Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Burnout Dominator [PSP]




 Jak wiadomo, wyścigi dzielą się na dwie kategorie: symulatory i zręcznościówki. Wśród tych pierwszych, największym powodzeniem cieszą się serie Gran Turismo i Forza Motorsport. Masa schematów, wykresów, ilości części, ba, liczy się nawet ciśnienie w oponach. Dlatego właśnie symulatory adresowane są do prawdziwych maniaków czterech kółek. Ja się do nich nie zaliczam, i dlatego wybieram zręcznościowy model jazdy zamiast realistycznego. Dlatego zaopatrzyłem się w najnowszą część Burnouta, czyli Dominator. O serii pisać z pewnością nie muszę, bo każdy szanujący się konsolowiec wie, z jakim rodzajem wyścigów ma do czynienia, odpalając dziecię Criterion Games. Jednak dla konserwatywnych PeCetowców wypadałoby skreślić kilka zdań.

Burnout to wybitnie zręcznościowa samochodówka. Tutaj wchodzisz w 90 stopniowy zakręt przy 300 km/h i nie ponosisz poważniejszych konsekwencji. Chyba, że niefartownie uderzysz w ścianę i zmasakrujesz wózek ;) Największą zaletą serii jest dynamika - zawsze się coś dzieje, np. walka z rywalem, czy lawirowanie między niedzielnymi kierowcami. Nie ma czasu na podziwianie widoków. Arcade'owe wyścigi przyzwyczaiły nas do tego, że mają sporo do zaoferowania, a Burnout nie mógł odstawać od czołówki. Najważniejszym trybem jest World Tour, czyli swojsko brzmiąca kariera. Jak nietrudno się domyślić, to w tym trybie spędzimy najwięcej czasu, zaliczając kolejne wyzwania. Specjalnie nie napisałem wyścigi, bo standardowe zaliczanie okrążeń i wykręcanie najlepszych czasów stanowi tylko małą cząstkę gry. Prócz tego jest Burnout Challenge, czyli jak najdłuższa jazda na nitro. Żeby jednak nie było za łatwo, to by je utrzymać należy jeździć najniebezpieczniej. Wszysytkie Drifty, Near Missy i jazda pod prąd mile widziane. Jednak o ile w Burnout Challenge są one tylko środkiem(bo punkty dostajemy za kolejne naładowanie paska), tak w trybie Maniac to dzięki nim dostajemy punkty. Im większy łańcuch dopalacza uda nam się zrobić tym mnożnik będzie większy i za zwykłego Drifta zgarnia się przyzwoitą ilość punktów. Z trybów jest jeszcze kilka wyzwań, tzn. Near Miss Challenge(czyli jak najbliższe omijanie aut ruchu drogowego),Drift Challenge(wiadomo) i Dominator Challenge(tutaj zdobywamy specjalną brykę w trybie Maniac). Są również i standardowe tryby: Race, Burning Lap, Eliminator(co paręnaście sekund odpada ostatni ze stawki, wygrywa ten, który zostanie) i Grand Prix(trzy wyścigi pod rząd, za każdy dostajesz punkty, zwycięzcą jest ten kto uzbiera ich najwięcej). W World Tour mamy do zaliczenia 88 wyzwań, czyli nudzić się nie będziemy ;)

Specjalnie nie wspomniałem o jednym rodzaju "wyścigu" - Road Rage. Tutaj nie ma znaczenia, kto jest pierwszy, a kto ostatni. Ważne jest, by zaliczyć jak najwięcej Takedownów, czyli po prostu zniszczyć przeciwnika. Szkoda tylko, że na trasie mogą znajdować się jedynie cztery bryki. Gdyby było więcej samochodów, walka byłaby o wiele ciekawsza. Jednak należy się cieszyć z tego, co jest. Takedowny można zaliczać na kilka sposobów. Najprościej jest wgnieść cudzy samochód w ścianę, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by posłużyć się ruchem ulicznym ;) Tylko od naszej inwencji zależy, jak pozbędziemy się rywala. Oczywiście nie jest tak, że my ich spychamy, a oni nic. Czasem potrafią mocno zajść za skórę. Żeby ich sprawdzić, przeprowadziłem nawet mały eksperyment: stykałem się prawym bokiem z oponentem, jednak nie próbowałem go zepchać, a na pasie na lewo ode mnie jechała z naprzeciwka ciężarówka. Moje zdziwienie było ogromne gdy wylądowałem na jej przedniej masce. Jednak gdy zaliczymy dzwon, nie jesteśmy bezbronni. Możemy zwolnić czas i lekko sterować samochodem, jednak gdy przeciwnik jest ciut za daleko, można użyć Crashbreakera i zdetonować samochód. Daje to ogromną satysfakcję. Po ukończeniu World Tour w Road Rage spędzimy kilka dodatkowych godzin. Dlaczego? Bo tutaj najłatwiej wykonuję się Signature Shortcuts tzn. odkrywa się skróty przy użyciu cudzego samochodu. Można dostać szewskiej pasji, próbując trafić kimś w żółtą bandę, ale skróty te bardzo pomagają w wyścigach. Szkoda tylko, że inni również mogą tędy jeździć. Skoro się tyle napracowaliśmy, by je odkryć, powinny być tylko nasze.

