Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masters of Sex. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masters of Sex. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #67 [06.01.2014 - 12.01.2014]

Przed przerwą udało mi się nadrobić Masters of Sex. Szkoda, że to już koniec i trzeba czekać do końca września na nowe odcinki. Zżyłem się z bohaterami i chcę więcej początków rewolucji seksualnej w Ameryce. Przez świąteczną przerwę próbowałem jeszcze nadrobić The Americans i Sons of Anarchy. Niestety nie udało się, a teraz z pewnością nie będzie na to czasu bo nadchodzą premiery i powroty. Mijający tydzień to tylko przedsmak tego co nadejdzie, aż się boję liczyć ile seriali będę próbował śledzić na bieżąco. Próbował bo jestem pewien, że czegoś nie dam rady i trafi do poczekalni jak wspomniani Amerykanie czy House of Cards (tak, wciąż widziałem tylko dwa odcinki).

Najbardziej jestem zadowolony z powrotu Community. Stara jakość wróciła, a absurdalny humor nie jest już niezamierzoną i nieśmieszną parodią poprzednich serii. Wrócił Dan Harmon wróciła i stara jakość. Oglądalność nie jest katastrofalna i wciąż są szanse na realizację szóstego sezonu. I filmu. Pierwszy nowy serial tego roku jaki dano mi zobaczyć to Intelligence i jest średnio. Tego akurat się spodziewałem. Serial jest momentami drętwy i strasznie asekuracyjny. Nie ryzykuje z pomysłami i wydaje się pisany na podstawie jakiegoś podręcznika. Żarty są tam gdzie powinny być, jest akcja, jest humor, jest zalążek wątku romantycznego między głównymi bohaterami, jest i nakreślenie większej intrygi. Jednak nie ma się czym ekscytować. Może w drugim sezonie. Jeśli nie zostanie zdjęty z anteny. 

Dzisiaj Złote Globy. Nie będę się bawił w analizy i prognozy tego typu rozdania nagród są nieprzewidywalne. Można z dużym prawdopodobieństwem napisać, że znane nazwiska, seriale o ugruntowanej pozycji i już wcześniej nominowane mają największe szanse. Tylko, że konkurencja w tym roku jest tak duża, że współczuje dziennikarzom z Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej, którzy muszą wybrać tylko jedną osobę zasługującą na nagrodę. Ja w tym roku najmocniej trzymam kciuki za Tatiane Maslany, Breaking Bad i The Good Wife. 

SPOILERY



Community S05E01 Repilot
- po 1,5 roku przerwy wrócił najlepszy serial komediowy i przypomniał mi jak bardzo można się śmiać w ciągu 20 minut. Brooklyn 9-9 jest zabawne, ale to na Community chichram się bez przerwy, cofam niektóre sceny i zaskakuje kolejnymi popkulturowymi żartami rzucanymi mimochodem. Jak to dobrze Dan, że wróciłeś. Stary poziom powrócił. Na szczęście nie wymazano poprzedniego sezonu mimo, że wszyscy chcemy o nim jak najszybciej zapomnieć. Irracjonalne zachowanie bohaterów zostało wytłumaczone całorocznym wyciekiem gazu. Proste i genialne w swojej prostocie.
- ciekawi mnie jak bohaterowie odnajdą się w nowych rolach. Kolejne studia tylko tym razem z ambicjami by poprawić swoje życie. Tytuł im nic nie dał jeśli chcą by było lepiej sami muszą o to zadbać, a Jeff dalej będzie musiał zwalczać w sobie zło. On jako nauczyciel na znienawidzonej uczelni? To będzie dobra. Marzy mi się by zobaczy szaleństwo w pokoju nauczycielskim
- najlepsza scena? Krytyka opuszczenia Scrubsa przez Zacha Braffa w wykonaniu Troya w świetle informacji o odejściu aktora vs. reklamówka Jeffa i jej parodia w wykonaniu Abeda. Tak bardzo cudowne
- powrót Chevy Chasea do roli Pierca zaskakujący. Nie sądziłem, że aktor wróci do współpracy z Harmonem. Jednak stało się i jego holograficzna wizyta wyszła nieźle

OCENA 4.5/6

Community S05E02 Introduction to Teaching
- poprzedni odcinek do prawdy był repilotem, ten jest za to wprowadzeniem do nowej serii. O ile tamten naprawiał to co zostało zepsute ten nakreśla ton na cały sezon. Lub kilka najbliższych odcinków. Jeff jako nauczyciel wkracza w zupełnie nowy świat. I tak jak się spodziewałem wyprawa do pokoju nauczycielskiego była szokująca. Pozytywnie. Fajnie się patrzy na to co się działo w poprzednich seriach od kuchni i poznaje mechanizmy rządzące logiką profesorów. Spotkanie z Hickeyem świetne. Banks prawie, że znowu gra Mike'a z Breaking Bad przez co jest taki zabawny w scenach gdy grozi Leonardowi. Czekam zwłaszcza na jego sceny z Annie
- pomimo tego, że Jeff znalazł się w zupełnie innym świecie to i tak gwiazdą odcinka zostaje Abed (+ Shirley i jest fascynacja Hellraiserem). Próba zgłębienia geniuszu Nicolasa Cage'a, porównanie go do Jezusa i szaleństwo - genialne. Takie Community kocham

OCENA 5/6 

Intelligence S01E01 Pilot
- jedna z najciekawiej zapowiadających się nowości CBS trafiła na ekrany telewizorów i no cóż jest średnio. Nie miałem wielkich oczekiwań bo to stacja ogólnodostępna więc się nie zawiodłem. By serial rozkwitł zazwyczaj potrzeba kilkunastu odcinków zwłaszcza przy tych produkcjach gdzie wątki proceduralne odgrywają najważniejszą rolę. Pierwszy sezon Intelligence powinien zamknąć się w 13 odcinkach i mam nadzieje, że przez ten czas uda mu się naprawić błędy jakie popełnił pilot
- przede wszystkim liczę na poprawę scenariusza. Niektóre wątki będą się jeszcze długi czas ciągnęły, ale odrobina inwencji i będzie to interesujące. Tylko ta inwencja musi być. Bohater z zaginioną żoną był już nie raz. Dobrze jednak, że jest jakiś większy wątek w tle. Wrogi człowieko komputer może być interesujący, ale tylko jeśli otoczka będzie zgrabnie poprowadzona i podlane sosem politycznym. Pilot niby to zapowiadał, ale może być różnie. Do poprawy też dialogi i bohaterowie drugoplanowi.
- główna para też mogłaby być lepsza. Do aktorów nic nie ma, spisują się dobrze. Josh Holloway i Meghan Ory to niby para idealna tylko nie czuć między nimi chemii, a ich historię nie porywają. Ona dostała się do Secret Service bo w dzieciństwie ochraniała matkę przed ojczymem - co za banał. On natomiast jest nieprzewidywalny i arogancki. Postacie wyciągnięte z jakiegoś szablonu. Mało też było między nimi chemii i ciętych dialogów, kilka wyszło ale większość przeciętna. Ciesze się, że brak między nimi erotycznego napięcia. Nie mają się zbytnio ku sobie i dobrze. Nie wątkowi romantycznemu na tak wczesnym etapie serialu.
- wizualnie jest solidnie, przypomina trochę Person of Interest i Chucka. Walki dobrze zrealizowane, dynamiczne i efektowne. Tylko, że to tylko otoczka, która nie wpłynie na to czy oglądać czy sobie odpuścić. Jeszcze parę odcinków sprawdzę, ale dalej nie mam jakiś wielkich nadziej co do tego serialu. Jednak jeśli sprawy tygodnia będą się przeplatały z głównym wątkiem, a bohaterowie i świat będą inteligentnie rozbudowywani to serial może trwale zapisać się w mojej ramówce. Jeśli tylko oglądalność dopisze

OCENA 3.5/6

Masters of Sex S01E11 Phallic Victories
- trochę spokojniejszy odcinek, ale to zwykła praktyka przed finałem. Zwolnić odrobinę by potem znokautować widza rewelacjami. Chyba najważniejszym elementem przyszłego epizodu będzie przemówienie Billa, które będzie rzutować na jego dalszą pracę. Powstrzymuje się przed spojrzeniem na wikipedię, a korci strasznie. Entuzjazm czy oburzenie słuchaczy? Na pewno nie obojętność. W tym odcinku było widać stres związany z zbliżającą się prezentacją, ale też efekt odejścia Virgini i to jak wiele dla niego znaczyła. Wciąż ją widział, udzielała mu rad i ganiła. A ona szczęśliwa z Ethanem, który znowu ma plany związane ze ślubem. I pewnie znowu nic z tego nie będzie. 
- najciekawiej oglądało się wspólną wyprawę Virgini i Lilian. Świetnie sceny między tymi dwiema kobietami. Tak bardzo różne, ale obie walczą by zaznaczyć swoją obecność w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Ogromnie szkoda choroby DePaul bo znaczy to, że Julianne Nicholson prędzej czy później opuści serial

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E12 Manhigh
-  finał sezonu nie był najlepszym odcinek serialu, ale wcale takim nie musiał być. Poziom przez całą serię był utrzymany, a ostatni epizod jest zwieńczeniem tego co działo się dotychczas. I jeszcze ta nazwa odcinka, która jest kryptonimem historycznych lotów w atmosferę poprzedzających te najbardziej medialne i znane. I tutaj świetna analogia do badań Mastersa. One również zmienią ludzkość, a to co dotychczas miało miejsce to tylko oznaka prawdziwej rewolucji. Prezentacja wstrząsnęła widzami, Bill został wylany, ale odcisnął piętno na nauce. Oczywiście przy okazji musiał zachować się jak dupek pokazując film z orgazmem Virgini. To takie w jego style. Uznaje jej zasługi, daje jej nazwisko na okładce pracy, a i tak wywija jej takie świństwo i tłumaczy, że to w imię nauki.
- w życiu prywatnym bohaterów działo się sporo i wydarzenia te będą miały istotny wpływ na wygląd kolejnego sezonu. Bill wylany z pracy, Scull chcący poddać się terapii elektrowstrząsowej czy Ethan na drugim wybrzeżu. Jednak najważniejsza była sama końcówka - Libby rodząca dziecko i Bill wyznający miłość Virgini. No to się pokomplikują sprawy w kolejnej serii.
- na kolejny sezon wrócę. Nie byłem jeszcze pewien w połowie sezonu mimo, że doceniałem produkcję. Nie moje klimaty, ale mimo wszystko chcę zobaczyć co dalej. I jak. Bo to serial angażujący, a takie uwielbiam. Nawet będzie miał pierwszeństwo przed Homeland jeśli znowu będą razem emitowane.

