Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Last Ship. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Last Ship. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #214 [09.01.2017 - 15.01.2017]

SPOILERY
 
Dexter S08E02 Every Silver Lining...
Maszyna losująca wskazała na Dextera. Cieszę się z tego powodu. Nie wpływa na to jakość odcinka. Gdyby nie to zrządzenie losu inaczej bym nie wrócił do serialu chociaż zapowiadałem to dwa lata temu. Wbrew pozorom nie oglądało się tego tragicznie. Dobrze też nie było, ale niektóre sceny przykuwały do ekranu. Jak Dexter rozmawiający z swoją twórczynią. Niektóre wątki z jego historii były ciekawe. Tylko potem zaczęło mnie drażnić jak pani psycholog zaczęła wmawiać, że psychopaci stoją wyżej na drabinie ewolucyjnej. Mogę oglądac morderce i krew na ekranie, ale taki bullshit ciężko mi znieść. Tak jak sceny z Debrą, która się stacza i jest to poakzane bardzo po macoszemu. Wątek mordercy sezonu ma potencjał. Killer psychopatów, ale czuję w kościach, że zostanie to fatalnie pociągnięte. Za kilka lat pewnie się przekonam.

OCENA 3.5/6

The Good Wife S06E16 Red Meat
Powrót do serialu przypomniał mi jedną rzecz - ostatnimi czasy mniej tutaj spraw sądowych. Tutaj nawet nie weszli na sale sądową. Mimo wszystko świetnie mi się oglądało ponowne spotkanie z tymi bohaterami. To był odcinek głównie o wyborach. Koniec kampanii i wreszcie głosowanie. Nie mogło zabraknąć ostro wbijanych szpil i złośliwości z strony Petera. Mnie jednak rozłożyło to jak Alicia radzi sobie z presją grą w Halo. Wyszło kilka zabawnych scen. I trochę mnie rozczarowało, że to ona wygrała wybory i zostanie prokuratorem generalnym. Podejrzewam jednak jakieś bardziej cyniczne rozwiązanie tego wątku.

Gdzieś tam na drugim końcu kraju Diane odwiedziła konwent republikanów. Prowadziło to do kilku świetnych, kapitalnie rozpisanych dialogów i rozterek. Oczywiście, poglądy twórców były tutaj mocno eksponowane, ale mi to zupełnie nie przeszkadza.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S06E17 Undisclosed Recipients
Chwilowo wygrana w wyborach przyniosła Alici same kłopoty. Wianuszek ludzi z prośbami już ustawia się do jej biura i nie są to błahe sprawy. Ten odcinek to była lekcja jak sobie z nimi radzić. Nie odmawiać, rozważać i odsuwać problem w nieskończoność. Mówić ludziom to co chcą słyszeć. I nie wiem jak długo tak wytrzyma. Alicia zawsze musi postawić na swoim i prędzej czy później to się na niej zemści. Jej upadek na końcu serialu byłby piękną klamrą.

Ogromnie mnie cieszy sprawa tygodnia jaka się pojawiła. Walka z serwisem p2p, The Good Wife jak zwykle umie w nowe technologię. Pazerny reżyser gniotu vs. wolność przepływu informacji. Lub artysta kontra złodzieje. Kwestia interpretacji, jak zwykle bez moralizatorstwa. I to byłaby fajna sprawa, ale jeden myk zrobił z niej jeszcze ciekawszy wątek - wykradzenie maili z kancelarii. Ile to dynamizmu nadało, jak świetnie było oglądać relację ludzi którzy poznali swoje tajemnicę. Zaogniło się na korytarzach kancelarii i odpowiednio podbudowało to dynamikę odcinka.

OCENA 5/6

The Last Ship S03E10 Scuttle
Z serialu robi się coraz lepszy dramat polityczny. Intryga w stolicy ma doprowadzić do podziału Stanów na kilka państewek. Prezydent nic nie może zrobić bo jest szantażowany przez Allison, które jest na smyczy u gubernatorów. Nieźle się porobiło. I tylko Kara może uratować przyszłość kraju. Chociaż chciałbym żeby źli wygrali na koniec sezonu. To byłby ładny cliffhanger. A potem wraca Chandller, ratuje kraj i zostaje prezydentem. Albo nie bo znaczyłoby to mnie scen na okręcie, a te tutaj były świetne. Aresztowanie kapitana, sąd polowy i plan mający przywrócić mu władzę z szeregowymi marynarzami odgrywającymi dużą rolę.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E11 Legacy
Uwielbiam oglądać sceny akcji w tym serialu. Szczególnie za skrupulatność w jaki zostały przedstawione, z planowaniem i powolnym wykonywaniem kolejnych etapów. Tutaj jednak działo się zbyt dużo i zbyt szybko. W pierwszym sezonie abordaż na statek zająłbym większość odcinka. Tutaj była to jedna z wielu scen. I trochę mnie to boli. Mimo wszystko odcinek oglądało się wyśmienicie, udało mu się wywołać u mnie masę emocji. Oglądanie niszczonego dziedzictwa kulturowego Japonii bolało dlatego śmierć Penga sprawiła tyle satysfakcji. I to z rąk Takayashiego. Może i bez fajerwerków, ale z bardzo osobistym wydźwiękiem. Był też smutny epilog dla Kaito. Śmierć na gruzach swojego kraju.

Bardzo dużo działo się w Ameryce. Tex wrócił! I ratuje dzień, jak zwykle. Uwielbiam jego żarty i badassowość. Cieszy, że w genach przekazał to córce. Dawać ją do głównej obsady na przyszły sezon. Spektakularnie wyszły ostatnie minuty gdzie Allison rozmontowała demokrację w USA. Montaż z jej przemówieniem, śmiercią generałów i reakcją Chandlera to jedna z najlepszych scen sezonu. Teraz Tom musi uratować kraj i nie będzie to proste. Kolejny raz to nie jest walka dobrzy przeciw złym. To też starcie z propagandą, walka o zaufanie ludzi.

OCENA 5/6 

The Last Ship S03E12 Resistance
Przedostatni odcinek, a historia tylko odrobinę zbliżyła się do zakończenia. Nie widzę końca historii w finale co mi wcale nie przeszkadza. Rozbicie dzielnicowe Ameryki ma swój urok, a teraz jeszcze pokazano zwykłych mieszkańców. Panujący głód, utrata wiary i poczucia własnej godności. Zgoda na 16h godzin pracy za jedzenie. I to o tych ludzi toczy się walka. O dobro i dobrobyt. O ponowne przekonanie w wiarę w humanitarne  wartości. Wszystko to w hollywoodzkim stylu, ale świetnie wykonanym. Czterdzieści minut perfekcyjnie rozłożonego napięcia, wzruszające spotkania dawno nie widzianych znajomych i patriotyzm emanujący z ekranu. Poziom ekscytacji przed finałem over 9000.

OCENA 5/6

The Last Ship S03E13 Don't Look Back
Niestety nadrobiłem The Last Ship. Niestety ponieważ nowe odcinki dopiero latem, a ja z chęcią oglądałbym je już teraz. Najlepiej cały sezon od razu. Na szczęście czeka mnie jeszcze długa przygoda z serialem, co najmniej 20 odcinków. Jeśli poziom zostanie utrzymany będę zachwycony.

Zupełnie niepotrzebnie obawiałem się czy uda się zakończyć opowiadaną historię w jednym odcinku. Zupełnie niepotrzebnie. Mimo szalonego tempa całość była spójna i konsekwentnie przedstawiona. Bohaterowie nie odgrywali tak ważnej roli jak kiedyś, postawiono głównie na Toma i akcja. Widowiskową i zachwycającą. Strzelanina w Białym Domu była kapitalnie zrealizowana. Sasha, Kara i Burke prący do przodu by uratować Nathana Jamesa przed ostrzałem. Dynamiczny montaż, szybkie cięcia, a od czasu do czasu dłuższe ujęcia z płynącą kamerą. Palce lizać.

Nie samą akcją żyje serial. Tutaj chodzi również o bohaterów i Amerykę. Tom zawsze był nieskazitelnym bohaterem, moralnym kompasem w czasach kryzysu, robiący to co właściwe i słuszne. Jednak każdy człowiek ma swoje granicę, każdego można złamać. W tym przypadku Tom to Ameryka. Upadek moralny może się przydarzyć każdemu. Takie ostrzeżenie i komentarze do obecnej sytuacji politycznej... Tom zabił Allison, przytłoczyła go strata przyjaciela i ojca. Tak samo amerykanie poddali się i utracili swoje poczucie własnej godności. Tom postanowił odejść ze służby. Wie że zbłądził i potrzebuje nowej drogi. Czy amerykanie dojdą do tego samego wniosku?

Nie wiem jak dalej serial się będzie rozwiał. Tytuł już dawno stracił swoje znaczenie, a przyszły sezon jeszcze bardziej skupi się na lądzie. I mi to wcale nie przeszkadza. O ile nie będą zabijali moich ulubionych bohaterów. Tym razem padło na Texa. Zabolało. Wiem jednak, że uda się wykreować równie charyzmatyczne postacie.

OCENA 5/6 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #213 [02.01.2017 - 08.01.2017]

SPOILERY

Sherlock S04E01 The Six Thatchers
Na nowy, pełnoprawny odcinek Sherlocka trzeba było czekać tak długo, że straciłem rachubę. I zainteresowanie. Dlatego zasiadłem do odcinka z tygodniowym opóźnieniem. Niespecjalnie mnie ciekawiło co dalej. Trzy lata mogą zatrzeć nawet najgłębszą fascynację. Do tego doszło jeszcze raczej negatywne przyjęcie przez recenzentów i widzów. Mimo wszystko zmusiłem się i obejrzałem. Ostatecznie było zadowalająco. Wciągnąłem się w historię, miło było zobaczyć dobrze znanych bohaterów, pośmiać się z udanych żartów i pozachwycać reżyserią. Było też całkiem niezłe tempo i całość mocno wciągała. Tylko, że to nie jest Sherlock jakiego chcę oglądać. Zagadek kryminalnych było tutaj sporo, ale wszystko to raczej krótkie historyjki. Ta główna intryga nie chwyciła. Brakowało jej spójności, wątek Mary został tu wciśnięty bardzo nagle, a rozwiązanie... no cóż, dyskusyjne. Usunięcie jej z serialu było bardzo słabo poprowadzone i zapowiada konflikt między Watsonem i Sherlockem. Czyli niezbyt mam ochotę na więcej. Największy plus odcinka? Niebieski Power Rangers na masce samochodu, cieplutko zrobiło się na moim geekowskim serduszku.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E06 Ghosted
Zacny odcinek mimo, że bez Stilesa. Widocznie poprzedni był nakręcony w późniejszym terminie po powrocie z leczenia i wyemitowany wcześniej by nie stęsknić się za bardzo za bohaterem. Najlepszym momentem była wizyta w miasteczku duchów. Przytłaczająca atmosfera wymarłej mieściny, klimat jak z post-apo. Do tego starcie z Banshee i straszna przyszłość jaka wisi nad Lydią jeśli nie uda się pokonać Jeźdźców ona jedna zostanie w Beacon Hills. Stawka odrobinę poszybowała w górę.