Samochodów jest 36 i zostały pogrupowane w siedem kategorii(Classic, Factory, Tuned, Hot Road, Super, Race Special i Dominator). Nie jest to może zachwycająca liczba, ale za to w pełni zadowalająca. Najważniejsze, że bryki są różnorodne i każdą prowadzi się inaczej. Jedne wchodzą lepiej w zakręt, a inne szybciej przyśpieszają bądź lepiej się nimi walczy na drodze. Szkoda tylko, że nie posiadają żadnych statystyk, i samemu trzeba odkryć ich przeznaczenie. Podobnie jest z trasami - mała liczba, ale za to różnorodne. Od zatłoczonych metropolii przez obrzeża miast, a na spokojnych terenach kończąc. Wszystkie są bogate w detale i przygotowane przez osoby znające się na rzeczy. Ogromny plus za trasy.

Jeszcze większy należy się za grafikę. Jest ona największą zaletą obok czasu gry(ok. 30h by wyciągnąć 100%). Jak pisałem trasy i samochody są bogate w detale. Więcej się nie ma co rozpisywać, bo sami możecie ocenić resztę na screenach. Od siebie wspomnę tylko o ciekawym efekcie słońca, który utrudnia nam jazdę. Potrafi zdenerwować, ale wypada go zaliczyć jak najbardziej in plus. Jednak najpiękniejsze są sceny gdy przytrafi się nam "mały" wypadek. Kamera wtedy nabiera filmowych cech, a my podziwiamy, jak nasze ciężko zdobyte auto się gnie, odpadają części karoserii, spoilery, a szyby się tłuczą. Mimo, że z Burnoutem spędziłem kilkadziesiąt godzin, to widok ten mi się w ogóle nie znudził, a to o czymś świadczy. Jednak z recenzenckiego obowiązku muszę się przyczepić do sporadycznych błędów w grafice. Samochody czasem przenikają przez niektóre elementy, kilka razy pojawiły mi się jakieś rozmycia, a na teksturach da się zauważyć białe plamy. Jednak są to tylko nic nie znaczące wady i z czystym sumieniem oprawie graficznej wystawiam ocenę 8+. Warto również dodać, że animacja ani na moment nie zwalnia czy przycina. Wzorowa robota.

Grafika piękna jest i basta. Jednak nie można powiedzieć tego samego o oprawie dźwiękowej. Nie chodzi jednak o to, że jest ona zła. Jest ona specyficzna i nie trafi do każdego. Przeważają utwory ostre, czyli w sam raz do szaleńczej jazdy. Ja się na muzyce nie znam, ale te kawałki spodobały mi się ;) Dla zainteresowanych na samym końcu daje listę wszystkich utworów, a tutaj tylko wspomnę, że jedyną piosenką jaką wcześniej znałem ze słyszenia, był "Girlfriend Avril" Lavigne :) jednak tutaj znajduję się on w aż czterech wersjach językowych. Prócz standardowej angielskiej jest również hiszpańska, japońska i mandaryńska(!). Polskiej jak zwykle nie ma.

Na koniec wypadałoby napisać jakieś mądre podsumowanie, jednak nie zrobię tego. Napiszę tylko, że jeśli jesteś fanem tego typu gier bądź grałeś w poprzednie części tą powinieneś łykać bez zastanowienie. Jeśli natomiast masz zamiar zacząć przygodę z serią Burnouta to polecam sprawdzić ten tytuł u kolegi bo nie każdemu przypadnie on do gustu.

