Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Riverdale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Riverdale. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 grudnia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #260 [04.12.2017 - 10.12.2017]

SPOILERY

Batman The Animated Series S01E01 On Leather Wings
Dzisiaj prawdziwa klasyka na którą od dawna ostrzyłem sobie szpony. Można by pomyśleć, że po 25 latach animowany Batman będzie wyglądać archaicznie i odstawiać od obecnych standardów. Nic z tego. To współczesne animację z swoim pokracznym CGI i brakiem klimatu są daleko za Batmanem Bruca Timma.

Historia jest bardzo prosta. Ataki na laboratoria medyczne i podejrzenie Batmana, który musi dociec do prawdy. Bez zbędnych twistów historia o Hydzie i Jekyllu. Tylko jak pokazana! Mroczna atmosfera z przytłaczającym miastem. Batman prowadzący śledztwo przy użyciu swoich gadżetów, a gdzieś w tle krótkie historię Gordona i Bullocka reagujące na sytuację. O ile większość odcinka jest bardzo spokojna, nastawiona na klimat i atmosferę budowaną jeszcze przez wspaniałą muzykę Danny'ego Elfmana to końcówka to całkiem widowiskowe starcie. Dynamiczna scena akcji mogła się podobać.

Szkoda, że czas jest tematem deficytowym (powiedział Czesiek między odcinkami Inhumans), gdybym miał go więcej pewnie obejrzałbym dużo więcej odcinków. Chociaż, może uda się wcisnąć jeden na tydzień, to przecież tylko 20 min.

Inne:
- Harvey Dent pojawił się na krótką chwilę, udany foreshadowing.
- Kevin Conroy modulując swój głos jako Batman i Bruce Wayne na przemiennie w jednej scenie jest wspaniały.
- Batman mówiący "What's up dock" to już klasyka.
- oczywiście, że emisja odcinków, produkcja i numeracja na DVD to trzy zupełnie inne listy. Chronologicznie jest jeszcze inaczej.

OCENA 5/6

Marvel's Inhumans S01E01 Behold... The Inhumans
Widziałem, że będzie źle. Nie podejrzewałem, że tak bardzo. Myślałem o krytyce na wyrost. Tak żeby dokopać Marvelowi, nie często się to w końcu zdarza. Mieli jednak rację. Ten serial to katastrofa. Nie wyszło tutaj praktycznie nic od samego punkty wyjściowego i sposobie dystrybucji w IMAXach poczynając. Wizja Attilanu jest plastikowa, rodzina królewska Inhumans to zgraja cospleyerów u cioci na imieninach, a główny wątek jest tak sztampowy jak kolejny zły w filmach Marvela tylko z dużo gorszym wykonaniem. Aktorzy są fatalni (co dziwi najbardziej!), postacie nijakie, kulawa ekspozycja to drugie imię dialogów, wątek romansowy został wydarty z harlekina. Mógłbym tak długo. Od każdej sceny bija sztuczność, serial razi swoją prostotą. Na yt można znaleźć dziesiątki lepiej zrealizowanych amatorskich produkcji. Oczywiście schrzaniono też montaż i sceny walki, które są równie nudne jak w Iron Fist. Scott Buck pozdrawia. W sumie to podobały mi się zdjęcia na Hawajach i zostałem zaskoczony przez jeden twist, który przykuł moją uwagę na parę minut. Tyle.

Inne:
- Attilan, miasto na księżycu którego mieszkańcy wyśmiewają Ziemską technologię wygląda gorzej niż Europejska metropolia. Zwykli Inhumans ubierają się podobnie do nas, mają szklane naczynia, drewniane skrzynki, a nastolatki słuchają głośno muzyki i ignorują rodzinne uroczystości. Zero pomysłu na uatrakcyjnienie stylistyki.

OCENA 2.5/6

Marvel's Inhumans S01E02 Those Who Would Destroy Us
To jest tak złe, że co jakiś czas wybucham spazmami śmiechu. Fabuły tutaj nie ma żadnej, intryga jest banalna, a postacie nijak interesujące. Niby serial próbuje pokazać problem walki klas, ale to też robi nieudolnie. Wszystko co dzieje się na ekranie jest absurdalne i fatalnie wykonane. Ja się śmieje w miejscach do tego nie przeznaczonych, serial chciał żeby śmiał się z powodu nieobycia Inhumans na Ziemi. To nie jest śmieszne tylko żenujące. Najbardziej jednak mi szkoda ludzi którzy poszli do kin IMAX obejrzeć dwa pierwsze odcinki. Nic nie usprawiedliwia takiego wydatku.

Inne:
- serio, miniflashbacki do wydarzeń z poprzedniego odcinka?
- oczywiście, że Inhumans perfekcyjnie znają angielski. 
- Inhumans na księżycu szpiegują ludzi, bez ustanku obserwując co dzieje się na Ziemi, a Blackbolt i tak nie rozumie koncepcji smartfona i pieniędzy. 
- ze wszystkich miejsc na Ziemi Lockow zabrał Inhumans akurat tam gdzie ostatnio na nich polowano.
- bransoletki Inhumans nie mają możliwości wysyłania wiadomości tekstowych. Kto by się spodziewał, że Blackbolt nie będzie mógł się przez to komunikować z innymi. Dobrze, że przynajmniej GPS z opcją wyświetlenia mapy jest.
- Gorgon, dowódca straży królewskiej prawie się utopił wchodząc do oceanu i nawołując Trytona. Biedaczek zginąłby od razu gdyby wylądował na ruchliwej ulicy.
- Karnak, widzi wzorce, nieskończone możliwości, potrafi wszystkich zaplanować w najdrobniejszych szczegółach, a i tak spadł z klifu...
- żarty o kopycie Gorgona kontratakują!
- Maximus dowiedział się od wieszcza, że Rada Genetyczna planuje jego śmierć. No niemożliwe, że komuś nie pasuje zamach stanu. Tylko czemu nie podjął wcześniej żadnych kroków? Zresztą nieważne, nie było pytania.
- Blackbolt zniszczył radiowóz podczas aresztowania, jest metą, a oni go zabrali na posterunek policji.

OCENA 2/6

Marvel's Inhumans S01E03 Divide and Conquer
Inhumans przypomina mi trochę późniejsze The Event, które oglądałem tylko po to by zobaczyć jak idiotyczne pomysły wykrzesają z siebie scenarzyści. Dziewięćdziesiąt procent scen jest tutaj w jakiś sposób wadliwie wykonana, ale najgorsze jest prowadzenie historii. Czy raczej "historii". Tutaj nic się nie dzieje. Rodzina królewska jest rozproszona i przeżywa własne przygody, a Maximus rządzi sobie na księżycu. Czy raczej jest  królem bezosobowego społeczeństwa. Próba akcentacji nierówności społecznych jest na nic jeśli nie pokazuje się społeczeństwa.

Inne:
- Attilan ma 1400 osób i oni chcą podbić Ziemię. Nie widzieli nigdy Avengers? Good luck.  
- Medusa żądająca od bankomatu pieniędzy bo jest królową, takie śmieszne!
- "Będę walczył dla twojego króla honorując tym mojego", powiedział randomowy spotkany surfer Gorgonowi po dniu znajomości.
- przeszukiwanie dżungli w wykonaniu Inhumans - parę postaci idzie obok siebie i rozmawia o głupotach.
- Mordis, równie potężny co Blackbolt i siejący strach robi za comicrelief. Kolejny z serii genialnych pomysłów.
- Gorgon buja się z surferami, Karnak wpadł na hodowców maryśki, Blackbolt w więzieniu - Hawaje miejsce pełne atrakcji dla Inhumans.
- Aruan dwa razy dała się nabrać na podstęp z zostawieniem transmitera i zastawieniem pułapki, dwa razy scenarzyści w przeciągu dwóch odcinków męczą mnie tym samym schematem.

OCENA 2/6

Marvel's Inhumans S01E04 Make Way for... Medusa
Kompletnie nijaki odcinek. Nawet żenująco śmiesznych momentów nie było co trochę mnie smuci. Na razie wygląda to jak kilka opowieści o kosmitach szukających swojego miejsca na ziemi. Wszystkie jednakowo słabe. Black Bolt siedzi w laboratorium, Gorgon dalej biega po dżungli, Crystal leczy psa, a Karnak romansuje na plantacji narkotyków. Jedynie Medusa robi coś sensownego próbując znaleźć męża. Tylko Louise męczy. Niby sympatyczna, ale strasznie podobna do Felicity z Arrowa z mało przekonującą historią. A jest jeszcze Maximus, który umacnia swoją władzę w Attilan nie robić nic zaskakującego. 

Inne:
- w drugim odcinku Blackbolt ucieka przed policją, teraz Medusa. Ten serial co chwila recyklinguje swoje pomysły.
- dopiero połowa sezonu, a ja już nie mam siły na więcej.

OCENA 2/6

Marvel's The Punisher S01E05 Gunner
Trochę denerwuje mnie zachowanie Franka i jego podchody do żony Libermana. Rozumiem sens tych scen. Pokazanie jego tęsknoty za normalnym życiem i odnalezienie substytutu rodziny. TYlko to trochę męczącą. Jednak podoba mi się zachowanie Davida. Godnie to znosi. A jego sceny z Frankem to złoto. Wieczne kłótnie i utarczki słowne. A scena z jedzeniem kanapki i zazdrość Franka była tak bardzo ludzka, że się bardziej nie da.

