Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arrow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arrow. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #208 [28.11.2016 - 04.12.2016]

SPOILERY

 Arrow S05E08 Invasion! (2)
Zaplanowanie 100 odcinka Arrow na crossover było karkołomnym pomysłem. I średnio się udało. Jako ten pierwszy spisał się całkiem nieźle, jako drugi już niekoniecznie.

Jako osoba, która porzuciła Arrow 2 lata temu muszę przyznać, że oglądało mi się to nieźle i nawet przez chwilę byłem zainteresowany postaciami. Jednak bardziej mnie urzekła umiejętność odwoływania się do przeszłości. Nostalgiczne sceny podkreślające długą historię serialu i rolę bohatera, który jest zdolny do poświęceń i zawsze odnajdzie swoje przeznaczenie. Prosta historia, ale działa. Fajnie też było zobaczyć alternatywną wersję świata gdzie Ollie nie został Arrowem. Ciekawie koresponduje to też z poprzednim odcinkiem gdzie Green Arrow mówi Barry'emu, że porzuciłby wszystko by odzyskać swoją rodzinę czego ostatecznie nie robi.

Jako element crossovera było słabo. Postacie z innych seriali zostały zmarginalizowane, a historię sztucznego świata można by opowiedzieć w inny sposób na poziomie street levelu np. korzystając z narkotyków. Jedyne co serial dał to średnio wyglądająca walka Supergirl i Flasha z kobietą cyborgiem wyglądająca jakby się nad nią znęcali dla zabawy. To wyglądało źle. Efektowniejsza była ucieczka ze statku obcych i pomoc Waveridera, ale to akurat wcale nie pasowało do klimatu historii.

Na początku myślałem, że nowe postacie w Arrow mnie zaciekawią. I jakże się myliłem. Wyglądają jak tani cosplayerzy, są irytujący i mało śmieszni, a morałek o tym, że nie można kogoś skreślać tylko dlatego, że posiada supermoce powinien wylądować w wieczorynce.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S02E07 Invasion! (3)
Legendy to od dawna serial, który daje mi najwięcej frajdy podczas oglądania. Ze względu na bohaterów, scenarzystów i humor. Nie koniecznie dzięki tej mieszance dostałem najlepszą składową crossovera, ale lubię tą myśl. I mam nadzieje, że więcej ludzi za tydzień da szansę LoT i zwiększy im się oglądalność bo serial na prawdę na to zasługuje.

Co było w odcinku? Czego nie było! Może pierw o rzeczach najprostszych. Sceny akcji były efektowne, zwłaszcza końcowe starcie. Głupie, bardzo naiwne, ale czy dużo głupsze od innych filmów superbohaterskich? Na pewno bardziej campowe, w stylu komiksów. Tutaj nikt nie bierze się na poważnie dlatego wszystko działa jak powinno. Były też kapitalnie rozpisane sceny humorystyczne. Komentowanie urody pani prezydent przez Sarę i Heat Wave'a to tylko wisienka na torcie. Daniem głównym był duet Cisco i Felicity. Jakże świetnie wyszli! I tylko trzymać kciuki za ich kolejny team-up, najlepiej w Legendach.

Zaskoczyło mnie trochę pogłębienie historii i nadanie wielowymiarowości Dominatorom. Nie pragną destrukcji dla samego zniszczenia. Uważają się za obrońców porządku, ich celem jest powstrzymanie zagrożenia zanim stanie się zbyt poważne. Za coś nieobliczalnego uważają Barry'ego, którego za wszelką cenę trzeba powstrzymać, dlatego przeprowadzają inwazję. I tak, to jest głupie, bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Jednak dzięki swojej celowej umowności to się sprawdza. Barry chcę się poświęcić, zdaje sobie sprawę z błędów, które popełnił i jest gotów oddać swoje życie. I nie bez powodu jego oddalająca sylwetka jest ukazana na tle amerykańskiej flagi.

Fajnie poprowadzono też Cisco, który zdaje sobie sprawę z motywów kierujących Barrym przy tworzeniu Flashpointa. Chcąc zrobić coś dobrze jesteś narażony na nieprzewidziane konsekwencję. Dokłądnie jak mówił Oliver. Uratowanie kosmity 60 lat temu spowodowało tytułowa inwazję. Również Stain zmaga się z konsekwencjami swojego zachowania - nieświadoma manipulacja przy linii czasowej doprowadziła do aberracji w postaci córki, której nie zna i którą będzie ukrywał przed resztą drużyny. Dodając do tego matrxa, w którym utknął Ollie cały crossover spina motyw odpowiedzialności za swoje czyny, akceptacji dokonanych wyborów i świata, który się tworzy.

Bardzo mnie ciekawi jakie będą konsekwencję tego crossovera. Statki kosmitów odgrywające Dzień Niepodległości nad największymi miastami, spotkanie z panią prezydent, córka Steina, Kara i jej urządzenie komunikujące między światami i przecież nie do końca pokonany przeciwnik. Wydaje się, że działy się bardzo ważne rzeczy dla uniwersum. Tylko ile z tego zostanie potraktowane na poważnie?

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E03 Sundowning
Agresywna Malia nie przestaje bawić co też pokazuje ile znaczył dla niej Stiles. Niekontrolowana przemiana podczas testu, pobicie pielęgniarza i zachowanie wobec dziadka Stilesa. Również oglądając szeryfa widać jak brak syna na niego wpłynął. Szkoda, że nie położono na to nacisku w stosunku do innych postaci. Scott i Lydia byli w tym odcinku statystami, a wizyta w domu starców nie przyniosła niczego nowego w sprawie zaginionego Stilesa. Było kilka fajnych scenek, ale to wszystko.

U Liama i spółki również średnio. Rozumiem co serial chcę pokazać. Zmianę i przekazanie pałeczki obrońcy Becon Hills. Dlatego muszę oglądać jak Cory, Mason i Hayden pomagają w ratowaniu Becki i to oni walczą z Widmowymi Jeźdźcami gdy pierwotni bohaterowie zajmują się czymś innym. I średnio mnie to interesuje.

Jeszcze nie wiem co myśleć o wątku wilkołaka pożerającego ludzkie duszę. Wydaje mi się to zbytecznym wątkiem patrząc na brak Stilesa. Wolałbym gdyby serial opowiedział jedną spójną historię zamiast przeplatać kilka wątków. Dobrze, że nie robiona tajemnicy z jego tożsamości i potencjalnie zaskoczy czymś innym.

OCENA 4/6

The Flash S03E08 Invasion! (1)
Pierwszy wielki event łączący trzy superbohaterskie seriale The Cw. Karkołomne zadanie, które ostatecznie spełniło oczekiwania. Przynajmniej na samym początku. Ja bawiłem się lepiej niż przy filmowych młóckach od Warner Bros. i trochę żałuję, że telewizja nie może korzystać z tych bardziej znanych postaci. Przecież gdyby zamiast Flasha był Superman, a Arrowa Batman o tym odcinku mówiłoby się tak jak kolejnym Gry o Tron. A tak jest niszowa, ale efektowna uciecha dla fanów.  Z pretekstową fabułą i trochę chybionymi wątkami jak na ten odcinek. Co zresztą schodzi na dalszy plan przy tak dobrze rozpisanych postaciach, relacjach Barry/Oliver i humorowi, który zwyczajnie działa.

Zdziwiło mnie to jak potraktowano Flashpoint. Zrobiono z niego wielkie halo i nie zamieciono pod dywan. Najlepiej wyszła rozmowa Olivera z Barrym, gdy przyjaciel rozumie jaką trudną decyzję podjął Barry i wspiera go. Niczego sobie byłą też przemowa Sary. Lata prowadzenia tych postaci zbierają żniwo. Tylko trochę nie rozumiem oburzenia Diggla na to, że ma syna zamiast córki. On akurat nie musi się czepiać, że Barry zmienił jego życie na gorsze.

Świetnie wypadł występ gościny Supergirl. Na Kryzys i połączenie Ziem raczej nie ma co liczyć dlatego fajnie jest ją widzieć w interakcjach z innymi bohaterami. Jej przyjaźń z Barrym czy nieufność Olliego. I reakcję Heat Wave. Co to była za świetna rozmowa!

Tylko ci obcy nie pasują. Mocno generyczni. Ale to tylko pretekst do zabawy. Pretekst do standardowej walki herosów i potem ich współpracy. Wybaczam bo sztampowość jest szybko rekompensowana.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E06 Dog Day
Zwykle bardzo lubię to jak jest przedstawiona akcja w The Last Ship. Bez różnicy woda czy ląd. Teraz jednak wyjątkowo się znudziłem. Atak na wyspę, przedzieranie się przez bambusy czy ostrzeliwanie w chatce było zbyt długie. Przez co po pewnym czasie straciłem zainteresowanie. Wracało gdy byli pokazywani jeńcy i ich walka mimo trudnego położenie. Reszta była taka sobie. Rzeczy, które już dawno widziałem tylko w innym settingu. Fajny pomysł z tunelami, takie odwołanie do Wietnamu tylko dość przeciętnie wykorzystane. Brakowało terroru i strachu przed kolejnymi metrami zdobywanej ziemi.

Może teraz gdy odbito zakładników i Mike wrócił na statek zostanie ruszony wątek polityczny. Najwyższy czas by poznać plany Chińczyków. I żeby gubernatorzy w USA zrobili swój ruch. I jak już wyliczę czego chcę to niech dadzą jeszcze Texa. Przydałby się jakiś występ gościnny.

OCENA 4/6

The Last Ship S03E07 In the Dark
Trochę szkoda, że tytułowej ciemności nie było tutaj więcej. Cały odcinek w tym stylu można było o tym zrobić jak w zeszłym sezonie podczas ukrywania się przed okrętem podwodnym. Jednak i tak było dobrze. Ucieczka przed chińczykami wyszło nieźle, kilka momentów było do prawdy emocjonujących. Jak wzięcie Nathana Jamesa za ich jednostkę. Albo przeprawa przez pole minowe. Trochę zamarzyła mi się otwarta bitwa morska na koniec sezonu.