OCENA 8+

GRAFIKA 8+   AUDIO 8 GRYWALNOŚĆ 9

+ dynamika
+ grafika
+ długość
- sporadyczne błędy

Developer - Criterion Games
Rok produkcji - 2007

Lista utworów:
Forward, Russia – Nine
Alice in Chains – Would?
Army of Anyone – It doesn’t seem to Matter
Army of Me – Going Through Changes
Avril Lavinge – Girlfriend
B’z – FRICTION
Brand New – The Archers Bows Have Broken
Bromheads Jacket – Fight Music for the Fight
Dead Identities – Long Way Out
Earl Greyhound – S.O.S.
Filter – Hey Man, Nice Shot (Big Mac Mix)
Hot Hot Heat – Give Up?
Jane’s Addiction – Stop!
Killswitch Engage – My Curse
Korekta by KamiloPL
LCD Soundsystem – Us v. Them
Lifetime – Haircuts and T-Shirts
Make Good Your Escape – Beautiful Ruin
Maxeen – Block Out the World
N.E.R.D. – Rockstar (Jason Nevins Remix)
Saosin – Collapse
Senses Fail – Calling All Cars
Shadows Fall – Burning the Lives
Shiny Toy Guns – Le Disko
Skybombers – It Goes Off
Sugarcult – Dead Living
The Confession – Through These Eyes
The Fratellis – Chelsea Dagger
The Have – One Step Ahead
The Photo Atlas – Red Orange Yellow
The Styles – Glitter Hits (J. J. Puig Mix)
The Sword – Freya
Trivium – Anthem (We Are the Fire)
Wired All Wrond – Lost Angeles





poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Hyde Park #8




Trochę mnie tutaj nie było (w sensie w Hyde Parku). A to Olimpiada, a to chwilowe wypalenie się przez Comic-Con a to własne lenistwo jednak w końcu wypadałoby napisać co słychać u mnie. Telewizji już nie oglądam bo nasi herosi nie "walczą" o medale więc mam więcej czasu na seriale. Udało mi się obejrzeć kilka nowych pilotów większość to średniaki do których już z pewnością nie wrócę. Piję tutaj do Rookie Blue, Royal Pains, Longmire, Dallas czy znienawidzone przeze mnie Angry Menegment. Obiecująco za to zapowiada się Lost Girl, Eureka i Better off Ted. Szkoda tylko, że nie ma czasu żeby to wszystko sprawdzić już teraz bo wciąż nadrabiam stare produkcji i już niedługo wrzesień i fala powrotów i premier. Będzie się działo. Sprawdziłem też parę pierwszych odcinków Suits (czyli po naszemu W garniturach). Serial w zeszłym roku zyskał olbrzymią popularność, ale muszę się przyznać, że nie wiem czemu. Owszem jest przyjemny, dobrze się ogląda, ale to typowa wakacyjny produkcja - obejrzeć, dobrze się bawić i zapomnieć. Największa bolączka to sprawy, które same się rozwiązują i... zresztą wrażenia z Suits to temat na zupełnie inną notkę, ale to dopiero po finale S01. The Good Wife i obecnie emitowane Damages dużo lepsze jeśli chodzi o kategorie seriali prawniczych.


Co dziwne udało mi się przez ten czas obejrzeć jeden film - Transformers 3. Tak wiem szmira, ale dobrze się bawiłem. Sam nie wiem czemu bo poprzednia część była słabiutka. Paradoksalnie najlepsze momenty były na początku zanim zaczęła się cała warta kilkadziesiąt milionów dolarów akcja. Ogromny plus za głos Leonarda Nimoy i małą rolę Alana Tudyka. Ich obecność bardziej mnie cieszyła niż występ super seksownej Rosie Huntington-Whiteley. Taki ze mnie geek, który przekłada Firefly'a nad aniołki Victoria's Secret.


Aż mi się głupio przyznać, ale ostatnio więcej gram w Diablo 3 niż oglądam seriale. Dawno żadna gra nie przykuła mnie tak do siebie, a głupie farmienie przedmiotów i kilkudziesięciokrotne powtarzanie tego samego zadania jest straszni rajcowne. Coś czuje, że utkwię w świecie Sanktuarium na dobre. Poza tym lamię w Battlefielda 3 przez sieć. Nie umiem w to grać, ale i tak mam radocha jak mnie zabijają. Skończyłem też Uncharted 2 - co za gra! Wciągająca fabuła, cudowni i zróżnicowani bohaterowie, dynamiczny gameplay i to wszystko okraszone piękną grafiką. No i w multiplerze czasem zabijam więcej ludzi niż mam zgonów. Uncharted 3 na pewno kiedyś wyląduje na mojej półce. Tak jak The Last of Us, które zachwyca swoimi trailerami. A w międzyczasie mam jeszcze do skończenie jedną część Ratchet and Clank oraz Mirror's Edge, którego stylistyka jest godna uwagi.


