niedziela, 23 lipca 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #240 [17.07.2017 - 23.07.2017]

SPOILERY

Better Call Saul S01E01 Uno
Breaking Bad uważam za jeden z najlepszych seriali jakie widziałem w życiu i wątpię by dużo ludzi przekonywało mnie, że jest inaczej. Jest to jeden z powodów dlaczego zwlekałem z sprawdzeniem Better Call Saul. Bałem się, że nie dorośnie swojemu starszemu bratu i będzie kulą u nogi dla marki. Trochę to irracjonalne z powodu tych samych ludzi odpowiedzialnych za obydwa seriale. Nic jednak nie mogłem na to poradzić. Czas mijał, odcinków było coraz więcej, recenzje bardzo pochlebne, a ja nie miałem kiedy wcisnąć serialu w grafik. Na szczęście Maszyna Losująca naprawiła ten błąd i mogłem sprawdzić chociaż pierwszy odcinek. Wiem jedno, chcę więcej!

Pierwsza scena i już zaskoczenie. Monochromia i Saul pracujący przy wyrobie ciasteczek w centrum handlowym. Spłoszony i widocznie się czegoś bojący. Wraca do swojego domu gdzie pije i wspomina dawne czasy włączając kasetę z swoimi starymi reklamówkami. Więc to porabia po finale Breaking Bad. Cień dawnego siebie bez perspektyw na lepszą przyszłość. Bardzo smutna scena. I nawet chciałbym by serial doszedł do tego miejsca i pokazał co dokładnie działo się z nim po finale.

Sam odcinek oglądało się tak jak początki Breaking Bad. Powolna narracja, długie sceny i stopniowe odkrywanie postaci i jego świata. Przy tym oczywiście piękne zdjęcia. To nie Saul, a Jimmy. Wygadany, acz nie do końca pewny siebie prawnik. Czarujący i potrafiący grać kogoś kim nie jest, ale bez większych sukcesów. Obrońca publiczny robiący za 700 dolców od sprawy, a nie prawnik zarabiający 50 tysięcy dziennie. Żyję w cieniu brata i jego przeszłości nie mogąc być w pełni sobą. Jakże to będzie interesująca ewolucja postaci do cwaniaczka w jakiego się przeobrazi.

Może fabularnie nie była to opowieść porywająca. W końcu to pilot wprowadzający w nowy świat. Przedstawienie problemów z jakimi boryka się Jimmy i jedna akcja odwetowa która nie poszła po jego myśli. Dużo tutaj potencjału. Jednak największa przyjemność nie płynie z prezentowanej historii, a gry Boba Odernika. Burza i ogień na ekranie. Aktorskie szarże w jego wykonaniu są perfekcyjne. Jego przemówienia mogłyby podnosić tłumy. Mistrz.

OCENA 5/6    

Game of Thrones S07E01 Dragonstone
Długo przyszło czekać na powrót Gry. Zawiedzie się jednak ten kto oczekiwał przyśpieszenia tempa z powodu mniejszej ilości odcinków. To wciąż ten sam serial z powolnie rozwijającą się historią. Teraz było to jeszcze bardziej widoczne. Mocne otwarcie i następnie powolne rozstawianie pionków do już finalnego starcia. To przeważnie rozmowy, zapowiedź przyszłych sojuszy i rozłamów. Najbardziej widowiskowe było otwarcie z Aryią mszczącą się na Freyach. Oglądało się to z nieskrywaną satysfakcją. Również finałowa sekwencja poświęcona Daenerys była niesamowita. Długie ujęcia, emocjonalna chwila dla Dany i powrót do domu. Wszystko to bez słów przez prawie sześć minut do znamienitego "Zaczynamy?" na zakończenie. Jedynie mogę się przyczepić do scen z Samem z odrobiną slapsticku. Za długo by wyjawić jedynie powiązanie między Smoczą Skałą, a obsydianem.

OCENA 5/6

niedziela, 16 lipca 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #239 [10.07.2017 - 16.07.2017]

SPOILERY

Grimm S01E14 Plumed Serpent
W losowaniu miałem już Once Upon a Time i Supernatural dlatego gdy padło na Grimm wcale się nie zdziwiłem i bardzo ładnie wpasowało się to w wzór. Co ważne ucieszyło mnie to. Procedural z polowaniem na potwory który bardzo chciałem nadrobić i wreszcie nadarzyła się okazja. Co to wiele mówić, jestem zadowolony z tego i planuje w ciągu tygodnia zobaczyć tyle odcinków ile zdołam.

Odcinek zaczął się bardzo klasycznie. Wprowadzenie z ofiarami, a potem śledztwo. Utarte schematy gatunku zrealizowane bardzo poprawnie. Umiejętne budowanie atmosfery, skupienie się na głównym bohaterze i powolne wprowadzanie kolejnych postaci, które miały sporo do odegrania, a nie statystowały by wypełnić założenie kontraktów. Wciągnęła mnie historia. Pierw podpaleniem, potem zgłębiania tajemnic smoków i wreszcie walka z jednym z nich. Do tego realizacyjnie wypadło bardzo zaskakująco gdzie scenografia pełna miedzianych kabli przyciągała oko. Nie wyjaśniono do końca sensu fascynacji miedzią, ale pozostawiono pole do całkiem oczywistych interpretacji. Niewątpliwym plusem jest też rzucanie wskazówek co do większej fabuły. Bez pośpiechu, ale umiejętnie wpisano w całość. Nawet wydarzenia z odcinka powinny odcisnąć piętno na bohaterach. Jestem zaskoczony jak udany był to epizod.

Inne:
- w gościnnej roli pojawia się Daniel Baldwin, z tych Baldwinów i jakże jest podobny do braci.
- w innej roli występuje Danielle Panabaker. Zawsze miło jest zobaczyć znaną twarz w serialu sprzed paru lat. Zabawnie zgrywa się jej rola połykaczki ognia/smoka z obecnie odgrywaną Killer Frost w The Flash.

OCENA 4.5/6

Grimm S01E15 Island of Dreams
Na IMDb wyczytałem, że to jeden z najlepszych odcinków. Zupełnie się z tym nie mogę zgodzić. Było poprawnie, prawda, ale tylko tyle. Za bardzo przypominało policyjny procedural z na siłę dodanymi mitycznymi stworzeniami. Od takie polowanie na nieobliczalnych ćpunów.

Dużo lepsze rzeczy działy się wokół sprawy. Pojawiły się Rosalynee, siostra ofiary będąca utalentowaną zielarką. Wiem, że ma rolę powracającą i od przyszłego sezonu dołącza do obsady co mi się bardzo podoba. Lubię takie rozbudowanie świata tym bardziej, że to postać złożona. Dawniej uzależniona, teraz układa sobie nowe życie obok Grimma.

Trochę słabiej wypada próba zdobycia kontroli emocjonalnej przez Adelide na Hanku. Specyfik wpływający na emocję ładnie łączy się z głównym wątkiem odcinka, ale całość wydawała się zbyt przeciągana. Miło, że wplątano w to Wu, przez co w serialu jest coraz więcej połączonych naczyń.

Inne:
- ucząca się strzelać Juliette! Jeszcze niech dostanie jakiś wątek i będę szczęśliwy.

OCENA 4/6

Grimm S01E16 The Thing with Feathers
Kolejny odcinek z rodzaju zamienić potwory na ludzi i dostajemy generyczną opowieść o znęcającym się mężem. Złote jajko było tutaj jedynie dodatkiem bez większego znaczenia. Rozczarowujące. Kilka rzeczy jednak cieszy jak telefoniczne wsparcie Roseleen czy Juliett w centrum wydarzeń. Nie udaje się za to wątek Hanka. Męczy, jest zbyt długi i nieciekawy. Nie lubię gdy bohaterowie odgrywają kogoś innego dłużej niż jeden epizod. Mam nadzieje, że to prowadzi do wyjawienie prawdy o Grimmach przez Nicka.

OCENA 3.5/6

Grimm S01E17 Love Sick
Lubię ten serial, ale przeszkadza mi prowadzenie fabuły. Bohaterowie bardzo wolno kojarzą fakty, zajmują się pospolitymi sprawami i bardzo wolno im idzie zabieranie się za rzeczy ważne. To męczy. Proceduralna formuła tego nie usprawiedliwia i powinno się to zrobić dużo lepiej. Tak jak pojedyncze historię. Czasem się zdarzają perełki, a czasem potworki jak tutaj. Niby dotyczyło Hanka i Adelide, niby rozgrywały się ważne wydarzenia, a wszystko było ślamazarne. Dobrze, że znowu gdzieś z boku dzieje się ciekawe rzeczy. Renaraid i jego spiski interesują, ale jeszcze lepiej wypada Adelaide która zostaje człowiekiem. Jeszcze tylko żeby ktoś z ludzi dowiedział się kim na prawdę jest Nick.

OCENA 3.5/6

Grimm S01E18 Cat and Mouse
Co ja mogę napisać jak nie to samo? Serial znowu ogłupia bohaterów, a sprawa tygodnia nie byłaby interesująca gdyby sprytnie nie wpisano jej w foreshadowing i dylemat moralny Nicka. Do tego trochę biegania, odrobinka tajemnicy i jak zwykle świetny Sebastian Roche jako czarny charakter.

