Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sons of Anarchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sons of Anarchy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 października 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #105 [29.09.2014 - 05.10.2014]

Zaczyna się trzeci tydzień sezonu, a praktycznie tylko Doctor Who w plecy. Dobrze! Nie spodziewałem się tak dobrego wyniku. Okupiłem to innymi formami spędzania wolnego czasu. Coraz mniej czytam i gram. Dlatego powoli odsiewam seriale. Po tym tygodniu wyleciało Madam Secretary. How to Get Away with Murder dostanie jeszcze szansę, ale dalej nie mogę się przekonać do bohaterów. Gotham już dawno bym pożegnał gdyby nie była to komiksowa adaptacja. Chyba za dużą wiarę pokładałem w Bruno Hellera.

Newsów trochę się zebrało, ale przegląd będzie wyjątkowo skrótowy z króciutkimi komentarzami. Ci którzy nie śledzą na bieżąco newsów z pewnością znajdą coś godne uwagi. 

Zaczynam od najważniejszego mimo, że informacja nie ma jeszcze 12h - powstanie kontynuacja Twin Peaks. Tak, po ponad 25 latach fani serialu doczekają się trzeciego sezonu. Dziewięć odcinków będzie w całości wyreżyserowane przez Lyncha. To chyba wystarczająca motywacja bym nareszcie zabrał się za klasykę bo już kilka osób mnie do tego namawiało. Aż głupi, że wolę obejrzeć Arrow. Które zapewne i tak będę hejtował w przyszłym tygodniu.

Wiadomością zdecydowanie mniejszego kalibru jest anulowanie Dallas. Normalnie nie pisałbym o tym serial bo mnie kompletnie nie interesuje. W przeciwieństwie do przyszłości Jordany Brewster.Wybierze telewizję czy film? Może jakiś wspólny projekt z Katee Sackhoff? 

Wielbicieli Star Wars ucieszy fakt przedłużenia Star Wars Rebels. Wyemitowano zaledwie pilota, ale nie przeszkodziło to Disneyowi w złożeniu zamówienia. Specjalnie mnie to nie dziwi bo kilka następnych lat będzie upływało właśnie pod znakiem Gwiezdnych Wojen. A już za tydzień powinienem napisać kilka zdać o pilocie. 

W tym tygodniu stację nie szalały z zamówieniami. Prócz jakiegoś sensacyjnego procedurala od Jerrego Bruckheimera, o którym już nie pamiętam, dano szansę serialowym Godziną szczytu. Będzie to telewizyjny remake opierający się na tym samym pomyśle co seria filmów. Wyląduje na stacji CBS. Czuję powtórkę z historii i serial skończy tak samo jak Gliniarz z Beverly Hill. Czyli nawet się nie zacznie. 

W zeszłym tygodniu pojawiła się smutna castingowa wiadomość. Community straciło kolejnego aktora z pierwotnej obsady. Yvette Nicole Brown odchodzi z serialu co jest podyktowane względami osobistymi (chory ojciec). Shirley powinna pojawić się gościnnie w kilku odcinkach. Niektórych może zdziwić wiadomość, która pojawiła się chwilę później - Brown dostała się do głównej obsady The Odd Couple. Wbrew pozorom sprawa wcale nie śmierdzi jak w przypadku odejścia Chevego Chasa. Dzięki zmianie serialu aktorka będzie spędzać na planie ok. 60 godzin mniej (20 zamiast 80). A zarabiać na chleb jakoś trzeba. 

Pozostałe dwie castingowe wiadomości są bardziej radosne. Dominic Cooper ponowie wcieli się w Howarda Starka tym razem w Agent Carter. Mnie osobiście cieszy szybki powrót do telewizji Yvonne Strahovski. Jasne wolałbym ją zobaczyć w spin-offie lub nawet kontynuacji 24, ale Astronauts Wives Club też chętnie obejrzę mimo, że wcześniej zbytnio nie interesowałem się serialem. Nie podoba mi się, że serial ma wylądować na antenie ABC, a nie kablówce. To tam zazwyczaj lepiej radzą sobie seriale z epoki. Stacja Disneya parę lat temu zaliczyła wpadkę z Pan Am więc liczę, że wyciągnęli z tego kilka wniosków. 

I zwiastuny: 
- zwiastun dalszej części sezonu Gotham
- pierwsze promo Ascension. Syfy coraz mocniej wraca do swojego flagowego gatunku i można zaryzykować stwierdzenie, że są na dobrej drodze.
- dla zapominalskich streszczenie 4 sezonu The Walking Dead.
- kolejna zapowiedź The Dig.
- i perełka, która przegapiłem. Zwiastun filmu o Danie Harmonie.

 SPOILERY


Brooklyn Nine-Nine S02E01 Undercover
- serial powrócił w znakomitym stylu. Tęskniłem za tą ekipą i ciesze się z wysokiej formy scenarzystów. To dalej prześmiewczy serial z mega przyjemnymi postaciami w oglądaniu. Niestety mało było flashbacków z pracy pod przykrywką Jacka, ale na to może jeszcze przyjść czas. Były zabawne scenki z wydarzeń na komisariacie, niesamowite pomysły jak Terry udający małego chłopca czy nieporadny Boyles niemogący wydostać się z samochodu. Ciężko byłoby mi wybrać najlepszą scenę. Urocze były rozmowy Jacka z Amy i Charlsea z Ginną. Jak fajnie, że te związki nie zostały brutalnie ucięte zanim na dobre się zaczęły.
- czy mi się wydaje czy serial stał się odrobinkę bardziej wulgarny? Jakby więcej odważniejszych żartów. Nie wpływa to jednak na humor, wciąż jest ten sam.

OCENA 5/6

Gotham S01E02 Selina Kyle
- bardzo chciałem by ten odcinek mi się podobał. Jego pierwsza część nie była taka zła, duży nacisk położono na różnych bohaterów, policjantów była mało i przez pewien moment klimat mnie pochłonął. A potem coś się rypło. Durnowata akcja, suspens, którego nie było i drętwe dialogi kaleczące uszy. To dopiero drugi epizod, jeszcze wiele może się wydarzyć, ale niektóre znaki wskazują bym szykował się na hejt watching.
- dużo rzeczy mnie uwierało w odcinku. Pierwsza z brzegu to jego tytuł. Gdy stosujemy w nim imię i nazwisko jednego z bohaterów liczę, że całość będzie mu poświęcono, odkryje o nim jakieś karty lub zgłębi w jakimś stopniu psychikę. Selina pierwszy raz odzywa się dopiero w 30 minucie, a jej historia stanowiła niewielki fragment całości. Nawet ją polubiłem, ale niektóre sceny z nią mnie irytowały. Zwłaszcza ta karykaturalna zabawa w chowanego w autobusie. Może być z niej fajna bohaterka, ale na razie mam uczucie wciśnięcia jej na siłę, tak by było kolejne nawiązanie do batmanowego uniwersum. Właśnie nawiązania, mam ich dość. Serial jest pozbawiony własnej tożsamości. Wolałbym jakieś subtelne hinty jak w Arrow, a nie wpychanie wszędzie znanych postaci. Dziwne, że Selina nie chcę by wołano na nią Catgirl...
- irytuje mnie też przerysowana gra aktorów. Ci wcielający się w złoczyńców zbyt wzięli sobie do serca, że grają w adaptacji komiksu. Choćby zły duet odcinka, był okropny. Riddlera już nie znoszę. Lepiej jest z Fishmooney i Pingwinem. Choćby dla tego ostatniego będę oglądał dalej.
- przeszkadza mi też klimat serialu. Niby mowa o Gotham, mieście potępionych, a wszystko tutaj zbyt ładne. Posterunek policji czyściutki, zaniedbane dzieci wcale tak źle nie wyglądają, brakuje desperacji w oczach mieszkańców i strachu przed ciemnymi uliczkami. Brutalności też tutaj niewiele. Niby się biją, niby Bullock znęca się nad więźniem, a buźka po obicia dalej jak po zabiegu u kosmetyczki.
- odcinek wydawał mi się za krótki. Dużo rzeczy działo się poza ekranem, często szedł na skróty i pokazał zaledwie fragment śledztwa. Oglądając Pingwina też miało się wrażenie, że wycięto kilka scen. U Seliny to samo. No fajnie, że jest zaradna, umie wydłubać oczy strażnikowi, ale ja chcę zobaczyć jak to robi.
- najsłabiej wypadł Bruce. Co robi rodzic gdy jego dziecko się okalecza, rysuje przerażające rysunki i słucha głośnej, można by powiedzieć, że nieodpowiedniej muzyki? Na pewno nie zachowuje się tak jak Alfred. Z miejsca powinno mu się zapewnić pomoc specjalistów. Biedaczek zrobi sobie krzywdę i kto będzie za to odpowiedzialny? Ja rozumiem, to przyszły Batman, ale kreacja tej postaci jest niesamowicie niewiarygodna i nie budzi ni trochę sympatii.
- żeby nie było, podobało mi się kilka scen. Przerażający Pingwin, biedaczek nie może wymusić okupu. Fajnie wypada Carmine Falcone, który zapowiada walkę w Gotham. I Bullock. Jego wybuchy gniewu i cynizm są cudowne. Gdyby nie on pewnie rzuciłbym serial w cholerę.

OCENA 3.5/6

How to Get Away with Murder S01E02 It's All Her Fault 
- w połowie odcinka przypomniało mi się o meczu Manchestery z Evertonem. Bez żalu zrobiłem sobie przerwę i po ostatnim gwizdku wróciłem do oglądania. To chyba trochę mówi o poziomie tego serialu. Nie jest zły, miejscami ciekawy, ale na razie obojętny. Niby postacie dostają sporo czasu, ale żadna nie potrafi wykrzesać mojego zainteresowania. Mają też przewidywalne historię. Choćby martwiąca się o swoją pozycję Laurel nagle zyskuje pewność siebie. Brakuje mi też chemii między bohaterami. Studentom brakuje wspólnych scen poza pracą, takich gdzie można by było ich lepiej poznać.
- flashforwardy powoli rzucają kolejne tajemnicę, pokazują manipulującego Wesa i większą rolę Rebecki w historii. Rzeczy, których można się domyśleć po tym odcinku i nie muszą być pokazywane. Mam nadzieje, że intryga będzie lepsza niż Sam zabijający studentki, zabójstwa w samoobronie i próba zatuszowania całości. Na razie nie ma co dedukować dalszego biegu wydarzeń czuje, że obecne sceny są tak prowadzone by później shock factor był jak największy. I poproszę konkretniejsze scenki z przyszłości. Za dużo powtarzanych scen. Już lepiej ich nie dawać.
- proceduralna sprawa tygodnia dużo lepsza niż ostatnio. Dalej wątki sądowe są prowadzone po łebkach, mamy kadłubki bez mięska, ale przynajmniej ten odcinek nie miał banalnego rozwiązania. Tylko żeby w przyszłości pojawiły się jakieś reperkusję.

