Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rick and Morty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rick and Morty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 maja 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #230 [08.05.2017 - 14.05.2017]

SPOILERY

American Gods S01E02 The Secret of Spoons
Przy całym moim uwielbieniu do Bryana Fuller wciąż potrafię irytować się na jego serialach. Momentami przerost formy nad treścią razi, sceny niemiłosiernie się wleką i nic się nie dzieje. Ładnie to się ogląda, ale nudzi. Potem jednak serial dostaje kopa i nagle się kończy z zdziwieniem "ale to już?!". I to podczas pojedynku na śmierć i życie w warcaby. Ile tam było emocji! I głównie tam. Ogólnie podróż Shadowa i Wotana (ha, w końcu wiem co to za bóg) trochę nużyła. Było jednak kilka znakomitych scen min. rozmowa z telewizorem i dalsze zagęszczanie konfliktu między Bogami.

Nie mam nic przeciwko jeśli każdy kolejny odcinek będzie zaczynał się od flashbacku z historii Ameryki. Po wikingach przyszedł czas na XVII wieczny statek z niewolnikami i fenomenalny aktorski popis Orlando Jonesa opowiadającego o rasizmie i jak czarni mają, mieli i będą mieć przejebane. Było coś magnetycznego w słuchaniu tej przemowy, gdy bóg mówi prawdę, podburza swoich wiernych i domaga się największej ofiary. Swoją drogą ciekawi mnie moc Anansiego i innych mu podobnych istot.

OCENA 4.5/6

Into the Badlands S02E07 Black Heart, White Mountain
Przeraźliwie nudny odcinek, chyba jeszcze nigdy nie męczyłem się w ten sposób na Into the Badlands. Niezrozumiałe jest dla mnie budowanie napięcia w oparciu o zagrożenie życia głównego bohatera. Takie rzeczy trudno zrobić i tutaj serial poległ. Tak jak podczas majaków Sunny'ego. Dostały ok. 1/2 czasu antenowego i niewiele wnosiły do historii. Pokazano to o czym od dawna mówiono - nie ucieknie od śmierci oraz jego obawy związane z rodziną. Błe.

Niezbyt efektownie, a momentami naiwnie wypadła wizyta Benjie i MK w klasztorze. Walka była nudna, mistrzyni została zrobiona jak dziecko i wszystko skończyło się dobrze. Nawet schrzaniono nawiązywanie relacji między tą dwójką. Z powodu przeszłości Benjie spodziewałem się większej dynamiki między nimi.

Rozczarowało mnie też to co działo się na Pustkowiach. Sojusz Barona i Wdowy pozbywa Jade władzy, a większość wydarzeń dzieje się poza kadrem. Momentami miało to swój urok tajemnicy. Fajnie też było widzieć Jade stawiającą się Wdowie i mówiąca Quinnowi prawdę, która go rani.  Teraz gdy zostaje wygnana jej wątek powinien się ładnie rozwinąć. Tylko ja wolałbym oglądać szturm na rezydencję i trochę więcej dramatu z tym związanego. 

Niewątpliwym plusem odcinka jest za to foreshadowing. Benjie mówi o swojej dawnej wychowance, której szukał wszędzie tylko nie na Badlands. Młoda nie mogła patrzeć na niewolnictwo i miała kompleks zbawicielki przez co niemalże oszalała. Stawiam garść miedziaków, że mowa o Wdowie. Już wcześniej wykazała się wiedzą o MK i wspominała, ze powinna właśnie taka być. Dobrze będzie ją też widzieć w nowej roli. Tylko żeby doszło do tego prędzej niż później.

OCENA 3/6

Into the Badlands S02E08 Sting of the Scorpion's Tail
Po zeszłotygodniowej wpadce Into the Badlands wraca do swojego poziomu. Co więcej, zaczyna łączyć kropki. Intensywny odcinek z dwoma przeplatającymi się wątkami. Pierw zakończyła się długa tułaczka Sunny'ego i powrócił do Badlands by zostać niewolnikiem i po chwili znowu siepaczem. Tym razem to on grał w podwójną grę. Wykorzystał baron Chau i ostatecznie połączył się z Wdową. W wybuchowym stylu. Piękna sekwencja walki i współpraca z Minevrą. Brakowało mi tylko spotkania Benjie z swoją dawną wychowanką. Pewnie zostawiono to na przyszły odcinek.