Duże lepsze niż polowanie na zabójcę było budowanie świata. Widać, że twórcy mają większy pomysł. Królewskie Rodziny współpracujące z Grimmami i ruch oporu z Europy częściowo również w Ameryce. To są ciekawe wątki, które proszą się o szybkie rozwinięcie i wysunięcie na pierwszy plan.

Z denerwujących rzeczy to zupełne pominięcie klucza i brak Adelide. Serial znowu zapomina o części swoich historii co niezwykle irytuje.

Inne:
- Nick zapisujący w dzienniku swoje poprzednie przygody. Lubię takie detale. Do tego było zabawnie, a tego serialowi odrobinę brakuje.

OCENA 4/6

Grimm S01E19 Leave It to Beavers
Nick zaczyna coraz poważniej traktować bycie Grimmem i regularnie trenuje znalezionymi w szafie broniami. Oczywiście to była typowa strzelba Czechowa. Czy raczej kusza. Wprowadzona na początku odcinka uratowała życie na końcu podczas walki z Żniwiarzami. Tak czy inaczej fajnie widzieć, że Nick w jakiś sposób się rozwija. Tak samo jak jego świat. Monroe na kolacji  w domu Burkhardów w duecie z Nickem byli zabawni, ale to wstęp do przyszłych relacji tej trójki.

Ogólnie odcinek mi się podobał. Pierw typowe morderstwo do rozwiązania, a potem przesunięto środek ciężkości na napięcie budowane zbliżającymi się Żniwiarzami. Całkiem solidna historia acz bez fajerwerków.

OCENA 4.5/6

Grimm S01E20 Happily Ever Aftermath
Nie wiem, na prawdę nie wiem jak można było wymyślić takiego potworka. Twórcy nie zrozumieli podstawowej rzeczy. W serialach proceduralnych chodzi o przywiązanie do bohaterów i przeżywanie ich przygód. Gościnne postacie są tylko pretekstem. Dobrze gdy są zróżnicowani z bogatym backsotry, ale to nie jest wymóg konieczny. Wprowadzenie do sprawy powinno być krótkie i soczyste. Ten odcinek zupełnie się z tym minął. Przez pierwsze 8 minut (!) pokazano rodzinkę w kilku rodzajowych scenkach gdzie na końcu jedna z osób zostaje zamordowana. Coś co można skrócić o 2/3 przekazując te same informację. Jakby tego było mało w środku odcinka było kilka momentów gdzie pokazywano kolejne momenty z ich życia. Antyklimatyczna masakra.

Gdyby nie to odcinek również nie byłby najlepszy. Standardowe śledztwo Nicka i Hanka z pomocą Monroe. I jedynie końcówka była udana z dość gorzkim zakończeniem. Nie działała tylko emocjonalnie gdyż zdążyłem znienawidzić wszystko co dotyczy tego odcinka.

Jeszcze jedna rzecz która się nie udała - powrót wypadku rodziców Nicka. Jak się okazuje to nie był zwykły wypadek (no niemożliwe), a podejrzani pojawili się już wcześniej w serialu. Odkryła to, tadam!, Juliett. Nick to fatalny detektyw skoro nawet nie zainteresował się aktami sprawy z wypadów własnej familii.

OCENA 2.5/6

Grimm S01E21 Big Feet
Polowanie na Wielką Stopę mogło okazać się bardzo słabym odcinkiem. Na szczęście dzięki kilku motywom osiągnięto zadowalający pomysł. Poruszono wątek akceptacji samego siebie i walki z własną naturą. Czy mamy prawo ignorować w to kim jesteśmy by wpasować się w świat? Czy walka jest tego warta, a droga na skróty opłacalna? Nawet psychiatra który zastosował eksperymentalną terapię również na sobie nie wypadł archetypowo. Wierzył w to co robi i na prawdę chciał coś zrobić. A że wyszło jak wyszło.

Dwa światy w których żyje Nick coraz mocniej ze sobą kolidują. Hank widział prawdziwą twarz Wesena, a jego partner bezczelnie okłamuje go na ten temat. Również Juliett jest pełna wątpliwości po przebadaniu DNA i zaczyna wierzyć, że istnieją rzeczy nieopisane przez naukę. Teraz tylko czekać na wyznanie prawdy.

OCENA 4/6

Grimm S01E22 Woman in Black
 No, no postarali się podczas finału. Wciąż jest dużo do poprawy, ale to i tak jeden z najlepszych odcinków. Wróciła sprawa tajemniczych monet oraz morderców rodziców Nicka. Wszystko ładnie się zaziębiło. Dużo ilość wątków dodatkowo wpływała na dynamizm odcinka. Niestety wiele się nie wyjaśniło, a niektóre rzeczy łatwo będzie można zamieść pod dywan. Jak wyjawienie prawdy Juliett, bardzo się boję prostego zabiegu z amnezją.

Wielki cliffhanger nie był dla mnie zaskakujący, gdzieś kiedyś natknął się na spoiler o matce Nicka. Ni mniej witam ją z otwartymi ramionami. Nick nie dość, że znalazł matkę to też materiał na mentorkę. Słabiej wypadły inne urwane wątki. Przemiana Hanka w paranoika wypada nieprzekonująco, ale lepsza taka osobowość niż żadna.

Ogólnie jestem trochę rozczarowany sezonem i prowadzeniem głównego wątku. To już Supernatural ma wyraźniejszą i bardziej dynamiczniejszą historię. To właśnie pod tym względem oczekiwałbym poprawy. I więcej campu, ten serial aż się o to prosi. Świat jest tak absurdalny więc branie go na poważnie tylko mu szkodzi.

OCENA 4.5/6

Grimm S02E01 Bad Teeth
Mamusia Grimm to bardzo interesujący dodatek do obsady i już się smucę z tak małej ilości występów jakie dostała. Nie dość, że ma udaną dynamikę z synem to robi jeszcze za znakomity materiał źródłowy do świata. Nawet wspólne śledztwo z Nickem wyszło całkiem nieźle. Tylko ten bezczelny cliffhanger! Nie mogę też wspomnieć o jej nastawieniu do Rosalee i Monroe. Więcej scen z ich udziałem.

Fabuła robi się coraz bardziej niedorzeczna i to mi się podoba. Wojny Wesenów w XIII wieku, przodkowie Nicka krzyżowcami i tajemniczy skarb Konstantynopolu dający władzę nad światem ukryty za siedmioma kluczami wykutymi dla siedmiu rodzin Grimmów. Jakie to uroczo głupie!

Inne:
- James Frain w gościnnej roli. Jeszcze trochę i serial wygra w bingo z typowymi aktorami zatrudnianymi jako złole. I nie ma w tym nic złego.
- już jest mowa o możliwej amnezji u Juliette. Jakie to spodziewane.

OCENA 4.5/6

Grimm S02E02 The Kiss
Serial utrzymuje wysoki poziom, co akurat jest standardem dla przełomów sezonów. Proceduralnej historii jako takiej nie było. Dokończenie walki z poprzedniego odcinka, a potem problemy Nicka z FBI. Wszystko rozwiązano dość naiwnie, ale to był przynajmniej nowy rodzaj zagrożenia i coś nowego w serialu. Ciekawiej wyszła próba ratowania Juliette. Dużo osób w to zamieszanych, przenikające się wątki i nieoczekiwany heros. Tylko hexenbeast szkoda.

Niestety cliffhanger odcinka z scenką po wybudzeniu Juliette był gorszy niż się spodziewałem. Nie dość, że nie pamięta wydarzeń z finału S01 to jeszcze nie wiem kim jest Nick. Takie rzeczy nadają nową dynamikę, ale równocześnie zniechęcają do oglądania. Jeszcze tylko brakuje wątku miłosnego między Juliette, a Renardem.

Inne:
- Monore, Rosalee i matka Nicka! Więcej takich scen poproszę.

OCENA 4.5/6

niedziela, 9 lipca 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #238 [03.07.2017 - 09.07.2017]

SPOILERY


The Handmaid's Tale S01E08 Jezebels
Pierw pokazano konserwatywne społeczeństwo po rewolucji. Potem znaki zdeprawowania u pojedynczych ludzi. Teraz zajrzano głębiej i zdekonstruowano Gilaed. Dokonano przewrotu w imię konserwatywnych wartości by ostatecznie elity i tak oddawały się hedonistycznym rozrywką. Obłuda to mało powiedziano. Wciąż są tam ludzie głęboko wierzący w ideę, ale rewolucja przyciągnęła wielu karierowiczów i ostatecznie nic nie zmieniła. Jak każda rewolucja oparta na brutalnej przemocy i ograniczaniu wolności.

Odcinek miał jak zwykle powolne tempo doskonale budujące atmosferę niepewności prowadzącej do koszmaru. Waterford jest niczym psychopata wykorzystujący Offred. Spełnia swoje zachcianki i traktuje June przedmiotowo. Sukienki, drink, wyprawa do klubu i gwałt w pokoju. Przerażające sceny. 

