Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Supergirl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Supergirl. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #180 [28.03.2016 - 03.04.2016]

SPOILERY

Banshee S04E01 Something Out of the Bible
Co za piękna masakra! Tęskniłem za serialem, nie spoilowałem sobie więc powrót wziął mnie z zaskoczenia. Dwuletni time jump i śmierć Rebeki. To co mnie najbardziej uderzyło. Odcinek oglądało się trochę jak serial kryminalny. Układanie poszczególnych faktów w logiczną całość, powolne odkrywanie tajemnicy śmierci, ale też przeszłości bohaterów. Czemu Hood ukrywa się w chatce? Gdzie jest Hiob? Co działo się w Banshee przez ten czas? Co będzie się działo już niedługo? Najrzadziej pytałem się kto jest mordercą. Nie obchodzi mnie to. Jak to w kryminał liczne na dobra historię i prawdopodobnie ją dostanę.

Dalej jest pełne nieuzasadnionej brutalności. Zgniatanie czaszki imadłem, łamanie palców dłoni, morderstwo piórem. Zazwyczaj nie ruszają mnie takie rzeczy, a tutaj autentycznie się krzywiłem. I patrzyłem z zafascynowanie bo te sceny idealnie tutaj pasują. I boję się co serial wymyśli na zwieńczenie historii.

OCENA 5/6

DC's Legends of Tomorrow S01E09 Left Behind
Mocno czekałem na ten odcinek, a przerwa i gościnny występ Ra's al Ghula sprawiły, że apetyt jeszcze się zaostrzył. I dlatego nie posmakowało tak jakbym chciał. O ile sam pomysł fajny - Kendra i Ray przez dwa lata nieobecności reszty załogi zbliżają się do siebie, a Sara wraca do Ligii Zabójców tak chwilowy reboot osobowości uważam za coś głupiego. Przez co kontynuacji treningu Sary czy zmian u Raya nie mogę traktować jako ich świadomej decyzji. Szwankuje mi przez to odbiór postaci. Fajnie się to oglądało, ale czuje się oszukany. Dobrze, że humor dał radę.

Mick wrócił! I kurde, podoba mi się jego nowa robota - to on jest Chronosem. Najfajniejsze, że odcinek był tak skonstruowany, że przed Snartem to właśnie ja podczas oglądanie odkryłem to pierwszy i czekałem na jego reakcję. Porzucony sojusznik mszczący się na dawnych znajomych nie jest może szalenie innowacyjnym pomysłem, ale wolę go od Chronosa. Jego postać pokazuje też, że nie mamy doczynienia z prawdziwymi bohaterami jak np. Flasha. On nie porzuciłby Micka, oni dają mu drugą szansę gdy wraca do nich, gdy dręczą ich wyrzuty sumienia.

OCENA 4/6

Marvel's Daredevil S02E07 Semper Fidelis
Ruszył proces i było spokojniej niż myślałem. Brakowało trochę dynamiki, a poszczególne sceny zbyt się ciągnęły. Najlepiej wypadały porównywania Franka do bohatera, zrozumienie jakim go obdarzają ławnicy i Karen. Ludzka fantazja o mścicielu zapobiegającym przestępstwom, osobie działającej poza skorumpowanym system wtedy gdy on zawodzi. Nie raz już takie coś widziałem, ale dalej się to świetnie ogląda. Najgorzej wypadła absencja Matta. Marzył mi się proces i walka z prokuraturą, a jest walka między Foggym i Mattem. Konflikt między nocnym i dziennym życiem. I ja to rozumiem, z punktu widzenia opowiadanej historii ma to sens. Tylko wolałbym oglądać co innego.

Superbohaterski wątek nudzi. Drażni mnie Matt nie umiejący się postawić Elektrze, wciąż czujący do niej pociąg mimo, że nie zostało to dobrze uargumentowane. Widać jak w nim wyzwala brutalność, zmusza do kłamstwa przez swoje manipulację, ale brakuje w tym związku chemii. Te postacie lepiej działają jako osobne byty. Fabularnie też tutaj niewiele. Tylko ta dziura na końcu odcinka robi niesamowite wrażenie.

Inne:
- Frank na tle amerykańskiej flagi niczym narodowy bohater, bardzo ładne ujęcie.
- walki jakieś bez polotu. Kilka zbirów na krzyż i Matt z Elektrą mają problemy.
- Foggy znowu z porywającą mową. Dajcie mu własny serial prawniczy, zasługuje na to.

OCENA 4.5/6

Marvel's Daredevil S02E08 Guilty as Sin
Piszę to z przykrością, ale dramat sądowy ssie. Naoglądałem się za dużo The Good Wife i Damages więc nie mogę patrzeć na takie prostackie prowadzenie sprawy. Zero przygotowanie, przesłuchiwania świadków, przemowy sklecone na poczekaniu, brak walki i poszanowania porządku obrad. Tam są wciąż mocne sceny jak przemowa Matta, Foggiego i wybuch Punishera tylko cierpię przez uproszczenia. Daredevil jest serialem mocno zagnieżdżonym w rzeczywistości, ze swoim sposobem realizacji, skomplikowanymi postaciami i intrygami. Z tego powodu przeszkadza mi fuszerka na tym tle. Jednak na większość scen na sali przymykałem oko ponieważ co rusz wracał do mnie obrazek Franka na tle amerykańskiej flagi. Real american hero.

Na gruncie supergero lepiej. Walka nad krawędzią dziury z oddaloną kamerą robiła wrażenie, a powrót Sticka ucieszył. Historyjka o walce z Hand jest bardzo komiksowa, może nawet za bardzo jak na street level Nowego Jorku, ale póki mistycyzm nie będzie wylewał się z ekranu kupuje. Kupuje też relację Elektra/Matt. One nie mogły być tak proste jak w flashbackach. Okazuje się, że ona pracowała wtedy dla Sticka, ale teraz chce porzucić mroczną ścieżkę dla Matta. Co szybko przekreśla mordując ninja z Hand.

Podoba mi się sytuacja w jakiej znalazł się Matt. Walcząc po nocach zaniedbuje przyjaciół. Okłamuje Karen i Foggiego co szybko się na nim mści. Nawet nie udaje mu się zbawić Elektry, a wypędzenie yakuzy nie miało wcale miejsce. Bohater upada zanim jeszcze pewnie stanął na nogach.

Fisk się pojawił! Oczywiście, że serial nie mógł go wykreślić. Tacy ludzie idąc do więzienie nie tracą wpływów. Teraz zaczął układać się z Punisherem co wiąże się z tajemnicą śmierci rodziny Franka. To będzie niebezpieczny układ.

