Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Last Ship. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Last Ship. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 września 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #249 [18.09.2017 - 24.09.2017]

SPOILERY

Hawaii Five-0 S02E02 Ua Lawe Wale (Taken)
Kolejna powtórka w serialowym losowaniu. Nie mam nic przeciwko. Hawaii Five-0 to fajny serial do puszczenia w tle. Zabawny, bawiący się postaciami, oferujący sporo akcji, ładne widoczki i przede wszystkim w tego typu produkcjach sympatycznych bohaterów. Miło było też zobaczyć Laurę German. Do kompletu z jej ostatnich serialowych ról brakuje mi tylko Lucyfera który patrzy na mnie krzywo.

Sama sprawa początkowo była mało interesująca. Porwanie nastolatki i dramat rodzinny w tle. Z biegiem czasu robiła się coraz bardziej absurdalna i przez to ciekawsza. Nie spodziewałem, że skończy się na ganianiu za sektą i szalonym dziadkiem. Niby nic specjalnego, a trochę się pośmiałem.

OCENA 4/6

Mr. Mercedes S01E05 The Suicide Hour
Muszę przyznać, że serial zaczyna mnie nudzić. Jest świetnie zagrany, ma swoje momenty i w dużym stopniu skupia się na psychologii postaci oraz konsekwencji swoich czynów. Jest też dużo niepokojących scen i budowania napięcia. Szkoda tylko, że tak mało się dzieje. To już pięć odcinków i ostatecznie nie wiele się wydarzyło. Bill wciąż jako jedyny sprawiedliwy szuka Mr. Mercedesa, a Brady powoli planuje kolejne zbrodnię. Na razie serial żyję momentami, a nie rywalizacją głównych bohaterów i trochę mnie to boli. Oby wreszcie coś ruszyło zanim będzie za późno.

OCENA 4/6

Orphan Black S05E06 Manacled Slim Wrists
Serial ma kilka problemów w piątym sezonie, ale podczas takich odcinków jak ten idą one w niepamięć. Bardzo dobrze rozpisany scenariusz korzystający z dorobku kilku lat i perfekcyjna reżyseria z kadrowaniem sprawiły, że końcówka zwyczajnie w świecie zachwyciła.

Jednak od początku. Zaczęło się od niespodziewanego powrotu szalonej Krystal w formie kosmetycznego videobloga. Niedorzeczne i zarazem bardzo pasujące do konwencji serialu. Była też komediowa scena gdy Krystal działała w terenie, a Sarah i Arte musieli się temu przyglądać. Absurdalnie zabawne. Tatiana jest świetna i tyle. Tym wątkiem odrobinę poszerzono Wielką Konspirację, ale czy kogoś to jeszcze obchodzi?

Na wyspie z głównych bohaterek pozostała tylko Cosima, a to tam dzieją się rzeczy najważniejszej wagi. Jest ona zgrabnym wytrychem by te wydarzenia miały jeszcze większy emocjonalny wydźwięk. Spiskowanie Susan, jej konfrontacja z Virginią i zdemaskowanie P.T. oraz problemy z moralnością złoczyńców. Wszystko to skończyło się nieuniknionym buntem mieszkańców. Wielkie plany o zmianie świata poszły w łeb przez zwykłą naiwność i krótkowzroczność.

Inne:
- wciąż nie ma Felixa z siostrą, trochę smutno z tego powodu.

OCENA 5/6

Orphan Black S05E07 Gag or Throttle
Odcinek zaskoczył mnie dwukrotnie. Pierw gdy okazało się, że centralną postacią jest Rachel. Myślałem, że teraz tylko główne siostry, a samoświadomy klon będzie pełnił rolę drugorzędnej antagonistki. Nic z tego. Orphan Black jest m.in. o genetycznej rodzinie, nie można tutaj zwyczajnie kogoś porzucić i zlekceważyć historię któregoś klona kosztem innego. Tym bardziej, że scenarzyści mają pełno świetnych pomysłów dla swoich postaci.

Drugim, jeszcze większym zaskoczeniem, było moje zadowolenie po seansie. Myślałem, że się znudzę, bo ile można oglądać Rachel, której nie da się lubić. I tutaj serial bardzo sprytnie dał sobie radę. Scenarzyści bawią się poprzez Rachel emocjami widza. Dzięki flashbacką w jednej chwili mogliśmy ją nienawidzić by zaraz jej współczuć. Pokazano jak bardzo, tak jak pozostałe siostry, chciała kontrolować swoje ciało i jak niesprawiedliwa była to walka. Ostateczna wygrana okazała się jej porażką, a wielkie korporację mają za nic jednostki, które łatwiej kontrolować niż sprawić, że będą lojalne z poczucia obowiązku. Przy czym serial nie bawił się w pokazywanie przemiany Rachel, a raczej chciał zaprezentować jej chęć zemsty. To nie altruistyczne pobudki, a akt nieposłuszeństwa. Chociaż ta bransoletka przyjaźni od Kiry na ramieniu Rachel wprawia mnie w zakłopotanie.

Inne:
- Orphan Black to jeden z najbardziej naturalistycznych seriali w tv przez co wyłupianie sobie oka przez Rachel wyglądało tak strasznie. Aż mnie skręca gdy o tym jeszcze myślę.
- niespodziewanie wróciła Allison. All-new, all-different, a jednak taka sama. Jeszce niech Felix i Adele wrócą z tej nieszczęsnej Szwajcarii. 

OCENA 5/6

Orphan Black S05E08 Guillotines Decide
To już tradycja, że wielosezonowe seriale na końcu swojej drogi w jakieś formie składają hołd przeszłości. Odwołania do poprzednich sezonów, kluczowych scen czy poprzez uwydatnienie swojego motywu przewodniego. Odcinek 5x8 właśnie taki był. Oddawał ukłon swoim siostrą, podkreślał wspaniałą rolę Tatiany Maslany i po raz kolejny zadawał pytanie o ludzką naturę - determinuje nas biologia czy wychowania? Wszystko to w dość lekkiej atmosferze wernisażu Felixa z podmianką sióstr włącznie.

I na tym można by poprzestać i zadowolić widza. Chwila przerwy na złapanie oddechu przed dwoma ostatnimi odcinkami. Nic z tego. Cały czas w tle pobrzmiewały donośne wydarzenia. Mrs. S i Delphine cały czas coś kombinowały, układały się z Rachel i Ferdinandem. To była pełzająca zapowiedź tragedii, która nadeszła. W finałowej scenie konfrontacji zupełnie niespodziewanie Siobhan i Ferdinand zabijają się nawzajem. Trudno jest napisać dobrą scenę śmierci. Tutaj to się udało. Podkreślono cechy bohaterki i dano jej odejść w spokoju. Smutne zakończenie podbijające stawkę.

Jakby tego było mało Helena została porwana przez neolucję, a Grace została zamordowana. W finałowej rozgrywce siostry zostały zdane na siebie czyli tak jak powinno być.

Gdzieś tam w tle jest jeszcze wielki spisek i chęć wysterylizowania 90%  populacji. Serial jednak zbytnio się nim nie przejmuję stawiając na dramaty jednostek więc i ja nie będę sobie zawracał nim głowy.

OCENA 5.5/6

Orphan Black S05E09 One Fettered Slave
Serial ładnie zmienia perspektywę i konsekwentnie co odcinek skupia się na innych siostrach. Po Rachel przyszedł czas na Helenę. Porwaną przez Westmordena, gdzie Cody próbuje sztucznie wywołać poród jej bliźniaków. Do tego jeszcze flashbacki pokazujące jej wychowanie u zakonnic i pierwsze morderstwo. Ten szok gdy zabiła kogoś z swoją twarzą po prostu niesamowity. Albo gdy zdała sobie sprawę, że nie nadaje się na matkę i próbuje popełnić samobójstwo. Tatiana Maslany na prezydenta.

Pogrzeb S. to kolejna świetna scena z odcinka. Pożegnanie bohaterki, wstrząs u innych i Sarah chwilowo odsuwająca się na bok bo musi zająć się córkę. Jeśli seriale mają budzić emocję to Orphan Black całkiem nieźle wywiązuje się z tego założenie.

Czuć też zbliżający się koniec. Zdesperowany Westmorden szuka lekarstwa i popełnia błędy. Neolucja jest w odwrocie, rozbrzmiał skandal w mediach, a kolejni działacze aresztowani. Zwycięstwo osiągnięte, w finale okaże się za jaką cenę.

OCENA 5/6

Orphan Black S05E10 To Right the Wrongs of Many
Przed chwilą skończyłem Orphan Black i już wiem, że będę tęsknił za Tatianą Maslany w telewizji jak i serialem dzięki któremu narodziła się gwiazda. Serialem, który mimo swoich meandrów fabularnych nigdy nie schodził poniżej bardzo wysokiego poziomu. Serialem angażującym, różnorodnym i pięknie nakręconym. Zdecydowanie będę polecał go ludzią szukającym inteligentnej rozrywki.

Zadziwiła mnie struktura odcinka. W niecałe 20 minut domknięto wątki neolucji, a resztę poświęcono na długi epilog. Podobało mi się to. Pierw pędząca akcja, pełne napięcia sceny. Dramat rodzącej Heleny, Sarah próbująca pomóc siostrze i ostateczne pokonanie złoli. Dobrze zrealizowane, bez sztucznych tragedii mających jedynie szokować. Wzorowa robota zwieńczona fantastyczną scenę porodu. Bardzo naturalnie pokazane (z zbyt dużymi dziećmi) i szybki montaż poprzeplatany z flashbackami rodzącej Sary. To też symboliczne podkreślenie przejęcia przez nią roli S. opiekunki sióstr i córki.

Po porodzie następuje prawdopodobnie kilkutygodniowy przeskok w czasie do imprezy rodzinnej u Allison. I jak zwykle, to właśnie te ciche sceny skradły moje serce. Obyczajowo humorystyczne z Donnim, Allison i Helenę i dramatyczne z Sarą. Scenarzyści zrobili na prawdę ciekawą rzecz na jej przykładzie. Pokazali, że się zmieniła, wzięła za naukę i chcę poprawić błędy przeszłości. Ostatecznie znowu daje ciała i nie idzie na egzamin wszystkich potem okłamując. Gdy walka się skończyła ona wróciła do bycia buntowniczym punkiem jakby niczego się przez ten czas nie nauczyła. I na końcu dostaje wsparcie od swoich sióstr, każda opowiada o swoich błędach i macierzyństwie,  o nieustającej walce z samym sobą. Dziewczyny są tam dla niej i ją wspierają. I to bardzo ładne zakończenie dla serialu, który był o rodzinie i samostanowieniu.

Podobały mi się też happy endy dla każdego. Siostry skończyły szczęśliwe i na nowo układają sobie życie. Nawet Rachel odkupiła swoje winy przekazując kompletną listę klonów. Niemal trzysta. Wiele pracy dla Cosimy i Delphine. I tylko szkoda, że już tego nie zobaczę.

