wtorek, 13 października 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #157 [05.11.2015 - 11.10.2015]

Przyszedł nowy sezon serialowy, czasu brakuje by wyrobić się z powracającymi serialami, a są przecież jeszcze zaległości. Ludzie pytają również jakie nowości warto oglądać. Odpowiedź jest bardzo prosta. Żadne. Przynajmniej z ogólnodostępnej telewizji, która funduje kolejną partię średniaków. Kilka tytułów się wybija, a na bezrybiu jakieś jajka jeść trzeba. Tak więc cieszcie się z swoich ulubionych seriali i szukajcie dobrych i zakończonych produkcji czekając na recenzję tych nowych. Może jakiś potworek przepoczwarzy się w motyla. Lub ćmę. No, coś na co można patrzeć. Jeszcze tylko żebym sam umiał dostosować się do tej rady...

Najważniejsza wiadomość ostatniego tygodnia? Miesiąca? Od wakacji? Zamówienie 3 sezonu Halt and Catch Fire. Mimo katastrofalnej oglądalności i dzięki świetnemu przyjęciu przez media i widzów którzy jednak włączyli serial w trakcje emisji, krzemowa rewolucja będzie kontynuowana na antenie AMC. Wydaje się, że stacja nie chcę być postrzegana jako ci od The Walking Dead. Mad Man i Breaking Bad się skończyło, a Hell on Wheels na ostatniej prostej. Jakiś weteran z nominacjami do nagród stacji się przyda podczas wypuszczania klipów reklamowych. A chyba nikt nie wątpi, że Halt and Catch Fire przygarnie jakieś wyróżnienie za ostatni sezon.

Jeśli jednak wolicie papkę serialową to dobra wiadomość. Blindspot jako pierwszy dostało zamówienie na cały sezon. Drugi sezon pewnie też będzie. Tego szczęścia nie ma Minority Report. Oglądalność jest fatalna i obcięto zamówienie z standardowych 13 do 10 odcinków. Jeszcze parę lat temu takie cyferki nie pozwoliłby wyemitować trzeciego odcinka i serial szybciutko poleciałby 6 stóp pod ziemię.

W mijającym tygodniu odbył się Comic-Con w Nowym Jorku. Znaczy to wysyp serialowych nowinek i wyczekiwanych filmików promocyjnych. W końcu to one najlepiej sprzedają tytuł. Było tego trochę więc od myślników. Nota - część z nich nie pochodzi z imprezy, ale nie umniejsza to ich wartości. Zapraszam na seans bo jest na co popatrzeć: 
- Sherlock wraca z świątecznym odcinkiem umiejscowionym w wiktoriańskim Londynie. Wygląda to filmowo, ale ja wolałbym zwykły sezon, a nie taki zapychacz.  
- Scorsese i Terrence Winter znowu robią serial dla HBO. Vinyl opowiada o... zresztą nieważne, już i tak dałem trzy powody czemu w przyszłym roku warto będzie sprawdzić ten tytuł.  
- pamiętacie, że Banshee kończy swój żywot na czwartej serii? Taka mała rozgrzewka do zobaczenia. Akcja, piękne zdjęcia i Eliza Dushku. Mniam. 
- kończyć nie zamierza się Teen Wolf. Dobrze bo ten sezon trzyma poziom, a druga połowa powinna być jeszcze lepsza.
- Cinemax dalej straszy Outcast. Niby serial od Kirkmana i o demonach, ale nie przemawia do mnie. 
- dużo lepiej wypada kolejne promo The Shannara Chronicles. Bohaterowie wyglądają jak wzięci z okładem pism dla elfich nastolatek. Reszta jednak zachwyca - widoczki, akcja, efekty specjalne. Szykuje się serialowy generic quest w ładny opakowaniu. Za co mocno trzymam kciuki. 
- na NYCC nie mogło zabraknąć nowych filmików z Arrow i The Flash. Trochę przypomnienia co się działo wymieszanego z nowymi scenami. Zwiastuny jak zwykle to najlepsze co przydarzyło się tym serialom.
- promocji The Magicians ciąg dalszy. Dorosły Harry Potter i Hogwart w Ameryce. Nie wygląda to najlepiej.  
- i coś na co wiele osób mocno czekało - zapowiedź Daredevil S02. Mało nowych scen, ale kilkusekundowe wprowadzenie Elektry i Punishera elektryzuje. Dziwne, że nie pokazano w internetach dłuższego klipu z Jessica Jones, tym bardziej że na konwencie puszczano cały pierwszy odcinek. Słychać chór zachwytów nad wszystkimi aspektami. Ma być też dojrzalej niż przy Daredevil. 
- truskawka tygodnia (truskawka > wiśnia) czyli teaser Person of Interest z zabugowaną Maszyną. Dawno nie widziałem tak dobrego materiału promocyjnego dla powracającego serialu. Oglądać, tym bardziej że nie zawiera spoilerów.

SPOILERY

Heroes Reborn S01E03 Under the Mask
Po odcinku kołacze mi się myśl "może jednak coś z tego będzie?". Jak ostatnio narzekałem na niemal wszystkie wątki, brak ciekawych bohaterów i mało angażującą historię tak teraz każdą scenę oglądałem z zainteresowaniem. Jasne, zdarza się trochę głupotek i uproszczeń, ale ogólnie niebo, a ziemia w porównaniu do poprzedniego odcinka. Nie można było tak od razu? Paradoksalnie w ciągu 40 minut opowiedziano więcej i lepiej niż w prawie 90.

