Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halt and Catch Fire. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halt and Catch Fire. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 sierpnia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #150 [10.08.2015 - 23.08.2015]

Piękna jubileusz, 150 wydanie cotygodniowej kolumny przedstawiającej moje wrażenie z obejrzanych seriali. Wiekopomna chwila. Jak je najlepiej uczcić? Pierwszym w historii niezapowiedzianym zdjęciem z ramówki i przełożeniem odcinka o tydzień. Zdarza się. Nie będzie żadnego tłumaczenie bo wiem, że już nie możecie się doczekać mięska. Trochę się tego zebrało przez te 2 tygodnie.

Sezon zbliża się wielkimi krokami więc coraz więcej informacji o powracających serialach przedostaje się do fanów. I jak zwykle są rzeczy mocno spoilerowe więc ostrzegam. Jednak kogo nie cieszy info o powrocie Sarah Shahi do Person of Interest na 8 lub 9 odcinków? Jednak opóźnienie premiery wyszło serialowi na dobre, a aktorka mogła dłużej odpocząć po ciąży. Krótszy sezon stanowi też nowe wyzwanie dla scenarzystów i liczę na spójniejszą fabułę pozbawioną fillerów. Wciąż nie wiadomo czy to ostatni sezon. Ani prezydent CBS, ani showrunnerzy PoI. Zadecyduje oglądalność. Jak zwykle.

Powrót Shaw do serialu był dla mnie czymś oczywistym. Nie wyobrażałem sobie żebym oglądał ostatnie odcinki z jej udziałem i ten news potraktowałem jako formalność. Inaczej było z ogłoszeniem Constantina o aparycji Matta Ryana w Arrow. Plotki plotkami, ale było do końca im nie mogłem zaufać. Niby uniwersum DC, ale różne stacje, a to zawsze powoduje kłopoty. Debiut Johna będzie związany z Jamami Łazarza, pewnym Kanarkiem i Legends of Tomorrorw. Wciąż jednak nie znalazłem info czy wydarzenia z jego serialu są kanoniczne w stosunku do tych od The CW. Przy okazji - kolejny raz poinformowano, że Supergirl nie dzieje się w tym samym świecie co Arrow i The Flash. Póki nikt nie wpadnie na pomysł alternatywnych wymiarów. Oh wait.

Jesteście fanami seriali Showtime? Ja kiedyś byłem. Jednak jeśli oglądacie Ray Donovan i/lub Masters of Sex może się cieszyć. Obydwa tytuły powrócą na czwarty rok. Pewnie i piąty bo nie ma wzmianki o final season, a zwykle tak ta stacja kończy swoje seriale. Jeśli wciąż wam mało to w styczniu debiutuje Billions z Damianem Lewisem dziejące się w świecie finansjery. Zwiastun wygląda imponująco i można liczyć na mocny pierwszy sezon. Bo to Showtime. 

Ja jednak dużo bardziej czekam na Westworld. Bo HBO, bo sci-fi, bo Nolan. Na TCA 2015 pokazano 20 sekund zajawki i robi wrażenie. Szykuje się kolejny killer w ramówce stacji, obok zapowiedzianego całkiem niedawno Vinyl. Natomiast jeśli czekacie na Utopię i tą komedię z teledyskami od Finchera to przestańcie. Poszło o kasę. 

Pozostając przy serialach HBO. Pojawiły się kolejne informację o pracach nad filmem Deadwood. Miały być dwa i kończyć wątki z serialu, ale jak widać rodzą się w bólach. Teraz nadzieje fanów wzrosły jak nigdy. Jeśli dojdzie do oficjalnej zapowiedzi to pierwsze co zrobią to odpalę pilot serialu bo to jeden z tytułów z mojej półki wstydu.

Były radosne wiadomości to teraz trochę gorczycy. Haven zostało anulowane. Czy raczej skończone bo twórcy obiecują satysfakcjonujący finał. Premiera ostatnich 13 odcinków 8 października.

Jak zwykle pojawiły się zupełnie nowe projekty, która mogą na zawsze utknąć w limbo. Jeff Davies bierze się za serial o wampirach. I mnie to cieszy bo jestem bardzo ciekaw do czego jest zdolny twórca Teen Wolf. Wolałbym jednak by nie był to kolejny serial o nadnaturalnych stworzeniach. Natomiast ABC dalej bawi się w spin-offy Agents of S.H.I.E.L.D. Powrócił pomysł na serial o Mockingbird. Boję się, że docelowo ma on zastąpić agentkę Carter. Niby potencjał jest, ale powoli zaczynam odczuwać przesyt i zobojętnienie.

Jeszcze czytacie? A może macie ochotę coś obejrzeć? Zwiastuny dobre na wszystko. Zwłaszcza takie fajne jak nowa zapowiedź Heroes Reborn. Wystarczyła tylko muzyczka by wyskoczył mi banan na twarzy. Śmiałem się też na nowym trailerze Ash vs. Evil Dead. Na kilka sekund pojawiła się zjawiskowa Lucy Lawless. Do śmiechu nie ma nic na pierwszym materiale z The Last Kingdom od BBC. Jeśli oglądacie Vikings to tutaj będzie można zobaczyć mniej więcej ten sam konflikt tylko od drugiej strony.

Na zakończenie przypominam, że w nocy z niedzieli na poniedziałek zadebiutował spin-off The Walking Dead czyli Fear The Walking Dead w niektórych kręgach znane jako The Walking Dead: Los Angeles. Zombiaki w wakacje? Chyba nikt nie ma nic przeciwko. Amerykanie t potwierdzają bo premierę obejrzało na żywo ponad 10 milionów osób... Chciałem przyrównać t cyferki do tych Halt and Catch Fire bo ta sama stacja, ale mi się smutno zrobiło...

SPOILERY


Halt and Catch Fire S02E10 Heaven is a Place
Jeśli finał drugiego sezonu okaże się ostatnim odcinkiem bardzo pogniewam się na AMC. Serial ma fatalną oglądalność, ale kreatywnie to obecnie czołówka telewizji. Mając The Walking Dead w ramówce stacje stać by utrzymać tą niszową perełkę jeszcze przynajmniej przez rok i sprawdzić czy zostanie dostrzeżona na rozdaniu kolejnych nagród na co zasługuje.

Ostatni odcinek spina wątki, zbliża postacie do siebie i wprowadza małe trzęsienie ziemi. Jest osobisty jaki i ma znaczenie dla życia zawodowego bohaterów. Jest to finał słodko-gorzki, satysfakcjonujący, sprawiający że chcę się więcej, ale też dobrze działający jako finał serialu, jeśli tym się stanie. Joe ponownie osiągnął sukces znowu stając się aroganckim manipulatorem, rodzina Clarków się pogodziła, Bosworth wrócił do firmy, a Mutiny czeka nowy start w Krzemowej Dolinie. Jakby chciano nam pokazać, że bohaterowie uczą się na błędach, zmieniają, ale niektóre zmiany są pozorne. Bardzo chciałbym dalej oglądać ten serial bo widzę w nim ogromny potencjał. I jeśli ktoś go nie widział to dajcie szansę. Warto.

Inne:
- Donna nie radząca sobie w kuchni i jej mężunio karmiący dziewczynki. Zupełna odwrotność tego co było rok temu.
- Joe na rozmowie o pracę i jego załamanie, po czym rozmowa z Gordonem i wcielenie w życie jego szatańskiego planu. Oglądanie firmy rozwijającej antywirusa - chcę.
- kapitalnie nakręcona scena rozmowy między Cameron i Donną o małżeństwie i wyprowadzce do LA. Zwłaszcza to jedno długie, ponad 2 minutowe ujęcie z powoli zbliżającą się kamerą na płaczącą Donną. Albo potem rozmowa w domku dla dziewczynek i ultimatum stawiane mężowi. Kerry Bishe zasługuje na wszystkie pochwały za tę role.
- nerdy w samolocie - pocieszny widok. Oglądałbym cały odcinek o ich podróży na zachód.
- Joe kupujący przestrzeń biurową i ostatnie ujęcie zapowiadające budowanie czegoś wielkiego. A może to siedziba dla Mutiny? To byłoby ciekawe. Jednak to raczej dawny Joe pragnący osiągnąć sukces za wszelką cenę.

OCENA 5/6

Mr. Robot S01E07 eps1.6_v1ew-s0urce.flv
Początek odcinka jest zaskakujący i gra na emocjach widza. Widzimy pierwsze spotkanie Shayli i Eliota, moment gdy wprowadza się do mieszkania. Dziewczyna z sąsiedztwa, pewna siebie szybko nawiązuje znajomość i zrozumienie z nieśmiałym chłopakiem. Ich rozmowy są radosne, wszystko utrzymane w ciepłych barwach. Pojawia się też temat narkotyków. Shayla załatwi Elliotowi to co chce od szalonego dilera. Potem odchodzi w rytm radosnej muzyczki. Scena niczym z komedii romantycznej. Problem jest znany, tragiczny koniec.

Dalsza część odcinka dzieje się po miesięcznym przeskoku w czasie co okazało się dobrym pomysłem. Elliota jest mało. Głównie akceptuje śmierć dziewczyny. Słyszy słowa pocieszenie, ale ich nie rozumie. Chłodno analizuje sytuację, próbuje to przełożyć na komputerowy język. Jednak jest dręczony wyrzutami sumienia. Działa tutaj prosta reakcja - im dłużej coś ukrywasz tym silniej wybuchnie. Nie wytrzymuje, musi się komuś wygadać.Tą osobą jest terapeutka z której wcześniej zrezygnował. Mówi o swoim życiu, przyznaje się kim jest, że ma problem. To była prawdziwa bomba. Nie pierwsza w tym odcinku.

Równie szokująca była scena z Tyrellem. Przez ten miesiąc tłumił w sobie złość i odrzucenie. Nie jest przyzwyczajony do przegrywania. W chwil frustracja zwalnia pracowników. Jednak to mu nie pomaga. Wciąż żywi urazę do Knowlsów za grę w której przegrał mimo, że to on ją zaczął. Mamy dalszy ciąg dziwnych relacji między nim, a Sharon. Ona świadoma władzy nad nim bawi się. On gra. Tak to przynajmniej wygląda. Potem następuje coś zupełnie niespodziewanego. Już wcześniej pisałem o jego nieobliczalności. Skoro na chłodno mógł pobić bezdomnego to do czego będzie zdolny pod wpływem emocji? Morderstwa. Scena początkowo wyglądała na seks na dachu, potem scenę gwałtu, skończyło się zabójstwem. Coś zupełnie niespodziewanego, zaogniającego sytuację przed finałowymi odcinkami. Oglądanie gry Martina Wallstorma i rekcję jego postaci na to co zrobił było przyjemnością.

