Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiadomości ze świata seriali. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiadomości ze świata seriali. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lutego 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #122 [26.01.2015 - 01.02.2015]

Zgodnie z niepisaną zasadą bloga by nie robić notek dzień po dniu niedzielne podsumowanie tygodnia z powodu karnawału blogowego pojawia się we wtorek. A w nim robię to co lubię czyli znęcam się nad Arrow i telegraficznie chwalę Banshee oraz The 100. Jeśli ktoś tęskni za ponadprzeciętnym stężeniem krwi na ekranie, nadmiarem seksu i testosteronu co oferował Spartacus powinien koniecznie rzucić okiem na perypetie Lucasa Hooda w Banshee. Ja jestem bardzo zadowolony z tego co dostaje i tylko czekam na notkę prasową od stacji Cinemax z informacją o zamówieniu czwartego sezonu. Przypominam też by dać szanse The 100. Diametralnie inny serial, ztargetowany do odmiennego odbiorcy, a daje mi równie dużo frajdy dzięki umiejętnemu budowaniu świata i nie zapominaniu o konsekwencji wydarzeń. Jak już nie raz pisałem - trochę Lost, troszkę Battlestar Galactica i szczypta The Walking Dead. Drama dla nastolatek i wątki romansowe? Kiedyś były. Ten sezon o nich nie zapomina, ale robią za nieprzeszkadzające tło. 

Tak wspominam o starych serialach i żal się robi, że nie ma ich już wśród nas. Jednak szansę na powrót zawsze są. Jak w przypadku Heroes. Miniseria o podtytule Reborn ma pojawić się latem, a transmisja Superbowl okazała się idealnym momentem na ujawnienie pierwszego teasera. Dziewczyna z mocami, Jack Colleman i Zachary Levi. I to wszystko. Można tylko spekulować, że Levi gra kogoś złego. Zastępstwo dla Zacharyego Quinto, który nie wróci do roli Sylara? Nie zdziwiłbym się. Tym bardziej, że telewizja ma ostatnio fioła na punkcie antybohaterów. Osobiście wolałbym Leviego zobaczyć w pozytywnej roli, a w serialu trochę więcej humoru. Już mam dość powagi i umraczniania historii.

Zeszły tydzień był dziwny. Nic istotnego nie zostało anulowane, a przedłużenia doczekała się jedna rzecz, która przedłużona być musiała. Mowa o Togetherness od HBO. Stacja przyzwyczaiła, że nie kasuje swoich seriali po pierwszym sezonie i mocno trzyma się tego postanowienia. Oby to samo było z nadchodzącym Westworld, za które mocno trzymam kciuki. Nawet jeden głupi obrazek  potrafi odrobinkę podekscytować.

Niestety nie mogę tego powiedzieć o Grze o Tron. Niby pojawił się nowy trailer, dużo dobrego pokazali, a ostatnia sekwencja w Yunkai robi niesamowite wrażenie (ta podążająca za akcją kamera!). Jednak wszystko to przyjmuje dosyć obojętnie. Bo wiem, że będzie dobrze. Nie napalam się, nie buduje hajpu, a jedynie czekam na serial, który zwykle spełnia moje oczekiwania. Ten sezon będzie się oglądało z jeszcze większym zainteresowaniem bo kolejne wątki dogonią te książkowe. Ponadto pewne jest, że telewizyjna Pieśń Lodu i Ognia skończy opowiadać historię przed książkowym cyklem. Ja się z tego powodu ciesze, ale puryści już grożą porzuceniem serialu.

Planowałem już nie pisać o serialowej Supergirl, ale ostatnie doniesienia mnie do tego zmuszają. Stacja CBS poinformowała, że w Jimmego Olsena wcieli się Mehcad Brooks. Nie byłoby w tym nic szokującego gdyby aktor nie był czarnoskóry co spowodowało lament w social media. Bo jak to zamiast rudego czarny? Gdzie wierność oryginałowi? Ból dupy podobny do tego gdy pojawiły się pogłoski mówiące o zagraniu Bonda przez Idrisa Elbę. Ludzie ogarnijcie się, jak postać będzie ciekawa to i Chinka może zagrać odpowiednika Olsena. Ocenimy jak zobaczymy. A że kłóci się z oryginałem? A od kiedy serialowe adaptacje komiksów są wierne swoim papierowym pierwowzorom?

Było o DC, musi być o Marvelu. Trzy nazwiska, jeden serial. David Tennant, Rachael Taylor i Carrie-Anne Moss w AKA Jessica Jones. Całkiem niezłą ekipę udało się zebrać do drugiego serialu MCU od Netflix. Pozostaje trzymać kciuki by premiera odbyła się jeszcze w tym roku. Najlepiej 6 miesięcy po Daredevilu. A za następne pół roku Luke Cage. Bo Marvelowych tytułów nigdy za mało.

Nie zapominajmy o Agentach T.A.R.C.Z.Y. Okazją do przypomnienia jest wypuszczenie krótkiego proma z nowymi scenami. Powrót Agents of S.H.I.E.L.D. już za miesiąc (4 marca). Zleci nie wiadomo kiedy.

Na koniec jeszcze łączony zwiastun seriali Syfy. Wymieszane z poplątanym, ale da się dostrzec nowe fragmenty z The Expanse i pierwsze ujęcia Olympus i Childhoods End. In Syfy we trust.

SPOILERY

Arrow S03E11Midnight City
Ciężko było przebrnąć przez ten odcinek i gdyby nie sceny akcji, które dawały wytchnąć mózgowi od nadmiernej głupoty pewnie bym musiał sobie robić przerwy. Jak zwykle na plus zaliczam Felicity i Raya, tutaj zawsze jest okazja by się uśmiechnąć. Dobrym pomysłem było czekanie z sprowadzeniem Olliego do Starling City i pokazanie, że nasi bohaterowie już stali się obrońcami miasta i nie potrzebują Arrowa. Pojedyncze dramaty, nieudane walki i zmagania się z swoimi słabościami - to wychodzi dobrze. I tyle plusów bo wątek Merlyna i Ligii niestety dalej obojętny.Zbyt wolno się rozwija, a Thea w nowej roli jest nieprzekonująca.

Laruel dalej jest katastrofalnie prowadzona. Jej braki w wyszkoleniu i nieudolność jest akurat dobrze pokazana i ciesze się, że nie stała się od razu swoją siostrą. Gorzej, że jej charakter dalej jest odpychający. Pewność siebie graniczącą z arogancją szkodliwą dla otoczenia, dążenie do celu łapiąc prawo, szantaże i brak szacunku dla własnego ojca, którego ciągle okłamuje. Jakby tego było mało scenarzyści dalej odwalają fuszerkę. W poprzednim odcinku pokazali soniczne gadżety Sary, a w tym o nich zupełnie zapomniano. Akurat wtedy gdy najbardziej by się przydały. Nie podoba mi się, że jej postać z powodu wymogów scenariusza ogłupia kapitana Lance'a. Jak mógł nie odróżnić dwóch córek diametralnie różniących się od siebie budową ciała pozostaje dla mnie zagadką.