Na razie najwolniej rozwija się wątek arktyczny, który powinien w przyszłości wysunąć się na pierwszy plan. Malia, tajemnicza dziewczyna i jej niewidzialna mentorka powstrzymują tajemnicze mroczne zorzę. Ratują świat jakby mogło się zdawać. Czemu? Dlaczego? Kto stanowi zagrożenie? Może jest to Phobe z Dark Matters? Liczę, że w przyszłym ep. dostaną więcej czasu z uwagi na polowanie Renatus, które właśnie się zaczęło.

Mniej czasu za to mógłby dostać Noah. Nie zrozumcie mnie źle. Jako łącznik między dwiema seriami spisuje się wyśmienicie. Tylko trochę go za dużo. Teraz, skoro widzę potencjał w nowych postaciach wolałbym właśnie je poznawać. Na niekorzyść HRG przemawia Quentin którego nie znoszą. Jednak wątek amnezji i poszukiwania prawdy mimo, że oklepany jest wciągający. Zwłaszcza jego załamanie gdy widzi siebie i martwą córą. Czego dalej nie kupuje i liczę, że ktoś się z nim zabawia by odciągnąć od prawdziwych problemów. I co on takiego zrobił skoro Molly boi się bardziej jego niż Renatus.

Luke z żonką podróżują z jednego miejsca w drugie, prowadzą rozmowy o zmarłym synu i znowu eksponowane jest ich nastawienie do zabijania evosów. Ją to napędza, uważa to za jedyny cel w życiu. On jest już zmęczony, ma dość zabijania. Zachary Levi i Judith Shekoni zostali bardzo dobrze dobrani do tej roli. Obudzenie się mocy w Collinsie nie było wielkim zaskoczeniem bo przedstawi bardzo typową historyjkę - staję się tym czego nienawidzi. Jednak cliffhanger z promieniem energii wydobywającym się z Luka był niespodziewany i skuteczni przykuł do ekranu.

Mocno narzekałem na Miko, a jej wątek okazał się wciągający. Pierw trochę bezsensowna acz efektowna walka i pojmanie po starciu z Harrisem. Ciekawa rozmowa między tą dwójką wyjawiła kilka rzeczy. On jest evosem z możliwością klonowania (fajny gag z zegarkiem!), a ona może być kimś zupełnie innym. Czy jest napisanym przez ojca programem komputerowym? To by wyjaśniało brak backstory dla postaci. Coś czuje, że ta postać może jeszcze zaskoczyć czymś więcej niż nawiązywaniem do Hiro.

Wątek Carlosa miał na razie najwięcej akcji. I jest najbardziej oderwany od pozostałych, przynajmniej do wizyty Collinsów w LA. Na razie nie kupuje luchadora-superbohatera, ale konspiracyjny wątek z brudnymi policjantami ma potencjał.

Tommy dostał tyle czasu ile powinien - niewiele. Dzięki temu jego krótka historia była strawna. Buntujący się nastolatek, impreza, zawiedziona dziewczyna, nadpobudliwa matka. Podobało mi się. Zwłaszcza konfrontacja mamusi z tajemniczym obrońcą Tommy'ego o którym wie więcej niż mówi. Naciągane, ale całość trochę skojarzyła mi się z Terminatorem. Z kontekstu można wysunąć wnioski, że Tommy ma zadatki na evosa, który może odegrać znaczącą fabularnie rolę. Tutaj też skutecznie posłużono się cliffhangerem.


Inne:
- Hiro zmieniający czas na nagraniu co ma być manifestacją jego mocy. Od kiedy podróże w czasie tak działają?
- CGI budynku Renatus w Japonii wygląda okropnie. Kiedy ludzie nauczą się żeby efektów komputerowych używać wtedy gdy można zrobić to dobrze, a nie po łebkach?
- Renatus udało się zmonetyzować moce evosów jakiś sposób je przechwytując. Sylar lub Peter idealnie by się nadawali jako ofiary ich eksperymentów, które doprowadziły do przełomu technologicznego.

OCENA 4.5/6

Homeland S05E01 Separation Anxiety
Mój związek z Homeland ma wzloty i upadki. Od zakochania i namiętnego śledzenia kolejnych odcinków po nienawiść i zerwanie. Jest też powrót i ponowne chwilę szczęścia. Co przyniesie przyszłość? Nie ufam scenarzystą i producentom więc ciężko powiedzieć, ale jestem optymistycznie nastawiony po tym co zobaczyłem. Dwuletni time skip i zupełnie nowa sytuacja Carrie. Spokojne życie skupione na pracy w prywatnej fundacji, wychowaniu córki i życiu w zdrowym związku. Następuje atak serwery CIA, dochodzi do wycieku danych, a do tego jej szef planuje wycieczkę od obozu uchodźców na Bliskim Wschodzie. Wszystko zacznie się pieprzyć i to z rozmachem. Widzę potencjał w tej historii, mocno zahaczonej w obecnej rzeczywistości. Muzułmańscy terroryści samobójcy już są passe. Teraz sytuacja jest bardziej złożona. Wrogiem jest rząd, uchodźcy stanowią problem którego nie można rozwiązać w prosty sposób, a trudna współpraca między państwami wszystko komplikuje. A gdzieś w środku zagubieni ludzie. Carrie żyjąca w iluzji, Quinn poświęcający się dla sprawy jako bezlitosny hitman i Saul wydający kolejne zlecenia. Odcinek może i miał powolne tempo, ale skupiał się na sednie, bohaterach i nakreśleniu sytuacji. Nawet zwykłe sceny miały w sobie wiele emocji, a co dopiero wtedy gdy coś się działo. Czekam na ciąg dalszy. Sezony 2 i 3 mogły być jedyną wpadką serialu.

