Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iZombie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iZombie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 kwietnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #183 [18.04.2016 - 24.04.2016]

SPOILERY

Banshee S04E04 Innocent Might Be a Bit of a Stretch
Na cztery odcinki drugi raz czuje się lekko rozczarowany. To jest wciąż świetny serial z zapadającymi w pamięć scenami, ale mam wrażenie jakby gdzieś pogubił się zamysł. Finałowy sezon i dostajemy odcinek przejściowy gdzie rozwijają się wątki poboczne, główny bohater siedzi w więzieniu, a dużo czasu dostają nowe twarze. Na Elize Dushku zawsze jest dobrze popatrzeć, ale czy dawanie jej tak dużo czasu jest konieczne dla opowieści? Czy nie lepiej byłoby poświęcić go dla Hioba? Lub Sugara, który tutaj się nie pojawia? Tak samo jak rodzinna drama z neonazistami. Podczas 10 odcinkowego "kolejnego sezonu" by pasowała, ale nie jako część łabędziego śpiewu serialu. Nie jestem zachwycony też krucjatą Carrie. Ogólnie mam wrażenie, że bohaterowie robią dużo różnych rzeczy, które za słabo na siebie wpływają na gruncie personalnym.

Jeszcze słówko o morderstwie. Sataniści są przedstawieni odpowiednio upiornie, a nadanie filtra tym sceną było ciekawym zabiegiem podkreślającym odrealnienie tej sceny i otumanienie narkotykami ofiary. Tylko znowu, czy chcę oglądać zupełnie nowy wątek w finale serialu? Ciekaw jestem też czy Rebecca była rzeczywiście ich kolejną ofiarą czy ktoś (Proctor? coraz więcej wskazuje na niego, co oczywiście może być świadomą zabawą scenarzystów) tak upozorował jej morderstwo.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S01E12 Last Refuge
Paradoksy podróży w czasie są tak absurdalnie prowadzone, że punktowane ich niedorzeczności byłoby bezsensownym znęcaniem się nad serialem. Choćby mój ulubiony motyw - zabijamy młodszą wersję więc starsza ginie niemalże natychmiast. Jednak gdy zmieniamy jej przeszłość wpływa to tylko na jej otoczenia, a nie samego zainteresowanego. Zero konsekwencji. Tak jak z Ripem - pielgrzym niby nie może go zabić, ale jak już Hunter oferuje się za przyjaciół jego śmierć jest jak najbardziej akceptowalna. Jednak nie o to w tym serialu chodzi. Jest akcja, jest fun z oglądania. Fajne relację między bohaterami cały czas są. Przeszkadza tylko wątek Ray/Kendra, wolałbym na to miejsce więcej Snarta. I scen akcji, bardzo je lubię w tym serialu bo kamera nigdy nie zapomina o pokazywaniu całej drużyn, a nie tworzy pojedyncze starcia. 

Ten odcinek to też fajny ukłon dla fanów Arrowverse. Odwiedziny w Palmer Technologies i dobrze znanym komisariacie Starling City niosły ze sobą wiele wspomnień. Oglądanie młodej Sary w relacjach z ojcem też było ciekawe. Tak jak starszych bohaterów z swoimi młodszymi wersjami. Szkoda, że w tą stronę nie pociągnięto historii odcinka. Zamiast tego przedstawiono sierociniec dla przyszłych Władców Czasu i młodszą wersje Ripa. Trochę zmarnowany potencjał.

OCENA 4/6

iZombie S02E06 Max Wager
Z niedopatrzenia nie mogłem włączyć kolejnego odcinka Outlander więc na szybko odpaliłem procedural za którym się stęskniłem. I było nieźle. Dobrze znowu zobaczyć Liv, Raviego, Peyton i Blaine'a. Sprawa tygodnia jak to sprawa. Trochę pokomplikowana gdzie mordercą okazał się ten najmniej podejrzany. Pretekst do kolejnego mózgu i osobowości Liv. Tym razem w głowie siedział jej nałogowy hazardzista co doprowadziło do masy przypadkowych zakładów. Zabawnie wypadły zwłaszcza te w zakładzie fryzjerskim gdzie zaliczała kolejne wizyty. Chciałbym żeby Fryzjer jeszcze kiedyś się pojawił. Lubie takie klimaty.

Oczywiście mózg tygodnia miał związek z sytuacją bohaterów. Teraz gdy Liv i Major znowu są razem pragną uprawiać seks co jest trochę ciężkie zważywszy na jej chorobę. Ravi testuje czy jest to możliwe, a Liv oblicza czy warto podjąć ryzyko.

Ciekawie też u innych postaci. Peyton usłyszała ofertę przekupstwa i pogróżki od Stecy'a Bossa, który swoją drogą miał świetne wejście. Szykuje się świetny wątek kiedy jego historia zacznie kolidować z tą Blaine'a. A właśnie, Blaine. U niego też się dzieje. Zrobił coś bardzo mrocznego - zabił dziadka by nakarmić tym mózgiem własnego ojca w ramach zemsty. Zaryzykował i niepotrzebne. Staruszek został porwany przez Majora i teraz leży w lodówie. Dzieje się.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E17 The Team
Niedomówieniem jest napisać "rozczarowanie" przy moich odczuciach dotyczących Secret Warriors. Drużyna wprost z komiksów mogąca nadać serialowi tak potrzebnego sznytu superhero została tak beznadziejnie poprowadzona. Zegarki jak z Power Rangers informujące o misji, pierwsza wspólna akcja i rozpad drużyny, która przez pół odcinka opowiada jak to się im wspaniale współpracuje. Jak ja miałem się czuć przejęty tymi wydarzeniami skoro za słabo znałem ekipę? Odbicie Culsona z rąk Hive powinno zając cały odcinek, żeby lepiej nakreślić relację między inhumans. Zamiast tego szybka i chaotyczna akcja, a potem szukanie kreta. Ni to ciekawe ni ekscytujące. I co najgorzej przewidywalne. Fałszywe tropy oczywiste i tylko Daisy była racjonalnym kandydatem na przejęcie. Inni pod kontrolą Hive nie robiliby odpowiedniego wrażenia. I teraz szykuje się kolejne nudne spięcia, kłótnie i wątek Skye/Ward. Już nie mogę się doczekać.

OCENA 3/6 

Outlander S01E12 Lallybroch
Po kilku mocniejszych odcinkach przyszło uspokojenie i niemalże sielankowa opowieść o powrocie Jamiego do swojej rodzinnej posiadłości. Trochę kłótni z siostrą, jeszcze więcej podkreślania jak się kochają i podobieństw między nimi. Było tutaj też historia o wchodzeniu w buty ojca, próbie zastąpienia go w roli dziedzica i dojrzewaniu do bycia przywódcą. Mi się bardzo podobały skomplikowane relację Claire z Janet, siostrą Jamiego i tego jak Frasierowie przejmują rolę dziedziców mimo, że nie wiedzą do końca co robią. Były też flashbacki z uwięzienia Jamiego. Ciekawe głównie z jednego powodu - filtr graficzny podkreślający czerwień angielskich płaszczy. I w sumie tyle. To bardziej obyczajowa historia o nowożeńcach powoli odnajdujących się na swoim.

OCENA 4/6

Outlander S01E13 The Watch
Cliffhanger z zeszłego odcinka został bardzo szybko rozwiązany przez co poczułem się odrobinę rozczarowany. To uczucie na szczęście szybko minęło, a odpowiedni poziom napięcia utrzymywał się przez cały odcinek. Zwłaszcza podczas scen ze Strażą gdzie Jamie musiał ukrywać swoją tożsamość i cierpliwie znosił obelgi na jakie był wystawiony on i jego rola dziedzica. Rzucano mu kolejne kłody pod nogi, szantażowano i wreszcie zmuszono do napadu. I niby nie ma tutaj nic odkrywczego, prosta fabuła, ale podana w znakomitej formie. Muzyka, zdjęcia, krajobrazy. To wszystko bardzo dobrze wypada na ekranie i serial wciąga, a to przecież najważniejsze. Podobał mi się nawet wątek porodu Jenny i zacieśnianie więzi z szwagierką. Cliffhanger znowu dostarczył - nieudany napad i Jamie porwany przez anglików. I niby to ponowne wynajdowanie koła, ale działa. I może dzięki temu wrócą bohaterowie z Zamku Leoch za którymi odrobinę się stęskniłem.

OCENA 4.5/6

Outlander S01E14 The Search
Bardzo przyjemny odcinek. Pierw szaleńcza pogoń dwóch kobiet za mężczyzną którego darzą uczuciem. Jeszcze mocniejsze zacieśnianie więzi między nimi i pokazanie jak daleko są w stanie się posunąć by odnaleźć Jamiego. Potem było jeszcze lepiej ponieważ pojawił się Murthag. Dobrze jest zobaczyć jakąś znaną twarz z Zamku Leoch. Tutaj serial zafundował kolejną wycieczkę krajoznawczą po Szkocji niczym w odcinku z zbieraniem podatków. Jednak zamiast tego była Claire przebrana w męski kostium i śpiewająca piosenkę mająca zwabić Jamiego. Nieźle wyreżyserowane sceny, sporo humoru i ładnych widoczków. Cieszy mnie brak happy endu. Zamiast spotkania z ukochanym Claire trafiła na Dougala i na wieści o stryczku dla męża. Szykuje się kolejna wyprawa z ratowaniem więźnia tylko teraz Jamie tego potrzebuje. I nie mam nic przeciwko recyklingowi motywów. Lektura serialu jest bardzo przyjemna w oglądaniu i mi to wystarcza.

OCENA 4.5/6

Outlander S01E15 Wentworth Prison
Może i fabuła Outlander jest banalna, ale jaka moc w poszczególnych scenach! Porwany Jamie ma zostać powieszony, cudem w ostatniej chwili ratuje go Black Jack Randall. Wybawienie z ręki diabła. Który sprowadził mu piekło na ziemi. Sceny w celi były kapitalne. Długie, brutalne i poruszające. Pokazano okrutnego człowieka wykorzystującego swoją pozycję, czerpiącego seksualną przyjemność na skutek znęcania się nad inną silną jednostką. Oglądanie tych scen było straszne. Zwłaszcza gdy pojawiła się Claire. Zdeterminowana żona by odbić swojego męża. Promyk nadziei, widać szansę na ratunek, wydaje się, że już, teraz. I nic. Słoneczko zgasło i jest jeszcze potworniej. Brawa dla Caitriony Balfe i Sama Heughana. Doskonała robota, strach na waszych twarzach był niesamowicie przekonujący.

