Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Waking Dead. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Waking Dead. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #22 [04.03.2013 - 10.03.2013]]

Banshee S01E03 Meet the New Boss
- to było dobre! Może nie cały odcinek bo momenty miał słabsze, ale ta końcówka! Lucas jak zwykle pakuje się w kłopoty, dostaje w pysk, ale jak efektownie. Brutalny styl walki, na oczach widzów poszły kości, było gryzienie i mnóstwo niesportowego zachowanie. I dobrze! I jeszcze konsekwencje - Rabbit powinien zobaczyć filmik na youtube, a to znaczy wizytę w Banshee. Ciekawe czy jakieś konsekwencje będą w pracy i jak teraz Siobhan będzie się do niego odnosić. No i pytanie kiedy wyjdzie na jaw, że to nie jest prawdziwy Lucas Hood bo dojść do tego musi
- z fabularnych rzeczy to dalsze utarczki z Kaiem. Świetny był ten ich dialog na końcu, jak Lucas go fachowo opisuję. Czekam na ich kolejne starcia i na moment kiedy Kai będzie traktował Lucasa jak równorzędnego przecnika
- nie czuję napięcia między Aną i Lucasem. Dla mnie tego związku mogłoby nie być, a ten wątek jak najszybciej można by zakończyć. Słabe to jest i nikomu nie potrzebne. Tak samo jak te diameny
- wielkim zaskoczeniem było to, że Ana okazała się córką Rabbita i na początku odcinka wyprawiła się do niego. To się nazywa skomplikowana sytuacja rodzinna. Ciekawe co dokładnie Lucas robił dla Rabbita
- Lucas będzie miał niedługo problemy przez te swoje romanse. Seks z siostrzenicą Kaia na pewno nie wyjdzie mu na dobre
- okularnik jest mroczny. Takie czarne charaktery lubię. Nie mówi wiele, robi głownie za tło, ale przyprawia o ciarki. Więcej go!

OCENA 4/5

Banshee S01E04 Half Deaf Is Better Than All Dead
- co za pompa adrenaliny!  Pierwsze 15 minut odcinka to niemal nieustanna akcja i do tego świetnie zrealizowana. Strzelanie, pościgi, więcej biegania i walki. Cudowne! No i jeszcze w tle Hiob i bójka w barze oraz pojawienie się Any. Co za cudowne wejście w odcinek! A to, że nie wiadomo czemu i po co ta kradzież, na czyje zlecenie itd. to mało istotny drobiazg
- kolejne wielkie zaskoczenie to oskarżenie Kaia o morderstwo. I to całkiem przypadkowo, ale jak efektownie. Kto by się tego spodziewał. Pewnie problem ten już w następnym odcinku zniknie razem ze światkiem, ale nie umniejsza to jego roli w tym epizodzie
- świetne tez było jak bracia Moodyego wzięli się za Lucasa. Wielka szkoda, że to nie był odcinek z typu "wrogowie współpracują by przetrwać" bo Hood i Protctor stanowiliby świetną parę na ekranie, ale tutaj też niema co narzekać bo bójka była pierwszorzędna i sporo elementów komicznych
- wątek romansowy z udziałem Any i Hooda dalej mnie nie interesują. Ona nie wie czego chcę, a on uprawia seks z każdą która chcę. Tym razem padło na wdowę po Moodym, oby szybko zniknęła. Już wolę Rebeckhe.
- Arlo jako element komiczny był cudowny. Pierw na początku odcinka jak pokazał dłoń trupa i myślał, że policja się od niego odczepi, a potem na końcu jak paplał o tym kim zostanie w ochronie świadków
- Hiob wylądował w Banshee! Cudownie. Jeszcze Sugar chcę brać udział w planach Hooda. Szykuje się nam całkiem zacna ekipa. Jeszcze do pełni szczęścia brakuje Rabbita w miasteczku. Czyżby nie przeglądał śmiesznych filmików na yt?
- śpiewający Proctor w więzieniu oraz jego ćwiczenie przed aresztowaniem - to tylko pokazuje jak bardzo to przerysowana postać. I mi zupełnie to nie przeszkadza

