Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sci fi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sci fi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2012

Fringe S05E02 In Absentia


Fringe to serial niekonsekwentny. Na początku nie posiadający własnej tożsamości, rozbudowujący parę wątków, potem je porzucający, zmieniający kierunek rozwoju o 180 stopni i skupiający się na wojnie dwóch światów. Porzucono wątek Wzoru czy apokaliptycznych nawiązań. Wraz z 5 sezonem mamy kolejny zwrot, alternatywnej rzeczywistości nie ma, jest tylko szara przyszłość. I zupełnie nie przeszkadza, że serialowi brak spójnej fabuły na przestrzeni tych pięciu serii. To serial o ludziach w nadzwyczajnych sytuacjach. Jest to próba zgłębienia natury człowieka czyli tematu do którego konwencja sci-fi idealnie pasuje. I dlatego brak konsekwencji i skakanie po tematach należy twórcą wybaczyć i czerpać przyjemność z kolejnych przygód naszych bohaterów.


Odcinek drugi tak jak premiera serii zaczyna się flashbackem. Znowu dostajemy to samo wydarzenie - początek inwazji i zagubienie Etty. Nawet jest spotkanie w namiocie Olivii i Petera tylko, że tym razem dialog trwa trochę dłużej. Trochę rozczarowujące bo miałem nadzieje, że co odcinek będzie eksplorowany nowy, ważny moment walki z najeźdźcami. Jednak jest na to logiczne wyjaśnienie - tym razem śniła Olivia i to ona budzi się spocona i z krzykiem Etta na ustach. Pięknie pokazano, że trauma utraty dziecka dotknęła oboje rodziców i z chęcią się dowiem jak jej szukali w przeszłości. Ciekawe czy w następnym odcinku inwazją zostanie pokazana z perspektywy Astrid lub Waltera.


Z Ettą wiąże się kolejny ciekawy motyw odcinka i zapewne jeden z przewodnich wątków sezonu - poznawanie rodziny. Te nieznaczne gesty, spojrzenia na siebie, wymowne milczenie, często zakłopotanie, pokazują jak trudne są pojednania po tylu latach. Jednak jak to w rodzinie jest też zaufania, Olivia zdaje się na osąd córki mimo, że się z nią nie zgadza. Pozwala się jej wykazać samodzielnością mimo, że się o nią martwi. Zapewne chcę ją traktować jak małą córkę, ale zdaje sobie sprawę, że jest ona już dojrzałą kobietą z której zdaniem trzeba się liczyć. I bardzo dobrze, że serial poszedł w tym kierunku. Nie ma, przynajmniej na razie, oklepanego konfliktu pokoleń i durnych kłótni, które oczywiście skończyłby się pojednaniem. Jest za to powolne budowanie zaufania i próba odnalezienia się w nowej sytuacji.



Nie tylko rodzina odkrywa się na nowo, ale też Olivia próbuje się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Nie jest ona przyzwyczajona do tego brutalnego świata i musi na nowo zaakceptować reguły gry. Robi to jednak niechętnie i zarazem pozostaje wierna swoim zasadom. Wie, że nie może walczyć z Ettą i nakłaniać ją do tych samych zasad moralnych co sama wyznaje. Jej córka jest produktem zdegenerowanego świata, gdzie kolejny dzień jest walką o przeżycie, a mieszkańcy są pozbawieni nadziei na poprawę.. Dlatego też nie widzi problemów z torturowaniem i zabiciem lojalisty. Sam ruch oporu posługuje się równie brutalnymi metodami co siły rządowe, przystosował się do świata i uznaje, że ogień należy zwalczać ogniem. Jestem ogromnie ciekaw jak wyjdzie spotkanie resztek Fringe Division z ich przywódcami i jak się zmieni ich modus operandi. Olivia udowodniła Etcie, że wciąż jest nadzieje i że należy dostrzegać dobro w ludziach. To właśnie dobro i niezwykły hart ducha są zdolne zmienić świat.


