Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Last Ship. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Last Ship. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 listopada 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #256 [06.11.2017 - 12.11.2017]

SPOILERY

GLOW S01E02 Slouch. Submit.
Zgodnie z przewidywaniami serial bardzo szybko się rozkręca i wychodzi poza dwie bohaterki będące początkowo jego siłą napędową. Powiedziałbym nawet, że gdyby nie scena kulminacyjna to nie one odrywały najważniejszą rolę. Świetnie przedstawiono historię Cherry. Pokazano silną kobietę po poronieniu, aktorka zagrała wewnętrzną walkę, a scenariusz dał jeszcze woltę na końcu podkreślająca cały dramatyzm. Było też więcej śmiechu niż ostatnio. Czasem niesmacznego, ale to celowe. Podkreślenie zawiści między bohaterkami, pierwszych konfliktów oraz zaakcentowanie jak bardzo to toksyczne środowisko. Fantastyczna była końcówka. Wielka improwizacja Sama i pomiatanie Ruth by wkupić się w łaski Debbie. Świetnie rozpisane i wielowarstwowe opowiadające o trzech bohaterkach, ale i całym środowisku. Ogólnie jestem dobrej myśli i widzę tutaj coś więcej niż kolorową komedię z wrestlingiem.

Inne:
- nieporadna Ruth będzie złoczyńcą opowieści. Tak! Jak powiedział Sam, to złoczyńcy mają najlepsze teksty.

OCENA 4.5/6

GLOW S01E03 The Wrath of Kuntar
To było świetne. Tak zwyczajnie i bez większych wstępów. Znaleziono perfekcyjny balans między dramatem, humor i prezentacją bohaterek. Znowu obnażono seksizm branży filmowej w bezczelny sposób, ale też zabawiono się motywem seksistowskiego reżysera wierzącego w swój feminizm. Świetne dialogi, aż się od nich iskrzyło. Była też impreza gdzie dziewczyny mogły być tym kim chcą, a ostatecznie stanęło na stereotypach. Było rozwijanie relacji w grupie. Był też absurd goniący absurd. Wciąż tylko brakuje mi lepszego zarysowania charakterów bohaterek.

OCENA 5/6

GLOW S01E04 The Dusty Spur
Powoli dochodzę do wniosku, że wystarczy zamknąć główne bohaterki w jednym pomieszczeniu i pozwolić im rozmawiać. Tyle wystarczy by odcinek wyszedł co najmniej bardzo dobry. Dlatego ciesze się, że GLOW trzyma postaci w kupie. Mało jest scen gdy są pozostawione same sobie, a jak już są to ważne - konfrontacja Debbie z mężem czy wstęp z Wilczycą. Mimo nagromadzenia bohaterek na ekranie nie brakuje tutaj wątków osobistych. Poszukiwania własnej tożsamości, emancypacji czy wyrwania spod jarzma własnego ojca. Wszystko w kiczowatej konwencji. Dramat i komedia w doskonałych proporcjach.

Zakochałem się w ostatniej scenie i symbolicznym obrazku. Debbie i Ruth nieświadome swojej obecności zasypiają na leżakach rozdzielone basenem. Debbie się orientuje z obecności swojej nemezis, ale daje jej spokój i idzie spać. Symboliczne zawieszenie broni i pokazanie różnic je dzielących bez wypowiadania słów.

OCENA 5/6

Riverdale S02E05 Chapter Eighteen: When a Stranger Calls
Nie raz pisałem jak dobre jest Riverdale w tym sezonie. Nie przeszkodzi mi napisać jeszcze raz. Jest bardzo dobre, wręcz wyśmienite. Wystarczy tylko zaakceptować przerysowaną stylistykę i można chłonąć historię z życia bohaterów.

Niedoceniana na początku sezonu Betty dostaje własny wątek. I jest on zabójczy. Dosłownie, he he. Biedaczka jest szantażowana emocjonalnie przez zabójcę. Black Hood mówi o więzi ich łączącej, chęci oczyszczenia miasta z zła i pastwi się nad panną Cooper. Każe jej zerwać stosunki z sodomitami, wejść w konflikt z matką i zaprasza ją na schadzkę zmuszając do założenia maski mordercy. Świetnie rozpisany wątek, który wbrew moim obawą Lili Reinhart udźwignęła. A przecież był jeszcze cliffhanger. W zamian za życie Archiego musi wskazać osobę która ma zginąć. Trzeba im przyznać, że umieją w cliffhangery.

Robienie rzeczy, których się nie chcę było spoiwem tego odcinka i w pewien sposób spotkało wszystkich młodych bohaterów. Veronica by zaimponować ojcu musiała zbliżyć się do Nicka i zaakceptować jego molestowanie. W obawie przed konsekwencjami i reakcją tatusia postanowiła to ukryć. Kolejny świetny komentarz do współczesnej sytuacji społecznej. Efekt? Drapieżnik miał kolejną szansę, tym razem by zgwałcić Cheryll. Całość skończyła się mocno feministycznym wydźwiękiem gdzie Pussycats dokonują małego rewanżu. W kobietach siła, chcę nam powiedzieć serial.

Jughead wbrew sobie i zgodnie z oczekiwaniami zostaje wężem. Konflikt wewnętrzny, oddalanie się od starych przyjaciół i idealistyczna chęć naprawy świata w czasach prób inicjacyjnych. Dużo tego, ale bez uczucia przytłaczania. Trochę campu, sporo dramatów i pierwszy poważny zgrzyt z soap opery - zapowiedź romansu z Toni. Ech, nie tak prostackiego prowadzenia fabuły po Riverdale oczekiwałem.

Podczas gdy pierwsze odcinki sezonu należały do Archiego tak teraz został odsunięty na boczny tor. Grał głównie zazdrosnego chłopaka, ale dobrze rozpisanego przez co nie irytującego, jak często te role mają w zwyczaju. Był też przyjacielem Betty. Wspierającym i dającym rady prosto z swojego naiwnego serca. Miał też świetną scenę z Jugheadem. Na quescie od Betty musiał mu przekazać, że zrywają. Znowu czyny popełniane z wielką niechęcią i koniecznością wobec większego dobra. Niby romans, ale jaka dawka emocji. Kupuję to.

Nie jesteśmy ani trochę bliżej poznania tożsamości Black Hooda i wcale mi to nie przeszkadza. Jest na to cały sezon i nie jest to wcale najważniejsze. Najbardziej prawdopodobny wydaje się Hiriam. Zna Archiego i Cooperów oraz najwięcej na tym zyskuje. Tylko takie bezpośrednie narażanie się nie wygląda jak jego styl. Na pewno próbuje wykorzystać sytuację co mu się udaje. A może Zamaskowanych morderców jest dwóch? Taki Krzykowy twist. Pasowałby biorąc pod uwagę dwa charaktery pisma.

Inne:
- nie dziwi mnie Alice Cooper jako były Wąż, chyba nawet sygnalizowano to w zeszłym sezonie. Natomiast zrobienie się na bóstwo i zaakceptowanie swojej przeszłości głośno to manifestując tak bardzo w jej stylu.
- wspominanie burzliwej przeszłości Veroniki wygląd jak set up pod jakiś zwrot akcji związany z jej życiem w Nowym Jorku. Narkotyki i ostre imprezowanie, coś w tym musi być.  
- syn Alicji z The Good Wife, to miło niespodzianka. Albo nie miła, zależy jak na to patrzeć.

OCENA 5.5/6

Star Trek: Discovery S01E08 Si Vis Pacem, Para Bellum
Chciałbym napisać, że odcinek jakościowo był porównywalny do poprzedniego. Nawet próbował klasycznego motywu z pierwszym kontaktem i grupką niehumanoidalnych bytów żyjących w absolutnej harmonii. Z początku ciekawił koncepcją tajemniczych obcych i problemem do rozwiązania. Z czasem fabuła się za bardzo rozmyła. Za dużo odrębnych wątków przez co żaden z nich nie był dobrze prowadzony. Najciekawiej wypadła misja odkrywcza. Znowu była współpraca w drużynie i zaciskania więzi więc bardzo szkoda, że skończyło się sztucznym konfliktem.

Gorzej było na statku. Pierw zaczęło się od mało ekscytującej bitwy kosmicznej. Sztuką jest by przy takim budżecie polec na takim elemencie. Potem były problemy Stamesa i pomoc Tilly by zakończyć cliffhangerem z spotkaniem z Klingonami. Bardzo mało. To trochę boli. Serial kreuje ciekawe wątki, rozpoczyna je i potem nic z nimi nie robi.

Niestety po odcinku przerwy wróciły Klingony. Nie znoszę scen z ich udziałem. Brakuje mi tu wyrazistych postaci. Czy to tragicznego bohatera czy przerażającego antagonisty. Wygląda to trochę kabaretowo. A ja cierpię oglądając kolejne sceny, które mogłyby być spożytkowane na załogę Discovery. I chyba więc czemu mam do tego awersję. Nie interesuje mnie wojna w tym serialu. Nie obchodzi kto wygra i w jaki sposób. Wolę przygodę i bohaterów, a nie kosmiczny konflikt którego wynik jest z góry przesądzony. 

Inne:
- idę o zakład, że w związku z "chorobą" Stamesa Discovery prędzej czy później skoczy w czasie. Prawdopodobnie nawet już doświadcza nakładanie się różnych linii czasowych. Nie bez powodu nazwałby Tilly kapitanem.
- czy admirał Cornwell wróciła tylko po to by zginąć i służyć za nudny element ekspozycyjny dla Dennas? Bez sensu.

OCENA 4/6

Stranger Things S02E05 Chapter Five: Dig Dug
Póki nie zrozumiałem jednej rzeczy przez pewien czasem miałem problem z Stranger Things. Tego serialu nie można pojmować jako serial właśnie, a raczej 9 godzinny film. Nie lubię tego określenia, ale w tym przypadku to prawda. Nie można odróżnić kolejnych epizodów, a wszystkie zlewają się w całość. Nawet nie ma klasycznej konstrukcji trój, lub pięcio aktowej. To jest długa opowieść stawiająca na budowanie klimatu. Brakuje rozwoju postaci czy zamknięcia pewnych etapów po napisach końcowych. To opowieść która trwa do samego finału. Jeśli to się zaakceptuje czerpie się jeszcze większa przyjemność z seansu.

Z powodu powyższych powodów ten odcinek mi się podobał. Wydarzyło się niewiele, ale jaki tu był klimat. Poszukiwanie Hoppera czy jego przedzieranie się we wnętrznościach wielkiego stwora. Nieustające zagrożenie i tykający zegar. Plus obleśne macki. Była też chwila rozluźnienia z Nancy i  specjalistą od teorii spiskowych czy klnącym Dustinem. Było też kapitalne polowanie na minidemogorgona. I wreszcie emocjonalne sceny z Jedenastką i jej matką. Może nie potrzebne, ale niewątpliwie dodające kolejną cegiełkę do opowieści.