OCENA 5.5/6
OCENA SEZONU 5/6
OCENA SERIALU 5.5/6
 
The Last Ship S04E06 Tempest
To był efektowny odcinek. Wielki sztorm i zabawa w chowanego na Morzu Śródziemnym wyszło niczego sobie. Do tego jeszcze powrót nasion do roli McGuffina za którym trzeba biegać i zdrada Fletchera. Okraszono to znakomitym montażem i rozpisaniem scen przez co nie można się było nudzić przez bite 40 minut.

Ponad połowa sezonu minęła więc kilka luźniejszych spostrzeżeń. Ogólnie fabularnie jest słabo. Brak tutaj napięcia związanego z kolejnym końcem świata, a sytuacja nie wydaje się poważna. Zbyt mała skala wydarzeń. Denerwuje mnie też zmarginalizowanie wątków dobrze znanych postaci. Kara i Daany nie dostali znacznego wątku w tym sezonie i robią za statystów. Smuci mnie to trochę.

OCENA 4.5/6

wtorek, 19 września 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #248 [11.09.2017 - 17.09.2017]

SPOILERY

New Girl S01E10 The Story of the 50
Ucieszyłem się z wylosowania 20 minutowej komedii mimo, że nie miałem zbytnio ochoty na powrót do New Girl. Moja radość bardzo szybko uleciała, a odcinek oglądało się niczym zakończenia Powrotu króla - nie chciał się skończyć czego wypatrywałem po pierwszym gagu. Nie rozumiem jak mając tak sympatycznych aktorów i w miarę zróżnicowane postacie pisać tak okropne dialogi i historię. Przestrzelone żarty, próba śmiania się z męskiego striptizu, dużo ostrożnie seksualnych aluzji i niezrozumiałe zachowanie bohaterów. Na prawdę ciężko było to przetrwać mimo niezwykle sympatycznej Zooey Deschanel. Sam się sobie dziwię, że wytrzymałem 9 poprzednich odcinków. Nie mogę jednak odmówić twórcą pewnych starań. Próbowali stworzyć nieliniowy odcinek w formie retrospekcji i podkreślili, że każdy ma wady. Tylko czemu ja przez cały epizod uśmiechnąłem się zaledwie dwa razy?

Inne:
- Lizzy Caplan! Co za miło niespodzianka umilająca drogę przez mękę.

OCENA 2/6
 
The Last Ship S04E05 Allegiance
W swojej podstawie The Last Ship jest serialem akcji. Sprawnie zrealizowanym i dającym mnóstwo satysfakcji. Mimo swoich prostych założeń często dryfuje w poważniejsze tony, czy to polityczno-moralne, czy to skupiając się na postaciach. I właśnie o tym ostatnim jest ten odcinek. Zbieranie kapitału z długotrwałej lokaty. Najmocniej widać to oczywiście przy Tomie. Jego konflikt wewnętrzny odnośnie powrotu do służby i różne reakcję ludzi na jego niezdecydowanie. Fajnie, że serial przypomniał sobie o jego dzieciach, którzy wydaje się rozumieją powinność ojca lepiej niż on sam. Udanie wypada też trauma Burka po wydarzeniach z ataku na ambasadę. Nieufny, wciąż przyzywający tamte wydarzenia nie radzi sobie podczas rutynowej akcji. W tych małych dramatach zaplątał się też poważniejszy - Fletcher jest rozdarty między miłość do ojczyzny, a kobietę i solidarność z ludźmi którymi służy. Sytuacja która nie może zostanie dla niego pomyślnie rozwiązana. Do tego zdradzieccy Anglicy, podoba mi się.

Inne:
- Chandler ściął brodę - NIE! Team broda nie moża zginąć tak szybko.

OCENA 4.5/6  

poniedziałek, 11 września 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #247 [04.09.2017 - 10.09.2017]

SPOILERY

Falling Skies S02E02 Shall We Gather at the River
Ponad 150 seriali na liście, a mimo to trafia się kolejna powtórka, jak na złość z seriali porzuconych. Przełknąłem pigułkę i przypomniałem sobie, że powrót do Falling Skies nie był tragiczny, był zaledwie przeciętny. Ten odcinek jest dostatecznie dobry by zbytnio na niego nie narzekać i zbyt ambitny by móc za często chwalić. Jest solidny. Kolumna uchodźców musi przejść przez most, w międzyczasie trochę akcji oraz dramaty rodzinne. Najlepiej wypadła historia Toma, co mnie trochę zadziwiło. Standardowo to wojskowi nie powinni mu ufać. Tutaj ładnie wywrócono rolę i największym wrogiem Toma jest on sam. Brak zaufanie, obawa, że jest wciąż kontrolowany przez obcych i strach o rodzinę. Całkiem fajnie to wyszło. Szkoda, że całość została zepsuta hollywoodzką końcówką - powrót wiary w siebie oraz bohaterski ratunek i niemalże poświęcenie. Nie pasowało to do wcześniejszych wydarzeń. Był też cliffhanger i nawet jestem odrobinę zainteresowany co dalej.

Inne:
- jakie ładne długie ujęcie pokazujące kolumnę, scenki obyczajowe z ich życie i płynne przeskakiwanie między kolejnymi bohaterami. Nie spodziewałem się czegoś tak ambitnego.
- zły Pełzacz odzyskał pasożyta z oka Toma. Nieźle, serial próbuje kreować antagonistę. Powinno mu to przysłużyć.
- Pope to bohater i chyba najbardziej złożona postać w serialu. Jestem bardzo ciekaw dalszych relacji jego i Toma.

OCENA 4/6

Mr. Mercedes S01E02 On Your Mark
Podoba mi się to nieśpieszne tempo prowadzenia narracji. Zamiast skupić się na wątku detektywistycznym i szukaniu tytułowego mordercy serial przedstawia głównego bohatera i zagłębia się w jego stan psychiczny. Nękające go lęki i wyrzuty sumienia oraz paranoidalne zachowanie doskonale obrazują jego stan psychiczny na emeryturze. Mimo tego to wciąż dobry detektyw, który dobrze pamięta jak to kiedyś było. Końcówka odcinka to delikatna zmiana, nawiązanie gry między nim, a Mr. Mercedesem.

W pilocie sceny w sklepie elektronicznym w ciekawy sposób przedstawiały Brady'ego. Teraz mam wrażenie, że jest ich zbyt dużo i są zbyteczne patrząc z perspektywy całej opowieści. Za dużo Robbiego i Lou. Nie za bardzo mam ochotę oglądać komediowo-dramatyczne sceny z tą dwójką gdy gra toczy się o znacznie większa stawkę.

Inne:
- Mary-Louise Parker w gościnnej roli. Stęskniłem się za aktorką i dobrze ją znowu zobaczyć. Wygląda też jakby miała odegrać większą rolę przy tropieniu Mercedesa niż tylko statystować.

OCENA 4.5/6

Mr. Mercedes S01E03 Cloudy, With a Chance of Mayhem
Mr. Mercedes to serial o sfrustrowanych ludziach. Bill nie może od żałować tego że przeszedł na emeryturę, pochłonięty przez sprawę wyżywa się na innych. Aktorskie popisy Brendana Glessona wypadają świetnie. Czuć jego zajadłość i złość na świat. Można go zrozumieć i fascynować ciętymi odzywkami, ale przy tym brak tutaj współczucia czy sympatii. Świetna rola. Fajnie wypada też jego romans z Janey, chociaż mam wrażenie że jest prowadzony zbyt pośpiesznie.

Gierki z psychopatą to niebezpieczna rzecz i Bill zrobił coś głupiego. Sprowokował Brady. Zirytowany zrobi się coraz bardziej niebezpieczny. I najwyższy czas. Jego snucie się po piwnicy, relację z matką z Bates Motel i sceny w pracy trochę mnie już drażnią. Serial ładnie buduje napięcie, przedstawia Brady'ego jako bobmę zegarową w której zbiera złość na świat i najwyższy czas by odliczanie się skończyło i sytuacja stała się czymś więcej niż potencjalnym zagrożeniem.

OCENA 4.5/6

Mr. Mercedes S01E04 Gods Who Fall
Doczekałem się spełnienia obietnic, Brady znowu zabija. Po części. Bawi się sygnalizacją i przypadkowo popełnia śmiertelny wypadek. Jednak najważniejsza była jego reakcja. Fascynacja śmiercią i umierającymi ludźmi połączona z flashbackami do momentu śmierci jego brata. Podoba mi się jak serial łączy morderstwa i frustrację Brady'ego z większą narracją i nadają większy sens sceną które mogły się stać zwykłą jatką.

Odwołuję co pisałem o romansie Billa z Janey. Nie jest prowadzony za szybką, a w tym odcinku scenariusz skupił się na budowaniu bliższych relacji między nimi. Które bardzo mi się podobają. Boję się tylko, że Janey zostanie bezceremonialnie wsadzona do lodówki bo trochę nie widzę dla niej miejsca w całym śledztwie przeciw Panu Mercowi. 

Inne:
- jestem zakochany w pierwszej scenie każdego odcinka, która przedstawia pobudkę Billa przy świetnie dobranej muzyce.
- reżyserem odcinka był Jack Bender i muszę powiedzieć, że spodziewałem się trochę więcej akcji. 

OCENA 4.5/6

Orphan Black S05E05 Ease for Idle Millionaires
Minęły dwa miesiące od kiedy oglądałem ostatni Orphan Black i muszę przyznać, że tak długa przerwa nie pomogła w odbiorze serialu. Zaszkodzić też nie zaszkodziła. Wątek dotyczący neolucji. P.T. i genetycznych rzeczy jest tak zakręcony, że nic mu nie pomoże bo też nie musi. Jest to doskonałe spoiwo opowiadające historię swoich bohaterów, bardzo osobiste, jak i ten stanowiące o człowieczeństwie.

Tym razem na świeczniku Cosima na wyspie doktora Moreau. Dużo odwołań do historii bohaterki i świadomej kontroli nad swoimi czynami mimo przeciwieństw losu i zakusów protekcjonalnych mężczyzn. To też powrót do romansu skomplikowanego romansu Delphine i Cosimy, mającego więcej dołków i górek niż prostej drogi. Dużo bardzo emocjonalnych scen i łzawe (w pozytywny sposób!) flashbacki. I tylko konflikt z P.T. trochę nie działa. Wydaje się czym z innej epoki, nie stanowiącym zbytnio zagrożenia.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S04E04 Nostos
Dalej nie czuć by intryga sezonu miała jakieś większe znaczenie. Próba zdobycia nasion to tylko pretekst do przedstawienia intensywnego i osobistego odcinka Slettery'ego. Co wcale mi nie przeszkadza. Jako serialowy blockbuster to jest to produkcja pierwszej klasy. Charakterystyczne postacie przedzierają się przez miasteczko i walczą z złolami. Strzelając, eliminując z zaskoczenie i szukając przyjaciela. Mimo ograniczonej tematyki różnorodność akcji nie pozwoliła się nudzić. Całość zwieńczały sceny związane z Nathanem Jamesem. Podobał mi się odrobinę oniryczny wątek Slattery'ego gdy dragach tęskni za swoim dawnym życiem i rodziną. Bardzo dobra przeciwwaga do scen akcji. Aż mi się Banshee z tego typu wstawkami przypomniało.

