środa, 15 lutego 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #218 [06.02.2017 - 12.02.2017]

SPOILERY

24: Legacy S01E01 12:00 P.M. - 1:00 P.M.
Spodziewałem się rozczarowania. Czegoś w rodzaju smutku i tęsknoty za Jackem, ale ostatecznie pewnego substytutu starych dobrych 24. Nie byłem jednak gotowy na taki bezwstydny cios w krocze. I nie wiem czy to wina zmiany percepcji seriali jaka się u mnie dokonała czy zwykłej nieudolności 24: Legacy. Zakładam, że to drugie, tak jest łatwiej. Chociaż powinienem się tego spodziewać. Już przy ostatnim sezonie 24 i Live Another Day mówiłem, że marce potrzebne są zmiany. Trzeba zatrudnić nowe twarze nie tylko przed, ale głównie za kamerom. Potrzebna jest zmiana showrunnerów na młodych i gniewnych, nie bojących się odważnych decyzji wnoszących świeżość do formy. Legacy tego nie oferuje. To bezrefleksyjna kalka pojawiających się na przestrzeni lat pomysłów. Nawet nie esencja serialu tylko losowy zbiór motywów. Jest źle, co mnie bardzo smuci.

Nie miałem nic przeciwko gdy do roli nowego Jacka zatrudniono Coreya Hawkinsa. Nie mam nic przeciwko jego grze, widziałem dużo gorszych aktorów. Przeszkadza mi jego postać. Brakuje mu magnetyzmu, jest zwyczajnie nudny. Były wojskowy, problemy rodzinne, kłopoty z bratem bla bla bla. Kogo to obchodzi? Jednak najgorszy jest brak efektu wow. Wprowadzenie postaci jest toporne przez co od pierwszej sceny akcji jestem do niego zniechęcony. Ponieważ nic w niej nie pokazuje i łatwo daje się zaskoczyć terrorystą. Ostatnia strzelanina trochę poprawia sytuację, ale nie mogłem przestać się śmiać bo ciągle widziałem przed oczami kultową już scenę ucieczki z Prometeusza.

Fabularnie nie wciąga. Brakuje stawki, ale pierwsza scena jak na wprowadzenie do thillera politycznego jest żałośnie nudna. Może chciano zacząć kameralnie i stopniowo zwiększać stawkę? Nie wyszło. Potem są scenki obyczajowe. I jeszcze jedna i jeszcze. Poznajemy też początki wątków politycznych podczas kampanii wyborczej. Jest Jimmy Smith i Miranda Otto więc ma odrobinę mojego zainteresowania, ale to szybko niknie. Już są konflikty małżeńskie. Tak jak trójkąt miłosny z Carterem i jego żoną. Są też dwa megafacepalmy i kilka mniejszych. Te największe to szkolny wątek z czeczeńską uczennicą/terrorystką uwodzącą nauczyciela (!) i idiotyczne zachowanie w CTU. IDIOTYCZNE! Pewnie, że trzeba zakładać, że kretem jest nowy szef i ogłuszyć go paralizatorem. Jest też... zresztą nie ważne. Chodzi o to, że nie ma tutaj nic przez co już teraz chciałbym włączyć następny odcinek poza myślą "ciekawe co teraz spieprzą". Metr muły i zdechłe ryby. Już zupełnie pomijam stereotypowe podejście do terroryzmu, które tak bardzo jest teraz potrzebne Ameryce.

OCENA 2/6

24: Legacy S01E02 1:00 P.M. - 2:00 P.M.
Co za koszmar. Nie dałem rady obejrzeć w trakcie jednego posiedzenia, musiałem zrobić prawie 24 godzinną przerwę podczas, której tylko wkurzałem się na poziom jednej z moich ulubionych franczyz. Jest równie źle co w pilocie, niemalże każda scena to piramidalna głupota. Szkoda mi czasu by przyglądać się wszystkim idiotyzmom bo bym pisał i pisał, a już wystarczająco szkoda mi czasu, który poświęciłem na oglądanie.

Serial próbuje Hawkinsa za bardzo wzorować na Bauerze, który zdolny był do radykalnych kroków by osiągnąć powodzenie misji. Tylko, że tutaj przybrało to absurdalnąformę. Co zrobił by Jack gdyby był szantażowany przez terrorystę?  1) zorganizowałby na niego zasadzkę przy wsparciu CTU, 2) spełniły jego żądanie pierw prosząc brata o 2 miliony, a potem atakując posterunek policji? Co jest prostsze? Odpowiedź jest oczywista. Co zrobił główny bohater? Wybrał bramkę numer dwa. Przy okazji serial topornie, niczym dzielenie włosa siekierą przedstawił swoje spojrzenie na problem brutalności policji wobec czarnoskórych. Wisienką na torcie było jednak zamontowanie policjantowi bomby by zapewnić jego posłuszeństwo. Pac, pac, pac i czoło boli.

24 zawsze miało delikatnie mówiąc, nietrafione wątki obyczajowe. Tutaj jest tego apogeum. Czeczeńska imigranta/terrorystka uwodzi swojego nauczyciela by ten zbudował jej bombę, a potem tenże nauczyciel zabija innego ucznia który nakrywa ich w jednoznacznej sytuacji. Wątek gangsterski jest równie potrzebny. Żeby pokazać już nie trójkąt, a czworokąt miłosny i przedstawić historię zdrady i walki o władze w gangu zdradzonej dziewczyny. Szczyt serialowego scenopisarstwa i rewolucja w kreowani fabuł thrillerów politycznych.

Jednak fabuła wcale nie jest tutaj najgorsza. Bawienie się zapałkami ma w sobie więcej napięcia i emocji niż ten potworek. Akcja na posterunku policji to nic specjalnego. Strzelania żadnego nie było więc adrenalina nawet odrobinkę nie skoczyła. Wątki szpiegowską są rozgrywane strasznie. Nie przedstawiono dobrze bohaterów, a już nastawia się ich przeciw sobie. Nie obchodzi mnie, że ktoś komuś nie ufa skoro nie wiem co ich łączyło, jakie mają cele i ambicję. Odkrywanie źródła wycieku to amatorka. Serial pierw oszukuje, że do wiedzy o tożsamości rangersów miały dostęp trzy osoby, a potem okazuje się, że cztery, a tak na prawdę wszystko zostało elegancko zarchiwizowane. Potem podsuwa trop o terrorystce w szeregach kandydata na prezydenta (sorry, nawet nie chcę mi się sprawdzać jak się nazywa), oddala to podejrzenia by ostatecznie zrobić z niej (domniemane) źródło wycieku. Wszystko to na przestrzeni  max. 20 minut. I teraz stawiam swoją kolekcję tazosów, że jest wrabiana.

Na koniec jeszcze jedno - drętwe jak Stumilowy Las rozmowa o patriotyzmie, wierze w szczere intencję i zaufaniu do drugiej osoby. Jak tak dalej pójdzie moje bębenki zaprotestują podczas następnego odcinka i będę miał samą wizję. Co tylko przysłuży się mojej kondycji psychicznej.

I tak, zamierzam obejrzeć następny odcinek. Będę się frustrował, bił po czole i krzyczał na bogu ducha winny ekran, ale obejrzę z powodu mojego przywiązani do marki. Mam też naiwną nadzieje na poprawę. Przecież dobrze pamiętam jak wylałem kilka wiader pomyj na pilot The 100, a teraz chłonę z niezdrowym zainteresowaniem kolejne odcinki.

OCENA 2/6

DC'S Legends of Tomorrow S02E11 Turncoat
Seans LoT zaraz po 24 był jak prysznic po orce na ugorze. Ten serial ma duszę, doskonale zdaje sobie sprawy z swojej komiksowości i nie boi się jej używać. Epizod był pełen humoru i akcji. Już voiceover z początku odcinka Micka był zabawny, a potem to już tylko eskalacja niesamowitych pomysłów których zwieńczeniem był jego pomnik Roryego z Washyngtonie czy ucieczka zmniejszonego Raya przed szczurem. Dawno tak dobrze się nie bawiłem. A przecież odcinek miał też dramatyczniejsze momenty. Postrzelenie Sary przez Ripp to udana gra na emocjach. Wiadomo, nic jej nie będzie, ale tworzy emocjonalne następstwa. Podobał mi się też Jax jako kapitan i jego zabawa w Kevina samego w domu. I ta końcówka gdzie wszyscy siedzą przy świątecznym stole gdzie poruszono często przewijający się motyw rodziny. Jak mam się do czegoś przyczepić to tylko do seksu Nate'a z Amaya. Nie pasuje mi to do kontekstu równolegle rozgrywających się wydarzeń.

OCENA 5/6

Falling Skies S02E01 Worlds Apart
Gdy maszyna losująca wydała wyrok obejrzenia Falling Skies trochę się zmartwiłem i trochę ucieszyłem. To jest serial do którego chciałem kiedyś wrócić i nadrobić. Pamiętam, że kiedyś miałem mocno mieszane uczucia. Podobał mi się setting i kilka elementów z historii, ale denerwowały poboczne wątki i momentami konieczność mocnego zawieszenia niewiary. Po tym odcinku mam jednak pozytywne odczucia. Nie na tyle żeby z miejsca włączyć następny, ale wystarczająca by ta myśl mnie kusiła.

Ogólnie podobał mi się klimat zaszczucia i walki z kosmitami. Dano też dużo czasu bohaterom, szczególnie synom Toma, ale to akurat gorzej wyszło. Ja rozumiem, że to rodzinna drama, ale to właśnie te wąki mnie najbardziej męczyły. Wolałbym żeby więcej czasu poświęcono na szukanie sposobu ucieczki przed kosmitami niż konflikt dwóch nastolatków. Drama z Benem i Halem była męcząca. Poruszono trudny temat, czy można dać dzieciom broń by się broniły, ale wypadło to bardzo słabo. Fajnie za to wypadły wątpliwości Weavera czy nie pusunął się za daleko podczas wojny i czy przez niego nie cierpią cywila, a obecność TOma by coś zmieniła. Widać też rodzące się konflikty i nieufności. Nie widać za to motywu przeowdniego na cały sezon.