W Sant Louis było początkowo nudno. Wyszukiwanie kolejnych brudów na prezydenta i jego radzenie sobie z kryzysem było męczące. Natomiast cliffhanger zaskakujący i nadający nowej dynamiki. Jeffrey postanowił dokończyć to co zaczął na pokładzie Nathana Jamesa i tym razem skutecznie popełnił samobójstwo. To tworzy zupełnie nową dynamikę w politycznym aspekcie serialu.

Podobało mi się co zrobiono z Greenen. Najlepszy cyngiel na pokładzie Nathana Jamesa, na co dzień spotykający się ze śmiercią i odczuwający stratę przyjaciela odbiera poród. Circle of life.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E08 Sea Change
Pierw odnośnie rządowego wątku. Namieszało się. Nowemu prezydentowi zależy głównie na PR i nie jest zbytnio gotów na pełnieniu tej funkcji. Słucha się gubernatorów, którzy toczą własną grę. Przy okazji odciął Karę od głównych wydarzeń dlatego, że powiedziała to co myśli. To oznacza więcej bezcelowego miotania się. I nie wiem już sam czy podoba mi się ten wątek czy nie.

To samo mam z historią Penga. Jest zły do szpiku kości i marzy o światowej dominacji przeprowadzając ludobójstwo w Azji. Stawka jest wysoka, ale co z tego skoro została pozbawiona osobistych motywów. To wciąż dobrze się ogląda, ale trochę jestem tym już zmęczony.

OCENA 4/6

Timeless S01E08 Space Race
W połowie sezonu stwierdzam, że z coraz większą przyjemnością włączam kolejne odcinki. Wiem już czego się mogę spodziewać i serial jeszcze ani razu poważnie mnie nie zawiódł, tak żebym myślał żeby go porzucić. Jednocześnie wiele się tutaj nie wydarzyło czego mocno żałuję. Co tydzień to samo, a zabawa z podróżami w czasie za mało agresywna. Zmiany w czasie jakie są dokonywane nie naruszają statusu quo serialu, a jedynie wprowadzają elementy humorystyczne. Patrząc na pilota to troszkę boli. Choćby w tym odcinku bohaterowie mogliby wrócić do świata odrobinę bardziej zaawansowanego technologicznie.

Jednak historia odcinka znowu była bardzo przyjemna i dla zagęszczenia atmosfery rozbita na dwa segmenty. Pierwszy z nich to próba uratowania lotu Apollo 11. Ładnie wszystko rozpisane i do samego końca umiejętnie zwiększano napięcie choćby przez przemówienie Kennedyego. Śmieszne były też żarty z ówczesnej technologii i miny Rufusa. Drugi wątek to śledzenie Flynna i jego zagadkowy plan z fintą na końcu. Wykorzystał podróż w czasie by uratować własnego brata. To był zaskoczenie. I to całkiem fajne jakby serial znowu krzyczał "On wcale nie jest taki zły".

OCENA 4.5/6

Vikings S04E11 The Outsider
Przeglądając mój serialowy kalendarz zdziwiłem się z powrotu Wikingów. Jak to, już? Nie czekałem specjalnie, nie śledziłem nowinek więc się nie rozczarowałem odcinkiem. Miękki reboot serialu wyszedł akceptowalnie. Skupił się na przedstawieniu synów Ragnera, ich zażyłości i różnic między nimi. Szybko można było sobie wyrobić o nich zdanie. Zwłaszcza Ivarze, który może być ciekawym antybohaterem. Natomiast oglądanie samego Ragnara było dość przytłaczające. Snuje się od znanej osoby do znanej i opowiada o chęci zemsty na Anglikach i poznaniu swoich chłopców. Wydaje się rozbity i bez planu. Nie wiadomo co przeżył poza nieudaną próbą samobójczą, i nie wiadomo co zrobi. Po raz kolejny robią z niego wielką niewiadomą i trochę mnie to martwi. Ile razy można próbować tego samego?

Spodobały mi się nowe plenery. Piękne górskie widoczki, gęste lasy i zatłoczony Kattegat. I muzyka robiąca kawał solidnej roboty, zwłaszcza podczas "przywitania" Ragnara z synami. Klimatu Wikingom nie można odmówić. Przydałaby się jeszcze wciągająca fabuła.

OCENA 4/6

poniedziałek, 11 lipca 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #192 [04.07.2016 - 10.07.2016]



Arrow S03E16 The Offer
Nie wiem czemu to sobie robię, prawdopodobnie to ukryty masochizm daje o sobie znać. Jest też troszkę ciekawości by zobaczyć jak bardzo zły ten serial się zrobił, ale to akurat wynika z tego pierwszego. Tak czy inaczej nadrabiam Arrow. Nie żywię wobec niego żadnych nadziej, zbytnio nie skupiam się też na oglądaniu, zazwyczaj tylko jeśli pojawią się moi ulubieńcy z Legends of Tomorrow albo stanie się coś wyjątkowo głupiego lub głośnego. Ten odcinek niczym się nie wyróżnił. Oliver denerwuje tak jak to zapamiętałem. Nie powie o ofercie Rasa bo nie. Genialne! Tak samo jak jego myślenie nad zajęciem jego miejsca. Ponieważ nikt go dawno nie poklepał o główce mówiąc, że wykonuje dobrą robotę. Dupa, a nie superbohater. U innych nic ciekawego. Thea ma kryzys, Roy coś tam robi w tle, Nyssa i Laurel powoli się zaprzyjaźniają i tyle. Końcówka mnie bardzo rozbawiła. Ras w stroju Arrowa próbujący zniszczyć jego reputację by nakłonić go do przyjęcia oferty. Plan godny podbicia świata w wykonaniu Mózga.

OCENA 2.5/6 

Power Rangers Jungle Fury S16E03 Sigh Of The Tiger 
Najfajniejszy moment odcinka to trening Caseya. Czytelne nawiązanie do Karate Kid, ale takie rzeczy nigdy się nie starzeją i oglądam je z dużą przyjemnością. Niby RJ wykorzystuje młodego, zleca mu pracę domowe i znęca nad nim, ale tak na prawdę trenuje go i przygotowuje do starcia z przeciwnikiem tygodnia. Sporo śmiesznych momentów, głównie dzięki RJ. I z tym mam problem. Casey jest niedoświadczony i napalony na walkę, postać której nie mogę kibicować. Brakuje mu trochę intelektu. Lili i Theo w odcinku byli. Efektownie walczyli i to wszystko. No dobra, migali się jeszcze od pomocy Fran w pizzerii. Po trzech odcinkach uwielbiałem całą ekipę bohaterów w Power Rangers RPM, tutaj mi są oni bardzo obojętni. Wszyscy poza mentorem i rozczulającą Fran. Jasne, minęła dopiero godzina materiału, jeszcze dużo może się zdarzyć, ale nie chciałbym czekać zbyt długo.

OCENA 4/6

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #163 [30.11.2015 - 06.12.2015]

SPOILERY

Arrow S04E08 Legends of Yesterday
Od prawie roku nie oglądam Arrow, poziom głupot i drętwoty przekroczył akceptowalną przeze mnie granicę. Czasem myślę by wrócić po czym przypominam sobie jak się męczyłem i szybko porzucą ten zamiar. Teraz musiałem sprawdzić co tam słychać bo crossover z The Flash. Była też cicha nadzieje, że wrócę do serialu. Nic z tego. Ten odcinek był dużo gorszy od poprzedniego, źle rozłożył napięcie, starał się być ważny dla tytułowego bohatera, ale zapominał, że jest częścią dwu odcinkowej opowieści o Vandalu. Jasne, The Flash też miał akcenty niezwiązane z Hawkami, ale rozłożone zostały na dużo więcej postaci przez co nie czuć było zmęczenia. Były też ciekawsze.

Zupełnie nie rozumiem jak można dać wątek dziecka Olliego właśnie teraz. Gdy ważą się losy miasta, ja, który pojawiam się tutaj tylko by zobaczyć co dalej z bohaterami Flasha, meczę się rodzinną dramą, która mnie wcale nie obchodzi. Co u Felicity, Thei czy Diggla? Nie wiadomo, nie dostali własnych scen. Nawet Cisco miał więcej czasu od nich. Robili za niepotrzebne tło. Nie podobało mi się też finalne starcie. Chaotyczne, słabo nakręcone i bez dramaturgii. Ziew.

Co mi się podobało? Podróże w czasie zostały dobrze użyte, efekty specjalne były imponujące, fala uderzeniowe jak w Watchmen czy panorama starożytnego Egiptu nadawały skali całemu wydarzeniu. Na poziomie ludzkim scenarzyści próbowali rozpisać wątek konfliktu wolnej woli i przeznaczenia oraz dobru jednostki i ogółu. Nie zawsze im to wychodziło, ale można ich za to pogłaskać po łebku, dać coś na zachętę i liczyć, że następnym razem będzie lepiej.

Niestety odcinek nie działa jako wprowadzenie do Legends of Tomorrow. Savage nie wydaje się potężnym przeciwnikiem, a brak Snarta i White Canary lub Atoma rozczarował. Może i są zapowiedzi przyszłych wydarzeń - Malcolm zbiera pozostałości Vandala (serio, nikt nie pomyślał żeby zabrać zwłoki z magazynu pełnego DNA bohaterów), a Flash podróżując w czasie zapewne wywołał jakiś paradoks, który będą potem naprawiać Legendy. Trzeba czekać do stycznia by się przekonać. Osobiście liczę, że teraz The Flash skupi się już na własnych wątkach i skończy z "marnowaniem" czasu (cudzysłów celowy, dobrze się ogląa, ale chcę głównej opowieści), na prolog spin-offa.