Ogólnie odcinek dalej trzyma poziom. Mógłby być odrobinę krótszy, ale ma mnóstwo interesujących scen która szybko pozwalają zapomnieć o okresach dłużyzny. I fantastyczne sceny akcji gdzie próbowane jest nieszablonowe podejście. Kamerki na twarzy żołnierzy i wsparcie z drona podczas leśnej obławy, miało to klimacik. Chociaż wolałbym Franka jako łowcę, a nie zwierzynę. Dalej świetnie wypada Madani z jej pewnością siebie.

OCENA 5/6

Marvel's The Punisher S01E06 The Judas Goat
Bardzo spokojny odcinek. Nawet trochę za bardzo. Miał sporo ważnych elementów, ale można by je upchnąć gdzie indzie i sezon by na tym nie stracił. Frank przez większość przesiedział w jamie i ponownie przeżywał swoją traumę. Jego majaki zaczynają przebierać nową formę bo coraz bardziej zależy mu na rodzinie Libermanów. To jest bardzo fajnie prowadzony story arc. Frank szuka tutaj pewnego rodzaju pocieszenie.

Najważniejszą rzeczą było ujawnienie antagonisty sezony, by jeszcze bardziej podbić osobisty wymiar historii. Frank stracił jedną rodzinę, a teraz druga go zdradza. Billy okazał się współpracownikiem Agent Oragne. Nie powiem, że jakoś mnie to specjalnie zdziwiło. Trochę szkoda bo to oklepany trop.

Serial ładnie skomentował nasz świat. Brawo dla tego kto wymyślił nacisk na weteranów wojennych. Parszywy świat lubi ich wykorzystywać i naginać ich wolę przez osoby widzące lepiej. Tym kimś jest "weteran z Wietnamu", który nigdy nie opuścił Teksasu. Najgłośniej krytykuje rząd, jest najbardziej poszkodowany, a tak na prawdę jest roszczeniowcem żerującym na innych.

OCENA 4.5/6

Mindhunter S01E09 Episode 9
Gdybym był złośliwy napisałbym, że serial wreszcie dostaje poważniejszy wątek fabularny dotyczący prowadzonych badań. A jak wiadomo nie jestem. Napiszę tylko, że czuć intrygę, bohaterowie popełniają błędy i szykują się konsekwencję działań które podjęli. I tylko szkoda, że dalej zachowanie Forda jest siłą napędową.

Odcinek nie odbiega zbytnio od swojego schematu. Kolejne przesłuchanie mordercy, pokazywanie jakim dupkiem jest Holden i pomoc w łapaniu morderców. Brakuje pazura innowacyjności. Gorzej, mam wrażenie, że fabuła jest tutaj prowadzona niekonsekwentnie, a przeskoki w czasie zaburzają rozwój postaci. Zamiast dostawać istotne rozmowy samoczynnie zmienia się status quo. Ot Bill znowu nie ma nic przeciwko wywiadom z mordercami, Ford znowu jest z swoją dziewczyną.

OCENA 4.5/6

Mindhunter S01E10 Episode 10
Wreszcie koniec. Jestem z siebie dumny, w nagrodę poproszę lepszy następny sezon. Z rzetelnym prowadzeniem nie tylko Forda, ale jego kolegów z pracy. I prawdziwej historii, a nie ram narracyjnych pozwalających na prowadzenie krótkich historyjek.

Sezon skończył się dobrze, w porywach do bardzo dobrze. Holden pękł, jego arogancja osiągnęła punkt graniczny. Jest niczym sędzia wydający wyroki, muszący tylko udowodnić winę. Nie liczy się z nikim, z przełożonymi czy własną dziewczyną. Przeszedł bardzo wiarygodną drogę. Sama końcówka to jego upadek. Złamał się, po spotkaniu z Kamperem dostał ataku paniki. Wszystko się w nim nagromadziło i doszło do wybuchu. Czy to, że Ed uznał go za swojego powiernika i przyjaciela? Czy grożenie śmiercią? Na pewno jest to interesujące zwieńczenie jego historii.

Gorzej z innymi rzeczami. Znowu trochę śledztwo i dużo dialogów. Wendy dostaje kilka scen, Bill zostaje zlekceważony. Pod tym względem niechlubny standard dla serialu. Chciałbym żeby to się poprawiło.

Inne:
- plusik za ścieżkę dźwiękowe, kapitalnie dobrane kawałki budujące klimat epoki.

OCENA 4.5/6
OCENA SEZONU 4.5/6

Riverdale S02E07 Chapter Twenty: Tales from the Darkside
Jakby to najprościej powiedzieć? Co za świetny odcinek! Mroczna antologia w świecie Archiego z niebanalnymi twistami. Pierwsza opowieść z dreszczykiem była zapewne delikatnym wprowadzeniem do Sabriny. Greendale, sekty, mordercy, nawiedzeni ludzi. I towszystko na drodze z punkty A do B. Jughead wpadł, jest przemytnikiem tajemniczych pudełek. Banalne, ale podane w znakomitej formie. Tak ja druga historia o Josie. Josie! Tajemniczy stoker, podrzucanie mylnych tropów i budowanie zagrożenia w miasteczku. I znowu końcówka! Sheryll okazała się prześladowczynią. Ha, więc jej przechadzanie się w tle kilka odcinków temu miało jakieś znaczenie. Ostatnia historia opowiadała o Betty i Veronice. Tutaj fajna zagrywka, to panna Cooper była antagonistką niesłusznie podejrzewającą szeryfa o bycie Black Hoodem. Trochę komedii omyłek, trochę slapstiku, ale najwięcej tego gęstego klimatu tajemnicy.Jeszcze raz - świetny odcinek, delikatny wdech przed dalszymi wydarzeniami i kładzenie fundamentów pod nowe wątki.

OCENA 5.5/6

Riverdale S02E08 Chapter Twenty One: House of the Devil
Sprawa Black Hood zeszła na drugi plan. Ten odcinek był o związkach. I moje nieczułe serduszko parę razy poruszyło się z wzruszenia. Ten serial umie prowadzić swoich bohaterów i nie raz zaskakuje. Wciąż też posiada ten niepokojący klimat potęgowany przez zdumiewający styl realizatorski jak na serial The Cw. I ta ścieżka dźwiękowa. Zwłaszcza gdy bohaterowie śpiewają. Mad World w wykonaniu czołowej trójki był wyśmienity, zwłaszcza że tak dobrze pasował do ich obecnego stanu emocjonalnego. Nie wiem tylko co myśleć o striptizie Betty. Jej psychoza znowu daje o sobie znać więc można to uznać za wiarygodne.

Inne:
- proszę, sparujcie Alice i FP, nie teraz czy za sezon, ale ewentualnie muszą wylądować razem.

OCENA 5/6 

Vikings S05E01 The Departed Part One
Długo się zastanawiałem czy nie zostawić Wikingów i obejrzeć ciurkiem połowę sezonu. W końcu i tak Przez Netflixa nie nadążam z oglądaniem na bieżąco. Zwyciężyła jednak ciekawość. Trochę się stęskniłem za serialem, a historyczne klimaty +100 lat to ostatnio rzadkość na mojej playliście.

I jestem zadowolony z podjętej decyzji. Może nie był to jakiś spektakularny odcinek, ale miał bardzo dużo scen, które nie pozwalały pozostać obojętnym. Spotkanie braci po morderstwie Ivara i debatowanie o przyszłości miało niewypowiedziane napięcie. Ivar to tykająca bomba, która czeka by ponownie wybuchnąć. Podczas najazdu na York dał demu dowód. Cieszył się z zadawania śmierci. Paradoksalnie równie wiarygodny był żałując morderstwa Siguarda. Dla kontrastu pokazano Ubbe, które wygląda na znudzonego ciągłą wojną, jest niczym jego ojciec i to nie tylko z wyglądu. Szykuje się interesujący konflikt.

Można lubić bohaterów i im kibicować, ale w Wikingach nie brakuje pewnego dysonansu. W jednej scenie bijesz brawa i krzyczysz imię Flokiego by w następnej być w szoku gdy nasi herosi składają w ofierze dzieci. Serialu, robisz to dobrze.

Lata mijają, a obsady ubywa więc trzeba ją sukcesywnie powiększać. Tym razem postarzono synów Bjorna i Athlesteina. Szykują się kolejne pokoleniowe konflikty i opowieść o dojrzewaniu i oczekiwaniu ojców. Jest też Heahmund, wojowniczy biskup. I szczerze mówiąc na razie nie pokazał niczego ciekawego. Jonathan Rhys Meyers charyzmę posiada, czekać tylko trzeba aż jej użyję.

OCENA 5/6

Vikings S05E02 The Departed Part Two
Lubię mistyczne klimaty w Wikingach. Zderzenie świata ludzi z boskim pierwiastkiem jak i te bardziej odważne skoki w kierunku fantastyki których nie można wytłumaczyć stylem wizualnym czy naćpaniem bohaterów. Tutaj takie podniosłe momenty były dwa. Pierw Alfred dostał wiadomość od swojego zmarłego ojca. Symboliczne namaszczenie na przywódcę i być może zbawiciele Anglii. Potem dostałem fantastyczną podróż Flokiego po Grenlandii, która mogłaby się znaleźć w informatorze turystycznym. Piękne widoki zaściełanego zielenią lądu i jego przekonanie o wylądowaniu w Asgardzie. Teraz czekać na brutalne starcie z rzeczywistością i spotkanie pierwszych ludzi bo to raczej nie będzie survival Flokiego na niegościnnym lądzie.

