Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Westworld. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Westworld. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #213 [02.01.2017 - 08.01.2017]

SPOILERY

Sherlock S04E01 The Six Thatchers
Na nowy, pełnoprawny odcinek Sherlocka trzeba było czekać tak długo, że straciłem rachubę. I zainteresowanie. Dlatego zasiadłem do odcinka z tygodniowym opóźnieniem. Niespecjalnie mnie ciekawiło co dalej. Trzy lata mogą zatrzeć nawet najgłębszą fascynację. Do tego doszło jeszcze raczej negatywne przyjęcie przez recenzentów i widzów. Mimo wszystko zmusiłem się i obejrzałem. Ostatecznie było zadowalająco. Wciągnąłem się w historię, miło było zobaczyć dobrze znanych bohaterów, pośmiać się z udanych żartów i pozachwycać reżyserią. Było też całkiem niezłe tempo i całość mocno wciągała. Tylko, że to nie jest Sherlock jakiego chcę oglądać. Zagadek kryminalnych było tutaj sporo, ale wszystko to raczej krótkie historyjki. Ta główna intryga nie chwyciła. Brakowało jej spójności, wątek Mary został tu wciśnięty bardzo nagle, a rozwiązanie... no cóż, dyskusyjne. Usunięcie jej z serialu było bardzo słabo poprowadzone i zapowiada konflikt między Watsonem i Sherlockem. Czyli niezbyt mam ochotę na więcej. Największy plus odcinka? Niebieski Power Rangers na masce samochodu, cieplutko zrobiło się na moim geekowskim serduszku.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E06 Ghosted
Zacny odcinek mimo, że bez Stilesa. Widocznie poprzedni był nakręcony w późniejszym terminie po powrocie z leczenia i wyemitowany wcześniej by nie stęsknić się za bardzo za bohaterem. Najlepszym momentem była wizyta w miasteczku duchów. Przytłaczająca atmosfera wymarłej mieściny, klimat jak z post-apo. Do tego starcie z Banshee i straszna przyszłość jaka wisi nad Lydią jeśli nie uda się pokonać Jeźdźców ona jedna zostanie w Beacon Hills. Stawka odrobinę poszybowała w górę.

Powrót Theo okazał się zaskakujący. Wskrzeszony po to żeby pomóc złapać Jadźce przyda się w inny sposób. Zna prawdę o Stilesie co może mu uratować życie. Jeśli Malia za szybko go nie rozerwie na strzępy. Cieszyłbym się gdyby okazało się, że nie ma wcale mocy. To byłaby wystarczająca kara, a wataha i tak musiałaby z nim współpracować ze względu na jego wiedzę. Już wiadomo, że coś kombinuje w związku z nauczycielem. Trochę się martwiłem tym sezonem, a ostatnio ogląda się go całkiem nieźle.

OCENA 4.5/6 

The Last Ship S03E09 Paradiso
Dobry thriller polityczny musi mieć kreta. Do tej niepisanej zasady stosują się scenarzyści The Last Ship. Przesłanki były od dawna. I tradycyjnie rzucane na niewłaściwą osobę, szczególnie w tym odcinku. Tak obcesowo, że trzeba było ją wykluczyć i podejrzewać najmniej podejrzaną. Kretem okazała się Allison. Przekazywanie informacji chińczykom i dokonała zamachu stanu. Wszystko ma większy cel, zniszczenie władzy federalnej i podzielenie Ameryki na kilka mniejszych państewek. Tylko tak można przetrwać w obliczu post-apokalipsy. Tak jak współczesna Ameryka jest podzielona tak i serialowa nie może dojść do porozumienia i wizji przyszłości. Kryzys nie jednoczy ludzi, a ich dzieli, szczególnie tych z ambicjami. Serial nieźle sobie poradził z tym wątkiem.

Równie dobrze wypada wątek Chandlera. Pierw wizyta na niemalże rajskiej wyspie z absurdalnym golfistą i nieustanne wrażenie nierealności. Widowiskowa strzelanina to miły dodatek. Momentami głupia, co nie przeszkadza w oglądaniu jak dzielni żołnierze sobie z nią z radzą. Bardziej ekscytująca była zasadzka w którą wpadł Chandler i utrata jednego z okrętów. Pierwsza tak wielka strata kapitana, ale nie będąca jego winą. Najlepiej wyszedł moment gdy pomagano rannym. Świetnie nakręcony, przepełniony uczuciem tragedii i klęski.

OCENA 4.5/6 

Vikings S04E15 All His Angels
Nie wierzyłem, że serial zabiję Ragnara. Mimo tytułowych wikingów to był w głównej mierze serial o nim. Jego drodze do potęgi i upadkowi z perspektywami na odrodzenie w chwalę. Wielka historia króla i jego rodziny. Nie wierzyłem, że skończy się to w Anglii, z dala od swoich ludzi, ukochanych i przyjaciół. Otoczony rządnymi krwi wrogami. Nie w momencie gdy zaczynał odnajdywać swoją dawną potęgę, godzić się z światem, bogami i samym sobą. Zrozumiałem, że to koniec gdy historia zatoczyła symboliczne koło.

Upokarzany, ale wciąż budzący strach Ragnar jest transportowany do Elli. Ludzie się go boją, opowiadają o nim niestworzone historię, on rozmawia z ślepcem i widzącym w mistycznej wizji. I jego podróż natrafia na monastyr gdzie spotkał Athelsteina co wywołuje u niego wspomnienia. W tej chwili byłem pewien, że to koniec. Ckliwe flashbacki, wspomnienia najlepszych chwil, a gdzieś w tle pielgrzymka Eckberta, który jeszcze raz będzie chciał pożegnać się z Ragnarem.

I co to było za pożegnanie! Jego koniec to pozorne poddanie i oczekiwanie śmierci. Po prawdzie jest to kontynuacja walki. Z bogami i przepowiednią. Chęć śmierci na własnych warunków i zmotywowanie synów do dalszych działań. Nie ugiął się ani razu, nie krzyczał mimo tortur, znosił to cierpliwie. A ludzie się go bali. Łachmaniarza w klatce pilnowany dzień i noc przez cały oddział wojskowy. Opowiadali sobie o nim niestworzone historię jak o postaci z legend. To było godne pożegnanie bohatera. Nasnuły mi się też skojarzenia z pasją Chrystusa. Już poprzedni odcinek narzucał tą symboliczną interpretację pokazując drogę krzyżową, a teraz Eckbert mówił u umywaniu rąk. Była też długa droga i w końcu męka. Nie było krzyża tylko klatka i ostatecznie jama z wężami. To była świetnie przedstawiona śmierć.

Pytanie co dalej? Odwetowy raid na Anglię jest rzeczą oczywistą i historyczną. Wielka armia pogan i podboje. Tylko jak to będzie się interpersonalnie rozgrywało? Jak zareaguje Lagherta i czy to osłabi jej władzę? Czy synowie odłożą zemstę na uzurpatorce w imię pomszczenia ojca? Jak wpłynie to na wyprawę Bjorna i zachowanie Rollo? Michael Hirst mówił w wywiadzie, że synowie chwałą mają prześcignąć ojca. Jest na to minimum 25 odcinków i ja mu wierzę.

OCENA 5.5/6

Vikings S04E16 Crossings
Pół godziny odcinka minęło i byłem zadowolony z jego jakości. Daleko było mu do poprzednich dwóch, ale oglądało się to dobrze. W Kattegat synowie Ragnara chcą się mścić, a Lagherta jakoś musi sobie z tym radzić. Kilka niezłych scen, jak Ivar wyzywający ją na pojedynek, i kilka dłużących się. Lepiej było na wyprawie Bjorn. Atak na muzułmańskie miasto nie wyszedł spektakularnie pod względem batalistycznym, ale posiadał aurę tajemnicy. Przedzieranie się ulicami, ekscytacja jedzeniem czy wreszcie zdumienie połączone z zachwytem Flokiego nad dziwną wiarą. Jestem zaintrygowany tym dokąd to prowadzi.

Największe pochwały dla końcówki gdy synowie zdają sobie sprawę z śmierci ojca. Pojawienie się kruków i Odyn składający każdemu wizytę. Podniosły nastrój podkreślany przez mistycyzm. I ta potężna burza na końcu. Świat opłakuje stratę. Teraz tylko czekać na zemstę. Czy wpłynie to na podróż Bjorn? I co będzie się działo z Laghretą? Na te i inne pytania odpowiedź w kolejnych odcinkach których nie mogę się doczekać.

OCENA 4.5/6

Westworld S01E09 The Well-Tempered Clavier
Nie powiem żeby kompletnie zaskoczyły mnie twisty tego odcinka. Nic im to jednak nie ujmuję ze względu na to jak zostało to przedstawione. Berdnard okazał się Arnoldem. Fort stworzył androklona swojego byłego współpracownika, który przejawia jego cechy. Dochodzenie do prawdy było długie, ekscytujące i z szokującą końcówką. Gra aktorska Hopkinsa i Wrighta poraża, nie da się od nich oderwać wzroku. Od jednego bije pewność i boskie przekonanie o własnej sile, drugi z determinacją podszytą lękiem i niepewnością odkrywa swoją przeszłość.

Drugi poważny twist do potwierdzenie dwóch linii czasowych Dolores. Z Williamem to wielkie flashbacki prowadzące do samoświadomością. Ciekawi mnie czy flashbackami były samotne rozmowy z Arnoldem czy jednak rozmawiała z Berdnardem. Tak jak u Berniego tak i u niej świetnie pod względem montażu wyszło przebudzenie gdzie z maestrią nakładano kolejne okresy czasowe.