Inne:
- jak ja lubię choreografię strzelanin gdy oddział porusza się jak bardzo dobrze zsynchronizowany mechanizm.
- Peter Waller jednak nie ma małej gościnnej roli, a jest złolem sezonu. Hura.
- Kara wróciła na pokład Nathana Jamesa i od razu genialne pomysły. Dobrze ją tam widzieć.
- pompatyczno-melancholijna końcówka wyszła znakomicie. Ten serial umie w montaż.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 4 września 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #246 [28.08.2017 - 04.09.2017]

SPOILERY

Arrow S03E17 Suicidal Tendencies
To się nazywa peszek. Zaraz po Supergirl zostaje mi wylosowany kolejny serial z Arrowverse. Jedyny i niepowtarzalny Arrow. Miałem go na liście do nadrobienie tylko dlatego, że kiedyś mi się podobał i słyszałem dużo dobrego o piątym sezonie. Od momentu porzucenia widziałem też crossoverowe odcinki, które nie były tragiczne. Mimo to bałem się seansu. Na szczęście tylko częściowo miałem rację.

Zacznę od najgorszego, konstrukcji odcinka. Była ona fatalna. Dwa (nawet trzy) prowadzone równolegle wątki okazały się wielką wtopą. Jedynym punktem wspólnym było osadzenie wydarzeń w tym samym świecie i te same postacie. Nie rozumiem po co było wprowadzać Suicide Squad w taki sposób. Misja na innym kontynencie, brak chemii w drużynie (zbyt duże słowo) i śmierć Lawtona wraz z próbą odkupienia postaci. Nawet nie udało się zwieńczyć wątku z bratem Diggla. Jedyny plus to małżeństwo na akcji i zamartwianie się losem córki.

Dużo lepiej było w Starling City. Arrow wraz z zespołem tropi wrabiających go zabójców, a na trop jego sekretnej tożsamości wpada Ray Palmer. Kilka udanych gagów, Felicity za którą się stęskniłem i intrygujący wątek. Momentami było sporo głupotek, ale nie zgrzytałem zbytnio zębami i byłem w stanie zaakceptować nawet koszmarnie zrealizowane sceny akcji. Całkiem nieźle zapowiada się też dalsza część sezonu Sam się sobie dziwię, że mam ochotę na więcej mimo przeciętności.

Inne:
- Suicide Squad odbija zakładników atakując czwórką frontowymi drzwiami. Mistrzowie taktyki.
- Ray Palmer to nie ten sam Ray, brakuje mu tej łobuzersko-czarującej ikry znanej z Legends of Tomorrow.

OCENA 3/6

DuckTales S01E01 Woo-oo!
Początkowo miałem nie oglądać DuckTales. Mimo machiny promocyjnej, znanej i lubianej głosowej obsady i pozytywnych recenzji. Mając ochotę na coś pozytywnego długo nie wytrzymałem w swoim postanowieniu. I bardzo dobrze. Reboot Kaczych Opowieści to doskonała dawka humoru zapewniająca rozrywkę na niemalże godzinę. To szalona przygoda z magicznymi artefaktami, złolem którego trzeba pokonać i drużyną której można kibicować. Mamy też wątki znane z dramatów rodzinnych, które ładnie komponują się z całością niosąc ze sobą pozytywne treści o akceptacji i istotności rodziny. Całość jest ładna stylistycznie z wyraźnymi postaciami i mocno komiksowymi tłami. Jestem pod wielkim wrażeniem jak udało się połączyć te wszystkie elementy w spójną całość. I jeśli poziom zostanie zachowany szykuje się całkiem niezły serial. Gdzie nawet zasugerowano jakąś większą fabułę. Jestem mocno na tak.

OCENA 5/6

Mr. Mercedes S01E01 Pilot
Do serialowych adaptacji Kinga podchodzę zazwyczaj z rezerwą. Większość produkcji to chłam do którego nie warto wracać. Wszystko jednak wskazuje na to, że z Mr. Mercedes będzie inaczej. Odcinek pilotowy zachęcił mnie do dalszego oglądania z kilku powodów mimo, że zapowiada się na śledztwo i rozgrywkę z mordercą rozpisaną na cały sezon. Tutaj liczą się odejścia od utartych schematów. Głównym bohaterem jest policjant na emeryturze i otacza się starymi ludźmi. Jest zgryźliwy, zmęczony życiem i trapiony nierozwiązaną sprawą. Nie sympatyzuje z nim, ale intryguje mnie on i jego środowisko. Jest też morderca, który ma nierówno pod sufitem. Masakra sprzed kilku lat, a teraz gra którą prowadzi z detektywem jakby zapowiadał coś nowego. I na zapowiedzi opiera się chęć wrócenia do serialu. Pierwszy odcinek niemal w całości opierał się na budowaniu napięcia jakby nieuchronnie miało wydarzyć się coś ważnego. Gra się rozpoczęła, a zagraniczni dziennikarze twierdzą że dalej będzie równie lepiej. Ufam im. Niewątpliwą zaletą są też zdjęcia w odcinku, operator kamery nie boi się poprowadzić kilku zaskakujących ujęć oraz gra światłem.

OCENA 5/6

The Last Ship S04E03 Bread & Circuses
Serial nie bawi się w zbyteczne przedłużanie i już w tym odcinku paruje Chandlera z swoją starą załogą. Można mieć pretensję to zawiązanie intrygi i przypadkowości, ale łatwo jest to zaakceptowanie. Nawet scenarzyści robią z tego żartobliwą uwagę cytując Casablankę. Lubię taką autoironię i przekuwanie swoich niedoskonałości w zalety. Plus było jednak więcej. Prowadzenie do wielce wyczekiwanego spotkanie było dobrze rozegrane.  Dwie, coraz ciaśniej splatające się linię fabularne z punktem kulminacyjnym zmuszającym do wyszeptanie pod nosem wow. Kolosem, Tom jako Herkules i walka z Slatterym. Po spotkaniu jest scena akcji, która nie jest jedynie widowiskowym zastrzykiem adrenaliny, a przede wszystkim podkreśla automatyzm Chandlera, to że tak na prawdę swoją przeszłość ma cały czas we krwi. Tylko czekać gdy postawi stopę na Nathanie Jamesie.

Niestety główna intryga trochę zawodzi. Odcinki na razie są dobre, ale brakuje wyrazistego antagonisty. Omar jest mocno stereotypowy, Giorgio nie wydaje się dużym zagrożeniem, a Lucita jeszcze za mało pokazało by traktować ją poważnie. Jest też dowódca greckiej marynarki, ale to enigma. Brakuje też kontaktu z dowództwem i poczucia skali. Nie licząc sceny otwierającej sezon nie pokazano zagrożenia głodem. Jest to na razie niewidoczny straszak. Jedna scena na odcinek udanie podbudowałaby napięcie. 

Inne:
- Slattery zdobywając nasiona idzie do punktu ewakuacyjnego z jeńcem, bez żadnej krótkofalówki. Strasznie mi to zgrzytało.
- Peter Waller jako filozof przygotowujący Toma do walki. Chyba nie muszę pisać, że chciałbym go jeszcze zobaczyć.

OCENA 4.5/6

wtorek, 29 sierpnia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #245 [21.08.2017 - 27.08.2017]

SPOILERY

Game of Thrones S07E07 The Dragon and the Wolf
Mimo siedmiu odcinków sezon zachował tradycyjną strukturę z spokojniejszym sezonem. Był to w głównej mierze epicki teatr telewizji oparty na rozmowach podkreślonych wizualnym przepychem. Kulminacja serialu zbierająca najważniejszych bohaterów w jednym miejscu okazała się godnym oczekiwania spektaklem. Budowanie zależności, relacji i oczekiwań na konfrontację opłaciło się. Niemalże każda rozmowa w jakiś sposób wnosiła coś nowego lub była czystej wody fanserwisem. Nie obyło się też bez kilku zaskoczeń, niezbyt dużo kalibru. Przy całych moich pochwałach jest niestety daleki (no, może nie daleki bo wciąż się bawię i ekscytują) od zachwytów i mam kilka sporych problemów, z odcinkiem i sezon. Nie zmienia to jednak faktu, że Gra o Tron to jeden z najlepszych i najważniejszych seriali w telewizji.

Moim podstawowym problemem jest pośpiech, który jest tym wyraźniejszy jeśli skonfrontuje się go z tempem prowadzenia fabuły z poprzednich lat. Bohaterowie już nie podróżują, nie ma odpowiedniej podbudowy do wydarzeń, a rzeczy się dzieją. Jakby twórcy odhaczali kolejne punkty by zamknąć swoją historię. Przez to gubi się w tym logika. Ot choćby wątek Jona i Deanerys. Rozumiem, że ich relacje musiały przerodzić się w związek, tylko nie widzę tego na ekranie. Brakowało wyraźniejszego budowania relacji, stopniowego wzrostu zaufania i wreszcie budzącego się uczucia. Jakby wydarzenia za Murem miały być dobrym usprawiedliwieniem. Boli, bo nie trzeba wiele wysiłku by połączyć te dwie jakże podobne postacie.

Nie kupuję też zdrady Jamiego i odejścia z Królewskiej Przystani. Spodziewałem się tego, to całkiem logiczne w dłuższej perspektywie, zwłaszcza jeśli zna się książki, ale i tutaj zabrakło solidnych fundamentów. Gdzie pokazanie nieufności względem siostry? Gdzie kwestionowanie jej decyzji? Strach przed smokami i Białymi Wędrowcami? To jest bardzo słaby argument. Znowu mamy tutaj interesujący zwrot akcji, który został zbyt słabo umotywowany.

Nie do końca kupuje też główną intrygę i twist. Gros odcinka został temu przeznaczony tylko po to żeby pokazać grę Cersei. Jak w finale 6x10. Nie obchodzą ją żadne sojusze i zagrożenie z północy, nawet nie przejmuje się swoim nienarodzonym dzieckiem. Gra o tron i to bardzo skutecznie. To zgodne z jej charakterem więc mogę przyczepić się tylko do scenarzystów, którzy znowu, mają pomysł i skupiają się zupełnie na czymś innym. Powoli dochodzę do wniosku, że spotkanie Daenerys i Cersei było tylko po to żeby wprowadzić w jak najbardziej zaskakujący sposób Złotą Kompanię.

Rozczarował mnie też wątek w Winterfell. I znowu, nie z powodu tego co się tam wydarzyło tylko jak. Sansa dalej jest nakłaniana przez Littlefingera do pozbycia się siostry i wszystko na to wskazuje. Zamiast tego zostaje ujawniony sojusz dwóch Starkównych w celu pozbycia się Petera. Celem miało być tylko tanie szokowanie. Znając historię Sansy można się było spodziewać, że w końcu przejrzała na oczy kto jest jej prawdziwym wrogiem tylko w takim razie budowanie napięcia między nią, a Aryą było kompletnie zbyteczne. Miało na cele wprowadzić w serialu kolejny twist i efekt wow dla widza.