Pięć odcinków minęło i wciąż jest dużo niewiadomych, ale trochę za mało na budowanie teorii spiskowych. Patrz pierwszy akapit. Myślę nawet, że ten serial w telewizji by się za dobrze nie sprzedał, jego siła to  bingwatching i na tym polu działa on perfekcyjnie.

OCENA 5/6

Stranger Things S02E06 Chapter Six: The Spy
Wciąż drażni mnie poszatkowana struktura sezonu. Jedenastka na uboczu, 2/3 za nami a ona nie miała żadnej sceny z chłopakami. Nancy i Jonathan również w swoich własnych serialach. Jedynie mgliste powiązanie z główną historią. I w zasadzie to jedyna rzecz do jakiej mogę i chcę się doczepić bo to był znakomity odcinek.

Mimo mojego czepialstwa do historii Nancy i Jonathana lubię oglądać tą dwójkę na ekranie. Nie jestem świrem od teorii spiskowych i nie czuję między nimi chemii, ale lubię ich. Zwłaszcza ten kontrast będący przy okazji zaprzeczenie stereotypów. Ona stanowcza i pewna siebie on wahający się w podejmowaniu decyzji i outsider. Świetnie to było widać przy śniadaniu gdy po wspólnej nocy i uwagach o ich zachowaniu ona się uśmiechała, a on chował głowę i uciekał wzrokiem.

Kolejne udane parowanie to Dustin z Stevem. Brakowało mi takich błyskotliwych wymian zdań w koleżeństwie. Grupka za bardzo jest rozbita w tym sezonie. Na szczęście tym razem się udało. Rozmowy o dziewczynach podczas polowań na minidemogorgona czy też szturm na piwnicę. Wszystko to zwieńczone pełną napięcia sceną akcji z równoległym montażem do kulminacji innego wątku.

 Przejmująco wypadły sceny w laboratorium. Choroba Willa do doskonały pretekst dla kolejnych popisów aktorskich Winony Ryder. Kilka udanych zwrotów akcji i finał. Było co oglądać. I tylko czynnej roli Hoppera mi brakuje. Kilka onelinerów od przyszłego Hellboya to trochę za mało.

Inne:
- Hopper dzwoniący do Jedenastki i przepraszający za ostatnie wydarzenia pusty dom! Scena odcinka...
- ... obok momentu gdzie Steve wyjawia Dustinowi jak utrzymuje swoje boskie włosy.
- backstory Max to delikatne rozczarowanie. Oczekiwałem czegoś bardziej przewrotnego niż rozbita rodzina. Chociaż, może w tym tkwi siła tego wątku? Pokazanie, że są też bardziej przyziemne problemy niż walka z potworami.
- tytuł odcinka spoilerował końcówkę, nie powiem, że się zaskoczyłem, ale klimacik i tak był.
- siostra Lucasa jako przerywnik komediowy kradnie odcinek. Daleko jednak jej do małej Holly i jej miny przy stole z pierwszego sezonu.

OCENA 5/6

Stranger Things S02E07 Chapter Seven: The Lost Sister
W internetach pojawiło się dużo skrajnych opinii o tym odcinku, w większości negatywne. Mając w pamięci pierwszą scenę sezonu i błyskawicznie analizując tytuł jeszcze przed seansem moim synapsom udało się wywnioskować o czym The Lost Sister będzie opowiadać. I nie mam nic przeciwko takim odchyłom. Opuszczenie Hawkins na rzecz wielkiego miasta i poświęcenie całości Jedenastce było miłą odmianą od monotematyczności (nie monotonii!) Stranger Things. Ba, nie miałbym nic przeciwko gdyby nawet Eleven się nie pokazała, a Eight wykorzystano by jako podbudowę pod kolejne sezony. To jest serial, tutaj można się bawić formą i zabierać widza w rejony do których nie jest przyzwyczajony. Nawet trzeba by nieustannie go angażować.

To była bardzo osobista opowieść. O wyrzutkach społecznych, którzy odnaleźli rodzinę. O brutalnej wendecie będącej sposobem radzenia sobie z traumą. O zrozumieniu się nawzajem, o tym co się w życiu liczy i miejscu które nazywamy domem. Było wzruszająco, śmiesznie i dramatycznie. To była mocno skondensowana opowieść. To też miejsce gdzie dano więcej czasu Jedenastce, która została odsunięta na boczy tor w tym sezonie. Jestem zadowolony i poproszę więcej takich eksperymentów.

Inne:
- świetnie wyszło wplecenie wydarzeń z poprzedniego odcinka w życie Jedenastki w wielkim mieście.
- Bon Jovi i Ruanaway w otwierającej scenie <3

OCENA 5/6

Stranger Things S02E08 Chapter Eight: The Mind Flayer
Niemalże 50 minut siedzenia na skraju fotela w napięciu oczekując kolejnych scen. Pierwsza połowa to pierwszorzędny thriller. Ucieczka z budynku przed demodogami była niesamowicie zrealizowana. Montaż, rozłożenie scen akcji i tych cichszych dramatycznych momentów których atmosferę można by ciąć brzytwą, heroicznych momentów oraz klimat zagrożenia. Opuszczona placówka z wszechobecnymi trupami i oczekiwanie na śmierć. Musiało do tego dojść, to był najwyższy czas by podbić stawkę. I tylko szkoda, że postąpiono tak zachowawczo zabijając Boba. Niesmacznie jego rozszarpywanie przez pieski pokazano odrobinę zbyt długo. Wcześniej Stranger Things uciekało od tak bezczelnego gore.

Druga część odcinka to odmiennie klimatyczna opowieść. Zagrożenie wciąż się czai, ale udaje się podjąć walkę. Cała ferajna została zebrana do kupy i kombinują co dalej. Więcej humoru, ale też bardziej personalny dramat. Egzorcyzmy opętanego Willa. Młody zagrał to świetnie, panowie odpowiedzialni za montaż również wykazali się w swojej robocie. Mniam. I może to trochę naiwne i mało w tym wszystkim rozwoju postaci tak ogląda się świetnie. I końcówka z powrotem Jedenastki. About damn time!

Inne:
- "Steve!?", "Nancy?" chyba najzabawniejszy moment w odcinku gdy przypadkowo dwie grupki dzieciaków spotykają się koło opanowanego przez potwory laboratorium.
- Dustin wciskający namiętnie guzik odpowiedzialny za otwieranie bramy i to zadowolenie gdy zupełnie przypadkiem się ona otwiera.
- dramatu w domu Maxime ciąg dalszy. Tym razem jednak to Billy jest poniewierany. I dalej jestem zdania, że ta historia ma sens i może się rozwinąć w S03. Chyba, że doprowadzi do durnego cliffhangera na koniec tej serii.
- jak pokonać Łupieżce umysłów? Powołać armię zombie. Mogę zrozumieć Hoppera czemu jest sceptyczny do tego pomysłu. Ja bym mimo to spróbował.
- Nancy znowu z bronią. Ech, chciałbym żeby dostawała ciekawsze wątki.

OCENA 5.5/6
 
Star Wars Rebels S01E04 Breaking Ranks
Disneyowska machina promocyjna The Last Jedi rozkręciła się tak bardzo, że wpłynęła na moje cotygodniowe losowania wrzucając mnie w świat Gwiezdnych wojen. Nie narzekam. Za bardzo. Jest czego się czepić, zwłaszcza naiwnych scen akcji, ale odcinek miał wystarczająco liczbę plusów bym przymknął na to oko. Fajnie było zajrzeć do akademii szturmowców, nawet jeśli pokazano to pobieżnie. Jednak dużo lepiej od budowania świata wyszły relację między bohaterami. Widać, że Ezra się rozwija, a jego jednoodcinkowi towarzysze dostali interesujące historię. Wpadli w machinę imperium, część z nich wierzy w to o co walczy, są niepewni swojej przyszłości, czy zwyczajnie zaciągnęli się by odnaleźć własną siostrę. Trochę szkoda, że odcinek nie poszedł mocniej w kierunku osobistych historii. Mimo to udało się mu podtrzymać moje zainteresowanie przez całe 20 minut.

OCENA 4/6

The Last Ship S04E07 Feast
Pod względem akcji był to przyjemny odcinek. Oglądało się dobrze, trochę naiwnie, ale nie schodziło poniżej ustalonego przez serial poziomu. Gorzej z główną intrygą. Złole zachowują się idiotycznie. Popełniają szkolne błędy przez co ciężko ich traktować poważnie. I jeszcze zwrot akcji z prawdziwymi intencjami Velleka. Jego nadrzędnym celem jest uratowanie ludzkości i poprzez inżynierie genetyczną wyeliminowanie agresji. Normalnie szalony naukowiec z kreskówki.

OCENA 3.5/6

The Last Ship S04E08 Lazaretto
Gdy myślałem, że wprowadzenie kontroli umysłów to za dużo serial poszedł jeszcze dalej i zafundował twist rodem z Fight Club. Kompletnie się tego nie spodziewałem. Dodaje to głębi Vellekowi i wyjaśnia jego motywację. I jest tak bardzo głupie. Wyszło jeszcze gorzej niż w Dexterze. To nie serial na tego typu rewelację. Tutaj robi to jedynie za narzędzie ekspozycyjne przeszłości i charakteru złoczyńcy. Nie kupuję tego.

Na szczęście akcja z Vulture Team była dużo ciekawsza niż wszystko co związane z Georgim, Fletchrem i Vellekem. Acz trochę szkoda, że znowu misja na lądzie. Misja pod przykrywką i udawanie potulnych więźniów wypadło trochę zabawnie i trochę napięcia udało się z tego wykrzesać. Śmieszne były sceny z Wolfem, udał się dramat z Aresem i osobiste problemy bosmana. Ogólnie mały plusik.

Inne:
- ten sezon jest mocno pomostowy. Jakby trzeba było coś napisać przed lepszymi pomysłami szykowanymi na finał. Dlatego nie lubię zamówień na więcej niż jeden sezon.

OCENA 4/6

The Last Ship S04E09 Detect, Deceive, Destroy
Mogę narzekać na złoczyńcę sezonu, cały wątek związany z Nostos oraz nieudolne prowadzenie głównej fabuły i przedstawianie świata w większej skali. Nie znaczy to, że nie doceniam świetnego odcinka gdy go widzę. Takie było właśnie wprowadzenie do finału. Bitwa morska dwóch przebiegłych kapitanów. Dużo niespodziewanych manewrów, starcia podnoszące adrenalinę i na końcu powiewająca na wietrze w glorii i chwale Amerykańska flaga. Udało się w to wszystko wcisnąć nawet kilka osobistych dramatów nadających ludzki wymiar całemu konfliktowi. Czy mini historyjka o Nolan, czy problemy zdrowotne bosmana. Takie sceny są ważne. Ile by nie było akcji i wybuchów to przecież bohaterowie są w centrum serialu.

OCENA 5/6

The Last Ship S04E10 Endgame
 Jak przystało na finał The Last Ship było mnóstwo akcji, konkluzja wątków i dramaty postaci. Było też trochę rozczarowania. Mimo to bawiłem się bardzo dobrze. To w końcu najlepszy substytut sensacyjnego kina akcji w telewizji. Dzielni żołnierze odnoszący sukces i Ziemia nieustannie ratowana dzięki ich poświęceniu.