Gdzieś tam w odcinku mamy kolejne sceny z Darleen i Mr. Robotem. Fsociety się skończyło, a teraz odbudowuje. Powoli i w bólach. Tak więc ten serial nie jest o konspiracji tylko m.in. o ludziach chcących zmienić świat. Wyjawiono motywację choćby Trenton i widać, że nie ma tutaj płytkich postaci, każda skrywa jakąś historię.

Najmniej interesujący był wątek Angeli. Szara myszka dalej nie jest pewna tego co robi. Boi się konfrontacji ze swoim straszydłem, a gdy do niej dochodzi czuje się niepewnie. Jednak dąży do prawdy, chcę wiedzieć jak zginęła matka i jak zostało zniszczone jej życie. Paradoksalnie wywołuje lawinę. Przyznaje się do błędu jaki popełniała co będzie końcem AllSafe przez co dziesiątki ludzi straci pracę. Walcząc o sprawiedliwość niszczy życie ludzi, którzy byli jej przyjaciółmi. Jakby tak się zastanowić to w serialu są niemal wyłącznie antybohaterowie.

Inne:
- wybuch złości Mr. Robota i jego szaleńczy śmiech w rozmowie z Romero. I pomyśleć, że kiedyś uważam Christiana Slatera za słabego aktora.
- scena morderstwa Sharon została świetnie nakręcona. Różne kąty kamery, w tym proste, przebitki na bijące nogi o podłogę, ujęcia twarzy zabójcy i muzyka ucinająca się w dramatyczny sposób w momencie gdy Wellick zdaje sobie sprawę co zrobił.

OCENA 5/6

Mr. Robot S01E08 eps1.7_wh1ter0se.m4v
Dawno nie miałem takiego mindfucka podczas oglądania serialu. Tutaj co odcinek jest jakiś gwóźdź wbijający się pod czaszkę, nie dający spokoju i wprowadzający jeszcze większe zamieszanie. Chyba pierwszy prawdziwy następca Lost pod tym względem. Ten odcinek zaczął się zaskakująco. Od Darleene zdobywającej broń od swojego chłopaka/kochanka, o którym nic nie wiadomo. Jest przez nią wykorzystywany? Wiążę się z końcowym celem fsociety? Nie wiadomo. Jednak prawdziwym zaskoczeniem było spotkanie Darlenee z Angelę na lekcji baletu gdzie zachowywały się jak dobre przyjaciółki rozmawiające o Elliocie. Nie ma to jak bomba na początku. A serial miał w zanadrzu coś jeszcze lepszego.

Od początku wiadomo, że nie można ufać temu co jest na ekranie. Przecież Elliot używa nazwy Evil Corp z innymi ludźmi, którzy na to nie reagują. Tutaj trzeba kwestionować wydarzenia by się nie zaskoczyć, snuć teorię, a gdy twórcy zaczną wyjaśniać, zastanawiać się o co chodzi. Internet obstawiał, że Mr. Robot to podświadomość/alternatywna wersja Elliota. Serial dalej się tym bawi, ale ma więcej do zaoferowania. Darlenee okazała się siostrą Elliota. Jednak nie w telenelowaty sposób. Elliot o tym zapomniał. I to był punkt zwrotny odcinka, a może i serialu. Bohater zdał sobie sprawę z własnego szaleństwa, zaczął wszystko kwestionować, próbował zrozumieć kim jest, odkryć swoją tożsamość. Odszukał płytę, która powinna mu to powiedzieć, a tam zdjęcia Mr. Robota. Który okazuje się jego ojcem. I pytanie - czy on jest rzeczywisty czy nie. Chcę następny odcinek. Już. Teraz. Zwłaszcza jak ma wyjaśniać tajemnicę w taki sam sposób jak teraz. Mistrzowsko kręcąc kolejne sceny i w przemyślany sposób łamiąc czwartą ścianę co jest wynikiem szaleństwa głównego bohatera co jeszcze bardziej angażuje widza w oglądanie serialu.

Działo się też u Wellicka. Morderstwo było szokujące? To co powiecie na jego związek z fsociety i Mr. Robotem? Ich rozmowa była kompletnym zaskoczeniem. Jak ta dwójka się ze sobą związała? Jakie są ich cele? Martin Wallstorm miał kolejne świetne sceny gdy odgrywał szok po morderstwie. Pierw otępienie i droga do biura, a potem apatia w rozmowie z detektywami i ratunek ze strony żony. Nie wiem jak się z tego wygrzebie, ale to zrobi.

Oglądając osobiste historię bohaterów i odkrywając kolejne powiązania przestaje mnie obchodzić wątek Dark Army i wielkiej konspiracji mającej na celu zniszczenie światowego rynku. Jasne dalej ciekawe, ale schodzi na dalszy plan. Jednak koncepcja hackowania czasu wypadła bardzo fajnie.

OCENA 6/6

Power Rangers S17E18 Belly of the Beast (2)
Zord w kształcie latającego wieloryba i komentarz Ziggiego, że to niedorzeczne. Witamy w świecie Power Rangers! Sam odcinek był bardzo dobry. Misja zniszczenia maszyny zagłady i powrót do fabryki z przetrzymywanymi pracownikami (był nieźle rozpisany dylemat moralny i pompatyczna mowa o obowiązku, która wyszła naturalnie), jeszcze bardziej dramatyczna konfrontacja z uczącym się potworem Venijxa, kolejne wskazówki o siostrze Dilliona, rozwijanie relacji między bohaterami oraz widowiskowe walki, które nie nudziły. Ciężko mi się do czegoś przyczepić w tym odcinku. Masa onlinerów i cudownych zachowań postaci dopełniają całości.

OCENA 5/6

Power Rangers S17E19 Three's a Crowd
Początek odcinka to Dillion zabawiający się zegarkiem. Myślę, że znowu będzie rozgrywany wątek jego siostry. Nic z tego. Został ledwie wspomniany, a odcinek można potraktować jako filler. Całkiem zresztą udany. Pierw wyprawa na zakupy i głupia acz efektowna walka z bandytami próbującymi okraść sklep. Ziggi jak zwykle rządził zabawiając się podczas walki bitą śmietaną. I nieudolnie teleportując się podczas pościgu. Mistrz. Były również inne starcia i te z udziałem zordów, ale to z zwykłymi bandytami było najprzyjemniejsze w oglądaniu.

Cieszy konsekwentne prowadzenie wątku zordów. Nie są to wszechpotężne maszyny nad którymi rangersi mają całkowitą kontrolę. Trzeba się uczyć nimi sterować, Doktor K bada je i śledzi ich schematy, a kolejne ewolucję Megazorda są fajnym pomysłem. SkyRev Megazord jest przekombinowany i dziwaczny, ale fajnie oglądać wszystkich wojowników w jednej kabinie.

Mimo zapychaczowego charakteru odcinka miał on ciekawą historię polegającą na rozwijaniu postaci Gema i Gemmy. Dalej żyją z mottem "blow things up and ask questions later" na ustach. Jednak coraz częściej pakuje ich to w kłopoty i zaczynają zdawać sobie z tego sprawę. I uczą się konsekwencji własnych czynów. Strasznie mi się podobała końcowa scena z dwóch powodów. Pierw to naprawianie drzwi w sklepiku gdzie wpadli z hukiem chcąc walczyć z złodziejami. Zawsze mnie zastanawiały losy tych randomowych ludków, których dobytek jest niszczony podczas walki tych dobrych. A tutaj mamy powrót i pomoc w naprawie. Niecodzienny widok. Jednak jeszcze bardziej podobał mi się sam koniec gdy Gem i Gemma jadą na akcję z rangersami zamiast jak zwykle sami ruszyć na miejsce. Można napisać, że drużyna ostatecznie się uformowała.

Inne:
- Tanaya 7 bawiąca się nową bronią i niszcząca mechakitowców. Jak ją lubię jej arogancki charakterek i onlinery np. tutaj rzuciła "enlightening experience" strzelając ze swojego boltguna.
- absurdalny humor PR w pełnej krasie. Pierw karnawałowy potwór z balonami, a potem pływające zordy. Tak, pływające kraulem zordy. Gdy myślisz, że mało rzeczy cię zdziwi w serialu jest pokazywane coś takiego.

OCENA 4.5/6

Power Rangers S17E20 Heroes Among Us
Odcinek kontynuuje wątek relacji Scotta z ojcem. I mimo ciekawego wykonania dalej uważam, że jest to najnudniejszy subplot sezonu. Tym razem Scott ma problem z tatusiem bo po misji Gem zostaje odznaczony medalem, a on nawet nie został zauważony przez ojca. Gniew skierowany w jego stronę, chęć udowodnienia czegoś i pogłębienie przyjaźni z Gemem. Dobrze to poprowadzono. Zwłaszcza, że natknęli się na grupę jeńców, którym uratowali życie. Natomiast końcowe wyznanie Scotta to typowy twist scenariuszowy gdzie bohater przyznaje się do błędu, ale też działało.

Ja jednak z tym odcinkiem mam problem. Wiąże się z realnością świata przedstawionego. Ja wiem, Power Rangers, trzeba wiele wybaczyć. Potrafię, ale nie takie rzeczy. Mianowicie Scott nigdy nie dostał medalu za to, że niezliczoną ilość razy ratował Corinth. Gemowi wystarczyła jedna akcja, mała dziewczynka i dość przeciętna walka. Coś mi tutaj nie pasuje. Głupio działała też kopuła i bramy miasta. Postacie kiedy chcą opuszczają Corinth, a gdy wracają wojsko wychodzi na zewnątrz by im pomóc zamiast wprowadzić ciężarówkę do środka i szybko zamknąć bramę. Brak w tym spójności.

Inne:
- Scott używający swojego miecza jako hoverboard, slalom między pociskami wystrzelonymi przez Venixja i efektowny finał starcia. Kozak. Serial jest stworzony do takich akcji.
- nieudany podryw Ziggiego - biedaczek. Chciałbym by pokazali sceny podczas gdy wojownicy są w cywilu i żyją swoim życiem.

OCENA 4/6

Power Rangers S17E21 Not So Simple
Flynn i Gemma! Chcę ich więcej. Tak bardzo proszę. Wystarczył jeden odcinek, a ja się zakochałem w tym duecie. Ona nabrała więcej charakteru, nie jest tylko by uzupełniać brata, a tworzy samodzielną postać, wciąż od niego zależną. Dzięki Flynnowi mogła się samorealizować, bawić się technologią i zrozumieć lepiej Niebieskiego Wojownika. Natomiast dzięki temu odcinkowi Flynn mógł przejść krótką drogę od zbyt pewnego siebie mechanika, który niemal doprowadza do upadku Power Rangers do tego który ich ratuje zyskując przy tym (kolejny przecież już raz) szacunek Doktor K. Przyjemnie się oglądało montaż gdy ta dwójka pracowała nad Kołozordem, ale najlepszym momentem był team up Gemmy i Flynna w walce z Tanaya 7. Toż to było fantastyczne starcie z efektowną choreografią. Szkoda tylko, że całość była złożona z dziesiątek cieć przez co mimo niezaprzeczalnej efektowności oglądanie tego męczyło.