Gdzieś dalej Quinn coraz bardziej szaleje. Zapragnął ożenić się z Veil i uczynić Henry'ego swoim spadkobiercą. Ona nie mogąc już psychicznie wytrzymać postanawia go zabić i tym samym wydać wyrok na siebie. Głupie, ale co poradzić. Serial udanie budował napięcie i trzymał mnie w niepewności do ostatnich minut.

Im więcej odcinków mija tym bardziej jestem zadowolony z tego jak są prowadzeni poszczególni bohaterowie i zależności między nimi. Trudne sojusze, które można zrozumieć, zaszłości i powiązania. Wszystko się tutaj zgrabnie zazębia. Zwłaszcza relacja Sunny-Wdowa-Quinn.

Inne:
- serial często przekłada logikę nad obraz i zupełnie mi to nie przeszkadza. Cieszyłem się jak dziecko oglądając ostrzelanie autobusu z kusz i efekt końcowy w postaci jeża na czterech kółkach.
- posiadłość baronowej Chau z klasyką literatury na półkach i obrazem Leonidas pod Termopilami na środku salonu - co za wyczucie stylu!

OCENA 4.5/6  

Prison Break S05E06 Phaecia
Minęło 2/3 sezonu, a Michael z ekipą dalej uciekają z Jemenu, a ja dalej się nudzę tak jak tydzień temu. Za bardzo to rozwleczone przez co siada napięcie podczas gdy walka z ISIS jest wręcz karykaturalna. Nawet interakcję między bohaterami wypadają słabo. Wciąż jest kilka udanych scen dzięki którym udaje się zapomnieć o naiwności scenariusza. Jednak nie sprawiają, że odcinek robi się przez to autentycznie lepszy. Kulawy jest głównie scenariusz. Siermiężny, dziurawy i naiwny. Jakby pan z długopisem zapomniał o zabawie konwencją.

Zawodzi tez intryga. Michael komunikuje się z tajemniczym gościem, a jego zabójcy wykorzystują CIA, a w Departamencie Stanu mają wtyczkę. Tyle. Żadnych nowych informacji. Słabiutko. Jeszcze jakby inteligencja Michaela mogła całość wynagrodzić. Nic z tego, przyjmuję zbyt bierną rolę w mikro jak i makro skali i nie potrafi błysnąć swoją inteligencją.

Paradoksalnie mimo moje rozczarowania 40 minut zleciało bardzo szybko, a momentów w których autentycznie bym się nudził było niewiele.

OCENA 2.5/6 

Rick and Morty S01E01 Pilot
Jubileuszowy, 230 odcinek podsumowania tygodnia, więc Maszyna Losująca wybiera między pilotami które chcę obejrzeć. Na razie trafiała średnio - Pitch i American Odyssey bardzo szybko zniknęły z mojej ramówki. Przy odpalaniu Rick and Morty byłem pewien, że z marszu włączę kolejny odcinek. Jednym z twórców jest Dan Harmon, a ja nasłuchałem się bardzo dużo dobrego o produkcji. Może dlatego moje rozczarowanie było tak dużo.

Rick and Morty rzuca mnie do razu na głęboką wodę. Nie bawi się w wstępy, powolne kreowanie postaci i świat. Relację miedzy bohaterami zostały już ustanowione, a pilot jest kolejną przygodą. Początkowo nie byłem pewien czy jest to pierwszy odcinek. I muszę przyznać, że ten zabieg mi się podobał. W komediowo przygodowym serialu pasuję, a charaktery postaci zostały bardzo dobrze zarysowane mimo braku introdukcji i nadmiernej ekspozycji. Rick, narcystyczny dziadek wykorzystujący swojego wnuczka Mortiego podczas szalonych podróży przez między wymiarowy portal. Mam słabość do teorii multiwersum od czasów oglądania Stargate SG-1 i Firnge więc jestem kupiony tym motywem.

Nic mnie jednak nie przygotowało na wulgarność serialu. Alkoholizm Ricka jest pokazany w ordynarny sposób, jest śmieszkowanie z seksu z dziewczyną z klasy Morty'ego czy erotyczne sny dzieci. Momentami ogląda się to krępująco. Spodziewałem się trochę więcej wyrafinowanych żartów, które wbrew pozorom są. To jest bardzo dziwna mieszanka. Raz serial wali żartem o szmuglowaniu cudownych owoców w odbyciu lub pokazuje ciepiące dziecko przez krępująco długą chwilę by potem rzucać absurdalnymi żartami z konwencji przez które śmieje się w głos.