Trochę gorzej wypadają inne wątki. W Yorku działo się mało, a napięcie między braćmi to rzecz stara. Tylko Ivar wykonuje coraz więcej agresywniejszych kroków by umocnić swoją władzę. W Kattagat za to Lagherta w głupi sposób narobiła sobie kłopoty gwałcąc wcześniej Haralda. Strasznie naciągana jego ucieczka, tak jak pojmanie Astrid. Spiski w mieście to kolejna powtórka z rozgrywki. Mam nadzieje, że Michael Hirst ma dobry pomysł i nie będzie recyklował wątków.

Inne:
- dawać mi Bjorna i podróż po Morzu Śródziemnym. 

OCENA 4.5/6

niedziela, 19 listopada 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #257 [13.11.2017 - 19.11.2017]

SPOILERY

GLOW S01E05 Debbie Does Something
Nie dość, że najzabawniejszy odcinek to jeszcze pokazali całkiem efektowne przedstawienie wrestlingowe. Wciągnąłem się, pośmiałem i lepiej poznałem niektóre bohaterki. Ruth wreszcie odnalazła swoje powołanie i będzie radzieckim stereotypem. To pasuje, zwłaszcza, ze Debbie to ucieleśnienie Ameryki. Konflikt osobisty i światopoglądowy z wrestlingiem w tle. Kupuje! I cieszy mnie większa ilość scen między tą dwójką. Na przyjaźń nie liczę, ale na ciekawe relację jak najbardziej.

Inne:
- Ruth dała czadu na imprezie sponsorowanej gdy pierwszy raz wcieliła się w swoją bohaterkę. I ten zachwyt Sama.
- Debbie wreszcie zrozumiała czym jest wrestling. To telenowele gdzie się biją. I jak się zajarała!
- świetne pojedyncze scenki z innymi dziewczynami. Od kupowania pizzy i nieumiejętną próbę podrywu po głupie telefony do koleżanek.

OCENA 5/6  
 
GLOW S01E06 This Is One of Those Moments
Czasem sam nie wiem czy lubię te bohaterki czy nie. Ale to chyba dobrze, pokazuje jak bardzo złożone to postacie. Chwiejne nastroje Ruth i jej niezdecydowanie mnie denerwują przy czym jest zabawna jako złoczyńca i kibicuje jej w karierze. Debbie gwiazdorzy i czasami jest nie do zniesienia przy czym można ją zrozumieć po tym jak jej życie wywróciło się do góry nogami. Justin, Melrose, Cheryll, wszystkie mają jakieś wady, ale i mnóstwo zalet. I dlatego są tak fascynujące na ekranie.

Sam odcinek miał kilka niezłych scen, szczególnie tych na sali treningowej. Uwielbiam jak dziewczyny są w dużej grupie, ćwiczą i rozmawiają. Widać też, że nauka nie idzie na marne i zbliża się ich pierwszy publiczny występ, którego jestem bardzo ciekaw. To może być wielki niewypał. Chociaż kto wie, oglądanie ich na ringu jest na razie absurdalne, ale nie bez przyczyny GLOW odniosło sukces w latach '80.

OCENA 4.5/6 

Mindhunter S01E01 Episode 1
Stranger Things nadrobiono więc można się zabrać za kolejny Netflixowy serial. I czy na prawdę muszę zaczynać od tego jak jest dobrze? Przecież to wiadomo od kiedy David Fincher był łączony z projektem. Do tego początki behawiorystyki kryminalnej i seryjni mordercy. Przecież to samograj. W przeważającej mierze jest to odcinek o rozmawianiu. O mordercach, o nowych sposobach nauki, o tym, że świat jest be i nikt go nie rozumie. Ogląda się to lepiej niż niejeden film akcji, ani chwili na nudę. Bohaterowie są wyraziści, mają wady i zalety, szybko można ich poznać by potem zagłębiać się w nim coraz bardziej. Do tego serial jest piękny. Wiadomo, Fincher. Niesamowite kadrowanie i dbałość o detale to jego znaki firmowe. Jaka szkoda, że Netflix nie posiada przycisku odpowiedzialnego za robienie screenów.

OCENA 5.5/6 

Revolution S01E12 Ghosts
Zaczynam się przyzwyczajać do powtórek podczas losowania, w końcu od pierwszego minęło ponad pół roku. Tym razem ponownie padło na Revolution. Trochę się skrzywiłem na myśl powrotu do tego serialu. Jednak rzeczywistość nie okazała się taka tragiczna i odcinek oglądało się z umiarkowanym zadowoleniem. Była to prosta historia wykorzystująca wielokrotnie przerabiane tropy nie robiąc z nimi niczego nowego. Mimo to wciągnąłem się. Wyprawa Milesa po starego buntownika czy napięcie między córką i matką po śmierci Danny'ego. I tylko szkoda nagromadzenia tych głupotek. No nic, może następny odcinek będzie lepszy. Nawet jestem ciekaw kontynuacji.

Inne:
- Charlie pierwszy raz korzysta z karabinu i prawie ma auto aim, okropnie to wyglądało.
- żołnierze Monroe to patałachy, grupa przedszkolaków lepiej by przeszukała szkołę z ukrywającymi się buntownikami.
- za wyłączenie prądu jest odpowiedzialny rząd USA, brak zaskoczenia.
- szkoda, że ten serial nie jest czymś bardziej ambitnym i nie bawi się w tworzenie szalonych historii. Przecież taki atak na USA pod wodzą warlorda z Europy dodałby tu sporo kolorytu.

OCENA 4/6

Riverdale S02E06 Chapter Nineteen: Death Proof
Riverdale pod wieloma względami jest naiwne. Taka konwencja, albo akceptujesz uliczny wyścig jako sposób walki gangów o terytorium albo pukasz się w czoło i oglądasz coś co jest miksem komiksu i teen dramy. Ja zostaje, zapinam pasy i wraz z Jugheadem i Archiem biorę udział w wyścigu chcąc więcej i to jak najszybciej.

Postacie są tutaj jak ogry, mają warstwy. Mimo mocnego zakotwiczenia w stereotypach intensywnie się z nich wyłamują i tworzą oryginalną mieszankę. Tutaj mógłbym kolejny raz ułożyć pieśń pochwalną w kierunku Betty. Dziewczyna z sąsiedztwa, pierw szantażowana przez Black Hooda wydaje mu wojnę po tym jak pomaga swojemu chłopakowi ustawiać auto przed wyścigiem. Jak tu nie pałać do niej sympatią? Nie da się. Przeszła długą drogę, a za kolejnym zakrętem następne przygody.

O ile główny motyw odcinka średnio mnie interesował - poszukiwania Sugarmana, tak wątki obyczajowe i rozpisanie napięcia w odcinku to mistrzostwo. Piątka bohaterów z ważnymi wątkami i dużo wspólnych scen, czego ostatnio mi brakowało. Archie dalej jest naiwny, V i Cheryll łącza siły, a Jughead walczy z narkotykami w szkole. Mocny akcent społeczny, umiejętnie poruszony problem napaści seksualnych i nierówności społecznych. Zadziwiające jaki ten serial jest mądry i dojrzały.

Inne:
- Toni jest lesbijką, a Jughead i Betty do siebie wrócili. Szybko i bezboleśnie. Daję okejkę.
- hmmm a może szeryf Keller jest Black Hoodem? Musi to być ktoś znany dla bohaterów, a Hiriam byłby zbyt oczywistym wyborem.
- Hiriam i Hermione grają w szachy, patrzcie jacy oni mądrzy i przebiegli!

OCENA 5/6

Star Trek: Discovery S01E09 Into the Forest I Go
Wraz z śródsezonowym finałem stwierdzam, że to jednak jest dobry serial. Miał dużo kłopotów, szczególnie na początku, ale udało mu się stworzyć własną tożsamość i zaciekawić bohaterami. Warto było czekać. Nawet będę tęsknił przez te dwa miesiące czego jeszcze kilka odcinków temu był nie napisał.

Ten odcinek był naładowany akcją, miał kilka dylematów moralnych, działania kapitana które można było kwestionować, odrobinę humoru, zwroty akcji i rozwój bohaterów. Dużo tego. Najdziwniejsze, że pozamykał niektóre wątki. Wykradziono technologię maskowania oraz zniszczono Statek Umarłych. Więc antagonista serialu już teraz mówi papa co jest trochę śmieszne na to ile czasu mu poświęcono. Otworzono też nowe, ale spodziewane wątki. Stames przenosi Discovery w nieznane miejsce i prawdopodobnie czas. Czyżby kolejne rozdanie dla serialu?

Kolejną zadziwiające rzeczą jest dla mnie jak bardzo serial idzie w portretowanie bohaterów. Nie szczędzi im cierpień. Molestowany Ash, Michael wciąż z swoją traumą po stracie przyjaciółki i zhańbieniu imienia, Stames i jego poświęcenia, Lorka z swoją dwuznacznością. Kto by się spodziewał jeszcze na początku, że tyle uda się z nich wykrzesać. Teraz ciężko mi  znaleźć swojego ulubieńca i sceny z każdym z nich oglądam z niemałym zainteresowaniem.