Jednak największy problem mam z Brickem i jego gangiem. Rozumiem potrzebę stworzenie silnego przeciwnika na kilka odcinków. Przekonuje mnie jego próba porwania pani burmistrz. Ale stworzenie swojego własnego państwa w Glades to szczyt debilizmu. Inaczej tego się nie da nazwać. Wycofanie policji z dzielnicy nawet nie jest naciągane, jest przekroczeniem granicy zawieszenia niewiary. Bo jak to burmistrz rezygnuje z części miasta gdzie żyją tysiące ludzi, a ta dzielna policja, która walczyła z superżołnierzami Slade'a nie radzi sobie z gangiem Bricka? O Gwardii Narodowej, wojsku i innych militarnych organizacjach zapomniano. Komiksowy rodowód serialu nie ma prawa tłumaczyć takiego naginania rzeczywistości.

Co u Olliego? Nic. Absurdalnie głupie wyjaśnienie czemu przeżył upadek z kilkudziesięciu metrów (zimno go uratowało!), nic nie wnoszące rozmowy z przyszłą Kataną i Maseo oraz kolejne do niczego nie prowadzące flashbacki. O daniu znać bliskim, że żyję Ollie nie pomyślał bo po co, a jak widać Maseo telefon satelitarny ma.

OCENA 2.5/6

Banshee S03E03 A Fixer of Sorts 
O odcinku można wiele pisać, ale wszystko sprowadza się do jednej sześciominutowej scen walki między Burtonem, a Nolą. Festiwal krwi i zniszczenia wbijający w fotel i przypominający najlepsze starcia z Spartacusa. Krew, dynamiczna kamera płynąca za postaciami, pomysłowe wykorzystanie zwyczajnej dekoracji (te momenty wewnątrz samochodu!), postacie którym się kibicuje i brutalne fatality na koniec. To było niesamowite i wielka szkoda, że ktoś musiał zginąć.

Najlepsze w tym odcinku jest to, że działo się dużo więcej. Agent FBI rozszyfrował Hooda, potem zostali porwani i dostaliśmy kolejne niesamowite sceny. Z torturami w ciężarówce. I znowu akcja. Przeplatana akcją z Indianami i policjantami. Chciałbym by więcej seriali bawiło w ten sposób. Nie musi być wcale mądrze by dawać radochę. Czasem brutalny zastrzyk adrenaliny to wszystko czego potrzebujemy, a jeśli jest historia to tym lepiej. Czekam na reperkusję wydarzeń z tego odcinka.

OCENA 5.5/6

Brooklyn Nine-Nine S02E14  Defense Rests 
Niestety znowu słabszy odcinek. Kilka śmiesznych momentów w pojedynczych scenach, ale to wszystko. Zabrakło większej interakcji między postaciami i dobrych wątków, które można rozegrać. Wunch i Holt już nudzą, chociaż oglądanie emocji na twarzy Holta zawsze będzie zabawne). Boyles i Gina to samo - ona jest świetna, ale w tym odcinku jej dziwność była bardzo przeciętna. Najgorszy jednak był wątek Jake'a, który musiał zakończyć swój związek. Bo tak. Najgorsze, ze Sophia w tym odcinku była pisana tak jakby miało to być dobre rozwiązanie. Szkoda bo polubiłem tą postać w poprzednich dwóch epizodach.

OCENA 3.5/6

The 100 S02E10 Survival of the Fittest
Teoretycznie odcinek zapychacz. Główny wątek nie poszedł do przodu, było dużo miejsca dla mniej istotnych i pobocznych, bardziej budowanie kilku historii na dalszą część serialu. I wcale to nie przeszkadzało bo wszystko opierało się na prostej zasadzie przeciwieństw. Clarke z Lexą walczą z gorylem (w tym momencie uwierzyłem, że Grood w The Flash nie jest takim karkołomnym pomysłem) i zdobywają do siebie większe zaufanie i szacunek. Tak jak powoli Grounders zbliżają się do Skye People. Wciąż dzieli ich przepaść, ale powoli ją zasypują. Szkoda, że tak mało jeszcze współpracują, ale i na to przyjdzie czas. Bo by żyć w tym świecie trzeba mieć sojuszników. Inaczej się nie przetrwa. Zbyt dużo niebezpieczeństw.

Najsłabiej wypadł wątek Lincolna i Bellamy'ego. Cały odcinek szli, ale doszli do Góry. Przez cały odcinek był pokazywany strach Lincolna dlatego końcówka jest tym lepsza. Zamiast przezwyciężyć słabość przegrał i uległ nałogowi. Za takie rozwiązania lubię ten serial. Tak jak za wczesne budowanie przyszłych wątków. Tym razem Jaha zbiera swoich followersów i niczym jakaś sekta religijna wyruszą na wyprawę do City of Light. I coś mi tutaj pachnie motywem przewodnim na przyszły sezon. Wciąż oczekuje więcej klimatów post apo i zdewastowanego miasta. Nowy Jork Miastem Światła?

OCENA 4.5/6

The Flash S01E11 The Sound and the Fury
Po paru dniach od obejrzenia odcinka za wiele nie pamiętam poza tym, że mi się podobało. The Flash to na razie typowy serial do kotleta. Fajnie się ogląda, ale brakuje większych refleksji. Niby bohaterowie coś tam robią, minimalnie się rozwijają, ale prawdziwe zmiany przyjdą w odcinku przed przerwą. I nie ma w tym nic złego póki jest przyjemność z seansu. Tym razem dużo frajdy sprawiało oglądanie Wellsa, flashbacków z Star Lab oraz Pied Pepera. Co jak co, ale przeszarżowani przeciwnicy zgrabnie wychodzą w tym serialu. Tym razem archetyp szalonego naukowca/odludka. I szkoda, że Pied miał więcej scen z Wellsem i Flashem niż Cisco, któremu przydałoby się większe backstory. 

OCENA 4/6

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #121 [19.01.2015 - 25.01.2015]

Jest niedzielna noc, a ja kończę składać notkę, która miała pojawić się w niedzielę. Jednak się da. Chciałbym przypisać sobie wszystkie zasługi, ale prawda jest trochę inna. Moich seriali było niewiele (ale działo się!), a po skończeniu TCA stację przystopowały z newsami. Tak to już jest. Dwa tygodnie ekscytacji kolejnymi wiadomości, słuchanie mądrych (lub głupich, to zazwyczaj jest ciekawsze) słów mądrych ludzi żyjących z telewizji czy marketingowego populizmu prezydentów stacji przekonujących, że nie jest wcale tak źle jak jest. Czyli jak w życiu. Teraz trzeba czekać na następne wielkie wydarzenie, którym prawdopodobnie będzie Paleyfest w marcu, a potem już upfronty i ogłoszenie nowych ramówek. Właśnie upfronty, jeszcze brakuje mi zaległych trzech notek sprzed roku...