OCENA 4.5/6

Marvel's Daredevil S02E09 Seven Minutes in Heaven
Fisk! O Franku można pisać wiele dobrego, to prawdopodobnie najlepszy ekranowy Punisher, ale wystarczy pokazać Kingpina i wiadomo kto jest prawdziwą gwiazdą serialu. Vincent D'Onofrio magnetyczny. Każda scena z nim przyciąga, jest popisem aktorskim i wnosi coś do historii. Mamy złego Kingpina wykorzystującego jeszcze gorszego Punishera. Czysty machiawelizm mimo manipulacyjnych słów o zemście i sympatii do rodziny. Jest też końcówka. Walka między tą dwójką i coś na kształt sojuszu, a może raczej umowa partnerska. Kingpin wypuszcza Franka z więzienia by wyeliminował mu konkurencję wiedząc, że gdy sam wyjdzie stanie się celem. Ależ pięknie zapowiada się kolejny sezon. Lub The Defenders.

Ten odcinek to też zaskakujący zwrot u Matta. O ile kłótnia z Elektrą przewidywalna tak już walka z dobrze znanym ninją już nie. I tajemnicza Farma gdzie robi się transfuzję krwi do tajemniczego dzbana. Nie mam pojęcia o co chodzi i dlatego to takie piękne.

Inne:
- maskara w więzieniu! O mamo, ależ to było brutalne. Czułem się jakbym oglądam Raid.
- biznesy Fiska w więzieniu. Chcę więcej. Chcę też zobaczyć Vanessę. 

OCENA 5/6

Marvel's Daredevil S02E10 The Man in the Box
Scena z Fiskem! Zdesperowany Matt poszukując odpowiedzi postanawia spotkać się z Kingpinem. Dostajemy fantastyczną walkę charakterów, dwie wyraziste postacie rozmawiają, ale zwycięzca mógł być tylko jeden. Matt niczego nowego się nie dowiedział, wysłuchał jedynie gróźb pod swoim adresem i prawdopodobnie zdradził swoje alter ego przed Fiskem. Kolejny sezon zapowiada się fenomenalnie.

Piszę to z pewnym rozczarowaniem, ale wątki ninja i Punishera zaczynają nudzić. Za długo i mało składnie. O ile poszczególne sceny trzymają w napięciu (dzieci kukurydzy!) tak całość jest mi coraz bardziej obojętna. Nie czuć zbliżającej się kulminacji jak rok temu.

Lepiej wypada przedstawianie bohaterów. Karen dalej prowadzi swoje śledztwo co jest na swój sposób ciekawe. Cieszy powrót Claire, który mówi to co myślę. Matt na krzyżu poświęcający się za przyjaciół nie jest dobrym rozwiązaniem. Tylko czemu on głupi nie może tego zrozumieć. 

OCENA 5/6

Supergirl S01E18 Worlds Finest
Z Supergirl zrezygnowałem po dwóch odcinkach, nie przekonał mnie więc nie chciałem się męczyć. Wróciłem jedynie dla crossoveru z The Flash. I chcę tego więcej. W sensie crossoverów. Chcę częstych spotkań Kary i Barry'ego, chcę przenikania światów i powiększania multiwersum. Jednak najbardziej chcę tej optymistycznej przygody. Cieszących się życiem bohaterów współpracujących między sobą by ratować innych. Chcę uśmiechać się na serialu superhero, a nie zastanawiać czemu ta postać cierpi i jak to wpływa na jej psychologię. Chcę radosnej i nieskomplikowanej zabawy. I tego tutaj było pełno.

Nie wiem jaki jest mój ulubiony moment odcinka. Pierwsze spotkanie Supergirl i Flasha? Szybka wyprawa po lodu? Sceny Winn/Barry? Wyścigi? Cat wyśmiewająca seriale The Cw? Odwołanie do Smallville? Było tego mnóstwo. Cały odcinek to jeden wielki fanserwis i liczę na powtórkę.

A fabularnie? Banshee i Lilwere chcą zabić Karę, Supergirl i Cat, a w tle jakieś romanse. Nie obchodziło mnie to. Nie mam więzi z postaciami z Supergirl więc były to tylko sceny, które mi przeszkadzały. Szczególnie romanse. Serio, Jim i Kara? Tak bardzo nie pasują. Wolałbym więcej scenek z Barrym.

OCENA 4.5/6

The 100 S03E09 Stealing Fire
Lubię jak się dzieje dużo i szybko w The 100, ale czasem przydają się momenty spokoju. Niedawno zabito Lexę, teraz Lincolna, Titusa i młodych Nightbloods. Za dużo zgonu przez co żaden z nich nie mógł odpowiednio wybrzmieć. Każdy z nich był ważny i dobrze rozpisany, ale przytłoczyła mnie ich ilość. Najlepiej zadziałał ten na końcu odcinka. Lincoln poświęca się by jego ludzie mogli ocalić głowę. I tak miał zginąć, ale teraz zrobił to w heroiczny sposób. Przy okazji pokazano, że Pike ma w sobie coś z honory i powiększono przepaść między Octavią i Bellamym. Ich następne spotkanie będzie wybuchowe. I najwyższy czas na scenę z pierwszego trailera sezonu.

W Arkadii było dużo biegania. Pełnego napięcia, ktoś przecież musiał zginąć, przez co odcinek oglądało się z zaciekawieniem. Odkupienie Bellamy'ego i Monty'ego, duży udział Harper w akcji (dajcie jej kontrakt na pełny sezon, bo znowu ktoś wam podkupi aktora!) i kolejna przegrana. Bohaterowie próbują, ale nie są ani trochę bliżej pokonania Pike'a. I coś mi się wydaje, że on nie zginie. Jego śmierć byłaby zbyt prostym wyjściem, zabija się tutaj głównie tych na których mi zależy.

Z prostych powodów najciekawiej w Polis. Mam słabość do Clarke, uwielbiam patrzeć na rozwój postaci oraz nie mogłem się doczekać reakcji na śmierć Lexy. Na razie przyjęła to dobrze. Tylko dlatego, że jest w centrum wydarzeń, ważą się losy jej ludzi, nie ma czasu na żałobę. Tutaj też było dużo biegania, uciekania przed Ontari i latania w tą i z powrotem. I znowu wciągnęło. Proste, a działo. Podobało mi się poświęcenie Titusa, honorowe zachowanie Roana, wybicie Nightbloods i snuta historia. Podoba mi się co stało sięz Clarke. Została strażnikiem SI i teraz ma odnaleźć Lunę. A ja wciąż twierdzę, że sezon się skończy wybraniem jej na Komandora. Co otworzy furtkę na powrót Lexy. Ładnie proszę.