Nie oglądam seriali animowanych czego trochę żałuję. W związku z czym nie mogę fachowo ocenić kreski czy animacji, ale nigdy brak profesjonalnej wiedzy nie przeszkadza mi w zabieraniu głosu. Znowu jest tutaj dziwna mieszanka - z jednej strony prosta animacja, ubogie postacie i statyczne tła, z drugiej strony charakterystyczny styl z dbałością o detale, pełen graficznych ester eggów.

Jestem po seansie tak skonfundowany, że mam ochotę na jeszcze. Rozczarowanie minimalnie przewyższa satysfakcję z seansu, ale widzę tutaj potencjał. Pół internetu przecież nie może się mylić co do jakości serialu i z chęcią jej jeszcze poszukam.

OCENA 3.5/6

Rick and Morty S01E02 Lawnmower Dog
Pierwszy odcinek R&M mnie rozczarował przez co do drugiego podchodziłem jak pies do jeża. Zupełnie niepotrzebnie. Poziom żartów i nawiązań popkulturowych mnie zaskoczył. Śmiałem się niemalże przez cały czas, a wypatrywanie smaczków graficznych ukrytych w tle było równie zabawne co rozpisywane gagi. Dalej jest wulgarnie, ale udało się znaleźć odpowiednie proporcję i zbytnio z tym nie przesadzono. Oszałamia otoczka. Skakanie po snach jak w Incepcji i naśmiewanie się z filmu, który musi być mądry bo go nikt nie rozumie. Serduszko za ten pomysł. Jak i drugi wątek z psami przejmującymi świat niczym w Planecie małp. Kapitalna mieszanka. I to wszystko by załatwić Morty'emu piątkę z matematyki.

OCENA 5.5/6

Rick and Morty S01E03 Anatomy Park
Było naśmiewanie się z Incepcji teraz jest parodia Parku Jurajskiego z Kochanie zmniejszyłem dzieciaki. Rick wysyła Morty'ego do ciała zażulonego świętego Mikołaja gdzie znajduje się park rozgrywki dzięki czemu dostajemy intensywną przygodę po całym dziele z absurdalnym zakończeniem. Znowu bawiłem się wyśmienicie, a momenty gdy Morty zdobywa dziewczynę po wykazaniu się swoim heroizmem były równie zabawne co uciekanie przed najróżniejszymi wirusami.

Wątek rodzinny Smithów był również śmieszny mimo, że nie był związany z żadną technologią Ricka. Inteligentne wyśmianie idei Bożego Narodzenia, demaskowanie fałszywej życzliwości i kochanek matki Jerry'ego. Plus krytyka technologii wkradającej się do każdego aspektu naszego życia. Robi się z tego całkiem inteligentna satyra.

OCENA 5/6

Riverdale S01E11 Chapter Eleven: To Riverdale and Back Again
Zwykle ukrywanie tajemnic które później będą prowadzić do komplikacji mnie denerwuje. Tutaj na szczęście zostało to poprowadzone wzorowe. Motywację były wiarygodne, a szkoda istotna dla fabuły i relacji między bohaterami. Strasznie podobała mi się też sieć zależności jaka się wytworzyła. Jughead w kompletnej niewiedzy, Betty częściowej, a Archie i Veronica zdradzający przyjaciół dla ich dobra. Na to nałożyła się warstwa narracyjna dla poprzedniego pokolenia, gdzie tajemnice z liceum i kłótnie wpływają na życie dorosłych (i ich dzieci).

Sprawa morderstwa niemal została rozwiązana, tajemnica wyjaśni się w przyszłym odcinku dlatego teraz rzucane są fałszywe tropy. FP zostaje wrobiony, a serial rzuca podejrzenia na Cheryll. Kamera nie bez przyczyny ją pokazuje. Tylko czy ona nie gra własnej gry by znaleźć prawdziwego mordercę? Ja obstawiam innego rudzielca - matkę Archiego.

Inne:
- piosenka w wykonaniu Archiego i Ronnie - jest moc i chcę więcej! Wyszło naprawdę fajnie.
- kolejna krępująca kolacja w serialu, tym razem u Cooperów. Wbijanie szpil niezwykle intensywne. Nie tylko Alice zagrała tutaj profesjonalnie, ale również Betty wykorzystała słabość własnej matki.