Cisza była oczywiście umowna. Żyjemy w świecie gdzie rocznie wychodzi ok. 350 seriali w amerykańskiej telewizji więc nie da się zupełnie odciąć od marketingowych materiałów czy informacji castingowych. Zaczęto już nawet zamawiać nowe piloty. Zgodnie ze swoim założeniem nie będę się ekscytował czymś co może się nie ziścić. Po co robić sobie fałszywe nadzieje? Dlatego napiszę tylko o Apocalypse gdyż NBC zamówiło pełny sezon tego serialu. Dziesięć odcinków dramedy o zbliżającym się końcu w stylu Dnia zagłady (słowa klucze: kometa, bunkry, wybrańcy). W głównych rolach Rob Lowe, Megan Mullally i Jenna Fischer. Gdyby to była kablówka pewnie bym się cieszył z powodu rodzinnego dramatu w świecie ze świadomością zbliżającej się zagłady. 

Przedłużeń w tym tygodniu nie było co jest trochę dziwne. By jednak sztucznie wydłużyć akapit napiszę tutaj o dacie premiery Powers. Fani komiksu lub seriali komiksowych mogą zaznaczyć na czerwono 10 marca w kalendarzu lub ustawić przypomnienie na telefonie. Trafiło się za to anulowanie Atlantis od BBC. Niby następca Merlina, a  wytrzymał zaledwie dwa sezonu. Ciekawe czy ktoś będzie płakał. Ja płakałem oglądając zwiastun w zeszłym roku i wciąż się uśmiecham z politowaniem patrząc na kostiumy na plakatach promocyjnych. 

Była jedna duża castingowa wiadomość. Marley, Benoist zagra w pilocie Supergirl tytułową bohaterkę. Kto? Nie wiem, też musiałem wygooglać to nazwisko i zapoznać się z twarzą. Nie oceniam, może się udać. Trzymam kciuki by się udało, ale chyba wolałbym znajomą twarz by mocniej kibicować projektowi. Obecnie jest mi on bardzo obojętny. 

Obojętny nie jest mi Hannibal. Każdy powód do napisania o Hannibalu jest dobry (tak jak o The 100), może zachęci to kogoś do oglądania. Nawet przekabacenie jednej osoby uznam za sukces bo serial Bryana Fullera to kąsek którym warto się delektować. Co więc się stało? Zatrudnili kolejną aktorkę. Rutinę Wesley czyli Tarę z True Blood. Zagra Reby McClane. I gdyby przeczytał książkę (co muszę w końcu zrobić) pewnie napisałbym więcej o tej postaci. Jednak daniem głównym jest zwiastun trzeciego sezonu. Nie pokazuje wiele, więcej w nim tajemnicy niż faktów, ale nie można oderwać wzroku. Barokowe wnętrza, renesansowe rysunki, średniowieczne katakumby i zapowiedź dalszego ciągu skomplikowanych relacji między Hannibalem i Willem. Oby do lata!

Zwiastunów było więcej. Kolejna długa zapowiedź Vikings podgrzewająca (czy może w przypadku skandynawskich wojowników obniża?) atmosferę. Pół minuty akcji z powrotu The Walking Dead, które wraca już 10 lutego oraz zapowiedź Unbreakable Kimmy Schmidt czyli komedii o kobiecie, która wyrwała się z sekty. NBC zrezygnowało z serialu, a Netflix dał zamówienie na dwa pełne sezony. 

I tyle. Cyferki w prawym dolnym rogu wskazuje chwilę północy, a ja skończyłem notkę. Myślę, że mogę ją jeszcze zaliczyć jako napisaną w niedzielę.


SPOILERY


12 Monkeys S01E01 Splinter
Film o tym samym tytule oglądałem tak dawno temu, że pamiętam jedynie Bruca Willisa latająca w szpitalnym szlafroczku więc na odbiór serialu sentyment do materiału źródłowego nie miał wpływu. Jak więc wypadło nowe dziecko Syfy? Umiarkowanie dobrze. Pilot wciąga, ogląda się go bez nudy, dużo się dzieje, scenariusz urozmaicają przeskoki w czasie, a dialogi znośny humor. Fabuła ciekawi. Bo gdy mamy zdziesiątkowaną ludzkość przez epidemię i 7 miliardów ludzkich istnień na wadzę życia siła rzeczy jest to angażujące. Postacie też są ciekawe - Cole skaczący w czasie i Cassie, która go spotyka. Dobrze spisują się w duecie, a aktorzy wywiązali się z swojej pracy.

Tylko, że cały czas mi coś nie grało. Wszystko idzie za łatwo, brak ostatniego szlifu, czegoś co nie pozwalałoby przestać myśleć o 12 Monkeys. Ogląda się, a potem idzie zjeść kanapkę i zastanawia sięco na deser. Również relacje między postaciami są zbyt uproszczone. Fajnie, że między tytułową dwójką jest chemia, źle że nie pokazano jak się rozwijają ich relację. Gdzie są wątpliwości i budowanie zaufania? Irytowała też nadmierna ekspozycja. Za dużo rzeczy wytłumaczono, za mało miejsca na domysły i tajemnicę. Połowę z tych dialogów można by wyciąć. Jednak trzeba przyznać, że scenki z przyszłości były bardzo klimatyczne. Z chęcią pooglądałbym sobie takie post apo. Trochę odcinka z serii Epitaphy z Dollhouse zapachniało (tęsknię!).

O wątku podróży w czasie nie będę pisał. Na razie nie ma się zbytnio do czego przyczepić, scenarzyści nie rzucają rażącymi pomysłami więc jest dobrze. Nawet szybko zostawili sobie furtkę na tłumaczenie różnych nieścisłości - paradoks. Jestem bardzo ciekaw jak będą bawić się w skakanie po różnych okresach i jak będzie opisywana historia. To może być najmocniejszy punkt serialu - rzucanie kolejnych fragmentów z różnych momentów w czasie by widz sam mógł sobie zbudować obraz całości. Jest też tajemnica z 12 Małpami oraz córka Goinesa więc kilka dłuższych wątków już rozpoczęto. Podejrzewam, że z serialem zostanę na dłużej, mam tylko nadzieje, że mnie nie zawiedzie. 

OCENA 4/6

12 Monkeys S01E02 Mentally Divergent
Dalej dobrze się ogląda, dalej nie wkręciłem się w historię. Jest fajnie bo twórcy umiejętnie wykorzystują podróże w czasie, nawet by wprowadzić trochę komizmu jak przypadkowa wyprawa do Północnej Korei. Szkoda, że działania Cole'a nie mają większego wpływu na jego teraźniejszość. Przydałyby się jakieś drobne zmiany i sugestię, że zmienia coś podczas swoich misji. Jednak dobrze, że jego podróże są nielinearne co będzie prowadzić do wielu ciekawych historii. Mam tylko nadzieje, że historie Cole'a i Cassie będą rozgrywane w odpowiednim porządku bo zbytnie skomplikowanie historii mogłoby zbytnio zamotać opowieść.