OCENA 4+/5

 
Banshee S01E05 The Kindred
- no niestety nie tak dobry odcinek jak dwa poprzednie, ale wciąż się nie dłuży i daje radochę. Gang motocyklowy to oklepany motyw i poza tym, że przedstawiono go brutalnie nic nowego i zaskakującego. Końcówka też nie była jakaś super efektowna, za szybko poszło. Chciałbym za to by były jakieś reperkusję dla Lucasa i żeby Kai zaczął go szantażować bo w końcu wie kto jest odpowiedzialny za zniknięcie gangu
- Carrie nudzi. Scena próby gwałtu mogła być dobra, ale niestety nie wykorzystano w pełni potencjału. Było napięcie i oczekiwanie jak się skończy, ale ja chciałem zobaczyć jak Carrie kopie tyłki gangolom. Na szczęście Sugar zrobił swoję
- wplątanie w to wszystko Siobhan jak najbardziej na plus. Szkoda, że dalej mało co o niej wiadomo, a całą postać potraktowano po macoszemu. No i aktorka jednak nie gra tak dobrze jak się wydawało na pierwszy rzut oka. Scena z palącym się domem mało przekonująca
- co ten Hiob kombinuję? Niby pracuje z Lucasem i chcą zrobić jakiś skok, ale jakaś robota na boku dla Proctora? Bo to chyba on wykradł tą rękę i telefon
- podoba mi się postać Rebekhi. Scena z nożem, a potem tego konsekwencje całkiem fajne. I potem wizyta po nóż. Ciekawe czy jakiś ciekawy wątek jest dla niej szykowany
- przemówienie burmistrza słabiutkie, Proctora typowe. Lucas ładnie rozładował napięcie i pokazał, że tak na prawdę to on rządzi w miasteczku

OCENA 4=/5  

Banshee S01E06 Wicks
- ała! oglądanie tego serialu jest bolesne w takim stopniu jest przedstawiona tutaj przemoc. Nie raz sam jęknąłem choćby podczas finalnej potyczki z albinosem albo łamania dłoni na łokciu, co było akurat genialne. Proszę więcej takich rzeczy. Spartacus się kończy, a ten serial będzie idealnym zastępstwem jeśli dalej będzie tak wyglądał
- klimat więzienny jest! Walka o przetrwanie, molestowanie więźniów, izolatki, bójki na stołówce - cudowne. Mam nadzieje, że będzie więcej flashbacków
- wątek Wicksa przewidywalny. Od razu było wiadome, że się go pozbędą. Podobała mi się za to ostatnia scena jak Lucas odsłuchuję jego pocztę głosową. Gorzka końcówka
- Carrie zadzwoniła do ojca i postanowiła przekazać Hooda Rabbitowi. Bo jej synek zachorował i mąż zaczął się nią interesować. Mało przekonujące
- brak Hioba na minus. Tak jak słaby wątek z Proctorem. Zero związku z fabułą, przynajmniej na razie. Wolałbym więcej więziennych scen

OCENA 4-/5

Bansee S01E07 Behold a Pale Rider
- zaledwie dobry odcinek. Gdy miałem nadzieje, że główny wątek ruszy do przodu został on przesunięty na później, a szkoda. Jednak obecność Olega w Banshee bardzo cieszy.
- zbliżenie Carrie i Lucasa na końcu średnio mi się podobało bo teraz dojdzie do tego rodzinna drama, zazdrość i niezdecydowanie plus wątki z dziećmi. Nie lubię takich rzeczy i średnio one pasują do tego serialu
- odbijanie zakładników przez Lucasa fajne. Ciekawe tylko czy będzie musiał się tłumaczyć z tego, że wpakował w każdego po trzy kulki
- Hiob dorwał się do diamentów! Dobrze bo on powinien z nich zrobić dobry użytek
- Rabbit dowiedział się o Lucasie z wiadomości, to po co w takim razie był ten filmik na youtube w jednym z pierwszych odcinków?