OCENA 5/6

iZombie S02E01 Grumpy Old Liv
iZombie było jednym z największym zaskoczeniem tego roku. Mimo początkowych kłopotów pierwszy sezon skończył się wysoką notą, a Rose McIver w głównej roli była urzekająca. Dlatego tak wyczekiwałem drugiej serii. I mocno się rozczarowałem. Cliffhangery nie miały większego wpływu na serial, a zamiast skupić się na mitologii lub bohatera większość czasu stanowiła proceduralna sprawa, która powinna być tylko dodatkiem. Wcielenie tygodnia Liv, mózg zgreda rasisty, również się nie sprawdziło. Zdarzyło się kilka udanych żartów, ale całości  nie była naturalna. Istotne wydarzenia można by upchnąć w 5 minutach. Ale jakich! Szantażowany przez Max Rager Major  zostaję łowcą zombie,  Blaine dalej prowadzi swoją działalność, a Clive w tym sezonie powinien dostać więcej czasu za sprawą podejrzeń Majora o rzeź z finału. Prywatna sytuacja Liv pokomplikowała się w równie ciekawy sposób - scysja z bratem i matką oraz wprowadzenie się nowej lokatorki - Glidy od Max Rager. Czyli widać wizję na ten sezon mimo przeciętnego scenariusza na ten odcinek. Jestem dobrej myśli i czekam aż serial znowu przeżuci swój ciężar na bardziej ciekawiące mnie aspekty.

OCENA 3.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E02 Purpose in the Machine
Simmons! Uwielbiam ją, zwłaszcza w parze z Fitzem i po poprzednim sezonie gdzie jej postać została porządnie rozpisana. Z jednej strony cieszę się z jej powrotu do drużyny, a z drugiej pytam czemu tak szybko. Chciałbym zobaczyć jej wojaże na innej planecie jak sobie radziła i jej kibicować oraz oglądać Fitza desperacko próbującego ją odnaleźć. Niby szansę są na to w flashbackach, ale to już nie będzie to samo. Dobrze, że przynajmniej scenarzyści mają pomysł na jej traumą i za monolitem stoi grubsza historia związana z obcymi. Oby została to dobrze poprowadzone bo nie chciałbym by porzucono ten pomysł.

Obecność Simmons będzie mnie cieszyć, jestem tego pewien jednak smuci mnie, że sprowadzono ją w taki naciągany sposób i po łebkach.  Scena z samobójcza misją Fitza została dobrze wyreżyserowana i umiejętnie budowano napięcie. Jednak całe śledztwo przy wykorzystaniu znanego asgardczyka oraz XIX wieczne zabytki było już strasznie nie na miejscu. Taka głupotka, którą trzeba szybko strawić by cieszyć się z bohaterów.

Wraz z tym odcinkiem wróciła May. Z zabawnymi scenkami co jak na nią jest niecodzienne. Jakże się za nią stęskniłem! Trauma i brak celu w życiu to do niej coś niepodobnego. Ostatnie wydarzenia mocno na nią wpłynęły i postanowiła poświęcić się rodzinie. Długo tak nie mogła i wraz z Hunterem będzie działała pod przykrywką. Podoba mi się ten pairing, a jego potencjał pokazała ostatnia scena tej dwójki. Ona przyjmuje z stoickim spokojem wiadomość o powrocie Simmons, a on wybucha radością. Więcej takich kontrastów.

U Warda niewiele nowego. Buduje nową Hydrę. Ziew. Kolejna głowa, która zostanie zniszczona. Już mam dość tego wątku. Nie podoba i się też telenowelowy zwrot akcji z dzieckiem Struckera. Cieszy mnie jednak, że serial znowu bawi się przeciwnościami. Hunter infiltruje Hydrę, a Hydra bierze się za S.H..I.E.L.D.

Inne:
- scenka z XIX wiecznym tajnym stowarzyszeniem na początku odcinka tak bardzo niepotrzebna. Chyba, że to budowanie wątków pod przyszłe wydarzenia i sięganie głębiej w historię marvelowskiego świata. W co wątpię.  
- Fitz zaczął się znowu jąkać. Dobrze, jednak scenariusz nie wyrzuca do kosza poprzedniego sezonu i charakterystyki postaci.
- sceny akcja poza wydostawanie Simmons przeciętne. Pościg samochodowy w garażu o którym nawet nakręcono materiał zza kulis mnie wcale nie ruszył, a Ward nokautujący kolejnych ochroniarzy na jachcie sprawił, że ziewnąłem. Po Kevinie Tanchareonie spodziewałem się więcej, ale tutaj zawinił raczej scenariusz.