OCENA 5/6

Outlander S01E16 To Ransom a Man's Soul
Wymęczyłem się na finale. Rozumiem zamysł - pokazać jak można zniszczyć w człowieku poczucie własnej godności i ostateczny triumf miłości, wybaczenia i siły woli. Jednak oglądanie kolejnych homoerotycznych scen z Jamiem i Randallem było męczące. Doceniam grę bohaterów, zwłaszcza Sama Heughana, ale gdzieś w połowie odcinka straciłem zainteresowanie flashbackami, które coraz bardziej szczegółowo przedstawiały wydarzenia w celi. Ciekawsze było jak Claire ponownie zbliżała się do męża, jak próbowała mu pomóc pomimo traumy jaką przeżywa. Końcowy cliffhanger nie był dla mnie zaskoczenie, w końcu kampania promocyjna S02 opierała się na nim. Frasierowie udają się do Paryża gdzie czynnie będą walczyć o szkocką sprawę. Boję się zmiany klimatu czekając przy tym na silniejszy wątek główny.

OCENA 4/6

Outlander S02E01 Through a Glass, Darkly
Co za rozpoczęcie sezonu. Byłem świadom powrotu Claire do współczesności jednak nie sądziłem, że tak będzie wyglądała pierwsza scena. Nie wiadomo czemu nasza zrozpaczona Angielka pojawia się w kamiennym kręgu po czym od przypadkowo napotkanego człowieka dowiaduje się o klęsce rebelii Jakobitów. Nadało to niezwykle fatalistyczny wyraz całemu sezonowi - czego nie zrobią bohaterowie nie uda się im osiągnąć założonego celu, są z góry skazani na przegraną. Nie tylko rebelia upadnie, ale rozpadnie się związek Jamiego i Claire. To będzie ciekawa droga przez najbliższe 12 odcinków. Chyba, że scenarzyści szykują kolejne bomby i jeszcze nie raz zaskoczą.

O ile pod koniec S01 to Heughan mógł się popisać swoim aktorstwem tak teraz Caitriona szalała na ekranie. Pełna smutku i rozpaczy, tęskniąc za Jamiem opowiedziała swoją historię Frankowi. Patrzyło się na nią z olbrzymią przyjemnością. Zwłaszcza gdy żegnała swoje dawne życie i ponownie przyzwyczajała się do swoich czasów. Wybuch wściekłości na wieść o nadchodzącej wojnie czy widok Ameryki - świetnie zagrane. I nawet mnie ciekawi co będzie się działo w tym przedziale czasowym. Czy pojawi się Jamie i wszystko skomplikuje? W 1x8 widziano górala i sporządzono jego portret pamięciowy, czyżby obecny Jamie za bardzo cofnął się w przeszłości i czekał 3 lata na swoją ukochaną? To by była ciekawa historia miłosna.

Francja wypada imponująco. Na razie to tylko uliczki, port i wystroje zwykłych domów. Czuć jednak, że stacja Starz musiała się nieźle wykosztować na ten sezon. Bohaterowie nie robią wiele, a to co robią początkowo rozczarowuje. Zamiast pomóc rebelii będą chcieli ją udaremnić. Co też jest ciekawym pomysłem. Jamie będzie walczył o zachowanie tradycji szkockiej, ale tak na prawdę jego czyny będą traktowane jako zdrada. Do tego jest też nowy antagonista. Potężny francuski hrabia. Wolałbym powrót znanych Szkotów, ale na to przyjdzie jeszcze poczekać.

OCENA 5/6

The 100 S03E12 Demons
Teoretycznie odcinek można nazwać fillerem. Nie wprowadza wiele istotnego dla historii, a główni bohaterowie spędzają ten czas na bieganiu po Arkadii. Praktycznie to była ważna historia opowiedziana w ciekawy, odrobinę horrorowy sposób. Tytułowe demony to duchy przeszłości nawiedzające Clarke. Wydarzenia z MW wciąż są istotne, nie można od nich łatwo uciec. Tak samo nie można uciec od aktów miłosierdzia. Akcja = reakcja. Clarke darowała życie Emersonowi, miała dość zabijania, chciała wprowadzić nową politykę. I teraz kopnęła ją to w tyłek. Niemalże przegrała, patrzyła jak jej przyjaciele umierają i ledwo udało się jej pokonać Emersona. To nauczy ją jednego - patrzenie na wydarzenia z jeszcze szerszej perspektywy.

Nie mogę odcinkowi wybaczyć zabicia Sinclaira. Za dużo zgonów przez co kolejne nie mają takiego impaktu jak mieć powinny. Rozumiem co serial chcę zrobić - wyrównać bilans strat u młodej obsady. Pokazać, że każdy kogoś traci w tym niebezpiecznym świecie. Teraz padło na Raven i śmierć jej substytutu ojca i opiekuna. Niestety zbyłem to zwykłym aha. Chociaż końcowe pożegnanie podczas palenia zwłok, Sinclaira i Lincolna, niosło ze sobą spory ładunek emocjonalny.

Sam odcinek oglądało się dobrze. Fajna opowieść o duchach na początku, potem wykorzystywanie znanych tropów i wpasowanie ich w opowieść z pogranicza sci-fi i fantasy. Cieszy też, że z antagonistą własnoręcznie poradziła sobie główna heroina. Clarke musiała sama pokonać demona, stanąć w obronie przyjaciół i zwyciężyć. Tak żeby wzmocnić jej rolę jako liderki, która przez jej odejście została zachwiana. Na szczęście wszystko wraca powoli do normy.

W Polis niestety nudnawo mimo dużej roli Johna. Powrót Emori wypadł tak sobie, tak jak wizyta Jahy. Zbyt szybko wpłynął na Ontari i przekabacił ją na swoją stronę. Na zakończenie za to bardzo ładne ujęcie z A.L.I.E. na tronie Komandora. Bóg zstąpił na ziemię i przejął władzę. Czy może raczej antychryst. Jaram się wątkiem SI i oczekuje więcej rozmów o człowieczeństwie, religii i technologii.

Inne:
- ja wiem, że to już któryś odcinek, ale nie mogę się nadziwić jak zajebiście Clarke wygląda w swoim ubraniu. Brawa dla dywizji odpowiedzialnej za kostiumy.
- Harper w tym odcinku dostała więcej linijek dialogowych niż przez cały sezon (serial?) i niech to będzie krok w dobrą stronę.
- niesamowicie podobała mi się scena gdzie wszyscy młodzi bohaterowie jadą łazikiem i rozmawiają o problemach z którymi walczą. Lubie gdy serial pokazuje jedność między nimi. A potem wspólne ubezpieczanie łazika podczas wjazdu do Arkadii. Przez moment się zachwyciłem z zupełnie banalnych powodów.
- na początku sezonu Octavia pocieszała Jaspera z powodu straty Mayi, teraz jest odwrotnie. Serial wie co robi.
- Raven dostała upgrade i dostęp do części wiedzy A.L.I.E. Teraz pytanie jakie to ma efekty uboczne. Co w tym serialu jest akurat oczywiste.
- Clarke postanawiająca od razu poddać się Emeronowi by uwolnić przyjaciół. To było głupie, nawet nie rozważała alternatyw. Chyba, że to wina wyrzutów sumienia.
- Murphy znowu ląduje w lochu. Mimo to jestem o niego spokojny.

OCENA 4/6

The Flash S02E18 Versus Zoom
Bardzo udany powrót i odcinek pełen niespodzianek mimo dość przeciętnego początku. Nie wiadomo kiedy stawka zaczęła rosnąć. Z kolejnych treningów zwiększających szybkość i użalania nad swoją prędkością historia przerodziła się w konfrontację z Zoomem. Zabawa w berka wyszła całkiem fajnie, starcie nie było prostym okładaniem się po pyskach, niosło ze sobą pewien ładunek emocjonalny. Wszystko dzięki odkrywaniu przeszłości Huntera. Paralelę do Barry'ego wyszły bardzo zgrabnie, zwłaszcza śmierć matki z rąk ojca na oczach dziecka. Szokiem była dla mnie końcówka. Parę odcinków przed końcem sezonu Zoom zdołał pokonać Flasha i odebrać mu szybkość. Gdy spodziewałem się kolejnego cudu i unikania nieuniknionego takie miłe zaskoczenie.

Wątków pobocznych nie było wiele, bardziej skupiono się na sytuacjach postaci. Najlepiej wypadł Cisco porównując się do Anakina Skywalkera bojącego przejścia na ciemną stronę mocy. Podoba mi się jak konsekwentnie jest prowadzony jego strach przed mocami i powolna akceptacja zyskanych umiejętności. Udaną scenę miała też Catlin z Iris. Pokazano trochę ludzkich uczuć u tych postaci. Fajnie wyszły też relację Joe z Wellsem gdzie dwóch ojców martwi się o dzieci. Tylko Wally "damsell in distress" mi przeszkadza.

Inne:
- dobra, skoro Wells mówi jak to seryjni mordercy na ich Ziemi-2 są niespotykani i każdy interesował się procesem Zolomana to czemu nikt go nie poznał w stroju Flasha? Rozumiem konwencje superhero i casus Clarka Kenta, ale tutaj to już przesada.
- śmierć Jaya została wyjaśniona namówieniem swojego widma z przeszłości na ten diaboliczny plan. A jednak serial w jakiś sposób wybrnął z wątku, który mocno mi zgrzytał.
- wielki minus za nie wspomnieniu o Earth-3 i spotkaniu z Supergirl.
- skoro Zoom musiał czekać na otwarcie portalu przez Cisco to czemu potem uciekając trafił do swojej jaskini na Earth-2? Przeszkadza mi to.
- wciąż nie wiadomo kim jest człowiek w żelaznej masce. "Nie uwierzylibyście" - oby!
- uczłowieczenie Zooma wypadło słabo. Oszczędził Bary'ego i porwał Catlin jakby coś do niej czuł. Wolałem go jako bezlitosnego potwora.
- serial powoli robi kierunek w stronę związku Barry/Iris. Nie chcę, oddawać mi Patty.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 16 listopada 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #160 02.11.2015 - 15.11.2015]

SPOILERY

Ash vs. Evil Dead S01E02 Bait
Dalej jest krwawo i urocze. Posoka leje się litrami w zabawny sposób, nie ma w tym nic obrzydliwego i można się z tego tylko śmiać. Tak samo jak z w pełni zakrwawionych bohaterów. Nie wiem kiedy i czy mi się to znudzi, ale nie mam nic przeciwko żeby każdy odcinek niósł ze sobą pełne natężenia starcia z demonami. I może korzysta z tego samego schematu co dawniej, a niektóre urywki to recykling starych pomysłów to mi to nie przeszkadza. Bo oglądam Bruca Campbella rzucającego onlinerami i głośno się śmieję gdy porównuje się do wieloryba w oceanie. Dialogi to cud, miód, orzeszki i piła łańcuchowa, gdzie niektóre dowcipy dostają pointe kilka minut po rzuceniu suchara. Swoje robi też reżyserka - muzyka świetnie komponuje się z akcja (te dwie sceny w samochodzie!), a operatorowi zdarza zabawić się położeniem kamery lub (znowu!) oddaje hołd klasyce kina korzystając z charakterystycznych ująć. Uczta dla oczu.