OCENA 4-/5

Banshee S01E08 We Shall Live Forever
- co za odcinek! No dobra, może nie był fenomenalny i momentami przynudzał, ale ogólnie wciągnął. Początek dość sielski, scena seksu, potem że to na pożegnanie i bah! pojawia się Olek i szybko zostaje złapany przez Hooda. Myślałem, że trochę się z nim pobawią w ganianego, a tu taka niespodzianka. Świetne były z nim rozmowy jak był związany
- sama walka Carrie z Olekem to najlepszy element odcinka. Brutalna i długa. Trochę mi to przypomina Hunted gdzie walki nie były widowiskowe tylko realistyczne i się dłużyły. Nie wiem ile tutaj trwało to starcie, ale pewnie z 15 minut.  było cudowne. Czuć było siłę ciosów, a Carrie i Olek coraz bardziej poturbowani. I ta końcówka jak wbija mu kołek w szyje!
- co ciekawe szkoda mi się Oleka zrobiło. Robił to co szef każe, traktował go jak ojca i nieszczęśliwie się zakochał. Biedak. I jeszcze ten flashback jak chlali wódę, a on śpiewał hymn. Smutna końcówka bo zgrane trio tworzyli
- Lucasa było mało w odcinku, ale to dobrze. Wciąż mnie drażni to jego nieszczęśliwe zakochanie, ale inne wątki jak najbardziej na plus. Bardzo jestem ciekaw w jakim stopniu zacznie się nim FBI interesować i w jaką kabałę tym razem wpadnie
- wątek Rebekhi mi się podoba. Bo się na nią dobrze patrzy, ale to też skonfliktowana wewnętrznie postać i jeszcze wujek coś do niej czuję, a ona do Hooda. Będzie ciekawie
- Kai wygarnął ojcowi i amiszom co o nich myśli. Czyżby chciał im zrobić coś niedobrego? Jakaś zemsta? Proszę bardzo
- wątek Longshadowa średnie mnie interesuje. Stary umarł, młody się pewnie cieszy, że doszedł do władzy. Teraz wpadnie w konflikt z Proctorem. Bardziej mnie jednak interesuje Nola. Co za tajemnice ukrywa? Oby Odette Annable często pokazywała się w serialu
- oszalały Gordon przeszukujący mieszkanie i szukający dowodów na niewierność żony. Fajnie zrealizowane, ale ogólnie nudne. Bałem się tej rodzinnej dramy i coraz bardziej się na to zapowiada. Teraz tylko czekać na konfrontację z Carrie

OCENA 4/5

Castle S05E13 Recoil
- średnio mi się podobało. Zamysł fajny, ale wykonanie już nie za bardzo. Jakoś wszystko to sztucznie wyglądało, a sam plan był dość naciągany. Miałem nadzieje, że na końcu okaże się że Bracken sam wynajął swojego kierowcę by nieudany zamach zwiększył jego popularność. Tak robią go zbyt szlachetnego. Dług u Kate? Bez przesady...
- ciesze się, że wrócił terapeuta Kate. Całkiem nieźle zmontowana scena z tym jak z nim rozmawia i zastanawia się nad spaleniem listu. Szkoda tylko, że nie rozmawiali o Ricku
- niestety mało było zabawnych scen. To miał być jeden z tych poważnych epizodów i był, ale przez to nie bawił jak pozostałe. Przydałaby się Alexis albo matka na rozluźnienie

OCENA 3/5

Castle S05E14 Reality Star Struck
- gościnny występ Giny Torres i bez aluzji do Firefly?! Co to w o ogóle miało być? Cały odcinek czekałem na takie coś i się nie doczekałem. Scenarzyści się nie popisali. Jeszcze jakby jej postać była ciekawa, ale wybuchająca gniewem uczestniczka reality show? Słabiutko. Już ją wolałbym w roli policjantki, a nie Baldwina. Liczę, że jeszcze pojawi się Jewel Steite i będzie miała dużo lepszy występ
- sam odcinek mimo, że z początku odpychał później rozbawił i tak do samego końca. Rick oglądający reality show był cudowny. I potem jego ninja trick. I jak nie mógł się doczekać prezentu. Sporo śmiesznych scen czyli tak jak powinno być
- sprawa też zakręcona. Nie spodziewałem się, że będę czekał na mordercę. I się nawet trochę zaskoczyłem. Plusik do oceny.
- Kate jako zły glina! Więcej takich scen poproszę!

