Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dead Like Me. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dead Like Me. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 marca 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #177 [07.03.2016 -13.03.2016]

SPOILERY

Dead Like Me S02E11 Ashes to Ashes
Po długiej przerwie wypadałoby dokończyć kolejny serial. Ostatni odcinek oglądałem prawie dwa lata temu, gdy w telewizji leciał 9 sezon 24 i 7 True Blood. Szmat czasu w serialowym krajobrazie. Myślałem, że powrót do DLM będzie bezbolesny. Zonk. Nic z tego. Już po pierwszych 10 minutach Georgie znowu zaczęła mnie męczyć. Serial dalej jest o śmierci (shocker), podchodzi do niej od tylu stron, że jest już niesamowicie powtarzalny. Dalej trafią się błyskotliwe sceny, ale jest ich zbyt mało. Za dużo rzeczy mnie denerwuje, a bohaterowie są strasznie antypatyczni. Brakuje mi też wyraźnego przesłania, za bardzo się trzeba starać by odkryć nową myśl. Kolejny raz problem z akceptacją śmierci i różne sposoby radzenia sobie z nią. Było. To, że trzeba chwytać dzień, ale trzeba uważać by nikogo nie zranić. Było. Mniej ogranym motywem jest to, że nigdy nie można się przyzwyczaić do śmierci i jeśli dla kogoś jest ona końcem dla innych początkiem innego życia. Ale to też już było tylko opowiedziane w inny sposób. Również humoru było niewiele. Kolejne śmierci mało kreatywne, a rozmowy męczące. Lubiłem początkowe odcinki więc mnie to mocno uwiera.

OCENA 3/6

Dead Like Me S02E12 Forget Me Not
Połowę narzekania mógłbym przepisać z wrażeń po poprzednim odcinku, ale trochę mija się to z celem. Zamiast tego skupię się na pozytywach. Pierwszy raz poruszono wątek śmierci starszych ludzi. I zrobiono to z wyczuciem. Poruszające sceny z kobietą chorą na Alzheimera, której trzeba uświadomić, że umarła. Dawno też się tak nie uśmiałem gdy Daisy, George i Mason odgrywali scenki pokazujące śmierć, a serial wystylizował je na nieme kino. Podobało mi się, ze zabito Raya. Jakiś wątek dramatyczny w serialu się przyda, a śmierć bardzo tutaj pasuje. Przy okazji pokazano skąd się biorą chochliki - złe dusze niezasługujące na zbawienie.

OCENA 3.5/6

Dead Like Me S02E13 Last Call
Jako dramat ten odcinek sprawdził się przeciętnie. Kolejny raz wałkowano zagadnienie "co jeśli to twój ostatni dzień na Ziemi" bez nowych przemyśleń. Jednak jako komedia sprawdził się doskonale. Mason ukrywając ostatnie wypadki nieustannie gada głupoty i nie może sobie z tym poradzić. Kapitalnie to wyszło. Nawet pośmiałem się na scenach z George jak znokautowała Barneya za kradzież portfela Dolores. I ta westernowa muzyczka! Tak więc wrażenie po odcinku pozytywne mimo, że w środku było dużo nudnych scen.

OCENA 4/6

Dead Like Me S02E14 Always
Odcinek miał fajne sceny, ale to można powiedzieć o każdym. Mając taką galerię bohaterów to naturalne. Tylko, że powinno to wyglądać dużo lepiej. Rube już od dłuższego czasu jest bardziej na uboczu, Georgie więcej w Happy Times niż na żniwach, a Daisy i Mason kolejny raz przerabiają niechęć do siebie. To męczy. Dobrze, że jest Kiffany przebaczająca Masonowi i wyjaśniająca czym jest dom. Jest też Rube żegnający się z własną córką. I jest Geroge unicestwiająca chochlika. Są też przemyślenia o życiu i śmierci, których mam na prawdę dość. Boli mnie też, że prawdopodobnie wątek śmierci Raya nie będzie miał zbytniego wpływu na finał.

OCENA 3.5/6

Dead Like Me S02E15 Haunted
Nareszcie! Kolejny serial do odhaczenia z listy. Była to ciekawa przygoda, zwłaszcza na początku gdy temat śmierci był czymś nowym. Potem zrobiło się zbyt powtarzalnie i pretensjonalnie. Oglądałem długo, ale wracałem dla postaci, które polubiłem. Nie szkoda mi anulowania. Szkoda mi, że po 4 odcinkach z serialu odszedł Bryan Fuller. To mogła być zupełnie inna produkcja.Coś więcej niż zlepek skeczy z rozmyśleniami na temat śmierci.

Nie wiem czy odcinek był pisany jako finał, ale nie czuć tego. Jako zakończenie sezonu działa, serialu już nie bardzo. Postacie dostały bardzo dużo czasu, pokazano jak wiele przeszły, jak Geroge nauczyła się akceptować śmierć, zmiany u Rube'a po śmierci córki czy Daisy konfrontującą się z przeszłością, której się wypiera, a nie obnosi z nią. Ciekawie oglądało się też chodzenie po domach i irracjonalne zachowanie Masona. Nawet przesłanie pasowała - nie wiecie ile razy udało się wam uniknąć śmierci. Podobały mi się też ostatnia słowa, które pasują do zakończenie - nie ma nic złego w byciu martwą jak ja. Nie ma nic złego w zmienianiu naszego życia, trzeba to zaakceptować.

OCENA 4/6

Farscape S01E07 PK Tech Girl
Przez The 100 zapragnąłem wrócić w kosmos. Padło na rozpoczętego dawno temu Farscape. Myślałem, że z miejsca poleci kilka odcinków, a tu niespodzianka - nie mam ochoty na następny ponieważ ten mnie strasznie wymęczył. Miał klimat, podobało mi się zwiedzanie opuszczonego przed laty statku należącego do floty Rozjemców. Mroczne korytarze, wszechobecne ciemność, odpowiednio zdeformowane trupy i wpisanie w to historii Rygla, który był tam torturowany. Do tego zagrożenie złomiarzami odpowiednio zagęściło atmosferę, John jak zwykle był zabawny, a Aeryn cudowna. Tylko co z tego skoro mało tutaj było faktycznej treści, a całość została niemożebnie rozciągnięta. Flirt z napotkaną tytułową inżynierką nudził, a pracę nad statkiem pozbawione były wszelkiego napięcia. Dobrze, że przynajmniej kosmos bardzo ładnie wyglądała.

OCENA 3.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E11 Bouncing Back
Gdyby zapytano mnie czy lubię ten serial odpowiedziałbym bez wahania, że tak. Dlatego mocno dziwę się sobie ponieważ nie chciało mi się wracać do Agentów. Gdy to już zrobiłem odcinek mnie niesamowicie wynudził. Główny człon historii za bardzo przypominał mi odcinki The Flash. Nadczłowiek z mocami i polowanie. Tylko humoru brakowało. Potem obowiązkowy twist i odkrycie wspólnego wroga prowadzące do bardzo nudnej finałowej sceny akcji. Jak po sznureczku, wprost z podręcznika przeciętnego scenopisarstwa. I gdy wydaje się, że zebrano drużynę, inhumans zostają odesłani do domu z zegarkami jak Power Rangers. W razie gdyby były kłopoty zostaną poinformowani. Oczywiście, że będą kłopoty, na tym polega ten serial i praca agentów. Więc nakręcanie motywu Secret Warriors i poruszanie go w kampaniach promocyjnych to zwykłe drażnienie widza.

Pozostałe wątki? Culson na trupie Mallica. Pierw rozmowa z prezydentem (wcale nie czuć, że to prezydent, brakuje bijącego autorytetu), potem przesłuchanie Struckera w śpiączce i w końcu rozmowa telefoniczna. Z której absolutnie nic nie wynika, ale Malick postanawia sprzedać swoje firmy. Nie  mam pojęcia czemu, scenarzyści pewnie też. Jeśli widzą to niestety nam nie powiedzieli. To jest tym dziwniejsze, że namierzano miejsce pobytu Malicka, a w ostatniej scenie wciąż jest tam gdzie był. I wciąż odwiedza opętanego Warda oglądającego telewizję. Wielki straszny zły oglądający złe rzeczy - obrazy z wojny, moskiewskie parady wojskowe i wirusy eboli. Jeszcze bardziej groteskowy niż jego makijaż.

Najprzyjemniejsze były sceny z Fitzsimmons. Mam do nich słabość, nic na to nie poradzę. I jeszcze początek odcinka w kosmosie. Agenci wreszcie lecą w kosmos! Wolę to niż sztuczny tie-in do Civil War.

OCENA 3.5/6

Orphan Black S03E03 Formalized, Complex, and Costly
Od dłuższego czasu nie mogę znaleźć serialu, który mnie wciągnie. Załączył mi się malkontent i ostatnio chwalę głównie The 100. Narzekałem na Grę o Tron, Fear The Walking Dead, Supernatural, a nawet na pilot Power Rangers Jungle Fury. Oglądam, ale brakuje mi radości z lektury. Całkiem możliwe, że Orphan Black przełamie złą passę. To jeden z seriali, które porzuciłem nie z jego winy i teraz na tym korzystam. Powrót okazał się bardzo przyjemny, szybko udało mi się odnaleźć. Nawet nie spodziewałem się, że tak bardzo stęskniłem się za klonami. Oglądanie Allison rozkręcającej swoje narkotykowe imperium to prawdziwa przyjemność. Tak jak Cosimy, jej żartów i kontemplacji nad człowieczeństwem podczas krojenia ludzkiego mózgu w wannie u Felixa w mieszkaniu. Nawet fabuła mnie wciągnęła. Śledztwo Sary, zamieszanie z męskimi klonami, polowanie na Marka i zawiązanie bliższych kontaktów z Artem. Wszystko zostało pięknie podane. Bardzo tęskniłem i jestem zadowolony z tego co widzę. Jest bardzo poprawnie, a to mi chwilowo wystarcza.

OCENA 4/6

Orphan Black S03E04 Newer Elements of Our Defense
Szybkie tempo akcji, wciągająca historia i niespodziewane zbiegi okoliczności. Nawet wciągnęła mnie historia, którą zacząłem już ignorować. Standardowo najwięcej czasu dostała Sarah. Jej historia została spięta klamrą gdzie na początku i na końcu odcinka była zwierzyną w potrzasku. Pierw uciekając przed Mrs. Johansson, a potem Sethem. W międzyczasie pomoc Markowi, pogoń za materiałami mogącymi pomóc Cosimie i wykopywanie martwego dziecka. Na pewno nie można narzekać na nudę. Dzieje się szybko i dużo. Były też chwilę spokoju jak wyciąganie kuli gdzie Mark i Sarah mieli pierwszą scenę, która pokazuje ich jako rodzeństwo.