Odcinek znowu miał szybkie tempo, dużo akcji, humoru, udanie rozpisane dialogi i irytujące pomijanie niektórych faktów. Chyba trzeba się przyzwyczajać do dużej liczby uproszczeń w miejscach wygodnych dla scenariusza. Powolne odkrywanie kolejnych faktów jest fajne. Łączenie kropek nie znając ich kolejności, to w przyszłości powinno zaprocentować. Tym razem rzucono Nocny Pokój i wprowadzono członka Armii.

W odcinku najfajniejsza była wizyta w psychiatryku. Trzeba przyznać, że casting w serialu jest trafiony i przyjemnie ogląda się obłąkaną Jennifer Goines próbując zrozumieć jej chaotyczne zdania. Ciekaw jestem jaki twórcy mają pomysł na jej postać. A to dobrze, znaczy zależy mi na jakieś postaci. Bo (przyszły) wątek romansowy między głównymi bohaterami już mi działa na nerwy.

Jeszcze nie wiem co myśleć o postaci Toma Noonana, tajemniczego członka Armii 12 Małp. Jest groteskowo przerysowany, wydaje się zbytnio odrealniono i nie odrobinę nie pasuję do tego realistycznego świata. Wszystko zależy w jaką stylistykę skręci serial. Więcej dziwności czy powagi. Jeszcze nie jestem zdecydowany co chcę oglądać, ale będę oglądał dalej. I czekam na jakiś rozbłysk geniuszu scenarzystów, który zmusi mnie bym wyczekiwał na kolejne odcinki.

OCENA 4/6

Arrow S03E10 Left Behind 
Serial w poprzednim odcinku zaszokował cliffhangerem. Próbował wmówić mi, że zabił tytułowego bohatera, ale przecież wszyscy wiedzieliśmy, że to zmyłka. Pytania nie brzmiało czy Ollie przeżył, ale jak przeżył. I zawiodłem się bo ni nie zostało wytłumaczone. Pomoc Maseo (fajnie jakby okazał się wtyczką Merlyna w Lidzę) i powrót Tatsu nie była wielkim zaskoczeniem, raczej całkiem logiczna. Przeszkadza mi, że mimo kilku scen z martwym Arrowem na końcu widzimy go żywego. Zero wyjaśnienia, punktu zaczepienia do spekulacji czy wskazówki. Nic. Serial pokazał to w takim sposób jaki on nie był wcale martwy. Co przy komiksowym rodowodzie serialu jest paradoksalnie mniej przekonujące niż gdyby został wskrzeszony. Mam nadzieje, że stało się coś czego nam nie pokazano.

Jaka była reszta odcinka? Zaskakująca dobra. Bohaterowie musieli radzić sobie w walce z przestępczością bez Olliego i zamartwiali się jego milczeniem by potem zdać sobie sprawę, że mógł tam zginąć. I to było fajne jak pokazali różne reakcję bohaterów, kryzys Felicity czy Diggla walczącego z przestępcami bo to należy robić. Ollie ich zainspirował i nawet gdyby miał zginąć ktoś podejmie walkę bo został pewnym symbolem. Niezbyt kupuje złoczyńcę Brica i jego supergang, który będzie zagrożeniem zaledwie na kilka odcinków. Ciekaw jestem jak walkę z nim pokażą bez Arrowa. Oby było przy tym dużo policji i Lance'a.

"I'm the justice you can't run from" Laurel Lance

I jak najmniej Lancówny. Co niestety jest tylko myśleniem życzeniowym. Larueil oficjalnie zostaje Czarnym Kanarkiem i wygląda to źle. Droga od zero do bohatera została pokpiona, postać dalej działa na nerwy, ale scenarzyści wkładają jej w usta okropne dialogi. W ostatniej scenie już lepiej brzmiałoby cytowanie Sędziego Dredd z kultowym "I am the law"

OCENA 4/6

Banshee S03E02 Snakes and Whatnot
Troszkę wynudziłem się na tym odcinku. Ale tylko troszkę bo przez większość czasu prezentował całkiem zacne sceny, a historię większości postaci ciekawią. Nudy były głównie u Gordona. I trochę u Chaotona. Zwłaszcza w scenie seksu przeplatanej z próbą porwania Rebecci. Co to w ogóle miało być? No ładnie to wyglądało, nie da się ukryć, ale zbytnie przeplatanie się obrazów nie miało zbytniego sensu, albo ja nie mogę wyczuć tutaj powiązania.

O odcinku trochę ciężko coś powiedzieć. Historię są rozwijane, a bohaterowie żyją. Carrie kończy toksyczny związek, Rebecca robi się coraz brutalniejsza, a Lucas jest gotowy wskoczyć ze swoim związkiem z Siobhan na kolejny poziom. Nie zabrakło tez trochę szalonych scen jak moment strzelaniny czy wyprawa do rezerwatu. To wszystko to chyba tylko wstęp dla jazdy bez trzymanki, która powinna się niedługo zacząć. Ciekaw jestem co z Nolą. Kibicuje by dostała dużo scen z Carrie. Silnych kobiet na ekranie nigdy za mało.

OCENA 4/6

The 100 S02E09 Rember Me
Serial jest już na takim etapie, że nie musi już udowadniać bycia najlepszą produkcją The CW, zwyczajnie wypuszcza kolejny odcinek będący kontynuacją historii którą wspaniale się ogląda. Dla Clarke nadszedł czas gdy musi zmagać się z konsekwencjami zabójstwa Finna. Byłem ogromnie ciekaw jak scenarzyści sobie z tym poradzą bo temat był trudny, można była zbytnio np. popaść w nic nieznaczące łzawe wspomnienia bohatera lub zignorować reperkusję. Nic z tego. Clarke jest załamana, ale przed innymi zgrywa twardą wojowniczkę by nie stracić szacunku Grounders. Widzi Finna będącego personifikacją jej wyrzutów sumienia, które wpływają na jej psychiczną stabilność. Jej stan prowadzi do pokazania jej podobieństwa do matki i Lexy. Bo Abby również musiała kogoś poświęcić z miłości, a Lexa przeżyła stratę kogoś bliskiego co ją zmieniło. Wyzbyła się miłości, stała się przywódczynią. I powoli do tego dąży Clarke. Troszkę zbyt szybko jest gotowa poświęcić Bellamyego, ale podoba mi się ta zmiana i jestem ciekaw do czego doprowadzi. Jak bardzo Clarke jest w stanie upodobnić się do Grounders mimo pochodzenia z Arki?