I dlatego szkoda, że fabularnie trochę męczy. Odcinka można streścić w średnio złożonym zdaniu. Lubię dekompozycja, ale trochę nudzi takie powolne prowadzenie fabuły. Oby służyło to lepszej ekspozycji postaci, przecież nie wszyscy znają Asha, a nie było charakterystyczną cechą serialu. Może gdy wątki zaczną się łączyć serial nabierze tempa. Chyba, że producenci postanowili nakręcić Evil Dead jako serial drogi. I w sumie nie mam nic przeciwko jeśli dobrze się będę bawił.

Inne:
- gdzie jest Lucy Lawless?! Oby siedziała w tej księgarni z końca odcinka
- ej, czemu nie ma czołówki? Nie lubię tego, przecież tutaj jest ogromny potencjał pod tym względem.
- "Oh, yeah, thanks for the heads up", a potem taki piękny czerwony splash.
- Ash to najgorszy na świecie mentor. Jakich padawanów sobie wychowa? Czy pozostaną grupą nieudaczników? Są sympatyczni więc chciałbym by Kelly i Pablo pożyli trochę dłużej niż do końca sezonu.
- krótki ujęcie na Necronomicon, charakterystyczne szumy i już wskakują ciary. Serialu, robisz to dobrze.
- ależ się uśmiałem w domu u Kelly - Ash tłumaczący czemu jest cały zakrwawiony (wybuchający jeleń!) oraz grad pytań w stronę mamusi zakończony nokautem.
- Ash karmiący jaszczurkę kawałkiem mózgu wygrzebanym z włosów Pablo. Urocze!

OCENA 4.5/6

iZombie S02E04 Even Cowgirls Get the Black and Blues
Lubię pomysł na ten sezon, podoba mi się jak rozwijają się postacie i zaplątana jest sieć relacji między nimi. Również pod względem ścieżek fabularnych jest bardzo dobrze. Dlatego wielka szkoda, że tak mało czasu zostaje poświęcone na istotne wydarzenia. Różne wcielenia Liv też lubię, ale myślałem, że w S02 zejdą one na dalszy plan. Obecność fillerów jest jednak obowiązkowa by czymś wypełnić sezon i za szybko nie zamknąć fabuły. Tym razem śledztwo w sprawie śmierci piosenkarki country i w tle rabunek z morderstwem. Fajnie to poprowadzono z nieoczekiwanym i trochę depresyjnym zakończeniem. Jednak sprawa nie była wciągające, traktowało się ją jako zło konieczne. Co z niej wynikło dobrego? Śpiewająca Liv i jej kolorowe metafory. I Clive wstydzący się czytać listu, w którym padło kilka słów o seksie. Tyle.

Jak zwykle bryluje wątek Majora. Pogrąża się w uzależnieniu od Utopii i dystansuje od świata. Dzięki tej obojętności i odcinaniu się od innych łatwiej znosić mu morderstwa które popełnia. Dopiero kolejna wizyta po U i spotkanie z dawnym wychowankiem, którego prowadził wyprowadzić z nałogu, a teraz sprzedaje narkotyk, uświadomiła go jak bardzo się stoczył. I może trochę zbyt szybko i łatwo zmienia zdanie i udaje się do Liv po pomoc, ale nada to dynamiki ich relacją. Tylko to zbliżenie zupełnie niepotrzebne... Liczyłem, że wejdzie Rita i zepsuje całą tą scenę, ale całość skończyła się gorzkim happy endem, który w pełni będzie można ocenić w przyszłym odcinku.

Spotkanie Peyton z Liv wyszło fajnie. Widać jaka przyjaźń istnieje między nimi, ale to nie do końca to co było kiedyś. Ich relację jeszcze bardziej pokomplikuje Blaine. Świadek w sprawie śledztwa Peyton do którego się zbliżyła. Gdzieś jeszcze w orbicie jej zainteresowań kręci się Ravi. Jak dobrze, że serial nie postanowił zupełnie wypisać aktorki bo jej postać zgrabnie spina kilka wątków.

Po prawie 20 odcinkach całkiem możliwe, że i Clive dostanie własną historię. Jego wątki na razie były marginalne, działał jedynie jako wytrych by Liv mogła brać udział w śledztwach. Jeszcze nigdy nie odgrywał wiodącej roli. Teraz powoli to się zmieni. Przydzielono mu agentkę FBI której ma pomóc przy zombie zaginięciach. Już zaczęło między nimi iskrzyć, teraz czekać na ogień i zgliszcza.

OCENA 4/6

iZombie S02E05 Love & Basketball
Najlepszy komediowy odcinek serialu! Liv po zjedzeniu mózgu trenera była niesamowita. Motywacyjna przemowa w stronę Majora genialna, albo to jak prowadziła zajęcia dla dzieci. Jednak najfajniej wyszło odwołanie do Friday Night Lights i parafraza słynnego motto - "Clears eyes, full stomachs, can't lose." Trafiło się nawet odwołanie do Veronicy Mars i Hearts College. Jak ja bym chciał zobaczyć Veronice i Liv pracujące nad jedną sprawą. Słyszysz The CW? Spełnijcie moje życzenie. Niesamowicie uśmiałem się też przy odrobinę slapstickowej scenie gdzie Ravi i Blaine próbują zdobyć fiolkę i przepychają się przez kostnicę. Ten serial umie uderzać w komediowe nuty. A potem dać coś bardziej dramatycznego. U Majora zmiana, ale będą konsekwencję. Na życie bohaterów mocno powinien też wpłynąć wątek eksperymentów Maxa. Oby więcej takich odcinków udanie równoważących największe zalety serialu.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E06 Among Us Hide…
Czasem trafi się odcinek, który nie potrafi mnie zaangażować. I niby wszystko gra, czuć wyważenie dramatu z komedią oraz rozwój fabuły tak mi coś nie pasuje. Wszystko jest wymuszony i nudno. Tutaj było to samo. Szukanie Lasha było pozbawione emocji i głupkowate, polowanie na Stuckera to bezcelowe latanie po świecie, a sceny z Rosalindą i Culsonem do niczego nie prowadziły. Miałem poczucie zmarnowanego potencjału. Chociaż niektóre sceny były fajne. Jak nudzący się Hunter, przebieranki May i Bobbi (!) czy Culson z Rosalinda. I ujawnienie tożsamości Lasha. Tego się nie spodziewałem. To wiele wyjaśnia, ale prawdziwe wyzwanie przed scenarzystami dopiero teraz. Nie mogę się doczekać by zobaczyć reakcję May, Daisy i reszty. Najfajniejsze, że nie jest to motyw z Jekyllem, a Andrew jest w pełni świadomy swoich czynów.

OCENA 4/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E07 Chaos Theory
Szykował się fajny odcinek, a ja znowu znudzony. Zero subtelności w wątku Andrew/Lash, aluzje co do jego podwójnej natury denerwowały, a cała historyjka o jego przemianie taka sobie. Niestety próbowano go też wybielić, szkoda bo liczyłem że jest pure evil, to dużo ciekawiej wpłynęłoby na May. Wciąż razi niekompetencja SHIELD. Przez nich dokonała się przemiana Andrew, a Culson pozwolił uczestniczyć w akcji Lincolnowi co mogło zakończyć się katastrofalnie. Ciężko mi się na to patrzy gdy nie ma angażującej fabuły. To jest mój największy zarzut do sezonu. Jest dużo linii fabularnych, które delikatnie się przeplatają, ale nie czuć by do czegoś prowadziły. Zrobiła się z tego zbytnia obyczajówka. I niby jest rozwój postaci (zwłaszcza Skye przejmująca rolę liderki, ale też Bobbi odrzucająca zemstę), ale to tylko delikatnie zarysowane tło. Od tego serialu wymagam więcej ciekawych historii i lepiej poprowadzonych dramatów.

OCENA 4/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E42 A Pig Surprise
Po całkiem fajnym odcinku z mackowym potworem i ratowaniem Ziemi przed zagładą serial dostarcza mało ciekawe starcia z Pudgy Pig i Goldarem. Na początku cieszyłem się z powodu powrotu tego monstera, dobrze znanego z początku sezonu. Jak mogłem zapomnieć antropomorficzną świnie w hełmie rzymskiego centuriona. Takie obrazki na zawsze zostają w głowie. Niestety tym razem było nudno. Świniak pojawił się zbyt późno i daleko mu było zachowaniem do tego znanego z szóstego odcinka. Nawet porządnej walki nie było, dobrze że wcześniej Zack mógł się popisać swoimi umiejętnościami. Nawet podobało mi się zakończenie wątku Pudgy Pig. Świnka zakochuje się w innej śwince i odchodzi jej ochota na walkę. Głupie ale jak najbardziej w realiach świata przedstawionego.

Odcinek mi się nie podobał. Najważniejszymi zarzutami nie jest wcale okropnie przewidywalny scenariusz, drętwę dialogi i chaotyczne bieganie bohaterów. Bolało oglądanie niektórych scen, ale do tego zdążyłem już przywyknąć. Przeszkadzał mi początek i akcja z rozdawaniem zwierząt do adopcji. Z założenia serial chciał pokazać, że należy im pomagać, warto sprawić sobie psiaka by poczuć się szczęśliwszym, ale też by dać dom zwierzakowi. Wyszło okropnie. Zwierzęta potraktowano jako rzeczy, które można przekazywać z ręki do ręki, a najlepiej wciskać je dzieciom bez nadzoru rodziców. Przecież one takie słodkie! Oj, tym razem nie wyszło przesłanie edukacyjne.

Inne:
- narzędzie do zamieniania świni w monstera tygodnia miało licznik przypominający ten znany z serii Predator. Prawie, ale wyobraźnia dopowiedziała swoje.
- część walk to recykling starych ujęć. A ja głupi myślałem, że po zamówieniu nowych odcinków budżet delikatnie podskoczy. Dobrze, że Zack dostał jedno długie starcie z kitowcami.
- przydałaby się znowu seria odcinków poświęconych poszczególnym bohaterom. Te mikro opowieści, obok rozpisanych na kilka epizodów historii, najlepiej tutaj wychodzą.
- Mięśniak i Czacha wyrywający laski na świnię i robiący przedstawienie na szkolnym korytarzu! Albo Mięśniak, który nie chcę oddać kanapki Pudgy Pig!