Również Helena dostała podobny moment. Podobny, ale zupełnie inny. Po brawurowej ucieczce trafiła na Persona na którym przeprowadzane są eksperymenty i zabija go z litości. Brutalne wbijanie skalpela w mózg to kolejny dowód podkreślający naturalizm Orphan Black. Muszę też napisać o kluczu wygryzionym z żeberka, które Helena dostała na obiad. How cool is that?

Wydawało się, że narkotykowe imperium biznesowe Allison napotka problemy z rozwojem. W końcu okazało się, że wkroczyła na czyjeś terytorium i boss chcę z nią porozmawiać. Co się okazało? Jest to jej dawny chłopak i podczas rozmowy o interesach wzięło się im na wspominki dawnych, dobrych czasów. Zamiast brutalnego spotkania pełna luzu rozmowa. Podoba mi się takie absurdalne zagranie.

Najmniej działo się u Cosimy. Dalszy ciąg badań, depresja po rozstaniu z Delphine i kilka żartów z Felixem podczas drineczka w barze. Przyjemne sceny, ale nic konkretnego.

Inne:
- świetnie nakręcona scena z Heleną gdzie walczy z efektami leku uspokajającego. Chwiejąca się kamera ustawiająca pod różnymi kątami i plama światła rozmywająca widok.

OCENA 4.5/6

Orphan Black S03E05 Scarred by Many Past Frustrations
Prawie pół sezonu trzeba było czekać na spotkanie sióstr. Jednak jak już Helena i Sarah zaczęły dzielić sceny nie można się było oderwać. Pierw kłótnie, potem wyjaśnienie wszystkiego i przebaczanie, a następnie współpraca w celu ucieczki. Pełne emocji przygotowania, niespodziewane rozstanie i przekradanie się po bazie oglądało się niczym najlepszy film szpiegowski. I ta końcówka gdy Helena zastanawia się co powinna zrobić, zostać i jednak pomóc Sarah czy uciec. Idealny cliffhanger.

Gdzie indziej nie było już tak interesująco. Główna intryga rozwija się bardzo powoli i najważniejszym odkryciem była choroba, która rozwija się u kobiet z którymi Kastor uprawiał seks. Scenki z Gracie czy Cosimą było dobre, uwiarygodniające charaktery postaci, dające trochę wytchnienia od pełnych napięcia scen w więzieniu. Tylko tyle.

OCENA 4/6

Orphan Black S03E06 Certain Agony of the Battlefield
Co za piękny odcinek. Odrobinę pretensjonalny, ale piękny. Zresztą, jak zawsze gdy trzeba nakręcić czyjeś halucynację. Tym razem padło na Sarah. Po transfuzji krwi Setha odbyła spotkanie z Beth przy czym opowiedziano jeszcze raz historię samobójstwa tylko korzystając z innych dekoracji. Piękna gra światłem i cieniem oraz przenikanie podczas przechodzenia w kolejne kadry. Fabularnie odgrywało to ważną rolę. Podkreślało istotność Paula i dano doskonałą okazję by się z nim pożegnać wracając wspomnieniami do pierwszego sezonu.

Właśnie pożegnanie. Zupełnie zapomniałem, że serial go zabił, spoilery są wszędzie. Przypomniałem sobie o tym gdy razem z Sarą zaczął uciekać z bazy. Wybielono go na koniec i dano heroiczną scenę gdzie mógł odpokutować za grzechy. Żegnaj Paul. Nie będę tęsknił, ale twoja śmierć wywołała jakieś emocję, a oto w serialach chodzi.

Przy okazji dodano kolejne cegiełki do mitologii. Sarah jest odporna na chorobę roznoszoną przez Kastor. Bez zaskoczenia. Początkowo ciekawy wydał mi się pomysł z użyciem sterylizacji jako broni. Szalone i działające na wyobraźnie. A potem zacząłem się martwić. Czy kolejny wątek jest potrzebny w i tak gęstej sieci zależności? Tym bardziej, że sugerowano FBI i rządowy spisek. To może się potoczyć bardzo źle. Nie będę się jednak zamartwiał na zapas.

W końcu Felix dostał świetną scenę. Martwi się o Sarah, ale nic nie może zrobić. Zdecydował, że koniec z biernością i dzięki Scottowi spotkał się z Rachel. I co to była za konfrontacja! On zdesperowana, niemalże znęca się nad cierpiąca kobietą by dowiedzieć się gdzie jest jego siostra. Ona ledwo to znosi i nie ma dla niego odpowiedzi. Obydwoje wyglądają na złamanych po tej rozmowie.

Cosima śledzona przez zazdrosną Delphine. Meh. Ciekawiej ogląda się Allison rozkręcającą swój narkotykowy biznes. Ta historia nie ma nic wspólnego z główną fabułą, ale nie mam nic przeciwko żeby trwała jak najdłużej.

OCENA 4.5/6

Orphan Black S03E07 Community of Dreadful Fear and Hate
Mocno komediowy odcinek. Nie dość, że klony zamieniły się rolami (Cosima odgrywająca Allison!) to jeszcze wplątane było w to narkotykowe interesy i wybory do rady szkolnej. Komicznie się to wszystko nałożyło, a Tatiana jak zwykle wspaniale to odegrała. W odcinku było też o tym co najważniejsze - rodzinie. Przebaczaniu i o tym że sami możemy ją sobie wybrać. Ładnie wyszło pojednanie Heleny z Siobhan oraz przemówienie Allison gdy patrzyła w oczy matce. Szkoda, że tak było mało Sarah i delikatnie ruszono wątek Kastora i poświęcenia Paula. Zbyt wolno się dzieje, a serial przecież słynie z szybkiego tempa.

OCENA 4/6

Orphan Black S03E08 Ruthless in Purpose, and Insidious in Method
Tam gdzie dwie siły spiskują musi się znaleźć trzecia. W odcinku działa się dużo, był niesamowicie dynamiczny, rozłożył akcenty na wszystkie główne klony i zaskoczył w spektakularny sposób. Trochę przez moją nieuwagę, zacząłem lekceważyć Rachel, a to nie powinno mieć miejsca. Ładnie wszystkich wymanewrowała. Sarah i Dolphine nic nie zyskały, a Cosima z Scottem odeszła z DYAD. Jakby tego było mało Kastor zdobył książkę. Najbardziej podoba mi się wyprawa do Londynu. Kolejna zmiana otoczenia w sezonie. Oby jak najwięcej ładnych widoczków.

OCENA 4.5/6

Orphan Black S03E09 Insolvent Phantom of Tomorrow
Dobrze, że już dawno przestałem się przejmować fabułą Orphan Black i czerpie przyjemność z scen z klonami. Nie wiem o co chodzi, kto jakie ma cele, czemu  ktoś ma zginąć i kto z kim jest w sojuszu. Może gdyby się oglądało ciurkiem byłoby lepiej, tak jest wielki chaos. Irytują też melodramatyczne zagrania scenarzystów. Z jednej strony fajny zabieg z pochłoniętym płodem w czasie ciąży będącym pierwowzorem LEDA i Kastor. Z drugiej jest nim matka Mrs. S. Przecież to zwrot akcji z argentyńskiej telenoweli. Tak samo wygląda zazdrość Delphine o Cosime. Jednak serial dalej jest pięknie wyreżyserowany. Muzyka podbija napięcie podczas doniosłych scen. Tak jak równoległy montaż budowany na zasadzie kontrastu - spotkanie po latach oraz śpiewanie w kameralnym gronie i bicie do nieprzytomności człowieka. Najzwyczajniej dobrze się to ogląda.

Mam też sceny z Heleną i Donniem Absurdalna walka z narkotykowym podziemiem i zbliżanie się tej dwójki do siebie. Lubię te postacie więc się cieszę.

OCENA 4/6

Orphan Black S03E10 History Yet to Be Written
Jak na finał przystało odcinek uchwycił esencję serialu czyli więzy rodzinne. Obsadzenie matki Siobhan jako materiału genetycznego dla klonów pozwoliło wprowadzić wiele emocjonalnych scen. Jak pojednanie się matki z córką, wyjaśniono jak S trafiła na Sarah oraz moment gdy Cosima dziękował za to, że Kendall dała jej życie i prosi jeszcze o odrobinę pomocy. Było też spotkanie klonów przy radosnej atmosferze przy stole i zwycięstwo Allison. Jednak moim ulubionym momentem jest pożegnanie Setha przez Helenę. Pierw walka dwóch szalonych klonów, a potem intymne zbliżenie tej dwójki. Jak pożegnanie brata i siostry.

Cieszy mnie również powrót do początków serialu. Ponowne wprowadzenie neolucji do Orphan Black było mocne. Niby tradycyjny spisek w spisku, ale zadziałało. DYAD i Topside są nimi przesiąknięci. Mają pewnie jeszcze wtyki w wojsku i Kastor. I mają Rachel, która ponownie spotkała swoją matkę. Znowu telenowelowy twist, ale działa. Rodzina zawsze wraca w tym serialu i odgrywa jakąś większą rolę.

Śmierć Delphine mnie nie zaskoczyła bo przez własną głupotę (i The 100), sprawdzając dead lesbian trope wpadłem na spoiler.  Tajemnicą jest kto to zrobił. Musiał to być ktoś znajomy, ktoś kto ma powiązanie z Cosimą bo Delphine się o nią pyta. Najbardziej logicznym typem jest Shay więc ją odrzucam.

OCENA 4.5/6 

Teen Wolf S05E19 The Beast of Beacon Hills
Przedostatni odcinek i z dość prostego powodu odrobinę się poprawiło. W centrum są postacie, a nie nudne intrygi. Nie robią wiele, szukają Masona, rozmawiają między sobą i łączy ich wspólny cel jakim jest pokonanie Bestii. Niektórzy mają osobne wątki, ale wszystko sprowadza się do tego by być jak najlepszym stadem i rodziną. Może poza Malią, która walczy z osobistymi problemami. Jednak oglądanie Scotta, Stilesa z Lydią czy Kiry daje satysfakcję i bardzo podobały mi się te sceny. Tylko w międzyczasie dużo czasu dostał emo Theo nie chcący zostać porażką, Doktorzy mówią skąd się bierze czyste zło próbując wprowadzić do serialu niepotrzebną filozoficzną warstwę, a większość odcinka to bezcelowe bieganie pozbawione napięcia tak potrzebnego przed samym finałem. Trzeba zacisnąć zęby, przeboleć historie o Bestii i Doktorach i liczyć, że przyszły sezon będzie lepszy. Najlepiej bez głównego antagonisty.