Niezwykle ciekawie prezentowała się też historia schwytanego żołnierza lojalistów. Poznajemy go z dwóch stron - jako wiernego sługę najeźdźców i normalnego człowieka jakich wiele, nie pozbawionego skrupułów i wrażliwego. Znajduje się on w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Zszedł do laboratorium by karmić gołębie. Rzecz zupełnie abstrakcyjna w tym okrutnym świecie, a jednak ktoś nadal jest wrażliwy na przyrodę mimo, że służy tym złym. W rozmowach z Olivią i Ettą całkiem dobrze go poznajemy. Budzi tez w pewnym momencie naszą sympatię. Odkrywamy dzięki niemu czemu ludzie ulegają wrogowi, jest mowa o woli walki i poddaniu się. Szczerze mówiąc to chciałbym go jeszcze spotkać i zobaczyć jak jego życie się zmieniło. Czy nabrało sensu czy może tchórzostwo i wygoda zwyciężyło. Czy silniejsza jest chęć wiara w zwycięstwo czy uleganie instynktom.



Napisałem ponad 500 słów i jeszcze nic o fabule, ale to dlatego że jak nakreśliłem we wstępie - w tym serialu najważniejsze są postacie mimo, że sama warstwa fabularna jest niezwykle wciągająca i co odcinek każe zadawać pytania charakterystyczne dla najlepszych produkcji "co dalej?" i "czemu trzeba czekać na następny epizod tak długo?". Co się więc wydarzyło? Niewiele. Bishopowie (i Astrid) udali się do Harvardu by odnaleźć jakieś ślady zapomnianego planu Waltera. Tam znajdują kasetę, która odsyła ich do kolejnego materiału. I praktycznie tyle przez całe 40 minut. Trochę mi się to nie podoba bo przypomina to trochę grę RPG gdzie drużyna błąka się po świecie w poszukiwaniu artefaktów, które uchronią go przed zagładą. Jednak z perspektywy tych czterech serii jestem pełen wiary w twórców i pewien, że jeszcze nie raz nas zaskoczą.


Na koniec kilka spraw. Ta pierwsza to szalone zachowanie Waltera i jego nerwowe tiki. Czyli jednak Windmark poważnie uszkodził mózg Waltera i mamy powtórkę z dawnych sezonów. Szkoda bo liczyłem, że jednak teraz dostaniemy go opanowanego i metodycznego. Jednak mimo wszystko jego postać dalej potrafi rozbawić i wzruszyć. Nawiązując do niego muszę wspomnieć o Ministerstwie Nauki znanym z 4x19, które swoją siedzibę (lub przedstawicielstwo) ma w budynku Harvardu. Widzimy nieludzkie eksperymenty na ludziach i mózgach prowadzone przez Obserwatorów. Czyżby nawiązanie do prac Waltera, które on i Belly przeprowadzali w tym samym budynku?  W jednej z z sal można zaobserwować głowę Simona. To jednoznaczny sygnał, że Henry Ian Cusick nie powróci w całej okazałości. Można jednak liczyć, że jeszcze usłyszymy jego charakterystyczny głos. Liczę też, że zobaczymy Ginę. Harvard został zabursztynowany więc może i nasza ulubiona serialowa krówka przetrwała koniec znanego nam świata. Mam też marzenie żeby zobaczyć co dzieje się w innych rejonach globu, ale to chyba pozostanie marzeniem. To serial amerykański i pewnie tylko na Ameryce będzie się skupiał.



Podsumowując - kolejny solidny odcinek skupiający się na człowieczeństwie bohaterów i znowu nie wiadomo kiedy minęło to 40 kilka minut. Niestety mam ten sam zarzut co ostatnio - brak Niny i Broylsa. I oby następny epizod naprawił to uchybienie.


OCENA 4+/5

niedziela, 30 września 2012

Fringe S05E01 Transilence Thought Unifier Model-11





Jeden za nami zostało tylko (aż) dwanaście odcinków. Tylko bo premiera piątej serii przybliża nas do końca i nie pozostawia wątpliwości, że Fringe to najlepszy serial sci-fi emitowany w telewizji. Ba najlepszy serial sci-fi od paru lat stawiany przeze mnie na równi z Lost i Battlestar Galactica. Aż bo mało co, a ten rok mógłby być pierwszym bez mojego ulubionego serialu. Obecnie pozostaje się nam rozkoszować ostatnimi odcinkami serialu i chłonąć opowiadaną historię. Transilence Thought Unifier Model-11 zapowiada, że będzie warto.