Inne:
- Jurgens Industries - jakie ładne kiwnięcie głową w stronę Dana Jurgensa.
- kostiumy Hawków wyglądają przyzwoicie, pasują do stylistyki serialu i prezentują się lepiej od Hawkmana z Smallville. Serial przyzwyczaił już do wysokiego poziomu CGI.
- żartujący Barry w obecności Vandala. Trochę to niepoważne. O ile działało to w poprzednim odcinku tak teraz już mniej. Jakby ktoś inny to rozpisywał.
- tak samo jak ktoś inny musiał robić muzykę. Mistyczne klimaty odgrywane przy Vandalu bardzo mi się podobały. Teraz kompletnie nic nie zapadło mi w pamięci. Aż tak bardzo mnie to wytrąciło, że musiałem o tym wspomnieć.
- serio, kaseta Betamax z wskazówkami jak pokonać Vandala? Napisać, że głupie to komplement.
- superszybkość Barry'ego dalej działa jak chcę. W mgnieniu oka wybiera się do muzeum i z powrotem, ale już ciężko mu walczyć z Vandalem.
- flashbacki z Egiptu za długie. Powinny zostać rozbite na dwa odcinki, kolejne sceny mało wnosiły, ale znowu, cieszę się ze starań scenarzystów.

OCENA 3.5/6

Into The Badlands S01E03 White Stork Spreads Wings
Było lepiej. MK tak samo irytuje, ale pojawia się rzadziej więc widzę pewien progres. Bardziej interesują poboczne wątki. Zostały lepiej poprowadzone, odpowiednio skupiono się na postaciach pobocznych (relację w patologicznej rodzince barona). Nie opowiadały konkretnych historii, ale coraz bardziej czuć, że świat żyje własnym życiem. Niestety dalej mam pewne problemy MK i nastoletni wątek to zapchajdziura wybijająca z rytmu podczas oglądania. Boli też początek odcinka, jakby serial gdzieś się śpieszył z opowieścią zamiast wszystko powoli rozgrywać.

Sceny akcji jak zwykle fantastyczne. Szczególne te podczas inwazji na domek Wdowy z udziałem jej i barona. Ależ to się oglądało. Szalejące kamera skupiająca się na detalach, walka na miecze w ciasnym pomieszczenia i zwolnienia w odpowiednim momencie. Uczta. Przyjemny był też odrobinę parkuarowy pościg (zbyt krótki!) oraz walka MK z Waldo. Podtrzymuje swoje zdanie. Walki to wystarczający powód by dać szansę serialowi, ale nie jedyny.

OCENA 4/6

The Flash S02E08 Legends of Today
Długo oczekiwany crossover z Arrow i wstęp do Legends of Tomorrow w końcu zadebiutował. I wyszedł świetnie. Każda scena i dialogi pieczołowicie dopracowane, humor wylewający się z ekranu, świetna chemia między postaciami i konsekwentne rozwijanie świata. Momentami miałem wrażenie, że scenarzyści chcą za dużo wsadzić, napakować następujące po sobie sceny nadmiernym dramatyzmem i obawiałem się, że w pewnym momencie przesadzą. Nic z tego. Cały odcinek to zabawa w najlepszym wydaniu. Arrow nie denerwował, miał świetną chemię z bohaterami z Star City, a powracający żart o tym, że to twoje miasto i teraz mnie słuchasz wypadł śmieszniej niż powinien. Chciałbym częściej oglądać tego typu odcinki.

Najważniejszym wydarzeniem crossovera miał być debiut Vandala Savege'a. I nie jestem jeszcze do końca przekonany. Powiązanie z Hawkami fajne (nieustanny ciąg śmierci i odrodzenia), ale nie czuć by stanowił zagrożenie dla którego trzeba powoływać nową drużynę. Barry powinien sobie z nim sam poradzić, a jego berło pojawiające się w tak dogodnym momencie to już przesada. Czemu nie włada światem skoro miał dostęp do tak potężnej broni. Może jednak jego postać skrywa więcej tajemnic? Pomysł jest szalenie fascynujący (nieśmiertelny) więc liczę, że uda się to pociągnąć.

Bardzo nie podobała mi się tylko jedna rzecz - Ollie dowiadujący się na końcu, że ma syna. Ble, niepotrzebny dramat, dobrze, że nie oglądam Arrow. Dla równowagi Patty powinna się dowiedzieć o Barrym.

OCENA 5/6

Marvel's Jessica Jones S01E05 AKA The Sandwich Saved Me
Serial wyraziście nakreślił bohaterkę więc zabrał się za opowiadanie o jej otoczeniu i przeszłości. Jessica dalej jest w centrum, ale teraz inne postacie zyskują wyrazu i głębi. Patsy, siedząca w więzieniu Hope, Will oraz Malcolm. Szalenie interesująco ogląda mi się ich na ekranie. Szczególnie Patsy. Najlepsza przyjaciółka Jessicy, która chcę zmieniać świat, zdaje sobie sprawę z własnej słabości, ale też siły. Co rusz jest w jakiś sposób testowana. Podobały mi się też flashbacki, które spełniały ważne rolę. Pokazały przyjaźń miedzy Patsy, a Jessicą, pokazały ewolucję postawy Jess oraz pierwsze spotkanie z Killgravem. Jednak ich najważniejszą funkcją było podkreślenie jak bardzo zmienił się świat i życie głównej bohaterki. Wciąż ma ten sam charakter, ale jest bardziej zgorzkniała. Podejrzewam, że najciekawsze sceny dopiero nadejdą.

Killgrave to obok Kingpina najciekawszy villian. Przynajmniej na to sięzapowiada. Dla mnie to psychopata odczuwający przyjemność z znęcania się nad innymi, czujący się ważniejszy od innych. Jest owładnięty obsesją, która daje mu niebywałą satysfakcję. Nie powiedziano jeszcze czemu upodobał sobie Jessice, ale można się domyślać. Zawsze dostawał to czego chciał, a chciał unikatowych rzeczy. Jessica taka właśnie jest. Może pierwsza obdarzona nadnaturalnymi mocami osoba czemu którą spotkał? Jest dla niego zabawką, tak jak reszta świata i będzie się nią bawił póki się nie znudzi lub nie zepsuję. A że Jessica ma zęby i nie waha się ich użyć? Jemu ta gra chyba się podoba by zwycięstwo jeszcze lepiej smakowało.

OCENA 5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E44 Lions and Blizzards
Standardowy odcinek Power Rangers. Scenka obyczajowa z liceum (tutaj zawody), w domniemaniu śmieszna scena z Mięśniakiem i Czachą, prawda życiowa (trofeum nie jest ważna by pokazać kto jest prawdziwym zwycięzcą) oraz pojedynek z kitowcami i potworem tygodnia. Ziew. Jedyne odstępstwo od normy to większa rola Zacka. Idzie na randkę z Angelą (która wygląda jak typowa randka z superbohaterem), dostaję więcej linii dialogowych, wzywa zordy i przywołuje Power Sword. Było też dużo kręcenia się w kółko. Dosłownie. Pierw Rangersi wpadają w wir, a potem oblodzony Megazord wpada w ruch wirowy co umożliwia mu wygranie walki.

OCENA 2.5/6

wtorek, 3 marca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #126 [23.02.2015 - 01.03.2015]

SPOILERY

Arrow S03E15 Nanda Parbat
Jakie to było okropne. Już dawno pogubiłem się w motywacjach bohaterów, nie rozumiem czemu się poświęcają, kryją tajemnicę, gniewają i kochają. Jest to tak mało wiarygodne i sztuczne, że nie ma sensu się skupiać na tych elementach. W sumie nie ma sensu na niczym się skupiać. Trzeba tylko zacisnąć zęby i próbować przetrwać kolejne 40 minut. Jestem słabym człowiekiem, powinienem rzucić serial w cholerę, a zamiast tego co tydzień się irytuje, pluje żółcią i gryzę. Bo mam nadzieje, że będzie lepiej. Jest wręcz przeciwnie. Sam nie wiem co było depresją absurdu w tym odcinku. Moment gdy Thea uwalnia Nysse? A może scena gdy mówi Lauriel prawdę o śmierci Sary? Gdy oglądałem ten scenę miałem wrażenie jakby to byli polscy aktorzy, tak biło sztucznością. Przez chwilę myślałem, że to musi być czyjś sen bo takie rzeczy nie mogę się dziać naprawdę. Nic z tego...

Cliffhanger przed poprzednią przerwą ekscytował. Był naiwny, ale zaskakujący. Teraz ponownie skorzystano z Rasha, ale ja zamiast mieć motywację do czekania na kontynuację załamuje się za każdym razem gdy przypomnę sobie co się stało. Ollie ma zająć miejsce Ghula? Czemu?! Przecież nie ma w tym atomu logiki. Chyba jedynym wytłumaczeniem jest gnijący mózg Rasha.

OCENA 2/6

Banshee S03E06 We Were All Someone Else Yesterday
Wciąż jestem obrażony na poprzedni odcinek, ale nie przeszkadza mi to czerpać przyjemności z tego epizodu. Głównymi motywami było opłakiwanie straty, radzenie sobie z tym, oraz obwinianie za śmierć bliskich. O ile przy Kaiu ten wątek był trochę zapychaczem mającym nadać więcej dynamiki między nim, a Rebekhą sceny z Hoodem były zaskakująco dobrze przemyślane. Banshee nie tylko umie pokazać w piękny sposób brutalne starcie, ale również melancholijne sceny, których klimat jest podkreślany czarno-białymi scenami oraz przejmującą muzyką. Alternatywna wersja wydarzeń z pilota pokazywała przeszłość jakiej pragnie Lucas. Gdzie podjął dobre decyzję i nikt nie zginął z powodu jego wizyty. Na swój sposób było to piękne pożegnanie Siobhan. Oglądać ją uśmiechniętą i żywą gdy Hood opuszcza Banshee co uszczupli trochę zarobki miejscowego grabarza.