Swoje pięć minut dostał Nick. Serial nie przestaje tylko na przedstawieniu postaci, ale stara się wejść głębiej, zrozumieć co napędza ludzi do działania. W przeszłości tracił pracę za pracą by pomagać rodzinie. Jest jednym z niespełnionych ludzi szukających stabilności. Dlatego zostaje Okiem. Przez cały czas walczy ze sobą, dręczą go wyrzuty sumienia i nie może się odnaleźć. Wciąż jest niepewny swoich decyzji. Kolejna wielce interesująca postać.

Cieszy powrót Moiry. Chociaż cieszy to niewłaściwe słowo. Zrobiono z niej dziwkę dla bogatych, by przetrwać musi zaakceptować swoje położenie. Wspomina też o ruchu oporu. The Handmaid's Tale coraz mocniej dryfuje w tym kierunku.
 
Inne:
- Serena daję Offred pozytywkę z baletnicą. Wciąż nie mogę jej rozgryźć i nie wiem czy to symbol zrozumienia i współczucia czy protekcjonalizmu.

OCENA 5/6

The Handmaid's Tale S01E09 The Bridge
Co można zrobić żyjąc pod opresyjnym systemem? Walczyć lub się poddać. Ten odcinek skupia się na tych dwóch postawach. A dokładnie trzech. Moira jest po środku. Zwątpiła, zaakceptowała swoją rolę jednak po rozmowie z June ponownie uwierzyła w sens oporu. W tym przygnębiającym odcinku jej epilog jest czymś pozytywnym, mocno w kontraście do scen z Janine.

Właśnie, Janine. Przejmująca historia prowadzona przez cały sezon miała tutaj swój finał. Pranie mózgu w Red Center i oddanie dziecka okazała się dla niej zbyt dużą dawką. Już wcześniej jej psychika była mocno zwichrowana, teraz pękła. Nie wytrzymała i dokonała próby samobójczej. Scena na moście była mocna. Piękna przemowa Offred o sensie walki, niesamowite zdjęcia i ostateczny akt samobójstwa. Nieudanego. Nawet tutaj nie udaje się jej odnieść sukcesu.

Serena jak zwykle dostaje kilka minut i robi nimi wrażenie. Powoli ma dość zdrad męża i coraz bardziej się uzewnętrznia. Bardzo jestem ciekaw jak ta wykształcona kobieta zmieni się na przestrzeni następnego sezonu. Rewolucja o której śniła okazała się koszmarem i zapewne coś z tym zrobi. Może jeszcze nie teraz, ale na pewno nie pozostanie bezczynna.

OCENA 5/6

The Handmaid's Tale S01E10 Night
Doskonałe zwieńczenie sezonu. Dużo wielkich scen, sporo małych-wielkich momentów, kapitalne rozpisanie relacji między postaciami i chwile potrafiące poruszyć. Do tego niesamowita Elisabeth Mossa która ponownie wzbija się na wyżyny swojego talentu. Czuję Złotego Globa.

Najważniejszym wątkiem odcinka są relację miedzy Sereną, a Offred. Zdradzona żona dowiaduje się o romansie swojego męża i znęca się nad Podręczną. Puszczają jej nerwy ponieważ przeżywa tą samą historię. Ostatecznie uspokaja się gdy dowiaduje się o ciąży Offred. Błogosławiony Pan! Serena doczekała się upragnionego dziecka. By jednak wymusić posłuszeństwo June pokazuje jej Hannę i szantażują. Póki ona będzie ochraniać jej dziecko to Hannie nic się nie stanie. To była diaboliczna scena pokazująca prawdę o Serenię, która za wszelką cenę chcę mieć dziecko.

Kluczowym wydarzeniem była scena niedoszłego kamieniowanie gdy Podręczne w akcje solidarności pierwszy raz stawiają taki opór systemowi. Walka poprzez bierność i zachowanie własnych idei. Zwłaszcza gdy chodzi o jedną z swoich. Zabicie Janine z powodu jej choroby i w imię Pana? Nie ma takiej opcji. Piękna scena. Pod względem treści, ale też realizacji. Praca kamery, budowania napięcia i umiejętne korzystania z zwolnień.

Tylko kuleje mi przy tym wiarygodność serialu. Rządzący Gilaed dużą uwagę przywiązują do PR i całej marketingowej otoczki. Nawet dyskutowali jak nazwać gwałt na Podręcznych i wybrali ceremonię bo ładnie brzmi. Nie chcę mi się wierzyć, że zezwolili na to by tak cenny towar jak Podręczne nastawiony był na uraz psychiczny i kamieniowanie jednej z swoich. Gwałcący żołnierze tak, ale nie osoba która się z nimi wychowywała i przeszła przez piekło. Szybka egzekucja i tyle. Ba, nawet mogliby ją wprowadzić w śpiączkę farmakologiczną i wciąż używać jako Podręcznej.

Wracając jednak do Offred. Ona jest jedną z pierwszych buntowniczek. Naczytała się listów, historii kobiet podobnych do niej, czuje solidarność i wie, że nie może skrzywdzić swojej. Robi to też dla Hanny, chcę w pewien sposób poprawić świat. Upuszcza kamień i teraz czeka ją kara. Zatrzymana przez Oka wkracza w ciemność, którą nazywa też światłem bo pozwoliła jej być sobą. Mroczne zakończenie i sprytny cliffhanger. Tylko teraz promocja nowej serii może być wyzwaniem.

Na szczęście odcinek nie okazał się zupełnie mroczny. Pokazując finał historii Moiry udowodnił, że jest szansa na szczęśliwe zakończenie. Jej pobyt w schronisku dla uchodźców był surrealistyczny. Ludzka życzliwość i pomoc. Inny świat. I jeszcze spotkanie z Lukem i jej rozklejenie. Takie coś było potrzebne.

Jeszcze jedna myśl na koniec. Serial może pójść o krok dalej w swoim społecznym komentarzu i zając się uchodźcami. Do Kanady przybywają podręczne i uciekinierzy z Gilead. Chciałbym zobaczyć jak społeczeństwo kraju reaguje na to. Gesty solidarności owszem, ale też protesty? Słowa o pomocy na miejscu?

Inne:
- Alexis Bledel w stałej obsadzie S02. Jak tu się nie cieszyć?
- "It's their own fault. They should have never given us uniforms if they didn't want us to be an army."

OCENA 5.5/6
OCENA SEZONU 5.5/6 

Last Resort S01E07 Nuke It Out
Cieszyłem się z wylosowania Last Resort i to z więcej niż jednego powodu. Po pierwsze chciałem to nadrobić. Wspomnienia potrafią zdradziecko mamić oczy. Zapamiętałem to jako udany, acz nie do końca wykorzystany potencjał. Po skonfrontowaniu się z notatkami dotyczącymi wrażeń poprzednich odcinków musiałem zrewidować swoje poglądy. Jednak to nie chęć poznania dalszych losów załogi motywowała do mojego powrotu do serialu, a możliwość porównania go do The Last Ship. I pod tym względem serial również wypadł blado. Ostatecznie losowanie okazało się wielkim rozczarowaniem.

Odcinek oglądało się ciężko. O ile główna fabuła z wojną domową w USA i zbuntowanym kapitanem atomowej łodzi podwodnej jest ciekawa tak serial ma problem z opowiadaniem mniejszych historii i daleko mu do wspomnianego The Last Ship. Wątki są przerysowane, postacie zachowują się karykaturalnie, a scenarzyści planują jeszcze gorsze rozwiązania. Trójkąt miłosny, na prawdę? Komu to potrzebne. Tak jak walka z uzależnieniem. Ech, a wystarczy skupić się na przyziemnych sprawach życia na wyspie. Czymś innym niż watażka z którym są ciągle te same problemy i który bez problemu porywa kolejnych żołnierzy. Plusem niewątpliwie są aktorzy robiący co można ze swoich ról. Podobają mi się też rzucane odcienie szarości i zaskakujące acz logiczne zachowanie niektórych postaci. Tylko tego jest zbyt mało. Gdy pojawia się ciekawy wątek gdy kapitan przekracza linie będąc sędzią i egzekutorem serial rzuca twist gdzie najmniej podejrzana osoba okazuje się kretem. To bardzo prymitywne pisanie scenariusza mające jedynie zaszokować.

Fabularnie z jednej strony cieszy kontynuacja większej historii. Z drugiej irytuje brak wyraźnego wątku przewodniego dla odcinka. Kilka historyjek i tyle. Jakby była to obyczajówka, a nie thriller polityczny podzielony na epizody. Bo w sumie polityki i thrillera tutaj niewiele. Jedynie akcenty. Szkoda bo potencjał widać. Jak to dobrze, że już niedługo wraca The Last Ship.

Inne:
- oglądanie Dichen Lachman w Last Resort przypomniało mi o zbliżającym się Altered Carbon od Netfllixa. Trzymam kciuki za premierę w tym roku. I chciałbym jeszcze raz zobaczyć Jesse w The Last Ship. 