OCENA 5/6

Stranger Things S02E09 Chapter Nine: The Gate
Jestem z siebie dumny. Udało mi się ukończyć Stranger Things w ponad dwa tygodnie zamiast usiąść w niedziele na kacu i pochłonąć całość za jednym razem. Byłoby to czymś zupełnie normalnym. Netflix ma w zwyczaju robić seriale z okropnymi cliffhangerami, które wręcz każą włączać kolejne odcinku. Było ciężko, ale udało mi się oprzeć. Dodatkowy benefit to minimalnie mniejsza przerwa w oczekiwaniu na kolejny sezon. Czy raczej kolejną część, jakoś serialowa nomenklatura nie pasuje mi do Stranger Things

Jednak miało być o finale, a nie moich osobistych osiągnięciach. Kurde jeżu, ależ to było dobre! Czterdzieści pięć minut opowieści nie tyle trzymającej w napięciu co przykuwającej do krzesła kilkutonowymi łańcuchami. Boisz się mrugać by przeoczyć jak najmniejszą liczę klatek i oglądasz to na bezdechu dotleniając się jedynie w momentach jakże potrzebnego humoru. Bracie Duffer już kilkakrotnie łączyli swoją świętą trójcę akcji-humoru-dramatu w idealną mieszankę. Teraz trafili na kamień filozoficzny. Żonglując wątkami stworzyli mały majstersztyk w swojej klasie.

 Cieszyłem się z połączenia sił bohaterów i trochę przykro mi się patrzyło gdy się rozdzielali. Zagrało to jednak na korzyść. Trzy mocarne wątki. Niczym kino nowej przygody skrzyżowane z Alien, horrorowe egzorcyzmy i niemalże mistyczna walka z nieokreślonym bytem. Pośmiałem się z chłopakami przedzierając tunelami pod Hawkins, wzruszałem gdy Winona przeżywała cierpienia swojego serialowego syna i gdybym nie był takim twardzielem to uroniłbym łezkę podczas pojednania Hoppera z Jedenastką.

Ten odcinek był też zwieńczeniem tegorocznego dojrzewania. Dzieciaki poznały w zeszłym sezonie siłę przyjaźni i brutalność świata, teraz postanowiły kolejny krok na drodze do dorosłości. Pokazano, że potwory to nie jedyne zło które się na nich czai, równie źli są ludzie. Zszokowani oglądali eksplozję przemocy Billa wobec Steva. Poznali też tą lepszą stronę życia. Miłostki Mike czy Lucasa i Max mają w sobie dużo młodzieńczej niewinności. Czyli w S03 czas poznać smak złamanego serca.

O ile trochę mnie smuci brak potężnego cliffhangera tak podoba mi się optymistyczny epilog. Miesiąc później wszyscy zdrowi bawią się na imprezie szkolnej. Tylko dorośli martwią się przyszłość, dzieci korzystają z życia i nie przejmują przyszłością. Zło wciąż tam jest, ale to problem na przyszły rok.

To był bardzo dobry sezon, ale poczytuje go jako krok wstecz względem debiutu. Za mało było wspólnych scen dla wszystkich dzieciaków, mało fabularnego mięska i niektóre wątki zupełnie niepotrzebne. Dużo tutaj niespełnionych obietnic. Jak choćby monstrualne zło okazało się mało strasznym przeciwnikiem. Mimo to esencja pozostała. Niesamowity klimat, świetnie to wygląda i bohaterowie, których ciężko nie lubić. Czekam na więcej.

Inne:
- jak ja się ciesze, że nikt nie zginął. Dawno nie martwiłem się tak o moich bohaterów jak podczas punktów kulminacyjnych kolejnych wątków.
- pierw pokażemy jaki Bill jest czarujący i szarmancki, a potem zrobiły z niego skurwysyna. Nie ma to jak pobawić się emocjami widza.
- nawet Dart dostał zwieńczenie swojego wątku. Miło.
- Steve przyznający się, że jest dobrą opiekunką do dzieci. I ta ostatnia scena z Dustinem <3

OCENA 5.5/6
OCENA SEZONU 5/6
 
The Deuce S01E01 Pilot 
Dziwnie się złożyło, że ostatnio oglądam seriale historyczne. GLOW, Stranger Things, Mindhunter i teraz The Deuce. Jeszcze dziwniejsze, że wszystkie trzymają niesamowicie wysoki poziom. Za to nie dziwi, że najlepsze jest nowe dzieło Davida Simona. Niczym w The Wire kreuje namacalny świat z żywymi bohaterami, tym razem początków branży porno w Nowym Jorku. Mimo 1,5h odcinek nie nudził ani przez chwilę. Solidnie przedstawił swoich bohaterów i wrzucił w klimat. Ferajna jest zróżnicowana, od prostytutek i alfonsów po feministki i nieudaczników życiowych. Z reporterską precyzją opowiadane są epizody z ich życia oraz historia miasta. Właśnie miasto, to kolejny bohater. Brudne i obleśne zachwyca swoim wdziękiem. Całość podkreślona przez niesamowitą reżyserię Michelle MacLaren. Nie raz zachwyciłem się przepięknymi kadrami i sprawnością snutej historii. Na pewno będę jej kibicował na rozdaniu Złotych Globów. Nominacja to pewniak.

OCENA 5.5/6

poniedziałek, 13 listopada 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #256 [06.11.2017 - 12.11.2017]

SPOILERY

GLOW S01E02 Slouch. Submit.
Zgodnie z przewidywaniami serial bardzo szybko się rozkręca i wychodzi poza dwie bohaterki będące początkowo jego siłą napędową. Powiedziałbym nawet, że gdyby nie scena kulminacyjna to nie one odrywały najważniejszą rolę. Świetnie przedstawiono historię Cherry. Pokazano silną kobietę po poronieniu, aktorka zagrała wewnętrzną walkę, a scenariusz dał jeszcze woltę na końcu podkreślająca cały dramatyzm. Było też więcej śmiechu niż ostatnio. Czasem niesmacznego, ale to celowe. Podkreślenie zawiści między bohaterkami, pierwszych konfliktów oraz zaakcentowanie jak bardzo to toksyczne środowisko. Fantastyczna była końcówka. Wielka improwizacja Sama i pomiatanie Ruth by wkupić się w łaski Debbie. Świetnie rozpisane i wielowarstwowe opowiadające o trzech bohaterkach, ale i całym środowisku. Ogólnie jestem dobrej myśli i widzę tutaj coś więcej niż kolorową komedię z wrestlingiem.

Inne:
- nieporadna Ruth będzie złoczyńcą opowieści. Tak! Jak powiedział Sam, to złoczyńcy mają najlepsze teksty.

OCENA 4.5/6

GLOW S01E03 The Wrath of Kuntar
To było świetne. Tak zwyczajnie i bez większych wstępów. Znaleziono perfekcyjny balans między dramatem, humor i prezentacją bohaterek. Znowu obnażono seksizm branży filmowej w bezczelny sposób, ale też zabawiono się motywem seksistowskiego reżysera wierzącego w swój feminizm. Świetne dialogi, aż się od nich iskrzyło. Była też impreza gdzie dziewczyny mogły być tym kim chcą, a ostatecznie stanęło na stereotypach. Było rozwijanie relacji w grupie. Był też absurd goniący absurd. Wciąż tylko brakuje mi lepszego zarysowania charakterów bohaterek.

OCENA 5/6

GLOW S01E04 The Dusty Spur
Powoli dochodzę do wniosku, że wystarczy zamknąć główne bohaterki w jednym pomieszczeniu i pozwolić im rozmawiać. Tyle wystarczy by odcinek wyszedł co najmniej bardzo dobry. Dlatego ciesze się, że GLOW trzyma postaci w kupie. Mało jest scen gdy są pozostawione same sobie, a jak już są to ważne - konfrontacja Debbie z mężem czy wstęp z Wilczycą. Mimo nagromadzenia bohaterek na ekranie nie brakuje tutaj wątków osobistych. Poszukiwania własnej tożsamości, emancypacji czy wyrwania spod jarzma własnego ojca. Wszystko w kiczowatej konwencji. Dramat i komedia w doskonałych proporcjach.

Zakochałem się w ostatniej scenie i symbolicznym obrazku. Debbie i Ruth nieświadome swojej obecności zasypiają na leżakach rozdzielone basenem. Debbie się orientuje z obecności swojej nemezis, ale daje jej spokój i idzie spać. Symboliczne zawieszenie broni i pokazanie różnic je dzielących bez wypowiadania słów.

OCENA 5/6

Riverdale S02E05 Chapter Eighteen: When a Stranger Calls
Nie raz pisałem jak dobre jest Riverdale w tym sezonie. Nie przeszkodzi mi napisać jeszcze raz. Jest bardzo dobre, wręcz wyśmienite. Wystarczy tylko zaakceptować przerysowaną stylistykę i można chłonąć historię z życia bohaterów.