Odcinek zaczyna się sielankowym widokiem - szczęśliwa para w parku wraz z bawiącą się córką. Jednak to co dobre szybko się kończy i dochodzi do zapowiadanej przez Septembra inwazji Obserwatorów. Matka zostaje ranna, córka ginie i na tym się kończy flashback. Akcja przenosi się do 2036 roku i ma miejsce dzień po wydarzeniach z 4x19. Czyli wszystko zgodnie z zapowiedziami. Uważam to za doskonały krok w celu odmienienia wizerunku serialu. Może i pomysły się nie kończyły, ale ta seria zapowiada się inaczej niż pozostałe przez co jest miłą odmianą. Najprawdopodobniej nie będzie odcinków proceduralnych, dostaniemy ciągłą historią jeszcze bardziej skupioną na bohaterach i przewodnim wątkiem zmierzającym w konkretnym kierunku - pokonaniu Obserwatorów.


Przeniesienie akcji w przyszłość pozwoliło wytworzyć nową dynamikę między postaciami i dodać sporo tajemnic z tych zaginionych lat. Jak wyglądały relację Petera i Olivii? Co działo się z Walterem? Jak Broyls został lojalistą (a może jest uśpionym agentem?)? Czy działo się coś ważnego? Bardzo emocjonalnie wypadły powtórne spotkania bohaterów - Peter martwiący się o córkę mimo, że to już dorosła kobieta, ponowne spotkanie jego z Olivią i w końcu matki z córką. Pięknie wyszły też sceny z Walterem jak opowiadał wnuczce o przeszłości. Dla mnie pomysł z wielopokoleniową rodziną walczącą o przyszłość świata to strzał w dziesiątkę. Ogromnie jestem ciekaw jak w dalszej części będą się rozwiały stosunki rodziców z odnalezioną córką i jak na skutek rodzicielstwa zmieni się podejście Petera do Waltera.



Początek tego sezonu zachwycił mnie też stylistyką. Może i Revolution było kreowane na serial post apo, ale klimat zagrożenie jest o wiele bardziej odczuwalny w Fringe. Zniszczone miasto, podziały społeczne, plakaty propagandowe, mundury przywodzące na myśl II Wojnę Światową czy handel żywym towarem. "What a miserable future" jak mówi Walter. Mamy też pewnego rodzaju manifest ekologiczny - orzechy jako forma płatności, pałki jajeczne i Central Park zamieniony na fabrykę CO2. Wszystko to tworzy spójną wizję świata, która urzeka i nie pozwala o sobie zapomnieć. Również czołówka podkreśla ten klimat z takimi słowami jak np. "Community, Joy, Individuality, Education". Końcowa scena pokazuje jednak że jest promyczek nadziei mimo tego, że wszystko wydaje się stracone


Aktorsko serial to dalej czołówka ogólnodostępnej telewizji. Główni aktorzy już dawno pokazali, że grać potrafią, ale ja po raz kolejny muszę napisać o Johnie Noble. Scena jego przesłuchania i tortury na nim to jeden z jego najlepszych występów. Było czuć jego ból i życzyło się Widmarkowi śmierci. Gdyby Fringe było emitowane przez HBO aktor ten już dawno dostałby jakąś statuetkę za tą rolę.


Niestety, ale w odcinku można się dopatrzeć kilku minusów. Po pierwsze brak Broylsa. Ja rozumiem, że odcinek miał się skupiać na rodzince Bishopów, ale chociaż jedną scenę mógł dostać. Nie podobało mi się zrobienie z Marhama szaleńca zakochanego w Olivii. Zawsze lubiłem tego bibliotekarza więc nie rozumiem tego ruchu twórców. Może i chodziło o to żeby pokazać jak ludzie zmieniają się pod wpływem reżimu, że wyciąga z nich to co najgorsze, ale dla mnie było to zwykłe zaprzepaszczenie potencjału tej postaci.