Inne:
- Awesome diary z dinozaurem i pastelowe rysunki. Nawet infantylność Gema i Gemmy mi się podoba w tym serialu. Takie to urocze.
- zord w postaci morfującego koła w mecha. I walka z  wojowników z tymże kołem. Kochane Power Rangers!
- Tanaya 7 i jej niesubordynacja względem Venjixa. Dobrze, niech coś się zacznie dziać u tych złych

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E01 We Need to Talk About Kevin
Po finale 7 sezonu nie miałem zbytniej motywacji by zasiąść do oglądanie. Cliffhanger mnie nie zachęcił dlatego tak długo zeszło bym zabrał się za dalszy ciąg nadrabiania Supernatural. Wróciłem i boję się, że tylko na chwilę. Ten odcinek był przeciętny. Kilka fajnych scen, kilka nudnych i tyle. Zawiązano akcje, pokazano jak bohaterowie zmienili się przez rok i rzucono kilka tajemnic, które potem będą rozwijane. Dean trochę zdziczał w czyśćcu i by przetrwać musiał zawiązać sojusz z wampirem. Myślałem, że trochę stwardniał, zrobił się z niego większy badass. Nic z tego. Prawie rozłożył go pierwszy lepszy demon. Tak więc boję się, że jego historia będzie się kręciła w okół tego jaki on biedny i czego to on nie przeżył gdy Sam wiódł sobie spokojne życie. Spokojne życie które niezbyt kupuje. Dziwnie poprowadzono postać i niestety przypomina to wątek Deana.

Cieszy mnie powrót Kevina. Każda powracająca postać w Supernatural to pewien plus, a prorok jest bardzo sympatyczny. Nawet umie wykiwać samego króla piekła i buduje zmyślne pułapki. Tylko coś mi się wydaje, że nie mówi wszystkiego bracią. Sam motyw zamknięcia bramy do piekła taki sobie. Jednak jeśli będzie powiązany z finałem drugiego sezonu to nie mam nic przeciwko.

OCENA 4/6 

Teen Wolf S05E07 Strange Frequencies
Niby w odcinku działy się ważne rzeczy - próba złapania Doktorów i ratowania Haydan, ale mnie niezbyt to wciągnęło. Całość się dłużyła, brakowała napięcia i było sporo scen zapychaczy. Nie mogłem się przejąć tym co dzieje. Były momenty jak torturowanie postaci w szkole, ale to za mało. Nic też nie wyjaśniono, nie dano nowych zagadek, a cliffhanger mnie nie ruszył. Hayden i Liam złapani, a mama Scotta znalazła w kuchni ciało, prawdopodobnie ofiarę Kiry. Jest potencjał w tych wątkach bo całość jest wciągająca, ale niech poprawi się wykonanie bo pojedyncze fajne sceny to za mało. Poprawiły się za to sceny walki, o czym znowu piszę. Pojedynek Kiry z mamuśką był efektowny i okraszony niezłym montażem i ujęciami kamery. Zwłaszcza fajnie się oglądało walkę zza okiem.

Inne:
- Hayden nokautująca Liam gdy zobaczyła jego wilkołaczą twarz. Lubię ją!
- montaż przypominający miłość Kiry i Scotta - po co? Jakby serial chciał ją zabić i przypomnieć co było. Ale jakby miał to robić to już w tym odcinku. Bez sensu, niepotrzebnie zmarnowali trochę czasu antenowego.
- rozmowy Theo i Stillsa w samochodzie, a potem Theo ratujący mu życie. Coś mi się wydaje, że niedługo zrobi się fajny trójkącik nieufności z nimi i Scottem.
- wizja Parrisha z Lydią. Creepy, zwłaszcza jej końcówka. Ogólnie w odcinku dużo brutalnych momentów jak choćby wyrywanie języka czy sidła w szkole.
- Mellisa i szeryf! Więcej ich!

OCENA 4/6

Teen Wolf S05E08 Ouroboros
Sporo lepiej. Odcinek ciekawy, dużo się działo, dobre dialogi, szczypta humoru i nowe oraz wyjaśnione tajemnice. Podobała mi się klamra. Pierw Deaton odgrywa w (prawdopodobnie) Rosji miejsce eksperymentu Doktorów i spotyka Desert Wolf. Natomiast na samym końcu odcinka dochodzi między nimi do rozmowy gdzie okazuje się, że wyrodna mamusia chcę zabić Malię. Czyli mamy historię na sezon 5B.

Sam odcinek miał dwie historię. Pierwsza to poszukiwania Liama i Hayden. Scott desperacko stara się ich odnaleźć, za wszelką cenę chce pełnić rolę liderą i coraz bardziej w siebie wątpi. Zwłaszcza na końcu gdy to Theo ich ratuje, Scott czuje się niepotrzebny. Martwi się też o wszystkich i tylko matce może się na ten temat zwierzyć. Zdaje sobie sprawę, że coś niedobrego dzieje się z jego przyjaciółmi, jakby coraz bardziej się od siebie oddalali. Czy ma w sobie tyle siły by to naprawić?

Druga linia fabularna była związana z Kirą i jej morderstwem. Pierw Melisa zadzwoniła do szeryfa po pomoc co ostatecznie doprowadziła do kłótni między nimi. Ciekaw jestem co się będzie działo z postawą Stilinskiego gdy dowie się co zrobił jego syn. Teraz jego decyzja doprowadziła do aresztowania ojca Kiry i kolejnego zaginionego ciała. Nie rozumiem tylko jak Stiles wpadł na trop Parrisha. Trochę za łatwo, tak jak wymiganie się Kena od odpowiedzialności. Sama historia przemienienia Kiry przez Doktorów na razie o niczym. Zmusiła ją do ucieczki i tyle. Oby nie był to prosty sposób wypisania bohaterki z serialu.

OCENA 4.5/6

Teen Wolf S05E09 Lies of Omission
Kolejny odcinek typu character driven story gdzie nacisk położono na Scotta. Przestał być prawdziwym przywódcą, jego wataha jest już tylko iluzoryczna. Kłamstwa, nieufność i zatajanie prawdy ich wyniszczyło. Alfa stracił pewność siebie, przegrywa kolejne walki, a ludzie giną. Jednak najgorsze jest, że nie wie komu ufać. Theo, który już nie raz go uratował opowiada mu historię Stiles i ten w nią wierzy. Przekreśla swojego przyjaciela, ale też nie potępia go całkowicie. Jest w takiej sytuacji, że zostały mu ideały, a jednym z głównym pryncypiów jest "nie zabijaj". I tak się trzyma, nawet w absurdalny sposób. Kolejnym jego przyrzeczeniem jest "nie przemieniaj". Nawet jeśli jest to jedynym sposobem uratowania Hayden. Kolejna jego życiowa kotwica, która doprowadzi do konfliktu z Liamem. Podoba mi się jak scenariusz torturuje stado, ale chciałbym by niedługo zaczęto naprawiać to co między nimi najważniejsze. Jednak flashforward z pilota 5 serii tego nie zapowiada.

W odcinku błyszczał również Theo. Wcześniej wydawał mi się jednowymiarowym pionkiem Doktorów. Jak się okazuje ma całkiem bogate motywację. Szuka przynależności, nie chcę być wyrzutkiem i w socjopatyczny sposób znalazł dom w stadzie Scotta, nawet jeśli niszczy je od środka. Opowiada kłamstwo Scottowi, jeszcze jedną alternatywną wersję wydarzeń ojcu Stilesa i osiąga cel - wprowadza chaos oraz zwiększa sympatię do siebie. Jego cel wciąż jednak pozostaje tajemnicę. Zarówno osobisty i ten nadany przez Doktorów. Co jest już troszkę irytujące.

Dalej podoba mi się co dzieje się z Malią. Wcześniej aspołeczna, szukająca najpsotniejszego rozwiązania nawet jak miałoby to być morderstwo teraz brzydzi się śmiercią. Ma jej dość, nie może znieść kolejnych ofiar, za co też się obwinia. Ciekawie wypada to w zestawieniu z mamusią. Której notabene wciąż szuka, co nie skończy się dla niej dobrze.

Ważna historię w odcinku miał Parrish. Dowiedział się, że to on jest odpowiedzialny za kradzieże ciał i składanie ich Nametonowi. Postąpił jak dobry glina i zamknął się w celi. Ten najporządniejszy, działający zgodnie z prawem harcerzyk powoli jest kreowany na tragicznego villiana, wszystko wbrew swoim przekonaniom.

Inne:
-  śmiertelność w tym sezonie jest zatrważająca. Dziwne, że jeszcze FBI się nie pojawiło.
-  już mam trochę dość tego przytłaczającego klimatu, z chęcią więcej bym się pośmiał
- odcinek jak zwykle fajnie wyreżyserowany. Walka w Sinema z wyświetlanymi filmami i migającym światłem wyszła całkiem nieźle, tak jak pomysł by soczewkę kamery wsadzić na moment w oko Doktora. Lub skręcenie karku widoczne zza drzwi i plamy rtęci zalewające szybę. Na przeciwnym biegunie walka Lydii i Parrisha pełna męczących cięć.
- deszczowa konfrontacja Stilesa i Scotta pełna niezrozumienia i niedomówień. Ależ ci aktorzy się wyrobili!

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #149 [03.08.2015 - 09.08.2015]

SPOILERY

Halt and Catch Fire S02E09 Kali
Więcej sobie obiecywałem po tym odcinku. Poprzedni cliffhanger zafundował szok i emocję, zapowiedział walkę o odzyskanie swoich dzieci przez Mutiny. Ostatecznie wyglądało to jakby bohaterowie się pogodzili, a scenarzyści nie wiedzieli zbytnio jak jeszcze zaognić sytuację, sprawić by stała się jeszcze bardziej napięta. Przecież z tego można by zrobić niezły dreszczowiec. Zamiast tego więcej miejsca poświęcono osobistym sytuacją bohaterów. Nie powiem, że źle to rozegrano bo paralela między Cameron i Joe wyszła zacnie. Dwa emocjonalne rozstania i koniec związków, które ograniczały bohaterów. Czyżby trzeci sezon miałby ponownie ich zbliżyć? Jeśli tak to niech lepiej rozpisują osobiste wątki. Za długo przez ten sezon byli oddzielnie, a to co pokazano jakby zbyt pośpiesznie. Poprawy wymaga też historia Gordona. Nudy. Bohater oderwany od głównej fabuły, który nie wywołuje zbyt wiele emocji.