Endgame udanie wyważył sceny na lądzie i wodzie. Doceniam, w końcu klimat okrętu wojennego to główna zaleta serialu. Pierw strzelanina z udziałem dzielnych komandosów, ratowanie przyjaciół i decyzję, które trzeba było podjąć dla dobra ludzkości. Stężenie patetyzmu na metr kwadratowy dawno przekroczyło dopuszczalną normę. I to jest zaleta. Potem była misja infiltracyjna z udziałem Chandlera i Sashy by skończyć się kolejną strzelaniną i sukcesem misji. Tym razem po staroświeckim abordażu.

Może to wszystko nie brzmi jakoś specjalnie ekscytująco, ale dzięki realizacji oglądało się świetnie. Dynamiczne momenty, szybko montaż, czasem kamera skupiające się na bohaterach, a nie na akcji. Właśnie bohaterowie. To znowu dzięki nim chcę się to oglądać. Jak Greenowie martwią się o siebie, jak Gator zgłasza się na ochotnika do abordażu, jak poświęcają swoje życie dla innych i wreszcie jak walczą z ciemnością. Personalną i całego świata. Banał, ale jak nie często piszę, czasem to banały najlepiej trafiają do widza.

I tylko szkoda, że cała intryga z Nostos i wielkim planem Velleka okazała się zbitką nieudolnych pomysłów na szalonego naukowca po stracie syna. Zamiast pójść w thriller polityczny oparty o napięcia międzynarodowe związane z brakiem żywności zafundowano opowieść z animacji dla dzieci. Nie pomogły próby nadania człowieczeństwa Vellekowi i aktorskie popisy Petera Wellera. To nie była odpowiednia opowieść dla tego serialu. 

Inne:
- tytuł Endgame dla finału prawdopodobnie przedostatniego sezonu wydaje mi się marnotrawstwem.
- Sasha chyba zupełnie zapomniała o Fletcherze. Nawet przez chwilę nie zastanowiła się nad jego losem.
- przed nami prawdopodobnie ostatni sezon. Trochę szkoda, ale patrząc na tą serię trochę się cieszę.

OCENA 5/6
OCENA SEZONU 4.5/6

poniedziałek, 25 września 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #249 [18.09.2017 - 24.09.2017]

SPOILERY

Hawaii Five-0 S02E02 Ua Lawe Wale (Taken)
Kolejna powtórka w serialowym losowaniu. Nie mam nic przeciwko. Hawaii Five-0 to fajny serial do puszczenia w tle. Zabawny, bawiący się postaciami, oferujący sporo akcji, ładne widoczki i przede wszystkim w tego typu produkcjach sympatycznych bohaterów. Miło było też zobaczyć Laurę German. Do kompletu z jej ostatnich serialowych ról brakuje mi tylko Lucyfera który patrzy na mnie krzywo.

Sama sprawa początkowo była mało interesująca. Porwanie nastolatki i dramat rodzinny w tle. Z biegiem czasu robiła się coraz bardziej absurdalna i przez to ciekawsza. Nie spodziewałem, że skończy się na ganianiu za sektą i szalonym dziadkiem. Niby nic specjalnego, a trochę się pośmiałem.

OCENA 4/6

Mr. Mercedes S01E05 The Suicide Hour
Muszę przyznać, że serial zaczyna mnie nudzić. Jest świetnie zagrany, ma swoje momenty i w dużym stopniu skupia się na psychologii postaci oraz konsekwencji swoich czynów. Jest też dużo niepokojących scen i budowania napięcia. Szkoda tylko, że tak mało się dzieje. To już pięć odcinków i ostatecznie nie wiele się wydarzyło. Bill wciąż jako jedyny sprawiedliwy szuka Mr. Mercedesa, a Brady powoli planuje kolejne zbrodnię. Na razie serial żyję momentami, a nie rywalizacją głównych bohaterów i trochę mnie to boli. Oby wreszcie coś ruszyło zanim będzie za późno.

OCENA 4/6

Orphan Black S05E06 Manacled Slim Wrists
Serial ma kilka problemów w piątym sezonie, ale podczas takich odcinków jak ten idą one w niepamięć. Bardzo dobrze rozpisany scenariusz korzystający z dorobku kilku lat i perfekcyjna reżyseria z kadrowaniem sprawiły, że końcówka zwyczajnie w świecie zachwyciła.

Jednak od początku. Zaczęło się od niespodziewanego powrotu szalonej Krystal w formie kosmetycznego videobloga. Niedorzeczne i zarazem bardzo pasujące do konwencji serialu. Była też komediowa scena gdy Krystal działała w terenie, a Sarah i Arte musieli się temu przyglądać. Absurdalnie zabawne. Tatiana jest świetna i tyle. Tym wątkiem odrobinę poszerzono Wielką Konspirację, ale czy kogoś to jeszcze obchodzi?

Na wyspie z głównych bohaterek pozostała tylko Cosima, a to tam dzieją się rzeczy najważniejszej wagi. Jest ona zgrabnym wytrychem by te wydarzenia miały jeszcze większy emocjonalny wydźwięk. Spiskowanie Susan, jej konfrontacja z Virginią i zdemaskowanie P.T. oraz problemy z moralnością złoczyńców. Wszystko to skończyło się nieuniknionym buntem mieszkańców. Wielkie plany o zmianie świata poszły w łeb przez zwykłą naiwność i krótkowzroczność.

Inne:
- wciąż nie ma Felixa z siostrą, trochę smutno z tego powodu.

OCENA 5/6

Orphan Black S05E07 Gag or Throttle
Odcinek zaskoczył mnie dwukrotnie. Pierw gdy okazało się, że centralną postacią jest Rachel. Myślałem, że teraz tylko główne siostry, a samoświadomy klon będzie pełnił rolę drugorzędnej antagonistki. Nic z tego. Orphan Black jest m.in. o genetycznej rodzinie, nie można tutaj zwyczajnie kogoś porzucić i zlekceważyć historię któregoś klona kosztem innego. Tym bardziej, że scenarzyści mają pełno świetnych pomysłów dla swoich postaci.

Drugim, jeszcze większym zaskoczeniem, było moje zadowolenie po seansie. Myślałem, że się znudzę, bo ile można oglądać Rachel, której nie da się lubić. I tutaj serial bardzo sprytnie dał sobie radę. Scenarzyści bawią się poprzez Rachel emocjami widza. Dzięki flashbacką w jednej chwili mogliśmy ją nienawidzić by zaraz jej współczuć. Pokazano jak bardzo, tak jak pozostałe siostry, chciała kontrolować swoje ciało i jak niesprawiedliwa była to walka. Ostateczna wygrana okazała się jej porażką, a wielkie korporację mają za nic jednostki, które łatwiej kontrolować niż sprawić, że będą lojalne z poczucia obowiązku. Przy czym serial nie bawił się w pokazywanie przemiany Rachel, a raczej chciał zaprezentować jej chęć zemsty. To nie altruistyczne pobudki, a akt nieposłuszeństwa. Chociaż ta bransoletka przyjaźni od Kiry na ramieniu Rachel wprawia mnie w zakłopotanie.

Inne:
- Orphan Black to jeden z najbardziej naturalistycznych seriali w tv przez co wyłupianie sobie oka przez Rachel wyglądało tak strasznie. Aż mnie skręca gdy o tym jeszcze myślę.
- niespodziewanie wróciła Allison. All-new, all-different, a jednak taka sama. Jeszce niech Felix i Adele wrócą z tej nieszczęsnej Szwajcarii. 

OCENA 5/6

Orphan Black S05E08 Guillotines Decide
To już tradycja, że wielosezonowe seriale na końcu swojej drogi w jakieś formie składają hołd przeszłości. Odwołania do poprzednich sezonów, kluczowych scen czy poprzez uwydatnienie swojego motywu przewodniego. Odcinek 5x8 właśnie taki był. Oddawał ukłon swoim siostrą, podkreślał wspaniałą rolę Tatiany Maslany i po raz kolejny zadawał pytanie o ludzką naturę - determinuje nas biologia czy wychowania? Wszystko to w dość lekkiej atmosferze wernisażu Felixa z podmianką sióstr włącznie.

I na tym można by poprzestać i zadowolić widza. Chwila przerwy na złapanie oddechu przed dwoma ostatnimi odcinkami. Nic z tego. Cały czas w tle pobrzmiewały donośne wydarzenia. Mrs. S i Delphine cały czas coś kombinowały, układały się z Rachel i Ferdinandem. To była pełzająca zapowiedź tragedii, która nadeszła. W finałowej scenie konfrontacji zupełnie niespodziewanie Siobhan i Ferdinand zabijają się nawzajem. Trudno jest napisać dobrą scenę śmierci. Tutaj to się udało. Podkreślono cechy bohaterki i dano jej odejść w spokoju. Smutne zakończenie podbijające stawkę.

Jakby tego było mało Helena została porwana przez neolucję, a Grace została zamordowana. W finałowej rozgrywce siostry zostały zdane na siebie czyli tak jak powinno być.

Gdzieś tam w tle jest jeszcze wielki spisek i chęć wysterylizowania 90%  populacji. Serial jednak zbytnio się nim nie przejmuję stawiając na dramaty jednostek więc i ja nie będę sobie zawracał nim głowy.

OCENA 5.5/6

Orphan Black S05E09 One Fettered Slave
Serial ładnie zmienia perspektywę i konsekwentnie co odcinek skupia się na innych siostrach. Po Rachel przyszedł czas na Helenę. Porwaną przez Westmordena, gdzie Cody próbuje sztucznie wywołać poród jej bliźniaków. Do tego jeszcze flashbacki pokazujące jej wychowanie u zakonnic i pierwsze morderstwo. Ten szok gdy zabiła kogoś z swoją twarzą po prostu niesamowity. Albo gdy zdała sobie sprawę, że nie nadaje się na matkę i próbuje popełnić samobójstwo. Tatiana Maslany na prezydenta.

Pogrzeb S. to kolejna świetna scena z odcinka. Pożegnanie bohaterki, wstrząs u innych i Sarah chwilowo odsuwająca się na bok bo musi zająć się córkę. Jeśli seriale mają budzić emocję to Orphan Black całkiem nieźle wywiązuje się z tego założenie.

Czuć też zbliżający się koniec. Zdesperowany Westmorden szuka lekarstwa i popełnia błędy. Neolucja jest w odwrocie, rozbrzmiał skandal w mediach, a kolejni działacze aresztowani. Zwycięstwo osiągnięte, w finale okaże się za jaką cenę.

OCENA 5/6

Orphan Black S05E10 To Right the Wrongs of Many
Przed chwilą skończyłem Orphan Black i już wiem, że będę tęsknił za Tatianą Maslany w telewizji jak i serialem dzięki któremu narodziła się gwiazda. Serialem, który mimo swoich meandrów fabularnych nigdy nie schodził poniżej bardzo wysokiego poziomu. Serialem angażującym, różnorodnym i pięknie nakręconym. Zdecydowanie będę polecał go ludzią szukającym inteligentnej rozrywki.