OCENA 5/6

Mob City S01E05E06 Oxpecker | Stay Down
- sezon się skończył i nie będę płakał jeśli serial nie wróci. Przyjemnie się go oglądało, nie nudził (w większości) i miał swój klimat, ale jak odpaliłem ten odcinek po ok. 3 tygodniach od poprzedniego to zbytnio nie pamiętałem na czym skończyłem, a to jest karygodne jeśli chodzi o seriale. Historia ma wciągać i wywoływać emocję. Tutaj tego nie ma. Tu jest ładny serial, fachowo wyreżyserowany z jednymi z najfajniej zrealizowanych strzelanin w telewizji. I tyle. Może rzeczywiście te trzy długie odcinki to zaledwie wstęp do pierwszego i długiego sezonu i mają nadać ton całej opowieści oraz przedstawić bohaterów? Tylko, że jeśli to prawda to serial zawodzi po całości bo sam nie wiem czy chcę wrócić i zobaczyć co dalej będzie się działo w Lost Angeles. Niby teraz zacznie się zamieszanie, ale czy będzie potrafiło mnie przykuć? Jest jednak całkiem spore prawdopodobieństwo, że zostanę pozbawiony dylematu i serial najzwyczajniej w świecie zostanie anulowany. Oglądalność nie powala, a stacja TNT może się bać ryzyka jak przy Political Animals.
- ostatni odcinek był satysfakcjonujący. Poszerzono gangsterski światek, dodano ciekawe wątki na przyszły sezon, prawda wyszła na jaw, a Joe urządził sobie efektowną strzelaninę gdzie w roli tarczy wystąpił Siegel czego trochę żałuje bo to była jedna z ciekawszych postaci. Nie widzi mi się Mickey w roli głównej w przyszłości. Dobrze, że Sid został, a i wprowadzono starszą wersję Lanskyego. Gangsterska część serialu jest ciekawe, ale ta policyjna ma równie interesujące wątki jak walka Parkera z korupcją. Dlatego tak bardzo szkoda, że główny bohater i wątek miłosny wypadają tak słabo. Jednak niezaprzeczalną zaletą jest zjawiskowa Alexa Davalos - ciężko od niej oderwać oczy

OCENA 4/6

Person of Interes S03E12 Aletheia
- serial złapał wiatr w żagle parę odcinków temu i nie może zwolnić. Fantastyczne wejście w nowy rok w wykonaniu twórców. Może zacznę od Root. Uwielbiam Amy Acker i widać, że świetnie się czuje grając socjopatkę. Uroczy uśmiech i mordercze usposobienie idą w parze. Została złapana przez Nadzorcę i jak to ma w zwyczaju uratowała się. Jej wyznanie, że jest interfejsem Maszyny było przerażające, ale tylko potwierdzające moje przypuszczenia. Teraz zacznie działać na własną rękę tylko kto jest jej przeciwnikiem? Nadzorca i Hersh powinni dać jej spokój czyli zostaje chiński wywiad i zagrożenie ze strony nowego wcielenie Samarytanina i hipotetycznego starego. Ale ta fabuła jest dobra! Powoli zaczynam się gubić i podoba mi się to
- u Fincha i reszty może się wiele nie działo gdy zostali zamknięcie w banku, ale rozmowy o sztucznej inteligencji świetne. I Shaw będące młotkiem zawsze potrafi sprawić uśmiech. Ciekawe, że Collier i Czujni nie zdają sobie sprawy z istnienia Maszyny. Oni tylko podejrzewają, że rząd ich szpieguje, ale są dziećmi w mgle. Prawda zapewne niedługo wyjdzie na jaw
- John wrócił i okazuje się, że tylko by się pożegnać. Jasne, to tylko zagrywka. Twórcy zdają sobie sprawę i widzowie wiedzą, że Reese nie odejdzie z serialu. Jednak co się z nim stanie? Chciałbym żeby wpadł teraz na Root. To by był interesujący team up.
- flashbacki Fincha podobne do ostatnich, ale wciąż wzruszał to jak się troszczył o ojca. Ciekawi mnie czy jeden z agentów pod domem opieki to Hersh. Z postury bardzo podobny. To byłoby bardzo fajne nawiązanie

OCENA 5/6

Sherlock S03E02 The Sign of Three
- serial zrobił się przedstawieniem jednego aktora i wcale mi to nie przeszkadza. Doskonale się bawię, odbieram to jako komedię i chcę więcej. Trochę szkoda, że brakuje zakręconej zagadki kryminalnej, ale jeśli poziom zostanie utrzymany to nie mam nic przeciwko. Bentedict Cumberbatch był bezbłędny podczas przemówienia drużby i rozwiązywania zagadki kryminalnej - genialne. Chyba jedno z najlepszych serialowych wesel na jakich byłem. Błyskotliwie pomyślane i z sympatycznymi bohaterami. Mary lubię coraz bardziej i chciałbym ją zobaczyć podczas jakieś sprawy. Sam Sherlock strasznie uczuciowy i sympatyczny jak nigdy.
- co do nazwy odcinka i opowiadania, które było inspiracją  - zdarzyło mi się czytać Znak trojga Doyla i teraz wiem już jak Moffat przerabia opowiadania na scenariusz. Bierze kilka motywów i je mocno przekształca. Motywów, a nie główny pomysł. Szkielet tworzą scenarzyści serialu i dodają kilka smaczków z prozy. I podoba mi się to. Wyjawienie tytułowego trojga zaskakujące i ciekawie może wpłynąć na serial w przyszłości
- zaskoczyło mnie pojawienie się Lary Pulver jako Irane Adler. Tego się nie spodziewałem. Jednak chciałbym żeby odegrała jakąś większą rolę w serialu. Tak jak Maycroft.
- wieczór kawalerski był genialny! Dokładne obliczenia Sherlocka, szalona impreza i sprawa oraz kac gigant. Cudne! Całości dopełniał rozmyty filtr na kamerze podkreślający stan upojenia bohaterów.

OCENA 5/6

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #66 [30.12.2013 - 05.01.2014]

Niepisana tradycja mówi, że na zakończenie każdego roku powinno się zrobić podsumowanie zeszłego. Co się podobało, co nie i plany na przyszłość. Mam to w nosie. Napiszę tylko, że jestem umiarkowanie zadowolony z tego co działo się na blogu. Mogło być lepiej, ale też dużo gorzej. Początki są najgorsze, teraz już będzie się rozwiał siłą rozpędu. Wciąż mam kilka zaczętych tekstów, które w najbliższym czasie powinny się pojawić. Chciałbym też dojść do poziomu dwóch wpisów w tygodniu i zrobić z tego standard. Materiału jest pod dostatkiem więc trzymajcie kciuki by chęci starczyło. Przydałby się też nowy layout bo ten jest okropny. Boję się jednak grzebać pod maską bloga bo jestem pod tym względem strasznym antytalenciem i prędzej coś popsuję. Jednak będzie trzeba to zmienić. Wydaje mi się, że blog wyszedł już z fazy niemowlęcia i czas go trochę ulepszyć. 

Na rynku serialowym działo się dużo dobrego przez ostanie 12 miesięcy. Mniej znane lub nowe stację zaprezentowały swoje autorskie produkcję, których poziom jest zachwycający. Vikings, Orphan Black, House of Cards. Wydaje mi się, że o tych serialach będzie się długo mówić przez najbliższe lata. Tak jak o zakończonym Fringe, Spartakusie i Breaking Bad. Nikita nie uzyska takiego rozgłosu, a jest tego warta. Może i serial wydaje się naiwny, ale ma sympatycznych bohaterów i nie raz potrafi zaskoczyć. Oglądajcie bo warto, tym bardziej, że doczekał się godnego zakończenie co w dzisiejszych czasach nie jest oczywistością. 

W tym tygodniu było mało czasu na seriale. Prywatne życie czasem potrafi być zaskakujące. Jednak ponownego spotkania z Sherlockem nie mogłem sobie odmówić. Odcinek kontrowersyjny dla mnie okazał się spełnieniem życzeń. W końcu wrócił najlepszy detektyw naszych czasów i udowodnia, że jest nieprzystosowany do życia w społeczeństwie. Udało mi się też ponadrabiać Masters of Sex. Dwa odcinki do końca i jestem pewien, że wrócę na kolejną serię. Mimo, że poziom serialu jest zachwycający od samego początku to nie byłem zdecydowany czy to serial dla mnie. Teraz jestem pewien i chcę osobiście przeżyć rewolucję seksualną w Stanach. Boję się tylko, że po paru sezonach poziom drastycznie poleci w dół. Nie mam zaufania do Showtime, które systematycznie zarzyna swoje seriale. Weeds, Dexter, Californication, Homland zaczynały z dużego A, a im dalej tym gorzej. Gdybym się nie znał powiedziałbym, że stacja uczy się na błędach i będzie lepiej. 

