzono JSA i narzekałem jak słabo zostali wykorzystani. Jak się okazuje był na nich większy plan. Już kilka tygodni temu to sygnalizowano - ich powrót i tajemnicze zaginięcie w latach pięćdziesiątych. Rip ukrył ich w przeszłości by pochować fragmenty Włóczni przeznaczenia. To daje wrażenie przemyślanego sezonu i spójnego budowania fabuły. Nawet jeśli całość była wymyślana ad hoc.

Sam odcinek to mała wyprawa do przyszłości i krótkie spotkanie z Dr. Mid-Nitem, a potem podróż do średniowiecznego Camelot. Nate łapie się za głowę z powodu żyjącej legendy, a ja się bawię doskonale. Saturn Girl okazuje się Merlinem, Sir Raymond z Palm walczy mieczem świetlnym wierząc w honor i demokrację, a Sara Lance (A Lot!) flirtuje z Ginewrą. W międzyczasie jest walka z Evil Ripem i jego armią kontrolowanych telepatycznie sługusów. Na papierze wygląda to absurdalnie, a ogląda świetnie. Campowa konwencja, świetne dialogi i humor mierzony w tonach. Aż szkoda, że do końca tylko pięć odcinków.

Muszę napisać o jednej rzeczy która mi się strasznie podoba. Zazwyczaj gdy Dobra walczy z Złem to wynik jest oczywisty. Są drobne turbulencje, ale zazwyczaj ci źli są groteskowymi przeciwnikami, którzy nie stanowią realnego zagrożenia. W tym serialu jest inaczej, prawie, groteska została. Złych się lubi, Evil Ripowi kibicuje by przeżył, a Legion of Doom często odnosi zwycięstwa. Ostatecznie przegra, ale udanie są kreowani na potężnego przeciwnika, którego trzeba się obawiać, można się spodziewać, że będą odnosić sukcesy, a Legendy nie zawsze wygrywać. A jeśli wygrają i odzyskają Ripa będą tego konsekwencję w postaci traumy kapitana.

Inne:
- czuje się oszukany. Capitan Cold miał należeć do Legion of Doom, a dopiero pojawił się kilkakrotnie i to w małej roli.
- coraz mocniej shipuje Rory'ego i Steina. Ich przekomarzanie się wypada fantastycznie. Ta duma Micka jak przyłapał profesora na kradzieży!
- nawet trafiła się scena batalistyczna. Mając świadomość ograniczonego budżetu można czuć satysfakcję. Do tego klimacik budował padający śnieg, a całość została zwieńczona pojedynkiem Sir Reymond z Palm z Darkhem.

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E09 Memory Found
Serial bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z prawideł rządzących ostatnimi sezonami. Mają się skupiać na postaciach i być sentymentalne. Taki jest właśnie ten odcinek. Scott, Lydia i Malia narażają własne życie by przypomnieć sobie Stilesa. Wykorzystano tutaj fajny motyw z odblokowaniem kolejnych wspomnień i te wycieczki wgłąb własnej psychiki były ładnie podane. Szkoda, że scenariusz nie był bardziej skompresowany, zwłaszcza w pierwszej połowie. Oglądanie tych samym ujęć było miłe, przypomniało te kilka lat z serialem, ale momentami męczyło. Zastanawia też wybór niektórych scenek, które wcale nie były najważniejsze dla postaci. Przeszkadza mi też ignorowanie długiego związku Stilesa i Malii i fanserwis dla Stiles/Lydia. Rozumiem więź emocjonalną łączące te postacie, ale nigdy nie byłem fanem ich romansu. Mimo kilku potknięć strasznie podoba mi się motyw przyjaźni jako siły sprawczej mogącej naruszyć barierę czasoprzestrzeni.

Trochę niepotrzebna była walka Liama i Theo z Jeźdźcami. Zapychacz odciągający od głównych bohaterów i do niczego nie prowadzący. Pojawiło się kilka udanych momentów gdy budowano zaufanie między tą dwójką, lub gdy Theo przypominał sobie wizytę w czyśćcu. Może nie byłby tak krytycznych do tych scen gdyby ktoś z nich wpadł na genialny pomysł wykorzystanie rewolwerów jeźdźców.

OCENA 4/6  

Teen Wolf S06E10 Riders on the Storm
Jedno trzeba przyznać serialowi - potrafi wykreować charakterystycznych łotrów. Odwołując się do westernowej mitologii Stanów i legendy o Dzikim gonie stworzyli rewolwerowców wymazujących ludzi z rzeczywistości i połączyli to z zaginioną kolonią Croatan. Zaszaleli również na planie prowadząc tory kolejowe przez najbardziej charakterystyczne punkty serialu, w tym szkolną bibliotekę. I tylko szkoda, że zwieńczenie historii Dzikiego gonu rozczarowało. Za często rewolwerowcy pokazywali się przez cały sezon przez co walka w ostatnich kilku odcinkach była monotonna. Kiedyś jeden stanowił ogromne zagrożenie, teraz sam Theo powalił kilku. W to wszystko wplątano wilkołaka nazistę przez co całość stała się chaotyczna co uwypuklił ostatni odcinek z bieganiem w tą i z powrotem, z średnio powiązanymi ze sobą scenkami. Niektóre były bardziej udane od innych, ale wciąż przez wszystko przebijał się chaos. Jakby podsumowując ostatnio starcie było jednym wielkim rozczarowaniem.

Na pewno udał się powrót Stilesa. Fajnie było go zobaczyć w interakcji z innymi bohaterami i od razu zrobiło się dużo zabawniej. Wejście miał iście epickie nokautując bejsbolem nazi wilkołaka, a potem obściskując się z Scotta. Tylko wciąż nie mogę wybaczyć porzucenia jego związku z Malią. Jak sam mówi, dla niego minęło kilka dni, a nie trzy miesiące więc jakieś wyrzuty sumienia by się przydały.

Mimo mojego rozczarowania jestem bardzo ciekaw gdzie zmierza serial. Zostało dziesięć finałowych odcinków, które owiane są tajemnicą. Mid-season finale skończył się bez cliffhanger, a raczej tak jakby to był ostatni odcinek całego serialu. Końcem szkoły i pożegnaniem. Time jump? Nie obraziłbym się. Na pewno chciałbym zobaczyć stare twarze. Może Allison, na pewno Dereka, może Gideona. Serial ma w czym wybierać. Oby tylko tym razem udało się napisać spójną historię na które nie będą wpływały czynniki zewnętrzne.

OCENA 3.5/6

The 100 S04E04 A Lie Guarded
Przyznaje się bez bicia, dałem się oszukać jakbym nie widział wiele seriali. Chodzi o "śmierć" Octavi. Łatwo uwierzyłem, że wypisano ją z serialu. Gdyby to był inny serial pewnie bym nawet nie mrugnął okiem, w końcu takich rzeczy nie robi się w środku odcinka na początku sezonu, bez pompy marketingowej. Mówimy tu jednak o The 100 gdzie główna bohaterka jest zdolna do ludobójstwa, a zabijanie postaci to nic nowego. Dlatego kupiłem twist bez kwestionowania ostatnich wydarzeń. I zachwycałem się jak to zostało podane. Brutalna walka z echo z ładną choreografią i pracą kamery. Stylistycznie wyszło bardzo ładnie. Najbardziej zachwycił mnie moment gdy Bellamy dowiaduje się o śmierci siostry. Słyszy to z ust Echo, zabójczyni, z którą wiążę go dziwna relacja. Bob Marley przekonująco zagrał rozpacz. Wszystko to zostało podkreślone przez niesamowitą muzykę. Bardzo miłym zaskoczeniem było pokazanie żywej Octavi budzonej przez konia. Całość to ładny hołd dla Dwóch Wież i niemalże kopia wątku z Aragornem. Co zupełnie nie przeszkadza.

Poza tym w odcinku działo się mnóstwo rzeczy. Momentami A Lie Guarded wpadał w pułapkę zbyt szybkiego tempa przez co niektóre wątki wydawały się zbyt szybko poprowadzone. Taka już specyfika The 100. Pędzić, zachwycać i opowiadać jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Najbardziej spokojnie wyszedł wątek w Arkadii. Troling Jaspera okazała się całkiem zabawny. Każdy na swój sposób radzi sobie z zbliżającą śmiercią. Było śmiesznie póki nie znalazł listy sporządzonej przez Clarke. Szybko, myślałem że z odcinek lub dwa pozostanie tajemnicą. Ludzie się dowiadują, a Clarke musi tłumaczyć. To wszystko pokazuje jak ciężka jest rola lidera. Kłamstwo by utrzymać grupę dało efekt, ale odsuwało tylko problem na później. Clarke poświęciła ideały by zapewnić spokój. Serial nie daje prostych odpowiedzi. Bawi się tym pomysłem testując heroinę. I robi to udanie ucząc jak powinien wyglądać prawdziwy lider.

Serial bardzo lubi rozdzielać bohaterów dlatego grupka z nich została wysłana na wyspę Becki by szukać ratunku dla ludzkości i sposobu wykorzystania czarnej krwi. Wiem, że to jest bardzo naiwny motyw i robienie z nauki nierządnicy, ale to działa na poziomie narracyjnym i symbolicznym dla serialu. Prowokuje też Lune do zastanowiła się nad sensem swojego istnienia. Straciła swoich ludzi, teraz Nyko (RIP) oddał za nią życie, więc co jej zostało, czy jest sens walczyć? Oczywiście, że jest. Do tego dodano klimat zaszczucia przez drony polujące na bohaterów co zdynamizowało odcinek.

Trochę boli mnie potraktowanie wątków politycznych po macoszemu. Roan stracił cierpliwość i wyrusza na wojnę po tym jak Kane opowiedział mu jaki mają plan uratowania ludzkości. Wolałbym żeby zostało to lepiej rozegrane. Teraz głowa Clarke by jakoś załagodzić sytuację. Mnie tutaj bardzo ciekawi jak zostanie rozegrany wątek Nightblood. Echo słysząc o wykorzystaniu czarnej krwi mówi o bluźnierstwie. Wprowadzenie wątku nauki i religii nie byłoby pierwszyzną w The 100. Ostatnio działało więc czemu nie teraz.

Inne:
- Clarke, cała w piance, to było zabawne, nie tak jak Jaha na jeziorze, ale się uśmiałem.
- Murphy pomagający Raven podczas ataku dronów - mój bohater. Shipuje tą dwójkę od pierwszego sezonu i pamiętnej sceny w lądowniku. 
- laboratorium genetyczne wygląda efektownie, kolejna zmiana stylistyczna w serialu i ładny kontrast w porównaniu do zrójnowanego Polis i Arkadii.
- drony strzegły laboratorium przed czymś. Przed czym dokładnie nie wiadomo. Może powróci zmutowany goryl?
- Echo i Octavia walczyły na śmierć i życie, ale Echo była wstrząśnięta jej śmiercią. Chyba nie chciałbym rewanżu, wolałbym zobaczyć je współpracujące. To byłoby ciekawe.
- Echo w wojennym makijażu. Stylistycznie The 100 tradycyjnie zachwyca.