OCENA 3/6
 
Orphan Black S05E03 Beneath Her Heart
Gdy swój odcinek dostają Hendrixowie można się spodziewać zabójczej mieszanki komedii i dramatu. Allison jest tu zagubioną kurą domową szukającą swojego miejsca. Nie tylko w podmiejskiej społeczności, ale i na świecie. Banał, ale jak często powtarzam to banalne historię opowiadane w interesujący sposób są najlepsze. Pokazano tutaj zagubioną kobietę, której życie niespodziewanie wywróciło się do góry nogami. Żonę i matkę uwikłaną w spiski, ale też kochającą siostrę. Osobę wiecznie balansującą na granicy impulsu zawiści i chęci czynienia dobra ukształtowaną w toksycznym środowisku hipokrytów. To był poruszający odcinek podsumowujący jej historię gdzie jako kontrapunkt użyto flashbacków z jednego z ostatnich, nie tak wcale normalnych dni. Paradoksalnie mimo wszystkich przejść wciąż została tą samą poszukującą swojego ja kobietą.

W tym wszystkim nie giną dramaty innych postaci. Wzruszające nabożeństwo ku czci M.K. było wystarczająco mocnym wstępem. Swoją chwilę dostał Art, który gotów był zabić by chronić siostry. Przeklęty garaż Hendrixów. Jest też Kira. Skłócona z matką, coraz bardziej ufająca Rachel, gotowa przeprowadzić na sobie eksperyment. I oczywiście Rachel, która odnalazła swojego mentora co wyraźnie wybiło ją z rytmu. Mnóstwo dobrych opowieści nawet nie zahaczających o spisek neolucji.

Inne:
- Tatiana Maslany to serialowa królowa. Co za perfekcyjny występ podczas dramatycznych scen Allison. Współczucie dla bohaterki pojawiało się odruchowo. Jej blask był równie jasny w komediowych scenach. Naćpana Allison podczas spotkania z Cosimą - perełka.

OCENA 5.5/6

Orphan Black S05E04 Let the Children and Childbearers Toil
Podoba mi się jak Sarah współpracuje z Mrs. S. Bez większych kłótni tylko płynnie działający mechanizm. Miła odmiana od poprzednich sezonów. To w końcu rodzina i tylko w ten sposób można pokonać Rachel i Westmorlanda. Nawet zrekrutowano Adele. W jedności siła. Przy całej rozmowie o rodzinie ładnie w to wszystko wpleciono psychoanalizę Mrs. S i jej relacji z Sarą.

Sam odcinek miał kilka nudniejszych momentów, zwłaszcza podczas grifterki. Nie było to nic strasznego, ale widocznie spowolnienie w porównaniu do poprzednich trzech odcinków. Przy czym wyjaśniono troszkę z tajemnicy. Czy może dobudowano kila pięter do tego bizantyjskiego tworu. Nieudane próby i kolejne powiązania eksperymentów. Bez żadnych konkretów i motywacji, ale na razie wystarczy.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 3 lipca 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #237 [26.06.2017 - 02.07.2017]

SPOILERY

American Gods S01E07 A Prayer for Mad Sweeney
American Gods najjaśniej lśni opowiadając zwarte historię. Jest to serialowy paradoks. Najmocniejszy punktem powinna być wielowątkowa i przeplatająca się fabuła z barwnymi postaciami. Fuller, co zadziwiające, robi coś zupełnie odmiennego. Kolejny raz odbiega od głównej historii opowiadając poboczne historię związaną z mitologię. Zachwyca sposobem realizacji, przekazem i potrafi wzruszyć prostą historią. Przy tym z gracją chwyta i opowiada o trudnych relacjach bogów z ludźmi, ale też ironii boskich planów. Pokazuje bogów jako ludzi, uczłowiecza ich i sprawia, że są jeszcze bardziej fascynujący. Zachwycają kolejny raz wizualiami. Przepiękne ujęcia, kompozycja kadrów i nasycenie kolorów. Prawdziwie liryczny serial, stworzony do interpretacji i zachwytów nad poszczególnymi częściami składowymi.

OCENA 5.5/6

American Gods S01E08 Come to Jesus
Nie mogę się zdecydować czy mam problem z serialem czy nie. Nie kibicuje żadnej frakcji bogów co mi trochę przeszkadza. Starzy są aroganccy i chcą odzyskać swoją władzę. Nowi chcą kształtować rzeczywistość według własnego pomysłu. Mimo charyzmy aktorów nie jestem w stanie wykrzesać cienia sympatii do nikogo z nich. Może tylko do Ester, ale po przemyśleniu jej działań nic jej nie różni od sobie podobnych. Władza, to jedyne co ich napędza. Z drugiej strony, może o to chodzi? Pokazanie, że nie ma dobrych bogów, tylko ci pragnący władzy, gdzie ludzie są tylko pionkami zbijanymi w partii warcabów? To jest chyba właściwa interpretacja serialu.

Sam odcinek był efektowną mieszanką dramatu, czarnej komedii i surrealizmu Bryana Fullera. Trochę się wyjaśniło, pokazano fenomenalne efekty specjalne podkreślające potęgę bóstw i dodano tu ładną muzykę religijną podczas spotkań z Jezusami. Przy okazji wybuchła wojna bogów. Zupełnie niezauważenie. Tak, fabuła znowu ginie pod formą i znowu to nie przeszkadza. Ogólnie jestem zadowolony. Wyjaśniła się też ingerencja Wotana w życie Cienia.

Drugiego sezonu nie mogę się doczekać. Teraz gdy scenarzyści wgryźli się w historię, a przy tym długi prolog się zakończył czeka mnie mięsko. Chcę więcej bogów, fabuły jak i pojedynczych historii które tak dobrze wypadały w tej serii.

OCENA 5/6
OCENA SEZONU 5/6

JAG S01E07 War Cries
Dawno temu stwierdziłem, że fajnie byłoby obejrzeć NCIS, a by być wiernym chronologii na pierwszy rzut poszedł JAG. Poszło mi na tyle dobrze, że wytrzymałem całe sześć odcinków i zrezygnowałem z powodu archaiczności serialu. Fatum chciało bym spróbował jeszcze raz. Niestety nie było to najszczęśliwsze losowanie.

Ogólnie nie mam nic przeciwko proceduralą. Sprawdzono formuła śledztwa z przyjemnymi bohaterami do których chcę się wracać to coś za czym tęsknie w dzisiejszej telewizji. Jak się okazuje w tej starszej też. W JAGu rzuca się brak chemii między bohaterami i ogólna ilość konwersacji. Tutaj były to ubogie charaktery prowadzące niezbyt ciekawe śledztwo. Podobał mi się jedynie dość pesymistyczny wydźwięk całej historii i kilka cięższych akcentów, które zostały jedynie zarysowane. Jako całość niezbyt mnie wciągnęło. Brakowało tutaj napięcia i tajemnicy. Czuć ponad 20 lat na karku.

Do JAG nie planuje wracać. Odcinek obejrzałem bez krzty zaangażowania i trochę mi smutno. Podobno po zmianie stacji w S02 jest lepiej tylko komu chciałoby się tyle czekać?

Inne:
- John Wesley Shipp czyli stary serialowy Flash jako sierżant marines. To była całkiem miła niespodzianka. 

OCENA 3/6

Orphan Black S05E01 The Few Who Dare
Stęskniłem się za siestrami przez rok nieobecności serialu. Bo jakże by inaczej? Mocarny występ Tatiany Maslany, piękne zdjęcia i angażująca w losy postaci historia. To wszystko sprawia, że Orphan Black jest serialem który trzeba oglądać.

Odcinek był bardzo spokojny, budował fundamenty pod nowy sezon przedstawiając historię z perspektywy "dobrych" i pozostawiając machinację "złych" w tajemnicy. Miało to swój urok. Survival Sary na wyspie wciągał, odkrywanie osady przez Cosimę zdumiewało, a oglądanie losów Allison jak zwykle było mieszanką komedii i dramatu.

W tym wszystkim przebija się miotanie naszych postaci. Bezcelowe utrzymywanie się na powierzchni i walk o przetrwanie. Bezcelowe bo ostatecznie każdy z nich coś traci. Sarah i Allison zostają złapane, a Helena ranna. Sytuacja sióstr jest beznadziejna, Neolucja pozornie wygrała. Nie wiadomo jest los Kiry, Ferdinanda i Pani S. Myślę, że mogą namieszać w tej historii.

Mam małe życzenie co do tego sezonu - niech nie toczy się w całości na wyspie. Lubię zurbanizowany styl Orphan Black z korporacjami, mrocznymi uliczkami, ale też okropnie wyglądającymi terenami podmiejskimi. Niech mi tego nie zabiorą.

OCENA 5/6

Orphan Black S05E02 Clutch of Greed
Zmartwiłem się na początku i obawiałem powrotu do już przerabianych wątków. Pozornego zawieszenia broni, lekceważącego zachowania DYAD, wiecznej tułaczki klonów i walki z Rachel. Na szczęście to były tylko pozory. Powtórzenie tej samej historii tylko z innym zakończeniem miało tylko uwypuklić nowy kierunek serialu. Sarah przestaje uciekać, a Kira chcę wiedzieć co jest z nią nie tak. Pozorne zwycięstwo Rachel. Klony są w bardzo nieciekawej sytuacji.

