Pokazywanie postów oznaczonych etykietą After Earth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą After Earth. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 listopada 2013

3 filmowe grosze #9

MOŻLIWE SPOILERY


After Earth
- ostrzegali mnie, że to fatalny film. Recenzje nie pozostawiły na nim suchej nitki, a ilość pozytywnych ocen na Rotten Tomatoes to zaledwie 11%. A i tak zobaczyłem czego żałuję. Wiedziałem, że będzie słabo. Tylko nie podejrzewałem, że aż tak.
- zacznę może od plusów bo jest ich niewiele. Podoba mi się design świata. Wszystko zbudowane z lekkich materiałów, widać pewną lekkość konstrukcji, a pojazdy inspirowaną są żywymi stworzeniami jak statek kosmiczny w kształcie ryby. Ładnie to wszystko wygląda. Gorzej z funkcjonalnością bo wszystko to jakieś sterylne i mało użyteczne.
- niestety, ale z tym designem wiąże się też wizja świata, która zupełnie mi nie pasuje. Science - fiction zostało potraktowane bardzo lekko. Spójności tutaj mało, a absurd goni absurd. Jakaś organizacja strażników ratująca świat przed zagładą. Serio? Najgorsze jest jednak to jaką bronią się posługują - konfigurowalnymi katanami. Po co pistolety skoro biała broń daje +10 do charyzmy. Fajnie to wygląda, ale za grosz tu logi. Główni przeciwnicy też zostali słabo zaprojektowani. Specjalnie wyhodowani obcy polujący na ludzi i tropiący ich za pomocą feromonów wydzielanych podczas strachu. Oczów nie mają bo i po co im. Tylko działa na nich ludzki strach. I z tym mam największy problem
- bo film próbuje nam wmówić, że tylko pozbywając się strachu staniemy się zwycięzcami. Strach nas ogranicza i nie pozwala osiągnąć maksimum. Tylko, że ja tego nie kupuje bo wg. mnie strach trzyma nas przy życiu. Pozwala racjonalnie myśleć, zdawać sobie sprawę z konsekwencji i martwić się o życie, które przecież jest najważniejszą rzeczą jaką posiada człowiek. Wyzbycie się strachu to jak wyzbycie się emocji. Czysty racjonalizm, który ma zapewnić przetrwania. I na tym opiera się ten film. Podróży Kitaia w przezwyciężaniu strachu, który go przecież ukształtował. Jego ojciec nie czuję lęku i przy tym zachowuje się jak robot. Nie licząc jednej sceny nie martwi się o syna. I nie wiem czy to wina scenariusza czy konsekwencja zapanowania nad lękiem.
- i tutaj płynie przechodzę do postaci, którym nie można sympatyzować. Ojciec zachowuje się jak robot, a synek dąży do tego. Przy czym we wszystkim jest najlepszy i zarozumiały. Topornie wyciosane postacie i fatalnie zagrane. Tak, Will Smith zagrał fatalnie i nie ratuje on filmu. Wiecznie zmęczone twarze, dziwna mimika i zero charyzmy.
- jednak najgorsze jest jak to wszystko zostało nakręcone. To w gruncie rzeczy prosta historia i to można wybaczyć, ale na pewno nie można przymknąć oka jak to zostało pokazane. Wszystko jest po chamsku tłumaczone, zero miejsca na domysłu i niedomówienia. I co chwila jest coś w stylu "teraz wypuszczam sondy", "to jest", "to nie działa bo". I co chwila to samo. Można by było pomyśleć, że chociaż operator się postara i będzie na co popatrzeć. Dziewicza planeta, opanowana przez zwierzęta i roślinność. Zapierające dech w piersiach krajobrazy i uczucie obcowania z czymś niezwykłym. Nic z tego. Po w filmie szerszy plan jest pokazany kilka razy. Większość ujęć to zbliżenia na twarze bohaterów i ich wymęczone oblicze.
- jak w Zdarzeniu tak i tutaj Shyamalan funduje wątek ekologiczny, który jest niezwykle naiwny. My niszczyliśmy Ziemię to teraz ona na nas będzie polowała. Zniszczyliśmy ją więc musimy za to odpokutować. Niesamowicie pretensjonalny jest też jeden z dialogów wyglądający mniej więcej tak: gdy jedna z postaci mówi, że kiedyś polowali na wieloryby to główny bohater odpowiada, że to my polowaliśmy. Mimowolnie otwarta dłoń ląduje na czole. Trochę subtelności nikomu by nie zaszkodziło
-nie chcę mi się pastwić nad filmem, a mógłbym tak jeszcze trochę. Ale o jednej rzeczy wspomnę, której po prostu nienawidzę. Gdy w finale zostaje wysłany sygnał SOS w komos ma on postać strumienia światła wystrzeliwującego w przestrzeń i rozchodzącej się niebieskiej energii. Zgrzytałem na to zębami w Battleship, które było fatalnym filmem zgrzytam i teraz. Niby detal, ale nie znoszę takiej łopatologii