Inne:
- jak już tradycyjnie porównuje The 100 do innych dzień popkultury to Komandorowie są niczym technologiczne Bene Geserit z Diuny. Sięgają do wspomnień przodków i się z nimi komunikują.
- Murphy! Jak ja uwielbiam jego wątek. Ta postać służy głównie ekspozycji, znajduje się w miejscu w którym nie powinien i cierpi z tego powodu. Teraz dziwnym trafem został więźniem Ontari.
- Abby wróciła! Mogliby wytłumaczyć co się z nią działo podczas buntu Kane'a.

OCENA 4.5/6

The Flash S02E17 Flash Back
Cofanie się w czasie to patent, który można wykorzystać na mnóstwo świetnych sposobów. Niestety nie można tego powiedzieć o tym odcinku. Barry w swojej desperaci i aroganci, niezważając na możliwość zniszczenie continuum czasoprzestrzennego cofa się w czasie by poznać tajemnicę szybkości od Wellsa. Genialny plan, nie ma co. Mógłbym go jeszcze przełknąć gdyby nie jego idiotyczne zachowanie. Barry jest fajny gdy zgrywa bohatera ale udając kogoś innego jest strasznie antypatyczny. Jak w odcinku z Earth-2. Tutaj jest sobą z przeszłości i jak można się domyśleć Wells błyskawicznie się spostrzega. Przyniosło to świetną scenę gdy Barry konfrontuje się ze swoim największym nemezis. I jeszcze moment z dwoma Barry'mi. To było śmieszne.

Trochę dynamiki do odcinka dodało pojawienie się Widma Czasu. Motyw niczym z Doctor Who. Tyko czemu akurat teraz się pojawiło? Skąd pochodzi? Dlaczego Wells potrafi się przed nim ukrywać? I czy ma to jakiś związek z Time Masters. Chciałbym je zobaczyć w Legends of Tomorrow. A właśnie Legendy - skoro Time Masters strzegą czasu to czemu przymykają oko na działalność speedsterów i nieautoryzowane podróże w czasie?

Dobrze było znowu zobaczyć Eddiego i jego emocjonalna wiadomość do Iris się udało. Pasuje jako moment po którym bohaterka powinna iść na przód. Nie podobał mi się powrót Pied Pepera. Znaczy podobał, ale nie to czym zaowocował - jego sojuszem z Team Flash. Wolałbym więcej Jesse.

OCENA 3.5/6 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #160 02.11.2015 - 15.11.2015]

SPOILERY

Ash vs. Evil Dead S01E02 Bait
Dalej jest krwawo i urocze. Posoka leje się litrami w zabawny sposób, nie ma w tym nic obrzydliwego i można się z tego tylko śmiać. Tak samo jak z w pełni zakrwawionych bohaterów. Nie wiem kiedy i czy mi się to znudzi, ale nie mam nic przeciwko żeby każdy odcinek niósł ze sobą pełne natężenia starcia z demonami. I może korzysta z tego samego schematu co dawniej, a niektóre urywki to recykling starych pomysłów to mi to nie przeszkadza. Bo oglądam Bruca Campbella rzucającego onlinerami i głośno się śmieję gdy porównuje się do wieloryba w oceanie. Dialogi to cud, miód, orzeszki i piła łańcuchowa, gdzie niektóre dowcipy dostają pointe kilka minut po rzuceniu suchara. Swoje robi też reżyserka - muzyka świetnie komponuje się z akcja (te dwie sceny w samochodzie!), a operatorowi zdarza zabawić się położeniem kamery lub (znowu!) oddaje hołd klasyce kina korzystając z charakterystycznych ująć. Uczta dla oczu.

I dlatego szkoda, że fabularnie trochę męczy. Odcinka można streścić w średnio złożonym zdaniu. Lubię dekompozycja, ale trochę nudzi takie powolne prowadzenie fabuły. Oby służyło to lepszej ekspozycji postaci, przecież nie wszyscy znają Asha, a nie było charakterystyczną cechą serialu. Może gdy wątki zaczną się łączyć serial nabierze tempa. Chyba, że producenci postanowili nakręcić Evil Dead jako serial drogi. I w sumie nie mam nic przeciwko jeśli dobrze się będę bawił.

Inne:
- gdzie jest Lucy Lawless?! Oby siedziała w tej księgarni z końca odcinka
- ej, czemu nie ma czołówki? Nie lubię tego, przecież tutaj jest ogromny potencjał pod tym względem.
- "Oh, yeah, thanks for the heads up", a potem taki piękny czerwony splash.
- Ash to najgorszy na świecie mentor. Jakich padawanów sobie wychowa? Czy pozostaną grupą nieudaczników? Są sympatyczni więc chciałbym by Kelly i Pablo pożyli trochę dłużej niż do końca sezonu.
- krótki ujęcie na Necronomicon, charakterystyczne szumy i już wskakują ciary. Serialu, robisz to dobrze.
- ależ się uśmiałem w domu u Kelly - Ash tłumaczący czemu jest cały zakrwawiony (wybuchający jeleń!) oraz grad pytań w stronę mamusi zakończony nokautem.
- Ash karmiący jaszczurkę kawałkiem mózgu wygrzebanym z włosów Pablo. Urocze!

OCENA 4.5/6

iZombie S02E04 Even Cowgirls Get the Black and Blues
Lubię pomysł na ten sezon, podoba mi się jak rozwijają się postacie i zaplątana jest sieć relacji między nimi. Również pod względem ścieżek fabularnych jest bardzo dobrze. Dlatego wielka szkoda, że tak mało czasu zostaje poświęcone na istotne wydarzenia. Różne wcielenia Liv też lubię, ale myślałem, że w S02 zejdą one na dalszy plan. Obecność fillerów jest jednak obowiązkowa by czymś wypełnić sezon i za szybko nie zamknąć fabuły. Tym razem śledztwo w sprawie śmierci piosenkarki country i w tle rabunek z morderstwem. Fajnie to poprowadzono z nieoczekiwanym i trochę depresyjnym zakończeniem. Jednak sprawa nie była wciągające, traktowało się ją jako zło konieczne. Co z niej wynikło dobrego? Śpiewająca Liv i jej kolorowe metafory. I Clive wstydzący się czytać listu, w którym padło kilka słów o seksie. Tyle.

Jak zwykle bryluje wątek Majora. Pogrąża się w uzależnieniu od Utopii i dystansuje od świata. Dzięki tej obojętności i odcinaniu się od innych łatwiej znosić mu morderstwa które popełnia. Dopiero kolejna wizyta po U i spotkanie z dawnym wychowankiem, którego prowadził wyprowadzić z nałogu, a teraz sprzedaje narkotyk, uświadomiła go jak bardzo się stoczył. I może trochę zbyt szybko i łatwo zmienia zdanie i udaje się do Liv po pomoc, ale nada to dynamiki ich relacją. Tylko to zbliżenie zupełnie niepotrzebne... Liczyłem, że wejdzie Rita i zepsuje całą tą scenę, ale całość skończyła się gorzkim happy endem, który w pełni będzie można ocenić w przyszłym odcinku.