W końcu też nadrobiłem literackie zaległości. Trzy zaległe książki ze świata Diuny przeczytane. Bitwa pod Corrinem tylko ok, oczekiwałem czegoś bardziej epickiego i zakończenie dość średnie. Dobrze, że we wrześniu Rebis wyda pierwszą część Szkół Diuny więc będzie można poznać dalsze losy bohaterów. Wichry Diuny też zasługują na ocenę dobrą i sam nie wiem czy cenią ją bardziej od poprzedniej. Ma wszystkie wady i zalety interqueli. Szkoda tylko, że nie zostawiono pierwotnego tytuły bo Jessica z Diuny o wiele bardziej by pasowało do tej książki. Dom Atrydów zaskoczył mnie pozytywnie i chyba najlepiej prezentuje się z tej trójki. Książka dzieje się jakieś 40 lat przed wydarzeniami z oryginalnej Diuny, a głównym bohaterem jest Leto. Wiem co się wydarzy, wiem jak się skończy, a przynajmniej tak mi się wydaje. Na prawdę godna polecenia i ciekawie poszerza wszechświat Diuny. Szkoda tylko, że jest trochę nieścisłości względem Legend Diuny, które strasznie irytują (nieścisłości, nie Legendy) podczas czytania mimo że nie wpływają na odbiór książki. Przeraża mnie tylko, że przede mną do kupienia jeszcze pięć tomów i ewentualnie Marzyciel Diuny jeśli Rebis pokusi się na biografię Herberta. W sumie cała kolekcja będzie kosztowała ponad tysiąc złotych, ale warto bo już 14 tomów prezentuje się epicko, a co dopiero 20. Teraz męczę (to chyba dobre słowo) Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa. Jedynie tysiąc sto stron przygód najsłynniejszego detektywa. Jeśli (gdy) ją skończę to go pokocham lub znienawidzę.


 

 

 

piątek, 13 lipca 2012

San Diego Comic-Con #2

Kolejne plakaty i w sumie znowu nic specjalnego. Grafiki z Supernatural, 666 Park Avenue, Arrow i The Vampire Diaries już widzieliśmy, albo były bliźniaczo podobne. Nikita nie zachwyca (standardowe ujęcie z postaciami) tak jak The Following (czcionka jak z plakatów Zmierzchu). Pozytywnie na tym tle wybija się The Big Bang Theory, ale też plakat nie jest jakiś rewelacyjny. Na takiej imprezie jak Comic-Con nie mogło zabraknąć zapowiedzi Hobbita. Plakaty to zwykłe portrety bohaterów, ale i tak warto rzucić okiem. Ciekawie wyglądają ramki stylizowane na elficką sztukę. Minimalistycznie prezentuje się grafika z The Bourne Legacy i chyba dlatego jest to jeden z najładniejszych plakatów z tej grupki. Jednak palma pierwszej należy się Sons of Anarchy. Fenomenalna czarno biała grafika z  pomysłowym SoA, Jaxem w centrum i Clayem jako outsiderem. Nawet Tara i Gemma na motocyklach!


Impreza ruszyła pełną parą to i zaczęły się pojawiać informację o jakości pilotów. Dla tych, którzy choć trochę się tym interesują bez zaskoczenia - pozytywne opinie po Arrow, Cult i The Folliwing, negatywne po prezentacji Revolution i 666 Park Avenue. Tako rzecze Jakub Ćwiek, a z opinią o Arrow zgadza się kilka innych stron.Tutaj mamy nowy fragment serialu. I jest widowiskowo i brutalnie. Bliżej temu do nowego Batmana czy Bonda niż do Smallville. Wystarczająca rekomendacja? Jeśli ktoś zainteresowany to dość obszerny opis wyemitowanych pilotów tutaj. Jeszcze trochę o Revolution - tym razem prawie 2 minuty wrażeń od IGN, które krótko można podsumować "very solid" w co akurat nie chcę mi się za bardzo wierzyć.


Elysium się promuje. Co to takiego? Nowy film sci-fi twórcy District 9 czyli dla mnie obowiązkowa pozycja. Jest już oficjalny opis, teraz przyszedł czas na parę szkiców koncepcyjnych. Trzeba przyznać, że prezentuje się to fenomenalnie i chyba nie tylko mi przypomina to Cytadele z Mass Effect. W okolicach hal wystawowych stoi również replika jednego z pojazdów. Tutaj design już tak nie powala, ale na ekranie będzie się to prezentowała zdecydowanie lepiej dzięki magikom od efektów specjalnych.


Oczywiście nie mogło zabraknąć randomowych zdjęć z hal. Tutaj klasyk z Hobbita czyli trolle. Chyba każdy kto czytał książkę wie z jakiej to sceny. Tutaj natomiast pokaźna galeria z wycieczki po halach - maski z Star Wars, figurki Warhammera, komiksowe sprzączki do paska, reklamy Spartacusa, kolejne promocje Elysium, Żelazny Tron z Game of Thrones, policyjna budka Doktora czy niesamowity  obraz Yodą.