Jednak największy zarzut mam do akcji odbicia Waltera. Poszło zbyt łatwo, agenci Widmarka nie oddali nawet jednego strzału przy czym nasz gang zdejmował ich bez problemu. Może i akcji było w tym sporo, ale wszystko to miało mało sensu. Sam sposób w jaki dostali się do budynku też zbyt naciągany. Zupełnie przypadkiem natrafili na tajną broń, która miała służyć do zabicia dziesiątek Obserwatorów. Deus ex machina.


Rzeczą umilającą oglądania było też kilka smaczków odnoszących się do całego serialu. Najprostszym nawiązaniem jest konik morski w ostatniej scenie, który ma związek z symboliką tej produkcji. W innej scenie Walter podczas rozmowy z japonką powiedział, że niemal się z jedną ożenił, a jak wiemy kochanka Walternate'a była orientalnego pochodzenia. Czyżby chodziło o tą samo kobietą? Nowego znaczenia nabiera też kula, którą Henrietta nosi na szyi. Po finale było raczej oczywiste, że to ta którą Walter postrzelił Olivii, ale jest też inne wytłumaczenie - młoda Etta została postrzelona na początku inwazji. Mam nadzieje, że uda nam się zgłębić na przestrzeni tych 12 odcinków początek Obserwatorów w naszej rzeczywistości i dowiemy co działo się na przestrzeni tych lat z młodą panną Bishop.


Mimo kilku wad nie zauważyłem kiedy mi odcinek minął. To było intensywne 40 minut, które zbyt szybko się skończył. I zapewne tak będzie co sobotę aż do końca stycznia.


 

 

 

środa, 15 sierpnia 2012

Continuum S01

Jestem rozczarowany i to mocno. Pierwszy odcinek zrobił mi dobrze i byłem pełen dobrych myśli o przyszłości serialu, oczekiwałem przyzwoitego sci-fi ba zadowoliłbym się nawet tylko dobrym bo w końcu mamy ich poważny niedobór w serialowym krwiobiegu. Niestety nic z tego. Dostaliśmy kolejny procedural, który udaje że jest czymś więcej i ma pewne elementy science fiction. Nie jest tragicznie, niektórym ludziom się podoba i go zachwalają ja się zawiodłem i dlatego się tutaj wyżalę. Będzie też trochę zalet, ale tylko trochę.


Co najbardziej nie zagrało? Opowieść albowiem nie poświęcono jej należytej uwagi. W serialach kryminalnych mi to tak nie przeszkadza, niech sobie łapią przestępcę co tydzień, a coś ważnego niech się przejawia co parę odcinków. Tutaj jednak jest to niewybaczalne. Oczekuje zgrabnej historii, wykorzystania potencjału postaci i nowo wykreowanego świata. W Continuum średnio sobie z tym dano radę. W pierwszym odcinku nakreślono zarys fabuły - Kiera protektorka z przyszłości cofa się do naszych czasów wraz z grupką terrorystów. Oni walczą o zmianę przyszłości ona o zachowanie status quo. I tak sobie walczą przez dziesięć odcinków pierwszego sezonu. No prawie bo w międzyczasie ona zajmuje się sprawami z którymi poradziłby sobie przeciętny policjant, a oni znikają. Niestety nie ma ciągłości opowieści, nie widać żeby ona zmierzała do jakiegoś konkretnego punktu. Owszem są dobre odcinki jak z uwięzieniem na farmie, ale często ich punktem zapalnym jest przypadkowość. Jednak jeśli już terroryści działają według swojego planu chcą coś zmienić to serial wciąga i pokazuje, że ma potencjał. Tylko w większości niewykorzystywany. Jest lepiej niż w przypadku Alcatraz, ale to wcale nie usprawiedliwia Continuum. Najgorsze jest jednak to, że podczas cliffhangeru sezonu nie ma nic odkrywczego. Mieli za szokować, a tak na prawdę już podczas pilota miałem wrażenie i były przesłanki, że to tak się potoczy. Niezbyt umiejętnie łączono też flashbacki z przyszłości (brzmi idiotycznie, ale właśnie o to chodzi) z fabułą odcinków. Niby miało to jakieś odzwierciedlenie, była klamra otwierająca i zamykająca epizod, ale co z tego skoro mało co wnosiło to do wiedzy o bohaterach i świecie. Lost z ich przebłyskami chyba nigdy nie zostanie doścignięty.