OCENA 5/6

The Flash S03E13  Attack on Gorilla City
Miałem duże oczekiwania po tym odcinku. I trochę się rozczarowałem. Jak najkrócej mogę go podsumować? Schizofreniczny. Przeplatanka fajnych i tragicznych motywów. Logicznego i głupkowatego zachowania postaci. Pompatyczności CGI i widocznych cięć budżetowych. Widać, że twórcy chcieli z rozmachem pokazać miasto goryli i walkę na arenie, ale za brakło pieniędzy. To co jednak zdołali nakręcić wyglądało efektownie. Zresztą, sama możliwość oglądania starcia Flasha z wielkim gorylem albinosem w serialu aktorskim to wystarczający powód by ocenić ten odcinek pozytywnie. Tak więc pominę minusy i szybka wyliczanka tego co jeszcze zagrała - powrócił najlepszy Harry i liczę, że zostanie na dłużej; zapowiada się epicka inwazja na Earth-1, przynajmniej można tak pomarzyć między odcinkami; Catlin i Albert to para, którą mogę shipować; Julien ekscytujący się Planeta Małp; design miasta goryli; humor! Czyli odcinek poprawny i na poziomie sezonu.

OCENA 4/6 

Timeless S01E14 The Lost Generation
Muszę przyznać, że podoba mi się zwrot wobec poważniejszych motywów. Zastanawianie się nad przeznaczeniem, rolą Boga i tym jak bardzo jesteśmy w stanie kreować swoją drogę. Nie jest tego dużo, jest to często tylko akcentowane, ale udanie wpleciono to w narrację odcinka w odniesieniu do głównych bohaterów. Humor też jest i to całkiem udane. Przyjemne było oglądanie Hemingwaya inspirowanego Tonym Starkem czy fascynację Rufusa piosenkarką sprzed lat. Pasja do historii jest wręcz odczuwalna. Główny motyw też jest poruszany. Rittenhouse wmawia, że nie jest taki zły i przejmuję kontrolę nad wehikułem. I ja im nawet wierzę. W końcu nie pokazali nic co by ich kompletnie dyskredytowało. Serial nabrał wiatru w żagle pod koniec sezonu.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E15 Public Enemy No. 1
Powoli zaczynam się gubić jakie historie, które seriale o podróżach w czasie pokazały. Kilka odcinków temu Capone był w Legends of Tomorrow i zawiązał sojusz z Legion of Doom, a dzisiaj pomaga Flynowi pokonać Rittenhouse. Dziwne doświadczenie, ale nie mam nic przeciwko póki historię będą dopisywać. W tym przypadku było różnie. Podobały mi się zmiany jakie zaszły w historii, Misha Collins jako Eliot Ness (który swoją drogą w Supernatural też się pojawił) i fajne nawiązanie do Nietykalnych. Przeszkadzała mi tylko historia dwóch braci i magiczna przemowa Lucy doprowadzająca do konfrontacji Caponów. Zbyt to naciągane. Mimo wszystko odcinek na plus. Było napięcie, dobrze rozłożone akcenty między współczesnością, a historyczną misja i cliffhanger całkiem, całkiem. Ranny Rufus w wehikule i Flynn znający miejsce wielkiego spotkanie Rittenhous. Udanie położono fundamenty przed finałem.

OCENA 4/6

Timeless S01E16 The Red Scare
Jak przystało na finałowy odcinek dużo się wydarzyło. Historia została zmieniona, umiejętnie prowadzono wątki osobiste, ujawniono do kogo należy lojalność niektórych bohaterów, wprowadzono nowe wątki, a część została zamknięta. Nawet cliffhanger spełnił swoje zadanie. Przez kilka miesięcy można wisieć na krawędzi klifu z zapartym tchem. I gdzieś między tymi fajnymi rzeczami które udało się wprowadzić tkwi owoc rozgoryczenia i zawodu. Tak zawiodłem się. Trochę tempem akcji mającym czkawkę i zwalniającym w nieoczekiwanych momentach. Trochę zbyt szybkim i naciąganym rozwiązaniem głównego wątku. Trochę dalszym ciągnięciem wątku Rittenhouse. No cóż mogło być lepiej.

Podoba mi się jak bohaterowie zostali oszukani. Ich plan zniszczenia Rottenhouse pozornie się udał. Cahil współpracował i dzięki niemu zamknięto ponad setkę ich współpracowników. Tylko czy to był ich plan? Potrzebne poświecenie w imię większej sprawy? Skoro Emma jest ich agentką mogła ostrzec o przekabaceniu Cahila, powinna o tym wiedzieć będąc pilotką Flyna. Tylko czemu jej nie pokazano w przeszłości?

Wiemy też, że matka Lucy należy do elity Rittenhouse. I przypominając sobie sceny z Lucy, która mówiła, że matka popychała ją do pasji historią, jak kierowała jej przeszłość można dojść do wniosku, że planowała by Lucy latała wehikułem. Diaboliczny plan, ale znając przyszłość, dzięki Emmie, nie taki wcale naciągany. Tylko mam z tym jeden problem. Nie przejmuje się zbytnio Rittenhousem ponieważ nie znam ich celów. Serial wmawia przez całą emisję jacy to oni są źli, jak wpływają na historię i rządzą światem, ale tego nie widać. Nie wiadomo też czego tak na prawdę chcą. Władza dla samej władzy? Bez sensu. Kreowania historii? Lepiej, ale nigdzie to nie została potwierdzone.

Od zawsze shipuje Jiye i Rufusa. Dwie osoby, które wpadły w wielką intrygę, a najchętniej grałyby w Street Fightera. Cieszy mnie, że Jiya dostanie większy wątek w przyszłym sezonie. Czteroosobowa podróż w czasie wywołała u niej wstrząs i teraz mentalnie podróżuje w czasie. Jak w Rzeźni numer pięć, sam Kripke przyznaje się do tych inspiracji. To zapowiada całkiem fajny motyw na drugą serię i wprowadzi fantastyczny element do tego naukowego świata. Nawet jestem w stanie wybaczyć, że to akurat jej się przydarzyło, a nie całej czwórce.

Pisze o nadziejach na drugi sezon, a on wcale nie został potwierdzony co mnie trochę martwi. Serial na pewno nie jest tani w produkcji. Stroje i krajobrazy zmieniają się co odcinek. Oglądalność też nie jest hitowa. Mimo to cicho liczę na S02 np. w piątkowe wieczory w miejscu zakończonego Grimm. I może wtedy serial będzie sobie odważniej poczynał. Bawił się historię i zmieniał teraźniejszość. Podobno Revolution od Kripke i Ryana złapało wiatr w żagle podczas drugiego roku. Może tutaj będzie podobnie. Potencjał jest. A jeśli dostanę to samo to też nie będę bardzo narzekał.

OCENA 4/6

wtorek, 7 lutego 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #217 [30.01.2017 - 05.02.2017]

SPOILERY

Brooklyn Nine-Nine S03E01 New Captain
Nie często się zdarza, że ciesze się z losowania. Po ostatnich crapach jakie się przydarzyły możliwość powrotu do B99 była bardzo przyjemną odmianą. Nie był to może jakiś zdumiewający powrót, nie śmiałem się dużo, ale wystarczające. Najbardziej cieszyło spotkanie dobrze znanych bohaterów. Fajnie było zobaczyć Jake'a, Amy i Boylsa po prawie 1,5 roku. Już nawet zapomniałem co mi przeszkadzało w serialu i czemu go porzuciłem. Jasne, było kilka irytujących momentów i humor który do mnie nie trafił, ale to rzeczy do przełknięcia. Całkiem możliwe, że następny odcinek zobaczę trochę szybciej. Chcę się przekonać jak wyjdzie randkowanie Jake'a i Amy, czy Holt po raz kolejny założy kostium gołębia i jak będzie się sprawował posterunek pod rządami Vulture'a.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S02E10 The Legion of Doom
Odcinek oglądany z perspektywy łotrów wypadł wspaniale. Cięte dialogi, humor, naśmiewanie się z klisz i bonding złych charakterów skutecznie umilały seans. Merlyn i Darkh wypadli bosko, kłócąc się, walcząc, współpracując i wreszcie ratując tyłek Reversowi. Nawet zamarzył mi się krótki miniserial z tą trójką. Chociaż nie, pewnie szybko by mi się znudził, ale jako dodatek często wysuwający się na pierwszy plan Legion of Doom daje radę. Sceny z nimi lepiej oglądało mi się niż te z Hunterem. Nie licząc końcówki, ta zaskakuje.

U Legend nie działo się dużo ważnego. Niemalże całą akcja na statku i rozgryzanie Medalionu Longinusa i tożsamości speedstera. Co się pośmiałem to moje. Były też dramatyczniejsze sceny. Sprowadzenie na pokład Lily musiało skończyć się tragedią. A potem happy endem. Mick się wygadał o aberracji przez co było kilka niezłych scen z Martinem i jego córką.

Inne:
- nowa okolicznościowa czołówka z symbolami członków Legion of Doom - piękne. 
- gnijący speedster ścigający Reverse wygląda świetnie. Udało się go zrobić odpowiednio przerażającego i zaciekawić jego rolą i motywacją.

OCENA 4.5/6

The 100 S04E01 Echoes
W ramach przypomnienia małe wyjaśnienie. Jestem fanem The 100, irracjonalnie zachwycam się niem każdym rozwiązaniem, potrafie uargumentować decyzję scenarzystów, zachwycam się settingem olewając ciąg przyczynowo skutkowy prowadzący do tego świata. Wiem, że nauka jest traktowana wybiórczo i często tutaj brak sensu. Nie przeszkadza mi to. To jest mój serial i póki nie zrobi czegoś bardzo głupiego nie przestane go zachwalać.  

Mocno zaskoczył mnie początek. Dawno nie spotkałem się z otwarciem sezonu będącym bezpośrednią kontynuacją cliffhangera. Żadnego przeskoku w czasie i zamiatania pod dywan bieżących problemów. Polis zeszłą serie delikatnie mówiąc skończyło w bardzo złym stanie. Teraz można oglądać skutki rewolucji ALIE. Miasto niczym po wojnie domowej, ludzie lamentujący nad martwymi przyjaciółmi, rodziną i dziećmi. Przygnębienie i śmierć potęgowane jeszcze przez wiedze Clarke o zbliżającym się końcu świata. I dla odmiany cieszące się dzieciaki w Arcadii. Serialowi udało się uchwycić dysonans wygranej wojny oglądanej z bliska i dalekiej perspektywy.

Oczywiście upadek Polis był tylko początkiem kolejnego konfliktu. Ludzie stoją na progu śmiertelnego zagrożenie, a Ice Nation walczy o władze. Błahe i nic nieznaczące, ale takie są ludzkie zachcianki i słabości. Mocno ucieszył mnie Zach Mcgowan w obsadzie i widać, że jest na Roana pomysł. Przez większość odcinka był nieprzytomny, powód wykreowanego napięcia między Azgedą i Skikru. I o ile rozwiązanie konfliktu było jak najbardziej spodziewane tak realizatorsko ekipa wywiązała się wzorowo. Stopniowanie napięcie, równoległy montaż i kilka niezłych scen akcji z Octavią.

Wątek konfliktu Ice Nation i Skye People kończy się rozejmem, ale przez jakiś czas powinien napędzać fabułę. Jest to małostkowe w obliczu topiących się reaktorów, ale to dobrze opisuje ludzi. Liczy się to co teraz. Pierw nasza władza, a potem bezpieczeństwo. Czy to za sześć miesięcy i walka z nuklearną katastrofą czy konieczność zmierzenia się z skutkami globalnego ocieplenia za kilkadziesiąt lat. Może na siłę doszukuje się tutaj ekologicznego wydźwięki, ale to jest ciekawy trop którym mógłby przez jakiś czas podążać serial.