OCENA 3.5/6

Teen Wolf S05E20 Apotheosis
Na prawdę, to miał być finał? Bardzo śmieszne. Jedno większe zaskoczenie, zero poważniejszych zwrotów akcji i prowadzenie wątków jak po sznurku. Starcie z Bestią było nudne, brakowało mu klimatu i doniosłości. Trochę się poganiali, on pozabijał parę osób i w końcu sam zginął oddając pierw Masona. I niby serial próbował zaskoczyć, wprowadzić jakiś zwrot akcji np. doniosłą rolę Lidii czy podbić stawkę, ale to się nie udawało. Zbyt generycznie to wyglądało. Wielki zły do pokonania i tyle. Osobiście irytowało mnie, że ostateczne starcie odbyło się w dobrze znanych korytarzach, a walka była prostacka. W sumie najbardziej podobał mi się twist z Ducalionem gdy okazało się, że od początku współpracował z Scottem. Może nie ma tutaj zbyt wiele sensu, ale wymazuje jego głupią motywację posiadania oczu Scotta.

Średnio przypadło mi do gustu starcie Malii z matką. Znowu brak napięcia i ważnych momentów. Zbyt przeciągnięte, niepotrzebne zwolnienia i sztuczność całego zajścia.  A tak fajnie zapowiadał się wątek Desert Wolf.

Narzekam i narzekam, ale dlatego bo lubię ten serial i chciałem by mi się spodobał. Wciąż trafiały się fajne momenty z postaciami (rozmowa szeryfa z Bestią, omdlenie Liama) i momentalnie było to całkiem dobrze wyreżyserowane. Oddano ładny hołd Allison oraz zamknięto sezon bez cliffhangera. Nie ma żadnego nowego zagrożenie, a wataha wróciło zadowolona do szkoły. Kolejny zły pokonany, można znowu wieść normalne życie. Do następnego.

Inne:
- jednym z Doktorów Strachu okazał się Marcel, brat Bestii. Wątek przewodni sezonu zrobił się przez to jeszcze głupszy.
- nie kupuje, że Scott miał cały czas jeden wielki plan. Ukrywanie go przed widzami to nędzne zagranie scenariuszowe.
- Kira odeszła by ćwiczyć swoje umiejętności. Ok, prędzej czy później wróci, tylko żeby przez ten czas Scottowi nie dopisali kolejnego wątku romantycznego. Ciekawi mnie jej dostęp do drugiej strony, jakim cudem wezwała siostrę Theo i czy potem będzie to kontrolować.
- scena z pożegnaniem na pustyni - jeden z najgorszych green screenów ever.
- jest teaser S06. Znowu dużo mroku. Nie podoba mi się. 

OCENA 3.5/6

The 100 S03E08 Terms and Conditions
Obawiałem się tego odcinka ponieważ w całości miał się toczyć w Arkadii. Jednak wierzyłem w serial, a on mi pięknie odpłacił i była to najlepsza godzina telewizji jaką widziałem w tym tygodniu. Boli mnie tylko jedna rzecz. Gdyby tyle samo miejsca dostało budowanie konfliktu co jego rozwiązywanie byłby to dużo lepszy serial. Powolne kładzenie fundamentów pod zdradę sprawiłoby, że zachowanie postaci byłoby jeszcze bardziej przekonujące, a ich nawrócenie jeszcze bardziej emocjonalne. Jednak mamy to co mamy. Też bardzo dobrą rzecz, ale z nieustającym poczuciem, że mogło być lepiej.

Kupuje Pike'a jako dyktatora. Przejęcie władzy było spartaczone, ale już dalsza część konfliktu jest wiarygodnie poprowadzona. Charyzmatyczny dowódca dający łatwe rozwiązania, skupiający się na populistycznych hasłach mający własną wizję świata do której nieskutecznie próbuje nagiąć rzeczywistość. Jednoznacznie negatywna postać czerpiąca z Hitlera. Rozumiem czemu ludzie oglądający serial go nie lubią i czemu ludzie w serialu za nim podążają. Lubie oglądać z nim sceny, gdy bezgranicznie ufając swoim zdolnością wyznacza kolejne ruchy i nie akceptuje klęski. To jest dobry antagonista i będę go bronił.

Niestety świat Arkadii, budżet i czas serialu nie jest z gumy przez co tak mało postaci dostaje więcej czasu. Z chęcią zobaczyłbym więcej zwolenników Pike'a, zapoznał się z nastrojami społecznymi, wysłuchał postronnych obywateli niezwiązanych z Kanem lub Stacją Rolniczą. Przez to konflikt byłby bardziej wiarygodny, a tak jest racja naszych bohaterów, których znamy bardzo długo i Pike'a z Bellamym, którego zdrada powinna być lepiej rozpisana. Jednak należy podziwiać serial za to jak ambitne cele sobie wyznaczył. Alegorycznie opowiada historię Stanów Zjednoczonych. Mamy przybycie Gwiezdnych Ludzi, którzy uważają, że mają większe prawo do Ziemi od tubylców, a ich przewaga jest zbudowana na technologii. Mamy też wojnę domową wplątaną w walkę o niepodległość. Trudne początki rodzącego się państwa/plemienia. Jason Rottenberg złapał za ogon kilka dorodnych srok i teraz się z nimi zabawia. Czasem go dziobią, ale daje sobie z nimi radę.

Co do odcinka. Skupiał się na partyzantce walczącej z złym dyktatorem. Grand plan był realizowany przez cały odcinek, a jego końcowy rezultat był tajemnicą. I to się dobrze oglądało z uwagi na bohaterów. To jest mała społeczność i ludzie są ze sobą mocno powiązani. Przyjaźnie były rozdzielone przez to w co wierzyli lub chcieli wierzyć. Przez cały odcinek zadawałem sobie pytania typu - kto zdradzi, kto jest kretem, czy to jest dezinformacja czy prawdziwa zmiana sytuacji. Pod tym względem The 100 sobie bardzo dobrze poradziło.

Może do końca nie kupuje planu Kane'a - porwać Pike'a i oddać go Grounders, a to dlatego, że mam teorię. On chciał zostać złapany. Wiedział, że porwanie przywódcy i zamach stanu mogą nie przejść więc postanowił zostać męczennikiem. Nie pierwszy raz zresztą, Kane ma na to zadatki ze względu na to co przeszedł na Arcę. Przecież uświadomić ludzi, że Pike'a zabija własnych i pozwolić im podjąć decyzję to najlepsze rozwiązanie tego kłopotu. Nie heroiczne czyny jednostki, a cała społeczność zjednoczona wobec jednego celu może pozbyć się dyktatora i stać się lepsza.

Najciekawsze, że pozbycie się Pike'a wcale nie zakończy problemów Arkadii. Teraz gdy nie ma Lexy Grounders mogą zaatakować Arkadię nawet gdy Pike'a zostanie odsunięty od władzy. Co też stanie się z matką Monty'ego i tymi zabijającymi w imię Pike'a? Jak długo Bellamy będzie musiał czekać na wybaczenie? I jaką do cholery rolę odegra jeszcze Clarke, która będąc na uboczu wydarzeń w Arkadii tak na prawdę ratuje ich cywilizację?

Trochę rozczarował mnie wątek A.L.I.E. Nie był zły, ale spodziewałem się czegoś innego. Więcej technomistycyzmu, używania religii jako opium dla mas i ukrytych celów AI. Zamiast tego był teen heist i włamywanie się do biura Pike'a po klucze. Jednak ujawniono kilka niezwykle ciekawych informacji. Czipy A.L.I.E. nie tylko pozwalają ją widzieć, ale też mózgi wiernych są używane jako komputery. Prawie jak Matrix. Zła AI wykorzystuje ludzi jako moc obliczeniową. Tylko tutaj potrzebna jest zgoda. Oddaj swoje ciało i duszę by uciec od problemów świata. Zero emocji, pozytywnych i negatywnych, tylko puste skorupy będące tak na prawdę fizyczną manifestacją A.L.I.E. Jak Komodorowie?

Inne:
- The 100 z 4 sezonem! Cieszcie się i radujcie. Nie wiadomo jak długim, ale ponownie liczę na 16 odcinków.
- a teraz zła wiadomość - przerwa do 31 marca. Niby tylko 3 tygodnie do następnego odcinka, a potem już do samego finału, ale będzie się dłużyć. 
- gdzie do cholery jest Abby?! Jej nieobecność w tym odcinku była bardzo nielogiczna i nie usprawiedliwiają jej kontrakty aktorki.
- jak mogę to chwalę reżyserię. Tutaj były piękne widoczki Arki wbitej w Ziemię (nigdy mi się to nie znudzi), zacne prowadzenie równoległego montażu, udana obracająca się kamera podczas rozmowy Pike'a z Kanem oraz takie przedstawienie Grounders z początku odcinka, że podkreślono, że wydawali się więksi i potężniejsi.
- Harpe i Miller odgrywają coraz większą rolę, yeah. Przy czym ona mogłaby dostać jeszcze jakieś backstory, on ma przynajmniej chłopaka, który na szczęście dostał więcej czasu niż zwykle.
- jaka ładna muzyczka na koniec odcinka! Dobrze, że The 100 coraz częściej eksperymentuje pod tym względem.  

OCENA 5/6

Vikings S04E04 Yol
Lubię tego typu odcinki. Powolne, skupiające się na postaciach, zagłębiające w religię i budujące wątki. Fabularnie nie muszą powalać. Wystarczy żeby pojedyncze sceny się sprawdzały. Tutaj było ich bardzo dużo. Wszystko z Ragnarem i jego chińską niewolnicą ponieważ stanowiła jedną wielką zagadkę. Ich narkotykowy trip również wyszedł bardzo barwnie. Świetnie wypadły też sceny z Bjornem, szczególnie starcie z berserkerem. Znowu surowe wykonanie i pozbawione efekciarstwa, ale wciągające. I ta scena egzekucji na końcu. Bardzo brutalna. Trochę dziwne, zazwyczaj serial posługiwał się niedomówieniami. Podobały mi się też sceny w Paryżu. Rollo i księżniczka jednak się dogadali, a jej bardzo spodobało się co wiking ma jej do zaoferowania. Trochę za szybko, ale lepsze to niż utrzymywanie statusu quo. Była też finalna scena z obrzędem religijnym. Nigdy mi się to nie znudzi w serialu.

Ten odcinek to też zapowiedź nadchodzących wydarzeń. Na razie obędzie się bez wypraw łupieżczych, trzeba utrwalić własną pozycję w Skandynawii. Bjorn powoli szykuje zemstę na Kalfie i Elrunderze, a w Kattegat pojawił się nowy i niebezpieczny przeciwnik. Lub sojusznik. Na pewno będzie się działo.