Niedoceniana na początku sezonu Betty dostaje własny wątek. I jest on zabójczy. Dosłownie, he he. Biedaczka jest szantażowana emocjonalnie przez zabójcę. Black Hood mówi o więzi ich łączącej, chęci oczyszczenia miasta z zła i pastwi się nad panną Cooper. Każe jej zerwać stosunki z sodomitami, wejść w konflikt z matką i zaprasza ją na schadzkę zmuszając do założenia maski mordercy. Świetnie rozpisany wątek, który wbrew moim obawą Lili Reinhart udźwignęła. A przecież był jeszcze cliffhanger. W zamian za życie Archiego musi wskazać osobę która ma zginąć. Trzeba im przyznać, że umieją w cliffhangery.

Robienie rzeczy, których się nie chcę było spoiwem tego odcinka i w pewien sposób spotkało wszystkich młodych bohaterów. Veronica by zaimponować ojcu musiała zbliżyć się do Nicka i zaakceptować jego molestowanie. W obawie przed konsekwencjami i reakcją tatusia postanowiła to ukryć. Kolejny świetny komentarz do współczesnej sytuacji społecznej. Efekt? Drapieżnik miał kolejną szansę, tym razem by zgwałcić Cheryll. Całość skończyła się mocno feministycznym wydźwiękiem gdzie Pussycats dokonują małego rewanżu. W kobietach siła, chcę nam powiedzieć serial.

Jughead wbrew sobie i zgodnie z oczekiwaniami zostaje wężem. Konflikt wewnętrzny, oddalanie się od starych przyjaciół i idealistyczna chęć naprawy świata w czasach prób inicjacyjnych. Dużo tego, ale bez uczucia przytłaczania. Trochę campu, sporo dramatów i pierwszy poważny zgrzyt z soap opery - zapowiedź romansu z Toni. Ech, nie tak prostackiego prowadzenia fabuły po Riverdale oczekiwałem.

Podczas gdy pierwsze odcinki sezonu należały do Archiego tak teraz został odsunięty na boczny tor. Grał głównie zazdrosnego chłopaka, ale dobrze rozpisanego przez co nie irytującego, jak często te role mają w zwyczaju. Był też przyjacielem Betty. Wspierającym i dającym rady prosto z swojego naiwnego serca. Miał też świetną scenę z Jugheadem. Na quescie od Betty musiał mu przekazać, że zrywają. Znowu czyny popełniane z wielką niechęcią i koniecznością wobec większego dobra. Niby romans, ale jaka dawka emocji. Kupuję to.

Nie jesteśmy ani trochę bliżej poznania tożsamości Black Hooda i wcale mi to nie przeszkadza. Jest na to cały sezon i nie jest to wcale najważniejsze. Najbardziej prawdopodobny wydaje się Hiriam. Zna Archiego i Cooperów oraz najwięcej na tym zyskuje. Tylko takie bezpośrednie narażanie się nie wygląda jak jego styl. Na pewno próbuje wykorzystać sytuację co mu się udaje. A może Zamaskowanych morderców jest dwóch? Taki Krzykowy twist. Pasowałby biorąc pod uwagę dwa charaktery pisma.

Inne:
- nie dziwi mnie Alice Cooper jako były Wąż, chyba nawet sygnalizowano to w zeszłym sezonie. Natomiast zrobienie się na bóstwo i zaakceptowanie swojej przeszłości głośno to manifestując tak bardzo w jej stylu.
- wspominanie burzliwej przeszłości Veroniki wygląd jak set up pod jakiś zwrot akcji związany z jej życiem w Nowym Jorku. Narkotyki i ostre imprezowanie, coś w tym musi być.  
- syn Alicji z The Good Wife, to miło niespodzianka. Albo nie miła, zależy jak na to patrzeć.

OCENA 5.5/6

Star Trek: Discovery S01E08 Si Vis Pacem, Para Bellum
Chciałbym napisać, że odcinek jakościowo był porównywalny do poprzedniego. Nawet próbował klasycznego motywu z pierwszym kontaktem i grupką niehumanoidalnych bytów żyjących w absolutnej harmonii. Z początku ciekawił koncepcją tajemniczych obcych i problemem do rozwiązania. Z czasem fabuła się za bardzo rozmyła. Za dużo odrębnych wątków przez co żaden z nich nie był dobrze prowadzony. Najciekawiej wypadła misja odkrywcza. Znowu była współpraca w drużynie i zaciskania więzi więc bardzo szkoda, że skończyło się sztucznym konfliktem.

Gorzej było na statku. Pierw zaczęło się od mało ekscytującej bitwy kosmicznej. Sztuką jest by przy takim budżecie polec na takim elemencie. Potem były problemy Stamesa i pomoc Tilly by zakończyć cliffhangerem z spotkaniem z Klingonami. Bardzo mało. To trochę boli. Serial kreuje ciekawe wątki, rozpoczyna je i potem nic z nimi nie robi.

Niestety po odcinku przerwy wróciły Klingony. Nie znoszę scen z ich udziałem. Brakuje mi tu wyrazistych postaci. Czy to tragicznego bohatera czy przerażającego antagonisty. Wygląda to trochę kabaretowo. A ja cierpię oglądając kolejne sceny, które mogłyby być spożytkowane na załogę Discovery. I chyba więc czemu mam do tego awersję. Nie interesuje mnie wojna w tym serialu. Nie obchodzi kto wygra i w jaki sposób. Wolę przygodę i bohaterów, a nie kosmiczny konflikt którego wynik jest z góry przesądzony. 

Inne:
- idę o zakład, że w związku z "chorobą" Stamesa Discovery prędzej czy później skoczy w czasie. Prawdopodobnie nawet już doświadcza nakładanie się różnych linii czasowych. Nie bez powodu nazwałby Tilly kapitanem.
- czy admirał Cornwell wróciła tylko po to by zginąć i służyć za nudny element ekspozycyjny dla Dennas? Bez sensu.

OCENA 4/6

Stranger Things S02E05 Chapter Five: Dig Dug
Póki nie zrozumiałem jednej rzeczy przez pewien czasem miałem problem z Stranger Things. Tego serialu nie można pojmować jako serial właśnie, a raczej 9 godzinny film. Nie lubię tego określenia, ale w tym przypadku to prawda. Nie można odróżnić kolejnych epizodów, a wszystkie zlewają się w całość. Nawet nie ma klasycznej konstrukcji trój, lub pięcio aktowej. To jest długa opowieść stawiająca na budowanie klimatu. Brakuje rozwoju postaci czy zamknięcia pewnych etapów po napisach końcowych. To opowieść która trwa do samego finału. Jeśli to się zaakceptuje czerpie się jeszcze większa przyjemność z seansu.

Z powodu powyższych powodów ten odcinek mi się podobał. Wydarzyło się niewiele, ale jaki tu był klimat. Poszukiwanie Hoppera czy jego przedzieranie się we wnętrznościach wielkiego stwora. Nieustające zagrożenie i tykający zegar. Plus obleśne macki. Była też chwila rozluźnienia z Nancy i  specjalistą od teorii spiskowych czy klnącym Dustinem. Było też kapitalne polowanie na minidemogorgona. I wreszcie emocjonalne sceny z Jedenastką i jej matką. Może nie potrzebne, ale niewątpliwie dodające kolejną cegiełkę do opowieści.

Pięć odcinków minęło i wciąż jest dużo niewiadomych, ale trochę za mało na budowanie teorii spiskowych. Patrz pierwszy akapit. Myślę nawet, że ten serial w telewizji by się za dobrze nie sprzedał, jego siła to  bingwatching i na tym polu działa on perfekcyjnie.

OCENA 5/6

Stranger Things S02E06 Chapter Six: The Spy
Wciąż drażni mnie poszatkowana struktura sezonu. Jedenastka na uboczu, 2/3 za nami a ona nie miała żadnej sceny z chłopakami. Nancy i Jonathan również w swoich własnych serialach. Jedynie mgliste powiązanie z główną historią. I w zasadzie to jedyna rzecz do jakiej mogę i chcę się doczepić bo to był znakomity odcinek.

Mimo mojego czepialstwa do historii Nancy i Jonathana lubię oglądać tą dwójkę na ekranie. Nie jestem świrem od teorii spiskowych i nie czuję między nimi chemii, ale lubię ich. Zwłaszcza ten kontrast będący przy okazji zaprzeczenie stereotypów. Ona stanowcza i pewna siebie on wahający się w podejmowaniu decyzji i outsider. Świetnie to było widać przy śniadaniu gdy po wspólnej nocy i uwagach o ich zachowaniu ona się uśmiechała, a on chował głowę i uciekał wzrokiem.

Kolejne udane parowanie to Dustin z Stevem. Brakowało mi takich błyskotliwych wymian zdań w koleżeństwie. Grupka za bardzo jest rozbita w tym sezonie. Na szczęście tym razem się udało. Rozmowy o dziewczynach podczas polowań na minidemogorgona czy też szturm na piwnicę. Wszystko to zwieńczone pełną napięcia sceną akcji z równoległym montażem do kulminacji innego wątku.

 Przejmująco wypadły sceny w laboratorium. Choroba Willa do doskonały pretekst dla kolejnych popisów aktorskich Winony Ryder. Kilka udanych zwrotów akcji i finał. Było co oglądać. I tylko czynnej roli Hoppera mi brakuje. Kilka onelinerów od przyszłego Hellboya to trochę za mało.