OCENA 5/6

Riverdale S01E12 Chapter Twelve: Anatomy of a Murder
Pokłony. Długie i pełne szacunku zakończone burzą oklasków. Rozwiązywanie zagadek kryminalnych w serialach niesie ze sobą dużo niebezpieczeństw. Czy poszlaki zostały dobrze rozrzucone? Czy sprawca jest wystarczająca wiarygodny? Czy sprawa nie zacznie nudzić i stanie się obojętna? Co potem? Riverdale radzi sobie z tym znakomicie, a pytanie kto zabił nie jest tutaj najważniejsze jak w każdym dobrym kryminale. Liczy się droga, otoczka, a w serialach również reperkusję po wyjawieniu tajemniczego mordercy. Ja jestem w pełni usatysfakcjonowany, a przecież jeszcze jeden odcinek do końca sezonu gdzie może spaść kolejna bomba.

Scenariusz odcinka był wyśmienity. Akcja pędząca na złamanie karku, dramaty, humor i kolejne odkrycie. Wszystko było też perfekcyjnie ze sobą splecione. Akcja powodująca reakcję. Sceny wynikały z siebie, każda służyła narracji, nie było zbytecznych momentów. Rzucano poszlaki, miotane bohaterami i kazano im zmieniać własne przekonania, a całość dotyczyła zarówno dzieci jak i dorosłych. Niesamowita plątanina powichrowanych dramatów i nietrafionych decyzji.

Niby w serialu na podstawie komiksów o Archiem najważniejsza powinna być trójka z tytułowym bohaterem, Betty i Veronicą, ale to Jughead kolejny raz zostaje MVP. Zdradzony przez ojca i przyjaciół, nie mający gdzie się znaleźć dzwoni do matki, która też się go wypiera. Co to była za scena gdy rozmawia z nią przez telefon i załamuje się bo ta nie chcę go widzieć. Przez cały odcinek był miotany sprzecznymi emocjami odnośnie ojca i gdy ostatecznie udało się udowodnić jego niewinność szczęśliwego zakończenia zabrakło. Tak się powinno prowadzić wiarygodnych bohaterów.

Inne:
- scena gdy główni bohaterowie oglądają nagrania śmierci Jasona, a kamera skupia się na ich twarzach, tak się buduje napięcie.
- początek odcinka to mieszanka komizmu i dramatu. Młodzi bohaterowie idą do rodziców po poradę, dostają ochrzan, a potem wystawiają Alice na ostrzał ze strony Hermione i Freda.
- Blossomowie zajmują się przemytem narkotyków, całość robi się coraz poważniejsza. Czy Hiram bawi się w to samo?
- chłodne opanowanie Cheryll przed konfrontacją z ojcem lub wściekłość na Jugheada. Madelaine Petsch to jedna z wielu świetnych decyzji castingowych.

OCENA 5.5/6

Riverdale S01E13 Chapter Thirteen: The Sweet Hereafter
Aprobuje takie finały i daje znaczek jakości Czesława. To był kolejny rozdział z życia bohaterów, radzenia sobie z ostatnimi rewelacjami i jego reperkusjami. Nie było to jednak zakończenie historii. Morderca Jasona został ujawniony i popełni samobójstwo. Wciąż jednak tajemnicze zostają jego motywację i kto jeszcze jest powiązany w handel narkotykami. Historia toczy się dalej i dzięki temu jak zbudowano podwaliny pod kolejną serię może być jeszcze bardziej interesująca.

Ten odcinek to w większości próba oczyszczenia imienia FP, kolejne śledztwo scooby-gang, ale też małomiasteczkowy dramat. Sezon w większości skupiał się na zadrach rodzinnych, z biegiem czasu okazało się, że mrok siedzi w każdym z dorosłych, mniejszy lub większy, ale jest tam. Finał jest jego eskalacją na całe miasteczko, która znajduje sobie kozła ofiarnego w postaci Węży, szuka łatwych rozwiązań i stygmatyzuje część swoich mieszkańców podczas gdy władcy marionetek dalej kryją się w mroku. Przemowa Betty o ciemności kryjącej się w Riverdale mogła wypaść banalnie, a wyszła przekonująco.