Co by jednak nie narzekać dużo rzeczy mi się podobało. Zwłaszcza tych drobnych rozmów i scen z bohaterami z którymi się zżyłem. Theon dostał wreszcie chwilę odkupienia. Pierw trochę meta rozmowa o Nedzie jako ojcu Greyjoya nawiązująca również do pochodzenia Jona oraz moment gdy Theon stawia na swoim przekuwając swoje wady w zaletę. Może to niezbyt w duchu serialu, postać która upadła w taki sposób powinna sięgać coraz bardziej dna, tak trochę mnie cieszy, że dostał swoję 5 minut.

Finałowa scena również była odhaczeniem kolejnego punktu z listy - Wędrowcy niszczą Mur przy użyciu smoka. Nie wpadając na żadne spoilery spodziewałem się tego. W tym bądź co bądź kameralnym odcinku potrzebne było pierdolnięcie. Wizualne i fabularne. Tym czymś było rozpoczęcie inwazji nieumarłych na Północ. Oznacza to rozmach już w premierze S08. Chyba, że Inni będą dalej poruszać się tym samym ślimaczym tempem.

Inne:
- Euron przez parę minut wydawał się najrozsądniejszym człowiekiem w Westeros, a twist z jego udziałem wydawał się całkiem logiczny. Okazało się to tylko zmyłką. Co jest trochę głupie bo Cersei nie mogła wiedzieć o efektownej prezentacji nieumarłego.
- R+L=J, a raczej Aegon. Potwierdzono, można ruszyć dalej.
- dobra, Rudy po katastrofie budowlanej musi zginąć, nie ma szans by i teraz mu się udało.

OCENA 5/6
OCENA SEZONU 5.5/6

Supergirl S01E03 Fight or Flight
Nie miałem nic przeciw wylosowaniu Supergirl w końcu to serial który chciałem nadrobić. Po seansie nie zmieniło się to, wciąż chcę poznać jej dalsze losy, dalej jednak bez ciśnienia. Serial daje frajdę podczas oglądania, to skumulowana dawka optymizmu, mimo swoich wad - prostej historii i męczących zagrywek. Ogląda się to dla Melissy Benoist i jej Supergirl. Zawsze skorej do pomagania i akcji, udowodnienia światu, że jest równie dobra jak Superman. Momentami motywów feministycznych było już za dużo i przyćmiewały logikę. Przymykam na to oko i oglądam dalej tzn. będe oglądał dalej jeśli serial zostanie wylosowany lub gdy dojdzie do kolejnego wielkiego crossoveru seriali The CW.

OCENA 4/6 

The Last Ship S04E01 In Medias Res
Ostatnimi czasy dużo seriali sensacyjnych mnie zawodzi. Na całe szczęście jest The Last Ship. Łatwe do zaakceptowania wady pozwalają skupić się na pozytywnych elementach których jest całkiem sporo. Przez trzy sezony była to świetna opowieść z charyzmatycznymi postaciami, która w trakcie płynnie ewoluowała w odrobinę inny serial. Wszystko wskazuje na to, że niewiele się zmieni w czwartym roku produkcji.

Poprzedni sezon był w sporej mierze odpoczynkiem od plagi i zaraz, a skupił się na polityce wewnętrznej i międzynarodowej. Teraz wirus powrócił w odmiennej formie. Nie atakuje ludzi, a rośliny. Red Rust jest prawdziwym zagrożeniem i może doprowadzić do zagłady ludzkości w jeszcze efektywniejszy sposób niż jego poprzednik. Jedynie załoga Nathana Jamesa może mu stanąć na drodze. Kupuję to od samego początku. Niby znany wróg wyewoluował w nową formę, a przy tym jest jeszcze straszniejszy. Działa na morale, osłabia ludzkiego ducha, ale też ich ciało. Poprzednio można było zdobyć zaopatrzenie, schować się, przeczekać czy nawet być odpornym. Teraz nie ma żadnej ucieczki. Oczywiście genialni biolodzy znajdą ratunek, ale przyjdzie na to sporo poczekać.

Fabularnie pilot serii się nie ceregieli. W pierwszych minutach wytłumacza o co chodzi nie popadającą w zbyteczną ekspozycję. Wchodzi to całkiem zgrabnie. Potem akcja, strzelania i wprowadzenie nowych postaci. Całkiem udane. Z czasem wychodzi więcej faktów o znanych twarzach, intryga robi się ciekawsza, a do tego wszystkiego dorzucono sporo dramatu. Nie trzymam kciuków by poziom został utrzymany, jestem pewien że się uda.

Martwi mnie tylko kolejna stereotypizacja. Walczono z Rosjanami i Chińczyki, a teraz dorzucono terrorystów z północnej Afryki. Serial raczej nie wywróci tego do góry nogami, wcześniej mu to zbytnio nie wychodziło. Dla przeciwwagi dalej jest mocno zdywersyfikowany dorzucając tym razem homoseksualną Kenijkę.

Zupełnie na uboczu najważniejszych wydarzeń jest kapitan Chandler. Bohater na ponad rok usunął się w cień i żyję spokojnie na greckiej wyspie. Jest to bardzo dobrze znana historia, która zawsze się podoba. Nie mogąc żyć z tym co zrobić ucieka, zaczyna nowe życie bez bohaterskiej aury i znowu na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za ludzi z którymi się związał. Ludzie jego pokroju tak mają. Mogą, a nawet powinni kwestionować swoją rolę, ale koniec końców postępują właściwie. 

Inne:
- szkoda, że serial nie idzie mocniej w geopolitykę i nie przerysowuje granic państw. Mogą to wytłumaczyć jakiś traktatem, ale dziwnie się ogląda te same mapy po globalnej katastrofie.  
- akcja dzieje się w Grecji więc trzeba wrzucić dużo nawiązań do ich mitologii. Trochę z tym przesadzono, a raz udało się to przerobić w żart.
- BRODY! Wszędzie brody. Serial dostaje +10 do zajebistości.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S04E02 The Pillars of Hercules
Uwielbiam w The Last Ship odcinki tego typu. Mocno skompresowane, gdzie niemalże całość dzieje się na statku, a załoga musi sobie radzić z poważnym problemem. Tutaj jeszcze doszła tajemnica. Niewiedza i próba zrozumienia sytuacji. Świetnie się to oglądało. Uwięziony okręt między Słupami Herkulesa i ataki rakietowe. Mogę się tylko przyczepić do wymiany ognia, która była strasznie bez składna. Miała kilka świetnych momentów, ale to głównie bezsensowne strzelanie do siebie z słabo zdefiniowaną drugą stroną.

Konstrukcyjnie odcinek trzeba też pochwalić za coś jeszcze. Za przenikanie wątków, nie fabularnie, ale z proporcjonalnym stopniowaniem napięcia. Zarówno u Chandlera jak i Nathana Jamesa przyszłość była nieznana, kolejny sceny były okryte tajemnicą, a punkt kulminacyjny został osiągnięty w tym samym momencie. Dołożono jeszcze przedzieranie się oddziału uderzeniowego i stworzono bardzo mocną mieszankę.

Inspirację starożytnością przybierają tutaj absurdalny rozmiar. Jestem na etapie "bawi i nie przeszkadza", ale to szybko może się zmienić. Znowu odwołania do mitologii, historii Rzymu i dawnej symboliki. Czuję tutaj też większe niż zazwyczaj inspirację mystery drama typu Lost. Tajemne drzwi, skarabeusze je otwierające i oczywiście wielka tajemnica. Podoba mi się to podejście do serialu.

Z dramatów bohaterów najbardziej podobała mi się scena gdy Kara i Danny zachowują się personalnie. Mówią do siebie wojskowymi zwrotami, on wydaje polecenie ostrzału rakietowego na swoje miejsce, a ona to akceptuje. I ten ból na ich twarzach. Jestem frajerem jeśli chodzi o taki romantyzm. Jest też historia Chandlera, który wpakował się w bardzo poważną intrygę, pewnie mającą związek z losami zaginionych nasion. Mogłem się mylić, że bohater będzie zawsze postępował bohatersko. Ciężko dostrzec granicę między przykrywką, a prawdziwym Tomem. Scenarzyści prowadzą grę z widzem. Bardzo udaną bo angażującą.

OCENA 5/6 
 

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #214 [09.01.2017 - 15.01.2017]

SPOILERY
 
Dexter S08E02 Every Silver Lining...
Maszyna losująca wskazała na Dextera. Cieszę się z tego powodu. Nie wpływa na to jakość odcinka. Gdyby nie to zrządzenie losu inaczej bym nie wrócił do serialu chociaż zapowiadałem to dwa lata temu. Wbrew pozorom nie oglądało się tego tragicznie. Dobrze też nie było, ale niektóre sceny przykuwały do ekranu. Jak Dexter rozmawiający z swoją twórczynią. Niektóre wątki z jego historii były ciekawe. Tylko potem zaczęło mnie drażnić jak pani psycholog zaczęła wmawiać, że psychopaci stoją wyżej na drabinie ewolucyjnej. Mogę oglądac morderce i krew na ekranie, ale taki bullshit ciężko mi znieść. Tak jak sceny z Debrą, która się stacza i jest to poakzane bardzo po macoszemu. Wątek mordercy sezonu ma potencjał. Killer psychopatów, ale czuję w kościach, że zostanie to fatalnie pociągnięte. Za kilka lat pewnie się przekonam.

OCENA 3.5/6

The Good Wife S06E16 Red Meat
Powrót do serialu przypomniał mi jedną rzecz - ostatnimi czasy mniej tutaj spraw sądowych. Tutaj nawet nie weszli na sale sądową. Mimo wszystko świetnie mi się oglądało ponowne spotkanie z tymi bohaterami. To był odcinek głównie o wyborach. Koniec kampanii i wreszcie głosowanie. Nie mogło zabraknąć ostro wbijanych szpil i złośliwości z strony Petera. Mnie jednak rozłożyło to jak Alicia radzi sobie z presją grą w Halo. Wyszło kilka zabawnych scen. I trochę mnie rozczarowało, że to ona wygrała wybory i zostanie prokuratorem generalnym. Podejrzewam jednak jakieś bardziej cyniczne rozwiązanie tego wątku.

Gdzieś tam na drugim końcu kraju Diane odwiedziła konwent republikanów. Prowadziło to do kilku świetnych, kapitalnie rozpisanych dialogów i rozterek. Oczywiście, poglądy twórców były tutaj mocno eksponowane, ale mi to zupełnie nie przeszkadza.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S06E17 Undisclosed Recipients
Chwilowo wygrana w wyborach przyniosła Alici same kłopoty. Wianuszek ludzi z prośbami już ustawia się do jej biura i nie są to błahe sprawy. Ten odcinek to była lekcja jak sobie z nimi radzić. Nie odmawiać, rozważać i odsuwać problem w nieskończoność. Mówić ludziom to co chcą słyszeć. I nie wiem jak długo tak wytrzyma. Alicia zawsze musi postawić na swoim i prędzej czy później to się na niej zemści. Jej upadek na końcu serialu byłby piękną klamrą.