SPOILERY

Masters of Sex S01E07 All Together Now
- odcinek o romansach. Tak w dużym uproszczeniu. Sytuacja się pokomplikowała, a bohaterowie mają pozorne szczęście, ale tak na prawdę nie wiedzą czego oczekują od życia. Virginia nie wie co jest między nią, a Mastersem, a wspólny orgazm tylko wszystko komplikuje. Tak jak jej przyjaźń z Libby. Billa natomiast dalej nie rozumiem i dlatego tak bardzo podoba mi się jego postać. Chciałbym wiedzieć o czym sobie myśli wracając od kochanki do żony. Widać, że czerpie radość z wspólnych sesji z Virginią, ale cały czas tłumaczy to naukowym podejściem. Niedługo będzie musiał skonfrontować się z rzeczywistością. Jeszcze ciekawiej się robi jeśli doda się do tego zazdrosnego Ethana, który wmawia sobie, że jest szczęśliwy z Vivian oraz Libby, która próbuje znowu zajść w ciążę. Wybuchowa mieszanka.
- równie dobrze wypada Austin z jego kompleksem Edypa. Romans z Margaret, rozmowy na kozetce, reakcja Scullego oraz jego homoseksualny romans. Tutaj może eksplozja nie nastąpi, ale małe trzęsienie ziemi jest całkiem możliwe jeśli niektóre sprawy wyjdą na jaw.
- powrót Jean mnie cieszy. Może i postać z tła, ale daje dużo humoru serialowi.

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E08 Love And Marriage 
- mniej romansów i oglądało mi się lepiej. Może już mam trochę przesyt tych przeróżnych konfiguracji albo po prostu lubię codzienne życie bohaterów. Szczególnie to w szpitalu. Ambitna Virgiania, chora DePaul, Jane jako sekretarka Willa i kolejny problem z badaniami - jak przedstawić wyniki w naukowy sposób. Do tego trochę humoru z kręceniem orgazmu od środka i kilka  trafnych spostrzeżeń na temat ludzkiej seksualności.
- w wątku Scullych trzęsienie ziemi nastąpiło szybciej niż myślałem. Margaret chcę rozwodu, a Barton jest gotów by podjąć drastyczne działania w celu zatrzymania żony. Podoba mi się jak została pokazana miłość tych dwojga - szczera, ale też przez cały czas nieumyślnie się krzywdzili. Ciekaw jestem jak dalej zostanie potraktowany wątek homoseksualizmu w latach '50 bo to bardzo trudny temat.
- Libby w ciąży. Zaskoczenie, że tak szybko, ale to może oznaczać kolejną zbliżającą się tragedię. Ja jestem ciekaw czy Walter się jeszcze pojawi bo problematyka czarnoskórych w epoce nie była jeszcze poruszana poza kilkoma małymi wyjątkami.
- jest jeszcze Ethan oświadczający się Vivian. Już. Wątek ten pędzi jak lokomotywa i już niedługo czeka ją wykolejenie. Bo chyba nikt nie spodziewa się tutaj happy endu.

OCENA 5/6

Masters of Sex S01E09 Involuntary
- trochę słabszy odcinek, miał dłuższe i nudniejsze momenty, ale dalej się go wspaniale oglądało dzięki różnorodności wątków i pewnym ciekawym zmianom u bohaterów. Czyżby Bill w końcu zdał sobie sprawę, że to coś między nim i Virginią to romans i wyrzuty sumienia kazały mu jej zapłacić? Jak zmienią się ich relację? Najciekawsze w tym jest to, że powodem zmiany była informacja o ciąży Libby oraz rozmowa z matką, która przypomniała mu przeszłość. Bill nieumyślnie powiela błędy swojego ojca.
- u Ethana kryzys wiary. Czy może raczej kryzys osobowości. Jak to było widać w poprzednich odcinkach cały czas płynął z prądem, nie zastanawiał się nad życiem tylko przyjmował je takie jakie jest. O nic nie walczył tylko dostosowywał się. Zmiana wiary i przypadkowa rozmowa o niej była tylko zapalnikiem by w końcu zdał sobie sprawę, że jest biernym obserwatorem. Doprowadził kobietę do łez, ale przynajmniej powiedział jej prawdę. Mam jednak nadzieje, że to nie koniec występów Vivian.
- Lester przy obiedzie przyznający, że się masturbuje był najzabawniejszym fragmentem odcinka, który tak bardzo kontrastował z matką Billa, która powoli zaczynała się domyślać, że jej syn ma romans z Virginią.

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E10 Fallout
- zacznę od końca - Mushroom Cloud od Sammyego Salvo jest cudowne i idealnie wpasowało się w odcinek. Zachęcam do przesłuchania.
- sam odcinek bardzo dobry. Ciesze się, że w końcu w takim stopniu wykorzystano prawdziwe wydarzenia historyczne przez co serial stał się taki realny i nierealny zarazem. Próba obrony cywilnej, ochrona przed atakiem nuklearnym, chowanie się pod ławki i udawane operację oraz radiowe doniesienia o kolejnych "zniszczeniach" - wszystko to tworzyły niesamowity klimat. I te gorzkie słowa Jane na koniec, że przygotowanie są daremno bo i tak zginą. Ułuda władz była wtedy porażająca.
- Ethan starł się z Billem - świetna scena, pięknie zainscenizowana. Świetne ujęcie dwóch lekarzy na przeciwko siebie i potem cios nokautujący. Wybuch Billa niesamowity oraz zarzuty do Ethana. Kapitalnie to wyszło. Tak jak potem reakcja Virginii. Każda akcja ma swoją reakcję. Niby nieznaczący szczegół jak wyznanie Ethana o ciąży Libby staje się zapalnikiem istotnych wydarzeń. Virginia zdaje sobie sprawę, że miała romans z Billem i udaje się jej zgłębić jego zachowanie. Tymczasowo rezygnuje z badań co powinno wprowadzić trochę nowej dynamiki do serialu.
- ciesze się, że DePaul dostała więcej czasu niż zwykle bo od paru odcinków zachwycam się Julianne Nicholson. Wspaniała aktorka portretująca niezwykle ciekawą postać. Kobietę sukcesu w świecie zdominowanym przez mężczyzn, która porusza się w nim po omacku. Teraz z Giny powinny dać czadu i czekam na zaciskanie więzi między nimi.
- pocałunek Jane i Lestera był zaskakujący, jak z taniego filmu romantycznego, ale miał w sobie coś uroczego. 
- sceny z Margaret takie jak cały odcinek - są zwiastunem potężnej eksplozji. Ona już wie o homoseksualizmie Burtona, a to znaczy że ktoś jeszcze się dowie. Świetna była rozmowa z prostytutką, ale bardziej podobał mi się metaforyczny dialog z Austinem o satelitach i pozornym unoszeniu się. Zbliża się bolesny upadek.

OCENA 5.5/6

Nikita S04E06 Canceled 
- to jest już koniec i tak bardzo przykro. Widać pośpiech w tym odcinku - tyle ważnych rzeczy się działo i szybko kończono wątki, które można by rozciągnąć na wiele epizodów. Nie ma w tym nic złego bo serial nie stracił na jakości. Tylko, że mógłby być emitowany jeszcze kilka miesięcy! Będę tęsknił za Nikitą bo jest to jedno z najbardziej niesłusznych anulowań od kilku lat, ale też to serial który nigdy nie miał głośnej prasy. Mówiło się o nim przeważnie dobrze, ale cicho. Nie zdobył uznania na jaki zasługuje, a powinno się go stawiać na równi z Person of Interest bo to mniej więcej ten sam poziom. No nic będę tęsknił! W głębi ducha wierzę też w niemożliwe czyli wskrzeszenie na Netflixie. Szansę są bliskie zera, ale racjonalizm jest dla głupców, ja się uczepie myśli, że serial może powrócić bo tylko to mi zostaje. Samo zakończenie jest otwarto - zamknięte. Satysfakcjonujące dla bohaterów i widzów, ale dające masę możliwości rozwoju. Nie zdziwiłbym się jakby i w tym wypadku powstała komiksowa kontynuacja
- odcinek był na wysokim poziomie. Może nie był niesamowicie emocjonalny czy wybuchowy, ale został skonstruowany tak by zaskoczyć. Twist fabularny był spodziewany bo w tym serialu są one często spotykane. Nie sądziłem jednak, że tego kalibru. Wszystko to zmyłka, misternie zaplanowany plan. Ale dzięki temu była masa świetnych scen choćby walka Alex z Nikitą - wow, brakowało mi takich rzeczy. Albo eliminacja kolejnych bossów. Milusio się to oglądało. Trochę rozczarowała ostateczna konfrontacja z Amandą, ale z drugiej strony podoba mi się ten koniec. Bez strzelania i klepania po pyskach. Wygrał spryt i inteligencja. A ostatnie słowa Nikity do Amandy genialne.