W skali globalnej działo się dużo, ale też historię bohaterów nie zawiodły. Te duże jak i małe. Uciekający Murphy był tak bardzo typowy. Niespodziewany bohater walk z ALIE postanawia wieść własne życie i odchodzi. Urzekł mnie moment gdy Kane i Indra łączą się w przyjacielskim uścisku. Albo Raven walcząca z bólem czy ta chwila szczęścia Harper i Monthy'ego. Najciekawsze historie i te najlepiej opowiedziane były z udziałem Clarke i Jaspera.

Ona kolejny raz mierzy się z demonami i ratuje świat. Znowu bierze na swoje barki większą odpowiedzialność niż niejeden dorosły i to ona rozumie, że tylko współpracując można wygrać. Takie optymistyczne mrugnięcie w stronę naszego pokolenia. Jednak nie to zaprząta jej myśli. Ciągle rozpamiętuje Lexa. Co za świetnie zagrane sceny Elizy Taylor i Paige Turco. Jednak kulminacja emocji przyszła wtedy gdy Clarke oddaje chip Lexy Roanowi. Symbolicznie poświęca swoją ukochaną by móc walczyć o przetrwanie świata. Rozdziera ją ta, ale wie, że trzeba to zrobić by zachować szansę w walce.

Na drugim końcu spectrum jest Jasper. Clarke nigdy się nie poddaje, on wręcz przeciwnie. Opuszczenie Miasta Światła jest dla niego szokiem. Gra i się uśmiecha, cieszy z zwycięstwa, ale wie że ból wrócił. Tak jak Raven udaje, że wszystko jest w porządku, ale ostatecznie się poddaje. Bierze broń, spisuje list, rozkłada folia by nie zapaskudzić mieszkania (kulturka!) i ratuje go przypadek, pojawienie się Monthy'ego. Tylko po to żeby dowiedzieć się, że za sześć miesięcy i tak zginie. Co za piękna ironia, która tak dobrze rozumie Jasper wybuchając śmiechem. Teraz może żyć pełnią życia i cieszyć się każdą chwilą. Perspektywa całego życia z bólem była dla niego straszna. Sześciomiesięczny wyrok to dar losu. Warunkowe na którym może cieszyć życiem. Zmiana perspektywy jest diametralna. A zastanawialiście się jakby nas świat zareagował na taką wieść? Jak reagowaliby bogaci, a jak biedni? Młodzi i starzy? Czy byłby w tym jakiś wzór? Kolejny temat w który serial może się zanurzyć.

Jako wprowadzenie do nowego sezonu Echoes (i seee what you did here!) nie jest tak mocne jak zeszłoroczna Wanheda. Jest solidnie. Otwarcie nowych wątków, rozgrywanie charakterów postaci i dalszy ciąg snucia wizji tego intrygującego świata. Widmo katastrofy jest jeszcze odległe, ale się zbliża. Ja się czuje zaintrygowany.

Inne:
- oczekiwałem większych zmian w czołówce i tropów co do przyszłości sezonu. Jedynie ten bunkier na końcu wygląda intrygująca. A może to silos rakietowy? Ucieczka w kosmos byłaby ładnym domknięciem serialu.
- Raven i jej nowe komputerowe umiejętności. Przydadzą się i to wygodna furtka na powrót Ericy Cerry do roli ALIE.
- zawsze zachwycałem się pomysłowością kostiumów w The 100, ale kubraczek i korona Roana wyglądają śmiesznie. Dla kontrastu zbliżenie pod dziwnym kątem z trzęsącą się kamerą dało ciekawy efekt. Tak jak ten szybki najazd kamery od twarzy Clark do Roana.
- ostatnia scena bardzo optymistyczna. Radioaktywna chmura w Egipcie spopiela ocalałych i piramidy. Wykrzyknik na końcu odcinka - ludzie, możecie się kłócić, ale są siły których nie pokonacie.
- jak można się dowiedzieć z jednego z nagłówków gazet które przeglądała Raven świat przed katastrofą budował obozy karne na asteroidach i eksploatował je górniczo. Nic nie stoi na przeszkodzie by gdzieś na Ziemi znajdowała się gotowa do wystrzelenia kolejna stacja kosmiczna. 

OCENA 4.5/6

The Expanse S01E01E02 Safe | Doors & Corners
Długo przyszło czekać na powrót The Expanse. Ponad rok przy tak skomplikowanym serialu to szmat czasu, który nie mógł pomóc produkcji. Początek oglądało się bardzo ciężko. Musiałem sobie poprzypominać ostatnie wydarzenia, co oznaczają nazwy własne i skomplikowaną sieć zależności. Nie jestem wielkim fanem wypuszczania całych sezonów na raz ale tutaj miałoby to rację byty. Na szczęście oglądalność jest porównywalna do zeszłego roku i można już cicho trzymać kciuki za kolejny sezon.

Tak, mimo początkowych kłopotów i zagubienia udało mi się odnaleźć na tyle by znowu cieszyć się tą opowieścią. Czy to na poziomie osobistym oglądając kolejne sceny z dobrze znanymi bohaterami. Czy przyglądając się makroskali i zastanawiając czy wybuchnie wojna Ziemi z Marsem czy nie. Serial umiejętnie balansuje te dwie narracje tworząc wciągającą fabułę chwilowo z niewielką ilością punktów stycznych. Oglądanie kolejnych problemów z Amosem było równie zabawne co trochę smutne. Albo to jak Avarasala musi manewrować, działać przeciw swoim przekonaniem by wygrać dłuższą grę. Czego przeciwieństwem jest Miller które widzi świat zero-jedynkowo. Wkręciłem się na tyle by nie móc się doczekać kolejnych odcinków. I na tyle by przemknąć oko na momentami zbyt długie sceny i nudnawe czasem dialogi.

Wprowadzono też nowe postacie. Szczególnie ciekawie wypada Marsiańska patriotka marząca o zielonym domu. Twarda kobieta widząca w Ziemi swojego największego wroga. No jestem bardzo ciekawy czy jej losy splotą się z załoga Rocinante.

OCENA 4.5/6

The Flash S03E11 Dead or Alive
Ciężko jest mi jednoznacznie ocenić ten odcinek. Z jednej strony bardzo dobrze mi się go oglądało. Wprowadził kobiecą postać z mocami, która może wrócić w przyszłości, dał jakiś wątek Cisco, miał dużo humorystycznych scen i mocno stawiał na relację między postaciami. Nawet walka Cisco z Gypsy była widowiskowa z tym skakaniem po multiwersum, taka uboga ale dająca równie dużo radochy walka z Thor 2. Było też dużo o drużynie, jacy to są dla siebie ważni i jak mogą na sobie polegać co zostało umiejętnie podkreślone w finale gdy Barry mówi Wallemu, że to on musi uratować Iris.

Z drugiej strony to wszystko było tak bardzo żenująco głupie i naciągane! Cisco wyrywający się do walki na śmierć i życie, Gypsy wycierająca Barrym podłogę i jej pokonanie przez Cisco. Cała ta historia była głupiotka. Tak jak latanie Iris za historią i stawianie się śmierci. Gdy o tym wszystkim myślałem to aż mi się niedobrze robiło od naiwności fabularnej niektórych historii. I mimo to doskonale się bawiłem oglądając odcinek. Czego wcale się nie wstydzę.

Inne:
- makieta przyszłości zrobiona za pomocą klocków lego - jakiś geniusz na to wpadł.
- Earth 38, Earth 2 i gdzie jeszcze toczyła się walka? Co to było za skąpane w ogniu miejsce? Aż się prosiło o żart Cisco o Mustafar.
- Golden Glider i Gypsy, Cisco lubi niebezpieczne kobiety. Właśnie siostra Colda, chyba najwyższy czas żeby wróciła skoro najprawdopodobniej aktorce anulują serial

OCENA 4.5/6

Timeless S01E13 Karma Chameleon
Pod koniec sezonu serial zmierza w niespodziewanym kierunku. Mocny nacisk na fabułę zamiast pojedynczych misji mnie zdziwił. I to jaką opowieścią. Wyatt porywa szalupę by zmienić przeszłość i uratować własną żonę. Jak to ładnie ujął Rufus odwrócony Powrót do przyszłości. Co bardzo spodziewane wszystko idzie nie tak, a oglądanie bohaterów jest trochę krepujące. Z jednej strony kibicuje się im z drugiej, ciężko to robić bo występują przeciw naturalnemu  biegowi wydarzeń. Wyatt desperacko próbuje uratować Jessicę, podejmuje dramatyczne decyzję przez co ginie niewinny człowiek, a teraźniejszość do której wraca pozostaje niezmieniona. Chichot losu i dramatyczne zakończenie odcinka. Twórcą udało się wytworzyć prawdziwe uczucia podczas oglądania i smutku nie rozwiewa nawet humor nasiąknięty nostalgią za starymi dobrymi czasami. Szalone i kolorowe lata '80.

Wątek Lucy również fabularnie istotny. Kontaktuje się z nią Anthony który dowiedział się, że Rittenhouse chcę zmienić przeszłość i muszą zniszczyć wehikuły czasu. I to jest bardzo głupie. Przecież od początku wiadomo, że taki jest ich plan. Po co innego mieli wspierać jego budowę? I czemu jego zniszczenie ma uratować świat? Niby serial mówi, że Rittenhouse je odbuduje, ale dla bohaterów nie jest to ważny argument. Wydaje się, że tylko Flynn zachowuje się tutaj racjonalnie i chcę z nimi dalej toczyć walkę.

Annie Wershing pojawia się tylko na moment i nie ma wiele do powiedzenia. Szkoda. Mimo to widzę ją w stałej obsadzie w przyszłym sezonie. Zwłaszcza teraz gdy nie ma Anthony'ego. O ile druga seria powstanie.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #216 [23.01.2017 - 29.01.2017]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E09 Raiders of the Lost Art
Powrócił mój ulubiony serial superhero i świat stał się od razu radośniejszy. Bawię się przednio, śmieje niemal na każdej scenie, podziwiam jak twórcy bawią się konwencją i chcę więcej. Legendy to mistrzostwo serialowego campu, które w tym odcinku daje o sobie wyraźnie znać. Bo jak inaczej opisać gościnny występ George'a Lucasa i utratę mocy przez Nate i wiedzy Raya bo zmienili przeszłość i jego filmy nigdy nie powstały? Może i to jedna wielka laurka dla Lucasa, ale prawdziwa historia o tym jak wybujała wyobraźnia i eskapizm kształtują realny świat i mogą być inspiracją dla ludzi.

Ten odcinek to też bromance Merlyna i Darkha. Co za cudowne sceny tej emanującej mrokiem, ale i humorem, dwójki. Świetnie się uzupełniają, a Legion of Doom to dla nich idealna nazwa. Wystarczająco campowa i przy tym zapowiadająca coś strasznego.

Trochę już napisałem, a nie wspomniałem o powrocie Ripa. Połowa sezonu minęła o on pojawił się dopiero teraz. Kręcąc film o swoich przygodach nie pamiętający starego życia. Amnezje z reguły są telenowelowym wątkiem w serialach i męczą, ale tutaj się udało. Nieporadny Rip smakujący w LSD jest zabawny, a kolejny odcinek może dostarczyć dużo dobrego.

W odcinku prawdopodobnie zaczął się krystalizować główny wątek drugiej połowy sezonu. Walka z Legionem i poszukiwanie Włóczni przeznaczenia mogącej przepisywać rzeczywistość. Powinno to nadać fabularnej spójności przynajmniej kilku następnym odcinkom co mi się bardzo podoba.