Ogromnie mnie cieszy sprawa tygodnia jaka się pojawiła. Walka z serwisem p2p, The Good Wife jak zwykle umie w nowe technologię. Pazerny reżyser gniotu vs. wolność przepływu informacji. Lub artysta kontra złodzieje. Kwestia interpretacji, jak zwykle bez moralizatorstwa. I to byłaby fajna sprawa, ale jeden myk zrobił z niej jeszcze ciekawszy wątek - wykradzenie maili z kancelarii. Ile to dynamizmu nadało, jak świetnie było oglądać relację ludzi którzy poznali swoje tajemnicę. Zaogniło się na korytarzach kancelarii i odpowiednio podbudowało to dynamikę odcinka.

OCENA 5/6

The Last Ship S03E10 Scuttle
Z serialu robi się coraz lepszy dramat polityczny. Intryga w stolicy ma doprowadzić do podziału Stanów na kilka państewek. Prezydent nic nie może zrobić bo jest szantażowany przez Allison, które jest na smyczy u gubernatorów. Nieźle się porobiło. I tylko Kara może uratować przyszłość kraju. Chociaż chciałbym żeby źli wygrali na koniec sezonu. To byłby ładny cliffhanger. A potem wraca Chandller, ratuje kraj i zostaje prezydentem. Albo nie bo znaczyłoby to mnie scen na okręcie, a te tutaj były świetne. Aresztowanie kapitana, sąd polowy i plan mający przywrócić mu władzę z szeregowymi marynarzami odgrywającymi dużą rolę.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E11 Legacy
Uwielbiam oglądać sceny akcji w tym serialu. Szczególnie za skrupulatność w jaki zostały przedstawione, z planowaniem i powolnym wykonywaniem kolejnych etapów. Tutaj jednak działo się zbyt dużo i zbyt szybko. W pierwszym sezonie abordaż na statek zająłbym większość odcinka. Tutaj była to jedna z wielu scen. I trochę mnie to boli. Mimo wszystko odcinek oglądało się wyśmienicie, udało mu się wywołać u mnie masę emocji. Oglądanie niszczonego dziedzictwa kulturowego Japonii bolało dlatego śmierć Penga sprawiła tyle satysfakcji. I to z rąk Takayashiego. Może i bez fajerwerków, ale z bardzo osobistym wydźwiękiem. Był też smutny epilog dla Kaito. Śmierć na gruzach swojego kraju.

Bardzo dużo działo się w Ameryce. Tex wrócił! I ratuje dzień, jak zwykle. Uwielbiam jego żarty i badassowość. Cieszy, że w genach przekazał to córce. Dawać ją do głównej obsady na przyszły sezon. Spektakularnie wyszły ostatnie minuty gdzie Allison rozmontowała demokrację w USA. Montaż z jej przemówieniem, śmiercią generałów i reakcją Chandlera to jedna z najlepszych scen sezonu. Teraz Tom musi uratować kraj i nie będzie to proste. Kolejny raz to nie jest walka dobrzy przeciw złym. To też starcie z propagandą, walka o zaufanie ludzi.

OCENA 5/6 

The Last Ship S03E12 Resistance
Przedostatni odcinek, a historia tylko odrobinę zbliżyła się do zakończenia. Nie widzę końca historii w finale co mi wcale nie przeszkadza. Rozbicie dzielnicowe Ameryki ma swój urok, a teraz jeszcze pokazano zwykłych mieszkańców. Panujący głód, utrata wiary i poczucia własnej godności. Zgoda na 16h godzin pracy za jedzenie. I to o tych ludzi toczy się walka. O dobro i dobrobyt. O ponowne przekonanie w wiarę w humanitarne  wartości. Wszystko to w hollywoodzkim stylu, ale świetnie wykonanym. Czterdzieści minut perfekcyjnie rozłożonego napięcia, wzruszające spotkania dawno nie widzianych znajomych i patriotyzm emanujący z ekranu. Poziom ekscytacji przed finałem over 9000.

OCENA 5/6

The Last Ship S03E13 Don't Look Back
Niestety nadrobiłem The Last Ship. Niestety ponieważ nowe odcinki dopiero latem, a ja z chęcią oglądałbym je już teraz. Najlepiej cały sezon od razu. Na szczęście czeka mnie jeszcze długa przygoda z serialem, co najmniej 20 odcinków. Jeśli poziom zostanie utrzymany będę zachwycony.

Zupełnie niepotrzebnie obawiałem się czy uda się zakończyć opowiadaną historię w jednym odcinku. Zupełnie niepotrzebnie. Mimo szalonego tempa całość była spójna i konsekwentnie przedstawiona. Bohaterowie nie odgrywali tak ważnej roli jak kiedyś, postawiono głównie na Toma i akcja. Widowiskową i zachwycającą. Strzelanina w Białym Domu była kapitalnie zrealizowana. Sasha, Kara i Burke prący do przodu by uratować Nathana Jamesa przed ostrzałem. Dynamiczny montaż, szybkie cięcia, a od czasu do czasu dłuższe ujęcia z płynącą kamerą. Palce lizać.

Nie samą akcją żyje serial. Tutaj chodzi również o bohaterów i Amerykę. Tom zawsze był nieskazitelnym bohaterem, moralnym kompasem w czasach kryzysu, robiący to co właściwe i słuszne. Jednak każdy człowiek ma swoje granicę, każdego można złamać. W tym przypadku Tom to Ameryka. Upadek moralny może się przydarzyć każdemu. Takie ostrzeżenie i komentarze do obecnej sytuacji politycznej... Tom zabił Allison, przytłoczyła go strata przyjaciela i ojca. Tak samo amerykanie poddali się i utracili swoje poczucie własnej godności. Tom postanowił odejść ze służby. Wie że zbłądził i potrzebuje nowej drogi. Czy amerykanie dojdą do tego samego wniosku?

Nie wiem jak dalej serial się będzie rozwiał. Tytuł już dawno stracił swoje znaczenie, a przyszły sezon jeszcze bardziej skupi się na lądzie. I mi to wcale nie przeszkadza. O ile nie będą zabijali moich ulubionych bohaterów. Tym razem padło na Texa. Zabolało. Wiem jednak, że uda się wykreować równie charyzmatyczne postacie.

OCENA 5/6 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #213 [02.01.2017 - 08.01.2017]

SPOILERY

Sherlock S04E01 The Six Thatchers
Na nowy, pełnoprawny odcinek Sherlocka trzeba było czekać tak długo, że straciłem rachubę. I zainteresowanie. Dlatego zasiadłem do odcinka z tygodniowym opóźnieniem. Niespecjalnie mnie ciekawiło co dalej. Trzy lata mogą zatrzeć nawet najgłębszą fascynację. Do tego doszło jeszcze raczej negatywne przyjęcie przez recenzentów i widzów. Mimo wszystko zmusiłem się i obejrzałem. Ostatecznie było zadowalająco. Wciągnąłem się w historię, miło było zobaczyć dobrze znanych bohaterów, pośmiać się z udanych żartów i pozachwycać reżyserią. Było też całkiem niezłe tempo i całość mocno wciągała. Tylko, że to nie jest Sherlock jakiego chcę oglądać. Zagadek kryminalnych było tutaj sporo, ale wszystko to raczej krótkie historyjki. Ta główna intryga nie chwyciła. Brakowało jej spójności, wątek Mary został tu wciśnięty bardzo nagle, a rozwiązanie... no cóż, dyskusyjne. Usunięcie jej z serialu było bardzo słabo poprowadzone i zapowiada konflikt między Watsonem i Sherlockem. Czyli niezbyt mam ochotę na więcej. Największy plus odcinka? Niebieski Power Rangers na masce samochodu, cieplutko zrobiło się na moim geekowskim serduszku.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E06 Ghosted
Zacny odcinek mimo, że bez Stilesa. Widocznie poprzedni był nakręcony w późniejszym terminie po powrocie z leczenia i wyemitowany wcześniej by nie stęsknić się za bardzo za bohaterem. Najlepszym momentem była wizyta w miasteczku duchów. Przytłaczająca atmosfera wymarłej mieściny, klimat jak z post-apo. Do tego starcie z Banshee i straszna przyszłość jaka wisi nad Lydią jeśli nie uda się pokonać Jeźdźców ona jedna zostanie w Beacon Hills. Stawka odrobinę poszybowała w górę.

Powrót Theo okazał się zaskakujący. Wskrzeszony po to żeby pomóc złapać Jadźce przyda się w inny sposób. Zna prawdę o Stilesie co może mu uratować życie. Jeśli Malia za szybko go nie rozerwie na strzępy. Cieszyłbym się gdyby okazało się, że nie ma wcale mocy. To byłaby wystarczająca kara, a wataha i tak musiałaby z nim współpracować ze względu na jego wiedzę. Już wiadomo, że coś kombinuje w związku z nauczycielem. Trochę się martwiłem tym sezonem, a ostatnio ogląda się go całkiem nieźle.

OCENA 4.5/6 

The Last Ship S03E09 Paradiso
Dobry thriller polityczny musi mieć kreta. Do tej niepisanej zasady stosują się scenarzyści The Last Ship. Przesłanki były od dawna. I tradycyjnie rzucane na niewłaściwą osobę, szczególnie w tym odcinku. Tak obcesowo, że trzeba było ją wykluczyć i podejrzewać najmniej podejrzaną. Kretem okazała się Allison. Przekazywanie informacji chińczykom i dokonała zamachu stanu. Wszystko ma większy cel, zniszczenie władzy federalnej i podzielenie Ameryki na kilka mniejszych państewek. Tylko tak można przetrwać w obliczu post-apokalipsy. Tak jak współczesna Ameryka jest podzielona tak i serialowa nie może dojść do porozumienia i wizji przyszłości. Kryzys nie jednoczy ludzi, a ich dzieli, szczególnie tych z ambicjami. Serial nieźle sobie poradził z tym wątkiem.

Równie dobrze wypada wątek Chandlera. Pierw wizyta na niemalże rajskiej wyspie z absurdalnym golfistą i nieustanne wrażenie nierealności. Widowiskowa strzelanina to miły dodatek. Momentami głupia, co nie przeszkadza w oglądaniu jak dzielni żołnierze sobie z nią z radzą. Bardziej ekscytująca była zasadzka w którą wpadł Chandler i utrata jednego z okrętów. Pierwsza tak wielka strata kapitana, ale nie będąca jego winą. Najlepiej wyszedł moment gdy pomagano rannym. Świetnie nakręcony, przepełniony uczuciem tragedii i klęski.

OCENA 4.5/6 

Vikings S04E15 All His Angels
Nie wierzyłem, że serial zabiję Ragnara. Mimo tytułowych wikingów to był w głównej mierze serial o nim. Jego drodze do potęgi i upadkowi z perspektywami na odrodzenie w chwalę. Wielka historia króla i jego rodziny. Nie wierzyłem, że skończy się to w Anglii, z dala od swoich ludzi, ukochanych i przyjaciół. Otoczony rządnymi krwi wrogami. Nie w momencie gdy zaczynał odnajdywać swoją dawną potęgę, godzić się z światem, bogami i samym sobą. Zrozumiałem, że to koniec gdy historia zatoczyła symboliczne koło.