Nie tylko androidy dokonują przebudzenia. Również William się budzi. Zrozumiał zasady gry, jest tym kim powinien być. Dostosował do otoczenia i daje mu to przewagę.

Wybuchowo zapowiadają się finałowe sceny z Meave i Hectorem. Śmierć w ogniu i wstąpienie do piekła to bardzo ładna i wykręcona symbolicznie metafora. Życie poprzez śmierć. Odrodzenie przepustką do piekła. I ta scena seksu w płonącym namiocie. Piękne.

OCENA 5/6

Westworld S01E10 The Bicameral Mind
Z miesięcznym opóźnieniem skończyłem Westworld i muszę się do czegoś przyznać. Im wcześniej tym lepiej. Czuję się trochę rozczarowany. Tylko trochę, ale jednak. Jest to denerwujące uczucie, nie pozwalające mi nieustannie zachwalać serialu i znowu przez nie wdam się w kilka jałowych dyskusji z znajomymi. Moja rozczarowanie wynika z prostego faktu - do końca nie wiem o czym to był serial, a jeśli już wpadnę na jakiś pomysł to nie potrafię prześledzić sensowności opowiadania jakiegoś wątku od początku do końca. Trochę jak z Grą o Tron. Tam znałem materiałem źródłowy i nie czułem zagubienia. Tutaj owszem. Oglądam pokój przez dziurkę od klucza i nie wiem czy patrzę na salon, kuchnię czy sypialnie. Nie podoba mi się ta konfuzja. Jeśli jednak bym oceniał odcinki jako pojedyncze całości i wyszukiwał w nich motywów opowiadających o człowieczeństwie, moralności i technologi to piałbym z zachwytu do zdarcia gardła. Chylę też czoła przed misternym prowadzeniem historii mimo częstego przerostu formy nad treścią. Jestem wizualnym estetą, czasem wolą popatrzeć niż posłuchać opowieści. Nie wiem też co myśleć o przyszłości serialu. Na pewno będę oglądał dalej i polecał. Ta kapitalna, wysokobudżetowa telewizja angażująca widza. Chciałbym tylko czerpać większą przyjemności z fabuły i bohaterów.

Finał to opowieść o przebudzeniu i zrozumieniu. Dalszy ciąg opowieści o wyrywaniu się z własnej klatki, przechodzeniu labiryntu świadomości w celu zrozumieniu świata. Zarówna androidów i ludzi. To też ucieczka Meave z widowiskowymi scenami. I przede wszystkim wielki plan Forda, który został wyjawiony na samym końcu. To on miesza w androidach i doprowadza do uzyskania przez nie świadomości. Ginie by zwieńczyć swoje dzieło, prawdziwa pętla związana z Arnoldem. Oddaje AI w władanie własny świat i daje wolną wolę, pozwala im ewoluować, nawet programuje ucieczkę Meave. I może parę rzeczy się nie klei do końca, ale na pewno ogląda się to wyśmienicie, a cliffhanger powoduje odruch pawłowa na myśl o powrocie serialu.

Podczas oglądania tego finału sam wpadłem na teorię. Nie jedną, ale tą chciałbym się podzielić. A co jeśli to wszystko to gra? Jeden wielki eksperyment, gdzie cała obsługa Delos to też androidy tylko nie zdające sobie z tego sprawy. Androidy z większą samoświadomością tworzą androidy, nieskończona pętla która ma dać odpowiedź na proste pytanie szaleńca "a co by było gdyby". To byłby szokujący twist, ale wyjaśniający kilka rzecz.

Inne:
- park z Samurajami! Dajcie mi to, proszę bardzo! Wiem, że taka drastyczna zmiana stylistyki kosztowała by kupę kasy, ale chciałbym zobaczyć zmianę scenerii.

OCENA 5/6 

wtorek, 3 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #212 [26.12.2016 - 01.01.2017]

SPOILERY

Eureka S01E03 Before I Forget
Kolejny serial którego odcinek widziałem lata temu. W przeciwieństwie do Hawaii Five-0 tutaj chciałem wrócić. I tutaj dla odmiany powrót nie był tak przyjemny jak na Hawajach. OD miasteczka geniuszy oczekiwałem humoru i szalonych pomysłów. Otrzymałem opowiastkę odrobinę zabawną i trochę dramatyczną, której waga odpowiednio nie wybrzmiała. Dano prawdziwego złoczyńce, maniaka wymazującego pamięć krótkotrwałą kobiecie od ponad dwudziestu lat. Mocne, ale skończyło się to zbyt cukierkowo. Śledztwo również nie było porywające gdzie dialogi nie błyszczały. Najmocniej rozbawiła mnie reinterpretacja Snu nocy letniej w postaci sci-fi z lat '50. Ogólnie czuję się rozczarowany. Mimo to chciałbym dać jeszcze szansę Eurecę.

OCENA 3.5/6

Marvel's Agents of S.H.E.I.L.D. S04E03 Uprising
Podobał mi się ten odcinek. Nawet nie zmniejszałem okienka playera by na co nudniejszych scenach sprawdzić twitterka. Zainteresował mnie, a akcja przyciągnęła wzrok. Tempa było niezłe, udało się podtrzymać nieustanne zagrożenie życia i w tle rozgrywa się większa fabuła. Prześladowani inhumans i źli ludzie robiący z ofiar sprawców. Serial nawet próbuje tworzyć analogie do współczesnego świata. Nieufność wobec nich jest fajnie rozgrywana. Czy to z perspektywy Eleny czy Daisy.

I móglbym jeszcze odrobinkę pochwalić, ale był też irytujące rzeczy. EMP działa w głupi sposób, zamieszki w największych miasta, a nawet na moment nie pokazano policji, Daisy/Robbie mają fajne sceny, ale mało w nich się dzieje, a motyw "śmierci" May i reanimacja był tak bardzo przewidywalny, że nawet się nie wzruszyłem. Choćby serial się mocno starał widać, że to chałupnicza robota. Zamiast iść w dramat powinien postawić na beztroską zabawę, a niestety nic na to nie wskazuje.

OCENA 4/6

Vikings S04E14 In the Uncertain Hour Before the Morning
Zadziwiające. Narzekam na Wikingów od powrotu, nie chcę mi się oglądać kolejnych odcinków i nagle trafia się coś takiego. Dwie skromne historię i oparcie całości na dialogach sprawiły, że przypomniałem sobie wszystko za co kochałem ten serial. I muzyka, co to była z muzyka! Szczytowa forma Trevoa Morrisa.

Pierwszy wątek to odzyskanie władzy przez Laghertę i starcie z Ashlaug. Starcie na słowa. Prośba o darowanie życia i strzał prosto w plecy. Obietnica została wypełniona, tron odzyskany, pozostał problem z synami Ragnara. Już teraz był przedsmak podczas starcia w sali tronowej, a potem jeszcze groźba Astrid. Każda scena miała sens i była ważna.

Jednak najważniejsze rzeczy działy się w Anglii. Ragnar został schwytany i upokorzony przez syna Eckberta. Wielki wódz wikingów w klatce. To dopełniło obraz rozpaczy. A potem wrócił pan i włdca i rozpoczęła się uczta. Czy długa rozmowa i popijawa. Pierw niechęć, a potem znowu pokazanie szacunku jaki łączy tych dwóch ludzi. Eckbert nie napawał się widokiem upokorzonego Ragnara, on cały czas go szanował i jego rozterki były autentyczne. Nie chcę go zabić, ale musi. Taka rola króla. Natomiast Ragnar wydaje się pogodzony i nawet zaproponował wyjście z sytuacji - oddać go Elli. I ja się zastanawiam czy on nie realizuje swojego planu. W końcu aż chcę się włączyć następny odcinek. Kapitalnie wyszła też rozmowa o bogach i niedorzeczności religii w wykonaniu dwóch pijanych władców. Albo już cicha rozmowa o Athlesteinie gdy oboje się obwiniają za jego śmierć.

OCENA 5.5/6

Westworld S01E07 Trompe L'Oeil
Nie trzeba być geniuszem by po "enigmatycznych" nagłówkach i twittach wpaść na twist z końcówki odcinka. Bernard jest jednym z hostów. Szkoda, że nie zrobiło to na mnie takiego wrażenie jakie powinno. Mimo wszystko wyszukiwanie wskazówek które na to doprowadzały też było satysfakcjonujące. Tak jak cliffhanger ze śmiercią Theresy. Tego akurat się nie spodziewałem. Wszystko zgodnie z planem Forda. Czy w takim razie teraz podmieni ją androidem? To by było właściwe rozegranie dla osoby bawiącej się w boga. Tylko, że jak mówi Meave, Ford jest tylko człowiekiem. Liczę, że grzech będzie niósł ze sobą konsekwencję.

Innym istotnym wątkiem była podróż Williama i Dolores. I tutaj rozczarowanie. Tak jak w zeszłym odcinku sceny akcji było z Człowiekiem w czerni tak teraz przeładowane nimi były wątki Dolores i Williama. I znowu efektownie strzelanie, dynamiczna scena akcji i piękne widoki. Tylko to trochę pusty obrazek. Ładny, ale to tyle.