Powrót Theo okazał się zaskakujący. Wskrzeszony po to żeby pomóc złapać Jadźce przyda się w inny sposób. Zna prawdę o Stilesie co może mu uratować życie. Jeśli Malia za szybko go nie rozerwie na strzępy. Cieszyłbym się gdyby okazało się, że nie ma wcale mocy. To byłaby wystarczająca kara, a wataha i tak musiałaby z nim współpracować ze względu na jego wiedzę. Już wiadomo, że coś kombinuje w związku z nauczycielem. Trochę się martwiłem tym sezonem, a ostatnio ogląda się go całkiem nieźle.

OCENA 4.5/6 

The Last Ship S03E09 Paradiso
Dobry thriller polityczny musi mieć kreta. Do tej niepisanej zasady stosują się scenarzyści The Last Ship. Przesłanki były od dawna. I tradycyjnie rzucane na niewłaściwą osobę, szczególnie w tym odcinku. Tak obcesowo, że trzeba było ją wykluczyć i podejrzewać najmniej podejrzaną. Kretem okazała się Allison. Przekazywanie informacji chińczykom i dokonała zamachu stanu. Wszystko ma większy cel, zniszczenie władzy federalnej i podzielenie Ameryki na kilka mniejszych państewek. Tylko tak można przetrwać w obliczu post-apokalipsy. Tak jak współczesna Ameryka jest podzielona tak i serialowa nie może dojść do porozumienia i wizji przyszłości. Kryzys nie jednoczy ludzi, a ich dzieli, szczególnie tych z ambicjami. Serial nieźle sobie poradził z tym wątkiem.

Równie dobrze wypada wątek Chandlera. Pierw wizyta na niemalże rajskiej wyspie z absurdalnym golfistą i nieustanne wrażenie nierealności. Widowiskowa strzelanina to miły dodatek. Momentami głupia, co nie przeszkadza w oglądaniu jak dzielni żołnierze sobie z nią z radzą. Bardziej ekscytująca była zasadzka w którą wpadł Chandler i utrata jednego z okrętów. Pierwsza tak wielka strata kapitana, ale nie będąca jego winą. Najlepiej wyszedł moment gdy pomagano rannym. Świetnie nakręcony, przepełniony uczuciem tragedii i klęski.

OCENA 4.5/6 

Vikings S04E15 All His Angels
Nie wierzyłem, że serial zabiję Ragnara. Mimo tytułowych wikingów to był w głównej mierze serial o nim. Jego drodze do potęgi i upadkowi z perspektywami na odrodzenie w chwalę. Wielka historia króla i jego rodziny. Nie wierzyłem, że skończy się to w Anglii, z dala od swoich ludzi, ukochanych i przyjaciół. Otoczony rządnymi krwi wrogami. Nie w momencie gdy zaczynał odnajdywać swoją dawną potęgę, godzić się z światem, bogami i samym sobą. Zrozumiałem, że to koniec gdy historia zatoczyła symboliczne koło.

Upokarzany, ale wciąż budzący strach Ragnar jest transportowany do Elli. Ludzie się go boją, opowiadają o nim niestworzone historię, on rozmawia z ślepcem i widzącym w mistycznej wizji. I jego podróż natrafia na monastyr gdzie spotkał Athelsteina co wywołuje u niego wspomnienia. W tej chwili byłem pewien, że to koniec. Ckliwe flashbacki, wspomnienia najlepszych chwil, a gdzieś w tle pielgrzymka Eckberta, który jeszcze raz będzie chciał pożegnać się z Ragnarem.

I co to było za pożegnanie! Jego koniec to pozorne poddanie i oczekiwanie śmierci. Po prawdzie jest to kontynuacja walki. Z bogami i przepowiednią. Chęć śmierci na własnych warunków i zmotywowanie synów do dalszych działań. Nie ugiął się ani razu, nie krzyczał mimo tortur, znosił to cierpliwie. A ludzie się go bali. Łachmaniarza w klatce pilnowany dzień i noc przez cały oddział wojskowy. Opowiadali sobie o nim niestworzone historię jak o postaci z legend. To było godne pożegnanie bohatera. Nasnuły mi się też skojarzenia z pasją Chrystusa. Już poprzedni odcinek narzucał tą symboliczną interpretację pokazując drogę krzyżową, a teraz Eckbert mówił u umywaniu rąk. Była też długa droga i w końcu męka. Nie było krzyża tylko klatka i ostatecznie jama z wężami. To była świetnie przedstawiona śmierć.

Pytanie co dalej? Odwetowy raid na Anglię jest rzeczą oczywistą i historyczną. Wielka armia pogan i podboje. Tylko jak to będzie się interpersonalnie rozgrywało? Jak zareaguje Lagherta i czy to osłabi jej władzę? Czy synowie odłożą zemstę na uzurpatorce w imię pomszczenia ojca? Jak wpłynie to na wyprawę Bjorna i zachowanie Rollo? Michael Hirst mówił w wywiadzie, że synowie chwałą mają prześcignąć ojca. Jest na to minimum 25 odcinków i ja mu wierzę.

OCENA 5.5/6

Vikings S04E16 Crossings
Pół godziny odcinka minęło i byłem zadowolony z jego jakości. Daleko było mu do poprzednich dwóch, ale oglądało się to dobrze. W Kattegat synowie Ragnara chcą się mścić, a Lagherta jakoś musi sobie z tym radzić. Kilka niezłych scen, jak Ivar wyzywający ją na pojedynek, i kilka dłużących się. Lepiej było na wyprawie Bjorn. Atak na muzułmańskie miasto nie wyszedł spektakularnie pod względem batalistycznym, ale posiadał aurę tajemnicy. Przedzieranie się ulicami, ekscytacja jedzeniem czy wreszcie zdumienie połączone z zachwytem Flokiego nad dziwną wiarą. Jestem zaintrygowany tym dokąd to prowadzi.

Największe pochwały dla końcówki gdy synowie zdają sobie sprawę z śmierci ojca. Pojawienie się kruków i Odyn składający każdemu wizytę. Podniosły nastrój podkreślany przez mistycyzm. I ta potężna burza na końcu. Świat opłakuje stratę. Teraz tylko czekać na zemstę. Czy wpłynie to na podróż Bjorn? I co będzie się działo z Laghretą? Na te i inne pytania odpowiedź w kolejnych odcinkach których nie mogę się doczekać.

OCENA 4.5/6

Westworld S01E09 The Well-Tempered Clavier
Nie powiem żeby kompletnie zaskoczyły mnie twisty tego odcinka. Nic im to jednak nie ujmuję ze względu na to jak zostało to przedstawione. Berdnard okazał się Arnoldem. Fort stworzył androklona swojego byłego współpracownika, który przejawia jego cechy. Dochodzenie do prawdy było długie, ekscytujące i z szokującą końcówką. Gra aktorska Hopkinsa i Wrighta poraża, nie da się od nich oderwać wzroku. Od jednego bije pewność i boskie przekonanie o własnej sile, drugi z determinacją podszytą lękiem i niepewnością odkrywa swoją przeszłość.

Drugi poważny twist do potwierdzenie dwóch linii czasowych Dolores. Z Williamem to wielkie flashbacki prowadzące do samoświadomością. Ciekawi mnie czy flashbackami były samotne rozmowy z Arnoldem czy jednak rozmawiała z Berdnardem. Tak jak u Berniego tak i u niej świetnie pod względem montażu wyszło przebudzenie gdzie z maestrią nakładano kolejne okresy czasowe.

Nie tylko androidy dokonują przebudzenia. Również William się budzi. Zrozumiał zasady gry, jest tym kim powinien być. Dostosował do otoczenia i daje mu to przewagę.

Wybuchowo zapowiadają się finałowe sceny z Meave i Hectorem. Śmierć w ogniu i wstąpienie do piekła to bardzo ładna i wykręcona symbolicznie metafora. Życie poprzez śmierć. Odrodzenie przepustką do piekła. I ta scena seksu w płonącym namiocie. Piękne.

OCENA 5/6

Westworld S01E10 The Bicameral Mind
Z miesięcznym opóźnieniem skończyłem Westworld i muszę się do czegoś przyznać. Im wcześniej tym lepiej. Czuję się trochę rozczarowany. Tylko trochę, ale jednak. Jest to denerwujące uczucie, nie pozwalające mi nieustannie zachwalać serialu i znowu przez nie wdam się w kilka jałowych dyskusji z znajomymi. Moja rozczarowanie wynika z prostego faktu - do końca nie wiem o czym to był serial, a jeśli już wpadnę na jakiś pomysł to nie potrafię prześledzić sensowności opowiadania jakiegoś wątku od początku do końca. Trochę jak z Grą o Tron. Tam znałem materiałem źródłowy i nie czułem zagubienia. Tutaj owszem. Oglądam pokój przez dziurkę od klucza i nie wiem czy patrzę na salon, kuchnię czy sypialnie. Nie podoba mi się ta konfuzja. Jeśli jednak bym oceniał odcinki jako pojedyncze całości i wyszukiwał w nich motywów opowiadających o człowieczeństwie, moralności i technologi to piałbym z zachwytu do zdarcia gardła. Chylę też czoła przed misternym prowadzeniem historii mimo częstego przerostu formy nad treścią. Jestem wizualnym estetą, czasem wolą popatrzeć niż posłuchać opowieści. Nie wiem też co myśleć o przyszłości serialu. Na pewno będę oglądał dalej i polecał. Ta kapitalna, wysokobudżetowa telewizja angażująca widza. Chciałbym tylko czerpać większą przyjemności z fabuły i bohaterów.