Spotkanie Peyton z Liv wyszło fajnie. Widać jaka przyjaźń istnieje między nimi, ale to nie do końca to co było kiedyś. Ich relację jeszcze bardziej pokomplikuje Blaine. Świadek w sprawie śledztwa Peyton do którego się zbliżyła. Gdzieś jeszcze w orbicie jej zainteresowań kręci się Ravi. Jak dobrze, że serial nie postanowił zupełnie wypisać aktorki bo jej postać zgrabnie spina kilka wątków.

Po prawie 20 odcinkach całkiem możliwe, że i Clive dostanie własną historię. Jego wątki na razie były marginalne, działał jedynie jako wytrych by Liv mogła brać udział w śledztwach. Jeszcze nigdy nie odgrywał wiodącej roli. Teraz powoli to się zmieni. Przydzielono mu agentkę FBI której ma pomóc przy zombie zaginięciach. Już zaczęło między nimi iskrzyć, teraz czekać na ogień i zgliszcza.

OCENA 4/6

iZombie S02E05 Love & Basketball
Najlepszy komediowy odcinek serialu! Liv po zjedzeniu mózgu trenera była niesamowita. Motywacyjna przemowa w stronę Majora genialna, albo to jak prowadziła zajęcia dla dzieci. Jednak najfajniej wyszło odwołanie do Friday Night Lights i parafraza słynnego motto - "Clears eyes, full stomachs, can't lose." Trafiło się nawet odwołanie do Veronicy Mars i Hearts College. Jak ja bym chciał zobaczyć Veronice i Liv pracujące nad jedną sprawą. Słyszysz The CW? Spełnijcie moje życzenie. Niesamowicie uśmiałem się też przy odrobinę slapstickowej scenie gdzie Ravi i Blaine próbują zdobyć fiolkę i przepychają się przez kostnicę. Ten serial umie uderzać w komediowe nuty. A potem dać coś bardziej dramatycznego. U Majora zmiana, ale będą konsekwencję. Na życie bohaterów mocno powinien też wpłynąć wątek eksperymentów Maxa. Oby więcej takich odcinków udanie równoważących największe zalety serialu.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E06 Among Us Hide…
Czasem trafi się odcinek, który nie potrafi mnie zaangażować. I niby wszystko gra, czuć wyważenie dramatu z komedią oraz rozwój fabuły tak mi coś nie pasuje. Wszystko jest wymuszony i nudno. Tutaj było to samo. Szukanie Lasha było pozbawione emocji i głupkowate, polowanie na Stuckera to bezcelowe latanie po świecie, a sceny z Rosalindą i Culsonem do niczego nie prowadziły. Miałem poczucie zmarnowanego potencjału. Chociaż niektóre sceny były fajne. Jak nudzący się Hunter, przebieranki May i Bobbi (!) czy Culson z Rosalinda. I ujawnienie tożsamości Lasha. Tego się nie spodziewałem. To wiele wyjaśnia, ale prawdziwe wyzwanie przed scenarzystami dopiero teraz. Nie mogę się doczekać by zobaczyć reakcję May, Daisy i reszty. Najfajniejsze, że nie jest to motyw z Jekyllem, a Andrew jest w pełni świadomy swoich czynów.

OCENA 4/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E07 Chaos Theory
Szykował się fajny odcinek, a ja znowu znudzony. Zero subtelności w wątku Andrew/Lash, aluzje co do jego podwójnej natury denerwowały, a cała historyjka o jego przemianie taka sobie. Niestety próbowano go też wybielić, szkoda bo liczyłem że jest pure evil, to dużo ciekawiej wpłynęłoby na May. Wciąż razi niekompetencja SHIELD. Przez nich dokonała się przemiana Andrew, a Culson pozwolił uczestniczyć w akcji Lincolnowi co mogło zakończyć się katastrofalnie. Ciężko mi się na to patrzy gdy nie ma angażującej fabuły. To jest mój największy zarzut do sezonu. Jest dużo linii fabularnych, które delikatnie się przeplatają, ale nie czuć by do czegoś prowadziły. Zrobiła się z tego zbytnia obyczajówka. I niby jest rozwój postaci (zwłaszcza Skye przejmująca rolę liderki, ale też Bobbi odrzucająca zemstę), ale to tylko delikatnie zarysowane tło. Od tego serialu wymagam więcej ciekawych historii i lepiej poprowadzonych dramatów.

OCENA 4/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E42 A Pig Surprise
Po całkiem fajnym odcinku z mackowym potworem i ratowaniem Ziemi przed zagładą serial dostarcza mało ciekawe starcia z Pudgy Pig i Goldarem. Na początku cieszyłem się z powodu powrotu tego monstera, dobrze znanego z początku sezonu. Jak mogłem zapomnieć antropomorficzną świnie w hełmie rzymskiego centuriona. Takie obrazki na zawsze zostają w głowie. Niestety tym razem było nudno. Świniak pojawił się zbyt późno i daleko mu było zachowaniem do tego znanego z szóstego odcinka. Nawet porządnej walki nie było, dobrze że wcześniej Zack mógł się popisać swoimi umiejętnościami. Nawet podobało mi się zakończenie wątku Pudgy Pig. Świnka zakochuje się w innej śwince i odchodzi jej ochota na walkę. Głupie ale jak najbardziej w realiach świata przedstawionego.

Odcinek mi się nie podobał. Najważniejszymi zarzutami nie jest wcale okropnie przewidywalny scenariusz, drętwę dialogi i chaotyczne bieganie bohaterów. Bolało oglądanie niektórych scen, ale do tego zdążyłem już przywyknąć. Przeszkadzał mi początek i akcja z rozdawaniem zwierząt do adopcji. Z założenia serial chciał pokazać, że należy im pomagać, warto sprawić sobie psiaka by poczuć się szczęśliwszym, ale też by dać dom zwierzakowi. Wyszło okropnie. Zwierzęta potraktowano jako rzeczy, które można przekazywać z ręki do ręki, a najlepiej wciskać je dzieciom bez nadzoru rodziców. Przecież one takie słodkie! Oj, tym razem nie wyszło przesłanie edukacyjne.