Po cliffhangerze kończącym pierwszą serię najbardziej mnie ciekawiło co będzie na statku obcych i jak wypadną nowi kosmici. I tutaj znowu, mieszane odczucia. Wyszło generycznie i nic rzucono nowego światła na cel inwazji na Ziemię. Przylecieli i chcą nas zniewolić jak inne rasy. Scena rozmowy była ładnie nakręcona, a design kosmitów całkiem udany. Humanoidalny, ale w wystarczającym stopniu odczłowieczniony. Tylko szkoda, że nic nowego tam nie powiedziano. Więcej miejsca poswięcono na wędrówkę Toma do swoich. I tutaj ogromne rozczarowaniem. Pomógł młodej dziewczynie by następnie podróżować z nią przez kilka miesięcy. Ogromny potencjał na opowiadanie historii. Tylko, że ona postanawia odejść gdy docierają do celu. Po The Last of Us taka banalna opowiasta w Falling Skies mocno mnie rozczarowało. Zero więzi i przywiązania, nic co by pokazywało, że długa podróż ich zmieniła. Czas antenowy nie jest z gumy, ale w takim wypadku lepiej nie opowiadać tego typu historii.

OCENA 4/6

Inne:
- dziwnym trafem gdy kosmici zaproponowali rezerwaty dla ludzi Tom nawiązał m.in. do Hitlera ale nie wspomniał o tym co zrobili rdzennej ludności Ameryki. Ja rozumiem, że momentami jest to laurka dla Amerykanów, ale takie wybielanie historii mnie mocno zniesmaczyło.

Riverdale S01E02 Chapter Two: A Touch of Evil
Bardzo chciałbym żeby Riverdale mi się podobało. Poprzedni odcinek taki był, niestety teraz nie mogę napisać tego samego. Zamiast w większym stopniu skupić się na morderstwie, jego wpływie na miasteczko albo na jego dziwaczności pokazywano nudne konflikty. Szczególnie męczył wątek Archiego i jego problemu z wyjawieniem strzału nad rzeką. Cięzko mi go obdarzyć sympatię. Jest manipulowany przez nauczycielkę czego zupełnie nie widzi. Za stary jestem na takie historię. Tak jak konflikt między Veronicą i Betty. Liczę, że przecierpiałem to i teraz będzie spokój. Brakowało mi tez atmosfery z pilota, jakby inni ludzie byli odpowiedzialny za stylistykę serialu.

Na szczęście było kilka świetnych momentów. Jak wykorzystanie muzyki która buduje nastrój sceny i wzmacnia napięcie. Gdyby nie ona otwarcie odcinka mogło być jeszcze gorsze niż było. Świetnie wypadła piosenka Josie and Pussycats przed meczem. Podoba mi się też jak serial buduje swoją szeroką obsadę wprowadzając kolejne postacie znane z imion, nawet w drugoplanowych rolach. Na szczęście końcówka trochę namieszała w tajemnicy morderstwa Jasona i rzuciła fałszywe oskarżenie względem Cheryl. Jestem zaintrygowany.

OCENA 3.5/6

Riverdale S01E03 Chapter Three: Body Double
Czasem mam wrażenie, że serial za bardzo się stara. Przy swoimi campowym wyglądzie próbuje poruszyć tematy trudne. Upchnąć jak najwięcej w czterdzieści minut przez co wątki nie są odpowiednie poprowadzone. Głównym wątkiem był tutaj slut shaming i mam bardzo mieszane uczucia jak to zostało poprowadzone. Narobiono hałasu o niesłuszne oskarżenie o seks i dokonano zemsty na złych chłopakach. Bez refleksji i równouprawnieniu i samostanowieniu kobiet. Miałem nawet wrażenie, że serial odwraca kota ogonem. Nie mówi, że krytyka kobiet za uprawianie seksu jest zła, tylko, że oskarżeni jest be. Nie podobała mi się też zemsta Veronicy. Jej tyrada była świetnie zagrana i napisana. Przecież nie pozwoli się obrażać! A potem nic z tym konkretnego nie zrobiła tylko zgodziła się na plan Betty. Który był równie zły - fizyczna zemsta. Liczyłem na coś bardziej wyrafinowanego. W tym wypadku przeszkadza mi również odcięcie od niego Archiego. Był w drużynie futbolowej, musiałem wiedzieć o takich zabawach jego kolegów, a serial nawet na ten temat się nie zająknie. Dla przeciwwagi podobało mi się jak idealizowanie Jasona przez Cheryl została zburzone.

Odcinek mimo swoich wad zrobił kilka rzeczy dobrze. Jak zagęszczanie intrygi morderstwa i sprawianie kłopotów swoim bohaterom. Umiejętnie rozbudowuje też świat i uwiarygodnia bohaterki. Jak kłopoty psychiczne Betty, republikański harcerz uczący strzelać swoich podkomendnych z broni czy zapowiedzi z offu nadchodzącej tragedii. To wszystko sprawia, że serial mimo wszystko potrafi zachęcić.

Inne:
- gazeta szkolna w dzisiejszych czasach? Ja rozumiem, że akcja Rivendale ma miejsce gdzieś obok, w alternatywnym i przestylizowanym świecie, ale bądźmy poważni, zwłaszcza, że Sheryl nałogowo korzysta z twittera.
- gościnny występ Shannon Purser czyli Barb z Stranger Things dał możliwość poprowadzenia fajnego dialogu między dwoma serialami. Scena kulminacyjna z udziałem Ethel dzieje się w domu z basenem gdzie ma dojść do seksu nastolatków tylko tutaj wszystko szczęśliwie się kończy. Fajnym zagraniem było też wypowiedziane przez Sheryll #justiceforEthel czy bezpośredniej odwołanie do kampanii w mediach społecznościowych po emisji Stranger Things. Może i czasem odnoszenie się do innych dzieł popkultury jest ordynarne, ale sprawia mi sporo frajdy.

OCENA 4/6

The 100 S04E02 Heavy Lies the Crown
To ci niespodzianka, odcinek The 100 z moralnymi dylematami. Pierw Clark męczy się czy powiedzieć ludziom o końcu świata nie mając rozwiązania. Los lidera jest ciężki. Mówiąc bez planu odbiera ludziom nadzieje, zatapiając informacje przypomina ALIE odbierając im prawo wyboru jak spędzić ostatnie chwilę. Ostatecznie decyduje się na półśrodek. Kłamie obiecując nadzieje, bierze przykład z Jahy i obciąża się ciężarem przywódcy, które może zaciągnąć ją na dno gdy sprawy wyjdą na światło dzienne. A wyjdą. Nikt teraz jej nie lubi, ale ona się tego spodziewała. Wszyscy są smutni, że umrą. Tylko Jasper chwyta dzień. Biedaczek strzeli sobie w łeb jeśli uda się mu przeżyć koniec świata.

Drugą wahającą się osobą jest Bellamy. Wraz z ziomkami wyruszył po kolektor do stacji rolniczej by po apokalipsie wytarzać wodę. Tam zastaję Ice Nation i ich małą fabryczkę z niewolnikami. Zamiast dyplomatycznie rozmówić się z sojusznikiem dochodzi do konfrontacji. Nie bez głębokich przemyśleń. Czy można ocalić garstkę ryzykując przetrwanie setek? Dylemat zwrotnicy z możliwością zatrzymania pociągu. Bellamy odpokutowując winy z zeszłego sezonu chce dać ukojenie duszy tu i teraz, a nie czekać pół roku i sprawdzić czy plan się powiedzie. Jego decyzja jest zrozumiała. I głupia. W międzyczasie podobał mi się powrót Rileya i dyskusja w grupie. To nie była autonomiczna decyzja Bellamy'ego, a głosowanie gdzie można było łatwo zrozumieć każdą z stron i dlaczego dani bohaterowie w taki sposób się opowiadali.

W Polis działy się rzeczy wagi królewskiej. Chociaż z małymi narracyjnymi problemami - osobiste wprowadzenie nowej postaci na początku odcinka, która potem niewiele robi. Roan ma zostać wyzwany na pojedynek przez jednego z ambasadorów. Ćwiczy (świetny trening z Echo), ale jest daleki od swojej najlepszej formy. Pokój dla Skikru i władza dla Ice Nation mogą się skończyć zanim na dobre się nie zaczęły. Dyplomatyczne działania Kane'a nie dają rezultatu więc do działania bierze się Octavia. Przesiąknięta ideologią Grounders i szukając własnej drogi zabija przyszłego rywala Roana. Wciąż jest lojalna swoim, ale teraz działa według własnych zasad. Działa poza nawiasem z własnym kodeksem moralnym. I jestem bardzo ciekaw jej drogi. Cicho liczę na trochę scen z Echo.

OCENA 4.5/6 

The Flash S03E12 Untouchable
Nie wiem jak Arrow, ale superbohaterskie seriale The Cw całkiem nieźle radzą sobie w tym roku. Ostatni Flash początkowo był niemrawy, trochę nudził i brakowało napięcia. Na szczęście szybko przeistoczył się w bardzo solidny odcinek z wysoką stawką i solidnymi historiami pobocznymi. Nawet walka z metą nie była zwykłym dodatkiem, ale wniosła coś do historii przepowiedni Savitara. Z małych i dużych rzeczy najbardziej mnie cieszy wtajemniczenie Joe'ego w sprawę śmierci Iris. Oczywiście w odcinku było tez kilka mniejszych czy większych głupotek, ale skutecznie były spychane na drugi plan z powodu funu jaki dawało oglądanie tego co dzieje się na ekranie.

Podobały mi się dialogi w odcinku, co akurat jest pewnym odstępstwem od normy. Szczególnie w scenach dramatycznych. Tutaj wszystko zadziałało. Tyrada Juliena w stronę Killer Frost była mocna. Tak jak motywacja przemowa Barry'ego w stronę Wally'ego. Ogólnie sceny między postaciami pokazywały coś nowego o nich, nie były pustymi wypełniaczami ekranu. Barry jako mentor się sprawdza, Catlyn walczy i powoli wygra z swoją złą stroną, a Iris bardzo boi się tego co ma wydarzyć.

Końcówka to powrót Jessie Quick i zapowiedź wyprawy na Earth-2. Dwuodcinkowa historia z gorylami powinna być czymś wyjątkowym.

Inne:
- Sarah w Legends of Tomorrow i Iris w The Flash otarły się o śmierć tego samego dnia i ranne przeleżały część historii. Przypadek? Nie sądze.