OCENA 4.5/6

niedziela, 29 czerwca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #91 [23.06.2014 - 29.06.2014]

SPOILERY


24 S09E09 Day 9: 7:00 PM-8:00 PM
- no nareszcie! Takie 24 chce oglądać - pełne akcji, pędzące na złamanie karku i wyciągające kolejne asy z rękawa. Cały odcinek posiadał niesamowite tempo, dużo było strzelania i pogoni z czasem i emocji. Chyba pierwszy odcinek sezonu, który mnie tak wciągnął. Szkoda tylko, że taki powinien być standard. Zostały cztery odcinki i liczę, że będzie tak już do samego końca.
- co najlepsze pierwszy szok był już na samym początku - Heller wcale nie zginął, Chloe uratowała mu życie jakoś zapętlając obraz. Pal licho logikę, to było dobre. Tak jak pogoń z czasem i próba odnalezienie Margot i strach przed zbliżającym się atakiem, który może zostać powstrzymany tylko przez Jacka. Może i rozwiązanie wątku Margot nie było spektakularne, a ona sama jako villan była dość przeciętna to w kategorii serial-akcja 24 wraca do tym odcinkiem to elity.
- trochę szkoda, że wątek Adriana i Al-Harazi nie był bardziej połączony, brakowało w tym większego zamysłu. Zakochanej Chloe też nie kupuje, to pójście przez scenarzystów na łatwiznę by w prosty sposób została w centrum wydarzeń. Jednak mam nadzieje, że gdy Navarro oda urządzenie stawka pójdzie w górę. Może jakieś nuklearne zagrożenie?
- Jack w dziewiątym dniu jest strasznie wkurzony i takiego Jacka z przyjemnością się ogląda. Niepatyczkowanie się z ochroniarzem w centrali CIA było fajne, tak jak stawianie się prezydentowi, ale najlepsze było wyrzucenie Margot przez okno. Po co ciągnąć ją po sądach jak wszystko można szybko załatwić.

OCENA 4.5/6

Dead Like Me S02E10 Death Defying 
- na początku mi się podobało jak George była wkurzona po swoim pierwszym razie i wszystko ją irytowała, wybuchała gniewem i w końcu musiała dać upust swojej złości. Jednak ogólnie odcinek trochę mnie wymęczył i był nudnawy. Już mnie irytuje to dreptanie w miejscu i statyczność serialu, ciągłe opowiadanie o tym samym. Ma swoje udane i zabawne momenty jak podwójną Crystal czy wiecznie nieogarnięty Mason i słodka i pyskata Daisy. Jednak kolejne sceny wiele nowego o postaciach nie mówią. Tak samo mam już dość Lassów...

OCENA 3.5/6

Halt and Catch Fire S01E04 Close to the Metal
- pierw będę narzekał. Nie podobał mi się przeskok w czasie, nawet minimalny. Żałuję, że nie pokazano co się stało z Cameron, czy zajrzała do niebieskiej książeczki, a jak nie to czemu zaczęła pisać BIOS. Nie podoba mi się też, że prace nagle ruszyły z kopyta. Może mam jakiegoś bzika na tym punkcie, ale wolałbym by każdy etap był szczegółowo omawiany, a nie nagle mają całkiem sprawnie pracujący zespół. Może gdzieś później pojawią się wyjaśnienia, wypłynie coś podczas kolejnego spotkania z IBM, ale teraz mam lekki niedosyt.
- jednak sam odcinek dalej wyśmienicie się oglądało. Joe i jego przemowy są super, jest obślizgły, mówi co inni chcą usłyszeć, doskonale manipuluje tłumem, ale nie potrafię go nie lubić. Nawet za ten numer, który wykręcił. Doprowadził do załamania Cameron, postawił całą ekipę w stan najwyższej gotowości i zagrał wszystkim na nosie. Ale dopiął swego, dziennikarz napisze o nim artykuł. Dobrze, źle, nie ważne, ważne by pisali. Pomysł na odcinek bardzo dobry, dzięki temu miał szybkie tempo, potrafił zaangażować i oglądało się go z pewnym napięciem.
- nie zaniedbano też postaci. Cameron ma wątłą psychikę, jest twarda jak i wrażliwa. Może to spotkanie w mieszkaniu Gordona z sąsiadem było niepotrzebne, ale cały odcinek dobrze oddaje jej charakter. Jednak ciekawiej było u Boswortha. Czyżby czuł, że jego pozycja jest zagrożona i postanowił podjąć drastyczne kroki i pokazać Joemu, że to on rządzi?
- małżeństwo Clarków jest dziwne i mam nadzieje, że wszystko prowadzi tutaj do katastrofy lub konfrontacji. Co rusz jakieś pojedyncze sprzeczki i kłótnie, aż dziwne że tyle ze sobą wytrzymali. A raczej Donna z Gordonem. Teraz znowu ratuje skórę męża, zapieprza w pracy, wychowuje dzieci i cały czas jest niedoceniana.

OCENA 5/6

Orphan Black S02E10 By Means Which Have Never Yet Been Tried 
odcinek był świetnie nakręcony. Montaż pierwszej sceny z Sarą w rękach Dyad przeplatanej z kłótnią Sary z Panią S był niesamowity, budzący zaciekawienie już na samym początku epizodu by trzymać w napięciu przez resztę, a dla lepszego efektu były dramatyczne najazdy na twarz, a koniec sekwencji to Sara na krześle otoczona przez ciemność. Potem nie było wcale gorzej, kamera podczas ujęć nie była statyczna, umiejętnie przesuwała się po scenie i zasłaniała to co trzeba lub powoli ogniskowała na jakimś szczególe by go podkreślić. Swoje zrobiła też odrobinę zaburzona narracja odcinka. Jednak popisową sceną okazał się taniec klonów. Czy może być coś lepszego niż cztery wcielenia Tatiany w jednej scenie? Chyba tylko pięć :) Niesamowicie pozytywna chwila w serialu gdy całe rodzeństwo i Kira cieszą się z wygranej bitwy i każda z Tatian inaczej tańczy co odzwierciedla ich charakter. Szczegół, że nie było między nimi interakcji bo to byłoby karkołomne dla reżysera. Jednak nie dało się nie uśmiechnąć w tej chwili.
- a fabularnie? Sporo chaosu, naciągane wątki, dużo przypadku i jak to w Orphan Black zbytnio to nie przeszkadzało. Serial ogląda się głównie dla przygód klonów i to nie zawodzi. Cosima walczy o życie i to ona ratuje Sarę, która po prostu próbuje ratować córkę. Osobiste problemy na tle wielkich korporacji - pasuje mi to. Troszkę jednak nie rozumiem tego co się stało w tym odcinku. Jak Marion pomogło klonom i czemu w zamian Siobhan wydała Helene armii? Dla mnie średnio to pasuje.
- z cliffhangerem serial się postarał. Nie wiem jak on wypadnie, ciężko będzie dorównać kroku Tatiance, ale męski klon i wplątanie w to armii otwiera wiele możliwości rozwoju. Ciekawi mnie też czy to nie ona jest ojcem dzieci Heleny. Tatuś z proletarian mógł mówić jedno, ale robić drugie. Może pokusił się o stworzenie uber klona łączącego cechy dwóch projektów?
- Kira to najbardziej niepokojące dziecko telewizji, serio. Nie wiem co miała oznaczać scena z Cosimą, ale wyszła dwuznacznie. Nie chciałbym by miała jakieś paranormalne zdolności, wystarczy tylko, że jest lepiej rozwinięta niż zwykły człowiek. Ciekawe jak szybko jej szpik się zregeneruje by pomóc cioci Cosimie.
- tylko ten brak zamówienia trzeciego sezonu jest irytujący. Niby to powinna być formalność bo oglądalność była dużo lepsza niż w poprzedniej serii, producenci opowiadają już o planach na przyszłość, a potwierdzenia dalej nie ma. 

OCENA 5.5/6

Teen Wolf S01E02 Second Chance at First Line
- zaryzykowałem, włączyłem drugi odcinek po długim okresie po obejrzeniu pilota i nie było wcale tak źle jak się obawiałem. Serial postanowiłem nadrobić z uwagi na to jak o nim głośno i z tego co czytam całkiem fajnie mu się mitologia rozwinęła więc powalczę trochę z pierwszą serię i jeśli po 12 odcinkach wciąż będę na nie to z niego zupełnie zrezygnuje. Ale na razie jestem umiarkowanie dobrej myśli. Powoli kupuje ten delikatny camp i niezbyt poważny klimat serialu, doceniam całkiem efektowną reżyserię (skupianie się na detalach, ładne ujęcia, ale też dynamiczny mecz) i śmieje z tekstów Stilesa i Lidii. Dla tej dwójki będę oglądał dalej. niestety główny bohater jak mnie irytował tak irytuje dalej. Nie podoba mi się jego wątek, nie lubię jego osobowości i ciężko mi się go ogląda. Oby z biegiem rozwoju postaci było go coraz mniej.
- scena odcinka? Rozmowa Stiles z ojcem o kłamstwie. Śmiałem się jak to oglądałem, a nawet na komediach rzadko mi się to zdarza.

OCENA 4/6

Teen Wolf S01E03 Pack Mentality
- wkręciłem się bo mam ogromną ochotę włączyć następny odcinek. Pierwsze dwa odcinki to było pokazanie Scotta, ale teraz przyszedł czas na budowanie mitologii, wyjaśniania tajemnic i wprowadzania nowych wątków. Pojawił się Alfa, Derek jest z innego stada niż Scott, a w to wszystko wpleciona rodzinna wendetta. I łowcy! Zdają sobie sprawę z tego kim jest Derek, ale nie ingerują, a tatuś Allison ma chyba jakieś podejrzenia co do jej chłopaka. No nieźle się zrobiło.
- coraz bardziej lubię też te zwykłe sceny w szkole, zaczynam się zżywać z bohaterami, a to dobrze świadczy o serialu. Najfajniej wypada Stiles, ale też Lidia, która przez większość czasu tylko gra słodką idiotkę.
- nie wiem czy to celowy zabieg czy tyko przypadek, ale zauważyłem upodobanie serialu do różnych zwierciadeł i szyb. Szczególnie fajnie wypadła przemiana Dereka, która była tak oszczędnie pokazana.