 OCENA 4/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E40 Doomsday (2)
Jak zapowiadałem tak robię, nadrabiam Mighy Morphin. Jest ciężko przestawić się po serii RPM. Bardzo. Nie wiem czy dam radę i nie będę musiał sobie zafundować terapii złożonej z lepszego sezonu. Póki co próbuję. Odcinek Doomsday to druga część historii, która miała posłużyć za finał sezonu. I jest nudno. Wojownicy deklarują swój heroizm, walczą, przegrywają, cudowny splot okoliczności (zhackowanie bazy danych Rity z zaklęciami, powaga), kolejna walka i jeszcze jedna mowa potwierdzająca bohaterskość. Zero subtelności, wszystko ordynarnie podane. Sama finałowa walka i sposób pokonania Goldara w niezwykle potężnym zordzie niczym nie odbiegał od standardowego starcia. A tak fajnie się zapowiadało - zniszczone zordy i zagrożenie życia ludności cywilnej. Pozytyw odcinka? Tommy zaliczył króciutkie cameo podczas celebracji dnia Power Rangers. To zawsze podbije odbiór odcinka.

OCENA 2.5/6 

The Flash S02E01 The Man Who Saved Central City
Dobry powrót, ale jak na premierę spodziewałem się więcej. Była akcja, humor, wprowadzenie nowych i zakończenie starych. I dużo nudnego użalanie się nad sobą. Czy każdy z herosów musi przeżywać kryzys, myśleć że sobie poradzi sam i potem szybko pobiec do przyjaciół by pokonać niebezpieczeństwo, któremu sam nie sprosta? Wałkowane dziesiątki razy nudzi nawet jeśli ma nowe elementy. Których tutaj nie było. Rozczarował mnie też przeskok w czasie i rozwiązanie cliffhangera w krótkim flashbacku. Tak się nie robi. W kilka miesięcy dużo zmieniono, po czym wrócono do starego statusu quo. Serialowy standard. Sam pomysł na główną historię sezonu mi się podoba. Ratowanie świata przed inwazją z innej ziemi. Ten odcinek miał raczej nakreślić sytuację i był w dużej mierze za zadanie przyciągnąć nową widownie dlatego służył głównie ekspozycji. Ja się wynudziłem. I zirytowała mnie mocno jedna rzecz - zero dylematów moralnych przed zabiciem Smashera.

OCENA 4/6

wtorek, 6 października 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #156 [28.09.2015 - 04.10.2015]


SPOILERY

Blindspot S01E02 A Stray Howl
Pierwszy odcinek był zjadliwy, drugi jest ciężkostrawny, długo leży na żołądku i męczy. Główny wątek można skondensować w paru minutach, sprawa odcinka męczy, ilość głupot denerwuje, naciągany scenariusz nawet nie próbuje stwarzać pozorów logicznego ciągu przyczynowo skutkowego, a brak wyrazistych postaci tylko podkreśla miałkość całości. Najbardziej jednak wkurzyła mnie powtarzalność. Wyprawa FBI do podejrzanego, Jane zostaje sama i stacza walkę wręcz. Dalsza część śledztwa, wyprawa do wysokiego budynku, wertykalna pogoń i trochę strzelania. Czyli to samo co ostatnio. Co jeszcze? Irytujący styl kręcenia skupiający się na dramatycznych zbliżeniach męczy, a Kurt Weller przez cały odcinek krzyczy jakby miał wewnętrzny przymus podkreślania swojej męskości mimo że tak naprawdę jest on bardzo wrażliwy. Paradoksalnie najlepiej wypada proceduralny z programem dronów nad Nowym Jorkiem i zbuntowanym pilotem. Powtórka z 24: Live Antorher Day i to niezbyt twórcza, ale przynajmniej nie jest to standardowe polowanie na mordercę/handlarza złymi rzeczami. Więc też można oglądać Jaimie Alexander więc zostaje na jeszcze trochę i zawyżam ocenę.

OCENA 2.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E01 Laws of Nature
Agenci premierą trzeciego sezonu tylko potwierdzają, że są najlepszym komiksowym serialem w ogólnodostępnej telewizji. W karkołomny sposób prowadzą wątki, opowiadają złożone historię, konsekwentnie rozwijają postacią umiejętnie między nimi żonglując i autentycznie angażują podczas oglądania. Czterdzieści minut zleciało błyskawicznie, a każda scena zawierała pewien cool factor. Co z tego, że patrząc na ten sezon z szerszej perspektywy zapowiada się opowieść o x-menach? Ludzie z mocami prześladowani przez rząd, spontanicznie manifestujące się moce i odsiecz przybywająca na ratunek. Wypisz wymaluj standardowe historię o ludziach z genem x tylko zamiast mutant mamy inhuman. Potencjał w tej historii jest ogromny mimo, że była opowiadana wielokrotnie. W odcinku były sporo głosów opinii publicznej, głos prezydenta i powstanie nowej agencji rządowej jako odpowiedź na wydarzenia z Marvel Cinematic Universe. Historia jest również tie-inem do nadchodzącego Civil War. Jak w przypadku poprzednich majowych filmów Marvela szykują się mocne nawiązanie i możliwe, że całość można traktować już jako prequel.

Podoba mi się nowa rola Skye w drużynie. Znaczy się Daisy bo teraz tak wszyscy się do niej zwracają. Pod nieobecność May i niemożność wyruszenia Bobbi w teren to właśnie ona przewodzi akcją, a współpracuje z Mackem. To i nowy wygląd zbliżają ją do komiksowej bohaterki. I są to zmiany dobre. Dziewczyna nauczyła się korzystać z swoich mocy, zaakceptowała dziedzictwo przodków, a teraz pomaga innym z tym samym problemem. Teraz ona będzie mentorką i liderką. I ja to kupuje.