OCENA 4.5/6

wtorek, 7 lutego 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #217 [30.01.2017 - 05.02.2017]

SPOILERY

Brooklyn Nine-Nine S03E01 New Captain
Nie często się zdarza, że ciesze się z losowania. Po ostatnich crapach jakie się przydarzyły możliwość powrotu do B99 była bardzo przyjemną odmianą. Nie był to może jakiś zdumiewający powrót, nie śmiałem się dużo, ale wystarczające. Najbardziej cieszyło spotkanie dobrze znanych bohaterów. Fajnie było zobaczyć Jake'a, Amy i Boylsa po prawie 1,5 roku. Już nawet zapomniałem co mi przeszkadzało w serialu i czemu go porzuciłem. Jasne, było kilka irytujących momentów i humor który do mnie nie trafił, ale to rzeczy do przełknięcia. Całkiem możliwe, że następny odcinek zobaczę trochę szybciej. Chcę się przekonać jak wyjdzie randkowanie Jake'a i Amy, czy Holt po raz kolejny założy kostium gołębia i jak będzie się sprawował posterunek pod rządami Vulture'a.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S02E10 The Legion of Doom
Odcinek oglądany z perspektywy łotrów wypadł wspaniale. Cięte dialogi, humor, naśmiewanie się z klisz i bonding złych charakterów skutecznie umilały seans. Merlyn i Darkh wypadli bosko, kłócąc się, walcząc, współpracując i wreszcie ratując tyłek Reversowi. Nawet zamarzył mi się krótki miniserial z tą trójką. Chociaż nie, pewnie szybko by mi się znudził, ale jako dodatek często wysuwający się na pierwszy plan Legion of Doom daje radę. Sceny z nimi lepiej oglądało mi się niż te z Hunterem. Nie licząc końcówki, ta zaskakuje.

U Legend nie działo się dużo ważnego. Niemalże całą akcja na statku i rozgryzanie Medalionu Longinusa i tożsamości speedstera. Co się pośmiałem to moje. Były też dramatyczniejsze sceny. Sprowadzenie na pokład Lily musiało skończyć się tragedią. A potem happy endem. Mick się wygadał o aberracji przez co było kilka niezłych scen z Martinem i jego córką.

Inne:
- nowa okolicznościowa czołówka z symbolami członków Legion of Doom - piękne. 
- gnijący speedster ścigający Reverse wygląda świetnie. Udało się go zrobić odpowiednio przerażającego i zaciekawić jego rolą i motywacją.

OCENA 4.5/6

The 100 S04E01 Echoes
W ramach przypomnienia małe wyjaśnienie. Jestem fanem The 100, irracjonalnie zachwycam się niem każdym rozwiązaniem, potrafie uargumentować decyzję scenarzystów, zachwycam się settingem olewając ciąg przyczynowo skutkowy prowadzący do tego świata. Wiem, że nauka jest traktowana wybiórczo i często tutaj brak sensu. Nie przeszkadza mi to. To jest mój serial i póki nie zrobi czegoś bardzo głupiego nie przestane go zachwalać.  

Mocno zaskoczył mnie początek. Dawno nie spotkałem się z otwarciem sezonu będącym bezpośrednią kontynuacją cliffhangera. Żadnego przeskoku w czasie i zamiatania pod dywan bieżących problemów. Polis zeszłą serie delikatnie mówiąc skończyło w bardzo złym stanie. Teraz można oglądać skutki rewolucji ALIE. Miasto niczym po wojnie domowej, ludzie lamentujący nad martwymi przyjaciółmi, rodziną i dziećmi. Przygnębienie i śmierć potęgowane jeszcze przez wiedze Clarke o zbliżającym się końcu świata. I dla odmiany cieszące się dzieciaki w Arcadii. Serialowi udało się uchwycić dysonans wygranej wojny oglądanej z bliska i dalekiej perspektywy.

Oczywiście upadek Polis był tylko początkiem kolejnego konfliktu. Ludzie stoją na progu śmiertelnego zagrożenie, a Ice Nation walczy o władze. Błahe i nic nieznaczące, ale takie są ludzkie zachcianki i słabości. Mocno ucieszył mnie Zach Mcgowan w obsadzie i widać, że jest na Roana pomysł. Przez większość odcinka był nieprzytomny, powód wykreowanego napięcia między Azgedą i Skikru. I o ile rozwiązanie konfliktu było jak najbardziej spodziewane tak realizatorsko ekipa wywiązała się wzorowo. Stopniowanie napięcie, równoległy montaż i kilka niezłych scen akcji z Octavią.

Wątek konfliktu Ice Nation i Skye People kończy się rozejmem, ale przez jakiś czas powinien napędzać fabułę. Jest to małostkowe w obliczu topiących się reaktorów, ale to dobrze opisuje ludzi. Liczy się to co teraz. Pierw nasza władza, a potem bezpieczeństwo. Czy to za sześć miesięcy i walka z nuklearną katastrofą czy konieczność zmierzenia się z skutkami globalnego ocieplenia za kilkadziesiąt lat. Może na siłę doszukuje się tutaj ekologicznego wydźwięki, ale to jest ciekawy trop którym mógłby przez jakiś czas podążać serial.

W skali globalnej działo się dużo, ale też historię bohaterów nie zawiodły. Te duże jak i małe. Uciekający Murphy był tak bardzo typowy. Niespodziewany bohater walk z ALIE postanawia wieść własne życie i odchodzi. Urzekł mnie moment gdy Kane i Indra łączą się w przyjacielskim uścisku. Albo Raven walcząca z bólem czy ta chwila szczęścia Harper i Monthy'ego. Najciekawsze historie i te najlepiej opowiedziane były z udziałem Clarke i Jaspera.

Ona kolejny raz mierzy się z demonami i ratuje świat. Znowu bierze na swoje barki większą odpowiedzialność niż niejeden dorosły i to ona rozumie, że tylko współpracując można wygrać. Takie optymistyczne mrugnięcie w stronę naszego pokolenia. Jednak nie to zaprząta jej myśli. Ciągle rozpamiętuje Lexa. Co za świetnie zagrane sceny Elizy Taylor i Paige Turco. Jednak kulminacja emocji przyszła wtedy gdy Clarke oddaje chip Lexy Roanowi. Symbolicznie poświęca swoją ukochaną by móc walczyć o przetrwanie świata. Rozdziera ją ta, ale wie, że trzeba to zrobić by zachować szansę w walce.

Na drugim końcu spectrum jest Jasper. Clarke nigdy się nie poddaje, on wręcz przeciwnie. Opuszczenie Miasta Światła jest dla niego szokiem. Gra i się uśmiecha, cieszy z zwycięstwa, ale wie że ból wrócił. Tak jak Raven udaje, że wszystko jest w porządku, ale ostatecznie się poddaje. Bierze broń, spisuje list, rozkłada folia by nie zapaskudzić mieszkania (kulturka!) i ratuje go przypadek, pojawienie się Monthy'ego. Tylko po to żeby dowiedzieć się, że za sześć miesięcy i tak zginie. Co za piękna ironia, która tak dobrze rozumie Jasper wybuchając śmiechem. Teraz może żyć pełnią życia i cieszyć się każdą chwilą. Perspektywa całego życia z bólem była dla niego straszna. Sześciomiesięczny wyrok to dar losu. Warunkowe na którym może cieszyć życiem. Zmiana perspektywy jest diametralna. A zastanawialiście się jakby nas świat zareagował na taką wieść? Jak reagowaliby bogaci, a jak biedni? Młodzi i starzy? Czy byłby w tym jakiś wzór? Kolejny temat w który serial może się zanurzyć.

Jako wprowadzenie do nowego sezonu Echoes (i seee what you did here!) nie jest tak mocne jak zeszłoroczna Wanheda. Jest solidnie. Otwarcie nowych wątków, rozgrywanie charakterów postaci i dalszy ciąg snucia wizji tego intrygującego świata. Widmo katastrofy jest jeszcze odległe, ale się zbliża. Ja się czuje zaintrygowany.

Inne:
- oczekiwałem większych zmian w czołówce i tropów co do przyszłości sezonu. Jedynie ten bunkier na końcu wygląda intrygująca. A może to silos rakietowy? Ucieczka w kosmos byłaby ładnym domknięciem serialu.
- Raven i jej nowe komputerowe umiejętności. Przydadzą się i to wygodna furtka na powrót Ericy Cerry do roli ALIE.
- zawsze zachwycałem się pomysłowością kostiumów w The 100, ale kubraczek i korona Roana wyglądają śmiesznie. Dla kontrastu zbliżenie pod dziwnym kątem z trzęsącą się kamerą dało ciekawy efekt. Tak jak ten szybki najazd kamery od twarzy Clark do Roana.
- ostatnia scena bardzo optymistyczna. Radioaktywna chmura w Egipcie spopiela ocalałych i piramidy. Wykrzyknik na końcu odcinka - ludzie, możecie się kłócić, ale są siły których nie pokonacie.
- jak można się dowiedzieć z jednego z nagłówków gazet które przeglądała Raven świat przed katastrofą budował obozy karne na asteroidach i eksploatował je górniczo. Nic nie stoi na przeszkodzie by gdzieś na Ziemi znajdowała się gotowa do wystrzelenia kolejna stacja kosmiczna. 

OCENA 4.5/6

The Expanse S01E01E02 Safe | Doors & Corners
Długo przyszło czekać na powrót The Expanse. Ponad rok przy tak skomplikowanym serialu to szmat czasu, który nie mógł pomóc produkcji. Początek oglądało się bardzo ciężko. Musiałem sobie poprzypominać ostatnie wydarzenia, co oznaczają nazwy własne i skomplikowaną sieć zależności. Nie jestem wielkim fanem wypuszczania całych sezonów na raz ale tutaj miałoby to rację byty. Na szczęście oglądalność jest porównywalna do zeszłego roku i można już cicho trzymać kciuki za kolejny sezon.

Tak, mimo początkowych kłopotów i zagubienia udało mi się odnaleźć na tyle by znowu cieszyć się tą opowieścią. Czy to na poziomie osobistym oglądając kolejne sceny z dobrze znanymi bohaterami. Czy przyglądając się makroskali i zastanawiając czy wybuchnie wojna Ziemi z Marsem czy nie. Serial umiejętnie balansuje te dwie narracje tworząc wciągającą fabułę chwilowo z niewielką ilością punktów stycznych. Oglądanie kolejnych problemów z Amosem było równie zabawne co trochę smutne. Albo to jak Avarasala musi manewrować, działać przeciw swoim przekonaniem by wygrać dłuższą grę. Czego przeciwieństwem jest Miller które widzi świat zero-jedynkowo. Wkręciłem się na tyle by nie móc się doczekać kolejnych odcinków. I na tyle by przemknąć oko na momentami zbyt długie sceny i nudnawe czasem dialogi.