Upokarzany, ale wciąż budzący strach Ragnar jest transportowany do Elli. Ludzie się go boją, opowiadają o nim niestworzone historię, on rozmawia z ślepcem i widzącym w mistycznej wizji. I jego podróż natrafia na monastyr gdzie spotkał Athelsteina co wywołuje u niego wspomnienia. W tej chwili byłem pewien, że to koniec. Ckliwe flashbacki, wspomnienia najlepszych chwil, a gdzieś w tle pielgrzymka Eckberta, który jeszcze raz będzie chciał pożegnać się z Ragnarem.

I co to było za pożegnanie! Jego koniec to pozorne poddanie i oczekiwanie śmierci. Po prawdzie jest to kontynuacja walki. Z bogami i przepowiednią. Chęć śmierci na własnych warunków i zmotywowanie synów do dalszych działań. Nie ugiął się ani razu, nie krzyczał mimo tortur, znosił to cierpliwie. A ludzie się go bali. Łachmaniarza w klatce pilnowany dzień i noc przez cały oddział wojskowy. Opowiadali sobie o nim niestworzone historię jak o postaci z legend. To było godne pożegnanie bohatera. Nasnuły mi się też skojarzenia z pasją Chrystusa. Już poprzedni odcinek narzucał tą symboliczną interpretację pokazując drogę krzyżową, a teraz Eckbert mówił u umywaniu rąk. Była też długa droga i w końcu męka. Nie było krzyża tylko klatka i ostatecznie jama z wężami. To była świetnie przedstawiona śmierć.

Pytanie co dalej? Odwetowy raid na Anglię jest rzeczą oczywistą i historyczną. Wielka armia pogan i podboje. Tylko jak to będzie się interpersonalnie rozgrywało? Jak zareaguje Lagherta i czy to osłabi jej władzę? Czy synowie odłożą zemstę na uzurpatorce w imię pomszczenia ojca? Jak wpłynie to na wyprawę Bjorna i zachowanie Rollo? Michael Hirst mówił w wywiadzie, że synowie chwałą mają prześcignąć ojca. Jest na to minimum 25 odcinków i ja mu wierzę.

OCENA 5.5/6

Vikings S04E16 Crossings
Pół godziny odcinka minęło i byłem zadowolony z jego jakości. Daleko było mu do poprzednich dwóch, ale oglądało się to dobrze. W Kattegat synowie Ragnara chcą się mścić, a Lagherta jakoś musi sobie z tym radzić. Kilka niezłych scen, jak Ivar wyzywający ją na pojedynek, i kilka dłużących się. Lepiej było na wyprawie Bjorn. Atak na muzułmańskie miasto nie wyszedł spektakularnie pod względem batalistycznym, ale posiadał aurę tajemnicy. Przedzieranie się ulicami, ekscytacja jedzeniem czy wreszcie zdumienie połączone z zachwytem Flokiego nad dziwną wiarą. Jestem zaintrygowany tym dokąd to prowadzi.

Największe pochwały dla końcówki gdy synowie zdają sobie sprawę z śmierci ojca. Pojawienie się kruków i Odyn składający każdemu wizytę. Podniosły nastrój podkreślany przez mistycyzm. I ta potężna burza na końcu. Świat opłakuje stratę. Teraz tylko czekać na zemstę. Czy wpłynie to na podróż Bjorn? I co będzie się działo z Laghretą? Na te i inne pytania odpowiedź w kolejnych odcinkach których nie mogę się doczekać.

OCENA 4.5/6

Westworld S01E09 The Well-Tempered Clavier
Nie powiem żeby kompletnie zaskoczyły mnie twisty tego odcinka. Nic im to jednak nie ujmuję ze względu na to jak zostało to przedstawione. Berdnard okazał się Arnoldem. Fort stworzył androklona swojego byłego współpracownika, który przejawia jego cechy. Dochodzenie do prawdy było długie, ekscytujące i z szokującą końcówką. Gra aktorska Hopkinsa i Wrighta poraża, nie da się od nich oderwać wzroku. Od jednego bije pewność i boskie przekonanie o własnej sile, drugi z determinacją podszytą lękiem i niepewnością odkrywa swoją przeszłość.

Drugi poważny twist do potwierdzenie dwóch linii czasowych Dolores. Z Williamem to wielkie flashbacki prowadzące do samoświadomością. Ciekawi mnie czy flashbackami były samotne rozmowy z Arnoldem czy jednak rozmawiała z Berdnardem. Tak jak u Berniego tak i u niej świetnie pod względem montażu wyszło przebudzenie gdzie z maestrią nakładano kolejne okresy czasowe.

Nie tylko androidy dokonują przebudzenia. Również William się budzi. Zrozumiał zasady gry, jest tym kim powinien być. Dostosował do otoczenia i daje mu to przewagę.

Wybuchowo zapowiadają się finałowe sceny z Meave i Hectorem. Śmierć w ogniu i wstąpienie do piekła to bardzo ładna i wykręcona symbolicznie metafora. Życie poprzez śmierć. Odrodzenie przepustką do piekła. I ta scena seksu w płonącym namiocie. Piękne.

OCENA 5/6

Westworld S01E10 The Bicameral Mind
Z miesięcznym opóźnieniem skończyłem Westworld i muszę się do czegoś przyznać. Im wcześniej tym lepiej. Czuję się trochę rozczarowany. Tylko trochę, ale jednak. Jest to denerwujące uczucie, nie pozwalające mi nieustannie zachwalać serialu i znowu przez nie wdam się w kilka jałowych dyskusji z znajomymi. Moja rozczarowanie wynika z prostego faktu - do końca nie wiem o czym to był serial, a jeśli już wpadnę na jakiś pomysł to nie potrafię prześledzić sensowności opowiadania jakiegoś wątku od początku do końca. Trochę jak z Grą o Tron. Tam znałem materiałem źródłowy i nie czułem zagubienia. Tutaj owszem. Oglądam pokój przez dziurkę od klucza i nie wiem czy patrzę na salon, kuchnię czy sypialnie. Nie podoba mi się ta konfuzja. Jeśli jednak bym oceniał odcinki jako pojedyncze całości i wyszukiwał w nich motywów opowiadających o człowieczeństwie, moralności i technologi to piałbym z zachwytu do zdarcia gardła. Chylę też czoła przed misternym prowadzeniem historii mimo częstego przerostu formy nad treścią. Jestem wizualnym estetą, czasem wolą popatrzeć niż posłuchać opowieści. Nie wiem też co myśleć o przyszłości serialu. Na pewno będę oglądał dalej i polecał. Ta kapitalna, wysokobudżetowa telewizja angażująca widza. Chciałbym tylko czerpać większą przyjemności z fabuły i bohaterów.

Finał to opowieść o przebudzeniu i zrozumieniu. Dalszy ciąg opowieści o wyrywaniu się z własnej klatki, przechodzeniu labiryntu świadomości w celu zrozumieniu świata. Zarówna androidów i ludzi. To też ucieczka Meave z widowiskowymi scenami. I przede wszystkim wielki plan Forda, który został wyjawiony na samym końcu. To on miesza w androidach i doprowadza do uzyskania przez nie świadomości. Ginie by zwieńczyć swoje dzieło, prawdziwa pętla związana z Arnoldem. Oddaje AI w władanie własny świat i daje wolną wolę, pozwala im ewoluować, nawet programuje ucieczkę Meave. I może parę rzeczy się nie klei do końca, ale na pewno ogląda się to wyśmienicie, a cliffhanger powoduje odruch pawłowa na myśl o powrocie serialu.

Podczas oglądania tego finału sam wpadłem na teorię. Nie jedną, ale tą chciałbym się podzielić. A co jeśli to wszystko to gra? Jeden wielki eksperyment, gdzie cała obsługa Delos to też androidy tylko nie zdające sobie z tego sprawy. Androidy z większą samoświadomością tworzą androidy, nieskończona pętla która ma dać odpowiedź na proste pytanie szaleńca "a co by było gdyby". To byłby szokujący twist, ale wyjaśniający kilka rzecz.

Inne:
- park z Samurajami! Dajcie mi to, proszę bardzo! Wiem, że taka drastyczna zmiana stylistyki kosztowała by kupę kasy, ale chciałbym zobaczyć zmianę scenerii.

OCENA 5/6 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #208 [28.11.2016 - 04.12.2016]

SPOILERY

 Arrow S05E08 Invasion! (2)
Zaplanowanie 100 odcinka Arrow na crossover było karkołomnym pomysłem. I średnio się udało. Jako ten pierwszy spisał się całkiem nieźle, jako drugi już niekoniecznie.

Jako osoba, która porzuciła Arrow 2 lata temu muszę przyznać, że oglądało mi się to nieźle i nawet przez chwilę byłem zainteresowany postaciami. Jednak bardziej mnie urzekła umiejętność odwoływania się do przeszłości. Nostalgiczne sceny podkreślające długą historię serialu i rolę bohatera, który jest zdolny do poświęceń i zawsze odnajdzie swoje przeznaczenie. Prosta historia, ale działa. Fajnie też było zobaczyć alternatywną wersję świata gdzie Ollie nie został Arrowem. Ciekawie koresponduje to też z poprzednim odcinkiem gdzie Green Arrow mówi Barry'emu, że porzuciłby wszystko by odzyskać swoją rodzinę czego ostatecznie nie robi.

Jako element crossovera było słabo. Postacie z innych seriali zostały zmarginalizowane, a historię sztucznego świata można by opowiedzieć w inny sposób na poziomie street levelu np. korzystając z narkotyków. Jedyne co serial dał to średnio wyglądająca walka Supergirl i Flasha z kobietą cyborgiem wyglądająca jakby się nad nią znęcali dla zabawy. To wyglądało źle. Efektowniejsza była ucieczka ze statku obcych i pomoc Waveridera, ale to akurat wcale nie pasowało do klimatu historii.

Na początku myślałem, że nowe postacie w Arrow mnie zaciekawią. I jakże się myliłem. Wyglądają jak tani cosplayerzy, są irytujący i mało śmieszni, a morałek o tym, że nie można kogoś skreślać tylko dlatego, że posiada supermoce powinien wylądować w wieczorynce.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S02E07 Invasion! (3)
Legendy to od dawna serial, który daje mi najwięcej frajdy podczas oglądania. Ze względu na bohaterów, scenarzystów i humor. Nie koniecznie dzięki tej mieszance dostałem najlepszą składową crossovera, ale lubię tą myśl. I mam nadzieje, że więcej ludzi za tydzień da szansę LoT i zwiększy im się oglądalność bo serial na prawdę na to zasługuje.

Co było w odcinku? Czego nie było! Może pierw o rzeczach najprostszych. Sceny akcji były efektowne, zwłaszcza końcowe starcie. Głupie, bardzo naiwne, ale czy dużo głupsze od innych filmów superbohaterskich? Na pewno bardziej campowe, w stylu komiksów. Tutaj nikt nie bierze się na poważnie dlatego wszystko działa jak powinno. Były też kapitalnie rozpisane sceny humorystyczne. Komentowanie urody pani prezydent przez Sarę i Heat Wave'a to tylko wisienka na torcie. Daniem głównym był duet Cisco i Felicity. Jakże świetnie wyszli! I tylko trzymać kciuki za ich kolejny team-up, najlepiej w Legendach.