Inne:
- narzędzie do zamieniania świni w monstera tygodnia miało licznik przypominający ten znany z serii Predator. Prawie, ale wyobraźnia dopowiedziała swoje.
- część walk to recykling starych ujęć. A ja głupi myślałem, że po zamówieniu nowych odcinków budżet delikatnie podskoczy. Dobrze, że Zack dostał jedno długie starcie z kitowcami.
- przydałaby się znowu seria odcinków poświęconych poszczególnym bohaterom. Te mikro opowieści, obok rozpisanych na kilka epizodów historii, najlepiej tutaj wychodzą.
- Mięśniak i Czacha wyrywający laski na świnię i robiący przedstawienie na szkolnym korytarzu! Albo Mięśniak, który nie chcę oddać kanapki Pudgy Pig!

OCENA 2/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E43
Za pierwszym, a nawet drugim razem mogło to ujść płazem, ale trzeci raz pokazywanie, że bohater jest w stanie przezwyciężyć swój strach by stać się kimś lepszy, a najlepiej uratować bliskich jest już nudne. Tym bardziej, że pokazywane w ograny sposób. Tym razem Billy boi się ryb, nawet nie chcę ich jeść, bo za dzieciaka został przez nią ugryziony. Potem Rita rzuca jeszcze na niego czar i los Power Rangers zależy od tego czy uda mu się pokonać własną słabość. Plus? Odcinek szybko się skończył, a design potwora tygodnia był nawet zabawny. Niestety same sceny humorystyczne nie działały, nawet Czacha i Mięśniak się nie wybijali. Serialowi zaszkodziło tez rozbicie grupki na dwie części mimo, że początek dał fajne sceny z Kim i Billym.

OCENA 2/6

Supergirl S01E02 Stronger Together 
Po drugim odcinku Supergirl rozumiem spadki widowni. Ten serial jest sympatyczny, ale z odpowiednim podejściem którego mi brakuje. Jak i zapewne standardowej widowni CBS. Serial sprawdziłby się na The CW. Jako lekka i mało wymagająca rozgrywka gdzie przymyka się oko na głupotki, a fanbase jest zakochany w bohaterce. Dla mnie oglądanie prawie na okrągło Kary, która jest strasznie infantylna to męczarnia. Zwłaszcza gdy kłóci się z szefową, obraża na siostrę i świat bo nie potrafi być bohaterką jak jej kuzyn. Kuzyn! Już mam dość odwołań do Supermana. Liczyłem, że będzie subtelnie. Bardziej pomylić się nie mogłem. Clark to, Supek tamto, ja nie jestem jak on, idę własną ścieżką, bla bla bla. Na szczęście jest kilka plusów. Fabuła szybko się rozwija - już doszło do konfrontacji z ciotką, a sceny akcji są przyjemne dla oka. Daje jeszcze szansę, ale nie wiem jak długo wytrzymam.

OCENA 3.5/6 

The Flash S02E05 The Darkness and the Light
Fajny odcinek przeplatany słabszymi scenami. Taki Flashowy standard. Gdy dobrze się bawię zawsze musi się pojawić coś żenującego. Na szczęście nie było tego dużo, a oglądanie tego jak postacie akceptują Wellsa, Cisco flirtuje z nadchodzącą Hawkgirl, a Barry udaje się na randkę było przyjemne. Śmieszne, pełne humoru, nieźle napisanych dialogów i miłe dla oka. Nawet Iris nie przeszkadzała i pokazała, że może być pełnoprawną bohaterką. Czuć też widmo Zooma, który korumpuje kolejne postacie. A Dr. Light? Nudna. Z głupich rzeczy to jeszcze strzelanie do Wellsa przez Joe'ego. Za takie zachowanie powinni mu jak najszybciej zabrać odznakę. Chociaż ten serial słabo radzi sobie z moralnością i nie ma co się dziwić, że dalej pracuje w policji.

OCENA 4/6

The Flash S02E06  Enter Zoom
Co za odcinek! Czy może raczej ostatnie 10 minut! Warto było obejrzeć te w większości komediowe pół godziny by zobaczyć coś takiego. I pierw napiszę o tej pierwszej części odcinka. Była zaledwie dobra. Nasza Linda Park ma udawać Dr. Light by zwabić Zooma. I może jest to głupie i niepotrzebne narażanie życia cywili, ale zostało dobrze uargumentowane. Barry wychodzi na przeciw niebezpieczeństwu, nie chcę bezczynnie czekać na Zooma i żyć w strachu. Sam chcę kierować swoim losem, dość bycia marionetką i życia w przeszłości. Oby to tez tyczyło się życia prywatnego.

Nie spodziewałem się, że tak będą mi się podobać sceny z Lindą. Lubię Melese Jow i zawsze gdy pojawia się w serialu The CW zyskuje moją sympatię. Jej postać została na długo zapomniana, a gdy już wróciła troszkę irytowała. Na szczęście teraz przyniosła dużo humoru i pozytywnej energii. Zwłaszcza gdy uczyła się obsługiwać rękawiczki Dr. Light oraz wypowiadała drętwę dialogi z Flashem. Oczekuję też traumy po finałowych scenach, przyda się trochę dojrzałych wątków.

Śmietanką tego odcinka było starcie z Zoomem. Pierwsza runda i przegrana z kretesem, Barry ledwo uchodzi z życiem tylko dzięki przytomności umysłu Cisco. I może wykazywał inicjatywę, używał trików których tak skrupulatnie się uczył to i tak nic mu to nie pomogło. Atak piorunem? Zoom łapie go w locie i odrzuca. Starcie w powietrzu? Nic z tego. Wyścigi? Nie tędy droga. Barry jest za wolny. Ostatecznie Zoom go łapię i oglądanie scen gdy się znęca nad Flashem było jednymi z najlepszych momentów tego serialu. Niemalże umierający Barry i Zoom wydający swoje oświadczenie na posterunku policji i redakcji gazety. Serialowi udało się wykreować przeciwnika, który wzbudza strach, ma niesamowity design i jest godnym przeciwnikiem dla naszego hiroła. Jeśli serial nie będzie robił nudnych wycieczek w poboczne wątki i skupi się na opowiadaniu historii starcia Flasha i Zooma to może być niesamowity sezon.

Cliffhanger odcinka naiwny. Poobijany Barry nie czuję nóg. Inwalidą nie zostaje, jego czynnik regeneracyjny zadziała pewnie już w następnym odcinku. Mnie bardziej interesuje trauma jakiej musi doświadczyć po tym wydarzeniu. Był pewny swego, a nie miał najmniejszych szans. To z nim zostanie na długo. Zwłaszcza, że Zoom gdzieś tam jest. Z scen na zakończenie epizodu bardziej mnie interesuje historia Wellsa. Dowiedział się, że jego córka żyję, wyjawił prawdziwe motywację i odszedł z drużyny bo nie wierzy, że Barry jest zdolny pokonać Zooma. Obym nie musiał na niego zbyt długo czekać bo Tom Cavanagh jest doskonały w tej roli.

