Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Outlander. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Outlander. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 maja 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #184 [25.04.2016 - 08.05.2016]

SPOILERY

Alias S02E05 The Indicator
Wróciłem po długiej przerwie do Alias i zostałem cieplutko przywitany przez świetny odcinek. Może akcji było niewiele, a to co zaprezentowano nie przedstawiało się oszałamiająco, ale to jak poprowadzono Sidney, co zagrała Jennifer Garner i jak udźwiękowił to Michael Giacchino to małe mistrzostwo. Podczas swojej misji trafiła na dzieci przygotowywane do bycia szpiegami co odblokowało u niej zapomniane wspomnienia. Krótka sesja hipnozy (ładna wizja swojej młodszej wersji) i odkrycie prawdy - ojciec przygotowywał ją do tego samego. Od dziecka była kształtowana by zostać agentem CIA i jak widać udało się. To załamanie na twarzy Garner, strach i zdanie sobie sprawy, że ktoś manipuluje jej życiem, a ona jest tylko pionkiem. Wykorzystywana przez SD-6, CIA, matkę i teraz ojca. Kiedy wreszcie sama będzie mogła zdecydować o swoim życiu? 

Ten odcinek to też dalsze znęcanie się nad Sloanem. Ktoś uświadomił mu jak łatwo można było sfingować śmierć żony i bawi się z nim tym konceptem. Ciekawe kto taki. Udanie wyszła też jego rozmowa z Jackem gdy przyznał się do zabicia żony. Zaraz po tym gdy Jack usłyszał, że on mógł skazać własną na karę śmierci. 

OCENA 4.5/6 

Alias S02E06 Salvation
Nigdy się nie przestanę dziwić ile rzeczy udaje się upchnąć w 40 minutach Alias. Akcja, prywatne życie bohaterów, twisty fabularne, rozwijanie mitologii, chwilę spokoju, parę minut dla każdego. To wszystko tutaj jest. I pasuje do siebie mimo, że odcinki nie zawsze mają sztywne ramy. Tutaj niby głównym motywem była próba zdobycia wirusa i konflikt Sidney z ojcem. Wyciśnięto z tego bardzo dużo. Przyjemna w oglądaniu była scena akcji z Sidney i dwoma pistoletami, chociaż wciąż daleko jej do Root pod tym względem. Jednak ciekawsze były jej relację z ojcem. Gdy on się tłumaczy, ona przyjmuję to z zrozumieniem i potem stwierdza, że i tak mu nie wierzy. Była też matka, której wyrok miał zostać już za chwilę wykonany. Dodało to dużo dynamiki tej dwójce, a całość skończyła się przyjemnym cliffhangerem gdzie Sydney będzie musiała jeszcze umiejętniej lawirować między SD-6, a CIA.

Nie wiem jeszcze co myśleć o zbliżeniu Willa do CIA. Chyba wolałem go poza obiegiem, jako niezależnego przyjaciela Syd. Chociaż z drugiej strony wątek rosyjskiej rekrutacji na amerykańskiej ziemi ma w sobie ciekawy konspiracyjny potencjał, który może przerodzić się w coś dużego. Jak sprawa z artefaktami Rembaldiego, która niestety jest rozwiązywana zbyt wolno i boję się, że serial nie ma do końca na to pomysłu. Jednak nie będę uprzedzał faktów i martwił na zapas. 

Dobra, wątek Sloana dalej interesuje. Zaczyna widzieć swoją żonę i odkrywa pustą trumnę. Tylko serial nam sugeruje, że to Jack się nad nim znęca. Duży znak zapytania dotyczący tego wątku. Troszkę mniej interesująca jest choroba Vaughna. Rozumiem budowanie napięcia i dodanie zagrożenia, ale trochę już tego za dużo. 

OCENA 4.5/6  

Alias S02E07 The Counteragent
Zupełnie niepotrzebnie obawiałem się wątku z zarażeniem Vaughna. Został poprowadzony z rozwagą, bez zbytecznego dramatyzmu i doprowadził do interesujących sytuacji. Podczas misji Sydney zlekceważyła bezpośrednie polecenie co pokazało jak bardzo przypomina ojca. I doprowadziło to do jej współpracy z Sarkem. David Anders jest zawsze mile widziany. Wydanie Sloana, oczekiwanie na jego śmierć i w końcu współpraca z Sarkem. Intryga się zagęszcza, sieć powiązań jest coraz bardziej skomplikowana i znowu powraca Rambaldi.

Poboczne wątki były trochę bardziej okrojone niż zwykle. Najciekawszy ten związany z Willem gdy odkrywa, że jednak ZSRR rekrutowało dzieci na terenie USA i ktoś usilnie stara się to ukryć. Czuje tutaj grubszą intrygę z udziałem CIA.

OCENA 4/6

Alias S02E08 Passage (1)
Odcinek nie zagrał do końca. Fajnie, że Dixon znowu pojawił się podczas akcji, szkoda, że nie odegrał istotnej roli. Tak jak Sark. Oczekiwałem więcej scen z Sidney i trudnej współpracy, zamiast tego był jedynie powodem kolejnych misji. Pierwsza była nudna, standardowe zdobycie McGuffina. Druga, zakończona cliffhangerem o wiele lepsza z jednego, prostego powodu - brała w niej udział cała rodzinka Bristow. Świetna chemia między aktorami gdy działali pod przykrywką, wiecznie zły Jack i manipulująca wszystkimi Irina. Kapitalnie się to oglądało. 

Dobrze ogląda mi się też Willa. Obawiałem się wątku współpracy z CIA, a całkiem nieźle się sprawdza. Nawet mu kibicuję, a to dobrze wróży na przyszłość. Co najważniejsze, jest to ciekawe, tylko mogłoby się szybciej rozwijać. 

OCENA 4/6 

Alias S02E09 Passage (2)
Bezpośrednia kontynuacja poprzedniego odcinka wypadła dużo lepiej. Wątki poboczne wciąż ograniczone do minimum, ale jakże świetnie ogląda się relację w rodzince Bristow. Wieczne kłótnie między Jackem i Iriną, ale też moment zrozumienia, nostalgiczny powrót do przeszłości gdzie cała trójka poczuła się jak rodzina. Oczywiście to było tylko chwilowe. Odcinek trzymał w napięciu, bawił się z widzem podsuwając mu fałszywe tropy. Jak choćby "zdradzająca" Irina, która potem ratuje Jacka i Sid. Fajnie też było oglądać Sidney jaką tą najdojrzalszą, skupioną na misji, muszącą uciszać rodziców. 

Mitologia jak zwykle rozwija się w tępię spacerującego ślimaka. Całe zamieszanie z atomówkami było po to by otworzyć artefakt Rambaldiego. W którym znalazł się kwitnący, 400 letni kwiat. Więcej sci-fi i fantasy poproszę. 

OCENA 4.5/6

Banshee S04E05 A Little Late to Grow a Pair
Nie będę jeszcze raz narzekał na Banshee. Wystarczy kliknąć na taga pod wpisem i poczytać co pisałem o poprzednich odcinkach. Wciąż są te same wady, ale teraz oglądało się o wiele lepiej. Tempo było lepsze, ciekawiej rozpisano głównych bohaterów, a eksplozje brutalności zachwycają i odpychają w tym samym momencie. Niby prowincjonalne miasteczko jakich wiele w USA, a tak na prawdę piekło na ziemi. Sataniści, mafiozo burmistrzem, neonaziści, korupcja, mormoni. To wszystko składa się na fascynująco mieszankę, którą chcę się oglądać i za którą będę tęsknił. Tak jak za postaciami - świetna scena rozmowy Lucasa z Hioba, potrzebne pojednanie dla postaci. Zaskakująca wyprawa do klubu sado-maso zakończona prostą bójką. Nawet coś kliknęło w wątku nazistów, zwłaszcza gdy pokazano Kurta celującego z snajperki do Wattsa. I ta końcówka. Nad Banshee nadciąga kataklizm, który obejrzę z prawdziwą przyjemnością. 

OCENA 4.5/6

DC's Legends of Tomorrow S01E13 Leviathan
Drużyna zawitała do 2166 roku, szczytu władzy Vandala i nie było jakoś specjalnie strasznie i groźnie. Owszem, był quasi faszystowski reżim, rebelianci i uchodźcy ale spodziewałem się czegoś na większą skalę. Zamiast walki z Vandalem był to bardziej odcinek o jego córce. I nie mam nic przeciwko bo danoe dzięki temu dużo czasu Snartowi. Leonad szybko poznał ojca wykorzystującego dziecko i pomógł dziewczynie. I szybciutko między nimi zaiskrzyło. Może nie romantycznie, ale czuć chemie między nimi. No i Snart na ekranie to zawsze plus. Fajnie wypadło też starcie Atoma z tytułowym Lewiatanem. Powiększony Ray i śmiesznie walka niczym z Power Rangers. Dobrze się bawiłem to oglądając. Nawet nie przeszkadzała mi walka z przeznaczeniem i wiara w wolną wolę. Zgrabnie to wszystko poprowadzono.

Aż do samego końca. Na samym końcu się posypało. Już Vandal ma zostać pokonany, już rodzina Ripa ma zostać ocalona i wtedy pojawia się Carter jako żołnierz Savage'a. Wyprano mu mózg, tylko wielki zły może go ocalić więc Kendra nie może go zabić, bo miłość i przeznaczenia. Nie podoba mi się to. Ten miłosny wątek nie jest w ogóle interesujący, a teraz przysłonił całą główną historię. Jakby nie mogła poprosić Ripa by zawiózł ją w inny okres historyczny po inną wersję Cartera. 

OCENA 4/6  

Game of Thrones S06E01 The Red Woman
Muszę się do czegoś przyznać. Nie czekałem na powrót Gry o Tron, daleko było mi do powszechnej ekscytacji. Już z poprzednim sezonem miałem problem. Zwykłe znudzenie materiałem. Odcinek włączyłem dopiero w środę wieczorem i to z poczuciem pewnego obowiązku. Przy okazji natknąłem się na kilka spoilerów, co akurat było do przewidzenia. A i tak się zaskoczyłem. I wkręciłem. To był solidny powrót, który sprawił, że jednak czekam na więcej i prawdopodobnie już w poniedziałek będę po seansie następnego. Z prostego powodu, chcę wiedzieć co się stanie z Starkami. Ale po kolei.

Jon Snow magicznie nie ożył. Wciąż jest zimnym trupem i spoczywa w komnacie Czarnego Zamku. Czyli jednak go nie wskrzeszą? Tylko czemu w takim razie tak długo ciągną jego wątek. Bunt w zamku i przejęcie władzy przez Allistera to nie jest zbyt nośny temat i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie historii na Murze bez jednego z głównych bohaterów. Tak więc trzeba dalej czekać. Nie rozumiem też jednego - jak tak łatwo udało się wymigać zdrajcą od zabójstwa Jona. Akceptowanie morderstwa swojego przywódcy w imię wyższego celu odbyło się zbyt szybko.