Finał to opowieść o przebudzeniu i zrozumieniu. Dalszy ciąg opowieści o wyrywaniu się z własnej klatki, przechodzeniu labiryntu świadomości w celu zrozumieniu świata. Zarówna androidów i ludzi. To też ucieczka Meave z widowiskowymi scenami. I przede wszystkim wielki plan Forda, który został wyjawiony na samym końcu. To on miesza w androidach i doprowadza do uzyskania przez nie świadomości. Ginie by zwieńczyć swoje dzieło, prawdziwa pętla związana z Arnoldem. Oddaje AI w władanie własny świat i daje wolną wolę, pozwala im ewoluować, nawet programuje ucieczkę Meave. I może parę rzeczy się nie klei do końca, ale na pewno ogląda się to wyśmienicie, a cliffhanger powoduje odruch pawłowa na myśl o powrocie serialu.

Podczas oglądania tego finału sam wpadłem na teorię. Nie jedną, ale tą chciałbym się podzielić. A co jeśli to wszystko to gra? Jeden wielki eksperyment, gdzie cała obsługa Delos to też androidy tylko nie zdające sobie z tego sprawy. Androidy z większą samoświadomością tworzą androidy, nieskończona pętla która ma dać odpowiedź na proste pytanie szaleńca "a co by było gdyby". To byłby szokujący twist, ale wyjaśniający kilka rzecz.

Inne:
- park z Samurajami! Dajcie mi to, proszę bardzo! Wiem, że taka drastyczna zmiana stylistyki kosztowała by kupę kasy, ale chciałbym zobaczyć zmianę scenerii.

OCENA 5/6 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #208 [28.11.2016 - 04.12.2016]

SPOILERY

 Arrow S05E08 Invasion! (2)
Zaplanowanie 100 odcinka Arrow na crossover było karkołomnym pomysłem. I średnio się udało. Jako ten pierwszy spisał się całkiem nieźle, jako drugi już niekoniecznie.

Jako osoba, która porzuciła Arrow 2 lata temu muszę przyznać, że oglądało mi się to nieźle i nawet przez chwilę byłem zainteresowany postaciami. Jednak bardziej mnie urzekła umiejętność odwoływania się do przeszłości. Nostalgiczne sceny podkreślające długą historię serialu i rolę bohatera, który jest zdolny do poświęceń i zawsze odnajdzie swoje przeznaczenie. Prosta historia, ale działa. Fajnie też było zobaczyć alternatywną wersję świata gdzie Ollie nie został Arrowem. Ciekawie koresponduje to też z poprzednim odcinkiem gdzie Green Arrow mówi Barry'emu, że porzuciłby wszystko by odzyskać swoją rodzinę czego ostatecznie nie robi.

Jako element crossovera było słabo. Postacie z innych seriali zostały zmarginalizowane, a historię sztucznego świata można by opowiedzieć w inny sposób na poziomie street levelu np. korzystając z narkotyków. Jedyne co serial dał to średnio wyglądająca walka Supergirl i Flasha z kobietą cyborgiem wyglądająca jakby się nad nią znęcali dla zabawy. To wyglądało źle. Efektowniejsza była ucieczka ze statku obcych i pomoc Waveridera, ale to akurat wcale nie pasowało do klimatu historii.

Na początku myślałem, że nowe postacie w Arrow mnie zaciekawią. I jakże się myliłem. Wyglądają jak tani cosplayerzy, są irytujący i mało śmieszni, a morałek o tym, że nie można kogoś skreślać tylko dlatego, że posiada supermoce powinien wylądować w wieczorynce.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S02E07 Invasion! (3)
Legendy to od dawna serial, który daje mi najwięcej frajdy podczas oglądania. Ze względu na bohaterów, scenarzystów i humor. Nie koniecznie dzięki tej mieszance dostałem najlepszą składową crossovera, ale lubię tą myśl. I mam nadzieje, że więcej ludzi za tydzień da szansę LoT i zwiększy im się oglądalność bo serial na prawdę na to zasługuje.

Co było w odcinku? Czego nie było! Może pierw o rzeczach najprostszych. Sceny akcji były efektowne, zwłaszcza końcowe starcie. Głupie, bardzo naiwne, ale czy dużo głupsze od innych filmów superbohaterskich? Na pewno bardziej campowe, w stylu komiksów. Tutaj nikt nie bierze się na poważnie dlatego wszystko działa jak powinno. Były też kapitalnie rozpisane sceny humorystyczne. Komentowanie urody pani prezydent przez Sarę i Heat Wave'a to tylko wisienka na torcie. Daniem głównym był duet Cisco i Felicity. Jakże świetnie wyszli! I tylko trzymać kciuki za ich kolejny team-up, najlepiej w Legendach.

Zaskoczyło mnie trochę pogłębienie historii i nadanie wielowymiarowości Dominatorom. Nie pragną destrukcji dla samego zniszczenia. Uważają się za obrońców porządku, ich celem jest powstrzymanie zagrożenia zanim stanie się zbyt poważne. Za coś nieobliczalnego uważają Barry'ego, którego za wszelką cenę trzeba powstrzymać, dlatego przeprowadzają inwazję. I tak, to jest głupie, bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Jednak dzięki swojej celowej umowności to się sprawdza. Barry chcę się poświęcić, zdaje sobie sprawę z błędów, które popełnił i jest gotów oddać swoje życie. I nie bez powodu jego oddalająca sylwetka jest ukazana na tle amerykańskiej flagi.

Fajnie poprowadzono też Cisco, który zdaje sobie sprawę z motywów kierujących Barrym przy tworzeniu Flashpointa. Chcąc zrobić coś dobrze jesteś narażony na nieprzewidziane konsekwencję. Dokłądnie jak mówił Oliver. Uratowanie kosmity 60 lat temu spowodowało tytułowa inwazję. Również Stain zmaga się z konsekwencjami swojego zachowania - nieświadoma manipulacja przy linii czasowej doprowadziła do aberracji w postaci córki, której nie zna i którą będzie ukrywał przed resztą drużyny. Dodając do tego matrxa, w którym utknął Ollie cały crossover spina motyw odpowiedzialności za swoje czyny, akceptacji dokonanych wyborów i świata, który się tworzy.

Bardzo mnie ciekawi jakie będą konsekwencję tego crossovera. Statki kosmitów odgrywające Dzień Niepodległości nad największymi miastami, spotkanie z panią prezydent, córka Steina, Kara i jej urządzenie komunikujące między światami i przecież nie do końca pokonany przeciwnik. Wydaje się, że działy się bardzo ważne rzeczy dla uniwersum. Tylko ile z tego zostanie potraktowane na poważnie?

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E03 Sundowning
Agresywna Malia nie przestaje bawić co też pokazuje ile znaczył dla niej Stiles. Niekontrolowana przemiana podczas testu, pobicie pielęgniarza i zachowanie wobec dziadka Stilesa. Również oglądając szeryfa widać jak brak syna na niego wpłynął. Szkoda, że nie położono na to nacisku w stosunku do innych postaci. Scott i Lydia byli w tym odcinku statystami, a wizyta w domu starców nie przyniosła niczego nowego w sprawie zaginionego Stilesa. Było kilka fajnych scenek, ale to wszystko.

U Liama i spółki również średnio. Rozumiem co serial chcę pokazać. Zmianę i przekazanie pałeczki obrońcy Becon Hills. Dlatego muszę oglądać jak Cory, Mason i Hayden pomagają w ratowaniu Becki i to oni walczą z Widmowymi Jeźdźcami gdy pierwotni bohaterowie zajmują się czymś innym. I średnio mnie to interesuje.

Jeszcze nie wiem co myśleć o wątku wilkołaka pożerającego ludzkie duszę. Wydaje mi się to zbytecznym wątkiem patrząc na brak Stilesa. Wolałbym gdyby serial opowiedział jedną spójną historię zamiast przeplatać kilka wątków. Dobrze, że nie robiona tajemnicy z jego tożsamości i potencjalnie zaskoczy czymś innym.

OCENA 4/6

The Flash S03E08 Invasion! (1)
Pierwszy wielki event łączący trzy superbohaterskie seriale The Cw. Karkołomne zadanie, które ostatecznie spełniło oczekiwania. Przynajmniej na samym początku. Ja bawiłem się lepiej niż przy filmowych młóckach od Warner Bros. i trochę żałuję, że telewizja nie może korzystać z tych bardziej znanych postaci. Przecież gdyby zamiast Flasha był Superman, a Arrowa Batman o tym odcinku mówiłoby się tak jak kolejnym Gry o Tron. A tak jest niszowa, ale efektowna uciecha dla fanów.  Z pretekstową fabułą i trochę chybionymi wątkami jak na ten odcinek. Co zresztą schodzi na dalszy plan przy tak dobrze rozpisanych postaciach, relacjach Barry/Oliver i humorowi, który zwyczajnie działa.

Zdziwiło mnie to jak potraktowano Flashpoint. Zrobiono z niego wielkie halo i nie zamieciono pod dywan. Najlepiej wyszła rozmowa Olivera z Barrym, gdy przyjaciel rozumie jaką trudną decyzję podjął Barry i wspiera go. Niczego sobie byłą też przemowa Sary. Lata prowadzenia tych postaci zbierają żniwo. Tylko trochę nie rozumiem oburzenia Diggla na to, że ma syna zamiast córki. On akurat nie musi się czepiać, że Barry zmienił jego życie na gorsze.

Świetnie wypadł występ gościny Supergirl. Na Kryzys i połączenie Ziem raczej nie ma co liczyć dlatego fajnie jest ją widzieć w interakcjach z innymi bohaterami. Jej przyjaźń z Barrym czy nieufność Olliego. I reakcję Heat Wave. Co to była za świetna rozmowa!

Tylko ci obcy nie pasują. Mocno generyczni. Ale to tylko pretekst do zabawy. Pretekst do standardowej walki herosów i potem ich współpracy. Wybaczam bo sztampowość jest szybko rekompensowana.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E06 Dog Day
Zwykle bardzo lubię to jak jest przedstawiona akcja w The Last Ship. Bez różnicy woda czy ląd. Teraz jednak wyjątkowo się znudziłem. Atak na wyspę, przedzieranie się przez bambusy czy ostrzeliwanie w chatce było zbyt długie. Przez co po pewnym czasie straciłem zainteresowanie. Wracało gdy byli pokazywani jeńcy i ich walka mimo trudnego położenie. Reszta była taka sobie. Rzeczy, które już dawno widziałem tylko w innym settingu. Fajny pomysł z tunelami, takie odwołanie do Wietnamu tylko dość przeciętnie wykorzystane. Brakowało terroru i strachu przed kolejnymi metrami zdobywanej ziemi.