OCENA 5/6

Intelligence S01E04 Secrets of the Secret Service
Maszyna losująca jest bezwzględna. W tym tygodniu zostałem pokarany przygłupim proceduralem sprzed paru lat. Moje życie było piękniejsze gdy o nim nie pamiętałem, a obejrzenie tego odcinka nie miało żadnej wartości dodatniej. Może poza kilkoma niekontrolowanymi wybuchami śmiechu będącymi reakcją na to co dzieje się na ekranie. Co na pewno nie było intencją twórców. Serial jest niesamowicie pretekstowy, ciąg przyczynowo skutkowy kuleje, a całość dzieje się najprawdopodobniej w alternatywnej rzeczywistości jedynie z pozoru przypominającej nasz świat. Zero poszanowania dla protokołu dyplomatycznego, dwie agencje rządowe zachowują się jak skłócone dzieci w piaskownicy, a ich agenci jeszcze gorzej. Nieznośny patos scen denerwuje, a fabuła odcinka ani trochę nie potrafiła zainteresować - odbijanie przetrzymywanych dziennikarzy przez Syryjski rząd. Nawet wymiana ognia była przeraźliwie nudna. Plusy? Można popatrzeć na Meghan Orhy.

OCENA 2/5

Power Rangers Jungle Fury S16E06 Dance the Night Away
Po długiej przerwie przyszedł czas na kolejny odcinek Power Rangers. Zbliża się film więc ochota jest. Tylko szkoda, że poziom serialu nie zachęca do zbyt częstych powrotów. Było jedynie poprawnie. Parę razy się uśmiechnąłem, parę razy pokręciłem głową z niedowierzaniem (romans dwóch potworów), ale najczęściej oglądałem z obojętnością. Nie podobała mi się też stylistyka odcinka gdzie głównym motywem było tańczenie. Najlepiej wypadło rozgrywanie przyjaźni między Theo i Lily z nowym Caseyem. I rozwiązaniem problemu gdy to Lily musi robić za spoiwo i liderkę i godzić swoich przyjaciół. Jej przemowa pokazała, że to ona powinna nosić czerwone barwy. 

OCENA 3.5/6

Riverdale S01E01 Chapter One: The River's Edge
Riverdale był najbardziej oczekiwanym serialem stacji ogólnodostępnej w tym sezonie. Od razu napisze, że się nie rozczarowałem co mnie bardzo cieszy. Pojawił się on w idealnym momencie akurat gdy Teen Wolf będzie przechodził na emeryturę ja będę miał zastępczą teen dramę i jeśli utrzyma poziom pilota to przez kilka następnych lat go nie opuszczę.

Ciekawe postacie? Są. Wielka tajemnica? Jak najbardziej. Mikorświat z mnóstwem powiązań i zależności? Oczywiście. Trójkąty miłosne i romanse? Jakże by inaczej. Do tego całkiem niezła realizacja i całosezonowa tajemnica spinająca historię. Ja jednak najbardziej ciesze się z stylu serialu. Przestylizowana estetyka z mocno nasyconymi i kontrastującymi kolorami będąca wizualnym odwołaniem do komiksów. Pięknie to wszystko wygląda. Zostało to dokładnie przemyślane na etapie preprodukcji.

Najważniejsze są postacie i to ciekawie. Taki miks dobrze znanych twarzy i tropów, który momentami bawi się konwencją. Veronica ma być z założenia jędzą, ale to dobra dziewczyna. Betty to świętoszka, która potrafi wybuchnąć. Archie natomiast.... wypada najsłabiej. Brakuje mu kontrastu w jaki zostały przedstawione dziewczyny, a jego historia młodego i niezdecydowanego co do swojej przyszłości delikatnie męczyła. Jednak jestem ciekaw co dalej. Jestem bardzo ciekawe jak te charaktery ewoluują jak będzie wyglądało tło. Jestem mocno zainteresowany, a to bardzo dobrze świadczy o całości.

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E08 Blitzkrieg
Niemalże cały odcinek poświęcony na zabawę w ganianego z wilkolwem (!) i Jeźdźcami. Za długo, w pewnym momencie całe napięcie siadło i przypatrywałem się temu z znudzeniem. Nie udało się też zbudować odpowiedniej stawki. Jeśli jest podbijana zbyt wysoko robi się absurdalna i oczywistym jest końcowe zwycięstwo. Jeźdźcy w tym odcinku złapali kilka dobrze znanych twarzy przez co zabrakło wydźwięku emocjonalnego. Prędzej niż później wszyscy zostaną odbicie. Słabo wypadły też flashbacki z II W. Ś. O ile wątek naziwarewolfa jest odpowiednio campowy na potrzeby tego serialu tak dostał za dużo scen które nic nowego nie wnosiły.

Dobrze, że prócz tego udało się wcisnąć kilka na prawdę udanych scen. Błyszczał głównie szeryf. Dał świetny popis aktorstwa gdy przypominał sobie zaginionego syna, gdy zdał sobie sprawę, że żona jest wytworem jego wyobraźni czy gdy opowiadał watasze o Mieczysławie. Tak Mieczysławie, hehe. To wymyślili imię dla Stilesa. Polski fandom jest zachwycony. Mnie jeszcze jak zwykle ucieszyły sceny z Peterem. Sarkastyczny, odcina się od Malii, a koniec końców i tak będzie ją ratować. Aż szkoda, że na koniec nie sparafrazował Gandalfa i nie krzyknął "Run, you fools!"

OCENA 4/6

The Flash S03E10 Borrowing Problems from the Future
Bardzo ucieszyła mnie jedna rzeczy - Barry postanowił nie ukrywać wydarzeń z przyszłości przed Iris i resztą drużyny. Serial lubi umartwiać bohatera więc możliwe było trzymanie tego w sekrecie przez kilka tygodni. Na szczęście zamiast tego jest współpraca w walce z ich dotychczas najgroźniejszym przeciwnikiem, przyszłością. Już teraz widać, że jest cień szansy, udało im się coś zmienić. Drobny detal będący promyczkiem nadziei. Podobał mi się przy okazji foreshadowing - zapowiedź Music Maistera i przejście Catlin na złą stronę. Nie tylko Barry ma o co walczyć.

Sam odcinek trochę nie domagał. Miał przestoje, tempo czasem mocno siadało i nudne dialogi denerwowały w równym stopniu co Barry. Ratowały go drużynowe sceny pokazujące, że to paczka przyjaciół. Szczególnie urzekła mnie domówka u Barry'ego i Iris.

Nieustanie denerwuje mnie Wells. Na początku był zabawnym dodatkiem, a aktor robi z tą postacią cudowne rzeczy. Tylko nadmiar cukru szkodzi. Jego historia jest nudna i blokuje powrót Wellsa z Earth-2, który co by nie mówić być jednym z najjaśniejszych elementów S02.

OCENA 4/6
 
Timeless S01E12 The Murder of Jesse James
To był bardzo dobry odcinek. Już pierwsze trzy sceny taki zapowiadały, kładąc silny nacisk na historię bohaterów. Wyatt odwiedza mordercę żony w więzieniu, Lucy zapomina o urodzinach siostry, a Rufus dowiaduje się o szkoleniu Jyiai na pilota. To wszystko trapi ich podczas kolejnej misji i wpływa na ich zachowanie. To już nie była zabawna przygoda tylko w równym stopniu walka z samym sobą co Flynnem. Stawiano też pytanie o granice moralności i kiedy można je przekroczyć. Tradycyjnie poruszono wątek nierówności rasowej. Tym razem wprowadzając czarnoskórego szeryfa, pierwowzór Lone Rangera co pokazało zakłamanie historii pisanej przez białych. Dało to też możliwość Wyattowi by zmierzył się z ideałem krystalicznych stróżów prawa i przekonał, że nie zawsze cel uświęca środki.

Do końca sezonu (serialu?) pozostały tylko cztery odcinki i historia nabiera tempa. Flynn odbył podróż w czasie po to by zrekrutować do swojego gangu byłego pilota Masona szantażowanego przez Rittenhause'a do tego stopnia, że postanowiła ukrywać się w przeszłości. Annie Wershing i jej piegi to zawsze miły dodatek do obsady.  

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #215 [16.01.2017 - 22.01.2017]

SPOILERY

Scream S01E04 Aftermath
Moja maszyna losująca upodobała sobie seryjnych morderców. Nie zdziwię się jeśli po Dexterze i Krzyku padnie na Hannibala. Nie miałbym nic przeciwko, na pewno wyszedłbym na tym dużo lepiej i zatrzymał tendencję spadkową. Tak, Scream okazał się jeszcze gorszy od Dexa. Znowu całkiem dobrze kojarzyłem ostatnie wydarzenia tylko, ale tutaj nie budziły one żadnego zainteresowanie. Serial okazał się taki jak zapamiętałem. Bez napięcia, interesujących bohaterów i stawiający na warstwę obyczajową zamiast straszenia lub slashowanie niewinnych dziatek. Było kilka fajnych momentów, ale szybko je zarżnięto. Jak appka z głosowaniem kto ma teraz zemrzeć. Bardzo fajny motyw. Zamiast to rozwinąć więcej czasu poświęcono na wybór koloru lakieru do paznokci na pogrzeb. Jakby serial chciał mnie zmusić bym przestał darzyć te postacie jakąkolwiek sympatię. Było nudno. Tworzono napięcie w scenach, które były przewidywalne, a bohaterowie zachowywali się zwyczajnie idiotycznie. I na domiar złego nie było zabójstwa. Martwa świnia i odcięta głowa to trochę za mało. Jedyne co się udało to żart z rozdzielaniem się w opuszczonym szpitalu.

OCENA 2.5/6

Teen Wolf S06E07 Heartless
Nie spodziewałem się, że jeszcze w ten sposób będę zachwycał się tym serialem. Już po pierwszej scenie wiedziałem, że będzie dobrze. Wrócono do sposobu otwieranie odcinków z pierwszych sezonów serwując horrorową ucztę. Sen w śnie, powtarzająca się śmierć Theo z rąk swojej siostry. Pokazanie czyśćca do którego trafił, jak cierpiał za swoje grzechy. Potem nie było wcale gorzej. Scena między Lydia i szeryfem to emocjonalna bomba. Bohaterowie radzą sobie z stratą na własny sposób inni walczą, a drudzy tworzą iluzję rzeczywistości co jest ich mechanizmem obronnym. Dobrze wyszły też sceny Malia/Peter. Trudne rodzicielstwo, arogancja ojca i ostatecznie uleganie własnym instynktom. Malia za wszelką cenę chcę uratować Stilesa, a Peter córką mimo, że temu zaprzecza. Aż szkoda, że to ostatni sezon. Najsłabiej wypadło łapanie Jeźdźcy. Trochę głupkowate, ale był humor więc nie będę zbytnio narzekał. I ta końcówka. Teen Wolf umie w cliffhangery. Uber wilkołak pokonujący Jeźdźca. Do końca jeszcze trochę odcinków i czuje, że będzie to prawdziwa przyjemność.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E18 Loser Edit
Jeśli Alicia myśli, że może bezpiecznie pogrywać z mediami i jest kryta niech lepiej sama zrezygnuje z stanowiska. Przez tyle lat serialu nagromadziło się na nią tyle brudów, że wyciek maili to najniższy wymiar kary. Dzielnie z Elim walczyła o kontrolowanie kryzysu, niemalże się udało. Kilka dobrze wygłoszonych kłamstewek i voila. Tylko, że wyskoczyło coś zupełnie innego. Źle liczone głosy. Już raz ten problem był poruszony w serialu, teraz spojrzy się na niego z innej strony. Już ostrze sobie gałki oczne by zobaczyć w jakie, poważniejsze kłopoty wpadnie.