Zaskoczyło mnie trochę pogłębienie historii i nadanie wielowymiarowości Dominatorom. Nie pragną destrukcji dla samego zniszczenia. Uważają się za obrońców porządku, ich celem jest powstrzymanie zagrożenia zanim stanie się zbyt poważne. Za coś nieobliczalnego uważają Barry'ego, którego za wszelką cenę trzeba powstrzymać, dlatego przeprowadzają inwazję. I tak, to jest głupie, bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Jednak dzięki swojej celowej umowności to się sprawdza. Barry chcę się poświęcić, zdaje sobie sprawę z błędów, które popełnił i jest gotów oddać swoje życie. I nie bez powodu jego oddalająca sylwetka jest ukazana na tle amerykańskiej flagi.

Fajnie poprowadzono też Cisco, który zdaje sobie sprawę z motywów kierujących Barrym przy tworzeniu Flashpointa. Chcąc zrobić coś dobrze jesteś narażony na nieprzewidziane konsekwencję. Dokłądnie jak mówił Oliver. Uratowanie kosmity 60 lat temu spowodowało tytułowa inwazję. Również Stain zmaga się z konsekwencjami swojego zachowania - nieświadoma manipulacja przy linii czasowej doprowadziła do aberracji w postaci córki, której nie zna i którą będzie ukrywał przed resztą drużyny. Dodając do tego matrxa, w którym utknął Ollie cały crossover spina motyw odpowiedzialności za swoje czyny, akceptacji dokonanych wyborów i świata, który się tworzy.

Bardzo mnie ciekawi jakie będą konsekwencję tego crossovera. Statki kosmitów odgrywające Dzień Niepodległości nad największymi miastami, spotkanie z panią prezydent, córka Steina, Kara i jej urządzenie komunikujące między światami i przecież nie do końca pokonany przeciwnik. Wydaje się, że działy się bardzo ważne rzeczy dla uniwersum. Tylko ile z tego zostanie potraktowane na poważnie?

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E03 Sundowning
Agresywna Malia nie przestaje bawić co też pokazuje ile znaczył dla niej Stiles. Niekontrolowana przemiana podczas testu, pobicie pielęgniarza i zachowanie wobec dziadka Stilesa. Również oglądając szeryfa widać jak brak syna na niego wpłynął. Szkoda, że nie położono na to nacisku w stosunku do innych postaci. Scott i Lydia byli w tym odcinku statystami, a wizyta w domu starców nie przyniosła niczego nowego w sprawie zaginionego Stilesa. Było kilka fajnych scenek, ale to wszystko.

U Liama i spółki również średnio. Rozumiem co serial chcę pokazać. Zmianę i przekazanie pałeczki obrońcy Becon Hills. Dlatego muszę oglądać jak Cory, Mason i Hayden pomagają w ratowaniu Becki i to oni walczą z Widmowymi Jeźdźcami gdy pierwotni bohaterowie zajmują się czymś innym. I średnio mnie to interesuje.

Jeszcze nie wiem co myśleć o wątku wilkołaka pożerającego ludzkie duszę. Wydaje mi się to zbytecznym wątkiem patrząc na brak Stilesa. Wolałbym gdyby serial opowiedział jedną spójną historię zamiast przeplatać kilka wątków. Dobrze, że nie robiona tajemnicy z jego tożsamości i potencjalnie zaskoczy czymś innym.

OCENA 4/6

The Flash S03E08 Invasion! (1)
Pierwszy wielki event łączący trzy superbohaterskie seriale The Cw. Karkołomne zadanie, które ostatecznie spełniło oczekiwania. Przynajmniej na samym początku. Ja bawiłem się lepiej niż przy filmowych młóckach od Warner Bros. i trochę żałuję, że telewizja nie może korzystać z tych bardziej znanych postaci. Przecież gdyby zamiast Flasha był Superman, a Arrowa Batman o tym odcinku mówiłoby się tak jak kolejnym Gry o Tron. A tak jest niszowa, ale efektowna uciecha dla fanów.  Z pretekstową fabułą i trochę chybionymi wątkami jak na ten odcinek. Co zresztą schodzi na dalszy plan przy tak dobrze rozpisanych postaciach, relacjach Barry/Oliver i humorowi, który zwyczajnie działa.

Zdziwiło mnie to jak potraktowano Flashpoint. Zrobiono z niego wielkie halo i nie zamieciono pod dywan. Najlepiej wyszła rozmowa Olivera z Barrym, gdy przyjaciel rozumie jaką trudną decyzję podjął Barry i wspiera go. Niczego sobie byłą też przemowa Sary. Lata prowadzenia tych postaci zbierają żniwo. Tylko trochę nie rozumiem oburzenia Diggla na to, że ma syna zamiast córki. On akurat nie musi się czepiać, że Barry zmienił jego życie na gorsze.

Świetnie wypadł występ gościny Supergirl. Na Kryzys i połączenie Ziem raczej nie ma co liczyć dlatego fajnie jest ją widzieć w interakcjach z innymi bohaterami. Jej przyjaźń z Barrym czy nieufność Olliego. I reakcję Heat Wave. Co to była za świetna rozmowa!

Tylko ci obcy nie pasują. Mocno generyczni. Ale to tylko pretekst do zabawy. Pretekst do standardowej walki herosów i potem ich współpracy. Wybaczam bo sztampowość jest szybko rekompensowana.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E06 Dog Day
Zwykle bardzo lubię to jak jest przedstawiona akcja w The Last Ship. Bez różnicy woda czy ląd. Teraz jednak wyjątkowo się znudziłem. Atak na wyspę, przedzieranie się przez bambusy czy ostrzeliwanie w chatce było zbyt długie. Przez co po pewnym czasie straciłem zainteresowanie. Wracało gdy byli pokazywani jeńcy i ich walka mimo trudnego położenie. Reszta była taka sobie. Rzeczy, które już dawno widziałem tylko w innym settingu. Fajny pomysł z tunelami, takie odwołanie do Wietnamu tylko dość przeciętnie wykorzystane. Brakowało terroru i strachu przed kolejnymi metrami zdobywanej ziemi.

Może teraz gdy odbito zakładników i Mike wrócił na statek zostanie ruszony wątek polityczny. Najwyższy czas by poznać plany Chińczyków. I żeby gubernatorzy w USA zrobili swój ruch. I jak już wyliczę czego chcę to niech dadzą jeszcze Texa. Przydałby się jakiś występ gościnny.

OCENA 4/6

The Last Ship S03E07 In the Dark
Trochę szkoda, że tytułowej ciemności nie było tutaj więcej. Cały odcinek w tym stylu można było o tym zrobić jak w zeszłym sezonie podczas ukrywania się przed okrętem podwodnym. Jednak i tak było dobrze. Ucieczka przed chińczykami wyszło nieźle, kilka momentów było do prawdy emocjonujących. Jak wzięcie Nathana Jamesa za ich jednostkę. Albo przeprawa przez pole minowe. Trochę zamarzyła mi się otwarta bitwa morska na koniec sezonu.

W Sant Louis było początkowo nudno. Wyszukiwanie kolejnych brudów na prezydenta i jego radzenie sobie z kryzysem było męczące. Natomiast cliffhanger zaskakujący i nadający nowej dynamiki. Jeffrey postanowił dokończyć to co zaczął na pokładzie Nathana Jamesa i tym razem skutecznie popełnił samobójstwo. To tworzy zupełnie nową dynamikę w politycznym aspekcie serialu.

Podobało mi się co zrobiono z Greenen. Najlepszy cyngiel na pokładzie Nathana Jamesa, na co dzień spotykający się ze śmiercią i odczuwający stratę przyjaciela odbiera poród. Circle of life.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E08 Sea Change
Pierw odnośnie rządowego wątku. Namieszało się. Nowemu prezydentowi zależy głównie na PR i nie jest zbytnio gotów na pełnieniu tej funkcji. Słucha się gubernatorów, którzy toczą własną grę. Przy okazji odciął Karę od głównych wydarzeń dlatego, że powiedziała to co myśli. To oznacza więcej bezcelowego miotania się. I nie wiem już sam czy podoba mi się ten wątek czy nie.

To samo mam z historią Penga. Jest zły do szpiku kości i marzy o światowej dominacji przeprowadzając ludobójstwo w Azji. Stawka jest wysoka, ale co z tego skoro została pozbawiona osobistych motywów. To wciąż dobrze się ogląda, ale trochę jestem tym już zmęczony.

OCENA 4/6

Timeless S01E08 Space Race
W połowie sezonu stwierdzam, że z coraz większą przyjemnością włączam kolejne odcinki. Wiem już czego się mogę spodziewać i serial jeszcze ani razu poważnie mnie nie zawiódł, tak żebym myślał żeby go porzucić. Jednocześnie wiele się tutaj nie wydarzyło czego mocno żałuję. Co tydzień to samo, a zabawa z podróżami w czasie za mało agresywna. Zmiany w czasie jakie są dokonywane nie naruszają statusu quo serialu, a jedynie wprowadzają elementy humorystyczne. Patrząc na pilota to troszkę boli. Choćby w tym odcinku bohaterowie mogliby wrócić do świata odrobinę bardziej zaawansowanego technologicznie.

Jednak historia odcinka znowu była bardzo przyjemna i dla zagęszczenia atmosfery rozbita na dwa segmenty. Pierwszy z nich to próba uratowania lotu Apollo 11. Ładnie wszystko rozpisane i do samego końca umiejętnie zwiększano napięcie choćby przez przemówienie Kennedyego. Śmieszne były też żarty z ówczesnej technologii i miny Rufusa. Drugi wątek to śledzenie Flynna i jego zagadkowy plan z fintą na końcu. Wykorzystał podróż w czasie by uratować własnego brata. To był zaskoczenie. I to całkiem fajne jakby serial znowu krzyczał "On wcale nie jest taki zły".

OCENA 4.5/6

Vikings S04E11 The Outsider
Przeglądając mój serialowy kalendarz zdziwiłem się z powrotu Wikingów. Jak to, już? Nie czekałem specjalnie, nie śledziłem nowinek więc się nie rozczarowałem odcinkiem. Miękki reboot serialu wyszedł akceptowalnie. Skupił się na przedstawieniu synów Ragnera, ich zażyłości i różnic między nimi. Szybko można było sobie wyrobić o nich zdanie. Zwłaszcza Ivarze, który może być ciekawym antybohaterem. Natomiast oglądanie samego Ragnara było dość przytłaczające. Snuje się od znanej osoby do znanej i opowiada o chęci zemsty na Anglikach i poznaniu swoich chłopców. Wydaje się rozbity i bez planu. Nie wiadomo co przeżył poza nieudaną próbą samobójczą, i nie wiadomo co zrobi. Po raz kolejny robią z niego wielką niewiadomą i trochę mnie to martwi. Ile razy można próbować tego samego?