OCENA 4/6

Madam Secretary S01E02  Another Banghazi
- dwa odcinki, więcej nie dam rady. Miała być godna para dla The Good Wife, a wyszedł serial okrutnie nudny i bez większych ambicji. Nie wystarczy pokazać silnej kobiety w polityce zrobić coś dobrego. Trzeba umieć nadać odpowiedniej osobowości bohaterom i umieć napisać scenariusz, który zmusi widza do myślenia. Serial niby opowiada o współczesnych tematach, ale robi to w najbardziej sekurancki sposób. Nie zabiera głosu w dyskusji tylko przedstawie bajeczkę, która ma niewiele wspólnego z prawdą. Ideały pani sekretarz przysłaniały jej rzeczywistość, zmądrzała i skorzystała z PMC, doprowadziło to do kilka starć słownych z jej szefem po czym przedstawiono happy end. Ona nazwała go szatanem i ten zmienił swoje postępowanie. Bo wiecie, wielkie firmy słuchają krytyki, zmieniają się na lepsze i bardziej przyjazne. Kobieta w końcu musi mieć rację... W tym właśnie momencie postanowiłem serial skreślić mimo, że przez jakiś czas oglądało mi się odcinek z pewną dozą zaangażowania.
- po lekturze 1x2 doszedłem do smutnego wniosku - to nie jest serial polityczny. Więcej tego typu wątków jest w The Good Wife. Wątki są słabe, nie korzystają z potencjału settingu. Przeszkadza mi też pan prezydent zachowujący się jak BFF pani sekretarz. Ech, aż stęskniłem się za The West Wing, chyba najwyższy czas nadrobić.
- wątki obyczajowe mi specjalnie nie przeszkadzały. Nie były źle prowadzone, ale też im brakowało realizmu. Codzienne kolacje przy stole z dziećmi, pokazywanie jaka to szczęśliwa rodzinka, pośredni problem z córeczką. Zbyt tu kolorowo. Przecież pani sekretarz jest jedną z najważniejszych osób w państwie, powinna nie mieć na nic czasu. Niestety tego też nie widać.

OCENA 2.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S02E02  Heavy is the Head 
- zaskoczyło mnie podjęcie odcinka w momencie gdzie skończył się poprzedni. Spodziewałem się nowej sprawy, nowego zadania dzielnych agentów. Nic z tego, trzeba się uporać z konsekwencjami. Ciąg dalszy ciekawego polowania na Absorbing Mana, wątpliwe motywację Huntera, niesubordynacja May i Culson zachowujący się niegodnie dyrektora. Działo się dużo dobrego. Podoba mi się nowy sposób opowiadania historii przez serial. Bardziej płynny. Obecna sytuacja wymaga by dalej się tego spodziewać.
- w odcinku rozczarowała mnie jedna rzecz - zespół zbyt łatwo poradził sobie ze śmiercią Hartley. Poza Hunterem reszta całkiem spokojnie to przyjęła. Ja głupi wciąż liczę, że to nie koniec tej postaci. Hydra zabrała ciało kelnerki i będzie na nim eksperymentować. Może Obeliks wpłynął również na Elizabeth.
- Skye niby ma zająć się tajemniczymi symbolami, ale ten wątek jest na razie pieśnią przyszłości. Pierw Culson musi jej o tym powiedzieć. Pierw jednak czeka nas konfrontacja z jej ojcem. Wciąż nic o nim nie wiadomo poza tym, że zgrywa pewnego siebie brutala i ciut za dużo wie o artefaktach obcych. Hint odnośnie pochodzenie Skye?
- Agent Carter intensywnie jest promowane w seriale. Drobne i nienachalne smaczki to coś co lubię. A to zdjęcie Peggy w aktach SHIELD czy logo SRR w siedzibie agencji. Miłym akcentem byłaby jeszcze jedna scena z jej udziałem przed premierą jej serii.
- plus za to jak serial umiejętnie przedstawia relację między postaciami i ich paruję. Korzysta z ich potencjału i nie robi tego wcale nachalnie. Choćby Ward - nie był potrzebny z fabularnego punktu widzenia więc go nie pokazali. Dużo pokazali obecnych postaci. Skye jest BFF z Melidną i ma niezwykle przyjacielskie relację z Trippem. Jednak gwiazdą dalej jest Fitz tym razem zaprzyjaźniający się z Mackem. Na prawdę podobały mi się sceny między tą dwójką. Tak jak ujęcie z Simmons na tle tego zwalistego olbrzyma. Jaka malutka wypadła!

OCENA 4.5/6

Person of Interest S04E02 Nautilus 
- nie raz przy wrażeniach z odcinka pisałem jak szalenie mi się podoba porównanie sztucznej inteligencji i potężnych wirtualnych bytów do współczesnych bóstw. Z tym odcinkiem zdałem sobie sprawę z kolejnej warstwy interpretacyjnej. To nie jest już monoteizm z sezonów 1-3, a wielobóstwo przypominające grecką mitologię. Wszechpotężni bogowie walczą między sobą i igrają życiem śmiertelników. Samarytanin jest bezwzględny i dąży do swojego celu, Maszyna miłosierna i wierząca w wolną wolę. Stawką jest przyszłość ludzkości. W tym odcinku zachwyciło kilka rzeczy. Pierwszym z nich było szukanie herosa dla przeciwnej strony. Boska ingerencja nie została jedynie sprowadzona do namaszczenie Claire na swojego czempiona. Czekały na nią próby, chwilę zwątpienie, droga do zwycięstwa i pomoc swojego opiekuna. Mimo, że teraz należy do tych złych nie można było z nią nie sympatyzować. Jestem ciekaw czy kilka następnych odcinków będzie polegała na tym samym. Bogowie szukają konkretnych ludzi i wykorzystują ich do swoich celów. Maszyna przecież to samo zrobiła z poprzednim odcinku. Dała numer ofiary, która potem pomogła stworzyć nieidentyfikowalną sieć. To nie bohaterowie rozdają karty w tym serialu tylko ponadnaturalne byty.
- odcinek miał fajny klimat tajemnicy. Wpisał się w kategorię współczesnych konpiracyjnych powieści, ale zrobił to w taki sposób, że cała intryga miała sens, można ją było rozwiązywać z uczestnikami gry i czerpać masę frajdy z niezłych pomysłów.

OCENA 5/6

Power Rangers S01E19 Green With Evil (3): The Rescue
- ufff udało się obejrzeć i Power Rangers w tym tygodniu. I wcale nie był to najgorszy odcinek tygodnia. 
- pierwsza połowa odcinka jak zwykle dużo lepsza od drugiej. Może poza trochę idiotyczną zabawą w chowanego trzymała wysoki poziom, miejscami trochę mroczny. Jason dalej uwięziony przez Ritę walczył o życie, a na horyzoncie pojawiło się nowe zagrożenie - Scorpina. Wprawdzie Rita popełnia wykroczenia przeciw kodeksowi Wielkiego Złego bo nie wykańcza PR kiedy może to i tak jest to emocjonujący odcinek. Rangersi dalej zagubieni, ale powoli zbierają siły. Dlatego wielka szkoda, że w drugą połowę wkrada się mnóstwo chaosu. Nagłe przerwanie walki  Scorpiną, wysłanie Goldara i urwanie pojedynków. Nie wiem co z czego wynika. Scena komediowa też mi nie pasowała. Fajnie, że źli dostali więcej czasu, ale można by to lepiej wykorzystać. Scorpina poza fajnym designem nie ma wiele do zaoferowania, ale widzę w niej potencjał na potężną przeciwniczkę. 

OCENA 3.5/6

Sleepy Hollow S02E02 The Kindread
- na szczęście poprzedni odcinek był tylko chwilowym spadkiem formy, wszystko wróciło do normy. Szalona historię, dużo śmiechu i zaskakujące zwroty akcji. To chcę oglądać w tym serialu i oglądam. Ciekaw jestem na jak długo scenarzyści porzucili proceduralny charakter i kiedy wrócą pojedyncze sprawy. Nie żebym miał coś przeciwko, ale dobrze ogląda się serial gdy jest skupiony na swojej linii fabularnej.
- Crane w baku! Tyrada jaką wygłosił o współczesnym systemie bankowym świetna! Brakowało mi tego typu dialogów. Jednak prócz humoru było kila cięższych tematów. Jak choćby pytanie jak daleko bohaterowie mogą się posunąć podczas walki ze Śmiercią i Wojną. Czy mogą ryzykować wskrzeszeniem kolejnego potwora? Zaryzykowali i pewnie niedługo poczują konsekwencję tego czynu. Testowane są też więzi łączące Abbie i Cranem i Katrinę z mężem. Relację między postaciami delikatnie się zmieniają i przez cały sezon powinny się płynnie rozwijać.
- zombie z czasów wojny secesyjnej! Co za doskonały pomysł. Słodko wyglądał. A jego pojedynek z Jeźdźcami był świetnie zrealizowany. Zresztą ile seriali może się pochwalić walką na koniach przy użyciu broni drzewcowej?
- szkoda, że Katrina będzie dalej grała w własnym serialu. Jej wpływ będzie ważniejszy na fabułę, dzięki niej będzie się poznawało drugą stronę, ale cicho liczyłem na jej reunion z mężem i nową dynamikę w zespole. Swoją drogą strasznie dużo tutaj żeńskich bohaterek. Teraz gdy Irving siedzi w szpitalu psychiatrycznym prócz Ichaboda ze złem walczą trzy kobiety.
- Irving zupełnie nieświadomie podpisał pakt z diabłem co zaczęło kolejny potencjalnie fajny wątek. Oby jak najszybciej dowiedział się kim jest Henry.

OCENA 4.5/6

Sons of Anarchy S07E02 Toil and Till
- kolejny serial, który nie wiedzieć czemu mnie znudził. Niby lubiłem go tyle, kilka razy lądował w topce moich produkcji, a teraz mam problem z włączeniem kolejnego odcinka. Gdy go oglądam nie jest lepiej. Wątek Jaxa i mszczenie się za morderstwo Tary średnio mnie interesuje. Wojna z chińczykami w finałowym sezonie? Słabo, bardzo słabo. Koniec serialu powinien skupiać się na klubie, jego wewnętrznych sprawach, a nie kolejnym zagrożeniu. Na szczęście wciąż przyjemnie ogląda mi się sceny z poszczególnymi bohaterami. Rozmowa Nero z Wendy wyszła zaskakująco dobrze. Tak jak Juice niepotrafiący odejść z Charming. Perełką były jednak momenty z Ratem i Tiggem. Szkoda, że na takie momenty było czekać i nudzić się na nudnych scenach zemsty.
- na szczęście muzyka dalej daje radę, a pościgi są fachowo zrealizowane. Pogoń Jaxa i wyszła efektownie. Szkoda więc tej marnej strzelaniny. Obstawy ważnej wymiany zabrakło. Bo i po co? Skoro zjawia się nieproszony gość to z pewnością robotnicy, którzy zapomnieli, że mają wolne...
- na szczęście końcówka zwiastuje, że dalej sezon skupi się na Klubie i nie tylko czarterze w Charming. Szykuje się bratobójcza walka czego nie mogę się doczekać. Oby lojalność członków SAMCRO była mocno testowana.