W międzyczasie Raven dostała swój króciutki story arc. Ale jakże dobry! Przeżywała śmierć Finna, ale nie przysłoniło to zupełnie jej umiejętności logicznego myślenia. Była wycofana i pałała gniewem do Clarke co została świetnie pokazane. Jednak genialnym pomysłem scenarzystów było skazanie jej na tortury, które miał przeżywać Finn. Jasne, nie wierzyłem w jej śmierć byłaby zbyt szybko, ale moment kolejnych nacięć na ciele i jej krzyki, gdy kamera skupiała się na innych osobach działały na mniej, zmuszały do współczucia bohaterce, której się kibicuje. Gdyby to był Arrow pewnie śmiałbym się z tej sceny...

O świecie The 100 wciąż jest niewiele wiadomo i ten sezon, a przynajmniej jego środkowa część raczej tego nie zmieni. Jednak cieszy pojawianie się kolejnych przesłanek o innych plemionach i polityce Grounders.

W Mount Wheather akcja toczy się swoim tempem. Trochę cierpię musząc oglądać tych bohaterów zamiast wydarzeń na linii Sky People/Grounders, ale to konieczne. Trzeba pokazać jak ważne jest pokonanie Górali. Podoba mi się, że oni wcale nie są tacy nieświadomi jak mogło się wcześniej wydawać. Mają swój wywiad i doskonale zdają sobie sprawę z nadchodzącego niebezpieczeństwa. Jednak infiltracja nie będzie taka łatwa... Podoba mi się, że w finałowej scenie stawka jeszcze trochę wzrosła i doszedł czynnik upływającego czasu. Są klatki więc trzeba się śpieszyć z ratowaniem bohaterów. Liczę tutaj na jakiś niespodziewany zwrot bo twisty fabularne w tym serialu to norma.

OCENA 4.5/6

The Flash S01E10 Revenge of the Rogues
Powrót serialu po miesięcznej przerwie zaliczam do udanych. Wciąż ogląda się go przyjemnie, a to przecież najważniejsze w tego typu produkcjach. Starcie z Revers Flashem wstrząsnęło Barrym tak bardzo, że zaczął się poświęcać ćwiczeniom z czego najbardziej cieszy się Wells bo realizuje dzięki temu swój ukryty plan. Świetnie prowadzone są ich relację. Barry ma go za przyjaciela, a on chcę tylko osiągnąć swój cel, który jest "wielką tajemnicą, która wstrząśnie serialem". Dylematy Barry'ego zostały dobrze poprowadzone, powody zaprzestanie walki były całkiem racjonalne (chociaż pozbywając się przestępczości też w jakiś sposób ćwiczy) i wątek problemów bohatera jest o wiele lepiej prowadzony niż w Arrow. Skoro o Arrow - szkoda, że nie było żadnych reperkusji zimowego cliffhangera. Liczę, że przyjdzie na to czas.

Jednak w odcinku najlepszy był powrót Snarta, który przyprowadził przyjaciela. Captain Colid i Heat Wave! Rogues powoli się formują i chciałbym by dostawali więcej scen w przyszłości. Reunion braci Scotfieldów z Prison Break wyszedł ok, fajnie było znowu zobaczyć tą dwójkę na ekranie mimo głupkowatej sceny akcji na końcu (efektowna, ale brak choćby umownego realizmu biję po oczach, dwóch snajperów by wystarczyło i byłoby po zabawie). Wentworth Miller i Dominic Purcell grają w sposób niesamowicie przerysowany i to się sprawdza. Niczym złoczyńcy z filmów klasy B. Tylko opętańczego śmiechu brakuje.

Wątek obyczajowy nudnawy. Iris się wyprowadza, Barry i Iris mają kolejne sceny pokazujące ich relację i nic się nie zmienia. Nudy. Dużo lepiej wyszły kumpelsko-ojcowskie relację Joe/Barry. Uśmiechnąłem się przy ich ostatniej scenie gdy Barry się do niego wprowadził.

OCENA 4/6

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #119 [05.01.2015 - 11.01.2015]

Świąteczno noworoczne lenistwo dobiegło definitywnie końca. Nie tylko z powodu powrotów i debiutów. Jest co oglądać i tak będzie do wakacji z niewielkimi przerwami na nadgonienie zaległości, które w dzisiejszych czasach są nieuniknione. Trudne być ze wszystkim na bieżąca skoro co miesiąc pojawia się nowy, godny uwagi serial. Wypada również śledzić trendy, newsy i drobnymi kroczkami nadrabiać klasykę. A newsów ostatnimi czasy dostatek, pod tym względem najbogatszy tydzień od kilku miesięcy, a być może od wakacyjnego San Diego Comic-Con. Czemu? Odpowiedz stanowią trzy literki TCA. Ponad dwutygodniowy maraton paneli i spotkań dziennikarzy z całego świata z przedstawicielami stacji telewizyjnych. Tfu platform telewizyjnych. Od Netflix, przez Discovery po HBO. Wszyscy, którzy robią seriale chcą się zaprezentować i sprawić, że się będzie o nich mówiło. I już jest o czym. Zapraszam do długiego przeglądu newsów, głównie opierającego się na wydarzeniach z Los Angeles.

Jednak na przekór zacznę od oglądalności. Wiem, że niewiele osób to ciekawi, przecież jakieś cyferki nie mają wiele wspólnego z poziomem serialu. Nie mają, ale na ich podstawie można stwierdzić czy można zacząć się już martwić o ulubiony serial lub zacząć nowy. Tym bardziej jeśli zostały wyemitowane dopiero pierwsze odcinki. Jeśli oglądacie Empire możecie spać spokojnie. Hip-hopowa soap opera niby została zjechana przez sporo serwis i większość polskich widzów tak amerykanie serial polubili. 9,9 mln widzów (rating 3.8) to najlepsza premiera FOX od kilku lat. Jeśli spadek przy następnym odcinku nie będzie gigantyczny można spodziewać się drugiej serii. Gorzej wygląda sytuacja Marvelowej Agentki Carter. Debiut przy 6,9 mln (1.9) może odrobinę martwić. Zaskakująco dobrze spisał się Galavant. 7,42 mln (2.0) można by potraktować jako dobry prognostyk gdyby nie sposób emisji serialu. Cztery tygodnie po dwa 20 minutowe odcinki. ABC będzie miała nie lada orzech do zgryzienia jeśli oglądalność utrzyma się na tym poziomie. Tym bardziej, że stacja zapewne sama jest zaskoczona z dobrego wyniku.