W Winterfelll znowu pokazano bezwzględność Ramseya, który po wyznaniu swojego przywiązania do Mirandy rozkazuje użyć jej ciała jako karmy dla psów. Piękny dowód miłości! Ważniejsza była jego rozmowa z ojcem. Może trochę bezcelowo bo przypomniała status quo - Sansa jest ważna i tylko dzięki niej będzie można utrzymać Północ. Rose postraszył też syna i przypomniał, że jego żonka spodziewa się dziecka. Kolejne zaostrzenie stosunków. Czyżby Boltonowie mieli stracić Winterfell z powodu kłótni rodzinnej?

Najciekawsze sceny w zimowej scenografii dotyczyły Sansy. Piękne widoczki, dramatyczna ucieczka, jeszcze więcej dramaturgii podczas walki i zjawienie się Braine z Podrickem. Dynamiczna i brutalna scena akcji była przy tym miłym dodatkiem. Lepiej jednak oglądało się Sansę, która odbierała przysięgę wierności od swoje strażniczki. Sophie Turner zagrała to świetnie. Pytanie co teraz? Czarny Zamek? Oby nie. Littelfigner i Dolina też odpadają. Fosa Calin zdobyta więc Reedzi też odpadają. Nie sądzę by serial wprowadził jakiś nowych sojuszników Starków. Więc Blackfish i reszta Tullych? Albo Greyjoy'owie. Serial wykastrował ich z jednego wątku więc mogę dostać inny.

Wyjątkowo nudno w Królewskiej Przystani. Lena Headey świetnie sportretowała smutek Cersei po stracie córki oraz strach przed przeznaczeniem. I tyle w tym wątku. Mało u Margery. Siedzi w lochu, słucha nawoływań septy do wyznania grzechów i spotyka się z Wróblem. Tutaj kolejne rozstawianie pionków i zarysowywanie konfliktu na linii bogowie - ziemscy władcy.

Największy szok to sceny w Dorne. W książce ten wątek wlekł się niemiłosiernie i nie doprowadził do niczego konkretnego. Tutaj było konkretne jebnięcie i aż wyszeptałem WTF. Krótko - Martyl i jego syn giną w zamachu stanu zorganizowanym przez Ellarie, a ochrona nie ma nic przeciwko. Może ta linia fabularna nie była najciekawsza, a bohaterowie nudzili, ale konsekwencję tego czynu są gigantyczne dla całej historii. Przede wszystkim Ellaria chcę zemsty na Lannisterach co oznacza kolejną wojnę. W Dorne rządzi uzurpator, a Królewska Przystań nie posiada silnego władcy. To sprowadza jeszcze większy chaos na Westeros i aż prosi się o Daenerys, która będzie mogła zaprowadzić porządek. Która swoją drogą jest naturalnym sojusznikiem Dorne. Pogmatwali, ale to dobrze.

Za Wąskim Morzem też chaos. Meeren bez Królowej jakoś sobie radzi, a Tyrion i Varys zwiedzają miasto. Zapowiedź kłopotów. W tym wątku najbardziej podoba mi się odstępstwo od książki. Tyrion nie jest wiecznie pijanym karłem, który nieustannie się nad sobą użala. Aż chcę się go oglądać!

Ciekawe było oglądanie Dany w niewoli. Miły powrót do znanych klimatów Dothraków. Scena gdy wypowiada swoje imię przed innym khalem robiła wrażenie. Świetnie zagrana determinacja i władza mimo tego że nic nie posiada. Jest siła tylko smoczka brakuje. Ale przyda się jej własny walk of shame z którego będzie mogła wrócić jeszcze silniejsza. Znając ją to pewnie zdobędzie przy okazji całą armię.

Scena z Aryią była krótka. Przypomniano tylko w jakim znajduje się stanie - ślepa żebraczka na ulicach Braavos, co jest jej kolejnym etapem nauki. Zostaje pobita w nierównej walce i zapowiedź, że będzie się to codziennie powtarzać. Chyba najwyższy czas żeby serial zrobił z nią coś konkretnego. Miała długą drogą, wiele przeszła, ale wiele się nie zmieniła. To wciąż Aryia Star z Winterfell. I niech lepiej o tym nie zapomina. Chciałbym by i jej historia wreszcie zaczęła się krzyżować z "większym planem".

I na koniec Mellisandre. Najgłośniejsze wydarzenie odcinka. Zdjęła swój klejnot po czym okazało się, że jest tak na prawdę staruszką korzystającą z magii. Czyli jednak posiada w sobie moc. Może jednak jest w stanie wskrzesić Jona? Tylko to jej zrezygnowanie niepokojące, jakby przestała wierzyć w swojego Pana.

Inne:
- Mellisandre wraca do Czarnego Zamku, a Davos nawet nie spyta się co tam słychać u Stannisa.
- Duch się pojawił, fajnie. Ciekawe kiedy i czy serial przypomni sobie o wilkorze Aryi.

OCENA 4.5/6

Game of Thrones S06E02 Home
On żyję! Jestem pełen podziwu jak HBO przeprowadziło powrót Jona Snowa. Pierw szokujący cliffhanger, potem bezustanne potwierdzanie śmieci, narastające plotki i spekulację, wyciekające materiały z planu, brak przedpremierowych recenzji i trolling w pierwszym odcinku po powrocie. I niby to było oczywiste, to wciąż ludzie mieli wątpliwości, a gdy się to stało można było odetchnąć z ulgą. Samo zmartwychwstanie nie byłoby tak dobre gdyby nie to jak je pokazano. Davos proszący znienawidzoną kobietę o pomoc to jedno. Pomoc Dzikich to drugie. Jednak najmocniejszy był sam rytuał. Klimatyczny, podniosły i długi. Przeciągnięty do granicy wytrzymałości... i zakończony pozornym fiaskiem. Kolejne ujęcia trupa Jona, kolejne oczekiwanie, nieprawdopodobne napięcie i jest, budzi się! Wow, to była świetna scena. Teraz czas na reperkusję. Nie tylko dla Straży, Królestwa, ale i głównego bohatera. Jestem ciekaw jak to odbierze. Zmiany są pewne, ale nie sądzę żeby był jeszcze bardziej emo niż jest.

Ten odcinek to nie tylko wskrzeszenie Jona. Działo się w nim dużo innych dobrych rzeczy, powiedziałbym nawet, że okazał się lepszy od premiery. Wrócił również inny Stark - Bran. Tutaj rozłąka trwała rok i od razu wylądowaliśmy w jego śnie, który okazał się kreatywnie poprowadzonym flashbackem. Młody Ned z siostrą i Hodor. Bran zauroczony wizją swojej rodziny, chwali się z tego odkrycia Merze. Co tylko pokazuje, że to wciąż dzieciak. Dla niego było to wizyta w domu, dla niej nic nie znacząca wizja, dla mnie zapowiedź odkrycia tożsamości Jona. Pytanie też kiedy zacznie w Branie zachodzić zmiana. Przestanie być dzieckiem, a zrozumie, że bierze udział w wojnie. Mera wie, czas na niego.

Sceny w Królewskiej Przystani na razie wypadają najsłabiej w tym sezonie. Cersei wyhodowała sobie zombie zwierzaczka broniącego jej honoru, Tommen zdaje sobie sprawę, że jest słabym królem, a Jamie konfrontuje z Wróblem. I niestety nic nie wynika z tej rozmowy poza fajnym przyznaniem się do grzechu Królobójcy.

Na szczęście Tyrion pozostaje Tyrionem i składa wizytę smokom. Świetna, klimatyczna scena gdy opowiada im historię jak bardzo chciał mieć małego smoczka, one go akceptuję, a on je uwalnia. A potem zdaje sobie sprawę z szaleństwa jakie popełnił. Tutaj też chciałoby się, żeby historia była szybciej opowiadana. Co jest niestety zbyt często wadę Gry. Za dużo wątków w pozornej stagnacji. U Aryi to samo - kolejny raz zostaje pobita, ale tym razem odcinek kończy się spotkaniem z Faceless Man. Ogląda się świetnie, ale szybciej!

Powrót Brana i Jona to nie jedyne bomby tego odcinka. Jeszcze większym zaskoczeniem była śmierć Boltona z ręki własnego syna. Kolejne przetasowanie na Północy. Zaplanowana zdrada z poparciem Karstarów. Pytanie co dalej. Jak zareaguje na współpracę z Ramseyem stolica, czy Ramsey będzie chciał zaatakować Czarny Zamek, czy inne rody go poprą.

Jeszcze większym zaskoczeniem był powrót na Pyke, śmierć Balona z ręki brata. Jednak serial nie porzucił wątku Ciszy, wyprawy do Asshai, królewskiego wieca. Teraz jeszcze szykuje się tam powrót Theona. Oj będzie się działo i to w miejscu którym nie za bardzo byłem zainteresowany.

OCENA 5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E18 The Singularity
Ostatnio nie zdarza się to często więc zacznę od chwalenia. Pierw zostałem zaskoczony jednym długim ujęciem pokazującym zniszczenia w bazie po zabawach Daisy. I niby gadające głowy na korytarzu, trochę bez sensownych rozmów, jak w The West Wing, ale podobało mi się. Ucieszyła mnie duża rola Fitzsimmons i ich finałowa scena. Nareszcie! Zawsze ich lubiłem oglądać i ciesze się, że ktoś w końcu jest szczęśliwy w serialu. Zaskoczył mnie też humor. Wymyślanie ksywki dla dla inhuman, który sprawia, że wszystko czego się dotknie eksploduje było fajne, zwłaszcza dzięki odwołaniom do komiksów. Była też tarcza Culsona, którą wygrał odcinek. Jak widać całkiem tego sporo.

Szkoda, że przez większość czasu miałem w poważaniu to co się dzieje. Konflikt z przedwiecznym złem jest nudny, Ward jako wróg już dawno się przejadł, wyprawa do klubu ludzi ześwirowanych transhumanizmem wyszła słabo (patrzcie na Orphan Black i się uczcie), a przejmowanie kontroli nad inhumans i planowana nowa rewolucja wcale mnie nie obchodzą. Kolejne sceny, które w nowym sezonie nie będą miały znaczenia. Najbardziej jednak przeszkadzał mu Culson. Z surogata ojca zdolnego oddać życie za drużynę zmienił się w kogoś dającego podwładnym samobójcze kamizelki. Ciężko mi wykrzesać do niego sympatię w ostatnich odcinkach. Może lepiej niech ktoś inny zacznie zarządzać SHIELD i serial wprowadzi trochę luźniejszego klimatu. Brakuje mi poczucia wspólnoty, bohaterowie są od siebie za bardzo odsunięcie. Serial ma przebłyski, ale wciąż to tylko momenty w ciągu 40 minut.

OCENA 3.5/6

Orphan Black S04E02 Transgressive Border Crossing
Wróciła normalna forma prowadzenia historii, ale zaskoczenia wciąż są. Zwłaszcza duży udział Beth jakby serial chciał jeszcze mocniej podkreślić nawiązania do pierwszego sezonu. Tym razem widzimy jej życie oczami Sarah, która próbuje zrozumieć co się stało i szuka przy tym M.K. Wkręciłem się w historię neolucjonistów, modyfikacji ciała i wszczepionych w policzek robaków bardziej niż klonową konspirację, a to jest spore osiągniecie. Strasznie dobrze ten sezon się zapowiada.