OCENA 4/6

Sons of Anarchy S07E03 Playing with Monsters 
- serial dalej ogląda się z takim samym zainteresowaniem czyli umiarkowanym. Jax niby chcę się zemścić za śmierc Tary, ale wygląda to jakby ich nadrzędnym celem było sprawienie jak największego chaosu. Dalej jest dużo intryg, można się pogubić kto kogo próbuje nabrać i wciąż nie tego oczekuje od finałowego sezonu. Za dużo innych gangów za mało Klubu. Niestety nie doszło jeszcze do wewnętrznych spięć. Nie wiadomo co zrobi Yuri i kim był Gibby. Szkoda bo na ten wątek liczyłem. Widać, że Sutter chcę powoli budować wątki by potem je coraz bardziej zacieśniać.
- sceny w burdelu, pobita Gemma i zemsta Jaxa zupełnie niepotrzebne i nudne. Zresztą, dużo było tego rodzaju ujęć. Rozumiem czemu w pierwotnym założeniu miało to służyć - toksyczne środowisko, pokazanie, że nie da się chronić dzieci przed wszystkim, ale to jest znowu wałkowanie tego samego. Brakuje mi trudnych zależności między postaciami i napiętych sytuacji. Chemia wciąż jest co widać w pojedynczych dialogach, ale za mało tego. Dobrze, że Jucie się pokazał, powinno to posłużyć skupieniu się na Klubie.
- wreszcie! W siódmym sezonie trafił się przekupny szeryf. Podoba mi się ten pomysł, pokazanie, że już wszyscy są zdegenerowani. Oby tylko nie okazało się, że pracuje pod przykrywką.
- pierwsza scena z nowego porno była niesamowicie komiczna. Więcej takich szalonych pomysłów.

OCENA 4/6

The Good Wife S06E02 Trust Issues 
- Alicja taka urocza gdy mówi "I am not running!". Pewna siebie, zdecydowana, a na końcu powtarzająca to już z desperacją. Tylko czy choć trochę się nie oszukuje? Sam nie wiem czego bym chciał. Jej kandydatura zmieniłaby serial, a to zawsze dobrze na niego wpływa. Tylko, no właśnie, zmieniłaby go. Obecnie najfajniejszą rzeczą jest oglądanie problemów Florric/Agos i rozwój kancelarii. Nie wiem czy chciałbym serial o pani prokurator. A może scenarzyści szykują wyboru na finał? Jeśli serial zostanie zakończony Alicja wygrywa, jeśli przedłużony przegrywa? Zresztą, nie ma co się martwić tylko rozkoszować chwilą bo znowu był świetny odcinek.
- sprawa proceduralna niby na dalszym planie, ale powinna mieć mocny impact na serial. Przyjemnie się oglądało konfrontację Alicji z sobą, która nie chciała dać jej pracy. Klimat robił remont w biurze. Komicznie było oglądać poważne przesłuchanie z robotami w tle.
- wątek Bishopa będzie ważny w tym sezonie. Pewnie będzie nie raz wracał. Może nawet odbić się na kandydaturze Alicji. Jestem ciekaw do czego to wszystko prowadzi. Jak wpłynie na kancelarię, relację Finna z Alicją czy przyszłość Caryego.
- serial znowu wykorzystuje znane tricki, które opanował do perfekcji. Muzyka klasyczna gra w ważnych dla fabuły scenach i buduje napięcie. Wracają sceny w windzie. Komiczne i dramatyczne. Kapitalny był ostatni dzień Diane w pracy i symboliczne zamknięcie się windy mówiące, że nie ma już odwrotu. 

OCENA 5/6

poniedziałek, 22 września 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #103 [15.09.2014 - 21.09.2014]

Dzisiaj krótko. Kilka godzin snu jest konieczne, a seriale same się nie obejrzą. Sezon się zaczął trzeba zacząć skrupulatnie planować kolejne dni by nie obudzić się z dyskiem zapchanym serialami. Nie będzie o to trudno. Do oglądania doszło Z Nation i zostanie w mojej ramówce do końca sezonu. Im gorszy będzie to serial tym lepiej. Do sprawdzenia jest jeszcze Madam Secretary, a jutro premiera Gotham i powrót Sleepy Hollow. Niby mało, ale dodając to zaległości robi się z tego całkiem spora kupka. Taki Doctor Who dalej czeka bo wolę sprawdzić czym tym razem zaskoczy mnie Z Nation. Powaga.

Ostatnio mój gust coraz bardziej mnie zadziwia. Oglądam Power Rangers, serial z zombiakami klasy Z daje mi mnóstwo satysfakcji, a serialowy Jeździec bez Głowy to jedna z fajniejszych niespodzianek zeszłego roku. Dlatego całkiem normalnie przyjąłem pomysł obejrzenia campowego Batmana z Adamem Westem z 1966 roku. Plany są, a zachęcił mnie do nich zwiastun z okazji wydania serialu na Blu-ray i zbliżający się serial z Jimem Gordonem. Może przerwa po 3 sezonie Power Rangers? Wiem, że plany wybiegają daleko w przyszłość, ale lubię sobie wszystko ładnie organizować. Mniejsza z tym, że rzadko się to udaje, ale ważne, że jest jakiś zarys. A skoro mowa o Power Rangers - Roberto Orci zrezygnował z roli producenta filmu. Zbytnio mnie to nie martwi póki nie będzie to zagrażało powstaniu filmu. 

Stację telewizyjne dalej inwestują w sprawdzone pomysły czyli ekranizację książek i komiksów. Na ekran trafi literatura Dana Browna i Stephena Kinga. Na ABC ma wylądować Cyfrowa Twierdza tego pierwszego tworzona przez Rona Howarda, który zekranizował już Kod da Vinci i Anioły i Demony tegoż autora. Kolejnym serialowym tworem od Kinga będzie 11/22/63 znane też jako Dallas 63. Za serial odpowie zapracowany na planie Stars Wars JJ Abrams. Szykuje się dziewięcio odcinkowy miniserial opowiadający o podróżach w czasie i morderstwie JFK. 

W komiksach serialach bez zmian czyli powstają kolejne adaptację od wydawnictwa DC. Lucifer nie ma jeszcze stacji, ale już o nim głośno. Ja z chęcią obejrzałbym serial o Niosącym Światło. Chociaż zanim doczekam się ekranizacji zdążę przeczytać komiks mimo, że pierw wypadałoby zaznajomić się z Sandmanem. O wiele więcej szumu wywołały informację o adaptacji przygód Supergirl. Ostatecznie serial wylądował w CBS i tak każda stacja z telewizji ogólnodostępnej doczekała się serialu DC. Nie licząc ABC bo to własność Disney i piaskownica Marvela. Martwi mnie tylko, że Supergirl ma wyjść spod piór Grega Berlanti i Ali Adlera, którzy mają na koncie Arrow i No Ordinary Family.

Z Innych wiadomości. Pojawiło się pierwsze zdjęcie dwójki głównych bohaterów  z Powers, które nic nie mówi. Poinformowano, że Collin Farrell zagra główną rolę w drugim sezonie True Detective. Smutna wiadomość dotarła z obozu NBC. Bryan Fuller ogłosił, że premiera trzeciej serii Hannibala dopiero w kwietniu lub maju 2015. Może to i dobrze. Więcej czasu na przygotowanie scenariuszy i wybranie odpowiednich lokacji w Europie bo tam podobno ma się dziać kolejna seria. Ale też mniejsze oczekiwania względem oglądalności skoro serial ma lecieć już po zakończeniu sezonu co równa się większym szansą na przedłużenie.

SPOILERY

Power Rangers S01E16 Switching Places
- to był okropny odcinek nawet jak na standardy Power Rangers. Znalazłem tutaj tylko jedną fajną rzecz - Ritę w powiększonym wydaniu krzyczącą "In your face, Power Rangers". No dobra jeszcze śmiech Mięśniaka, ale to już wszystko. A potencjał był. W końcu to odcinek o zamianie ciał. Tyle razy przerabiany, zwłaszcza w komediowym wydaniu tutaj niestety się nie sprawdził. Bill i Kim to charakterystyczne postacie tylko co z tego skoro grają je słabi aktorzy. Poza okropnymi scenkami posiadającymi slapstickowy humor nie czuć było, że zamiana się odbyła. Mogłoby tu być więcej humoru, a wypadło kompletnie drewnianie. Idiotycznie, że zamiast zająć się problemem wrócili do szkoły i swoich normalnych zająć. No po co? I okazało się, że Billy to pozer i nosi zerówki tylko żeby udawać nerda. Bo przecież wada wzroku nie mogła się przemieścić razem z umysłem. To byłoby głupie.
- reszta odcinka równie słaba. Strasznie mi się dłużył wątek cywilny, ale gdy doszło do walk było jeszcze gorzej. Drużyna znowu odkrywa, że dzięki współpracy mogą zwyciężyć, pełno tutaj chaosu i bezmyślnego tłuczenie się. Niech 3 teleportacje Rangersów różne miejsca w jakieś 2 minuty będą tutaj przykładem. Odpowiedniego napięcia też nie udało się stworzyć i przez cały czas oczekuje się końca.


OCENA 1.5/6

Power Rangers S01E17 Green With Evil (1): Out of Control
- debiut Tommy'ego! Wielce oczekiwany moment, którego się obawiałem bo mógł nie sprostać oczekiwaniom. Wrażenia po lekturze? Wow, najlepszy odcinek Power Rangers. Serio. Wystarczyło dać Zielonego Wojownika i serial zrobił się z jakieś 10 razy lepszy. Dalej jest to Power Rangers, mniej więcej ten sam schemat (obyczajówka, kitowcy, potwór, zordy, koniec) jednak przewrócono do góry nogami ten schemat, zaryzykowano i się udało. Dobrze, że całą historię rozpisaną na kilka odcinków przez co można stworzyć odpowiedni nastrój dramatyzmu i desperacji, nigdzie się serial nie musi śpieszyć i można delektować się wydarzeniami. A jest czym.
- już początek odcinka jest mocy. Turniej w Angel Groove i świetnie zrobiono walka Jasona z Tommym. Dobra choreografia, dobre prowadzenie kamery, emocję podczas oglądania i czysta radocha. Tak jak potem podczas każdych kolejnych walk z udziałem Zielonego Wojownika.
- jednak najlepszy w odcinku był jego nastrój. To Power Rangers przegrywali od samego początku. Tommy atakuje Command Center, wirusuję Alfe (płytą CD, hehe), a potem udaje się zasadzka Rity. Tak Rita odnosi zwycięstwo. Tommy atakuje Megazaorda i roznosi wszystkich wojowników w kokpicie. To było niesamowite. Pobici Rangersi wracają do bazy, a tam nikt nie może im pomóc. W godzinie największej próby są zdani tylko na siebie. Bez swojego mentora i wsparcia. Zagubieni muszą pokazać swoją prawdziwą siłę. Już nie mogę się doczekać kolejnego starcia z Zielonym Wojownikiem. Ciekawe też kiedy dostanie swój sztylecik i wezwie swojego Zorda. Pozostały mi wspomnienia epickiej sceny ciekawie jak wypadnie konfrontacja z rzeczywistością.
 - i jeszcze ten śmiech Tommyego! Każdy villian musi mieć charyzmatyczny śmiech, a Tommy go ma. Budzi lęk i grozę w przeciwieństwie do komicznego Rity. Proszę, niech częściej się śmieje w ten szaleńczy sposób. 