Przyzwyczaiłem się do naturalizmu Orphan Black, a i tak niedobrze zrobiło mi się podczas dwóch scen. Pierwsza to przybicie igłą pani doktor do łóżka przez Helena. Strasznie to wyglądało. To jednak nic w porównaniu z śmiercią M.K. Zmęczona uciekaniem zostaje by chronić Sarę. Ostatnie poświęcenie i śmierć z ręki Ferdinanda. Mężczyzny który nie może być zaspokojony przez Rachel i realizuje swoją własną fantazję zabijając Mikę. Miażdżenie klatki piersiowej, czerwone oczy patrzące w pustkę i przed śmiertelne drgawki. Mało brakowało i bym odwrócił wzrok.

170 letni Westmordem wygląda odrobinę komicznie, niczym Bondowy przeciwnik. Ma też klasę XIX wiecznego dżentelmena i niewątpliwie fascynację nauką. Jestem bardzo ciekaw jego historii i relacji z Cosimą. 

Inne:
- jak zwykle piękne zdjęcia. Moje ulubione ujęcia to Sarah w pokoju przesłuchań z monitorem na całą ścianą rozmawiająca z siostrami, a wcześniej konwersująca niby to z własnym odbiciem.
- przez cztery sezony tego nie zauważałem, teraz rzuciło mi się to w oczy - ale Kira podrosła. Strasznie niepodobna jest do siebie z flashbacków. 

OCENA 5/6

niedziela, 25 czerwca 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #236 [19.06.2017 - 25.06.2017]

SPOILERY


Supernatural S08E12 As Time Goes By
Kolejne szczęśliwe losowanie, bardzo mnie to cieszy. Tym bardziej, że lubię sobie od czasu do czasu obejrzeć Supernatural. Za klimat, bohaterów i proceduralną formułę od której wiem czego się spodziewać. Z ósmym (i siódmym) sezonem nie było mi jednak po drodze więc stąd moje zaległości.

Serial bardzo lubi wracać do motywu podróży w czasie i wplatać je w rodzinną historię Winchesterów. Tym razem dziadek od strony ojca dosłownie wychodzi z szafy braci w pokoju hotelowy. Ucieczka przed demonami, tajemnicze pudełko i wprowadzenie do mitologii świata Ludzi Pisma, potężnej organizacji obserwatorów i supernaturalnych naukowców. Ja to kupuję. W odcinku naturalnie było sporo humoru, rodzinnej dramy i tanich fabularnych rozwiązań. Nie mniej bardzo dobrze się to oglądało. I nie mogę się doczekać by zobaczyć skarbiec z artefaktami. Przez jakiś czas miałem słabość do książek Clive Cusslera, a to bardzo podobny motyw.

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E13 Everybody Hates Hitler
Nazistów w Supernatural chyba jeszcze nie było. Nazistowskich nekromantów tym bardziej. Tak jak golemów i tajnych żydowskich organizacji walczących podczas drugiej wojny światowej. To był trochę dziwny odcinek dopisujący sporo do mitologii świata. Nie spodziewałem się dwóch tego typu po sobie. Może serial pójdzie z prądem i w 8x14 będzie tak samo? Chciałbym wreszcie jakąś większą fabułę dla tego sezonu.

Sam odcinek nie był jakiś zachwycający. Kilka dłuższych momentów, przeciwnik który został łatwo pokonany i tajemnica która nie okazała się wcale tak znacząca. Było też o dorastaniu do swojej roli. I trochę bardzo udanego humoru (Dean myślący, że jest podrywany przez geja). Oglądało się to przyjemnie czyli niezbędne minimum zostało spełnione.

Nazistowskie Thule to ciekawy dodatek do świata Superantural, ale ja najbardziej ciesze się z bazy wypadowej, którą po tylu latach Winchesterowie wreszcie zyskali. Schludny bunkier dawnych Ludzi Pisma wypełniony wiedzą. Sam w swoim żywiole! I tylko czekać aż pojawią się tam znane i nowe twarze. Supernatural jako serial drogi był fajny, ale zmiany tego typu zawsze przyjmuje z otwartymi ramionami.

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E14 Trial and Error
Strasznie mi się podoba jak Sam i Dean przyzwyczajają się do jaskini wypadowej. Szczególnie to meblowanie pokoju przez Deana wypadło super. Po tyle latach należy im się spokojna przyszłość do której mogą wracać. Tylko trochę bez sensu, że nie zaprosili tam Kevina. Chłopak męczy się sam na łodzi Garetha i zaraz się wykończy. Chłopcy, zróbcie użytek z tego miejsca! I oby scenarzyści szybko nie zresetowali tego pomysłu.

Sam odcinek nie wypadł już tak dobrze. To jedna wielke repetycja. Polowanie na Piekielne Ogary i szukanie osoby, która dobiła targu to nic nowego. Tak jak rozmowy braci o poświęceniu się za siebie. Ile można? Przecież wiadomo, że któryś zginie by zaraz zostać wskrzeszonym.

OCENA 4/6

Supernatural S08E15 Man's Best Friend with Benefits
Po kilku całkiem niezłych odcinków przyszła kolei na nudną historię o wiedźmach gdzie bracia zachowywali się jakby to była ich jedna z pierwszych spraw. Słabo fabuła, zero powiązań z głównym wątkiem i nudne rozwiązanie. Jedynie humor ratuje całość i początkowe zainteresowanie dobrym czarownikiem i jego chowańcem. Najbardziej męczące były kłótnie braci o poświęcenie Sama. Tyle lat i Supernatural wciąż męczy tymi samymi motywami.

Inne:
- Dean jako wiccan z Detroit, kto by pomyślał.

OCENA 3/6

Supernatural S08E16 Remember the Titans
Nie ma to jak w proceduralnym odcinku zabić Prometeusza i Zeusa. Dziwnie się oglądało gdy serial z taką niefrasobliwością podszedł do kultury antycznej. Nie pierwszy przecież raz bawi się panteonami dawnych religii. I nie był to wcale zły odcinek. Dobrze rozpisany na 40 min, z ciekawą tajemnicą, zmianą tonacji w jego trakcie i tragicznym, jako to u greków, zakończeniem. Nawet zrobiono użytek z kryjówki i w końcu ktoś został do niej zaproszony. Nie podoba mi się jak jest prowadzony główny wątek. Jest delikatnie nakreślony, a rozmowy braci o próbach są nudne. Chyba najwyższy czas na powrót Cassa.

OCENA 4/6

Supernatural S08E17 Goodbye Stranger
Odcinek związany z fabułą sezonu, fajnie! Na początku się na to nie zanosiło, trochę grzebania w rzeczach Ludzi Pisma i zwykła sprawa z demonami. Zwykła na standardy serialu - dziwne wykopki w mieście i poszukiwania "czegoś". Potem zjawił się Castiel, dołączyła Meg i finalnie pojawił się Crowley co doprowadziło do bardzo dobrego odcinka. Te postacie to przecież samograj. W gratisie Amanda Tapping jako Naomi. Nawet gdyby działy się rzeczy nudne to ja bym się cieszył, że mogę oglądać tych aktorów. A było dość emocjonalnie. Shipowanie Castiela i Meg było tylko dodatkiem do ponownego spotkanie Casa z Deanem. Dramatycznie i na szczęście z połowicznie happy endem. Tabliczka aniołów i szukanie kolejnej próby mnie nie interesuje, wystarczy mi gdy serial bawi się bohaterami.

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E18 Freaks and Geeks
Właśnie to lubię w serialach z dużą ilością sezonów. Kiedyś pojawił się proceduralny odcinek, a po paru latach znana twarz wraca do serialu by opowiedzieć inną historię. To wciąż jest sprawa tygodnia, ale dająca wrażenie ciągłości. Już nie mogę się doczekać gdy następnym razem zobaczę Krissy i sprawdzę na jakiego łowce wyrosła.

Sam odcinek był bardzo w duchu serialu. Tym razem polowanie było mocno w tle, na pierwszy plan wysunęła się sprawa dzieci łowców i normalności. Czy jest na nią miejsce w tym świecie? Czy można uciec od polowań gdy poznało się mroczą stronę świata? To była też opowieść o przyjaźni (niestety słabo rozwinięto postacie poboczne), niespełnionych ambicjach i zemście. Udane combo.

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E19 Taxi Driver
Paradoks Supernatural - nie mogę się doczekać odcinków mitologicznych, a gdy jest opowiadana fabuła sezonu ja się nudzę. Tym razem Sam walczył z kolejną próbą - wyprawa do piekła po duszę Bobby'ego. Brzmi fajnie, realizacja marna. Bieganie po lasach, trochę krypt, fajne spotkanie z dawno niewidzianą twarzą, mniej fajne z Bennym i Naomi i wątek Kevina. Tyle. Nic specjalnego, bez większego napięcia i twistów fabularnych. Jakby odhaczanie rzeczy które trzeba zrealizować przed finałem sezonu.

OCENA 3/6

Supernatural S08E20 Pac-Man Fever
Gościnny występ Felici Day więc odcinek o klasę lepszy niż można się było spodziewać. Uwielbiam jej relację z Deanem, niczym brat i siostra. Trochę tajemnic między nimi jest, ale potrafią sobie zaufać, pocieszyć i uratować życie. Podobała mi się też historyjka o dżinach i osobisty wątek Charlie z umierającą matką by zwiększyć dramatyzm. Nie zawiodły też geekowskie odwołania. Odcinek był nimi wypełniony po brzegi. Z najfajniejszych to aliasy Charlie (Asimov, Tolkien, Le Guin) i bardzo smutne czytanie Hobbita na końcu. Humor, Charlie, sprawna fabuła i jeden z najlepszych odcinków sezonu gwarantowany.