OCENA 4.5/6

Power Rangers S17E15 Ghosts
Trochę się wynudziłem na tym odcinku. Trochę bo w udany sposób przedstawił Gold i Silver Rangers. Ich sceny walki były efektowne, przyjemne do oglądania i co rusz serial chciał zarzucić jakimś efektem wow pokazując badassowe akcje i wykorzystywanie przez nich specjalnych skilli. Niestety interakcja z oryginalnymi wojownikami ograniczyła się do minimum i ich ratowania, a sama tajemniczość już zaczynała denerwować. Dobrze, że ujawniono ich tożsamość na końcu odcinka. Gem i Gemma powinni wnieść trochę nowej energii do serialu, zwłaszcza w scenach z Doktor K. Ich ponowne spotkanie było rozczulające bo pierwsze raz mentorka Rangersów uległa takiemu nawałowi emocji.

Inne:
- autoironiczność serialu rządzi. Tym razem wyśmiewanie się z designu zordów.
- Doktor K grożąca Trumanowi biegunką. Jak tu jej nie kochać?
- o ile efektowności walk nie można wiele zarzucić tak już brak dialogów podczas nich był drażniący. Stękanie wojowników i zbliżenia na ich twarze gdy działo się coś ważnego nudziło.
- nasycenie obrazu żółcią, pył w powietrzu i kilka zniszczonych budynków na krzyż. Proste środki, ale udało się wytworzyć uczucie postapo.
- mało Tanayi 7! Serial bez niej dużo traci.

OCENA 4/6

Power Rangers S17E16 In or Out
Dobra, Gem i Gemma są irytujący. Bardzo. Życie poza miastem powinno ich ukształtować, przecież walczyli z Venjixem bez żadnego wsparcia. Zamiast tego zachowują się jak dwójka nastolatków z ADHD. Chcą tylko niszczyć, bez myślenia lecą w sam środek walki, nie planują długoterminowo i mają w poważaniu autorytety. Brakowało mi też scen socjalnych. Interakcję, a i to szczątkowe, mieli tylko z Scottem podczas ataku na bazę robotów. Mało. Dobrze, że Doktor K w tym elemencie błyszczała. Rozczulające sceny zbliżenia z innymi wojownikami gdy ich chwaliła w swój pokrętny sposób i chłodna rezerwa przy Ziggim. Czyżby powiedzenie kto się czubi itd. miało się sprawdzić? Te maślane oczy na końcu nie mogły być przypadkiem. A Ziggy jak zwykle świetny gdy cały odcinek zastanawiał się czemu Doktor K jest do niego taka zdystansowana.

OCENA 4/6

Power Rangers S17E17 Prisoners
Podobało mi się to małe odstępstwo od normy. Dilliona przypadkowo wpada na ślad swojej zaginionej siostry co skutkuję wyprawą do obozu pracy prowadzonego przez maszyny. Cicha infiltracja i zbieranie informacji to miła odmian. Do tego rozbrajający Ziggy i Summers ratująca chłopaków na pustkowiach. Miałem ogromną frajdę oglądając ten odcinek i ciesząc się z kolejnych błyskotliwych scen i gagów. Jak chociażby gdy pokazali mapę narysowaną przez Gema i Gemme. Jednorożce, chmurki, tęczę i kwiatuszki. Szaleństwo. Cieszy też powrót teatrzyku cieni w wykonaniu Ziggiego. I tylko szkoda, że nie pokazano więcej ludzi pracujących dla Venjixa.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 27 lipca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #147 [20.07.2015 - 26.07.2015]

SPOILERY
 
Halt and Catch Fire S02E08 Limbo
Serial znowu to zrobił. Między odcinkami nastąpił nieokreślony time jump i zrezygnowanego z potencjalnie ciekawego wątku konfliktu w Mutiny. Na szczęście to było tylko pierwsze wrażenie, a sam epizod okazał się jednym z najlepszych w i tak świetnym sezonie. Odbył się zlot miłośników Mutiny co było niezwykłe. Pokazano co jest najważniejsze - społeczność, bliskość innych ludzi i relację między nimi. By to zrozumieć trzeba wychodzić do innych, a nie żyć wśród swoich marzeń. Tak miała Cameron. Zrozumiała to dopiero wtedy dziewczyna podziękowała jej za to, że jej firma dała jej namiastkę prawdziwego życia. Potem nastąpiła prawdziwa normalna rozmowa z Donną. Bez żadnych kłótni, wybuchów i obwiniania się. Rozmowa o przyszłości, snuciu wizji for internetowych i serwisów społecznościowych. Tworzenie cyfrowego przedłużenia naszego życia. A potem wszystko runęło niczym dwa pierwsze domki trzech świnek.

Wszystkiemu winny był Joe. Joe, który uratował Mutiny przed wchłonięciem przez korporację. Myślał, że ich ratuje, tak bardzo zraził się do stłamszenia ich swobody twórczej, że odszedł z firmy z którą nie chciał mieć wiele wspólnego. Co go kopnęło w tyłek. Wheeler miał inny plan. Przejął sieć klientów, całą społeczność i założył własne Community. Joe się o tym dowiedział, pognał przepraszać Cameron, ale to było bezcelowe. Pierwszy raz nie wiedział co powiedzieć, brakowało mu słów, powtarzał się. Miał wyrzuty sumienia z tego co się stało mimo, że nie był niczemu winien to wszyscy i tak go obarczają odpowiedzialnością. Ten który chciał ich ratować nieświadomie ich pogrążył i przy okazji siebie.

Z Joe podobała mi się scena gdy pod wpływem ekstazy snuję wizję internetu przyszłości, naszego świata. Wirtualnego zamiennika rzeczywistości. Zamiennika dla niego, a Donna i Cameron widzą jego naturalne przedłużenie. Nie jako miejsce ucieczki od rzeczywistości, ale nową formę jej kreowania.

Odcinek nie skończył się prostym clifhangerem. Creditsy mogły rozpocząć się po odkryciu utraty całego dorobku firmy. Jednak dano jeszcze emocjonalne przemówienie Joe'ego i świetny występ Lee Pace. Był szok, przyszedł huragan, a zakończono wyciszeniem. Donna pyta się Cameron co teraz. Zbliżenia na jej twarz, delikatna gra mimiką jakby sugerowano wpadnięcie na jakiś pomysł i koniec. Bez słów, cisza i muzyka wystarczyły by wiedzieć, że dziewczyny się łatwo nie poddadzą i nastąpi walka. Wciąż mi się marzy by wszyscy doszło do zjednoczenia z Joe, ale na to nie ma co liczyć. Nie po tym. Chociaż kto wie. Nie takie odkupienia miały miejsce w świecie seriali.

OCENA 5.5/6 

Mr. Robot 01E05 eps1.4_3xpl0its.wmv
Ależ ten serial potrafi budować otwarcie. Pierw mocne wejście z Verą. Wydawało się, że ta sprawa tygodnia dawno za nami, ale jak w prawdziwym życiu - nie ma kompletnych zakończeń, a historia toczy się dalej. Kryminalista szykuje zemstę - tyle było wiadomo z prologu. Potem już powrót do włamu na centrum danych. Długie sceny, nieoczekiwane rozwiązania i napięcie wylewające się z ekranu. Dawno pytanie "co dalej?" nie cisnęło mi się tak często na usta by potem jeszcze słyszeć odpowiedź "tego się się nie spodziewałeś". Akcja miała dużo niespodziewanych zwrotów akcji i zaskakujący heppy end. Udało się, teraz można zniszczyć E Corp. Tylko, że nie. Jeden element układanki wskoczył na swoje miejsce, a kolejne dwa wypadły. fsociety nawet nie przybliżyło się do realizacji swoich planów mimo ciągnięcia tego wątku od kilku odcinków. I dobrze.

W odcinku irytowała mnie trochę bierność Eliota. Za dużo rzeczy udaje mu się dzięki zbiegom okoliczności, a nie własnej pomysłowości. Poruszał się od punktu A do B dzięki pomocy innych szczególnie głosowi Pana Robota. Chociaż z drugiej strony taki bohater to coś niecodziennego w telewizji, a jego siła wynika głównie z przemyśleń i długo planowanych działań, a nie spontaniczności. Dzięki temu, że wprawia w konsternacje jest taki ciekawy. Wciąż też nie wiadomo jak wygląda zależność Robot/Eliot. Po poprzednim odcinku byłem pewien, że to jedna osoba. Po tym już nie do końca, chyba że twórcy w przemyślany sposób się ze mną droczą. Mr. Robot wchodzi w interakcję z innymi, ale nigdy nie odbywa się na zasadzie trójkąt z Elliotem. Zawsze jest to jeden z nich. I to tylko konfunduje i sprawia, że tak bardzo chce się oglądać dalej.

Napięcie odcinka o, którym piszę i pisze było mistrzowsko budowane dzięki operowaniu obrazem. Długie i statyczne ujęcie z szerokimi planami w pomieszczeniach gdzie bohaterowie byli tylko tłem, przytłoczeni przez wydarzenie lub mocne zbliżenia gdy działo się coś ważnego. Pozycja nie zawsze symetryczna sprawiająca wrażenie niedopasowania i pieczołowite rozmieszczenie aktorów by zbudować harmonię na scenie. Całość dopełnia elektroniczna lub symfoniczna muzyka z niepokojąca powtarzającymi się motywami. W zeszłym roku można się było zachwycać True Detective i maestrią Cary'ego Fukunagi, w te wakacje rządzi Mr. Roboto. Ogólnie mam wrażenie, że ostatnio coraz więcej seriali przykuwa większą uwagę nie tylko do treści, ale też formy co mnie ogromnie cieszy.    

OCENA 5/6

Teen Wolf S05E05 A Novel Approach
Świetny odcinek. Emocjonujący początek, walka Stilesa z Donovanem i nieoczekiwany rezultat. Doktorzy skrzywdzili Stilesa bardziej niż chcieli - sprowadzili na niego traumę. W samoobronie zabił człowieka co teraz go mocno prześladuje. Nie jest taki sam, inaczej patrzy na świat, boi się. Nie ufa też sobie. Dla mnie najfajniej wypadła scena gdzie bronił zachowanie Kiry z poprzedniego odcinka jak by sam chciał wytłumaczyć to co zrobił. Stiles jest też torturowany psychicznie, a jego poczytalność była kwestionowana. Zabił czy nie zabił? Może wydarzenia z biblioteki to tylko wytwór jego wyobraźni? Dylan O'Brian zagrał fenomenalnie. Oddał całe spektrum emocji, zwłaszcza w scenie w samochodzie gdzie nie wiedział co zrobić - przyznać się czy uciec. Ależ aktorzy się wyrobili w tym serialu.