OCENA 4.5/6

Power Rangers S01E18 Green With Evil (2): Jason's Battle
- jest spadek, ale to było do przewidzenie. Niemniej jest to Power Rangers jakie chcę oglądać. Drużyna mierząca się z prawdziwymi wyzwaniami i Rita jako realne zagrożenie. Do tego porządnie zrealizowane walki i eksperymentowanie z Zordami. A przecież to jeszcze wstęp do głównego dania! Zordona dalej nie ma, a Jason porwany, sytuacja Rangersów jest jeszcze bardziej dramatyczna niż ostatnio.
- zdziwiła mnie jedna rzecz - Tommy nie dostał swojego sztyleciku tylko miecz Black Knighta. Widać będzie musiał na niego jeszcze bardziej zasłużyć. I niech pokażą jego Zordo Godzille! Bo walka Megazord vs. Tommy w normalnej postaci była troszkę nierówna. Plus, że Tommy dalej opętańczo się śmieje. Nie chcę by zmieniał się w dobrego bo pozbędzie się przy tym swojego evil laugh.
- walka Jasona z Goldarem była słaba. Fajna stylistyka pojedynku w klatce, Jason bez Power Coin i Złoty się nad nim znęcający. Jednak mogło to być o wiele lepsze.
- czy mi się wydaje czy sekwencje przywołania Zordów została minimalnie wydłużona? Czy można liczyć w przyszłości na kolejne smaczki w tym tonie? I nie, nie przewijam tego za bardzo lubię muzyczkę.

OCENA 4/6

Sons of Anarchy S07E01 Black Widower
- Sonsi wrócili. Może odcinek nie był specjalnie przezemnie wyczekiwany, nie wywołał większych emocji czy skłonił do przemyśleń, ale podobał mi się. Nie jako pilot nowego sezonu, a płynna kontynuacja poprzednich wątków daję radę. Na szczęście obyło się bez długiego przeskoku w czasie i akcja rusza zaledwie po 9 dniach od śmierci Tary. I jest typowo. Trochę luźniejszego klimatu, ale wszędzie zemsty, spiski, wisząca wojna w powietrzu, dwulicowość bohaterów i czysta miłość do choćby klubu. Same old Charming.
- najciekawiej oglądało się Gemme, która mawia Juicowi, że nie jest socjopatką, ale oglądając ją ma się co do tego poważne wątpliwości. Jest niczym Clay. Mówi o ochronie Klubu i poświęceniu, a chroni swój tyłek, dalej manipuluje synem i sprowadzi na SAMCRO jeszcze poważniejszy konflikt. Mam tylko nadzieje, że jej tajemnica szybko wyjdzie na jaw. Sześć odcinków to maksimum. To finałowy sezon, niech coś się w nim dzieje.
- i niech więcej bohaterów dostatnie jakieś wątki, choćby krótkie i bardzo poboczne. Emo-Juice dalej dostaje najwięcej czasu, już od kilku sezonów, a jego wątek jest już zbyt rozwleczony. Wolałbym Chibsa, Bobbyego, Tigga i Happyego. To ostatni sezon więc przydałoby się pożegnać wszystkich z ekipy.
- najważniejszy jest oczywiście Jax. Śmierć Tary go zmieniła stał się bardziej bezwzględny i pozbawiony uczuć. Chyba nawet sam siebie uważa za kogoś przeklętego bo nie chcę widzieć się z dziećmi, liczy się Klub i zemsta. Co pięknie jest podkreślone przez "Nothing really matters" w tle. Nigdy bym nie pomyślał, że Sutter tak perfekcyjnie wkomponuje Bohemian Rhapsody w ten serial. 

OCENA 4/6 

Z Nation S01E02 Fracking Zombies 
- dalej czerpię większą przyjemność z oglądanie tego serialu niż powinienem. Od ręki mógłbym wymienić kilka wad, które z miejsca dyskredytują u mnie serial. Jednak tutaj jest ich takie nagromadzenie, że razem tworzą specyficzną mieszankę, która daje masę satysfakcji. Więc o tych największych wadach nie będę pisał bo pewnie z tygodnia na tydzień bym się powtarzał. Będzie o tym co mi się podoba, a jest tego trochę. Najlepsze jest to, że serial nie jest dramatem. Jest czystą rozrywką. Niby bohaterowie są trochę poturbowani przez lost, ale nie przeszkadza im to czerpać przyjemności z zabijanie zombiaków. Krew się leje, lecą suchary, jest dynamicznie i fajnie. 
- fabularnie ten odcinek to takie typowe zagranie - poszukiwanie paliwa. Już mniejsza z tym, że rafineria działa po trzech latach od początku apokalipsy. Mniejsza z tym, że o wiele łatwiej byłoby wybić wszystkie zombiaki i spokojnie zatankować. Plan był fajny, urozmaiciło to trochę odcinek, a podzielenie postaci na kilka mniejszych grupek pomogło podkreślić ich charakter. Dalej są to informacje szczątkowe bo zazwyczaj nie rozmawiają tylko rzucają onelinerami, ale mi to wcale nie przeszkadza bo grupka jest całkiem zróżnicowana. Dużo tajemnic i przerysowanych dramatów. Jedni mają traumę, a drudzy mają za cel zabić 10k zombiaczków. I od razu z nimi sympatyzuję. I z rudą. O jak ją ją lubię. A motyw z wracającym maczugą z kolcami był takie przerysowany i przewidywalny, że musiałem wybuchnąć śmiechem jak to zobaczyłem.    
- w sumie nie podobała mi się jedna rzecz. Chwilowe załamanie dobrze wypadło, Qualls całkiem fajnie wypadł. Jednak horrorowa walka z zombie psem była nudnawa i odciągała uwagę od głównych postaci. Ciekawe jakie jeszcze zombiaki będą w przyszłości. Kotami zombie by mnie kupili. Niech trafią do zoo. Żyrafy zombie? Słoń zombie? Muchy zombie? Proszę, szalejcie jak najbardziej. Coś co by nie przeszło w The Walking Dead chcę oglądać tutaj. 

OCENA 4/6 

poniedziałek, 17 lutego 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #72 [10.02.2014 - 16.02.2014]


SPOILERY


Banshee S02E05 The Truth About Unicorns
- to był fascynujący odcinek gdzie rzeczywistość mieszała się z fantazją bohaterów. Pełen niedopowiedzeń, stworzony z pociętych scen może wydawać się głupią zabawą montażystów. Był trudny w oglądaniu, wymagał skupienia i cholernie się to opłacało. Pokazano marzenia bohaterów, wyimaginowany świat gdzie mogą robić to co chcą oraz zderzenie tego z brutalnymi realiami. Pięknie pokazano różnice między tym co jest i tym czego chcą Lucas i Carrie. Może i wiele osób mógł wynudził, ale ja lubię takie eksperymenty i chłonąłem z uwielbieniem każdą przydługą scenę i radowałem się niepokojącym udźwiękowieniem gdzie wszystkie nuty były mocno akcentowane, a pojawienie się ciszy w tle było czymś niepokojącym i celowo wybijającym z rytmu jakby miało podkreślić zwykłość kolejnych scen. Podobało mi się jak płonący dom, który miał być ostoją i zapewnić szczęście bohaterom podkreślił, że nie mają co liczyć na chwilę spokoju i niebezpieczeństwo jest ciągle obecne. Jest jeszcze ostatnia scena gdzie Sugar mówi o życiu w klatce, a Hood żeby to pieprzyć. To idealnie podkreśla jego charakter.
- brawa na stojącą należą się za scenę w zbożu. Pierw zaskakująca śmierć Racine (będzie mi go brakowało) i efektowna strzelanina z zbliżającym się snajperem w pełnym kamuflażu. Wtedy adrenalina bohaterów była wprost namacalna, ale skradania się w zbożu, powtórzony widok od góry pokazujący trzech wytrawnych łowców w zastygnięciu i potem krótka wymiana ognia po wzbiciu się w powietrze gęsi to coś niesamowitego. Więcej takich wyszukanych scen poproszę, a nie nudne bijatyki na pięści.
- z innych scen spodobała mi się ta gdy Carrie i Lucas wybrali się na lody w miasteczku i przystanęli przy jubilerze i wymieniali się uwagami jakby tu go obrobić. Cięte dialogi, dużo humoru i podkreślenie charakteru tych postaci. Świetne. Jednak fajnych ujęć i pomysłów było więcej jak np. Carrie pod prysznicem (ten bezgłośny krzyk!) i w wanie co okazało się też ładną klamrą dla odcinka.

OCENA 5.5/6

Black Sails S01E03 III. 
- odcinek taki se. Lubie ten serial, podoba mi się klimat, ale irytująco się dłuży. Może i specjalnie nie przeszkadza mi brak morza i pływających po nim statków, ale cały czas mam wrażenie, że mogłoby to wyglądać lepiej. Za mało emocji i mocnych scen. Może i przemowa Elenor w obronie Max i odebrania statku Vane'owi miała wstrząsnąć, ale się nie udało. Za mało znam bohaterów by się nimi przejmować może jakby to było później i lepiej pokazano. Przyjąłem to ze spokojem, a chyba nie o to chodziło. Fajnie jednak, że nie wszytko jest oczywiste i może to przynieść ciekawe konsekwencje.
- cytowanie Marka Aureliusza w serialu o piratach to lekkie przegięcie. Chcę piracenia, a nie filozoficznych i egzystencjalnych wywodów. Niby to próba pogłębienia bohaterów, ale trochę prze intelektualizowana. Pani Barlow też jakoś specjalnie nie intryguje i średnio obchodzi mnie co Flint z nią robi.
- dalej najgorzej wychodzą główni bohaterowie. Flint jest nudny, a Silver irytujący zamiast zabawny bo chyba taka była intencja. O wiele lepiej wygląda kombinujący Jack potrafiący zagrać na odpowiedniej nucie, spokojny i nieprzewidywalny Vane, wątpiący w siebie, ale cały czas opanowany Gates czy Bill, którego lojalność jest wciąż testowany. Szkoda tylko, że Anne Bonny cały czas kryje się w cieniu i co najwyżej rzuca onelinery. Chcę się o niej więcej dowiedzieć, może dojdzie do tego podczas polowania na Urce, które coraz bliżej.