Jeszcze słówko o reżyserii scen walki. Dynamika, praca kamery, efekty specjalne. Jeszcze 5 lat temu nie uwierzyłbym w coś takiego. I tak, momentami widać było, że dużo tu komputera, a piorun był śmieszny, ale całość sprawia piorunujące wrażenie. Zwłaszcza te dynamiczne sceny pościgu przez miasto z pędzącą po dachu S.T.A.R. Labs kamerą.

Inne:
- flashbacki z Earth-2 i wspomnienia o Arrow. Oliver zginął na wyspie, a mścicielem został jego ojciec. To kiedy klasowa wycieczka przez portal? Nie zrobią tego lepiej niż Fringe, ale rajcuje mnie sama myśl odkrywanie kolejnego alternatywnego świata.
- pierwsze dwa sezonu i mamy już galerię największych przeciwników Flasha. Przez kilka następnych lat serial będzie sie musiał mocno nagimnastykować.  
- Patty i Barry! Lubię to, na prawdę. Życzę im jak najlepiej. Przynajmniej ona ma jakiś charakterek, nie to co Iris. Tylko żeby Barry zbyt długo nie ukrywał przed nią prawdy.
- Cisco próbujący dotknąć Harry'ego, a ten od razu go przegląda. Świetny recurring joke odcinka.
- wciąż pozostaje tajemnicą kto kryje się za maską Zooma. Obstawiam Barry'ego lub jego ojca z Earth-2. Ewentualnie Eddie. Musi być to ktoś znany by ściągnięcie kapturka miało mocniejszy wydźwięk.
-wciąż nie rozumiem po co ta szarada walki Lindy z Flashem. Nie można było od razu rzucić symbolu Flasha w szczelinę?

OCENA 5/6

wtorek, 3 listopada 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #159 [26.10.2015 - 01.11.2015]

Witam w listopadzie, miesiącu krótkich dni i długich wieczorów co niewątpliwie sprzyja oglądaniu seriali. Niby źle bo trzeba było się pożegnać z słoneczkiem, ale mam trzy argumenty czemu będzie to dobry miesiąc. Into the Badland, Jessica Jones i The Man in the High Castle. Serialowy deser na koniec roku, którego przedsmakiem jest Ash vs. Evil Dead. Ja wciąż czeka gdy na allegro będzie można kupić przedłużenie doby.

Skoro już wspomniałem o telewizyjnym powrocie Asha i Wielkiego Zła to warto wiedzieć, że druga seria jest już zamówiona. Wszystko zgodnie z dobrą tradycją stacji Starz, która nie czeka zbytnio na wyniki oglądalności i jeszcze przed emisją zamawia kolejny sezon jak np. Black Sails i Spartacus. Kolejny sezon dostanie również Longmire, które przeżywa drugą młodość na Netflix. Z bardziej oczywistych informacji, The Walking Dead z S07. Do końca świata i jeden dzień dłużej, marzą sobie włodarze AMC i pan Kirkman.

Do obejrzenia szef kuchni serwuje dzisiaj świeżutki i dobrze wysmażony pierwszy zwiastun Preacher. Wygląda ciekawie i tyle. Może gdybym czytał komiks zrobiłoby to na mnie większe wrażenie. Do premiery jest jeszcze trochę czasu (enigmatyczne 2016) więc może nadrobię przed emisją. Te same odczucia mam z 11/22/63. Tutaj tylko zdjęcie, ale też mnie zbytnio nie chwytają. Tutaj jednak siła serialu powinna leżeć w realizacji, klimacie i zamkniętej historii.    

Na niemalże sam koniec jedna z najważniejszych wiadomości ostatnich... lat? Star Trek wraca do telewizji! Premiera na początku 2017 roku w serwisie streamingowych CBS. Zero konkretów. Boję się tego eksperymentu. Pewnie czeka nas krótki sezon (całość ma zostać wyemitowana na raz) z w miarę spójną historią. Nie wiadomo kiedy będzie dziać się akcja oraz co najważniejsze kto w nim zagra. Oby w tym ostatnim kilka z moich marzeń okazało się ciałem. 

Mniejszego kalibru jest zapowiedź Van Helsing od Syfy. Córka legendarnego łowcy wampirów budzi się po pięciu latach w świecie opanowanym przez wampiry i.... zresztą nieważne. Tej jesieni szykuje się kolejny lekki serial od Syfy, które przeżywa ostatnio renesans.

PS. Wyrzuciłem justowaniem. Podobno tak dużo lepiej się czyta. Co sądzicie?

SPOILERY


Ash vs. Evil Dead S01E01 El Jefe
Uwielbiam markę Evil Dead dlatego tenże serial był najbardziej oczekiwaną premierą roku. Nie będę posługiwał się niedomówieniami by na koniec zaskoczyć konkluzją. Powiem prosto z mostu - nie zawiodłem się! Było świetnie. Szalona, 40 minutowa jazda bez cenzury, wyśmiewanie konwencji, campowa stylistyka, przerysowane postacie, krew, krew, krew, geriatryczny humor i zaskakująco rozbudowana fabuła. Niesamowicie efektowne horrorowe sceny pełne suspensu i akcja powodująca rozdziawienie szczęk od sufitu do podłogi. To wszystko byłby niczym gdyby nie Bruce Campbell. Mistrz. Jego przerysowane mimika i czar zachwyca mnie od lat. Z nim mógłbym oglądać wszystko. To jest tym bardziej przyjemne, że on doskonale czuję rolę, bawi się nią. Rzuca drętwe onlinery, szczerzy zęby i zdobywa ogromną sympatię mimo, że zachowuje się jak dupek. Są też inni bohaterowie z nieokreśloną historią. Na razie obojętni. Jest też Lucy Lawless. Na razie tylko na kilkanaście sekund, ale już zdobywa moje serce. Teraz czekać na jej team up lub rywalizację z Ashem. To będzie krwawy i szalony serial. Oglądać.

OCENA 5.5/6 

Homeland S05E04 Why Is This Night Different?
Może jednak zbyt szybko zacząłem narzekać na ten sezon? Wcześniejsze nielogiczności zostały naprawione, intryga się jeszcze bardziej zagęściła, Carrie nie irytowała i tylko jeden wątek męczył. Chodzi o Laure i jej polowanie źródło przecieku. Nudne, zbyt szybko i patetycznie. Dziennikarze jak zbawcy narodów, wojownicy o sprawiedliwość. Meh. Mi najbardziej podobała się akcja CIA. Zaimprowizowany szpital, podchody pod generała Asada, próba ustanowienia rządy zależnego od Stanów i popisywanie się nieznajomością sytuacji. Wielkie plany zaprowadzenie demokracji w Syrii w świetle swojej ignorancji. Lekceważymy zbrodnie wojenne bo chcemy mieć stabilność w regionie. Lub poczucie tego, że robiło się wszystko by to osiągnąć. Ameryka niesie kaganek demokracji w miejsca gdzie ona nie musi zapanować. Ale musi być bo wielki brat uważa to za najlepsze wyjście. Przekonująco wyszła krytyka polityczna USA. Sama akcja była powolna, duszna atmosfera, śledzenie generała przez kamery i nieustanne napięcie. Dobra robota.