Fajnie było znowu zobaczyć dobrze znane klony. Cosima jest w depresji po stracie Delphin. Allison zmaga się z problemami w radzie szkolnej i zazdrości Helenie. Helena za to jest w ciąży z bliźniaczkami i dostaje świetne sceny z Donnym. Dobrze was widzieć dziewczyny! Świetna robota Tatiana. Doszło jeszcze M.K. do której już pałam sympatiom. Aspołeczny klon żyjący w ukryciu. Nie mogę się doczekać kiedy zostanie kolejną sestrom.

OCENA 4.5/6

Orphan Black S04E03 The Stigmata of Progress
Ależ ten sezon jest dobry!Przede wszystkim jest spójny i w całości dotyczy neolucji, również fabuła jest bardziej zrozumiała. Ogólnie bardziej działa na wyobraźnie i podświadomość przez co Orphan Black ogląda się z większym zainteresowaniem niż ostatnio. Ten odcinek to głównie szalona pogoń Sarah i próba pozbycia się i dowiedzenia czym jest tajemniczy robak zaszyty w jej policzku. Nawet można zrozumieć jej impulsywną decyzję żeby poddać się zabiegowi u zupełnie nieznanej kobiety.

Ten odcinek to też komediowe sceny w domu Hendrixów. Czarna komedia podczas odkopywania trupa i tłumaczenie się z zabicia Leekiego Cosimie i rozmowy Heleny z policjantami. Tatiana była tutaj wspaniała, pierw grając Allison, a później postrzeloną Helenę przyjmującą policjantów. A przecież jest również Rachel. Sceny ze swoim młodszym klonem i rozmowy z matką - mistrzostwo. Chciałoby się dać jej wszystkie nagrody świata.

OCENA 5/6

Orphan Black S04E04 From Instinct to Rational Control
Żonglerka sporą ilością postaci nie wypadła tak efektownie jak ostatnio. Cieszy jednak wytłumaczenie jednej z największych zagadek serialu. Wiem już co stało się w Helsinkach, a odbiór tej historii wzmocniło zaangażowanie w nią M.K. Pierw jednak było sporo biegania w wykonaniu Sarah (standard) i podchody. Pojawił się nawet moralny wątek - czy można nawet w najgorszych ludziach szukać sojuszników. Wtedy motywację M.K. i końcowe sceny idealnie ze sobą zagrały. Mimo, że Ferdinand wzbudza sympatię (te sceny w kuchni na początku!) jest bezlitosnym mordercą Topside, a sojusz z nim to konieczne zło. I dlatego liczyłem na wielkie boom na końcu. Mimo, że pokomplikowałoby to sytuację Sarah.

W tym odcinku dalej błyszczeli Hendrixowie. Donny z Felixem udający parę gejów w klinice in vitro byli świetni. Tak jak sekstelefon do żony podczas masturbacji i włoski akcent Allison. Jednak najmocniejszą sceną było gdy Allison wydobywa informację od przyjaciółki o eksperymentalnych zabiegach i niby wtedy gra, ale tak na prawdę jest załamana z powodu swojej bezpłodności. Tatiana, to było świetne.

I jeszcze o jednej scenie trzeba napisać - pożegnanie Heleny ze swoimi zniszczonymi komórkami jajowymi w ogródku Hendrixów przy dźwiękach Ave Maria. Pięknie wyreżyserowana scena.

OCENA 4.5/6

Outlander S02E02 Not in Scotland Anymore
Zdecydowanie to nie jest Szkocja. I nie mam nic przeciwko, przynajmniej przez większość część odcinka. Zwiedzanie Paryża i rozmowy z kolejnym ludźmi były ciekawym doświadczeniem. Zwłaszcza końcowy bal w Luwrze. W większości to tylko pałacowe wnętrza, ale kurcze, ależ to wygląda! Przepych na ścinach, w strojach i perukach. Cóż za piękny serial! A od czasu mignęła jeszcze panorama Paryża. Ten odcinek to trochę taka ekspozycja - naświetlanie sytuacji Fraserów i zapoznawanie ich z ważnymi graczami. Bardzo szybko trafili do elit, a całkiem możliwe, że Jamie wkupił się w łaski króla. Nie mam nic przeciwko, niech się dzieje szybko i dużo. Zwłaszcza na froncie Jakobickim. Poznawanie kultury i zepsucia/liberalizmu Paryża jest fajne, ale chciałbym żeby serial miał wyraźniejszy główny wątek.

W całym odcinku trochę przeszkadzała mi karykaturalność napotkanych Francuzów. Co rusz jakiś ekscentryk. Na razie tylko hrabiego z poprzedniego odcinka można brać na poważnie. Mam nadzieje, że to zasłona dymna. Pierw pokazanie ich w krzywym zwierciadle, a potem nadanie im wyrazistszych cech.

Tak sobie liczę i wychodzi mi, że Claire wróci do swoich czasów na długo przed finałem sezonu. Wraz z końcem odcinka w Paryżu siedzi 3,5 miesiąca. Dodając do tego drogę od Anglii i całą akcję z poszukiwaniem Jamiego to lekko licząc powinna być w prawie 5 miesiącu ciąży, a przecież wracając do naszych czasów nie było tego po niej widać. Jeszcze maksymalnie 2 miesiące i czas na podróż w czasie.

OCENA 4.5/6

Person of Interest S05E01 B.S.O.D.
Prawie rok trzeba było czekać na finałowy sezon Person of Interest. Długo, zdecydowanie zbyt długo. Zwłaszcza po takim cliffhangerze - Maszyna w walizce i pozorna wygrana Samarytanina w wojnie. Mimo, że minęło tyle czasu bardzo dobrze pamiętałem co się działo i serial nie wziął mnie z zaskoczenia na początku. No może odrobinę, ponieważ pierwsza scena to flashforward. Root parafrazująca intro serialu zwracając się bezpośrednio do mnie i mówiąc, że jestem sam. Potem opowieść o wojnie, jej nie znanym rezultacie, pytaniu czym jest zwycięstwo. Wszystko to w diabelnie przygnębiającej atmosferze zniszczonej stacji metra. Zrobiło to niesamowity klimat i nakreśliło nastrój na cały sezon. I dało mi do myślenia. Czy to rzeczywiście mówi Root? Nie widzimy jej, słychać tylko jej głos gdzie zastanawia się nad wojną. Czy może jest to głos nowej wersji Maszyny? Pasowało by to, gdy akolitka bogini sama doznaje wyświęcenia.

Potem jest równie dobrze. Pokazanie bohaterów, jak uciekają przed agentami Samarytanina i ich desperacka walka o życie. Ten odcinek był niemalże w całości napakowany akcji i z całą pewnością nieustannie trzymał w napięciu. Oglądało się to jak dobry film sensacyjny. Efektowne strzelanie, dobrze zrealizowane walki i pogoń o życie. Serial kolejny raz udowodnił, że Amy Akcer najpiękniej wygląda z bronią w ręku.

Akcja jest jedną z składowych tego serialu, bohaterowie są równie istotni. Najwięcej czasu dostał Harold. Świetny występ Michaela Emersona podczas scen z Maszyną. Dziecko, które umiera, desperacja, poddanie i kwestionowanie własnych decyzji. Dla kontrastu w flashbackach narodziny Maszyny i moralnie trudna decyzja o codziennej eutanazji Maszyny. Była też scena gdzie Finch bał się wejść na prom, który kojarzył mu się ze śmiercią Ingrana.

Serial nie raz udowodnił, że doskonale orientuje się w świecie współczesnej technologii dlatego pomysł na wskrzeszeniu maszyny przy użyciu Playstation 3 był dla mnie miłym zaskoczeniem, które odebrałem z zrozumieniem, a nie szokiem. Skoro amerykańska armia mogła z nich zbudować superkomputer to czemu miałoby to być nie możliwe w serialu. Przy czym, czy to nie zajebiste, że Playstation ratuje świat?

Inne:
- to dopiero premiera, rozumiem, że musi minąć trochę czasu, ale... dawać mi Shaw!
- niebieski ekran śmierci tytułem odcinka, tak bardzo adekwatne. 
- dobór muzyki jak zwykle świetny w serialu No Wow w wykonaniu The Kills komponuje się z otwierającą sceną lepiej niż powinno.
- 13 odcinków w niecałe dwa miesiące to bardzo dobry pomysł skoro to i tak ostatni sezon. Będę tęsknił, ale 5 serii to dobra liczba.

OCENA 5.5/6

The 100 S03E13 Join or Die
Świetny, różnorodny odcinek. Krótki powrót do przeszłości, tragiczna sytuacja w obecnym Polis i spojrzenie w przyszłość. Najważniejsze były emocję jakie biły z każdej sceny. The 100 jest serialem w którego oglądanie angażuje się najmocniej, a Join or Die jeszcze bardziej mnie w tym umacnia. 

Flashbacki Pike'a powinny pojawić się dużo wcześniej. Temu bohaterowi brakowało głębi, którą teraz zyskał. Zawsze robił wszystko by przetrwać, a teraz wiemy czemu. On przygotowywał nastolatki do lądowania, on obwinia się częściowo za tragedię jaka ich spotkała. Gdy przekazywał im widzę oni byli na to obojętni. Fajnie oglądało się bohaterów bez siniaków i trosk, niepewną Octavię i jak zwykle aroganckiego Murphy'ego ("I will survive"). Jednak mistrzowskie było ukończenie kursu. Agresywny Pike uczy młodych, że wspólnie mogą pokonać silniejszego. Zmusza ich do tego bijąc Johna. Kapitalna scena.

Jednak jeszcze mocniejsze były sceny w Polis. Ta z Pike'em to nie tylko zemsta Indry, ale też błysk geniuszu Johna. On wie jak przetrwać i kolejny raz to udowadnia. Widzi, że tylko razem współpracując mogą zachować swoje życie i to wykorzystuje. Coś mi się wydaje, że to on odegra kluczową rolę w finale sezonu i przy pokonaniu A.L.I.E. Co zapewne będzie wynikać z jego arogancji i chęci zemsty.

To co na mnie zrobiło największe wrażenie to nastrój panujący w Polis. Religijny obłęd na ulicach po których spływa krew i tępienie heretyków nie chcących przyjąć jedynej prawdziwej SI. Znowu, serial przeskoczył kilka ważnych scen, nie pokazał początków rewolucji, ale wybaczam ponieważ oglądanie obecnej sytuacji miało jeszcze mocniejszy wydźwięk. Natomiast scena z krzyżowaniem Kane'a. Ależ to była za scena! Serialu rób tak częściej, nie trzeba zabijać bohaterów by wywołać silne emocję, wystarczy postawić ich w niemożliwej sytuacji. Przy czym podoba mi się konsekwencja A.L.I.E. Znowu postawiła na szali czyjeś życie i pozwoliła działać empatii pokonując człowieka jego emocjami. Co jest ironią - twoje emocję i instynkty doprowadzają ci do decyzji by z nich zrezygnować.