OCENA 5/6

Supernatural S08E21 The Great Escapist
Im dalej w sezon tym intryga jest nudniejsza. Crowleya i Naomi jak zwykle bardzo dobrze się ogląda tylko co z tego skoro nie wiadomo co te postacie knują. Brakuje rzeczywistego konfliktu i stawki o którą można by walczyć. Zamknięcie bram piekła jest strasznie nietrafionym pomysłem. Metatron również wypadł bardzo nijako. Fajny motyw z chęcią zbierania opowieści i tyle. Relację braci męczyły. Najlepszy był reżyser Crowley i pewny siebie Kevin po tym gdy odkrył, że jest porwany przez demony. Dobre sceny w morzu nijakości. Szkoda.

OCENA 3/6

Supernatural S08E22 Clip Show
Mocno nierówny odcinek niepotrzebnie skaczący po zbyt dużej ilości wątków przez co wprowadzono niepotrzebny chaos i tylko jeden z nich się opłacił. Ale jak! Crowley znalazł wreszcie sposób na braci - polowanie na ich ofiary. Miło było zobaczyć ocalonych przez braci co wprowadziło potrzebne emocję podczas ich śmierci. Ostatnia scena z przemową Crowleya i umierającą kobietą była mocna. Udanie położono fundamenty pod finał.

Trochę gorzej wypadła historia egzorcyzmów mających uleczyć demona, która doprowadziła do uwolnienia Abaddony w bardzo naiwny sposób. Nie kupuje też prób Castiela i zamknięcia nieba. Metatron może mieć ukryty plan.

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E23 Sacrifice
Podtrzymuje co pisałem o fabule tego sezonu - jest chaotyczna i nieudolnie prowadzona. Latanie za tabliczkami Boga, wypełniania prób w celu zamknięcia piekła by ostatecznie nic z tego nie wyszło. Zamiast tego w parę odcinków Metatron zrealizował swój plan sprowadzenia wszystkich aniołów na Ziemię. Do tego obowiązkowe męczące poświęcanie się braci i rozmowy o miłości Winchesterów. Słabo.

Mimo to odcinka nie oglądało się wcale źle. Pierw powrót Jody Mills, szybkie złapanie Crowleya i prowadzenie dwóch równoległych linii fabularnych. Było wciągającą i nie brakowało zainteresowanie. Momenty również były, a jakże! Mój ulubiony to Abaddona poniewierającą królem piekła, a potem przebudzenie człowieczeństwa u Crowleya. Gdyby ostatecznie udało się go uzdrowić można by poprowadzić całkiem ciekawą historię.

OCENA 4/6

Supernatural S09E01 I Think I'm Gonna Like It Here
Lubię ten dreszczyk niepewności podczas oglądania premier sezonu. Odkrywanie kierunku w którym zmierza serial i koniecznej ewolucji podczas wakacyjnej przerwy. Niestety premiera 9 serii to jedna wielka powtórka z rozgrywki. Sam umiera, a Dean robi wszystko by go uratować. Ostatecznie dogaduje się z aniołem, który wykorzystuje Sama jako naczynie. Oczywiście zostaje to małą tajemnicą Deana i Ezekiela. Wiecie, ukrywanie takich rzeczy zawsze dobrze się kończy. Po takich odcinkach odechciewa mi się oglądać Supernatural.

Ciekawie wypadł za to wątek Castiela jako człowieka. Ziemskie pokusy i pakowanie sięw kolejne kłopoty. Było zabawnie i co oczywiste dramatycznie. Dobrze jest też widzieć go w stałej obsadzie sezonu tzn. sensowne potraktowanie jego pokuty i chęci pomocy aniołom.

OCENA 3/6

Supernatural S09E02 Devil May Care
Kolejny nudny i chaotyczny odcinek gdzie poruszono zbyt wiele motywów, a całość okazała się papką. Abaddona walczy o piekło, bracia kombinują co dalej i kończą na kolejnym rozprawianiu się z demonami, a Crowley dalej bawi się w manipulanta. Już mnie męczy cała ta anielsko-demoniczna mitologia i wolałbym dostać jakiegoś klasycznego przeciwnika.

OCENA 3/6

Supernatural S09E03 I'm No Angel
Postanowiłem zlekceważyć wątek anielski na ile tylko mogłem i potraktować Supernatural jako przygodową komedię. I to zadziałało. Castiel odnajdujący się jako człowiek, jego społeczne nieprzystosowanie i kłopotliwe rozmowy to kopalnia śmiechu. Strasznie się ciesze z jego dużej roli w tym sezonie. Również poszukiwania braci wypadły znośnie. Tyle i aż tyle.

OCENA 4/6

Supernatural S09E04 Slumber Party
Niemal kompletnie zrezygnowano z wątku anielskiego, ponownie sprowadzono Felicie Day i w szalony sposób powiększono mitologię serialu. Prosty przepis na jeden z lepszych odcinków od dłuższego czasu. Miał kilka problemów z tempem, ale wypadł przeuroczo. Zresztą, jak wpisanie świata Oz do Supernatural mogło wypaść słabo? To jest skok przez rekina otwierający masę możliwości i zabawę z innymi światami. Do tego Charlie z Dorothy miały niesamowitą chemię i już nie mogę się doczekać by znowu zobaczyć tą dwójkę.

Inne:
- nie jest łowcą ten kto nie Zmartwychwstanie, jakie to prawdziwe. Zaraz, czy Jezus był w takim razie łowcą?
- Crowley wielkim fanem Wicked Witch, można się było tego spodziewać.
- kolejna okazja i Charlie znowu nie spotkała się z Castielem. Trzeba na to znowu czekać.

OCENA 4.5/6

Supernatural S09E05 Dog Dean Afternoon
Uwielbiam typowe komediowe odcinki w Supernatural. Zazwyczaj są nieoczekiwanymi niespodziankami jak tutaj. Tym razem głównym rozweselającym motywem był Dean rozmawiający z zwierzętami. Kłótnia z psem o dyskografię Styx czy z gołębiem o ich typowe zachowanie mocno mnie rozśmieszyły. Ale głównym daniem był Dean przejawiający częściowo psie zachowanie. Drapanie, aportowanie, zachwyt na widok suczki. Timing Acklesa w tych scenach był perfekcyjny. Było tyle dobra, że jestem w stanie wybaczyć dalsze wałkowanie wątku Ezekiela wciąż pomagającego Deanowi i brak pomysłu na ciekawą fabułę.

OCENA 4.5/6 

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #235 [12.06.2017 - 18.06.2017]

SPOILERY

Dark Matter S01E04 Episode Four
Dark Matter porzuciłem z powodu jego jakości. Pierwsze trzy odcinki mnie nie zachwyciły na tyle by oglądać dalej więc bez wyrzutu skasowałem go z personalnej ramówki. Ślepy traw chciał bym do niego wrócił i zrobiłem to bez krzywienia się. Słyszałem, że serial fajnie się rozwinął więc ta myśl już wcześniej przeszła mi przez głową. I muszę przyznać, że całkiem przyjemnie mi się to oglądało.

Fabuła jest prosta - załoga Rezy trafia na stację kosmiczną i po kolei pakują się w kłopoty. Bardzo generyczne, momentami naiwne i wymagająca dużej siły woli do akceptacji tego co się dzieje na ekranie. Jednak gdy już do tego dojdzie można cieszyć się z oglądania sympatycznych bohaterów. Podróbka Cobba z Firefly, Trójka z Piątką uprawiające hazard czy Szósta w poczekalni u doktora. To były bardzo zabawne sceny. Tylko irytujący Jedynka mi nie pasuję.

Coraz więcej wiadomo też o Wielkiej Tajemnicy Serialu. Szybko doszło do  konfrontacji Jedynki z Corso i dano trochę bezwstydnej ekspozycji mocno sugerując klonowanie. Widać wyraźnie, że twórcy mają pomysł na serial i zaczynam liczyć by udało się im go sprzedać.

Inne:
- oglądanie Dark Matter po The Expanse wymaga chwili na przyzwyczajenie do stylistyki przygodowego sci-fi. 

OCENA 4/6

Dark Matter S01E05 Episode Five
Opuszczony frachtowiec pełen zombie? Czemu nie, lubię takie zabawy konwencją więc początek odcinka sprawił, że nastawiałem się na niezłą historię. I na nastawianiu się skończyło. O ile postacie wciąż są bardzo dobrze przedstawiane tak chodzenie po statku i szukanie kontrabandy wypadło słabo. Za długo i za nudno. Nie pomógł również wątek zarażenie Dwójki. Napięcie nie buduje się w ten sposób. Główna fabuła również nie poszła do przodu, a pojawiły się kolejne tajemnicę. Czemu Dwójka się regeneruję? Czy ma to coś wspólnego z hibernacją czy miała to wcześniej? Jestem zaintrygowany.