Wprowadzono też nowe postacie. Szczególnie ciekawie wypada Marsiańska patriotka marząca o zielonym domu. Twarda kobieta widząca w Ziemi swojego największego wroga. No jestem bardzo ciekawy czy jej losy splotą się z załoga Rocinante.

OCENA 4.5/6

The Flash S03E11 Dead or Alive
Ciężko jest mi jednoznacznie ocenić ten odcinek. Z jednej strony bardzo dobrze mi się go oglądało. Wprowadził kobiecą postać z mocami, która może wrócić w przyszłości, dał jakiś wątek Cisco, miał dużo humorystycznych scen i mocno stawiał na relację między postaciami. Nawet walka Cisco z Gypsy była widowiskowa z tym skakaniem po multiwersum, taka uboga ale dająca równie dużo radochy walka z Thor 2. Było też dużo o drużynie, jacy to są dla siebie ważni i jak mogą na sobie polegać co zostało umiejętnie podkreślone w finale gdy Barry mówi Wallemu, że to on musi uratować Iris.

Z drugiej strony to wszystko było tak bardzo żenująco głupie i naciągane! Cisco wyrywający się do walki na śmierć i życie, Gypsy wycierająca Barrym podłogę i jej pokonanie przez Cisco. Cała ta historia była głupiotka. Tak jak latanie Iris za historią i stawianie się śmierci. Gdy o tym wszystkim myślałem to aż mi się niedobrze robiło od naiwności fabularnej niektórych historii. I mimo to doskonale się bawiłem oglądając odcinek. Czego wcale się nie wstydzę.

Inne:
- makieta przyszłości zrobiona za pomocą klocków lego - jakiś geniusz na to wpadł.
- Earth 38, Earth 2 i gdzie jeszcze toczyła się walka? Co to było za skąpane w ogniu miejsce? Aż się prosiło o żart Cisco o Mustafar.
- Golden Glider i Gypsy, Cisco lubi niebezpieczne kobiety. Właśnie siostra Colda, chyba najwyższy czas żeby wróciła skoro najprawdopodobniej aktorce anulują serial

OCENA 4.5/6

Timeless S01E13 Karma Chameleon
Pod koniec sezonu serial zmierza w niespodziewanym kierunku. Mocny nacisk na fabułę zamiast pojedynczych misji mnie zdziwił. I to jaką opowieścią. Wyatt porywa szalupę by zmienić przeszłość i uratować własną żonę. Jak to ładnie ujął Rufus odwrócony Powrót do przyszłości. Co bardzo spodziewane wszystko idzie nie tak, a oglądanie bohaterów jest trochę krepujące. Z jednej strony kibicuje się im z drugiej, ciężko to robić bo występują przeciw naturalnemu  biegowi wydarzeń. Wyatt desperacko próbuje uratować Jessicę, podejmuje dramatyczne decyzję przez co ginie niewinny człowiek, a teraźniejszość do której wraca pozostaje niezmieniona. Chichot losu i dramatyczne zakończenie odcinka. Twórcą udało się wytworzyć prawdziwe uczucia podczas oglądania i smutku nie rozwiewa nawet humor nasiąknięty nostalgią za starymi dobrymi czasami. Szalone i kolorowe lata '80.

Wątek Lucy również fabularnie istotny. Kontaktuje się z nią Anthony który dowiedział się, że Rittenhouse chcę zmienić przeszłość i muszą zniszczyć wehikuły czasu. I to jest bardzo głupie. Przecież od początku wiadomo, że taki jest ich plan. Po co innego mieli wspierać jego budowę? I czemu jego zniszczenie ma uratować świat? Niby serial mówi, że Rittenhouse je odbuduje, ale dla bohaterów nie jest to ważny argument. Wydaje się, że tylko Flynn zachowuje się tutaj racjonalnie i chcę z nimi dalej toczyć walkę.

Annie Wershing pojawia się tylko na moment i nie ma wiele do powiedzenia. Szkoda. Mimo to widzę ją w stałej obsadzie w przyszłym sezonie. Zwłaszcza teraz gdy nie ma Anthony'ego. O ile druga seria powstanie.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #216 [23.01.2017 - 29.01.2017]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E09 Raiders of the Lost Art
Powrócił mój ulubiony serial superhero i świat stał się od razu radośniejszy. Bawię się przednio, śmieje niemal na każdej scenie, podziwiam jak twórcy bawią się konwencją i chcę więcej. Legendy to mistrzostwo serialowego campu, które w tym odcinku daje o sobie wyraźnie znać. Bo jak inaczej opisać gościnny występ George'a Lucasa i utratę mocy przez Nate i wiedzy Raya bo zmienili przeszłość i jego filmy nigdy nie powstały? Może i to jedna wielka laurka dla Lucasa, ale prawdziwa historia o tym jak wybujała wyobraźnia i eskapizm kształtują realny świat i mogą być inspiracją dla ludzi.

Ten odcinek to też bromance Merlyna i Darkha. Co za cudowne sceny tej emanującej mrokiem, ale i humorem, dwójki. Świetnie się uzupełniają, a Legion of Doom to dla nich idealna nazwa. Wystarczająco campowa i przy tym zapowiadająca coś strasznego.

Trochę już napisałem, a nie wspomniałem o powrocie Ripa. Połowa sezonu minęła o on pojawił się dopiero teraz. Kręcąc film o swoich przygodach nie pamiętający starego życia. Amnezje z reguły są telenowelowym wątkiem w serialach i męczą, ale tutaj się udało. Nieporadny Rip smakujący w LSD jest zabawny, a kolejny odcinek może dostarczyć dużo dobrego.

W odcinku prawdopodobnie zaczął się krystalizować główny wątek drugiej połowy sezonu. Walka z Legionem i poszukiwanie Włóczni przeznaczenia mogącej przepisywać rzeczywistość. Powinno to nadać fabularnej spójności przynajmniej kilku następnym odcinkom co mi się bardzo podoba.

OCENA 5/6

Intelligence S01E04 Secrets of the Secret Service
Maszyna losująca jest bezwzględna. W tym tygodniu zostałem pokarany przygłupim proceduralem sprzed paru lat. Moje życie było piękniejsze gdy o nim nie pamiętałem, a obejrzenie tego odcinka nie miało żadnej wartości dodatniej. Może poza kilkoma niekontrolowanymi wybuchami śmiechu będącymi reakcją na to co dzieje się na ekranie. Co na pewno nie było intencją twórców. Serial jest niesamowicie pretekstowy, ciąg przyczynowo skutkowy kuleje, a całość dzieje się najprawdopodobniej w alternatywnej rzeczywistości jedynie z pozoru przypominającej nasz świat. Zero poszanowania dla protokołu dyplomatycznego, dwie agencje rządowe zachowują się jak skłócone dzieci w piaskownicy, a ich agenci jeszcze gorzej. Nieznośny patos scen denerwuje, a fabuła odcinka ani trochę nie potrafiła zainteresować - odbijanie przetrzymywanych dziennikarzy przez Syryjski rząd. Nawet wymiana ognia była przeraźliwie nudna. Plusy? Można popatrzeć na Meghan Orhy.

OCENA 2/5

Power Rangers Jungle Fury S16E06 Dance the Night Away
Po długiej przerwie przyszedł czas na kolejny odcinek Power Rangers. Zbliża się film więc ochota jest. Tylko szkoda, że poziom serialu nie zachęca do zbyt częstych powrotów. Było jedynie poprawnie. Parę razy się uśmiechnąłem, parę razy pokręciłem głową z niedowierzaniem (romans dwóch potworów), ale najczęściej oglądałem z obojętnością. Nie podobała mi się też stylistyka odcinka gdzie głównym motywem było tańczenie. Najlepiej wypadło rozgrywanie przyjaźni między Theo i Lily z nowym Caseyem. I rozwiązaniem problemu gdy to Lily musi robić za spoiwo i liderkę i godzić swoich przyjaciół. Jej przemowa pokazała, że to ona powinna nosić czerwone barwy. 

OCENA 3.5/6

Riverdale S01E01 Chapter One: The River's Edge
Riverdale był najbardziej oczekiwanym serialem stacji ogólnodostępnej w tym sezonie. Od razu napisze, że się nie rozczarowałem co mnie bardzo cieszy. Pojawił się on w idealnym momencie akurat gdy Teen Wolf będzie przechodził na emeryturę ja będę miał zastępczą teen dramę i jeśli utrzyma poziom pilota to przez kilka następnych lat go nie opuszczę.

Ciekawe postacie? Są. Wielka tajemnica? Jak najbardziej. Mikorświat z mnóstwem powiązań i zależności? Oczywiście. Trójkąty miłosne i romanse? Jakże by inaczej. Do tego całkiem niezła realizacja i całosezonowa tajemnica spinająca historię. Ja jednak najbardziej ciesze się z stylu serialu. Przestylizowana estetyka z mocno nasyconymi i kontrastującymi kolorami będąca wizualnym odwołaniem do komiksów. Pięknie to wszystko wygląda. Zostało to dokładnie przemyślane na etapie preprodukcji.

Najważniejsze są postacie i to ciekawie. Taki miks dobrze znanych twarzy i tropów, który momentami bawi się konwencją. Veronica ma być z założenia jędzą, ale to dobra dziewczyna. Betty to świętoszka, która potrafi wybuchnąć. Archie natomiast.... wypada najsłabiej. Brakuje mu kontrastu w jaki zostały przedstawione dziewczyny, a jego historia młodego i niezdecydowanego co do swojej przyszłości delikatnie męczyła. Jednak jestem ciekaw co dalej. Jestem bardzo ciekawe jak te charaktery ewoluują jak będzie wyglądało tło. Jestem mocno zainteresowany, a to bardzo dobrze świadczy o całości.

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E08 Blitzkrieg
Niemalże cały odcinek poświęcony na zabawę w ganianego z wilkolwem (!) i Jeźdźcami. Za długo, w pewnym momencie całe napięcie siadło i przypatrywałem się temu z znudzeniem. Nie udało się też zbudować odpowiedniej stawki. Jeśli jest podbijana zbyt wysoko robi się absurdalna i oczywistym jest końcowe zwycięstwo. Jeźdźcy w tym odcinku złapali kilka dobrze znanych twarzy przez co zabrakło wydźwięku emocjonalnego. Prędzej niż później wszyscy zostaną odbicie. Słabo wypadły też flashbacki z II W. Ś. O ile wątek naziwarewolfa jest odpowiednio campowy na potrzeby tego serialu tak dostał za dużo scen które nic nowego nie wnosiły.