Spodobały mi się pewne słowa. Ciągłe powtarzanie tych samych czynności prowadzi do zmiany. W takim razie monotonia i automatyzm czynności jest tylko pozorny. Wszechświat, ludzka osobowsć jest w ciągłym ruchu, nie da się stłumić świadomej kreacji. Jest w tym coś optymistycznego. Nawet jeśli sami zamykamy się w swoich codziennych pętlach to w jakiś sposób cały czas nas to kształtuje i zmienia. Jedyną stałą jest zmienność.

OCENA 4.5/6

Westworld S01E08 Trace Decay
Fascynujące jak serial rozgrywa motyw bezcelowej powtarzalności i zmiany w życiu. Jak łamać własne uwarunkowania, zmieniać się i pozostawać tą samą osobą. Lub coś zupełnie odwrotnego, powtarzać te same czynności i ewoluować. To już nie pojedyncze dialogi i sceny a przemyślane filozoficzne rozważania o naturze człowieka. Trochę gubi się w tym fabuła i cel całej opowieści. Jednak jeśli będzie się Westworld interpretować nie jako serial, a rozprawkę o ludzkości można z tego wyciągnąć dużo więcej. W tej prostszej warstwie narracyjnej tez jest dużo dobrego, imponuje rozpisanie wątków i ich przedstawienie, ale to nie to najbardziej mnie przyciąga do serialu.

Kolejny raz rozegrano scenę napadu na Sweewater. Bodajże trzeci. Tym razem z muzyką z Jeziora łabędziego. I znowu jestem zaszokowany jak odmiennie można przedstawić te same wydarzenia. Ta sama pętla, inna interpretacja wydarzeń dzięki nieprzemyślanej zmiennej. Jak życie. Niby wszystko zaplanowane, a nieskończona liczba rozwiązań i ciągów przyczynowo skutkowych.

OCENA 5/6 

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #211 [19.12.2016 - 25.12.2016]

SPOILERY

Ash Vs. Evil Dead S01E05 The Host
Coraz mniej jestem przekonany do tego serialu. Filmy uwielbiam, pierwsze odcinki były dobre, ale teraz oglądam i szukam mitycznego "tego czegoś". Nie możliwe żeby gusta tak drastycznie mi się zmieniły. Humoru tu nie wiele, gore takie sobie, a fabuły nie ma praktycznie wcale. Po seansie nie mogę sobie przypomnieć sceny, która by mi się podobała. Hmmm, może muzyka na końcu? Albo waterboarding święconą wodą jako część przeciętnych egzorcyzmów. Na pewno nie będzie to walka z demonem. I teraz tylko oglądam czekając na spotkanie Lucy Lawless z Bruce Campbellem.

OCENA 2.5/6

Chicago Fire S01E04 One Minute
Lubię niejednoznaczność w tym serialu i ciesze się, że udanie mnie zaskakuje przez te kilka odcinków. Tym razem największe wrażenie wywarła na mnie tytułowa minuta. Tylko tyle brakowało by uratować bezdomnego. Bowden jednak twardo nie pozwolił Millsowi na akcję co uratowało mu życie. Nadeszła jednak fala konsekwencji. Zadręczanie się Petera i żądanie odszkodowania od brata zmarłego. Niby prosta fabułka, ale zgrabnie przedstawiona, pokazująca tą mroczniejszą stronę życia strażaków. To jak ciągle ryzykują i muszą kalkulować czy są w stanie uratować czyjeś życie. Świadomość, że nie da się wszystkich uratować.

Udały się też pojedyncze historyjki, które pozwalają lepiej poznać strażaków i sanitariuszy. Czy to wzorowa postawa obywatelska Severide walczącego z gangiem dręczącym staruszkę, czy spotkanie przez Shay dawnej dziewczyna, która obecnie jest w ciąży. Jednak moim ulubionym momentem jest Herrmann mówiący synowi, że wróci do domu i nie musi się  o niego martwić. Znowu banał i znowu zadziałał.

OCENA 4.5/6

Hawaii Five-0 S02E01 Ha'i'ole (Unbreakable)
W tym tygodniu maszyna losująca wskazała na Hawaii Five-0. Ostatni odcinek oglądałem grubo ponad pięć lat temu więc trochę się bałem. Lubiłem tego procedurala ze względu na sympatyczne postacie grane przez aktorów za którymi przepadam i śledzę ich karierę od dawna. Najbardziej mnie zaskoczyło, że w miarę pamiętałem co działo się ostatnio, imiona bohaterów i cliffhanger. To był jak spotkanie z osobami, które znało się krótko, ale przeżyło fajne chwilę więc zapadli w pamięć.

Sam odcinek był no cóż, typowy. Widać, że to stary serial opierający na dobrze znanym schemacie. Dużo akcji, humoru i trochę większej mitologii z okazji premiery sezonu. Było też momentami bardzo naiwnie i dużo skrótów fabularnych jak np. kamera w wygodnym miejsce czy jeszcze wygodniejsze nagranie bez głosu. Jednak parę razy się uśmiechnąłem, pooglądałem ładne widoczki i miałem nieoczekiwane spotkanie z Jamesem Mastersem i Terrym O'Quinnem. I nawet obejrzałbym kolejny epizod. Gdybym trafił przypadkiem w telewizji.

OCENA 4/6

Pitch S01E02 The Interim
Ciesze się, że dałem szansę kolejnemu odcinkowi. Było lepiej. Nie był to odcinek skupiający się w całości na Ginny, można było lepiej poznać innych bohaterów. Szczególnie Lawsona, który na szczęście mija się z moimi oczekiwaniami wobec niego. Prawdziwy lider drużyny, na zewnątrz playboy i skryty romantyk, wiecznie rywalizujący i dbający o swoich ludzi. Nieźle to wypada. Podobała mi się też historyjka Blipa i jego zaginionej koszulki dającej mu siłę. Największym zaskoczeniem były jednak flashbacki Ameli o tym czemu zaczęła reprezentować Ginny. Wielkie życiowe objawienie i odnalezieniu celu w życiu. Banał, ale takich banałów jest tutaj więcej, jak słowa Ginny w programie Kimmela o tym, że gwałciciela są winni gwałtów. Jednak jak z każdą oczywistością trzeba ją powtarzać by ludzie o niej nie zapomnieli. Czasem taki najprostszy przekaz najlepiej trafia.

W odcinku były też zakulisowe gry i poszukiwanie nowego trenera oraz kolejne konflikty w drużynie. Jeśli to wszystko zbyt szybko nie zostanie rozegrane może się z tego narodzić kilka interesujących wątków. Liczę na to. Liczę też na więcej zmagań sportowych.

OCENA 4.5/6

Westworld S01E06 The Adversary
W odcinku najbardziej mnie urzekła opowieść o Meave. Sprowokowała gościa, dała się zabić by znowu trafić do diagnostyki. I powoli budziła się w niej samoświadomość. Widz tak jak ona poznawał sposób kreacji androidów i dowiadywał się jak to wszystko działa. Thandie Newton świetnie zagrała zrozumienie wymieszane z szokiem, a potem upór podczas szantażu. I ta końcówka gdy zwiększenie inteligencji było niczym mistyczne objawienie. Człowiek stworzył maszynę potężniejszą od niego i ziemia zadrży.

Zaskoczyło mnie też oglądanie Teddy'ego podczas wyprawy z Człowiekiem w czerni. On się nie przebudził, ale zaakceptował samego siebie, wybrał narrację która mu najbardziej odpowiada w danej chwili i go wzmocni. Dzięki temu mógł wyrżnąć cały oddział żołnierzy. To była efektowna, przesadzona scena. Trochę niepotrzebna, ale opowiedziała trochę o tym co siedzi w tym bohaterze.

Zaskakująco dużo działo się poza parkiem w mrocznych korytarzach korporacji. Kolejne gierki, każdy ze swoją agendą i złożona sieć powiązań. Nie wiadomo komu ufać i komu kibicować. Doceniam jak to wszystko zostało rozpisane. Mam tylko jeden problem. Trochę za mało znam Therese, Berdanrda i Forda by zastanawiać się co takiego knują. Może i na to przyjdzie czas. Nie przeszkadza mi to jednak w chłonięciu historii, co jest wspomagane przez niesamowitą muzykę, zdjęcia i scenografię.

OCENA 5/6

wtorek, 8 listopada 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #204 [31.10.2016 - 06.11.2016]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E04 Abominations
Oglądanie w tym samym czasie dwóch seriali o podróżach w czasie to bardzo ciekawe doświadczenie dostarczające sporo materiału porównawczego. Legendy trafiają w środek Wojny Secesyjnej, a całkiem niedawno ekipa z Timeless zmagał się z zabójstwem Lincolna. Tutaj i tam poruszane były kwestie rasowe i emancypacyjne. I jeśli miałbym porównać to serial The Cw poradził sobie z tym o wiele lepiej. Jax w przeciwieństwie do Rufusa rozumie istotę zachowania historii i braku interwencji. Tym boleśniejsze jest oglądanie sceny gdy nie interweniuje podczas wymierzania kary niewolnicy. Z biegiem czasu, oglądając cierpienie czarnych zaczyna reagować by ostatecznie rozkoszować się spaleniem willi plantatora. W pewnym momencie nawet stwierdza, że to niewolnictwo było aberracją historyczną. Podobała mi się ta droga bohatera, nawet ten podniosły ton  na końcu mocno pasował do opowiadanej historii.