Danie Diane wątku z republikanami było doskonałym pomysłem. Demokratka wiecznie broniąca swoich przekonań tym razem musiała bronić pary gejów w testowym procesie. Oliver Plat był równie wspaniały co ona, ogień gdy oboje pojawiają się na ekranie. I ta ich ostatnia rozmowa, wierze w własne przekonania i wiecznym połączeniu prawa z wątkiem ludzkim.

Gdzieś tam w tle odgrywa się upadek Kalindy. Popełnione błędy zaczynają się na niej mścić, a co najgorsze może pogrążyć przy tym kancelarię. Jeśli jednak to prowadzi do wypisania jej z serialu to jestem trochę rozczarowany. 

Inne:
- ten moment gdy Eli przyznaje rację córce, bezcenne.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E19 Winning Ugly
Przesiąknięty cynizmem cholerny majstersztyk. Może się wydawać, że The Good Wife jest laurką dla demokratów, ale to nie prawda. To bardzo gorzki serial gdzie dobrzy ludzie popełniają błędy, a jeszcze gorsi ludzi udają dobrych. Alicia przez sezon walczyła o wygraną w wyborach, udało się jej, nawet w pewnym stopniu udobruchała opinie publiczną i mogła przezwyciężyć kolejny problem. Mogła, ale została udupiona przez własną partię. Wiara w większe dobro w imię którego można zlekceważy zasady demokracji. Obłuda demokratów uwypuklona przez podśmiewanie się z republikanów. Byłem zachwycony oglądając ostatnie minuty gdy Alicia została wystawiona przez człowieka podziwianego przez całe życia. I ta muzyka tworząca nastrój smutnego upadku. Podziwiam.

Niby w odcinku toczyła się bardzo ciekawa sprawa dotycząca przyszłości Diane i sfałszowanych metadanych. Była dobra, kolejna zbliżająca się katastrofa, której mimo starań nie można powstrzymać. Jednak nie powiem żeby mnie interesowała równie mocno co historia Alici. I sam się sobie dziwię bo to przecież Diane lepiej mi się ostatnio oglądało. Co tylko świadczy o klasie tego serialu.  

OCENA 5.5/6

The Good Wife S06E20 The Deconstruction
Nie chcę się powtarzać, ale to trzeba napisać - pierwsza scena to mistrzostwo. Remake otwarcia serialu z odwróceniem ról. Wielki skandal tylko tym razem skupiony na Alici z wspierającym Peterem. Dobrze znane ujęcia, nawet Alicia była ubrana w to samo. Użycie takiego odwołania nadawałoby się na ostatni odcinek. Jak widać twórcy mają jeszcze kilka pomysłów. Upadek Alici jeszcze się nie skończył. Porzucona przez własną partię nieskutecznie próbowała wrócić do własnej firmy. Momentami była to zabawna komedia omyłek która miała gorzkie zakończenie.

W tle była również sprawa babci skazanej za dystrybucję narkotyków. Sam w sobie wątek był dobry tylko słabo korespondował z głównymi wydarzeniami. Było to też pożegnanie Kalindy. Jak Alicia wpadła w sieć która ciągnęła ją w stronę nieuchronnej katastrofy.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E21 Don't Fail
Serial kolejny raz odwołuje się do przeszłości by podkreślić teraźniejszość. Rozpatrywanie starego procesu wywoływało w Alici stare wspomnienie, można było znowu zobaczyć jej rywalizacje z Carym, pryncypialne podejście do prawa i walkę o sprawiedliwość. Podkreślono też cynizm bohaterki. Skłamała w sądzie by wybronić klienta i mówi teraz o otworzeniu własnej firmy gdzie będzie brała sprawy tylko takie w jakie wierzy. Prawo prawem, ale to jej przekonania są najważniejsze. Ogólnie bardzo dobrze oglądało się sprawę. Powrót do sądowych batalii był doskonałym pomysłem, tak jak realizacja flashbacków wywoływana przez materiały z dawnej sprawy.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E22 Wanna Partner?
Z ostatnich kilku odcinków The Good Wife jakie obejrzałem to właśnie finał szóstego sezonu był najsłabszy. Brakowało mi stawki o którą można było walczyć, kulminacji wątków i szokujących wydarzeń. Nawet pod względem realizatorskim było zaledwie poprawnie. Jednak w wypadku tego serialu przeciętność oznacza kolejny bardzo dobry odcinek. Sprawa Alici była w miarę ciekawa, a współpraca z Finnem owocna. I pewnie to tyle. Ciekawsze były wątki osobiste. Książka mająca wybielić Aicię, Peter kandydujący na prezydenta i żona Canninga pracująca dla Lockhar, Agos & Lee. Każdy z tych wątków albo ma potencjał na coś więcej i długą historię lub już do czegoś doprowadził. Cliffhanger zaskakując - Canning szukający w Alici wspólniczki. To nie może się udać.

Pożegnanie Kalindy wypadło znośnie. Zwłaszcza ostatni moment gdy Lester przeklina silne kobiety i proponuje jej współpraca. A ona odchodzi pewnym krokiem w stronę kamery. Nowa droga, nowe historię. Chciałbym ją jeszcze kiedyś zobaczyć. Archie Panjabi nieźle wpisałaby się w The Good Fight.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S07E01 Bond
Pięknie zaczyna się nowy sezon. Jest tempo, stawki, sprawy sądowe, można kibicować Alici, konflikty między bohaterami zaogniają sytuację, a wątek polityczny jak zwykle przykuwa równie mocno co prawniczy. Chaos był tutaj kontrolowany, skakano od jednej sprawy do drugiej, działo się dużo, ale z sensem, by podkreślić jak wygląda teraz życie Alici. Może to i powtórka z rozgrywki, znowu walka z Diane i Carym, ale takie jest życie, powtarzalne. Pasuje mi to bo ogląda się znakomicie. Wprowadzono nową bohaterkę do głównej obsady. Lucca jest sarkastyczna i inteligenta, może sprawić niezły duet z Alicią. Dużo dobrego wniesie też konflikt miedzy Elim, a Peterem. Zwłaszcza, że genialna Margo Maltitade weszła między tą dwójkę. Fajnie zapowiada się też wątek Cary'ego. Utkwił między dwoma światami, młodych i starych w czym próbuje się bezskutecznie odnaleźć. Jeszcze trochę i zacznie współpracować z Alicią. Lub pójdzie na swoje.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E02 Innocents
Już ubóstwiam ten sezon za skupienie się na wątku prawniczym, to właśnie tam Alicia czuje się najlepiej. Ostatnio znudziła mnie walką o fotel prokuratora okręgowego. Teraz zachwycam się kolejnym epizodem bo może się wykazać w sądzie. Trochę humoru na sali sądowej, sprawa dotycząca wolności słowa i pornografii, a po drugiej stronie Nancy Crozier. Zwroty akcji i uczucie tajemnicy. Nie tylko związanej z sprawą. Pojawiają się nowi bohaterowie którzy są dzikimi kartami. Lucca na razie współpracuje z Alicią, ale jak długo? Jest też detektyw grany przez Jeffa Deana Morgana, który wyraźnie czuję coś do Alicii. Akurat wtedy gdy Peter walczy o prezydenturę. Wciągający był też konflikt Cary'ego z Laymanem.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E03 Cooked
Jestem zachwycony, że serial pozostaje przy formacie procedurala prawniczego. Kolejna sprawa i znowu kapitalnie poprowadzona. Niby kolejne przesłuchanie, niby próba wybronienie dilera narkotykowego a okazuje się, że była to prowokacja FBI. Zwroty akcji i zaskakujący koniec. Alicia prawdopodobnie narobiła sobie wrogów w FBI, a Elii gra w bardzo niebezpieczną grę. Pogrąża Petera, walczy z demokratami i Ruth. Może się na tym ostro przejechać. Przeszkadza mi tylko jedna rzecz - delikatne ogłupianie Alicii by pokazać Luccę w lepszym świetle.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E04 Taxed
Trzy ciekawe wątki i niestety każdy z nich trochę rozczarował. Sprawa Alici gdzie broniła klientki nie przyznającej się do kradzieży było dobrze skonstruowana i pokazała coś o postaciach. Miała też gorzkie zakończenie. Eli knujący przeciw Peterowi zaczyna powoli denerwować. Za dużo w tym tajemniczości. Jednak kłótnie Jackie z Grace wypadły całkiem nieźle. Tak jak Ruth łagodząca sytuację. Najlepszy był wątek Diane gdy musiała pracować niezgodnie z swoimi przekonaniami. Brakowało mi tylko zakończenie, wyraźnej kropki po procesie w sprawie samobójstw z udziałem lekarzy. Z drugiej strony to była zrozumiała decyzji, jakby serial nie chciał zajmować wyraźnego stanowiska w tym względzie.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S07E05 Payback
Coraz ciężej zaczyna mi się oglądać tą zawiść u Eli'a. Rozumiem, że ten serial jest o ambitnych jednostkach dążących do swoich celów. Jednak wcześniej można było ich zrozumieć. Niestety takie zachowanie do niego nie pasuje. Zemsta dla czystej satysfakcji i wmawianie, ze wie się lepiej? To zupełnie nie jak on.

Pierwsza sprawa Alici i Luci w własnej kancelarii okazała się sukcesem. Były kłopoty, zwroty akcji w niespodziewanym kierunki i łut szczęścia, który pozwolił wygrać. Pierwszy krok na drodze do wielkiej kariery. Mam tylko wrażenie, że serial się powtarza. W dobrym stylu, ale to dalej to samo co już kiedyś się oglądało. Jeszcze tylko brukuje większego konflikty z firmą Cary'ego i Diane. Chociaż tam mają dużo poważniejszy problem, który sprowadził się do komicznej sesji uwrażliwiającej.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E11 The World's Columbian Exposition
Zgodnie z oczekiwaniami cliffhanger z zeszłego roku został bardzo szybko rozwiązany. Wcale mi to nie przeszkadza, w końcu to serial proceduralny stawiający na fun z oglądanie. I tego było sporo mimo cięższego klimatu. Flynn szykował morderstwo Edisona, Forda i Morgana przy pomocy Lucy gdy Rufus i Wyatt walczyli o przeżycie. I to było fajne. Bawiono się tropem damy w opałach, która ostatecznie ratuje swoich niedoszłych wybawicieli, gościnny występ Houdiniego dał radę a wprowadzenie pierwszej studentki MIT dało lekki wydźwięk feministyczny.  Ogólnie całość została bardzo sprawnie skonstruowana i odpowiednio rozłożono napięcie - pierw skupiano się na Lucy i Flynnie by środek ciężkości przeniósł się na morderczy hotel. Odcinek był też o walce ze strachem i fobiami czemu pomógł właśnie Houdini dając lekcję Lucy, a na końcu Rufus postawił się Rittenhousowi. I tylko fabuła mogłaby wreszcie rozwinąć skrzydła. Może teraz, gdy Wyatt zna nazwisko mordercy swojej żony wydarzy się coś nieoczekiwanego.

OCENA 4.5/6

Vikings S04E17 The Great Army
Serial przygotowuje grunt pod wielką inwazję. Mozolne budowanie napięcie i podkręcanie go wraz z mijającym czasem skutecznie na mnie działa. Intryga pogania intrygę. Synowie Ragnara chcą się mścić, Laghera też i przy okazji utrzymać władzę i poszanować potomków męża co się wyklucza. Jest też Bjron, przywiązany do matki i braci, marzący o swoim wielkim przeznaczeniu. Saga rodzinna zaczyna rozkwitać gdy zabrakło ojca. Śmierć Ragnara daje spektakularny efekt domina który wpłynie na losy świata. Armia się zbiera, a dzieci stają się mężczyznami.   A ja zaczyna coraz bardziej interesować ich losami. Chcę zobaczyć co zrobi Ivar, jak bardzo dwulicowy jest Ubbe i czy Bjorn dorówna ojcu. Bałem się nowego kierunku serialu, ale chyba niepotrzebnie.