OCENA 5/6

Sherlock S03E01 The Empty Hearse
- nareszcie jest! Dwa lata oczekiwania i w końcu pojawił się nowy odcinek, czy może raczej film, Sherlocka. I nie zawodzi bo nie miał prawa. Jako wyposzczony fan pewnie przyjąłbym wszystko z pocałowaniem rąk, ale obiektywnie patrząc, jeśli to w ogóle możliwe, było to wspaniałe 1,5 godziny telewizji. Pod każdym względem. W sumie na siłę można przyczepić się do wątku terrorystycznego i małego nacisku na sprawę, ale to tylko zależy od oczekiwań. Ja na serial czekałem głównie ze względu na bohaterów i formę, a nie kolejne zagadki kryminalne, które przecież są tylko tłem do interakcji bohaterów
- cieszyłem się jak dziecko ponownie oglądając tego aroganckiego Sherlocka. Czarujący i odpychający zarazem. Podręcznikowy przykład socjopaty. I to w nim takie piękne. Reunion z Johnem bardzo udany. Musiały być kłopoty i okres przejściowy, ale świetnie to poprowadzone. Tak jak inne spotkania - z Lastradem, Molly i panią Hudson. Cudownie się to oglądało. Tak jak kolejne błyskotliwe sprawy i coraz to bardziej wymyślne dialogi i potyczki słowne. Jaka szkoda, że jeszcze tylko 3h i kolejna długa przerwa...
- strasznie mi się podobał scenariusz bo był zakręcony, ale urzekła mnie reżyseria. Zabawy perspektywą i kolorowymi światłami, sporo efektownych zdjęć i efektów specjalnych, w które włożono sporo pracy. No i jak się nie cieszyć na widok eksplozji pałacu Buckingham czy wycieczek do umysłu Sherlocka?
- po takim cudownym odcinku brak rozwiązania zagadki sfingowania swojej śmierci nie jest rozczarowaniem. Moffat jak to ma w zwyczaju droczy się z widzami, podsuwa kolejne tropy by w końcu udowodnić, że to co widzimy to tylko kolejne kłamstwo i zasłona dymna. Kolejne odcinki to kolejne możliwości? Jestem za. Tym bardziej jeśli będzie więcej takich fantazji jak ta gdy Sherlock i Moriaty mieli się bardzo ku sobie.
- ciekawszym pytaniem jest kto będzie nowym wrogiem Sherlocka. Czy to ten tajemniczy mężczyzna z ostatnich minut jest odpowiedzialny za porwanie Johna? Czy chce się zmierzyć na intelekt z Sherlockem czy może ma jakiś inny plan? Na pewno szykuje się kolejny wielki pojedynek znakomitych umysłów. A w przyszłości z chęcią zobaczyłbym starcie z Maycrofem. W tym odcinku był tego przedsmak i liczę na dużo więcej.
- Molly jest urocza. Cudownie wyglądała jako asystentka Sherlocka. Zupełnie nie na miejscu, ale miło się na nią patrzyło. I też współczuło jej. Tak jak po ostatniej scenie. Niby ma chłopaka i jest zaręczona, ale wypisz wymaluj klon Sherlocka. Biedna dziewczyna.
- Mary wypadła nieźle. I Sherlock ją akceptuje. Chciałbym żeby odegrała dużą rolę w jakimś odcinku i liczę na kilka poważniejszych starć z Sherlockem. Pewnie i na to przyjdzie czas.   

OCENA 5/6 

niedziela, 29 grudnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #65 [23.12.2013 - 29.12.2013]

SPOILERY


Doctor Who S07 Christmas Special: The Time of the Doctor
- jak przy odcinku na 50 lecie serii tak i tu nie będę się rozpisywał. Są ludzie, którym lepiej to wychodzi, a Doctor Who to serial o którym można pisać i pisać. Ze swojej strony polecę choćby ten wpis, który w większości pokrywa się z moimi odczuciami
- a teraz moje wrażenie - jestem rozczarowany. Odcinek nie był zły, ale spodziewałem się po nim innych rzeczy. Gdy odchodził Dziesiąty dostałem długie pożegnanie skupione na jego postaci. Nastrój był depresyjny i stosunkowo kameralny, a wszystkie specjale miały cel by przygotować widza przed nieuniknionym końcem. Tutaj tego nie czułem. Po epickich i zwariowanych przygodach w Day of the Doctor i Name of the Doctor zasiadałem do tego odcinka bez przeczucia, że to już koniec drogi. Nie byłem na to przygotowany. Równie dobrze epizod mógł się skończyć odmłodzeniem Jedenastego, a nie jego regeneracją. Była ona dla mnie strasznie wymuszona. Możliwe, że przez konstrukcję odcinka, gdzie próbowano połączyć epickość Moffata z kameralnością Daviesa. Nie udało się. Moffat chciał połączyć wszystkie swoje wątki, powyjaśniać niewyjaśnione i udowodnić, że miał plan. I w sumie udało mu się to. Cisza, Big Bang, Crack on the Wall, Tranzelore, Gallifrey - wszystko to miało kulminację w tym odcinku. Logicznie wyjaśniono, nie ma się zbytnio do czego czepiać ALE to nie było miejsce na tego typu zabiegi. To miał się żegnać Jedenasty z widzami i Clarą, a nie Moffat zamykać wątki. Jedna rewelacja za drugą i wyciąganie kolejnego asa z kapelusza i królika z rękawa to zły pomysł. Jakby scenarzysta bał się, że zacznę się nudzić więc musiał zarzucać kolejne wielkie pomysły. A efekt był odwrotny bo coraz bardziej miałem dość kolejnych pomysłów.
- jednak trzeba przyznać jedno - te ostatnie minuty Jedenastego się udały. Może jego przemówienie do swoich wrogów nie było tak epickie jak to z Pandoricy, ale nadawało się na koniec. Jednak najlepiej wypadły sceny w TARDIS - zrzucenie muszki, ostatnie słowa i widok Ameli - pierwsza i ostatnia twarz, którą zobaczył. Smutno się zrobiło. Niepotrzebne jednak było starzenie Doktora. Matt potrafił odzwierciedlić wiek swojego bohatera spojrzeniem, a postarzenie Doctora to niepotrzebny zabieg wizualny.
- fabularnie też mi się średnio podobało, ale momenty ratowały sprawę. Jak choćby Papal Mainframe i Tasha Lem. Podczas oglądania cieszyło też pojawianie się wyżej wymienionych wątków. Pojedyncze puzzle były smakowite tylko, że utworzyły średni obrazek. Jednak średni obrazek Doctora to i tak bardzo doby serial.
- i jeszcze Capaldi - co za spojrzenie! Nie wiem czy dalej jego podróż będzie miała szalony charakter z masą biegania, ale czuję że polubię tego Doktora i jestem olbrzymie ciekaw jego relacji z Clarą. 

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E05 Catherine
- odcinek pokazuje jak szybko można przejść od komedii do dramatu. Scenka z parą nie wiedząca skąd się biorą dzieci była zabawna, tak jak problemy z erekcją Langhama czy Ethan zastanawiający się co zrobić z Vivian. Jednak bardzo szybko pojawiły się tragiczne wydarzenia. Poronienie Libby czy problemy Virigni z dziećmi. Szczególnie ten pierwszy wątek był dramatyczny bo znowu można było zobaczyć spektrum emocji u Willa - jego niemoc, rozpacz i gniew ukierunkowany na matkę. Michael Sheen to świetny aktor i bardzo się ciesze, że został doceniony za tą rolę
- ciekawie wypadły też sceny z Virignią. Samotna matka pragnąca zapewnić jak najlepsze życie swoim dzieciom jest nienawidzona przez syna. I potem jej słowa prawdy o byłym mężu, który nie nadaje się na ojca.
- bardzo się ciesze, że Allison Janney w końcu zadebiutowała w serialu. Dużo czasu nie dostała, ale i tak kradła sceny z swoim udziałem
- udanie też potraktowano wątek Ethana, który zaczął panikować po tym jak przespał się z Vivian i dosadne słowa, które usłyszał  - żeby postawił się na jej miejscu 

OCENA 5/6

Masters of Sex S01E06 Brave New World 
- dramaty i dramaty. W tym serialu nie ma miejsca na szczęście. Ludzka zawiść i wredota nie ma granic i jest wszech obecna. Bohaterowie są za to pełni wad i niedoskonałości, a ich intencje nigdy nie są jasne. To złożone postacie, które ciężko rozszyfrować. Bo co takiego Virginia zrobiła w ostatniej scenie? Wcześniej była przeciwniczką uczestniczenia w badaniach, a teraz obnaża się przed Willem i chcę mu udowodnić, że kobieta może osiągnąć orgazm przez dotykanie piersi. Wygląda to jakby go uwodziła, a sprawę komplikuje tylko fakt, że jest przyjaciółką jego żony, która straciła poroniła w poprzednim odcinku. Niezwykle to skomplikowane
- skomplikowane jest też życie Margaret i Austena. Ona nigdy nie osiągnęła orgazmu, nie wie co to szczęścia, spędziła niemal całe życie u boku męża homoseksualisty. On ma podświadomy problem z potencją. Przypadek łączy ich razem. I zapowiada się, że to spotkanie wywrze wpływ na tą dwójkę. Margaret będzie chciała skonfrontować się z mężem, a Austen będzie zadawał sobie pytania o kompleks Edypa. Jest interesująco, tragiczne i ludzko
- niezwykle ludzka była też zawiść doktor DePaul. Kobieta, która została lekarzem, osiągnęła niemożliwe, ale wciąż jest to małostkowa kobieta, zazdrosna i pragnąca uznania. Nie może docenić Virginii, wręcz przeciwnie, umniejsza jej zasługi. Znowu takie to ludzkie
- niezwykle ciekawe było też wplecenie w odcinek prawdziwej historii. Pierw wykład Freauda i rozważania na ten temat, klimatyczna wyprawa do Miami i informację o radzieckiej bombie atomowej czy w końcu wyprawa na film. Serial porywa odzwierciedleniem realiów
- ciekawie wypada też wątek Libby. Coraz bardziej oddala się od męża, a ich niezrozumienie jest coraz bardziej widoczne. Jednak wciąż widać w niej iskrę życia, chcę zaszaleć i wyrwać się ze swojej rutyny. Chcę być kimś innym bo zdaje sobie sprawę z miałkości jej życia. Niemal kończy się to tragicznie, ale też pokazuje, że idealne życie to tylko pozoru. Zupełnie jak jej związek z Billem