W nowym Tomb Raiderze zakochałem się już podczas pierwszej prezentacji. Mroczny klimat, Lara nie jest już symbolem seksu i widoczna inspiracja Uncharted. Do premiery wciąż daleko, dostaliśmy już sporo materiałów promocyjnych, a ja dalej jestem zachwycony. Ostatni gameplay to tylko potwierdza. Pokazano zdobywanie łuku, polowanie na zwierzęta i trochę eksploracji. Fenomenalna oprawa i animacja. Widać jeszcze, że wciąż dużo roboty, ale ja to już chcę. Pozostaje trzymać kciuki do marca przyszłego roku. Co najmniej.


Premiera The Dark Knight Rises coraz bliże więc nie dziwi wysyp informacji o Batmanie. Mówi się o prequelu Arkham Asylum, nowym evencie z Jokerem w komiksach, wyszła świetna kompilacja na youtube I'am Batman, a teraz pokazała się zapowiedź dokumentu The Batmobile, a w nim głos zabierają m.in. Nolan, Burton i Bale. Szczęśliwcy w San Diego mogą obejrzeć i zrobić pamiątkowe zdjęcia z każdym z wózków. Zazdroszczę. Jeśli ktoś chciałby nabyć jakieś gadżety związane z Batmanem może w tym filmiku znajdzie coś dla siebie - batskarpetki, batkoc, batbluzka czy batkurtka motocyklowa. Chętni na skarpetki z pelerynką?


Znowu napiszę o Firefly, ale ten serial na to zasługuje. Pojawiła się 1,5 min zapowiedź panelu całkiem ładnie zmontowana. Warto obejrzeć, łezka się w oku kręci.


The Walking Dead promuje się całkiem ładną dioramą z Michone (tajemnicza babka z finału S02) i jej zombiakami. Wygląda to bardzo klimatycznie. Jednak wszyscy i tak czekają na zwiastun nowej serii.


Panel The Dark and The Edge dotyczący komiksów DC za nami -większa rola Frankenstaina, epicka historia w Animal Man i Justice League Dark, Phantom Stranger mroczną opowieścią, Sword and Sorcery to post-apocalyptic fantasy (zachęcające!), wojna z zombie potrwa jeszcze parę numerów w I,Vampire, Jeff Lemire w młodości nie czytał i nie oglądał horrów (trudno w to uwierzyć widząc jego dokonania) i tyle co by mnie interesowało.


Co u komiksowego Batmana? Scenarzysta głównej serii czyli Scott Snyder powiedział: "First I want to thank all of you for the support behind Batman. I say, Avengers vs X-Men, who would win? Batman." Już jestem optymistycznie nastawiony. Potem chwalenie nowej serii - tradycja. Miło, że potem rozdawali widowni maski Sów. O powrocie Joker :"It's going to be the craziest, darkest, probing Joker story ever.", "It's the creepiest things I've ever written in comics." Trzymam za słowo!


W końcu jest jakiś konkretny zwiastun nowej produkcji - zapowiedź Oz: The Great and Powerful. Jest bajecznie, trochę w stylu Burtona, Franco jak zwykle daje radę, a Kunis urocza jak zawsze. Nad efektami jeszcze trzeba popracować, ale czasu jest sporo. Jednak nie jaram się tym zbytnio. Na horyzoncie wiele ciekawszych filmów.


Wywiad z główną parą aktorską z Beauty and Beast - Bestia będzie przypominała Hulka, zła korporacja jakiś spisek, mroczniejsze i zupełnie inne od oryginału, zupełnie inne od Smallville. Było trochę śmiechu, przyjemnie się oglądało, ale i tak mnie nie zachęcili do samego serialu.


Na koniec wspólne zdjęcie Felici Day i Setha Greena. Znacie? :)

