Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smallville Season 11. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smallville Season 11. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 listopada 2013

Szybka seria #1

Pierwsze co to żal za grzechy. Żałuje, że nie pisałem na bieżąco. Oglądam - piszę. Gram - piszę. Czytam - piszę. Tak to powinno wyglądać. Jednak jestem człowiekiem leniwym i wygoda ze mną zwyciężyła. Miałem też kaca na pisanie po pracy magisterskiej. Przynajmniej tak to sobie tłumaczę. Jedyne co można było zobaczyć to kolejne serialowe podsumowania tygodnia i okazyjnie troszkę o filmach. W międzyczasie w roboczych notatkach zapisywałem kolejne uwagi do pochłoniętych tworów popkultury. Nazbierało się tego tyle i teraz trzeba przeprowadzić rachunek sumienia. Bo mimo żem jest człekiem leniwym to zarazem więźniem swoich przyzwyczajeń. Jak postanowiłem tak zrobię. Blog to mój pamiętniczek i ma się znaleźć w nim wszystko co przemieliłem choćby w postaci krótkiej wzmianki bym mógł po ponownej przygodzie z jakimś tworem wrócić i skonfrontować wrażenie ze swoim starym "ja". I tak powstaje nowy nieregularny cykl, który będzie formą popkulturowej spowiedzi. Będą tu rzeczy, o których nie chcę mi się pisać długich notek (kolejne sezony schematycznych seriali), nie jestem odpowiednią osobą, która może odpowiednio rzetelnie przeprowadzić rekonstrukcję jakiegoś dzieła (Breaking Bad) lub te o których nie chcę mi się pisać. Na przyszłość mam mocne postanowienie poprawy by zadośćuczynić wiernym czytelnikom (anyone?) lub by zdobyć nowych. Mam jeszcze do krótkiego opisania ponad 20 pozycji, a nowe wciąż dochodzą. W planach są również dłuższe notki, które teraz wam zaspoileruje - Dagome Iudex, Lazarus vol. 1 i Bit.Trip Runner. Podobało mi się i chcę o tym napisać. Bądźcie gotowi bo nie znacie dnia i godziny nowego wpisu. Tak jak i ja. 

PS. Jakieś uwagi czy propozycję? :)


SERIALE

 Castle S05
To był już piąty sezon Castle więc ciężko powiedzieć coś odkrywczego. Kto oglądał serial dobrze wie jak on wygląda. Co tydzień sprawa, a mordercą jest zwykle najmniej podejrzana osoba. Nic nowego, ale bawi ze względu na dwójkę głównych bohaterów. Oglądanie przygód Kate i Ricka dalej daje frajdę. Główna zasługa tego, że wprowadzono nową dynamikę między te dwie postacie. W końcu się zeszły. Dość szybko jak na przeciętny procedural, ale chwała za to. W końcu nie ma wiecznego napięcia między nimi, a dyskretne okazywanie uczucia gdy nikt nie patrzy. Jednak serial wcale się nie zmienił. To wciąż to samo. Twórcy zagrali dość asekuracyjnie, ale postanowili kilka razy poeksperymentować. Odcinek poświęcony Ryanowi, Esposito czy dla odmiany zgłębianie przeszłości Ricka, a nie Kate (chociaż i to się pojawia). Zdarzają się słabsze, zdarzają lepsze, ale większość odcinków jest po prostu przyjemna. Sprawa schodzi na dalszy plan nawet podczas epizodów tematycznych (np. konwent serialu sci-fi, świąteczny, wypad do Hamptoms), a na pierwszym miejscu jest humor, który wciąż bawi. Szósta seria powinna być podobna. Cliffhanger w porównaniu do zeszłych lat był spokojniejszy, ale jest zwiastunem zmian. Zmian, które nigdy nie nadejdą. Mogą być kosmetyczne korekty, ale serial się nie zmieni. I mi to wcale nie przeszkadza póki nie zabraknie humoru.