Dużo bardzo dobrych rzeczy działo się przez cały odcinek i bezpośrednio prowadziło to do wydarzeń z cliffhangerów, którymi teraz się zajmę. Pierw Archie. Na koniec sezonu konsumuje swój związek z Veronnicą i świetlana przyszłość przed nimi. Wraca do ojca i ten na jego oczach zostaje postrzelony u Popsa. Bał się o syna i sam może teraz stracić życie. Do września będzie siedział w pudełku Schrodingera. I ja liczę, że pozostanie żywy. Zabijanie postaci jest łatwe, ale trudniejsze jest np. pokazanie ich kalectwa i to byłaby dobra opowieść dla Riverdale. Opowieść o dojrzewaniu Archiego i tragedia kształtująca go jako mężczyznę gdzie dawna fascynacja sportem i muzyką jest czymś dziecinnym. To by się sprawdziło. Wielką tajemnicą jest też sprawca. Hiriam wydaje się najbardziej prawdopodobny.

Właśnie, Lodgowie. W jednym z wywiadów Roberto Aguirre-Sacasa powiedział, że chcę ich przedstawić jak Underwoodów z House of Cards. Wcześniej Hiriam był kreowany na antagonistę, ale w Hermione również czai się mrok. Może skutecznie go ukrywała przez ten czas, ale powrót męża znowu go przyciąga? W to wszystko jest wplątana Veronica, którą coraz bardziej przerażają rodzice.

Z głównej trójki pozornie najmniej ekscytujący jest wątek Betty. Mając dość tajemnic konfrontuje się z matką i dowiaduje o zaginionym bracie. Telenowelowa historia, ale mająca potencjał w Riverdale. Ciekawie można by go powiązać z powrotem Hiriama, może jego współpracownik? Mi się jednak najbardziej podobała jej przemowa demaskująca miasteczko, ale też własną rodzinę z obłudy jakiej tam pełno.

Największą drogę w ostatnich odcinkach serialu przechodzi Judhead. Outsider szukający własnego miejsca, któremu ciężko zaakceptować dobro które go otacza, godzący się z stratą rodzica. Jego świat się zawalił - nowa szkoła i rodzina zastępcza. Wpasował się, tylko na jak długo. Jest też Betty. Wyznali sobie miłość, już miało dojść do zbliżenia i nagle pukanie do drzwi. Węża przyjmują go do rodziny, a on przyjmuje i zakłada ich kamizelkę. Znalazł substytut rodziny i teraz będzie się go trzymał. To może go popchać w mroczną stronę, a Betty powinna stać się jego kotwicą do światła. Lub razem z nim podąży w tą samą stronę, w końcu ona też ma w sobie mrocznego pasażera.

Tak jak Jughead również Cheryll przeszła przez sezon długą drogę. Pozornie archetypowa mean girl z liceum ma więcej warstw niż ogr. Posłuszna córka despotycznych rodziców łatwo rozklejająca się emocjonalnie i dążąca co celu za wszelką cenę. Pierw straciła brata, teraz ojca, jego mordercę. To ją załamało i postanawia ze sobą skończyć. Dramatyczna scena jej ratunku wypadła fantastycznie pod względem reżyserskim, pełna napięcia i dramaturgii. Ważniejsze niż decyzja o samobójstwie było spalenie Thornhill jako symboliczne odcięcie się od przeszłości. Pierw oczyszczenie w wodzie i lodzie, a potem w ogniu i wykucie nowej Cheryll decydującej o swojej przyszłości. Szykuje się konflikt na linii matka-córka i nie mogę się go doczekać.

Gracze są znani, wątki rozstawiane i serial stał się dużo bardziej interesujący. Pozostaje tylko czekać na nowy sezon, który według plotek ma mieć 22 odcinki. A czekanie będzie męczące.

OCENA 5/6
OCENA SEZONU 5/6

The 100 S04E11 The Other Side
W zeszłym tygodniu pisałem o braku wyraźnego podziału między dobrymi, a złymi. Słowa tracą na znaczeniu gdy chodzi o przetrwanie ludzkiej rasy, a definicje wydaje się zbyteczne. Czy zachowanie Jahy i Clarke jest niemoralna? Czy można ją w 100% potępić oglądając to jak cierpi podejmując decyzję? Cztery lata tworzenia historii sprawiły, że scena gdy Clarke celowała do Bellamy'ego, który chcę uratować klany (i siostrę) miała w sobie gigantyczny bagaż emocjonalny. Może też było zobaczyć Clarke jako antagonistkę, którą trzeba pokonać.