OCENA 5.5/6

Nikita S04E04 Pay-Off
- pierwszy akapit to tradycyjne narzekanie na stację The CW i jej decyzję o anulowaniu Nikity. I tak samo będzie po dwóch kolejnych odcinkach bo to jeden z tych seriali, które po dwóch sezonach osiągnęły szczyt swojej formy i cały czas go utrzymują. Jacy ci amerykanie głupi, że nie oglądają tego serialu...
- a o samym odcinku - nie dałem się oszukać! No dobra nie do końca. Twist fabularny musiał być, jak co tydzień, ale go nie przewidziałem. Miałem jednak cały czas wrażenie, że coś jest nie tak, że wszystko za łatwo idzie, ale nie mogłem zidentyfikować źródła problemu. Podejrzenia się nasiliły gdy niemal wszystko zaczęło wychodzić bohaterom, a potem odnieśli zwycięstwo dwa odcinki przed końcem sezonu. I potem szok - wszystko to było wielkim planem! Co to jedna firma warta kilkanaście miliardów dolarów, można ją poświęcić w drodze do wygranej. Nikita odnosi zwycięstwo, ale nie wie, że jest w bańce. Przecież to równie dobrze mógłby być finał całego sezonu i nikt by nie narzekał! Były pojednania, walki, strzelanie i eksplozje, wszystko co najlepsze ma do zaoferowania ten serial.
- nawet wątek political fiction jest znośny. Powiedziałbym nawet, że jest przekonujący bardziej od tego z Homeland. Plany wydają się bardziej realne, a i nie zapomniano o mediach, które uwiarygodnianą historię. Przypominają mi się stare, dobre czasy 24.
- jedyne zastrzeżenie mam do Alex i Sama. Ich wątek przez cały sezon jest na uboczu. Niby cały czas się coś dzieje, ale mam wrażenie, że to zupełnie nie potrzebne. Gdyby to jeszcze było 19 czy nawet 9 odcinków bym wybaczył, ale nie w takiej sytuacji jaką mamy obecnie

OCENA 5/6

Nikita S04E05 Bubble
- przedostatni odcinek i kurde, za szybko! Przecież zakończenie tego epizodu równie dobrze mogłoby stanowić punkt wyjścia dla pełnej serii składającej się z 23 odcinków. Taki potencjał zmarnowany przez pazerność amerykańskiej stacji i głupotę przeciętnego widza! Przecież Nikita to jeden z najlepszych procedurali w telewizji. Ja mu wręczam w tym roku statuetkę imienia załogi Firefly za najbardziej niesłuszne anulowanie tego roku
- sam odcinek był fenomenalny. Bańka szczęśliwego życia się utrzymywała. Nikita powiedziała prawdę i została bohaterką Stanów i świata. Nietypowej rola w której nie czuła się komfortowo. Jednak było szczęśliwe życie, powrót do dawnych marzeń i planowanie przyszłości. Wszystko to dość długo się utrzymywało, ale pojawiały się niepokojące przesłanki. Fletch jak zwykle nie ufał systemowi i dalej drążył do prawdy co przypłacił swoim życie. Jego konfrontacja z Amandą świetnie poprowadzona. Zostawił jej pamiątkę na całe życie. Teraz wygląda na prawdziwego wroga Nikity z pokiereszowaną twarzą. Trzeba przyznać też Ryanowi, że ma jaja. Poświęcił własne życie by prawda wyszła na jaw. Prawdziwy bohater, a scena jego poświęcenia niesamowita. Tak jak jego widok w szpitalu i wyjawienie prawdy Nikicie z wyciszonym dźwiękiem. Może i przy tym serialu pracują rzemieślnicy, ale najlepsi w swoi fachu. Teraz Nikita znowu ucieka i niby powrót do punktu wyjścia, ale cieszący bo wracamy do współpracy z Alex, której brakowało
- strasznie podobała mi się scena zeznań przed komisją ze względu na wypowiedziane słowa. Niemal te same, które słychać na początku każdego odcinka serialu. Z fajnych smaczków nieźle wyszły negocjacje Nikity.
- oderwany wątek Alex i Sama wreszcie się skończył i to tak jak powinien - oboje wylądowali w łóżku. I jest to jak najbardziej logiczne. Już między nią, a Owenem było widać chemię, a teraz doszło do zbliżenie. Dalej ciężko zidentyfikować ich relację, ale zapowiada się, że oboje dostaną zakończenie na jakie zasługują - po tym jak wiele wycierpieli doznają spokoju
- zadziwiła mnie trochę brutalność w tym odcinku. Może i zbytnio nie pamiętam zeszłych lat, ale tutaj krwi było zadziwiająco wiele. Zakrwawiony Ryan i Amanda oraz posoka tryskająca podczas walki Alex i Sama. 

OCENA 5.5/6

niedziela, 8 grudnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #62 [02.12.2013 - 08.12.2013]

SPOILERY



Almost Human S01E01 Pilot 
- zaskoczyłem się. I to pozytywnie co mi się rzadko zdarza. Byłem strasznie negatywnie nastawiony do tego serialu mimo, że jestem wielkim pasjonatem produkcji sci-fi oraz uważam Wymana za świetnego showrunnera, a Abramsa za odpowiedniego producenta. Odstraszała mnie głównie stacja FOX oraz ekipa aktorska. Nie powiem, że ten pilot był w stylu "o je! dawać następny odcinek, ale już!", ale przyjemnie się oglądało i przy odrobinie wysiłku można dostrzec materiał z sporym potencjałem, ale też jest spora liczba zastrzeżeń
- główna para wyszła bardzo dobrze. Bardzo martwiłem się, że będzie brakowało chemii między nimi. Niepotrzebnie. Może nie jest rewelacyjnie, ale nic tutaj nie kuje w oczy, a i od czasu do czasu można się pośmiać. Jest też duży potencjał na historię z przeszłości. Zarówno u robota jak i człowieka. Pewnie ich osobiste wątki w końcu splotą się w jedno, ale to raczej dobrze. Średnio mi się jednak podobał zbyt duży nacisk na emocję postaci. Może i jestem nie czuły, ale na to jest na razie za wcześnie. Pierw trzeba się do nich przyzwyczaić, poczuć sympatię, a dopiero potem problemy osobiste, zwłaszcza te na podłożu psychologicznym będą robiły większe wrażenie
- wizja świata i ogólny felling mi się podobają. Czuć w tym aspekcie ducha Fringe. Dziwne urządzenia i zamiłowanie do makabry. Jest też szalony profesorek. Jednakże ciężko mi uwierzyć, że tak świat będzie wyglądał za 35 lat. Za bardzo to wszystko futurystyczne. Ale też i sterylne. Ciężko mi uwierzyć, w ogromną przestępczość.
- fabularnie jest bez szału. Tajemnicza organizacja, śmierć partnera, nowi w policji, kret, dawna ukochana skrywająca swoją przeszłość. Brakuje jednak wątku, który by autentycznie absorbował. Liczę jednak, że serial nie będzie tylko opierał się na relacjach Doriana z Johnem, a i gościnna obsada się rozwinie. Niby już jest motyw powracającego tatuażu i zapowiada się na manipulację tkankami i biologiczno-technologiczne wątki ale to za mało by wzbudzić większe zainteresowanie

OCENA 4/6

Almost Human S01E02 Skin
- w paru miejscach natknąłem się, że serial został wyemitowany w nieodpowiedniej kolejności co akurat na antenie FOX nie jest czymś szokującym. I w sumie wiele rzeczy b to wyjaśniało. Bo kompletnie nie rozumiem gdzie rozwój relacji Doriana z Johnem. W poprzednim odcinku ich relację były ciężkie, a teraz są BFF i sobie żartują. Kłóci się to z pilotem. Do tego jeszcze wątek Stahl. Nic nie wskazywało na to, że ona się może mu podobać, a tu zapowiada się wątek romantyczny mimo, że nawet nie było koleżeńskich relacji. Zabrakło nawet zwykłej, prywatnej interakcji.
- irytowało mnie też zachowanie bohaterów względem seksbotów. Skrępowanie czy jąkanie się. Dorośli mężczyźni, a zachowują się jak nastolatkowie z burzą hormonów.
- fabularnie też nic specjalnego. Lekkie przerobienie scenariusza i już mamy porywane kobiety w pierwszym lepszym proceduralu. Zero głównej fabuły. Tylko znowu przewinął się motyw sztucznego DNA czyli w przyszłości będzie to odgrywało większą rolę. I nie zdziwiłbym się gdyby pojawiły się androidy, których nie można odróżnić od ludzi
- w sumie odcinek znowu ratowały relację Dorian/John. Kilka niezłych dialogów o tym gdzie idą elektroniczne owce gdy umierają czy motyw profilu randkowego i skanowanie jąder. Dobre, ale to za mało

OCENA 3.5/6

Almost Human S01E03 Are You Receiving?
- nie wiem jak wyglądało powstawanie tego serialu ale musiało wyglądać mniej więcej w ten sposób - Wyman na planie Fringe wpada na kilka pomysłów, zabiera parę rekwizytów, zastanawia się nad życiorysem bohatera, a że mu się nie chcę pożycza wypadek, który spotkał Petera na jeziorze Reiden. Seriale są bardzo podobne, ale Almost Human wciąż brakuje własnej tożsamości, czegoś co go wyróżnia. Proceduralne sprawy to za mało by zaintrygować na dłużej, a relację między bohaterami w końcu spowszednieją. Mnie najbardziej irytuje brak wiedzy o świecie. Trzeci odcinek, a ja dalej nic nie wiem o sytuacji geopolitycznej czy problemach społecznych przyszłości. Nie wiem nawet w jakim mieście dzieje się akcja. Przez co ciężko mi się przejmować losem bohaterów skoro nie mogę ich nigdzie umiejscowić...

