Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Castle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Castle. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 maja 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #86 [19.05.2014 - 25.05.2014]

NISKO LATAJĄCE SPOILERY

24 S09E04 Day 9: 2:00 PM-3:00 PM
- takie 24 to ja lubię. Bez zbędnego przedłużania i mdłych scen terrorystyczno - politycznych. Głównie Jack i esencja tego za co uwielbiam serial. Może i obyło się bez jakiegoś szokującego twistu fabularnego, ale kilka istotnych zmian fabularnych było. Jednak najważniejsze było tempo odcinka i Bauer szalejący w ambasadzie. Walka z czasem i żołnierzami by w końcu zostać znowu pojmanym. To co jednak w następnym odcinku połączy siły z Kate? Przecież to musi w końcu nastąpić i lepiej szybciej niż później.
- jednak u terrorystów też się trochę działo. Pierw były mdłe sceny z Navidem i Simone, ale gdy pojawiła się Margot od razu napięcie wzrosło. Opanowana i zimna była w stanie okaleczyć własną córkę by skłonić zięcia do współpracy. To się na niej zemści. Ciekaw jestem czy atak się powiedzie czy nie i jakie jest jego drugie dno.
- na całe szczęście przemówienie Hellera miało pomyślny przebieg, a jego choroba nie dała o sobie znać. I oby tak było jak najdłużej. Mark mnie coraz bardziej irytuje, tylko czekać aż popełni jakąś głupią decyzję bo jego postać jest do tego stworzona.
- to kto będzie kretem? Navarro nie jest takim krystalicznym przywódcą CIA i to on wrobił męża Kate? Jordan ma jakaś inną tajemnicę niż zadurzenie się w Kate (czemu absolutnie nie można się dziwić)? Czy może Adriann nie jest tylko haktywistą, a kimś więcej?

OCENA 4.5/6

Alias S02E01 The Enemy Walks In
- jak na rozpoczęcie sezonu, które obejrzało się po kilkumiesięcznej przerwie było słabo. Odcinek miał średnie tempo, za długo tłumaczono co działo się ostatnio, a forma rozmów z psycholog narracyjnie średnio się sprawdziła. Nie podoba mi się też wątek rodzinny. Walka z matką, która jest wielką niewiadomą i Sydney zamartwiająca się nad sobą. Obecność Iriny świadczy też o dalszym odkładaniu wątku Rembaldiego na przyszłość. Obawiam się, że 5 sezonów może nie wystarczyć by opowiedzieć całą historię.
- Voughn co oczywiste przeżył. Tutaj nie było cienia wątpliwości. Tylko czy można mu wierzyć w jego opowieść? Może sam nie jest świadomy co się z nim działo? Dlaczego Kashanau miałby przeprowadzać na nim eksperymenty? Może coś mu zrobili i w ciągu sezonu będzie to wypływać.
- wątek braku zaufania Dixona został zbyt szybko rozwiązany. Tak jak artykułu o SD-6. Niby poważne cliffhangery, a zamieciono je pod dywan na kilkanaście epizodów.

OCENA 3.5/6

Castle S06E20 That ’70s Show
- znowu Castle eksperymentuje z formą. Kiedyś był odcinek noir, a teraz szalone lata siedemdziesiąte. I trochę szkoda, że cały odcinek nie był w tej konwencji, a jedynie Rick urządził maskaradę na posterunku przez co było sporo zwolniej i słabszych momentów bo śledztwo jakoś nie było szczególnie interesująco. Jednak jak już bohaterowie byli pokazywani w przebraniach to było się z czego pośmiać. Kate jako hipiska, Alexis nastolatka, Lenie w seksownej sukience i w końcu creme de la creme odcinka czyli Esposito i Ryan odgrywający rolę z starego serialu. Fajny klimat, ale mogłoby go być więcej. Tak jak nawiązań Ricka do ówczesnej popkultury. Cudowne tez było, że Castle był kapitanem, od razu się przypomina Firefly.

OCENA 3.5/6

Castle S06E21 Law & Boarder
- solidna porcja komedii i sprawa, która wcale nie wzbudziła zainteresowania. Strasznie nudna, brak wyrazistych postaci i zbytnio nie korzystano z settingu by robić śmieszne aluzję. Jedynie Kate zabłyszczała. Super za to było podlizywanie się Ryana i Esposito Rickowi jak to chcieli zostać jego drużbami. Prezenty, kłótnie i końcowe rozczarowanie. Do tego całkiem sporo tych scen, a nie jedynie na początku i końcu odcinka. Nieźle też wyszła gra w scrabble. Biedny Rick.

OCENA 3.5/6

Castle S06E22 Veritas
- niespodziewanie poważny odcinek przed finałem. Kontynuacja śledztwa Kate była na prawdę fajnie poprowadzona. Trafiło się kilka absurdów (wskrzeszenie Smitha, kod, miejsce przechowywania taśmy), ale świetnie się to oglądało. Kate walcząca o życie, uciekająca przed policją i w końcu pakująca Breckmana za kratki. Taką Beckett to ja lubię. Szczególnie udała się scena w pokoju hotelowym i to niespodziewane dobicie przeciwnika + całość świetnie nakręcona. Mam tylko przeczucie, że pan senator jeszcze wróci. Chyba czas by tatuś Ricka zrobił porządek w tym wątku.
- jednego nie mogę znieść - w poprzednich odcinkach nie było nawet sugestii, że Kate i Rick pracują nad dopadnięciem Breckmana. Tak się nie robi w współczesnej telewizji.
- flashback z Montgomerym - fajny i niespodziewany dodatek. Chociaż jego wiedza o kasecie sprawia, że jego śmierć była bezsensowna i można by to było szybciej rozwiązać.

OCENA 4/6

Castle S06E23 For Better Or Worse
- sam nie wiem co o tym myśleć. Wyciąganie męża Kate w odcinku finałowym przed samym ślubem to jakaś kpina z widza. I ja mam uwierzyć, że nie zdawała sobie sprawy, że od 15 lat jest mężatką i nigdy wcześniej jej stan cywilny nie był potrzebny? Średnio się to trzyma kupki. Dobrze, że sam odcinek był całkiem przyjemny i zabawny, a Eddie McClintock nieźle zagrał Roryego. Tylko niepotrzebnie rozdzielono Kate z Rickem w na początku odcinka. Wydaje mi się, że można by z tego więcej wycisnąć. Zrobić to bardziej zabawniejsze, więcej aluzji i szalonej walki z czasem. Za dużo scen było też przerysowanych, a stężenie katastrof zbyt wysokie.
- cliffhanger zaskakujący. Nie było ślubu zamiast tego wielka tragedia. Kto porwał Ricka? Obcy agenci czy ludzie Breckmana? Inna możliwość nie ma sensu. Chyba, że jakaś psychofanka i premiera siódmej serii będzie zrzynką z Misery.  Jak dla mnie zbyteczne efekciarstwo i chyba większy efekt by został uzyskany po "I do"
- Stana Katic w tym sezonie gdy musi zagrać coś dramatycznego lub pokazać więcej emocji jest fatalna. Albo się jej już nie chcę, ale nie zwróciłem wcześniej na to uwagi.

OCENA 3.5/6

Game of Thrones S04E07 Mockingbird
- odcinek niby spokojny, ale miał dużo wyśmienitych dialogów. Tyrion mimo, że siedzi w więzieniu to i tak dalej błyszczy w odcinku. Szuka swojego championa, a pomoc nadchodzi z zupełnie niespodziewanej strony. Świetne były te rozmowy z Jamiem, który przyznaje się do własnych ułomności, Bronnem potwierdzającym przyjaźń z Tyrionem i Oberynem opowiadającym historię z przeszłości o Cersei. Żeby więcej seriali miało tak utalentowanych scenarzystów. Przeszkadza mi tylko trochę, że nie nazywają Oberyna Czerwoną Żmiją tym bardziej, że bękarcice mają się pojawić w przyszłym sezonie.
-w Królewskiej Przystani była też krótka introdukcja Góry. Przydała się bo gra go już trzeci aktor. Podobało mi się jak wpleciono w odcinek rozmowę Ogara o bracie. Swoją drogą Ogar i Aryia zostali świetnie rozpisani. Młoda się zmienia, jest bardziej bezwzględna, rozumie czym jest śmierć, on natomiast rozpamiętuje swoje życie i doskonale zdaje sobie sprawę z swojego beznadziejnego położenia.
- na murze zupełnie nieistotna scena przypominająca, że zbliżają się Dzicy. Jak to dobrze, że dziewiąty odcinek już niedługo. Nie podoba mi się jak jest prowadzona postać Jona. Brak mu podejścia dyplomatycznego od razu wali prosto z mostu. I pomyśleć, że został wychowany na dworze lorda.
- u Dany tradycyjnie najnudniej. Dalej nie wie jak rządzić, ulega pokusą i myśli, że jest wspaniałą królową. Do Westeros też się nie śpieszy bo po co. Mam tylko nadzieje, że serial będzie miał większe tempo niż książka i sporo rzeczy wytnie. Najlepiej jakby S05 skończył się tam gdzie Taniec ze smokami.
- nie mogło w odcinku zabraknąć obowiązkowej nagości! Melisandre pokazuje cycki tylko po to by je pokazać. Przy okazji tłumaczone jest, że nie do końca posługuje się magią i Smocza Skała udaje się w tajemniczą podróż. Trochę za późno jak na mój gust.
- Gorąca Bułka się pojawił! Co za niespodzianka. Do tego jeszcze Rory, ładnie się udało sprowadzić znane twarze do tego epizodu. Tylko trochę za dużo w tym przypadku. Podoba mi się ta odrobina humoru jaka zostaje wprowadzona dzięki Briane i Podrykowi. Może i trochę zapychacz, ale miły. Ciekawe czy spotkanie z Kamiennym Sercem będzie w finale czy trochę wcześniej. Chyba zostawią to na cliffhanger.
-Sansa spoliczkowała Robyana - brawa dla niej! Oczywiście biedaczka doświadczyła kolejnego traumatycznego przeżycia, ale została uratowana przez Petyra, który na robił sobie kłopotów pozwalając Lyssie polatać. Na szczęście tutaj też się zapowiada, że jak scenarzyści nie będą eksperymentować to w przyszłym sezonie serial dogoni książkę. Przy okazji zapowiada się, że Robyn będzie równie denerwujący co Joffrey i wszyscy będą mu życzyli śmierci.