Walczyć o przeżycie postanowiła Raven. Dwa odcinki temu na swoich warunkach postanowiła w swoich ostatnich chwilach pospacerować sobie po kosmosie. Tym razem jej podświadomość przyjmując postać Sinclaira namówiła ją do życia. Raven nigdy się nie poddaję i kolejny raz do udowodniła. Lindsey Morgan znowu była wspaniała w tej roli.

Wielkim zaskoczeniem okazał się wątek w Arkadii. Może nie z względu na wydarzenia, ale emocję jakie budził. Monthy desperacko i bezskutecznie próbuje ocalić swoich przyjaciół którzy postanowili zostać. Jasper jest niczym przywódca sekty namawiający na zbiorowe samobójstwo. Wątek ten troszkę męczył, był zbyt bardzo rozciągnięty w czasie, ale ostatecznie się opłaciło dla ostatnich scen. Jasper rzeczywiście się zabija. Umiera w ramionach swojego najlepszego przyjaciela, który nie może tego zaakceptować. Czerwony księżyc, zbliżenia na twarze, nieunikniona śmierć i wyznanie miłości. Wzruszyłem się. Tak jak gdy potem Harper krzyczy "kocham cię" do Monthy'ego. Miłość nie jedno ma imię.

Do końca dwa odcinki i z pewnością w The 100 jeszcze nie jeden dramat się szykuję. Trzeba w końcu skazać 75% populacji na śmierć i na pewno trafi się tam jakaś znana twarz. Na pewno ktoś z trójki Raven, Monty i Harper. Ci którzy ostatnio najmocniej walczyli o przetrwanie. Może Clarke by Czarna Krew mogła ją uratować? Przed tym na pewno będą zamieszki i walka o bunkier. Jaha tak łatwo nie zrezygnuje.

OCENA 5/6

The Flash S03E21 Cause and Effect
Zaskakująco dobry odcinek Flasha, jeden z przyjemniejszych w tym sezonie. Bardzo się obawiałem jak potraktują rozwiązanie zagadki tożsamości Savitara, a scenarzyści całkiem nieźle sobie z tym poradzili. Po pierwsze, udało się im jeszcze zaskoczyć. To nie jest Future Barry, a Widomo Czasu z przyszłości powstała podczas ostatecznej walki z Savitarem, porzucone przez przyjaciół i czujące złość do całego świata. Zgrabnie to wyjaśniono. Po drugie, cieszy brak ukrywania tajemnicy. Barry wraca i mówi drużynie o wszystkim by razem walczyć z swoją przyszłą wersją. Były emocję, tłumione wyrzuty sumienia i desperackie działania. Całkiem zaskakujące.

Odcinek nie kręcił się w okół walki z Savitarem jak można było przypuszczać. Genialny plan nie wypalił. Miano zablokować tworzenie nowych wspomnień by zyskać przewagę nad przeciwnikiem. Zamiast tego zrobiono forma c Barry'emu. To prowadzi do mnóstwa komicznych sytuacji. Dawno nie było tak luźnego odcinka w serialu. Pośmiałem się i stwierdziłem, że właśnie tego tam brakuje. Mrokh  za bardzo przytłacza, potrzebny jest Barry uśmiechający się, cieszący z swoich mocy i żartujący z innymi. Fajnie było to znowu zobaczyć i trzymam kciuki za powrót do korzeni w S04.

Poruszono też temat osobowości. Co definiuję człowieka i czy wymazanie przeszłości zmienia jego charakter. Łatwo można było popaść w banał, ale znowu, całkiem znośnie to wyszło. Odnosiło się to też do Catlin. Nie da się zupełnie kogoś zmienić, zawsze często ciebie zostaje. Zmiana oczek na normalne była bardzo sugestywna. I ja coraz bardziej się obawiam, że Catlin poświęci swoje życie by pokonać Savitara.

Serial dalej śpieszy się z romansem Tracy i H.R. I mi to przeszkadza. Nie widzę lub nie chcę widzieć chemii między tą dwójką. I czemu gdy trafiają na niesamowicie skomplikowaną zagadkę naukową nie sprowadzą Wellsa z Earth-2? Kto jak kto, ale on na pewno by służył pomocą. Chciałbym tez zobaczyć jego flirtowanie z Tracy, to byłoby na pewno ciekawe doświadczenie.