OCENA 3.5/6

Almost Human S01E04 The Bends
- i na tym kończę przygodę z serialem. Mam go dość bo to strasznie zachowawcza produkcja, bez ambicji by stać się czymś więcej. Albo jej nie dostrzegam. Nawet iskierki chociaż tak bardzo jej szukałem. Najbardziej do oglądania nęciła mnie wizja świata przyszłości, ale zupełnie tego nie wykorzystano. Są androidy i nowe technologie, ale to tyle. Najśmieszniejsze jest jednak to, że wszyscy opowiadają jak to przestępczość wzrosła i co to za niebezpieczna dzielnica, ale tego nie widać. Ludzie spacerują sobie z parasolkami, a policjanci latają przez okna i rzucają czerstwe dowcipy. Przerost... w sumie nie, brak przerostu czegoś nad czymś, ja widzę tutaj tylko niedostatki
- sprawa odcinka to kolejna typu "wyciągamy z szuflady niewykorzystany scenariusz z jakiegoś procedurala sci-fi i lekko dostosowujemy do konwencji Almost Human". Wyszło przeciętnie czyli zgodnie z standardami serialu. Taka tania podróbka Breaking Bad i The Shield. Największy plus to obecność Benito Martineza w narkotykowym wątku. Jednak twist z jego postacią nie był jakiś wstrząsający. Żałośnie jednak wyszedł wątek szukania Bishopa. Bo co z tego, że miga się od złapania przez 10 lat skoro nasi super chłopcy namierzają go w pół odcinka
- serial dalej ma dobrze rozpisane dialogi między Dorianem, a Johnem jednak zdarzają się słabsze momenty. Dalej jednak nie rozumiem tej ich przyjaźni, a w odcinku nie było czuć, że Dorian jest androidem

OCENA 3.5/6 

Arrow S02E08 The Scientist 
- wielki debiut Barryego Allena wyszedł przeciętnie. Katastrofy nie było, jaka postać powracająca spisywałby się całkiem nieźle, ale nie widzę w nim potencjału na osobę prowadzącą własny serial. Na dłuższą metę może być irytujący, a bycie troszkę dziwnym i nie do końca przystosowanym społecznie jest już nudne. Wiele może się zmienić gdy zyska moce, ale na razie wolałbym by został w Arrow i odwiedzał raz co kilka odcinków Starling City. Jego związek z Felicity jest fajny, ale tutaj te same zastrzeżenie co do postaci - może wypaść męcząco. I za mało mają nerdowskich momentów, a przecież to powinno działać idealnie
- sam odcinek też niczym nie zachwycił i momentami był durny. Taki już urok tego serialu. Jednak na plus to wprowadzenie supermocy do serialu. Mamy w końcu mirakuru, Oliver mówiący o tym co działo się na wyspie (Slade nie żyję!? a może się obudzi i potem Oliver go spali?) i opowieść Allena. To tyle zapowiedzi producentów o nie korzystaniu nadprzyrodzonych zjawisk.
- Moira zarządziła w tym odcinku strasząc Malcolma Rash'al Ghulem. No ciekawe jaki aktor się w niego wcieli i kiedy zadebiutuje. Oby jak najszybciej
- wątek Roya i Thei był nudny, ale tutaj tez jedna krótka scena mi sporo wynagrodziła - Roy dostaje strzałę w kolano, a mógłby być superbohaterem. Od razu przypomina się Skyrim.
- niewątpliwy plus to brak Sarah. Tylko za to ocena odcinka idzie do góry

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S01E10 Thanksgiving
- obowiązkowy odcinek z Świętem Dziękczynienia wypadł bardzo dobrze. Cała ekipa w domu Amy zarządziła. Zwłaszcza flashbacki po spróbowaniu jedzenia. No i sama Amy wyglądała cudownie w sukience. Równie zabawna Rosa oczekującego najgorszej kolacji ever oraz nienajedzony Terry. Jednak za hit odcinka uznaje Boyle Bingo. Znowu prosty pomysł, ale kapitalnie zrealizowany i tyle śmiechu
- przyjemnie też było oglądać bohaterów mierzących się ze swoimi problemami - Boyle opowiadający o Rosie, Jake i jego trauma z dzieciństwa czy Amy dążąca do doskonałości oraz złośliwa i zarazem miła Gina
- w sumie tylko jednej rzeczy brakuje mi w tym serialu - występów gościnnych. Niby ekipa daje sobie radę bez nich, ale zawsze to miło zobaczyć jakiegoś znanego aktora, który szaleje na ekranie

OCENA 4.5/6

Homeland S01E10 Good Night
- takie Homelan aż chcę się oglądać! Nie jakaś nudna obyczajówka z powtarzającymi się bądź nić nie wnoszącymi wątkami tylko thiller polityczny, który trzyma w napięciu przez cały odcinek. Brakowało mi tego. Oby przez następne dwa odcinki poziom został utrzymany, a wszystko na to wskazuje. Bo Brody dostał się do Iranu, a CIA nie ma dla niego planu ratunkowego. Podoba mi się to. Mam tylko nadzieje, że nie wymyślą jakiegoś banalnego rozwiązania, ale w sumie wolę to niż oglądać tą operę mydlaną z pierwszych 8 odcinków.
- strasznie mi się podobało, że niemal cały odcinek był w siedzibie CIA oraz na granicy Iracko-Irańskiej poza dwiema czy trzema scenami w Białym Domu. Żadnego domu Brodych czy innych nietrafionych rozwiązań. Było czuć, że misja jest ważna, a napięcie rosło z każdą minutą. Do tego jeszcze Tim Gunne jako kierownik akcji i Quinn w tle. Tylko Fatimy zabrakło, ale dobrze, że się i ona pojawiła. Okropnie jestem ciekaw jak dalej rozegrają końcówkę sezonu. Nie obraziłym się gdyby ktoś z trójki Brody, Carrie, jej dziecko zginął.

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E04 Than You For Coming
-  po delikatnej przerwie wracam do serialu i pozostaje tylko żałować, że tak późno się zabrałem ze ten odcinek bo jak zwykle był wspaniały. Nie dość, że ma piękny, niejednoznaczny tytułów to jeszcze mocno pochylono się nad rysem charakterologicznym postaci szczególnie Mastersa. Przedstawiono jego dzieciństwo, warunki w jakich był wychowywany, trudne relację z matką oraz jak to wszystko odbiło się na jego dorosłości. Szczególnie interesująco wypadają jego interakcję z dziećmi i lunatykowanie, który jest zapewne objawem strachu przed nadchodzącym potomkiem. Świetnie rozpisana postać. A przecież jest jeszcze jego obsesja na punkcie Virgini, która z odcinku na odcinek się pogłębia i jest trochę creepy.
- ciekawie w odcinku wypadły też sceny z Ethanem. Jako mężczyźnie wstyd mi za jego zachowanie. Na jego podstawie serial pokazuje, że to kobiety (tutaj Virginia) mają większe jaja. Ethan to mężczyzna z innej epoki, traktujący się z wyższością, ale też użalający się nad sobą i nie zdający sobie sprawy z swojej małostkowości. Jednak można go lubić. Pochylić się nad nim z współczuciem.

OCENA 5/6

Nikita S04E02 Dead or Alive
- niby tyle już obejrzałem seriali, a wciąż na Nikicie zaskakuje się jak małe dziecko. Pierw wielkie oczy zrobiłem jak Nikki strzeliła do Michaela, potem gdy zabito dyrektora FBI i w końcu na końcu jak Amanda wyjawia swoją wtyczkę. Birkhoff?! To był mocny cliffhanger. Czyli już niedługo serial skupi się na uwolnienie oryginałów. Jaka szkoda, że to tylko 4 odcinki do końca bo to najlepszy serial The CW.
- wątek Alex równie ciekawy. Sceny z Samem znowu pokazują, że jest jakieś przyciąganie między nimi, a i tajemnica Sama jest intrygująca. Do tego dochodzi jeszcze wątek zniszczenia rodziny Udinov i wojna z Pakistanem. Ale to dobre!

OCENA 4.5/6

The Good Wife S05E10 The Decision Tree
- wspaniałe! Może nie tak dobre jak Hitting the Fan, ale godna celebracja 100 odcinka serialu i reżyserski majstersztyk. Za pierwsze sekundy i setkę na liczniku ktoś ma u mnie piwo, a potem było równie dobrze. Wyciągnięcie sprawy z przeszłości, powrót Johna Noble, powracający motyw muzyki w serialu i w końcu starcie Willa i Alicji. Walka o 12 milionów dolarów wyśmienita. Trochę żałuję, że Alicja nie walczyła na sali sądowej z Willem, a była jedynie w formie świadka. Jednak motyw tytułowego drzewa decyzyjnego genialny. Tak jak pomysł na wyobrażenie zeznać Alicji gdzie niby jest przesłuchiwana w sprawie testamentu, ale tak na prawdę to wszystko dotyczy relacji Alicji i Petera. I jeszcze te flashbacki! Świetne i tyle
- na szczęście nie zapomniano o Kalindzie, które jest na bocznym torze w tym sezonie. Genialne sceny pościgów i motyw z panią detektyw, który kończy się w łóżku. Może i dużo czasu ekranowego Kalinda nie dostała, ale idealnie oddano charakter jej postaci. Zresztą, tak samo jak przy Robyn. Zapominalska i roztrzepana nagrała rozmowę z dziwnymi głosami. Cudowna jest!
- trochę się rozczarowałem bo w zapowiedziach przyjęcie dostało sporą część proma, a ostatecznie było tylko przez kilka minut na końcu mimo, że odgrywało ważną rolę w odcinku. Peter i Lemon Bishop - perfekcyjny Eli. Tak jak jego reakcja na imię dziecka Merlyn. Bardzo bym chciał żeby kolejny epizod w całości dział się na tej imprezie

OCENA 5.5/6

The Walking Dead S04E07 Dead Weight
- dwa odcinki o Gubernatorze to stanowczo za dużo. Nie były one jakoś specjalnie złe, ale równie dobrze jego sceny można by wpleść w pozostałe 6 epizodów czy choćby opowiedzieć historię w jednym, a nie dwóch. Stęskniłem się za Rickem i resztą obsady, a to przecież o nich serial, a nie Gubernatorze. W sumie kilka rzeczy mi się podobało jak kolejne morderstwa Gubiego i dojście do władzy. Na plus też świetnie zmontowany początek i scena z szwendaczem w jeziorze. Tylko szkoda, że Enver Gjokaj skończył przygodę z serialem na jednym odcinku
- ten odcinek udowadnia też jedną rzecz - o ile po poprzednim można było z Gubernatorem sympatyzować czy mu współczuć tak teraz przypomniano jaki z niego psychopata. Dlatego z niecierpliwością czekam by zobaczyć jaki użytek zrobi z czołgu. Szykuje się rzeź w następnym epizodzie i oby nie skończyło się na małym deszczyku z wielkiej chmury