Historia Carrie i Petera została poprowadzona lepiej niż myślałem. On robił wszystko by ją uratować. Odgrywał żołnierza, który nie zadaje pytań. Myślenie przeszkadza w wykonaniu zadania. Carrie robi to za dwoje. Jej mózg nieustannie pracuje, szuka rozwiązań i nadspodziewanie szybko łączy kropki. Saul nie mógł zostawić tej karteczki, to nielogiczne. Trzeba odkryć prawdę. Pierw jednak vblog dla córki, którą zamierza zostawić. Bo jej jedyną nadzieją na przeżycie jest usunięcie się w cień. CIA i terroryści chcą się jej pozbyć. Motywy wciąż pozostają tajemnicą. W tym wątku, jak w szpitalnym czuć było niesamowite napięcie. Zwłaszcza podczas wizyty na poczcie by odkryć kto stoi za przesyłką. Całość została tak nakręcona, że niemożna było odwrócić wzroku.

Odcinek został zwieńczony w najlepszy możliwy sposób, mający w sobie ducha 24. Cliffhanger po którym nic nie będzie takie samo. Po niemalże godzinie poświęconej przekabacaniu Yusufa na stronę CIA postanowiono go uśmiercić w efektowny sposób. Wysadzając samolot na oczach bohaterów i sprawiając, że Allison została wykreowana na głównego antagonistę tego sezonu. Bo skoro to ona jest najprawdopodobniej odpowiedzialna za zlecenie na Carrie to czemu nie miałaby stać za zamachem. Lub scenariusz się z nami droczy. Tak czy inaczej jestem pod wrażeniem jak umiejętnie są prowadzone wątki. Niech serial zostanie przy political fiction i thillerze zapominając o osobistej historii Carrie.

OCENA 5/6

iZombie S02E03  Real Dead Housewife of Seattle
Liv do twarzy z wredotą. Przez cały odcinek sadziła sarkastyczne uwagi, uważała się za lepszą od innych, a jej głównym życiowym celem było zdobycie jak najlepszego ciuchu. Takie mózgi jej służą. Poza tym, zwyczajnie przyjemnie patrzy się na Rose McIver w seksownych sukienkach. Sprawa tygodnia nie byłaby wciągająca gdyby nie połączenie jej z Maxem Ragerem. Kapitalnie wypadają sceny Liv z Vaughem Du Clarkem. Można się po nich spodziewać wszystkiego. Zwłaszcza elementów komediowych. Ten moment gdy próbowała oblać go wodą, a on robi zwinny unik!

Od dramatycznych scen jest Major. Tak, znowu. Jego uzależnienie od Utopii się pogłębia. Coraz lepiej radzi sobie z morderstwami zombie, wmawia sobie, że to konieczność, a nawet zabiera psa od jednej ze swoich ofiar. To było bardzo złe. I jednocześnie mu się współczuje. Przecież ochrania kobietę którą kocha i manipulują nim siły którym nie ma prawa się przeciwstawić. To nie miejski gangster Blaine, a wielka korporacja. Część tych błędów wynika z jego słabości i czekam by zobaczyć jak za nie odpokutuje.

Peyton wróciła! Może nie pałałem specjalną miłością do bohaterki, ale rozwój kolejnych wątków i pokomplikowanie ogólnej sytuacji sprawia, że jej obecność jest bardzo pożądana. Tym bardziej, że zabiera się za polowanie na Utopię i zupełnie przypadkowo wpada w poszczególne historię bohaterów.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E05 4,722 Hours
Mieszane uczucia. Podobało mi się skupienie odcinka na tylko jednej postaci i odkrywanie tego co działo się z Simmons. Świetny występ Elizabeth Henstridge, jako samotny rozbitek na obcej planecie wypadła przekonująca. Rozpaczliwie chwytała się swoich wspomnień, które ją napędzały, nieustannie prowadziła dialog z samym sobą co ją podbudowywało i pokazała niezłomność charakteru gdy samotnie musiało radzić sobie z wrogim ekosystemem. Sceny z nią miały odrobinę depresyjny charakter przez który przebijały się promyki humoru. Czar prysł gdy okazało się, że nie jest sama. Poznała Willa, ostatniego astronautę z ekspedycji NASA, z którym nawiązała bliższe relację. Tak, kosmiczny wątek został zarżnięty typowymi rozwiązaniami. Czemu to nie mogła być kobieta? Kosmita? Czemu to nie był jej majak? Przecież ten twist fabularny to totalne zaprzepaszczenie niezwykłego potencjału. Może i początkowo fajnie poprowadzono ich relację, ale wszystko szło za szybko, zbyt łopatologicznie. Flashbacki przez połowę sezonu byłby lepszym rozwiązaniem. Jestem tym bardziej rozczarowany bo motyw powrotu Simmons jest błahy, a oczekiwałem czegoś poważniejszego. I może narzekam na odcinek od momentu spotkania z Willem, ale był tutaj jeden bardzo fajny motyw - szaleństwo bohaterów i nieopisana groza, która się na nich czai. Skojarzenia z Lovercraftem same mi się narzuciły. Do tego jeszcze posępne krajobrazy i wszechobecna ciemność. Robiło to robotę. Tak więc, zmarnowany potencjał z mocnymi elementami. Poczucie niedosytu, ale też dużo momentów z których można się było cieszyć.

OCENA 4.5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E41 Rita's Seed of Evil
Początek sugerował nudny edukacyjny odcinek o tym jakie to ważne są drzewka, trzeba je sadzić by był tlen i ludzie byli szczęśliwi. Na szczęście proekologiczna agitka nie była zbyt nachalna, a Rita's Seed of Evil okazało się całkiem fajnym odcinek. Dłuższe przerwa wyszła serialowi na dobrę. Były absurdy, humor i długie sprawnie wyreżyserowane walki. Nawet dramaturgia, bo hej, los całego świata wisiał na włosku z powodu nowego szatańskiego planu Rity. Jej najnowszy monster nazywał się Octoplant i miał za zadanie zmiażdżyć ziemię. Swoimi korzeniami, które miały przybrać gigantyczne rozmiary zdolne objąć cały świat i doprowadzić do efektownego wybuchy. Kocham te absurdy! Macko/korzenie były niesamowicie śmieszne, niektóre ujęcia były zgapione z Evil Dead (kamera TPP za pełzającym korzeniem szykującym się by zaatakować Jasona). Komicznego efekty dopełniały ograniczenia budżetowe, operator musiał tak manewrować by obraz więcej ukrywał niż pokazywał bo walka macek z Rangerem mogłaby się okazać zbyt kosztowna. I szkoda, że całość zostało zakończona w standardowy sposób czyli pojawieniem się potwora, powiększeniem i nudnym starciem z wykorzystaniem Megazorda.