Inne:
- Hopper dzwoniący do Jedenastki i przepraszający za ostatnie wydarzenia pusty dom! Scena odcinka...
- ... obok momentu gdzie Steve wyjawia Dustinowi jak utrzymuje swoje boskie włosy.
- backstory Max to delikatne rozczarowanie. Oczekiwałem czegoś bardziej przewrotnego niż rozbita rodzina. Chociaż, może w tym tkwi siła tego wątku? Pokazanie, że są też bardziej przyziemne problemy niż walka z potworami.
- tytuł odcinka spoilerował końcówkę, nie powiem, że się zaskoczyłem, ale klimacik i tak był.
- siostra Lucasa jako przerywnik komediowy kradnie odcinek. Daleko jednak jej do małej Holly i jej miny przy stole z pierwszego sezonu.

OCENA 5/6

Stranger Things S02E07 Chapter Seven: The Lost Sister
W internetach pojawiło się dużo skrajnych opinii o tym odcinku, w większości negatywne. Mając w pamięci pierwszą scenę sezonu i błyskawicznie analizując tytuł jeszcze przed seansem moim synapsom udało się wywnioskować o czym The Lost Sister będzie opowiadać. I nie mam nic przeciwko takim odchyłom. Opuszczenie Hawkins na rzecz wielkiego miasta i poświęcenie całości Jedenastce było miłą odmianą od monotematyczności (nie monotonii!) Stranger Things. Ba, nie miałbym nic przeciwko gdyby nawet Eleven się nie pokazała, a Eight wykorzystano by jako podbudowę pod kolejne sezony. To jest serial, tutaj można się bawić formą i zabierać widza w rejony do których nie jest przyzwyczajony. Nawet trzeba by nieustannie go angażować.

To była bardzo osobista opowieść. O wyrzutkach społecznych, którzy odnaleźli rodzinę. O brutalnej wendecie będącej sposobem radzenia sobie z traumą. O zrozumieniu się nawzajem, o tym co się w życiu liczy i miejscu które nazywamy domem. Było wzruszająco, śmiesznie i dramatycznie. To była mocno skondensowana opowieść. To też miejsce gdzie dano więcej czasu Jedenastce, która została odsunięta na boczy tor w tym sezonie. Jestem zadowolony i poproszę więcej takich eksperymentów.

Inne:
- świetnie wyszło wplecenie wydarzeń z poprzedniego odcinka w życie Jedenastki w wielkim mieście.
- Bon Jovi i Ruanaway w otwierającej scenie <3

OCENA 5/6

Stranger Things S02E08 Chapter Eight: The Mind Flayer
Niemalże 50 minut siedzenia na skraju fotela w napięciu oczekując kolejnych scen. Pierwsza połowa to pierwszorzędny thriller. Ucieczka z budynku przed demodogami była niesamowicie zrealizowana. Montaż, rozłożenie scen akcji i tych cichszych dramatycznych momentów których atmosferę można by ciąć brzytwą, heroicznych momentów oraz klimat zagrożenia. Opuszczona placówka z wszechobecnymi trupami i oczekiwanie na śmierć. Musiało do tego dojść, to był najwyższy czas by podbić stawkę. I tylko szkoda, że postąpiono tak zachowawczo zabijając Boba. Niesmacznie jego rozszarpywanie przez pieski pokazano odrobinę zbyt długo. Wcześniej Stranger Things uciekało od tak bezczelnego gore.

Druga część odcinka to odmiennie klimatyczna opowieść. Zagrożenie wciąż się czai, ale udaje się podjąć walkę. Cała ferajna została zebrana do kupy i kombinują co dalej. Więcej humoru, ale też bardziej personalny dramat. Egzorcyzmy opętanego Willa. Młody zagrał to świetnie, panowie odpowiedzialni za montaż również wykazali się w swojej robocie. Mniam. I może to trochę naiwne i mało w tym wszystkim rozwoju postaci tak ogląda się świetnie. I końcówka z powrotem Jedenastki. About damn time!

Inne:
- "Steve!?", "Nancy?" chyba najzabawniejszy moment w odcinku gdy przypadkowo dwie grupki dzieciaków spotykają się koło opanowanego przez potwory laboratorium.
- Dustin wciskający namiętnie guzik odpowiedzialny za otwieranie bramy i to zadowolenie gdy zupełnie przypadkiem się ona otwiera.
- dramatu w domu Maxime ciąg dalszy. Tym razem jednak to Billy jest poniewierany. I dalej jestem zdania, że ta historia ma sens i może się rozwinąć w S03. Chyba, że doprowadzi do durnego cliffhangera na koniec tej serii.
- jak pokonać Łupieżce umysłów? Powołać armię zombie. Mogę zrozumieć Hoppera czemu jest sceptyczny do tego pomysłu. Ja bym mimo to spróbował.
- Nancy znowu z bronią. Ech, chciałbym żeby dostawała ciekawsze wątki.

OCENA 5.5/6
 
Star Wars Rebels S01E04 Breaking Ranks
Disneyowska machina promocyjna The Last Jedi rozkręciła się tak bardzo, że wpłynęła na moje cotygodniowe losowania wrzucając mnie w świat Gwiezdnych wojen. Nie narzekam. Za bardzo. Jest czego się czepić, zwłaszcza naiwnych scen akcji, ale odcinek miał wystarczająco liczbę plusów bym przymknął na to oko. Fajnie było zajrzeć do akademii szturmowców, nawet jeśli pokazano to pobieżnie. Jednak dużo lepiej od budowania świata wyszły relację między bohaterami. Widać, że Ezra się rozwija, a jego jednoodcinkowi towarzysze dostali interesujące historię. Wpadli w machinę imperium, część z nich wierzy w to o co walczy, są niepewni swojej przyszłości, czy zwyczajnie zaciągnęli się by odnaleźć własną siostrę. Trochę szkoda, że odcinek nie poszedł mocniej w kierunku osobistych historii. Mimo to udało się mu podtrzymać moje zainteresowanie przez całe 20 minut.

OCENA 4/6

The Last Ship S04E07 Feast
Pod względem akcji był to przyjemny odcinek. Oglądało się dobrze, trochę naiwnie, ale nie schodziło poniżej ustalonego przez serial poziomu. Gorzej z główną intrygą. Złole zachowują się idiotycznie. Popełniają szkolne błędy przez co ciężko ich traktować poważnie. I jeszcze zwrot akcji z prawdziwymi intencjami Velleka. Jego nadrzędnym celem jest uratowanie ludzkości i poprzez inżynierie genetyczną wyeliminowanie agresji. Normalnie szalony naukowiec z kreskówki.

OCENA 3.5/6

The Last Ship S04E08 Lazaretto
Gdy myślałem, że wprowadzenie kontroli umysłów to za dużo serial poszedł jeszcze dalej i zafundował twist rodem z Fight Club. Kompletnie się tego nie spodziewałem. Dodaje to głębi Vellekowi i wyjaśnia jego motywację. I jest tak bardzo głupie. Wyszło jeszcze gorzej niż w Dexterze. To nie serial na tego typu rewelację. Tutaj robi to jedynie za narzędzie ekspozycyjne przeszłości i charakteru złoczyńcy. Nie kupuję tego.

Na szczęście akcja z Vulture Team była dużo ciekawsza niż wszystko co związane z Georgim, Fletchrem i Vellekem. Acz trochę szkoda, że znowu misja na lądzie. Misja pod przykrywką i udawanie potulnych więźniów wypadło trochę zabawnie i trochę napięcia udało się z tego wykrzesać. Śmieszne były sceny z Wolfem, udał się dramat z Aresem i osobiste problemy bosmana. Ogólnie mały plusik.

Inne:
- ten sezon jest mocno pomostowy. Jakby trzeba było coś napisać przed lepszymi pomysłami szykowanymi na finał. Dlatego nie lubię zamówień na więcej niż jeden sezon.

OCENA 4/6

The Last Ship S04E09 Detect, Deceive, Destroy
Mogę narzekać na złoczyńcę sezonu, cały wątek związany z Nostos oraz nieudolne prowadzenie głównej fabuły i przedstawianie świata w większej skali. Nie znaczy to, że nie doceniam świetnego odcinka gdy go widzę. Takie było właśnie wprowadzenie do finału. Bitwa morska dwóch przebiegłych kapitanów. Dużo niespodziewanych manewrów, starcia podnoszące adrenalinę i na końcu powiewająca na wietrze w glorii i chwale Amerykańska flaga. Udało się w to wszystko wcisnąć nawet kilka osobistych dramatów nadających ludzki wymiar całemu konfliktowi. Czy mini historyjka o Nolan, czy problemy zdrowotne bosmana. Takie sceny są ważne. Ile by nie było akcji i wybuchów to przecież bohaterowie są w centrum serialu.

OCENA 5/6

The Last Ship S04E10 Endgame
 Jak przystało na finał The Last Ship było mnóstwo akcji, konkluzja wątków i dramaty postaci. Było też trochę rozczarowania. Mimo to bawiłem się bardzo dobrze. To w końcu najlepszy substytut sensacyjnego kina akcji w telewizji. Dzielni żołnierze odnoszący sukces i Ziemia nieustannie ratowana dzięki ich poświęceniu.

Endgame udanie wyważył sceny na lądzie i wodzie. Doceniam, w końcu klimat okrętu wojennego to główna zaleta serialu. Pierw strzelanina z udziałem dzielnych komandosów, ratowanie przyjaciół i decyzję, które trzeba było podjąć dla dobra ludzkości. Stężenie patetyzmu na metr kwadratowy dawno przekroczyło dopuszczalną normę. I to jest zaleta. Potem była misja infiltracyjna z udziałem Chandlera i Sashy by skończyć się kolejną strzelaniną i sukcesem misji. Tym razem po staroświeckim abordażu.