OCENA 4/6

The Walking Dead S04E08 Too Far Gone
- finał pierwszej części sezonu. Było wybuchowa, były ważne śmierci i potężny gamechanger. Tylko, że jakoś przez większość odcinka nie mogłem się przejąć tym co się dzieje. Za dużo Gubernatora. Niemal 100 minut bez przerwy tylko z nim to był bardzo zły pomysł. W ogóle w moim odczucia te osiem odcinków ma nietrafioną konstrukcję gdzie przedstawione są dwie zupełnie nie pasujące do siebie historię. Wielka szkoda bo ostatnie 15 minut mimo sporej dozy idiotyzmów było całkiem ekscytujące
- jednak pierw inny ciekawy moment - śmierć Megan. Spodziewałem się tego, ale nie umniejsza to tego wątku. Gubernator mówiący o zapewnieniu bezpieczeństwa jest tak na prawdę motywowany chęcią zemsty na RIcku i reszcie co przypłaca stratą osoby na której mu zależy. Podkreślenie tego, że każdy czyn niesie ze sobą niespodziewane konsekwencje
- zadziwiła mnie śmierć Hershela. Bez żadnego last stand i heroicznych czynów. To było w poprzednich odcinkach. Odrąbywanie głowy wyszło brutalnie i boleśnie. Będzie mi go brakowało bo to on był jedną z podpór moralnych grupy. Szkoda tylko, że nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to Michonne powinna zginąć. Przecież Gubernatorowi zależało na jej śmierci i chciał ukarać Ricka za jego ignorancję. Więc czemu nie Michonne? Jedyne wytłumaczenie to chęć zostawienia jej w serialu...
- śmierć Gubernatora (bo po takim czymś musiał zginąć) była dla mnie największym zaskoczeniem odcinka. Bo dostał tak długą ekspozycję. Myślałem, że szturm skończy się fiaskiem, ale on przeżyję przynajmniej do końca sezonu. Nic z tego. Widocznie i na niego zabrakło pomysłu. Już chyba lepiej byłoby jakby ktoś go zjadł w finale S03.
- szturm na więzienie z jednej strony mi się podobał - chaos, bezładne strzelanie, walka o życie i trup ścielący się gęstą. Z drugiej zupełny brak przygotowania zwłaszcza ze strony atakujących. Nie dość, że ciężko mi uwierzyć, że Gubernator tak szybko znalazł sobie kolejną grupkę popleczników to jeszcze szli do walki jak zwierzątka idące na rzeź. Hurra i do przodu! I ten zupełny brak wykorzystania czołgu jako przewagi taktycznej... jednak przynajmniej więzienie się skończyło i można się było przez jakiś czas pomartwić o ulubione postacie. Trzymam kciuki, że Maggie żyję.
- kolejną wstrząsająca śmiercią była Judith. Gubernator nie tylko zniszczył więzienie, ale też odebrał kolejną cząstkę duszy rodziny Grimesów. Wściekły Carl i zrozpaczony Rick. Podoba mi się to. Ładnie też pokazano, że jak bardzo Rick starałby się odcinać od otaczającej rzeczywistości to okrucieństwo świata i tak go dopadnie
- teraz czekać do początku lutego na powrót serialu. Będzie inny od tych ostatnich kilkunastu odcinków i bardzo się z tego powodu cieszę. Nowe lokację zrobią dobrze serialowi. Chciałbym zobaczyć znowu duże miasto, ale pewnie dalej pozostaniemy na terenach miejskich.

OCENA 4/6

niedziela, 27 października 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #56 [21.10.2013 - 27.10.2013]

SPOILERY


Arrow S02E03 Broken Dolls
- gdyby ktoś mi powiedział kilka miesięcy temu, że w październiku z niecierpliwością będę czekał na nowe odcinki Arrow to bym go wyśmiał. Teraz tylko odliczam dni do kolejnego epizodu, takie to dobre. Dalej ma swoje wady, ale jak się już do nich przywykło to można się skupić na mięsku, a to jest bardzo soczyste
- sam nie wiem co było najlepsze w odcinki, niemal każdy z kluczowych elementów był na swoim miejscu. W sumie to irytowały tylko trzy rzeczy - Laurel na którą coraz ciężej się patrzy, wściekła Thea która w tym sezonie nie zrobiła jeszcze nic ciekawego i Moira dla której kara śmierci jest ok póki ma dobre relację z dziećmi, ale tu przynajmniej na plus wyszła Teryl Rothery, którą zawsze dobrze zobaczyć.
- wątek Dollmakera mroczny. Szkoda, że to The CW bo na innych stacjach by pewnie jeszcze lepiej wyszedł, tutaj widać, że sporo rzeczy poszło pod nóż. Trochę mi przypominał odcinek Marionette z Fringe, ale brakowało mu trochę upiornego klimatu. Samo śledztwo i team up z Lancem udane. I jeszcze Felicity podczas akcji. Podoba mi się. Bez sensu tylko, że nie zainstalowali sobie furtki w systemie policji i jak im będzie coś potrzebne znowu będą się musieli włamywać do budynku
- Kanarek dostał sporo czasu antenowego, ale mi wystarczyły 2 pierwsze minuty odcinka by go pokochać. Umie walczyć, ma piękny styl i posługuje się sonicznym dźwiękiem niemal jak komiksowy pierwowzór. I jeszcze jej zaskakujące back story - powiązanie z League of Assassins i Ras Al Gulem. Dobrze! Mitologia świata się rozwija i coraz więcej powiązań z DC. Czekam tylko na jakiś mocny twist teraz. A co by było jakby Kanarek miał na imię Talia i okazała się córką Rasa? To by było coś
- wyspa nigdy nie nudzi. Kiedyś najlepszy element serialu, teraz miłe uzupełnienie. Ostrzał artyleryjski był głupi, ale wyszedł efektownie. Lepsze jednak reperkusje. Slade w płomieniach - czyżby spaliło mu twarz? Może od tego momentu zacznie nosić maskę i przyjaźń z Oliverem zmieni się w nienawiść? I gdzie ten statek płynie? Nie sądzę żeby to oznaczało koniec wyspy, ale może opłynięcie jej i nowe miejscówki? Na pewno coś nowego się pojawi i związanego z ciałami żołnierzy. I kim są inni więźniowie?
- znowu udało mi się wyłapać kilka komiksowych smaczków - niewiele, ale zawsze to coś - prawnik Dollmakera to Tony Daniel czyli jeden z rysowników DC, a pokój w którym zatrzymał się Lalkarz miał numer 52 czyli magiczna liczba DC.

OCENA 4.5/6

Brooklyn Nine-Nine S01E05 The Vulture 
- ogromnie cieszy mnie, że serial dostał zamówienie na cały sezon i slot po Super Bowl bo to jest świetna komedia. Śmieję się niemal na każdej scenie i ciesze się, że wszyscy bohaterowie mają coś do zaoferowania i nikt nie robi za nudne tło, a dostają odpowiednią ilość czasu na ekranie. Brakowało mi takiej komedii
- motyw Sępa wyszedł przednio. Flashbacki ze starych spraw, obmyślanie sposobu zemsty gdzie brylował Charles i w końcu rozwiązywanie morderstwa po pijaku. To wszystko okraszone doskonałymi dialogami oddającymi dynamikę między tymi postaciami
- drugi wątek to wypad na strzelnice gdzie zarządził sierżant Terry. Zestawienie mięśniaka ze strachem przed oddaniem strzału to prosty pomysł, ale sprawdza się idealnie. Gina jednak nie odstępowała mu na krok. Więcej jej w przyszłości! 
- i jeszcze trafił się cudowny żart o kobiecych torebkach. I jak tu nie lubić tego serialu?

OCENA 4.5/6


Brooklyn Nine-Nine S01E06 Halloween
- znowu doskonale się bawię. Tym razem trzy udane wątki i każdy równie śmieszny. Przekręt w wykonaniu Jake'a wypadł dobrze. Od razu było wiadomo, że wykonuje swój plan, ale przedstawiono to w taki sposób, że i tak nie czuć było znudzenia czymś oczywistym. Amy i Boyles w przebraniach byli jeszcze lepsi. On zafascynowany Halloween, ona nienawidząca przebierańców. Trzeci wątek to przeszłość Rosy. Jej postać mnie strasznie śmieszy. Jest tak bardzo przerysowana, a mimo to wcale to nie przeszkadza 
- do tego mnóstwo niezłych żartów - nazwa sextaśmy Amy, królewskie dziecko czy szachy Peralty. Uwielbiam ten serial!

OCENA 4.5/6 

Castle S06E05 Time Will Tell
- Joshua Gomez ukradł ten odcinek. Z przekonaniem opowiadał o tym jakim jest podróżnikiem w czasie i desperacko próbował uratować przyszłość. I jeszcze historię o wojnach energetycznych i przyszłości Ricka i Kate - dawno tak głośno nie śmiałem się na tym serialu. Takie występy gościnne to ja lubię
- sama sprawa też szalona. Dużo zwrotów akcji, fascynacja Ricka podróżami w czasie, Esposito jako fan Doctora Who, serialowy żart na koniec odcinka i jakiś tam zwrot akcji na końcu z wyjaśnieniem. Fajnie jednak jakby w finale sezonu była futurospekcja z Beckett jako panią senator. Taki kolejny żarcik
- nie zabrakło też rodzinnej dramy u Ricka. Wszystko to podane ciepło i zabawnie czyli w takiej formie za którą lubi się ten serial. Alexis się wyprowadza, szkoda, ale pewnie dużo rzadziej się nie będzie pokazywać niż ostatnio.