Culson również się zmienił. Nie wiadomo ile czasu minęły między sezonami (lakoniczne kilka miesięcy), ale ostatnie wydarzenia na niego odrobinę wpłynęły. Zaakceptował stratę Simmons i stara się być lepszym przywódcą rozbudowującego się SHIELD. Nawet i on zmienił swój strój ubieranie. Odwiesił garnitur na kołek i jest bardziej wyluzowany. A mechaniczna ręka jest cool. Tak jak zresztą cały odcinek. Jak powiedziałby Abed z Community "Cool, cool, cool".

Jednak MVP odcinka jest dla mnie Fitz. Po utracie Simmons zdesperowany stara się ją odzyskać, nawet wyrusza w wydawałoby się samobójczą misję w teren. Ładny mamy tutaj kontrast bo na początku S02 to właśnie ona działała pod przykrywką. Teraz jemu udało się odnaleźć kawałek starożytnego manuskryptu, który miał uratować Simmons. A doprowadził do statecznego załamania. No cóż, scena gdy Fitz pełen rozpaczy i złości chwyta za strzelbę, rozwala z kopa drzwi i zaczyna okładać pięściami monolit była jedną z lepszych w tym serialu. Bo podkreślała jego charakter, zdesperowane i oddanie. Grała również na emocjach widza. Czuć whedonowe DNA.

A co z Simmons? Żyję. Oczywiście. Dostała krótką scenkę gdzie uciekała nocą przez pustynię walcząc o przeżycie. Szokujące? Nie bardzo. A co powiecie na obcą planetę? Tak, Monolit okazał się teleportem. I tym pięknym sposobem serial nawiązuje prawdopodobnie do mitologii Kreem i otwiera możliwości na crossovery z Guardians of the Galaxy. Już pisałem, że chciałbym zobaczyć Agentów w kosmosie i prawdopodobnie się doczekam. Albo chociaż na obcej planecie. Tylko czekać, że Fitz wykorzysta Monolit to stworzenia Marvelowych Gwiezdnych Wrót.

W odcinku inne postacie dostały trochę miejsce, ale równie ważne sceny. Lincol chcę podążać własną drogą, z dala od inhumans i SHIELD, ale przeszłość go dopada. May musiała wziąć dłuższe wolne. Bobbi siedzi w laboratorium co jest dziwne, Hunter planuje wybrać się na polowanie na Hydrę, a Mack rzuca świetnymi żartami. Rosalinda jest na razie tajemnicza i pasuje na antagonistkę sezonu. Lub chwiejną sojuszniczkę. Pod tym względem została o wiele lepiej wprowadzona od Talbota. Lash jako zły inhuman wyszedł równie tajemniczo i czekam na ciekawe przeplatanie tych wątków.

Inne:
- pamiętna siekiera na ścianie w gabinecie Culsona! Albo jego broń w laboratorium. Lub Jego kubek. Dużo fajnych smaczków na drugim planie.
- budżet serialu poszedł sporo do góry. Niezłe efekty specjalne (zwłaszcza team up Daisy i Lincolna), solidny make-up Lasha oraz bogactwo scenografii. Imponująco wypada też nowy środek transportu SHIELD. Tylko czekać aż pokażą Helicariera.
- jakie ładne wprowadzenie Daisy w ten sezon. Nie pokazano jej od początku tylko manifestację mocy jak roznosi obcych agentów, a potem niesamowicie udany kadr z wyciągniętą ręką. Strasznie mi się podobało to ujęcie pokazujące kto tu jest głównym bohaterem.
- serial udanie bawił się z widzem. Stworzył złudzenie wroga sezonu, kolejnego przeciwnika do pokonania, a Rosalinda okazała się równie niedoinformowana co Culson. Czuć było chemię między tą dwójką gdy przerzucali się tajemnicami w wagoniku metra.
- Mack pragnący "a shotgun-axe combination of some sort"!
- niektóre nawiązania do MCU dość ordynarne, ale powrót Williama Sadlera z Iron Man 3 jako prezydenta USA było fajnym smaczkiem.

OCENA 5/6

Scream Queens S01E02  Pilot (Part 2)
Pierwszy odcinek mi się podobał. Była szalenie absurdalna opowieść z potencjałem. Niestety druga połowa dwugodzinnego pilota to maskara. Poza fajnym wprowadzeniem Munch i kilkoma pojedynczymi dialami było źle. Miszmasz wątków męczy, nie czuje postaci które co chwila zmieniają swoje nastawienie do innych, brakuje suspensu podczas scen morderstw, zwroty akcji nie ruszają, a całość jest drętwa. Czekałem na boom, pomysł w postaci głuche fanki Taylor Swift, ale kilka dni po seansie ciężko mi sobie przypomnieć scenę która mnie ruszyła. Dam jeszcze szansę, ale niestety czuje się rozczarowany. Taki fajny potencjał, a tak skaszaniony. Gdyby nie strona wizualnie nie wróciłbym już do serialu, a tak dam jeszcze szansę.