OCENA 5/6

Hannibal S02E12 Tome-wan
-  fantastyczny odcinek. Nie prowadzi bezpośrednio do finału, sporo wątków została w nim zamkniętych lub będzie mieć długofalowe konsekwencję, ale stanowi doskonałą przystawkę przed ostatnim odcinkiem sezonu.
- wróciła Bedelia, jak to dobrze znowu ją zobaczyć! Gillian Anderson jest w tej roli świetna, bije od niech chłodnym opanowaniem, szkoda, że na tak długo zniknęła. Chociaż lepsza to niż miałaby trafić na talerz. Teraz niby pomaga w śledztwie, ale tak na prawdę zasiewa wątpliwości zarówno u Jacka jak i samego Willa. Czy Hannibal rzeczywiście złapał się na haczyk czy może to on jest myśliwym? Popadł już w samozadowolenie czy wciąż jest czujny? I czy Jack po tej rozmowie będzie mniej ufał Willowi i podejrzewał, że jest pod silniejszym wpływem Lectera niż jest w stanie to przyznać?
- Jack powiedział, że będzie miał 3 świadków, a nie 2 jeśli Will przyłapie go na gorącym uczynku. Tylko czy odnosiła się to do Bedeli, Willa i Masona czy może do Chiltona zamiast Willa? Nie daje mi to spokoju. Żyw on i ukrywają go w katakumbach FBI jak Freddy czy rzeczywiście został zabity. Niby brzytwa Ockhama powinna zadziałać, ale w przypadku tego serialu jej ostrze jest stępione.
- sceny z Masonem - wow. Po prostu jedno gigantyczne WOW. Strasznie się cieszyłem, że w tej roli obsadzono Michaela Pitta, a potem trochę irytowała mnie jego przesadzona ekspresja która strasznie kontrastowała z innymi postaciami. Jednak w tym szaleństwie była metoda. Jego wulgarne zachowanie podczas scen z Hannibalem to jak patrzenie na tykająca bombę, której ukryto timer. Lecter mimo swojego opanowania był na krawędzi posyłał Masonowi mordercze spojrzenia i był gotów na wszystko. Patrzyło się na Masona jakby to były jego ostatnie chwilę. Splugawił świątynie i mogła czekać na niego zasłużona kara wymierzona przez miłosiernego boga.
- tylko, że to Mason zaatakował. Brakuje mu finezji i gracji więc wysłał po Lectera zwykłych mięśniaków. Proste i brutalne rozwiązanie. Tylko się przeliczył. Zamiast tego była krótka, ale jakże intensywna scena walki. Uwielbiam jak Lecter się biję bo to niecodzienny widok, ale nieodmiennie się zachwycam. Finezja, precyzja i zwinność nie tylko umysłu, ale i ciała.Potem przyszła świetna scena gdy Will ratuje Lectera (przy czym nie miał innego wyjścia) i traci przytomność. I tutaj najlepszy moment odcinka gdzie Pitt dał swój popis, a całość została niesamowicie nakręcona. Jeśli Zack Snyder będzie szukał Jokera do filmowego uniwersum DC wie już do kogo się udać. Czyste szaleństwo potęgowane przez dźwięk i obraz. Potem doszła do tego jeszcze makabra. Serial nie boi się pokazywać brutalnych scen, ale teraz już na prawdę przeszli samych siebie. Samookaleczenie, karmienie psów własną twarzą, a potem smakowanie własnego nosa. Zachwycająca i jakże niepokojąca scena. Zresztą tak samo jak widok Vergera przykutego do łóżka i zapowiadającego zemstę, a potem pojawiającej się Margot.
- Hannibal przyznał się, że Jack jest jego przyjacielem czyli wszyscy współczujemy Jackowi. Tak, oczywiście, że Lecter mu się przyzna, a potem go zje. Chyba Will popełnił największy błąd nakłaniając Hanniego by oddał się w ręce FBI. Swoją drogą ciekawe czy przez cały następny sezon Lecter będzie uciekał przez Stany i zostawiał prezenty Willowi.

OCENA 5.5/6

Hannibal S02E13 Mizumono
- co za krwawa rzeźnia! W finale obyło się bez makabrycznych tablo, ale krwi i śmierci podanej z estetycznych wysmakowaniem nie zabrakło. I emocji! Tych było pełno zwłaszcza w finałowych scenach u Hanniego. Walka z Jackem miała dobrze znany przebieg, ale zaskoczyła cała otoczka. Jack na własną rękę idzie się skonfrontować z Lecterem, a potem Alana i Will dołączają co jest zupełnie logiczne i ich pojawienie się było budowane przez cały odcinek. Nie zabrakło też nieoczekiwanego gościa chociaż widok Abigail mnie zbytnio nie zaskoczył. Nie było ciała nie ma zgonu. Jednak później jak wszystko wskoczyło na swoje miejsce to poezja telewizji. Zdradzony Hannibal mści się na Willu, karze mu patrzeć na śmierć Abigail i odchodzi w mrok nocy. Nie ma szczęśliwej rodziny, na powrót złożonej filiżanki, jest tylko bolesne rozstanie i cierpienie. Ciężko powiedzieć co przemawia przez Hannibala - pragmatyzm czy urażona duma, albo przeraził się, że na prawdę się zmienia. Tak samo nie wiadomo czemu został. Will ostrzegł go, ale on i tak postanowił wykończyć Jacka, chyba tylko po to by pokazać Willowi, że z nim się nie igra. Tylko z drugiej strony czemu zaproponował Alanie, że ją oszczędzi jeśli odejdzie? Słabość czy może chciał mieć świadka tego co zrobił? Albo wiedział, że tego nie zrobi więc było to jego kolejna gra by ją wyprowadzić z równowagi.
- początek odcinka też niczego sobie. Mnóstwo metafor, paralel, które można na wiele sposobów analizować. Nie zabrakło też zaskoczenie w w tych pierwszych 20 minutach - Hannie wywąchał Freddie. Jego mina w tym momencie bezcenna. Jakby żona na koszuli męża wyczuła perfumy jego kochanki. Zdradzona jednak postanawia dać Willowi kolejną szansę na ostatniej wieczerzy.
- z jednej strony ciesze się, że FBI nie zaakceptowało prowokacji Jacka co akurat było całkiem logiczne i do tego zwiększyło tempo odcinka. Z drugiej trochę to było na siłę i zupełnie niepotrzebne. Jednak fajnie było znowu zobaczyć Cynthie Nixon w tej swojej chłodnej roli.
- co za piękne ujęcia pogrążanej przez czarną otchłań Alanie! I potem jak wypada przez okno i kapiący deszcz. Coś pięknego. Niesamowite było też ujęcie hybryd Jacka i Hannibala oraz dwóch połówek Willa. Estetyka tego serialu jest zdumiewająca.
- cliffhanger znakomity. Wszyscy umierają, a Hannibal z Bedelią leci na wakacje do Francji. To mógłby być równie dobrze koniec całego serialu. Na całe szczęście nie jest. Pytanie tylko kto przeżyje spotkanie z nożykami Lectera. Will jest oczywistym wyborem. Tylko czy będzie jedynym ocalałym? Byłoby to idealne rozwiązania. Gdy za wszelką cenę próbował złapać Hannibala ginie jego najbliższy przyjaciel, ukochana i przybrana córka. Jack raczej nie wróci. Z tego co kojarzę Laurence Fishburne dostał regularną rolę w innym serialu. Poza tym ostatni telefon do żony to idealny koniec jakiejkolwiek postaci. Alana może przeżyję, ale dozna poważnych uszkodzeń kręgosłupa co byłoby ciekawsze od śmierci. Raczej oczywistym trupem jest Abigail.
- jak będzie wyglądał kolejny sezon? Liczę na Hannibala podróżującego po Europie, a potem USA i zostawiającego pamiątki Willowi, który go ściga. Chyba, że Hannibal znajdzie sobie jakiś padawanów i będzie ich wysyłał by gnębili psychicznie Willa. Tylko jak w to wszystko wpleciona zostanie Bedelia. Już za 9 miesięcy będzie wiadomo...

OCENA 5.5/6

Orphan Black S02E05 Ipsa Scientia Potestas Est
- uwielbiam tą pokićkaną Helene. Jest nieprzewidywalna i przez co fascynująca, nigdy nie wiadomo co powie czy zrobi. Cudowne były jej rozmowy z Felixem czy potem z Artem. Nie mogło też zabraknąć dramatycznej sceny gdy mierzyła do Rachel. Dziwne tylko, że Sarah nie próbowała jej ostrzec telefonicznie. Bo po co przerywać jej tak ekscytujący wieczór z Paulem. Średnio też kupuje to, że Sarah jej tak szybko przebaczyła zamordowanie matki. Niby uratowała jej później życie, ale to trochę zbyt naciągane.
- Rachel dominuje Paula, cały czas kontroluje sytuację w tym odcinku i doprowadza do oskarżenie Felixa o zamordowanie policjanta. Jednak dalej ma w sobie coś co pozwala jej współczuć. Nawet wtedy gdy wstrzymuje badanie Cosimy nie można jej tylko nienawidzić.
- co takiego ukrywa Cal? Czy wiąże się to z jego dawną pracą dla korporacji? Po co mu broń, gotówka i fałszywe prawo jazdy? Czas wyjawiać tajemnice bo za dużo ich. I gdzie do cholery jest Pani S?! Za długo ją ukrywają.
- proletarianie są chorzy. Każdy kolejny coraz bardziej. Radykalnego radykała uważałem za kogoś popapranego, ale reszta nie jest wcale lepsza. Zaszywanie ust córce i potem znęcanie się nad nią - to był wstrząsający widok. Szczególnie to zbliżenie na wyrywane szwy. Ałć! Tym bardziej, że okolice ust jest mocno unerwiona.
- Helena pokazująca jak zapewniła ciemność siostrze w zakonie były tylko odrobinę mniej niepokojąca od Grace. 