Legends of Tomorrow zrobili jeszcze jedną rzecz lepiej od Timless. Zombie! To był szalony pomysł, ale to akurat idealnie pasuje do tej komiksowej opowieści. Może i walki z nimi nie były nadzwyczaj udane, ale było w tym coś przyjemnego. Jak Martin bał się wypowiedzieć ich imienia i gdy żołnierze toczyli z nimi zacięte boję. Wpleciono w to nawet osobistą historię Sary. Dowódcy, który posyła swoich ludzi na śmierć i odpowiedzialności jaką to niesie. Mam tylko wrażenie, że mogłoby być więcej humoru. Rozumiem jednak czemu z nim nie szarżowano, źle wpłynąłby to na odbiór wątku Jaxa.

Trzecią, najmniej ważną historią było horrorowe uciekanie przed zombie na Waveriderze. I tutaj wyszło najsłabiej. Atmosfera była fajna, ale trochę to bez sensu wyglądało i bohaterowie byli niepotrzebnie ogłupiani. Na szczęście końcówka zapowiada delikatną zmianę w serialu - Ray dostał lodowy pistolet Snarta. Teraz czekać na powrót Leonarda w jakieś formie i jego niezadowolenie z tej s. Dziwi mnie tylko czemu Palmer nie próbuje odbudować swojej zbroi. Raz ją zbudował, może i drugi.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S04E02 Meet the New Boss
Premiera sezonu była tak przeciętna, że nie chciało mi się wracać do serialu. Po seansie Doctor Strange zapragnąłem w swoim życiu więcej Marvela, a to była najszybciej dostępna opcja. I muszę przyznać, że jest odrobinkę lepiej. Było kilka momentów, które mnie zainteresowały. Więcej było tych denerwujących, ale tego akurat się spodziewałem. Nie ma może jednego wyrazistego wątku, który by mnie specjalnie zainteresowałem, ale umiarkowanie jestem ciekaw jak poprowadzą magię w serialu, czego chcą duchy i jak to wszystko jest powiązane z Ghost Riderem. Mniej mnie interesują bohaterowie. Opętanie May, błąkający się Culson, Skye jako renegata. Nic ciekawego. Przeciętnie wypada też Robbie Reyes. Dostał więcej czasu, ale nie czuję do niego żadnej sympatii. Tak jak do nowego dyrektora. Robiono z tego wielką tajemnicę jakby oczekiwano jakiegoś szoku dla widza. Ja już mam go dość. Ogólnie nie podoba mi się nowe SHIELD i rozbicie drużyny.

OCENA 3.5/6

The Flash S03E05 Monster
Wielki potwór atakuje Central City. Co za pomysł! Nawet wykonanie było przekonujące. Niski budżet, a udało się stworzyć namiastkę monster movie. Szkoda tylko, że był tutaj jeden z najbardziej przewidywalnych twistów fabularnych, który zgadłem w połowie pierwszej sceny z potworakiem. To był hologram, a dalsza część odcinka mnie tylko w tym utwierdzała. Dlatego tak rozczarowujące było oglądanie miotających się bohaterów. Sprawę ratował koniec, gdy okazało się, że steruje nim 15 latek prześladowany w szkole. Tylko, że za mało miejsca poświęcono temu wątkowi żeby przekazać jakąś głębszą myśl.

To jednak nie był odcinek o kolejnej sprawie tygodnia tylko bohaterach co było czuć od pierwszych scen. Pierw Catlin spotyka się z swoją matką i prosi o pomoc, a potem pierwsze odwiedziny w mieszkaniu Cisco. Było też dużo Wellsa, rozgrywania nieufności i zaufania w drużynie, problem z kontrolowaniem swoich zdolności i rola bohatera i mocy, które są do tej pracy potrzebne. Najbardziej mnie ucieszyła ostatnia sceny gdy Julian i Barry nawiązują nić porozumienie i idą na piwo. Wprowadzili fajną nową postać i teraz czekać aż ją dobrze zagospodarują. Lub kompletnie zaprzepaszczą jej potencjał.

OCENA 4/6

The Last Ship S02E07 Alone and Unafraid
Bardzo szybko odzyskałem wiarę w serialu po zeszłotygodniowym zawodzie. Odcinek był skonstruowany tak jak lubię. Nieustanna presja, narastające napięcie z efektownym momentem kulminacyjnym. Niezła strzelanina i jeszcze lepsza walka na krótkim dystansie. Bez okrętu w centrum, a oglądało się to i tak znakomicie. Mocno ucieszyło mnie kompletne zwycięstwo. Niels i prezydent na Nathan James. Teraz tylko zniszczyć dowództwo terrorystów i po sprawie. Stawka w tym sezonie jest może i nie wyższa niż w zeszłym ale ciekawa. To nie walka o przyszłość ludzkości, a społeczeństwa. Walka z fanatykami i ludźmi słabymi moralnie. To dopiero połowa sezonu więc liczę na jakieś mocne twisty.

Podobało mi się jak odcinek został podzielony. Dwie drużyny z misją, brak komunikacja i determinacja w osiągnięciu celu. Nie zabrakło też odrobiny humoru na rozluźnienie. Tylko chciałoby się więcej klaustrofobicznego klimatu okrętu.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S02E08 Safe Zone
Zaskoczył mnie brak prostych rozwiązań fabularnych, co w tym szalonym świecie powinno być jak najbardziej zrozumiałe. Nowy prezydent Ameryki jest słabym człowiekiem. Przez długi czas był marionetką terrorystów i wierzył w istnienie ludzi stworzonych do rządzenie. Wydarzenia, które go ukształtowały zniszczyły jego stare życie przez co łatwo było mu zaakceptować wiarę sekty Seana. Sprowadził śmierć na dziesiątki tysięcy ludzi w tym swoich bliskich. I mimo tego Chandler mu ufa. Widzi w nim promyki nadziei, materiał na wielkiego przywódcę i chcę mu służyć. Nie ma innego prezydenta, to jest najlepszy jakiego mają i postanawia mu pomóc. Świetnie rozpisano dialogi, a aktorzy nadali swoim bohaterom duszy. Skrzywdzeni przez los ludzi rozmawiają o swoich przeżyciach, a prezydent powoli akceptuje nowy świat i swoją rolę w nim. Pierwszorzędnie rozpisany mocno kameralny odcinek.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E05 The Alamo
Pierwszy odcinek Timless który mnie wynudził. Zapowiadał się dobrze, ostatnia misja Wyatta i oblężenie Alamo. Stawką przyszłość USA i integralność drużyny. I niestety nie czułem tego. Możliwe, że chodzi o różnice kulturowe gdzie dla mnie Alamo to kolejna bitwa w historii Ameryki, a nie jeden z mitów założycielskich. Podniosłość była przesadzona, rozmowy nudne, a fabularnie mało z tego udało się wycisnąć mimo, że scenarzyści mocno się starali i momentami byłem zainteresowany tym co może się wydarzyć. Momentami. Dano nawet całkiem całkiem wątek Wyattowi o jego syndromie ocalałego. I w sumie tyle. Resztę wypełniały mało ciekawe dialogi, które tylko czasami błyszczały. Irytuje mnie też robienie wielkiej tajemnicy z ojca Lucy. Opcja jest na razie jedna - Flynn. I to byłby szok gdyby wyjawiono to z zaskoczenia. Nie oczekuje twistu w tym wątku. Chociaż następny odcinek ma być przełomowy. Może ten to tylko cisza przed burzą.

OCENA 3.5/6

Westworld S01E05 Contrapasso
Zgodnie z założeniami Forda park rozrywki pozwala wydobyć z człowieka prawdziwą naturę. Nie pokazuje tego kim chcą być, nie odzwierciedla tego jak zachowują się w rzeczywistym świecie tylko odkrywa ich jestestwo. William może i jest dobrym człowiekiem, zawsze ulegliwym i wspierający. W sytuacji ekstremalnej odkrywa, że to tylko fasada. Jest w stanie przełamać swoje uwarunkowania, zabić w ochronie przyjaciół, jak i zostawić kogoś na śmierć w ramach zemsty. Przez cztery odcinki przeszedł długą trochę, która go zmieni. I czyżby to rzeczywiście był Rewolwerowiec w Czerni? Odcinek nie zaprzecza tej teorii, a tylko ją umacnia. Lawrence żyję, a Dolores się psuję. Może nawet to jej wersja z teraźniejszości widzi swoje stare życie? Spodziewałbym się takiej szkatułkowej narracji po Nolanie.

Niestety quest Rewolwerowca stracił na impecie. Po uratowaniu Teddy'ego zabił Lawrence i co zaskakujące spotkał młodszą wersję Forda by potem stanąć oko w oko z twórcą parku. Co za fenomenalna scena. Ed Harris i Anthony Hopkins są wielcy, nie można od nich oderwać wzroku. Fabularnie najważniejsze, że Ford zachęca go do badania Labiryntu, jakby był sam ciekaw co on ukrywa, co takiego stworzył Arnold. Ciekawie wypadła też rozmowa o stworzeniu prawdziwego czarnego charakteru. Tylko, że to tutaj to gracze są czarnymi charakterami, a Rewolwerowiec jest z nich najgorszy. Tylko jak w takim razie uratował park 30 lat temu? To by wspierało teorię o oglądaniu dwóch linii czasowych.

W zeszłym odcinku Elsie powiedziała, że tylko ona nie ma jakiegoś ukrytego zamiaru w parkowej sieci intryg. I to się szybko zmieniło. Szantaż technika i odkrycie łącza transmitującego dane satelitarne. Szpiegostwo przemysłowe jako kolejny wątek serialu. Bernard o tym się dowiedział, tylko Bernardowi nie można ufać. Tylko nie wygląda jakby miał z tym coś wspólnego. I czemu potrzebna jest taka skomplikowana technologia żeby wysyłać dane? Czyżby park rzeczywiście nie znajdował się na Ziemi?