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S01E14 The Ebony Falcon
- śmieszne, ale oczekiwałem więcej, tak już mam, że od lubianych seriali wymagam by wznosiły się na wyżyny swojego potencjału. Najśmieszniejsza była Gina prosząca Holta o kontakt z CIA lub FBI by ktoś rozwiązał sprawę kradzierzy z jej mieszkania bo przecież kto inny miałby się tym zająć, na pewno nie policjanci z posterunku. Miała kilka świetnych tekstów, a najlepsze było napisanie skargi na Diaz i Amy.
- drugi wątek trochę słabszy. Fajnie, że Terry wrócił do pracy w terenie, ale Jake i Boyle strasznie irytujący. Mało śmiesznych scen jednak fajnie oglądać bohaterów jak się o siebie troszczą. Lub robią sobie krzywdę.
- najlepszy był jednak początek jak posterunek zastanawiał się czy Kelly to imię żony czy psa Hitchocka.

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S01E15 Operation: Broken Feather
- początkowa gra w futbol była piękna. Terry rządzi. Jego plan polepszenia wydajności oraz aluzję do Ikara względem Holta też wspaniałe. Uwielbiam bohaterów i te absurdalne sytuację, które powstaje dzięki ich udziałowi. Gina za biurkiem Holta z rękami złożonymi w wszechwiedzącą piramidkę, Boyle w frędzelkach, napad złości Diaz - jak tu ich nie kochać?
- sceny z Sępem fajne, ale jego debiut chyba lepszy. Błyskawiczne złamanie przestępcy dobre tak jak operacja Broken Feather, ale trochę mi brakowało scen z jego udziałem. Jednak wspólna praca Amy i Jake mi to wynagrodziła. I Adam Sandler w gościnnej roli. I granat dymny na samym końcu, prawie się zakrztusiłem jedzeniem ze śmiechu.

OCENA 4.5/6

 Brooklyn Nine-Nine S01E16 The Party
- oczywiście, że Holt jest tym zabawniejszym w związku. Jego partner nie porwał, nie było zabójczo zabawnych scen na przyjęciu, ale odcinek bardzo przyjemny z fajnymi momentami i niezbyt subtelnym przesłaniem. Fajnie wypadł Scully z jego ariami operowymi, Diaz znajdująca zajęcie kleptomance Ginie, Amy robiąca zdjęcia szafką Holta oraz pseudo namiętny pocałunek Boyla. Jego nowa miłość jest ciekawa i mam nadzieje, że wróci jeszcze do serialu bo te rozmowy o jedzeniu są zabawne. 

OCENA 4/6

Person of Interest S03E14 Provenance 
- w końcu musiało to nastać - proceduralny odcinek, który za parę tygodni będzie mglistym wspomnieniem. Oglądało się go przyjemnie, ale tylko tyle. Brakowało jakiegoś konkretnego zaskoczenia. No cóż i takie odcinki muszą być. Najfajniej wypadł przekręt i kradzież biblii, ale widziałem dużo lepsze heisty. Najlepszy był na końcu Fusco planując kolejne kradzieże.
- podobała mi się końcówka z odniesieniem do Carter i kolejne jej uhonorowanie. Nie spodziewałem się, że tak będę za nią tęsknił. Szkoda, że Root nie wypełniła tej pustki, brakowało jej w tym odcinku.
- Shaw w wieczorowej kreacji na gali wyglądała pięknie. Ogromna odmiana od jej wiecznie przyczajonej postury.

OCENA 4/6

Sons of Anarchy S06E12  You Are My Sunshine
- przedostatni odcinek więc czas na kończenie i zaczynanie pewnych wątków. Może nie miał błyskawicznego tempa, ale dużo ważnego się w nim działo i miał kilka świetnych linii dialogowych.
-  Tara podjęła decyzja, ale prawdopodobnie nie jest ona ostateczna. Albo Jax coś zrobi, zdarzy się coś strasznego lub sama się opamięta. Za wszelką cenę chcę ocalić chłopców, ale rozbija przy tym rodzinę. Jest w sytuacji patowej i co nie wybierze będzie źle. Nie zdziwiło mnie, że nie poszła do Petterson, ale Jax może to inaczej odebrać. W każdym bądź razie szykuje się ciekawy finał
- sprawa z Irlandczykami unormowana, Marks przejął handel bronią i pozbyto się chińczyków. I niby spokój tylko, że pozornie. Dowódca Dziewiątek miał racje wyśmiewając Jaxa, że to koniec. Prędzej czy później Sonsi wrócą do gangsterki. I pewnie dużo prędzej bo zbliża się prawdziwa wojna w Oakland i raczej nie będą stali bez czynie nawet jakby chcieli to ktoś użyje jakiegoś haka. Fajnie jakby w ostatnim odcinku serialu okazało się, że nie ma ucieczki od tego życia i trzeba odkupić swoje winę.
- a skoro wina o odkupieniu i winach - podoba mi się reakcja Nero na końcu odcinka gdzie pocieszał Jaxa mimom, że dowiedział się o zleceniu morderstwa Davrene. Może go za to nienawidzić, ale gdy jest w potrzebie to mu pomaga bo wie, że dzieci są najważniejsze.

OCENA 4.5/6

Sons of Anarchy S06E13 A Mother's Work
- tego się nie spodziewałem. Mr. Mayhem miał dużo roboty w tym sezonie, ale śmierć Tary była dla mnie totalnym zaskoczeniem. To co robiła prowadziło do destrukcji i przykrych konsekwencji, ale jej zgon był dla nie niewyobrażalny, a powinien w końcu pierwszy raz od dawna była szczęśliwa, powinna mi  się zapalić ostrzegawcza lampka w końcu przeczytałem, że ktoś w finale zginie i byłem pewien, że to Gemma. Wydawało mi się, że to sobie zaspoilerowałem i od kilku odcinków uważnie się jej przyglądałem by stwierdzić czy jej zejście było zasłużone czy nie. Wydaje mi się nawet, że Sutter w jednym z posezonowych wywiadów mówił, że nie ma Gemmy bez Clay. Jednak to Tara zginęła z jej rąk i to w mega brutalny sposób wynikający z nieporozumienie. I przez przypadek jeszcze Roosvelt odszedł na wieczny odpoczynek. Nie dowierzałem co widzę. Brutalna walka dwóch kobiet, ataki żelazkiem, podtopienie i potem widelec do mięsa przebijający czaszkę Tary. Kurt Sutter to sadysta, uwielbia się znęcać nad swoimi bohaterami i sprawiać by cierpieli dlatego wprowadziła na scenę zbrodni Juica, który pomaga Gemmie. Kolejna rzecz która wjedzie mu na psychikę. Ona też w przyszłym sezonie będzie w kiepskim stanie i pewnie oboje doprowadzą się spektakularnego upadku. Nie mogę się doczekać by zobaczyć co stanie się w przyszłym sezonie.
- śmierć Tary to najważniejsze co się działo, pogoń za nią i budowanie nastroju rozłąki zajęły sporą część odcinka, ale działo się więcej. Nero wrócił do gangsterki. Człowiek który miał najlepiej działający kompas moralny i głowę na karku wraca do ryzykanckiego życia. Tak jak Jax zdaje sobie sprawę, że nie ma ucieczki od ulicy. Ta decyzja może go drogo kosztować bo war is coming. Sojusz Majów i Lina przeciw Marcusowi i Sonsą - szykuje się wyniszczająca wojna. Chyba, że SAMCRO będzie za wszelką cenę próbowało stać na uboczu i zajmować się legalnymi interesami i radzić sobie po tej tragedii. Jednak nie można tak łatwo uciec od tego życia.

OCENA 5/6

The Walking Dead S04E09 After
- w końcu wrócił jeden z moich ulubionych seriali i był to zacny odcinek. Nie skupiał się na akcji tylko psychologii bohaterów, brakowało też sporo osób z głównej obsady, ale to nie przeszkadzało. I na nich przyjdzie czas. Lepiej żeby twórcy odpowiednio skupili się na przeżyciach po stracie domu i rozłożyli to na kilka odcinków niż pokazali to po łebkach.
- świetnie wykreowano napięcie między Carlem i Rickem. Ojciec poharatany i zmęczony życiem nadmiernie troszczy się o syna nie chcę dostrzegać tego jak wyrósł. Młody natomiast obwinia ojca za to co się stało, myśli, że sam by sobie poradził lepiej i jest odpowiednio dojrzały by nie potrzebować niańki. Uwydatnione jest niezrozumienie, ale też na końcu miłość między nimi. Bardzo podobały mi się ostatnie sceny jak żartują i próbują sobie razem radzić w nowej sytuacji.
- dużo powiedziano też o Michonne. Gdy został pokazany jej sen przez chwilę myślałem, że mam zepsutego ripa i oglądam jakiś inny serial, zupełnie odmienny od The Walking Dead. Jednak chwile później jej towarzysze stracili ręce, a ona obudziła się w nowej - starej sytuacji. Znowu podróżuje sama z walkerami na smyczy. I nie radzi sobie z tym, ponowna utrata rodziny mocno na nią wpłynęła i mimo, że zawsze cechowało ją opanowanie musi dać upust swoim emocją. Ciesze się, że już w finale tego odcinka doszło do spotkania z Grimesami.
- miłą niespodzianką było też pojawienie się Hershela i Gubernatora. Dobrze, że ostatecznie wyjaśniono, że ten drugi nie wróci bo przez przerwę na mnożyło się sporo teorii w internecie, że jakimś cudem przeżył. Może jednak w flashbackach albo jakiś majakach się pojawi? Wszystko jest możliwe.

OCENA 5/6

True Detective S01E04 Who Goes There
- jestem zachwycony. Jeszcze kilka miesięcy temu opłakiwałem koniec najlepszego serialu w telewizji (Breaking Bad jakby ktoś pierwszy raz wszedł do internetu) i byłem niemal pewny, że to koniec wielkich produkcji gdy nagle HBO zafundowało True Detective. Aktorsko, pod względem scenariusza i reżyserii to najwyższa półka seriali i w sezonie nagród powinien rozbić bank, a czwarty wystarczy by Fukunaga dostał statuetkę za najlepszą reżyserię. Nie chodzi tylko o końcową sześciominutową sekwencję nakręconą na jednym ujęciu. Była fenomenalna. Jestem pod ogromnym wrażeniem jej złożoności i wysiłku jaki musiał zostać włożony w jej nakręcenie. Bogactwo szczegółów, cały czas się coś dzieje, napięcie i pytanie jak to się skończy. I to podążanie za kamerą, rozglądanie się wraz z nią, jakby się było w samym centrum osiedla ogarnięte strzelaniną. To było zwieńczenie tego co działo się przez poprzednie 50 minut. Cięcia w odpowiednim momencie, krótkie sceny przeplatane z długimi, piękne zdjęcia zdewastowanej Luizjany (czwarty odcinek i prawdopodobnie czwarty raz piszę to samo) i wrażenie przestrzeni. Nawet cela z pierwszego przesłuchania była większa niż w rzeczywistości. I te ujęcia. Szał Martyego po przeczytaniu listu, Cohle sięgający po swoją skrzyneczkę czy odchodzący po kłótni z Maggie gdy jej wizerunek zza szyby powoli zmienia się w jego odbicie. Cudowne. I aż się boję pomyśleć co nas czeka przez najbliższe cztery epizody i jakie fajerwerki wybuchną w finale. Fukunaga i Pizzolatto to objawienia tego sezonu i marzy mi się by pracowali przy True Detective jak najdłużej.
- chwalę reżysera, a przecież inne elementy nie ustępowały. Fabularnie dalej powoli, sprawa niewiele bliżej końca, ale to nie istotne. Tu chodzi o detektywów i wpływ pracy na ich życie. Jasne, mroczny kult działa na wyobraźnie, ale nie chodzi by złapać mordercę tylko zobaczyć jakie zmiany zaszły w Martym i Cohlu. Ten pierwszy w odcinku traci żonę po kłótni z kochanką, jest zdziwiony, że do tego doszło i wciąż liczy, że dalej się wszystko ułoży. Cohle natomiast wraca do swojej przeszłości poznajemy jego mroczne tajemnicę, a gdy ćpa i przekracza kolejne granicę nie można oderwać oczu od McConaughey'a. Oglądanie jego działania pod przykrywką to jak jazda na rollercoasterze. Dostarcza niesamowitych emocji, ale ma się wrażenie nadciągającej katastrofy. Są też sceny z Harrelsonem gdzie wygłasza swoje życiowe filozofię i potrafi być prawdziwym dupkiem.