Dobrze, że prócz tego udało się wcisnąć kilka na prawdę udanych scen. Błyszczał głównie szeryf. Dał świetny popis aktorstwa gdy przypominał sobie zaginionego syna, gdy zdał sobie sprawę, że żona jest wytworem jego wyobraźni czy gdy opowiadał watasze o Mieczysławie. Tak Mieczysławie, hehe. To wymyślili imię dla Stilesa. Polski fandom jest zachwycony. Mnie jeszcze jak zwykle ucieszyły sceny z Peterem. Sarkastyczny, odcina się od Malii, a koniec końców i tak będzie ją ratować. Aż szkoda, że na koniec nie sparafrazował Gandalfa i nie krzyknął "Run, you fools!"

OCENA 4/6

The Flash S03E10 Borrowing Problems from the Future
Bardzo ucieszyła mnie jedna rzeczy - Barry postanowił nie ukrywać wydarzeń z przyszłości przed Iris i resztą drużyny. Serial lubi umartwiać bohatera więc możliwe było trzymanie tego w sekrecie przez kilka tygodni. Na szczęście zamiast tego jest współpraca w walce z ich dotychczas najgroźniejszym przeciwnikiem, przyszłością. Już teraz widać, że jest cień szansy, udało im się coś zmienić. Drobny detal będący promyczkiem nadziei. Podobał mi się przy okazji foreshadowing - zapowiedź Music Maistera i przejście Catlin na złą stronę. Nie tylko Barry ma o co walczyć.

Sam odcinek trochę nie domagał. Miał przestoje, tempo czasem mocno siadało i nudne dialogi denerwowały w równym stopniu co Barry. Ratowały go drużynowe sceny pokazujące, że to paczka przyjaciół. Szczególnie urzekła mnie domówka u Barry'ego i Iris.

Nieustanie denerwuje mnie Wells. Na początku był zabawnym dodatkiem, a aktor robi z tą postacią cudowne rzeczy. Tylko nadmiar cukru szkodzi. Jego historia jest nudna i blokuje powrót Wellsa z Earth-2, który co by nie mówić być jednym z najjaśniejszych elementów S02.

OCENA 4/6
 
Timeless S01E12 The Murder of Jesse James
To był bardzo dobry odcinek. Już pierwsze trzy sceny taki zapowiadały, kładąc silny nacisk na historię bohaterów. Wyatt odwiedza mordercę żony w więzieniu, Lucy zapomina o urodzinach siostry, a Rufus dowiaduje się o szkoleniu Jyiai na pilota. To wszystko trapi ich podczas kolejnej misji i wpływa na ich zachowanie. To już nie była zabawna przygoda tylko w równym stopniu walka z samym sobą co Flynnem. Stawiano też pytanie o granice moralności i kiedy można je przekroczyć. Tradycyjnie poruszono wątek nierówności rasowej. Tym razem wprowadzając czarnoskórego szeryfa, pierwowzór Lone Rangera co pokazało zakłamanie historii pisanej przez białych. Dało to też możliwość Wyattowi by zmierzył się z ideałem krystalicznych stróżów prawa i przekonał, że nie zawsze cel uświęca środki.

Do końca sezonu (serialu?) pozostały tylko cztery odcinki i historia nabiera tempa. Flynn odbył podróż w czasie po to by zrekrutować do swojego gangu byłego pilota Masona szantażowanego przez Rittenhause'a do tego stopnia, że postanowiła ukrywać się w przeszłości. Annie Wershing i jej piegi to zawsze miły dodatek do obsady.  

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #215 [16.01.2017 - 22.01.2017]

SPOILERY

Scream S01E04 Aftermath
Moja maszyna losująca upodobała sobie seryjnych morderców. Nie zdziwię się jeśli po Dexterze i Krzyku padnie na Hannibala. Nie miałbym nic przeciwko, na pewno wyszedłbym na tym dużo lepiej i zatrzymał tendencję spadkową. Tak, Scream okazał się jeszcze gorszy od Dexa. Znowu całkiem dobrze kojarzyłem ostatnie wydarzenia tylko, ale tutaj nie budziły one żadnego zainteresowanie. Serial okazał się taki jak zapamiętałem. Bez napięcia, interesujących bohaterów i stawiający na warstwę obyczajową zamiast straszenia lub slashowanie niewinnych dziatek. Było kilka fajnych momentów, ale szybko je zarżnięto. Jak appka z głosowaniem kto ma teraz zemrzeć. Bardzo fajny motyw. Zamiast to rozwinąć więcej czasu poświęcono na wybór koloru lakieru do paznokci na pogrzeb. Jakby serial chciał mnie zmusić bym przestał darzyć te postacie jakąkolwiek sympatię. Było nudno. Tworzono napięcie w scenach, które były przewidywalne, a bohaterowie zachowywali się zwyczajnie idiotycznie. I na domiar złego nie było zabójstwa. Martwa świnia i odcięta głowa to trochę za mało. Jedyne co się udało to żart z rozdzielaniem się w opuszczonym szpitalu.

OCENA 2.5/6

Teen Wolf S06E07 Heartless
Nie spodziewałem się, że jeszcze w ten sposób będę zachwycał się tym serialem. Już po pierwszej scenie wiedziałem, że będzie dobrze. Wrócono do sposobu otwieranie odcinków z pierwszych sezonów serwując horrorową ucztę. Sen w śnie, powtarzająca się śmierć Theo z rąk swojej siostry. Pokazanie czyśćca do którego trafił, jak cierpiał za swoje grzechy. Potem nie było wcale gorzej. Scena między Lydia i szeryfem to emocjonalna bomba. Bohaterowie radzą sobie z stratą na własny sposób inni walczą, a drudzy tworzą iluzję rzeczywistości co jest ich mechanizmem obronnym. Dobrze wyszły też sceny Malia/Peter. Trudne rodzicielstwo, arogancja ojca i ostatecznie uleganie własnym instynktom. Malia za wszelką cenę chcę uratować Stilesa, a Peter córką mimo, że temu zaprzecza. Aż szkoda, że to ostatni sezon. Najsłabiej wypadło łapanie Jeźdźcy. Trochę głupkowate, ale był humor więc nie będę zbytnio narzekał. I ta końcówka. Teen Wolf umie w cliffhangery. Uber wilkołak pokonujący Jeźdźca. Do końca jeszcze trochę odcinków i czuje, że będzie to prawdziwa przyjemność.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E18 Loser Edit
Jeśli Alicia myśli, że może bezpiecznie pogrywać z mediami i jest kryta niech lepiej sama zrezygnuje z stanowiska. Przez tyle lat serialu nagromadziło się na nią tyle brudów, że wyciek maili to najniższy wymiar kary. Dzielnie z Elim walczyła o kontrolowanie kryzysu, niemalże się udało. Kilka dobrze wygłoszonych kłamstewek i voila. Tylko, że wyskoczyło coś zupełnie innego. Źle liczone głosy. Już raz ten problem był poruszony w serialu, teraz spojrzy się na niego z innej strony. Już ostrze sobie gałki oczne by zobaczyć w jakie, poważniejsze kłopoty wpadnie.

Danie Diane wątku z republikanami było doskonałym pomysłem. Demokratka wiecznie broniąca swoich przekonań tym razem musiała bronić pary gejów w testowym procesie. Oliver Plat był równie wspaniały co ona, ogień gdy oboje pojawiają się na ekranie. I ta ich ostatnia rozmowa, wierze w własne przekonania i wiecznym połączeniu prawa z wątkiem ludzkim.

Gdzieś tam w tle odgrywa się upadek Kalindy. Popełnione błędy zaczynają się na niej mścić, a co najgorsze może pogrążyć przy tym kancelarię. Jeśli jednak to prowadzi do wypisania jej z serialu to jestem trochę rozczarowany. 

Inne:
- ten moment gdy Eli przyznaje rację córce, bezcenne.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E19 Winning Ugly
Przesiąknięty cynizmem cholerny majstersztyk. Może się wydawać, że The Good Wife jest laurką dla demokratów, ale to nie prawda. To bardzo gorzki serial gdzie dobrzy ludzie popełniają błędy, a jeszcze gorsi ludzi udają dobrych. Alicia przez sezon walczyła o wygraną w wyborach, udało się jej, nawet w pewnym stopniu udobruchała opinie publiczną i mogła przezwyciężyć kolejny problem. Mogła, ale została udupiona przez własną partię. Wiara w większe dobro w imię którego można zlekceważy zasady demokracji. Obłuda demokratów uwypuklona przez podśmiewanie się z republikanów. Byłem zachwycony oglądając ostatnie minuty gdy Alicia została wystawiona przez człowieka podziwianego przez całe życia. I ta muzyka tworząca nastrój smutnego upadku. Podziwiam.

Niby w odcinku toczyła się bardzo ciekawa sprawa dotycząca przyszłości Diane i sfałszowanych metadanych. Była dobra, kolejna zbliżająca się katastrofa, której mimo starań nie można powstrzymać. Jednak nie powiem żeby mnie interesowała równie mocno co historia Alici. I sam się sobie dziwię bo to przecież Diane lepiej mi się ostatnio oglądało. Co tylko świadczy o klasie tego serialu.  

OCENA 5.5/6

The Good Wife S06E20 The Deconstruction
Nie chcę się powtarzać, ale to trzeba napisać - pierwsza scena to mistrzostwo. Remake otwarcia serialu z odwróceniem ról. Wielki skandal tylko tym razem skupiony na Alici z wspierającym Peterem. Dobrze znane ujęcia, nawet Alicia była ubrana w to samo. Użycie takiego odwołania nadawałoby się na ostatni odcinek. Jak widać twórcy mają jeszcze kilka pomysłów. Upadek Alici jeszcze się nie skończył. Porzucona przez własną partię nieskutecznie próbowała wrócić do własnej firmy. Momentami była to zabawna komedia omyłek która miała gorzkie zakończenie.