Końcówka to mocny cliffhanger. Piękna scena z aktem kreacji, gdy jeden z techników zabawia się w boga ożywiając ptaszka. Ożyła też Meeva. Skąd zna imię Felixa? Czemu wydaje się taka pewna siebie? 

Inne:
- co za fenomenalne ujęcie gdy Dolores ratuje Williama, stoi w słupie światła otoczona przez ciemność, a kąt kamery podkreśla doniosłość tego wydarzenia. Jakby jej przebudzenie miało wymiar mistycznego zmartwychwstania.
- niby gospodarze nie mogą zabić gości, ale tak brutalnego zachowania się nie spodziewałem.
- przerwy techniczne Dolores wydają się nie mieć sensu. Skoro jest na queście nie może przecież rozmawiać z Fordem. Może to potwierdzać brak chronologii wydarzeń. Lub sugerować inny sposób analiz oprogramowania. Może komunikacja odbywa się w VR? Android śpi, aktywuje tryb spoczynku i dochodzi do bezprzewodowego połączenia w komfortowym dla przeprowadzającego diagnozę środowiska?
- ten serial ma w sobie barokowy przepych. Piękne widoki, masa detali i rozmach. Szczególnie podczas scen w miasteczku i orgii.
- Dolores w swoich widzeniach dostrzega kościół, nowy wątek Forda ma coś związanego z kościołem. Retroaktywna historia czy wspomnienia Dolores są już nadpisywane?

OCENA 5/6

niedziela, 30 października 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #203 [24.10.2016 - 30.10.2016]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E03 Shogun
Dawno nie było tak słabego odcinka Legend. Pretekstowa fabuła, niski budżet bijący po oczach, błędy logiczne i dużo źle wykonanego dramatyzmu związanego z rolą bohatera. Postacie zachowywały się niezgodnie z charakterem, Sarah nie przypomina zabójczyni z Ligii i nikt nie przejmuje się zmianami historii do których doprowadzają. Nawet w najmniejszym stopniu. Były sceny, które mnie autentycznie męczyły. Szczególnie początek z zbyt długim zawiązywaniem akcji i jedno odcinkowy wątek miłosny Nate'a o którym już nie pamiętam. To był zmarnowany potencjał, a szkoda. Serial rzadko tak bardzo cofa się w przeszłość tym bardziej odwiedzając inne kultury. Oszczędzanie na scenarzystach w wykonaniu seriali DC/CW znowu dało o sobie znać.

Mimo wszystko były moment. To wciąż ten sam serial z bohaterami, których ogląda się bardzo przyjemnie. Amaya udanie wkomponowała się w drużynie mimo, że zrobiono to zbyt pośpiesznie. Ma mnóstwo chemii z Mickem, a Sarah jest cudowna gdy musi ich uciszać. Trafiły się też udane sceny z Firestormem i rzucono kolejną tajemnicę - wiadomość od Barry'ego z przyszłości. Trafiło się też fajne nawiązanie do Katany z Suicide Squad. Ponadto ładne były kadry podczas scen walki. Tylko czemu tych przygodowych scen było tak mało?

OCENA 3/6 

Marvel's Luke Cage S01E11 Now You're Mine
Sporo narzekam na dekompresję i przeciąganie niektórych wątków. Jednak czasem trzeba to pochwalić. Odcinek w całości dzieje się w Harlem Paradise. Luke chowa się przed gangsterami, Misty się wykrwawia, a Claire robi za bohatera. Jest duszno i niemalże od każdej sceny bije napięciem. Oczekuje się niespodziewanego. Sytuacje zaogniają szykujący się do szturmu policjanci. Czas ucieka, Luke musi podjąć decyzję i uratować nie tylko swoje życie, ale też dobre imię. Krótko mówiąc świetny odcinek, który przypomina o zbliżającym się finale. Wciąż razi Diamondback, jego przerysowana religijność i naiwny handel bronią z burmistrzem. To są na szczęście tylko szczegóły klimatycznej historii nieustannie podsycanej muzyką jakże charakterystyczną dla czarnej kultury i tego serialu.

OCENA 5/6

Marvel's Luke Cage S01E12 Soliloquy of Chaos
Włączyłem odcinek, spojrzałem na timer pokazujący ponad godzinę i jęknąłem z niezadowolenia myśląc "znowu nie mają umiaru". No nie mają, ale w tym wypadku to cieszy. Długi odcinek zleciał błyskawicznie. Był różnorodny, z akcją, napięciem, dramatami, wątkiem społecznym i całkiem zabawnymi scenami. Spinał motywację postaci zagęszczając intrygę przed finałem, sprawiał że jest o co walczyć. Zatoczył też umiejętnie koło gdzie finalne stracie odbędzie się w miejscu gdzie zaczął się sezon - salonie Popa. Jestem zachwycony tym jak mnie wciągnął odcinek. Trochę naiwnym spotkaniem Luka z Method Manem i jego wykonaniem Bulletproof Love w radiu. Tym jako pokazano społeczną solidarność. Jak Mariah przyjmuje swoje dziedzictwo. Jak Shade radzi sobie z zbirami Diamondbacka. Jak... zresztą, niemalże każda scena dawała mi mnóstwo radości, z fabuły, dialogów czy kompozycji kadrów. A tu jeszcze finał do obejrzenia.

OCENA 5.5/6


Marvel's Luke Cage S01E13  You Know My Steez
I po sezonie. Muszę napisać, że jestem bardzo zadowolony, chyba nawet bardziej niż z tegorocznego Daredevila. Nie wszystko zagrało, jednak szalka z plusami była zdecydowanie cięższa od tej z wadami. Sam finał początkowo trochę zawodził. Zwykła bitka między braćmi i podniosłe słowa. To było takie sobie, ale podobał mi się czas jaki temu poświęcono. Było długo, widać było zmęczenie Luka, wiwatujący tłum robił klimat, a policjanci czekali tylko by zobaczyć jak to się skończy. To było fajne.

Fajne było też co działo się potem. Można nawet napisać o długim epilogu. Złoczyńca został pokonany na początku, reszta to radzenie sobie z konsekwencjami. Gorzkimi. Czyli tak jak powinno być. Tutaj główną rolę przejęła Misty. Luke wygłosił jedynie podniosłe przemówienie o Harlemie i ludziach go zamieszkujących. Ona musiała jeszcze zamknąć Mariah. I się nie udało. Wywinęła się z morderstwa Cornela i z Shadem u swojego boku będzie zarządzać Harlem's Paradise. Czyli tak jak powinno być. Jak na ironię to Luke pójdzie siedzieć. Jako Carl Lucas wraca do Seagate. Nagroda za wszystko co przeszedł w ostatnim czasie. Sezon kończy się w idealny sposób. Teraz tylko czekać minimum 1,5 roku na kolejny sezon.

OCENA 5/6
The Flash S03E04 The New Rogues
Snart! Długo się nie widzieliśmy, od czasu jego śmierci w Legends of Tomorrow. I muszę przyznać, że fajnie było go znowu zobaczyć nawet przez te kilka krótkich scen. To wciąż nie ten Leonard, którego chcę oglądać, który tak bardzo zmienił się podczas LoT. Mimo wszystko jestem zadowolony z tej drobnej namiastki. Trochę gorzej wypadła fabuła odcinka z Mirror Masterem i Top, mało charyzmatycznymi Rogues. Szkoda też, że nie wspomniano o Glider, siostrze Snarta, aż się prosiło. Pewnie na jej występ będzie trzeba czekać do anulowania Frequency.

Najfajniej wypadła rekrutacja nowego Wellsa. Wells mim? Co za szaleństwo. Dużo humoru, żartujący Harry i na koniec jego zamiennik. Ponadto nasi bohaterowie przestali się przejmować multiwersum i konsekwencjami podróży po kolejnych świata. To już nie zagrożenie, a możliwości jakie ze sobą niesie. Przynajmniej do czasu jakieś katastrofy. Dziwi mnie tylko tak szybki powrót Wellsów na swoją ziemię.

Współpraca dwóch Flashów wypadła raczej przeciętnie. Brakowało dynamiki i wspólnych akcji. Mentorska rola Barry'ego też nie była spektakularnie udana. Jedna rozmowa to tyle co nic. Chciałoby się zobaczyć przynajmniej jeden odcinek o naukach pobieranych przez Jesse Quick, a ona niestety już jest równie szybko co Barry.

Sympatycznie wypadły sceny związane z związkami. Barry wstydzący całować się z Iris przy ich ojcu. Prawdziwie krępująca sytuacja. Tak jak ich niezręczna rozmowa o tym. Oj, jak ja chciałbym żeby w końcu związkowy wątek się unormował i już się ze sobą nie rozchodzili.

Catlin znowu używa swoich zdolności i prawdopodobnie następny odcinek będzie poświęcony w całości jej. I trochę szkoda, że kolejna osoba z otoczenia Barry'ego z mocami, ale trochę fajnie, że Cat dostaje własny wątek którego tak bardzo jej brakowało.