OCENA 4/6

Community S04
Czy Community bez Dana Harmona to dalej Community? Nie do końca. Było gorzej niż w poprzednich seriach, ale odcinków na prawdę słabych i mało śmiesznych była raptem kilka (tyle, że sezon był krótszy...). Niestety, ale też finał o którym bym chciał jak najszybciej zapomnieć... Bohaterowie się wiele nie zmienili i dalej zachowują się ze swoim charakterem, ale zabrakło wyczucia i serial często popadał w autoparodię zamiast składać hołd popkulturze i z niej czerpać. Szkoda bo zwykle zamysły były dobre, ale brakowało ręki mistrza i zamiast mięć wrażenie obcowania z geniuszem często było zażenowanie lub uczucie "kolejna zwykła komedyjka". Szkoda. Jednak było kilka na prawdę wybitych odcinków - kolejne podejście do paradokumentu, czy origin story bohaterów. Dwa najlepsze epizody, ale w TOP10 pewnie by się nie znalazły. Dobrze, że ilość gagów nie zawodziła i najczęściej onelinery śmieszyły. Teraz trzeba liczyć, że Harmon naprawi błędy i Community odzyska dawny blask.

OCENA 3/6

Copper S01 
Copper to pierwszy oryginalny serial BBC America. I jest to bardzo solidna produkcja. Tylko tyle. Dobrze się go ogląda, bohaterowie do polubienia, są skomplikowani i mają bogatą przeszłość, fabularnie jest przemyślanie skonstruowany, a i nie poskąpiono kasy na oddanie klimatu XIX wiecznego Nowego Jorku. Tylko, że brakuje mu magnetyzmu. Ten sam problem dostrzegam z Hell on Wheels i Boardwalk Empire. To bardzo ładne seriale, nie można im wiele zarzucić, dobrze się je ogląda, wciągają na te 40 minut, ale nie zmuszają by o nich myśleć i natychmiast do nich wracać. To jest kolejna rzemieślnicza robota jakiej teraz pełno w telewizji. Jednak fani historii powinni być zachwyceni. Może czasem serial popada zbytnio w procedural, ale przeważnie sprawy rozbite są na dwa odcinki, a główny wątek z poszukiwaniem żony głównego bohatera czy walką z szpiegami konfederacji toczy się przez cały sezon. Klimacik też jest - brutalny i bez łagodzenia. Krew, pedofilia, domy publiczne - w ogólnodostępnej telewizji nie widzi się takich rzeczy. Mocno jest też usytuowany w historii. Wystarczy trochę poczytać wikipedię i mieć rozeznanie w realiach epoki i można czerpać z niego dodatkowe korzyści. Do drugiego sezonu nie wrócę, ale i tak polecam samemu sprawdzić pierwszy. Dużo osób zachwyca się produkcją więc może to ja mam skrzywiony gust i wymagam od tego typu produkcji poziomu Rome. 

OCENA 4/6

Damages S05
Damages to przykład jak bardzo może upaść genialny serial. Pierwsze dwa sezony perfekcyjne, trzeci był lekkim ostrzeżeniem, a potem już gigantyczny spadek formy w ostatnich dwóch. Piąty jest wprawdzie trochę lepszy od czwartego, ale daleko mu do pierwszych. Nie lubię pisać takich rzeczy, ale już lepiej jakby serial skończył się wraz z finałem trzeciego sezonu. Nie dość, że poziom był wysoki przez co serial by pozostawił same pozytywne wrażenia to jeszcze miał lepsze zakończenie. Wprawdzie i tutaj ono jest, pasuje do wydźwięku serialu, ale chyba wolałem to z S03. Główną osią fabularną tego sezonu była obrona Chaninga McLarena, który był wzorowany na Julianie Assange, oraz finałowe starcie między Ellen i Patti. I wszystko byłoby piękne gdyby nie kiepsko poprowadzony scenariusz, który nie trzymał w napięciu. Flashforwardy i flashbacki, które były siłą serialu zaczęły irytować swoją powtarzalnością, a historia poruszała się do przodu w ślamazarnym tempie. Nowe postacie nudziły i ciężko było się do nich przekonać i przejmować ich losem. Były lata świetne za genialnym Frobisherem. Aktorstwo to wciąż najwyższa półka, szkoda, że pomysłu zabrakło i za mało było napięcia. Najlepsze sceny to te między dwiema głównymi bohaterkami, ale to za mało by uratować ten serial. Szkoda, że skończył w taki sposób. Kiedyś czytałem artykuł, który porównywał go do Breaking Bad i gdyby początkowy poziom został utrzymany serial z pewno by dorównywał dziełu Gilligana. Niestety, obecnie jest kilkanaście długości za nim...