Niby najważniejszym questem odcinka było poszukiwanie Luny. Dużo rozmów między bohaterami, dalszy ciąg konfliktu wewnętrznego Bellamy'ego i jego kłótni z Octavią, zabawny Jasper i rozmowy o przeszłości Clarke z Bellamym. A potem trafiamy na platformę wiertniczą dobrze znaną z czołówki serialu. Co za piękny widok! I ta satysfakcja gdy The 100 realizuje wątek, który był zapowiadany od pierwszego sezonu. Oczywiście Luna nie zgadza się na przyjęcie czipu ponieważ wyrzekła się przemocy. Hipisi grounders na platformie wiertniczej - już mam słabość do tego wątku. I fajnie wpisuje się w nową politykę Lexy i zdolność do współczucia Clarke.

OCENA 5/6

The 100 S03E14 Red Sky at Morning
Wygraną od totalnej klęski dzieli bardzo cienka granica. Zwłaszcza gdy mierzy się z Sztuczną Inteligencją chcącą ocalić rodzaj ludzki. Ten odcinek po drobnych zmianach mógł być finałem sezonu. Miał bardzo dobre tempo, świetnie rozpisane wątki i nieustannie trzymał w napięciu, zwłaszcza wtedy gdy toczyły się losy A.L.I.E. Miał też humor i luźniejsze momenty, który tak bardzo są potrzebne w tym ponurym świecie. Były też zaskakujące zwroty akcji i trudne decyzję co akurat nie jest niczym nowym w The 100.

Najważniejszym wątkiem było poznawanie Luny. Odrzuciła przemoc by żyć w pokoju. Przemoc znalazła ją, podążając za Clarke. Standard. Podoba mi się, że ta mikrospołeczność wytworzyła własne obyczaje, sztukę i sposób kształcenia przyszłych pokoleń. Każda scena była napakowana informacjami. I trudnymi decyzjami. Clarke odrzucając przemoc musi się nią posłużyć by wsadzić Ducha Lunie. Jak Octavia mówi, nawet A.L.I.E. daje wybór. Czy w takim razie warto ocalić ludzkość? Wydawało się, że momentem zwrotnym był atak na platformę, tortury Luny i śmierć jej ludzi. Po tym wkroczy na wojenne ścieżkę. I znowu zaskoczenie - Luna nie zmienia decyzji, trwa przy swoich ideałach. Skoro odrzuciła walkę będzie się tego trzymać. I pozbywa się naszych dzielnych bohaterów. Ot tak, ten wątek się skończył. Przynajmniej tymczasowo. Przy okazji Jasper poznał dziewczynę, która bardzo szybko zginęła. Ten to ma szczęście.

Trochę głupio ogląda się sceny w Arkadii. Nie z powodu tego co się dzieje, ale zachowania A.L.I.E. Niby taka mądra, a nie pomyślała by zabezpieczyć fizyczną część swojego systemu. Powinna tam zostawić kilku swoich akolitów i próba jej zniszczenia nie byłaby możliwa. Jednak co się tam działo było ciekawe. Raven po zainfekowaniu czyta kod niczym bohaterowie Matrixa zielone literki. Widzi w nim Miasto Światła, a nie nieskończone linijki skryptów. I za wszelką cenę pragnie ją zniszczyć. Zna sposób, próbuje i przegrywa. Tak blisko i wszystko na nic. Niemalże bo bohaterowie uczą się na porażkach.

Dzisiaj święto więc specjalnie dla Harper oddzielny akapit. Ktoś się może czepiać, że posłużyła jako dziewczyna dla bohatera, żeby Monty mógł się z kimś przespać. To nie prawda. To był ten moment szczęścia w odcinku. Żyją w ciągły napięciu, widzą, że mogą zginąć więc czemu mieliby nie zaszaleć? Krótka chwila zapomnienia. I fajnie jakby w S04 ten związek był ciągnięty. Fajnie jakby się z tego narodził jakiś związek. Przyda się dwójka szczęśliwych ludzi.

Szczególnie trochę szczęścia przyda się Monhty'emu. Zabicie matki było strasznym przeżyciem, zwłaszcza po tym gdy dowiedział się, że można ją uratować. Dzisiaj zabił jej świadomość. I to na marne. A.L.I.E. w swoim podstępie pozwoliła mu jeszcze raz porozmawiać z swoją rodzicielką, żeby tylko zyskać na czasie i dokończyć transfer danych. Świetna scena z wyznaniem miłości i ostatnim pożegnaniem. Monthy zrobił co trzeba, pozwolił Raven skasować kod matki co praktycznie było jej drugim zabójstwem.

W Polis brylował John, jak to ma w zwyczaju. Z Indrą i Jahą (och, czemu ta trójka dostała tak mało scen!) postanowili na własną rękę zniszczyć A.L.I.E. Niecodzienny sojusz okazał się bardzo skuteczny. Zdobyli plecak (który również, był słabo pilnowany) i już prawie John go zniszczył. Tylko wtedy napromieniowałby całe miasto. Nie mógł poświęcić siebie i całej społeczności Polis tak jak Clarke mieszkańców Góry. Nie mógł też zniszczyć plecaka wiedząc, że zginą wtedy  wszyscy zarażenie. Więc nie chodziło tu o arogancję, a wyrzuty sumienia. Mój bohater!

OCENA 4.5/6

The Flash S02E19 Back to Normal
Co za ładny, ironiczny tytuł odcinka. Powrót do normalności, która dawno temu stała się czymś obcym. Barry bez mocy jest przygaszony, pozbawiony dawnej ikry, momentami wygląda jakby brakowało mu wiary w pokonanie Zooma. Jednak wciąż jest bohaterem. Walczy, choćby poprzez przykładanie się do pracy w laboratorium. Ryzykuje też swoje życie i walczy z kolejnym meta. Tak trzeba więc to robi. I niby to bardzo typowa historia z gatunku superhero - bohater musi udowodnić, że to nie moce czynią go kimś wybitnym, a hart ducha czy wyższość moralna. Barry wysłuchał też historii Wally'ego, jak to zmienił jego życia. To też ważny trop i znowu fajnie poprowadzony, zwłaszcza w takim momencie.

Ten odcinek to też powrót Jesse i duży nacisk na Wellsa. Zaryzykowałbym, że nawet większy niż na Barry'ego. I znowu typowa historyjka o pogodzeniu się rodziny, ale przeprowadzona w bardzo przyjemny sposób. Gdzie uwydatniono wady Wellsa, przypomniano co zrobił, ale też pokazano jego wyrzuty sumienia i chęć odkupienia grzechów. Powrót Jesse cieszy też z innego powodu - większa ilość kobiet to zawsze plus. Zawsze można dać jej moce i eksportować do Legends of Tomorrow. W końcu zbliża się kolejny wybuch akceleratora, a to na pewno nie pójdzie zgodnie z planem.

W serialu najgorzej wypadł Zoom. Przez cały sezon był świetnym, charyzmatyczno złowieszczym przeciwnikiem to teraz dopisano mu zaślepienie miłością względem Catlin. Ciężko się na to patrzy, a trauma z dzieciństwa słabo to usprawiedliwia.

Moja teoria jakoby to Ronnie siedział w żelaznej masce właśnie się posypała. Gdyby to był rzeczywiście on inaczej by zareagował na pojawienie się swojej żony.

OCENA 4/6

The Flash S02E20 Rupture
Miałem problem z tym odcinkiem. Trochę mnie wymęczył - miał słabsze momenty gdy pojawiał się Barry, a hologram Flasha szybko stał się nudny. Nie pomagał Zoom, który niby stanowi coraz większe zagrożenie, ale przez relację z Catilin staję się coraz bardziej groteskowy. Jednak było dużo innych, dobrych rzeczy, które sprawiły, że odcinek nie nudził. Cisco dostał osobisty wątek gdzie mógł się pojednać z bratem. Może i nie wykorzystano do końca potencjału Rupture to przynajmniej śmieszył designem przypominającym nieudany cosplay Star Lorda z kosą. Podobały mi się też krótki scenki z Jesse i Wallym w zamknięciu, chociaż jego chęć niesienia pomocy jest już denerwująca. Udanie wyszedł też humor. Cisco wzywający Petronusa to mistrzostwo. I aluzję do Fringe zawsze w cenie.

Najmocniejszy był jednak finał. Cały odcinek Barry zastanawiał się czy pozwolić odtworzyć eksperyment i zaryzykować, że uda się odzyskać moc. Końcówka spodziewana, ale udało się wytworzyć przy tym fajną atmosferę z mieszanką nadziei na pomyślność i z pytaniem o końcowy rezultat. I serial zaskoczył. Piorun walnął, Barry zniknął, a Zoom cieszy się ze śmierci przeciwnika. To był mocny cliffhanger. Jestem ciekaw jak to zostanie wytłumaczone. Najbardziej realne wyjaśnienie to zagubienie się Barry'ego w speedforce.

Zastanawia mnie czy ten odcinek właśnie nie zapoczątkował wątków stanowiących podwaliny pod trzeci sezon. Mini akcelerator wybuchł i (nie)spodziewanymi ofiarami stali się Wally i Jesse. Fajnie byłoby oglądać drużynę speedsterów w przyszłym roku z trochę luźniejszym podejściem do klimatu.

OCENA 4.5/6

Vikings S04E10 The Last Ship
Mid-season finale odkupił trochę grzechów tej 10 odcinkowej historii. Przede wszystkim odcinek robił wrażenie. Kolejna epicka bitwa, tym razem starcie wodne sił Rollo i Ragnara. Pełne dramatycznych momentów, bitewnego chaosu i emocji związanych z sytuacją znanych bohaterów. W centrum starcie dwóch braci, wydawałoby się ostateczny pojedynek. Jeden walczył w imię zemsty, drugi za coś więcej. I paradoksalnie to Rollo bronił swoich ludzi, żony i honoru. Ragnar chciał jedynie zabić brata za to co mu uczynił, ograbienie Paryża nie było jego celem. I to mi uświadomiło, że nie chciałem by ktoś tutaj ginął. I na szczęście tak się stało. Pokonany Ragnar i Rollo zbawca Paryża. Podoba mi się taki obrót sprawy.

Przeskok w czasie okazał się miłym zaskoczeniem. Ragnar odszedł, a jego synowie dorośli, są gotowi na własne podboje i walkę o chwałę. Bjorn pragnie zwiedzić Morze Śródziemne, a pozostała czwórka chcę zabić ojca za zdradę. Do czasu aż Ragnar wraca do Kattegat. Co za charyzmatyczne przemówienie Travisa Fimmela gdy konfrontuje się z synami! On jest królem, zrobił co musiał i nie będzie się tłumaczył, a jak komuś nie pasuje niech go zabiję. Ładnie wyznacza to kierunek na dalszą część sezonu. Zwłaszcza, że znowu szykuje się wizyta w Anglii. Mam też ochotę na flashbacki z podróży Ragnara.