OCENA 4/6

The Last Ship S02E06 Long Day's Journey
Odcinek The Last Ship po dłuższej przerwie i delikatne rozczarowanie. Nie wiem czy to moja wina, że utraciłem więź z serialem i nie odbieram go jak kilka tygodni temu czy rzeczywiście był słaby. Zakładam to drugie. Miałem uczucie jakby to był prolog przed ważniejszymi wydarzeniami. Długi, zbytnio rozwleczony i pozbawiony klimatu, z udanymi scenami, ale bez ciągłości fabularnej która zmuszałaby do siedzenia na krawędzi krzesła. Nawet końcowy cliffhanger był rozczarowujący - nowy prezydent USA będący marionetką terrorystów i małe chorągiewki z gwiaździstym sztandarem na jego cześć. Nie kupuje tego wątku. Przynajmniej na razie, czekam na drugie dno i lepsze podbudowanie całej sytuacji. Dużo lepiej oglądało mi się te krótkie scenki na Nathan James i polowanie na okręt podwodny. Lub doktor Scott robiącą sproszkowaną szczepionkę. Trochę za dużo wątków na odcinek przez co żaden z nich nie został właściwie opowiedziany z odpowiednim ładunkiem emocjonalnym.

OCENA 3.5/6

Timeless S01E04 Party at Castle Varlar
W zasadzie mógłbym pisać to co ostatnio, że się podoba, dużo akcji, przyjemne w oglądaniu i humor. Dobrze się bawię i dostaje dokładnie to czego oczekuje. Tylko już troszeczkę zaczyna mi przeszkadzać proceduralna formuła. cztery odcinki, a ekipa podróżników zajmuje się naprawianiem historii i lataniem za Flynnem. Żadnego globalnego zagrożenia i prawdziwych stawek. Może teraz coś się zmieni gdy nie będzie można go śledzić.

Serial udanie balansuje między zabawą popkulturą, a zadawaniem cięższych pytań. Dalej w wydaniu rozrywkowym, ale stara się, nie jest bezmyślną rozrywką. Rufus czuje odpowiedzialność za to co stworzył, ale akt kreacji był silniejszy niż myśl o konsekwencjach. Tak jak u nazistowskiego naukowca. Wyatt i Fleming chcą go za to zabić, za zniszczenie które sprowadził w imię postępu. Fajnie tez wypadła historyjka Lucy pragnącej zachować kontrolę. I ciekawi mnie czy to tylko dająca o sobie znać psychika zmagająca się z zagrożeniem czy może nieprzewidziany skutek uboczny podróży w czasie i istotnej zmiany historii.

Najlepszy moment odcinka? Gdy trójka podróżników wraca do swoich czasów i odkrywa, że Sean Connery grał w filmie o Bondzie z ich przygodami. I ta radość gdy wychwytują aluzje do twórczość Flaminga gdy te padają z jego ust. Prawdziwi fanboje!

OCENA 4/6

Westworld S01E04 Dissonance Theory
Zaskoczenie, odcinek wyjaśnił kilka rzeczy. Żeby jednak nie było zbyt prosto dorzucił też nowe pytania misternie przedstawiając kolejne elementy intrygi związanej z Labiryntem. Wiadomo już, że Rewolwerowiec w Czerni nie jest androidem, a właścicielem fundacji, która ratuje życie. Czyżby do tego odnosił się dysonans z tytułu? Może. Jednak to nie istotne. Ważne jak to się oglądało. Przechodzenie kolejnego questa, ignorowanie zasad gry i wybijanie z immersji, spektakularna ucieczka z więzienia (prośba o odpalenie ładunków wybuchowych w administracji parku!) i wreszcie zdobycie kolejnych informacji i spotkanie Teddy'ego. Fascynujące jak to wszystko jest ze sobą połączone. Wraca historia z pierwszego odcinka, której ogląda się początek i odrobinę zmienioną wersje. Jest też Wyatt, nowy wątek Forda, który najwyraźniej ma coś wspólnego z Labiryntem. W tym wszystkim jest też Dolores, która teraz też będzie go szukać. Nagromadzenie wątków jest przeogromne, a serial dalej ma czas by zdać pytania dotyczące człowieczeństwa.

OCENA 5/6

wtorek, 25 października 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #202 [17.10.2016 - 23.10.2016]

SPOILERY


DC's Legends of Tomorrow S02E02 The Justice Society of America
Jeden telewizyjny odcinek to zdecydowanie zbyt mało czasu by odpowiednio przedstawić JSA. Z sześcioosobowego zespołu trzy robiły za tło z minimalną ilością kwestii mówionych. Historie Vixen, Steela i Houremana była za to proste, ale spełniły swoją rolę. Przedstawiły postacie i zawiązały ich relację z Legendami. Najbardziej podobał mi się motyw Nate'a i jego dziadka o szukanie własnej drogi i ciężarze, który spoczywa na ludziach inspirujących innych do poświęcania własnego życia w imię większego dobra. Houreman powiązał ten odcinek z finałem zeszłego sezonu i... zabili go. To było niespodziewane i trochę szkoda. Vixen za to nawiązała relację z Rayem i nie mogę się doczekać by zobaczyć ją w drużynie. Wydaje się mieć więcej ikry niż Kendra.

Sam odcinek tradycyjnie wypadł bardzo przyjemnie. Jak tu się nie cieszyć gdy podróżnicy w czasie tłuką się w barze z nazistami po tym jak Ray nie był w stanie oddać hołdu na cześć Hitlera? Albo gdy dostaliśmy tradycyjną historię teap-upową gdzie pierw jest bitka, a potem współpraca. Działo się dużo, spektakularnie i z humorem. Legends of Tomorrow to najprzyjemniejszy serial The Cw mimo odrzutów z ich głównych serii DC.

Sarah jako liderka drużyny się sprawdza. Przynajmniej do czasu powrotu Ripa. Przejęła przywództwo naturalnie wtedy gdy Martin sobie nie radził. Prawa jednak jest taka, że im nie potrzeba lidera. Zaraz i tak się będą kłócić, robić wszystko po swojemu i naprawiać bajzel jaki stworzyli w historii.

OCENA 5/6 

Marvel's Luke Cage S01E10 Take It Personal
Dalej mi przeszkadza zbytnio rozwleczona forma prowadzenia opowieści. Początkowo miało to sens, tworzyło klimat, pozwalało odmalować koloryt Harlemu i się w niego zagłębić. Teraz gdy Luke zajmuje się swoimi kłopotami, a Misty dostaje bardzo dużo czasu na prowadzenie śledztwa dekompresja narracji jest zbyteczna. Serialowe opowieści nie mogę być rozpisywane na ~10 godzinny film szatkowany na 13 odcinków, to ma być pełne napięcia 13 historii o trójaktowej strukturze stanowiących spójną całość. Zachłyśnięci Netflixem twórcy często mają problem by to zrozumieć przez co cierpię oglądając. I nie chodzi o to, że sezon powinien być krótszy. To scenarzyści powinni lepiej wypełnić dostępny czas.

Ponarzekałem, ale to już tradycja. Pewnie z Iron Fistem będzie podobnie. Na szczęście to było chwilowe korzystanie z okazji bo w samym odcinku trafiło się dużo dobrego. Szczególnie wątek rasowo-społeczny będący komentarzem do obecnej sytuacji w Ameryce. Policja bijącą kolorowych i podburzony tłum przez zdolnego polityka. Wystarczy mała iskierka i odrobina manipulacji by wzniecić pożar. Czasem zasłużony, czasem służący czyjejś racji. Świetnie nakręcono wystąpienia Mariah, która kontroluje motłoch swoim przemówieniem lub akcję policji, która odreagowuje po śmierci jednego ze swoich.

Podoba mi się większy nacisk na Misty im dalej w sezon. Poprzedni odcinek rysował jej portret psychologiczny, kobiety pragnącej zachować kontrolę. Tutaj robi wszystko by jej resztki utrzymać. Prowadzi śledztwo, odkopuje kolejne warstwy niezbyt skomplikowanej intrygi i... finalnie zostaje zredukowana do damy w opałach. Ech, szkoda. Konfrontacja z Willisem była krótka, służyła tylko po to żeby Luke mógł się wykazać, pokazać swoją heroiczność i dać trochę akcji w serialu. Delikatne rozczarowanie. Chociaż przez pozostałą część odcinka to jego trzeba było ratować więc wszystko się równia.

Rozczarowaniem jest też główny bohater. Nie chodzi o to, że jest nudny. To jego historia jest bezpłciowa. Konflikt z nieznanym bratem, manipulująca nim kobieta i szalony doktor. Dużo lepiej sprawdzał się jako pozostający w cieniu obrońca Harlemu, próbujący wieść normalne życie. Też stereotyp, ale dużo lepiej poprowadzony. Na szczęście wrócił do siebie i zaczyna walczyć o dobre imię. Jeśli znowu zwątpi w siebie to Claire go naprostuje.

Inne:
- wszystkie serduszka świata dla Claire. Liczę na jej występ w Iron Fist.
- ej, czemu Claire wyciągnęła szrapnel z jednej rany? Wpadka scenariuszowa czy ja coś przegapiłem?
- operacja na Luku w stodole miała w sobie coś komicznie-makabrycznego. Sprzęt medyczny, odzież ochronna przeciw żrącym substancją, a w tle traktor.
- czy pendrive Reavy został odblokowany? Jakie tajemnice jeszcze skrywa? Może jakieś sugestie odnośnie S02.
- sceny w kościele i konfrontacja z przeszłością nudziła, ale została bardzo ładnie wyreżyserowana, szczególnie przejścia i mieszanie się czasów jak np. młody Luke obserwuję matkę, a w lustrze odbicie jego starszej wersji.
- no dobra, ale podburzenie ludności przeciw policji by sprzedać im lepszą broń jest trochę głupim pomysłem.