Postacie to kolejna rzecz, która mnie poważnie rozczarowała. Kira na początku intrygowała by potem zacząć irytować. Owszem nie od początku się przystosowała do naszego świata, ciekawie się oglądało jak uczyła się jeździć samochodem czy używać komórki, ale potem doskonale wtopiła się w współczesność. Zdarzały się jej błędy, ale w zamierzeniu miały być elementem komicznym co na dłuższą metę irytowała. Niestety myliłem się też co do wątku romansowego. Pojawił się i ten, a co najgorsze został przedstawiony mało przekonująco. Brakowało mi u niej konfliktu wewnętrznego, niezdecydowania, wahania czy walczy po dobrej stronie. Praktycznie przez cały sezon to ta sama postać, która chcę wrócić do domu i walczyć z terrorystami. Jej partner również niczym szczególnym się nie wyróżnia. Twardy policjant, radzący sobie w każdej sytuacji, czasem będący przeszkodą niż pomocą. Bohater papierowy, jest bo jest, jakby zginął serial by wiele nie stracił, a może i zyskał. O wiele ciekawiej od niego wypadają postacie drugoplanowe z komisariatu - sprytna informatyczka co zawsze rozbawi i charyzmatyczny szef policji. Jednak to terroryści grają pierwsze skrzypce i to ich najciekawiej się ogląda. Na początku jak radzą sobie bez swojego szefa, a potem jak zaczynają walkę. Która jednak nie jest tak efektowna jak bym tego chciał. Jednak to wtedy gdy oni przejmują inicjatywę robi się najciekawiej. Każde z nich odmiennie się zachowuje, wierzy w swoje ideały i są gotowi walczyć za sprawę. Jest też buntownik, który próbuje odnaleźć się w nowym świecie na własnych warunkach. Może też poznać genezę ich przywódcy, a finałowy odcinek sporo namieszał w ich strukturach. To oni są główną siłą napędową serialu. Jest też, Alec czyli dobry duszek Kiery, który niestrudzenie służy pomocą ze swojej szopy. Autentycznie się go lubi od pierwszych chwil i mam nadzieje, że wykorzystają jego postać w przyszłości. mam tyko jedno zastrzeżenie - wszystko mu się udaje. Złoty chłopiec w mig pojmuje technologię przyszłości. Za bardzo mi to przypomina naukowców z Stargate. O ile tam mieściło się to w ramach konwencji tak tutaj w z pozoru realistycznym świecie jest to trochę naiwne.


Kolejny zarzut jest do wykreowanego świata. Tyczy się on większości filmów i seriali, ale tutaj za bardzo mi się to rzucało w oczy. Niby walka idzie o losy planety, a akcja toczy się tylko w Kanadzie. Walka nie ma ogólnoświatowego zasięgu, a ma miejsce tylko, przy całym moim szacunku dla Kanadyjczyków, na peryferiach. Nie mogę sobie wyobrazić żeby największe zmiany w naszym społeczeństwie dokonały się właśnie tam. Na przestrzeni całego sezonu o przyszłości dowiadujemy się tylko trochę więcej niż w pilocie. Kiera wykorzystuje futurystyczną technologię, ma swój bajerancki kombinezon i bezpośrednią komunikację z Alecem i jest to efektowne. Jednak mało tego i nie licząc paru wyjątków nie robią one wrażenia.