OCENA 3.5/6

Defiance S01
Ostatnimi laty science - fiction nie po drodze z telewizją. Wystarczy choćby wspomnieć o fatalnym Revolution czy braku sci-fi w kosmosie. Smutne czasy. Promykiem nadziei miało być Defiance. I tym promykiem zostało bo wątpliwe by oświetliło drogę innym tego typu produkcją. Początkowo miałem nadzieje, że będzie inaczej - obce rasy, własna kultura, obyczaje i języki. I to wszystko na po części sterraformowanej Ziemi kilkanaście lat po wojnie z kosmitami gdzie rodzą się nowe mocarstwa. Fajne? Fajne. Tylko, że Dfiance to zwykły procedurl gdzie rozwiązywane są błahe sprawy mieszkańców z kilkoma poważniejszymi wątkami, które nie potrafią wciągnąć, a część postaci irytuje. Strasznie asekuracyjny serial, bojący się zrobić poważniejszy krok by być czymś odważniejszym i być może lepszym. Do tego jeszcze niezrozumiałe wplecenie wątków mistycznych i zbytnie komplikowanie mitologii serialu przez co wydaje się ona strasznie naciągane. Część bohaterów można polubić, część straszy swoją jedno wymiarowością. Ktoś złakniony sci-fi może próbować, innym odradza. Sam do S02 nie wrócę bo nie interesuje mnie co stanie się z Defiance, kto zostanie burmistrzem, czy młodzi wezmę ślub, jakie mistyczne moce ma jedna z bohaterek i kto będzie panował nad kopalniami bo tak wyglądają niektóre wątki tego serialu.

OCENA 3/6
Friday Night Lights S04 
Friday Night Lights to jeden z moich ulubionych seriali. Nie oglądałem go na bieżąco z emisją, ale zakochałem się podczas nadrabiania. Dlatego postanowiłem sobie go dawkować i po 3 serii zrobiłem przerwę. Po kilku miesiącach spontanicznie włączyłem 4 sezon i obejrzałem w niecałe trzy doby. Takie to dobre. Część bohaterów odeszła, pojawili się nowi, emocję zostały te same. Zarówno te podczas meczy footballu amerykańskiego jak i perypetii postaci. Każda z nich budzi jakieś uczucia, nie można pozostać obojętnym na ich los. Mimo, że wiele się zmieniło, ja ten sezon uważam za najlepszy. Najbardziej spójny w konstrukcji i opowiadający konkretną historię. I niezwykle pesymistyczny i smutny. Współczuje się tutaj każdemu, nikomu nic nie wychodzi i jest więcej dramatycznych wydarzeń niż tych szczęśliwych. Chyba dlatego tak bardzo można się zżyć z postaciami. Cały ten klimat jest podkreślony melancholijną muzyczką idealnie pasującą do nastroju. Co ważne nie ma tutaj jakiś wydumanych wątków jak te z drugiego sezonu. Samo życie, coś co może się przydarzyć każdemu. Nowe postacie godnie zastępują stare, które też się pojawiają. Fani na pewno będą zachwyceni. Jeśli ktoś nie ma pojęcia czym jest Friday Night Lights to proszę was dajcie szansę. I niech nie zrazi was sportowa otoczka bo to jest serial o bohaterach i ich perypetiach, a nie zmaganiach na boisku, chociaż i to jest tutaj istotne. 