OCENA 4.5/6 

Teen Wolf S01E04 Magic Bullet
-chyba rozmowy Scotta i Stilesa w miejscach publicznych o ich problemach nigdy nie przestaną mnie śmieszyć. Oczywiście, że to nie przykuwa niczyjej uwagi.
- odcinek bardzo dobrze rozpisany. Miał dwa główne wątki, które się ze sobą przeplatały, a dodatkowy wyścig z czasem dodawał napięcia. Krepująca kolacja była śmieszna, a monolog tatusia o wściekłym psie idealnie odnosił się do Scotta. Trochę zbyt naiwnie wypadło przeszkuwanie domu i kradzież naboju, mam nadzieje, że wzbudzi to odpowiednie podejrzenia.
- trochę się rozczarowałem małą ilością scen Stiles/Derek, powinno być ich więcej bo ta para nie miała zbyt wiele czasu ekranowego, a taka sytuacja to idealny moment by Stiles zadawał wścibskie pytania. Motyw z odcinaniem ręki fajnie wyszedł. Niby wiadomo, że do tego nie dojdzie, ale pasował do odcinka.
- Kate od razu polubiłem. Miała mocne wejście, a potem tylko wzbudzała coraz większe zainteresowanie. Ciekawe jakie tajemnice ukrywa przed braciszkiem.
- Allison z łukiem. Chcę to zobaczyć!

OCENA 4.5/6

True Blood S07E01 Jesus Gonna Be Here
- podobało mi się, a przed obejrzeniem odcinka myślałem, że to ostatnia myśl jaka przyjdzie mi do głowy po lekturze pilota finałowej serii. Było trochę dłużyzn, niepotrzebnych scen czy żenująca przemowa Sookie na końcu, ale oglądało się to z zaciekawieniem, kilka razy się uśmiechnąłem, a kilka zaśmiałem na głos. Nie będę się bawił w proroka i wyrokował przyszłości tego sezonu, ale jestem dobrej myśli.
- jednego tylko nie rozumiem - Tara nie żyję?! To chyba jakaś zmyłka jest, wydaje mi się, że nawet mignęła w zapowiedzi dalszej części sezonu. No bo przecież tak się nie żegna postaci z głównej obsady w siódmej serii serialu. Poza tym jej śmierć widziała tylko matka, a Pam nie odczuła straty więc prawdopodobnie nic jej nie jest.
- tak sobie teraz myślę i stwierdzam, że jeśli nie ma Eryka to nie ma interesującej postaci męskiej. Sam i Bill od dawna mnie irytują, Alcide jest nudny, a Andy i Jason robią za komediowy przerywnik. O wiele bardziej mi się podobają w tym serialu postacie kobiece. Fajne sceny z Jessicą i Adilyn, Violet (ależ Karolina Wydra jest seksowna!) pomiatająca Jason, Pam szukająca swojego stwórcy czy błąkająca się Willa. Dla tych postaci będę oglądał dalej. I liczę, że będę się śmiał jak teraz. I niech będzie więcej głupkowatej akcji, akcja zawsze dobrze robi takim przeciętnym serialom.

OCENA 4/6 

White Collar S04E16 In the Wind
- a jak, cliffhanger musiał być szokujący, zmieniać wszystko i pozostawić z pytaniami na przerwę. Tylko, że to co się wydarzyło było głupie. James zabija Pratta zupełnie bez powodu, tylko dlatego że puściły mu nerwy, Peter nie wie jak się zachować trzymając podejrzanego na muszce, a FBI działa jak stado paralityków nie wiedząc jak obstawić wejścia do Empire State Building. Wiem, że to White Collar, ale to się nie trzyma  przysłowiowej kupy dlatego ciężko mi w to uwierzyć. I czy seriale mogą od czasu do czasu szokować pomyślnym clffhangerem, a nie szafować standardowym zagrożenie życia/pracy/przyjaźni/poznanie wielkiego złego? Troszkę lepiej wypadł szok Neala, ale po nim oczekiwałem mniej bierności.
- sam odcinek nawet przyjemny, posiadał dobre tempo, było kilka momentów by się pośmiać jak wizyta Reesa czy spotkanie z Sarą u Neala w mieszkaniu. Fajnie też wypadły oświadczyny oraz zwykła rozmowa między Nealem, a Sarą. Zaskoczyło mnie, że główny bohater był strasznie na uboczu akcji, ale podobało mi się to. Szkoda, że zabrakło jakiś fajnych zwrotów akcji, nie licząc tego nieszczęsnego cliffa.

OCENA 4/6

niedziela, 22 czerwca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #90 [16.06.2014 - 22.06.2014]

SPOILERY

24 S09E08 Day 9: 6:00 PM-7:00 PM
- nie wiem czy twórcy zrobili to przez przypadek czy planowali takie zgranie w czasie i śmierć prezydenta USA na stadionie piłkarskim kilka godzin po tym jak w Stanach leciał mecz z udziałem ich reprezentacji. Podobała mi się jego śmierć. Poświęcił życie by bronić niewinnych, ale obyło się bez patetycznych monologów. Było ciche pożegnanie z rodziną i kilka zabawnych scen z udziałem Hellera. Szkoda tylko, że nie czuć było tak bardzo walki z czasem, że Chloe jest w stanie coś zrobić lub Kate zdobyć dodatkowe informację. Może gdyby była jakaś nadzieja, jego zgon byłby jeszcze mocniejszy.
- fabularnie jednak odcinek troszkę rozczarowuje. Dobrze się to ogląda, ale brakuje mu pazura, błysk który wyróżniłby ten sezon. Jest strasznie zachowawczy i momentami przytłoczony przez niepotrzebne wątki. Jordan zginął w walce o życie, którą nie mogłem się przejąć, terroryści się nie zgadzają, a Kate bawi się w Jacka by uzyskać informację od Simone. Troszkę blado to wypada.

OCENA 4/6

Dead Like Me S02E09 Be Still My Heart
- zabawny odcinek, miejscami trochę się dłużył, ale były naprawdę śmieszne elementy. Prócz tradycyjnej narracji George choćby Mason na stypie podbijający do Ashley, George rozmawiająca z Misty o seksie i akcja z reanimacją czy moja ulubiona scena - prezentacja serca w szkole. Dawno się tak nie śmiałem na tym serialu.
- jednak Dead Like Me nie byłoby sobą gdyby nie zafundowało kilku dramatyczniejszych momentów - śmierć w pokoju hotelowym i małe załamanie wiecznie radosnej Daisy i pierwszy raz Gorge po stypie. Ciesze się, że postacie dalej się rozwijają, ale dalej jest to trochę zachowawczy serial nie próbujący wyrwać się z swojego schematu. Może podróż Rube'a coś zmieni, ale nie sądzę.

OCENA 4/6

Halt and Catch Fire S01E03 High Plains Hardware
- chyba można już zacząć zapalać świeczki ku pamięci tego serialu. Mimo tego, że jest świetny to wszystko wskazuje na to, że podzieli los Rubicon, nawet oglądalność ma mniejszą. To będzie wielka stara dla telewizji bo trzeci odcinek jest tylko odrobinę słabszy od poprzednich. Nie dość, że fabuła porusza się do przodu swoim tempem to jeszcze postacie dalej się rozwijają i można o nich coraz więcej powiedzieć. Joe jest w stanie zrobić wszystko by osiągnąć swój cel, Cameron dalej próbuje pisać BIOS i używa do tego różnych stymulantów, ale w końcu przyznaje się do porażki, a Gordon popada w coraz większe stany depresyjne i zobojętnienie. Świetnie rozpisane postacie z swoją historią i intrygujące. Do tego dobrze prowadzone. Na ich tle wybija się John, który stara się poprawić swoje życie, zależy mu na pracownikach i nawet dokształca się. Będę za nimi tęsknił bo do tego są świetnie zagrani.
- odcinek miał fajną klamrę, zawsze lubiłem ten środek stylistyczny. Chodzi o umierającego ptaka, któremu przygląda się Gordon. Na końcu odcinka wraca do domu i słyszy ten śpiew i dalej nim nic nie robi. To Donna bierze łopatę i pokazuje kto ma jaja w tym związku. I to pewnie zapowiedź zmian. Gordon nie nadaje się na szefa projektu w przeciwieństwie do jego żony.

OCENA 4.5/6

Orphan Black S02E09 Things Which Have Never Yet Been Done
- jeśli stacja BBC America będzie chciała zrobić 20 minutowy sitcom to ja proponuje na głównych bohaterów małżeństwo Hendrixów. Co za farsa! Co za beczka śmiechu! Allison i Donnie przez cały odcinek próbują pozbyć się ciała, a ona przy tym cały czas dominuje swojego męża. Dawno się tak nie uśmiałem. Jednak i Donnie dostał scenę dla siebie jak groził Vickowi, a potem strzelił fotkę DeAngelis i odszedł od auto w zwolnionym tempie. Co z tego, że ten wątek nie ma nic wspólnego z główną fabułą skoro jest tak świetnie napisany.
- fabularnie serial rozwija się swoim tempem, nie forsuje go, ale finale odcinka ma miejsce istotny twist. Rachel porywa Kire używając do tego Dolphine. Ale to była świetnie nakręcona scena. Najlepsze jest to, że na początku udało mi się poznać przebranej Rachel, ale gdy odurzyła Felixa aż rzucało się to w oczy. Ciekawe tylko czy działa dla dobra Dyad czy jest to jej arogancki plan stworzenia jakiegoś substytutu rodziny. Świetne było jej oglądanie taśm z dzieciństwa i najazd na rozemocjonowaną twarz.
-  jednak królową odcinka zostaje Helena. To co się dzieje na farmie Proletarian to jakieś chore jazdy. Wątek został niespodziewanie zakończony, a przynajmniej jego część bo pewnie w przyszłym sezonie zostanie wprowadzona mamuśka Grace albo okaże się, że to była tylko część ich sekty. Helena jest zdumiewająca. W jednej scenie zabawne chrumkanie i pokazywanie języka, a w następnej "zapładnianie" Henrika i sadystyczny śmiech. Ciekawe co dalej z nią. I z Gracie i Markiem. Serial świetnie poprowadził te postacie i mam nadzieje, że nie raz wrócą.
- Tatiana Maslany za tą rolę zasługuje na każdą nagrodę. Glob i Emmy powinny być jej, ale mam przeczucie, że znowu zostanie okradziona. 