Szkoda, że reszta odcinka trochę nudziła. Polowanie na Cheytona nie miało oczekiwanego napięcia, a starcie w namiocie, a potem pościg jak na standardy tego serialu były takie sobie. U Hooda wiele więcej się nie działo. W tle za to dalej trwają przygotowania do napadu, którego niesamowicie nie mogę się doczekać. Rozwijają się też kolejne wątki i relację między postaciami. Ciekawi mnie historia Bunkera. Obecnie jest wiernym pieskiem Hooda stojącym w jego obronie nawet przed agentami FBI. Tylko czekać aż dostanie samodzielne wątki. Tylko oby nie były tak nudne jak Devy. Gdy już myślałem, że jej sceny będą pokazywały drogie początkującego kryminalisty tak wrócono do motywu zbuntowanej nastolatki.

Drugą najważniejszą postacią po Hoodzie nie był wcale Kai, a jego siostrzenica. Rebekha coraz pewniej czuje się w władczej roli, potrafi przejąć inicjatywę i pokazać siłę, ale zbytnio porusza się w tym wszystkim po omacku i nie rozumie dokładnie zasad rządzących tym interesem. Trochę żałuję, że Kai nie przykłada się więcej do jej edukacji przyjmując rolę mentora. Tak Rebekha musi się uczyć wszystkiego sama. Czy raczej dostosowywać do sytuacji. Brakuje mi wyraźnej ścieżki dla tej postaci. Została ona raczej pozostawiona sama sobie, próbuje się w tym odnaleźć, ale do końca nie radzi sobie z tym. Chciałbym też więcej scen z Burtonem. Mimo, że od niego bije chłodem to ich relację iskrzą na ekranie by spowodować kolejną eksplozję.

OCENA 4.5/6

Banshee S03E07 You Can’t Hide From the Dead
Powiedzieć, że jestem pod wrażeniem tego odcinka to nic nie powiedzieć. Każdy zachwyt jaki bym wyartykułował byłoby mało. A przecież wiele się nie działo i praktycznie kupiły mnie tylko dwa motywy. Pierw była inerwencja. Brutalna scena akcji gdzie Carrie miała zaskakująco udany team up z Gordonem. Ciężko było się nie uśmiechnąć gdy mamuśka kopała tyłki na imprezie córeczki. Jednak prawdziwe pokłony idą w stronę sceny napadu. Dwudziestominutowy hesit został nakręcony przy użyciu kamer przemysłowych i zamontowanych na głowie kamerek co tworzyło nieziemski klimat. Prosty i genialny zarazem pomysł. Dynamiczne sceny akcji, zapierające dech w piersiach skradanie się i finałowa ucieczka. Długo będzie się to pamiętało. Szkoda, że w jednym miejscu trauma Lucasa dało o sobie znać. Opłakiwanie Siobhan już trochę męczy i liczę, że rozprawienie się z Cheyttonem będzie miała miejsce jeszcze przed finałem sezonu.

OCENA 5/6

Brooklyn Nine-Nine S02E15 Hostages
Zabawne. Zwłaszcza środek odcinka i kolejne szkolenie. Trochę gorsze od poprzedniego i daleko w tyle od paintballowych zabaw z Community, ale kilka razy się pośmiałem, a przecież o to chodzi. Wolałbym jakby było więcej spięć między bohaterami, a nie tylko Diaz/Amy, ale odwołanie Jake'a do Szklanej Pułapki mi to trochę wynagrodziło. Reszta scen troszkę odstawała od reszty. Holt i Gina chyba pierwszy raz byli tak mało zabawni, a Jake tęskniący za Sopihą średnio pasuje do tego serialu i jedynie działa na nerwy. Jednak jest postęp jakościowy i liczę, że B99 wraca do swojego starego, dobrego poziomu.

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S02E16 The Wednesday Incident
Jeszcze lepiej niż ostatnio. Bohaterowie zostali udanie sparowani, wątki były pomysłowe, a wybuchy śmiechu były zaskakujące. Duża w tym zasługa Holta (tekst o zdjęciach i pamiętaniu o bliskich wygrał odcinek), ale reszta wiele mu nie ustępowała. Najbardziej Amy z Rosą bo tylko błąkały się na drugim planie, ale Gina i Jake to nadrabiały. Oraz rabuś banków i obsesja Boylsa. Było dobrze, ale liczę że poziom dalej będzie rosnąć.

OCENA 4.5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E27 Wheel of Misfortune
Katastrofalny poziom odcinka, który miał jedną pozytywną scenę gdy Rangersi pocieszali Kim w zabawny sposób parodiując jej zachowanie co pokazało silne więzi między nimi. I tyle mnie bawiło. Cała reszta to masakrycznie nudne przeciąganie nic nie wnoszących scen, fatalny poziom humoru i fabułka pełna chaosu. Tylko by zapełnić czymś 20 minut i wyemitować całość. Bardzo rozczarowałem się z pierwszego pojawienia Ultrazorda. Bez wprowadzenie fabularnego i realnego zagrożenie. Niby był powiększony Goldar i Scorpina, ale nie czuło się stawki pojedynku. Za to latającego wrzeciona mogłoby nie być. Niby miało być wielkim zagrożeniem, a pojawiło się na zaledwie na kilka sekund. Jak zwykle rozczarowały mnie sceny z Tommym. Taki badass a dał się pojmać kitowcą. Tylko po to by w następnej scenie się uwolnić i przybyć reszcie Rangersów na ratunek. Chyba przedszkolak pisał scenariusz do tego odcinka. Jeśli jakikolwiek był. Równie dobrze mógł on powstać zupełnie spontanicznie. Podejrzewam jednak, że nawet wtedy efekt byłby lepszy.

OCENA 2/6

Person of Interest S04E14 Guilty 
Po silnym nacisku na wątek główny dostaliśmy proceduralny odcinek. Nie było źle, ale zazwyczaj w takich momentach czuję lekkie rozczarowanie, że jest za spokojnie i nie czuć stawki o jaką powinni walczyć bohaterowie. Mimo obojętnej sprawy sądowej i odkrywania przeszłości ławników było kilka rzeczy, które mi się bardziej niż podobały. Na pierwszym miejscu przejmujący muzyka Ramina Djawadiego od której biło stratą Shaw i doskonale podkreślała żałobę bohaterów. Podobał mi się też króciutki powrót do korzeni - tylko John i Finch. Tylko to już nie możliwe bo choćby Lionel został przez nich zainspirowany do czynienia dobra. Ratowanie ludzi i bycie bohaterem to wybór, który nie zależy od nich. Przy okazji dobrze działa "romansowy" wątek Johna. Niby wie, że nikogo nowego nie mogą wtajemniczać by ich nie narażać, ale jak każdy normalny człowiek potrzebuje osoby do której może się zbliżyć. Ucieszył mnie też powrót Zoe Morgan. Mimo, że brakowało jej powera znanego z poprzednich odcinków dobrze ją było zobaczyć. Tak jak Blair Brown w roli Emmy. Widząc tą aktorkę zacząłem znowu tęsknić za Fringe.

OCENA 4/6

Person of Interest S04E15 Q&A
Troszkę lepiej niż ostatnio, powrócił Samarytanin, ale dalej jednostrzałowa sprawa miała pierwszeństwo. Ciesze się, że było kilka zwrotów akcji, wojowniczka MMA i problemy związane z spersonalizowanym wyszukiwaniem, ale to wciąż wątki, które nie mają znaczenia dla większej historii. Dużo ciekawiej oglądało się powrót Claire. Od razu czuć było, że coś jest nie tak. Wszystko szło zbyt łatwo. Ja i Finch się nie myliliśmy, była to gra Samarytanina. Może trochę zbyt komplikowana bo Fincha dałoby się dużo łatwiej złapać wykorzystując posiadaną wiedzę, ale nie dostalibyśmy scen między nim, a Claire. Szczególnie tej w szkole gdzie ona nazywa Maszynę złą SI i pokazuje ile dobrego zrobił Samarytanin dla ludzi. Inne spojrzenie na wojnę. Jednak ziarna niepewności zostały zasiane i dziewczyna może się nawrócić. Powrót Root cieszy, ale mogłoby być jej troszkę więcej. Więcej Root to zawsze dobra rzecz.

Przez te dwa ostatnie odcinki mam wrażenie, że obsada serialu jest zbyt mała. Brakuje mi osobistych wątków, flashbacków i większego nacisku na postacie kosztem cotygodniowych spraw. Przydałaby się świeża krew w głównej obsadzie, której nadałaby trochę nowej dynamiki. Cztery osoby to troszkę mało, tym bardziej, że Lionel i Root mają dużo mniej scen od Johna i Harolda.

OCENA 4/6

Supernatural S07E10 Death’s Door
Niespodzianka! Po 3,5 letniej przerwie wróciłem do najdłużej oglądanego przeze mnie serialu. Wystarczyła jedna rozmowa przy piwie, napływ nostalgii i wolny sobotni wieczór. Bałem się ponownego spotkania z Winchesterami, byłem nawet pewny że nie sprostają moim wymaganiom. Na szczęście pozytywnie się zaskoczyłem. To tak jak po latach zobaczyć starych znajomych. Wystarczyło kilka minut i już można poczuć te stare więzi które nas łączyły. Ignoruje się zmiany i irytujące rzeczy, a skupia na pozytywach. Zapewne dopiero później zacznę się irytować serialem i marudzić, że powinni go zakończyć po piątym sezonie, ale na razie zapuszczam Carry On, lecę do kuchni po sól i ruszam wirtualną Impalą w drogę.