OCENA 3+/5

Castle S05E15 Target (1)
- co za odcinek! Dwuodcinkowce w Castle zawsze świetnie wypadają i tutaj się zapowiada, że będzie podobnie. I co najważniejsze nic nie wskazywało na taki obrót wydarzeniem. No prawie nic tylko delikatne spoilery których było pełno w internecie
- zaczęło się spokojnie. Sprawa morderstwa, kilka komediowych wstawek (Bram Stoker!) i powoli odkrywanie drugiego dna. Porwane dziewczyny w tym Alexis. Świetny pomysł. Dramatyczne sceny z Fillionem wypadły fenomenalnie, jego postać pełna bólu, gotowa na wszystko by odzyskać córkę i wspierająca go Kate wraz z przyjaciółmi. Nawet w tych momentach bym zdolny do żartu w stronę matki, ale było po nim widać, że ledwo się trzyma
- genialna scena jak sam na sam "rozmawia" z jednym z porywaczy. Pokazana tylko Kate i słychać krzyk dobiegający z pokoju i potem komentarz, że odwołał się od jego humanitarnej natury.
- Alexis mimo, że w trudnej sytuacji radzi sobie. Córeczka ojca, pomysłowa jak zwykle. Przejmuje inicjatywy, udaje się jej uciec, a potem okazuje się, że jest w Paryżu. To teraz Rick pobawi się w Liama Nessona i odegra Uprowadzoną. Czekam jak będzie odbijał córkę.
- trochę mnie jedna rzecz rozczarowała. Miałem nadzieje, że dziewczyny są na statku w kontenerze i następny odcinek będzie po skoku w czasie. To by było coś! Zdesperowany Rick, szuka córki przez kilka miesięcy i trafia na jej ślad po czym wyrusza się mścić. Tak nie jest, ale i tak ogromnie jestem ciekaw co teraz

OCENA 4+/5

 Castle S05E16 Hunt (2)
- świetne! Najlepszy odcinek sezonu, pełen napięcie, fenomenalnych scen i ujęć, korzystający ze starych wątków i przedstawiający je w nowym świetle. Ciesze się że ktoś w ABC wpadł na genialny pomysł dwu odcinkowych epizodów
- samotny Rick rusza do Paryża gdzie kontaktuje się z super agentem i poznaje jego człowieka, Kreta. Fenomenalne sceny w podziemiach. Świetny montaż, doskonałe przedstawienie analizy wideo, zmęczonego Ricka i błagającej o pomoc Alexis. I ta muzyka!
- Christopher Heyerdahl zawsze jest mile widziany w każdym serialu. Jest to jeden z mistrzów drugiego planu. Przez chwilę nawet cieszyłem się że gra pozytywną postać, a okazało się że jednak nie. Trochę szkoda, ale zwrot akcji jest zawsze mile widziany
- największym zwrotem jednak było pojawienie się ojca Ricka. Tutaj znowu dały o sobie znać spoilery jednak z nieskrywaną przyjemnością oglądało się ich pierwsze spotkanie po latach i nieświadomego Richarda. No i Castle senior jest super szpiegiem! Jak ja chciałbym go jeszcze raz zobaczyć tylko na terenie USA
- w odcinku nie podobały mi się tylko krajobrazy i wklejenie Ricka w Paryż. Okropnie ty wyglądało. Już raz ekipa mogła się przejechać do Europy. Może innym razem
- żart z Missing i Nessonem świetny! Promocja ABC ale ja się przednio uśmiałem. Lepiej by wypadł w zeszłym sezonie ale tutaj też był na miejscu
- świetna była jedna z pierwszych scen jak córka tego Egipcjanina została wypuszczona, z zdruzgotany Rick wpatruje się w monitor. I potem ten jego nagły wyjazd. No świetne, po prostu świetne
- finałowe odbicie Alexis cudowne! Serio, nie spodziewałem się tego. Myślałem, że na końcu rozpęta się jakaś zwykłą strzelanina, z nieba spadnie Kate i wszystko dobrze się skończy, a ty kolejne zaskoczenie in plus. Przegrana okazała się skrzętnie zaplanowana. Wszystko poszło jak w zegarku i dzięki szpiegowskim gadżetom (tak!) udało się wygrać. Świetna (po raz kolejny używam tego słowa, ale jest to w pełni zasłużone) scena jak Rick spotyka się z Alexis przy klatce. Cudowne.
- końcówka z Casino Royale piękna. Ojciec żyję, matka się dowie prawdy o ojcu Ricka i furtka na jego powrót została otwarta. Czekam. A najlepiej jakby jeszcze wziął udział w sprawie morderstwa matki Kate bo w końcu w mieszanie w to polityki to doskonały pomysł żeby połączyć te dwa wątki.

OCENA 5/5 (widzę minus, ale nie umniejsza to wspaniałości tego odcinka, niech ma!)