OCENA 1.5/6

Man of Steel 
- DC odpowiada na Marvelowe filmy i robi to w dobrym stylu. Tylko dobrym, a i to kontrowersyjna opinia bo sporo ludzi mocno krytykuje najnowszego Supermana. Ja się cieszę, że ten film powstał. Może i poziomem bliżej mu do Captain America czy Hulków niż do Iron Mana, ale jest to dobre kino rozrywkowe, które potrafi porwać na niemal 2,5h bez uczucia zmęczenia. Czy jednak jest to godne otwarcie nowego filmowego uniwersum? Jakoś nie chcę mi się wierzyć, za dużo błędów DC i WarnerBros. widziałem
- klimatem Man of Steel przypomina bardziej nolanowskiego Batmana niż lekkie przygody od Marvel Studios. Humoru tutaj mało, a film często uderza w "mroczne" tony. Ludzie giną, zniszczenie ogarnia planetę, jest mocny konflikt wewnętrzny bohatera, problematyka ekologiczna (która coraz częściej jest poruszana w kinie) a i pokuszono się o wątki mesjanistyczne. Tylko, że film jest za bardzo w tym wszystkim nadęty i zbyt poważany. Brakuje puszczenia oka, chwili rozluźnienia, która równoważyłaby wszechobecny patos, którego stężenie jest często nie do zniesienia. 
- jednak jedno trzeba przyznać filmowi - prezentuje się fenomenalnie. Zack Snyder, tak jak David Fincher przykłada olbrzymią rolę do warstwy wizualnej swoich filmów. Jednak w przeciwieństwie do Finchera strona techniczna przeważnie gra u niego najważniejszą rolę. Tak jest i tutaj. Mocne filtry, prześwietlone zdjęcia, kadry na zasadzie kontrastu, przesycenie niektórych kolorów, kilka zabaw z kamerą, mocny biotechnologiczny design Kryptonu i pojazdów czy niesamowite sceny podczas, których Superman używa po raz pierwszy swoich mocy. Te elementy robią wrażenia. I może przez to film przypomina teledysk bo fabuła jest uboga, ale dwie ostatnie bitwy i destrukcja Metropolis to wizualny majstersztyk. Często mam problem z tego typu rzeczami bo na takich Transformersach przeraźliwie się nudzę, ale tutaj nic takiego nie miało miejsca mimo, że finałowa bitwa trwa niemal 40 minut. 
- jak już napisałem fabularnie jest słabo. Dużo jest też błędów logicznych i naciągnięć. Jednak w ostatecznym rozrachunku można na nie przymknąć oko. 3 tygodnie po obejrzeniu filmu w głowie zostają głównie plusy i wspomnienie płytkiej historii, którą próbowano urozmaicić częstymi flashbackami, ale ostatecznie jest ona zbyt grubymi nićmi szyta, zbyt melodramatyczna by chwytać. 
- Henry Cavill jako Superman spisał się bardzo dobrze. Zarówno podczas walki, w kostiumie jak i w dramatycznych scenach. Jestem ciekaw jak wypadnie w duecie z Batmanem, ale to pieśń odległej przyszłości. Reszta obsady też została dobrze dobrana. Costner i Crowe jako ojcowie Supka też dali radę mimo, że ciężko je uznać za postacie pozytywne. Dobrze wypadł tez Michael Shannon jako Zod oraz jego podwładni. Dobrze, ale znowu bez szału. Najgorzej z głównej obsady prezentuje się Amy Adams jako Lois Lane. Zupełnie nie pasuje mi do tej roli, brak jej zadziorności, zaradności i charakteru. Idealną dziewczyną Supermana pozostanie dla mnie Erica Durance ze Smallville.
- na minus zasługuje też brak sceny po napisach. Nie gdy Marvel przyzwyczaił do teasowanie nowych filmów i planów właśnie w ten sposób 

OCENA 4/6

This is the End 
-zachwyciłem się pierwszym zwiastunem This is the End i od razu zapisałem na listę "koniecznie obejrzeć". Trochę się bałem bo średnio przepadam za amerykańskimi komediami i stylem Apatowa, ale to, tak jak Pineapple Express, trafiło idealnie w moje gusta. Jasne trafiło się kilka niesmacznych żartów na które kręciłem głowę, ale i tak uśmiechałem się pod nosem.
- ten film miał w sobie pewną lekkość, zabierał widza w przygodę od pierwszych minut. Uczucie było potęgowane jeśli zna się nazwiska aktorów - choćby James Franco, Seth Rogen, Jay Baruchel i sporo zaskakujących cameo. Bo oni tutaj grają siebie i są kumplami. Czyli jak w prawdziwym życiu. Widać, że doskonale się bawili kręcąc film i to się udziela. Szalony buddy-apocalipse-movie. Umiejętnie wykorzystujący znane motywy i dodający coś od siebie.
- i mimo tej absurdalnej konwencji jest też na swój sposób całkiem "mądry". Bo to też opowieść o przyjaźni i dojrzewanie. Podane z ironią i trochę gorzko, ale cały czas zabawne.
- This is the End na pewno obejrzę jeszcze raz bo to kopalnia smaczków i doskonałych pomysłów. To film zrodzony z miłości do gatunku przez grupkę znajomych. To świetna rozrywka, którą trzeba sprawdzić

OCENA 5/6