Prawie. Bo ten odcinek nie skupiał się na braciach i polowaniach, ale na Bobbym. O ile jeszcze jako tako pamiętałem irytujący wątek Lewiatanów tak zupełnie zapomniałem z jakim cliffhangerem porzuciłem Supernatural. Bobby został postrzelony w głowę i umierał. Aż dziwne, że zostawiłem go w takim stanie. Odcinek był drogą bohatera po własnej podświadomości i jego pożegnanie. I wyszło to bardzo dobrze. Zabawne sceny z braćmi, przypomnienie że przez pewien okres był ich zastępczym ojcem i swoiste ostatnie słowa. Matoły. Pasowało to do niego. Tak jak ostatnie polowanie na ducha i spotkanie z Rufusem. Było też radzenie sobie z własną przeszłością przed samą śmiercią. Tak się powinno żegnać bohaterów. Nawet zafundowano nam cliffhanger - zostanie duchem czy nie. Serial zostawił sobie furtkę na powrót Bobbyego co zupełnie nie dziwi.

Dziwi, że Sam i Dean nie próbowali sprzedać swojej duszy, podpisać paktu, przywołać żniwiarza czy w inny irracjonalny sposób ratować Bobbyego. Dość łatwo to zaakceptowali. Kilka wzburzeń Deana i rezygnacja Sama trochę nie przystoi do ich charakteru i coś mi się wydaje, że kolejny odcinek będzie nastawiony na żałobę i radzenie sobie ze stratą przybranego ojca.

OCENA 4.5/6 

The 100 S02E14 Bodyguard of Lies
Skłamałbym pisząc, że dostałem spokojniejszy odcinek przed finałem co często się zdarza. Może niektóre wątki zwolniły, ale inne dostały kopniaka na rozpęd. I nawet w mało znaczący scenach Clarke działo się. Może jej romantyczny wątek z Lexą jest dość kontrowersyjny, ale coś czuje że został wprowadzony tylko po to by finał był jeszcze bardziej dramatyczniejszy. A jeśli nie tym lepiej. Już zacząłem shipować Clex i chcę zobaczyć, w którą stronę pójdzie ta relacja. Równie ważny był też wątek Octavii. Nigdy nie była blisko z Clarke, a teraz widza o wiedzy o pocisku jeszcze je poróżniła. Jak na ironię Clakre w tajemnicy uratowała jej życie. Systematycznie budowane są kolejne nitki powiązań. 

Mojżesz Jaha dalej maszeruje w stronę City of Light. Serial znowu testuje jak daleko może pokazać brutalność przy okazji opowiadając rasistowskie dowcipy o Żniwiarzach. Podoba mi się! Przeprawa przez pole minowe może do bólu schematyczna, ale i tak udało się sporo wykrzesać z tego wątku. I końcówka! Farma elektrowni słonecznych zamiast upragnionego raju i łódka, która ma zaprowadzić podróżników do miasta. Czuję lekkie inspirację Avalonem. 

Jednak MVP odcinka był Bellamy. Mnóstwo akcji w Mount Weather i niespodziewany twist. Gdy już zacząłem się denerwować na uproszczenia, że za łatwo udało się wyłączyć mgłę to okazało się, że wszystko idzie zgodnie z planem Walleca. Lubię się tak zaskakiwać. 

Tak sobie myślę o 3 sezonie The 100 i powoli snuję teorię, w którą stronę może pójść. Wątek Górali nie powinien się skończyć, a starcie z nimi powinno doprowadzić do kolejnych spięć między Grounders, a Skye People. W ciemno strzelę, że City of Light nie będzie wcale rajem, ale kolejna seria nie powinna opierać się na wojnie, raczej na koegzystencji. Kolejny strzał to odnalezienie innej sekcji Arki czyli powtórka sytuacji z S02 Lost gdy odnalazła się załoga z tylnej części samolotu. I teraz kompletnie odlatuje z spekulacjami - ci inni mieszkańcy Arki będą bawić się w bogów i jak nasi walczą z Góralami oni będą niewolić Ziemian i tworzyć własne minipaństwo. Oglądałbym coś takiego. A ile się sprawi z tych dumań okaże się po cliffhangerze z finału. 

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 23 lutego 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #125 [16.02.2015 - 22.02.2015]

Kolejne skromne podsumowanie, pisane na szybko, ale od serca (załóżmy). Aż mi głupio, że tak mało. Chciałbym obejrzeć dużo więcej, a czas z gumy nie jest. Niestety. Może za tydzień? Jak co tydzień. 

Dzisiaj bez newsów bo nie działo się nic konkretnego. Obecnie serialowy światek kręci się wokół pilotów nadchodzących produkcji co mnie zupełnie nie interesuje. Dostaną zamówienie zmienię swoje nastawienie, ale też nie do końca. Bo niby Amazon zamówił pełny sezon dla Człowieka z wysokiego zamku, ale po anulowaniu również zamówionego The After trochę ostrożniej podchodzę do rewelacji internetowego giganta. 

Coś jeszcze? Spragnionym mogę podrzucić krótką zapowiedź powrotu S.H.I.E.L.D., która sprawia, że oczekiwanie będzie się jeszcze bardziej dłużyło. Jest też pierwszy trailer Odyssey. Stacja ogólnodostępna więc meh, ale jestem pewien, że obejrzę dla samej Anny Friel. Stara miłość nie rdzewieje, a nasza trwa od czasu Pushing Daisies. 

SPOILERY

Arrow S03E14 The Return
Prosto z mostu - co za beznadziejna realizacja dobrego pomysłu. Mamy odwrócenie sposobu narracji - flashbacki dzieją się w Starling City, a rzeczywista akcja odcinka ma miejsce w Czyśćcu. Tylko czemu główna historia i najwięcej czasu antenowego jest poświęcone miastu? Historia Olliego i Mesau w tym sezonie jest strasznie nudna, a spotkanie z pięć lat młodszymi wersjami bohaterów nic nowego nie wniosło do serialu. Tylko prosiłem by jak najszybciej się to skończyło. By wrócić na wyspę do Slade'a. Taką miałem przynajmniej nadzieje. Niestety pojawienie się Deathstroke'a było jedynie symboliczne, nie stanowił większego zagrożenie i był straszakiem, który nie działał. Brakowało pierwiastka zajebistości. Niech on zostanie jak najszybciej zrekrutowany przez Waller do Suicide Squad i przywdzieje swój czerwony kubraczek. Takiego Slade'a bym oglądał. 

Czy w takim razie odcinek miał jakieś plusy? Tak. Scenarzystów naszło na wyjawianie tajemnic Nie spodziewałem się, że po poprzednim odcinku już teraz Thea dowie się kto jest odpowiedzialny za śmierć Sary. Dobrze, że do tego doszło. Tajemnice tajemnicami i w odpowiednich rękach mogą budować napięcie, ale tutaj irytowały. Ich wyjawienie powinno wprowadzić trochę nowej dynamiki potrzebnej temu serialowi. 

OCENA 2.5/6

The 100 S02E13 Resurrection
Co za fenomenalny odcinek! Już dawno byłem pod wrażeniem tego serialu, ale im dalej tym bardziej się zachwycam kolejnymi scenami, inteligentnym i spójnym prowadzeniem postaci oraz poruszaniem odważnych wątków jak na serial dla młodzieży w stacji produkującej rasowe przeciętniaki. W odcinku było wszystko co stanowi o sile tej produkcji. Życie bohaterów wiszące na włosku, rozmowy o moralności, rozwijanie relacji matka/córka, desperacka walka z przeciwnikami i najważniejsze - radzenie sobie z konsekwencjami swoich czynów. Intensywność i napięcie wręcz porażały z ekranu. Może i nikt nie umarł, ale sceny były tak rozpisane, że czekało się na jakiś zgon tym bardziej znając uwielbienie serialu do fundowania tego typu shockerów. Coś mi się wydaje, że finał będzie bolesny dla fanów. 

Ulubiona scena? Nie ostrzał snajpera, nie badassująca Octavia, nie Jasper z siekierą, nie Clarke zabijająca Górala. One wszystkie były świetne, ale mnie zachwyciła kameralna rozmowa Abby z Kanem gdy oboje zdają sobie sprawę z tego kim się stali i jak rozmyta jest ich moralności. Przez swoje postępowanie nie są wcale dużo lepsi od Górali. Klimatu dopełniał chórek w tle i niemalże sakralna muzyka jakby miało to podkreślić istotność tej sceny. 

W sumie nie podobała mi się tylko jedna rzecz - wyciągnięcie z kapelusza ruchu oporu w Mount Wheather. Dzieciaki całe 12 odcinków były zdane na siebie, a teraz pojawiają się ludzie dobrego serca, którzy buntują się przeciw swojej służbie zdrowia. Szkoda, że wcześniej nie było nawet wzmianki o nich. Niechluje pójście na łatwiznę i delikatna skaza na tym pięknym diamenciku. 

OCENA 5.5/6

The Flash S01E14 Fallout
Takie odcinki chcę właśnie oglądać. Lekkie, przyjemne z dużą ilością humoru i umiejętnym operowaniem wątkami superhero. Fallout opowiadało historię Firestorma, przedstawiło relację Ronniego z Steinem i zagłębiło się w te postacie przy okazji fundując miłą dla oka historyjkę. Oby więcej tego typu epizodów, a nie nudne romanse z Iris czy niezapadające w pamięci polowania na metaludzi. Cieszy też konsekwentne posuwanie fabuły do przodu. Barry dowiedział się o uczestniczeniu w pojedynku w przeszłości co może udanie pogłębić bohatera, który ma zmagać się z nieuchronnie nadciągającą przyszłością do której biegnie, ale też ucieka od niej. Jednak odcinek wygrała ostatnia scena. Reverse Flash pokazujący na co go stać, poświęcający Ellinga i prawdziwy debiut Grodda. Aż nie mogę się doczekać kolejnego odcinka. Szkoda, że następny dopiero w połowie marca. 