OCENA 6/6

niedziela, 9 lutego 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #71 [03.02.2014 - 09.02.2014]

SPOILERY

Arrow S02E13 Heir to the Demon
- w tym tygodniu telewizyjny pojedynek DC vs. Marvel wygrywają Agenci TARCZY. Arrow znowu funduje słabiutki epizod z przeraźliwie nudnymi wątkami i głupim zachowaniem bohaterów. Razi mnie też brak konsekwencji. W finale zeszłego odcinka do zespołu dołącza Roy, a teraz nawet nie jest wspomniany. No bo i po co skoro mógł tylko przeszkadzać. Widocznie nie trzeba się już martwić jego mocami i wysłano go na wakacje.
- Nyssa i powrót Kanarka to dla mnie jeden wielki zawód. Wątek miłosny, serio? Jeszcze jakby był dobrze poprowadzony to bym to przyjął. Jakaś tragiczna miłość ponad zakazami, ale nie, tutaj jest za dużo chaosu, motywację bohaterów są naciągane. W pewnym momencie nawet przestałem się zastanawiać dlaczego to robią, tak było łatwiej, w końcu głupota boli, lepiej ją ignorować. Tylko znieść nie mogę tego ostatniego pocałunku Sary z Oliverem. Zero chemii między tą dwójką przez cały odcinek i raptem lądują w łóżku. Słabo.
- coraz bardziej nie mogę znieść kandydowania Moiry na burmistrza. I najgorsze, że ona to wygra bo Blood zostanie zdemaskowany i zostanie bez przeciwnika. Chyba, że ją zabiją, ale wątpię żeby producenci poszli po rozum do głowy. Jej start w wyborach jest głupi, ale jeszcze gorsze jest poparcie Waltera, który jej ufa po tym wszystkim co się działo. I jeszcze nie ma nic przeciwko przekupstwom. Oczywiście, że to nic złego by zatuszować kto jest ojcem Thei. Wszystko dla dobra rodziny. A obywatele na drugim miejscu... Głupio też wyszła konfrontacja z Felicity. Kreacja postaci jest coraz bardziej siermiężna w tym serialu, brak mi rozwoju bohatera i uczucia, że się obcuje z człowiekiem, a nie kukiełką odgrywającą role. Trzy cechy charakteru na krzyż i starczy. Ewolucja bohatera też nie potrzebna.
- u Lanców słabo. Flashbacki głupie i nic nie wnoszące. To, że Lancówny nie były idealnym rodzeństwem było wiadome już dawno więc stracono sporo czasu, który mógł być przeznaczony na sceny z wyspy. Do zachowania Lauriel nie mam większych pretensji na końcu, akceptuje jej wyrzuty, ale nie podoba mi się jak ta postać jest kreowana. I ona ma być Kanarkiem w przyszłości? Wolne żarty. I jeszcze Katie Cassidy ewidentnie nie chcę się grać. W paru serialach pokazała, że potrafi (Supernatural, Harper's Island), ale tutaj ciężko ją znieść.
- w sumie w odcinku bardzo mi się podobały zalewie dwie sceny - początkowa demonstracja Nyssy na lotnisku co narobiło mi smaka na więcej dobrego oraz jej pojedynek łuczniczy z Arrowem, szkoda, że dalej było dużo gorzej pod tym względem. Niektóre sceny były ok, ale z pozytywów głównie to zapada w pamięć.

OCENA 3/6

Banshee S02E04 Bloodlines
- Banshee w tym sezonie w kratkę i tym razem świetny odcinek. Brutalność i seks - to lubię w tym serialu. Wyrywanie zębów i tortury masakryczne, ciężko się na to patrzyło, ale to jedna z fajniejszych scen odcinka. Ciekawie wypadły też majaki senne Carrie i montaż kilku scen jak np. tej z Nolą zabijającą amisza. Więcej takich rzeczy w przyszłości poproszę.
- najmniej interesująco wypada na razie wątek Lucasa. Najlepsze rzeczy dzieją się obok niego, ale jego decyzja o sprzedaży diamentów może coś zmienić i sprowadzić nowe kłopoty do Banshee.
- początek odcinka mnie zaskoczył. Carrie wychodzi z więzienia i godzi z Gordonem. Już myślałem, że zupełnie zmarnowano potencjał wątku więziennego, a tu takie zaskoczenie. Jeszcze tam trochę posiedzi, tylko szkoda że sceny z nią mają tylko pogłębić postać, ja chcę zobaczyć ją w akcji. Scena z Rabbitem fajna, ale od niego oczekuje czegoś zgoła odmiennego.
- młody Hood przespał się z Rebbecą. To nie wróży nic dobrego, jeszcze będzie chciał zostać, a to kolejne kłopoty. Średnio za nim przepadam, ale ma niezłe sceny z Hiobem.
- przeszłość Noli jest intrygująca. Co takiego zrobiła? Co ją ukształtowało? Mam nadzieje, że będzie to z czasem powoli wyjawiane. I obstawiam, że zamorduje brata bo będzie ją irytował swoim niezdecydowaniem.

OCENA 4.5/6

Black Sails S01E02 II.
- dobrze się to ogląda, ale brakuje jakieś większej refleksji czy efektu wow, a niektóre wątki są zbyt nudne lub za długo się ciągną. Jednak oglądam dalej bo podoba mi się piracki klimat z bezkompromisowymi i brutalnymi ludźmi oraz kobietami chcącymi zaryzykować dla lepszej przyszłości. Tylko dwójka głównych bohaterów mi nie pasuje - Flint i Silver mnie irytują, dużo ciekawsze rzeczy dzieją się w okół nich. Czy to Elenor, która stanie przed nowymi wyzwaniami po popadnięciu ojca w niełaskę czy Max chcącą się stąd wyrwać. Jest też załoga Vane'a oraz podopieczni Flinta. To są ciekawe postacie. Co będzie w trzecim odcinku? Jakoś nie liczą, że już popłyną na Urce, pewnie nie dojdzie do tego wcześniej niż w szóstym odcinku. Jednak zapowiada się szukanie sojusznika bo sam Flint może sobie z tym nie poradzić. Vane? To by było coś. Nie mogę się doczekać bitwy morskiej, w ogóle chciałbym więcej scen na wodzie. W końcu to serial o piratach. Niech grabią, rabują i gwałcą, od tego oni są.

OCENA 4/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E13 T.R.A.C.K.S.
- najlepszy odcinek od czasu premiery. Serial w końcu udowodnił, że ma jakieś ambicję, potrafi być angażujący i sprawić, że zacznę się przejmować bohaterami. Udało się również rozpisać kilka scen pełnych humoru. Wątpiłem w to i jestem mile zaskoczony. Tym bardziej, że powoli spisywałem serial na straty (mimo, że tak chciałem by był dobry). Nie obyło się jednak bez kilku uproszczeń i słabszych momentów, ale to była drobnostka w porównaniu do tego co działo się wcześniej.
- strasznie podobała mi się zabawa formą. W końcu nie był to zwykły odcinek proceduralny od punktu A do B, a budził zainteresowania. Co będzie? Co się dzieje? Nie było tez uczucia, że ktoś jest niepotrzebny jak na wielu poprzednich misjach. Każdy członek zespołu dostał odpowiednią ilość czasu antenowego i dano im się wykazać. Brakowało mi tego.
- nie zabrakło tez humoru. I to nie był ten wymuszony co zwykle, ale autentycznie śmieszny. Simmons i jej historyjka o zmarłej matce, Culson i Ward nie umiejący obsługiwać swojego sprzętu czy strzelająca Simmons do swoich. Widać postęp w tym aspekcie
- również fabularnie było dobrze, a postrzelenie Skye niesamowicie zaskoczyło. Serial pierwszy raz tak dobrze pokazał, że agenci narażeni są na niebezpieczeństwo i to jeszcze w brutalny sposób. Widać było cierpienie Skye i autentycznie było mi jej przykro mimo, że wiedziałem że przeżyje. Na pierwszą śmierć w zespole będzie pewnie jeszcze długo poczekać, ale twórcy są na dobrej drodze by rzeczywiście się można ją było przejąć.
- pojawienie się Dethlocka fajne. Kolejna komiksowa postać dołącza do filmowego uniwersum Marvela. I oby na dłużej została zła i z czasem Petterson zmieniał wygląd i miał więcej technologicznych elementów. Bo przeciwnik drużynie się przyda.
- szkoda tylko, że teraz miesiąc przerwy...

OCENA 4.5/6 

Sons of Anarchy S06E07 Sweet and Vaded
- nie wiem co myśleć o wątku Tary. Udawana ciąża i upozorowanie poronienia przez Gemme żywcem wyjęte z jakieś telenoweli. Z drugiej strony doskonale pokazuje to jak bardzo Tara się zmieniła przez te wszystkie sezony i jest gotowa na wszystko by chronić swoją rodzinę. Tylko, że prędzej czy później obróci się to przeciw niej, takie rzeczy zawsze wychodzą na jaw w serialach, a potem będzie prawdziwy shitstorm. Poza tym jej plan był słaby. Wtajemniczenie Unsera nie powinno mieć miejsca, a Wendy jest tu najsłabszym ogniwem i mogą ją dopaść wyrzuty sumienia. Poza tym okłamywanie Jaxa to głupi pomysł.
- początek odcinka był fenomenalny. Jak zwykle idealnie dobrana muzyka podczas przegrzebywania zniszczonej siedziby klubu, a potem wprowadzeni się do nowej i zrobienie z Rata pełnoprawnego członka. Komiczne sceny. Dlatego szkoda, że potem w odcinku był niewidoczny.
- sceny z Venus jak zwykle komiczne, ale dopisano jej całkiem elegancką i dramatyczną historię. Kolejna popaprana rodzinka w tym serialu robiła za idealne tło dla wątku Tary.
- prokuratura coraz agresywniej dobiera się do SAMCRO. Jak nie Tara to Nero, jak nie Nero to Barosky. Prędzej czy później w którąś z sieci wpadnie rybka.