W tle była również sprawa babci skazanej za dystrybucję narkotyków. Sam w sobie wątek był dobry tylko słabo korespondował z głównymi wydarzeniami. Było to też pożegnanie Kalindy. Jak Alicia wpadła w sieć która ciągnęła ją w stronę nieuchronnej katastrofy.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E21 Don't Fail
Serial kolejny raz odwołuje się do przeszłości by podkreślić teraźniejszość. Rozpatrywanie starego procesu wywoływało w Alici stare wspomnienie, można było znowu zobaczyć jej rywalizacje z Carym, pryncypialne podejście do prawa i walkę o sprawiedliwość. Podkreślono też cynizm bohaterki. Skłamała w sądzie by wybronić klienta i mówi teraz o otworzeniu własnej firmy gdzie będzie brała sprawy tylko takie w jakie wierzy. Prawo prawem, ale to jej przekonania są najważniejsze. Ogólnie bardzo dobrze oglądało się sprawę. Powrót do sądowych batalii był doskonałym pomysłem, tak jak realizacja flashbacków wywoływana przez materiały z dawnej sprawy.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E22 Wanna Partner?
Z ostatnich kilku odcinków The Good Wife jakie obejrzałem to właśnie finał szóstego sezonu był najsłabszy. Brakowało mi stawki o którą można było walczyć, kulminacji wątków i szokujących wydarzeń. Nawet pod względem realizatorskim było zaledwie poprawnie. Jednak w wypadku tego serialu przeciętność oznacza kolejny bardzo dobry odcinek. Sprawa Alici była w miarę ciekawa, a współpraca z Finnem owocna. I pewnie to tyle. Ciekawsze były wątki osobiste. Książka mająca wybielić Aicię, Peter kandydujący na prezydenta i żona Canninga pracująca dla Lockhar, Agos & Lee. Każdy z tych wątków albo ma potencjał na coś więcej i długą historię lub już do czegoś doprowadził. Cliffhanger zaskakując - Canning szukający w Alici wspólniczki. To nie może się udać.

Pożegnanie Kalindy wypadło znośnie. Zwłaszcza ostatni moment gdy Lester przeklina silne kobiety i proponuje jej współpraca. A ona odchodzi pewnym krokiem w stronę kamery. Nowa droga, nowe historię. Chciałbym ją jeszcze kiedyś zobaczyć. Archie Panjabi nieźle wpisałaby się w The Good Fight.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S07E01 Bond
Pięknie zaczyna się nowy sezon. Jest tempo, stawki, sprawy sądowe, można kibicować Alici, konflikty między bohaterami zaogniają sytuację, a wątek polityczny jak zwykle przykuwa równie mocno co prawniczy. Chaos był tutaj kontrolowany, skakano od jednej sprawy do drugiej, działo się dużo, ale z sensem, by podkreślić jak wygląda teraz życie Alici. Może to i powtórka z rozgrywki, znowu walka z Diane i Carym, ale takie jest życie, powtarzalne. Pasuje mi to bo ogląda się znakomicie. Wprowadzono nową bohaterkę do głównej obsady. Lucca jest sarkastyczna i inteligenta, może sprawić niezły duet z Alicią. Dużo dobrego wniesie też konflikt miedzy Elim, a Peterem. Zwłaszcza, że genialna Margo Maltitade weszła między tą dwójkę. Fajnie zapowiada się też wątek Cary'ego. Utkwił między dwoma światami, młodych i starych w czym próbuje się bezskutecznie odnaleźć. Jeszcze trochę i zacznie współpracować z Alicią. Lub pójdzie na swoje.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E02 Innocents
Już ubóstwiam ten sezon za skupienie się na wątku prawniczym, to właśnie tam Alicia czuje się najlepiej. Ostatnio znudziła mnie walką o fotel prokuratora okręgowego. Teraz zachwycam się kolejnym epizodem bo może się wykazać w sądzie. Trochę humoru na sali sądowej, sprawa dotycząca wolności słowa i pornografii, a po drugiej stronie Nancy Crozier. Zwroty akcji i uczucie tajemnicy. Nie tylko związanej z sprawą. Pojawiają się nowi bohaterowie którzy są dzikimi kartami. Lucca na razie współpracuje z Alicią, ale jak długo? Jest też detektyw grany przez Jeffa Deana Morgana, który wyraźnie czuję coś do Alicii. Akurat wtedy gdy Peter walczy o prezydenturę. Wciągający był też konflikt Cary'ego z Laymanem.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E03 Cooked
Jestem zachwycony, że serial pozostaje przy formacie procedurala prawniczego. Kolejna sprawa i znowu kapitalnie poprowadzona. Niby kolejne przesłuchanie, niby próba wybronienie dilera narkotykowego a okazuje się, że była to prowokacja FBI. Zwroty akcji i zaskakujący koniec. Alicia prawdopodobnie narobiła sobie wrogów w FBI, a Elii gra w bardzo niebezpieczną grę. Pogrąża Petera, walczy z demokratami i Ruth. Może się na tym ostro przejechać. Przeszkadza mi tylko jedna rzecz - delikatne ogłupianie Alicii by pokazać Luccę w lepszym świetle.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E04 Taxed
Trzy ciekawe wątki i niestety każdy z nich trochę rozczarował. Sprawa Alici gdzie broniła klientki nie przyznającej się do kradzieży było dobrze skonstruowana i pokazała coś o postaciach. Miała też gorzkie zakończenie. Eli knujący przeciw Peterowi zaczyna powoli denerwować. Za dużo w tym tajemniczości. Jednak kłótnie Jackie z Grace wypadły całkiem nieźle. Tak jak Ruth łagodząca sytuację. Najlepszy był wątek Diane gdy musiała pracować niezgodnie z swoimi przekonaniami. Brakowało mi tylko zakończenie, wyraźnej kropki po procesie w sprawie samobójstw z udziałem lekarzy. Z drugiej strony to była zrozumiała decyzji, jakby serial nie chciał zajmować wyraźnego stanowiska w tym względzie.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S07E05 Payback
Coraz ciężej zaczyna mi się oglądać tą zawiść u Eli'a. Rozumiem, że ten serial jest o ambitnych jednostkach dążących do swoich celów. Jednak wcześniej można było ich zrozumieć. Niestety takie zachowanie do niego nie pasuje. Zemsta dla czystej satysfakcji i wmawianie, ze wie się lepiej? To zupełnie nie jak on.

Pierwsza sprawa Alici i Luci w własnej kancelarii okazała się sukcesem. Były kłopoty, zwroty akcji w niespodziewanym kierunki i łut szczęścia, który pozwolił wygrać. Pierwszy krok na drodze do wielkiej kariery. Mam tylko wrażenie, że serial się powtarza. W dobrym stylu, ale to dalej to samo co już kiedyś się oglądało. Jeszcze tylko brukuje większego konflikty z firmą Cary'ego i Diane. Chociaż tam mają dużo poważniejszy problem, który sprowadził się do komicznej sesji uwrażliwiającej.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E11 The World's Columbian Exposition
Zgodnie z oczekiwaniami cliffhanger z zeszłego roku został bardzo szybko rozwiązany. Wcale mi to nie przeszkadza, w końcu to serial proceduralny stawiający na fun z oglądanie. I tego było sporo mimo cięższego klimatu. Flynn szykował morderstwo Edisona, Forda i Morgana przy pomocy Lucy gdy Rufus i Wyatt walczyli o przeżycie. I to było fajne. Bawiono się tropem damy w opałach, która ostatecznie ratuje swoich niedoszłych wybawicieli, gościnny występ Houdiniego dał radę a wprowadzenie pierwszej studentki MIT dało lekki wydźwięk feministyczny.  Ogólnie całość została bardzo sprawnie skonstruowana i odpowiednio rozłożono napięcie - pierw skupiano się na Lucy i Flynnie by środek ciężkości przeniósł się na morderczy hotel. Odcinek był też o walce ze strachem i fobiami czemu pomógł właśnie Houdini dając lekcję Lucy, a na końcu Rufus postawił się Rittenhousowi. I tylko fabuła mogłaby wreszcie rozwinąć skrzydła. Może teraz, gdy Wyatt zna nazwisko mordercy swojej żony wydarzy się coś nieoczekiwanego.

OCENA 4.5/6

Vikings S04E17 The Great Army
Serial przygotowuje grunt pod wielką inwazję. Mozolne budowanie napięcie i podkręcanie go wraz z mijającym czasem skutecznie na mnie działa. Intryga pogania intrygę. Synowie Ragnara chcą się mścić, Laghera też i przy okazji utrzymać władzę i poszanować potomków męża co się wyklucza. Jest też Bjron, przywiązany do matki i braci, marzący o swoim wielkim przeznaczeniu. Saga rodzinna zaczyna rozkwitać gdy zabrakło ojca. Śmierć Ragnara daje spektakularny efekt domina który wpłynie na losy świata. Armia się zbiera, a dzieci stają się mężczyznami.   A ja zaczyna coraz bardziej interesować ich losami. Chcę zobaczyć co zrobi Ivar, jak bardzo dwulicowy jest Ubbe i czy Bjorn dorówna ojcu. Bałem się nowego kierunku serialu, ale chyba niepotrzebnie.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #214 [09.01.2017 - 15.01.2017]

SPOILERY
 
Dexter S08E02 Every Silver Lining...
Maszyna losująca wskazała na Dextera. Cieszę się z tego powodu. Nie wpływa na to jakość odcinka. Gdyby nie to zrządzenie losu inaczej bym nie wrócił do serialu chociaż zapowiadałem to dwa lata temu. Wbrew pozorom nie oglądało się tego tragicznie. Dobrze też nie było, ale niektóre sceny przykuwały do ekranu. Jak Dexter rozmawiający z swoją twórczynią. Niektóre wątki z jego historii były ciekawe. Tylko potem zaczęło mnie drażnić jak pani psycholog zaczęła wmawiać, że psychopaci stoją wyżej na drabinie ewolucyjnej. Mogę oglądac morderce i krew na ekranie, ale taki bullshit ciężko mi znieść. Tak jak sceny z Debrą, która się stacza i jest to poakzane bardzo po macoszemu. Wątek mordercy sezonu ma potencjał. Killer psychopatów, ale czuję w kościach, że zostanie to fatalnie pociągnięte. Za kilka lat pewnie się przekonam.