OCENA 5/6

wtorek, 26 kwietnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #183 [18.04.2016 - 24.04.2016]

SPOILERY

Banshee S04E04 Innocent Might Be a Bit of a Stretch
Na cztery odcinki drugi raz czuje się lekko rozczarowany. To jest wciąż świetny serial z zapadającymi w pamięć scenami, ale mam wrażenie jakby gdzieś pogubił się zamysł. Finałowy sezon i dostajemy odcinek przejściowy gdzie rozwijają się wątki poboczne, główny bohater siedzi w więzieniu, a dużo czasu dostają nowe twarze. Na Elize Dushku zawsze jest dobrze popatrzeć, ale czy dawanie jej tak dużo czasu jest konieczne dla opowieści? Czy nie lepiej byłoby poświęcić go dla Hioba? Lub Sugara, który tutaj się nie pojawia? Tak samo jak rodzinna drama z neonazistami. Podczas 10 odcinkowego "kolejnego sezonu" by pasowała, ale nie jako część łabędziego śpiewu serialu. Nie jestem zachwycony też krucjatą Carrie. Ogólnie mam wrażenie, że bohaterowie robią dużo różnych rzeczy, które za słabo na siebie wpływają na gruncie personalnym.

Jeszcze słówko o morderstwie. Sataniści są przedstawieni odpowiednio upiornie, a nadanie filtra tym sceną było ciekawym zabiegiem podkreślającym odrealnienie tej sceny i otumanienie narkotykami ofiary. Tylko znowu, czy chcę oglądać zupełnie nowy wątek w finale serialu? Ciekaw jestem też czy Rebecca była rzeczywiście ich kolejną ofiarą czy ktoś (Proctor? coraz więcej wskazuje na niego, co oczywiście może być świadomą zabawą scenarzystów) tak upozorował jej morderstwo.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S01E12 Last Refuge
Paradoksy podróży w czasie są tak absurdalnie prowadzone, że punktowane ich niedorzeczności byłoby bezsensownym znęcaniem się nad serialem. Choćby mój ulubiony motyw - zabijamy młodszą wersję więc starsza ginie niemalże natychmiast. Jednak gdy zmieniamy jej przeszłość wpływa to tylko na jej otoczenia, a nie samego zainteresowanego. Zero konsekwencji. Tak jak z Ripem - pielgrzym niby nie może go zabić, ale jak już Hunter oferuje się za przyjaciół jego śmierć jest jak najbardziej akceptowalna. Jednak nie o to w tym serialu chodzi. Jest akcja, jest fun z oglądania. Fajne relację między bohaterami cały czas są. Przeszkadza tylko wątek Ray/Kendra, wolałbym na to miejsce więcej Snarta. I scen akcji, bardzo je lubię w tym serialu bo kamera nigdy nie zapomina o pokazywaniu całej drużyn, a nie tworzy pojedyncze starcia. 

Ten odcinek to też fajny ukłon dla fanów Arrowverse. Odwiedziny w Palmer Technologies i dobrze znanym komisariacie Starling City niosły ze sobą wiele wspomnień. Oglądanie młodej Sary w relacjach z ojcem też było ciekawe. Tak jak starszych bohaterów z swoimi młodszymi wersjami. Szkoda, że w tą stronę nie pociągnięto historii odcinka. Zamiast tego przedstawiono sierociniec dla przyszłych Władców Czasu i młodszą wersje Ripa. Trochę zmarnowany potencjał.

OCENA 4/6

iZombie S02E06 Max Wager
Z niedopatrzenia nie mogłem włączyć kolejnego odcinka Outlander więc na szybko odpaliłem procedural za którym się stęskniłem. I było nieźle. Dobrze znowu zobaczyć Liv, Raviego, Peyton i Blaine'a. Sprawa tygodnia jak to sprawa. Trochę pokomplikowana gdzie mordercą okazał się ten najmniej podejrzany. Pretekst do kolejnego mózgu i osobowości Liv. Tym razem w głowie siedział jej nałogowy hazardzista co doprowadziło do masy przypadkowych zakładów. Zabawnie wypadły zwłaszcza te w zakładzie fryzjerskim gdzie zaliczała kolejne wizyty. Chciałbym żeby Fryzjer jeszcze kiedyś się pojawił. Lubie takie klimaty.

Oczywiście mózg tygodnia miał związek z sytuacją bohaterów. Teraz gdy Liv i Major znowu są razem pragną uprawiać seks co jest trochę ciężkie zważywszy na jej chorobę. Ravi testuje czy jest to możliwe, a Liv oblicza czy warto podjąć ryzyko.

Ciekawie też u innych postaci. Peyton usłyszała ofertę przekupstwa i pogróżki od Stecy'a Bossa, który swoją drogą miał świetne wejście. Szykuje się świetny wątek kiedy jego historia zacznie kolidować z tą Blaine'a. A właśnie, Blaine. U niego też się dzieje. Zrobił coś bardzo mrocznego - zabił dziadka by nakarmić tym mózgiem własnego ojca w ramach zemsty. Zaryzykował i niepotrzebne. Staruszek został porwany przez Majora i teraz leży w lodówie. Dzieje się.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E17 The Team
Niedomówieniem jest napisać "rozczarowanie" przy moich odczuciach dotyczących Secret Warriors. Drużyna wprost z komiksów mogąca nadać serialowi tak potrzebnego sznytu superhero została tak beznadziejnie poprowadzona. Zegarki jak z Power Rangers informujące o misji, pierwsza wspólna akcja i rozpad drużyny, która przez pół odcinka opowiada jak to się im wspaniale współpracuje. Jak ja miałem się czuć przejęty tymi wydarzeniami skoro za słabo znałem ekipę? Odbicie Culsona z rąk Hive powinno zając cały odcinek, żeby lepiej nakreślić relację między inhumans. Zamiast tego szybka i chaotyczna akcja, a potem szukanie kreta. Ni to ciekawe ni ekscytujące. I co najgorzej przewidywalne. Fałszywe tropy oczywiste i tylko Daisy była racjonalnym kandydatem na przejęcie. Inni pod kontrolą Hive nie robiliby odpowiedniego wrażenia. I teraz szykuje się kolejne nudne spięcia, kłótnie i wątek Skye/Ward. Już nie mogę się doczekać.

OCENA 3/6 

Outlander S01E12 Lallybroch
Po kilku mocniejszych odcinkach przyszło uspokojenie i niemalże sielankowa opowieść o powrocie Jamiego do swojej rodzinnej posiadłości. Trochę kłótni z siostrą, jeszcze więcej podkreślania jak się kochają i podobieństw między nimi. Było tutaj też historia o wchodzeniu w buty ojca, próbie zastąpienia go w roli dziedzica i dojrzewaniu do bycia przywódcą. Mi się bardzo podobały skomplikowane relację Claire z Janet, siostrą Jamiego i tego jak Frasierowie przejmują rolę dziedziców mimo, że nie wiedzą do końca co robią. Były też flashbacki z uwięzienia Jamiego. Ciekawe głównie z jednego powodu - filtr graficzny podkreślający czerwień angielskich płaszczy. I w sumie tyle. To bardziej obyczajowa historia o nowożeńcach powoli odnajdujących się na swoim.

OCENA 4/6

Outlander S01E13 The Watch
Cliffhanger z zeszłego odcinka został bardzo szybko rozwiązany przez co poczułem się odrobinę rozczarowany. To uczucie na szczęście szybko minęło, a odpowiedni poziom napięcia utrzymywał się przez cały odcinek. Zwłaszcza podczas scen ze Strażą gdzie Jamie musiał ukrywać swoją tożsamość i cierpliwie znosił obelgi na jakie był wystawiony on i jego rola dziedzica. Rzucano mu kolejne kłody pod nogi, szantażowano i wreszcie zmuszono do napadu. I niby nie ma tutaj nic odkrywczego, prosta fabuła, ale podana w znakomitej formie. Muzyka, zdjęcia, krajobrazy. To wszystko bardzo dobrze wypada na ekranie i serial wciąga, a to przecież najważniejsze. Podobał mi się nawet wątek porodu Jenny i zacieśnianie więzi z szwagierką. Cliffhanger znowu dostarczył - nieudany napad i Jamie porwany przez anglików. I niby to ponowne wynajdowanie koła, ale działa. I może dzięki temu wrócą bohaterowie z Zamku Leoch za którymi odrobinę się stęskniłem.

OCENA 4.5/6

Outlander S01E14 The Search
Bardzo przyjemny odcinek. Pierw szaleńcza pogoń dwóch kobiet za mężczyzną którego darzą uczuciem. Jeszcze mocniejsze zacieśnianie więzi między nimi i pokazanie jak daleko są w stanie się posunąć by odnaleźć Jamiego. Potem było jeszcze lepiej ponieważ pojawił się Murthag. Dobrze jest zobaczyć jakąś znaną twarz z Zamku Leoch. Tutaj serial zafundował kolejną wycieczkę krajoznawczą po Szkocji niczym w odcinku z zbieraniem podatków. Jednak zamiast tego była Claire przebrana w męski kostium i śpiewająca piosenkę mająca zwabić Jamiego. Nieźle wyreżyserowane sceny, sporo humoru i ładnych widoczków. Cieszy mnie brak happy endu. Zamiast spotkania z ukochanym Claire trafiła na Dougala i na wieści o stryczku dla męża. Szykuje się kolejna wyprawa z ratowaniem więźnia tylko teraz Jamie tego potrzebuje. I nie mam nic przeciwko recyklingowi motywów. Lektura serialu jest bardzo przyjemna w oglądaniu i mi to wystarcza.

OCENA 4.5/6

Outlander S01E15 Wentworth Prison
Może i fabuła Outlander jest banalna, ale jaka moc w poszczególnych scenach! Porwany Jamie ma zostać powieszony, cudem w ostatniej chwili ratuje go Black Jack Randall. Wybawienie z ręki diabła. Który sprowadził mu piekło na ziemi. Sceny w celi były kapitalne. Długie, brutalne i poruszające. Pokazano okrutnego człowieka wykorzystującego swoją pozycję, czerpiącego seksualną przyjemność na skutek znęcania się nad inną silną jednostką. Oglądanie tych scen było straszne. Zwłaszcza gdy pojawiła się Claire. Zdeterminowana żona by odbić swojego męża. Promyk nadziei, widać szansę na ratunek, wydaje się, że już, teraz. I nic. Słoneczko zgasło i jest jeszcze potworniej. Brawa dla Caitriony Balfe i Sama Heughana. Doskonała robota, strach na waszych twarzach był niesamowicie przekonujący.