OCENA 5/6

Penny Dreadful S01E06 What Death Can Join Together
- poprzedni flashbackowy epizod nie przysłużył się zbytnio opowieść, trochę wytrącił z ciągłości i na nowo trzeba się było odnajdować w realiach serialu, ale z drugiej strony z lepszym zrozumieniem odbierało się Ives w tym odcinku. Jej historia jest o wiele ciekawsza niż wampirzy wątek bo niesie ze sobą sporo tajemnicy. Czyżby seks z Dorianem był ostatecznym grzechem, który przeciągnął ją na stronę ciemności? I czy super wampir to ta sama moc, która opętuje Vanessa czy różne siły zła walczą o jej duszę?
- zdziwiła mnie w odcinku duża ilość akcji. Niby to tylko jedna scena i to całkiem przyjemna, choć trochę chaotyczna, ale zdziwienie było bo serial stawiał głównie na klimat opowieści i napięcie poszczególnych scen, a nie jej dynamizm. Jednak takie niespodzianki przyjmuję z otwartymi ramionami.
- był van Helsing, nie ma van Helsinga. Dobrze, że zdążył opowiedzieć Victorowi o wampirach i zostawił przy tym jakiś ślad po sobie. Jego śmierć ironiczna, walczył przez całe życie z wampirami, a zginął przez przypadek, bo obdarzył Victora zaufaniem.

OCENA 4.5/6

The Shield S04E01 The Cure
- takie premiery sezonu lubię. Niby wszystko się spokojnie zaczyna, nie ma szaleńczego tempa i zrzucania kolejnych bomb, ale 6 miesięczny przeskok w czasie wymusił pewne zmiany u postaci. Nie ma Strike Team, Aceveda odchodzi, a Cloudette jest na cenzurowanym w prokuratorze. Jednak gwiazdą odcinka jest Glenn Close, która błyszczy i kradnie każdą scenę, w której występuje. Wystarczy tylko, że jest i robi się lepiej. Jej postać jest ciekawa. Niby kolejna standardowa twarda babka, ale ma historię w Farmington, wie co i jak działa i od razu poznała się na Vicku. Bardzo jestem ciekaw jak się będą prezentowały i ewoluowały ich relację przez cały sezon.
- udało się też zarysować główny wątek sezonu. Przynajmniej tak to wygląda. Na szczęście nie jest to coś osobistego jak pociąg z forsą dla Strike Force, ale walka z gangiem, ale też konflikt Vick/Shane. Jeśli będzie to konsekwentnie poprowadzone całkiem możliwe, że będzie to najlepszy sezon.
- przez tą długą przerwę między sezonami problemy nie oddaliły się od bohaterów, ale nawarstwiły się. Aceveda dalej przeżywa swój gwałt, a Wyms jest podrzędną panią detektyw. I Dutch przez to cierpi co podkreśliła jedna krótka scena z Rowling. Ciekawe czy ona go testuje czy nakłania do działania.
- proceduralne wątki odcina jak zwykle mocne. Kręciły się głównie wobec niechęci współpracy z policją oraz znęcania się nad dziećmi. I wyszło typowo dla The Shield - mocno, gdzie miejscami się robi niedobrze w jaki naturalistyczny sposób zostało pokazane zezwierzęcenie ludzi.

OCENA 5.5/6

The Shield S04E02 Grave
- Glenn Closejest fenomenalna. Nie szarżuje w swojej roli, nie musiała pokazywać wiele emocji, ale i tak kradnie swoje sceny. Na razie robi się na dobrą mamusie, opiekunkę Barn, ufa Vickyowi, wydaje się być uległą i unikać konfliktów, ale czuje że to tylko pozory i nie mówi wszystkiego o swoim wielkim planie. Już nie mogę się doczekać aż wybuchnie i Close pokaże pełnie swoich umiejętności aktorskich.
- wątek gangsterski ładnie się kręci. Shane próbuje zgrywać Vicka i średnio mu się tu udaje. Jest twardy i stanowczy, chcę coś ugrać, ale pakuje się w niezłe tarapaty i działa trochę po omacku. Przeczuwam, że Vick będzie mu musiał ratować dupę w finale sezonu bo do eskalacji konfliktu raczej nie dojdzie chyba, że dojdzie by mogli się pogodzić.
- Aceveda jest przerażający. W jednej scenie sympatyzuje z ofiarą gwałtu, pociesza ją by uzyskać zeznania, a w następnej onanizuje się przy taśmie z jej gwałtem. Widać, że to co przeżył w poprzednim sezonie trwale uszkodziło jego psychikę, a serial kolejny raz umiejętnie zapuszcza się w mroczne rejony ludzkiej duszy. Podobnie zresztą było o "martwiącym się pracodawcy", który okazał się być zakochany w chłopaku, który chcę zmienić płeć.

OCENA 5/6

niedziela, 8 czerwca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #88 [02.06.2014 - 08.06.2014]

Serialowe wakacje już niemal w pełni. Niektóre niedobitki dobiegają końca (The 100, Gra o Tron, Orphan Black), a już za chwilę inwazja czerwcowych premier. To znaczy, że jest idealny czas na nadrabianie. Skończyłem trzeci sezon The Shield i jest on równie świetny co poprzednie serię. Szkoda tylko, że mocno się postarzał i nie widać już w nim tej innowacyjności co kiedyś. Mam nadzieje, że do końca sezonowej przerwy uda się obejrzeć całość. Dokończyłem też Luthera. Niby zostały mi trzy odcinki, ale ciężko było się do nich zabrać. Niestety pierwsza historia nie była tak dobra jak ta zamykająca serial. Teraz pozostaje czekać na informację o zapowiedzianych filmach. I oby nie powtórzyła się sytuacja z 24. Wielkie oczekiwanie i po czterech lat serial zamiast zawitać na dużym ekranie w dusznych kinowych salach ląduje znowu w telewizji. Dla przeciwwagi sprawdziłem co słychać u niegdyś ulubionego zabójcy Ameryki. I niestety Dexter zabija już tylko z nudów. To będzie trudna przeprawa przez te dwanaście epizodów. 

Nadrabianie nadrabianiem, ale najwięcej emocji dostarczają seriale, na które trzeba czekać z tygodnia na tydzień. Wielki pojedynek Góry z Żmiją w serialu gdzie zima nie potrafi nadejść przez cztery lata był hypowany przez dwa tygodnie, oczekiwania były ogromne, widzowie się ekscytowali niczym Polacy walkami MMA z Pudzianem, a potem internet wybuchł. Wybuchły też korki od szampana w HBO bo odcinek pobił rekord oglądalności, a kilka dni później okazało się, że Gra o Tron została najlepiej oglądanym serialem w historii stacji wyprzedzając The Sopranos. Jeśli jednak ktoś liczył na trochę inny przebieg walki na chwilowe otarcie łez polecam sprawdzić ten filmik. A już jutro epicka bitwa o Mur, która rozmachem powinna dorównać słynnemu Blackwater.

Mijający tydzień był też dobry dla wielbicieli nowego hitu Showtime - Penny Dreadful, gdyż stacja zamówiła drugi sezon. Nie jest to wielkie zaskoczenie, w końcu to kablówka. Co ciekawe w przyszłym roku spędzimy dwie dodatkowe godziny w wiktoriańskim Londynie. Zapowiedź kolejnej serii sprawiła, że zorientowałem się, że mimo emisji dopiero czwartego odcinka to jest już połowa sezonu. Śpieszmy się kochać seriale, tak szybko odchodzą. Mam tylko nadzieje, że Jack Bauer jednak po tym sezonie nie odejdzie na emeryturę czy do innej krainy wiecznych łowów (na terrorystów, a jakże). Początkowe wyniki oglądalności nie napawały optymizmem, ale już ostatni wzrost o 0.3 punka ratingowego dobrze rokuje. A jak 10 sezon to tylko w pakiecie z Yvonne Strahovski i najlepiej nowymi producentami bo starzy mimo kilku lat przerwy są mocno wypaleni. 

Na zakończenie polecam pierwszy pełny zwiastun The Strain. Telewizja dzięki American Horror Story przypomniała sobie o gatunku jakim jest horror i konsekwentnie co roku wprowadza nowe tytuły z dreszczykiem. Tym razem od samego Guillermo del Toro i stacji FX więc nie ma prawa się nie udać.

SPOILERY

24 S09E06 Day 9: 4:00 PM-5:00 PM
-  serial dalej nie zachwyca w tym sezonie, dalej brakuje mu napięcia i plot twistów, ale dalej potrafi świetnie pokazać trochę akcji. Strzelanina z handlarzami broni, przesłuchanie Kate i Jack będący Jackem. Takie rzeczy chcę oglądać nawet jak są trochę głupkowate. Ważne by było przyjemnie. Chcę też więcej zaskoczeń. Scenarzyści chyba są zbyt przyzwyczajeni do 24 godzin i ciężko im się wpasować w 12 odcinkowy schemat dlatego dopiero teraz są teasowane kolejne wątki. Za późno.
- tekst Hallera wygrał odcinek - "Jack wants her, Jack needs her, Jack gets her". Iwonka świetnie się wpasowała w serial i liczę, że jeśli serial zostanie przedłużony to zostanie na kolejną serię.
- co robi Jack na wakacjach? Pracuje dla handlarza bronią by zdejmować jego największych klientów. Dziwne, że nie pomyślał o wędkowaniu, składaniu modeli lub hodowli drzewek bonsai.
- jest kret w CIA i jest nim Navarro. Kompletny brak zaskoczenie bo serial próbował wmówić, że to Jordan będzie kradł sekrety. Tylko z kim współpracuje? Rosjanie? Bez przyczyny by ich nie pokazywali w odcinku.
- terroryści to banda nieudaczników. Michelle Fairley jest odpowiednio charyzmatyczną aktorką, ale przerysowanie postaci odbiera wiele przyjemności z jej scen. Ostatnie sceny z Simone to śmiech na sali. Potrącenie przez autobus? Serio?

OCENA 3.5/6

Dead Like Me S02E08 The Escape Artist
- serial mnie już trochę nudzi dlatego opornie idzie kończenie sezonu, ale zawsze będę go podziwiał jak umie mówić o błahych sprawach i trafia w samo sedno codziennych problemów podchodząc do tego często z ironią. Tym razem kolejny odcinek z gatunku akceptowanie samego siebie i szukanie miejsca w świecie gdzie bohaterowie przy okazji zdają sobie sprawę z własnego położenia. Mason cierpi z powodu tego kim jest, George próbuje się wpasować, Raggie znaleźć przyjaciela, dwie starsze Lassowe zrozumieć się na wzajem, a jedynie Daisy jest zadowolona z tego kim jest i jej z tym dobrze.
- humoru było niewiele, śmierci przeciętnie zaaranżowane i nie było się zbytnio z czego pośmiać. Jednak oglądało się to z większym zaciekawieniem niż zwykle z powodu offowej narracji George w klubie.