Zadziwiła mnie struktura odcinka. W niecałe 20 minut domknięto wątki neolucji, a resztę poświęcono na długi epilog. Podobało mi się to. Pierw pędząca akcja, pełne napięcia sceny. Dramat rodzącej Heleny, Sarah próbująca pomóc siostrze i ostateczne pokonanie złoli. Dobrze zrealizowane, bez sztucznych tragedii mających jedynie szokować. Wzorowa robota zwieńczona fantastyczną scenę porodu. Bardzo naturalnie pokazane (z zbyt dużymi dziećmi) i szybki montaż poprzeplatany z flashbackami rodzącej Sary. To też symboliczne podkreślenie przejęcia przez nią roli S. opiekunki sióstr i córki.

Po porodzie następuje prawdopodobnie kilkutygodniowy przeskok w czasie do imprezy rodzinnej u Allison. I jak zwykle, to właśnie te ciche sceny skradły moje serce. Obyczajowo humorystyczne z Donnim, Allison i Helenę i dramatyczne z Sarą. Scenarzyści zrobili na prawdę ciekawą rzecz na jej przykładzie. Pokazali, że się zmieniła, wzięła za naukę i chcę poprawić błędy przeszłości. Ostatecznie znowu daje ciała i nie idzie na egzamin wszystkich potem okłamując. Gdy walka się skończyła ona wróciła do bycia buntowniczym punkiem jakby niczego się przez ten czas nie nauczyła. I na końcu dostaje wsparcie od swoich sióstr, każda opowiada o swoich błędach i macierzyństwie,  o nieustającej walce z samym sobą. Dziewczyny są tam dla niej i ją wspierają. I to bardzo ładne zakończenie dla serialu, który był o rodzinie i samostanowieniu.

Podobały mi się też happy endy dla każdego. Siostry skończyły szczęśliwe i na nowo układają sobie życie. Nawet Rachel odkupiła swoje winy przekazując kompletną listę klonów. Niemal trzysta. Wiele pracy dla Cosimy i Delphine. I tylko szkoda, że już tego nie zobaczę.

OCENA 5.5/6
OCENA SEZONU 5/6
OCENA SERIALU 5.5/6
 
The Last Ship S04E06 Tempest
To był efektowny odcinek. Wielki sztorm i zabawa w chowanego na Morzu Śródziemnym wyszło niczego sobie. Do tego jeszcze powrót nasion do roli McGuffina za którym trzeba biegać i zdrada Fletchera. Okraszono to znakomitym montażem i rozpisaniem scen przez co nie można się było nudzić przez bite 40 minut.

Ponad połowa sezonu minęła więc kilka luźniejszych spostrzeżeń. Ogólnie fabularnie jest słabo. Brak tutaj napięcia związanego z kolejnym końcem świata, a sytuacja nie wydaje się poważna. Zbyt mała skala wydarzeń. Denerwuje mnie też zmarginalizowanie wątków dobrze znanych postaci. Kara i Daany nie dostali znacznego wątku w tym sezonie i robią za statystów. Smuci mnie to trochę.

OCENA 4.5/6

wtorek, 19 września 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #248 [11.09.2017 - 17.09.2017]

SPOILERY

New Girl S01E10 The Story of the 50
Ucieszyłem się z wylosowania 20 minutowej komedii mimo, że nie miałem zbytnio ochoty na powrót do New Girl. Moja radość bardzo szybko uleciała, a odcinek oglądało się niczym zakończenia Powrotu króla - nie chciał się skończyć czego wypatrywałem po pierwszym gagu. Nie rozumiem jak mając tak sympatycznych aktorów i w miarę zróżnicowane postacie pisać tak okropne dialogi i historię. Przestrzelone żarty, próba śmiania się z męskiego striptizu, dużo ostrożnie seksualnych aluzji i niezrozumiałe zachowanie bohaterów. Na prawdę ciężko było to przetrwać mimo niezwykle sympatycznej Zooey Deschanel. Sam się sobie dziwię, że wytrzymałem 9 poprzednich odcinków. Nie mogę jednak odmówić twórcą pewnych starań. Próbowali stworzyć nieliniowy odcinek w formie retrospekcji i podkreślili, że każdy ma wady. Tylko czemu ja przez cały epizod uśmiechnąłem się zaledwie dwa razy?

Inne:
- Lizzy Caplan! Co za miło niespodzianka umilająca drogę przez mękę.

OCENA 2/6
 
The Last Ship S04E05 Allegiance
W swojej podstawie The Last Ship jest serialem akcji. Sprawnie zrealizowanym i dającym mnóstwo satysfakcji. Mimo swoich prostych założeń często dryfuje w poważniejsze tony, czy to polityczno-moralne, czy to skupiając się na postaciach. I właśnie o tym ostatnim jest ten odcinek. Zbieranie kapitału z długotrwałej lokaty. Najmocniej widać to oczywiście przy Tomie. Jego konflikt wewnętrzny odnośnie powrotu do służby i różne reakcję ludzi na jego niezdecydowanie. Fajnie, że serial przypomniał sobie o jego dzieciach, którzy wydaje się rozumieją powinność ojca lepiej niż on sam. Udanie wypada też trauma Burka po wydarzeniach z ataku na ambasadę. Nieufny, wciąż przyzywający tamte wydarzenia nie radzi sobie podczas rutynowej akcji. W tych małych dramatach zaplątał się też poważniejszy - Fletcher jest rozdarty między miłość do ojczyzny, a kobietę i solidarność z ludźmi którymi służy. Sytuacja która nie może zostanie dla niego pomyślnie rozwiązana. Do tego zdradzieccy Anglicy, podoba mi się.

Inne:
- Chandler ściął brodę - NIE! Team broda nie moża zginąć tak szybko.

OCENA 4.5/6  

poniedziałek, 11 września 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #247 [04.09.2017 - 10.09.2017]

SPOILERY

Falling Skies S02E02 Shall We Gather at the River
Ponad 150 seriali na liście, a mimo to trafia się kolejna powtórka, jak na złość z seriali porzuconych. Przełknąłem pigułkę i przypomniałem sobie, że powrót do Falling Skies nie był tragiczny, był zaledwie przeciętny. Ten odcinek jest dostatecznie dobry by zbytnio na niego nie narzekać i zbyt ambitny by móc za często chwalić. Jest solidny. Kolumna uchodźców musi przejść przez most, w międzyczasie trochę akcji oraz dramaty rodzinne. Najlepiej wypadła historia Toma, co mnie trochę zadziwiło. Standardowo to wojskowi nie powinni mu ufać. Tutaj ładnie wywrócono rolę i największym wrogiem Toma jest on sam. Brak zaufanie, obawa, że jest wciąż kontrolowany przez obcych i strach o rodzinę. Całkiem fajnie to wyszło. Szkoda, że całość została zepsuta hollywoodzką końcówką - powrót wiary w siebie oraz bohaterski ratunek i niemalże poświęcenie. Nie pasowało to do wcześniejszych wydarzeń. Był też cliffhanger i nawet jestem odrobinę zainteresowany co dalej.

Inne:
- jakie ładne długie ujęcie pokazujące kolumnę, scenki obyczajowe z ich życie i płynne przeskakiwanie między kolejnymi bohaterami. Nie spodziewałem się czegoś tak ambitnego.
- zły Pełzacz odzyskał pasożyta z oka Toma. Nieźle, serial próbuje kreować antagonistę. Powinno mu to przysłużyć.
- Pope to bohater i chyba najbardziej złożona postać w serialu. Jestem bardzo ciekaw dalszych relacji jego i Toma.

OCENA 4/6

Mr. Mercedes S01E02 On Your Mark
Podoba mi się to nieśpieszne tempo prowadzenia narracji. Zamiast skupić się na wątku detektywistycznym i szukaniu tytułowego mordercy serial przedstawia głównego bohatera i zagłębia się w jego stan psychiczny. Nękające go lęki i wyrzuty sumienia oraz paranoidalne zachowanie doskonale obrazują jego stan psychiczny na emeryturze. Mimo tego to wciąż dobry detektyw, który dobrze pamięta jak to kiedyś było. Końcówka odcinka to delikatna zmiana, nawiązanie gry między nim, a Mr. Mercedesem.

W pilocie sceny w sklepie elektronicznym w ciekawy sposób przedstawiały Brady'ego. Teraz mam wrażenie, że jest ich zbyt dużo i są zbyteczne patrząc z perspektywy całej opowieści. Za dużo Robbiego i Lou. Nie za bardzo mam ochotę oglądać komediowo-dramatyczne sceny z tą dwójką gdy gra toczy się o znacznie większa stawkę.

Inne:
- Mary-Louise Parker w gościnnej roli. Stęskniłem się za aktorką i dobrze ją znowu zobaczyć. Wygląda też jakby miała odegrać większą rolę przy tropieniu Mercedesa niż tylko statystować.

OCENA 4.5/6

Mr. Mercedes S01E03 Cloudy, With a Chance of Mayhem
Mr. Mercedes to serial o sfrustrowanych ludziach. Bill nie może od żałować tego że przeszedł na emeryturę, pochłonięty przez sprawę wyżywa się na innych. Aktorskie popisy Brendana Glessona wypadają świetnie. Czuć jego zajadłość i złość na świat. Można go zrozumieć i fascynować ciętymi odzywkami, ale przy tym brak tutaj współczucia czy sympatii. Świetna rola. Fajnie wypada też jego romans z Janey, chociaż mam wrażenie że jest prowadzony zbyt pośpiesznie.

Gierki z psychopatą to niebezpieczna rzecz i Bill zrobił coś głupiego. Sprowokował Brady. Zirytowany zrobi się coraz bardziej niebezpieczny. I najwyższy czas. Jego snucie się po piwnicy, relację z matką z Bates Motel i sceny w pracy trochę mnie już drażnią. Serial ładnie buduje napięcie, przedstawia Brady'ego jako bobmę zegarową w której zbiera złość na świat i najwyższy czas by odliczanie się skończyło i sytuacja stała się czymś więcej niż potencjalnym zagrożeniem.

OCENA 4.5/6

Mr. Mercedes S01E04 Gods Who Fall
Doczekałem się spełnienia obietnic, Brady znowu zabija. Po części. Bawi się sygnalizacją i przypadkowo popełnia śmiertelny wypadek. Jednak najważniejsza była jego reakcja. Fascynacja śmiercią i umierającymi ludźmi połączona z flashbackami do momentu śmierci jego brata. Podoba mi się jak serial łączy morderstwa i frustrację Brady'ego z większą narracją i nadają większy sens sceną które mogły się stać zwykłą jatką.