OCENA 2/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E43
Za pierwszym, a nawet drugim razem mogło to ujść płazem, ale trzeci raz pokazywanie, że bohater jest w stanie przezwyciężyć swój strach by stać się kimś lepszy, a najlepiej uratować bliskich jest już nudne. Tym bardziej, że pokazywane w ograny sposób. Tym razem Billy boi się ryb, nawet nie chcę ich jeść, bo za dzieciaka został przez nią ugryziony. Potem Rita rzuca jeszcze na niego czar i los Power Rangers zależy od tego czy uda mu się pokonać własną słabość. Plus? Odcinek szybko się skończył, a design potwora tygodnia był nawet zabawny. Niestety same sceny humorystyczne nie działały, nawet Czacha i Mięśniak się nie wybijali. Serialowi zaszkodziło tez rozbicie grupki na dwie części mimo, że początek dał fajne sceny z Kim i Billym.

OCENA 2/6

Supergirl S01E02 Stronger Together 
Po drugim odcinku Supergirl rozumiem spadki widowni. Ten serial jest sympatyczny, ale z odpowiednim podejściem którego mi brakuje. Jak i zapewne standardowej widowni CBS. Serial sprawdziłby się na The CW. Jako lekka i mało wymagająca rozgrywka gdzie przymyka się oko na głupotki, a fanbase jest zakochany w bohaterce. Dla mnie oglądanie prawie na okrągło Kary, która jest strasznie infantylna to męczarnia. Zwłaszcza gdy kłóci się z szefową, obraża na siostrę i świat bo nie potrafi być bohaterką jak jej kuzyn. Kuzyn! Już mam dość odwołań do Supermana. Liczyłem, że będzie subtelnie. Bardziej pomylić się nie mogłem. Clark to, Supek tamto, ja nie jestem jak on, idę własną ścieżką, bla bla bla. Na szczęście jest kilka plusów. Fabuła szybko się rozwija - już doszło do konfrontacji z ciotką, a sceny akcji są przyjemne dla oka. Daje jeszcze szansę, ale nie wiem jak długo wytrzymam.

OCENA 3.5/6 

The Flash S02E05 The Darkness and the Light
Fajny odcinek przeplatany słabszymi scenami. Taki Flashowy standard. Gdy dobrze się bawię zawsze musi się pojawić coś żenującego. Na szczęście nie było tego dużo, a oglądanie tego jak postacie akceptują Wellsa, Cisco flirtuje z nadchodzącą Hawkgirl, a Barry udaje się na randkę było przyjemne. Śmieszne, pełne humoru, nieźle napisanych dialogów i miłe dla oka. Nawet Iris nie przeszkadzała i pokazała, że może być pełnoprawną bohaterką. Czuć też widmo Zooma, który korumpuje kolejne postacie. A Dr. Light? Nudna. Z głupich rzeczy to jeszcze strzelanie do Wellsa przez Joe'ego. Za takie zachowanie powinni mu jak najszybciej zabrać odznakę. Chociaż ten serial słabo radzi sobie z moralnością i nie ma co się dziwić, że dalej pracuje w policji.

OCENA 4/6

The Flash S02E06  Enter Zoom
Co za odcinek! Czy może raczej ostatnie 10 minut! Warto było obejrzeć te w większości komediowe pół godziny by zobaczyć coś takiego. I pierw napiszę o tej pierwszej części odcinka. Była zaledwie dobra. Nasza Linda Park ma udawać Dr. Light by zwabić Zooma. I może jest to głupie i niepotrzebne narażanie życia cywili, ale zostało dobrze uargumentowane. Barry wychodzi na przeciw niebezpieczeństwu, nie chcę bezczynnie czekać na Zooma i żyć w strachu. Sam chcę kierować swoim losem, dość bycia marionetką i życia w przeszłości. Oby to tez tyczyło się życia prywatnego.

Nie spodziewałem się, że tak będą mi się podobać sceny z Lindą. Lubię Melese Jow i zawsze gdy pojawia się w serialu The CW zyskuje moją sympatię. Jej postać została na długo zapomniana, a gdy już wróciła troszkę irytowała. Na szczęście teraz przyniosła dużo humoru i pozytywnej energii. Zwłaszcza gdy uczyła się obsługiwać rękawiczki Dr. Light oraz wypowiadała drętwę dialogi z Flashem. Oczekuję też traumy po finałowych scenach, przyda się trochę dojrzałych wątków.

Śmietanką tego odcinka było starcie z Zoomem. Pierwsza runda i przegrana z kretesem, Barry ledwo uchodzi z życiem tylko dzięki przytomności umysłu Cisco. I może wykazywał inicjatywę, używał trików których tak skrupulatnie się uczył to i tak nic mu to nie pomogło. Atak piorunem? Zoom łapie go w locie i odrzuca. Starcie w powietrzu? Nic z tego. Wyścigi? Nie tędy droga. Barry jest za wolny. Ostatecznie Zoom go łapię i oglądanie scen gdy się znęca nad Flashem było jednymi z najlepszych momentów tego serialu. Niemalże umierający Barry i Zoom wydający swoje oświadczenie na posterunku policji i redakcji gazety. Serialowi udało się wykreować przeciwnika, który wzbudza strach, ma niesamowity design i jest godnym przeciwnikiem dla naszego hiroła. Jeśli serial nie będzie robił nudnych wycieczek w poboczne wątki i skupi się na opowiadaniu historii starcia Flasha i Zooma to może być niesamowity sezon.

Cliffhanger odcinka naiwny. Poobijany Barry nie czuję nóg. Inwalidą nie zostaje, jego czynnik regeneracyjny zadziała pewnie już w następnym odcinku. Mnie bardziej interesuje trauma jakiej musi doświadczyć po tym wydarzeniu. Był pewny swego, a nie miał najmniejszych szans. To z nim zostanie na długo. Zwłaszcza, że Zoom gdzieś tam jest. Z scen na zakończenie epizodu bardziej mnie interesuje historia Wellsa. Dowiedział się, że jego córka żyję, wyjawił prawdziwe motywację i odszedł z drużyny bo nie wierzy, że Barry jest zdolny pokonać Zooma. Obym nie musiał na niego zbyt długo czekać bo Tom Cavanagh jest doskonały w tej roli.

Jeszcze słówko o reżyserii scen walki. Dynamika, praca kamery, efekty specjalne. Jeszcze 5 lat temu nie uwierzyłbym w coś takiego. I tak, momentami widać było, że dużo tu komputera, a piorun był śmieszny, ale całość sprawia piorunujące wrażenie. Zwłaszcza te dynamiczne sceny pościgu przez miasto z pędzącą po dachu S.T.A.R. Labs kamerą.

Inne:
- flashbacki z Earth-2 i wspomnienia o Arrow. Oliver zginął na wyspie, a mścicielem został jego ojciec. To kiedy klasowa wycieczka przez portal? Nie zrobią tego lepiej niż Fringe, ale rajcuje mnie sama myśl odkrywanie kolejnego alternatywnego świata.
- pierwsze dwa sezonu i mamy już galerię największych przeciwników Flasha. Przez kilka następnych lat serial będzie sie musiał mocno nagimnastykować.  
- Patty i Barry! Lubię to, na prawdę. Życzę im jak najlepiej. Przynajmniej ona ma jakiś charakterek, nie to co Iris. Tylko żeby Barry zbyt długo nie ukrywał przed nią prawdy.
- Cisco próbujący dotknąć Harry'ego, a ten od razu go przegląda. Świetny recurring joke odcinka.
- wciąż pozostaje tajemnicą kto kryje się za maską Zooma. Obstawiam Barry'ego lub jego ojca z Earth-2. Ewentualnie Eddie. Musi być to ktoś znany by ściągnięcie kapturka miało mocniejszy wydźwięk.
-wciąż nie rozumiem po co ta szarada walki Lindy z Flashem. Nie można było od razu rzucić symbolu Flasha w szczelinę?

OCENA 5/6

wtorek, 3 listopada 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #159 [26.10.2015 - 01.11.2015]

Witam w listopadzie, miesiącu krótkich dni i długich wieczorów co niewątpliwie sprzyja oglądaniu seriali. Niby źle bo trzeba było się pożegnać z słoneczkiem, ale mam trzy argumenty czemu będzie to dobry miesiąc. Into the Badland, Jessica Jones i The Man in the High Castle. Serialowy deser na koniec roku, którego przedsmakiem jest Ash vs. Evil Dead. Ja wciąż czeka gdy na allegro będzie można kupić przedłużenie doby.

Skoro już wspomniałem o telewizyjnym powrocie Asha i Wielkiego Zła to warto wiedzieć, że druga seria jest już zamówiona. Wszystko zgodnie z dobrą tradycją stacji Starz, która nie czeka zbytnio na wyniki oglądalności i jeszcze przed emisją zamawia kolejny sezon jak np. Black Sails i Spartacus. Kolejny sezon dostanie również Longmire, które przeżywa drugą młodość na Netflix. Z bardziej oczywistych informacji, The Walking Dead z S07. Do końca świata i jeden dzień dłużej, marzą sobie włodarze AMC i pan Kirkman.

Do obejrzenia szef kuchni serwuje dzisiaj świeżutki i dobrze wysmażony pierwszy zwiastun Preacher. Wygląda ciekawie i tyle. Może gdybym czytał komiks zrobiłoby to na mnie większe wrażenie. Do premiery jest jeszcze trochę czasu (enigmatyczne 2016) więc może nadrobię przed emisją. Te same odczucia mam z 11/22/63. Tutaj tylko zdjęcie, ale też mnie zbytnio nie chwytają. Tutaj jednak siła serialu powinna leżeć w realizacji, klimacie i zamkniętej historii.    

Na niemalże sam koniec jedna z najważniejszych wiadomości ostatnich... lat? Star Trek wraca do telewizji! Premiera na początku 2017 roku w serwisie streamingowych CBS. Zero konkretów. Boję się tego eksperymentu. Pewnie czeka nas krótki sezon (całość ma zostać wyemitowana na raz) z w miarę spójną historią. Nie wiadomo kiedy będzie dziać się akcja oraz co najważniejsze kto w nim zagra. Oby w tym ostatnim kilka z moich marzeń okazało się ciałem. 

Mniejszego kalibru jest zapowiedź Van Helsing od Syfy. Córka legendarnego łowcy wampirów budzi się po pięciu latach w świecie opanowanym przez wampiry i.... zresztą nieważne. Tej jesieni szykuje się kolejny lekki serial od Syfy, które przeżywa ostatnio renesans.

PS. Wyrzuciłem justowaniem. Podobno tak dużo lepiej się czyta. Co sądzicie?