Tyle nudnych cyferek. Więcej nie będzie. Chyba, że ktoś zastanawia się nad przyszłością jakiegoś serialu. Z chęcią pomogę. Teraz coś przyjemniejszego. Daredevil. Kolejna cegiełka w budowaniu Marvel Cinematic Universe i pierwsza w jego bardziej dojrzałej części. Matt Murdock rozpocznie swoją krucjatę już 10 kwietnia. Zgodnie z Netflixową tradycją 13 odcinków zostanie wyemitowane jednocześnie. Trailera wciąż brak, można jedynie zobaczyć pierwszy plakat. Gorsze wiadomości dla ludzi czekających na pozostałe seriale prowadzące do The Defenders. Ekipa A.K.A. Jessica Jones, który ma zadebiutować po Daredevil, jeszcze nie wyszła na plan zdjęciowy. Netflix i Marvel nie chcą się śpieszyć i przerwa między tymi dwoma serialami może wynieść rok chociaż są szanse na debiut jeszcze w 2015. Chyba nie ma co liczyć na The Defenders w 2016 skoro nie wybrano jeszcze aktora mającego wcielić się w Iron Fist.

Nie tylko Daredevil doczekał się daty premiery. Również Netflixowe Unbreakable Kimmy Schmidt i Bloodline mają wyznaczone dni debiutu. Komedia od Tiny Fey, pierwotnie mająca pojawić się na NBC zawita pod nasze strzechy 6 marca. Natomiast mroczny dramat o rodzince z Florydy gdzie gra Kyle Chandler dwa tygodnie później. Dalej nic nie wiadomo o piątej serii Arrested Development. Wszyscy chcą, ale ciężko zgrać terminy bo obsada ma inne zobowiązania. Wracając do dat. Najbardziej wyczekiwaną jest 12 kwietnia, dzień gdy nadejdzie zima. Tak, nowe Game of Thrones już za równe trzy miesiące. Tego samego dnia debiuty 2 sezonu Silicon Valley i 4 Veep. 5 kwietniu na 7 ostatnich odcinków wróci również Mad Men. Więc jeśli ktoś ogląda tylko zakończone seriale (co nie jest takie głupie) może się powoli szykować do seansu z piętnastokrotnym zdobywcą Emmy i właścicielem czterech Złotych Globów. Wielbiciele pewnego hotelu, specyficznego młodzieńca będącego miłośnikiem muzyki klasycznej i zabaw pod prysznicem oraz jego zaborczej matki będą mogli powrócić do Bates Motel 9 marca. Czekający na zastrzyk adrenaliny w Stricke Back po nową dawkę sięgną niesprecyzowanego dnia tego lata. Natomiast smakosze mózgów, miłośnicy Rose Mciver i Veronicy Mars zasiądą do seansu iZombie 17 marca. Moim skromnym zdaniem to jedna z najlepiej zapowiadających się nowości (link do zwiastuna gdzieś niżej i tutaj). Serial zostaje sparowany z The Flash więc jest nadzieja na dobrą oglądalność. Tej nadziei jest mniej przy The Messengers. Nowości w piątki to nie jest dobry pomysł. Premiera tak jak Daredevil - 10 kwietnia.

Ostatnio gdybałem trochę o Ash Vs. Evil Dead i jak na zawołanie jeden z bossów Starz wyjawił kilka informacji. Zaskakujący jest format - 30 minutowe odcinki, jak z komedii. Wierzę, że będzie działało. Serial będzie kręcony w Nowej Zelandii, ale jego akcja ma mieć miejsce na amerykańskich przedmieściach. Czyżby więc kanoniczne miało być kinowe zakończenie Army of Dakrness, w którym Ash wraca do naszych czasów? Data premiery na przełomie trzeciego i czwartego kwartału więc zostało jeszcze trochę czasu i koncepcja może ulec drobnym zmianom. Wciąż nic nie wiadomo o Jean Leavy w obsadzie.

W kolumnie z nekrologami dwie pozycję. Happyland znika po pierwszej serii. Dawno śmierć serialu nie była dla mnie tak obojętna. Bardziej przejąłem się zniknięciem Covert Affairs po 5 sezonach. Widziałem pierwszy i mi starczy. To był zwykły sensacyjnaik z sympatyczną bohaterką. Można oglądać. Na chichot historii zasługuje fakt, że serial miał więcej nominacji do Złotych Globów niż The Wire. Wystarczyła jedna dla Piper Parebo grającą główną bohaterkę. To tylko podkreśla bezsensowność tego rodzaju gali i nagród. Prawdziwą wielkość zweryfikuje czas.

Równowaga w tym tygodniu nie została zachowana i to jasna strona mocy osiągnęła przewagę. Dwa anulowania i aż 10 przedłużeń. Wszystko dzięki The CW, która nie chcę się bawić w trzymanie widza w napięciu i zamawia nowe sezony dla niemal całej swojej obecnej ramówki. I tak Supernatural z 11, The Vampire Diaries z 7 Arrow z 4, Reign z 3, The Orginals z 3, Jane the Virgin z 2, The Flash z 2 sezonem. I zasługujące na oddzielne zdanie The 100 z 3 serią. Tak! Jeden z moich ulubionych seriali doczekał się przedłużenia. To dobra okazja by otworzyć szampana lub winko. Szkoda, że nie mam takowego pod ręką... Na szósty rok z FOXem zostanie Bob's Burgers, a drugiej serii doczekało się Marco Polo co znając politykę Netflix nie jest dużym zaskoczeniem.

Zanim przejdę do listy trailerów chwilka na aktorów mających pojawić się w telewizji w najbliższych miesiącach. Edward James Olmos (Admiral fracking Adama!) zagości w Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. a jego pojawianie oczywiście będzie miało ogromne konsekwencję dla bohaterów. Seriale z uniwersum DC/CW również zaciągnęły na swój pokład prawdziwego badassa. Samego Spartacua. Liam McIntyre zagra w The Flash. Jako, że wcielając się w Wheather Wizard dołączy tym samym do grupy Rogues powinien w przyszłości kilkukrotnie powrócić. John Travolta po 35 latach wraca do telewizji (nie licząc drobnej, gościnnej rólki z zeszłego roku). Zagra Roberta Shapiro w American Crime Story, które opowie historię procesu O.J. Simpsona. W pozostałych rolach Cuba Gooding Jr., Sarah Paulson i David Schwimmer czyli na bogato. Natomiast do obsady 2 sezonu Fargo dołączyła trójka znakomitych aktorów - Ted Danson, Jean Smart i Patrick Wilson. Serialowy spin-off filmu braci Coen to moja największa zaległość zeszłego roku i mam nadzieje, że uda mi się nadrobić do premiery nowych odcinków, które pojawią się jesienią.