OCENA 2/6

Quantico S01E01 Run
Dla odmiany miłe zaskoczenie. Dawno temu, gdzieś przy okazji premiery Covert Affairs zastanawiałem się czemu nie ma serialu o początkujących agentach FBI. Musiałem czekać ponad 5 lat by móc skonfrontować marzenia z rzeczywistością. I jestem zadowolony. Jest to połączenie Grey's Anatomy, teen dramy z Homeland. Karkołomne, ale wyszło. Reguły świata są naiwne, bohaterowie młodzi, piękni i rozemocjonowani, twist fabularny pojawia się co 5 minut, czuć suspens i zbliżającą się katastrofę. Jasne, wszystko nakręcone w konwencji pop serialu, nie mającego nic wspólnego z rzeczywistością, ale nie przeszkadza to dobrze się bawić. Quantico posiada dużo cech wspólnych z zeszłorocznym How To Get Away With Murder. Flashforwardy i wielką zagadkę. Tylko tutaj pilot jest o wiele lepszy z ciekawszymi postaciami na których może jeszcze nie zależy, ale chcę się ich oglądać. I tak zrobię. Serial dostaje kredyt zaufania i liczę na przyjemne gulity pleasure w stylu Revenge.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 28 września 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #155 [21.09.2015 - 27.09.2015]

SPOILERY

Blindspot S01E01 Pilot
Blindspot to jedna z nielicznych jesiennych nowości, która mnie zainteresowała. Nie spodziewałem się jednak świetnego serialu. Liczyłem na guilty pleasure, przyjemny sensacyjniak pełen akcji z lubianą przeze mnie aktorką. Nie powiem, że się rozczarowałem, ale na razie jest bardzo średnio. Najlepiej wypada konspekt. Naga, w pełni wytatuowana kobieta zostaje znaleziona na Times Square co jest początkiem wielkiej tajemnicy. Trochę tu Prison Break i 24. I tyle. Akcja płynnie od jednej nudnej sceny do drugiej w oczekiwaniu na coś fajnego. Ciekawi dramat Jane Doe, jej wyobcowania i chęć poznania siebie, a Jaimie Alexander gra bardzo solidnie i szybko można z nią sympatyzować. Jeśli byłaby to kablówka nastawiałbym się na serial skupiający na tożsamości, samostanowieniu i częstym zadawaniu pytań typu "kim jesteśmy?" i "co nas kształtuje?". Wiem jednak, że nie dostanę. Chcę dostać trochę akcji. Dużo lepszej niż w tym odcinku. To co było zostało przeciętnie wyreżyserowane, zupełnie bez polotu tylko z jednym momentem, który był fajny. Całość jest pod tym względem dość przeciętna. Co jest niestety zasługą nieudolnej reżyserii. Przez cały odcinek powtarzał się jedna maniera - dramatyczne zbliżenia na twarze postaci. Na początku było to fajne, zwłaszcza gdy pokazywano Jane obraz się lekko rozmazywał co podkreślało jej zdezorientowanie. Potem jednak męczyło. Nie podoba mi się zadęcie serialu. Lubię poważne dramaty, ale koncepcja serialu to wyklucza więc przydałoby się trochę humoru. Tu go było niewiele, a jak się już pojawił to był na poziomie bruku. Zawodzi też wielka tajemnica. Za słaby cliffhanger, za mało o postaciach, a całość dość bezpiecznie poprowadzono. I bym przestał oglądać gdyby nie panna Alexander do której mam słabość od czasu Kyle XY.

OCENA 3/6
 
Heroes Reborn S01E01E02 Brand New Day/Odessa 
Wiecie co było najfajniejsze w powrocie Heroes? Okres oczekiwania. Ekscytacja kolejnymi skrawkami informacji, entuzjazm po pierwszych zdjęciach i teaserach, cieszenie się z wiadomości castingowych. To był szczęśliwy rok dla fanów marki. Czar prysł gdy serial wrócił. Tragedii nie ma, ale oczekiwania miałem dużo większej. Reborn jest gdzieś na poziomie lepszych odcinków czwartego sezonu. Buduje historię z wielu perspektyw i snuję antykomiksową wizję świata ludzi z mocami, ale robi to w sposób niesatysfakcjonujący, a sporo decyzji, które podjętą podczas pisania scenariusza delikatnie mówiąc są kontrowersyjne.

Serial stoi w rozkroku. Nie wie czy jest skierowany dla wiernych fanów czy nowych widzów. Posługuje się starą mitologią budując nowe wątki. Korzysta z solidnych fundamentów - Primateh, strach ludzi przed Evos, zbliżająca się zagłada. Tylko wszystko się rozmywa w mdłych postaciach. Mimo prawie 2h nie mogę stwierdzić bym miał jakieś faworyta. Może para zabójców polujących na Evos, ale tutaj motywacje są bardzo standardowe. Brat luchadora mściciela uzależniony od alkoholu, dzieciak teleporter w pakiecie z teen dramą, abstrakcyjny świat japońskich gier komputerowych. Nie jestem przekonany. Tak jak do powrotu starych postaci. Claire nie żyję? Poza kadrem zginęła? Bullshit. Noah jakiś taki bez wyrazu, Mohinder tylko wzmiankach, Haitańczyk jedynie z cameo, ale sugestią warzności jego roli. Znowu ten sam sam problem co wcześniej - rozkrok między nowym i starym. Już bym wolał by produkcja opóźniła się o kolejny rok i wrócili ulubieńcy z Peterem, Sylarem, Hiro i Clare na czele.

Jednak największy problem mam z struktura prowadzenia historii. Postacią brakuje wyrazistości, bogatego tła przez co są bardzo miałkie. O motywacji pary zabójców już pisałem - definiuje ich jedna rzecz, chęć zemsty za śmierć syna, inne cechy charakteru jedynie delikatne nakreślone. Tommy irytuje i na razie nie odgrywa ważnej roli, jedynie jest linkiem do tajemniczego człowieka potrafiącego wymazywać pamięć. Noah z amnezją to nie prawdziwy Noah, błąka się bez celu. Carlos próbuje się ponownie odnaleźć w lokalnej społeczność, a Miko to biała karta. Wygląda jakby nie miała przeszłości, a jej jedyne uzasadnienie fabularne to nawiązanie do japońskich wątków w serialu. Nie widać by gdzieś to zmierzało, nie ma komu kibicować. Tajemnica jest, ale zbyt szczątkowo dawkowana zwłaszcza jak na 12 odcinkową zamkniętą historię.