OCENA 4.5/6

Vikings S03E01 Mercenary
Długo czekałem na powrót Wikingów, to przecież jeden z moich ulubionych seriali, który całkiem nieoczekiwanie skradł moje serduszko przy użyciu bojowego topora. Wciąż go uwielbiam, ale premierą trzeciej serii trochę się zawiodłem. Za dużo było ekspozycji, przypominanie charakterów i motywacji znanych postaci, a za mało konkretów. Zdarzały się perełki w dialogach, ale po 30 minutach miałem trochę dość kameralnych scena nastawionych na rozmowy 1 na 1. Jednak powoli rysują się kolejne ważne  wątki dla tego sezonu. Wikingowie walczą jako najemnicy co im się pewnie nie spodoba, Lagherta i Eckhbert są bardzo blisko, a kolonia wikingów będzie tylko sprawiała problemy. Zarówno w Anglii jak i Skandynawii. Bardzo jestem ciekaw jak to wszystko będzie się toczyło. I ataku na Parys. Jaram się tym jak mały chłopiec żołnierzykami. Była też bitwa. Była świetnie zrealizowana. Standard. 

A wiecie czemu najbardziej kocham ten serial? Za muzykę, zdjęcia i całokształt realizacji. Te fiordy, te góry, te majestatyczne drakkary. Rozmowy po staroangielsku i jakimś skandynawskim narzeczu. Co by się nie działa będę uwielbiał ten serial za tego typu sceny. 

OCENA 4/6

wtorek, 17 lutego 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #124 [09.02.2015 - 15.02.2015]

Serialowego doła ciąg dalszy. The Walking Dead wciąż nie chcę się obejrzeć, Banshee mnie trochę zniechęciło twistem z 3x5, a do Better Call Saul mimo świetnych recenzji wciąż jestem sceptycznie nastawiony. Głupi ja. Ostatnio tylko podczas oglądania The 100 w pełni czerpałem przyjemność bo działo się nie mało i zaskakująco. Jeszcze nie oglądacie? No wiecie co, jak tak można?

Ucieszyło mnie kilka serialowych newsów. Mimo wszystko zapowiedź powrotu Banshee na czwarty sezon przyjmuję z otwartymi ramionami bo wiem, że jak się przeproszę z serialem będę cieszył się z kolejnych scen pełnych pięknie wyreżyserowanego seksu, spektaklu brutalności i momentami lirycznego opowiadania historii. Zamówienie na drugi sezon Librarians to kolejny bodziec by sprawdzić tą przygodówke od TNT. Ale to po nadrobieniu Warehouse 13 i Eureki. Kiedyś tam. Ciekawostką jest 4 sezon dla Beauty and the Beast. Mimo fatalnej oglądalności serial zostaje na kolejny rok na antenie The CW. Oby nie zmniejszyło to szansy I, Zombie na 2 sezon. Bo że serial będzie zajebisty to wiadome. Z nowości oczekuje na adaptację komiksu Outcast od Roberta Kirkmana. Komiks jest w planach do przeczytania (ktoś chcę notkę?), serial musowo do sprawdzenia. Ekranizacja tworzona dla Cinemax więc będzie odważnie. 

Zwiastuny były dwa. Promo zapowiadające The Good Wife było jedną z najlepszych rzeczy jakie obejrzałem w zeszłym tygodniu. Natomiast pierwszy zwiastun Happyish mocno mnie rozczarował. Wytłumaczenia są dwa - zbyt mało pokazali lub mam zupełnie odmienny gust. 

Tyle. Za tydzień będzie więcej i lepiej. Lub nie. Zobaczymy. Wszystko zależy, z którego kierunku powieje wiatr. 

SPOILERY

Arrow S03E13 Canaries
Hrabia Vertigo wrócił i równie dobrze mogło go nie być. W odcinku było dużo wątków, prawda wyszła na jak, ale dalej ogląda się to źle. Denerwuje, że scenarzyści wmawiają nam, że Laurel jest lepszą superbohaterką od swojej siostry. Kompletnie tego nie rozumiem. Chyba wydaje im się, że im dłużej będą to powtarzać to widzowie w końcu uwierzą. Jej umiejętności walki to najmniejszy problem. Chodzi o charakter, który jest kompletnie nie do zniesienia. Tak bardzo mnie irytuje, że nawet nie chcę mi się jej hejtować. Znaczy się merytorycznie krytykować.
Niewątpliwym plusem jest uświadomienie Lance'a o śmierci Sary. Jeden sekret mniej, więcej czasu na lepsze wątki. Zaskoczyło mnie wyznanie Olliego, który powiedział siostrze, że jest Arrowem. Nie można było tak od razu? Już nie mogę się doczekać ich wspólnych treningów i odcinka na wyspie. I jednocześnie boję się, że kompletnie minie się z moimi oczekiwaniami. Niestety tutaj też był zgrzyt - Thea odwracająca się od ojca. Zabił kilkaset ludzi - ok. Morderca? Da się zaakceptować. Ale nastawianie brata przeciw niej było już nie do zniesienia. Bez sensu, tym bardziej że została jego uczennicą by nauczyć się bronić, a nie z tęsknoty do tatusia.

Najbardziej komiczna scena odcinka? Zaraz po seksie Thea z DJ i próbie otrucia Roy i Merlyn wpadają do jej mieszania by ją uratować. Czy oni byli tam cały czas?! Niepokojąca myśl.

OCENA 3/6

Banshee S03E05 Tribal
Znakomite zagęszczenie akcji! Bottle episode z atakiem na posterunek policji przez plemię współczesnych indianinów był jednym z najlepszych odcinków Banshee. Przez cały czas siedziało się na końcu krzesła, wstrzymywała oddech i rozkoszowało kolejnymi scenami akcji. Dodatkowo klaustrofobiczną atmosferę tworzyło proste zróżnicowanie charakterów bohaterów. Przez co spokojniejsze sceny również serwowały napięcie i oczekiwanie na to co się wydarzy. Jedyne chwilę wytchnienie to pokazywanie umierającej matki Proctora. Potrzebne by złapać oddech i przygotować się na kolejne sekwencję pełne krwi i walających się łusek.

Nie kupuje tylko śmierci Siobhan. Ktoś musiał zginąć, zbyt dużo się działo, a ona była idealną kandydatką. Przez to scenarzyści cały odcinek stawiali ją w trudnych sytuacjach. Tylko jej śmierć była dla mnie zbyt prostym wyjściem. Wtedy gdy dowiedziała się prawdy o Lucasie została wypisana z serialu. Bo stawała się niewygodna. Rozumiem, że bohater ma cierpieć, śmierć kogoś bliskiego to idealny sposób by go trochę po torturować. Tylko to nie działa gdy główny protagonista jest jedną z najnudniejszych postaci. Ze śmiercią Siobhan i ostatnim zejściem Noli w serialu została tylko jedna wyrazista postać kobieca - Carrie. Tylko, że ona ostatnio nie ma nic ciekawego do zaoferowania.

OCENA 5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E25 Gung Ho!
Miałem pozytywne przeczucia co do tego odcinka i nie pomyliłem się. Było dobrze, najlepiej od czasu historii Green Rangera. Pewnie dlatego, że historia dotyczyła większego story arcu z super kitowcami i nie było dużego potwora. Ponadto dużo dobrze zrealizowanych walk - w kostiumach jak i bez. Może i wszystko to było prostą historyjką o formowaniu się przyjaźni , ale bardzo przyjemną.

Tylko nie rozumiem jednej rzeczy. Czemu Zordon wysłał Jasona i Tommy'ego po nowe bronie na niebezpieczną misję i ryzykował życie wojowników skoro nikt tak na prawdę nie strzegł nowych blasterów, a Titanus okazał się sojusznikiem. Test testem, ale to trochę nieodpowiedzialne ze strony mentora.

OCENA 3.5/6

The 100 S02E12 Rubicon
Co ten serial taki zaskakujący? Myślałem, że rakieta to straszak, mający służyć do budowania napięcia, pokazaniu walki z czasem i kilku dramatycznych sytuacji, z których trzeba wyjść. Nie traktowałem tego jako realne zagrożenie bo w serialu tyle się dzieje, że nie sądziłem, że scenarzyści odważą się na taką masakrę. Myliłem się z czego ogromnie się ciesze. Start pocisku, chwila oczekiwania i booom! Zabrakło trochę kasy na efekty przez co wizualnie nie było do spektakularnie, ale fabularnie wprowadza kolejne trzęsienie ziemi do serialu. Lexa przekonała Clarke, że należy poświęcić ludzi by wygrać w wojnie, dziesiątki zginęły, a teraz nasza heroina musi z tym żyć. Tym bardziej, że matka o wszystkim wie. Może jej przekroczenie Rubikonu było dość niespodziewane (w serialu nie czuć upływu dni i odległości czego bardzo żałuję...) tak konsekwencji nie mogę się doczekać. Czy będzie mogła spojrzeć w lustro gdy okaże się, że podczas ratowania swoich przyjaciół zginęło więcej ludzi? Czy będą ją obwiniać i usunie się w cień? Uwielbiam ten serial i liczę, że 3 sezon nie będzie ostatnim.

Podobały mi się sceny między Clarke, a Raven. Wciąż czuć między nimi napięcie, nie są takimi przyjaciółkami jak dawniej, ale te zręby przyjaźni zostały. Ja, stary chłop, rozczuliłem się gdy Raven wyściskała Clarke przed jej odjazdem. Żeby więcej seriali The CW umiało tak pisać żeńskie postacie.

Nie tylko rakieta budowała suspens odcinka. W Mount Weather zaczęły ginąć dzieci. Nikt ważny, ale i tak działało to na poziomie emocjonalnym. Bunty nastolatków były raczej bez przekonania, nie posiadali odpowiedniej siły. Co było dobrym pomysłem. Nawet gdy dowiedzieli się, że walczą o własne życie zostali szybko spacyfikowani. Tak jak powinno być. Zero szans przeciw uzbrojonym siłą porządkowym. Ale przyszła pomoc i Bellamy naruszył strukturę bunkra (nie wnikam w szczegóły). I znowu mocna scena. Umierająca Tsing i niedoszłe ofiary patrzące na jej cierpienie. Mocne.