Odwołuję co pisałem o romansie Billa z Janey. Nie jest prowadzony za szybką, a w tym odcinku scenariusz skupił się na budowaniu bliższych relacji między nimi. Które bardzo mi się podobają. Boję się tylko, że Janey zostanie bezceremonialnie wsadzona do lodówki bo trochę nie widzę dla niej miejsca w całym śledztwie przeciw Panu Mercowi. 

Inne:
- jestem zakochany w pierwszej scenie każdego odcinka, która przedstawia pobudkę Billa przy świetnie dobranej muzyce.
- reżyserem odcinka był Jack Bender i muszę powiedzieć, że spodziewałem się trochę więcej akcji. 

OCENA 4.5/6

Orphan Black S05E05 Ease for Idle Millionaires
Minęły dwa miesiące od kiedy oglądałem ostatni Orphan Black i muszę przyznać, że tak długa przerwa nie pomogła w odbiorze serialu. Zaszkodzić też nie zaszkodziła. Wątek dotyczący neolucji. P.T. i genetycznych rzeczy jest tak zakręcony, że nic mu nie pomoże bo też nie musi. Jest to doskonałe spoiwo opowiadające historię swoich bohaterów, bardzo osobiste, jak i ten stanowiące o człowieczeństwie.

Tym razem na świeczniku Cosima na wyspie doktora Moreau. Dużo odwołań do historii bohaterki i świadomej kontroli nad swoimi czynami mimo przeciwieństw losu i zakusów protekcjonalnych mężczyzn. To też powrót do romansu skomplikowanego romansu Delphine i Cosimy, mającego więcej dołków i górek niż prostej drogi. Dużo bardzo emocjonalnych scen i łzawe (w pozytywny sposób!) flashbacki. I tylko konflikt z P.T. trochę nie działa. Wydaje się czym z innej epoki, nie stanowiącym zbytnio zagrożenia.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S04E04 Nostos
Dalej nie czuć by intryga sezonu miała jakieś większe znaczenie. Próba zdobycia nasion to tylko pretekst do przedstawienia intensywnego i osobistego odcinka Slettery'ego. Co wcale mi nie przeszkadza. Jako serialowy blockbuster to jest to produkcja pierwszej klasy. Charakterystyczne postacie przedzierają się przez miasteczko i walczą z złolami. Strzelając, eliminując z zaskoczenie i szukając przyjaciela. Mimo ograniczonej tematyki różnorodność akcji nie pozwoliła się nudzić. Całość zwieńczały sceny związane z Nathanem Jamesem. Podobał mi się odrobinę oniryczny wątek Slattery'ego gdy dragach tęskni za swoim dawnym życiem i rodziną. Bardzo dobra przeciwwaga do scen akcji. Aż mi się Banshee z tego typu wstawkami przypomniało.

Inne:
- jak ja lubię choreografię strzelanin gdy oddział porusza się jak bardzo dobrze zsynchronizowany mechanizm.
- Peter Waller jednak nie ma małej gościnnej roli, a jest złolem sezonu. Hura.
- Kara wróciła na pokład Nathana Jamesa i od razu genialne pomysły. Dobrze ją tam widzieć.
- pompatyczno-melancholijna końcówka wyszła znakomicie. Ten serial umie w montaż.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 4 września 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #246 [28.08.2017 - 04.09.2017]

SPOILERY

Arrow S03E17 Suicidal Tendencies
To się nazywa peszek. Zaraz po Supergirl zostaje mi wylosowany kolejny serial z Arrowverse. Jedyny i niepowtarzalny Arrow. Miałem go na liście do nadrobienie tylko dlatego, że kiedyś mi się podobał i słyszałem dużo dobrego o piątym sezonie. Od momentu porzucenia widziałem też crossoverowe odcinki, które nie były tragiczne. Mimo to bałem się seansu. Na szczęście tylko częściowo miałem rację.

Zacznę od najgorszego, konstrukcji odcinka. Była ona fatalna. Dwa (nawet trzy) prowadzone równolegle wątki okazały się wielką wtopą. Jedynym punktem wspólnym było osadzenie wydarzeń w tym samym świecie i te same postacie. Nie rozumiem po co było wprowadzać Suicide Squad w taki sposób. Misja na innym kontynencie, brak chemii w drużynie (zbyt duże słowo) i śmierć Lawtona wraz z próbą odkupienia postaci. Nawet nie udało się zwieńczyć wątku z bratem Diggla. Jedyny plus to małżeństwo na akcji i zamartwianie się losem córki.

Dużo lepiej było w Starling City. Arrow wraz z zespołem tropi wrabiających go zabójców, a na trop jego sekretnej tożsamości wpada Ray Palmer. Kilka udanych gagów, Felicity za którą się stęskniłem i intrygujący wątek. Momentami było sporo głupotek, ale nie zgrzytałem zbytnio zębami i byłem w stanie zaakceptować nawet koszmarnie zrealizowane sceny akcji. Całkiem nieźle zapowiada się też dalsza część sezonu Sam się sobie dziwię, że mam ochotę na więcej mimo przeciętności.

Inne:
- Suicide Squad odbija zakładników atakując czwórką frontowymi drzwiami. Mistrzowie taktyki.
- Ray Palmer to nie ten sam Ray, brakuje mu tej łobuzersko-czarującej ikry znanej z Legends of Tomorrow.

OCENA 3/6

DuckTales S01E01 Woo-oo!
Początkowo miałem nie oglądać DuckTales. Mimo machiny promocyjnej, znanej i lubianej głosowej obsady i pozytywnych recenzji. Mając ochotę na coś pozytywnego długo nie wytrzymałem w swoim postanowieniu. I bardzo dobrze. Reboot Kaczych Opowieści to doskonała dawka humoru zapewniająca rozrywkę na niemalże godzinę. To szalona przygoda z magicznymi artefaktami, złolem którego trzeba pokonać i drużyną której można kibicować. Mamy też wątki znane z dramatów rodzinnych, które ładnie komponują się z całością niosąc ze sobą pozytywne treści o akceptacji i istotności rodziny. Całość jest ładna stylistycznie z wyraźnymi postaciami i mocno komiksowymi tłami. Jestem pod wielkim wrażeniem jak udało się połączyć te wszystkie elementy w spójną całość. I jeśli poziom zostanie zachowany szykuje się całkiem niezły serial. Gdzie nawet zasugerowano jakąś większą fabułę. Jestem mocno na tak.

OCENA 5/6

Mr. Mercedes S01E01 Pilot
Do serialowych adaptacji Kinga podchodzę zazwyczaj z rezerwą. Większość produkcji to chłam do którego nie warto wracać. Wszystko jednak wskazuje na to, że z Mr. Mercedes będzie inaczej. Odcinek pilotowy zachęcił mnie do dalszego oglądania z kilku powodów mimo, że zapowiada się na śledztwo i rozgrywkę z mordercą rozpisaną na cały sezon. Tutaj liczą się odejścia od utartych schematów. Głównym bohaterem jest policjant na emeryturze i otacza się starymi ludźmi. Jest zgryźliwy, zmęczony życiem i trapiony nierozwiązaną sprawą. Nie sympatyzuje z nim, ale intryguje mnie on i jego środowisko. Jest też morderca, który ma nierówno pod sufitem. Masakra sprzed kilku lat, a teraz gra którą prowadzi z detektywem jakby zapowiadał coś nowego. I na zapowiedzi opiera się chęć wrócenia do serialu. Pierwszy odcinek niemal w całości opierał się na budowaniu napięcia jakby nieuchronnie miało wydarzyć się coś ważnego. Gra się rozpoczęła, a zagraniczni dziennikarze twierdzą że dalej będzie równie lepiej. Ufam im. Niewątpliwą zaletą są też zdjęcia w odcinku, operator kamery nie boi się poprowadzić kilku zaskakujących ujęć oraz gra światłem.

OCENA 5/6

The Last Ship S04E03 Bread & Circuses
Serial nie bawi się w zbyteczne przedłużanie i już w tym odcinku paruje Chandlera z swoją starą załogą. Można mieć pretensję to zawiązanie intrygi i przypadkowości, ale łatwo jest to zaakceptowanie. Nawet scenarzyści robią z tego żartobliwą uwagę cytując Casablankę. Lubię taką autoironię i przekuwanie swoich niedoskonałości w zalety. Plus było jednak więcej. Prowadzenie do wielce wyczekiwanego spotkanie było dobrze rozegrane.  Dwie, coraz ciaśniej splatające się linię fabularne z punktem kulminacyjnym zmuszającym do wyszeptanie pod nosem wow. Kolosem, Tom jako Herkules i walka z Slatterym. Po spotkaniu jest scena akcji, która nie jest jedynie widowiskowym zastrzykiem adrenaliny, a przede wszystkim podkreśla automatyzm Chandlera, to że tak na prawdę swoją przeszłość ma cały czas we krwi. Tylko czekać gdy postawi stopę na Nathanie Jamesie.

Niestety główna intryga trochę zawodzi. Odcinki na razie są dobre, ale brakuje wyrazistego antagonisty. Omar jest mocno stereotypowy, Giorgio nie wydaje się dużym zagrożeniem, a Lucita jeszcze za mało pokazało by traktować ją poważnie. Jest też dowódca greckiej marynarki, ale to enigma. Brakuje też kontaktu z dowództwem i poczucia skali. Nie licząc sceny otwierającej sezon nie pokazano zagrożenia głodem. Jest to na razie niewidoczny straszak. Jedna scena na odcinek udanie podbudowałaby napięcie. 

Inne:
- Slattery zdobywając nasiona idzie do punktu ewakuacyjnego z jeńcem, bez żadnej krótkofalówki. Strasznie mi to zgrzytało.
- Peter Waller jako filozof przygotowujący Toma do walki. Chyba nie muszę pisać, że chciałbym go jeszcze zobaczyć.

OCENA 4.5/6

wtorek, 29 sierpnia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #245 [21.08.2017 - 27.08.2017]

SPOILERY

Game of Thrones S07E07 The Dragon and the Wolf
Mimo siedmiu odcinków sezon zachował tradycyjną strukturę z spokojniejszym sezonem. Był to w głównej mierze epicki teatr telewizji oparty na rozmowach podkreślonych wizualnym przepychem. Kulminacja serialu zbierająca najważniejszych bohaterów w jednym miejscu okazała się godnym oczekiwania spektaklem. Budowanie zależności, relacji i oczekiwań na konfrontację opłaciło się. Niemalże każda rozmowa w jakiś sposób wnosiła coś nowego lub była czystej wody fanserwisem. Nie obyło się też bez kilku zaskoczeń, niezbyt dużo kalibru. Przy całych moich pochwałach jest niestety daleki (no, może nie daleki bo wciąż się bawię i ekscytują) od zachwytów i mam kilka sporych problemów, z odcinkiem i sezon. Nie zmienia to jednak faktu, że Gra o Tron to jeden z najlepszych i najważniejszych seriali w telewizji.