 Nikita S03E10 Brave New World
- odcinek z początku mnie wynudził, nie mogłem się wciągnąć, ale potem zaczęło się dziać dużo dobrego. Szkoda tylko, że tak mało walczącej wręcz Nikity, a dużo mało efektownego strzelania
- podobało mi się przede wszystkim przedstawienie dylematów moralnych. Może i po macoszemu, nie tak jak duże dramaty z kablówek, ale nie można powiedzieć, że ten serial się nie stara. Szcególnie fajnie wypadła ta modelka, która się spytała Nikki czy nie może od razu zabić tego zbrodniarza skoro ma broń
- w związku tą sceną mamy tez polski akcent. I to całkiem zaskakujący bo w tle słychać Marię Peszek i piosenkę Miś. Kto by się spodziewał, że takie hity są puszczane w Kosowie
-  w tej scenie jeszcze jeden fragment, który zapamiętałem - Nikita dotykając nogi Baciraja przypomina sobie jak uprawiała seks z Michaelem? WTF?! Co to w ogóle miało być, ani do postaci, ani do sytuacji to nie pasuję
- nie zaskoczyło mnie, że wątek z doktorkiem tak się właśnie skończył. Niby wszystko dobrze się układa, okazuje się że on jest tylko pionkiem (dla kogo pracuje?), ale pomoże, a potem gorzkie zakończenie z tymi dziećmi w samolocie i nici z nowej dłoni. I dobrze, że pociągną jeszcze den wątek bo jest interesujący. Ciekawe do czego doprowadzi to Michaela
- świetna scena doktorka z Nikitą jak rozmawiają o technologii. Wiem, że kolejny ograny motyw, że nie technologia nie jest zła i wszystko zależy od jej wykorzystania, ale pasował do tego odcinka
- Ryan upodobnia się do Percyego. Świetne było to jak Birkhoff na niego patrzył, trochę z podziwem, trochę z lękiem i pogardą. No ciekawe do czego doprowadzi Ryan i jak się skończy ten sezon biorąc pod uwagę ostatnią scenę. Dostali zadanie od Białego Domu. Kolejne misję, które jak Nikita mówi zapewne będą tylko początkiem powrotu starej Sekcji
- cieszę się ogromnie, że Alex wróciła w teren. Znowu kopie tyłki i nie waha się pociągnąć za spust. I nie wiem czy tak było wcześniej, ale zauważyłem, że Michael do Alpha Team mówi po imieniu i przez to pierwszy raz się zastanawiałem czy przeżyją oni akcję czy nie

OCENA 4/5

Nikita S03E11 Black Badge
- zaskakująco dobry odcinek! Działo się nie mało i do tego dostaliśmy niezłą scenę walki. W to mi graj!
- na początku zdawało się, że kolejny raz będzie polowanie na Amandę, a odcinek było o Seanie i o tym jak dostał się do Sekcji i stał się jednym z agentów. Plan jego wrobienia był fenomenalny. Amanda nieźle to rozegrała i ze dwa razy zostałem zaskoczony. Zwłaszcza w sprawie Naomi, myślałem że będzie jedną z postaci powracających i w końcu dołączy do sekcji, a okazało się że to agentka Gogola!
- ten sezon jest coraz bardziej o robieniu krzywdy bohaterom. Wyjątkowo się nad nimi znęcają. Tym razem padło na Seana, który stracił całe swoje życie i został uznany za terrorystę. Ciekawe jakie będą tego konsekwencje dla jego zachowania
- świetna na końcu rozmowa o Sekcji między Ryanem, a Nikitą! Może pod koniec sezonu przejmą ją na prawdę i w całości skupią się na misjach. A zagrożenie jest choćby ta organizacja do której Percy chciał dołączyć, z chęcią też dalej pooglądam starcia z rządem