OCENA 3.5/6

Dark Matter S01E06 Episode Six
O, odcinek flashbackowy, powyjaśnia parę rzeczy - głupio pomyślałem na początku by w połowie mieć już dość. Serial ma problem z odnalezieniem właściwego tempa, odcinki wydają się zbyt długie, a ten konkretny był mocno poszatkowany. Na szczęście gdzieś w 2/3 dużo się poprawiło. Poza tym Piątka wcielająca się w Czwórkę była niezła, a potem w gratisie pojawiła się jej historią. Ogólnie dużo wyjawiono o załodze przez co chcę wiedzieć jeszcze więcej. I gdyby nie było nudnej Jedynki byłoby dużo lepiej.

OCENA 4/6

Dark Matter S01E07 Episode Seven
To ci niespodzianka, seksowna Ruby Rose jako android rozrywkowy. Było na czym oko zawiesić. Zabawnie było też gdy zamieniła się w morderczynie chcącą zemścić się na załodze po tym jak Jedynka się z nią zabawiał. Ten to ma problem, tylko romansowanie mu w głowie. Przez to zupełnie nie pasuje do załogi i ciężko się ogląda z nim sceny.

Wątek zabójczego androida dał trochę akcji i spowodował momenty do zaciskania więzi w załodze. O wiele lepiej wypadła jednak historia Trójki. Love story z tragicznym końcem. Umierająca ukochana i on niepamiętający swojego dawnego życia. Bardzo dobrze są rozpisywane postacie, to coś dlaczego chcę wracać do Dark Matter.

OCENA 4/6

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #234 [05.06.2017 - 11.06.2017]

SPOILERY

American Gods S01E06 A Murder of Gods
Broń, imigracja, szukanie swojego miejsca w świecie, adaptacja do nowego środowiska, ewolucja wartości cenionych przez ludzi i pytania o to skąd się bierze religia. American Gods miksuje ze sobą bardzo dużo motywów i co zaskakujące wychodzi z tego obronną rękę bo zaczyna coraz umiejętniej spinać porozpoczynane wątki. Odcinek standardowo miał ponad 50 minut, ale nie czuło się tego. Dwie historie bardzo płynnie płynęły do przodu, miały dużo wspólnych punktów i były na swój sposób samodzielne. Sporo miejsca dostała też ekspozycja, powiedziano więcej o świecie bogów który coraz bardziej mnie fascynuję. I nie przeszkadza mi dość anemiczne prowadzenie historii gdyż bohaterowie wszystko mi wynagradzają. Laura rzucająca fuckami jest przeurocza, a duet Cień i Wotan nieustannie czymś zadziwia i każe kwestionowań sensowność działań boga. Zaczynam się smucić, że do końca sezonu już tylko 2 odcinki.

OCENA 5/6

Leverage S05E01 The (Very) Big Bird Job
Niesamowicie poszczęściło mi się z losowaniem. W 2012 roku musiałem odpuścić całkiem sporą ilość seriali, a Leverage był jednym z tych do których bardzo chciałem wrócić. To nigdy nie była wybitna produkcja. To był bardzo dobrze zrealizowany serial rozrywkowy z kapitalnie dobraną obsadą. Fabułek z czterech poprzednich sezonów nie pamiętałem, tak charaktery głównych postaci jak najbardziej.

Oglądanie Leverage po tylu latach to jak powrót do dawno widzianych znajomych. Odkrywasz ich na nowo, przypominasz sobie szczegóły i dawne wydarzenia by na końcu chcieć jeszcze. Tak było i tutaj. Absurdalny humor, przerysowane sceny akcji i szalony przekręt który działa tylko dlatego, że chcę się to wierzyć. Całkiem sprawna realizacja pomaga. Pośmiałem się i jestem z tego zadowolony. Na końcu za to cliffhanger i zapowiedź intrygi mogącej prowadzić do rozłamu w grupie. Będę oglądał dalej i całkiem możliwe, że z powodu urlopów większości seriali nadrobię serię.

OCENA 4.5/6

Leverage S05E02 The Blue Line Job
Jak napisałem tak robię i oglądam dalej. Znowu bardzo przyjemny odcinek do którego nie można się zbytnio przyczepić jeśli zawiesi się niewiarę i zaakceptuję sporo uproszczeń i mało efektowny przekręt. To w dużej mierze była osobista historia Marco próbującego zapewnić przyszłość synowi nawet jeśli miałoby go to kosztować życie. To też była ciekawa stylistyka wykorzystująca hokejową oprawę. Żartów też nie zabrakło. O jak się śmiałem z fascynacji Nate'a tym gdzie znajduje się prawdziwy puchar Stanleya czy z zabaw Hendersona z magnesem. I tylko większej fabuły zabrakło.

OCENA 4.5/6

Leverage S05E03 The First Contact Job
"Let's steal the first contact!" - szalone pomysły w Leverage to nie pierwszyzna. Tym razem upozorowali kontakt z obcymi, okradli ofiarę na gruby milion by na końcu zrobić z niego szaleńca w oczach świata. Kilka pomysłów mogło się podobać. Elliot jako grifter, Parker i Harison ponownie agentami FBI i finałowy kontakt. Do tego masa humoru przemycona w dialogach i powracające żarty i motywy które dobrze się sprawdziły. Było też coś o Nate'cie który na chwilę zapomniał czemu robi się te przekręty. Ostatecznie jednak jestem trochę rozczarowany. Wszystko wyszło perfekcyjnie, a ofiara nie stanowiła żadnego wyzwania dla ekipy. Kolejne elementy planu była odhaczane i całość wyszła tak jak miała wyjść. Dobrze się bawiłem i tyle.

OCENA 4/6

Leverage S05E04 The French Connection Job
Przekręt w odcinku związanym z kuchnią i gotowaniem nie był zbytnio wymyślny i znowu został odegrany po sznurku. Dobrze, że rzeczy które działy się obok tego były dużo ciekawsze. Jak choćby historyjka Elliota, który spłaca dług człowiekowi który nauczył go do czego prócz zabijania służy nóż. Do tego był wspaniały jako szef kuchni. Miło wyszła też opowieść o Parker chcącej coś w życiu poczuć. Prócz tego dużo udanych gagów i niewymuszonego humoru. Czyli standardowo.

OCENA 4.5/6

Leverage S05E05 The Gimme a K Street Job
Trzy odcinki temu była przygoda w klimacie hokeja, teraz dano drużynę cheerleaderek. Nie powiem żeby była to szczególnie interesująca tematyka dlatego trochę z początku kręciłem nosem. Póki ekipa nie wylądowała w Washingtonie i na Kapitolu by zdobyć głosy polityków. Wreszcie jakieś wyzwanie dla bohaterów gdzie musieli sporo pogłówkować nad rozwiązaniem. Przy okazji ośmieszono przepisy prawa i je wyolbrzymiono. Takie rzeczy zawsze dobrze wychodzą. Był też wątek z Parker w niecodziennej sytuacji - trenerki nastolatek. Trochę szkoda, że nie dostał więcej czasu. Mimo to udało się przemycić do niego wątek o zaufaniu i swojej roli w drużynie. Cieszy mnie, że Leverage zazwyczaj nie zapomina o takich motywach w swoich rozrywkowych historiach.

OCENA 4.5/6

Leverage S05E06 The D.B. Cooper Job
To nie był zły odcinek. Użyto tutaj aktorów z głównej obsady do opowiadania historii z flashbacków dotyczącej rzeczywistej sprawy D. B. Coopera. Fajny pomysł z odrobinkę przewidywalnym zaskoczeniem. Było też o szukaniu dobra w ludziach i możliwości odkupienia za własne grzechy, a także dzieciach cierpiących za grzechy ojców. Tylko czuję się odrobinę rozczarowany bo moich bohaterów, dla których oglądam Leverage było niewiele. To był inny klimat niż dobrze znany od początków serialu, raczej zagadka kryminalna z twistem niż heist. Humoru też jak na lekarstwo. Więc ostatecznie rozczarowanie.

OCENA 3.5/6

Leverage S05E07 The Real Fake Car Job
Przekręt z zabytkowym samochodem w tle, to pozornie znowu nie moje klimaty. Na szczęście było bardzo dużo ruchomych części, ofiara miała tajemnicę, a finał był na tyle niespodziewany, że ostatecznie okazał się jednym z lepszych odcinków sezonu mimo nie do końca udanego heistu. W serialu coraz mocniej pobrzmiewa wątek emerytury od tych wszystkich przekrętów. Co będą robić gdy to wszystko się skończy? Czy Henderson i Parek dalej będą ze sobą? Czy Sophie z Natem? Co z Elliotem. Jestem bardzo ciekaw czy Dan Devin rozpisując ten sezon brał pod uwagę, że będzie on ostatnim.

OCENA 4.5/6

Leverage S05E08 The Broken Wing Job
Kolejny z serii niecodziennych odcinków. Zaczyna się w Japonii by po chwili przenieść się do Portland i Parker z złamaną nogą w lofcie i tam z nią pozostać. To ona jest główną bohaterką i Beth Reisgraf z gracją dźwiga ciężar roli na swoich plecach. Pierw trochę komedii z znudzoną Parker, potem odkrycie złodziei w barze i na końcu konfrontacja. Nie zabrakło dramatów i to też z niespodziewanej strony np. zgłębianie prywatnego życia klientów. Była też urocza Amy która pomaga Parker w złapani domniemanych złodziei by na końcu niemalże stać się ofiarą porwania. Nie powiem by był to zaskakujący zwrot akcji, ale sprawdził się. To był też kolejny odcinek w którym była sugestia jakby Nate przyuczał Parker do swojej roli gdy go już zabraknie jak wcześniej robił to z Elliotem.