Moim podstawowym problemem jest pośpiech, który jest tym wyraźniejszy jeśli skonfrontuje się go z tempem prowadzenia fabuły z poprzednich lat. Bohaterowie już nie podróżują, nie ma odpowiedniej podbudowy do wydarzeń, a rzeczy się dzieją. Jakby twórcy odhaczali kolejne punkty by zamknąć swoją historię. Przez to gubi się w tym logika. Ot choćby wątek Jona i Deanerys. Rozumiem, że ich relacje musiały przerodzić się w związek, tylko nie widzę tego na ekranie. Brakowało wyraźniejszego budowania relacji, stopniowego wzrostu zaufania i wreszcie budzącego się uczucia. Jakby wydarzenia za Murem miały być dobrym usprawiedliwieniem. Boli, bo nie trzeba wiele wysiłku by połączyć te dwie jakże podobne postacie.

Nie kupuję też zdrady Jamiego i odejścia z Królewskiej Przystani. Spodziewałem się tego, to całkiem logiczne w dłuższej perspektywie, zwłaszcza jeśli zna się książki, ale i tutaj zabrakło solidnych fundamentów. Gdzie pokazanie nieufności względem siostry? Gdzie kwestionowanie jej decyzji? Strach przed smokami i Białymi Wędrowcami? To jest bardzo słaby argument. Znowu mamy tutaj interesujący zwrot akcji, który został zbyt słabo umotywowany.

Nie do końca kupuje też główną intrygę i twist. Gros odcinka został temu przeznaczony tylko po to żeby pokazać grę Cersei. Jak w finale 6x10. Nie obchodzą ją żadne sojusze i zagrożenie z północy, nawet nie przejmuje się swoim nienarodzonym dzieckiem. Gra o tron i to bardzo skutecznie. To zgodne z jej charakterem więc mogę przyczepić się tylko do scenarzystów, którzy znowu, mają pomysł i skupiają się zupełnie na czymś innym. Powoli dochodzę do wniosku, że spotkanie Daenerys i Cersei było tylko po to żeby wprowadzić w jak najbardziej zaskakujący sposób Złotą Kompanię.

Rozczarował mnie też wątek w Winterfell. I znowu, nie z powodu tego co się tam wydarzyło tylko jak. Sansa dalej jest nakłaniana przez Littlefingera do pozbycia się siostry i wszystko na to wskazuje. Zamiast tego zostaje ujawniony sojusz dwóch Starkównych w celu pozbycia się Petera. Celem miało być tylko tanie szokowanie. Znając historię Sansy można się było spodziewać, że w końcu przejrzała na oczy kto jest jej prawdziwym wrogiem tylko w takim razie budowanie napięcia między nią, a Aryą było kompletnie zbyteczne. Miało na cele wprowadzić w serialu kolejny twist i efekt wow dla widza.

Co by jednak nie narzekać dużo rzeczy mi się podobało. Zwłaszcza tych drobnych rozmów i scen z bohaterami z którymi się zżyłem. Theon dostał wreszcie chwilę odkupienia. Pierw trochę meta rozmowa o Nedzie jako ojcu Greyjoya nawiązująca również do pochodzenia Jona oraz moment gdy Theon stawia na swoim przekuwając swoje wady w zaletę. Może to niezbyt w duchu serialu, postać która upadła w taki sposób powinna sięgać coraz bardziej dna, tak trochę mnie cieszy, że dostał swoję 5 minut.

Finałowa scena również była odhaczeniem kolejnego punktu z listy - Wędrowcy niszczą Mur przy użyciu smoka. Nie wpadając na żadne spoilery spodziewałem się tego. W tym bądź co bądź kameralnym odcinku potrzebne było pierdolnięcie. Wizualne i fabularne. Tym czymś było rozpoczęcie inwazji nieumarłych na Północ. Oznacza to rozmach już w premierze S08. Chyba, że Inni będą dalej poruszać się tym samym ślimaczym tempem.

Inne:
- Euron przez parę minut wydawał się najrozsądniejszym człowiekiem w Westeros, a twist z jego udziałem wydawał się całkiem logiczny. Okazało się to tylko zmyłką. Co jest trochę głupie bo Cersei nie mogła wiedzieć o efektownej prezentacji nieumarłego.
- R+L=J, a raczej Aegon. Potwierdzono, można ruszyć dalej.
- dobra, Rudy po katastrofie budowlanej musi zginąć, nie ma szans by i teraz mu się udało.

OCENA 5/6
OCENA SEZONU 5.5/6

Supergirl S01E03 Fight or Flight
Nie miałem nic przeciw wylosowaniu Supergirl w końcu to serial który chciałem nadrobić. Po seansie nie zmieniło się to, wciąż chcę poznać jej dalsze losy, dalej jednak bez ciśnienia. Serial daje frajdę podczas oglądania, to skumulowana dawka optymizmu, mimo swoich wad - prostej historii i męczących zagrywek. Ogląda się to dla Melissy Benoist i jej Supergirl. Zawsze skorej do pomagania i akcji, udowodnienia światu, że jest równie dobra jak Superman. Momentami motywów feministycznych było już za dużo i przyćmiewały logikę. Przymykam na to oko i oglądam dalej tzn. będe oglądał dalej jeśli serial zostanie wylosowany lub gdy dojdzie do kolejnego wielkiego crossoveru seriali The CW.

OCENA 4/6 

The Last Ship S04E01 In Medias Res
Ostatnimi czasy dużo seriali sensacyjnych mnie zawodzi. Na całe szczęście jest The Last Ship. Łatwe do zaakceptowania wady pozwalają skupić się na pozytywnych elementach których jest całkiem sporo. Przez trzy sezony była to świetna opowieść z charyzmatycznymi postaciami, która w trakcie płynnie ewoluowała w odrobinę inny serial. Wszystko wskazuje na to, że niewiele się zmieni w czwartym roku produkcji.

Poprzedni sezon był w sporej mierze odpoczynkiem od plagi i zaraz, a skupił się na polityce wewnętrznej i międzynarodowej. Teraz wirus powrócił w odmiennej formie. Nie atakuje ludzi, a rośliny. Red Rust jest prawdziwym zagrożeniem i może doprowadzić do zagłady ludzkości w jeszcze efektywniejszy sposób niż jego poprzednik. Jedynie załoga Nathana Jamesa może mu stanąć na drodze. Kupuję to od samego początku. Niby znany wróg wyewoluował w nową formę, a przy tym jest jeszcze straszniejszy. Działa na morale, osłabia ludzkiego ducha, ale też ich ciało. Poprzednio można było zdobyć zaopatrzenie, schować się, przeczekać czy nawet być odpornym. Teraz nie ma żadnej ucieczki. Oczywiście genialni biolodzy znajdą ratunek, ale przyjdzie na to sporo poczekać.

Fabularnie pilot serii się nie ceregieli. W pierwszych minutach wytłumacza o co chodzi nie popadającą w zbyteczną ekspozycję. Wchodzi to całkiem zgrabnie. Potem akcja, strzelania i wprowadzenie nowych postaci. Całkiem udane. Z czasem wychodzi więcej faktów o znanych twarzach, intryga robi się ciekawsza, a do tego wszystkiego dorzucono sporo dramatu. Nie trzymam kciuków by poziom został utrzymany, jestem pewien że się uda.

Martwi mnie tylko kolejna stereotypizacja. Walczono z Rosjanami i Chińczyki, a teraz dorzucono terrorystów z północnej Afryki. Serial raczej nie wywróci tego do góry nogami, wcześniej mu to zbytnio nie wychodziło. Dla przeciwwagi dalej jest mocno zdywersyfikowany dorzucając tym razem homoseksualną Kenijkę.

Zupełnie na uboczu najważniejszych wydarzeń jest kapitan Chandler. Bohater na ponad rok usunął się w cień i żyję spokojnie na greckiej wyspie. Jest to bardzo dobrze znana historia, która zawsze się podoba. Nie mogąc żyć z tym co zrobić ucieka, zaczyna nowe życie bez bohaterskiej aury i znowu na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za ludzi z którymi się związał. Ludzie jego pokroju tak mają. Mogą, a nawet powinni kwestionować swoją rolę, ale koniec końców postępują właściwie. 

Inne:
- szkoda, że serial nie idzie mocniej w geopolitykę i nie przerysowuje granic państw. Mogą to wytłumaczyć jakiś traktatem, ale dziwnie się ogląda te same mapy po globalnej katastrofie.  
- akcja dzieje się w Grecji więc trzeba wrzucić dużo nawiązań do ich mitologii. Trochę z tym przesadzono, a raz udało się to przerobić w żart.
- BRODY! Wszędzie brody. Serial dostaje +10 do zajebistości.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S04E02 The Pillars of Hercules
Uwielbiam w The Last Ship odcinki tego typu. Mocno skompresowane, gdzie niemalże całość dzieje się na statku, a załoga musi sobie radzić z poważnym problemem. Tutaj jeszcze doszła tajemnica. Niewiedza i próba zrozumienia sytuacji. Świetnie się to oglądało. Uwięziony okręt między Słupami Herkulesa i ataki rakietowe. Mogę się tylko przyczepić do wymiany ognia, która była strasznie bez składna. Miała kilka świetnych momentów, ale to głównie bezsensowne strzelanie do siebie z słabo zdefiniowaną drugą stroną.

Konstrukcyjnie odcinek trzeba też pochwalić za coś jeszcze. Za przenikanie wątków, nie fabularnie, ale z proporcjonalnym stopniowaniem napięcia. Zarówno u Chandlera jak i Nathana Jamesa przyszłość była nieznana, kolejny sceny były okryte tajemnicą, a punkt kulminacyjny został osiągnięty w tym samym momencie. Dołożono jeszcze przedzieranie się oddziału uderzeniowego i stworzono bardzo mocną mieszankę.

Inspirację starożytnością przybierają tutaj absurdalny rozmiar. Jestem na etapie "bawi i nie przeszkadza", ale to szybko może się zmienić. Znowu odwołania do mitologii, historii Rzymu i dawnej symboliki. Czuję tutaj też większe niż zazwyczaj inspirację mystery drama typu Lost. Tajemne drzwi, skarabeusze je otwierające i oczywiście wielka tajemnica. Podoba mi się to podejście do serialu.

Z dramatów bohaterów najbardziej podobała mi się scena gdy Kara i Danny zachowują się personalnie. Mówią do siebie wojskowymi zwrotami, on wydaje polecenie ostrzału rakietowego na swoje miejsce, a ona to akceptuje. I ten ból na ich twarzach. Jestem frajerem jeśli chodzi o taki romantyzm. Jest też historia Chandlera, który wpakował się w bardzo poważną intrygę, pewnie mającą związek z losami zaginionych nasion. Mogłem się mylić, że bohater będzie zawsze postępował bohatersko. Ciężko dostrzec granicę między przykrywką, a prawdziwym Tomem. Scenarzyści prowadzą grę z widzem. Bardzo udaną bo angażującą.