Spodobały mi się nowe plenery. Piękne górskie widoczki, gęste lasy i zatłoczony Kattegat. I muzyka robiąca kawał solidnej roboty, zwłaszcza podczas "przywitania" Ragnara z synami. Klimatu Wikingom nie można odmówić. Przydałaby się jeszcze wciągająca fabuła.

OCENA 4/6

poniedziałek, 28 listopada 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #207 [21.11.2016 - 27.11.2016]

SPOILERY


Teen Wolf S06E01 Memory Lost
Ostatni sezon zaczął się tak sobie. Tzn. pierwsza scena taka była. Liam i Hayden na randce, ciemny las i problemy z zmianą koła. Nie wiem czemu Jeff Davis myśli, że to właśnie ich chcę oglądać. Ogólnie za dużo czasu dostali podczas odcinka, co zresztą przeszkadzało mi już w zeszłym roku. Finalna seria powinna skupiać się na starych znajomych. Na szczęście było kilka zabawnych scenek z Liamem.

Po pierwszym negatywnym odczucia odcinek szybko ruszył z kopyta. Pojawił się Dziki Gon i szybciutko nakreślono głównego wroga sezonu i sytuację bohaterów. To jak Stiles tęskni za nadprzyrodzonymi wydarzeniami i jak inni rozkoszują się spokojem, który co  oczywiste został szybko zakończony. W odcinku było dużo bieganie, kilka fajnych pełnych napięcia scen i mocarna końcówka. Stiles wymazany z rzeczywistości, nikt o nim nie pamięta tylko Lidia ma jakieś niejasne przeczucie, że o czymś zapomniała. I trochę mnie to martwi bo znaczy to mniej Stilesa, tak jestem ciekaw tego wątku i wydaje się bardziej interesujący od zeszłorocznego ponieważ mocniej dotyczy głównych bohaterów.

Może i mój zapał do Teen Wolf trochę zanikł tak premierę oglądało się dobrze i nie martwię o przyszłości. nawet żałuję, że to już ostatnie odcinki. Z chęcią zobaczyłbym bohaterów na studiach i jak radzą sobie u progu dorosłości.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E02 Superposition
Odcinek miał wolniejsze tempo od poprzedniego, był bardziej skupiony na postaciach i nie przyniósł żadnych rewolucyjnych zwrotów akcji. Mimo to oglądało się go dużo lepiej. Malia, Scott i Lydia mieli niejasne wrażenie, że czegoś im brakuje. Przyciągała ich tajemnicza szafka w szkole, objawiało się to w przeczuciu czy gestach. Ich mózgi dawały znać o stracie jaką odnieśli. Ich przyjaźń ze Stilesem była tak wielka, że wymazanie go z rzeczywistości pozostawiło na nich ślad. I to mi się bardzo podoba. Serial podkreśla co jest jego najważniejszą treścią. Nie walki z nadnaturalnymi stworzeniami, a właśnie opowieść o przyjaźni i tym jak nierozerwalnie wiążę ona ze sobą ludzi. Tylko nie mogę zrozumieć jednego - czemu szeryf ma żonę. Czemu wymazanie rzeczywistości w jego przypadku wiązało się z jej przepisywaniem i tak poważnymi zmianami. U przyjaciół Stilesa pozostała luka, tutaj wszystko się zmieniło.

Muszę przyznać, że nawet podobały mi się sceny z Masonem, Corym i Liamem. Pierw akcja z Dzikim Gonem i powolne odkrywanie zdolności Cory'ego. Jak się okazuje on nie tyle staje się niewidzialny co odwiedza sąsiedni wymiar. Czyli jest już zaczątek planu odzyskania Stilesa.

Wrócił też trener. O jeny, ale miał świetne komediowy sceny. Dunbar!

OCENA 4.5/6

The Flash S03E07 Killer Frost
Walka z Savitarem była efektownym rozpoczęciem odcinka. Chociaż nazywanie tego walką to lekkie nadużycie. Bóg szybkości wycierał glebę Flashem nawet się nie pocąc. Dlatego takie rozczarowujące było jego pokonanie przez Catlin. Trochę zimna i to wszystko. Za łatwo jak na takiego uberkozaka.

Dalsza część odcinka też trochę zawodziła. O ile sam pomysł był dobry, Catlin przechodzi na ciemną stronę i drużyna musi z nią walczyć, tak wykonanie pozostawia sporo do życzenia. Za szybko jej to przyszło, a serial niezbyt udanie pokazuje jej zmiany osobowości przez co happy end nie pasuje. Lepiej wypadło w tym umiejscowienie Barry'ego. To on jest odpowiedzialny za wszystko, bohaterowie mu to mówią i musi stawiać czoło konsekwencją tego co zrobił. Trzecia seria to na razie jedna wielka lekcja odpowiedzialności i udanie jest prowadzona. Czekam na egzamin by zobaczyć jak Barry staje się bohaterem.

Julian jest Alchemym. Zero zaskoczenia. I, tadam, nie przeszkadza mi to. Myślałem, że będę narzekał i psioczył na prostackie prowadzenie nowych bohaterów, ale udanie z tego wybrnięto. Nie robi tego dobrowolnie, jest w jakiś sposób kontrolowany przez Savitara, może nawet nie jest świadomy swoich czynów. To byłoby fajne rozwiązanie i liczę, że scenarzyści mają na niego jakiś większy pomysł.

OCENA 4/6

The Last Ship S03E03 Shanzhai
Podoba mi się opowiadanie dłuższej i bardziej spójnej historii w tym sezonie. W odcinku działo się dużo i nie wiele zarazem. To było kolejne przygody bohaterów, które ogląda się znakomicie. Chandler znowu dowodził przez moment Nathan Jamesem, była fantastycznie zrealizowana scena walki, jeszcze lepszy montaż przechadzki po mieście piratów i napięcie związane z ucieczką. Gdzieś dalej Slattery wraz z kompanami przetrzymywanymi przez legendarnego pirata i drenowani z krwi planują przy okazji ucieczkę. Opowiedziane to wszystko w świetny sposób godny najlepszego kina sensacyjnego. Bawię się doskonale mimo, że nie wiem jak obecne wydarzenia wiążą się z większa politykę i wątkiem chęci Chińskiej supremacji.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E04 Devil May Care
Chcę i mam - związaną ze sobą wątek piratów i Chińskiego prezydenta. Motywacje wciąż są niejasne, ale jest już jakiś ślad. Jednak nie to było najlepsze. Najlepsze było oglądanie jak Chandler robi wjazd na willę Penga i uzyskuje od niego to co chcę. Świetnie zrealizowane działanie jego oddziału, ciche przemykanie się korytarzami i obserwacja akcji z pokładu Nathana Jamesa.  Świetnie wypadają tego rodzaju sceny. I nie mam wyrzutów sumienie, że po raz kolejny to piszę. Takie rzeczy trzeba chwalić.

U Takayashiego trochę nowych rzeczy. Grupka Mike'a dalej próbuje uciec i dać znać o swoim położeniu. Teraz jednak zacznie się wyścig z czasem. Co zrobi pirat, co Tom, czy dojdzie do egzekucji? Czuję, że następny odcinek dostarczy pod tym względem. Ważny jest też wątek szczepionki. Czy rzeczywiście wirus mutuje czy ktoś przy niej majstrował by osłabić Japonię? Może Chińczycy? A może sabotażysta w USA?

Ciekawie zapowiada się wątek w USA. Wzrastają niepokoje społeczne, nieufność ludzi do rządu potęgowana przez prasę i osłabienie pozycji prezydenta. Czuje, że właśnie tutaj skończy się sezon. To by było bardzo logiczne w końcu jest on o dzielnych amerykanach.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E05 Minefield
Cały odcinek poświęcony przebijaniu się przez pole minowe. I kurde, znowu napiszę, że było świetnie bo było. Nieustający suspens, który rósł z minuty na minuty. Pierw odkrycie pola minowego, potem nowego rodzaju min, uciekający czas, szaleńczy pomysł i wreszcie detonacja i torowanie drogi przy użyciu wabika na helikopterze i łodzi. Jakby tego było mało dorzucono jeszcze zbliżającą się do okrętu torpedę i heroiczną akcję Wolfa i Cruza. Czołówka z torpedą by uratować Nathana Jamesa, a potem długie poszukiwanie rozbitków. Jednak moim ulubionym momentem jest zmartwienie załogi po zaginięciu Wolfa i radość z jego odnalezienie.

U Takahashiego spokojnie w tym odcinku. On zdeterminowany by uratować żonę i dotrzymać swojej obietnicy. Coś mi się wydaje, że on współpracuje w jakiś stopniu z Pengem i to może być odwrócenie uwagi od najważniejszych spraw. Serial przy okazji daje mu kolejny wymiar. Nie dość, że był japońskim oficerem to jeszcze ma dziecko w drodze. Jakby był plan by go wybielić.

W Ameryce problem z mediami, niesforni gubernatorzy, prezydent pokazujący pewność siebie i zamieszki na ulicach. Jest ciekawie, ale to wciąż kładzenie fundamentów pod drugą połowę sezonu.

Sasha i Tom? Czemu nie jeśli ma to oznaczać więcej Bridget Regan w serialu.

OCENA 5/6

Timeless S01E07 Stranded
Zaskoczenie z samego początku. Bohaterowie już po podróży w czasie zostają pojmani przez Francuzów. Wrzucenie w sam środek historii bez zwyczajowej klamry z podróżami było dobrym pomysłem. Nadało dynamizmu odcinkowi i dało mu odpowiedni wydźwięk pogłębiając uczucie zagubienia w historii. Potem było standardowo. W sensie standardowo dobrze. Rozwijano relację między bohaterami, pozwolono im lepiej sobie zaufać po tym jak wyrzucili wszystko co leżało im na serce. Dano dobrze znaną mieszankę akcji, humoru i odniesień do popkultury. Bawiłem się przednio. Nawet znowu z wyczuciem poruszono wątek rasistowski by przy okazji zaznaczyć jak bardzo wielka przyjaźń zaczyna łączyć Rufusa, Lucy i Wyatta.

Dano też dużo scen w teraźniejszości. Było kilka uproszczeń jak cały protokół związany z powrotem wehikułu. Jednak kilka dodatkowych scen dla Jiayi czy Masona pozwoliła nadać im trochę człowieczeństwa, sprawić, że te postacie są jeszcze mniej obojętne. Dodano też jeden wątek do głównej fabuły - podejrzenia agentki Christopher względem Masona. Wciąż opowiadanie większej historii się ślimaczy, ale widać, że gdzieś to zmierza.

Serial zaczął poruszać obowiązkowe podczas podróży w czasie wątki predestynacji i wolnej woli. I robi to przyjemnie, z odpowiednim luzem, a rozmowy nadają motywacji bohaterom. Bałem się trochę zadęcia czy wzniosłych przemów więc kolejna cegiełka która mnie cieszy.

Na koniec brawa dla Rufusa. Naprawił wehikuł czasu materiałami z połowy XVIII wieku i odpalił go na kabelek.

OCENA 4/6