OCENA 3.5/6

The Good Wife S06E16 Red Meat
Powrót do serialu przypomniał mi jedną rzecz - ostatnimi czasy mniej tutaj spraw sądowych. Tutaj nawet nie weszli na sale sądową. Mimo wszystko świetnie mi się oglądało ponowne spotkanie z tymi bohaterami. To był odcinek głównie o wyborach. Koniec kampanii i wreszcie głosowanie. Nie mogło zabraknąć ostro wbijanych szpil i złośliwości z strony Petera. Mnie jednak rozłożyło to jak Alicia radzi sobie z presją grą w Halo. Wyszło kilka zabawnych scen. I trochę mnie rozczarowało, że to ona wygrała wybory i zostanie prokuratorem generalnym. Podejrzewam jednak jakieś bardziej cyniczne rozwiązanie tego wątku.

Gdzieś tam na drugim końcu kraju Diane odwiedziła konwent republikanów. Prowadziło to do kilku świetnych, kapitalnie rozpisanych dialogów i rozterek. Oczywiście, poglądy twórców były tutaj mocno eksponowane, ale mi to zupełnie nie przeszkadza.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S06E17 Undisclosed Recipients
Chwilowo wygrana w wyborach przyniosła Alici same kłopoty. Wianuszek ludzi z prośbami już ustawia się do jej biura i nie są to błahe sprawy. Ten odcinek to była lekcja jak sobie z nimi radzić. Nie odmawiać, rozważać i odsuwać problem w nieskończoność. Mówić ludziom to co chcą słyszeć. I nie wiem jak długo tak wytrzyma. Alicia zawsze musi postawić na swoim i prędzej czy później to się na niej zemści. Jej upadek na końcu serialu byłby piękną klamrą.

Ogromnie mnie cieszy sprawa tygodnia jaka się pojawiła. Walka z serwisem p2p, The Good Wife jak zwykle umie w nowe technologię. Pazerny reżyser gniotu vs. wolność przepływu informacji. Lub artysta kontra złodzieje. Kwestia interpretacji, jak zwykle bez moralizatorstwa. I to byłaby fajna sprawa, ale jeden myk zrobił z niej jeszcze ciekawszy wątek - wykradzenie maili z kancelarii. Ile to dynamizmu nadało, jak świetnie było oglądać relację ludzi którzy poznali swoje tajemnicę. Zaogniło się na korytarzach kancelarii i odpowiednio podbudowało to dynamikę odcinka.

OCENA 5/6

The Last Ship S03E10 Scuttle
Z serialu robi się coraz lepszy dramat polityczny. Intryga w stolicy ma doprowadzić do podziału Stanów na kilka państewek. Prezydent nic nie może zrobić bo jest szantażowany przez Allison, które jest na smyczy u gubernatorów. Nieźle się porobiło. I tylko Kara może uratować przyszłość kraju. Chociaż chciałbym żeby źli wygrali na koniec sezonu. To byłby ładny cliffhanger. A potem wraca Chandller, ratuje kraj i zostaje prezydentem. Albo nie bo znaczyłoby to mnie scen na okręcie, a te tutaj były świetne. Aresztowanie kapitana, sąd polowy i plan mający przywrócić mu władzę z szeregowymi marynarzami odgrywającymi dużą rolę.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E11 Legacy
Uwielbiam oglądać sceny akcji w tym serialu. Szczególnie za skrupulatność w jaki zostały przedstawione, z planowaniem i powolnym wykonywaniem kolejnych etapów. Tutaj jednak działo się zbyt dużo i zbyt szybko. W pierwszym sezonie abordaż na statek zająłbym większość odcinka. Tutaj była to jedna z wielu scen. I trochę mnie to boli. Mimo wszystko odcinek oglądało się wyśmienicie, udało mu się wywołać u mnie masę emocji. Oglądanie niszczonego dziedzictwa kulturowego Japonii bolało dlatego śmierć Penga sprawiła tyle satysfakcji. I to z rąk Takayashiego. Może i bez fajerwerków, ale z bardzo osobistym wydźwiękiem. Był też smutny epilog dla Kaito. Śmierć na gruzach swojego kraju.

Bardzo dużo działo się w Ameryce. Tex wrócił! I ratuje dzień, jak zwykle. Uwielbiam jego żarty i badassowość. Cieszy, że w genach przekazał to córce. Dawać ją do głównej obsady na przyszły sezon. Spektakularnie wyszły ostatnie minuty gdzie Allison rozmontowała demokrację w USA. Montaż z jej przemówieniem, śmiercią generałów i reakcją Chandlera to jedna z najlepszych scen sezonu. Teraz Tom musi uratować kraj i nie będzie to proste. Kolejny raz to nie jest walka dobrzy przeciw złym. To też starcie z propagandą, walka o zaufanie ludzi.

OCENA 5/6 

The Last Ship S03E12 Resistance
Przedostatni odcinek, a historia tylko odrobinę zbliżyła się do zakończenia. Nie widzę końca historii w finale co mi wcale nie przeszkadza. Rozbicie dzielnicowe Ameryki ma swój urok, a teraz jeszcze pokazano zwykłych mieszkańców. Panujący głód, utrata wiary i poczucia własnej godności. Zgoda na 16h godzin pracy za jedzenie. I to o tych ludzi toczy się walka. O dobro i dobrobyt. O ponowne przekonanie w wiarę w humanitarne  wartości. Wszystko to w hollywoodzkim stylu, ale świetnie wykonanym. Czterdzieści minut perfekcyjnie rozłożonego napięcia, wzruszające spotkania dawno nie widzianych znajomych i patriotyzm emanujący z ekranu. Poziom ekscytacji przed finałem over 9000.

OCENA 5/6

The Last Ship S03E13 Don't Look Back
Niestety nadrobiłem The Last Ship. Niestety ponieważ nowe odcinki dopiero latem, a ja z chęcią oglądałbym je już teraz. Najlepiej cały sezon od razu. Na szczęście czeka mnie jeszcze długa przygoda z serialem, co najmniej 20 odcinków. Jeśli poziom zostanie utrzymany będę zachwycony.

Zupełnie niepotrzebnie obawiałem się czy uda się zakończyć opowiadaną historię w jednym odcinku. Zupełnie niepotrzebnie. Mimo szalonego tempa całość była spójna i konsekwentnie przedstawiona. Bohaterowie nie odgrywali tak ważnej roli jak kiedyś, postawiono głównie na Toma i akcja. Widowiskową i zachwycającą. Strzelanina w Białym Domu była kapitalnie zrealizowana. Sasha, Kara i Burke prący do przodu by uratować Nathana Jamesa przed ostrzałem. Dynamiczny montaż, szybkie cięcia, a od czasu do czasu dłuższe ujęcia z płynącą kamerą. Palce lizać.

Nie samą akcją żyje serial. Tutaj chodzi również o bohaterów i Amerykę. Tom zawsze był nieskazitelnym bohaterem, moralnym kompasem w czasach kryzysu, robiący to co właściwe i słuszne. Jednak każdy człowiek ma swoje granicę, każdego można złamać. W tym przypadku Tom to Ameryka. Upadek moralny może się przydarzyć każdemu. Takie ostrzeżenie i komentarze do obecnej sytuacji politycznej... Tom zabił Allison, przytłoczyła go strata przyjaciela i ojca. Tak samo amerykanie poddali się i utracili swoje poczucie własnej godności. Tom postanowił odejść ze służby. Wie że zbłądził i potrzebuje nowej drogi. Czy amerykanie dojdą do tego samego wniosku?

Nie wiem jak dalej serial się będzie rozwiał. Tytuł już dawno stracił swoje znaczenie, a przyszły sezon jeszcze bardziej skupi się na lądzie. I mi to wcale nie przeszkadza. O ile nie będą zabijali moich ulubionych bohaterów. Tym razem padło na Texa. Zabolało. Wiem jednak, że uda się wykreować równie charyzmatyczne postacie.

OCENA 5/6 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #213 [02.01.2017 - 08.01.2017]

SPOILERY

Sherlock S04E01 The Six Thatchers
Na nowy, pełnoprawny odcinek Sherlocka trzeba było czekać tak długo, że straciłem rachubę. I zainteresowanie. Dlatego zasiadłem do odcinka z tygodniowym opóźnieniem. Niespecjalnie mnie ciekawiło co dalej. Trzy lata mogą zatrzeć nawet najgłębszą fascynację. Do tego doszło jeszcze raczej negatywne przyjęcie przez recenzentów i widzów. Mimo wszystko zmusiłem się i obejrzałem. Ostatecznie było zadowalająco. Wciągnąłem się w historię, miło było zobaczyć dobrze znanych bohaterów, pośmiać się z udanych żartów i pozachwycać reżyserią. Było też całkiem niezłe tempo i całość mocno wciągała. Tylko, że to nie jest Sherlock jakiego chcę oglądać. Zagadek kryminalnych było tutaj sporo, ale wszystko to raczej krótkie historyjki. Ta główna intryga nie chwyciła. Brakowało jej spójności, wątek Mary został tu wciśnięty bardzo nagle, a rozwiązanie... no cóż, dyskusyjne. Usunięcie jej z serialu było bardzo słabo poprowadzone i zapowiada konflikt między Watsonem i Sherlockem. Czyli niezbyt mam ochotę na więcej. Największy plus odcinka? Niebieski Power Rangers na masce samochodu, cieplutko zrobiło się na moim geekowskim serduszku.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E06 Ghosted
Zacny odcinek mimo, że bez Stilesa. Widocznie poprzedni był nakręcony w późniejszym terminie po powrocie z leczenia i wyemitowany wcześniej by nie stęsknić się za bardzo za bohaterem. Najlepszym momentem była wizyta w miasteczku duchów. Przytłaczająca atmosfera wymarłej mieściny, klimat jak z post-apo. Do tego starcie z Banshee i straszna przyszłość jaka wisi nad Lydią jeśli nie uda się pokonać Jeźdźców ona jedna zostanie w Beacon Hills. Stawka odrobinę poszybowała w górę.

Powrót Theo okazał się zaskakujący. Wskrzeszony po to żeby pomóc złapać Jadźce przyda się w inny sposób. Zna prawdę o Stilesie co może mu uratować życie. Jeśli Malia za szybko go nie rozerwie na strzępy. Cieszyłbym się gdyby okazało się, że nie ma wcale mocy. To byłaby wystarczająca kara, a wataha i tak musiałaby z nim współpracować ze względu na jego wiedzę. Już wiadomo, że coś kombinuje w związku z nauczycielem. Trochę się martwiłem tym sezonem, a ostatnio ogląda się go całkiem nieźle.