SPOILERY


Ash vs. Evil Dead S01E01 El Jefe
Uwielbiam markę Evil Dead dlatego tenże serial był najbardziej oczekiwaną premierą roku. Nie będę posługiwał się niedomówieniami by na koniec zaskoczyć konkluzją. Powiem prosto z mostu - nie zawiodłem się! Było świetnie. Szalona, 40 minutowa jazda bez cenzury, wyśmiewanie konwencji, campowa stylistyka, przerysowane postacie, krew, krew, krew, geriatryczny humor i zaskakująco rozbudowana fabuła. Niesamowicie efektowne horrorowe sceny pełne suspensu i akcja powodująca rozdziawienie szczęk od sufitu do podłogi. To wszystko byłby niczym gdyby nie Bruce Campbell. Mistrz. Jego przerysowane mimika i czar zachwyca mnie od lat. Z nim mógłbym oglądać wszystko. To jest tym bardziej przyjemne, że on doskonale czuję rolę, bawi się nią. Rzuca drętwe onlinery, szczerzy zęby i zdobywa ogromną sympatię mimo, że zachowuje się jak dupek. Są też inni bohaterowie z nieokreśloną historią. Na razie obojętni. Jest też Lucy Lawless. Na razie tylko na kilkanaście sekund, ale już zdobywa moje serce. Teraz czekać na jej team up lub rywalizację z Ashem. To będzie krwawy i szalony serial. Oglądać.

OCENA 5.5/6 

Homeland S05E04 Why Is This Night Different?
Może jednak zbyt szybko zacząłem narzekać na ten sezon? Wcześniejsze nielogiczności zostały naprawione, intryga się jeszcze bardziej zagęściła, Carrie nie irytowała i tylko jeden wątek męczył. Chodzi o Laure i jej polowanie źródło przecieku. Nudne, zbyt szybko i patetycznie. Dziennikarze jak zbawcy narodów, wojownicy o sprawiedliwość. Meh. Mi najbardziej podobała się akcja CIA. Zaimprowizowany szpital, podchody pod generała Asada, próba ustanowienia rządy zależnego od Stanów i popisywanie się nieznajomością sytuacji. Wielkie plany zaprowadzenie demokracji w Syrii w świetle swojej ignorancji. Lekceważymy zbrodnie wojenne bo chcemy mieć stabilność w regionie. Lub poczucie tego, że robiło się wszystko by to osiągnąć. Ameryka niesie kaganek demokracji w miejsca gdzie ona nie musi zapanować. Ale musi być bo wielki brat uważa to za najlepsze wyjście. Przekonująco wyszła krytyka polityczna USA. Sama akcja była powolna, duszna atmosfera, śledzenie generała przez kamery i nieustanne napięcie. Dobra robota.

Historia Carrie i Petera została poprowadzona lepiej niż myślałem. On robił wszystko by ją uratować. Odgrywał żołnierza, który nie zadaje pytań. Myślenie przeszkadza w wykonaniu zadania. Carrie robi to za dwoje. Jej mózg nieustannie pracuje, szuka rozwiązań i nadspodziewanie szybko łączy kropki. Saul nie mógł zostawić tej karteczki, to nielogiczne. Trzeba odkryć prawdę. Pierw jednak vblog dla córki, którą zamierza zostawić. Bo jej jedyną nadzieją na przeżycie jest usunięcie się w cień. CIA i terroryści chcą się jej pozbyć. Motywy wciąż pozostają tajemnicą. W tym wątku, jak w szpitalnym czuć było niesamowite napięcie. Zwłaszcza podczas wizyty na poczcie by odkryć kto stoi za przesyłką. Całość została tak nakręcona, że niemożna było odwrócić wzroku.

Odcinek został zwieńczony w najlepszy możliwy sposób, mający w sobie ducha 24. Cliffhanger po którym nic nie będzie takie samo. Po niemalże godzinie poświęconej przekabacaniu Yusufa na stronę CIA postanowiono go uśmiercić w efektowny sposób. Wysadzając samolot na oczach bohaterów i sprawiając, że Allison została wykreowana na głównego antagonistę tego sezonu. Bo skoro to ona jest najprawdopodobniej odpowiedzialna za zlecenie na Carrie to czemu nie miałaby stać za zamachem. Lub scenariusz się z nami droczy. Tak czy inaczej jestem pod wrażeniem jak umiejętnie są prowadzone wątki. Niech serial zostanie przy political fiction i thillerze zapominając o osobistej historii Carrie.

OCENA 5/6

iZombie S02E03  Real Dead Housewife of Seattle
Liv do twarzy z wredotą. Przez cały odcinek sadziła sarkastyczne uwagi, uważała się za lepszą od innych, a jej głównym życiowym celem było zdobycie jak najlepszego ciuchu. Takie mózgi jej służą. Poza tym, zwyczajnie przyjemnie patrzy się na Rose McIver w seksownych sukienkach. Sprawa tygodnia nie byłaby wciągająca gdyby nie połączenie jej z Maxem Ragerem. Kapitalnie wypadają sceny Liv z Vaughem Du Clarkem. Można się po nich spodziewać wszystkiego. Zwłaszcza elementów komediowych. Ten moment gdy próbowała oblać go wodą, a on robi zwinny unik!

Od dramatycznych scen jest Major. Tak, znowu. Jego uzależnienie od Utopii się pogłębia. Coraz lepiej radzi sobie z morderstwami zombie, wmawia sobie, że to konieczność, a nawet zabiera psa od jednej ze swoich ofiar. To było bardzo złe. I jednocześnie mu się współczuje. Przecież ochrania kobietę którą kocha i manipulują nim siły którym nie ma prawa się przeciwstawić. To nie miejski gangster Blaine, a wielka korporacja. Część tych błędów wynika z jego słabości i czekam by zobaczyć jak za nie odpokutuje.

Peyton wróciła! Może nie pałałem specjalną miłością do bohaterki, ale rozwój kolejnych wątków i pokomplikowanie ogólnej sytuacji sprawia, że jej obecność jest bardzo pożądana. Tym bardziej, że zabiera się za polowanie na Utopię i zupełnie przypadkowo wpada w poszczególne historię bohaterów.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E05 4,722 Hours
Mieszane uczucia. Podobało mi się skupienie odcinka na tylko jednej postaci i odkrywanie tego co działo się z Simmons. Świetny występ Elizabeth Henstridge, jako samotny rozbitek na obcej planecie wypadła przekonująca. Rozpaczliwie chwytała się swoich wspomnień, które ją napędzały, nieustannie prowadziła dialog z samym sobą co ją podbudowywało i pokazała niezłomność charakteru gdy samotnie musiało radzić sobie z wrogim ekosystemem. Sceny z nią miały odrobinę depresyjny charakter przez który przebijały się promyki humoru. Czar prysł gdy okazało się, że nie jest sama. Poznała Willa, ostatniego astronautę z ekspedycji NASA, z którym nawiązała bliższe relację. Tak, kosmiczny wątek został zarżnięty typowymi rozwiązaniami. Czemu to nie mogła być kobieta? Kosmita? Czemu to nie był jej majak? Przecież ten twist fabularny to totalne zaprzepaszczenie niezwykłego potencjału. Może i początkowo fajnie poprowadzono ich relację, ale wszystko szło za szybko, zbyt łopatologicznie. Flashbacki przez połowę sezonu byłby lepszym rozwiązaniem. Jestem tym bardziej rozczarowany bo motyw powrotu Simmons jest błahy, a oczekiwałem czegoś poważniejszego. I może narzekam na odcinek od momentu spotkania z Willem, ale był tutaj jeden bardzo fajny motyw - szaleństwo bohaterów i nieopisana groza, która się na nich czai. Skojarzenia z Lovercraftem same mi się narzuciły. Do tego jeszcze posępne krajobrazy i wszechobecna ciemność. Robiło to robotę. Tak więc, zmarnowany potencjał z mocnymi elementami. Poczucie niedosytu, ale też dużo momentów z których można się było cieszyć.

OCENA 4.5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E41 Rita's Seed of Evil
Początek sugerował nudny edukacyjny odcinek o tym jakie to ważne są drzewka, trzeba je sadzić by był tlen i ludzie byli szczęśliwi. Na szczęście proekologiczna agitka nie była zbyt nachalna, a Rita's Seed of Evil okazało się całkiem fajnym odcinek. Dłuższe przerwa wyszła serialowi na dobrę. Były absurdy, humor i długie sprawnie wyreżyserowane walki. Nawet dramaturgia, bo hej, los całego świata wisiał na włosku z powodu nowego szatańskiego planu Rity. Jej najnowszy monster nazywał się Octoplant i miał za zadanie zmiażdżyć ziemię. Swoimi korzeniami, które miały przybrać gigantyczne rozmiary zdolne objąć cały świat i doprowadzić do efektownego wybuchy. Kocham te absurdy! Macko/korzenie były niesamowicie śmieszne, niektóre ujęcia były zgapione z Evil Dead (kamera TPP za pełzającym korzeniem szykującym się by zaatakować Jasona). Komicznego efekty dopełniały ograniczenia budżetowe, operator musiał tak manewrować by obraz więcej ukrywał niż pokazywał bo walka macek z Rangerem mogłaby się okazać zbyt kosztowna. I szkoda, że całość zostało zakończona w standardowy sposób czyli pojawieniem się potwora, powiększeniem i nudnym starciem z wykorzystaniem Megazorda.

Mięśniak i Czacha dostali dużo czasu antenowego. Te postacie są takie pocieszne, że chyba nigdy nie znudzą mi się slapstickowe żarty z ich udziałem. Mięśniak wpada w farbę, a ja dalej się śmieje mimo, że kilkadziesiąt razy już to widziałem. A potem jeszcze zostają razem zamknięci w toi toiu. Dawać mi bottle episode z nimi!

Inne:
- nowy utwór Wassermana był grany. Lubię!
- to jaki jest w końcu cel Rity? Chcę zawładnąć Ziemią czy ją zniszczyć? Jeśli to pierwsze to jej plan był głupi. Chyba, że jest sfrustrowana kolejnymi porażkami.

OCENA 3.5/6

Supergirl S01E01 Pilot
Kolejny komiksowy serial od twórcy Arrow i The Flash. I kolejna udana próba przeniesienia superbohatera do telewizji. Po części. Ogólnie odcinek mi się podobał, nie uważam że straciłem 40 minut ze swojego życia. Kara jest bardzo sympatyczna, ukształtowany świat na którym Superman odcisnął swoje piętno ma potencjał, sam Człowiek ze Stali jest fajnie pokazywany, a sceny akcji dają radę. Takich rzeczy nie ogląda się codziennie w telewizji. Jest efektownie i zabawnie. Taki serial popcornowy. Gorzej jak mu się przyjrzeć bliżej, motywację bohaterów są niejasne, za dużo tutaj uproszczeń, świat przedstawiony jest mocno nierealny, a wątek przewodni z zbiegłymi kosmitami już by mnie nudził gdyby nie finałowy twist. Oczywiście oglądać będę dalej. Jeśli się kupi taką inkarnację Kary, której blisko do Barryy'ego z The Flash to serial będzie sprawiał przyjemność. Tym bardziej, że Melissa Benoist nadaje mnóstwo charakteru tej postaci. Jasne, czasem oglądanie jej zachowanie jest trochę żenujące, ale taka konwencja. Podobały mi się też hołd dla dawnych tytułów z Supermanem - ratowanie samolotu jako pierwsza publiczna akcja Kary lub bardzo charakterystyczne kadry czy zwroty. Tylko w przyszłości więcej subtelności. Hołd się sprawdza w pilocie, ale potem trzeba tego używać z wyczuciem i budować swój styl.