OCENA 4.5/6

niedziela, 18 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #210 [12.12.2016 - 18.12.2016]

SPOILERY

Alias S03E06 The Nemesis
Nie zapomniałem o Alias, straszy mnie z pulpitu i prosi by je oglądać więc co jakiś czas trzeba się zebrać i włączyć. I robię to z przyjemnością. Tylko po długiej przerwie jest ciężko. Trzeba się przestawić na archaiczność początku wieku. Jeśli się uda będzie bardzo dobrze. Ten odcinek w pierwszej części nie pomagał. Proceduralna misja, znane dobrze dźwięki podczas uderzeń i zbajome zachowanie postaci. Na szczęście szybko pojawiła się Fake Francie i odcinek ruszył z kopyta. Nawet dano banalną metaforę walki dobra ze złem gdy Sydney była ubrana na biało, a FF cała na czarno. Aż parsknąłem ze śmiechu. Dobrze oglądało się Sloana szantażowanego przez Sydney i relację na linii Vough - Lauren, a w szczególności Dixona proszącego Syd o zabicie Allison. I na rozluźnienie Marshall grający oświadczynową piosenkę na perkusji. Mistrzostwo.

OCENA 4.5/6

Ash vs. Evil Dead S01E03 Books from Beyond
Typowy Ash. Próbując rozwiązać jeden problem powoduje lawinę kolejnych. To miała być prosta wyprawa do sklepu z magicznymi książkami i znalezienie zaklęcie reperującego całe zło które zostało wyrządzone. Skończyło się na walce z nowo sprowadzonym demonem i porwaniem policjantki. Prosta historyjka, ale nieźle zrealizowana. Klimat okultystycznego sklepu z płodami zwierząt w słoikach, pentagramopodobny znak na podłodze i obrzydliwy potwór. I świetnie do tego dopasowane teksty Asha. Bawiłem się dobrze choć humoru było mniej niż w pierwszych odcinkach.

Świetnie wypadła postać Lucy Lawless. Twarda babka torturująca demona. Wciąż niewiele o niej wiadomo, ale chcę częściej ją oglądać. I niech wreszcie spotka Asha!

OCENA 4/6

Ash vs. Evil Dead S01E04 Brujo
Lubię takie tripowe historię. Bohater wyrusza w głąb siebie i ma pozornie bezsensowne haluny. Tutaj Ash musiał odnaleźć siłę do walki z demonami. I momentami było fajne, zwłaszcza ten szybki montaż opowiadający jego historię. Brakowało jednak czegoś ekstra, oglądało się to przyjemnie i tyle. Tak samo fabularnie niezbyt wkręca. Jeśli kolejne sceny ogląda się jak powiązane ze sobą skecze jest bardzo dobrze. Jednak jeśli chodzi o opowiedzenie czegoś o bohaterach i większej opowieści. No cóż kuleje. Dobrze, że pojawia się postaci Lawless, która nieustannie fascynację. W odcinku wprowadzono wątek opętania Kelly więc może niedługo coś ruszy pod względem opowiadania historii. Jeśli nie od czasu do czasu będę włączał serial by się pośmiać z Asha i jego absurdalnego humoru.

OCENA 4/6

Pitch S01E01 Pilot
W ramach dywersyfikacji konsumowania popkultury postanowiłem dawać szansę większej ilości pilotów. Wszystkiego oglądać się nie da, ale próbować można i co kilka tygodni będę eksperymentował z czymś czego w normalnych warunkach bym nie zobaczył bo lista zaczętych i tak jest już wyjątkowo długa. Wybór padł na Pitch które miałem na oku już od zamówienia. Trochę przez sentyment do Friday Night Lights (wciąż S05 do nadrobienie), trochę z umiłowania do sportowej dramy i emocji z tym się wiążącymi. Lubię od czasu do czasu pokibicować, a Pitch łączy to z oglądaniem serialu.

I jak wyszło? Ogólnie mi się podobało, ale mam sporo zastrzeżeń. Zaczną od plusów bo ważniejsze. Już pomysł wyjściowy intryguje - czarnoskóra kobieta w pierwszej lidze bejsbolowej. Opowiedzenie o seksizmie i rasizmie toczącym nasze czasy pod płaszczykiem dramatu sportowego. Serial powstał też na fali entuzjazmem Clintot mającej zostać pierwszą kobietą prezydentem i zburzyć dotychczasowy porządek społeczny. Odważnie. W serialu najbardziej skupiono się na odpowiedzialności jaka ciąży na nowo wykreowanej bohaterce. Ginny Baker staje się inspiracją dla całej generacji i musi udźwignąć ten ciężar na swoich barkach. To serial o jej radzeniu sobie z tym problemem. Podpisywanie piłeczek dziewczyną z jednej strony i wysłuchiwanie ciętych uwag kolegów z szatni. Wytrwale podąża swoją ścieżką i przełamuje się w najczarniejszym momencie. I to ogląda się bardzo dobrze. Głównie z uwagi na tą bohaterkę. Wątpiące, ale dążącą do celu.

Podobają mi się własne gry właściciela drużyny. Cynik, który sprowadził Ginny by zarobić więcej kasy. To prowadzi do konfliktu z trenerem. Ten wątek ciekawi mnie równie mocno co ta główna historia sportowa. Można wejść za kulisy i zobaczyć czemu dany heros został wykreowany. W głównej obsadzie jest również managerka Ginny. I tutaj nie wiem jeszcze czego oczekiwać. Serial usilnie pokazuje, że jakaś więź łączy te kobiety więc z tej strony na cyniczną opowieść o wyzysku sławy do wybicia i zarobku nie może być mowy. Managerke gra Ali Larter więc jeśli sceny z jej udziałem trochę nudzą można chociaż na nią popatrzeć i powspominać stare dobre odcinki Heroes.

I zastrzeżenia. Niezbyt czuję sportową realizacje. Wizualnie jest dobrze. Pełny stadion, telewizyjna stylistyka z komentatorami. Tylko, że nie mam komu kibicować poza Ginny. I nie chodzi o to, że nie znam się na bejsbolu. Przed Friday Night Lights nie miałem pojęcia jak gra się w football amerykański i wciąż do końca nie wiem. Tutaj nie ma drużyny, której mogę kibicować w drodze do mistrzostwa. Jest Ginny i kilka typków w szatni. Tyle. Wizja twórców minęła się z moimi oczekiwanie i to szanuje. Chcieli opowiedzieć historie kobiety, którą okrasili spora ilością flashbecków z trudnego dzieciństwa z dominująca personą ojca.

I jeszcze na koniec o cliffhangerze. Ojciec, który przygotowywał Ginny do gry w Major League okazuje się martwy od pięciu lat, a ona widzi na trybunach ducha. Prosty myk na który dałem się nabrać. Ale mówi coś o bohaterce więc szanuje. Pokazuje, że nie robi tego by zadowolić ojca, ale dlatego że ważne jest stawianie sobie kolejnych celów do osiągnięcia, że nie można spocząć na laurach nawet jeśli osiągnęło się sukces. Zawsze są nowe progi do zdobycia.

Czy będą oglądał dalej? Nie wiem. Z jednej strony mi się podobało. Bohaterka, reżyseria, kilka całkiem fajnych scen i postaci które mają potencjał. Z drugiej nie do końca dostałem do czego chciałem i moja szklana kula nie pokazuje żebym za parę odcinek specjalnie związał się z tymi postaciami. Niby to tylko dziesięć odcinków bo na drugi sezon Pitch nie ma raczej co liczyć. Nie mówię nie, ale prędzej pilot mi starczy.

OCENA 4.5/6


Timeless S01E10 The Capture of Benedict Arnold
Odrobinę więcej spodziewałem się po mid-season finale. Liczyłem zwłaszcza na cliffhanger sprawiający, że jeszcze bardziej nie będą mógł się doczekać powrotu Timeless. Zmiany w rzeczywistości po tak doniosłych wydarzeniach byłyby oczekiwane. Zamiast tego Lucy porwana przez Flynna. Słabo. Takie coś można rozwiązać bardzo szybko i specjalnie nie ekscytuje w proceduralach. Już za dwa odcinka drużyna wróci do siebie i serial będzie powtarzał bardzo dobrze znany schemat. Muszę się przyzwyczaić do braku chęci na eksperymentowanie.

Jednak co by nie mówić to była bardzo fajna opowieść. Już początek pokazał, że ten odcinek będzie inny. Coraz większy nacisk na postacie i ich charaktery. Lucy na kolacji u Christopher była sporym zaskoczeniem. Najważniejsza była tutaj ostatnia scena między nimi gdy agentka FBI daje pandrive ze wspomnieniami o własnej rodzinie. Jakby przez przypadek zostali usunięci z czasu. Mroczne strony podróży w czasie coraz bardziej eksplorowane z tego osobistego punktu widzenia. Fajnie wypadła też scenka Rufusa i Jiyai grających w Street Fightera, a potem tyrada pijanego Masona, który coraz bardziej staje się zagubiony w całej aferze Rittenhouse'a.

Potem było mięsko. Podróż do XVIII i współpraca z Flynnem. Przekonanie naszych nie było trudne. Rufus mógł się uwolnić od szantażystów, Wyatt odzyskać Jessicę, a Lucy, no cóż z nią było najtrudniej. Zmiany dla historii mogły okazać się katastrofalne. Podoba mi się ta sytuacja. Sojusz z głównym antagonistą by pokonać kogoś jeszcze gorszego i przy okazji pomoc sobie. Co mogło się nie udać? Wiele. I przez to było dynamicznie, z autoironicznym humorem (stresujący się Rufus z gorszymi żartami przez co jeszcze śmieszniejszy) i mocną sceną gdy Flynn wzbiera się w sobie do zabicia dziecko. Nieźle zagrany konflikt wewnętrzny. Nawet udanie wpleciono odwieczny trop predestynacji.

OCENA 4.5/6

Teen Wolf S06E04 Relics
Doskwiera mi brak watahy w serialu. Znaczy się, są bohaterowie, coś tam działają, ale to nie jest wataha znana z poprzednich serii, a Scott nie zachowuje się jak lider. Potrzebuje więcej interakcji między postaciami, rzucanych żartów i zależności między nimi. Za dużo niepowiązanych ze sobą historii. Poza tym oglądało się przyjemnie. Mecz lacrossa, który poszedł źle jako scena kulminacyjna był bardzo w duchu serialu. Wcześniej trochę szukania Stilesa i ukrywania przed Jeźdźcami. Wszystko zrealizowane poprawnie.   Tylko tyle i aż tyle. Bez sceny mocno zapadającej w pamięć. Chociaż nie, była jedna rzecz która bardzo mi się spodobała - relację Melissy z Argentem. Jednak jest jakaś zaleta wymazania Stilesa. I jeszcze końcówka - reliktem został jego jeep. Miło.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E05 Radio Silence
Co za fantastyczny odcinek. Wystarczyło odsunąć Liama z swoimi przyjaciółmi i dać powrót Stilesa by oglądało się znakomicie. I to jeszcze Stiles w duecie z Peterem! Parę rzeczy mi zgrzytało jak zbyt duża i zbyt szybka samoświadomość Stilesa w limbo lub łatwość komunikacji z naszym światem, ale ich team up mi wynagrodził wszystko. Arogancki Peter, który nie raz ratuje Stilesa i ostatecznie ryzykuje własnym życiem by móc wrócić do córki. Świetna scena gdy Malia i Scott przypominają sobie kto to jest.