OCENA 4.5/6 

The Last Ship S03E09 Paradiso
Dobry thriller polityczny musi mieć kreta. Do tej niepisanej zasady stosują się scenarzyści The Last Ship. Przesłanki były od dawna. I tradycyjnie rzucane na niewłaściwą osobę, szczególnie w tym odcinku. Tak obcesowo, że trzeba było ją wykluczyć i podejrzewać najmniej podejrzaną. Kretem okazała się Allison. Przekazywanie informacji chińczykom i dokonała zamachu stanu. Wszystko ma większy cel, zniszczenie władzy federalnej i podzielenie Ameryki na kilka mniejszych państewek. Tylko tak można przetrwać w obliczu post-apokalipsy. Tak jak współczesna Ameryka jest podzielona tak i serialowa nie może dojść do porozumienia i wizji przyszłości. Kryzys nie jednoczy ludzi, a ich dzieli, szczególnie tych z ambicjami. Serial nieźle sobie poradził z tym wątkiem.

Równie dobrze wypada wątek Chandlera. Pierw wizyta na niemalże rajskiej wyspie z absurdalnym golfistą i nieustanne wrażenie nierealności. Widowiskowa strzelanina to miły dodatek. Momentami głupia, co nie przeszkadza w oglądaniu jak dzielni żołnierze sobie z nią z radzą. Bardziej ekscytująca była zasadzka w którą wpadł Chandler i utrata jednego z okrętów. Pierwsza tak wielka strata kapitana, ale nie będąca jego winą. Najlepiej wyszedł moment gdy pomagano rannym. Świetnie nakręcony, przepełniony uczuciem tragedii i klęski.

OCENA 4.5/6 

Vikings S04E15 All His Angels
Nie wierzyłem, że serial zabiję Ragnara. Mimo tytułowych wikingów to był w głównej mierze serial o nim. Jego drodze do potęgi i upadkowi z perspektywami na odrodzenie w chwalę. Wielka historia króla i jego rodziny. Nie wierzyłem, że skończy się to w Anglii, z dala od swoich ludzi, ukochanych i przyjaciół. Otoczony rządnymi krwi wrogami. Nie w momencie gdy zaczynał odnajdywać swoją dawną potęgę, godzić się z światem, bogami i samym sobą. Zrozumiałem, że to koniec gdy historia zatoczyła symboliczne koło.

Upokarzany, ale wciąż budzący strach Ragnar jest transportowany do Elli. Ludzie się go boją, opowiadają o nim niestworzone historię, on rozmawia z ślepcem i widzącym w mistycznej wizji. I jego podróż natrafia na monastyr gdzie spotkał Athelsteina co wywołuje u niego wspomnienia. W tej chwili byłem pewien, że to koniec. Ckliwe flashbacki, wspomnienia najlepszych chwil, a gdzieś w tle pielgrzymka Eckberta, który jeszcze raz będzie chciał pożegnać się z Ragnarem.

I co to było za pożegnanie! Jego koniec to pozorne poddanie i oczekiwanie śmierci. Po prawdzie jest to kontynuacja walki. Z bogami i przepowiednią. Chęć śmierci na własnych warunków i zmotywowanie synów do dalszych działań. Nie ugiął się ani razu, nie krzyczał mimo tortur, znosił to cierpliwie. A ludzie się go bali. Łachmaniarza w klatce pilnowany dzień i noc przez cały oddział wojskowy. Opowiadali sobie o nim niestworzone historię jak o postaci z legend. To było godne pożegnanie bohatera. Nasnuły mi się też skojarzenia z pasją Chrystusa. Już poprzedni odcinek narzucał tą symboliczną interpretację pokazując drogę krzyżową, a teraz Eckbert mówił u umywaniu rąk. Była też długa droga i w końcu męka. Nie było krzyża tylko klatka i ostatecznie jama z wężami. To była świetnie przedstawiona śmierć.

Pytanie co dalej? Odwetowy raid na Anglię jest rzeczą oczywistą i historyczną. Wielka armia pogan i podboje. Tylko jak to będzie się interpersonalnie rozgrywało? Jak zareaguje Lagherta i czy to osłabi jej władzę? Czy synowie odłożą zemstę na uzurpatorce w imię pomszczenia ojca? Jak wpłynie to na wyprawę Bjorna i zachowanie Rollo? Michael Hirst mówił w wywiadzie, że synowie chwałą mają prześcignąć ojca. Jest na to minimum 25 odcinków i ja mu wierzę.

OCENA 5.5/6

Vikings S04E16 Crossings
Pół godziny odcinka minęło i byłem zadowolony z jego jakości. Daleko było mu do poprzednich dwóch, ale oglądało się to dobrze. W Kattegat synowie Ragnara chcą się mścić, a Lagherta jakoś musi sobie z tym radzić. Kilka niezłych scen, jak Ivar wyzywający ją na pojedynek, i kilka dłużących się. Lepiej było na wyprawie Bjorn. Atak na muzułmańskie miasto nie wyszedł spektakularnie pod względem batalistycznym, ale posiadał aurę tajemnicy. Przedzieranie się ulicami, ekscytacja jedzeniem czy wreszcie zdumienie połączone z zachwytem Flokiego nad dziwną wiarą. Jestem zaintrygowany tym dokąd to prowadzi.

Największe pochwały dla końcówki gdy synowie zdają sobie sprawę z śmierci ojca. Pojawienie się kruków i Odyn składający każdemu wizytę. Podniosły nastrój podkreślany przez mistycyzm. I ta potężna burza na końcu. Świat opłakuje stratę. Teraz tylko czekać na zemstę. Czy wpłynie to na podróż Bjorn? I co będzie się działo z Laghretą? Na te i inne pytania odpowiedź w kolejnych odcinkach których nie mogę się doczekać.

OCENA 4.5/6

Westworld S01E09 The Well-Tempered Clavier
Nie powiem żeby kompletnie zaskoczyły mnie twisty tego odcinka. Nic im to jednak nie ujmuję ze względu na to jak zostało to przedstawione. Berdnard okazał się Arnoldem. Fort stworzył androklona swojego byłego współpracownika, który przejawia jego cechy. Dochodzenie do prawdy było długie, ekscytujące i z szokującą końcówką. Gra aktorska Hopkinsa i Wrighta poraża, nie da się od nich oderwać wzroku. Od jednego bije pewność i boskie przekonanie o własnej sile, drugi z determinacją podszytą lękiem i niepewnością odkrywa swoją przeszłość.

Drugi poważny twist do potwierdzenie dwóch linii czasowych Dolores. Z Williamem to wielkie flashbacki prowadzące do samoświadomością. Ciekawi mnie czy flashbackami były samotne rozmowy z Arnoldem czy jednak rozmawiała z Berdnardem. Tak jak u Berniego tak i u niej świetnie pod względem montażu wyszło przebudzenie gdzie z maestrią nakładano kolejne okresy czasowe.

Nie tylko androidy dokonują przebudzenia. Również William się budzi. Zrozumiał zasady gry, jest tym kim powinien być. Dostosował do otoczenia i daje mu to przewagę.

Wybuchowo zapowiadają się finałowe sceny z Meave i Hectorem. Śmierć w ogniu i wstąpienie do piekła to bardzo ładna i wykręcona symbolicznie metafora. Życie poprzez śmierć. Odrodzenie przepustką do piekła. I ta scena seksu w płonącym namiocie. Piękne.

OCENA 5/6

Westworld S01E10 The Bicameral Mind
Z miesięcznym opóźnieniem skończyłem Westworld i muszę się do czegoś przyznać. Im wcześniej tym lepiej. Czuję się trochę rozczarowany. Tylko trochę, ale jednak. Jest to denerwujące uczucie, nie pozwalające mi nieustannie zachwalać serialu i znowu przez nie wdam się w kilka jałowych dyskusji z znajomymi. Moja rozczarowanie wynika z prostego faktu - do końca nie wiem o czym to był serial, a jeśli już wpadnę na jakiś pomysł to nie potrafię prześledzić sensowności opowiadania jakiegoś wątku od początku do końca. Trochę jak z Grą o Tron. Tam znałem materiałem źródłowy i nie czułem zagubienia. Tutaj owszem. Oglądam pokój przez dziurkę od klucza i nie wiem czy patrzę na salon, kuchnię czy sypialnie. Nie podoba mi się ta konfuzja. Jeśli jednak bym oceniał odcinki jako pojedyncze całości i wyszukiwał w nich motywów opowiadających o człowieczeństwie, moralności i technologi to piałbym z zachwytu do zdarcia gardła. Chylę też czoła przed misternym prowadzeniem historii mimo częstego przerostu formy nad treścią. Jestem wizualnym estetą, czasem wolą popatrzeć niż posłuchać opowieści. Nie wiem też co myśleć o przyszłości serialu. Na pewno będę oglądał dalej i polecał. Ta kapitalna, wysokobudżetowa telewizja angażująca widza. Chciałbym tylko czerpać większą przyjemności z fabuły i bohaterów.

Finał to opowieść o przebudzeniu i zrozumieniu. Dalszy ciąg opowieści o wyrywaniu się z własnej klatki, przechodzeniu labiryntu świadomości w celu zrozumieniu świata. Zarówna androidów i ludzi. To też ucieczka Meave z widowiskowymi scenami. I przede wszystkim wielki plan Forda, który został wyjawiony na samym końcu. To on miesza w androidach i doprowadza do uzyskania przez nie świadomości. Ginie by zwieńczyć swoje dzieło, prawdziwa pętla związana z Arnoldem. Oddaje AI w władanie własny świat i daje wolną wolę, pozwala im ewoluować, nawet programuje ucieczkę Meave. I może parę rzeczy się nie klei do końca, ale na pewno ogląda się to wyśmienicie, a cliffhanger powoduje odruch pawłowa na myśl o powrocie serialu.

Podczas oglądania tego finału sam wpadłem na teorię. Nie jedną, ale tą chciałbym się podzielić. A co jeśli to wszystko to gra? Jeden wielki eksperyment, gdzie cała obsługa Delos to też androidy tylko nie zdające sobie z tego sprawy. Androidy z większą samoświadomością tworzą androidy, nieskończona pętla która ma dać odpowiedź na proste pytanie szaleńca "a co by było gdyby". To byłby szokujący twist, ale wyjaśniający kilka rzecz.

Inne:
- park z Samurajami! Dajcie mi to, proszę bardzo! Wiem, że taka drastyczna zmiana stylistyki kosztowała by kupę kasy, ale chciałbym zobaczyć zmianę scenerii.

OCENA 5/6