OCENA 4/6

The Flash S02E04 The Fury of Firestorm
Zaraz po Snarcie serial funduję historię z Firestormem. Nie jest to tak nachalne wprowadzenie do Legend of Tomorrow jak ostatnio, ale widać co robi serial. Buduję historię pod spin-off zamiast skupić się na własnych bohaterach. Chociaż może to i lepiej? Inaczej przecież mógłby być odcinek w całości poświęcony Westom, a tego był nie zniósł. Już te sceny z Iris, Joe i mamusią oglądałem klikając po inernetach. Ciężko jest mi znieść tą rodzinną dramę. Może nie jest tak zła jak wiele tego typu wątków, ale nie można traktować tego jako pochwały. Obwinianie się z powodu ukrywania prawdy, złość, śmiertelna choroba, zaginiony brat, irracjonalne zachowanie bohaterów. Aż dziwne, że bohaterowie nie mówią po portugalsku. Dużo lepiej można było wprowadzić Wally'ego Westa.

Wątek Firestroma również nie był specjalnie angażujący. Przewidywalna pointa i ograna droga do finału. Plus irytująca Cat. Z jednej strony można ją łatwo zrozumieć. Ronnie "oddał życie" więc dla niej bycie bohaterem i poświęcenie to coś naturalnego. Tłumaczy sobie w ten sposób to czemu nie ma jej męża, wmawia sobie, ze każdy by tak postąpił i to niczyja wina, że ona "nie żyję". Gorzej wypadła transformacja Jaxa i to, że tylko Barry widział w nim potencjał. Cieszy obecność kilku scen akcji, szczególnie tych na stadionie. Początek kojarzył mi się trochę z Dark Knight Rises i akcją terrorystyczną Bane'a na stadionie, a potem było efektowne starcie dwóch Firestromów. Stacja nie żałuję kasy na efekty. Ma hit więc dbają o niego.

Wciąż mam mieszane uczucia co do Patty. Lubię ją, na prawdę, ale coś mi w niej nie pasuje, trudno mi to zidentyfikować. Jak chcę pokazują, że jest twardą babką, ale działa też w parze z Barrym jako geek girl. Chciałbym ich częściej oglądać. Gdyby nie to podskórne uczucie, że ikoniczne kultowe związki są predestynowane. Tak jak Clark musiał skończyć z Lois, tak Barry zwiążę się z Iris. Czego bardzo nie chcę.

Może morał historii walił po twarzy, ale podobał mi się powtarzający motyw porzucenia przeszłości, podjęcia chęci zmian i przerwania błędnego koła poprzez wyjście z strefy komfortu. Jax podjął decyzję by być bohaterem, a Barry by zaprosić Patty na randkę. Teraz czekać aż Cisco zaufa przyjaciołom.

Ponarzekałem, ale całość bardzo dobrze mi się oglądało. Bo humor i dobrze wyważenie akcentów w opowieści. I ta końcówka! King Shark w telewizji. Tego się nie spodziewałem. Grodd wygląda nieźle, ale CGI w lądowym rekinie wyszło fenomenalnie i musiało kosztować kupę kasy. Teraz marzy mi się by dostał więcej czasu ekranowego, a najlepiej w team upie z Groddem. Cieszy mnie, że serial nie wstydzi się swoich korzeni i w pełni wykorzystuje swój potencjał. To jest komiksowy twór i to widać.

Całe cztery odcinki trzeba było czekać na pierwsze spotkanie Barry'ego z Wellsem. Epizod wmawiał nam, że charakterologicznie jest to zły doktorek, jak Eobard, a ostatnia scena pokazuje, że może być cennym sojusznikiem. Tylko boję się, że serial znowu będzie się bawił schematem "nie ufam mu bo ktoś podobny mnie zdradził".

OCENA 4/6

poniedziałek, 26 października 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #158 [12.10.2015 - 25.10.2015]

Znowu tygodniowa przerwa. Mam nadzieje, że nie wejdzie mi to w nawyk. Stało się raz i dwa, będzie też trzy. Oby nie za szybko. Nic nie obiecuje. Wiecie jak to jest. Na nic nie ma czasu, a chciałoby się wszystkiego po trochu. Dlatego nie będę was zanudzał nikomu niepotrzebnymi serialowymi wiadomościami. Zostawię tylko link z trailerem Jessica Jones. Szykuje się kolejny hit od Netflix. Premiera za miesiąc. Jutro lżejsza komiksowa produkcja z kobietą w roli głównej - Supergirl. Podobno też warto.

SPOILERY

iZombie S02E02 Zombie Bro
Taki odcinek dużo lepiej mi się podobał od premiery. Osobowość Liv to typowy członek bractwa z amerykańskich filmów, przez co mieliśmy mnóstwo komicznych scen z Liv. Było to potrzebne bo serial zawędrował w mroczne rejony. Pierw narkotykowy trip Majora i Raviego, a potem zmiany jakie zaszły u byłego Liv. Wyrzuty sumienia po morderstwie zombie i początek uzależnienia od narkotyków. Co też jest bezpośrednim nawiązaniem do wątku Blaine'a. Okazuje się, że to właśnie Major jest najważniejszą postacią spinającą wszystkie historię. Sprawa odcinka dobra. Pretekst do zabawnych scen i mocno zaskakująca końcówka. Zamordowana została nie ta osoba co trzeba. Mrocznie. Odpowiednio dla serialu.

OCENA 4.5/6

Homeland S05E02 The Tradition of Hospitality
Serial znowu zaczyna mnie denerwować. Niemal cały odcinek świetny. Nastąpiło przyśpieszenie po poprzednim i wszystkie wątki wciągały. Polowanie Quinna, Carrie i wizyta w obozie (ta chwila gdy minęła godzina!), gierki w CIA i historia dziennikarki. To wszystko wciąga i dobrze się ze sobą komponuje. Historia ma potencjał. Tylko czemu wszystko potem sprowadziło się do Carrie? To na nią był zamach, to ona wpywa na wszystkie postacie, to na nią Saul wydał wyrok, który ma zostać wykonany przez Petera. Idiotyzm. Zupełnie nie kupuje tej ostatniej sceny. Osobiście nie miałbym nic przeciwko gdyby Clare Danes w przyszłym roku skończyła przygodę z serialem.

OCENA 4.5/6

Homeland S05E03 Super Powers
Znowu mieszane uczucia. Wiem, że Claire Danes jest kapitalną aktorką, nie trzeba mi tego przypominać i robić kolejne odcinka pod nagrody dla niej. Męczy mnie pokazywanie jej choroby, a to że wtedy jest najlepszą agentką zupełnie mi się nie podoba. Jasne, scenki w domku miały swoje momenty, operatorzy i scenografowie się spisali pokazując jej szaleństwo. Nawet końcówka mnie zaskoczyła z dwoma twistami. Jednak dalej uważam, że ten wątek nie powinien mieć miejsca, a serial powinien jak najmniej czasu poświęcać wątkom osobistym. Zwłaszcza tym recyklowanym. O wiele lepiej wychodzi mu analizuje współczesnego świata. Amerykanie przyznają się, że ich ingerencja na Bliskim Wschodzie miała opłakane skutki, a potem i tak robią swoje przekraczając kolejne granicę.

OCENA 4/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E03 A Wanted (In)human
Jestem wielkim fanem tego jak wygląda serial po pierwszym sezonie i się tego nie wstydzę. Dlatego napiszę coś oczywistego - znowu świetny odcinek. Podobają mi się wszystkie wątki. Nie wiem gdzie serial zmierza, ale widzę olbrzymi potencjał. Zwłaszcza w wątku Simmons. Biedne stworzono, co ona musiała przejść, że tak wygląda i czemu chcę tam wrócić? Nie mogę się doczekać kosmicznej wyprawy agentów bo przecież wszystko do tego prowadzi. Jej historia podoba mi się z jeszcze jednego powodu. Tak jak Fitz w pierwszej serii stanowili idealny comic relief m.in. poprzez technobełkot i ich sympatyczność. Teraz są to dwie najbardziej skrzywdzone postacie przez scenariusz. Wiele przeszły, a ich droga jest jeszcze bardziej wyboista. Aprobuje. Póki nie zabijają.

Inne wątki równie ciekawe. Może poza romansem Daisy i Lincolna, jest to niepotrzebne. Jednak już polowanie na niego i lawirowanie Culsona między ACTU było ciekawe. Jak daleko jest w stanie posunąć się by uratować swoją protegowaną? I czy Lincoln będzie w stanie odnaleźć stabilność psychiczną? Nie czytałem Secret Warriors i nie znam składu drużyny więc jego przyszłość jest dla mnie tajemnicą.

Wątek Warda i May komediowy. Jakże lubię ten pairing! Ona jako lalunia w koszulce Blondie, On dres z Londynu chcący zostać zrekrutowany przez Hydrę. Jakże się uśmiałem na scenach w barze lub gdy May mogła w końcu zaprezentować swoje umiejętności. Końcówka historii mocna. Jak daleko jest w stanie posunąć się człowiek by pomścić kogoś kogo kocha? Bardzo.

Culson, Rosalinda i rozmowa o samochodach. Shippuje!

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E04 Devils You Know
Lash, Ward, Simmons. Trzy nieprzeplatające się wątki i trzy niezwykle udane historię. Pierwsze to polowanie na mordercę inhumans i dalsza ewolucja postaci Daisy, która coraz bardziej zmienia się w prawdziwą liderkę. Jej relację z Mackem fajnie się ogląda i jest to jedna z fajniejszych serialowych par. Dobrze, że nie dano czasu antenowego Lincolnowi bo zepsułby odbiór odcinka. Niepotrzebna historia miłosna zepsułaby dramatyczny finał polowania na Warda. Hunter jest już tak blisko, tamten ucieka i przy okazji zabija męża May co po części jest wynikiem nadgorliwości Lance. Tak bardzo chciał dorwać Warda, że nie wziął pod uwagę ludzi którzy ucierpią po drodze. I teraz czas na konsekwencję. To słowo coraz częściej pada w kontekście serialu. Ostatnia ważna historia to ta Simmons. Cierpi uraz psychiczny po powrocie z obcej planety, ale już zaczęła pracować by tam wrócić. Jakie tajemnicę kryję? Co ważnego się tam stało? Chciałbym jakiś apokaliptyczny wątek o kosmicznej skali. Bo seriale komiksowe mogą sobie na to pozwolić i nie będzie to śmieszne. Oby tylko nie dopisano intergalaktycznego romansu...