Może teraz gdy odbito zakładników i Mike wrócił na statek zostanie ruszony wątek polityczny. Najwyższy czas by poznać plany Chińczyków. I żeby gubernatorzy w USA zrobili swój ruch. I jak już wyliczę czego chcę to niech dadzą jeszcze Texa. Przydałby się jakiś występ gościnny.

OCENA 4/6

The Last Ship S03E07 In the Dark
Trochę szkoda, że tytułowej ciemności nie było tutaj więcej. Cały odcinek w tym stylu można było o tym zrobić jak w zeszłym sezonie podczas ukrywania się przed okrętem podwodnym. Jednak i tak było dobrze. Ucieczka przed chińczykami wyszło nieźle, kilka momentów było do prawdy emocjonujących. Jak wzięcie Nathana Jamesa za ich jednostkę. Albo przeprawa przez pole minowe. Trochę zamarzyła mi się otwarta bitwa morska na koniec sezonu.

W Sant Louis było początkowo nudno. Wyszukiwanie kolejnych brudów na prezydenta i jego radzenie sobie z kryzysem było męczące. Natomiast cliffhanger zaskakujący i nadający nowej dynamiki. Jeffrey postanowił dokończyć to co zaczął na pokładzie Nathana Jamesa i tym razem skutecznie popełnił samobójstwo. To tworzy zupełnie nową dynamikę w politycznym aspekcie serialu.

Podobało mi się co zrobiono z Greenen. Najlepszy cyngiel na pokładzie Nathana Jamesa, na co dzień spotykający się ze śmiercią i odczuwający stratę przyjaciela odbiera poród. Circle of life.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E08 Sea Change
Pierw odnośnie rządowego wątku. Namieszało się. Nowemu prezydentowi zależy głównie na PR i nie jest zbytnio gotów na pełnieniu tej funkcji. Słucha się gubernatorów, którzy toczą własną grę. Przy okazji odciął Karę od głównych wydarzeń dlatego, że powiedziała to co myśli. To oznacza więcej bezcelowego miotania się. I nie wiem już sam czy podoba mi się ten wątek czy nie.

To samo mam z historią Penga. Jest zły do szpiku kości i marzy o światowej dominacji przeprowadzając ludobójstwo w Azji. Stawka jest wysoka, ale co z tego skoro została pozbawiona osobistych motywów. To wciąż dobrze się ogląda, ale trochę jestem tym już zmęczony.

OCENA 4/6

Timeless S01E08 Space Race
W połowie sezonu stwierdzam, że z coraz większą przyjemnością włączam kolejne odcinki. Wiem już czego się mogę spodziewać i serial jeszcze ani razu poważnie mnie nie zawiódł, tak żebym myślał żeby go porzucić. Jednocześnie wiele się tutaj nie wydarzyło czego mocno żałuję. Co tydzień to samo, a zabawa z podróżami w czasie za mało agresywna. Zmiany w czasie jakie są dokonywane nie naruszają statusu quo serialu, a jedynie wprowadzają elementy humorystyczne. Patrząc na pilota to troszkę boli. Choćby w tym odcinku bohaterowie mogliby wrócić do świata odrobinę bardziej zaawansowanego technologicznie.

Jednak historia odcinka znowu była bardzo przyjemna i dla zagęszczenia atmosfery rozbita na dwa segmenty. Pierwszy z nich to próba uratowania lotu Apollo 11. Ładnie wszystko rozpisane i do samego końca umiejętnie zwiększano napięcie choćby przez przemówienie Kennedyego. Śmieszne były też żarty z ówczesnej technologii i miny Rufusa. Drugi wątek to śledzenie Flynna i jego zagadkowy plan z fintą na końcu. Wykorzystał podróż w czasie by uratować własnego brata. To był zaskoczenie. I to całkiem fajne jakby serial znowu krzyczał "On wcale nie jest taki zły".

OCENA 4.5/6

Vikings S04E11 The Outsider
Przeglądając mój serialowy kalendarz zdziwiłem się z powrotu Wikingów. Jak to, już? Nie czekałem specjalnie, nie śledziłem nowinek więc się nie rozczarowałem odcinkiem. Miękki reboot serialu wyszedł akceptowalnie. Skupił się na przedstawieniu synów Ragnera, ich zażyłości i różnic między nimi. Szybko można było sobie wyrobić o nich zdanie. Zwłaszcza Ivarze, który może być ciekawym antybohaterem. Natomiast oglądanie samego Ragnara było dość przytłaczające. Snuje się od znanej osoby do znanej i opowiada o chęci zemsty na Anglikach i poznaniu swoich chłopców. Wydaje się rozbity i bez planu. Nie wiadomo co przeżył poza nieudaną próbą samobójczą, i nie wiadomo co zrobi. Po raz kolejny robią z niego wielką niewiadomą i trochę mnie to martwi. Ile razy można próbować tego samego?

Spodobały mi się nowe plenery. Piękne górskie widoczki, gęste lasy i zatłoczony Kattegat. I muzyka robiąca kawał solidnej roboty, zwłaszcza podczas "przywitania" Ragnara z synami. Klimatu Wikingom nie można odmówić. Przydałaby się jeszcze wciągająca fabuła.

OCENA 4/6

poniedziałek, 28 listopada 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #207 [21.11.2016 - 27.11.2016]

SPOILERY


Teen Wolf S06E01 Memory Lost
Ostatni sezon zaczął się tak sobie. Tzn. pierwsza scena taka była. Liam i Hayden na randce, ciemny las i problemy z zmianą koła. Nie wiem czemu Jeff Davis myśli, że to właśnie ich chcę oglądać. Ogólnie za dużo czasu dostali podczas odcinka, co zresztą przeszkadzało mi już w zeszłym roku. Finalna seria powinna skupiać się na starych znajomych. Na szczęście było kilka zabawnych scenek z Liamem.

Po pierwszym negatywnym odczucia odcinek szybko ruszył z kopyta. Pojawił się Dziki Gon i szybciutko nakreślono głównego wroga sezonu i sytuację bohaterów. To jak Stiles tęskni za nadprzyrodzonymi wydarzeniami i jak inni rozkoszują się spokojem, który co  oczywiste został szybko zakończony. W odcinku było dużo bieganie, kilka fajnych pełnych napięcia scen i mocarna końcówka. Stiles wymazany z rzeczywistości, nikt o nim nie pamięta tylko Lidia ma jakieś niejasne przeczucie, że o czymś zapomniała. I trochę mnie to martwi bo znaczy to mniej Stilesa, tak jestem ciekaw tego wątku i wydaje się bardziej interesujący od zeszłorocznego ponieważ mocniej dotyczy głównych bohaterów.

Może i mój zapał do Teen Wolf trochę zanikł tak premierę oglądało się dobrze i nie martwię o przyszłości. nawet żałuję, że to już ostatnie odcinki. Z chęcią zobaczyłbym bohaterów na studiach i jak radzą sobie u progu dorosłości.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E02 Superposition
Odcinek miał wolniejsze tempo od poprzedniego, był bardziej skupiony na postaciach i nie przyniósł żadnych rewolucyjnych zwrotów akcji. Mimo to oglądało się go dużo lepiej. Malia, Scott i Lydia mieli niejasne wrażenie, że czegoś im brakuje. Przyciągała ich tajemnicza szafka w szkole, objawiało się to w przeczuciu czy gestach. Ich mózgi dawały znać o stracie jaką odnieśli. Ich przyjaźń ze Stilesem była tak wielka, że wymazanie go z rzeczywistości pozostawiło na nich ślad. I to mi się bardzo podoba. Serial podkreśla co jest jego najważniejszą treścią. Nie walki z nadnaturalnymi stworzeniami, a właśnie opowieść o przyjaźni i tym jak nierozerwalnie wiążę ona ze sobą ludzi. Tylko nie mogę zrozumieć jednego - czemu szeryf ma żonę. Czemu wymazanie rzeczywistości w jego przypadku wiązało się z jej przepisywaniem i tak poważnymi zmianami. U przyjaciół Stilesa pozostała luka, tutaj wszystko się zmieniło.

Muszę przyznać, że nawet podobały mi się sceny z Masonem, Corym i Liamem. Pierw akcja z Dzikim Gonem i powolne odkrywanie zdolności Cory'ego. Jak się okazuje on nie tyle staje się niewidzialny co odwiedza sąsiedni wymiar. Czyli jest już zaczątek planu odzyskania Stilesa.

Wrócił też trener. O jeny, ale miał świetne komediowy sceny. Dunbar!

OCENA 4.5/6

The Flash S03E07 Killer Frost
Walka z Savitarem była efektownym rozpoczęciem odcinka. Chociaż nazywanie tego walką to lekkie nadużycie. Bóg szybkości wycierał glebę Flashem nawet się nie pocąc. Dlatego takie rozczarowujące było jego pokonanie przez Catlin. Trochę zimna i to wszystko. Za łatwo jak na takiego uberkozaka.

Dalsza część odcinka też trochę zawodziła. O ile sam pomysł był dobry, Catlin przechodzi na ciemną stronę i drużyna musi z nią walczyć, tak wykonanie pozostawia sporo do życzenia. Za szybko jej to przyszło, a serial niezbyt udanie pokazuje jej zmiany osobowości przez co happy end nie pasuje. Lepiej wypadło w tym umiejscowienie Barry'ego. To on jest odpowiedzialny za wszystko, bohaterowie mu to mówią i musi stawiać czoło konsekwencją tego co zrobił. Trzecia seria to na razie jedna wielka lekcja odpowiedzialności i udanie jest prowadzona. Czekam na egzamin by zobaczyć jak Barry staje się bohaterem.

Julian jest Alchemym. Zero zaskoczenia. I, tadam, nie przeszkadza mi to. Myślałem, że będę narzekał i psioczył na prostackie prowadzenie nowych bohaterów, ale udanie z tego wybrnięto. Nie robi tego dobrowolnie, jest w jakiś sposób kontrolowany przez Savitara, może nawet nie jest świadomy swoich czynów. To byłoby fajne rozwiązanie i liczę, że scenarzyści mają na niego jakiś większy pomysł.