Cliffhangera kompletnie nie zrozumiałem. King Shark strzeże źródła energii o sile słońca? Ale jak? <SPOILER> i co w związku z tym mam Capitan Cold pojawiający się w trailerze?! </SPOILER>. Zapowiada się mocny odcinek, tym bardziej, że jednym z scenarzystów jest Geoff Johns i gość od Legends of Tomorrow.

OCENA 5/6

The Handmaid's Tale S01E01 Offred
Długo się zbierałem do pierwszego prawdziwego hitu platformy Hulu. Wiedziałem, że będzie to serial świetny i wycieńczający emocjonalnie. To przytłaczająca opowieść o świecie wymarzonym przez radykałów i fundamentalistów gdzie kobiety zostają zredukowane do roli podległej mężczyzną. Ubezwłasnowolnione gdzie część z nich służy jako bydło rozpłodowe. Jest to wizja przerysowane i sugestywna zarazem. Będąca też ostrzeżeniem przed tym w co możemy się zmienić jako społeczeństwo. Fascynujący i straszny obraz.

Historia jest prowadzona wielotorowo z punktu widzenia Offred. Flashbacki opowiadają o jej starym życiu i jak musiała się dostosować do nowej rzeczywistości. Dzięki Elisabeth Moss można bardzo szybko nawiązać więź z bohaterką i ją zrozumieć. Zwykła kobieta w ekstremalnej sytuacji robi wszystko by przetrwać. Udaje się jej mimo brutalnego środowiska w którym musi żyć. Tortury fizyczne i psychiczne to codzienność. Totalitarny system gdzie każdy może się okazać twoim wrogiem, nieodłączony strach przed nawet najbliższymi towarzyszami i społeczne wyobcowania. Mimo to Offred walczy. Akceptuje sytuacją, ale też nie zgadza się z nią. Wie co trzeba zrobić by żyć. Przez co oglądanie jej ma w sobie coś magnetycznego. Wstrząsająca scena seksu, czy raczej krzyżówka rozpłodu z uświęconym rytuałem ruszała równie mocno co publiczny lincz na domniemanym gwałcicielu.

Serial jest piękny. I przerażający zarazem. Krwisto czerwone kostiumy podręcznych podkreślają odrealnienie całej sytuacji i w niezwykły sposób komponują się z współczesnym Amerykańskim miastem i nieodłącznymi mężczyznami z karabinami. Kadrowanie jest często artystyczne, wykorzystuje oświetlenie lub figury geometryczne do podkreślenia chwili. Często zdarza się również widok z lotu ptaka. Nieodłączna jest też narracja z offu i gra aktorska delikatnymi grymasami twarzy.

OCENA 5.5/6   

 
True Detective S02E04 Down Will Come
W połowie odcinka naszła mnie myśl - to dobry serial, ale brakuje mu mocy, jakieś charakterystyczne sceny wywołującej prawdziwe emocję. Jak na zawołanie dostałem masakrę na ulicach Vinci. Efektowna strzelanina, niczym działania wojenne w amerykańskim miasteczku. Wszechogarniający chaos, długie wymiany ognia i postronne ofiary. To było niezwykle efektowne i trzymające na skraju fotela. Oczekiwałem kopa od serialu i go dostałem.

Trochę gorzej wypada samo śledztwo. To dalsza część opowieści o znanych już bohaterach. Pocztówki z ich życia składające się głównie na problemy rodzinne co momentami ciężko się ogląda. Momentami wygląda to jak nędzna telenowela. Problemy z zajściem w ciążę macho gangstera, oświadczyny homoseksualisty który usłyszał o nadchodzącym dziecku, wspomnienia zmarłej matki i czy próby nawiązania lepszych stosunków z synem. Szkoda bo o tych bohaterach można opowiadać ciekawie co pokazuje ostatnia scena gdy Ani i Valcoro są zszokowani ostatnimi wydarzeniami, a Woodrugh najspokojniej z ich wszystkich chowa broń. Problemy z orientacją seksualną są dla niego dezorientujące, ale gdy znalazł się na polu walki dobrze wiedział co ma robić.

OCENA 4/6