OCENA 4.5/6

Quantico S01E02 America
Serial dalej jest głupkowaty i przez to przeraźliwie uroczy. Wątki się mnożą, część się wyjaśnia, a ja czuje się wciągnięty. Alex sympatyczna, pozostali bohaterowie nie przeszkadzają, ba większość z nich ciekawi. Jakie są ich motywacje, kto kłamie i dlaczego. Jak choćby tajemnicze bliźniaczki, które okazały się tajnym projektem FBI. Sensu w tym zero, ale jak się to ogląda! Podoba mi się rozwój postaci. Tragiczne wydarzenia mają wpływ na to co dzieje się teraz. Scenarzyści dają też radę w przeplataniu teraźniejszości z flashforwardami przez co odpowiedź na pytanie kto jest jeszcze trudniejsza do wywnioskowani. Irytuje tylko idealna i wszystko wiedząca Alex. Oby szybko pokazano jej słabe punkty.

OCENA 4/6

The Flash S02E02 Flash of Two Worlds
Tak jak podejrzewałem. Pierwszy odcinek miał przyciągnąć nowych ludzi do serialu, a dopiero drugi można uznać za nowe rozdanie. Było też dużo ciekawiej, więcej akcji i dobrze rozpisanych bohaterów. Dużo przyjemności z oglądania. Tylko czemu Barry znowu nie ma wyrzutów po zabiciu nieludzia? Bardzo się to kłóci z charakterologią postaci. Podoba mi się jak ukazano Jaya Garricka. Flash z drugiej ziemi przybył by pomóc Barremu pokonać Zooma, speedstera polującego na innych mu podobnych. Najfajniej wypada tutaj zbieżność Jaya z Wellsem i zrozumiała nieufność jaką żywi do niego Barry. Mogą być w przyszłości przyjaciółmi, ale by ta przyjaźń nie nastąpiła od razu. Patty Spivot mi się... sam nie wiem. Czekałem na jej debiut w serialu i odczucia mam mieszane. Roztrzepana i radosna blondynka potrafiąca być twardzielką i szybko znajdująca wspólny język z Barrym. Aktorka urocza, dobrze wygląda na ekranie tylko czemu robią z niej damę w opałach, której trzeba uratować życie. Zdenerwowała mnie jeszcze końcówka dodająca telenowelowy wątek do serialu. I głupota postaci. Czemu nikt nie wpadł na pomysł, że Ronnie mógł trafić na Earth-2 w miejsce Jaya? Szykuje się z tego powodu kolejna drama. Ale to pieśń przyszłości, teraz jest bardzo dobrze.

OCENA 4.5/6

The Flash S02E03 Family of Rogues
Legend of Tomorrow już niedługo więc wypadałoby robić wprowadzenie. Ten odcinek to powrót Colda i było jak zwykle. Wentworth Miller rządzi w tej roli. Arogancki, cedzący kolejne słowa przez zęby i posługujący się pewnym kodeksem honoru. Jeden z lepszych przeciwników Flasha w serialu. Sama historyjka trochę pretekstowa, naciągana i z oczywistym rozwiązaniem, ale przyjemna dla oka. Fajnie też, że powróciła Glider bo jej chemia z Cisco jest ogromna. Tak samo Patty/Barry. Lubię tą dwójkę. Zupełnym przeciwieństwem jest drama u Westów. Ziew. Nie rozumiem motywacji Jaya. Postanowił zostać by walczyć z Zoomem. Zupełnie jakby była to papierowa postać bez przeszłości. Nic nie wspomniał o rodzinie i przyjaciołach co umniejsza jego wiarygodność. Oby niedługo bliżej się nad tym pochylono.

OCENA 4/6

wtorek, 13 października 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #157 [05.11.2015 - 11.10.2015]

Przyszedł nowy sezon serialowy, czasu brakuje by wyrobić się z powracającymi serialami, a są przecież jeszcze zaległości. Ludzie pytają również jakie nowości warto oglądać. Odpowiedź jest bardzo prosta. Żadne. Przynajmniej z ogólnodostępnej telewizji, która funduje kolejną partię średniaków. Kilka tytułów się wybija, a na bezrybiu jakieś jajka jeść trzeba. Tak więc cieszcie się z swoich ulubionych seriali i szukajcie dobrych i zakończonych produkcji czekając na recenzję tych nowych. Może jakiś potworek przepoczwarzy się w motyla. Lub ćmę. No, coś na co można patrzeć. Jeszcze tylko żebym sam umiał dostosować się do tej rady...

Najważniejsza wiadomość ostatniego tygodnia? Miesiąca? Od wakacji? Zamówienie 3 sezonu Halt and Catch Fire. Mimo katastrofalnej oglądalności i dzięki świetnemu przyjęciu przez media i widzów którzy jednak włączyli serial w trakcje emisji, krzemowa rewolucja będzie kontynuowana na antenie AMC. Wydaje się, że stacja nie chcę być postrzegana jako ci od The Walking Dead. Mad Man i Breaking Bad się skończyło, a Hell on Wheels na ostatniej prostej. Jakiś weteran z nominacjami do nagród stacji się przyda podczas wypuszczania klipów reklamowych. A chyba nikt nie wątpi, że Halt and Catch Fire przygarnie jakieś wyróżnienie za ostatni sezon.

Jeśli jednak wolicie papkę serialową to dobra wiadomość. Blindspot jako pierwszy dostało zamówienie na cały sezon. Drugi sezon pewnie też będzie. Tego szczęścia nie ma Minority Report. Oglądalność jest fatalna i obcięto zamówienie z standardowych 13 do 10 odcinków. Jeszcze parę lat temu takie cyferki nie pozwoliłby wyemitować trzeciego odcinka i serial szybciutko poleciałby 6 stóp pod ziemię.

W mijającym tygodniu odbył się Comic-Con w Nowym Jorku. Znaczy to wysyp serialowych nowinek i wyczekiwanych filmików promocyjnych. W końcu to one najlepiej sprzedają tytuł. Było tego trochę więc od myślników. Nota - część z nich nie pochodzi z imprezy, ale nie umniejsza to ich wartości. Zapraszam na seans bo jest na co popatrzeć: 
- Sherlock wraca z świątecznym odcinkiem umiejscowionym w wiktoriańskim Londynie. Wygląda to filmowo, ale ja wolałbym zwykły sezon, a nie taki zapychacz.  
- Scorsese i Terrence Winter znowu robią serial dla HBO. Vinyl opowiada o... zresztą nieważne, już i tak dałem trzy powody czemu w przyszłym roku warto będzie sprawdzić ten tytuł.  
- pamiętacie, że Banshee kończy swój żywot na czwartej serii? Taka mała rozgrzewka do zobaczenia. Akcja, piękne zdjęcia i Eliza Dushku. Mniam. 
- kończyć nie zamierza się Teen Wolf. Dobrze bo ten sezon trzyma poziom, a druga połowa powinna być jeszcze lepsza.
- Cinemax dalej straszy Outcast. Niby serial od Kirkmana i o demonach, ale nie przemawia do mnie. 
- dużo lepiej wypada kolejne promo The Shannara Chronicles. Bohaterowie wyglądają jak wzięci z okładem pism dla elfich nastolatek. Reszta jednak zachwyca - widoczki, akcja, efekty specjalne. Szykuje się serialowy generic quest w ładny opakowaniu. Za co mocno trzymam kciuki. 
- na NYCC nie mogło zabraknąć nowych filmików z Arrow i The Flash. Trochę przypomnienia co się działo wymieszanego z nowymi scenami. Zwiastuny jak zwykle to najlepsze co przydarzyło się tym serialom.
- promocji The Magicians ciąg dalszy. Dorosły Harry Potter i Hogwart w Ameryce. Nie wygląda to najlepiej.  
- i coś na co wiele osób mocno czekało - zapowiedź Daredevil S02. Mało nowych scen, ale kilkusekundowe wprowadzenie Elektry i Punishera elektryzuje. Dziwne, że nie pokazano w internetach dłuższego klipu z Jessica Jones, tym bardziej że na konwencie puszczano cały pierwszy odcinek. Słychać chór zachwytów nad wszystkimi aspektami. Ma być też dojrzalej niż przy Daredevil. 
- truskawka tygodnia (truskawka > wiśnia) czyli teaser Person of Interest z zabugowaną Maszyną. Dawno nie widziałem tak dobrego materiału promocyjnego dla powracającego serialu. Oglądać, tym bardziej że nie zawiera spoilerów.

SPOILERY

Heroes Reborn S01E03 Under the Mask
Po odcinku kołacze mi się myśl "może jednak coś z tego będzie?". Jak ostatnio narzekałem na niemal wszystkie wątki, brak ciekawych bohaterów i mało angażującą historię tak teraz każdą scenę oglądałem z zainteresowaniem. Jasne, zdarza się trochę głupotek i uproszczeń, ale ogólnie niebo, a ziemia w porównaniu do poprzedniego odcinka. Nie można było tak od razu? Paradoksalnie w ciągu 40 minut opowiedziano więcej i lepiej niż w prawie 90.

Na razie najwolniej rozwija się wątek arktyczny, który powinien w przyszłości wysunąć się na pierwszy plan. Malia, tajemnicza dziewczyna i jej niewidzialna mentorka powstrzymują tajemnicze mroczne zorzę. Ratują świat jakby mogło się zdawać. Czemu? Dlaczego? Kto stanowi zagrożenie? Może jest to Phobe z Dark Matters? Liczę, że w przyszłym ep. dostaną więcej czasu z uwagi na polowanie Renatus, które właśnie się zaczęło.

Mniej czasu za to mógłby dostać Noah. Nie zrozumcie mnie źle. Jako łącznik między dwiema seriami spisuje się wyśmienicie. Tylko trochę go za dużo. Teraz, skoro widzę potencjał w nowych postaciach wolałbym właśnie je poznawać. Na niekorzyść HRG przemawia Quentin którego nie znoszą. Jednak wątek amnezji i poszukiwania prawdy mimo, że oklepany jest wciągający. Zwłaszcza jego załamanie gdy widzi siebie i martwą córą. Czego dalej nie kupuje i liczę, że ktoś się z nim zabawia by odciągnąć od prawdziwych problemów. I co on takiego zrobił skoro Molly boi się bardziej jego niż Renatus.

Luke z żonką podróżują z jednego miejsca w drugie, prowadzą rozmowy o zmarłym synu i znowu eksponowane jest ich nastawienie do zabijania evosów. Ją to napędza, uważa to za jedyny cel w życiu. On jest już zmęczony, ma dość zabijania. Zachary Levi i Judith Shekoni zostali bardzo dobrze dobrani do tej roli. Obudzenie się mocy w Collinsie nie było wielkim zaskoczeniem bo przedstawi bardzo typową historyjkę - staję się tym czego nienawidzi. Jednak cliffhanger z promieniem energii wydobywającym się z Luka był niespodziewany i skuteczni przykuł do ekranu.