OCENA 4/6

The Last Ship S03E03 Shanzhai
Podoba mi się opowiadanie dłuższej i bardziej spójnej historii w tym sezonie. W odcinku działo się dużo i nie wiele zarazem. To było kolejne przygody bohaterów, które ogląda się znakomicie. Chandler znowu dowodził przez moment Nathan Jamesem, była fantastycznie zrealizowana scena walki, jeszcze lepszy montaż przechadzki po mieście piratów i napięcie związane z ucieczką. Gdzieś dalej Slattery wraz z kompanami przetrzymywanymi przez legendarnego pirata i drenowani z krwi planują przy okazji ucieczkę. Opowiedziane to wszystko w świetny sposób godny najlepszego kina sensacyjnego. Bawię się doskonale mimo, że nie wiem jak obecne wydarzenia wiążą się z większa politykę i wątkiem chęci Chińskiej supremacji.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E04 Devil May Care
Chcę i mam - związaną ze sobą wątek piratów i Chińskiego prezydenta. Motywacje wciąż są niejasne, ale jest już jakiś ślad. Jednak nie to było najlepsze. Najlepsze było oglądanie jak Chandler robi wjazd na willę Penga i uzyskuje od niego to co chcę. Świetnie zrealizowane działanie jego oddziału, ciche przemykanie się korytarzami i obserwacja akcji z pokładu Nathana Jamesa.  Świetnie wypadają tego rodzaju sceny. I nie mam wyrzutów sumienie, że po raz kolejny to piszę. Takie rzeczy trzeba chwalić.

U Takayashiego trochę nowych rzeczy. Grupka Mike'a dalej próbuje uciec i dać znać o swoim położeniu. Teraz jednak zacznie się wyścig z czasem. Co zrobi pirat, co Tom, czy dojdzie do egzekucji? Czuję, że następny odcinek dostarczy pod tym względem. Ważny jest też wątek szczepionki. Czy rzeczywiście wirus mutuje czy ktoś przy niej majstrował by osłabić Japonię? Może Chińczycy? A może sabotażysta w USA?

Ciekawie zapowiada się wątek w USA. Wzrastają niepokoje społeczne, nieufność ludzi do rządu potęgowana przez prasę i osłabienie pozycji prezydenta. Czuje, że właśnie tutaj skończy się sezon. To by było bardzo logiczne w końcu jest on o dzielnych amerykanach.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E05 Minefield
Cały odcinek poświęcony przebijaniu się przez pole minowe. I kurde, znowu napiszę, że było świetnie bo było. Nieustający suspens, który rósł z minuty na minuty. Pierw odkrycie pola minowego, potem nowego rodzaju min, uciekający czas, szaleńczy pomysł i wreszcie detonacja i torowanie drogi przy użyciu wabika na helikopterze i łodzi. Jakby tego było mało dorzucono jeszcze zbliżającą się do okrętu torpedę i heroiczną akcję Wolfa i Cruza. Czołówka z torpedą by uratować Nathana Jamesa, a potem długie poszukiwanie rozbitków. Jednak moim ulubionym momentem jest zmartwienie załogi po zaginięciu Wolfa i radość z jego odnalezienie.

U Takahashiego spokojnie w tym odcinku. On zdeterminowany by uratować żonę i dotrzymać swojej obietnicy. Coś mi się wydaje, że on współpracuje w jakiś stopniu z Pengem i to może być odwrócenie uwagi od najważniejszych spraw. Serial przy okazji daje mu kolejny wymiar. Nie dość, że był japońskim oficerem to jeszcze ma dziecko w drodze. Jakby był plan by go wybielić.

W Ameryce problem z mediami, niesforni gubernatorzy, prezydent pokazujący pewność siebie i zamieszki na ulicach. Jest ciekawie, ale to wciąż kładzenie fundamentów pod drugą połowę sezonu.

Sasha i Tom? Czemu nie jeśli ma to oznaczać więcej Bridget Regan w serialu.

OCENA 5/6

Timeless S01E07 Stranded
Zaskoczenie z samego początku. Bohaterowie już po podróży w czasie zostają pojmani przez Francuzów. Wrzucenie w sam środek historii bez zwyczajowej klamry z podróżami było dobrym pomysłem. Nadało dynamizmu odcinkowi i dało mu odpowiedni wydźwięk pogłębiając uczucie zagubienia w historii. Potem było standardowo. W sensie standardowo dobrze. Rozwijano relację między bohaterami, pozwolono im lepiej sobie zaufać po tym jak wyrzucili wszystko co leżało im na serce. Dano dobrze znaną mieszankę akcji, humoru i odniesień do popkultury. Bawiłem się przednio. Nawet znowu z wyczuciem poruszono wątek rasistowski by przy okazji zaznaczyć jak bardzo wielka przyjaźń zaczyna łączyć Rufusa, Lucy i Wyatta.

Dano też dużo scen w teraźniejszości. Było kilka uproszczeń jak cały protokół związany z powrotem wehikułu. Jednak kilka dodatkowych scen dla Jiayi czy Masona pozwoliła nadać im trochę człowieczeństwa, sprawić, że te postacie są jeszcze mniej obojętne. Dodano też jeden wątek do głównej fabuły - podejrzenia agentki Christopher względem Masona. Wciąż opowiadanie większej historii się ślimaczy, ale widać, że gdzieś to zmierza.

Serial zaczął poruszać obowiązkowe podczas podróży w czasie wątki predestynacji i wolnej woli. I robi to przyjemnie, z odpowiednim luzem, a rozmowy nadają motywacji bohaterom. Bałem się trochę zadęcia czy wzniosłych przemów więc kolejna cegiełka która mnie cieszy.

Na koniec brawa dla Rufusa. Naprawił wehikuł czasu materiałami z połowy XVIII wieku i odpalił go na kabelek.

OCENA 4/6  

poniedziałek, 14 listopada 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #205 [07.11.2016 - 13.11.2016]

SPOILERY

DC's Legends of Tmorrow S02E05 Compromised
Jaki dobry odcinek. Dużo dobrze rozpisanych humorystycznych dialogów, rozwijanie wątku złych tego sezonu, przyjemna akcja i umiejętne poruszanie superbohaterskich motywów. Już początek mówił, że będzie się to dobrze oglądało. Kolejne spotkanie Darkha i Reversa udanie zapowiada Legion of Doom. Jednak jeszcze lepiej wypadły rodzajowe scenki na Waveriderze. Rozmawiający bohaterowie zacieśniający więzi w zespole. To od zawsze bardzo dobrze wypada w serialu, bez względu na konfigurację kto z kim rozmawia. Tutaj rządzili przede wszystkim Atom i Heatwave. Ray próbował wejść w buty Colda, a Mick próbował sobie z tym radzić. Wygląda jakby serial robił podkład pod dramatyczny powrót Leonarda.

Bardzo fajnie wypadło też konfrontowanie się bohaterów z obowiązkiem. Sarah i Amaya muszą przezwyciężyć swoją rządzę zemsty w imię misji. I może więcej o tym mówili niż pokazywali, ale podoba mi się jak charakterologicznie zostały zarysowane te postacie. Jak Sarah się zmienia i dorasta do roli kapitana.

Inne:
- Obsydian się pokazał na chwilę i fajnie, w drugim odcinku był niesamowicie zaniedbany. Nawet udało się opowiedzieć ciekawą historię o jego orientacji seksualnej i niechęci rządu USA do gejów.
 - rozróba w Białym Domu gdy Ray i Mick krzyżują strumienie, so much fun!
- oczywiście, że nie pokazali co się znajduje w pudełeczku które zabrali Darkhowi.

OCENA 4.5/6 


The Last Ship S02E09 Uneasy Lies the Head
W zeszłym sezonie była wyprawa po małpy, które miały pomóc przy tworzeniu szczepionki. Tym razem wyruszono po małże. I jak zwykle w takich historia był to tylko pretekst do opowiedzenia innych historii. Pierw spotkano dziecięcych żołnierzy. Musieli sobie jakoś radzić bez dorosłych więc w zamian za broń i żywność postanowili pomóc sekcie ocalałych łapiąc kogoś od Chandlera. Desperackie czasy i desperackie metody przetrwania. Świetne sceny gdy kapitan próbował się z nimi porozumieć, gdy pokazano, że wciąż są patriotami i gdy w dramatyczny sposób pokazano śmierć dziecka wierzącego w ideę wojny z popkultury. W prosty sposób pokazano do czego może doprowadzić ogłupianie młodego pokolenia, opowiadaniu mu o świecie, który nigdy nie istniał. Przy okazji dano fajną strzelaninę. Efektowne strzelaniny zazwyczaj są fajne.

Trochę mdławo wyglądała historia Nielsa i dr Scott. Wydawało się, że ona nim manipuluje, zbliża się do niego by wyciągnąć jak najwięcej informacji do stworzenia swojej szczepionki w proszku. Przełamała się, praca z nim wiele ją kosztowała, a załoga dziwiła się jak jest w stanie z nim przebywać. Mocno mnie zaskoczyła konkluzja tego wątku. Rachel miała zupełnie inny plan. Stworzyła zaraźliwą szczepionkę działającą jak wirus. Genialne. Uboczną ofiarą był Niels. Musiał zginąć by mogła to osiągnąć. Sprzeniewierzyła się zasadą moralnym, które ją kształtowały, zamordowała człowieka po to żeby ocalić ludzkość. Ciekaw jestem jak serial podejdzie do wyrzutów sumienia z tego powodu.

Prezydent zaczął być prezydentem, to już nie jest ten niezdecydowany mężczyzna porwany przez kapitana Nathana Jamesa. Nawet wie co takiego chciałby przekąsić. Bardzo fajna scena gdy podkreślono jego pewność siebie zbliżeniem na tosty, które zajada. Ma też plan jak odbić Amerykę z rąk fanatyków. Wreszcie.

Cieszy mnie duża ilość czasu jaką poświęcono najemnikom. Gra w karty, przekomarzanie się czy momenty chwilowego załamanie. Lubię ten serial nie tylko za główny motyw, ale też pojedyncze historię bohaterów, to jak buduje wieź z postaciami. I trochę żałuję, że teraz jest mniej Kary lub Danny'ego. Rozumiem, że obsada się rozrosła, jest dużo wątków, ale niech serial częściej wraca do swoich oryginalnych bohaterów.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S02E10 Friendly Fire
Nie spodziewałem się śledztwa w sprawie śmierci Nielsa i tego co za sobą niesie. To wciąż jest marynarka wojenna i wszystko trzeba robić zgodnie z procedurami. Jak mówi Chandler to zasady robią nas ludźmi, utrzymują nas razem i nie można ich łamać. Rachel wyznaje jednak własny kodeks moralny. Jest w stanie poświęcić życie człowieka odpowiedzialnego za epidemię by ocalić ludzkość. Łamie zasady i musi ponieść konsekwencję. Ona i Tom wierzą w to co robią dlatego ich starcie na końcu odcinka jest tak mocne.