Fabularnie serial rzuca kolejne tajemnice, ale nie ciągnie ich w nieskończoność. Jest tyle samo odpowiedzi co pytań. Historia książki szybko się rozwiązała. Napisał ją Valcheck jako ostrzeżenie przed Doktorami, a bohaterowie ją znaleźli ponieważ była to sprytnie zastawiona pułapka by dostać się do Eichen House po trzecie oko. Wątek rozwijał się sprawnie przez cały odcinek i trzymał w napięciu. Częściej chciałbym oglądać takie emocjonujące seriale. Przy okazji został świetnie nakręcony - mieszanka różnego rodzaju zbliżeń, ujęcia kamery potęgujące grozę wydarzeń i niezłe efekty specjalne. Dodatek, ale mocny.

OCENA 5/6

poniedziałek, 20 lipca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #146 [13.07.2015 - 19.07.2015]


Wspólne serialowe uniwersum rozciągające się na kilka produkcji to świetna sprawa. Oglądasz jeden serial i zamiast żegnać się z bohaterami na tydzień oni wracają następnego dni np. rozwiązując zagadkę kryminalną w innym mieście lub jednoczą siły by pokonać potężniejszego przeciwnika. Przeplatające się wątki, rozbudowana mitologia i szersze niż zazwyczaj spojrzenie na świat. Star Trek, Stargate, CSI, Law & Order NCIS, Marvel Cinematic Universe czy prężnie rozwiewające się uniwersum DC/CW. Wielkie marki, które umiejętnie korzystają z crossoverów. Zupełnym zaskoczeniem jest dołączenie do tego grona Sleepy Hollow, które zupełnie niespodziewanie będzie egzystować w tym samym świecie co Bones! Serio, podróże w czasie i campowa walka z Apokalipsom i zabawny, ale robiony na serio serial o rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Głupie? Jak najbardziej. Wyczekiwane? Jeszcze jak! Ten szalony pomysł stacji FOX będzie można zobaczyć w telewizji prawdopodobnie na początku przyszłego roku. Szczegóły jeszcze nie znane. Mimo, że porzuciłem obydwa seriale skuszę się na ten niecodzienny pomysł. Skoro teoretycznie Twin Peaks, Lost, Fringe i Person of Interest mogą istnieć w tym samym uniwersum to czemu nie Sleepy Hollow i Bones?

W tym tygodniu dalej mówiło się o jeszcze jednym crossoverze. Występie Matta Ryana w roli Constantina w Arrow. Podobno nie jest to wcale takie niemożliwe, a anulowanie serialu NBC sprawia, że jeszcze bardziej prawdopodobne. Ten sezon Arrow ma obracać się w okół magii  i mistycyzmu więc Constantine w kilku odcinkach byłby naturalnym wyborem. A potem kto wie. Może The Flash lub Legends of Tomorrow?

Dziewiąty sezon Doctor Who wraca 19 września, ale już teraz żyjący w niepewności fani mogą radować się z zamówienia 10 serii. Dobra przesadza, to była tylko formalność. Szczegółów brak więc wciąż nie wiadomo jak długo Peter Capaldi pozostanie Doktorem, ani czy Moffat dalej będzie bawił się w swojej piaskownicy.

Teoretycznie najważniejszą wiadomością tygodnia powinna być lista z nominacjami do Emmy. Pozwolę sobie zostawić link i napiszę, że cieszy mnie wyróżnienia dla Tatiany Maslany. Szerszy komentarz jest zbędny bo byłoby narzekanie i żałowanie kto został pominięty i kogo oszukali. Jednakże pod nieobecność Breaking Bad gala w tym roku  powinna przynieść wyjątkowo zaskakujące rozstrzygnięcia.

Tradycyjnie kilka filmowych zapowiedzi. Trailer pierwszego sezonu Necros zaskakuje wysokim poziomie. Natflix mocno stawia na jakość swoich seriali i to widać. Pojawiła się również nowa zajawka Z Archiwum X. Podobno złożona z wyłącznie nowych scen. Nie oglądam materiałów promocyjnych więc nie komentuje. Nadrabianie serialu dalej w planach.  

Niby dopiero końcówka listopada, za oknem +30, ale warto już pomyśleć o kalendarzy na przyszły rok. Może taki z pięknymi grafikami z Game of Thrones

SPOILERY

Halt and Catch Fire S02E05 Extract And Defend
Joe i Mutiny. Nareszcie te światy zaczęły na siebie wpływać. Na razie dosyć delikatnie, doszło do pierwszych współpracy, czekać tylko aż się zaogni, dojdą konflikty i porozumienia. Fabularnie to dalej kłopoty firemki, kłótnie i próby utrzymania się. Jednak wciąż ogląda się to świetnie dzięki kapitalnie rozpisanym relacją między postaciami. To samo pokazywane w inny sposób. Fabuła sobie płynie, a oglądając odcinek przenosi się do lat '80 by kibicować garażowej firmie z gigantycznym potencjałem technologicznym. Dodatkowym plusem są wszystkie odniesienia do popkultury. Pierwsze pojawienie się NESa (czy wpłynie to na kierunek rozwoju Mutiny?), ta ekscytacja podczas oglądania Terminatora i cytowanie filmu. Tylko ta nieszczęsna oglądalność nie chcę rosnąć.

OCENA 4.5/6

Halt and Catch Fire S02E06 10Broad36
Poziom serialu w tym sezonie jest zadziwiająco wysoki, a dobre odcinki przeplatają się z wyśmienitymi. Tym razem był ten drugi rodzaj. Działo się niesamowicie dużo u wszystkich bohaterów, a były to rzeczy ważne. Wrócił Joe kombinator za którym tak bardzo tęskniłem. Miał swój cel i go osiągnął, tak manipulował ludźmi że zagrali dokładnie jak chciał. Zaszachował Mutiny, zagrał ostro zrywając negocjację, postawił warunki nie do spełnienia by sprawdzić na ile są gotowi. By walczyć o swoją niezależność postanowili oszukać Joego (co za świetne sceny narady gdy budowali nowy sprzęt). Nie udało się. I to ich ocaliło, ale też nie do końca. Grozi im wykupienie przez korporację. Koniec z niezależnym projektem i wolnością. Ktoś widzi w nich pieniądze i chcę to wykorzystać. Brutalne zderzenie pasji z rzeczywistością. Koło ratunkowe, które może się okazać kotwicą.

W personalnych wątkach najwięcej działo się u Clarków. Donna opowiedziała matce historię jakoby poroniła. W rzeczywistości planowała aborcję, szukała akceptacji i wytłumaczenia dla tego co ma zamiar zrobić. Podoba mi się jak ujęto ten problem. Nie przedstawiono jednego argumentu czemu usuwa ciąże, a pokazano szereg czynników wpływających na decyzję, którą musiała podjąć. Przy okazji zbliżyła się z Camerona. Dzieli je wiele, nieustannie się kłócą, ale nie można odmówić im szacunku i zrozumienia do siebie. To nie prosta prosta relacja i za to uwielbiam ten serial.

Tym razem Gordon miał oddzielny wątek, niepowiązany z walką Mutiny o przetrwanie. Odwiedziny u rodziny, ciąg dalszy prób pogodzenia się z swoją chorobą i kolejne złe decyzję, które podejmuje. Zdradził żonę, ale nie można go tylko potępiać.

OCENA 5.5/6

Halt and Catch Fire S02E07 Working for the Clampdown
Najgorsza rzecz z jaką może borykać się firma ciesząca z niezależności to wykupienie przez korporację i pójście do łóżka z diabłem. Jednak niektórzy widzą w tym szansę. Zwłaszcza dzięki warunkom jakie zaproponował Joe. Większość odcinka to jego kuszenie, sianie zamętu w Mutiny i przekonywanie ich by pozwolili się wykupić. I on wierzył, że robi dobrze. Dzielił wizję z Cameron, chciał jej umożliwić rozwój, możliwość stania się potęgą, ale Wheeler miał inne plany. Jakie to cyniczne. Świetna scena gdy Joe rozmawia z Cameron, czy raczej wygłasza swoją kolejną przemowę i namawia ją by nie sprzedawała firmy. I ostatecznie to postanawia co doprowadzi do kolejnych konfliktów. Mieli być przecież jednością, posługiwali się demokracją, a teraz Cameron robi za dyktatora bo to ona najlepiej wie co zrobić. W tym wątku brakowało mi tylko Donny.

Donny, która dowiedziała się o chorobie męża. Mocno ją trafiło, zwłaszcza po usunięciu ciąży. Została w domu i pilnowała Gordona, który postanowił znowu  rozkręcić biznes. Kolejna garażowa firma chcąca się wybić. Jest wizja, wizja która by zmieniła świat, ale choroba Gordona nie gwarantuje sukcesu temu przedsięwzięciu. Czyli szykują się kolejne dramaty.

Strasznie mi się podobał wątek Levego. Romansuje na czacie, spotyka się i zostaje pobity. Nie dość, że pokazano sytuację gejów to jeszcze podkreślono, że internet może być niebezpiecznym miejscem. Bezpretensjonalnie i z wyczuciem. A scena gdy Donna odwiedza go w szpitalu, siada przy nim i nic nie mówi, a wcześniej widać na pierwszym planie figurkę Spider-Mana, o której była mowa wcześniej to małe mistrzostwo świata. Minimalizm wystarcza, słowa są niepotrzebne.

Można by pomyśleć, że serial pokazał jedno z zagrożeń internetu. Jesteśmy anonimowi, możemy udawać kogo chcemy. Jednak to nie jest zagrożenie stricte internetowe. W życiu jest to samo. Matka Toma kreuje własną rzeczywistość, oszukuje swoje otoczenie by stworzyć pozory idealnego życia. To nie internetowa anonimowość prowadzi do tragedia, to jest zapisane w ludzkim DNA.

Marzy mi się 3 sezon gdy Mutiny zacznie robić gry na konsolę. Widmo NESa na horyzoncie może to sugerować. 