Mocno narzekałem na Miko, a jej wątek okazał się wciągający. Pierw trochę bezsensowna acz efektowna walka i pojmanie po starciu z Harrisem. Ciekawa rozmowa między tą dwójką wyjawiła kilka rzeczy. On jest evosem z możliwością klonowania (fajny gag z zegarkiem!), a ona może być kimś zupełnie innym. Czy jest napisanym przez ojca programem komputerowym? To by wyjaśniało brak backstory dla postaci. Coś czuje, że ta postać może jeszcze zaskoczyć czymś więcej niż nawiązywaniem do Hiro.

Wątek Carlosa miał na razie najwięcej akcji. I jest najbardziej oderwany od pozostałych, przynajmniej do wizyty Collinsów w LA. Na razie nie kupuje luchadora-superbohatera, ale konspiracyjny wątek z brudnymi policjantami ma potencjał.

Tommy dostał tyle czasu ile powinien - niewiele. Dzięki temu jego krótka historia była strawna. Buntujący się nastolatek, impreza, zawiedziona dziewczyna, nadpobudliwa matka. Podobało mi się. Zwłaszcza konfrontacja mamusi z tajemniczym obrońcą Tommy'ego o którym wie więcej niż mówi. Naciągane, ale całość trochę skojarzyła mi się z Terminatorem. Z kontekstu można wysunąć wnioski, że Tommy ma zadatki na evosa, który może odegrać znaczącą fabularnie rolę. Tutaj też skutecznie posłużono się cliffhangerem.


Inne:
- Hiro zmieniający czas na nagraniu co ma być manifestacją jego mocy. Od kiedy podróże w czasie tak działają?
- CGI budynku Renatus w Japonii wygląda okropnie. Kiedy ludzie nauczą się żeby efektów komputerowych używać wtedy gdy można zrobić to dobrze, a nie po łebkach?
- Renatus udało się zmonetyzować moce evosów jakiś sposób je przechwytując. Sylar lub Peter idealnie by się nadawali jako ofiary ich eksperymentów, które doprowadziły do przełomu technologicznego.

OCENA 4.5/6

Homeland S05E01 Separation Anxiety
Mój związek z Homeland ma wzloty i upadki. Od zakochania i namiętnego śledzenia kolejnych odcinków po nienawiść i zerwanie. Jest też powrót i ponowne chwilę szczęścia. Co przyniesie przyszłość? Nie ufam scenarzystą i producentom więc ciężko powiedzieć, ale jestem optymistycznie nastawiony po tym co zobaczyłem. Dwuletni time skip i zupełnie nowa sytuacja Carrie. Spokojne życie skupione na pracy w prywatnej fundacji, wychowaniu córki i życiu w zdrowym związku. Następuje atak serwery CIA, dochodzi do wycieku danych, a do tego jej szef planuje wycieczkę od obozu uchodźców na Bliskim Wschodzie. Wszystko zacznie się pieprzyć i to z rozmachem. Widzę potencjał w tej historii, mocno zahaczonej w obecnej rzeczywistości. Muzułmańscy terroryści samobójcy już są passe. Teraz sytuacja jest bardziej złożona. Wrogiem jest rząd, uchodźcy stanowią problem którego nie można rozwiązać w prosty sposób, a trudna współpraca między państwami wszystko komplikuje. A gdzieś w środku zagubieni ludzie. Carrie żyjąca w iluzji, Quinn poświęcający się dla sprawy jako bezlitosny hitman i Saul wydający kolejne zlecenia. Odcinek może i miał powolne tempo, ale skupiał się na sednie, bohaterach i nakreśleniu sytuacji. Nawet zwykłe sceny miały w sobie wiele emocji, a co dopiero wtedy gdy coś się działo. Czekam na ciąg dalszy. Sezony 2 i 3 mogły być jedyną wpadką serialu.

OCENA 5/6

iZombie S02E01 Grumpy Old Liv
iZombie było jednym z największym zaskoczeniem tego roku. Mimo początkowych kłopotów pierwszy sezon skończył się wysoką notą, a Rose McIver w głównej roli była urzekająca. Dlatego tak wyczekiwałem drugiej serii. I mocno się rozczarowałem. Cliffhangery nie miały większego wpływu na serial, a zamiast skupić się na mitologii lub bohatera większość czasu stanowiła proceduralna sprawa, która powinna być tylko dodatkiem. Wcielenie tygodnia Liv, mózg zgreda rasisty, również się nie sprawdziło. Zdarzyło się kilka udanych żartów, ale całości  nie była naturalna. Istotne wydarzenia można by upchnąć w 5 minutach. Ale jakich! Szantażowany przez Max Rager Major  zostaję łowcą zombie,  Blaine dalej prowadzi swoją działalność, a Clive w tym sezonie powinien dostać więcej czasu za sprawą podejrzeń Majora o rzeź z finału. Prywatna sytuacja Liv pokomplikowała się w równie ciekawy sposób - scysja z bratem i matką oraz wprowadzenie się nowej lokatorki - Glidy od Max Rager. Czyli widać wizję na ten sezon mimo przeciętnego scenariusza na ten odcinek. Jestem dobrej myśli i czekam aż serial znowu przeżuci swój ciężar na bardziej ciekawiące mnie aspekty.

OCENA 3.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E02 Purpose in the Machine
Simmons! Uwielbiam ją, zwłaszcza w parze z Fitzem i po poprzednim sezonie gdzie jej postać została porządnie rozpisana. Z jednej strony cieszę się z jej powrotu do drużyny, a z drugiej pytam czemu tak szybko. Chciałbym zobaczyć jej wojaże na innej planecie jak sobie radziła i jej kibicować oraz oglądać Fitza desperacko próbującego ją odnaleźć. Niby szansę są na to w flashbackach, ale to już nie będzie to samo. Dobrze, że przynajmniej scenarzyści mają pomysł na jej traumą i za monolitem stoi grubsza historia związana z obcymi. Oby została to dobrze poprowadzone bo nie chciałbym by porzucono ten pomysł.

Obecność Simmons będzie mnie cieszyć, jestem tego pewien jednak smuci mnie, że sprowadzono ją w taki naciągany sposób i po łebkach.  Scena z samobójcza misją Fitza została dobrze wyreżyserowana i umiejętnie budowano napięcie. Jednak całe śledztwo przy wykorzystaniu znanego asgardczyka oraz XIX wieczne zabytki było już strasznie nie na miejscu. Taka głupotka, którą trzeba szybko strawić by cieszyć się z bohaterów.

Wraz z tym odcinkiem wróciła May. Z zabawnymi scenkami co jak na nią jest niecodzienne. Jakże się za nią stęskniłem! Trauma i brak celu w życiu to do niej coś niepodobnego. Ostatnie wydarzenia mocno na nią wpłynęły i postanowiła poświęcić się rodzinie. Długo tak nie mogła i wraz z Hunterem będzie działała pod przykrywką. Podoba mi się ten pairing, a jego potencjał pokazała ostatnia scena tej dwójki. Ona przyjmuje z stoickim spokojem wiadomość o powrocie Simmons, a on wybucha radością. Więcej takich kontrastów.

U Warda niewiele nowego. Buduje nową Hydrę. Ziew. Kolejna głowa, która zostanie zniszczona. Już mam dość tego wątku. Nie podoba i się też telenowelowy zwrot akcji z dzieckiem Struckera. Cieszy mnie jednak, że serial znowu bawi się przeciwnościami. Hunter infiltruje Hydrę, a Hydra bierze się za S.H..I.E.L.D.

Inne:
- scenka z XIX wiecznym tajnym stowarzyszeniem na początku odcinka tak bardzo niepotrzebna. Chyba, że to budowanie wątków pod przyszłe wydarzenia i sięganie głębiej w historię marvelowskiego świata. W co wątpię.  
- Fitz zaczął się znowu jąkać. Dobrze, jednak scenariusz nie wyrzuca do kosza poprzedniego sezonu i charakterystyki postaci.
- sceny akcja poza wydostawanie Simmons przeciętne. Pościg samochodowy w garażu o którym nawet nakręcono materiał zza kulis mnie wcale nie ruszył, a Ward nokautujący kolejnych ochroniarzy na jachcie sprawił, że ziewnąłem. Po Kevinie Tanchareonie spodziewałem się więcej, ale tutaj zawinił raczej scenariusz.

 OCENA 4/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E40 Doomsday (2)
Jak zapowiadałem tak robię, nadrabiam Mighy Morphin. Jest ciężko przestawić się po serii RPM. Bardzo. Nie wiem czy dam radę i nie będę musiał sobie zafundować terapii złożonej z lepszego sezonu. Póki co próbuję. Odcinek Doomsday to druga część historii, która miała posłużyć za finał sezonu. I jest nudno. Wojownicy deklarują swój heroizm, walczą, przegrywają, cudowny splot okoliczności (zhackowanie bazy danych Rity z zaklęciami, powaga), kolejna walka i jeszcze jedna mowa potwierdzająca bohaterskość. Zero subtelności, wszystko ordynarnie podane. Sama finałowa walka i sposób pokonania Goldara w niezwykle potężnym zordzie niczym nie odbiegał od standardowego starcia. A tak fajnie się zapowiadało - zniszczone zordy i zagrożenie życia ludności cywilnej. Pozytyw odcinka? Tommy zaliczył króciutkie cameo podczas celebracji dnia Power Rangers. To zawsze podbije odbiór odcinka.

OCENA 2.5/6 

The Flash S02E01 The Man Who Saved Central City
Dobry powrót, ale jak na premierę spodziewałem się więcej. Była akcja, humor, wprowadzenie nowych i zakończenie starych. I dużo nudnego użalanie się nad sobą. Czy każdy z herosów musi przeżywać kryzys, myśleć że sobie poradzi sam i potem szybko pobiec do przyjaciół by pokonać niebezpieczeństwo, któremu sam nie sprosta? Wałkowane dziesiątki razy nudzi nawet jeśli ma nowe elementy. Których tutaj nie było. Rozczarował mnie też przeskok w czasie i rozwiązanie cliffhangera w krótkim flashbacku. Tak się nie robi. W kilka miesięcy dużo zmieniono, po czym wrócono do starego statusu quo. Serialowy standard. Sam pomysł na główną historię sezonu mi się podoba. Ratowanie świata przed inwazją z innej ziemi. Ten odcinek miał raczej nakreślić sytuację i był w dużej mierze za zadanie przyciągnąć nową widownie dlatego służył głównie ekspozycji. Ja się wynudziłem. I zirytowała mnie mocno jedna rzecz - zero dylematów moralnych przed zabiciem Smashera.

OCENA 4/6