Sam odcinek miał dużo dobrego. Czy to Taxa odwiedzającego Rachel, scenę z przekazywaniem wiadomości przez bluetooth, seksualne napięcie między Burkem i Ravit, radość załogi na wieść o śmierci Nielsa czy wreszcie atak łodzi podwodnej na Nathana James'a. Fantastycznie zrealizowane i pełne napięcie. I znowu końcówka waląca w twarz. Ocaleli obarczyli winą Chandlera za zagładę cywilnej floty. To już nie tylko wojna z fanatyczną sektą. Przeciwnik jest jeszcze groźniejszy przez propagandę jaką rozsiewa. Koniec sezonu się zbliża, a stawka poszła do góry.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S02E11 Valkyrie
Nienawidzę gdy seriale zabijają moje ulubione postacie. Jednocześnie czerpie perwersyjną przyjemność z emocji jakie to u mnie wywołuje. Bo przecież w kulturze chodzi o to by oddziaływała na widza, nawet jeśli jest popularna i używa tanich chwytów. Tak buduje postacie, że się do nich przywiązuję, a potem bezczelnie je zabiera. The Last Ship zrobiło to z klasą. To nie była heroiczna walka, a głupia wojna gdzie nastawieni przeciw sobie Amerykanie zabijali się bez celu. To też nie była szybka śmierć, a powolne i bolesne konanie. Agonia przedłużana poza granicę normy, tak by oglądając umierającą Ravit czy Chunga samemu cierpieć. Przywiązałem się do tych bohaterów drugiego planu.

Serial bardzo fajnie rozgrywa konflikt. Nie jest on tak prosty jak w zeszłym sezonie. To nie źli ruscy i próba wynalezienia szczepionki. To walka z dezinformacją i fanatyzmem negującym obecnie wyznawane wartości moralne na których straży stoi Ameryka. Banał, ale sprawdza się.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S02E12 Cry Havoc
Co za niesamowita walka. Nie mam tutaj wiele do powiedzenia, słowa nie oddadzą tego w pełni. Finałowe starcie Chandlera z Ramseyem była fantastyczna. Genialny plan z zmyleniem wroga i powolne podchody to tylko preludium do efektownej walki. Mnóstwo cięć, pokazanie wydarzeń z kilku perspektyw, dynamizm sceny i emocję jakie to ze sobą niesie. Batalia była długa, a ja czułem się jak bym brał w niej udział, pełen emocji i niepewności tego co ma się zaraz wydarzyć. Świetna robota.

Bardzo przyjemnie wyglądała scena gdy Rachel ulecza dziewczynkę i rozpoczyna roznoszenie szczepionki. Ta scena była też kontrastem do zabicia Nielsa. Uratowanie rodziny uchodźców było jej katharsis, jakby zmywało grzech który tak niedawno popełniła. Piękna scena.

Najbardziej ciekawi mnie co teraz. Wielka wiktoria z wrogiem sezonu miała miejsce w przedostatnim odcinku i wydaje się jakby najważniejszy wątek został zamknięty. Pozostaje tylko oczyścić dobre imię marynarki i Nathana Jamesa. I to może być najtrudniejszym zadaniem. Jak odbudować zaufanie Amerykanów? Czy może w następnym sezonie głównym motywem będzie podzielony naród?

OCENA 5/6

The Last Ship S02E13 A More Perfect Union
Finał nie był tak spektakularny jak poprzedni odcinek, ale co spodziewane dał radę. Głównym problemem była dystrybucja szczepionki i walka z propagandą. Jednak to nie sceny ważne dla Ameryki i świata były najbardziej interesujące tylko osobiste historię bohaterów. Podróż Texa w poszukiwaniu córki odpowiednio działała. Szczególnie scena na zgromadzeniu i reunion. Wzruszający moment. Ale takich było tutaj pełno. Gesty z przekazywaniem szczepionki, cieszący się ludzie, pojednanie bliskich i flagi USA powiewające w chwalę. Ten odcinek działał jako optymistyczna konkluzja. Szczególnie scena balu po zaprzysiężeniu prezydenta. Moment rozluźnienie i radości, ale też pamięć o poległych. To mógłby być na prawdę ładny koniec serialu.

Tylko, że nie był. Cliffhanger był dramatyczny - zastrzelenie Rachel przez jednego z Ocalałych. Zupełnie niespodziewane. Nadano też kierunek przyszłej serii - odbudowa Ameryki. I jestem strasznie ciekaw jak będzie wyglądał większy nacisk na politykę i podnoszenie się z apokalipsy.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E01 The Scott Effect
Muszę przyznać, że odcinek uśpił moją czujność. Początek był zbytnio rozwleczony. Za dużo ekspozycji którą można by skondensować w bardziej spójną całość. Podoba mi się ten nowy świat i przeskok w czasie o pół roku. Społeczeństwo powoli się odbudowuje, a Ameryka mierzy z nowymi wyzwaniami. Nie wiem jeszcze co myśleć o głównym motywie sezonu zapowiadanym już podczas nowej czołówki - konflikcie Chin z USA. Ogólnie sytuacja na Wschodzie jest skomplikowana więc liczę, że tak samo będzie przez cały sezon, a Peng nie okażę się jednowymiarowym złoczyńcą, Chińskim prezydentem pragnącym władzy nad światem.

Podobają mi się zmiany w obsadzie. Kara pracuję przy prezydencie, Slattery został kapitanem, a na okręcie jest więcej nowych twarzy. Natomiast Tom pełni rolę dyplomaty i doradcy prezydenta, a nie wojskowego. Zadebiutowała też Bridget Regan jako jego stara znajoma i łączniczka w Chinach. Tylko śmierci Val im nie mogę darować bo dawała trochę humoru. Prawdopodobnie wiązało się to z angażem aktorki do serialu Amazonu Goliath.

Ogólnie jestem dobrej myśli, intryguje mnie nowy kierunek serialu, ale troszkę obawiam się ten nowej sytuacji.

OCENA 4/6

The Last Ship S03E02 Rising Sun
Klasyczny odcinek The Lash Ship. Dużo efektownego strzelania, żonglowanie kilkoma wątkami na raz i postawienie ulubionych bohaterów w trudnej sytuacji. Czy to ucieczka Chandllera przed Chińczykami, przygody Burka i Greena czy akcja na Nathan James. Wszędzie się działo dużo i było na czym oko zawiesić. Fabularnie odcinek trzyma w tajemnicy. Wyjaśniło się tylko, że Peng jest tym złym i zapowiada się otwarty konflikt. Jego motywacje i cele wciąż są tajemnicą.

Mnie najbardziej cieszy gościnny występ Dichen Lachman. Od czasu Dollhouse mam słabość do tej aktorki i każde spotkanie z nią daje mi dużo radości. Jej występ nie jest jednorazowy i liczę, że odegra ważną rolę w serialu. I nie zostanie wypisana w taki sposób jak Val, Ravit i dr Scott.

OCENA 4.5/6

wtorek, 8 listopada 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #204 [31.10.2016 - 06.11.2016]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E04 Abominations
Oglądanie w tym samym czasie dwóch seriali o podróżach w czasie to bardzo ciekawe doświadczenie dostarczające sporo materiału porównawczego. Legendy trafiają w środek Wojny Secesyjnej, a całkiem niedawno ekipa z Timeless zmagał się z zabójstwem Lincolna. Tutaj i tam poruszane były kwestie rasowe i emancypacyjne. I jeśli miałbym porównać to serial The Cw poradził sobie z tym o wiele lepiej. Jax w przeciwieństwie do Rufusa rozumie istotę zachowania historii i braku interwencji. Tym boleśniejsze jest oglądanie sceny gdy nie interweniuje podczas wymierzania kary niewolnicy. Z biegiem czasu, oglądając cierpienie czarnych zaczyna reagować by ostatecznie rozkoszować się spaleniem willi plantatora. W pewnym momencie nawet stwierdza, że to niewolnictwo było aberracją historyczną. Podobała mi się ta droga bohatera, nawet ten podniosły ton  na końcu mocno pasował do opowiadanej historii.

Legends of Tomorrow zrobili jeszcze jedną rzecz lepiej od Timless. Zombie! To był szalony pomysł, ale to akurat idealnie pasuje do tej komiksowej opowieści. Może i walki z nimi nie były nadzwyczaj udane, ale było w tym coś przyjemnego. Jak Martin bał się wypowiedzieć ich imienia i gdy żołnierze toczyli z nimi zacięte boję. Wpleciono w to nawet osobistą historię Sary. Dowódcy, który posyła swoich ludzi na śmierć i odpowiedzialności jaką to niesie. Mam tylko wrażenie, że mogłoby być więcej humoru. Rozumiem jednak czemu z nim nie szarżowano, źle wpłynąłby to na odbiór wątku Jaxa.

Trzecią, najmniej ważną historią było horrorowe uciekanie przed zombie na Waveriderze. I tutaj wyszło najsłabiej. Atmosfera była fajna, ale trochę to bez sensu wyglądało i bohaterowie byli niepotrzebnie ogłupiani. Na szczęście końcówka zapowiada delikatną zmianę w serialu - Ray dostał lodowy pistolet Snarta. Teraz czekać na powrót Leonarda w jakieś formie i jego niezadowolenie z tej s. Dziwi mnie tylko czemu Palmer nie próbuje odbudować swojej zbroi. Raz ją zbudował, może i drugi.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S04E02 Meet the New Boss
Premiera sezonu była tak przeciętna, że nie chciało mi się wracać do serialu. Po seansie Doctor Strange zapragnąłem w swoim życiu więcej Marvela, a to była najszybciej dostępna opcja. I muszę przyznać, że jest odrobinkę lepiej. Było kilka momentów, które mnie zainteresowały. Więcej było tych denerwujących, ale tego akurat się spodziewałem. Nie ma może jednego wyrazistego wątku, który by mnie specjalnie zainteresowałem, ale umiarkowanie jestem ciekaw jak poprowadzą magię w serialu, czego chcą duchy i jak to wszystko jest powiązane z Ghost Riderem. Mniej mnie interesują bohaterowie. Opętanie May, błąkający się Culson, Skye jako renegata. Nic ciekawego. Przeciętnie wypada też Robbie Reyes. Dostał więcej czasu, ale nie czuję do niego żadnej sympatii. Tak jak do nowego dyrektora. Robiono z tego wielką tajemnicę jakby oczekiwano jakiegoś szoku dla widza. Ja już mam go dość. Ogólnie nie podoba mi się nowe SHIELD i rozbicie drużyny.