OCENA 5/6 
 

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #214 [09.01.2017 - 15.01.2017]

SPOILERY
 
Dexter S08E02 Every Silver Lining...
Maszyna losująca wskazała na Dextera. Cieszę się z tego powodu. Nie wpływa na to jakość odcinka. Gdyby nie to zrządzenie losu inaczej bym nie wrócił do serialu chociaż zapowiadałem to dwa lata temu. Wbrew pozorom nie oglądało się tego tragicznie. Dobrze też nie było, ale niektóre sceny przykuwały do ekranu. Jak Dexter rozmawiający z swoją twórczynią. Niektóre wątki z jego historii były ciekawe. Tylko potem zaczęło mnie drażnić jak pani psycholog zaczęła wmawiać, że psychopaci stoją wyżej na drabinie ewolucyjnej. Mogę oglądac morderce i krew na ekranie, ale taki bullshit ciężko mi znieść. Tak jak sceny z Debrą, która się stacza i jest to poakzane bardzo po macoszemu. Wątek mordercy sezonu ma potencjał. Killer psychopatów, ale czuję w kościach, że zostanie to fatalnie pociągnięte. Za kilka lat pewnie się przekonam.

OCENA 3.5/6

The Good Wife S06E16 Red Meat
Powrót do serialu przypomniał mi jedną rzecz - ostatnimi czasy mniej tutaj spraw sądowych. Tutaj nawet nie weszli na sale sądową. Mimo wszystko świetnie mi się oglądało ponowne spotkanie z tymi bohaterami. To był odcinek głównie o wyborach. Koniec kampanii i wreszcie głosowanie. Nie mogło zabraknąć ostro wbijanych szpil i złośliwości z strony Petera. Mnie jednak rozłożyło to jak Alicia radzi sobie z presją grą w Halo. Wyszło kilka zabawnych scen. I trochę mnie rozczarowało, że to ona wygrała wybory i zostanie prokuratorem generalnym. Podejrzewam jednak jakieś bardziej cyniczne rozwiązanie tego wątku.

Gdzieś tam na drugim końcu kraju Diane odwiedziła konwent republikanów. Prowadziło to do kilku świetnych, kapitalnie rozpisanych dialogów i rozterek. Oczywiście, poglądy twórców były tutaj mocno eksponowane, ale mi to zupełnie nie przeszkadza.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S06E17 Undisclosed Recipients
Chwilowo wygrana w wyborach przyniosła Alici same kłopoty. Wianuszek ludzi z prośbami już ustawia się do jej biura i nie są to błahe sprawy. Ten odcinek to była lekcja jak sobie z nimi radzić. Nie odmawiać, rozważać i odsuwać problem w nieskończoność. Mówić ludziom to co chcą słyszeć. I nie wiem jak długo tak wytrzyma. Alicia zawsze musi postawić na swoim i prędzej czy później to się na niej zemści. Jej upadek na końcu serialu byłby piękną klamrą.

Ogromnie mnie cieszy sprawa tygodnia jaka się pojawiła. Walka z serwisem p2p, The Good Wife jak zwykle umie w nowe technologię. Pazerny reżyser gniotu vs. wolność przepływu informacji. Lub artysta kontra złodzieje. Kwestia interpretacji, jak zwykle bez moralizatorstwa. I to byłaby fajna sprawa, ale jeden myk zrobił z niej jeszcze ciekawszy wątek - wykradzenie maili z kancelarii. Ile to dynamizmu nadało, jak świetnie było oglądać relację ludzi którzy poznali swoje tajemnicę. Zaogniło się na korytarzach kancelarii i odpowiednio podbudowało to dynamikę odcinka.

OCENA 5/6

The Last Ship S03E10 Scuttle
Z serialu robi się coraz lepszy dramat polityczny. Intryga w stolicy ma doprowadzić do podziału Stanów na kilka państewek. Prezydent nic nie może zrobić bo jest szantażowany przez Allison, które jest na smyczy u gubernatorów. Nieźle się porobiło. I tylko Kara może uratować przyszłość kraju. Chociaż chciałbym żeby źli wygrali na koniec sezonu. To byłby ładny cliffhanger. A potem wraca Chandller, ratuje kraj i zostaje prezydentem. Albo nie bo znaczyłoby to mnie scen na okręcie, a te tutaj były świetne. Aresztowanie kapitana, sąd polowy i plan mający przywrócić mu władzę z szeregowymi marynarzami odgrywającymi dużą rolę.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E11 Legacy
Uwielbiam oglądać sceny akcji w tym serialu. Szczególnie za skrupulatność w jaki zostały przedstawione, z planowaniem i powolnym wykonywaniem kolejnych etapów. Tutaj jednak działo się zbyt dużo i zbyt szybko. W pierwszym sezonie abordaż na statek zająłbym większość odcinka. Tutaj była to jedna z wielu scen. I trochę mnie to boli. Mimo wszystko odcinek oglądało się wyśmienicie, udało mu się wywołać u mnie masę emocji. Oglądanie niszczonego dziedzictwa kulturowego Japonii bolało dlatego śmierć Penga sprawiła tyle satysfakcji. I to z rąk Takayashiego. Może i bez fajerwerków, ale z bardzo osobistym wydźwiękiem. Był też smutny epilog dla Kaito. Śmierć na gruzach swojego kraju.

Bardzo dużo działo się w Ameryce. Tex wrócił! I ratuje dzień, jak zwykle. Uwielbiam jego żarty i badassowość. Cieszy, że w genach przekazał to córce. Dawać ją do głównej obsady na przyszły sezon. Spektakularnie wyszły ostatnie minuty gdzie Allison rozmontowała demokrację w USA. Montaż z jej przemówieniem, śmiercią generałów i reakcją Chandlera to jedna z najlepszych scen sezonu. Teraz Tom musi uratować kraj i nie będzie to proste. Kolejny raz to nie jest walka dobrzy przeciw złym. To też starcie z propagandą, walka o zaufanie ludzi.

OCENA 5/6 

The Last Ship S03E12 Resistance
Przedostatni odcinek, a historia tylko odrobinę zbliżyła się do zakończenia. Nie widzę końca historii w finale co mi wcale nie przeszkadza. Rozbicie dzielnicowe Ameryki ma swój urok, a teraz jeszcze pokazano zwykłych mieszkańców. Panujący głód, utrata wiary i poczucia własnej godności. Zgoda na 16h godzin pracy za jedzenie. I to o tych ludzi toczy się walka. O dobro i dobrobyt. O ponowne przekonanie w wiarę w humanitarne  wartości. Wszystko to w hollywoodzkim stylu, ale świetnie wykonanym. Czterdzieści minut perfekcyjnie rozłożonego napięcia, wzruszające spotkania dawno nie widzianych znajomych i patriotyzm emanujący z ekranu. Poziom ekscytacji przed finałem over 9000.

OCENA 5/6

The Last Ship S03E13 Don't Look Back
Niestety nadrobiłem The Last Ship. Niestety ponieważ nowe odcinki dopiero latem, a ja z chęcią oglądałbym je już teraz. Najlepiej cały sezon od razu. Na szczęście czeka mnie jeszcze długa przygoda z serialem, co najmniej 20 odcinków. Jeśli poziom zostanie utrzymany będę zachwycony.

Zupełnie niepotrzebnie obawiałem się czy uda się zakończyć opowiadaną historię w jednym odcinku. Zupełnie niepotrzebnie. Mimo szalonego tempa całość była spójna i konsekwentnie przedstawiona. Bohaterowie nie odgrywali tak ważnej roli jak kiedyś, postawiono głównie na Toma i akcja. Widowiskową i zachwycającą. Strzelanina w Białym Domu była kapitalnie zrealizowana. Sasha, Kara i Burke prący do przodu by uratować Nathana Jamesa przed ostrzałem. Dynamiczny montaż, szybkie cięcia, a od czasu do czasu dłuższe ujęcia z płynącą kamerą. Palce lizać.

Nie samą akcją żyje serial. Tutaj chodzi również o bohaterów i Amerykę. Tom zawsze był nieskazitelnym bohaterem, moralnym kompasem w czasach kryzysu, robiący to co właściwe i słuszne. Jednak każdy człowiek ma swoje granicę, każdego można złamać. W tym przypadku Tom to Ameryka. Upadek moralny może się przydarzyć każdemu. Takie ostrzeżenie i komentarze do obecnej sytuacji politycznej... Tom zabił Allison, przytłoczyła go strata przyjaciela i ojca. Tak samo amerykanie poddali się i utracili swoje poczucie własnej godności. Tom postanowił odejść ze służby. Wie że zbłądził i potrzebuje nowej drogi. Czy amerykanie dojdą do tego samego wniosku?

Nie wiem jak dalej serial się będzie rozwiał. Tytuł już dawno stracił swoje znaczenie, a przyszły sezon jeszcze bardziej skupi się na lądzie. I mi to wcale nie przeszkadza. O ile nie będą zabijali moich ulubionych bohaterów. Tym razem padło na Texa. Zabolało. Wiem jednak, że uda się wykreować równie charyzmatyczne postacie.

OCENA 5/6 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #213 [02.01.2017 - 08.01.2017]

SPOILERY

Sherlock S04E01 The Six Thatchers
Na nowy, pełnoprawny odcinek Sherlocka trzeba było czekać tak długo, że straciłem rachubę. I zainteresowanie. Dlatego zasiadłem do odcinka z tygodniowym opóźnieniem. Niespecjalnie mnie ciekawiło co dalej. Trzy lata mogą zatrzeć nawet najgłębszą fascynację. Do tego doszło jeszcze raczej negatywne przyjęcie przez recenzentów i widzów. Mimo wszystko zmusiłem się i obejrzałem. Ostatecznie było zadowalająco. Wciągnąłem się w historię, miło było zobaczyć dobrze znanych bohaterów, pośmiać się z udanych żartów i pozachwycać reżyserią. Było też całkiem niezłe tempo i całość mocno wciągała. Tylko, że to nie jest Sherlock jakiego chcę oglądać. Zagadek kryminalnych było tutaj sporo, ale wszystko to raczej krótkie historyjki. Ta główna intryga nie chwyciła. Brakowało jej spójności, wątek Mary został tu wciśnięty bardzo nagle, a rozwiązanie... no cóż, dyskusyjne. Usunięcie jej z serialu było bardzo słabo poprowadzone i zapowiada konflikt między Watsonem i Sherlockem. Czyli niezbyt mam ochotę na więcej. Największy plus odcinka? Niebieski Power Rangers na masce samochodu, cieplutko zrobiło się na moim geekowskim serduszku.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E06 Ghosted
Zacny odcinek mimo, że bez Stilesa. Widocznie poprzedni był nakręcony w późniejszym terminie po powrocie z leczenia i wyemitowany wcześniej by nie stęsknić się za bardzo za bohaterem. Najlepszym momentem była wizyta w miasteczku duchów. Przytłaczająca atmosfera wymarłej mieściny, klimat jak z post-apo. Do tego starcie z Banshee i straszna przyszłość jaka wisi nad Lydią jeśli nie uda się pokonać Jeźdźców ona jedna zostanie w Beacon Hills. Stawka odrobinę poszybowała w górę.