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Hyde Park #7

Sesja sesją, ale seriale oglądać trzeba. Prawda że piękna sentencja? I jakże prawdziwa. Mimo widma zbliżającego się egzaminu obejrzałem więcej odcinków niż w przeciętnym tygodniu. I zamiast urozmaicenia skupiłem się na dwóch produkcjach. Pierw błyskawicznie skończyłem S01 The West Wing. Ostatnie cztery odcinki i dwa premierowe zleciały błyskawicznie. Dawno mnie tak serial nie wciągnął, a każdy odcinek kończył się z myślą "chcę więcej!". A wszystko to dzięki niezwykle efektownym dialogom i postacią, których po prostu nie sposób nie pokochać. Może i serial jest amerykański z flagą powiewającą na wietrze, ale to jak jest zrobiony zasługuje na uwagę. Szczególnie jak działania zmierzają do jakiegoś konkretnego celu. Polecam mimo tego, że serial jest z minionego tysiąclecia. Kolejnym pożeraczem czasu jest Revenge. Serial przeszedł u mnie długą drogę - od typowej obojętności do zakochania się po uszy czego się absolutnie nie spodziewałem. Już pilot był zachęcający z potencjałem na mroczną historię. Potem przyszła chwila zwątpienie, że mamy procedural i jeden odcinek = jedna ofiara, ale nic mylnego. Po paru odcinkach nadszedł czas na reperkusję trwającej zemsty, wszystko coraz bardziej się komplikowała i teraz pierwotny plan nie jest już taki łatwy do zrealizowania. Do tego jestem zafascynowany główną bohaterką. Słodka, ale za uśmiechami skrywa swoją drapieżną naturę. Szczególnie ciekawie wypada odkrywanie jej przeszłości. Wart odnotowanie jest też koniec drugiego sezonu Game of Thrones. Ludzie mówią, że był słabszy od poprzedniego. Ja natomiast dostałem kolejną dawkę tego co chciałem z epickim Blackwater na czele. Jak na telewizję, ba nawet jak na film, wyszło to przednio. Może i brakuje w tym wszystkich szerokich plenerów, ale nie ma co narzekać bo ten serial skupia się na bohaterach i tego właśnie od niego wymagam - dalszej eksploracji postaci i jak najczęstszego odchodzenia od książki.


Już niedługo początek E3. Niby mają to być najsłabsze targi od wielu lat, ale i tak zapowiada się najgorętszy okres w roku dla branży gier obok Bożego Narodzenia. Zapowiedzi będzie mało, ale ja liczę na pokaźną dawkę zwiastunów. Po obejrzeniu zapowiedzi nowego Tomb Raidera stwierdzam, że chcę to mieć. Brudno, mrocznie, filmowo i klimatycznie. Historia zatoczyła koło i teraz to Lara czerpie inspiracje od Uncharted. Dawnguard czyli DLC do Skyrim narobiło smaka. Trochę szkoda, że znowu eksploatowany jest temat wampirów, ale takie czasy. Ja jednak poczekam na jakieś Game of the Year i zakupie sobie edycję ze wszystkimi dodatkami. TES Online mnie nie jara. Za dużo jest MMO na rynku, a ja nie mam ochoty wydawać co miesiąc pieniędzy na grę w którą pogram raptem parę godzin tygodniowo. Nie mówiąc już o tym że wolałbym poświęcić ten czas na singlowe historię. A z tych koniecznie muszę sprawdzić nową Castlevanie. Szkoda tylko, że nie wyszła edycja z dodatkami. Strasznie mnie irytuje, że muszę jeszcze dopłacać żeby dostać pełną grę. Już wolę poczekać ten rok i dostać kompletny produkt niż wybrakowany tytuł.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Hyde Park #2

Fringe z piątym i zarazem finałowym sezonem! Zdecydowanie wiadomość tygodnia, dawno nic tak bardzo mnie nie ucieszyło bo od przeniesienia serialu na piątek drżałem o jego przyszłość i jak widać bez powodu bo nie dość że dostał czwartą serię to jeszcze mimo fatalnej oglądalności zasłużył na zakończenie historii i finałowe 13 odcinki. Stacja FOX tym ruchem odkupiła się w moich oczach, nie uważam jej już za największe zło i częściowo wybaczam to co zrobili z Firefly. Prawdopodobnie jednak w przyszłym roku po finale serialu będę na nich klął że to już koniec, że więcej nie zobaczymy naszych ulubionych bohaterów i że chcemy więcej bo historia dalej jest niesamowita ;) Jeśli chodzi o inne produkcje to udało mi się skończyć S02 Luther i S01 Hell on Wheels. Co do tego pierwszego to mogę się tylko zgodzić z jednym z felietonistów filmwebu - John Luther to Mroczny Rycerz Londynu, miasta zepsutego, pełnego morderców, psycholi i zwyrodnialców gdzie ciężko znaleźć kogoś z czystą duszą. Idris Elba zasłużenie dostał za tytułową rolę Złotego Globa. Hell on Wheels również mnie wciągnęło swoją powolną narracją, brudnym klimatem dzikiego zachodu i eksponowanym na każdym kroku dualizmem oraz niezwykłymi bohaterami. Jest to typowy serial od AMC więc albo się go pokocha albo szybko znienawidzi. Ja należę do tej pierwszej kategorii. Muszę też napisać, że jestem pozytywnie zaskoczony końcówką S02 Friday Night Lights - serial wrócił na dobry tor, irytujące wątki zostały ograniczone do minimum i znowu serial wciąga. Nic tyko oglądać dalej.