OCENA 3.5/6

The Flash S03E05 Monster
Wielki potwór atakuje Central City. Co za pomysł! Nawet wykonanie było przekonujące. Niski budżet, a udało się stworzyć namiastkę monster movie. Szkoda tylko, że był tutaj jeden z najbardziej przewidywalnych twistów fabularnych, który zgadłem w połowie pierwszej sceny z potworakiem. To był hologram, a dalsza część odcinka mnie tylko w tym utwierdzała. Dlatego tak rozczarowujące było oglądanie miotających się bohaterów. Sprawę ratował koniec, gdy okazało się, że steruje nim 15 latek prześladowany w szkole. Tylko, że za mało miejsca poświęcono temu wątkowi żeby przekazać jakąś głębszą myśl.

To jednak nie był odcinek o kolejnej sprawie tygodnia tylko bohaterach co było czuć od pierwszych scen. Pierw Catlin spotyka się z swoją matką i prosi o pomoc, a potem pierwsze odwiedziny w mieszkaniu Cisco. Było też dużo Wellsa, rozgrywania nieufności i zaufania w drużynie, problem z kontrolowaniem swoich zdolności i rola bohatera i mocy, które są do tej pracy potrzebne. Najbardziej mnie ucieszyła ostatnia sceny gdy Julian i Barry nawiązują nić porozumienie i idą na piwo. Wprowadzili fajną nową postać i teraz czekać aż ją dobrze zagospodarują. Lub kompletnie zaprzepaszczą jej potencjał.

OCENA 4/6

The Last Ship S02E07 Alone and Unafraid
Bardzo szybko odzyskałem wiarę w serialu po zeszłotygodniowym zawodzie. Odcinek był skonstruowany tak jak lubię. Nieustanna presja, narastające napięcie z efektownym momentem kulminacyjnym. Niezła strzelanina i jeszcze lepsza walka na krótkim dystansie. Bez okrętu w centrum, a oglądało się to i tak znakomicie. Mocno ucieszyło mnie kompletne zwycięstwo. Niels i prezydent na Nathan James. Teraz tylko zniszczyć dowództwo terrorystów i po sprawie. Stawka w tym sezonie jest może i nie wyższa niż w zeszłym ale ciekawa. To nie walka o przyszłość ludzkości, a społeczeństwa. Walka z fanatykami i ludźmi słabymi moralnie. To dopiero połowa sezonu więc liczę na jakieś mocne twisty.

Podobało mi się jak odcinek został podzielony. Dwie drużyny z misją, brak komunikacja i determinacja w osiągnięciu celu. Nie zabrakło też odrobiny humoru na rozluźnienie. Tylko chciałoby się więcej klaustrofobicznego klimatu okrętu.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S02E08 Safe Zone
Zaskoczył mnie brak prostych rozwiązań fabularnych, co w tym szalonym świecie powinno być jak najbardziej zrozumiałe. Nowy prezydent Ameryki jest słabym człowiekiem. Przez długi czas był marionetką terrorystów i wierzył w istnienie ludzi stworzonych do rządzenie. Wydarzenia, które go ukształtowały zniszczyły jego stare życie przez co łatwo było mu zaakceptować wiarę sekty Seana. Sprowadził śmierć na dziesiątki tysięcy ludzi w tym swoich bliskich. I mimo tego Chandler mu ufa. Widzi w nim promyki nadziei, materiał na wielkiego przywódcę i chcę mu służyć. Nie ma innego prezydenta, to jest najlepszy jakiego mają i postanawia mu pomóc. Świetnie rozpisano dialogi, a aktorzy nadali swoim bohaterom duszy. Skrzywdzeni przez los ludzi rozmawiają o swoich przeżyciach, a prezydent powoli akceptuje nowy świat i swoją rolę w nim. Pierwszorzędnie rozpisany mocno kameralny odcinek.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E05 The Alamo
Pierwszy odcinek Timless który mnie wynudził. Zapowiadał się dobrze, ostatnia misja Wyatta i oblężenie Alamo. Stawką przyszłość USA i integralność drużyny. I niestety nie czułem tego. Możliwe, że chodzi o różnice kulturowe gdzie dla mnie Alamo to kolejna bitwa w historii Ameryki, a nie jeden z mitów założycielskich. Podniosłość była przesadzona, rozmowy nudne, a fabularnie mało z tego udało się wycisnąć mimo, że scenarzyści mocno się starali i momentami byłem zainteresowany tym co może się wydarzyć. Momentami. Dano nawet całkiem całkiem wątek Wyattowi o jego syndromie ocalałego. I w sumie tyle. Resztę wypełniały mało ciekawe dialogi, które tylko czasami błyszczały. Irytuje mnie też robienie wielkiej tajemnicy z ojca Lucy. Opcja jest na razie jedna - Flynn. I to byłby szok gdyby wyjawiono to z zaskoczenia. Nie oczekuje twistu w tym wątku. Chociaż następny odcinek ma być przełomowy. Może ten to tylko cisza przed burzą.

OCENA 3.5/6

Westworld S01E05 Contrapasso
Zgodnie z założeniami Forda park rozrywki pozwala wydobyć z człowieka prawdziwą naturę. Nie pokazuje tego kim chcą być, nie odzwierciedla tego jak zachowują się w rzeczywistym świecie tylko odkrywa ich jestestwo. William może i jest dobrym człowiekiem, zawsze ulegliwym i wspierający. W sytuacji ekstremalnej odkrywa, że to tylko fasada. Jest w stanie przełamać swoje uwarunkowania, zabić w ochronie przyjaciół, jak i zostawić kogoś na śmierć w ramach zemsty. Przez cztery odcinki przeszedł długą trochę, która go zmieni. I czyżby to rzeczywiście był Rewolwerowiec w Czerni? Odcinek nie zaprzecza tej teorii, a tylko ją umacnia. Lawrence żyję, a Dolores się psuję. Może nawet to jej wersja z teraźniejszości widzi swoje stare życie? Spodziewałbym się takiej szkatułkowej narracji po Nolanie.

Niestety quest Rewolwerowca stracił na impecie. Po uratowaniu Teddy'ego zabił Lawrence i co zaskakujące spotkał młodszą wersję Forda by potem stanąć oko w oko z twórcą parku. Co za fenomenalna scena. Ed Harris i Anthony Hopkins są wielcy, nie można od nich oderwać wzroku. Fabularnie najważniejsze, że Ford zachęca go do badania Labiryntu, jakby był sam ciekaw co on ukrywa, co takiego stworzył Arnold. Ciekawie wypadła też rozmowa o stworzeniu prawdziwego czarnego charakteru. Tylko, że to tutaj to gracze są czarnymi charakterami, a Rewolwerowiec jest z nich najgorszy. Tylko jak w takim razie uratował park 30 lat temu? To by wspierało teorię o oglądaniu dwóch linii czasowych.

W zeszłym odcinku Elsie powiedziała, że tylko ona nie ma jakiegoś ukrytego zamiaru w parkowej sieci intryg. I to się szybko zmieniło. Szantaż technika i odkrycie łącza transmitującego dane satelitarne. Szpiegostwo przemysłowe jako kolejny wątek serialu. Bernard o tym się dowiedział, tylko Bernardowi nie można ufać. Tylko nie wygląda jakby miał z tym coś wspólnego. I czemu potrzebna jest taka skomplikowana technologia żeby wysyłać dane? Czyżby park rzeczywiście nie znajdował się na Ziemi?

Końcówka to mocny cliffhanger. Piękna scena z aktem kreacji, gdy jeden z techników zabawia się w boga ożywiając ptaszka. Ożyła też Meeva. Skąd zna imię Felixa? Czemu wydaje się taka pewna siebie? 

Inne:
- co za fenomenalne ujęcie gdy Dolores ratuje Williama, stoi w słupie światła otoczona przez ciemność, a kąt kamery podkreśla doniosłość tego wydarzenia. Jakby jej przebudzenie miało wymiar mistycznego zmartwychwstania.
- niby gospodarze nie mogą zabić gości, ale tak brutalnego zachowania się nie spodziewałem.
- przerwy techniczne Dolores wydają się nie mieć sensu. Skoro jest na queście nie może przecież rozmawiać z Fordem. Może to potwierdzać brak chronologii wydarzeń. Lub sugerować inny sposób analiz oprogramowania. Może komunikacja odbywa się w VR? Android śpi, aktywuje tryb spoczynku i dochodzi do bezprzewodowego połączenia w komfortowym dla przeprowadzającego diagnozę środowiska?
- ten serial ma w sobie barokowy przepych. Piękne widoki, masa detali i rozmach. Szczególnie podczas scen w miasteczku i orgii.
- Dolores w swoich widzeniach dostrzega kościół, nowy wątek Forda ma coś związanego z kościołem. Retroaktywna historia czy wspomnienia Dolores są już nadpisywane?

OCENA 5/6

niedziela, 30 października 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #203 [24.10.2016 - 30.10.2016]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E03 Shogun
Dawno nie było tak słabego odcinka Legend. Pretekstowa fabuła, niski budżet bijący po oczach, błędy logiczne i dużo źle wykonanego dramatyzmu związanego z rolą bohatera. Postacie zachowywały się niezgodnie z charakterem, Sarah nie przypomina zabójczyni z Ligii i nikt nie przejmuje się zmianami historii do których doprowadzają. Nawet w najmniejszym stopniu. Były sceny, które mnie autentycznie męczyły. Szczególnie początek z zbyt długim zawiązywaniem akcji i jedno odcinkowy wątek miłosny Nate'a o którym już nie pamiętam. To był zmarnowany potencjał, a szkoda. Serial rzadko tak bardzo cofa się w przeszłość tym bardziej odwiedzając inne kultury. Oszczędzanie na scenarzystach w wykonaniu seriali DC/CW znowu dało o sobie znać.