OCENA 4/5

 Spartacus: War of Damnes S03E06 Spoils of War
- końcówka! Co za cliffhanger niespodziewany! Myślałem, że Spartacus dokona niemożliwego i przejdzie przez przełęcz, ale Krassus znowu był zbyt cwany. Cudnie bo czeka nas wielka bitwa. Mam tylko nadzieje, że nie ostatnia i Krassus nie miło się zaskoczy. I oby nikt z naszych nie zginął. W tym odcinku się udało. Oby tak dalej, aż do samiutkiego finału.
- początek! Odbijanie miasta przez Rzymian wyszło świetnie. Może nie tak jak jego zdobywanie przez buntowników, ale i tak był krwawo i przez to cudownie. Aż chcę się to oglądać i oglądać. 
- oj Rzymianie mi podpadli w tym odcinku. Praktycznie każdy z nich. Krassus postanowił sprzedać Laetę Heraklowi. Jak mógł?! I jeszcze Cezar się z nim zgodził. Pięknie nam pokazali jacy to oni są niegodziwi. Niech giną za to. Dali kobiecie nadzieję, że to koniec, a potem oddali ją piratowi. Najsmutniejsze jest jednak to, że i tak za to nie zginą. 
- Tyberiusza coraz bardziej nienawidzę. Przy Cezarze i ojcu jest wyjątkowo tępy. Niby snuje intrygi, ale daleko mu do wielkich tego świata. I jeszcze to jak znęca się nad Kore. Mam nadzieje, że coś w niej pęknie i go zabiję. 
- ogólnie ciesze się, że Latea żyję i trafiła do obozu. Było jasne, że Gannicus ją uratuje, ale nie spodziewałem się takich dramatycznych okoliczności, a powinienem bo to w końcu Spartacus. Szarża na koniach pod koniec odcinka świetna! 
- mało było obozu i głównych postaci, ale wcale to nie przeszkadzało. Szkoda tylko, że jak ich pokazali okazało się, że Crixos i Spartacus dalej się kłócą. Oni się chyba niczego nie nauczyli. 
- Carnificiana była brutalna! Widać tak się bawili rzymianie. Gorzej niż dzicy niewolnicy. 
- nie wiem, może mi się wydaje, ale w tym odcinku było wyjątkowo dużo dialogów i stylizacja językowa była strasznie widoczna. I to mi się podobało. Z ciekawości sprawdziłem scenarzystę i jakoś nie zdziwiło mnie nazwisko młodego Whedona. 

OCENA 4+/5


The Walking Dead S03E12 Clear
- w paru miejscach przeczytałem, że to najlepszy odcinek serialu. Bez przesady. Podobał mi się klimat i dużo pojedynczych elementów, ale momentami przynudzał i chciało się by już się skończył
- najbardziej ciesze się z powrotu Lenniego Jamesa, który po 30 odcinków zaskakująco wraca do roli Morgana. Świetnie wypadło ponowne spotkanie z Rickem. Dwaj szaleńcy mogli sobie pogadać o starych czasach i nowych dramatach
- twórcy serialu mają sadystyczne skłonności i robią wszystko by ich postacie cierpiały. Morgan wyszedł na kompletnego wariata, ale takiego któremu się współczuje. Napisy na ścianach, arsenał broni i misja zabijania zombie. Do tego genialne pułapki. Bardzo też mi się podobało jak mówił, że tacy ludzie jak Rick giną oraz na końcu do Carla żeby nie przepraszał za to co zrobił. Nowy świat, nowa rzeczywistość
- Michonne dostała trochę więcej czasu antenowego i komunikowała się z bohaterami. Szkoda tylko, że więcej z Carlem niż Rickem, ale i tak wypadło okazale i jestem zadowolony, że jej postać konsekwentnie się rozwija. Szkoda, że tak powoli. Świetna była zwłaszcza rozmowa z Rickem o widzeniu martwych. i tym że chcę prowadzić. Do tego jeszcze cudownie wymachuje mieczem. Szkoda, że to tak rzadko oglądamy 
- genialna była klamra spinająca ten odcinek. Autostopowicz o którym nikt nic nie mówił. Był, próbował się dostać do naszych, oni go konsekwentnie ignorowali. A na końcu jak już wracali znaleźli ciało i też to przemilczeli. Wrócili tylko po zapasy. Świetna wymowa i podkreślenie okrucieństwa tego świata.
- coraz bardziej podoba mi się też ewolucja Carla. Tutaj trochę irytował, ale nie tak jak kiedyś. Robi coś, walczy, a nie ciągle się gubi. I ma jaśniejszy umysł niż jego ojciec. Widzi więcej i tylko czekać aż pojawi się jakiś większy konflikt na linii Carl/Rick

OCENA 4/5

Obejrzane odcinki - 14
Najlepszy odcinek - Castle 5x16
Najgorszy odcinek - Castle 5x13