Może to wszystko nie brzmi jakoś specjalnie ekscytująco, ale dzięki realizacji oglądało się świetnie. Dynamiczne momenty, szybko montaż, czasem kamera skupiające się na bohaterach, a nie na akcji. Właśnie bohaterowie. To znowu dzięki nim chcę się to oglądać. Jak Greenowie martwią się o siebie, jak Gator zgłasza się na ochotnika do abordażu, jak poświęcają swoje życie dla innych i wreszcie jak walczą z ciemnością. Personalną i całego świata. Banał, ale jak nie często piszę, czasem to banały najlepiej trafiają do widza.

I tylko szkoda, że cała intryga z Nostos i wielkim planem Velleka okazała się zbitką nieudolnych pomysłów na szalonego naukowca po stracie syna. Zamiast pójść w thriller polityczny oparty o napięcia międzynarodowe związane z brakiem żywności zafundowano opowieść z animacji dla dzieci. Nie pomogły próby nadania człowieczeństwa Vellekowi i aktorskie popisy Petera Wellera. To nie była odpowiednia opowieść dla tego serialu. 

Inne:
- tytuł Endgame dla finału prawdopodobnie przedostatniego sezonu wydaje mi się marnotrawstwem.
- Sasha chyba zupełnie zapomniała o Fletcherze. Nawet przez chwilę nie zastanowiła się nad jego losem.
- przed nami prawdopodobnie ostatni sezon. Trochę szkoda, ale patrząc na tą serię trochę się cieszę.

OCENA 5/6
OCENA SEZONU 4.5/6

poniedziałek, 6 listopada 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #255 [30.10.2017 - 05.11.2017]

SPOILERY

Fargo S01E02 The Rooster Prince
Chyba powinienem puścić kupon lotto i cieszyć się moimi milionami. Skoro dwa tygodnie z rzędu udało się wylosować ten sam serial to wygraną w totalizatorze mam gwarantowaną. Na pewno poziom ekscytacji będzie porównywalny. Tak, Fargo jest aż tak dobre i aż mnie skręcę, że trzymam się zasady nadrabiania seriali które skończyły się ostatnio. Oglądając odcinek zachwycałem się każdą sceną. Dosłownie każdą. Czy to z powodu niebanalnych dialogów, zachowania postaci, gry aktorskiej czy krajobrazów. Wszystkie jest tutaj niesamowicie dopieszczone. Mimo 50 minutowego czasu trwania nie ma tutaj scen zbytecznych. To wciąż jest jednak wstęp. Intryga i połączenia między bohaterami dopiero się tworzą i przyjdzie czas na zagęszczania. Pierw trzeba skupić się na odpowiedniej introdukcji postaci by stawka jeszcze lepiej była odczuwalna.

OCENA 5/6 



GLOW S01E01 Pilot
Na GLOW czekałem od pierwszych zapowiedzi. Alison Brie i świat wrestlingu od Netflixa i Jenji Kohan? Przecież to musiało się udać. I udało. Pilot jest bardzo udanym wprowadzeniem nakreślającym klimat serialu. Wrestling jest pretekstem do opowieści o kobietach. Seksizmie branży filmowej, zagubionych dziewczynach goniących za marzeniem i przyjaźni, która może zostać w głupi sposób zniszczona. Bohaterki są wyraziste, sympatyczne i niepozbawione wad. Do Alison Brie mam słabość od czau Community więc nie jestem w stanie obiektywnie jej ocenić. Ale kocham ambicje i nieudolność jej Ruth. Tak jak pewność siebie żyjącej w patriarchalnym świecie Debbie, która będzie musiała odnaleźć się bez męża. 

 Inne:
- lata '80 z całą swoją kiczowatością i oczojebnymi kolorkami wypadają cudownie. Tak bardzo odmiennie od tych z Stranger Things.
- samej komedii jest tutaj trochę za mało. Niewiele momentów do śmiechu (nie licząc montażu z treningiem aktorskim podczas oglądania wrestlingu), więcej scen mających wprowadzić pewien dyskomfort.
- na świeczniku na razie tylko Ruth i Debbie, ale czekam, aż kolejne cudowne panie wrestlingu dostaną własne wątki.

OCENA 4.5/6

Riverdale S02E04 Chapter Seventeen: The Town That Dreaded Sundown
Muszę przyznać, że męczy mnie historia Archiego, ba, jest on najmniej ciekawą postacią w całym Riverdale. Veronica bardzo dobrze go opisała, naiwny i łatwowierny. Teraz przeżywa kryzys i to widać. Serial próbuje pokazać jego ciemną stronę, jak tragedia może odcisnąć się na niewinnym duchu. Napędza go chęć zemsty bo to emocja której łatwo się poddać. To znowu jest ładna paralela do współczesnego świata, ale nudzi. Na szczęście ten odcinek wprowadził kilka istotnych przetasowań i z nadzieją spoglądam z przyszłość.

Trochę zaczyna mi przeszkadzać główny wątek sezonu. Poprzednia historia była bardziej spójna, nadawała pewien tor wszystkim postaciom i pozwalała im wchodzić w częstsze interakcję. Tutaj jest głównie wątek Archiego i dopisywanie postaci by mieli z nim jakaś interakcję. Czy to Betty dostająca list czy Węże walczące z Buldogami czy Veronica odkrywająca manipulacje ojca na rudzielcu. Wszystko dotyczy Archiego. Może to tylko setup do ciekawszych wydarzeń, ale obecnie to mnie przytłacza.

Narzekałem ostatnio, że Betty nie ma własnych wątków, a tu proszę. Trójkąt Toni, Betty, Jughead pominę. Ciekawiej wypada więź Black Hooda z panną Cooper. Łatwo można zrozumieć jej decyzję o ukrywaniu listu mówiącego o inspiracjach mordercy. Poczucie winy i wymykające się resztki kontroli. Tylko czemu morderca z nią piszę? Niby wszystkie ofiary były z nią w jakiś sposób związane, ale to nie ma sensu. Chyba, że to jej brat, Tylko ten twist były zbyt słaby by zadziałać. 

Inne:
- jak ja lubię reżyserskie zabawy Riverdale. Tutaj narracja Jugheada, wybieranie książek w bibliotece i wmontowanie w to seryjnych morderców. 
- konflikt klasowy w serialu dla nastolatków? Czemu nie, Riverdale pokazało, że nie boi się trudnych tematów.
- gdzie jest Cheryll? Nawet nie przemykała w tle jak ostatnio. Dajcie jej w końcu jakiś wątek. 

OCENA 4.5/6

Star Trek: Discovery S01E07 Magic to Make the Sanest Man Go Mad
Nie namyślając się zbyt długo uznam ten odcinek za najlepszy w krótkiej historii serialu. Nie jestem sam, na Twitterze i recenzjach pojawiło się sporo zachwytów. Paradoksalnie udało się to uzyskać porzucając szumnie promowano formułę ciągłej fabuły. Nie jest to stricte odcinek proceduralny, ale udane wymieszanie tych dwóch podejść do kreowania opowieści.

Głównym motywem jest pętla czasu. Klasyczny motyw, który musi się pojawić w szanującym serialu sci-fi/fantasy, że wymienię tylko moje ulubione Window of Opportunity z Stargate SG-1 i wzruszające White Tulip z Fringe. To nie jest ten poziom, historia nie ma odpowiedniej wagi jednak rozrywkowo spisuje się całkiem nieźle. Powrót Mudda i próba wywarcia zemsty na Lorce była niespodziewana. Kilkadziesiąt zabójstw kapitana i wysadzanie Discovery w celu resetu odpowiednio budowało stawkę.

Osobiste motywy antagonisty były przekonujące. Zaskakujące było w tym wypadku odsunięcie kapitana na dalszy plan. Jeszcze dziwniejsze acz witane z otwartymi rękami było obdarzenie świadomością pętli Stametsa. Pokazanie jego backstory, opowiedzenie o miłości i dzięki niemu wgląd w Michael. Dlatego trochę szkoda, że w drugiej połowie odcinka trochę zapomniano, że to on jest poza pętlą.

Często narzekałem jak słabo wypada załoga w serialu i Discovery nie działa na tej samej zasadzie co choćby Firefly. Brak dynamiki w grupie. Tutaj to się poprawiło. Zbliżono Stamesa do Michaela, nawet jeśli tylko on miałby o tym pamiętać. A Ash, Michael i Tilly spędzili trochę czasu imprezując. I romansując. Dobrze wiedzieć, że twórcy robią coś w tym kierunku.

W dużej mierze jest to odcinek rozrywkowy. Akcja, humor i romanse. Współczesna hollywoodzka mieszanka. Jest jednak coś więcej. Próba rozgryzienia natury człowieka. Trochę nieudolnie, jakby stwierdzono, że trzeba dodać do tego jakąś filozofię, ale jako klamra odcinka zadziałało. Podczas odcinka o pętli czasu Michael prowadzi monolog o tym jak ważna jest zmiana. I ja chciałbym więcej takich motywów, a nie nudnego sapania Klingonów i szarego moralnie Lorci.