Mimo wszystko były moment. To wciąż ten sam serial z bohaterami, których ogląda się bardzo przyjemnie. Amaya udanie wkomponowała się w drużynie mimo, że zrobiono to zbyt pośpiesznie. Ma mnóstwo chemii z Mickem, a Sarah jest cudowna gdy musi ich uciszać. Trafiły się też udane sceny z Firestormem i rzucono kolejną tajemnicę - wiadomość od Barry'ego z przyszłości. Trafiło się też fajne nawiązanie do Katany z Suicide Squad. Ponadto ładne były kadry podczas scen walki. Tylko czemu tych przygodowych scen było tak mało?

OCENA 3/6 

Marvel's Luke Cage S01E11 Now You're Mine
Sporo narzekam na dekompresję i przeciąganie niektórych wątków. Jednak czasem trzeba to pochwalić. Odcinek w całości dzieje się w Harlem Paradise. Luke chowa się przed gangsterami, Misty się wykrwawia, a Claire robi za bohatera. Jest duszno i niemalże od każdej sceny bije napięciem. Oczekuje się niespodziewanego. Sytuacje zaogniają szykujący się do szturmu policjanci. Czas ucieka, Luke musi podjąć decyzję i uratować nie tylko swoje życie, ale też dobre imię. Krótko mówiąc świetny odcinek, który przypomina o zbliżającym się finale. Wciąż razi Diamondback, jego przerysowana religijność i naiwny handel bronią z burmistrzem. To są na szczęście tylko szczegóły klimatycznej historii nieustannie podsycanej muzyką jakże charakterystyczną dla czarnej kultury i tego serialu.

OCENA 5/6

Marvel's Luke Cage S01E12 Soliloquy of Chaos
Włączyłem odcinek, spojrzałem na timer pokazujący ponad godzinę i jęknąłem z niezadowolenia myśląc "znowu nie mają umiaru". No nie mają, ale w tym wypadku to cieszy. Długi odcinek zleciał błyskawicznie. Był różnorodny, z akcją, napięciem, dramatami, wątkiem społecznym i całkiem zabawnymi scenami. Spinał motywację postaci zagęszczając intrygę przed finałem, sprawiał że jest o co walczyć. Zatoczył też umiejętnie koło gdzie finalne stracie odbędzie się w miejscu gdzie zaczął się sezon - salonie Popa. Jestem zachwycony tym jak mnie wciągnął odcinek. Trochę naiwnym spotkaniem Luka z Method Manem i jego wykonaniem Bulletproof Love w radiu. Tym jako pokazano społeczną solidarność. Jak Mariah przyjmuje swoje dziedzictwo. Jak Shade radzi sobie z zbirami Diamondbacka. Jak... zresztą, niemalże każda scena dawała mi mnóstwo radości, z fabuły, dialogów czy kompozycji kadrów. A tu jeszcze finał do obejrzenia.

OCENA 5.5/6


Marvel's Luke Cage S01E13  You Know My Steez
I po sezonie. Muszę napisać, że jestem bardzo zadowolony, chyba nawet bardziej niż z tegorocznego Daredevila. Nie wszystko zagrało, jednak szalka z plusami była zdecydowanie cięższa od tej z wadami. Sam finał początkowo trochę zawodził. Zwykła bitka między braćmi i podniosłe słowa. To było takie sobie, ale podobał mi się czas jaki temu poświęcono. Było długo, widać było zmęczenie Luka, wiwatujący tłum robił klimat, a policjanci czekali tylko by zobaczyć jak to się skończy. To było fajne.

Fajne było też co działo się potem. Można nawet napisać o długim epilogu. Złoczyńca został pokonany na początku, reszta to radzenie sobie z konsekwencjami. Gorzkimi. Czyli tak jak powinno być. Tutaj główną rolę przejęła Misty. Luke wygłosił jedynie podniosłe przemówienie o Harlemie i ludziach go zamieszkujących. Ona musiała jeszcze zamknąć Mariah. I się nie udało. Wywinęła się z morderstwa Cornela i z Shadem u swojego boku będzie zarządzać Harlem's Paradise. Czyli tak jak powinno być. Jak na ironię to Luke pójdzie siedzieć. Jako Carl Lucas wraca do Seagate. Nagroda za wszystko co przeszedł w ostatnim czasie. Sezon kończy się w idealny sposób. Teraz tylko czekać minimum 1,5 roku na kolejny sezon.

OCENA 5/6
The Flash S03E04 The New Rogues
Snart! Długo się nie widzieliśmy, od czasu jego śmierci w Legends of Tomorrow. I muszę przyznać, że fajnie było go znowu zobaczyć nawet przez te kilka krótkich scen. To wciąż nie ten Leonard, którego chcę oglądać, który tak bardzo zmienił się podczas LoT. Mimo wszystko jestem zadowolony z tej drobnej namiastki. Trochę gorzej wypadła fabuła odcinka z Mirror Masterem i Top, mało charyzmatycznymi Rogues. Szkoda też, że nie wspomniano o Glider, siostrze Snarta, aż się prosiło. Pewnie na jej występ będzie trzeba czekać do anulowania Frequency.

Najfajniej wypadła rekrutacja nowego Wellsa. Wells mim? Co za szaleństwo. Dużo humoru, żartujący Harry i na koniec jego zamiennik. Ponadto nasi bohaterowie przestali się przejmować multiwersum i konsekwencjami podróży po kolejnych świata. To już nie zagrożenie, a możliwości jakie ze sobą niesie. Przynajmniej do czasu jakieś katastrofy. Dziwi mnie tylko tak szybki powrót Wellsów na swoją ziemię.

Współpraca dwóch Flashów wypadła raczej przeciętnie. Brakowało dynamiki i wspólnych akcji. Mentorska rola Barry'ego też nie była spektakularnie udana. Jedna rozmowa to tyle co nic. Chciałoby się zobaczyć przynajmniej jeden odcinek o naukach pobieranych przez Jesse Quick, a ona niestety już jest równie szybko co Barry.

Sympatycznie wypadły sceny związane z związkami. Barry wstydzący całować się z Iris przy ich ojcu. Prawdziwie krępująca sytuacja. Tak jak ich niezręczna rozmowa o tym. Oj, jak ja chciałbym żeby w końcu związkowy wątek się unormował i już się ze sobą nie rozchodzili.

Catlin znowu używa swoich zdolności i prawdopodobnie następny odcinek będzie poświęcony w całości jej. I trochę szkoda, że kolejna osoba z otoczenia Barry'ego z mocami, ale trochę fajnie, że Cat dostaje własny wątek którego tak bardzo jej brakowało.

OCENA 4/6

The Last Ship S02E06 Long Day's Journey
Odcinek The Last Ship po dłuższej przerwie i delikatne rozczarowanie. Nie wiem czy to moja wina, że utraciłem więź z serialem i nie odbieram go jak kilka tygodni temu czy rzeczywiście był słaby. Zakładam to drugie. Miałem uczucie jakby to był prolog przed ważniejszymi wydarzeniami. Długi, zbytnio rozwleczony i pozbawiony klimatu, z udanymi scenami, ale bez ciągłości fabularnej która zmuszałaby do siedzenia na krawędzi krzesła. Nawet końcowy cliffhanger był rozczarowujący - nowy prezydent USA będący marionetką terrorystów i małe chorągiewki z gwiaździstym sztandarem na jego cześć. Nie kupuje tego wątku. Przynajmniej na razie, czekam na drugie dno i lepsze podbudowanie całej sytuacji. Dużo lepiej oglądało mi się te krótkie scenki na Nathan James i polowanie na okręt podwodny. Lub doktor Scott robiącą sproszkowaną szczepionkę. Trochę za dużo wątków na odcinek przez co żaden z nich nie został właściwie opowiedziany z odpowiednim ładunkiem emocjonalnym.

OCENA 3.5/6

Timeless S01E04 Party at Castle Varlar
W zasadzie mógłbym pisać to co ostatnio, że się podoba, dużo akcji, przyjemne w oglądaniu i humor. Dobrze się bawię i dostaje dokładnie to czego oczekuje. Tylko już troszeczkę zaczyna mi przeszkadzać proceduralna formuła. cztery odcinki, a ekipa podróżników zajmuje się naprawianiem historii i lataniem za Flynnem. Żadnego globalnego zagrożenia i prawdziwych stawek. Może teraz coś się zmieni gdy nie będzie można go śledzić.

Serial udanie balansuje między zabawą popkulturą, a zadawaniem cięższych pytań. Dalej w wydaniu rozrywkowym, ale stara się, nie jest bezmyślną rozrywką. Rufus czuje odpowiedzialność za to co stworzył, ale akt kreacji był silniejszy niż myśl o konsekwencjach. Tak jak u nazistowskiego naukowca. Wyatt i Fleming chcą go za to zabić, za zniszczenie które sprowadził w imię postępu. Fajnie tez wypadła historyjka Lucy pragnącej zachować kontrolę. I ciekawi mnie czy to tylko dająca o sobie znać psychika zmagająca się z zagrożeniem czy może nieprzewidziany skutek uboczny podróży w czasie i istotnej zmiany historii.

Najlepszy moment odcinka? Gdy trójka podróżników wraca do swoich czasów i odkrywa, że Sean Connery grał w filmie o Bondzie z ich przygodami. I ta radość gdy wychwytują aluzje do twórczość Flaminga gdy te padają z jego ust. Prawdziwi fanboje!

OCENA 4/6

Westworld S01E04 Dissonance Theory
Zaskoczenie, odcinek wyjaśnił kilka rzeczy. Żeby jednak nie było zbyt prosto dorzucił też nowe pytania misternie przedstawiając kolejne elementy intrygi związanej z Labiryntem. Wiadomo już, że Rewolwerowiec w Czerni nie jest androidem, a właścicielem fundacji, która ratuje życie. Czyżby do tego odnosił się dysonans z tytułu? Może. Jednak to nie istotne. Ważne jak to się oglądało. Przechodzenie kolejnego questa, ignorowanie zasad gry i wybijanie z immersji, spektakularna ucieczka z więzienia (prośba o odpalenie ładunków wybuchowych w administracji parku!) i wreszcie zdobycie kolejnych informacji i spotkanie Teddy'ego. Fascynujące jak to wszystko jest ze sobą połączone. Wraca historia z pierwszego odcinka, której ogląda się początek i odrobinę zmienioną wersje. Jest też Wyatt, nowy wątek Forda, który najwyraźniej ma coś wspólnego z Labiryntem. W tym wszystkim jest też Dolores, która teraz też będzie go szukać. Nagromadzenie wątków jest przeogromne, a serial dalej ma czas by zdać pytania dotyczące człowieczeństwa.

OCENA 5/6