OCENA 4.5/6

The Flash S03E03 Magenta
Takiego Flasha lubię. Wciąż czuje się odrobinę oszukany bo to nie ten świat do którego się przyzwyczaiłem. Przeżyłem jednak czwarty sezon Fringe (nie żebym się wtedy męczył!) dam radę i tutaj. Zwłaszcza, że scenarzyści przypomnieli sobie co w ich serialu działa. Trochę naiwna acz przyjemna w oglądaniu akcja i sympatyczni bohaterowie, których interakcję stanowią o mocy tego serialu. Wciąż mam jednak kilka zastrzeżeń. Drobniutkich w porównaniu do zeszłych dwóch tygodni, ale jednak mam.

Jednak pierw o zaletach. Wells wrócił na naszą Ziemię i jak zwykle wypadł wspaniale. Trochę apodyktycznie, trochę ojcowsko. Czasem skarci, równie często pochwali lub zwyczajnie porozmawia o życiu z Barrym, niczym drugi ojciec. Co ważne, on zna ten właściwy timeline więc pewnie wypsnie się mu coś co Barry skrywa przed przyjaciółmi. Jak np. prawdę o Dante.

Wróciła też Jesse i zgodnie z przypuszczeniami ma moce. Dostała je poza ekranem, ale ma. W końcu! I to mnie bardzo cieszy. Kolejny sprinter po stronie dobra i do tego kobieta. Barry będzie robił teraz za mentora z równorzędną partnerką. Trzymam kciuki żeby jak najdłużej została. Żeby były tarcia między speedsterami, żeby Harry miał jak najwięcej powodów do zmartwień i żeby wszystko się dobrze skończyło. I żeby jak najszybciej powstał odcinek team-upów z drużyną sprinterów.

Zagrała też historia odcinka. Delikatnie związana z głównym wątkiem sezonu, ale opowiadająca też historię dziewczyny błąkającej się od jednej rodziny zastępczej do drugiej dla której dostanie mocy to możliwość wyrwanie się z tego przeklętego koła. Jej moce kontroli metali dały świetną komiksową scenę z wielkim tankowcem unoszącym się nad szpitalem. To było bardzo fajne, wyjęte prosto z amerykańskiego komiksu i nieczęsto spotykane w tv. Końcówka trochę rozczarowała. Rozumiem sens wybaczania i tymczasowej niepoczytalności, ale kara z lekkomyślność powinna być. Na co może jeszcze przyjść czas jak sugeruje ostatnia scena z śmiercią Rivala.

Teraz niestety wady. Nie przytłoczyły odcinka, ale niektóre sceny były uciążliwe. Jak randka Barry'ego z Iris. Zero chemii, nie widać czemu tak bardzo chcą być ze sobą, a ich przeznaczenie zostało dawno temu wykute przez scenarzystów DC. Patty wróć! Tam było widać jak bardzo do siebie pasują, czemu chcą być ze sobą, nawet jeśli nie znali wszystkich faktów o sobie. Szkoda, że Shantal van Santen dostała się do głównej obsady Shooter bo to zmniejsza jej szansę na dłuższy powrót. Chociaż obserwując to co dzieje się z tym serialem (dwukrotne przekładanie premiery) różnie się może potoczyć jej kariera.

Nie pasowało mi też oglądanie Wally'ego. Jego wątek ma nawet sens, a może nawet głębszą historię. Tylko został strasznie poprowadzony. On się zachowuje jak dzieciak chcący zabawkę w markecie gdy matka planowała kupić tylko bułki i karton mleka. Kaprysi, obraża się, wrzeszczy, że chcę samochodzik... tfu!... swoje moce. Ciężko się go ogląda. Coś tu się jednak kryje. Czy śni o swoim innym życiu jak Magenta? Czy uda się do Alchemy'ego po moce? To może być bardzo fajne lub bardzo głupie.

I jeszcze słówko o Alchemy. Ogólnie koncept bardzo fajny, Barry musi walczyć z konsekwencjami swojego nieodpowiedzialnego zachowania. Tylko czemu trzeci sezon z rzędu głównym przeciwnikiem jest zamaskowany złoczyńca z modulowanym głosem, który dla odmiany nie umie szybko biegać. Jeszcze. To dopiero trzy odcinki, jeszcze to można nadrobić. Tylko żeby nie okazał się nim Julian Albert. To byłby najsłabiej poprowadzony plot twist serialu.

Inne:
- serial zapomniał, że początkowo przy osiąganiu wysokich prędkości przez speedsterów zaczynało się im palić ubranie. Jesse biega w dresach i nic, tak samo jak Barry zabierający  Iris na randkę.
- najśmieszniejszy żart odcinka - Julian mówiący, że Barry pracuje dokładnie od 10 do 19. Przecież on wchodzi i wychodzi kiedy tylko chcę.
- Harry mówiący #NOT i Joe żartujący z przemów do Barry'ego gdy trzeba było mówić do niego jak do drugiej córki. Uśmiałem się. Czasem proste żarty wystarczą w ustach charyzmatycznych aktorów.
- Catlin mówiąca do Jesse o mocach, czekałem aż się przyzna do swoich, muszę czekać jeszcze parę odcinków.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E03 Atomic City
Odcinek nie był tak zabawny jak poprzedni, ale wciąż mi się podoba. I chyba Timeless zostanie już w mojej ramówce, przynajmniej do mid-season finale. Bohaterów już lubię wszystkich tak jak lekki humor, zabawy historię i odniesienia do popkultury. Teraz brakuje mi jeszcze wciągającej intrygi i szaleństwa znanego z Legends of Tomorrow. Rzucane od czasu do czasu okruszki to trochę za mało. Flynn już spowszedniał przez co stawka nie jest już taka wysoka.

Mimo wszystko końcówka odcinka dobrze wróży na przyszłość. Nasi bohaterowie nie zawsze będą wygrywać. Ba, dotychczas więcej przegrali. Lucy ma nowe życie, Wyatt wciąż nie może uratować żony mimo możliwości jakie dają mu podróże w czasie (trick z Powrotu do przyszłości II!), a Rufus przestaje ufać kolejnym osobą. Natomiast Flynn nie dość, że zmienia historię to jeszcze dostaje w swoje łapy bombę atomową. I na prawdę mnie ciekawi co takiego kombinuje, on jak i Ryan z Kripkie.

Sam odcinek dobrze wpisał się narrację serialu. Humor, akcja i gorzka pointa na koniec. Nawet zbudowano paralelę do prywatnego życia Lucy. I brakowało tutaj trochę zaskoczeń (strzelba Czechowa biła po oczach) tak oglądało się to fajnie. Cieszy, że historia nie została zdominowana przez postacie historyczne, które stanowiły jedynie dodatek do intrygi. Umiejętnie wkomponowano je w tło by uwiarygodnić podróż w czasie. I wyszło to fajnie. Tak samo jak wątki rasowe. Czarnoskóry podróżnik w drużynie to bardzo fajny pomysł. Tylko czy żarty na ten temat nie znudzą się zbyt szybko?

OCENA 4/6

Westworld S01E03 The Stray
W odcinku działo się sporo fascynujących rzeczy, ale ja zacznę od detalu który mnie zauroczył - biura Forda. Co za wspaniały design, pełen przeróżnych detali, dający wrażenie żyjącego świata. Zamiast przesłuchiwać się rozmowie o samoświadomości androidów i ich wiary w urojonego boga ja przyglądałem się półką i ozdobą tam stojącym. I gospodarzowi służącemu jedynie do odrywania muzyki. HBO włożyło kupę kasy w ten serial i najlepiej widać to w tego typu szczegółach.

Sam odcinek najmocniej rozwija wątek Dolores i jej samoświadomości. Szuka tego kim jest, nie potrafi jeszcze tego zdefiniować, ale eksperyment Bernarda kiełkuje. Jego fascynacja jest tak duża, że mimo niebezpieczeństwa nie chcę go przerwać. Dolores już przełamała swoje oprogramowanie i zabiła jednego z gospodarzy w samoobronie niszcząc narracje i wpadła na Williama. A może to właśnie jest zaplanowana przez Forda narracja? Serial nie mówi niczego wprost. Nie wyjaśnia też czy wszystko dzieje się w tej samej linii czasowej. I to mi się bardzo podoba.

Konsekwencją nieudanego DLC jest praca Forda nad nowym rozszerzeniem. Dał Teddy'emu nowe backstory i jego historia wciąga. Nie ze względu na historię, ale jej przedstawienie i niewiedze. Czy kobieta polująca na bandytów jest jednym z gości? Tak to wygląda. Tylko czy ta historia nie jest zbyt brutalna? Park miał dostarczać rozrywki, a takie przeżycie może kogoś mocno zmienić. Tylko czy nie o to chodzi Fordowi? By ludzi spotykało nowe doświadczenie zmieniające ich życie.

Na koniec gamechanger. O ile Dolores zabiła hosta to Elsie mogła na prawdę zginąć. Czemu oprogramowanie zawiodło w przypadku drwala? Czemu graweruje gwiazdozbiór Oriona w swoich drewnianych posążkach? Czy ma to związek z labiryntem? Czy ktoś sabotuje park czy może mamy związek z samoczynnie powstałym wirusem świadomości. Pytania, pytania, pytania.