OCENA 5/6

Outlander S01E16 To Ransom a Man's Soul
Wymęczyłem się na finale. Rozumiem zamysł - pokazać jak można zniszczyć w człowieku poczucie własnej godności i ostateczny triumf miłości, wybaczenia i siły woli. Jednak oglądanie kolejnych homoerotycznych scen z Jamiem i Randallem było męczące. Doceniam grę bohaterów, zwłaszcza Sama Heughana, ale gdzieś w połowie odcinka straciłem zainteresowanie flashbackami, które coraz bardziej szczegółowo przedstawiały wydarzenia w celi. Ciekawsze było jak Claire ponownie zbliżała się do męża, jak próbowała mu pomóc pomimo traumy jaką przeżywa. Końcowy cliffhanger nie był dla mnie zaskoczenie, w końcu kampania promocyjna S02 opierała się na nim. Frasierowie udają się do Paryża gdzie czynnie będą walczyć o szkocką sprawę. Boję się zmiany klimatu czekając przy tym na silniejszy wątek główny.

OCENA 4/6

Outlander S02E01 Through a Glass, Darkly
Co za rozpoczęcie sezonu. Byłem świadom powrotu Claire do współczesności jednak nie sądziłem, że tak będzie wyglądała pierwsza scena. Nie wiadomo czemu nasza zrozpaczona Angielka pojawia się w kamiennym kręgu po czym od przypadkowo napotkanego człowieka dowiaduje się o klęsce rebelii Jakobitów. Nadało to niezwykle fatalistyczny wyraz całemu sezonowi - czego nie zrobią bohaterowie nie uda się im osiągnąć założonego celu, są z góry skazani na przegraną. Nie tylko rebelia upadnie, ale rozpadnie się związek Jamiego i Claire. To będzie ciekawa droga przez najbliższe 12 odcinków. Chyba, że scenarzyści szykują kolejne bomby i jeszcze nie raz zaskoczą.

O ile pod koniec S01 to Heughan mógł się popisać swoim aktorstwem tak teraz Caitriona szalała na ekranie. Pełna smutku i rozpaczy, tęskniąc za Jamiem opowiedziała swoją historię Frankowi. Patrzyło się na nią z olbrzymią przyjemnością. Zwłaszcza gdy żegnała swoje dawne życie i ponownie przyzwyczajała się do swoich czasów. Wybuch wściekłości na wieść o nadchodzącej wojnie czy widok Ameryki - świetnie zagrane. I nawet mnie ciekawi co będzie się działo w tym przedziale czasowym. Czy pojawi się Jamie i wszystko skomplikuje? W 1x8 widziano górala i sporządzono jego portret pamięciowy, czyżby obecny Jamie za bardzo cofnął się w przeszłości i czekał 3 lata na swoją ukochaną? To by była ciekawa historia miłosna.

Francja wypada imponująco. Na razie to tylko uliczki, port i wystroje zwykłych domów. Czuć jednak, że stacja Starz musiała się nieźle wykosztować na ten sezon. Bohaterowie nie robią wiele, a to co robią początkowo rozczarowuje. Zamiast pomóc rebelii będą chcieli ją udaremnić. Co też jest ciekawym pomysłem. Jamie będzie walczył o zachowanie tradycji szkockiej, ale tak na prawdę jego czyny będą traktowane jako zdrada. Do tego jest też nowy antagonista. Potężny francuski hrabia. Wolałbym powrót znanych Szkotów, ale na to przyjdzie jeszcze poczekać.

OCENA 5/6

The 100 S03E12 Demons
Teoretycznie odcinek można nazwać fillerem. Nie wprowadza wiele istotnego dla historii, a główni bohaterowie spędzają ten czas na bieganiu po Arkadii. Praktycznie to była ważna historia opowiedziana w ciekawy, odrobinę horrorowy sposób. Tytułowe demony to duchy przeszłości nawiedzające Clarke. Wydarzenia z MW wciąż są istotne, nie można od nich łatwo uciec. Tak samo nie można uciec od aktów miłosierdzia. Akcja = reakcja. Clarke darowała życie Emersonowi, miała dość zabijania, chciała wprowadzić nową politykę. I teraz kopnęła ją to w tyłek. Niemalże przegrała, patrzyła jak jej przyjaciele umierają i ledwo udało się jej pokonać Emersona. To nauczy ją jednego - patrzenie na wydarzenia z jeszcze szerszej perspektywy.

Nie mogę odcinkowi wybaczyć zabicia Sinclaira. Za dużo zgonów przez co kolejne nie mają takiego impaktu jak mieć powinny. Rozumiem co serial chcę zrobić - wyrównać bilans strat u młodej obsady. Pokazać, że każdy kogoś traci w tym niebezpiecznym świecie. Teraz padło na Raven i śmierć jej substytutu ojca i opiekuna. Niestety zbyłem to zwykłym aha. Chociaż końcowe pożegnanie podczas palenia zwłok, Sinclaira i Lincolna, niosło ze sobą spory ładunek emocjonalny.

Sam odcinek oglądało się dobrze. Fajna opowieść o duchach na początku, potem wykorzystywanie znanych tropów i wpasowanie ich w opowieść z pogranicza sci-fi i fantasy. Cieszy też, że z antagonistą własnoręcznie poradziła sobie główna heroina. Clarke musiała sama pokonać demona, stanąć w obronie przyjaciół i zwyciężyć. Tak żeby wzmocnić jej rolę jako liderki, która przez jej odejście została zachwiana. Na szczęście wszystko wraca powoli do normy.

W Polis niestety nudnawo mimo dużej roli Johna. Powrót Emori wypadł tak sobie, tak jak wizyta Jahy. Zbyt szybko wpłynął na Ontari i przekabacił ją na swoją stronę. Na zakończenie za to bardzo ładne ujęcie z A.L.I.E. na tronie Komandora. Bóg zstąpił na ziemię i przejął władzę. Czy może raczej antychryst. Jaram się wątkiem SI i oczekuje więcej rozmów o człowieczeństwie, religii i technologii.

Inne:
- ja wiem, że to już któryś odcinek, ale nie mogę się nadziwić jak zajebiście Clarke wygląda w swoim ubraniu. Brawa dla dywizji odpowiedzialnej za kostiumy.
- Harper w tym odcinku dostała więcej linijek dialogowych niż przez cały sezon (serial?) i niech to będzie krok w dobrą stronę.
- niesamowicie podobała mi się scena gdzie wszyscy młodzi bohaterowie jadą łazikiem i rozmawiają o problemach z którymi walczą. Lubie gdy serial pokazuje jedność między nimi. A potem wspólne ubezpieczanie łazika podczas wjazdu do Arkadii. Przez moment się zachwyciłem z zupełnie banalnych powodów.
- na początku sezonu Octavia pocieszała Jaspera z powodu straty Mayi, teraz jest odwrotnie. Serial wie co robi.
- Raven dostała upgrade i dostęp do części wiedzy A.L.I.E. Teraz pytanie jakie to ma efekty uboczne. Co w tym serialu jest akurat oczywiste.
- Clarke postanawiająca od razu poddać się Emeronowi by uwolnić przyjaciół. To było głupie, nawet nie rozważała alternatyw. Chyba, że to wina wyrzutów sumienia.
- Murphy znowu ląduje w lochu. Mimo to jestem o niego spokojny.

OCENA 4/6

The Flash S02E18 Versus Zoom
Bardzo udany powrót i odcinek pełen niespodzianek mimo dość przeciętnego początku. Nie wiadomo kiedy stawka zaczęła rosnąć. Z kolejnych treningów zwiększających szybkość i użalania nad swoją prędkością historia przerodziła się w konfrontację z Zoomem. Zabawa w berka wyszła całkiem fajnie, starcie nie było prostym okładaniem się po pyskach, niosło ze sobą pewien ładunek emocjonalny. Wszystko dzięki odkrywaniu przeszłości Huntera. Paralelę do Barry'ego wyszły bardzo zgrabnie, zwłaszcza śmierć matki z rąk ojca na oczach dziecka. Szokiem była dla mnie końcówka. Parę odcinków przed końcem sezonu Zoom zdołał pokonać Flasha i odebrać mu szybkość. Gdy spodziewałem się kolejnego cudu i unikania nieuniknionego takie miłe zaskoczenie.

Wątków pobocznych nie było wiele, bardziej skupiono się na sytuacjach postaci. Najlepiej wypadł Cisco porównując się do Anakina Skywalkera bojącego przejścia na ciemną stronę mocy. Podoba mi się jak konsekwentnie jest prowadzony jego strach przed mocami i powolna akceptacja zyskanych umiejętności. Udaną scenę miała też Catlin z Iris. Pokazano trochę ludzkich uczuć u tych postaci. Fajnie wyszły też relację Joe z Wellsem gdzie dwóch ojców martwi się o dzieci. Tylko Wally "damsell in distress" mi przeszkadza.

Inne:
- dobra, skoro Wells mówi jak to seryjni mordercy na ich Ziemi-2 są niespotykani i każdy interesował się procesem Zolomana to czemu nikt go nie poznał w stroju Flasha? Rozumiem konwencje superhero i casus Clarka Kenta, ale tutaj to już przesada.
- śmierć Jaya została wyjaśniona namówieniem swojego widma z przeszłości na ten diaboliczny plan. A jednak serial w jakiś sposób wybrnął z wątku, który mocno mi zgrzytał.
- wielki minus za nie wspomnieniu o Earth-3 i spotkaniu z Supergirl.
- skoro Zoom musiał czekać na otwarcie portalu przez Cisco to czemu potem uciekając trafił do swojej jaskini na Earth-2? Przeszkadza mi to.
- wciąż nie wiadomo kim jest człowiek w żelaznej masce. "Nie uwierzylibyście" - oby!
- uczłowieczenie Zooma wypadło słabo. Oszczędził Bary'ego i porwał Catlin jakby coś do niej czuł. Wolałem go jako bezlitosnego potwora.
- serial powoli robi kierunek w stronę związku Barry/Iris. Nie chcę, oddawać mi Patty.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #182 [11.04.2016 - 17.04.2016]

SPOILEY

Banshee S04E02 The Burden of Beauty
Gdy dostaje skrócony sezon jednego z ulubionych seriali oczekuje szalonej jazdy. Taka była premiera S04 Banshee. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o drugim odcinku. Zbyt dużo retrospekcji, melancholii i cierpiących postaci, za mało fabuły i szaleństw. Pewnie gdyby nie tygodniowe przerwy między odcinkami nie czułbym niedosytu. Tak, uważam to za niepełnoprawny posiłek, przystawkę przed znakomitym daniem. Jednak mimo wszystko było dużo dobrych scen. Jak relację Rebeki z Hoodem czy mścicielka Carrie. I Brock jako szeryf. Dla przeciwwagi zupełnie niepotrzebnie rozwijany wątek neonazistów. Wystarczyłaby mafijna historia Proctora, kryminalne śledztwo, poszukiwanie Hioba i wątki osobiste.

OCENA 4/6

Banshee S04E03 Job
Takie Banshee uwielbiam. Dużo pięknie nakręconej akcji, nacisk na główny wątek i zmarginalizowanie pobocznych, ale z istotnymi scenami. Najważniejsze był Hiob. Pierw sceny z przetrzymywania, mordercze tortury pokazując wrak człowieka. Potem namierzenie Leo (serio? dopiero teraz?) i odbicie. Świetnie nakręcone sceny. Długie ujęcia z płynącą kamerą podczas pościgu, chaos i trzęsąca się kamera w wąskich korytarzach i krótka acz intensywna strzelanina. Oglądało się na jednym tchu. Dobrze, że ten wątek się nie skończył. Będzie jeszcze próba odzyskania pieniędzy i trauma Hioba, którym troskliwie zaopiekuje się Carrie.