OCENA 4.5/6

Penny Dreadful S01E02 Seance
- po dwóch odcinkach jestem zauroczony serialem. Mimo, że wiele się nie działo to ma on swój specyficzny klimat i tempo, które nie pozwala się oderwać. Niepokojąca atmosfera budząca zaciekawienie oraz kolejne tajemnice i gra aktorska potęgują wrażenie. Mniejsza z tym, że teoretycznie mało się dzieje. To jest jeden z tych seriali które się na początku podziwia za wykonanie, a potem dopiero za fabułę jak poszczególne elementy zaczną się zazębiać i tworzyć mechanizm godzien podziwu.
- ten odcinak skradła Eva Green. To że jest genialną aktorką wiadomo od dawna. W serial wpasowała się już w pierwszym odcinku, ale to co pokazała tutaj podczas seansu spirytualistycznego to coś niesamowitego. Modulacja głosu, mimika twarzy i gra ciałem. Budziła niepokój i współczucie i mimo wachlarzu emocji jaki prezentowała nie czuć było, że jest sztuczna. Jeszcze przed premierą Penny Dreadful tak się zastanawiałem czy zostanie nominowana w tym roku do nagród i teraz jest zdania, że będzie mocną kandydatką. Trzymam za nią kciuki!
- drugi świetny występ to Proteusz czyli otwór Frankensteina. Przez cały odcinek poznaje świat, zachwyca się nim, ale też wprowadza pewien niepokój z powodu swojej obcości. Do tego ta chora fascynacja doktora który dzięki swojej fizjonomij zarazem budzi zaufanie jak i pewną nieufność. Ostatnia scena była szokująca. Proteusz nie jest jego pierwszą kreacją i zginął z rąk pierworodnego.
- w tym odcinku przedstawiono Doriana Greya i Brone Croft czyli kolejne osoby z głównej obsady i jestem zaintrygowany. Kolejne świetnie zagrane postacie, które już są powiązane z już znanymi bohaterami. Teraz przez parę odcinków budować odpowiednie relację i tło fabularne, a potem zagęścić atmosferę i pozwolić wszystkim postacią wchodzić między sobą w interakcję. Już nie mogę się doczekać.
- po emisji pierwszego odcinka wyczytałem ciekawą teorię - Chandler jest Rozpruwaczem. I wszystko się zgadzam. W poprzednim pojawia się na miejscu zbrodni, a teraz po popełnieniu morderstwa budzi się na plaży. Jego zainteresowanie prostytutka też nie może być przypadkowe. Tak jak telegram od ojca.

OCENA 5/6

The 100 S01E05 Twilight's Last Gleaming 
- ostatnia scena z ostatniego odcinka tak mnie zraziła do serialu, że musiałem sobie zrobić przerwę bo obawiałem się krępującego trójkąta i typowych wątków z The CW. I tak też było. Oby się bez rzucania oskarżeń, ale dużo scen był nuuudnych. Do tego na Ziemi niewiele się działo. Niby przybyła Ravena, znowu zabłysnęła swoją zadziornością i intelektem, ale budowanie rakiet jakoś tak bez emocji, nie czuć było wyścigu z czasem. Ciekawi mnie jedna rzeczy - kto wynajął Bellamyego do zastrzelenia kanclerza. Niby najprostsze wyjaśnienie to Kane, ale dzisiaj zachowywał się tak jakby nie chciał by Jaha ginął. Oby w ostatniej chwili nie wprowadzili jakieś nowej postaci, która chcę przejąć władzę...
- najciekawsze były rzeczy na Arce. Może i momentami zbyt patetycznie, podniosłe przemowy i heroiczne akty, ale kurde nie często się ogląda by w młodzieżowym serialu wybić 300 osób po to by pozwolić żyć reszcie. Tym bardziej, że znak który miał ich ocalić przybył za późno. Za takie rozwiązania The 100 ma u mnie olbrzymiego plusa.

OCENA 3.5/6

The Good Wife S05E21 The One Percent 
- brakowało mi takiego typowego odcinka The Good Wife. Walka na sali sądowej i zakulisowe gierki plus odrobina polityki. Wszystko to okraszone szybkim tempem, świetną reżyserią (Alicja i Canning oglądający równocześnie wywiad) i dialogami. Aż szkoda, że to koniec sezonu się zbliża i nadchodzi długaśna przerwana. Niech będą dzięki CBS, że serial wraca z szóstym sezonem.
- zazdrosny Peter i trójkąt którego nie ma przyprawiają Eli o ból głowy. I dobrze bo ostatnio się nudzi skoro zapomniano już o Dubeku. Pewnie to dopiero początek kłopotów. Jestem bardzo ciekaw jak pójdą Finowi wybory. Chyba czas by ktoś je w końcu przegrał.
- Canning dalej spiskuje przeciw firmie, Pattie wróciła i miota się między kancelariami, Diane walczy o swoją pozycję, a w Florrick/Agos dobrze jak nigdy. Uwielbiam jak są prowadzone te wątki. I nie wiem czemu wszyscy czepiają się wystroju nowej kancelarii - świetna jest.
- wybieranie ławy i walka z uprzedzeniami - typowy problem współczesnego społeczeństwa wyczulonego na zniesławienia i pragnienie równości. Tylko TGW tak lekko do tego umie podejść.

OCENA 5/6

The Good Wife S05E22 A Weird Year
- o tak, to był zdecydowanie dziwny rok, ale jakże intensywny i wspaniały! Kto by pomyślał, że w piątym sezonie procedural prawniczy od CBS stanie się jednym z najlepszych seriali w telewizji. Jestem pełen podziwu jak wszystko zagrało w tym sezonie i dało się poczuć coś świeżego. Finał nie był szokujący bo taki być nie mógł, ale godnie kończy rok otwierając nowe wątki wokół których będzie się kręcił szósty cykl który ku uciesze fanów zamówiła stacja.
- odcinek był pełen uporządkowanego chaosu. Co rusz pojawiały się nowe wątki i kłopoty. Zaczęło się jak kolejna sprawa, potem doszły podsłuchy, zmowa przeciw Alicji, kwestia fuzji, wywalenia Diane i szukanie nowego prokuratora. Wszystko miało sens i ładnie jedno wynikało z drugiego. Były kolejne konflikty, spięcia i szukanie swojej drogi w życiu przez bohaterów. Świetna była zwłaszcza emocjonalna kłótnia między Carym, a Alicją i pierwszy tak poważny konflikt w firmie. Trochę na to za wcześnie, ale to tylko pozwala utrzymać tempo kolejnych odcinków.
- cliffhangery były soczyste i niespodziewane. Diane chcąca przejść do Florrick/Agos to ciekawa wizja i chciałbym by się spełniła w przyszłości. Nie od razu, ale tak w 1/3 przyszłego sezonu. I raczej do tego dojdzie bo inaczej nie wyskoczyliby z tym w finale. Drugi z cliffów to Eli pytający się Alicji czy chciałaby zostać prokuratorem okręgowym. Nie wiem co on sobie ubzdurał w tej główce, ale ja widzę więcej minusów niż plusów tego rozwiązania. Jednak powinno jej to dać poważnych rozterek w przyszłości i porządnie zmotywować do pracy w kancelarii bo nie wyobrażam sobie, że przyjmie to stanowisko.
- Zach skończył szkołę i się wyprowadza. Czyżby symboliczne rozpoczęcia nowego rozdziału w historii serialu?

OCENA 5/6

niedziela, 18 maja 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #85 [12.05.2014 - 18.05.2014]

SPOILERY


24 S09E03 Day 9: 1:00 PM-2:00 PM
- jakoś nie czuje, że to 24. Odcinki powinny być napakowane akcją, emocjami i plot twistami, a tutaj jest nadzwyczaj spokojnie. Dziwi to tym bardziej, że sezon ma zaledwie 12 odcinków. Niby fajnie, że inni bohaterowie dostają dużo miejsca, jest miejsca na ich rozwój, ale przez te 4 lata stęskniłem się za Jackem i na niego chciałbym popatrzeć, a nie terrorystów którzy zaraz zginą lub polityków którzy mnie nie obchodzą.
- dobrze jednak, że Jack lata po Londynie i można mu kibicować. Tylko jak został wyrolowany przez jakąś młodą siksę to ja nie wiem. Dobrze, że pokazał jakim jest madafaką podczas próby dotarcia do ambasady strzelając do przypadkowych ludzi w tłumie i wywołując chaos. Po trupach do celu. Dobrze, że CIA zjawiło się w tym samym miejscu. Kate jest świetna, jak ładnie wyciągnęła informację od Bashira.
- dużo miejsca dostali terroryści. I jak widać strasznie pokręcona rodzinka z prostym motywem. Do tego arab wykaże skruchę, a biali będą bezwzględnie mordować. Proste odwrócenie roli w imię poprawności politycznej.
- u polityków nudy. Mark okłamuje wszystkich jak leci, a Heller ma niezachwianą pewność siebie do czasu wizyty w parlamencie. Serio? Trzeba było pokazywać brytyjskich polityków jak jakiś barbarzyńców którzy nie potrafią wysłuchać swojego sojusznika?