OCENA 4.5/6

Sons of Anarchy S06E08 Los Fantasmas
- dużo dramatów w tym odcinku co mi się bardzo podobało. Przede wszystkim skutki "poronienia" przez Tarę. Za dużo ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak by uszło jej to na sucho. Roosvelt, Lowen, Gemma i Uncer - te postacie są najbardziej zagadkowe i nie wiadomo co mogą zrobić. Najciekawiej wypada w tym Wendy. Jest między młotem, a kowadłem, Gemmą, a Tarą. Nie widzi wyjścia i zaczyna znowu ćpać. Nie wiem czy dobrze zauważyłem, ale czy ona nie zostawia przypadkiem listu pożegnalnego, a to ma być jej ostatnia działka i wieczny spokój? To by sprawiło, że Jax dowie się szybciej prawdy niż myślałem.
- Nero postanawia się przyznać do handlu bronią i wziąć na siebie całą odpowiedzialność by zapewnić lepsze życie synowi. To bardzo w jego stylu, ale nie ma dobrych zakończeń w serialu. Przyznał się, że działanie prokuratury sprawiły kolejny rozlew krwi i Patterson dopadają wyrzuty sumienie. Nieźle wszystko się zazębia i nie pozwala skończyć wątkom, a czyny mają konsekwencję.

OCENA 4.5/6

Sons of Anarchy S06E09 John 8:32
- bardzo "rodzinny" odcinek. Podobała mi się klamra z dziewczyną demolującą motocykl Tiga, której rodzinę stara się naprawić Jax by jakoś uspokoić sumienia bo w odcinku jak zwykle doszło do sporego zamieszania. Jax odkrył prawdę o Tarze, a przy okazji wyszło też kilka innych skrywanych sekretów. Ogromnie jestem ciekaw co zrobi. Nie zdziwiłbym się gdyby zrezygnował z niej, ale jak to pogodzić z walką o chłopców? Na pewno zrobiło się ciekawie mimo, że średnio mi ten wątek do gustu przypadł. Szkoda trochę, że nie pokazano co dzieje się z Wendy.
- Jax wyda Galana pani prokurator? Jakoś w to wątpię. Nie dość, że to trochę sprzeczne z kodeksem honorowym, ale też pokazano tylko głosowanie, a nie omówienie sprawy. Pewnie to jeden z jego planów, który zostanie ujawniony w finale sezonu. Tylko czy uda mu się wykiwać IRA i Petterson?
- sceny z Clayem mocne. Pierw jego obrazoburcze kazanie i pogryzienie strażnika. Strasznie wyglądał zakrwawiony z opętańczym śmiechem. Potem chwila interesów i odwiedziny strażników. Więzienie w Sons of Anarchy to paskudne miejsce.

OCENA 4.5/6

Sons of Anarchy S06E10 Huang Wu
- Jax postanowił na razie zignorować Tarę. Czegoś takiego się po nim spodziewałem. Natomiast ona głupiutka wciąż myślała, że może się wyrwać z Charming wraz z dziećmi. Przestała walczyć dopiero po rozmowie z Patterson. Najśmieszniejsze jest, że Jaxowi dalej na niej zależy i załatwi jej ugodę. Zapewne tragiczne wydarzenia z finału wiele zmienią w jej nastawieniu i planach. Nie rozumiem tylko czemu Juice powiedział jej gdzie znajdzie Jaxa. To było trochę głupie.
- ucieczka od handlu bronią to nie łatwa sprawa zwłaszcza jak się gra na kilku frontach i trzeba dopilnować interesów mnóstwa osób. Tym razem doszedł problem z chińczykami. Jaki oni ich zadowolą skoro muszą odstawić Gallana Petterson? Jakoś wątpię żeby mieli plan, który zadowoli wszystkich i przeczuwam, że to mogą być ostatnie chwilę Happa w serialu. Obym się mylił.
- Unser i Nero - mistrzostwo. Chciałbym więcej scen z tą dwójką. Ich kłótnie w aucie wypadły świetnie, tak jak ich każda kolejna rozmowa. Chwila na uśmiech między kolejnymi dramatami

OCENA 4.5/6

Sons of Anarchy S06E11 Aon Rud Persanta
- w końcu odcinek ze śmiercią Claya. Długo na to czekałem, powinien już zejść w czwartej serii lub w finale piątej. Nastało to w szóstej. I nie jestem zawiedziony jak do tego doszło. Z rąk syna, bez protestów na oczach ukochanej kobiety i dawnych braci. Bez pompatyczności i ckliwości. Stało się to co musiało. I jeden problem z głowy. Teoretycznie. Może i IRA przystanie na nową propozycję, ale pozostaje Patterson. Ona nie odpuści mimo, że ma osoby odpowiedzialne za strzelaninę. Jax jak zwykle wywinął niezły numer ale shock value nie był taki wysoki jak choćby podczas pozbycia się Stahl. Została jeszcze Tara. Da dowód Patterson czy nie? Jest zdesperowaną kobietą zdolną do wszystkiego. Ta śmierć Claya trochę ją uspokoiła, ale wciąż jest zaszczutym zwierzaczkiem gotowym do irracjonalnych działań.
- sceny akcji świetnie. Jak zwykle w tym serialu. I ten dobór muzyki! Perfekcja. Ktoś musiał zostać postrzelony - padło na Bobbyego, teraz pytanie co się będzie z nim teraz działo.
- mimo, że Gemma nienawidziła Claya wciąż go kochała. Podoba mi się jak prowadzono ten toksyczny związek, jak oboje niszczyli siebie nawzajem. I teraz w końcu gdy stała się wolna zapłakała. I cudowny tekst Nero, że się z nią nie ożeni bo jej mężowie źle kończą.

OCENA 5/6

The Musketeers S01E03 Commodities
- w tym odcinku serial mija się trochę z moimi oczekiwaniu. Chciałem czegoś lekkiego, zabawnego i przepełnionego humorem, a sam nie wiem co dostałem. Wątki dramatyczne są słabe i nie wciągają. W serialu najlepiej wychodzi interakcja między postaciami bo chemia nadzwyczaj udanie działa. Tylko za mało tego w stosunku do całości. Odcinki są też za długie i momentami nużące, tak jak ostatnio tutaj też miałem dość sprawy tygodnia po jakiś 30 minutach bo w końcu i tak ten wątek nie wróci.
- odkrywanie przeszłości Atosa nawet ciekawe, ale jego melodramatyczny wątek robi z niego ciepłe kluchy. Może i ma pogłębić jego charakter, ale dla mnie to lekka przesada by tak zachowywał się muszkieter. Płacze za dawną żoną, załamanie i upicie się. Ich konfrontacja rozczarowująca bo nie doszło do żadnego rozwiązania.
- wątek Bonnaire też taki sobie. Na początku mi się podobał by był zabawny, ale potem jak wyszło, że jest handlarzem niewolników zrobiło się zbyt pretensjonalnie, były rzucane wyświechtane hasła o równości, a oburzenie Portosa niby na miejscu, ale jakoś kłóci się to z moją wizją historii.

OCENA 3/6

poniedziałek, 3 lutego 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #70 [27.01.2014 - 02.02.2014]

SPOILERY

Arrow S02E12 Tremors 
- potwornie słaby odcinek, chyba najgorszy w sezonie. Kilka razy musiałem robić sobie przerwę bo nie mogłem już znieść niektórych bohaterów i wątków. Chyba największym idiotyzmem było zaproponowanie Moirze kandydatury na burmistrza. Serio? Osoba potępiona publicznie i realnie zagrożona karą śmierci ma rządzić miastem, które niemal zostało zniszczone bo postawiła rodzinę nad dobrem obywateli Starling City? I jeszcze ma wysokie poparcie. Ja rozumiem zawieszenie niewiary, ale niektóre rzeczy są tak idiotyczne, że ciężko w nie uwierzyć. Tak jak w prototyp urządzenia mającego wywołać trzęsienie ziemi. Nie dość, że brakowało jakiegokolwiek napięcia z tym związanego, nie czuło się że sytuacja stanowi jakiekolwiek zagrożenie to jeszcze wprowadzono bombę w najgłupszy z możliwych sposobów - była w domu Merlyna. No bo po co przeszukać dom osoby odpowiedzialnej za największą tragedię w mieście? Lepiej żeby popadł w ruinę. Rodzinki też żadnej nie miał żeby zajęła się domem. Idiotyczna też była ucieczka Bronze Tigera z więzienia. Wystarczyło, że dostał swoją zabaweczkę (jej przemycenie akurat było fajne) i już bez problemu utorował sobie drogę do wyjścia. O Lauriel i staraniach Lance nie będę pisał. To może nie było tragiczne, ale nie pasuje mi do serialu, czego innego oczekuje, a wątki obyczajowe wypadają w nim słabo.
- jeszcze trochę minusów mógłbym powymieniać, ale nie chcę mi się znęcać nad serialem. Fajny był powrót Waller i zapowiedź Suicide Squad, trening Roya ujdzie, dobrze zrealizowano walki i wróciła Sara do Starling (szkoda tylko, że z tak błahego powodu). Wyjawienie tożsamości Arrowa Royowi zaskoczyło mnie, ale cieszy.

OCENA 3/6

Bitten S01E01 Summons
- najlepszym określeniem tego odcinka byłoby przeciętny. Nie działo się nic angażującego, ale też nie ma się do czego przyczepić. Jest morderstwo, są przerośnięte pieski (bo wilkołakami nie mam zamiaru ich nazywać), mamy też trudne relację, wątki miłosne i trochę golizny. I tyle. Ciągnie się to niemiłosiernie od punktu A do B i nagle koniec, a kolejne sceny są nijakie i nic nie wnoszą. Tradycyjnie obejrzę trzy odcinki i zdecyduje co robić dalej. Jeśli struktura klanowa zostanie fajnie przedstawiona, bohaterowie będą posiadać duszę i będzie jakaś intryga to będę oglądał dalej. Sama Laura Vandervoort świecąca tyłkiem  nie wystarczy.

OCENA 3/6

Bitten S01E02 Prodigal
- akcja z miasta przeniosła się zupełnie na wieś i jest odrobinę ciekawiej. Tylko, że doszedł do tego beznadziejny wątek miłości. Czemu co najmniej dwudziestu kilku letni mężczyźni zachowują się jak nastolatkowie podczas pierwszej miłości? Na to się nie da patrzeć. Przesiadywanie na dachu i ciągłe maślane oczy. To może zupełnie położyć serial. Motyw z głaskanie kompletnie idiotyczny. Jednak najgorsze w serialu jest weltschemrz wilkołaków. Jak to oni cierpią, że są tym kim są i nikt ich nie rozumie, a wataha jest w ogóle najważniejsza i możemy dla niej zrobić wszystko. Podane to w taki sposób jakbym nie wiedział kim jest wilkołak i oglądał z nimi pierwszy serial/film...
- śledztwo też się wlecze, motywy nie są jasne, a to że podejrzenia zaczną padać na naszą watahę jest bardziej niż pewne. Słabo. Dobrze, że w jakimś stopniu serial próbuje pogłębiać postacie i opowiada ich tragiczną przeszłość. Tylko to morderstwa w wykonaniu Eleny jakieś takie żałosne.
- rozczarowuje mnie tez mitologia serialu, a raczej jej brak. Niby jest piwnica pełna dokumentów, ale to też śmiesznie wygląda, a informacja o długowieczności wilkołaków i zwiększonym metabolizmie to tylko detal.