OCENA 5.5/6

Mr. Robot S01E04 eps1.3_da3m0ns.mp4
Co za szalony trip! Eliot na odwyku, pozbywa się z swojego organizmu narkotyków, a serial zabiera widza w szaloną podróż. Początek to zaskoczenie gdzie nie można odróżnić rzeczywistości od omamów, gdy wyprawa po działkę się kończy (ujęcie bez cięć!) pokazywane są coraz bardziej szalone wizję. Cały czas jest też mowa o demonach, które trapią ludzi. Do tego niespełnione marzenia, obecne i dawne lęki i dalsza krytyka współczesnego świata. Niesamowicie się to oglądało co jest też zasługą reżysera który często eksperymentował.. Wydaje mi się, że wszystkie wizję i omamy przygotowują też na wyjawienie wielkiej prawdy - Mr. Robot nie istnieje. Jest on wytworem umysłu Eliota, trapiącym go demonem z którym nie daje sobie rady.

W serialu urzeka mnie jego szarość. Nie ma tutaj krystalicznie czystych bohaterów. Angela i Shelia miały zaskakującą scenę w łazience i proste słowa Sheli miały w sobie wiele prawdy - najbardziej powinniśmy się martwić o siebie. Angela bierze to do siebie i postanawia ratować swoje życie i karierę kosztem AllSafe i swojego chłopaka. Zaskakujący zwrot.

Ciekawie wypadają też dwie hackeri, które idą skontaktować się z Dark Army. I niby te sceny nic ważnego nie mówią to dają minuty z bohaterami z tła, które są barwnymi postaciami z swoją tajemniczą historią. Czekam na kolejne sceny z Trenton i Darlyne.

OCENA 5/6

Power Rangers RPM S17E12 Blitz
Niemalże cały odcinek wypełniony walką. Od jednego bossa do drugiego po drodze walcząc z mięskiem armatnim. I niby powinienem ponarzekać, ale reżyseria, sposób pokazania walk, świetne dialogi i humor mi to wynagrodziły. Również wizyty u Vinjixa i Tanay 7 były zabawne. Całość została spięta wątkiem przeszłości Dillona, która znowu go nawiedza. Pozbawiony wspomnieć waha się przed pokonaniem monstera tygodnia, który może rzucić trochę światła na jego przeszłość. Ostatecznie zdaje sobie sprawę, że nowe wspomnienia są ważniejsze od tych zagubionych i nie można być niewolnikiem przeszłości. Niby bohater odniósł zwycięstwo, ale też nie do końca bo ostatecznie okazuje się, że wirus powoli zaczyna go zmieniać w robotą. Już mi się podoba ten wątek gdzie znowu będzie testowana przyjaźń, ale też powinien zostać ruszony motyw przeznaczenia. Ciekawią mnie też flashbacki Dilliona. Czyżby tajemnicza kobieta z jego snów to Tanaya 7?

OCENA 4/6

Power Ragners RPM S17E13 Brother's Keeper
Ciąg dalszy bondingu między Scottem, a Dillionem. Pierw wyścig samochodowy przerwany pojawieniem się Tanayi 7, potem scenki testujące zaufanie między tymi dwoma i wreszcie komediowe momenty gdy są spięci łańcuchem. Setnie się uśmiałem, uwielbiam pozytywną energię bijącą od tego serialu. Na szczęście ten odcinek nie był fillerem. Kontynuował historię Dilliona i wirusa zmieniającego go w robota. Tym razem Venjix przejął nad nim kontrolą, a Wojownicy musieli go w jakiś sposób uratować. Trudne wybory i stawianie przyjaźni na pierwszym miejscu. Odcinek kończy się mocnym cliffhangerem gdzie Doktor K przyznaje się do stworzenia Venjixa czy fabularnie serial nabiera tempa.

OCENA 4.5/6

Scream: The TV Series S01E03 Wanna Play a Game?
Chyba trzeba się przyzwyczajać, że odcinki są spięte klamrą zabójstw z środkiem wypełnionym nudną teen dramą. Irytuje mnie brak napięcia w środku, sztuczne dramaty, miłostki i długie sceny o niczym. Konflikty między bohaterami nie angażują więc kolejne sceny potwornie się dłużą. Co mnie obchodzi kłótnia między dwoma nonamemami? Albo związek uczennicy z nauczycielem? Jeszcze jakby dialogi były lepsze, ale czasem aż uszy krwawią. Denerwują nawet chamskie odniesienia do popkultury. Szczytem wszystkiego jest Emma. Nijaka główna bohaterka, której życzę szybkiego zgonu. Jasne, lepiej ufać seryjnemu zabójcy niż matce, a gra z nim nie skończy się źle. Jedyna nadzieja, że teraz po tragicznych wydarzeniach, gdzie uczniowie byli bardziej zamieszani w morderstwo, zacznie się dziać dużo ciekawszych rzeczy.

Jak wypadły morderstwa? Pierwsze rozczarowujące bo okazało się flashbackem opowiadanym dziennikarce. Dziennikarce, która już nie była pokazywana przez odcinek, a podczas rozmowy kamera obdarzyła ją tajemniczym zbliżeniem. Czyżby kolejny potencjalny morderca? Dziennikarka kreuję historię na której chcę się wybić. Prawdopodobny scenariusz. Drugi zgon, z końca odcinka lepszy. Z Riley można było w jakimś stopniu sympatyzować. Wtedy gdy nie musiała myśleć i podejmować decyzji bo przez własną ułomność zginęła łamiąc podstawową zasadę horroru. I kto zostawia samą nastolatkę gdy na zewnątrz szaleje seryjny morderca?! Jej zgon nie był wielkim zaskoczeniem bo Brook jest postacią z stałej obsady, a ona nie. Tym tropem teraz zginie Jake.

Wiecie co mi najbardziej przeszkadza w mordercy serialu? Za łatwo mu to idzie, a kolejne sceny śmierci są nijakie. Może jest i gore, a krew się leje. Tylko co z tego skoro brakuje kreatywności. I napięcia gdy ofiara ucieka, walczy o swoje życie, a morderca biegnie za nią, przewraca się o swoje ubranie i biegnie dalej, a widz nie wie co się stanie. Tutaj killer jest perfekcjonistą przez co kolejne scenki śmierci nudzą.

OCENA 3/6

Teen Wolf S05E04 Condition Terminal
Większość odcinka to ciąg dalszy i konsekwencję poprzedniego. Mimo dekompresji i przeciągania poszczególnych scen udało się zachować napięcie i wprowadzać kolejne konflikty między postaciami czy sprawiać, że zaczęli w siebie wątpić. Choćby Stiles widząc ranną Lydię osłupiał, nie wiedział co ma robić i to Theo zaczął ją ratować. Coś mi się wydaję, że prędzej niż później zacznie go to dręczyć. Kolejnym etapem rozrywanie więzi przyjaźni będzie nieufność wobec Mali. Opowiedziała mu historię o Doktorach, ale czy bezgranicznie jej ufa w świetle jej poprzednich deklaracji? Wątpię. Serial jest zmyślnie kreowany i nie ma tutaj scen bez przyczyny. Jak choćby wątek z lekcjami biologi. Zapchaj dziura szkolna, a świetnie koresponduje z inżynierią biologiczną Doktorów. Ciekawe czy znowu nauczycielka okażę się tą złą.

Skorpionotwór, przeciwnik tego odcinka był trochę wciśnięty na siłę więc nie sprawiał większego zagrożenie ani nie budował klimatu zaszczucia. Jednak Scott uśmierzający ból po jadzie i słowa matki, która bezgranicznie ufa synowi pokazują naturę prawdziwego Alfy. Który powoli traci pewność siebie (zastanawia się nad rezygnacją z biologii). Cieszy mnie pierwsza konfrontacja z Doktorami, ale fajniej wypadają relację między bohaterami. Szczególnie Kira/Scott. Tutaj dwie rzeczy. On powiedział, że ją kocha i nie zdał sobie z tego sprawy, a ona przejęta. Teen drama poprowadzona całkiem sprawnie. Potem natomiast mamy Kirę próbującą dobić Skorpiona. I nie wiadomo czy to jej świadome działanie czy opętanie przez mistycznego duszka. Reperkusję tych wydarzeń będą znaczące w następnym epizodzie.

Cliffhanger tradycyjnie zaskakujący. Wizję Parrisha powoli się spełniają. Opowiedział Lydii jak zanosi w swoich snach zwęglone ciała do Nemetonu, a w finale odcinka się to spełniło. Powiązania między celtyckim drzewem, a Doktorami nie widzę więc wydaje się, że to odrębny wątek. Czyżby drzewko karmiło się ciałami i odzyskiwało swoją pradawną moc?

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #143 [22.06.2015 - 28.06.2015]


SPOILERY

Dark Matter S01E02 Episode Two
Odcinek okazał się bardziej dynamiczny, lepiej przedstawiono postacie i zaprezentowano troszkę więcej świata. Czyli pilot spartaczył robotę bo po tym odcinku myślę, że jednak zaprzyjaźnię się z serialem. Zaczynam lubić bohaterów, a to jak reagują na odkrycie swoich prawdziwych tożsamości jest interesujące. Nie akceptują losu najemników, chcą kroczyć swoją własną ścieżką, ale też będą odkrywać kim są/byli. Historia ma potencjał. Na jeden sezon, potem przydałby się jakiś antagonista.

O świecie dalej niewiele wiadomo. Pokazano jednak korporację, bezwzględne firmy dążące do maksymalizacji zysków. To nie jest oryginalny pomysł szczególnie ostatnimi czasy wielkiego kryzysu i powszechnej świadomości brutalnego kapitalizmu. Tutaj pokazano, że są źli, ale można ich w pewien sposób wykorzystać. I oby w serialu było więcej szarości.

Bohaterowie może nie są specjalnie oryginalni, ale zacząłem czuć chemię między nimi. Nawet parę razy się uśmiechnąłem podczas wymiany zdań, a jedna scena mocno mnie rozbawiła. jest dobrze. Momentami było jednak źle. Szczególnie podczas pokazywania akcji. Zero finezji, strasznie chałupniczo to wyszło i tylko czekałem aż wymiany ogna i walki się skończą. Niby reżyser chciał wprowadzić efekt "wow", ale mu nie wyszło. Nawet długie ujęcie bez cięć było średniej jakości.

OCENA 4/6

Halt and Catch Fire S02E04 Play With Friends
Mam do was prośbę - okażcie trochę miłości Halt and Catch Fire. Ten serial jak mało który na to zasługuje. Szczególnie jeśli jesteście fanami współczesnych technologii, interesujecie się ich rozwojem lub macie sentyment do przełomu lat 80' i '90. Fascynujące jest oglądanie gdy garażowa firemka pełna nerdów wpada na pomysły rewolucjonizujące nasz świat. Był online gameing, oczkiem w głowie Donny jest komunikacja internetowa, a teraz Mutiny wpadło na pomysł sieciowego FPSa. A potem zagrali w takiego w rzeczywistości. Co to była za scena, niesamowicie pozytywna, z kamerą z oczu postaci i zbliżeniami na twarze. Potem była zupełnie nieoczekiwana scena w szafie. "Tu się pracuję!". Cudownie jest oglądać ten serial. 