OCENA 3.5/6

Arrow S02E23 Unthinkable
- takie Arrow to la lubię. Wciąż głupie (zjazd po linie bez rękawiczek na początku), ale pełne akcji i zdające sobie sprawę ze swych ograniczeń do tego korzystające z dobrodziejstw swojego jak i komiksowego uniwersum. Odcinek dał dużo frajdy z oglądania i czuć było stawkę. Jak rok temu los miasta wisiał na włosku i bohater musiał powstrzymać złego. Tylko tym razem było bardziej osobiście, ale przy tym z rozmachem. Do tego masa występów gościnnych znanych postaci i zgrabne teasowanie kolejnej serii. No, finał przywrócił wiarę w serię. Chociaż było blisko żebym znienawidził zupełnie serial, ale na szczęście zgrabnie mnie oszukali.
- co istotne to Slade przeżył, siedzi w bunkrze na wyspie. Ciekawe czy teraz będzie musiał co 108 minut wciskać przycisk. Swoją drogą fajnie, że wykorzystują tą lokację jako więzienie. Zero w tym logiki, ale fajnie. Śmiesznie też wyglądały zabrudzone i całe w krwi twarze bohaterów. Jasne, nie mieli czasu by się umyć mimo, że dostali się na wyspę odległą o kilka tysięcy kilometrów.
- sceny Thea/ojciec dziwne, nie wiem co o nich myśleć. Ciesze się, że Barrowman wróci w przyszłym sezonie tylko nie wiem jak zapatrywać się na nadchodzący trening Thei. Średnio mi też pasuje, że zgodziła się iść z tatusiem, ale niech będzie. Fajnie jakby trafiła na Sarę i przy okazji byśmy poznali Rasa. Właśnie Sarah przyprowadziła koleżankę i kolegów. Dobry team up i oczekuje, że Liga odegra większą rolę w przyszłym sezonie. Chociaż podejrzewam, że będzie na to trzeba jeszcze poczekać bo pierwszeństwo ma ARGUS.
- sam ARGUS łączy się z flashbackami. Ollie nie zabił Slade, a miał taką możliwość. Chociaż równie dobrze mógł mu wstrzyknąć lekarstwo, a ten i tak by zmarł pod tymi gruzami. Bardziej mnie ciekawi co będzie dalej. Czemu Waller się z nim skontaktowała co chcę od niego i czy Ollie będzie dla niej wykonywał misję. Oczywiste było, że Oliver wyjdzie z wyspy i koniec 2 sezonu to najwyższy czas.
- Lance umiera! Taaa, i  co jeszcze...? Tani chwyt i niepotrzebny cliff. Bardziej mnie martwi przekazanie Lauriel kurtki przez Sarę. Oby to nie był symboliczny gest i początek jej drogi by zostać Black Canary. Kanarek jest tylko jeden.
- Lyla w ciąży, Diggle zostanie ojcem. Dont care. Tym bardziej szkoda, że oddali to śmierć Johna, ale przynajmniej da mu jakiś wątek w przyszłej serii.
- na drugi sezon czekam. Może nie jaram się, ale czekam bo jestem ciekaw co takiego twórcy wymyślili. Boję się scenariuszy poszczególnych odcinków, ale ogólnie powinno być dobrze. Szykuje się też delikatna zmiana formuły bo Ollie jest bezrobotny i nie ma firmy. Do tego dochodzi spin-off i obydwa seriale powinny się przeplatać. Pewnie nie tak jak Chicago Fire i PD na NBC, ale liczę na częste nawiązania. W takich chwilach tym bardziej brakuje spójnego uniwersum produkcji DC... No chyba, że za parę lat zrobią Infinite Crissis.

OCENA 4.5/6

Castle S06E13 Limelight
- dobra udało się im mnie zaskoczyć. Nie przewidziałem kto jest zabójcą. Od samego początku podejrzewałem dziennikarza, a potem moja teoria tylko się potwierdzała. I to było fajne - zabić by podbić ilość odwiedzin na swojej stronie. Jednak potem okazało się, że to matka za wszystko odpowiada. I to też fajna, bo chciała zwiększyć popularność córki. Tylko już mogliby sobie darować sztampową gadkę typu "robię to dla twojego dobra". Ciesze się, że w sprawę wplątaną Alexis i dano jej trochę więcej czasu ekranowego niż zwykle.
- niestety, ale w serialu jest coraz mniej śmiesznych momentów przez co odcinki nudzą zwykłymi sprawami kryminalnymi. Jednak żarty z Ricka i jego byłej żony potrafiły rozbawić. Tak jak ostatnie ujęcia z Rickem i Kate w ramionach i Espo z Rayanem w tle. Tylko brakowało kreatywnych popkulturowych nawiązań.

OCENA 3.5/6

Castle S06E14 Dressed to Kill
- ble, znowu świat mody w serialu. Nie przepadam za tymi glamurowymi klimatami. Moda, celebryci czy reality show, średnio mi to pasuje jako tło serialu kryminalnego. Dlatego słabo mi się oglądało ten odcinek. Do tego mało humoru i zaledwie kilka dobrych żartów. Dawać mi jakieś szalone sprawy gdzie Rick może sobie poteoretyzować!
- coraz bliżej ślubu. Sala zamówiona, Kate ma sukienkę, ale nie mogło zabraknąć odrobiny wątpliwości. To teraz czas na chwilę zwątpienia Ricka i jakąś wielką tragedię dadzą. W końcu ślub i okres narzeczeństwa w serialach nie może być pełen spokoju.

OCENA 3/6

Castle S06E15 Smells Like Teen Spirit
- boli mnie oglądanie takich przeciętnych odcinków w tej części sezonu. Teraz powinien być emocjonujący dwu odcinkowiec co było już tradycją tego serialu. Zamiast tego przeszarżowana sprawa która średnio trzyma się kupy. Niemieckie bony trzymane w książce w szkole, telekineza, Carrie, bal, jakaś zamknięta sprawa, kłótnie nastolatek... Za dużo tego i zbyt chaotycznie. Kilka śmiesznych scen było, ale wydaje mi się, że można byłoby więcej z tego wycisnąć.
- nie rozumiem motywy wspólnej piosenki, ale jak już porusza się ten wątek na początku odcinka to liczę, że w jakiś śmieszny sposób będzie kontynuowany, a żarty będą na ten temat rzucane przez całą sprawę. Zamiast tego była jeszcze jedna scena w środku i na końcu. Przydałoby się też więcej zwierzeń Ricka z czasów szkolnych. Ogólnie niewykorzystany potencjał i męczące 40 min.

OCENA 2.5/6

Castle S06E16 Room 147
- takie odcinki Castle lubię! Pozornie zwyczajna sprawa przeradza się w coś zupełnie szalonego, a i Rick wtrącił swoje trzy grosze. Do tego kolejne tajemnice były umiejętnie wprowadzane i intryga z każdymi minutami się zagęszczała. Nawet rozwiązanie nie rozczarowało, a morderca zaskoczył chociaż jego motywacja była najsłabszym elementem całości.
- miło też wypadł wątek Alexis i Kate, który był budowany już kilka odcinków wcześniej. Do tego jego zwieńczenie powinno wprowadzić jakieś nowe rodzinne tarcia w serialu.

OCENA 4/6

Castle S06E17 In the Belly of the Beast
- wiem, że się powtarzał, ale żałuje braku dwuodcinkowej historii w tym sezonie tym bardziej, że ten odcinek prosił się o cliffhanger w odpowiednim momencie i bezpośrednią kontynuację. Jednak nic z tego. Fajnie jednak, że ruszył wątek kręcący się w okół Beckett. Spotkała morderce swojej matki i odkryła gigantyczny spisek, a do tego Breckman kandyduje na prezydenta. Trochę głupio, że pozwolił żyć Kate nawet jak miał u niej dług, ale to wszystkie wydarzenia mogą prowadzić do potencjalnie ciekawych wątków w przyszłości.
- sam odcinek dobrze się oglądało bo zaczął się sielanką i szybko przebrał dramatyczny obrót. Uwięziona i opanowana Kate próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji i odkryć prawdę. Dezorientacja bohaterki sprawiła, że odcinek stał się dużo ciekawszy. Poza tym odskocznia od typowych spraw zawsze jest mile widziana.
- do tego było kilka niezłych ujęć jak choćby podtapianie Kate, sceny w ciężarówce czy pisanie listu. Jasne, dużo tu uproszczeń i ckliwości, ale solidna robota.

OCENA 4.5/6

Castle S06E18 The Way of the Ninja
- bardzo przyjemny odcinek. Kiczowaty, ale przyjemny. Świetne były reakcje Ricka na spotkania z wojownikami ninja i jego ekscytacja gdy o tym opowiadał. Najbardziej komiczny był jednak szuriken w telefonie oraz aluzja do Amerykańskiego Ninja. Nie potrzebna była tylko wizyta w barze bo okazała się niepotrzebnym spowolnieniem. Chociaż reakcja na rachunek bezcenna. Dobrze, że Rick ma Master Card. 
- samo śledztwo i odkrywanie prawdy już takie sobie. Zabójca zaskoczył, ale bądźmy szczerzy, tego serialu nie ogląda się dla zagadki kryminalnej.
- oczywiście, że musiała przyjść pora na wątpliwości Kate co do ślubu. Trochę za bardzo w tym słodkości i aż oczy się kleją od cukru, ale wole taki prowadzenie relacji między postaciami niż niepotrzebne dramaty z obowiązkowymi rozstaniami i powrotami.

OCENA 4/6

Castle S06E19 The Greater Good
- tym razem takie sobie. Niezbyt ekscytujący setting przez co Rick nie mógł poszaleć z teoriami. Sama sprawa też nie potrafiła przykuć mojej uwagi, a kolejne zwroty nie były specjalnie angażujące. Fajnie, że wpleciono w to siostrę Gates, ale serial mógłby wcześniej dać znać o jej istnieniu. Nie lubię takiego wyciągania bohaterów z kapelusza.
- Rick i Kate dalej męczą się z organizacją wesela tym razem na tapetę poszła lista gości. Nawet zabawne żarty szczególnie gdy Rick opowiada o swoim znajomych pisarzach. Przydałaby się kolejna scena przy pokerze. Albo promocja nowej książki. Dawno już ten wątek nie wracał.