"Touch me again and I'll end you. In a non-criminal way." John Murphy

Na uboczu mesjanistyczny wątek Jahy i jego 12 wyznawców (serio!). Szkoda, że podróż przez pustynie taka krótka, raczej służyła do dalszej ekspozycji świata i pokazaniu jego mieszkańców. Zdjęcia ładne, ale miejscami żałuje się braku horyzontu pełnego piachu. Wyprawa do Miasta Światła dalej jest największą tajemnicą i coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że będzie to główny story arc przyszłego sezonu. 

OCENA 5/6

The Flash S01E13 The Nuclear Man 
 Długo czekałem na odcinek o Firestormie i jestem trochę rozczarowany. Dużo niepotrzebnych flashbacków przeszkadzało w opowiadaniu niezbyt interesującej historii. Stein nie posiada backstory, spotkanie z Barrym naiwne, a tragiczna miłość nudna. Nie podobała mi się również jego bierność. On, genialny naukowiec, projektant Firestorm, został zupełnie zepchnięty na dalszy plan. Nie miał nic do powiedzenia na temat swojego wynalazku, żadnej teorii czy historyjki. Kupy się to nie trzyma. To Wells musiał uratować dzień bo tego wymagał scenariusz. Słabo.

Zadziwiające, ale przyjemniej oglądało mi się obyczajowe scenki z Barrym. Typowe superbohaterskie randkowanie z wiecznym spóźnianiem i żałosnymi wymówkami działały. Tylko ta straszna Iris w tle... Dobrze wypadła współpraca Cisco z Joe, a to co odkryli powinno potrząsnąć światem serialu. Jeśli szybko komuś o tym powiedzą. Jeśli nie to jeszcze trochę poczekamy aż ruszy wątek morderstwa matki Barry'ego. Oby nie do finałowych odcinków.

OCENA 3.5/6

wtorek, 10 lutego 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #123 [02.02.2015 - 08.02.2015]

Kryzys nadchodzi znienacka. Nie proszony, frontowymi drzwiami, bierze we władanie człowieka. Raz trwa tydzień, innym razem dwa miesiące, nikt nie wie na ile psubrat się uczepi. Tym razem padło na mnie. Nie mam ochoty na seriale, nie czerpię z oglądania tej samej przyjemności co kiedyś. Nawet nie chcę mi się włączać kolejnych odcinków poza niektórymi wyjątkami. Również newsy przestały mnie interesować. Pierwszy zwiastun Daredevil podsumowałem prostym "może być fajne", a zapowiedź serialowej adaptacji Legend of the Zelda od Netflix zasłużyła na komentarz "niech robią". Prawie 30 minutowej zapowiedzi nowej serii Game of Thrones jeszcze nie obejrzałem nie mówiąc już o powrocie The Walking Dead i premierze Better Call Saul. Źle ze mną, ale nie tragicznie. To nie pierwsze i nie ostatnie zniechęcenie. Ochota na seriale wróci sama, nie ma co się przejmować chwilową zapaścią. Oglądać będę oglądał dalej i liczę, że szybko odzyskam radość, którą od tylu lat czerpie z tego nałogu. A może potrzeba mi odtrutki na zalew średniaków? Trzeba szybko znaleźć rozwiązanie tego palące problemu. Jakieś rady? 

SPOILERY

Arrow S03E12 Uprising 
Chciałbym by Arrow był dobrym serialem. The CW udało się stworzyć komiksowo-serialowe uniwersum, scenarzyści wpadają na udane pomysły, a czasem można popatrzeć na niezłe walki. Nawet niektóre postacie da się lubić. Dlatego tak mi przeszkadza, że jest to zły serial. Nie średni, nie guilty pleasure, nie odmóżdżacz. to zwyczajnie zły tytuł, którym zajmują się ludzie zbyt pewnie swoich niewielkich umiejętności. W tym odcinku było na przykład mnóstwo dialogów o niczym. Bohaterowie mówili o śmierci, rozstrzygali moralne dylematy, było coś o honorze, gniewie, wyrzutach sumienia. Wszystko to niezwykle płaskie, bez wyrazu i sensu. Nawet nie pasujące do wydarzeń z serialu. Wszyscy zarzucają Merlynowi, że jest zły, że zabija, a on opowiada Olliemu jakie morderstwo ma konsekwencję. Tylko czemu wszyscy zapominają, że Oliver też jest mordercą?! Nikt na ten temat się nie zająknął, a to ważny element serialowego Green Arrowa.

To o czym piszę wcale nie było najgorsze. Najgorsza jest serialowa rzeczywistość, wręcz rażąca po oczach. W pewnym monecie nawet szeroko otworzyłem oczy i udawałem, że nie wierzę w to co oglądam. Chodzi o Glades. Już sposób dzielnicy przez Bricka był wystarczająco głupi, ale tutaj jest gorzej. Mamy posterunek policji opuszczony przez funkcjonariuszy. Opuszczony w pośpiechu, zostawili całe wyposażenie, dokumenty i broń. Wszystko co może przydać się gangsterom. To nawet nie jest głupie, to jest... sam nie wiem jak mam to nazwać... Dalej mamy tytułowe powstanie. Zamieszki wybuchają tylko dlatego, że bohaterowie wpadają na genialny pomysł, że społeczność ma wystarczającą siłę by obalić tyrana. Przecież to tak nie działo, zamieszki powinny być od samego początku. Protesty, niepokoje społeczne, pokazanie zwykłych obywateli. Zamiast tego pokazano rozmowę w telewizji, która nie miała żadnego sensu. Jednak było jeszcze gorzej. Bo jak widać zawsze może, nawet gdy jesteś zakopany 4 metry w mulę, możesz osiągnąć niższy poziom. Scena powstanie i zachowanie gangsterów. Pytanie za 100 zł - co robi uzbrojony gang gdy atakują go ludzie uzbrojeni w pałki, a boss daje znak by ich wykończyć? A. Otwierają ogień z broni automatycznej i koszą wszystkich. B. Zaczynają się bić na gołe pięści? Logika podpowiada pierwsze. Serial oczywiście wybiera drugą opcję. I jak ja mam czerpać przyjemność z oglądania skoro zamiast budować wiarygodną historię scenariusz nie trzyma się kupy, a wiarygodność świata nie istnieje?

Jednak było kilka fajnych momentów. Tatsu przewija się w tle i są sygnały jej wizyty w Starling City. Co jest dobre bo przydałaby się w końcu bohatera nie uwikłane w romanse z głównym bohaterem. Jest też nadchodzące szkolenie Olliego od Merlyna. Tego nie mogę się doczekać. Felicity - oddala się od Olivera. Zupełnie do niego nie pasują i kibicuje by skończyli już tą romansową farsę. I na koniec brawa dla Lance'a za scenę z Harperem. Chciałbym by później okazało się, że on jednak wie kto jest Arrowem i tylko zgrywa niekompetentnego detektywa. Taka mała powtórka z komiksowego Injustice i Jima Gordona.

OCENA 2.5/6

Banshee S03E04 Real Life Is the Nightmare
Banshee umie przeciągać sceny i wątki na przestrzeni odcinka w taki sposób, że nie czuć znużenia. Zaczęło się od konfrontacji Lucasa i Siobhan (kapitalnie nakręcona!), ale na jej ostateczny wynik trzeba było czekać do samego końca. Symbolicznie poprzez kręcenie gwiazdką szeryfa zasygnalizowano małe trzęsienie ziemi i zmiany u postaci i na tym opierał się głównie ten odcinek. Mam tylko nadzieje, że najważniejsza rewelacja czyli Siobhan znająca prawdę o szeryfie, nie zostanie usunięta już w następnym odcinku bo cliffhanger wskazuje na mnóstwo akcji i nisko latających kul co proporcjonalnie zwiększa szansę na trupa.

Pierwszy raz podobały mi się sceny z Hopwellami. Nawet te z Gordonem. Najciekawiej było jednak u pań. Carrie dalej przeżywa kryzys, nie daje sobie rady z dzienną pracą i od czasu do czasu musi zaszaleć w klubie. Jej jazda na motocyklu i ucieczka przed policją pokazała ile frajdy daje jej adrenalina i niezbyt nadaje się do życia mężatki. Co powoduje u niej wyrzut sumienia. Zmienia się również Deva. Wzięła sobie nauki ojca do serca i idzie w ślady matki przeprowadzając swój pierwszy skok. Nieporadny, ale zaskakująco udany. Nie mam pojęcia gdzie ten wątek ją zaprowadzi jednak chcę to oglądać.

Nie da się zaprzeczyć istnienia niesamowitej chemii między Hiobem, a Sugerem gdzie z wszystkich dialogów aż iskrzy. Dlatego szkoda, że działają bardzo na uboczu głównych wydarzeń. Tak bardzo, że zapomniałem po co włamywali się do firmy.

Dwie sceny akcji to popis ekipy reżysersko montażowej. Ta na autostradzie nie pozwalała oderwać wzorku. Dwa pędzące na siebie samochodu i migawki na twarze osób znajdujących się w autach. Ich panika i pewność, gemma emocji. I wiszące w powietrzu pytanie co się wydarzy. A potem efektowna kraksa i dobicie rannych Ja wiem, że przemiana Rebekki w socjopatyczną morderczynię jest naciągana, ale jakże przyjemny duet stanowi z Burtonem. Starcie Lucasa z Proctorem było bardziej konwencjonalne, ale dalej w duchu Banshee. Brutalne, długie i pomysłowe bo przy użyciu najróżniejszych sprzętów (torebka z gwoździami prosto w ryj!) z bohaterami ledwo trzymającymi się na nogach, a potem ledwo ruszającymi się. Ozdobą były efekty dźwiękowe gdzie wyostrzono odgłosy wszystkich uderzeń. Szkoda, że musieli się w końcu przestać bić.