Serial ten trochę mnie zadziwia. Z jednej strony głupimi dialogami, naiwnym rozwianiem niektórych wątków czy zbytnie popuszczanie wyobraźni przez scenarzystów (wątek z grami i programowanym mózgiem - żenada). Z drugiej ciekawie przedstawiono paradoks dziadka i inne problemy związane z podróżami w czasie. Czy powinno się zmienić przyszłość jeśli ma się taką możliwość? Czy śmierć babki wpłynie na moje obecne ja? Czy jest możliwość powrotu do swojej przyszłości czy świat będzie już zmieniony przez nasze dokonania? Czy jesteśmy w stanie coś zmienić czy nasze wysiłki doprowadzą do dobrze znanej rzeczywistości. Trudne tematy, które nadzwyczaj udanie są tutaj rozwinięte. Może i nie rewolucyjnie, ale to całkiem dobra rzemieślnicza robota i ten aspekt serialu na pewno będę miło wspominał.


Muszę też pochwalić finałowy epizod. Pisałem, że cliffhanger był przewidywalny, ale już całość była dość emocjonująca. Ważne wydarzenia dla przyszłości ma się rozegrać (czemu tylko nie próbowano budować napięcia przez cały sezon?! odliczanie na pewno by pomogło), a Kiera będzie chciała w tym wziąć udział. Mamy piękna klamrę, symboliczne przekazanie pałeczki i rozpoczęcie kilku ciekawych wątków które m.in. zbliżenie teraźniejszości z przyszłością.  Jest też pewien smutny wątek za który muszę pochwalić scenarzystów. Chyba najlepszy motyw całego serialu.


Na końcu sezonu liczyłem trochę, że w finale dostaniemy przeskok w czasie o jakieś 5 lat. Aż się o to prosiła żeby ten sezon potraktować jako wstęp służący przedstawieniu postaci i położeniu podwalin, a dalszą część jako rozwinięcie z zaczątkami Sadtechu i widocznymi zmianami w strukturze świata. Dodać kilka wątków politycznych i jeszcze bardziej rozwinąć motyw Liber8. Niestety jeszcze do tego nie doszło i przy obecnym tempie mam obawy, że jeszcze może to trochę potrwać. Chyba, że zostaniemy pozytywnie zaskoczeni.



W jednej z finałowych scen pojawia się książka, która ma ukształtować przyszłego przywódcę rewolucji. Jest to Opowieść o dwóch miastach Charlsa Dickensa. Tytuł kiedyś obił mi się o uszy nie znałem jednak szczegółów, ale jako że zawsze chcę wiedzieć więcej to przeczytałem notatkę z Wikipedii. I w sumie założenia w przypadku Continuum są podobne. Obraz przyszłości jako przestroga, która powinna wpłynąć na bohaterów, którzy są w stanie(?) zmienić świat. Terroryści czy raczej rewolucjoniści nie są tutaj tylko krytykowani. Wiemy, że źle robią, ale cel mają szczytny. Kolejny raz muszę napisać, że to właśnie ci źli zostali dużo ciekawiej i głębiej przedstawieni niż prawi bohaterzy.


Jak to wszystko prezentuje się od strony technicznej? Całkiem znośnie. Efekty specjalne są lepsze i mniej plastikowe niż w V, urządzenia z przyszłości nie przypominają tanich chińskich zabawek i przez większość czasu wszystko sprawia wrażenie solidnie wykonanego. Zdarzają się wpadki, ale nie są one mocno irytujące. Wszystkie walki i strzelanie do siebie też całkiem zgrabnie zostało zmontowane. Umiejętnie używany slow motion również cieszy. Od strony aktorskiej jest już trochę gorzej. Rachel Nichols jako Kiera męczy, a przeważająca większość zaledwie poprawnie odgrywa swoje postacie. Na szczęście jest charyzmatyczny Kagame, którego zwykle ogląda się z przyjemnością. Wciela się w niego Tony Amendola czyli Bry'tac z Stargate SG-1. I nie jest to jedyny aktor ze świata Gwiezdnych wrót który się pojawia. Mamy jeszcze Jennifer Spence, Lexe Doing (ale pięknie się starzeje!) i kilku aktorów drugoplanowych z innych znanych produkcji sci-fi m.in. Tahmoh Penikett.