Filmów nie widziałem żadnych, ale jak pomyślę że już niedługo będę mógł obejrzeć Cabin in the Woods lub The Avengers to mnie skręca że jeszcze tyle czekania. Do tego jeszcze nowy Star Trek w produkcji, Niezniszczalni 2, Skyfall, Spider-Man i las but not least Mroczny Rycerz Powstaje, który mimo idiotycznego tytułu najlepiej zapowiada się z nich wszystkich. Jest też Hobbit, który o dziwo nie wzbudził wielkiego entuzjazmu na targach gdzie był pokazywany, a to wszystko przez nową technologię 48 klatek. Ja tam jednak się tym nie przejmuję bo film słaby na pewno nie będzie.


W tym tygodniu udało mi się też odkurzyć moje PSP co wynikło z długiej podróży pociągiem. Nie miałem ochoty na poważniejsze gry więc odpaliłem sobie Puzzle Quest i mnie znowu wciągnęło. Szkoda tylko, że dalej mam wrażenie, że komputer mnie oszukuje... Pograłem znowu w Real of Mad God i znowu się nieźle na wkurzałem - nic tak nie irytuje jak zgon przez laga po kilku godzinach pakowania postaci... Z milszych rzeczy to dzięki poprawie pogody można było pograć w piłeczkę na świeżym powietrzu. I liczę że więcej sobie w to pogram, a jeśli nie zostanie telewizja i Liga Mistrzów. Finał niestety nie zapowiada się fascynująco - Chalsea i Bayern. Na pewno nie będzie takich emocji jak w meczach półfinałowych. Natomiast w poniedziałek derby Manchesteru w których rozstrzygnie się walka o mistrzostwo Anglii. Glory glory Man United!


Jak napisałem tak zrobiłem - udało mi się poczytać Rise of the Vampires czyli crossover I, Vampire i Justie League Dark - epicka rzecz. Dawno czegoś tak dobrego nie czytałem. Zdecydowanie te dwa komiksy należą do mich ulubionych. Zaczęła się również Noc Sów w Batmanowych tytułach. Początek dobry, ale nie wzbudził we mnie takich emocji jak historia z wampirami jednak to był dopiero początek a Snyder udowodnił że jest utalentowanym scenarzystą i ja w niego na pewno nie będę wątpił.

sobota, 31 grudnia 2011

Marvel Ultimate Alliance [PSP]




Kilkadziesiąt lat temu komiksy były rozrywką dla dzieci i żaden dorosły nie przyznałby się, że je czyta. Teraz bohaterowie obrazkowych książek są wszędzie: gry, kino, zabawki czy płatki śniadaniowe. Można nawet powiedzieć, że w Hollywood jest bum na adaptację komiksowe. Mieliśmy m.in. trylogię X-Men, Catwoman, Superman, Spiderman, Batman, a nadchodzi Liga Sprawiedliwości, nowy Hulk, Wolverine, nawet Thor i Magneto. Skoro filmy zarabiają miliony dolarów, to i z grami powinno być podobnie i zaczęto robić adaptację komiksowych filmów. W większości słabe i najeżone bugami, ale za to sprzedające się znakomicie, bo jakie dziecko odmówiłoby sobie ponownego przeżycia wydarzeń z ekranu. Na szczęście od czasu do czasu wychodzi gra, która nie jest na podstawie żadnego filmu tylko bazuję bezpośrednio na komiksie. Tak było z The Incredible Hulk: Ultimate Destruction i X-Men Legends. Ta druga gra doczekała się kontynuacji i twórczego rozwinięcia, czyli recenzowanego właśnie tytułu, Marvel Ultimate Alliance.

Po przydługim wstępie mogę zając się fabułą gry. Niestety nie jest porywająca, ale nie można powiedzieć, że brak jej rozbudowania. W telegraficznym skrócie żeby nie psuć wam zabawy: Dr Doom założył organizację superzłoczyńców o złowieszczej nazwie Master of Evil, a ty wraz ze swoją drużyną złożoną z bohaterów uniwersum Marvela musisz go powstrzymać. Prawda, że proste? Nie jeśli w międzyczasie będziesz musiał odwiedzić Atlantydę, Asgard, Murderworld, Mephisto's Realm  i jeszcze ciut, ciut. Fabuła jest tutaj tylko pretekstem by odwiedzić znane miejsca i pogadać z bohaterami, których jest sporo bo aż 27 grywalnych(z czego część do odblokowania) i o wiele więcej npców. Od czasu do czasu trafimy na unikatową rozmowę, jednak zależy to tylko od szczęścia bo nie wiesz, którym hirołem musisz zagadać by ją odblokować. Mi się to udało tylko kilka razy na całą grę. Do fabuły mam jedno poważne zastrzeżenie - twórcy starali się wrzucić do gry jak najwięcej lokacji i postaci, że czasami sami się zastanawiamy jak ma nam to pomóc w pokonaniu Doktora Dooma i uratowaniu świata.