Nie pasuje mi tylko, że uwaga tak szybko przesunęła się na Hooda. Zwycięska szklaneczka whisky, radość z powrotu ziomka zakończona aresztowaniem Lucasa. Jednak mimo wszystko dobrze się zapowiada ten wątek. Hood jest w poważnych tarapatach. Ciąża Rebeki i jego krew w jej samochodzie mu nie zaszkodzą, zważywszy na kolejne morderstwo, ale Kai może się odrobinkę zdenerwować.

Właśnie, Kai. Ależ mi się podobał jego wątek. Trapiony wyrzutami sumienia i tęsknotą za Rebeką pomaga przypadkowej dziewczynie przypominającej aparycją siostrzenicę. Ona odwdzięcza się kradzieżą, a on ją biję widząc w tym momencie Rebekę mówiącą bezpośrednio do nieog. Pojawiają się kolejne elementy układanki ujawniające odrobinę szczegółów z ich relacji. Ona niewdzięczna i chcąca więcej, on wiecznie rozczarowany. Jeszcze trochę przyjdzie czekać na wyjaśnienie tej zagadki.

Inne:
- już za tydzień Eliza Dushku. Ależ się nie mogę doczekać!
- jedna scena i Cruz zrobiła się o wiele ciekawszą bohaterką. Pracuje dla Proctora, ale nie jest jego podwładną.
- wątek Calvina - meh. Tak jak Bunkera. Rok temu było to dużo ciekawsze, teraz jest nienawiść między dwoma braćmi i kobieta pragnąca śmierci męża.
- jakie ładne filtry obrazu podczas oślepiania Hioba!

OCENA 5/6

DC's Legends of Tomorrow S01E10 Progeny
Kolejna wizyta w przyszłości, tym razem XXII wiek. Przerysowana wizja świata z megakorporacjami, śmiesznym ubraniem i pseudo totalitarnym rządem. Co się uśmiałem z tych niedorzeczności to moje. Serial bawi się znanymi motywami, nie wstydzi swojego dziedzictwa przez co wychodzi z tego strawny w oglądaniu kicz. Dlatego troszkę nie pasował mi wątek "zabij dziecko by uratować miliony". Zbyt poważny z znanym rezultatem przez co dylemat moralny był tylko pustą gadaniną. Na szczęście udało się w to wcisnąć humor w reakcjach bohaterów na całą sprawę.

Podobało mi się, że drużyna Legend jeszcze nic nie osiągnęła, a jedynie przyśpieszyli Dzień Sądu o parę lat. Miotają się jak dzieci w mgle i głównie sprzątają po sobie. Niech robią tak przez cały sezon, nie miałbym nic przeciwko.

Drażniło mnie parę rzeczy. Głównie Kendra wspominająca Cartera jakby ktoś za nim tęsknił. Za dużo melodramatyzmu, za mało konkretnego wykorzystania postaci. To samo z Jawel Staite. Fajnie, że zaliczyła gościnny występ, szkoda że jako potomek brata Raya. Z chęcią bym ją dłużej pooglądał.

Mick i Leonard! Cały odcinek trzeba było czekać na ich spotkanie, ale było warto. Pobili się tylko żeby pokazać, że nie mogą bez siebie żyć.

OCENA 4/6 

DC's Legends of Tomorrow S01E11 The Magnificent Eight
Jonah Hex! Dziki Zachód! Kowboje! Humor i akcja! Ależ to był doby odcinek. Bezpretensjonalna przygoda prowadząca do czystej radości z oglądania. Najlepsze odcinki Legends of Tomorrow to te gdzie aktorzy bawią się najlepiej i tak też było tutaj. Ray wczuł się w rolę szeryfa, Snart i Rory to idealnie rewolwerowcy, a Martin jako pewny siebie pokerzysta to mistrzostwo. Była też bójka w barze. Bójki w barze zawsze dobrze wychodziły w tym serialu. Tak jak dialogi i interakcje między bohaterami. Tym razem najpoważniejszy wątek dostał Hunter muszący wziąć odpowiedzialność za swój heroizm. Dostał też bromance z Hexem. I ja chcę to jeszcze raz zobaczyć, a najlepiej niech Jonah dołączy do obsady na przyszły sezon. XIX wieczny podróżnik w czasie, proszę.

W sumie tylko wątek Kendry mi się nie podobał. Wciąż jest wałkowane to samo - tęskni za Carterem i stara się zmienić swoje przeznaczenie. Nie mam ochoty tego oglądać. Tak samo jak przyszłego odcinka, który zapowiada się na poważniejszy. Zabójczyni polująca na młodsze wersję bohaterów. Wolałbym kolejną szaloną przygodę. Chociaż fajnie będzie odwiedzić stare Star City.

OCENA 4.5/6 

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E16 Paradise Lost
Kompletna obojętność względem wydarzeń na ekranie. Fabuła płynie dalej, Ward coś tam knuje, postacie cierpią by zyskać odrobinę głębi, flashbacki dopełniają historii, a mi to wisi. Poza fajnie wystylizowaną sceną akcji z May w białym pokoju ciężko jest mi znaleźć rzecz, która by mi się podobała. Czepiać też mi się nie chcę. Ot wspomnę jedynie o głupim planie złych by porwać samolot SHIELD, bo to był chyba plan. Jeśli to przypadkowe działanie to jest jeszcze gorzej. Bardziej zgrzytała mi historia Gideona. Ujawniono szokujący flashforward gdzie umiera i dobijano mnie scenkami z przeszłości oraz relacjami ojciec-córka. Serial drepczę w miejscu i czeka na premierę Civil War żeby zaskoczyć na finiszu.

OCENA 3/6

Outlander S01E10 By the Pricking of My Thumbs
Odcinek napakowanymi wydarzeniami. Ciekawymi, dobrze wypadającymi na ekranie i ważnymi z fabularnego punktu widzenia. Nawet wciągnąłem się oglądając trójkąt miłosny i zazdrosną Claire. Jednak najlepiej wypadały gierki prowadzone przez bohaterów. Czy to próba uniewinnienia Jamiego gdzie pani Frasier mogła pokazać pazurki albo romans Dougala i Gilles, który pozostawił za sobą trupy. I ta końcówka gdzie Claire zostaje aresztowana, a Jamiego nie ma na miejscu. Z prawdziwym zaciekawieniem włączę kolejny odcinek.

OCENA 4.5/6

Outlander S01E11 The Devil's Mark
Co za fenomenalny odcinek. 2/3 to proces czarownic i rozmowy dwóch silnych kobiet czekających na skazanie. Niesamowicie oglądało się kolejne zeznania, Neda odpierającego argumenty i histerycznie broniącą się Claire. Napięcie stopniowo wzrastało, a stawka jakimś cudem szła jeszcze do góry. Czuć było widmo nieuchronnej klęski i śmierć. Zwłaszcza gdy motłoch domagał się krwi, a wielebny Blaine umiejętnie nim manipulował. A potem okazał się, że Gilles jest jakobitą z przyszłości i walczy o sprawę. Czyli jest więcej podróżników... o czym nie było czasu zbytnio myśleć bo ruda dała swoje ostatnie wspaniałe wystąpienie. Ratując Claire potwierdziła swoje konszachty z diabłem i dała się spalić. Cóż to był za kapitalny występ!

Potem przyszło chwilowe uspokojenie. Claire w ramionach Jamiego i wielka niespodzianka. Wyznanie prawdy, tego skąd pochodzi. Znowu świetnie zagrane, pełna gamma emocji na twarzy Claire. To też przełomowy moment z innego powodu. Claire zaakceptowała swój los. Odmówiła szansy powrotu do domu i pozostała z Jamiem. Jakby chciała też wykorzystać możliwość jaką dostała i zmienić przyszłość.

OCENA 5/6

Orphan Black S04E01 The Collapse Of Nature
Czwarty sezon Orphan Black miał być powrotem do korzeni. Nie spodziewałem się, że aż takim. Premiera to jeden wielki flashback, przeniesienie się do czasów sprzed pilota. Pokazanie ostatnich dni Beth i śledztwa w sprawie morderstwa powiązanego z neolucjonistami. Zupełnie nie słusznie bałem się tego skoku w bok. Fabuła była wciągająca. Nie tylko z powodu biopunkowej stylistyki. Bardziej chodzi mi o bohaterów. Beth i nowo wprowadzonego klona M.K. Dostałem tutaj studium psychologiczne postaci, które zatracają się w sobie. Tracą własną tożsamość, negują to kim są i popadają w obłęd. Odkrycie tego, że są klonami doprowadza je powoli do szaleństwa i uwiarygadnia samobójstwo Beth. Dziwaczne wydaje się noszenie maski przez M.K. ale to też jest pewna forma wyrazu. Moja twarz nie jest moja, więc szukam zamiennika. Nie chcę być jedną z wielu, lepiej się ukrywać. Sceny w maskach wypadły trochę śmieszenie, ale też mrocznie i przygnębiająco. Mistrzostwem jest za to konfrontacja Beth z Paulem, rozmowa o toksycznym związku i braku zaufania, której napięcie jest podbudowane przez muzykę. Właśnie napięcie! Cały odcinek to jedna wielka jazda bez trzymanki. Ukłon w stronę fanów i zgrabne rozbudowywanie całej historii.

OCENA 5/6

The 100 S03E10 Fallen
Oglądam odcinek, kolejne sceny mijają, a ja siedzę zachwycony. Akcja, zwroty fabularne, szokujące wydarzenia, zmiany u postaci na których mi zależy. Działo się bardzo dużo dobrego. Czy raczej złego. Dla bohaterów. Czyli The 100 w najlepszej formie z obowiązkowymi odcieniami szarości i walką o przetrwanie. Ludzi, komputerów i całych społeczności.