Były też ludzkie dramaty. I niby grają to samo - arogancki Joe, spięcia Donny i Cameron, wątpliwości i próba odnajdywanie swojej drogi, ale za każdym razem pokazywane jest to w świeży sposób. Nie ma miejsca na drastyczne zmiany i wątki od czapy, ci ludzie się szybko nie zmieniają dzięki temu są tacy ludzcy. Tylko ta ciąża Donny nie pasuje bo była nagła i niespodziewana, ale takie też jest życie. I strasznie mnie ten wątek interesuje. Zwłaszcza, że to Donna mówiła, że Community jest jej dzieckiem, a teraz będzie miała kolejne prawdziwe. I będzie pewnie rozdarta. 

OCENA 5.5/6 

Hannibal S03E03 Secondo
Uwielbiam Hannibala. Artyzm jakim posługuje się ten serial mnie przykuwa do krzesła, nie pozwala oderwać oczu i na długo zapada w pamięci. Tylko on powinien być dodatkiem. W tym odcinku już do przesady popisywano się umiejętnościami reżyserskimi, ale zabrakło treści. Trochę się wymęczyłem podczas oglądania. Jednak te elementy, które miały zachwycić zachwyciły.

Mimo dystansu jaki dzieli Hannibala i Willa to nie mogą o sobie przestać myśleć. Bolesne zerwanie pozostawiło w nich ślad, byli tak blisko ze sobą, że teraz nie mogą bez siebie żyć. Tak różni i bliscy zarazem. Prawdziwie toksyczny związek. Szczególnie widać to u Willa. Już w zeszłym sezonie jego machinację prowadziły do śmierci. Teraz mamy to samo. Zachowuje się jak Lecter, precyzyjnie planuje, wmanewrował Chiyoh w morderstwo by móc ją wykorzystać. Nawet stworzył własne tableau by odwzajemnić miłosną walentynkę z poprzedniego odcinka.

Hannibal dalej zabija. Niby robi się nie ostrożny, niby planuje zjeść Willa, ale sądzę, że to zbyt oczywiste. Il Monstro zaczęło działać by być ściganym i w końcu złapanym. Jakby to był jego plan awaryjny. Nie może zabić i zjeść Willa więc da się złapać W ostatnim odcinku Graham krzyczał, że mu wybacza, teraz jego kolej. Do tej teorii przekonuje mnie scena gdy Hannibal serwuje swojej ofierze drinka serwowanego na Titanicu, a potem sam go pije. Jakby wiedział co ma się niedługo wydarzyć.

Inne:
- surowość Litwy i posiadłości Lecterów - zachwycający widok kontrastujący z przepychem Italii.
- rozmowy Willa z Lecterem. Na fotelach. Na Litwie i w gabinecie. Piękne!
- Chiyoh - na razie nie wiem co o niej myśleć. Ciekawie będzie się oglądało kolejną postać dręczoną przez Hannibala, która wie więcej o nim niż Will. Tylko by jak najszybciej przestała być bierną bohaterką.
- szpikulec do lodu w mózgu i przedśmiertne drgawki. Przerażająca scena. Zwłaszcza niewzruszenie Bedelii i Lectera.
- "Technicznie ty go zabiłaś." Ha, ha! Hannibal żartowniś.
- Jack żyję. Jeszcze tylko los Alany jest niewiadomy. A jeśli i ona nie zginęła w finale S02 to Lecter koncertowo spartaczył robotę co do niego niepodobne.

OCENA 4/6

Mr. Robot S01E01 hellofriend.mov
Miałem nie oglądać tego serialu. Jak wielu innych wcześniej i później... Zmieniłem jednak zdanie z powodu zaskakująco pozytywnych recenzji. Najlepszy nowy serial wakacji i to od USA Network? To brzmiało abstrakcyjnie. Ściągnąłem, obejrzałem i wrócę. Bo to jest dobre. Wielka konspiracja, realistyczne hakerskie zabawy, samotny mściciel, krytyka konsumpcjonizmu i wyrazisty główny bohater odgrywający narratora, czasem niewiarygodnego z powodu swoich manii prześladowczych. Jest dobrze! Serial chwyta od pierwszych minut, pilot ma iście filmowy montaż, idealnie wyważone proporcje nieśpiesznych i dynamicznych momentów. A końcówka? Miodzio! Aż przypominają się czasy Lost gdy cliffhangery wciskały w fotel. Trochę się boję, że to może stać się teatrem jednego aktora, popisem mało znanego Rami Maleka, ale to niepotrzebne martwienie się. Kilka przyszłych odcinków zweryfikuje czy mamy tutaj doczynienia z wielkim objawieniem czy sfingowanym cudem. Oby to pierwsze. 

OCENA 5/6

True Detective S02E01 The Western Book of the Dead
Powrót True Detective uznaję za udany. Mamy nową sprawę, postacie i setting, ale serial dalej posiada swój hipnotyzujący urok. Mistyczne bagna Luizjany zostały zamienione na industriale okolice LA pełne betonowych serpentyn. Jest to widok równie urzekający co ostatnio. Ten sam sposób pokazywania dalekich planów tylko inne, ale równie obca zawartość. Czuję, że przez całą serię będę zachwycał się widokówkami tego sezonu i liczę na równie wirtuozyjną reżyserię mimo braku Fukunagi. Szkoda, że poza tym serial ma niewiele unikalnych widokówek. Pod tym względem daleko mu do S01.

Struktura serialu pozostała ta sama. Dalej mamy flashbacki, przeszłość oddziaływającą na teraźniejszość, niepokojące obrazy, przesłuchania i rozmowy w samochodzie. Widać, że to inna opowieść od tego samego człowieka. Tylko bohaterów jest więcej przez co trochę się gubię. W pierwszej serii tytułowych detektywów było dwóch, to na ich barkach spoczywał ciężar opowieści. Tutaj jest kolejny zmęczony życiem detektyw, młody funkcjonariusz z osobistymi problemami, były mafiozo i pani szeryf. Wszystkich łączy jedno morderstwo. Trochę tego za dużo, boję się że gdzieś zginie historia. Jednak trzeba przyznać, że postacie są odpowiednio skomplikowane i udało się je dobrze przedstawić. Czego zasługą było pojawienie się ofiary na samym końcu odcinka. Fajny pomysł. Spokojny wstęp i przedstawienie postaci przed sednem serialu czyli sprawą.

I o ile odcinek wciągnął mnie, trzymał w napięciu i umiejętnie budował atmosferę tak dużo więcej nie mam do powiedzenia. Solidna reżyseria, mocny scenariusz, znakomite udźwiękowienie podbijające pesymistyczny klimat i olbrzymi potencjał czekający by go uwolnić. Myślę, że sezon będzie można odpowiednio zinterpretować dopiero gdy się skończy i okaże się jaki był motyw przewodni. Bo zwykłe śledztwo czy gigantyczny przekręt nim nie jest.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #142 [15.06.2015 - 21.06.2015]

Z ostatniej chwili - stacja NBC anulowała Hannibala. Powinienem drzeć szaty, złorzeczyć całej rodzinie prezesa i szykować widły jednak nie potrafię. NBC nie jest niczemu winne, oni robią biznes, a Hannibal, nie bójmy się tego napisać, miał fatalną oglądalność i tylko cudem osiągną trzeci sezon właśnie dzięki uprzejmości stacji. Jednak głównym powodem mojego spokojnego przyjęcia tej wiadomości nie jest chłodne myślenia. Dzisiaj anulowanie serialu nie jest końcem, a może dać mu drugi oddech. Netflix, Yahoo, Amazon, Hulu. To tylko przykłady platform mogących wskrzesić naszego ukochanego kanibala. Serial jest popularny na całym świecie, NBC nie finansowała go w całości, jest idealny na bing watchig. Stawiam piwo, że w ciągu następnych kilku dni pojawią się plotki o zainteresowaniu innych graczy, a za miesiąc Hannibal może znaleźć sobie inny dom. Chcę tego bo kocham ten serial, a telewizja potrzebuje tego typu unikalnej twórczości. Boję się tylko co zdesperowani fani będą robić. Podczas kampanii ocalenia Jericho słane były orzeszki, a by utrzymać Chucka w telewizji jedliśmy Subwaye. Co teraz? 

Ostateczne anulowanie Hannibala nie sprawi jednak, że Bryan Fuller będzie bezrobotny. Stacja Starz zamówiła pierwszy sezon American Gods gdzie jeden z najbardziej pokręconych umysłów telewizji będzie w ekipie producenckiej. Książki nie czytałem, ale nazwisko "Fuller" jest wystarczającym magnesem by mnie przyciągnąć. 

A gdzieś w innej galaktyce gdzie seriale są kolejnymi serialami, a nie dziełami sztuki zaczęto plotkować o spin-offie spin-offu czyli nowym serialu ze świata DC/CW gdzie główną bohaterką byłaby Hawkgirl. Jestem bardzo ciekaw planów stacji jeśli to byłaby prawda. Jak planują prowadzić swoje uniwersum? Seriale matki (Arrow, The Flash) i co roku nowy tytuł będący limitowaną serię czerpiący z nich bohaterów? Jeśli tak to Warner Bros i CBS Corporatnion zrobią to samo na małym ekranie co Marvel Studios na dużym. Tylko szkoda, że szans na Supka, Batsa i WW nie ma. Więc może ktoś mnie posłucha i wprowadzi do telewizyjnego uniwersum Green Lanterna.

SPOILERY

Halt and Catch Fire S02E02 New Coke
Premiera drugiego sezonu nie była szczęśliwym wypadkiem przy pracy, kolejny odcinek utrzymuje ten sam wysoki poziom. Serial jest dynamiczny i lekki w odbiorze przy czym nie pozbawiony dramatów. Chaos w Mutiny i walka o przetrwanie firmy to genialny pomysł scenarzystów. Jak ogląda się kolejne sceny z problemami, jak oni je rozwiązują lub ponoszą porażki. Toż to cudo. Siedzę, patrzę i nie mogę się oderwać. A dzieje się sporo, odcinek wypchany jest wydarzeniami i ważnymi scenami stawiającymi na bohaterów. Żarciki z Boswortha, krótkie rozmowy między Cameron i Donną lub Stanem i Gordonem. Wiele mówią o bohaterach. Nawet poruszane są problemy społeczne. Dwie kobiety idą do inwestora i zostają odrzucone dlatego, że są kobietami. To nam pokazuje jak wolno zmieniają się tego typu rzeczy.