Żeby było ciekawiej trailery w losowej kolejności z króciutkim komentarzem:
- cliffhanger Arrow dalej trzyma was w niepewności? Chcecie wgląd w przyszłość? Zapraszam. Tylko czy warto? Po tym co zaprezentował serial czekanie na emisję i następnie lawirowanie między spoilerami do czasu obejrzenia odcinka jest równie przyjemne co zaspokojenie swojej wiedzy. Lub ja jestem taki dziwny, że podoba mi się niewiedza. Nowe Arrow już 22 stycznia.
- Black Sails okazale wygląda na trailerze 2 serii. Tylko co z tego skoro przy pierwszej było podobnie. Dla kilku wątków nie zamierzam wracać.
- Last Week Tonight with John Oliver to program satyryczno informacyjny, który ma lepszy resercz niż tradycyjne media. Ma też Johna Olivera i dla niego warto oglądać. Nie przekonani? To rzucicie okiem na niecodzienne promo, które też was nie przekona, ale zmusi do uśmiechu. 
- Fortitude zapowiada się na poważny dramat z gęstą atmosferą. Małe miasteczko na Alasce i morderstwo. To może się udać. 
- po 30 sekundach z Battle Creeck miałem mieszane odczucia. Po pełnym zwiastunie wiem, że tego nie sprawdzę. Niby Vince Gilligan, ale zbytnio czuć piętno ogólnodostępnej stacji.
- po kilku teaserach Better Call Saul miałem mieszane odczucia. Po pełnym zwiastunie nie mogę się doczekać. Bo Vince Gilligan w kablówce.
- 30 sekund z powrotu The Flash. Wygląda dobrze, ale równie dobrze mogło nie być tego proma.
- udana reklamówka The Walking Dead. Niby minuta materiału nakręconego specjalnie na potrzeby marketingu, a potrafi zaciekawić bardziej niż zwiastun złożony z miksu starych/nowych scen. Jest klimat, są ulubieni bohaterowie i walka o przeżycie. I Rick z brodą chcący zostać drwalem. Czyżby miało to oznaczać zbliżający się koniec serialu?
- w końcu jest! Pierwszy długi zwiastun iZombie. I przez to jeszcze bardziej czekam na ten serial. Będzie hit, czuję to. Jeśli możecie to pomóżcie wysyłać pozytywne fluidy i namawiajcie swoich amerykańskich kolegów by zasiedli do telewizora. 

Między napisaniem blognotki, a jej publikacją miała miejsce gala rozdania Złotych Globów. Tutaj można przejrzeć listę zwycięzców. Komentarza nie będzie bo nie znam się na sukienkach, ale Tina i Amy były jak zwykle urocze, a nagrody nic nie znaczą. Chociaż cieszy różnorodność i honorowanie nowych seriali. Tyle w tym temacie. 

MOŻLIWE SPOILERY

Galavant S01E01 Pilot
Na ten serial czekałem bardziej niż na Agentkę Carter. I dużo bardziej martwiłem się o jego jakość. Pierwsze zapowiedzi nie nastrajały optymistycznie. Musical w klimatach fantasy na ogólnodostępnej stacji. Wróżyłem wielką klapę. A potem przyszedł trailer i zakochałem się zaczynając przy tym trzymać kciuki by całość była utrzymana w podobnym stylu. I jest! Faceci w rajtuzach w wersji śpiewającej. Mnóstwo przesadzonych żartów, campowa stylistyka i świetnie napisane piosenki pełne humoru i udaną choreografią. Nie do wszystkich to trafi, trzeba lubić absurd i granie na konwencji. Ja to kupuje i ubolewam, że serial będzie obecny w telewizji tylko przez cztery tygodnie.

Zaskoczyłem się trochę pod względem fabularnym. Zamiast prostej opowiastki o bohaterze ratującym księżniczkę i złym królu dostaliśmy mieszankę motywów. Zły król jest pierdołowaty, ukochana Galavanta przekłada bogactwo nad miłość, główny heros ma depresję, a dama w opresji wcale nią nie jest. Dobrze bo to wszystko będzie procentowało w przyszłości ciekawymi konfrontacjami między bohaterami. Już nie mogę się doczekać muzycznego pojedynku Galavanta z ukochaną.

OCENA 5/6

Galavant S01E02 Joust Friends 
Uwielbiam bezpretensjonalność i zabawę konwencją w tym serialu. Dzięki temu dostałem najmniej epicki pojedynek rycerski ever. Jeden pijany, drugi przećwiczony, żaden nie może się ruszyć, a muszą walczyć. O kuraka i klejnot. Szkoda, że nie było do tego żadnej piosenki w wykonaniu narratora/błazna. Równie fajnie bawiono się pairingem. Zbliżenie do siebie postaci Galavanta i Isabelli oraz Richarda i Madaline wyszło komicznie. Tak jak skrócony trening dla bohatera. Jednak najlepszy w odcinku był kuchcik z zdziecinniałym Richardem. Dawno tak głośno nie śmiałem się na serialu jak scenach z tą dwójką. Humor jaki jest tutaj prezentowany jest niespodziewany i sceny zaskakują swoją absurdalnością przez co tak dobrze się to ogląda. 

OCENA 4.5/6

Marvel's Agent Carter S01E01 Now is Not the End
Marvel miał dużo do udowodnienia tym serialem, zwłaszcza osobą rozczarowanym Agents of S.H.I.E.L.D. I muszę przyznać, że udało im się wyjść z tego zadania obronną ręką. Wprawdzie po pilocie pierwszego serialu MCU pisałem to samo, ale tutaj widać większy potencjał i struktura serialu powinna sprzyjać pisaniu lepszych historii. Wszyscy wiemy jak kończy się historii Peggy, kim jest Howard Stark i SSR. Dodatkowo ekspozycja nie będzie potrzebna teraz trzeba tylko wypełnić znane motywy nowymi i zabrać widza w podróż z tymi jakże charakterystycznymi postaciami. I trzymać kciuki za oglądalność by na jednym sezonie się nie skończyło bo serial jest tego warty.

Jeśli miałbym do czegoś przyrównać Agent Carter byłoby to Alias. Obydwa seriale mają silną kobiecą bohaterkę, wątki szpiegowskie z przebierankami włącznie oraz nacisk na życie osobiste heroin. Bo ten serial to nie tylko pure action fun, ale również obyczajówka o kobiecie szukającej swojego miejsca w nowym świecie. Świecie, o który walczyła i minął się z jej oczekiwaniami. Świetnie ogląda się nadmierny protekcjonizm mężczyzn czy ich lekceważącą postawę wobec kobiet. Tym bardziej, że ta kobieta jest silna i potrafi skopać szowinistyczne tyłki. Tak, mam coś w sobie z feministki.

Odcinek ma doskonałe tempo, jest szybki, dużo się dzieje, ale akcja nie przyćmiewa bohaterów, którzy są na pierwszym planie. Świetna chemia Peggy z Garvisem (gdzie odwrócono stereotypy i to on jest ciapowatym sidekickem). Równolegle prowadzone jest kilka wątków - tajemna organizacja Lewiatan, Stark jako zdrajca, tajemnica Jarvisa oraz historie w SSR. Na nudę nie ma co narzekać i powinno zabraknąć irytujących fillerów. Osobiście jestem trochę rozczarowany postaciom Lyndsy Fonseca. Sorry, ale Alex skopałaby tyłek Peggy Carter. Cicho liczę, że okaże się ona agentką Lewiatana (naciągane) lub na jej przykładzie zostanie pokazane szkolenie na agentkę, a potem wspólne misję z Peggy.