Super wyszedł też wątek reliktu, którym okazał się jeep Stilesa. Tajemniczy magnetyzm przyciągający do niego bohaterów. To jak stoją przed nim zauroczeni, jak Scott odnajduje w nim własny zapach i w końcu gdy dochodzi do kontaktu z zagubionym przyjacielem. Na prawdę nie wiem kiedy zleciało mi te 40 minut tak dobrze się to oglądało.

OCENA 5/6

Vikings S04E13 Two Journeys
Nie wiem czy tak bardzo zmieniły się moje upodobania czy to wina serialu i jego starań by jak najmniej sympatycznie przedstawić swoich bohaterów. Ja tam lubiłem prawie wszystkich, nawet Rollo ponieważ historia bycia w cieniu brata była ciekawa. Teraz jest mi ciężko komukolwiek kibicować przez co oglądanie nie sprawa mi przyjemności. Dalej szanuje Vikings, potrafię się zachwycić pojedynczymi scenami, ale chciałbym mięć choć trochę satysfakcji z seansu.

Bardzo zniesmaczyła mnie scena gdy Ragnar mordują ocalałą załogę. Dla odmiany podobała mi się jego podróż i zbliżenie do syna i przyznanie do błędów. Dobrze było zobaczyć Rollo, ale nie podoba mi się jego decyzja powrotu do wikingowanie. Chciałem oglądać zmianę jaka w nim zaszła. Irytuje mnie też Bjorn, który za bardzo przypomina Ragnara. Milczek z planem. Ale z drugiej strony podobają mi się jego relację z innymi, jak próbuje sobie wyrobić własny branding i podróż ku Morzu Śródziemnemu. Nawet Laghertę złapała u mnie minusa. Ciężko ogląda mi się historię o wojnie domowej nawet w czasach historycznych. Rozumiem jednak, że musi dotrzymać obietnicy którą złożyła, tak samo jak w zeszłym sezonie.

Inne:
- bitwa o Kattegat, a ja ziewam z nudów. Chyba pierwszy raz starcie w Vikings było nudne.

OCENA 4/6

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #209 [05.12.2016 - 11.12.2016]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E08 The Chicago Way
Oczywista oczywistość na sam początek - świetny odcinek. Było kilka drobnych momentów, które mi zgrzytały, ale to uczucie szybko minęło ponieważ koniec końców bawiłem się doskonale. Już od pierwszych scen gdzie Ray i Nate ćwiczą w ładowni (znowu!) i dostają burę od Sary potem ją przedrzeźniając. Niemożliwe jak ja się dobrze bawię podczas oglądania tego serialu. To nie był jedyny taki moment, odcinek był ich pełen. Może nie tak jak zwykle bo trzeba było opowiedzieć ważną dla fabuły historię.

Pojawił się Legion of Doom i pogrywał sobie z Legendami. Współpraca z Capone to tylko przykrywka by odzyskać tajemniczy amulet. I kurde, podobają mi się jako badguye o wiele bardziej od Vandala. Darkh, Merlin i Reverse mają już ustalone tożsamości więc wiadomo czego można się po nich spodziewać, a i tak sprawiają frajdę. A może dzięki temu. Trochę brakuje interakcji między nimi, na co jeszcze przyjdzie czas.

Najfajniej wypadło pokazanie dysfunkcyjnej rodzinki żyjącej na statku np. w relacji Steina z Sarą. On nie chcę zmiany przeszłości czego nauczyła się od profesorka nie wiedząc, że niedawno naruszył timeline. Po wyznaniu prawdy szybko dochodzi do pojednanie i ochrony rodziny. Świetnie ogląda się Amayę i Micka, których twórcy ewidentnie chcą sparować. Już nie pierwszy raz dostali więcej czasu. Powrócił tez Cold. Wentworth Miller jest świetny w tej roli nawet jeśli gra tylko fragment podświadomości Rory'ego.

I na koniec najwspanialsza scena z końca odcinka. Serial wreszcie pokazał co się dzieje z Ripem. Biedak utknął w Los Angeles w latach '70. Co robi by wrócić do domu? Tworzy aberracje kręcąc film o własnych przygodach. Czy to nie jest genialny pomysł?

OCENA 5/6  

The Flash S03E09 The Present
The Flash w tym sezonie ma bardzo nierówny poziom dlatego ciesze się, że serial udaje się na przerwę z bardzo dobrym odcinkiem. Szybkie tempo, metahumor dla fanów Harry'ego Pottera i położenie fundamentów pod dalszą część serii. Było nieźle. Fajnie wyszedł króciutki wypad na Ziemię-3 i jeszcze krótsza scenka z Jokerem dla ubogich czyli Tricksterem. Mark Hamill jak zwykle świetny w tej roli. Nieźle poprowadzono historię Juliana (ta scena jak z Indiany Jonesa!) i motyw z Savitarem. Ba, nawet nie denerwowało mnie zachowanie Wally'ego. Prawie. I końcówka, która zapowiada wielkie zmiany. Zgon, zdradę i los gorszy od śmierci. Typowania można zacząć już teraz. Była nawet podróż w przyszłość i scenka z śmiercią Iris z rąk Savitara. Na prawdę chcę mi się oglądać dalej. I tylko Barry głupio się zachowuje nie mówiąc o tym co widział.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E09 Last Ride of Bonnie & Clyde
Serial nie oczekiwanie skręciłem w mroczniejszą stronę. Nie jest jeszcze tak przytłaczająco jak w filmach DC, brakuje zacinającego deszczu, mroku nocy i smutnych spojrzeń, ale jest jakby poważniej. Już sam tytuł zapowiada zbliżającą się zagładę i śmierć na końcu odcinka. Dobrze znana historia Bonnie i Clyde miała niezmieniony finał, a i tak wywołała u mnie mocne emocję. Serial przedstawił ich jako sympatyczną parę, świetnie zagraną, ale nie zapomniał wspominać o ich morderczych zapędach. Podobał mi się ten dysonans. I ta ładnie wyreżyserowana śmierć z wierszem Bonnie z offu. Dobra robota.

Nie tylko podróż tygodnia była smutną opowieścią. Serial poświęcił też trochę czasu dla rozwijania osobowości Lucy i Wyatta. Ona próbuje poznać swojego narzeczonego co jest absurdalną sytuacją, a on opowiada historię oświadczyn. Ich sytuację ładnie ze sobą współgrają na zasadzie przeciwieństw. Ona ma coś niespodziewanego, on stracił coś co cenił ponad życie. By przeżyć podróż w czasie musieli udawać romans co była dla nich ciężkie. Oboje obrócili to na końcu w żart, uśmiechnęli się do siebie na pożegnanie, a gdy kamera pokazała ich oblicza gdy nie widzieli swoich twarzy były pełne smutku jakby ostatnie wydarzenia odcisnęły na nich piętno.

Wreszcie ruszył też wątek Rittenhouse. Może nie z kopyta, ale jest ciekawie. Agenta Christophers prowadzi własne dochodzenie i śledzi Masona. Natomiast podróż w czasie dotyczyła artefaktu Rittenhouse, który ostatecznie zdobył Flynn. I odczytał dzięki temu jakiś stary list, na oko XVIII wieczny. Wygląda to wszystko na generyczne tajne stowarzyszenie manipulujące historią więc czekam na twist. Spodobało mi się jeszcze, że Rufus opowiedział Christophers o Rittenhouse. Podróże w czasie mogą dzięki temu nabyć nowej dynamiki.

Inne:
- Rufus przedstawiający się jako Wesley Snipes. Płaczę ze śmiechu.

OCENA 4.5/6

Vikings S04E12 The Vision
O ile poprzedni odcinek trochę mnie znudził tak ten mocno wkręcił. Dużo tutaj zasługa mistycyzmu i scen na granicy świata realnego. Wizje Ashlaug były ładne wizualnie, ale to składanie ofiary mnie najbardziej zachwyciło. Może i to nie poziom tej sceny z pierwszego sezonu, ale i tak klimat był niesamowity.

Udanie są też rozgrywane zależności między postaciami. Synowie Ragnara się kochają, ale widać między nimi coraz więcej rywalizacji. Bjorn, który miał być przywódcą wygląda raczej na samotnika podczas imprezki z okazji jego wyprawy. Lagherta i Ashlaug powinny niedługo stoczyć swój ostateczny bój. A Ragnar. No cóż, trochę się myliłem. On na prawdę jest rozbity, na granicy szaleństwa, desperacka próbuje odzyskać respekt bogów i ziomków. Nawet rekrutuje armię starców na raid na Anglię, która zostaje rozbita podczas sztormu. Mercy kill, można by powiedzieć. Jestem ciekaw co serial dla niego szykuje i jak przedstawi jego relację z Ivarem.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #208 [28.11.2016 - 04.12.2016]

SPOILERY

 Arrow S05E08 Invasion! (2)
Zaplanowanie 100 odcinka Arrow na crossover było karkołomnym pomysłem. I średnio się udało. Jako ten pierwszy spisał się całkiem nieźle, jako drugi już niekoniecznie.

Jako osoba, która porzuciła Arrow 2 lata temu muszę przyznać, że oglądało mi się to nieźle i nawet przez chwilę byłem zainteresowany postaciami. Jednak bardziej mnie urzekła umiejętność odwoływania się do przeszłości. Nostalgiczne sceny podkreślające długą historię serialu i rolę bohatera, który jest zdolny do poświęceń i zawsze odnajdzie swoje przeznaczenie. Prosta historia, ale działa. Fajnie też było zobaczyć alternatywną wersję świata gdzie Ollie nie został Arrowem. Ciekawie koresponduje to też z poprzednim odcinkiem gdzie Green Arrow mówi Barry'emu, że porzuciłby wszystko by odzyskać swoją rodzinę czego ostatecznie nie robi.

Jako element crossovera było słabo. Postacie z innych seriali zostały zmarginalizowane, a historię sztucznego świata można by opowiedzieć w inny sposób na poziomie street levelu np. korzystając z narkotyków. Jedyne co serial dał to średnio wyglądająca walka Supergirl i Flasha z kobietą cyborgiem wyglądająca jakby się nad nią znęcali dla zabawy. To wyglądało źle. Efektowniejsza była ucieczka ze statku obcych i pomoc Waveridera, ale to akurat wcale nie pasowało do klimatu historii.

Na początku myślałem, że nowe postacie w Arrow mnie zaciekawią. I jakże się myliłem. Wyglądają jak tani cosplayerzy, są irytujący i mało śmieszni, a morałek o tym, że nie można kogoś skreślać tylko dlatego, że posiada supermoce powinien wylądować w wieczorynce.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S02E07 Invasion! (3)
Legendy to od dawna serial, który daje mi najwięcej frajdy podczas oglądania. Ze względu na bohaterów, scenarzystów i humor. Nie koniecznie dzięki tej mieszance dostałem najlepszą składową crossovera, ale lubię tą myśl. I mam nadzieje, że więcej ludzi za tydzień da szansę LoT i zwiększy im się oglądalność bo serial na prawdę na to zasługuje.