OCENA 5/6

True Detective S02E06 Church in Ruins
Ależ rollercoaster serwuje mi ten sezon. Nudne odcinki przeplatają się z wciągającymi, a zbyteczne sceny poprzedzają kapitalne dialogi i rozwój postaci. Doceniam jak całość jest napisana, mam trochę zastrzeżeń, ale też podejrzewam, że w pełni nie ogarniam wizji Nicka Pizzolatto. Skupiam się nie na wszystkich elementach opowiadanej historii, a całość traktuje jak kryminał przez co nie potrafię ocenić całości. Jak choćby bardzo ważne wątki rodzinne. Każdy bohater w jakiś sposób zmaga się z nimi. Najbardziej widoczne to było u Reya nie radzącego sobie z nawałem informacji jaki na niego spłynął. Przeszłość dopada też Bezziredes w najmniej spodziewanym momencie. Nieoczekiwanie od tej czulszej strony pokazany jest też gangster. To wszystko tworzy skomplikowaną mozaikę którą trzeba oglądać pod odpowiednim kątem by dostrzec jej prawdziwe oblicze. I powoli się go doszukuje.

Inne:
- orgia odhaczona, True Detective S02 może z dumą nosić plakietkę serialu HBO.
- "That's one off the bucket list. A Mexican standoff with actual Mexicans." Mądrości Franka jak zwykle celne.

OCENA 4.5/6

True Detective S02E07 Black Maps and Motel Rooms
Odcinek z ograniczoną ilością wątków osobowych i niemalże w całości skupiony na śledztwie i problemach z niego wynikających. Oglądając go myślałem o kontraście względem pierwszego sezonu. Tamten opowiadał prostą historię gdzie nie do końca rozwiązano sprawę, wielka intryga została jedynie zarysowana. Tutaj jest wręcz przeciwnie. Morderstwo będące punktem wyjścia gdzieś zanika, a opowieść jest o skorumpowanym mieście i jego elitach. Jest to ciekawy kontrast, który działa na poziomie meta narracyjnym pozostawiając sedno opowieści snutych przez Pizzolatto.

Mimo godziny z haczykiem oglądało się to bardzo dobrze. Zaszczuci bohaterowie próbujący się połapać w tym wszystkim i coraz mocniej zaciskająca się pułapka. Sytuacja jest niemalże bez wyjścia. Woodrugh zginął, a Valcoro i Bezzerides nie wiedząc jeszcze jak się z tego wyplątać. Całkiem zabawnie gdyby tylko Frank osiągnął sukces w finale. Gdyby detektywi przegrali w starciu z lewiatanem trawiącym społeczność, a jedynie gangster postawił na swoim dzięki umiejętności dostosowania do sytuacji. Na razie całkiem dobrze mu idzie, kto wie jak skończy.

OCENA 4.5/6

True Detective S02E08 Omega Station
Jak kilkukrotnie pisałem przy kolejnych odcinkach True Detective - czułem, że coś mi umyka. Przy finale nie miałem tego wrażenie. Mimo niemalże 1,5h siedziałem jak zaczarowany. Klimatem, domykającymi się historiami postaci i zakończeniem. Mało jest tytułów, które na tak długo z takim efektem przykułyby mnie do ekranu wodząc za nos i bawiąc się oczekiwaniami. Finał zmusza mnie też do rewizji moich poprzednich wrażeń i sprawia, że całość prezentuję się dużo lepiej. Ostatecznie całości nie uważam dużo gorszej od S01 i nie czuje rozczarowania, a mój apetyt przed S03 jeszcze się wzmógł.

Jak napisałem, serial perfekcyjnie igra z oczekiwaniami. Detektywi odkrywają mordercę Caspera, Frank wychodzi na prostą i wszystko wydaje się domykać. To tylko gra z widzem. Pokazanie jak blisko można dojść do sukcesu by upaść. Nie koniecznie przez swoje grzechy, czasem też przez przypadek. Gdy Valcoro i Frank zdobywają krwawą forsę ich życie zaczyna coraz intensywniej ciążyć ku upadkowi. Widz ma nadzieje, że jakoś z tego wyjdą, jakoś im się, ale wie, że to pobożne życzenia. Moment gdy Ray postanawia jeszcze raz odwiedzić syna jest jego końcem. Co jest dość ironiczne. Frank ginie przez nieuwagę. Pierw igra z Meksykanami by potem jeszcze raz im się postawić.

Frank i Ray umierają bo tego wymaga historia. Od początku byli na to skazani. Od pierwszego odcinka, a moment chęci zemsty, zrobienia tego co słuszne czy zarobienia trochę kasy tylko to przypieczętował. W mieście rządzonym korupcją i spiskami nie ma miejsca na takie akty. Tutaj nawet burmistrz ginie na rozkaz swojego syna, który okazał się głową hydry. Był pokazany tylko przez parę minut i zgrywał rolę kompletnego idioty? Pozory. Pozornie ważne było też morderstwo, dysk z dowodami na polityków, diamenty warto miliony i wielki spisek. Morderca zostaje odnaleziony, ale wymiar sprawiedliwości nie dowiaduje się kim on jest, a tym bardziej jego historii. Dysk jest pusty, nie mógł zagrozić układowi. Diamenty się nie odnajdują. Spisek wygrywa. To jest gorzkie zakończenie, którego można się było spodziewać. Zło i pieniądz zawładnęły społeczeństwem, a ruchy na szczycie drabiny są jedynie symboliczne.

Finał S01 niósł ze sobą nutkę optymizmu. Rust mówi o gwiazdach rozsiewających mrok i nadziei dla świata. Konspiracji nie udało się rozwikłać, ale bohaterowie mieli poczucie zwycięstwo, przynajmniej na tym podstawowym poziomie gdzie pokonali głównego złego. Tutaj tego nie ma. Zero nadziei na lepsze jutro. Bezzerides i Jordan przeżyły, ta pierwsze urodziła nawet dziecko Rayowi i spotkała się z dziennikarzem Times'a. Tylko co z tego? Powiedziała mu swoją historię, ale to nie ma znaczenia. Ray i Frank nie żyją, policja która zabiła Woodrugha wykorzystuje jego imię w celach propagandowych, kobiety muszą dalej uciekać, a spiskowcy świętują. Świat jest złym miejscem i go nie zmienimy.

Pizzolatto nie zajmuje się złem tylko złem w szerszym rozumieniu, skupia się też na przyziemnych sprawach jak rodzicielstwo będące ważnym motywem tego sezonu. To przecież ojciec skurwysyn jeszcze w latach '90 zapoczątkowuje cały ten ciąg by zginąć potem z rąk własnego syna uprawiając wcześniej seks z własną córką nieświadom z kim ma do czynienia. To miłość do syna była głównym utrapieniem Valcoro i to ona go zgubiła. Tragedią jest też to, że nie może wysłać ostatniej deklaracji miłości do Chada, który przecież może go przez całe życie uważać za mordercę. Nawet tego małego promyczka nadziei zabrakło. Frank mimo swoich chęci nie miał dziecka, tutaj wpływ na całego jego życie miał ojciec uważający go za nieudacznika. To przez niego nigdy się nie zatrzymuje, prze do przodu i walczy o swoje, nawet o marynarkę (gdzie trzyma diamenty) co doprowadziło do jego śmierci po długim marszy przez pustynię. Szedł, walczył do końca i przegrał. Pierwszy i ostatni raz w swoim życiu. Ojcowie, pamiętajcie o swoim wpływie na dzieci, może gdybyście byli lepsi świat też taki by był.

Jest jeszcze dużo rzeczy związanych z finałem które można poruszyć. Ja napiszę o czymś mniej ważnym. Pustynia, sekwojowy las i woda. Ostatnie lokacje w których dzieje się finał dla trzech bohaterów. Widoczny kontrast podkreślający różnicę między nimi, ale też uwypuklający niesamowitą stylistykę serialu. Szczególnie ostatnie chwilę Raya w lesie i Franka na pustyni. Piękne ujęcia gdzie przyroda jest wręcz przytłaczająca. To tez chwila oddechu (ostatniego!) po zurbanizowanych sceneriach. Wykrzyknik wizualny nad losami bohaterów.

Tak więc jestem zachwycony. Mogło być ciut krócej, ale te długie sceny tworzyły klimat. Udało się dzięki temu wcisnąć trochę love story, ale też przemycić historię kelnerki z blizną czy ochroniarza Franka. To było potrzebne by pokazać kompleksową i wnikliwą wizję. I dlatego czekam z niecierpliwością na S03.

Inne:
- piosenkarka z klubu która zwija instrumenty i odchodzi jakby sygnalizowała koniec opowieści. Jak nic celowy zabieg.
- mam wrażenie, że opowieść równie dobrze wypadłaby w formie literackiej. Muszę dorwać Galvestone od Pizzolatto i zobaczyć jak się sprawdza jako pisarz.

OCENA 5.5/6