OCENA 5/6

poniedziałek, 17 października 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #201 [03.10.2016 - 16.10.2016]

SPOILERY
 
Chicago Fire S01E03 Professional Courtesy
Nie spodziewałem się tego. Myślałem, że serial będzie bezpiecznie rozgrywał odcinki na początku sezonu. Zamknięte historię z wypadkami i w międzyczasie delikatne stawianie na bohaterów. Zamiast tego już teraz wyraźnie zarysowane długi wątek z charyzmatycznym antagonistą. Honorowy Casey kontra brudny klina Voight. Jeden ratuje swojego dzieciak, drugi stoi na straży prawdy i sprawiedliwości. Starcie policjanta i strażak. Jestem zainteresowany jak to zostanie poprowadzone i jak Voight przeistoczy się w głównego bohatera swojego spin-offa. Prócz tego była historia chłopaka, który w trakcie wypadku uszkodził sobie kręgosłup, facet nadziany na ogrodzenie podczas próby samobójczej i osobiste problemy bohaterów. Jak np. choroba i miłostki Severide'a czy krótki acz delikatnie rozwijający rodzinny wątek Millsa. Dzieje się dużo, z humorem, a czasem nawet widać ambicję twórców na coś więcej.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S02E01 Out of Time
Wrócił najlepszy superbohaterski serial The Cw i bawi równie udanie jak w poprzednim sezonie. The Flash może się uczyć lekkiego podejścia do swoich bohaterów i przedstawianie dramatów. Była tutaj niesamowita akcja i jeszcze więcej humoru. Bo jak się nie uśmiać gdy Sara uwodziła królową Francji lub deprawowała mieszkanki Salem? Lub gdy dane było oglądać Raya walczącego z T-Rexem. Albo starcie Waveridera z u-botem u wybrzeży Nowego Jorku? Kocham camp tego serialu, jego komiksową samoświadomość i dume z papierowego dziedzictwa. Odrobinkę przeszkadzają mi tarcia między bohaterami i niepotrzebne wsadzenie Queena w historię. Reszta dała mi wspaniałą rozgrywkę gdzie nie można się było nudzić. I ta końcówka z pojawienie się JSA i zaginięciem Ripa oraz ujawnieniem sojuszu Darkha z Reversem. Ten sezon zapowiada się znakomicie.

OCENA 4.5/6

Marvel's Luke Cage S01E08 Blowin' Up the Spot
Twist niczym z brazylijskiej telenoweli. Lubię przerysowane postacie i odrobinę campu w komiksowych serialach, ale nie trawię naciąganych rodzinnych dram, których tam pełne. Okazuje się, że głównym przeciwnikiem Luka w tym sezonie jest jego brat. Może i dorobią do tego ciekawą historię, ale jestem zniesmaczony. Na szczęście pod innymi względami odcinek dostarcza dużo dobrego. Misty, której puszczają nerwy była świetna. Jeszcze lepsza okazała się Claire. Pierw ratująca naszego bohatera, a potem się o niego troszcząca i stawiająca czoła detektyw. Prawdziwą gwiazdą była jednak Mariah upodabniająca się do ciotki. Kobiety rządzą w tym serialu i strasznie mi się to podoba.

OCENA 4.5/6


Marvel's Luke Cage S01E09 DWYCK
Jednym z grzechów Netflixa jest brak umiaru. Brak narzuconej długości odcinka sprawia, że niektóre epizody są niepotrzebnie wydłużone. Tak było z tym 65 minutowym kolosem. Równie dobrze można by opowiedzieć tą samą historię 15 min krócej. Jeszcze lepiej gdyby opowiadaną inną. Pierwszy raz nie interesowało mnie to co działo się z Lukem. Za długo cierpi po postrzale, szwenda się bez celu i w końcu trafia na szalonego doktorka z Seagate. Nudy. Jak to dobrze, że jest Claire, która często bierze sprawy w swoje ręce. Na plus również wątki Misty i Mariah. Kobiety błyszczą w tym serialu, a tutaj miały dużo do grania. Pani detektyw przeżyła załamanie podczas oceny psychologicznej, ale ostatecznie wróciła do pracy. Mariah za to jest coraz lepsza w tym co robi i pójdzie w ślady cioci. Chciałbym żeby przetrwała ten sezon i mogła dalej rozwiać się przez kolejne 13 odcinków.

OCENA 4/6

Timeless S01E01 Pilot
Miłe zaskoczenie. Absolutnie niczego nie spodziewałem się po tym serialu, a dostałem całkiem niezłą rozrywkę. Momentami trochę głupkowatą, ale nic co by przekreślało sens oglądania. Są podróże w czasie, sympatyczni bohaterowie, sporo humoru i dramaty. Udany miks, który się sprawdza. Nawet główna intryga ma potencjał i może dawać frajdę z oglądania. Mi jednak najbardziej spodobało się odważne podejście do podróży w czasie. Mają swoje konsekwencję, świat nieustannie się zmienia więc jest olbrzymi potencjał w kreowaniu historii. I tak wie, ten serial to nic odkrywczego, ale czasem wystarczy sprawdzony schemat żeby 40 minut oglądania można było uznać za udane.

OCENA 4/6

Timeless S01E02 The Assassination of Abraham Lincoln
Dalej dobrze się bawię, chyba nawet lepiej niż podczas premiery. Fajnym patentem jest pokazanie na początku odcinka prawdziwych wydarzeń przez co końcówka jest jeszcze ciekawsza, oglądając wyłapuje się różnice i główkuje jak to wpłynie na historię. Tym razem stawka poszła do góry i dzielni bohaterowie pilnowali by zabójstwo Lincolna poszło zgodnie z planem. I pytanie, czy nie lepiej byłoby go uratować. Był też humor - parsknąłem gdy Rufus przedstawił się jako Denzel Washington. Obecnie przeszkadza mi jedynie zbytnie skupienie się na Lucy. Kolejny odcinek głównie z jej perspektywy, a o Wayatcie nic nowego nie wiadomo. Trzymam kciuki by to się niedługo zmieniło.

OCENA 4/6

The Flash S03E01 Flashpoint
Flash powrócił i niestety utrzymał poziom finału. Ten odcinek oglądało się wyjątkowo niekomfortowo. Nie chodzi nawet o to, że to nie moje postaci tylko zachowanie Barry'ego. Stworzył nową rzeczywistość i żyje sobie w niej szczęśliwy zapominając o dawnych znajomych i ciesząc żywymi rodzicami. Jego zaloty do Iris czy rezygnacja z bycia Flashem były męczące. Jednak kwintesencją dołka scenarzystów jest jego decyzja o poświęceniu własnej matki. Zoom mówi mu, że tylko tak można uratować linię czasu, a on na to przystaje. Słaby z niego bohater skoro tak łatwo rezygnuje. Było kilka fajnych momentów - jak walka z Rivalem, humor "nowych" postaci czy cliffhanger pokazujący, że nie tak łatwo naprawić timeline. Jednak było ich za mało bym mógł się cieszyć odcinkiem.

OCENA 3.5/6

The Flash S03E02 Paradox
Wyczuwam delikatną poprawę. To wciąż nie jest Flash jakiego chcę oglądać, ale było przynajmniej przyjemnie. Fajnie, że pojawiła się Felicity, przenikanie dwóch rzeczywistości to ciekawy pomysł, a nowa sytuacja ma potencjał. Cisco stracił brata, nowy współpracownik Allena i Catlin z mocami Killer Frost. Jestem ciekaw kolejnych mniej lub bardziej subtelnych zmian. Chociaż wolałbym starą, dobrze znaną sytuacją. Może w wielkim crossoverze Legendy to naprawią?

OCENA 4/6

Westworld S01E01 The Original
Wielce oczekiwana premiera HBO nie zawodzi. Niektórzy trąbią o następcy Gry o Tron, ale to głupie porównanie. Westworld ma własną tożsamość, jest serialem unikalnym. Widowiskowym pod względem skali, zadającym pytania o naturę człowieka, snującym historię o człowieczeństwie na przykładzie androidów oraz porównujący człowieka do Boga. To serial o budzącej się samoświadomości i ludzkich dramatach nie ludzi. Już w pierwszym odcinku wprowadzono mnóstwo wątków, które stopniowo zaczną się krzyżować. Tajemnice są ciekawe, aktorzy grają doskonale, a fabuła wciąga. Z przyjemnością będę sięgał po kolejne odcinki. Dla powoli buntujących się androidów, rozgrywek politycznych właścicieli parku rozrywki oraz dla tajemniczego Rewolwerowca szukającego ukrytego poziomu. HBO ma kolejny hit i chwała im za to.

OCENA 5.5/6

Westworld S01E02 Chestnut
Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy jaką Jonathan Nolan i Lisa Joy wykonali. Świat Westworld jest gigantyczny. Mnóstwo bohaterów, linii fabularnych i kapitalnych dialogów lub monologów sprawiających, że serial zostaje na długo po obejrzeniu. Oglądam, chłonę i snuje teorię. O tym, gdzie dzieje się akcja serialu (terraformowany Mars?), czym jest tajemniczy Labirynt, jak będzie wyglądał bunt androidów, nad czym pracuje Ford i czy pracownicy parku rozrywki mogą być androidami. Rozkoszuje się też kolejnymi scenami. Jak strzelaninami z udziałem Człowieka w Czerni lub traumą, która przeżywa Meve. Dawno nie miałem tak, że czekałem na kolejny odcinek serialu z pytaniem co dalej.

OCENA 5.5/6