OCENA 5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E25 Life's a Masquerade (1)
Pierwsza połowa odcinka zaskakująca dobrze rozpisana. Dużo elementów komediowych, które autentycznie śmieszyły w stylu znanym bardziej z sitcomów niż wcześniejszego campu. Przynajmniej przez większość czasu. Do tego odlschoolowe przebrania bohaterów (Billy jako Sherlock!) i własne sceny dla Czachy i Mięśniaka (dwa Elvisy!). Dobrze się bawiłem nawet gdy pojawił się potwór tygodnia bo zapowiedziano bardziej złożoną historię - nadejście Super Kitowca. I szkoda, że ten wątek został zaledwie  muśnięty i powinien zostać rozwinięty dopiero w drugim odcinku. Zamiast tego było standardowe starcie z potworem i pomoc Tommy'ego, który dalej robi za support. To dalej rozczarowuje. Żałuje, że nie rozpisano tego lepiej. Było tak odtwórczo, że nawet zdarzyło mi się przysnąć podczas finałowej walki co uważam za ewenement. Mimo wszystko jak na standardy MMPR odcinek oceniam pozytywnie.

"It's time for molecular transmutation" Billy Cranston

OCENA 3/6

Person of Interest S04E13 M.I.A. 
Ciąg dalszy poszukiwań Shaw i serial dalej nie zawodzi. John i Root stanowią duet, który nadzwyczaj dobrze do siebie pasuje. Udana współpraca przez cały odcinek, wzajemne zrozumie i cel napędzany wspólną motywacją. Tylko jak długo to potrwa i kiedy zacznie między nimi dochodzić do różnicy zdań? To nieuniknione i nastąpi prędzej niż później. Opowieść Root o kocie Schrodingera doskonale oddawała zaistniałą sytuację. Wielkie pytanie co stało się z Samanthą. Żywa czy martwa? Byłem pewien, że odcinek skończy się bez odpowiedzi na to pytanie, tylko by podręczyć widza. Dręczeni będą jednak tylko bohaterowie. My wiemy, że wpadła w ręce Greera, ale bohaterowie dalej żyją w nieświadomości. Najciekawiej wpłynie to na Root bo jej bogini pierwszy raz wystawia ją na próbę. Teraz czekać na kolejne wątpliwości i otwarty konflikt z bogiem.

Małe miasteczka przeważnie nigdy nie są normalne w serialach. Takie było Maple. Jednak to nie ludzie skrywali tu tajemnicę tylko Sztuczna Inteligencja prowadziła swój mały eksperyment na ludziach. Pierw ich uszczęśliwiła, pokazała możliwość idylli, a potem zburzyła tą iluzję. Samarytanin uczy się ludzi na swój sposób, metodą empiryczną. I zapewne nie robi tego bez powodu. Tylko czekać aż zacznie wprowadzać kontrolę na szerszą skalę. Przerażająca wizją, ale jakże pożądana w tym serialu.

W Nowym Jorku kolejny numer. Tym razem polowanie na Dextera. Zwyczajnego faceta, który na prawdę jest mordercą. Nic wciągającego i pewnie byłoby dużo nudniej gdyby nie powrót Silvy. Zawsze się ciesze gdy powracają stare numery w większej roli, urealnia to świat serialu. Mam tylko nadzieje, że nie zrobią z niej zastępstwa Sam lub Carter. Od czasu do czasu się może pojawiać, ale średnio widzą ją jako jedną w głównej obsadzie. Sprawa tygodnia przy okazji miała wpływ na Fusco, który również przeżywa odejście Sam. Fajnie, że każdy z bohaterów inaczej reaguje na jej stratę.

OCENA 4.5/6

The 100 S02E11 Coup de Grâce
Jeden odcinek, dwa główne wątki i końcówka, która błyskawicznie nadeszła. Tak dobrze się to oglądało. Sam nie wiem co mi się bardziej podobało - wycieczka Bellamy'ego po Mount Wheather czy kolejne spięcia u Skye People.

Wciąż jestem pod wrażeniem jaki ten serial jest brutalny i jak mu daleko do innych tytułów The CW. Jest też świetnie nakręcony. Scena z odkażanie, pełna chaosu z przesadzonymi zbliżeniami pozwoliła się wczuć w odcinek już od pierwszych minut. Potem była jeszcze brutalna walka w Górze. Bardzo brutalne, skalpel, krew, duszenie przeciwnika i zaglądanie mu w oczy. Jak to się oglądało! Z innych detali podobały mi się filtry obrazu (prosty zabieg, a działa) i dźwiękowe gdy np. rozmowa odbywała się za drzwi. Oglądałem i jak głupi uśmiechałem się z zadowolenia.

Jednak reżyseria to miły dodatek do opowiadanej historii. Bellamy dostał się tam gdzie chciał. Prawie, bo początkowo siedział w klatce. Mimo wszystko udało mu się nawiązań bliższe znajomości z Ziemianką i Mają. Co on by biedak zrobił bez kobiet wokół niego. Przedzieranie się przez Górę w poszukiwanie bliskich było wciągające bo czekało się aż coś się spieprzy. I wygląda na to, że jeszcze trzeba odrobinę poczekać. Zamiast tego bohaterowie byli torturowani psychicznie. Maya zdradza swoich ludzi i ma z tego powodu wyrzuty sumienia, widać, że nie jest to dla niej łatwe. Bo jaka ją czeka przyszłość jeśli jej ludzie przegrają? Bardziej jednak dostaje się Bellamy'emu. W tym świecie śmierć ma konsekwencja. Można się pozbyć ciała, ale odebranie życia na tym się nie kończy. Może i naiwne było spotkanie z dzieckiem swojej ofiary, ale jako element scenariuszowy mający uświadomić bohaterom, że nie walczą z rządnymi krwi złoczyńcami się sprawdził. I ogromnie jestem ciekaw jak sobie poradzą po wojnie gdy "dobrzy" wygrają.

W międzyczasie w Górze doszło do zamachu stanu w dość kameralny sposób. Syn przejął władzę bez rozlewu krwi. No, nie ich krwi. Podoba mi się hipokryzja starego Walleca. Nie ma nic przeciwko wykorzystywania krwi Grounders, ale już Sky People wzbudzają w nim wyrzuty sumienia co jest odrobinę absurdalne. Synalek nie ma tych skrupułów. Nowe pokolenie, nowe zasady. Jednak przy całej diaboliczności Górali można ich zrozumieć. Bo robią wszystko by chronić swoich ludzi. Nie są groteskowym przeciwnikiem, którego można pokonać. Ta wojna dobrze się nie skończy, ktokolwiek i jakkolwiek wygra.

A właśnie wojna. Podoba mi się jej sposób prowadzenia. Już to chwaliłem, ale nigdy za dużo ciepłych słów dla serialu, który daje mi tyle frajdy. Nie tylko nowi sojusznicy nie dogadują się co do sposobów prowadzenia walki, ale przywódcy Arki również. Ale dlatego, że jeszcze nie rozumieją tego świata. Przecież Abby jest na razie tylko gościem, plącze się jak dziecko w mgle z moralnością nieprzystającą regułą świata. Górale za to mają jasny cel, są zdeterminowani i gotowi do walki. Ciągła obserwacja, zwiad i akcję zaczepne. Prosty cel - wyeliminować wrogich przywódców.

W Camp Jaha działo się nie wiele. Clarke odgrywa liderkę, zdobyła już uznanie Grounders, ale jej matka wciąż widzi w niej dziecko. I bardzo się myli. Co powoduje kolejne spięcia. Konflikt tych dwóch kobiet jest cudownie prowadzony, nie da się kibicować tylko jednej z nich. Jednak wracając do Clarke - trochę rozczarowało mnie jej szybkie zwątpienie w powodzenie misji. Widać, że jej twardość w większości jest tylko na pokaz, wciąż zachowała w sobie pewną słabość. Której pewnie wkrótce się pozbędzie. Dobrze, że ma przyjaciół którzy są w stanie wskazać jej właściwą drogę gdy zbłądzi.

Na koniec słówko o Octavii. Nie dostała własnego wątku, był jedną z kilkunastu postaci w tle, ale i tak odcinek pokazał jej zmianę wynikającą z decyzji podjętej w poprzednim epizodzie. Zbliżyła się do Grounders, upodobnia się do nich i tylko czekać aż jej lojalność będzie testowana przez Kane'a lub Indrę.

OCENA 5/6

The Flash S01E12 Crazy For You
Scenarzyści The Flash chyba za dużo oglądają Arrow bo ten odcinek pod wieloma względami przypominał serial-matkę. Niestety. O ile jeszcze polowanie na teleporterkę było znośne (nie licząc kolejnie źle napisanej postaci kobiecej) bo były sceny akcji, kilka komediowych i sceny rodzinne momentów tak pozostałe elementy odcinka mocno niedomagały. Choćby Catlin. O tej postaci mało wiadomo, ale można wyróżnić kilka najważniejszych cech jak miłość do Ronniego czy naukowy umysł. Dlatego jej decyzja o zrezygnowaniu z narzeczonego jest nielogiczna. Zwłaszcza po tym gdy odkryła, że w połączył się z innym człowiekiem przez co zachowuje się inaczej. Zamiast spróbować znaleźć sposób by go rozdzielić ona pogodziła się z tym. Pijackie sceny pominę, były zwyczajnie żenujące.

Tydzień temu pisałem, że wolałbym zobaczyć więcej scen z Cisco i Hartleyem. Prośby zostały wysłuchane i się rozczarowałem. Ogłupianie postaci by historia poszła do przodu i mnóstwo ekspozycji. Tylko czekałem gdy to się skończy.

Czy tylko mnie strasznie razi więzienie dla metaludzi? Wydaje mi się strasznie nieludzkie. Małe cele, 2,5x2x5m, bez łóżek i kibelka. To to sadyzm. Chyba za dużo wymagam od seriali The CW skoro zwracam uwagę na takie detale.

Barry znalazł sobie love interes przez co zapalają mi się czerwone lampki ostrzegające przed scenami z Iris. Która będzie MUSIAŁA zdać sobie sprawę, że jednak czuje coś dla Barry'ego. Jak ja nie lubię miłosnych wątków w Arrow/The Flash...

OCENA 3.5/6