Co było w odcinku? Czego nie było! Może pierw o rzeczach najprostszych. Sceny akcji były efektowne, zwłaszcza końcowe starcie. Głupie, bardzo naiwne, ale czy dużo głupsze od innych filmów superbohaterskich? Na pewno bardziej campowe, w stylu komiksów. Tutaj nikt nie bierze się na poważnie dlatego wszystko działa jak powinno. Były też kapitalnie rozpisane sceny humorystyczne. Komentowanie urody pani prezydent przez Sarę i Heat Wave'a to tylko wisienka na torcie. Daniem głównym był duet Cisco i Felicity. Jakże świetnie wyszli! I tylko trzymać kciuki za ich kolejny team-up, najlepiej w Legendach.

Zaskoczyło mnie trochę pogłębienie historii i nadanie wielowymiarowości Dominatorom. Nie pragną destrukcji dla samego zniszczenia. Uważają się za obrońców porządku, ich celem jest powstrzymanie zagrożenia zanim stanie się zbyt poważne. Za coś nieobliczalnego uważają Barry'ego, którego za wszelką cenę trzeba powstrzymać, dlatego przeprowadzają inwazję. I tak, to jest głupie, bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Jednak dzięki swojej celowej umowności to się sprawdza. Barry chcę się poświęcić, zdaje sobie sprawę z błędów, które popełnił i jest gotów oddać swoje życie. I nie bez powodu jego oddalająca sylwetka jest ukazana na tle amerykańskiej flagi.

Fajnie poprowadzono też Cisco, który zdaje sobie sprawę z motywów kierujących Barrym przy tworzeniu Flashpointa. Chcąc zrobić coś dobrze jesteś narażony na nieprzewidziane konsekwencję. Dokłądnie jak mówił Oliver. Uratowanie kosmity 60 lat temu spowodowało tytułowa inwazję. Również Stain zmaga się z konsekwencjami swojego zachowania - nieświadoma manipulacja przy linii czasowej doprowadziła do aberracji w postaci córki, której nie zna i którą będzie ukrywał przed resztą drużyny. Dodając do tego matrxa, w którym utknął Ollie cały crossover spina motyw odpowiedzialności za swoje czyny, akceptacji dokonanych wyborów i świata, który się tworzy.

Bardzo mnie ciekawi jakie będą konsekwencję tego crossovera. Statki kosmitów odgrywające Dzień Niepodległości nad największymi miastami, spotkanie z panią prezydent, córka Steina, Kara i jej urządzenie komunikujące między światami i przecież nie do końca pokonany przeciwnik. Wydaje się, że działy się bardzo ważne rzeczy dla uniwersum. Tylko ile z tego zostanie potraktowane na poważnie?

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E03 Sundowning
Agresywna Malia nie przestaje bawić co też pokazuje ile znaczył dla niej Stiles. Niekontrolowana przemiana podczas testu, pobicie pielęgniarza i zachowanie wobec dziadka Stilesa. Również oglądając szeryfa widać jak brak syna na niego wpłynął. Szkoda, że nie położono na to nacisku w stosunku do innych postaci. Scott i Lydia byli w tym odcinku statystami, a wizyta w domu starców nie przyniosła niczego nowego w sprawie zaginionego Stilesa. Było kilka fajnych scenek, ale to wszystko.

U Liama i spółki również średnio. Rozumiem co serial chcę pokazać. Zmianę i przekazanie pałeczki obrońcy Becon Hills. Dlatego muszę oglądać jak Cory, Mason i Hayden pomagają w ratowaniu Becki i to oni walczą z Widmowymi Jeźdźcami gdy pierwotni bohaterowie zajmują się czymś innym. I średnio mnie to interesuje.

Jeszcze nie wiem co myśleć o wątku wilkołaka pożerającego ludzkie duszę. Wydaje mi się to zbytecznym wątkiem patrząc na brak Stilesa. Wolałbym gdyby serial opowiedział jedną spójną historię zamiast przeplatać kilka wątków. Dobrze, że nie robiona tajemnicy z jego tożsamości i potencjalnie zaskoczy czymś innym.

OCENA 4/6

The Flash S03E08 Invasion! (1)
Pierwszy wielki event łączący trzy superbohaterskie seriale The Cw. Karkołomne zadanie, które ostatecznie spełniło oczekiwania. Przynajmniej na samym początku. Ja bawiłem się lepiej niż przy filmowych młóckach od Warner Bros. i trochę żałuję, że telewizja nie może korzystać z tych bardziej znanych postaci. Przecież gdyby zamiast Flasha był Superman, a Arrowa Batman o tym odcinku mówiłoby się tak jak kolejnym Gry o Tron. A tak jest niszowa, ale efektowna uciecha dla fanów.  Z pretekstową fabułą i trochę chybionymi wątkami jak na ten odcinek. Co zresztą schodzi na dalszy plan przy tak dobrze rozpisanych postaciach, relacjach Barry/Oliver i humorowi, który zwyczajnie działa.

Zdziwiło mnie to jak potraktowano Flashpoint. Zrobiono z niego wielkie halo i nie zamieciono pod dywan. Najlepiej wyszła rozmowa Olivera z Barrym, gdy przyjaciel rozumie jaką trudną decyzję podjął Barry i wspiera go. Niczego sobie byłą też przemowa Sary. Lata prowadzenia tych postaci zbierają żniwo. Tylko trochę nie rozumiem oburzenia Diggla na to, że ma syna zamiast córki. On akurat nie musi się czepiać, że Barry zmienił jego życie na gorsze.

Świetnie wypadł występ gościny Supergirl. Na Kryzys i połączenie Ziem raczej nie ma co liczyć dlatego fajnie jest ją widzieć w interakcjach z innymi bohaterami. Jej przyjaźń z Barrym czy nieufność Olliego. I reakcję Heat Wave. Co to była za świetna rozmowa!

Tylko ci obcy nie pasują. Mocno generyczni. Ale to tylko pretekst do zabawy. Pretekst do standardowej walki herosów i potem ich współpracy. Wybaczam bo sztampowość jest szybko rekompensowana.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E06 Dog Day
Zwykle bardzo lubię to jak jest przedstawiona akcja w The Last Ship. Bez różnicy woda czy ląd. Teraz jednak wyjątkowo się znudziłem. Atak na wyspę, przedzieranie się przez bambusy czy ostrzeliwanie w chatce było zbyt długie. Przez co po pewnym czasie straciłem zainteresowanie. Wracało gdy byli pokazywani jeńcy i ich walka mimo trudnego położenie. Reszta była taka sobie. Rzeczy, które już dawno widziałem tylko w innym settingu. Fajny pomysł z tunelami, takie odwołanie do Wietnamu tylko dość przeciętnie wykorzystane. Brakowało terroru i strachu przed kolejnymi metrami zdobywanej ziemi.

Może teraz gdy odbito zakładników i Mike wrócił na statek zostanie ruszony wątek polityczny. Najwyższy czas by poznać plany Chińczyków. I żeby gubernatorzy w USA zrobili swój ruch. I jak już wyliczę czego chcę to niech dadzą jeszcze Texa. Przydałby się jakiś występ gościnny.

OCENA 4/6

The Last Ship S03E07 In the Dark
Trochę szkoda, że tytułowej ciemności nie było tutaj więcej. Cały odcinek w tym stylu można było o tym zrobić jak w zeszłym sezonie podczas ukrywania się przed okrętem podwodnym. Jednak i tak było dobrze. Ucieczka przed chińczykami wyszło nieźle, kilka momentów było do prawdy emocjonujących. Jak wzięcie Nathana Jamesa za ich jednostkę. Albo przeprawa przez pole minowe. Trochę zamarzyła mi się otwarta bitwa morska na koniec sezonu.

W Sant Louis było początkowo nudno. Wyszukiwanie kolejnych brudów na prezydenta i jego radzenie sobie z kryzysem było męczące. Natomiast cliffhanger zaskakujący i nadający nowej dynamiki. Jeffrey postanowił dokończyć to co zaczął na pokładzie Nathana Jamesa i tym razem skutecznie popełnił samobójstwo. To tworzy zupełnie nową dynamikę w politycznym aspekcie serialu.

Podobało mi się co zrobiono z Greenen. Najlepszy cyngiel na pokładzie Nathana Jamesa, na co dzień spotykający się ze śmiercią i odczuwający stratę przyjaciela odbiera poród. Circle of life.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E08 Sea Change
Pierw odnośnie rządowego wątku. Namieszało się. Nowemu prezydentowi zależy głównie na PR i nie jest zbytnio gotów na pełnieniu tej funkcji. Słucha się gubernatorów, którzy toczą własną grę. Przy okazji odciął Karę od głównych wydarzeń dlatego, że powiedziała to co myśli. To oznacza więcej bezcelowego miotania się. I nie wiem już sam czy podoba mi się ten wątek czy nie.

To samo mam z historią Penga. Jest zły do szpiku kości i marzy o światowej dominacji przeprowadzając ludobójstwo w Azji. Stawka jest wysoka, ale co z tego skoro została pozbawiona osobistych motywów. To wciąż dobrze się ogląda, ale trochę jestem tym już zmęczony.

OCENA 4/6

Timeless S01E08 Space Race
W połowie sezonu stwierdzam, że z coraz większą przyjemnością włączam kolejne odcinki. Wiem już czego się mogę spodziewać i serial jeszcze ani razu poważnie mnie nie zawiódł, tak żebym myślał żeby go porzucić. Jednocześnie wiele się tutaj nie wydarzyło czego mocno żałuję. Co tydzień to samo, a zabawa z podróżami w czasie za mało agresywna. Zmiany w czasie jakie są dokonywane nie naruszają statusu quo serialu, a jedynie wprowadzają elementy humorystyczne. Patrząc na pilota to troszkę boli. Choćby w tym odcinku bohaterowie mogliby wrócić do świata odrobinę bardziej zaawansowanego technologicznie.

Jednak historia odcinka znowu była bardzo przyjemna i dla zagęszczenia atmosfery rozbita na dwa segmenty. Pierwszy z nich to próba uratowania lotu Apollo 11. Ładnie wszystko rozpisane i do samego końca umiejętnie zwiększano napięcie choćby przez przemówienie Kennedyego. Śmieszne były też żarty z ówczesnej technologii i miny Rufusa. Drugi wątek to śledzenie Flynna i jego zagadkowy plan z fintą na końcu. Wykorzystał podróż w czasie by uratować własnego brata. To był zaskoczenie. I to całkiem fajne jakby serial znowu krzyczał "On wcale nie jest taki zły".

OCENA 4.5/6

Vikings S04E11 The Outsider
Przeglądając mój serialowy kalendarz zdziwiłem się z powrotu Wikingów. Jak to, już? Nie czekałem specjalnie, nie śledziłem nowinek więc się nie rozczarowałem odcinkiem. Miękki reboot serialu wyszedł akceptowalnie. Skupił się na przedstawieniu synów Ragnera, ich zażyłości i różnic między nimi. Szybko można było sobie wyrobić o nich zdanie. Zwłaszcza Ivarze, który może być ciekawym antybohaterem. Natomiast oglądanie samego Ragnara było dość przytłaczające. Snuje się od znanej osoby do znanej i opowiada o chęci zemsty na Anglikach i poznaniu swoich chłopców. Wydaje się rozbity i bez planu. Nie wiadomo co przeżył poza nieudaną próbą samobójczą, i nie wiadomo co zrobi. Po raz kolejny robią z niego wielką niewiadomą i trochę mnie to martwi. Ile razy można próbować tego samego?

Spodobały mi się nowe plenery. Piękne górskie widoczki, gęste lasy i zatłoczony Kattegat. I muzyka robiąca kawał solidnej roboty, zwłaszcza podczas "przywitania" Ragnara z synami. Klimatu Wikingom nie można odmówić. Przydałaby się jeszcze wciągająca fabuła.

OCENA 4/6