Czy polecam serial? Nie... nie chcę żebyście mieli do mnie pretensje. Fani spragnieni sci-fi na pewno już obejrzeli, a ci co jeszcze się wahają mogą zaryzykować bo jest szansa że w S02 sporo się zmieni jeśli scenarzyści nie pokpią sprawy. Jeśli jednak nie podobał wam się pilot nie oglądajcie dalej. Przyszłość sci-fi o dziwo zapowiada się nadzwyczaj interesująca i całkiem możliwe, że jest szansa na renesans gatunku. Dwa seriale dziejące się w kosmosie od Syfy (w tym jeden od Bryana Fullera!), Incursion od twórcy Spartacusa, Blood and Chrome i kolejne plotki o telewizyjnym Star Treku. Jeśli choć jedna z tych produkcji dostanie zamówienie to Continuum będzie jedynie średnio smakowita przystawką. Na danie główne musimy jeszcze poczekać.


Ilość odcinków - 10


OCENA 3/5


poniedziałek, 11 czerwca 2012

Continuum S01E01 A Stitch in Time


Continuum to nowy serial kanadyjskiej stacji Showcase. Normalnie nie brałbym się za oglądanie nowej produkcji, ale że są wakacje i brakuje mi sci-fi w telewizji postanowiłem dać szanse tej produkcji. I w sumie jestem z tej decyzji zadowolony. Serial może i nie jest jakiś wspaniały, ale na podstawie pilota mam wrażenie, że szykuje się dziesięć godzin porządnej przygody mimo tego, że sam pomysł nie jest jakiś rewolucyjny. Najkrócej można go podsumować wyświechtanym sloganem "Fight for the future", który już nie raz przejawiał się w serialach czy filmach. Tutaj główną bohaterką jest policjanta która wraz z grupą skazanych na śmierć terrorystów cofa się w czasie o sześćdziesiąt lat, a następnie zaczyna na nich polować przy asyście pewnego hakera. Prawda, że proste? No nie do końca bo pierwszy odcinek miał kilka elementów, które mnie mocno zaintrygowały.


Przede wszystkim elementy fantastyczne. Efekciarska technologia, która wg. serialowej mitologii dopiero raczkuje, w rękach głównej bohaterki jest śmiercionośnym narzędziem. Mundur z opcją kamuflażu, kamizelki kuloodpornej czy posiadający możliwość generowania impulsu elektrycznego. Kamerki wbudowane w oczy, nowoczesna technologia komunikacyjna czy serum prawdy. A to przecież dopiero pierwszy odcinek i z pewnością gadżety z 2077 roku jeszcze nie raz nas zadziwią. Jest też "wehikuł czasu". Sama podróż zgrabnie wykonana, ale też nie próbowano jej naukowo wytłumaczyć. W pewnym momencie nawet serial puszcza do nas oko mówiąc, że jest kilka teorii o podróżach - że nie możemy nic zmienić lub że nasze działania wpłyną na oś czasu. Do tego jeszcze finałowy zwrot akcji (który jest do przewidzenia) jeszcze bardziej wszystko gmatwa i pozostawia nas z pytaniem: czy to wszystko zostało zaplanowane, dzieło przypadku, a może battlestarowa boska interwencja?


Najbardziej w tym serialu obawiam się tego, że dostaniemy procedural. Jeden odcinek = jeden terrorysta. Jednak na szczęście wszystko wskazuje na to, że tak nie będzie. I dobrze bo to z pewnością położyłoby to cały serial. Mamy dziesięć odcinków i w ich obrębie można przedstawić interesującą historię. Alcatraz w tym przypadku właśnie zawiódł - pomysł był podobny - więźniowie i podróże w czasie (tylko w drugą stronę), ale serial za bardzo chciał być następcą Lost. Widz zadawał pytanie i nie uzyskiwał żadnych odpowiedzi, a bohaterowie zamiast skupić się na istotnych sprawach latali za zbiegami bo przecież tylko oni w całym kraju mogli ich powstrzymać... Tutaj tego nie powinno być bo nie dość, że potencjalnych spraw jest mniej to jeszcze tutaj ci źli działają w sposób zorganizowany, w grupie i raczej ciężko byłoby ich wyłapać pojedynczo. Do tego jeszcze nie boją się zagrać agresywnie, a ich pojawienie się już wpłynęło na krajobraz miasta. Potencjał w historii jest i liczę, że nie zostanie zmarnowany.