Mechanika gry jest prosta jak drut - idziesz przed siebie i rozwalasz wszystko co się rusza, pełza czy lata. Dzięki temu zdobywasz punkty doświadczenia za które możesz zupgradować postać. Jeśli przypomina wam to Diablo to bardzo dobrze myślicie. Jedyne różnica to zamiast klikania LPM masakrujesz X, a zamiast jedną postacią grasz czterema, między którymi możesz się dowolnie zmieniać w zależności od potrzeb bądź widzimisię. Każdy z bohaterów posiada odmienne zdolności specjalne np. Wolverine wykonuję superszybkie ataki pazurami, Ironman potrafi strzelać, Spider bawi się siecią, a Blade ostrzami. Postacie mają po kilka umiejętności i każda jest przydatna. Niektórzy zamiast podwójnego skoku potrafią latać, a Spiderman buja się na pajęczynie. Walka jest zajmująca, ale po paru godzinach zaczyna nużyć, dobrze że od czasu do czasu rozwiązujemy proste zagadki logiczne. O zacięciu nie ma mowy, wystarczy tylko trochę po główkować.

Nazywanie MUA action-RPG to lekkie nadużycie. Lepszym określeniem byłoby bijatyka z elementami RPG. Craftowania czy alchemii nie ma tu w ogóle, questy wykonuję się z marszu, nie musisz nawet patrzeć na ich opis. Sklepów gdzie możesz opchnąć zdobyczny ekwipunek(możesz nosić tylko jeden item na sobie) nie ma, wystarczy tylko wcisnąć odpowiedni przycisk w menu, a kasa pojawia się na naszym koncie. Przydzielanie skilli i ekwipunku też możesz zupełnie olać bo wystarczy, że wciśniesz funkcję automatycznego rozdzielania i konsola robi wszystko za ciebie. Cieszy natomiast, że jeśli wybierzesz odpowiednią grupę bohaterów do dostajesz przypisany do niej bonus.

Do oprawy graficznej nie mam większych zastrzeżeń. Wszystkie efekty zostały bardzo ładnie opracowane, a modelom naszych postaci wiele zarzucić nie można. Gorzej jest z co większymi bossami(czasami, zastosowano podobny patent jak w God of War, żeby ich pokonać trzeba wciskać odpowiedni klawisz, który pojawia się na ekranie), którzy rażą swoją kanciastością. Animacja na szczęście nie przycina nawet jeśli na ekranie pojawi się ponad 10 postaci, odpalimy nasze skille, a kumple zajmą się destrukcją otoczenia. Oprawę graficzną można streścić w kilku słowach: rzemieślnicza robota i nic więcej. O wiele lepiej prezentują się przerywniki filmowe, które są dynamiczne i widowiskowe. Szkoda tylko, że mają minimalne opóźnienie napisów.

O strefie audio mogę napisać, że nie ma na co narzekać. Muzyka jest taka jaka powinna być. Nie przeszkadza i zagrzewa do walki. Pochwalę za to ludzi, którzy podłożyli głosy. Niemal wszystkie wypowiedzi możemy usłyszeć i co ważniejsze są one bardzo dobrze dobrane. Podoba się przede wszystkim głos Wolverina i Spidermana. Oby więcej takich przedsięwzięć.

Marvel Ultimate Alliance to gra dobra, ale ma jedną poważną wadę - monotonia. Po kilku godzinach gry denerwują przede wszystkim walki, które powinny być największą zaletą bo ile można naciskać kilka przycisków na krzyż. Sprawa ma się podobnie z miejscówkami - gdy odwiedzasz pierwszy raz jakieś miejsce jesteś nawet pod wrażeniem, ale im dłużej w nim przebywasz tym gorzej. Dobrze, że miejscówek jest sporo. Prócz tego od czasu do czasu pojawiają się drobne błędy jak blokowanie postaci albo ich przenikanie. Na szczęście są to sytuacje sporadyczne i nie przeszkadzają.

Gra ta jest adresowana dla wielbicieli szybkiej i nie wymagającej akcji oraz dla fanów Marvela którzy w tym tytule z pewnością się zakochają. Ja przed zakupem radzę wypróbować grę żeby potem nie żałować. Ja się na przykład dobrze bawiłem. przynajmniej przez jakiś czas.

OCENA 7

GRAFIKA 7 AUDIO 7 GRYWALNOŚĆ 7

+ świat Marvela
+ szybka i niewymagająca zabawa
- prostota
- po pewnym czasie zaczyna nużyć