Jedna rzecz mi się średnio podobała - nowy bohater dołączający do Mutiny. Trochę za tłoczno się robi, wolałbym gdyby serial dalej skupiał się na naszych bohaterach i rozwiał ich relację. Tom hackując Mutiny dostaje u nich pracę. Może i to będzie ciekawe, nowy członek w zespole da trochę innowacyjności, ale jego czas mógłby dostać Bosworth lub Yo Yo, a pracę Gordon. Ach, marzy mi się gdy do firemki dołączy Joe i będzie odprawiał swoją magię.

W odcinku pojawił się motyw uzależnienia. Krwotoki Gordona były powodowane przez kokainę, a nie choróbsko. Przez cały odcinek chodził naćpany, szalał podczas gry w czołgi i wpadał na genialne rozwiązania. I ten wątek w przyszłości może być potencjalnie nudnawy, ale urzekła mnie tu jedna scena. Sama końcówka gdy Gordon wpada na genialny pomysł, znalazł sens, wie co chcę robić, wrócił do swojej pasji jaką są komputery więc porzucił uzależnienie. Nawet nie korciło go by wziąć kolejną działkę. Jemu odlot daje spędzanie godzin na budowaniu czegoś nowego. Pasja jest prawdziwym nałogiem. To samo z Tomem. Zaniedbał pracę i miał zostać zwolniony - wszystko w imię pasji. Od tego serialu biję autentyczna miłość do komputerów i za to go kocham.

Najbardziej przykro ogląda się Joe w osobnym serialu. Widać jaki wpływ miały wydarzenia z poprzedniego sezonu. Dostał lekcję i wyciągnął z niej wnioski. Tylko czy nie oszukuje się? Przyjął nową pracę, pokornie znosi upokorzenie, a ja wciąż czekam aż wróci jego dawna drapieżność.

Inne:
- Stan "porywający" dzieci Gordona i potem szantaż pizzą by nie mówić o tym Donnie - mistrzowskie.
- Donna panem domu, a Gordon tatusiem czekającym na żywicielkę rodziny. Paralela względem zeszłego sezonu bardzo widoczna i jeszcze bardziej przyjemna w oglądaniu.
- chatowy projekt Donny nie wypalił. Nikt nie chciał gadać. Teraz czekać na rewolucję. Podoba mi się kilka wątków rzuconych na glebę fabułę czekających na wykiełkowanie w przyszłości.
- scena gdy Gordon podpina sprzęt komputerowy - ujęcia na Atarynki, kable, złącza, dynamiczny montaż i muzyka elektroniczna lat '80. Ten serial jest w pewien sposób piękny.
- kolejne świetne ujęcie i zabawa formą to gdy Joe idzie do nowego biura. Widok na drapacz, muzyka zapowiadająca coś wielkiego, otwierające się drzwi windy i raptem wyciszenie kawałka w pół tonu i pokazanie przydziału Joe, które mija się z oczekiwaniami.

OCENA 5/6

Halt and Catch Fire S02E03 The Way In
Wciąż zachwycam się tym ile ten serial upycha wydarzeń w ciągu 40 kilku minut. Kolejne problemy w Mutiny, rozwijanie relacji między bohaterami i ich personalne historia. Nikt nie jest zaniedbywany, akcja prze do przodu, a ja cały odcinek siedzę ucieszony. Kolejnymi scenami składającymi hołd latom '80, grze aktorskiej, niespodziewanym zwrotom akcji i kobietami w tym serialu. Szczególnie kobietami bo to one rządzą i dzielą. Trzymają mężczyzn krótko, wiedzą co chcą osiągnąć i dążą do tego. Nie są to jednak twarde babki, a prawdziwe bohaterki z krwi i kości, cierpiące, przelewające pot, niedoceniane, na skraju wyczerpania i załamanie. Wszystko to motywowane jest pasją. Kolejne starcia między Cameron, a Donną są pasjonujące. Tak wiele je różni, tyle dzieli, razem mogą osiągnąć sukces, ale chcą przy tym zachować indywidualność. Konflikt i przyjaźń i pasjonujące scenę. Jakże się je ogląda. I jakie one piękne Mackenzie Davis i Kerry Bishe, drobie panie nie można od was oderwać wzroku. 

Mężczyźni w tym sezonie są stłumieni. Nie tylko przez kobiety, ale sami narzucają sobie klatki. Joe dalej walczy ze sobą, chcę być dobrym człowiekiem, rozumie konsekwencję swoich czynów, ale wciąż w pewnym sensie jest tym samym człowiekiem. Ostatnia scena zwiastuje kolejną rewolucją. Lub spektakularną porażkę. Przegranym jest Gordon. Pasja pcha go do działania co owocuje katastrofą. Ochłodzi to stosunki z żoną, przekreśli jego przyszłość w Mutiny i może skieruje w stronę Joe. Mnie coraz bardziej zastanawia jego kondycja fizyczna. 

Inne:
- Nightmare on Nerd Street - tekst odcinka, doskonale podkreślający co dzieje się w Mutiny. 
- wszelkie odwołanie do Supermana z "Kneel before Zod" w roli głównej. Ten serial potrafi sprawić bym się nieustanie uśmiechał.

OCENA 4.5/6

Hannibal S03E02 Primavera
Zeszły tydzień dał nam historię Hannibala, a w tym przyglądamy co takiego stało się z Willem po pamiętnych wydarzeniach z finału zeszłej serii. Nawet jeszcze raz pokazano nam TE sceny z Hannim, Willem i Abigail, tak by odcinek jeszcze mocniej trafił bo oglądani tego niosło niemalże taki sam ładunek emocjonalny co niemalże rok temu. Wielkie zerwanie, a teraz konsekwencję. Will po zakończeniu tej toksycznej znajomości nie mógł być taki sam, zmienił się. Czuje się zagubiony w otaczającym go świecie dlatego tworzy własny. Żyję w iluzji gdzie pomaga Abigail szukać Hannibala. Ona żyję tylko w jego głowie (co akurat nie jest wielkim zaskoczeniem) i jest personifikacją jego pragnień. To Will chcę odnaleźć Hannibala, chcę do swojego przyjaciela. I boi się.Jego psychika jest roztrzaskana, a on tonie, coraz bardziej pogrąża się w koszmarze. Na samym końcu nawet akceptuje siebie z zeszłego sezonu i wybacza Hannibalowi. Chyba, że gra. Za wszelką cenę chcę go złapać, zemścić się, ale by tego dokonać musi znowu wytworzyć empatyczną więź. Szykuje się kolejne sezon niedomówień i niepewności.

Najpiękniejszą i zarazem najbardziej przerażającą sceną była ta z tablo Hannibala. W porównaniu do innych nie wyglądało rewelacyjnie. Jednak raziło symbolizmem. Człowiek ukształtowany na serce. Kadłubek z połamanymi kościami, obdarty ze skóry. Miłosna walentynka dla Willa. Symbol przyjaźni. Will tak do odbiera. Jest jednak problem. W zeszłym sezonie widział umierającego jelenia, który był symbolem tej przyjaźni. Tutaj walentynka w jego wizji przeradza się w coś dziwnego. Abominację. Kopus, któremu wyrastają pokraczne odnóża wraz z rogami. Jakby znak, że przyjaźń Hannibala i Grahama już nigdy nie będzie taka same, będzie pokracznym wynaturzeniem. Sama scena była przepięknie niepokojąca. Obrzydliwa i fascynująca. Zachwycająca i odpychająca. Typowe dla tego serialu i podkreślające jego przerost formy nad treścią.

Podoba mi się nowy profiiler, szef Florenckiej policji. Zna przeszłość Willa, polował wcześniej na Hannibala i teraz ponownie go szuka. Już nawiązał nić porozumienia z Willem, a ich rozmowy są świetne. Zwłaszcza, że pokazują młodego Hanniego. A akcent Rinaldo jest cudowny przy czym wysławia się i wygląda jak zmęczony życiem detektyw u schyłku swojej kariery. Jestem ciekaw jego historii.

Gdybym chciał mógłbym teraz wypisać niemal wszystkie sceny w odcinku i zachwycać się kadrowaniem, kompozycją i scenografią. Ograniczę się do jednej. Porównanie Abigail i Willa po rzezi w domku Hannibala. On umierający, ona martwa. On na stole operacyjnym, ona w kostnicy. Na obojgu jest przeprowadzony zabieg, tylko cel inny. Kadrowanie jest bliźniacze, tak jak niektóre czynności. Jakby serial podkreślał jak bliska jest śmierć i życie. Will mimo, że potrwał w pewnym sensie umarł, a śmierć nie jest prawdziwym końcem. Zawsze zostaje coś po.

Inne:
- serial dalej trzyma w niepewności co z Alaną i Jackem. Suspens mnie dobija!
- co za piękny widok gdy gabinet Hannibala w wizji Willa przeradza się w katedrę z Palermo. Albo gdy Will wyobraża sobie walący się kościół
- Hannibal znowu porównywany do Boga i Diabła. Natomiast Will mówi, że modliłby się do Jezusa i jego apostołów. Czyżby sam siebie w pewien sposób widział jako apostoła Hannibala? Jego Judasza lub Piotra?
- siedziba policji w Włoszech z kolumnadą w centrum taka piękna!

OCENA 5/6

Killjoys S01E01 Bangarang
Drugi z kosmicznych tytułów od Syfy wypadł sporo lepiej. Jednak z powodu różnic między Dark Matter, a Killjoys nie będę ich porównywał. Oba seriale mają na siebie pomysł, ale widać, że będą podążaływ innym kierunku. Killjoys stawia bardziej na rozgrywkę, niezobowiązującą akcję, szybki montaż i zarzucanie widza informacjami. Mi się podoba. Podano to w lekkiej i strawnej formie, postacie są zabawne, zdarzyło mi się parę razy uśmiechnąć. Czuć między nimi chemię, ale i potencjał w snuciu historii. Najemiczka i żołnierz z tajemniczą przeszłością, która będzie z czasem odkrywana. Jest dobrze. Cieszy mnie budowanie świata i wrzucanie w sam jego środeczek. Ekspozycji było niewiele i podano ją w strawnej formie. Potężne korporacje (znowu), ciemiężeni obywatele, ruch oporu. Jest dobrze. Brakuje trochę kosmitów, ale to tylko jeden układ planetarny. Na poznanie czeka... w sumie nie wiadomo jak duży kosmos. Ja będę oglądał dalej i na kolejny odcinek czekam z większa niecierpliwością niż na Dark Matter. Jasne są uproszczenia, nielogiczne wydarzenia, a sam wykreowany świat niczym specjalnym się nie wyróżnia. Ważne, że się bawiłem czego oczekiwałem od tego serialu. 

OCENA 4/6