OCENA 3/6

Game of Thrones S04E06 The Laws of Gods and Men
- co za pokaz aktorstwa od Dinklage'a i Dance'a! Po trochę nudnawym początku po przeniesieniu akcji do stolicy zaczęło się coś dziać. Może i dalej było rozmowy, ale za to jakie. Mała Rada otwarcie przejmuje się Daenerys, Oberyn wyluzowany jak zawsze, a Tyrell służalczo usłużny. Tylko, że to była tylko przystawka przed daniem głównym odcinka czyli sądem nad Tyrionem. Jamie trafił w sedno nazywając to farsą. Żadnych dowodów, a jedynie słowa, zawiść i efekt wielkiej intrygi. I nie zdziwiłbym się gdyby ona nie była wcale utkana przez Cersei tylko Tywina po to by zmusić Jamiego do przyjęcia jego dziedzictwa. Tylko nie wziął pod uwagi jak Tyrion zareaguje. Dzielnie się trzymał, ale zeznania Shea go złamały. Fantastyczna przemowa na końcu potęgowana przez dobrze znane Deszcze Castamere w tle. I zapowiedź próby walki, która już za dwa odcinki. Nie mogę się doczekać tego wielce interesującego starcia i jego reperkusji.
- a co jeszcze w odcinku? Nie wiele. Stannis uzyskał pomoc w Braavos co dla mnie na tym etapie jest trochę niedorzeczne bo bank teraz postawił na dwa konia biorące udział w tym samym wyścigu i na końcu będzie stratny bo Stannis nie powinien płacić za dług Tywina. Poza tym przeciąganie wojny tylko przeciąga potencjalną spłatę kredytu. Jednak mimo wszystko fajnie było zobaczyć Kolosa (chociaż patrząc na jakich wysepkach on stoi to w ciągu 100 lat powinien się zawalić przez erozję brzegów...) i Marka Gattisa.
- na Północy dostaliśmy za to głupiutką próbę odbicia brata. To nie łatwiej pierw było po cichu zabić wszystkie straże i psy, a dopiero potem męczyć się z Theonem? Jednak potem była kąpiel Fetora. Ramsey ma w sobie coś przerażającego i nie chodzi tylko o jego czyny, ale to jak patrzy na Theona i nim perfekcyjnie manipuluje.
- Dany w końcu poznaje czym jest władza. Nie powiem by jej interesanci byli przesadnie ciekawi. W ogóle nie trawię jej wątku, ale to chyba tylko ja. Niech się uczy, że nie można działać pod wpływem chwili i trzeba patrzeć dalekosiężnie po przeszłość lubi wrócić i kopnąć nas w tyłek. Jednak były smoki. Smoki zawsze podbijają ocenę odcinka tym bardziej, że wyglądają niesamowicie majestatycznie.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E22 Beginning of the End
- po pierwszych 20 minutach byłem trochę rozczarowany. Dużo akcji, trochę humoru, ale nic nie zasługującego na miarę odcinka finałowego. A potem się poprawiło. Wrócił Fury i stworzył kapitalny duet z Culsonem. Masa śmiechu i niewymuszone żarty przy Garecie nie tyle uratowały odcinek, ale sprawiły, że stał jeszcze bardziej przyjemny. Tylko ta bijatyka Warda z May i ratowanie Mike mogłoby być krótsze. Tak jak sceny akcji. Chociaż śmiesznie się oglądało latające postacie łamiące prawa fizyki.
- co istotne zakończone wątek Garetta i to w całkiem zgrabny sposób bo byłem zdegustowany, że to jednak nie jego koniec, a potem taka miła niespodzianka. Czas kończyć z zabawą w kotka i myszkę i walką z Hydrą, a odbudową SHIELD. To tez przewidziałem i strasznie mi się ten motyw podoba. Dyrektor Culson. No nieźle. Liczę, że serial nabierze rozmachu w przyszłym sezonie. Maria wróciła? Mogłaby zastąpić Warda w obsadzie. Swoją drogą ciekawe co z nim. Na szczęście nie było jego odkupienia, ale lepiej można było zrozumieć tą postać która na prawdę zyskała pod koniec sezonu. Teraz bez Garetta jest nikim przecież całe swoje życie poświęcił na podążaniu za nim. Więc może jednak pozbyć się go z obsady i wsadzić do więzienia? Na sezon lub dwa by zniknął, a potem powrócił w czwartej serii w dłuższym arcu. To by było ciekawe rozwiązanie, ale raczej nie ma co na to liczyć.
- lek zadziałał trochę inaczej na Garetta niż na Culsona i Skye. Widział wszechświat lub miał omamy. Na moje jego podświadomość przejęła coś od kosmity dlatego pisał w tych dziwnych symbolach. Tylko czemu Culson zaczął robić to dopiero teraz? Wydaje się, że to będzie największą tajemnicą przyszłej serii. Tak jak pochodzenie Skye. Widziałem narzekanie w komentarzach do poprzedniego odcinka, że za duży przypadek, że Raina wiedziała o masakrze w chińskiej wiosce. I okazało się, ze jednak nie taki przypadek. Już miała do czynienia z ojcem Skye. Tylko trochę głupio, że dopiero teraz się do niego udała.
- Fitz i Simmons na dnie oceanu przypomnieli  mi jeden z odcinków Stargate Atlantis gdzie McKay utknął na promie i widział Carter. I tutaj trochę szkoda, że nie poszli w tą stronę. Za szybko to rozwiązali, liczyłem na więcej kombinowania i zabaw z technologią. Nadawałoby się na oddzielny epizod. Do tego trochę bez sensu było wypłynięcie z kontenera skoro nie mieli żadnej tratwy. Jeszcze jakby pokazano, że kończy się im tlen to bym zrozumiał, ale nie w ten sposób. Jednak strasznie podobały mi się sceny z Fitz/Simmons jak rozmowa o pierwszym prawie termodynamiki czy wyznanie miłości przez Fitz. Strasznie jestem uczuciowy w takich momentach zwłaszcza, że zapowiadał się whedonizm - pocałunek i śmierć kogoś z pary. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, ale raczej nie przypadkowo Fitz nie był pokazywany w odcinku więc raczej coś mu się stało.
- co za zaskoczenie - Koening się pojawił. Bliźniak czy android? Jakoś nie przejął się śmiercią "brata" więc może jest to standardowe wyposażenie bazy?
- serial po słabym początku kończy wysoką notą i nie mogę się doczekać kontynuacji tym bardziej, że zapowiada się bardziej rozbudowana linia fabularna. Liczę, że w Guardians of the Galaxy lub krótkometrażówce z WInter Soldier będzie jakieś nawiązanie.

OCENA 4.5/6

Orphan Black S02E04 Governed As It Were By Chance
- tempo trochę siadło w tym sezonie. Jeszcze za wcześnie by się przejmować, ale mam nadzieje, że akcja nabierze tempa i będzie tak samo szalona jak w pierwszej serii. Przydałoby się więcej tajemnic bo cały czas wałkowanie projektu LEDA robi się już nudne. Nawet informacja, że prowadzili go zastępczy rodzice Rachel nie był specjalnie szokujące. Ciekawe tylko czy z tym wszystkim powiążą Cala bo podczas rozmowy z Sarą gdy padła nazwa Dyad zrobił minę jakby wiedział o kogo chodzi. Albo mi się tylko wydawało.
- ten serial jest świetnie nakręcony. Od saturacji kolorów, prowadzenie kamery z zbliżeniami na twarz po pięknie skomponowane zdjęcia. Świetnie też wyglądała ucieczka Heleny z częściowo rozmytymi konturami obrazu co podkreślało jej stan.
- gdzieś tam na uboczu dalej rozwijane są wątki pozostałych klonów. Allison przeżywa ciężkie chwile na odwyku (i niepotrzebnie bezpośrednie oskarża Donniego), a Cosmia zmaga się z swoją chorobą. Dobrze jest to prowadzone, ale już czuć zbytnie oderwanie od głównej fabuły.
- Sarah jak zwykle wpakowała się w kłopoty. Chciała dowiedzieć się więcej o Rachel i dowiedziała (fenomenalny kontrast z tym co widzi Sarah, a opisuje Cosima), ale przy okazji tradycyjnie wpadła w kolejne kłopoty. Dopadł ją Daniel i w końcu pojawiła się mocna, trzymająca w napięciu scena z wstępem do tortur i niespodziewanym zjawieniem się przerażającej Heleny. Normalnie jak z jakiegoś horroru.
- w następnym odcinku czas na odkrycie jakiś sekretów pani S. Najwyższy pora.

OCENA 4/6

Person of Interest S03E22 A House Divided 
- czego my tu nie mamy? Jest Decima, Czujni, Kontrola, wątek polityczny i drużyna zebrana przez Root. Chyba tyko brakuje ludzi z CIA i wątków gangstersko politycznych. Serial ładnie splótł swoje najważniejsze wątki na odcinek przed finałem i wszystko gra i buczy. Teraz tylko czekać na wybuchową mieszankę. Ktoś zginie i któraś z maszyn zyska przewagę. Ciężko tylko wyrokować która.
- dużo humoru w odcinku to zawsze zaleta. Ty razem Shaw prosiła o możliwość zabicia Kontroli, a potem kłóciła się z Hershelem i Johnem kto będzie prowadził auto. Idealne przerywniki gdy tyle poważnych tematów. Jak choćby rozmowy Greera i Fincha. Może trochę zbyt wzniosłe o twórcach i niszczycielach, ale przyjemne i pokazujące dwie interpretację SI.
- flashbacki z Collierem były sporą niespodzianką. Jego wątek może nie jest zaskakujący - został Czujnym bo rząd niesłusznie oskarżył jego brata o terroryzm, ale pasuje. I oczywiście ktoś nad nim stoi. Oczywiście mam też swoją szaloną teorię - to Maszyna wykształciła w sobie sub świadomość, która jest jej dodatkową tarczą ochronną przed szkodzeniem ludzkości. To by był twist!