OCENA 5/6

The Good Wife S02
Ponad rok zajęło mi się zabranie za drugi sezon The Good Wife i bardzo żałuję tej decyzji bo powinienem kontynuować oglądania od razu po skończeniu pierwszej serii bo serial jest jak najbardziej tego wart. S02 przynosi wiele zmian i wprowadza nową dynamikę w serialu. Cary przeniósł się do biura prokuratora, Peter walczy o odzyskanie swojej dawnej posady, Kalinda boryka się z nieoczekiwanymi problemami, a Alicja jest wartościowy współpracownikiem Lockhart/Gardner, które zyskało nowego partnera tytularnego - Bonda. Mimo, że wątków jest dużo to żaden z nich nie został zaniedbany na przestrzeni sezonu i praktycznie nie ma słabego ogniwa w fabularnej mozaice spisków i opowieści. Bohaterowie się rozwijają, sala sądowa to dalej elektryzujące miejsce, zwłaszcza, że nie brakuje charyzmatycznych występów gościnnych, a i sprawy częstokroć powodują konflikt moralny u bohaterów lub widzów. Nie da się narzekać na nudę. W ogóle nie ma na co narzekać bo to jeden z tych seriali, które się chłonie i zapuszcza odcinek za odcinkiem. Było lepiej niż w pierwszej serii, a to nie wszystko na co stać twórców i scenarzystów. 

OCENA 5/6 

The Shield S02
Drugi sezon The Shield uważam za lepszy od pierwszego. Poprzedni służył głównie ekspozycji postaci oraz nakreślenia klimatu opowieści, drugi natomiast skupia się już na opowiadaniu historii. Pojawiają się wątki, które trwają kilka odcinków, zmienia się status bohaterów, a czyny które podejmują niosą dalekosiężne konsekwencję. Tych mini story arców w sezonie jest kilka i nie są one wciśnięte na siłę, a ich istnienie jest logicznie uargumentowane. Szkoda tylko, że na tym ucierpiały postacie poboczne. Dany czy Julien dostają mniej czasu, a i ilość przesłuchań Dutcha została mocno ograniczona. Nie zaniedbano ich bo każde z nich również ma swoją historię, ale dostają mniej czasu antenowego. Nie zrezygnowano za to z komentarza społecznego i odwagi w poruszaniu trudnych tematów - mniejszości etniczne, Arabowie po 9/11, przemoc seksualna. Są odcinki zmuszające do myślenia na trudne tematy i to się chwali. Tym bardziej, że w większości jest to pesymistyczna wymowa. Nie zabrakło też naturalizmy zarówno w przedstawianiu świata jak i sposobie kręcenia. Humor dalej obecny szczególnie zestawiony z tragicznymi wydarzeniami. Nie obyło się jednak bez kilku oczywistych rozwiązań fabularnych, które trochę psują odbiór. Ja ten sezon oceniam wyżej od poprzedniego i liczę, że kolejny będzie lepszy.

OCENA 5.5/6

KSIĄŻKI


 "W górach szaleństwa" - Howard Phillips Lovercraft
Powoli nadrabiam klasyków literatury i tym razem padło na Lovercrafta. Nie powiem jednak, że jestem zachwycony. Może jakbym nie czytał tylu nowszych książek z tak odmienną formą narracji inaczej bym odebrał jego twórczość? A może to zupełnie nie moja broszka? Będę próbował dalej, zapoznam się z opowiadaniami i może one mnie do siebie przekonają, ale wyprawy w góry szaleństwa nie będę polecał znajomym. Jasne doceniam styl i formę książki. Język jest wyszukany i niepokojący, a narracja jest prowadzona w taki sposób, że zwiększa zaciekawienie, a opisy to mistrzostwo świata. Tylko, że tutaj praktycznie nic się nie dzieje. Rozwleczone na potęgę, w całości jest to relacja z wyprawy, która nie potoczyła się zgodnie z planem i zagłębianie się w niepotrzebne drobiazgi nudzi. Snucie odkrywanej historii Ziemi to jeden z najmocniejszych punktów książki, tylko cała reszta wypada przy tym blado. Podoba mi się, że czuć wiszącą w powietrzu tajemnice, niepokój z nią związany, ale w większości przypadków czar pryska gdy zostaje ona ujawniona. O wiele lepiej wychodzą niedopowiedzenia niż wyjaśniania. Chociaż może gdybym znał mity Cthulhu inaczej bym to odebrał? 