Co najważniejsze postacie w serialu nie są nudne. Może Kiera, funkcjonariuszka z przyszłości, ma przez większość odcinka zbolalą minę, ale widz czuje do niej sympatie. Nie dlatego, że jest twardą policjantką będącą w stanie poświęcić życie, a dlatego że znalazła się w zupełnie nowym świecie. Jest zagubiona i do końca sobie nie radzi. Co ciekawe w przyszłości zostawiła męża i dziecko. Dziecko! Rzadko kiedy zdarza się, że główną bohaterką jest matka, a do tego odcięta od swojego potomstwa. Ciesze się ogromnie bo nie powinno być sztucznych wątków romantycznych i rozterek czy kocham tego czy tamtego. Będzie za to determinacja. Pierw w poszukiwaniu złoczyńców, a potem albo w międzyczasie próba znalezienia sposobu na powrót do domu. Powinno też być pogodzenie się z nową sytuacją, ale też wspomnienia utraconego domu. Ogromnie jestem ciekaw jak twórcy sobie z tym poradzą i trzymam za nich kciuki.


O pozostałych bohaterach nie można na razie wiele powiedzieć. Policjant wygląda na służbistę i może zacząć się podkochiwać w Kierze. Nie obraziłbym się gdyby zginał w jakiś dramatyczny sposób. Hakerek czyli Alec Sadler jest kimś znaczącym dla przyszłości. Przez większość odcinka był pokazywany przed komputerami i podczas rozmowy z przybyszką z przyszłości, ale już można sobie wyrobić o nim zdanie. Na pewno ma wprowadzać do serialu element humorystyczny co się udaje. Co ciekawe szykuje się też jakieś backstory związane z jego rodziną. Oby tylko miało to istotny wpływ na cały serial.


Równie istotna jest druga strona barykady czyli ci źli. Tylko czy na pewno tacy źli? Owszem posługują się okrutnymi metodami, część z nich to z pewnością psycho i socjopaci, ale jak to się mówi cel uświęca środki, a celem grupy Liber8 jest, a jakże wolność. Bo świat przyszłości nie jest wyśnioną utopią. Na razie nie wiemy o nim wiele, ale kilka faktów można już wyłuska - państwami rządzą korporację, albo raczej państwa zostały przez nie zastąpione. Wolność jest luksusem który nie jest dostępny dla wszystkich. Prawa obywatelskie są organiczne, a Protektorzy (ichniejsza policja) posługuje się brutalnymi metodami. Wszystko też jest monitorowane. Jak widać przyszłość nie będzie taka kolorowa. Dlatego działają oni, wojownicy o przyszłość. Z pewnością ich lider (Tony Amendola czyli Bra'tac z Stargate gdzie też stawiał opór tyranii) ma jak najczystsze intencję. Możliwe, że w dalszych odcinkach będzie ten temat często pruszany. Pytanie też co zrobi nasza bohaterka czy po jakimś czasie zmieni stronę i na podstawie naszego świata zobaczy co traci w przyszłości? A może stwierdzi, że u niej było lepiej bo wszystko było uporządkowane, a teraz jest chaos i za duża inwidualność.


Szczerze mówiąc nie sądziłem, że aż tyle wystukam o tym serialu, ale to dobrze. Znaczy to, że nie jest mi on obojętny i autentycznie interesuje się tym co się dzieje i ma wydarzyć. Główne postacie nie są mi obojętnie chcę poznać ich historię. Nie zapowiada się, że będzie to drugie Alcatraz gdzie już po dwóch pierwszych odcinkach nie obchodziło mnie czy bohaterowie zginą śmiercią brutalną czy będą żyli długo i szczęśliwie. Tutaj kibicuje Kierze, chcę żeby wróciła do domu, chcę dowiedzieć się więcej o bojownikach o wolność, chcę zobaczyć jak rozwiały się korporację i jak rozkwitła firma Sadtech. Po prostu chcę zobaczyć następny odcinek i dowiedzieć jak skończy się ta historia.