OCENA 3.5/6 

Dexter S08E01 A Beautiful Day 
-  dałem sobie dodatkowy rok odpoczynku od serialu, myślałem, że trochę dojrzeje i zrobi się lepszy. Jednak nic z tego, zapowiada się przeraźliwie nudny i przegadany sezon. Przynajmniej taki był pierwszy odcinek. Będzie trzeba zacisnąć zęby, szczególnie na pierwszych 6 odcinkach. Potem ma się pojawić Yvonne Strahovski więc będzie przynajmniej na co popatrzeć. Teraz muszę słuchać pustych i niemożliwie przeciąganych dialogów. Najgorszy przykład to chyba dyskusja na temat ławki LaGuerty. Chyba scenarzyści chcieli się zabawić w Tarantino, ale zupełnie im to nie wyszło. Jednak jeszcze gorsze jest desperackie latanie Dextera za Debrą i jego nieogarnięcie. Ja rozumiem, że psychopata i nie przystosowany, ale logicznie myśleć to on powinien. Z zupełnie niepotrzebnych scen to te z Jamie, Quinnem i Batistą, zupełnie niepotrzebne.
- jednak jest pewien promyczek nadziei, a nazywa się Charlotte Rampling. Może i w irytujący sposób została wprowadzona do serialu, tak po prostu, gdy trzeba zgłębić psychikę Dextera przed finałem serialu, a jej powiązanie z Harrym wydaje się dziwne, ale kurde, podoba mi się jej rola i to do czego może prowadzić. Fajny jest też seryjny zabójca wycinający fragmentu mózgu. Jeśli na te wątki zostanie położone większy nacisk niż na słabą obyczajówkę ten sezon nie będzie zupełną stratą.

OCENA 3/6

Game of Thrones S04E08 The Mountain and the Viper
-40 minut oczekiwania na sceny w stolicy by w końcu móc przekonać się jaki będzie los Tyriona. HBO i sami widzowie umiejętnie pompowali hype przez dwa tygodnie, a potem rósł on systematycznie przez cały odcinek. Dobrze, że wcześniej nie było żadnych scen w Królewskiej Przystani tylko od razu wyemitowano całość. Dinklage jak zwykle był świetny podczas wygłaszania monologu o Orsonie. Nie wiem do czego się odnosił, ciężko mi go zinterpretować, ale oglądanie Petera to prawdziwa przyjemność. Gdy on szarżował aktorsko Waldau odpowiednio mu asystował. Świetna para i szkoda, że Tyrion umrze i nam to zabiorą. No bo w końcu umrze, prawda? :) Długo oczekiwana walka była fascynująca, Pedro Pascal był świetną Żmiją i doskonale oddał emocję człowieka opłakującego tyle lat siostrę. Reżyseria i choreografia piękna. I finał starcie musiał zaskoczyć osoby nie czytające książki. Będę tęsknił za Oberynem, ale jego śmierci powinna bezpośrednie wpłynąć na relację Lannisterów z Dorne co otworzy mnóstwo nowych wątków. I w końcu pokażą Bękarcice.
-jednak mimo, że wydarzenia w Kings Landing były kluczowe w odcinku to reszta nawet trochę nie odstawała od reszty, a kilka innych wątków złapało wiatr w żagle, wypłynęło kilka starych tajemnic, a nawet drastyczne zbliżono geograficznie do siebie niektóre postacie.
- bogactwo scenografii zawsze będzie mnie zachwycało w tym serialu. Otwarcie w Moles Town porażało ilością detali. Obskurne uliczki, błoto na ulicach, podle wyglądająca karczma z jeszcze bardziej odpychającymi dziwkami. Wulgarne sceny idealnie pokazały zachowanie plebsu. A potem świetnie udźwiękowiony najazd Dzikich z bezwzględną Ygrette. Potem dyskusja podrzędnych braci (tak, Jon i Sam są podrzędni w hierarchii) zupełnie niepotrzebne. Tylko przypomnienie, że zbliża się armia. Wolałbym jednak jakąś naradę wojenną. Mam nadzieje, że jak dwa sezony temu przy bitwie o Bleckwater przyszły odcinek w całości będzie się dział na Murze.
- na Północy szalał dalej Ramsey, który jest już Boltonem. Jeśli ojczulek w akcie usynowienie bękarta nie zawarł klauzuli, że jest to nieważne w wypadku jego śmierci w niejasnych okolicznościach to może się niedługo niemile zaskoczyć. Ramsey jest zdolny do wszystkiego, nawet do morderstwa ojca mimo, że obecnie wydaje się uradowany z tego, że został zaakceptowany. Śmieszna scena gdy Bolton pokazywał mu ich włości, na myśl od razu przychodzi Król Lew.
- tak, oczywiście potrzeba nawet wątku romantycznego podrzędnych postaci. Może i to fajne, pokazanie, że nie tylko wielcy mają jakieś życie, ale dla mnie to niepotrzebne skupianie się na szczegółach gdy do opowiedzenia jest cała epicka historia, która zbyt często przebiera nóżkami w miejscu zamiast wypruć do przodu. Jednak Miessendi i Dany rozmawiające o kastracji były zabawne. Nie tak zabawne jest położenie Joraha, który został wygnany. Dany doczekała się zdrady najbliższego, może to ją coś nauczy bo królową dalej jest słabą.
- gdyby nie tytułowa Żmija i Góra w odcinku zarządziłby dwie Starkówny. Aryia za jej wybuch śmiechu gdy dowiaduje się, że jej ciotka nie żyję oraz żale, że nie widziała umierającego Joffreya. Jej zachowanie było zaskakujące, ale zupełnie naturalne. Przeszła pół królestwa by znaleźć się w bezpiecznym miejscu i znowu się spóźniła. Nie udało się jej dostać na Mur do jednego brata, nie trafiła na wesele do drugiego, a teraz jej córka umarła. Mam tyko nadzieje, że z Ogarem udadzą się do Eyre. Już sama ich wizyta pod bramą odbiega od książki i zżera mnie ciekawość co dalej  tym wątkiem.
- jednak tym razem to starsza z sióstr zabłysnęła. Nauczyła się jak wygląda gra, zdała sobie sprawę ze swego położenie i wyrachowanie zaczęła korzystać z swoich atutów. Pierw jako słodka dziewczynka uratowała Petera, a potem w sukni ciotki zaczęła go uwodzić. I podejrzewam, że robi to świadomie. By podkreślić jej transformację przefarbowała włos na kruczoczarne. Piękne ujęcie gdy schodziła po schodach w nowym stroju i słońce świeciło prosto w kamerę przez co jej postać była trudniej rozpoznawalna. Tutaj też inaczej zaadaptowano historię i nie mogę się doczekać by zobaczyć jak ją poprowadzą, ale to raczej dopiero w 5 serii.

OCENA 5.5/6

Luther S03E02 Series 3, Episode 2 
-lato w pełni więc powrót do kolejnego serialu. I trochę jestem rozczarowany bo Luther to świetny serial, ale tutaj jakoś tego nie czułem. W miarę dobrze pamiętałem co ostatnio się działo, ale sprawa jakoś nie mogła mnie wkręcić. Przestępca był mocno niepokojący jak i cała historia siadała na psychikę, ale brakowało mi trochę policyjnej roboty. Wszystko to płynęło spokojnie od jednej do drugiej rozmowy, a suspens był zauważalny dopiero gdy morderca działał. Świetna scena w domu niedoszłych ofiar, pełna niepokoju i rosnącego zagrożenia. Szkoda, że nie było więcej scen tego typu w tym odcinku. Brakowało mi też roboty policyjnej, ciekawszych przesłuchań i większego nacisku na próbę rozgryzienia przestępcy.
- śledztwo przeciw Luthorowi miało kilka niezłych scen, zwłaszcza kluczową konfrontację i Starka w mieszkaniu Johna jednak tutaj też nie mogłem się specjalnie przejąć tym co się dzieje. Aj, może jednak to wina tej przerwy.

OCENA 4/6

Luther S03E03 Series 3, Episode 3
- co za poprawa w stosunku do poprzedniego odcinka! jednak nie ma się co dziwić, jest to ostatnia historia serialu i musi pełnić rolę podsumowującą i zaskoczyć widza. Przeciwnik Luthera został znakomicie dobrany bo jest do niego podobny, tylko już po przekroczeniu ostatniej granicy. John miał te same dylematy, też pozwalał umierać złoczyńcą, ale Marwood poszedł o krok dalej i na nich poluje. Przez co ich starcie będzie tak ciekawe zwłaszcza, że teraz stawka poszła w górę. Serial przy okazji pokazał cienką granicę między herosem, a złoczyńcą. Sytuacja kryzysowa, zła decyzja i nie ma już odwrotu. Śmierć Justina nie była dla mnie zaskoczeniem bo natknąłem się na tą informację wcześniej, jednak fachowo ją zrealizowano. Może zyskanie akceptacji Johna przed śmiercią to takie typowe zagranie scenarzystów, ale było potrzebne by później John lepiej mógł się pogodzić ze śmiercią.
- zaskakujący był początek odcinka gdy pokazano szczęśliwego i zakochanego Johna. Niespotykany widok, który musiał się szybko skończyć. Końcówka też pokazuje jak bardzo postać Luthora jest toksyczna co w gruncie rzeczy nie jest jego winą.
- odcinek fachowo podszedł też do mediów społecznościowych i psychologii tłumu. Kapitalna scena z tłuszczą na linczu pedofila. Ta chwilowa cisza gdy zorientowali się co naprawdę się dzieje i wybuch gdy jedna anonimowa osoba rzuciła butelką.

OCENA 5.5/6

Luther S04E06 Series 3, Episode 4
- proszę państwa, tak się kończy seriale! Trochę się bałem tego odcinka, ale zupełnie niepotrzebnie. Było niesamowite napięcie przez całą godzinę, zwroty akcji i powrót Alice Morgan. Może zabrakło trochę psychologi i głębszego wchodzenia w głowę Luthora, ale to trochę czepianie się na siłę. Jestem usatysfakcjonowany takim zakończeniem, nic że otwarte skoro mają być filmy, a jak nie będzie to można je interpretować w dowolny sposób. Jednak liczę, że będzie mi dane jeszcze raz zobaczyć Johna chociaż wolałbym telewizyjny format.
- Alice była świetna. Potężne wejście, zniewalający uśmiech i ta pewność siebie ocierająca się o beztroskość. Szkoda, że nie była regularnym gościem sezonu, ale z drugiej strony jej pojawienie się nie miałoby takiego efektu. Jej magnetyzm z Johnym jak zwykle był wyjątkowo silny, a co najlepsze musieli razem współpracować. Może jej wizyta na komisariacie troszkę naciągana, ale łatwo było to zaakceptować dzięki temu co dostaliśmy.
- strasznie mi się podobało, że odcinek zaskakiwał i wywracał znane schematy. Już przecież w pierwszej scenie Mary powinna zostać schwytana, strażnik więzienny powinien wykonać zdecydowane ruchy, plan Johna nie powinien mu aż tak zaszkodzić, a Stark nie miał prawa zginąć w ten sposób. Chociaż tutaj akurat to pewnie wina nazwiska. Do tego jeszcze świetnie zrealizowana scena na dachu z pięknymi zdjęciami. Było się czym zachwycać.