Czy będę oglądał dalej? Pewnie! To dalej Heroes, lubię ten świat i chcę w nim przebywać nawet jak mnie trochę irytuję. Wystarczy jednak, że pojawi się dobrze znany motyw muzyczny lub charakterystyczny symbol zaczynam się cieszyć. Wiele satysfakcji daje mi wychwytywanie różnych smaczków, a przyszłość wygląda dobrze. Zbliżający się kataklizm i powroty. Chcę też pooglądać więcej tego pesymistycznego świata. Heroes to fajna odskocznia od superbohaterów ratujących ludzi i świat, a historia o prześladowanych ludziach z mocami. Chciałbym więcej tego typu obyczajowych elementów.

OCENA 3.5/6  

Scream Queens S01E01 Pilot (Part 1)
W tym roku było zaskakująco niewiele seriali na które czekałem. Scream Queens było jednym z nich i jest pozytywnie zaskoczony. Jest to przestylizowany Krzyk, zabawa Ryana Murphyego gatunkiem. To nie jest poważna produkcja. To nie musi mieć fabuły. Dla mnie jest to poligon doświadczalny służący do rozbrajania tropów horrorowych i ich umiejętnym mieszaniu w oczekiwaniu na mocniejszy wybuch. Mamy mroczne bractwo studenckie z biczowatą przywódczynią, tajemniczego mordercę w stroju diabła, historię sprzed lat, przysięgi krwi i wyrafinowane zabójstwa. I przerysowane postacie. Karykatury postaci. Nie rzeczywistych bohaterów, a wydmuszki służące do prowadzenie historii służącej do przedstawienia szalonych rozmów i absurdalnych sytuacji. I szkoda tylko, że całość nie trwa 20 minut, a 40. Ten format sprawdził by się idealnie jako komedia.

Jak jeszcze mogę was przekonać? Niech za przykład posłużą dwa momenty - głucha fanka Taylor Swift śpiewająca jej przebój gdy dziewczyny wokół niej krzyczą ze strachu przed zbliżającym się mordercą na kosiarce. Całość działa się podczas próby w bractwie gdy bohaterki były zasypane po głowę. Śmiałem się mocno z nierealności sytuacji. Drugi moment to wymiana smsów z mordercą podczas własnej sceny śmierci. Bez krzyków, a z wykorzystanie współczesnych technologii. I ten tweet na koniec! Ta jedna scenka miała więcej z Scream (wraz z nieudolną pogonią zamaskowanego mordercy!) niż trzy odcinki serialowej wersji filmu od MTV.

OCENA 4/6

wtorek, 22 września 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #154 [14.09.2015 - 20.09.2015]

SPOIELRY

 The Good Wife S06E14 Mind's Eye
Sezon się rozpoczął więc wypadałoby nadrobić niektóre seriale. Na pierwszy rzut idzie The Good Wife i jestem zachwycony tym odcinek. To już dawno przestał być procedural prawniczy, a im więcej latek na karku tym więcej eksperymentów. Tym razem początek to coś na kształt bottle episode. Alicja w domu rozmyśla nad dwoma problemami - walką z Canningem o biuro oraz zbliżającym się wywiadem przed komisją. Alicja wizualizuje sobie kolejne rozmowy i zachowanie bohaterów co często ma komiczny przebieg. Zwłaszcza gdy coraz bardziej pochłaniające ją problemy zaczynają się przenikać by wreszcie do głosu doszły swobodnie galopujące myśli. Dla mnie jest to fajny zabieg pokazujący co siedzi w głowie bohaterki. Było już wcześniej z Elsbeth Tascioni  więc ciekawe na kogo teraz padnie. Przy okazji w odcinku trochę o moralności i czy można kłamać w imię wyższych celów, wszystko bez zadęcia i z wypośrodkowanym podejściem.

OCENA 5/6  

The Good Wife S06E15 Open Source
Lubię gdy serial porusza aktualne tematy, a The Good Wife ma do tego dryg. Przy tym nie boi się eksperymentować i nowatorsko podchodzić do spraw nie orzekając jednoznacznie co jest dobre, a co złe. Tym razem mamy postrzał z broni z drukarki 3D i oskarżenie osoby opracowującej projekt. Tęskniłem za tego typu odcinkami. Długie sceny na sali sądowej, ekscentryczni sędziowie i nieoczekiwane wypowiedzi. Iskrzyło aż miło. Tym bardziej, że wróciła Nancy Crozier i Kurt McVeigh. Tylko Cary'ego i Alicji na sali  zabrakło. 

U Alicji za to nie pokazano wywiadu przed komisją o czym tyle się mówiło w poprzednim odcinku. Jedynie krótki reportaż z telewizji i jej profesjonalne kłamstwo. Przez odcinek męczyła się głównie z obietnicą złożoną Canningowi by w finale stwierdzić, że jednak Lee i Canning z nią pogrywają. Wiele się nauczyła lub jest już tak wyrachowanym politykiem, że wszystkim podejrzewa. W samym finale przespała się z kierownikiem kampanii. Teraz tylko czekać aż zda sobie sprawę, że powolutku staje się Peterem. 