OCENA 4.5/6

Person of Interest S03E23 Deus Ex Machina
- podręcznikowe zakończenie sezonu. Nie to że przewidywalne tylko wszystko było na swoim miejscu. Nie zabrakło emocji, humoru i zmian. I pomyśleć, że kiedyś był to przeciętny procedural od CBS.
- jestem pełen podziwu jak scenarzysta udało się poprowadzić dwa wydawałoby się oddzielne wątki i spiąć je w zaskakujący sposób w finale nie stwarzając wrażenia, że jest to naciągane. Moja teoria z Maszyną odpowiedzialną za Czujnych się nie sprawdziła okazało się, że to Decima za nich odpowiada i Greer kierował każdym krokiem Colliera. Takie zaskoczenia to ja lubię! I wszystko poszło po myśli tych złych. Proces choć emocjonujący był tylko prostą zagrywką mającą na celu zmanipulowanie wszystkich i danie dostępu do rządowych serwerów Decimie. Nie było też żadnej transmisji live czego akurat trochę szkoda bo teraz Kontrola i pan senator powinni zadawać sobie pytania. Jednak wybuch był jak najbardziej realny. Wow, rzadko się zdarza oglądać takie coś w serialu. Ostatnio takie potężne straty widziałem wśród cywili w telewizji ogólnodostępnej widziałem w 5 sezonie 24 gdy wybuchła atomówka. Stawka została udanie podbita.
- wielki plan Root nie miał wcale działań ofensywnych tylko defensywne. Nie żaden wirus mający zniszczyć Samarytanina tylko parasol ochronny nad bohaterami którzy teraz są niewidzialni dla siedzi która obserwuje całe USA. Teoretycznie wróży to koniec proceduralnych spraw, ale nie oszukujmy się bo takie też się trafią. Jednak zmiana w serialu jest nieunikniona. Brak biblioteki to tylko szczegół bo w mieście pojawił się nowy bóg obdarzony większą swobodą niż poprzedni. Emocjonująco się zapowiada kolejna seria. Liczę na jakiś time jump. Trzy lata i lekko dystopijny Manhattan? To by było fajne.
- odcinek wygrały trzy komediowe sceny - Hersh zabijający agentów Decimy na początku, potem załatwiający rower Root i w końcu Misiek przynoszący w zębach broń Johnowi. Cudownie wkomponowany humor w tak dramatyczny odcinek.

OCENA 5.5/6

Salem S01E03 In Vain
- poprzedni odcinek mnie strasznie rozczarował, nawet zastanawiałem się czy nie rzucić serialu, ale stwierdziłem, że dam jeszcze szansę. Wciąż jest na krawędzi mojego prywatnego anulowania, ale z większym zainteresowaniem oglądało się niż ostatnio co jest dziwne bo nie było żadnej nowej wiedźmy. Po prostu podoba mi się co dzieje się z postaciami. Szczególnie z Cottonem, który cały czas wątpi. Mam wrażenie, że jednak prostytutka nie jest jego oazą spokoju, a raczej zgrabnie nim manipuluje i działa na korzyść Mary. Konflikt u czarowników wypadł znośnie, nie było prawdziwego zagrożenie i nic rewolucyjnego się nie okazało, ale dobrze się oglądało. Na pewno lepiej niż przygody Aldena, który okazuje się najnudniejszą postacią. O wiele ciekawsza jest Anne. Mary ją wykorzystuje, ojciec lekceważy, a matka namawia do działania i przemyślenia swoich spraw. Całkiem nieźle wyszła też pierwsza scena z jej sennym koszmarem co może być zapowiedzią przyszłych wydarzeń gdzie będzie musiała wybierać między dobrem, a złem.
- strasznie irytują mnie uproszczenia w tym serialu, twórcy i scenarzyści muszą przykładać większą rolę do detali bo serial momentami jest strasznie irytujący, już pomijając jego średnio angażującą historię. Czemu Alden grozi pistoletem skałkowym już po wystrzeleniu? Jak to się dzieje, że w mieście stoi burdel, którego nie pilnuje żaden mężczyzna? Czemu nagle Alden postanowił śledzić Hale'a? Trudno jest mi to wytłumaczyć. 
- @EDIT. Dobra koniec, po paru dniach po obejrzeniu odcinka dalej nie chcę mi się odpalić kolejnego. Nie będę się na siłę męczył i mówię serialowi pa pa.

OCENA 3.5/6

The Good Wife S05E20 The Deep Web
- rozumiem po co były sceny z Alicją, doceniam jak pokazali jej problemy emocjonalne, nie moc i problem z odnalezieniem się w rzeczywistość w której nie ma Willa, a są inni mężczyźni. Ciesze się też z powrotu jej matki bo lubię Stockard Channing. Tylko czy mogę w końcu dostać Alicję na sali sądowej? Stęskniłem się za tym widokiem mimo, że podoba mi się nowy, bardziej serialowy niż proceduralny kierunek serialu. Poza tym dzisiejsze sceny z nią były jakieś taki nudne.
- na szczęście w LG się dzieje. Sprawa może też nie należała do rewelacyjnych, ciężko było sprawić, że zależało mi na kliencie i całym wątku Jedwabnego Szlaku, ale przynajmniej była jakaś sprawa. I jest intryga w firmie. Canning umiera, ale knuje z Davidem Lee. Diane została wrzucona między dwa wilki i będzie musiała walczyć o przetrwania. Chociaż może teraz bardzie niż kiedyś będzie chciała zostać sędziną? Niby firma jest jej spuścizną, ale skoro nie ma już Willa nie ma już tyle argumentów by zostać.
- u Finna jest ciekawy wątek bo po będzie prowadził do kolejnych wyborów, a te zawsze w The Good Wife zacnie wychodzą. Świetna rozmowa Alicji z Finnem gdy mówią, że Eli zrobił z nich świętą i bohatera.

OCENA 4/6

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #81 [14.04.2014 - 20.04.2014]

SPOILERY

 Arrow S02E19 The Man Under the Hood
- dwie przerwy podczas oglądania czyli nie było tak tragicznie jak jeszcze parę tygodni temu, ale też gorzej niż ostatnio. Mam tylko wrażenie, że formuła jeden przeciwnik na sezon jest złym pomysłem. Slade za długo kombinuje, wprowadza swoje plany w życie, torturuje psychicznie Olliego, ale nic z tego nie wynika. Efekt wow się skończył, teraz wymagam by jego postać dalej ciekawiła i przykuwała, ale robi się karykaturalna. Przecież ganianie po magazynie STAR Lab było kompletnie bez sensu. Nie mógł ich zastrzelić? Zabawa w tworzenie super żołnierzy też trochę nie trzyma się kupy. Tyle przygotowywał swój plan, ale nie pomyślał by wcześniej zaopatrzyć się w wirówkę i własny generator by nie zostać wykrytym? Trochę się to kłóci z jego innymi dalekosiężnymi planami. Lekarstwo na superżołnierza to też przesada. Raptem wyciągane takie coś z kapelusza. I zupełnie mnie to nie dziwi. W finale zostanie zaimplementowane Sladowi i by odpokutować swoje winy będzie przewodził Suicide Squad...
- Lauriel zgiń wreszcie! Umrzyj, przepadnij siło nieczysta. Tak bardzo nienawidzę tej postaci, że ciężko to wyrazić słowami. Jej kłopoty alkoholowe to małe piwo przy jej całokształcie. Jest prymitywną idiotką której nie można kibicować. Co robi by wyciągnąć ojca z więzienia? Szantażuje swoją szefową! Po raz kolejny! I to w taki sposób, że nie można przyznać jej racji. Wypuść go albo zrobię z twojego życia piekło. Do tego jeszcze niczego sama się nie domyśli, dowody miała cały czas przed sobą, ale dopiero musiała usłyszeć by zrozumieć, że Ollie jest Arrowem. Co robi w takim razie? Konfrontacja z nim. Nie udaje się to biegnie do ojca i "tatusiu, wiem kim jest Arrow". Jak małe dziecko.
- z Theą nie jest wcale lepiej. Zachowuje się jak rozkapryszona nastolatka z Dlaczego ja. Obrażona na wszystkich nie chcę rozmawiać z bratem i matką, nie przyjmuje logicznych argumentów, nie podpisze też papierka by zapewnić rodzinie kasy. Taki kaprys. Wyprowadza się też z domu. Co z tego, że jest niepełnoletnia. Świat Arrow rządzi się swoją logiką.
- w ogóle kobiety w Arrow są fatalnie pisane. Również historia Rochev nie błyszczy. Jak lubię Summer Glau i jej bohaterkę bo jest silna, dąży po trupach do celu i umie walczyć w pięknym stylu (te lekcję baletu u Summer procentują) to jej motywacja jest bezsensowna. Robert mnie kochał, ale zostawił więc przejmę jego firmę. Miłość, zdrada i zemsta w najprostszym wydaniu. Ciekawe jak będzie się zachowywać pod wpływem Mirakuru, ale obawiam się, że straci trochę ze swojej zajebistości.
- na początku napisałem, że to nie był taki zły odcinek, a ciągle narzekam. Taka specyfika serialu. Dużo się dzieje, jest trochę śmiesznych onlinerów i akcji, komiksowy felling też jest wyczuwalny, ale jak przychodzi co do czego to więcej jest elementów do których można się przyczepić niż je chwalić. Chociaż ponowne spotkanie z Royem było zaskakujące, a i flashbacki dobrze się oglądało. To akurat tradycja.

OCENA 3/6

Castle S06E06 Get a Clue
- o na jaki fajny epizod trafiłem po dłuższej przerwie z serialem. Rozszyfrowywanie wielkiej tajemnicy w stylu Dana Browna i rozwiązywanie morderstwa. Czego tu nie było - walka na miecze, domniemany rytualny mord, mnich zabójca, masoni, pułapka w grobowcu. I jako tako wszystko trzymało się kupy. Chociaż odcinek mógł być bardziej meta, brakowało mi jakiegoś żartu jak Rick i Kate zostali zamknięci w krypcie. Fajne też była jej improwizacja i oburzenie Ricka bo to w końcu jego zadanie.
- kłótnia z Alexis trochę zaskakująca. Zawsze było pełno rodzinnego ciepła między córką, a ojcem, a tu takie coś. Jednak jej ostatnia przemowa o akceptacji całkiem fajna.
- Ryan chwalący się jak udało mu się wpaść na trop taksówki był mistrzowski.

OCENA 4/6

Castle S06E07 Like Father, Like Daughter
- znowu miłe odbicie od schematu rozwiązywania morderstwa. Tym razem Alexis i Rick łączą siły by uniewinnić skazanego na karę śmierci. I przy okazji rozwiązują zagadkę kryminalną.Fajnie się oglądało razem tą parę, widać taką samą chemię jak między Castle, a Beckett. Jednak zmienia się trochę dynamika i to Rick musi być tutaj tym odpowiedzialnym i troszczyć się o partnera. Może i śledztwo było strasznie naiwne, szczególnie rejestry w bibliotece, ale bardzo przyjemnie się to oglądało. Szkoda tylko, że nie pogłębiono relacji Alexis z przyszłą macochą, ale na to też przyjdzie czas.
- ślub Ricka i Kate w kosmosie - to jest pomysł! Ale obejdzie się bez takich szaleństw.