OCENA 6/6

Orphan Black S02E07 Knowledge of Causes, and Secret Motion of Things
- no, takie odcinki to ja lubię. Skupione głównie na klonach i relacjach między nimi, ale też z spiskiem w tle i tym charakterystycznym, czarnym humorem. Najlepsze sceny działy się na odwyku Allison. Trochę jak z Bennyego Hilla, ale szalenie fajne do oglądania. Vick w konfetti był komiczny, tak jak reakcja Donnyego, ale wszystkich przyćmiła Sarah jako Allison jako Donnie (!). All hail Tatiana.
- to czego można się było domyślać okazało się prawdą. To komórki Kiry posłużyły za lekarstwo dla Cosimy. Oj, Delphine kolejny raz podpadła. Niby jak zwykle tłumaczy się, że robi to z miłości tylko zawsze zwiastuje to kłopoty. Sarah jednak wykazała zrozumienie. Tak jak sama Kira. Przeraża mnie to dziecko.
- Rachel widziała się z ojcem, Leeki podpadł DYAD, został wywalony z pracy, ale Rachel go i tak ostrzegła. Szczerze mówiąc już trochę się pogubiłem o co toczy się gra, ale wcale mi to nie przeszkadza póki wątki obyczajowe poszczególnych klonów będą tak dobre jak teraz. Michelle Forbes jak zwykle jest miło widzianym dodatkiem do obsady i liczę, że zostanie na dłużej w serialu. 
- śmierć Leekiego to chyba największe zaskoczenie sezonu. Tego się zupełnie nie spodziewałem. Z rąk kompletnie załamanego Donniego, który nie powinien stanowić żadnego niebezpieczeństwa, a tu proszę, głupi przypadek i nie ma Leekiego. 

OCENA 5/6 

Penny Dreadful S01E04 Demimonde 
- ten sezon serialowy zdecydowanie należy do scenarzystów. Wznoszą się na wyżyny umiejętności, zwykłe procedurale zachwycają bardziej niż powinni, a pojedynczy ludzie biorą się za rozpisywanie całych sezonów seriali. Pierw w True Detective, a teraz John Logan przy Penny Dreadful. Może pojedyncze tutaj pojedyncze odcinki tak nie oszałamiają i brak wyraźnego głównego wątku, ale całość oczarowuje dialogami, postaciami i niesamowita atmosferą, która potrafi przerazić nie w prymitywny sposób screamerem, ale wywołując niepokój. 
- jak tytuł wskazuje głównym bohaterem odcinka był Dorian Gray. Pokazano jego dekadenckiego życie pełne orgii i różnych form przyjemności, które stało się już dla niego nudne, spowszedniało mu. Ciekaw jestem jaką tajemnice jego postać kryje w serialu i co tajemniczego jest w obrazie skoro jeszcze go nie pokazano. Świetnie też poprowadzono jego relację z Chandlerem. Obydwoje grają kogoś kim nie są tylko w inny sposób. Okłamują się, ale zbliżają do siebie. I chyba ostatecznie serial potwierdził, że Chandler jest Rozpruwaczem. 
- kapitalne były sceny w teatrze. Z uwagi na bogactwo dekoracji i historię w historii, która świetnie grała z samym serialem. Czyżby sceniczna opowieść miała być zapowiedzią losów Ethana i Brony? Do tego strasznie mi się podobało, że teatr, miejsce kultury, zostało pokazane jego centrum, punkt zbieżny niemal wszystkich postaci, nieświadomych tego jak mocno są ze sobą połączeni. 
- główny wątek powolnie brnie do przodu. Coś mi się wydaje, że pierwszy sezon jest tylko prologiem, w którym mają zostać przedstawione postacie, a historia ruszy dopiero w przyszłym. Wampirowi zależy na Vanessie, tak bardzo, że się po nią zjawia. Trochę mi to nie pasuje. Nie mógł jej zaatakować w ciemnej uliczce? Potrzebna była cała ta intryga z wysłaniem młodego wampirka? Przedstawienie Van Helsinga. Fajne, ale też mogłoby go być więcej. Jednak jest gęsto od tajemnic, a to wróży dobrze. 

OCENA 5/6

The 100 S01E12 We Are Grounders - Part 1 
- super, na prawdę super. Świetnie rozpisany scenariusz, cały odcinek trzymał w napięciu i nie było niepotrzebnych scen czy głupich romansów. Momentami trochę zbyt uproszczone i naiwne, ale kurde, ten serial jest świetny. Nie oczekiwałem po nim wiele, a tu mam jedną z najlepszych premier sezonu. Oby tak dalej! 
- haha, bohaterowie The 100 znowu udowodnili, że są lepiej przygotowani na apokalipsę niż postacie z The Walking Dead. Już ich wcześniej chwaliłem za obóz i niezłą organizację pracy, ale teraz mnie zachwycili. Wiedzą, że zbliża się atak Grounders i co robią? Budują wilcze doły i zastawiają pułapki! Nie bierne przygotowanie z ludźmi na warcie, a aktywne przeciwdziałanie. Przecież jakby ekipa z więzienia wykopała doły przy płocie to do dzisiaj by tam siedzieli... 
- wątek Finna i Clarke pędził jak szalony do przodu. Nie lubię tej pary, ale przyjemnie się ich oglądało. Genialna scena gdy Lincoln uciekał z Clarke na koniu i migawki w zwolnionym tempie zmutowanego konia z dwiema głowami. Szkoda, że wędrówka z ciemności tak szybko się skończyła. Tylko z tego można by było zrobić cały epizod. Jednak odkrycie ludzi w wagonach było niepokojące. Kanibale w tym świecie to nic zaskakującego. Podobało mi się też co zrobiono z Finnem. Pacyfiście kazano zabić człowieka. Musiał to zrobić by przeżyć i teraz go to dręczy. Jak najszybciej chciał się pozbyć krwi z rąk. Prosty zabieg, ale jak skuteczny i sugestywny. 
- w obozie też się działo. Murphy wpadł podczas kolejnego morderstwa, a potem chciał się mścić na Bellamym. I dobrze to wyszło. Może trochę nudne, ale świetnie pokazuje desperacie jednostki i chęć odwetu. Tylko to postrzelenia Raven mi nie pasuje. Niech scenarzyści nawet nie próbują jej zabijać bo to jedna z fajniejszych postaci. Niech Finn idzie do odstrzału mimo tego, że teraz może się ciekawie zmienić. 
- jej, przewidziałem co się stanie z Arką - będą próbowali ją sprowadzić na Ziemię. Pewnie ktoś zginie, pewnie wylądują blisko Setki i pewnie nie będzie miało to wiele wspólnego z fizyką, ale już nie mogę się doczekać by to zobaczyć. Przy okazji na Arce dalej jest mocne skupienie na postaciach. Kane wciąż za wszelką cenę chcę ratować innych po tym jak skazał na śmierć 300 osób, Jaha dalej przeżywa śmierć syna, a Abby nie może się pogodzić z nadchodząca śmiercią na swój sposób i za wszelką cenę próbuje ratować pacjentkę, która i tak umrze. 

OCENA 4.5/6

The Shield S03E14 All In
-Stana Katic! Jak ja lubię spotkać znaną twarz w starym serialu choćby byłaby to niewielka rola. Trochę szkoda, że nie gra młodej i niedoświadczonej policjantki, ale z ormiańskim akcentem daje radę. Do tego jej historia nie jest banalna i kończy się w tragiczny sposób.
- Lem w końcu pękł. Zanosiło się na to od dłuższego czasu. Miał dość kłamstw Vicka i ciągłego oglądania się za plecy. Nie wytrzymał i spalił większa część pieniędzy w piecu, w którym pozbyli się ciała O'Braiana. Świetna scena, pełna napięcia wiszącego w powietrzu. Jednak nie ma co liczyć, że uratuje to Squad. Pętla się zaciska, Aceveda zaczął ich mocno podejrzewać, a do tego ormianie są na ich tropie. Będzie się działo w finale.
- ciekawe i niebanalne wątki funkcjonariuszy i detektywów. Ci pierwszy zgarniają kobietę za agitację na rzecz kapitana, a potem ponownie gdy zmienia zdanie i publicznie go krytykuje po tym jak nie została należycie przez niego zauważono. Ciekawe czy napłyną skargi na niego, że ucisza obywateli. Wyms i Dutch natomiast prowadzili śledztwo w sprawie uzależnionej obrończyni co prowadziło do ciekawego konfliktu moralnego i pokazało jak silne Wyms ma poczucie obowiązku, które też ją czasem zaślepia.

OCENA 4.5/6

The Shield S03E15 On Tilt
- ładnie się wszystko pokomplikowało. Konflikty budowane przez cały sezon wybuchły w twarz Strike Team co powinno prowadzić do ich rozwiązanie co z pewnością nada nowej dynamiki serialowi. Szkoda tylko, że tak łatwo rozwiązano problem z ormianami i Margosem. Vick udaje się od punktu A do B, zalicza kolejne questy i zgarnia nagrodę na końcu. Za prosto, dobrze jednak, że nie ma szczęśliwego końca. Shane wygarnął w twarz prawdę. Nie dość, że drużyna się rozpadła to jeszcze pogorszyła stosunki z jej członkami. Jednak tutaj Shane trafił w samo sedno - Vick nie będzie w stanie zajmować się dzieckiem. Jestem ciekaw jak wypadnie ten obyczajowy wątek.
- Aceveda zaprosił dziwkę do samochodu, pouczył ją i wypuścił. Coś mi się wydaje, że telefonujący człowiek w tle nie był bez powodu.
- Wyms i Dutch znowu na cenzurowanym na Farmie. Tylko dlatego, że idą za głosem sumienia są miażdżeni przez system. W ogóle mnie nie dziwi, że ktoś inny zostanie kapitanem, jestem tylko ciekaw jak w tej sytuacji odnajdzie się nasza pani detektyw.
- Dany i Julien dostali dziwny wątek. Samozwańczy obrońca moralności walczy z dziwkami i dilerami by na końcu odnieść sukces i skłonić policję do bardziej radykalnych działań. Taki mały i nieoczekiwany promyk nadziei w serialu. Dawałem sobie rękę uciąć, że zginie przed końcem epizodu.

OCENA 4.5/6