OCENA 3/6

Helix S01E01E02 Pilot | Vector 
- bardzo chciałbym lubić ten serial, ale wiele rzeczy mi w nim przeszkadza. Klimacik zaszczutej bazy jest fajny, co rusz są rzucane na widza jakieś rewelację które intrygują i z uwagą śledzi się kolejne sceny. Szkoda tylko, że jako całość jest średnio. Dłuży się, niektóre dialogi są pisane na kolanie i co najgorsze sporo postaci irytuje. Nie czuć też, że ma się do czynienia z bazą pełną najlepszych naukowców. Zachowują się idiotycznie. Personel i zarząd też działają głupio. No oczywiście, że ochrona przed kwarantanną jest niepotrzebne. Przecież nie będą chcieli uciec, a ich wcześniejsze oburzenie na zamknięcie to tylko taki kaprys, oni się podporządkują...  Nie podoba mi się też brak komunikacji między pracownikami CDC, rozdzielają się, prowadzą śledztwo na własną rękę i się nie porozumiewają. Nie widać też zainteresowania pozostałymi. I jak tutaj poczuć między nimi więź i ekscytować relacjami?
- jednak mimo wszystko jest fajnie i będę oglądał dalej. Grupa naukowców próbująca odkryć przyczynę epidemii, pradawny wirus, tajemnicze i nie sankcjonowane badania i wielka tajemnica w tle. Lubię to i przeboleję nudnego złego kierownika placówki badawczej i mdłe rodzinne powiązania. Czuć lekki, klaustrofobiczny klimacik i niektóre obraz działają na wyobraźnie. Może i nie straszy, ale budzi zaciekawienie na tyle by dać kolejną szansę.

OCENA 3.5/6

Helix S01E03 274
- bardzo chciałem polubić ten serial, ale nie potrafię. Niby science-fiction, ciekawy pomysł, dobra realizacja i dużo fajnych momentów to oglądanie serialu mnie męczy. Największy problem mam z bohaterami. Nie czuje sympatii, nie obchodzi mnie czy przeżyją, a najgorsze, że nic o nich nie wiem poza pewnymi ogólnikami. To już 2h serialu, a o Jules wiadomo tylko, że przespała się z bratem Alana i czuła się stłamszona przy mężu. Tyle. U innych wcale nie jest lepiej. I jak ja mam się przejmować jej chorobą? Jej zachowanie również jest denerwujące. Albo marnie została rozpisana, albo aktorka nie potrafi przedstawić jej konfliktu wewnętrznego. Chyba, że ona na prawdę nie pamiętała co stało się pod tym prysznicem, tylko po co w takim razie te flashbacki?
- ochrona stacji też zachowuje się debilnie. Powoli zbliża się zakażona kobieta - zastrzelić, facet atakuje siekierą - paralizatorem go. Rozmowy o ochronie Hatake strasznie głupie. Ogólnie brak ikry w dialogach, niektóre strasznie naiwne. I po co zbędne wyjaśnienia o wirusologii? Przecież i tak się niczego nie nauczę. Technobełkot jest fajny, ale jeśli ma pełnić rolę komiczną dlatego słucha się go o wiele lepiej w SHIELD.
- zastanawia mnie też czemu wysiadła komunikacja wewnętrzna skoro została zniszczona komunikacja satelitarna. Co oni nie mają staroświeckich kabli? Trochę to nieprzemyślane. Bez sensu zachowuje się też Doreen. Czemu nie mówi Alanowi o działaniu katalizatora? Strasznie nieprzekonujące są motywacje bohaterów.
- jednak mimo wszystko dalej są intrygujące momenty, a klaustrofobiczny klimat jest fajny. Jak działa wirus? Jakie tajemnice ukrywa Hatake i kim są jego pracodawcy. Jaki jest prawdziwy cel ośrodka? Czemu pacjenci zachowują się agresywnie? Jest kilka fajnych wątków, ale realizacja sprawia, że nie jestem nimi zainteresowany na tyle by męczyć się co tydzień kolejnym odcinkiem. Może wrócę do serialu jak wyjdzie cały sezon.

OCENA 3.5/6

Sons of Anarchy S06E04 Wolfsangel
- prawdopodobnie jakbym obejrzał ten odcinek zaraz po emisji już był miał skończony cały sezon SoA, a tak trochę mi się zeszło. To trochę wina pierwszych trzech odcinków, który były zaledwie dobre, a nie do tego przyzwyczaił serial. We wrześniu było co oglądać, a z czegoś trzeba było zrezygnować. No nic czas nadrobić i oby reszta sezonu była tak dobra jak Wolfsangel.
- w odcinku jak zwykle dużo się działo, a nasi bohaterowie jak zwykle mają przechlapane. Nawet głupie zabójstwo dokonane przez Claya sprowadziło masę problemów z neonazistami. Jednak z tego akurat wynikło kilka fajnych scen jak choćby Tig i Rat jako ojciec i syn. Dużo gorzej z Irlandczykami. Dogadać się nie udało i nadchodzi potężna zawierucha. I jeszcze pewnie zostanie wplątane w to znowu CIA.
- końcówka odcinka mocarna! Nie spodziewałem się tyle trupów w odcinku. Już odejście Phila było zaskakujące bo był z serialem tyle lat. Dołożone jeszcze zejście Torica i Otto. Jak zwykle pełne brutalności, wstrząsające, ale i smutne.

OCENA 5/6

Sons of Anarchy S06E05 The Mad King
- stosunkowo spokojny odcinek i gigantyczne booom na koniec. Serial ma rozmach w tym sezonie. Jak nie zabija kogoś to niszczy siedzibę SAMCRO. Tego się zupełnie nie spodziewałem. Biedny Jax chciał wszystko naprawić, zapewniał że wszystko będzie dobrze i oczywiście jest wręcz przeciwnie. Teraz czas na odwet bo raczej rozejmem się to nie skończy. Tylko jak pokonać IRA? Może sojusz z panią prokurator? To chyba byłaby najlepsza droga.
- wybuch w siedzibie to kolejny argument dla Tary za odejściem od Jaxa i powinno to przyśpieszyć jej plany. Gemma będzie przeciwna, Wendy nie będzie wiedziała co robić i tak się będzie ciągnął kolejny niezły wątek.
- Gemma została kolejny raz zgwałcona. Nie dosłownie, ale można tak nazwać to co się z nią działo. Co za patologia w tym więzieniu. I złośliwość losu. Chcę odejść od Claya, nie chcę mieć z nim nic wspólnego, a dalej musi mieć z nim styczność. Gdyby Nero nie został zaaresztowany pewnie zrobiłby coś głupiego.

OCENA 4.5/6

Sons of Anarchy S06E06 Salvage
- w końcu dano trochę odetchnąć Sonsom i nic złego się nie stało. Dogadano się z Królami, a dowódcy dobrze przyjęli rezygnację z handlu bronią. Świetna przemowa Jaxa. Do tego jeszcze udało się pojednać z Bobbym, który sprowadził nowych ludzi. Trochę im współczuje bo śmiertelność w Charming jest wysoka. Niby Jax mówi cały czas o pokojowych rozwiązaniach, ale nigdy one nie wychodzą. Pewnie powrót Claya sporo namiesza. Zastanawiające jest też co stanie się z Nero w areszcie.
- jakby na podkreślenie lżejszego tonu tego odcinka dodano jeden krótki wątek dotyczący nieuczciwych gliniarzy i ich dziupli. Cudowne sceny z rozrabiającymi Sonsami i jak byli potem przepraszani. Również zabawne było pojawienie się Venus Van Dam. Walton Goggins jest perfekcyjny w tej roli.

OCENA 4.5/6

The Musketeers S01E02 Sleight of Hand
- już po dwóch odcinkach jestem pewien - ten serial zostanie na dłużej w mojej ramówce. Stawia na czystą rozrywkę i daje przyjemność z oglądania. Nie sili się na ambicję być kolejnym mega hitem telewizyjnym, ale dobrze bawi i to się chwali. Trochę mnie zasmuciło, że nie będzie szkolenia D'Artagnana i od razu jest rzucany na misję i zostaje rozdzielony z pozostałymi muszkieterami, ale nich im będzie. Dobrze, że w tym krótkich scenach była chemia i humor między pozostałymi. I te sceny z Konstancją. Chciałbym żeby jeszcze nie raz spoliczkowała Aramisa. Zaczęło mi już zależeć na bohaterach więc jest dobrze.
- wątek odcinek to nic specjalnego. Trochę dziurawy logicznie, plot twist przewidywalny, ale co z tego skoro kolejne sceny były pełne humoru albo porządnie zrealizowanej akcji? Powoli w tle przejawia się wątek Milady i jej prób zwerbowania D'Artagnanana na stronę kardynała. I to może być fajne przez kilka najbliższych odcinków. Szczególnie jak zostanie w to wplątany Atos.

OCENA 4.5/6

True Detective S01E03 The Locked Room 
- popisałbym sobie o tym serialu, ale nie dam rady. Dialogi porażają swoją inteligencją, celnie komentują świat, cywilizację, społeczeństwo czy życie szaraczków. Trzeba ich wysłuchać i chłonąć, a potem przemyśleć bo do tego właśnie skłaniają. To nie jest łatwy serial w odbiorze, trzeba się na nim skupiać, chwila nieuwagi i człowiek jest na straconej pozycji. Ta produkcja wymaga od widza i odpłaca mu się za to. Może i fabularnie mało się dzieje, ale to nie serial dla akcji czy śledztwa, to serial o ludziach i pojmowaniu rzeczywistości. Czymże są ludzie i czemu się oszukują, że są lub mogą być szczęśliwi? Jaki inny serial zadaje takie pytania? Gorąco polecam sprawdzić samemu nowy serial HBO. Wiele osób się odbije od niego, ale warto go oglądać.
- w tym odcinku śledztwo ruszyło do przodu, znalazł się potencjalny morderca, a w życiu i małżeństwie Martyego występują kolejne problemy. I fabularnie mniej więcej tyle. Jednak klimat uderza! Niepokojące dźwięki zwiększają napięcie i niepokój, a długie ujęcia upiornej Luizjany fascynują. Są też duszne sceny z wywiadów, które przez trzy odcinki toczą się w tym samym pomieszczeniu. Ten serial jest mistrzowsko rozpisany i teraz nie mogę się doczekać kolejnego odcinka.

OCENA 5.5/6