OCENA 3.5/6

KOMIKSY 

Smallville Season 11 Vol. 2: Detective
Z uwagi na jakość pierwszego tomu zwlekałem przed zabraniem się za drugi. Bałem się, że będzie równie fatalnie czy nawet gorzej. Zachęciło mnie jednak pojawienie się Batmana. W końcu zbliża się film, a i DC wydaje miesięcznik z tą dwójką. I muszę przyznać, że mi się podobało. Batman został dostosowany do realiów Smallville, trochę więcej żartuje i ma udziwnione gadżety, a Barbara Gordon jest Nightwinem i wyśmiewa pomysł żeby nazywać się Batgirl. Początkowo mamy doczynienia ze sprawą kryminalną, którą rozwiązują największy detektyw na świecie, wpleciona jest w to jego przeszłość i wraz z rozwojem wypadków udowodnia, że jest tym Batmanem, który jest zdolny do wszystkiego. Wybuchy szału czy równorzędne starcie z Supermanem (standard dla tego typu spotkań). Przyjemnie się to czyta i dlatego trochę żałuję, że pod koniec (3 ostatnie numery z 12) poziom historii mocno siadł i zaczęło się dziać zbyt dużo dziwnych rzeczy, które były pokazywane w chaotyczny sposób. Na pewno chciałbym żeby częściej dochodziło do spotkań duetu Superman/Batman. Mam jeszcze dwa duże zastrzeżenia. Pierwsze z nich to mało wątków pobocznych, które rozpoczęły się w poprzednim tomie (Tess i kryzys), a te nowe nie przekonują. Druga uwaga to rysownicy. Nie chcę mi się teraz liczyć (tak, leniwe ze mnie bydle), ale conajmniej 4 ich było. Strasznie to wybijało z rytmu podczas czytania. Zwłaszcza jak dwóch rysowało jeden króciutki numer i ignorowali fryzury postaci czy kolor ubrań. Dramat. Kolejny tom sprawdzę. Jeśli utrzyma poziom tego będę zadowolony. To nie jest wybitne czytadło, ale sam serial też wielki nie był. Ciesze się, że mogę kontynuować historię starych bohaterów i wyobrażać sobie jak wygląda to w ruchu. 

OCENA 3/6

wtorek, 6 sierpnia 2013

Smallville Season 11 Vol. 1: Guardian



Smallville nie był wielkim serialem, za 10 lat mało kto o nim będzie wspominał, a jeszcze mniej będzie miało ochotę go oglądać. Nie zmienia to jednak faktu, że przez dekadę serwował strawną historię i miał swoje momenty. Bohaterowie dali się lubić, a fani komiksów mieli dodatkową frajdę (lub zgrzytali zębami) z odkrywania w jaki sposób zinterpretowano dobrze znane postacie i genezę Supermana. Ja serial zacząłem oglądać dość późno, gdzieś u schyłku 8 serii i jestem zadowolony z tej decyzji. Lois, Chloe, Oliver, Clark to moi starzy i dobrzy znajomi i mimo, że finał serii okazał się satysfakcjonującą konkluzją historii to uszczęśliwiłem się z planów na komiksową kontynuację. Z Buffy wyszło, obecnie wydawany jest 9 sezon oraz towarzysząca seria z Angelem. Próbowano też z Jericho, ruszono X-Files i zapowiedziano Knight Rider oraz Miami Vice. Jak więc wyszedł pierwszy tom komiksowego Smallville? 

Paradoksalnie bardzo słabo. Paradoksalnie bo w końcu Superman jest komiksowym bohaterem i w tym medium powinien błyszczeć. Nic z tego. Serial przy tym potworku to małe dzieło sztuki. Tym dziwniejsze, że autorem jest Bryan Q. Miller, jeden z scenarzystów serialu matki i runu w Batgirl. Niestety nie widać tego. Może to wynika z ciętej narracji? Komiks był wydawany w wersji cyfrowej, a dopiero potem kilka tych numerów było zbieranych w papierowym wydaniu. Może to zachłyśnięcie się nową formą narracji? Brak ograniczeń budżetowych, martwienia się efektami specjalnymi i kontraktami aktorów oraz opowiedzenie tego co się chcę, a nie tego co można przedstawić w telewizji. A może to zwykła nieudolność? Brak pomysłu, naciągana historia, w którą ciężko uwierzyć, logika obrażająca inteligencję widza i mało charyzmatyczny adwersarz. To tylko część zarzutów, które nie pozwalają cieszyć się historią. 