OCENA 5/6
 

środa, 16 września 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #153 [07.09.2015 - 13.09.2015]


SPOILERY


Fear The Walking Dead S01E02 So Close, Yet So Far
Wciąż nie wiem czy mi się podoba czy nie. Dobrze się oglądało zwłaszcza drugą połowę odcinka gdy tempo momentalnie skoczyło do przodu. Efektowne zamieszki na ulicach LA słyszane z małego zakładu fryzjerskiego, wyprawa i załamanie mamusi i detoks synka. Niektóre sceny były na prawdę mocne. Szkoda, że działają tylko podczas oglądania, a serial nie zostawia trwałego piętna. Brak tutaj dylematów moralnych, a oglądanie początków apokalipsy i poznawanie przez ludzi szwendaczy jest trochę nudne. Tak jak wskakujące screamery, które już nie działają. Ale najbardziej irytują mnie zwolnienia. Ja rozumiem, serial ma ładne widoczki, kamerzysta się stara, kadry podkreślają izolację lub osaczenie bohatera, ale bullet time jest tu zupełnie zbyteczny. Nic to, oglądam dalej i liczę, że coś się z tego urodzi bo wciąż wyczuwam drzemiący tutaj potencjał.

Chociaż nie, dzień po obejrzeniu odcinka jednak ruszył mnie. Zwłaszcza końcówka. Rodzinka Clarków słyszy odgłosy z podwórka, a następnie widzi sąsiada rzucającego się na dziecko. Alicia chcę pomóc, a Maddy wiedząc to co wie ignoruje nawoływania córki. Moment gdy człowieczeństwo i ludzkie współczucie musi zostać odstawiony na bok by ratować rodzinę. To samo zresztą z Travisem. Wpada do Salazarów i odrobinę despotycznie traktuje prawowitych mieszkańców. Instynkty biorą górę gdy trzeba bronić bliskich. 

OCENA 4/6

Fear The Walking Dead S01E03 The Dog 
I zaskoczyło. Odcinek okazał się całkiem emocjonujący i pełen napięcia. Dobrze rozłożono akcenty, a całość w swojej niedorzeczności (zombie apokalipsa? proszę) jest wystarczająco realna. Intensywne zamieszki w miejsce i rodzinka przedzierająca się przez ulicę. To oglądało się z zapartym tchem. Tak jak przesiadywanie na przedmieściach i gra w Monopol. Ta ostatnia scena miała w sobie coś niezwykłego. Jakby rodzinka chciała poczuć bezpieczeństwo amerykańskiego snu, a nic nie jest tak amerykańskie jak kapitalizm. Dobrze oglądało się też kolejne starcia z zombiakami. W serialu matce dawno się znudziły, a tutaj nawet jeden nieumarlak stanowi wyzwanie. Fizyczne i psychiczne. 

Zaskoczyła mnie końcówka. Gdy już szykowałem się na wyprawę poza miasto z powodów finansowych zjawiło się wojsko. Wujek Sam jednak nie porzucił tak szybko swoich obywateli. I podoba mi się ten obrót wydarzeń. Stan wyjątkowy, godzina policyjna, rosnące niepokoje na przedmieściach i walka o przegraną sprawę. Jestem ciekaw jak to się rozwiążę. 

OCENA 4.5/6

Heroes Reborn S01E00 Dark Matters: Where Are the Heroes?
Nareszcie! Prawie. Dark Matters to jeszcze nie premiera odświeżonego Heroes, a 6 odcinkowa miniseria wprowadzająca do serialu, który wraca po pięciu latach. Miniseria robiona głównie pod fanów, którzy będą piać z zachwytów wychwytując nawiązania, rozpoznając znanych bohaterów i poznając świat, który się zmienił. Serial ma wiele wspólnego z obecną rzeczywistością. Sytuacja Evos to odzwierciedlenie paranoi rządów, wszechobecnej inwigilacji i tego co innego. Kryzys wiary w człowieka jako indywidualną i fala nienawiści na podstawie uprzedzeń. I niby to wszystko jest znane, przerabiane w popkulturze dziesiątki razy, ale działa. Bo podano to w zgrabnej formie i wiarygodny sposób. Relacje z tv, wideoblogi z anonimowymi ludźmi i gdzieś wielka konspiracja. I paradoksalnie to był najsłabszy motyw odcinka. Średnio mnie obchodził spadkobierca Primatech. Tak jak bohaterowie stworzeni na potrzeby tej serii. Phobe kontrolująca cień jest sympatyczna, powoli odkrywa swoje moce co prowadzi do kłopotów. Nawet ciesze się, że wróci w Reborn. Natomiast Quentin, jej brat, okazał się przefajnowany. Samotny geek, zajmujący się siostrą, a potem conspiracy freak zmieniający się w nieprzekonującego superszpiega. Włam do Renautus i odnalezienie Noaha? Proszę, to mnie zupełnie nie przekonuje. Pod tym względem serial się nie postarał. Już lepiej by było gdyby jak najwięcej jechał na sentymencie do starych postaci. Bo co za fan by się nie uśmiechnął widząc nagrania evosów z kolejnymi próbami swoich możliwości? Albo odkrywając tożsamość tajemniczego głosiciela prawdy? Tak czy inaczej jestem zadowolony i coraz bardziej czekam na powrót Heroes. Jak spadać to z wysokiego konia. 

OCENA 4.5/6