Zwykle seriale z epoki na antenie ogólnodostępnych stacji odrzucają mnie z uwagi na niski budżet i wszechobecną sztuczność oraz traktowanie realiów historycznych jako pretekst do założenie kostiumów, a zapomina się o warstwie obyczajowej. Tutaj tak nie jest. Jest bogato od detali, czuć klimat lat '40. Tworzą go stare samochody, muzyka i dekorację. Oraz zachowanie bohaterów. Jest dobrze pod tym względem mimo, że serial czasem musi uciekać do sztuczek reżyserskich by ukryć niedostatki.. Nie jestem jednak do końca przekonany do stylistyki serialu. Mocno czuć jego komiksowe korzenie (świecąca tajna broń), ale jest on przesiąknięty brutalną rzeczywistością gdzie czyny mają swoje konsekwencję. Jestem ciekaw czy na razie jest to testowanie gruntu, próba znalezienie swojej drogi czy świadomy wybór i mieszanie konwencji by fundować emocjonalną huśtawkę u widzą.

Marvel's Agent Carter oczywiście polecam. Serial nie zawiódł oczekiwań i jest doskonałą produkcją w przerwie między kolejnymi odcinkami Agents of S.H.I.E.L.D. Liczę jednak, że stanie się czymś więcej niż kolejną przygodą w świecie Marvela i zacznie wywoływać więcej emocji poza "jak fajnie się to ogląda".

OCENA 4.5/6

Marvel's Agent Carter S01E02 Bridge and Tunnel
Trochę się oszukałem. Myślałem, że ABC emitując dwa odcinki Agent Carter po sobie kieruje się tylko kwestiami marketingowymi. Okazało się, że te dwa epizody powinny być jednym długim wprowadzeniem oglądanym łącznie i dlatego tak też zostały wyemitowane. Żałuję, że oglądałem je kilka dni po sobie bo z pewnością odbiór całości byłby pozytywniejszy. Zwłaszcza, że druga połowa jest dużo lepsza. Historia toczy się dalej, Peggy szuka agentów Lewiatana i skradzionej broni, a SSR prowadzi równoległe śledztwo. Przeplatanie się wątków było świetne, każda z postaci miała swoje miejsce w historii i nie czuć było zbędnych scen. Wszystko by budować spójną wizję świata i historii.

Lekkość i fun płynący z oglądania serialu są jeszcze bardziej widoczne. Ekscytująca scena walki na pędzącym samochodzie była wisienką. Działo się mnóstwo rzeczy, a scenarzyści mają wyczucie balansu i nie przeginają w żadną ze stron. Peggy dalej jest cudowna, zadziorna i silna, a Jarvis zabawny zwłaszcza z nią w duecie.

Pochwały wymaga też montaż i jeden wątek prowadzący do jednej doskonale skomponowanej sceny. Audycje radiowe z Kapitanem Ameryką z początku stanowiły udany comic relief oraz pokazywały jak symbol wolności i demokracji stał się kolejnym produktem kapitalizmu, który można spieniężyć (lokowanie produktu!). Jednak jeszcze lepiej wyszło pokazanie kontrastu między dwiema kobietami. Fikcyjną Betty Carver grająca damy w opałach czekające na ratunek Kapitana oraz Peggy Carter, która potrafi o siebie zadbać. Scena pojedynku z grubasem była wyśmienita dzięki przeplataniu jej z making of słuchowiska.

Głównego wątku było tutaj niewiele. Zrozumiałe bo pierw trzeba nakreślić odpowiednią sytuację by kolejne wątki obchodziły. Jest tajemniczy symbol Lewiatana, a potem zacznie się poszukiwanie tajemnej organizacji. Czy będzie ona pochodziła z alternatywnego świata? Skąd ta teoria? Samopiszące maszyny do pisania! Sceny wyjęte niczym z Fringe. I równie klimatyczne. Swoją drogą strasznie dużo podobieństw między Agent Carter, a dwoma serialami Abramsa. Jeśli w kolejnym odcinku Peggy znowu będzie się za kogoś przebierać, a skradziona broń Starka okaże się dziwacznym artefaktem nie będzie już można mówić o przypadku.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E11 Hail Mary
Nie tylko sędzia Cuesta jest miłośnikiem dramatów. Twórcy The Good Wife również przez co fundują kolejny znakomity odcinek zmieniający status quo jak również kładący podwaliny pod finał sezonu szczególnie dla wątku Kalindy. Od kilku miesięcy wiadomo o odejściu Archie Panjabi po tym sezonie i wydaje się, że twórcy przygotowali coś mocnego. Już teraz jej postać znajduje się między policją, a mafią, a przecież jeszcze drugie tyle odcinków przed nami. Osobiście liczę na szczęśliwe zakończenie (na przekór wszystkiemu!), ale znając historię Kalindy i jej zdolność do autodestrukcji ciężko być optymistą.

Wątek Cary'ego znowu był najlepszy. Serial trochę zbyt szybko odkręcił cliffhangera z fall finale, ale zrobił to w doskonałym style więc nie ma co psioczyć. Odcinki z uciekającym czasem zawsze wychodziły w tym serialu, a ten jest jednym z najlepszych. Promyk nadziei, desperackie przeszukiwanie dowodów, chaotyczne telefony i problemy z komunikacją. Działo się. Były też trudne wybory bohaterów, chwilę radości jak i zwątpienia. Świetnie oglądało się nieświadomego Cary'ego biorącego udział w kursie surivalu w więzieniu. Przyjaciele chwytają się Maryśki, a on pogodzony ze wszystkim otrzymuje kolejne wskazówki. Ciekawostka dropsa - wykładowca Cary'ego został zagrany przez Domenicka Lombardozzi, który w Brakout Kings opiekował się ekipą więźniów pomagającą rozwiązywać zagadki kryminale.

Dalej przeszkadza mi izolacja Alicji. Jej wątek jest bardzo dobry, nie mam mu nic do zarzucenia poza tym, że nie ma on wiele wspólnego z większością odcinków, a sama Alicja jest oddalona od innych bohaterów. Chcę jej więcej z Diane i Carym, nie chcę jej w prokuraturze i czekam na pierwsze przegrane wybory przez bohatera, któremu się kibicuje. To byłby zwrot akcji. Skorumpowany Peter odnosi kolejne sukcesy, a dobra żona Alicja przegrywa mimo głównie altruistycznych pobudek. Jednak jeszcze trochę na to za wcześniej. W odcinku najlepsze były debaty z oponentami oraz kłótnia Eli z Elfmanem. Oraz śmiech Alicji na końcu. I ten zaskakujący pocałunek, który może nic nie znaczyć. Świetnie pokazano jej przemianę po tym gdy nareszcie usłyszała dobre wieści. I ta muzyka, idealnie podkreśliła klimat.

OCENA 5.5/6