Druga grupa wad dotyczy bohaterów. Clark ma mentalność dziecka i zachowuje się jak w początkowych sezonach. Znowu ma spotkanie z Lexem by rzucać w niego oskarżeniami. Lex dalej ma tą samą obsesję. Dialogi w większości przypadków są irytujące i nie niosą ze sobą żadnej istotnej informacji. Dobrze, że przynajmniej zachowano część charakterystycznego humoru i momentami da się poczuć, że to Smallville - przekomarzanie się Lois i Clarka czy Chloe i Olivera. Tylko, że takich scen jest nadzwyczaj mało. Wielki powrót zaliczyła Tess Mercer. W serialu bym pewnie tego nie wybaczył po takim końcu bohaterki, ale komiksy rządzą się swoimi prawami i śmierć jest tam często umowna. Tylko, że jej powrót jest jednym z najsłabszych elementów komiksu. Nie przekonujący nawet w ramach uniwersum Smallville. 

Historia Guardian odpowiada jednemu telewizyjnemu odcinkowi. Główny wątek nie potrafi zainteresować i zostaje zakończony w nie przekonujący sposób. Moje wrażenia po przeczytaniu historii to "ale to głupie!" i "co za idiotyzm!". W tle przewijają się poboczne wątki, które będą się składać na główną fabułę 11 sezonu Smallville. Zapowiada się epicko i z większym rozmachem niż na ekranie telewizorów, tylko że patrzeć na to co zostało do tej pory zaprezentowane boję się, że na zapowiedziach się skończy. Komiks kończy się oczywiście cliffhangerem, który teoretycznie ma zachęcić do sięgnięcia po dalszy tom tylko patrząc jak do tego doszło nie wiem czy jest sens. W komiksie próbowano też poruszyć wątek mocy Supermana, że nie ochroni wszystkich mimo swoich boskich mocy. Nie dość, że było to wałkowane już wielokrotnie to jeszcze wykonanie szwankowało i nic nowego nie dorzucono. 

Osobna kwestia to rysunki. Niby nie biję się leżące, ale nic nie poradzę, że na to zasługuje. Są okropne! O ile w Buffy czy Jericho dało się poznać rysy twarzy znanych aktorów tak tutaj są to ich karykatury. W pierwszym numerze jeszcze jako tako, po dłuższym przypatrzeniu się można było dostrzec Toma Wellinga jednak im dalej tym gorzej. Konia z rzędem temu kto po spojrzeniu na Lois Lane powie, że w pewnym stopniu przypomina ona Erice Durance. Tła nie wyglądają wcale lepiej - niedbałe i pozbawione detali. Sceny akcji wypadają statycznie i brakuje widowiskowych kadrów.  Widać, że komiks powstawał po kosztach. Fani przecież i tak kupią i powinni się cieszyć, że mają szanse na ponowne spotkanie starych postaci. Następnego tomu nie rysuje już Pere Perez więc może będzie lepiej.

Już od pierwszego numeru Smallville Season 11 Vol. 1: Guardian miałem wątpliwości i w trakcie czytania pojawiało się coraz więcej zastrzeżeń i uwag, które zdominowały ten komiks. Zalet było niewiele i głównie to smaczki dla fanów serialu i możliwość spotkania z znanymi bohaterami. Nie wiem czy przeczytam kolejny tom. Z jednej strony wierzę w poprawę bo jestem optymistą, ale to co zaprezentowano w pierwszym tomie nie pozwala mi żywić za dużo nadziei. Chociaż gościnny występ Batmana brzmi zachęcająco... 

OCENA 2/6