Powrót Theo okazał się zaskakujący. Wskrzeszony po to żeby pomóc złapać Jadźce przyda się w inny sposób. Zna prawdę o Stilesie co może mu uratować życie. Jeśli Malia za szybko go nie rozerwie na strzępy. Cieszyłbym się gdyby okazało się, że nie ma wcale mocy. To byłaby wystarczająca kara, a wataha i tak musiałaby z nim współpracować ze względu na jego wiedzę. Już wiadomo, że coś kombinuje w związku z nauczycielem. Trochę się martwiłem tym sezonem, a ostatnio ogląda się go całkiem nieźle.

OCENA 4.5/6 

The Last Ship S03E09 Paradiso
Dobry thriller polityczny musi mieć kreta. Do tej niepisanej zasady stosują się scenarzyści The Last Ship. Przesłanki były od dawna. I tradycyjnie rzucane na niewłaściwą osobę, szczególnie w tym odcinku. Tak obcesowo, że trzeba było ją wykluczyć i podejrzewać najmniej podejrzaną. Kretem okazała się Allison. Przekazywanie informacji chińczykom i dokonała zamachu stanu. Wszystko ma większy cel, zniszczenie władzy federalnej i podzielenie Ameryki na kilka mniejszych państewek. Tylko tak można przetrwać w obliczu post-apokalipsy. Tak jak współczesna Ameryka jest podzielona tak i serialowa nie może dojść do porozumienia i wizji przyszłości. Kryzys nie jednoczy ludzi, a ich dzieli, szczególnie tych z ambicjami. Serial nieźle sobie poradził z tym wątkiem.

Równie dobrze wypada wątek Chandlera. Pierw wizyta na niemalże rajskiej wyspie z absurdalnym golfistą i nieustanne wrażenie nierealności. Widowiskowa strzelanina to miły dodatek. Momentami głupia, co nie przeszkadza w oglądaniu jak dzielni żołnierze sobie z nią z radzą. Bardziej ekscytująca była zasadzka w którą wpadł Chandler i utrata jednego z okrętów. Pierwsza tak wielka strata kapitana, ale nie będąca jego winą. Najlepiej wyszedł moment gdy pomagano rannym. Świetnie nakręcony, przepełniony uczuciem tragedii i klęski.

OCENA 4.5/6 

Vikings S04E15 All His Angels
Nie wierzyłem, że serial zabiję Ragnara. Mimo tytułowych wikingów to był w głównej mierze serial o nim. Jego drodze do potęgi i upadkowi z perspektywami na odrodzenie w chwalę. Wielka historia króla i jego rodziny. Nie wierzyłem, że skończy się to w Anglii, z dala od swoich ludzi, ukochanych i przyjaciół. Otoczony rządnymi krwi wrogami. Nie w momencie gdy zaczynał odnajdywać swoją dawną potęgę, godzić się z światem, bogami i samym sobą. Zrozumiałem, że to koniec gdy historia zatoczyła symboliczne koło.

Upokarzany, ale wciąż budzący strach Ragnar jest transportowany do Elli. Ludzie się go boją, opowiadają o nim niestworzone historię, on rozmawia z ślepcem i widzącym w mistycznej wizji. I jego podróż natrafia na monastyr gdzie spotkał Athelsteina co wywołuje u niego wspomnienia. W tej chwili byłem pewien, że to koniec. Ckliwe flashbacki, wspomnienia najlepszych chwil, a gdzieś w tle pielgrzymka Eckberta, który jeszcze raz będzie chciał pożegnać się z Ragnarem.

I co to było za pożegnanie! Jego koniec to pozorne poddanie i oczekiwanie śmierci. Po prawdzie jest to kontynuacja walki. Z bogami i przepowiednią. Chęć śmierci na własnych warunków i zmotywowanie synów do dalszych działań. Nie ugiął się ani razu, nie krzyczał mimo tortur, znosił to cierpliwie. A ludzie się go bali. Łachmaniarza w klatce pilnowany dzień i noc przez cały oddział wojskowy. Opowiadali sobie o nim niestworzone historię jak o postaci z legend. To było godne pożegnanie bohatera. Nasnuły mi się też skojarzenia z pasją Chrystusa. Już poprzedni odcinek narzucał tą symboliczną interpretację pokazując drogę krzyżową, a teraz Eckbert mówił u umywaniu rąk. Była też długa droga i w końcu męka. Nie było krzyża tylko klatka i ostatecznie jama z wężami. To była świetnie przedstawiona śmierć.

Pytanie co dalej? Odwetowy raid na Anglię jest rzeczą oczywistą i historyczną. Wielka armia pogan i podboje. Tylko jak to będzie się interpersonalnie rozgrywało? Jak zareaguje Lagherta i czy to osłabi jej władzę? Czy synowie odłożą zemstę na uzurpatorce w imię pomszczenia ojca? Jak wpłynie to na wyprawę Bjorna i zachowanie Rollo? Michael Hirst mówił w wywiadzie, że synowie chwałą mają prześcignąć ojca. Jest na to minimum 25 odcinków i ja mu wierzę.

OCENA 5.5/6

Vikings S04E16 Crossings
Pół godziny odcinka minęło i byłem zadowolony z jego jakości. Daleko było mu do poprzednich dwóch, ale oglądało się to dobrze. W Kattegat synowie Ragnara chcą się mścić, a Lagherta jakoś musi sobie z tym radzić. Kilka niezłych scen, jak Ivar wyzywający ją na pojedynek, i kilka dłużących się. Lepiej było na wyprawie Bjorn. Atak na muzułmańskie miasto nie wyszedł spektakularnie pod względem batalistycznym, ale posiadał aurę tajemnicy. Przedzieranie się ulicami, ekscytacja jedzeniem czy wreszcie zdumienie połączone z zachwytem Flokiego nad dziwną wiarą. Jestem zaintrygowany tym dokąd to prowadzi.

Największe pochwały dla końcówki gdy synowie zdają sobie sprawę z śmierci ojca. Pojawienie się kruków i Odyn składający każdemu wizytę. Podniosły nastrój podkreślany przez mistycyzm. I ta potężna burza na końcu. Świat opłakuje stratę. Teraz tylko czekać na zemstę. Czy wpłynie to na podróż Bjorn? I co będzie się działo z Laghretą? Na te i inne pytania odpowiedź w kolejnych odcinkach których nie mogę się doczekać.

OCENA 4.5/6

Westworld S01E09 The Well-Tempered Clavier
Nie powiem żeby kompletnie zaskoczyły mnie twisty tego odcinka. Nic im to jednak nie ujmuję ze względu na to jak zostało to przedstawione. Berdnard okazał się Arnoldem. Fort stworzył androklona swojego byłego współpracownika, który przejawia jego cechy. Dochodzenie do prawdy było długie, ekscytujące i z szokującą końcówką. Gra aktorska Hopkinsa i Wrighta poraża, nie da się od nich oderwać wzroku. Od jednego bije pewność i boskie przekonanie o własnej sile, drugi z determinacją podszytą lękiem i niepewnością odkrywa swoją przeszłość.

Drugi poważny twist do potwierdzenie dwóch linii czasowych Dolores. Z Williamem to wielkie flashbacki prowadzące do samoświadomością. Ciekawi mnie czy flashbackami były samotne rozmowy z Arnoldem czy jednak rozmawiała z Berdnardem. Tak jak u Berniego tak i u niej świetnie pod względem montażu wyszło przebudzenie gdzie z maestrią nakładano kolejne okresy czasowe.

Nie tylko androidy dokonują przebudzenia. Również William się budzi. Zrozumiał zasady gry, jest tym kim powinien być. Dostosował do otoczenia i daje mu to przewagę.

Wybuchowo zapowiadają się finałowe sceny z Meave i Hectorem. Śmierć w ogniu i wstąpienie do piekła to bardzo ładna i wykręcona symbolicznie metafora. Życie poprzez śmierć. Odrodzenie przepustką do piekła. I ta scena seksu w płonącym namiocie. Piękne.

OCENA 5/6

Westworld S01E10 The Bicameral Mind
Z miesięcznym opóźnieniem skończyłem Westworld i muszę się do czegoś przyznać. Im wcześniej tym lepiej. Czuję się trochę rozczarowany. Tylko trochę, ale jednak. Jest to denerwujące uczucie, nie pozwalające mi nieustannie zachwalać serialu i znowu przez nie wdam się w kilka jałowych dyskusji z znajomymi. Moja rozczarowanie wynika z prostego faktu - do końca nie wiem o czym to był serial, a jeśli już wpadnę na jakiś pomysł to nie potrafię prześledzić sensowności opowiadania jakiegoś wątku od początku do końca. Trochę jak z Grą o Tron. Tam znałem materiałem źródłowy i nie czułem zagubienia. Tutaj owszem. Oglądam pokój przez dziurkę od klucza i nie wiem czy patrzę na salon, kuchnię czy sypialnie. Nie podoba mi się ta konfuzja. Jeśli jednak bym oceniał odcinki jako pojedyncze całości i wyszukiwał w nich motywów opowiadających o człowieczeństwie, moralności i technologi to piałbym z zachwytu do zdarcia gardła. Chylę też czoła przed misternym prowadzeniem historii mimo częstego przerostu formy nad treścią. Jestem wizualnym estetą, czasem wolą popatrzeć niż posłuchać opowieści. Nie wiem też co myśleć o przyszłości serialu. Na pewno będę oglądał dalej i polecał. Ta kapitalna, wysokobudżetowa telewizja angażująca widza. Chciałbym tylko czerpać większą przyjemności z fabuły i bohaterów.

Finał to opowieść o przebudzeniu i zrozumieniu. Dalszy ciąg opowieści o wyrywaniu się z własnej klatki, przechodzeniu labiryntu świadomości w celu zrozumieniu świata. Zarówna androidów i ludzi. To też ucieczka Meave z widowiskowymi scenami. I przede wszystkim wielki plan Forda, który został wyjawiony na samym końcu. To on miesza w androidach i doprowadza do uzyskania przez nie świadomości. Ginie by zwieńczyć swoje dzieło, prawdziwa pętla związana z Arnoldem. Oddaje AI w władanie własny świat i daje wolną wolę, pozwala im ewoluować, nawet programuje ucieczkę Meave. I może parę rzeczy się nie klei do końca, ale na pewno ogląda się to wyśmienicie, a cliffhanger powoduje odruch pawłowa na myśl o powrocie serialu.

Podczas oglądania tego finału sam wpadłem na teorię. Nie jedną, ale tą chciałbym się podzielić. A co jeśli to wszystko to gra? Jeden wielki eksperyment, gdzie cała obsługa Delos to też androidy tylko nie zdające sobie z tego sprawy. Androidy z większą samoświadomością tworzą androidy, nieskończona pętla która ma dać odpowiedź na proste pytanie szaleńca "a co by było gdyby". To byłby szokujący twist, ale wyjaśniający kilka rzecz.

Inne:
- park z Samurajami! Dajcie mi to, proszę bardzo! Wiem, że taka drastyczna zmiana stylistyki kosztowała by kupę kasy, ale chciałbym zobaczyć zmianę scenerii.

OCENA 5/6