OCENA 4.5/6


Dracula S01E01 The Blood is the Life
- jakie to było przeraźliwie nudne! Nie oczekiwałem wiele po tym serialu, a dostałem jeszcze mniej. Ciężko się to oglądało, brak klimatu i wątków, które by zaciekawiły, fatalnie napisane dialogi i przydługie i nic nie wnoszące sceny. Dam mu jeszcze szansę bo nie oglądam obecnie wiele seriali, ale boję się, że będzie tylko gorzej bo widzę sporo wątków które mogą być tragiczne
- w sumie podoba mi się tylko to, że Dracula nie może wychodzić na słońce i zabija innych by się pożywiać. Bez skrupułów jak rasowy drapieżnik. I jeszcze walczy z gorszymi od siebie. A przynajmniej tak próbują nam wmówić. Zakon Smoka na razie nie wypada przekonująco, a raczej zabawnie. Podoba mi się jeszcze nowa rola Van Helsinga. 
- nie podobają mi się dwie żeńskie postacie - Mina i Lucy. Fatalna Jessica De Gouw, która zepsuła kilka odcinków Arrow sprawia, że ciężko brać ten serial na poważnie. Ukochana z przeszłości, miłość od pierwszego wrażenia, niepokojące sny i drętwa gra aktorska. Dramat. Kate McGrath lubię z Merlina. Tutaj nie ma wiele do grania, dziwnie się patrzy na nią w blond włosach, a do tego jej postać wydaje się nie na miejscu 
- jednak najbardziej irytuje mnie brak klimatu. Niby końcówka XIX wieku, ale poza scenografią nic na to nie wskazuje. Rozwiązłość obyczajów, kobiety równe mężczyzną, dziennikarze i wykłady na uczelni jak za naszych czasów. Zero problemów z epoki, zero klimatu, który ratowałby ten serial. Nie trzeba by było zbytnio modyfikować scenariusza by dostosować go do naszych czasów. 

OCENA 2.5/6

Homeland S03E04 Game On
- widziałem na necie, że są duże rozbieżności z oceną tego odcinka. Od 1.5/5 do 9/10. A dla mnie odcinek przeciętny. Za dużo w życiu widziałem cliffhangerów i szokujących twistów fabularnych żeby takie coś mnie zaskoczyło. Przecież jasne było, że Carrie nie zdradzi. Jasne było, że powie Saulowi o wszystkim. Jeszcze lepiej jak się okazało, że Saul wie, że Carrie gra. Podoba mi się taki rozwój wypadków. Mniej mi się podoba jak do tego doszło. Ciężko mi to określić, ale mam wrażenie, że za dużo tutaj przypadku, a bizantyjska intryga jest zbyt zakręcona. O wiele bardziej mi się podobał ten powolny Homeand z pierwszego sezonu gdzie przez cały odcinek Carrie wpatrywała się w monitor obserwując Brodyego niż teraz gdy jest taka złożona intryga
- co by jednak nie mówić Clare Danes gra fenomenalnie. To jest jej serial. Szczególnie mocny był początek jak Carrie obserwuje pacjentkę, która świruje. Ciekawi mnie tyko od czy Clare wiedziała, że Carrie gra czy to wszystko zostało później dopisane bo ma się wrażenie, że Carrie wcale nie zdaje sobie sprawy z planu, którego jest autorką...
- u Jessicy ciąg dalszy wątku "mąż zniszczył mi życie, nie jestem taka jak on", a u Dany "kocham wariata, nienawidzę ojca bo mnie oszukiwał". Nudy...

OCENA 4/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E05 Girl in Flower Dress
- piąty odcinek, a ja dalej nie mogę się wciągnąć i oglądam bez przekonania. Ten odcinek nie był najgorszy, ale irytuje mnie przegadanie tego serialu. Za dużo nudnych scen przeciąganych w nieskończoność. Jak prolog z piromantą czy półnagą Skye. Te rozmowy nie chciały się skończyć. Dobrze, że w międzyczasie było trochę humoru i stosunkowo efektownie
- ruszył się wątek tajemniczej organizacji z pierwszego odcinka. I patrząc w jakim tempie się rozwija to będzie się jeszcze ciągnął co najmniej do końca sezonu. Dobrze, że coś jest szkoda, że nudnego. Robienie superżołnierzy już tyle razy było wałkowane na różne sposoby...
- nie podoba mi się też wątek Skye. O ile jeszcze jej wahanie i krycie chłopaka całkiem niezłe tak poszukiwanie rodziców zapowiada się męcząco. Nie lubię tego typu rzeczy i średnio mnie obchodzi przeszłość bohaterów i problemy z dzieciństwa. W The Blacklist, The Tomorrow People i Sleepy Hollow to samo...

OCENA 3.5/6

Masters of Sex S01E03 Standard Deviation
- jak zwykle znakomity odcinek. Pokłony przed scenarzystami i Sheenem za to że stworzyli taką wielowymiarową postać. Raz się kibicuje Mastersowi, a raz nazywa się go największym dupkiem. Bo okłamywanie żony jest okrutne, szczególnie jak widzi się w jakiej rozsypce się znajduje. Mocna też była końcówka - nie zawahał się zaszantażować przyjaciela, któremu wszystko zawdzięcza byle tylko kontynuować badania. Takie postacie właśnie lubię.
- ciekawie wypadł wątek czworaczków. Ethan za wszelką cenę chciał zostać gwiazdą w mediach i obróciło się to przeciw niemu. Czekam na kolejne starcie jego i Williama.
- inne ciekawe sceny to te z Betty. Od komedii do tragedii. Znowu pokazano do czego są zdolni ludzie, jak się okłamuje ludzi z miłości czy dla pieniędzy i zawziętość Mastersa, który odnosi porażkę
- nie można też zapomnieć o scenach w burdelu podczas masturbacji. Masters narzeka, że wyniki mogą być zakłamane, ale nie bierze pod uwagę tego, że ma za małą próbę, a ludzka seksualność wymyka się kategoryzacji i do każdego trzeba podchodzić indywidualnie. I do tego przekrój problemów z tamtego okresu
- wciąż było tez gęsto od klimatu lat '50. Widać ile kasy włożone w stroje i scenografię, robi to wrażenie. Tak jak oddanie ducha tamtej epoki - zachowanie gejów, homoseksualizm jako tabu czy dziwne zachowanie wobec kobiet na wysokich stanowiskach

OCENA 5/6  

Person of Interest S03E05 Razgorov
- panie z Person of Interest znowu dały czadu i odstawiły Johna i Fincha na drugi plan, ale po kolei. Sprawa dobra, ładnie powiązana z wątkiem HR przez co jeszcze bardziej wciągała mimo, że nie lubi oglądać skorumpowanych policjantów w tym serialu. I jeszcze dużo humoru dzięki dziewczynce. Wszystko zagrało tak jak powinno
- jednak najlepsze było to co wyczyniała Shaw. Zdaje sobie sprawę, że jej postać jest niesamowicie przerysowana, ale za to ją lubię. Lubi walkę, chcę zabijać, jest wiecznie wkurzona i dobra w tym co robi. A zdjęcia i charakteryzacja tylko podkreślają jej drapieżną naturę. Pojawiły się też flashbacki z jej życie, nic nowego nie wniosły, ale zdradziły jej prawdziwe imię. Miło się je oglądało, ale liczę, że następne będą jak będzie co najmniej 10 lat starsza
- równie dobre sceny miała Carter. Może i na początku typowy standard dla niej - tajemnicza i działa na własną rękę, ale niespodziewane splecenie dwóch wątków (uśmiech na twarzy gdy Carter i John na siebie wpadli na ulicy zapatrzeni w ślad GPS) sprawiło, że jej śledztwo mocno ruszyło do przodu. I na koniec finałowe starcie z Laskym. Wow! Tego się absolutnie nie spodziewałem. Carter gra twardo, od początku wie co się dzieje, a teraz jeszcze ostrzej walczyć z HR. Podoba mi się to.
- i na koniec małe zaskoczenie. Pojawienie się Root. W mieszkaniu Shaw! Szykuje się w następnym odcinku kolejne elektryzujące spotkanie tej dwójki.

OCENA 4.5/6

The Walking Dead S04E02 Infected
- kolejny znakomity odcinek. Tak jak przewidywałem wybuchła epidemia. I to jest strasznie depresyjna wiadomość. Bo ludzie, którzy są odporni na wirus zombie, przeżyli horror i znaleźli względnie bezpieczną przystań umierają teraz na coś tak prozaicznego jak grypa.
- podoba mi się też to co dzieje się z dziećmi w tym świecie. Śmierć jest im bliższa niż powinna i dorastają w okropnych warunkach, które je zmieniają. Przerażające jest to, że wciąż mają mentalność dzieci, ale by przetrwać muszą posiadać instynkt mordercy
- kolejna mocna scena to Rick zabijający prosiaki. Coś co dawało mu radość z życia, zwierzęta o które się troszczył, musiał poświęcić by przetrwać. Te świnie były w zeszłym odcinku zwiastunem nadziei, pokazaniem, że jest inna droga, nie trzeba koniecznie mordować i babrać sobie rąk krwią. Nic z tego. W tym świecie mogą żyć tylko najtwardsi
- postać Michonne dalej jest tajemnicza, ale coraz więcej o niej wiadomo. Już gdy irytowała się na płaczące dziecko było wiadomo, że coś innego ją irytuje. Załamała się potem gdy Beth poprosiła ją o pomoc. Czyżby to strata dziecka tak ją zahartowała?
- najciekawszy jest wątek zdrajcy w więzieniu. Kto dokarmia zombiaki? Kto zamordował Karen? Zapewne ktoś z nowo przybyłych. Tylko czy już go widzieliśmy? Najbardziej prawdopodobny wydaje się Bob bo najczęściej się pojawiał, ale może to ten nowy doktorek? Albo jakaś choroba psychiczna u kogoś starego?
- fajnie, że więzienie zostało ufortyfikowane i regularne oddziały robią czystki przy siatkach tylko czemu nie pracują oni na zmiany? Trochę mnie to dziwi bo powinni oni nieustanie wybijać szwendaczy, a nie czekać aż się ich namnoży. Trochę głupio, że bardziej się nie wzmocnili. Palisade powinni wybudować na około więzienia albo wykopać rowy. Zombie wpadają, a oni je tylko dobijają. Więcej inwencji poproszę 

OCENA 5/6