OCENA 4/6

Castle S06E08 A Murder Is Forever
- taki sobie ten odcinek zwłaszcza ze względu na finalne objawienie, że diamenty były ludzkiej produkcji. Ja rozumiem, że to Castle, tu dzieją się różne głupiutkie rzeczy, ale taki motyw nie pasuje do serialu. Szkoda bo fajnie się zapowiadało - domniemany sprawca był znany od początku i trzeba go było tylko znaleźć, można było pokazać akcję z dwóch stron barykady i nie byłoby tak sztampowo. Nawet strzelanina z udziałem Ryana i Esposito mogłaby przynieść kolejny fajny potencjalny wątek, ale nic z tego. Zbyt prosto, zbyt nudno. Fixer też okazał się niezbyt szczególny i już pewnie nie wróci.
- kłótnia między Ryanem i Espo o to kto jest mężczyzną w tym związku też mogłaby być fajna, ale szybko z tego zrezygnowano. Kłótnia Ricka i Kate o lwa też niespecjalna. Nie pasowało mi też słuchanie porad z jakieś książki. Rick powinien je wyśmiać. Mało tez było szalonego teoretyzowania chociaż odwołania do nazistów i Indiany Jonesa fajne.

OCENA 3/6

Castle S06E09 Disciple
- o tak, 3XK wrócił! No prawie wrócił bo go nie pokazali, ale jego sprawa wróciła. I fajnie bo w Castle jest potrzebny jakiś dobry powracający wątek. Nie było w odcinku wiele humoru, wszystko tradycyjnie dla ego rodzaju historii ponure i z odpowiednim filtrem obrazu. Zabójstwa były creepy, dobrze pomyślane i budzące zaciekawienie. Martwe klony Lanie i Espo robiły wrażenie i zapalały lampkę ostrzegawczą, że coś jest nie tak. Czekałem tylko na zamordowaną "Kate" lub "Ricka". Nie doczekałem się, ale nie czuję rozczarowania bo wszystko służyło jakiemuś celowi. Wymazaniu spraw 3XK.
- wprowadzono też nową powracającą postać graną przez Annie Wersching. I w sumie mi się podoba jako dominująca i zimna psychopatka manipulatorka, ale trochę grubymi nićmi szyta jest paralela między dobrą i złą parą. Jednak czekam na jej powrót. Bo końcowa piosenka zrobiła potężne wrażenie i idealnie zamknęła ten bardzo dobry epizod, który przez cały czas budził zaciekawienie.

OCENA 4.5/6

Castle S0610 The Good, The Bad & The Baby
- Rick i Kate mają dziecko! No może ich nastawienie do dzieci nie było jakieś szokujące - Rick entuzjasta, a ona dystansujące się, ale przyjemnie się to oglądało. Śmieszne sceny z Cosmos i fajnie przeprowadzona operacja. Do tego dzieciak płaczący na rękach Ryana. Było dobrze.
- zagadka zakręcona i po raz kolejny winna okazała się najmniej podejrzana osoba z początku. Standard. Dobrze się to oglądało bo szybko jakieś nowe dziwne rzeczy się pojawiały, ale nie potrafiła specjalnie zaangażować. I nie wierzę w brak pomysłów Ricka na szalone teorię.
- niedoszły pocałunek w śmietniku - jakie romantyczne! Albo przepranie Kate na Święto Dziękczynienie. Fajnie, że nie ma między narzeczeństwem większych dramatów i dobrze się dogadują. Tak powinno się prowadzić związki w proceduralach.

OCENA 3.5/6

Castle S06E11 Under Fire
- serialowe porody rządzą się własnymi prawami. Niemal zawsze musi to być odcinek wybuchowy i w jakiś sposób nigdy kobieta nie może urodzić spokojnie z mężem przy boku. Tym razem było zagrożone życie Ryana. Tylko, że zupełnie pozornie bo przecież w takim odcinkach bohaterów się nie zabija. Jakoś nie mogłem się przejąć losem Ryana i Espo i co najgorsze nie mieli żadnych szczególnych scen, a rozmowa z Jenny była zbyt ckliwa. Samo wpadnięcie do piwniczki zbytnio naciągane tym bardziej, że bohaterowie ledwie uszkodzeni i ze śmiesznie postrzępionymi ubraniami. Śledztwo nieszczególne, a ofiara do szczególnie inteligentnych nie należała. Skoro podpis podpalacza był w aktach karzdej ze sprawy to powinien złapać go dużo szybciej.
- czy mi się wydaje czy Stanie Katic nie specjalnie się chcę już grać w serialu i jedzie na autopilocie? Nathan Fillion zresztą podobnie. Aktorzy już są znudzeni graniem jednej roli i nie iskrzy między nimi tak jak kiedyś. Brakuje też jakiś fajnych interakcji. Za spokojnie między nimi.

OCENA 3.5/6

Castle S06E12 Deep Cover
- trochę brakuje mi zwykłej sprawy z typowym policyjnym śledztwem, zapisywaniem dowodów na tablicy, przesłuchaniami w pokoju i szalonymi teoriami Ricka. Dawno tego nie było. Lubię udziwnienia w proceduralach, ale w końcu i one się zaczynają nudzić i brakuje trochę normalności. Ten odcinek to powrót ojca Ricka i szpiegowska afera z małą ilością momentów z których można by się pośmiać, a przecież to w tych momentach serial jest najlepszy. Jednak fajnie było znowu zobaczyć Jamesa Brolina i Castle'a oszukującego Kate. Sama szpiegowska afera ujdzie, typowe dla tego serialu.
- data ślubu ustalona na wrzesień. Czyli cliffhanger związany z ceremonią i sakramentalne tak w premierze nowej serii?

OCENA 3.5/6

Community S05E11 G.I. Jeff
- co za cudowny odcinek. Uwielbiam takie postmodernistyczne eksperymenty w Community. Może to nie była tak szalona przygoda jak wyprawa do ery 8 bitów bo nie pochodzę z ameryki i nie wychowałem się na G.I. Joe, ale i tak bawiłem się doskonale. Wyśmiewanie konwencji, zabójcze ksywki członków drużyny (Fourth Wall i Buzzkill!), komentarz o niedostatkach animacji, pogrzeb Destro, sąd nad Jeffem, absurdalna Jobra, fenomenalna czołówka czy przerwy na reklamy. Niesamowite ile udało się upchnąć tutaj żartów i odniesień. Nawet część starych aktorów użyczyła głosu swoim postacią. Brawa, wielkie brawa dla Dana Harmona i NBC za odwagę.
- trochę się zaskoczyłem na początku, że od razu rzucono nas w świat kreskówki, ale dobrze zostało to uzasadnione. Kryzys wieku średniego i wizyta w szpitalu. I jeszcze cała ferajna pochylona nad łóżkiem Jeffa.

OCENA 5.5/6

Game of Thrones S04E02 The Lion and The Rose
- w końcu nastała ta piękna chwila gdy ginie ktoś kto umrzeć powinien. Dość szybko bo w już drugim odcinku sezonu, a myślałem, że Joffrey do połowy wytrzyma. Jednak skoro ten odcinek pisał Martin to tutaj musiało się TO wydarzyć. Może jego śmierć nie była tak szokująca jak Red Wedding, a zamiast wstrząsu dawała radość, ale doprowadzono do niej bardzo dobrze. Ci co czytali książkę wiedzą kto to zrobił i cieszą się ze słów wypowiedzianych przez tą postać, inni niech się domyślają. W serialu dano dużo wskazówek, a i praca kamery podpowiadała. Mi osobiście trochę przeszkadza rola Dantosa, za mało go było za słabo to uargumentowane. Samo weselicho niczego sobie. Z przepychem, dekadencją, ale i obcesowe i nieprzystające do zachowania szlachty, a raczej do plebsu. Tyrion był upokarzany na każdym kroku, a zawody karłów wprawiły w zażenowanie większość gości na podwyższeniu. I ta znudzona Margery, dyplomatycznie wyczuwająca chwilę gdy trzeba zainterweniować! Nawet Tommena pokazali i jest strasznie wyrośnięty. Podobała mi się też Sansa i jej pomoc Tyrionowi, dwie najbardziej upokarzane osoby muszą w końcu sobie pomagać. Dlatego szkoda, że Dantos ją gdzieś zabrał. BTW - widok cierpienia na twarzy Joffreya bezcenny.
- w innych scenach było równie brutalnie i okrutnie. Choćby otwierające polowanie Ramseya z jedną z dziewczyn torturujących Theona w poprzednim sezonie. Chociaż mam wrażenie, że wydźwięk tej sceny byłby większy gdyby ustrzeliła swoją kochankę, a nie jakąś przypadkową dziewkę. Spotkanie z Boltonem o wiele ciekawsze. Jak wiał chłód od relacji ojca z synem i brak zaufania. Mocna scena z goleniem przez Fetora i wyznaniem co stało się z Starkami. Co najważniejsze akcja na północy nabierze dynamiki. Nie dość, że walka o Fose Calin to jeszcze wyprawa ludzi z Dredfort do Czarnego Zamku.
- na Smoczej Skale zaczęli sezon grillowy. Religijny fundamentalizm sięga tam już zenitu i pali się najbliższą rodzinę. Tylko Davos jakimś cudem trzyma się przy życiu. Rozmowy o Stannisie bardzo fajne tak jak o bogach i walce jaka ma miejsce w tym świecie i że prawdziwe piekło jest na ziemi. Tyko trochę za dużo tutaj ekspozycji w przemówieniu Mellisandre.
- w związku z walką dobra vs. zła następnie poświęcono trochę czasu Branowi i jego mistycznemu wątkowi. Podróż na północ przebywa bez większych problemów tylko, że Bran coraz bardziej ucieka w skórę wilka. Spotkanie z drzewem sercem wywołało ciekawą wizję. Dziwne, że po niej wie gdzie trzeba iść, ale nich mu będzie... o wiele ciekawsze były smoki nad Królewską Przystanią czy ośnieżona sala z Żelaznym Tronem, tak samo jak z wizji Dany w Quarth.
- Jamie, biedny Jamie, jednak nie potrafi walczyć lewą ręką. Fajnie, że trenuje go Bronn, a nie Pyen bo sprawi to, że sceny będą ciekawsze. A scenerie mają do prawdy piękną i ustronną jak opowiada Bronn. Była też scena z rozlanym winem! Dobrze, lubię te książkowe nawiązania.
- Shea została wysłana na statek hmmmm a co jeśli to nie jest statek do Pentos tylko miejsce w które zaprowadzi Dantos Sanse? Znacząco by to zmieniło jedną z książkowych scen, ale moim zdaniem na plus.