Mięśniak i Czacha dostali dużo czasu antenowego. Te postacie są takie pocieszne, że chyba nigdy nie znudzą mi się slapstickowe żarty z ich udziałem. Mięśniak wpada w farbę, a ja dalej się śmieje mimo, że kilkadziesiąt razy już to widziałem. A potem jeszcze zostają razem zamknięci w toi toiu. Dawać mi bottle episode z nimi!

Inne:
- nowy utwór Wassermana był grany. Lubię!
- to jaki jest w końcu cel Rity? Chcę zawładnąć Ziemią czy ją zniszczyć? Jeśli to pierwsze to jej plan był głupi. Chyba, że jest sfrustrowana kolejnymi porażkami.

OCENA 3.5/6

Supergirl S01E01 Pilot
Kolejny komiksowy serial od twórcy Arrow i The Flash. I kolejna udana próba przeniesienia superbohatera do telewizji. Po części. Ogólnie odcinek mi się podobał, nie uważam że straciłem 40 minut ze swojego życia. Kara jest bardzo sympatyczna, ukształtowany świat na którym Superman odcisnął swoje piętno ma potencjał, sam Człowiek ze Stali jest fajnie pokazywany, a sceny akcji dają radę. Takich rzeczy nie ogląda się codziennie w telewizji. Jest efektownie i zabawnie. Taki serial popcornowy. Gorzej jak mu się przyjrzeć bliżej, motywację bohaterów są niejasne, za dużo tutaj uproszczeń, świat przedstawiony jest mocno nierealny, a wątek przewodni z zbiegłymi kosmitami już by mnie nudził gdyby nie finałowy twist. Oczywiście oglądać będę dalej. Jeśli się kupi taką inkarnację Kary, której blisko do Barryy'ego z The Flash to serial będzie sprawiał przyjemność. Tym bardziej, że Melissa Benoist nadaje mnóstwo charakteru tej postaci. Jasne, czasem oglądanie jej zachowanie jest trochę żenujące, ale taka konwencja. Podobały mi się też hołd dla dawnych tytułów z Supermanem - ratowanie samolotu jako pierwsza publiczna akcja Kary lub bardzo charakterystyczne kadry czy zwroty. Tylko w przyszłości więcej subtelności. Hołd się sprawdza w pilocie, ale potem trzeba tego używać z wyczuciem i budować swój styl.

OCENA 4/6

The Flash S02E04 The Fury of Firestorm
Zaraz po Snarcie serial funduję historię z Firestormem. Nie jest to tak nachalne wprowadzenie do Legend of Tomorrow jak ostatnio, ale widać co robi serial. Buduję historię pod spin-off zamiast skupić się na własnych bohaterach. Chociaż może to i lepiej? Inaczej przecież mógłby być odcinek w całości poświęcony Westom, a tego był nie zniósł. Już te sceny z Iris, Joe i mamusią oglądałem klikając po inernetach. Ciężko jest mi znieść tą rodzinną dramę. Może nie jest tak zła jak wiele tego typu wątków, ale nie można traktować tego jako pochwały. Obwinianie się z powodu ukrywania prawdy, złość, śmiertelna choroba, zaginiony brat, irracjonalne zachowanie bohaterów. Aż dziwne, że bohaterowie nie mówią po portugalsku. Dużo lepiej można było wprowadzić Wally'ego Westa.

Wątek Firestroma również nie był specjalnie angażujący. Przewidywalna pointa i ograna droga do finału. Plus irytująca Cat. Z jednej strony można ją łatwo zrozumieć. Ronnie "oddał życie" więc dla niej bycie bohaterem i poświęcenie to coś naturalnego. Tłumaczy sobie w ten sposób to czemu nie ma jej męża, wmawia sobie, ze każdy by tak postąpił i to niczyja wina, że ona "nie żyję". Gorzej wypadła transformacja Jaxa i to, że tylko Barry widział w nim potencjał. Cieszy obecność kilku scen akcji, szczególnie tych na stadionie. Początek kojarzył mi się trochę z Dark Knight Rises i akcją terrorystyczną Bane'a na stadionie, a potem było efektowne starcie dwóch Firestromów. Stacja nie żałuję kasy na efekty. Ma hit więc dbają o niego.

Wciąż mam mieszane uczucia co do Patty. Lubię ją, na prawdę, ale coś mi w niej nie pasuje, trudno mi to zidentyfikować. Jak chcę pokazują, że jest twardą babką, ale działa też w parze z Barrym jako geek girl. Chciałbym ich częściej oglądać. Gdyby nie to podskórne uczucie, że ikoniczne kultowe związki są predestynowane. Tak jak Clark musiał skończyć z Lois, tak Barry zwiążę się z Iris. Czego bardzo nie chcę.

Może morał historii walił po twarzy, ale podobał mi się powtarzający motyw porzucenia przeszłości, podjęcia chęci zmian i przerwania błędnego koła poprzez wyjście z strefy komfortu. Jax podjął decyzję by być bohaterem, a Barry by zaprosić Patty na randkę. Teraz czekać aż Cisco zaufa przyjaciołom.

Ponarzekałem, ale całość bardzo dobrze mi się oglądało. Bo humor i dobrze wyważenie akcentów w opowieści. I ta końcówka! King Shark w telewizji. Tego się nie spodziewałem. Grodd wygląda nieźle, ale CGI w lądowym rekinie wyszło fenomenalnie i musiało kosztować kupę kasy. Teraz marzy mi się by dostał więcej czasu ekranowego, a najlepiej w team upie z Groddem. Cieszy mnie, że serial nie wstydzi się swoich korzeni i w pełni wykorzystuje swój potencjał. To jest komiksowy twór i to widać.

Całe cztery odcinki trzeba było czekać na pierwsze spotkanie Barry'ego z Wellsem. Epizod wmawiał nam, że charakterologicznie jest to zły doktorek, jak Eobard, a ostatnia scena pokazuje, że może być cennym sojusznikiem. Tylko boję się, że serial znowu będzie się bawił schematem "nie ufam mu bo ktoś podobny mnie zdradził".

OCENA 4/6