Pierw Arkadia, a jeśli Arkadia to Raven. Co za fenomenalny występ Lindsey Morgan. Czasem jest odsuwana w tło, ale jak już skupi na sobie reflektory to klękajcie narody. Pierw walka z A.L.I.E. Starcie wolnej woli z maniakalną chęcią kontroli wszystkiego Sztuczną Inteligencją chcącą zawładnąć światem i rządem ludzkim dusz. Pojedynek indywidualności z religijną sektą. Próba zapanowania nad własnym umysłem będąc pod wpływem toksycznej siły. Wojna między starym i słabym, a nowym i lepszym. Człowiek kontra maszyn. Uwielbiam ten wątek. Szalony wirus infekuje ludzi, podporządkowuje ich sobie i odcina od emocji. Obecnie ci którzy walczą przegrywają. Raven próbowała zagłuszyć zmysły, atakowała się przeróżnymi bodźcami, niemalże wygrała i opracowała plan triumfu. Wszystko po to by roztrzaskano jej marzenia. Ostatecznie postanowiła poddać się A.L.I.E. tylko by osiągnąć chwilę spokoju. I znowu - Lindsey Morgan rewelacyjna gdy została fizycznym awatarem A.L.I.E. i przejęła mimikę i sposób wysławianie się portretującej ją Ericy Cerra. Może odrobinę zabrakło w tym wątku poważniejszych dialogów, nacisku na mistycyzm i konflikt technologiczny, ale zamiast tego postawiono na postacie. Wrzucono je w dramatyczne sytuację i to zadziałało. Czuć było napięcie, a o to chodzi. Zwłaszcza w scenie gdy SI torturowało Abby i zmusiło ją do technologicznej komunii i stania się częścią jej kościoła. To nie Abby był zadawano ból, a Raven. Komputerowy program w doskonały sposób rozumie ludzkie emocję i bardzo szybko znalazł najsłabszą stronę Abby - współczucie. Trochę nie podobał mi się rezultat tego wątku. Arkadia upadła i jest teraz pełna zombie. Za szybko, ale to typowy problem The 100. Jeszcze szkoda, że Clarke tak późno się pojawiła. Przeszkadza mi, że jest tak często odsuwana od głównej fabuły.

To teraz o tym co poza Arkadię. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Pierwsza scena to mistrzostwo. Związany Bellamy ogląda kto wraca, zwolnione tempo, nastrojowa muzyka i pytanie o Lincolna. Ileż emocji w tej scenie, a to tylko początek. Następnie doszło do starcia Octavii z bratem, dobrze znanego z trailerów. Co to był za moment. Ona go biję niemal do nieprzytomności,a  on się na to zgadza. Wie, że to jego wina. I teraz stara się odpokutować. Gdy ratunek dla Monytego nie idzie po myśli (suprise, suprise) wydaje się, że Bellamy będzie próbował odzyskać zaufanie Pike'a. A potem wymawia dobrze znane słowa "Moja siostra, mój obowiązek" i wiadomo, że ma plan. Wszystko kończy się dobrze - Pike'a zostaje pojmany, Kane udaje się do Polis, Bellamy odpokutowuję część win, a Octavia dobija rannego z eskorty Pike'a. Tęczę i jednorożce. Znowu jednak muszę się do czegoś przyczepić - za mało Harper. Dajcie jej wreszcie coś mówić i nie ważcie się jej zabić jak Monro.

Na koniec Polis. Tutaj może nie było tak ciekawie. Za Ontari nie przepadam mimo tego, że cytuje Waltera White. Jestem jednak bardzo ciekawy co z tego wyjdzie. Komandor wrogi Skaikru, ba rządny zemsty. Problem Pike'a został rozwiązany, ale gdy Lexy nie ma nic to nie znaczy. Sceny w Polis były ciekawe nie z powodu polityki, a Murphy'ego. On to się umie ustawić. Z więźnia został zabawką seksualną Ontari i jej doradcą. Robi to tylko by ocalić swoją skórę, ale jakże skutecznie pomaga jej zachować tron mimo braku czipu Komandorów. Tylko niech mi nie próbują go zabić! Niech robią mu złe rzeczy, ale niech jak najdłużej żyję.

OCENA 5/6

The 100 S03E11 Nevermore
Co za wspaniały występ Lindsey Morgan! Odcinek to tak na prawdę egzorcyzmy Raven. Opętana przez SI złorzeczy przyjaciołom, próbuje uciec, rani się i nastaje na swoje życie. Używa też najgroźniejszej broni jaką ma - słów. Precyzyjnie wycelowane bolę. Zmusza bohaterów do obwiniania się za to co zrobili. Za zniszczenie Góry, za śmierć Mayi. Za to kim są. Boli to szczególnie Bellamy'ego, który słyszy, że nie jest liderem, a wyznawcą. Szuka przywódcy, któremu mógłby zaufać. Morgan była tutaj fantastyczna. Związana na łóżku, pełna ekspresji i wyrachowania, w swojej grze zawarła nie tylko manierę Raven, ale również A.L.I.E. Prawdziwą przyjemnością było oglądanie jej cierpienia.

Serial ma poważny kłopot z wprowadzaniem nowych wątków i odpowiednim wstęp do większych historii, ale konsekwencję czynów prowadzi fenomenalnie. Zrobiłeś coś złego? Cierp. Clarke uciekała od odpowiedzialności, daleko od Arkadii próbowała zapomnieć o wydarzeniach z MW. Konfrontacja z Jasperem i rozmowa z Raven pokazały, że to wciąż w niej tkwi. Może udawać, że się z tym pogodziła, zrobiła co trzeba, ale to nie prawda. To zadra, która zawsze będzie ją uwierać. Tym bardziej gdy będzie słyszała słowa takie jak te:

"Everywhere you go, death follows. You always want to save everyone but what you don’t realize is you’re the one we need saving from."

Z prawdziwą przyjemnością oglądałem sceny z Bellamym. Słuchanie, że nie jest liderem nie było wcale dla niego najgorsze. Pierw musiał odbyć rozmowę z siostrą, która go nienawidzi. Wielki dół, który będzie ciężko zakopać. Ona w to nie wierzy, on jak najbardziej. Octavia wie, że Bellamy jeszcze nie odpokutował swoich win, a zdrada Pike'a była egoistycznym działaniem. Dlatego cieszy, że teraz zobaczył konsekwencję swoich czynów. Ofiary wojny zazwyczaj są kolejnymi twarzami, ale zobaczenie konsekwencji swoich działań w postaci sierot dotyka. Krótka rozmowa z Nilah - świetnie zagrane. 

Jasper przez cały sezon jest torturowany w jeden skuteczny sposób - śmiercią Mayi. Wystarczyło, że Raven o niej wspomniał i ten wpadł w złość. Jednak większym przeżyciem było ponowne spotkanie z Clarke i jego niechęć do niej, obwinianie za to zrobiła. Nawet był bliski zemsty roztrzaskując czip z Lexą, by A.L.I.E. go nie dostała. I co to była za scena! On zdesperowany by ratować Raven i pełen rozpaczy okrzyk Clarke, że to Lexa. Rzadko, który serial wywołuje we mnie tyle emocji co The 100. Czasem trzeba wątku, niekiedy jednej konkretnej sceny, ale zdarza się, że wystarczą zdania lub pojedyncze ujęcia.

Jakby tego wszystkiego było mało Monthy dostał kolejną historię. A.L.I.E. znowu wykazała się zrozumieniem. Chciała wykorzystać ludzkie emocję i obrócić je przeciw Monthyemu. Zwieńczeniem tego wątku było zabicie własnej matki by ratować Octavię. Ja wiem, że The 100 nie boi się pokazywać kontrowersyjnych motywów, ale to było mocne. Jeden z bohaterów matkobójcę. Niesamowita scena. Pierw strzał ostrzegawczy w ramię, potem w klatę i ostatnie, pełne niedowierzania spojrzenie na syna, jakby ludzkie emocję na chwilę wzięły górę. Początkowo mógł sobie to racjonalnie tłumaczyć - ratował przyjaciółkę, a to nie była jego matka. Tylko końcówka udowodniła, że można ją uratować. Monthy miał zbyt dobre życie, musiał dostać ranę, która będzie się długo zabliźniała, a może jeszcze po drodze ropieć i wpłynąć na finał sezonu. 

Fabularnie w tym odcinku było niewiele - okazało się, że druga SI jest potrzebna do zniszczenia A.L.I.E. i uratowano Raven. Mało. To był jednak odcinek napędzany historią bohaterów i to wyszło doskonale. Zabrakło mi jednak kilku rzeczy - zbyt słaba reakcją na powrót Clarke, rozmów A.L.I.E. z Clarke i Clarke pytającej się o Lincolna. Można z tego było wyciągnąć ciut więcej. 

OCENA 4.5/6

Vikings S04E08 Portage
Przez chwilę myślałem, że wrócił stary Ragnar. Geniusz i przywódca zdolny poprowadzić swoich ludzi na Paryż. Jego plan okazał się błyskotliwy - przenieść łodzie do innego koryta rzeki i w ten sposób ominąć forty. Zdjęcia pokazujące realizację planu robiły wrażenie. Szkoda, że to był jedynie przebłysk dawnego Ragnara. Wciąż jest uzależnionym szaleńcem, który coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością. Odkupienie wciąż istnieje, nie można oceniać tych ludzi współczesną moralnością, ale zabicie niewolnicy na oczach synów tylko po to by zdobyć narkotyk to skaza, której się nie spodziewałem zobaczyć. Serial poważnie traktuje swoich bohaterów i to mi się podoba.

U Wikingów nie było więcej istotnych wydarzeń. Parę krótkich scen z operacji Ragnara czy wizja Erlundera zabijającego Bjorna. Więcej działo się w Kattagat, ale niezbyt interesującego. Hadbar romansuje, a Ashlaug wcieka się z tego powodu. W zeszłym sezonie ten wątek nie działał, teraz jest podobnie.

Dużo więcej w Paryżu i Wessex. Dwie kolejne ważne śmierci odcinka. Odon zaplątał się w własną intrygę i stracił życie. Wzmocniło to pozycję Rollo i Rolanda. I delikatnie czuć kurs kolizyjny między tą dwójką. W Anglii ubito Kwintryh. Tutaj niestety nadziałem się na spoiler. Nie wiedziałem jednak, że to Judyta jest odpowiedzialna za jej śmierć. Coraz bardziej mi się podoba jak jest prowadzona, a scenarzyści upodabniają ją do Eckberta.

OCENA 4/6

Vikings S04E09 Death All 'Round
Jak w tytule odcinka. Kolejna śmierć, tym razem padło na Elrandura. I nie powiem żebym się przejął. Nawet pomyślałem "najwyższy czas". Za długo jego wątek pozostawał na uboczu i niepotrzebnie komplikował historię Bjorna. Jego koniec został poprowadzony w spodziewany sposób - zginął z rąk Torvi. Nie zdziwiłbym się gdyby taki był plan Bjorna, który talent do intryg odziedziczył po ojcu. W odcinku zginęła również Siggy. Kolejna śmierć, która mnie nie ruszyła, ale jestem ciekaw jak to wpłynie na jej ojca i sytuację Ashlaug. Wygląda jakby w serialu miało dojść do jeszcze kilku ważnych zgonów w tym sezonie. Osobiście obstawiał Rollo. Aktor dostał główną rolę w serialowym Taken więc byłoby to spodziewane, a nie sądzę żeby w inny sposób udało się go wypisać z serialu.

Rozczarował Rzym. Jedna ulica i wnętrza pełne przepychu. Jak coś ma być słabo pokazywane już lepiej tego nie robić. Wynudziły mnie też uroczystości. Koronacja Ekberta i mianowanie Alfreda na obrońce wiary. Zgodnie z zamiarem to drugie wyszło karykaturalnie, ale wolałbym patrzeć na wikingów. Jak chociażby na więcej scen w stylu otwarcia odcinka. Wikingowie łupią więc powinni łupić więcej francuskich wiosek.

OCENA 4/6