OCENA 5.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E18 Providence
- odcinek dużo spokojniejszy od poprzedniego, który spuścił bombę na widzów, ale serial utrzymuje dalej swoje momentum. Dużo miejsca poświęcono ekspozycji, przedstawianiu obecnej sytuacji w taki sposób by można było poczuć, że wydarzenia mają zasięg globalny oraz Wardowi. Bret Dalton nie jest dobrym aktorem, ale w tym odcinku pokazuje trochę szerszy zakres swoich umiejętności. Jest autoironiczny, wyśmiewa swoją wcześniejszą bucowatą postawę oraz zachowania. Nie rozgrzesza to poprzednich odcinków, ale nadaje im trochę głębi. On od początku pracował dla Garretta, wiedział co się dzieje i miał monitorować Culsona. Wszystko zostało ładnie wyjaśnione i nie pozbawia złudzeń. Jednak mimo wszystko coś on czuje do Skye i boję się, że jego historia skończy się na próbie odkupienia. No nic, okaże się.
- przedstawiono postać Talbota. Z jednej strony dobrze, że dają oficera armii USA, ale po co mu te śmieszne wąsy to ja nie wiem. Fajnie, że Culson od razu go przejrzy, wie co się dzieje i że trzeba uciekać. S.H.I.E.L.D. jest uznawane za organizacje terrorystyczną, nie można im ufać i trzeba się zająć problemem. Trochę słabo bo znaczy to, że Culson nie będzie kierował odbudową, ale wrócimy w przyszłości do latania busem i rozwiązywania kolejnych spraw. Jednak posmak czegoś większego był. Jak Skye raportowała o kolejnych bazach, a on wszystkim zarządzał. Chociaż może w przyszłości. Angel zaczynał od 2 osobowej agencji detektywistycznej, a skończył na międzywymiarowej korporacji. 
- co do Culsona podobała mi się ta jego ślepa wiara w powodzenie bo tylko to mu zostało. SHIELD nie istnieje i musiał się czegoś uchwycić. Jego wybuch był zrozumiały, drużyna nie miała nic do powiedzenia, milczała. To była mocna scena. Jednak nie kupuje tego, że Hydra mogła mu coś zaszczepić. Jednak gdzieś May przemyciła wiadomość, że Fury od dawna wiedział o infiltracji SHIELD tylko nie mógł nic z tym zrobić. Prócz budowania super tajnych baz.
- dodatkowe brawa za to jak ładnie serial korzysta ze swojego dziedzictwa. Wyśmiewa wystrzeliwanie broni w kosmos, Hydra dostaje w łapka więźniów i artefakty, które drużyna Culsona zdobywała, a Ward często odnosi się do swojego zachowania. Przez to otwierane są nowe wątki. Gravitonium wraca i pewnie w S02 odegra dużą rolę.
- nie wyobrażam sobie Culsona siedzącego w bazie i czekającego na nowe rozkazy. Mam nadzieje, że Koening ma coś więcej do zaoferowania niż nowe odznaki. Przydałaby się jakaś bezpieczna linia z Furym lub Hill. Jednak raczej długo Culson tutaj nie posiedzi skoro Jasnowidz znowu wspominał o wiolonczelistce, a w internecie pojawiło się info, że Amy Acker ma ją zagrać.

OCENA 4/6

The Good Wife S05E17 A Material World 
-kolejny odcinek pełen żałoby i smutku gdzie trzy kobiety radzą sobie ze stratą na swój sposób. Każda z nich ma chwilę zwątpienia i zaciekłej walki przy czym każda z nich w innych proporcjach. Kalinda by odreagować idzie uprawiać szalony seks z Carym po czym ma wyrzuty sumienia i udaje się do Jenny i zdradza jej zaufanie by ratować pozycję Diane. Ona natomiast zaciekle walczy o swoje, nie poddaje się. Najbardziej przytłoczona wydarzeniami jest Alicja. Julianna fenomenalnie gra w tym serialu, ale gdy musi pokazać coś dramatycznego przechodzi samą siebie, jej cierpienie i zrezygnowanie jest widoczne i budzi się autentyczne współczucie. I ta kłótnia z mężem gdzie podejmuje decyzję która zaważa na jej przyszłości. Od teraz są tylko w związku biznesowym. Oj jestem ciekaw jak to się dalej potoczy.
- sprawa rozwodowa była tylko pretekstem do pokazania bohaterów. W sumie trochę tęsknie za zwyłym pojedynkiem sądowym i bronieniem klienta. Nie żeby to co jest było w jakimś stopniu złe. Fuzja i LG i Florrick/Agos to zły pomysł dla dynamiki serialu, za wcześnie na to, ale to pewnie tylko chwilowy efekt działania pod impulsem. Ciekawiej zapowiada się powrót Canninga i intrygi w prokuratorze. Będzie też więcej Finna. Pozbyto się też Damiana i dobrze bo ten wątek był średnio trafiony. Może nie taki niewypał jak były mąż Kalindy, ale niewiele wnoszący do serialu.
- strasznie podobało mi się, że nie pokazano pogrzeby i ckliwych scen z opuszczaniem trumny. Zamiast tego rozmowę dwóch kobiet przy drinku i wspominanie faceta którego znały. 

OCENA 4.5/6


The Shield S03E13 Fire in the Hole
- wątek Ormian rozwija się dalej jednak nie sądzę by skończył się w tym sezonie. Za wolno się wszystko toczy i nie ma wyraźnego antagonisty. Raczej sezon skończy się na zaciskaniu pętli wokół Vicka. Wszystkie ich próby odciągnięcia uwagi tylko w nich uderzają, stają coraz bardziej na celowniku i jeszcze Dutch coraz mniej ufa Vickowi.
- wątek polowania na pedofilii odrażający. Co jak co, ale ten serial nie bawi się w półśrodki i w brutalny sposób przekazuje prawdę. Dobrze, potrzeba takich produkcji. Wyms pod przykrywką i współpraca z Decoy Squad wyszły bardzo dobrze. Szczególnie jak ona podzieliła się kawałkiem swojej przeszłości.
- oczywiście nie mogło zabraknąć wątku humorystycznego - Taylor dalej podbija do Danny, a ona poluje na skradzioną Whisky. Potrzebne są te chwilę odprężenia po innych brutalnych wątkach i bez stopych trupach.

OCENA 4.5/6

Vikings S02E08 Boneless
- odcinek przejściowy, chwila wyciszenia przed dwiema finałowymi godzinami, które pewnie będą ze sobą mocno powiązane. Jednak trzeba przyznać, że jak na taki zapychacz poradził sobie całkiem nieźle. Dalej jest gęsty klimat budowany przez niesamowitą muzykę, a scenki obyczajowe z życia wikingów ogląda się z niekłamaną przyjemnością. Ćwiczenie Bjorna, kłopoty Lagherty, przygotowania do wyprawy i w końcu problem z synem Ragnara. Serial portretuje ten świat, nie upiększa i idealizuje jak to często w serialach ma miejsce. Ragnar ma dylemat czy zabić syna, który jest kaleką, tak mu doradzają najbliżsi, nawet zostawia niemowlę na śmierć tylko Ashlaug je ostatecznie ratuje. Mówi to nie tylko o postaciach, ale o samym społeczeństwie.
- ciekawie też podano różnice między "cywilizowanym" światem, a poganami. Księżniczka Marcji niemalże ich wyśmiewa i wygłasza, że chodzą nago i mają niepohamowane żądze. Zupełnie jak ona, która jako dziecko była gwałcona przez brata. Kto tu w takim razie zasługuje na potępienie? Dobrzy i źli ludzie są w jednym i drugim społeczeństwie.
- chyba w tym sezonie król Horik zostanie pożegnany. Ragnar jest coraz pewniejszy siebie i wedle własnej wizji chcę łupić, a pozostałym dowódcą się to nie podoba. Zasadzka zorganizowana na posłannictwo Ekberta na pewno zagęści jeszcze ten konflikt.
- ciekawe co z mnichem. Jego wiara zostanie poddana próbie w przyszłym odcinku albo w finale gdy dojdzie do spotkania z Ragnarem. I jak wikingowie zareagują na to, że wrócił do habitu?

OCENA 4.5/6 

White Collar S04E14 Shoot The Moon
- serial dawno mnie przestał bawić tak jak na początku i ciężko mu mnie zadowolić. Dlatego z początku ucieszyłem się na delikatną zmianę formuły. Porwanie Petera i El na początku było fajne, pokazano kilka śmiesznych scen, ale z czasem robiło się nudo, przewidywalnie i zbyt melodramatycznie. Końcówka też nie okazała się wielkim zaskoczeniem. Nie było źle, ale momentami nudziło.
- pojawienie się współczesnej pary Bonnie i Clyde  było pretekstem by poruszyć inne serialowe związki. Przesłodzone do przesady małżeństwo Burków wyjawiło sobie sekrety, których istnienie było umotywowane jedynie potrzebami scenariusza. Wróciła też na chwilę Sarah, jej chemia między Neal jest widoczna, ale odcinek był tylko początkiem pożegnania z nią. Trochę słabo bo zawsze ją lubiłem w serialu, a sama jej obecność wpływała na Neala.
- z śmieszniejszych scen to walka o pozycję lidera między Jonesem i Dianą, żarty z więziennych listów i ściema dotycząca księżycowej skały. Dobrze wpasowane w odcinek tylko szkoda, że tak ich mało było.

OCENA 3.5/6