Nie kupuję trochę końcówki. Mudd kilkukrotnie zabijał załogę Discovery i okazał się zdrajcą Federacji, a na końcu nie spotyka go za to kara. Dla mnie to trochę naiwne i nie niesie ze sobą żadnego morału. Do tego odrobina deus ex machiny. "Ukochana" Mudda teleportuje się na Discovery w ciągu 30 min, nie wiadomo z jak odległego zakątka galaktyki. Jeśli statki są tak szybkie to po co napęd sporowy?   

Inne:
- długie, opisowe tytuły odcinków trochę mnie męczą i trochę bawią. Pod tym względem wolę jednak minimalizm.
- Mud powrócił po kilku odcinków i wprowadza zamieszanie. Gdyby był to procedural sprzed kilkunastu lat jego powrót nastąpiłby po kilku sezonach.
- impreza na statku bojowym, nawet jeśli po służbie wydaje się to trochę niewłaściwe.

OCENA 5/6

Stranger Things S02E04 Chapter Four: Will the Wise
Na takie odcinki Stranger Things czekałem. Pełne napięcia gdzie w każdym wątku dzieje się coś ciekawego, mocno stawiające na dramaty postaci. Jedenastka po emocjonalnej kłótni z Hopem odkrywa dokumenty i poznaje swoją matkę. Co to był za pokaz umiejętności młodej aktorki. Nieźle wypada też Will pochłaniany przez coś mrocznego. I te jego rysunki wnętrza czegoś co rozpościera się pod Hawkins. Zło niedługo nawiedzi tą mieścinę. Był też mocarny cliffhanger. Dustin nakarmił swoją kijankę po zmroku, a ta przeobraziła się w mini Demogorgona. Połowa sezonu i serial skończył z przydługim wstępem.

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E15 Pressure Test
 Uwielbiam odcinki z gatunku bottle episode. Zdolni scenarzyści przy ograniczonym budżecie mogą z tego wiele wycisnąć. Zagęszczać napięcie na małym terenie i prowadzić do konfrontacji. Jak np. podczas oblężenia komisariatu w Banshee. Tutaj było to samo, a wyszło fatalnie. Jeden z najgorszych odcinków Teen Wolf, istna męczarnia. Konflikt między łowcami, a wilkołakami jest nudny, postacie nie robią wiele, a jak już robią ich wyboru są wątpliwe. Scott wcale nie wygląda na przywódce watahy, a reszta robi za statystów bez własnych wątków. Nie do tego przyzwyczaił mnie ten serial. Na szczęście do końca już tylko pięć odcinków.

Inne:
- oblężony posterunek, jest scenka o odcięciu łączności, a jakimś cudem Stilinski dodzwonił się do papy McCalla. Ten scenariusz ma więcej dziur niż wilkołak po spotkaniu z van Helsingem.
- byłem pewien, że Theo nie żyję. Albo ja tak uważnie oglądam odcinek albo scenariusz jest taki pokraczny. 

OCENA 2.5/6

Teen Wolf S06E16 Triggers
Autentycznie cierpię oglądając popisy scenarzystów w tym sezonie i zmuszam się do oglądania kolejnych odcinków. Widzę już metę, to tylko cztery odcinki. Będzie to jednak męcząca droga jeśli poziom pozostanie ten sam. Bohaterowie snują się bez większego planu, przeżywają potyczki bez znaczenia i odnoszą przypadkowe zwycięstwo. Teoretycznie mają też wątki osobiste. Słabo pisane i bez większego znaczenia. Liam dalej ma problemy z gniewem, a Scott zostaje ostatecznie sparowany z Malią. Tyle. Widać jak bardo brakuje tutaj Stilesa dodającego humor, rozwagę i pomysł.

OCENA 2.5/6
 
Teen Wolf S06E17 Werewolves of London
Ostatnio trochę się pastwię nad Teen Wowlf, ale to był na prawdę dobry odcinek. Ani razu nie poczułem znużenie, podobała mi się realizacja, fabuła, zachowanie bohaterów i humor. O jak mi brakowało takiego humoru w serialu. Trochę campu i przesady zawsze tutaj pomaga. Do tego powroty. Jackson, Ducalion i Peter. Każda scena z nimi to złoto, ale pod względem komediowym wygrywa Theo sugerujący Liamowi co zrobić po morderstwie. Podobało mi się nawet desperackie zachowanie Scotta który zbliża się do granicy której nigdy normalnie by nie przeskoczył. Wciąż jednak nie jest prawdziwym liderem. Brakuje mu planu i nie przewodzi stadem jak powinien. To się już nie zmieni.

OCENA 4.5/6

Teen Wolf S06E18 Genotype
Co za okropna huśtawka jakościowa. Znowu jesteśmy na dole. Było słabo. Bez pomysłu i dużo bezproduktywnych scen. Choćby akcja z wskrzeszaniem ogara. Trochę humoru zawsze na plus, ale niech ma jakiś kontekst. Tyle czasu stracone by powiedzieć, że dwie połówki złego nie mogą się połączyć, a jego wzrok zabija. Inaczej można to było rozegrać. Źle rozpisano też historię Quinn i jej matki. Dano jej jedna fajną scenę i zabitą poza ekranem by nadać jakąś więź z postacią by oglądanie nie było pozbawione emocji. Było jednak zbyt naiwnie. Chyba nie muszę też pisać o pani biolog, która okazuje się wilkołakiem po tylu sezonach przez co fabuła serialu jest jeszcze bardziej niespójna. I gdzie jest Jackson? Dawać mi go skoro jest już w Beacon Hills.

OCENA 3/6

Teen Wolf S06E19 Broken Glass
To nie był dobry odcinek. Działo się mało i często nielogicznie mimo zbliżającego się finału. Scott i Malia spędzili go na trening z Ducalionem, a Lidia z Pterem ich szukając. Liam za to przesiedział w szpitalu by wpaść w pułapkę na końcu. Pod tym względem było bardzo słabo. Dużo lepiej u postaci pobocznych. Wrócił Derek i to w duecie z Argentem. Świetne sceny, zabawne z akcją i w jakiś sposób wiążące się z całą intrygą. Gdyby całość tak wyglądała. Chociaż nie było tak tragicznie jak jeszcze parę odcinków temu. Lepiej rozłożono akcenty i widać, że sytuacja robi się coraz bardziej napięta. Jeszce tylko jakby scenariuszowo było lepiej. Ogólnie mam wrażenie, że sezon 6B jest strasznie dziwnie napisany. Dużo tutaj niespójności i źle rozpisanej żonglerki wątkami.

Inne:
- dialog na początku odcinka o odcięciu od sieci komórkowej by pod koniec rozmawiać przez telefon. To wiele mówi o niekonsekwencji scenarzystów.

OCENA 3/6

 Teen Wolf S06E20 The Wolves of War
Powinienem dostać order lub dwa za dokończenie tego sezonu. Przecież już nie takie seriale porzucałem sezon przed końcem. Męczyłem się okrutnie i cieszę się, że to koniec. Jest mi też przykro z tego powodu. Ten serial dał mi całkiem sporo frajdy, zwłaszcza w swoich środkowych sezonach. Niestety jego finałowy akt był gorszy od rozpoczęcia. Nawet nie można się było pośmiać z niedorzeczności, był zwyczajnie słaby.

Na szczęście finałowy odcinek miło się wyróżniał. To wciąż nie było fantastyczna historia czy sprytne zwieńczenie wątków. To nie było też zakończenie o którym będę pamiętać podczas sporządzania topek czy przypominania sobie o serialu. Ba, jestem pewien, że zapomnę jak Teen Wolf się skończył i wrócą tylko złe wspomnienia. Finał był zwyczajnie ok. Sporo fanserwisu, udany humor, zabawa postaciami, nawet  udało się go spiąć zgrabną klamrą narracyjną. Byłem nawet zainteresowany tym co oglądam. Póki nie zacząłem się skupiać na zagadnieniach fabularnych. Mały koszmarek. Źle rozpisane starcie z Anuk-Ite, zero napięcia w walce z Gerrardem, częsty brak zasady ciągu przyczynowo-skutkowego, głupie zachowanie postaci czy last but not least nic nie wnoszące sceny. I mimo tych wad jednak byłem zainteresowany tym co się dzieje.

Jak wypadło samo zakończenie i cliffhanger? Serial bardzo chciał mieć wszystkich najważniejszych bohaterów w jednym miejscu na samym końcu i to zrobił. W bardzo naiwny sposób, ale jako pocztówka na zakończenie zadziałało. Nie zamknięto wszystkich wątków. Monroe wciąż poluje na wilkołaki, a Scott pomaga młodym wilczkom. To nie koniec jego historii, ale zakończenie części jego życia w Beacon Hills i znalezienie nowego powołania. Nawet czekam na spin-off i podcast by sprawdzić co dalej.

Inne:
- czy scenarzyści pamiętają co działo się kilka odcinków temu? Melissa całkiem nieźle wygląda jak na osobę która niemal zginęła od postrzału.
- łowcy Gerarda zachowują się amatorsko. Polują na wilczki i nawet nie używają zagłuszaczy coby im sporo ułatwiło
- Stiles spojrzał Anuk-Ite i nic mu się nie stało. Scenarzyści, reżyser, montażyści, aktorzy, nikt tego nie zauważył? Nie wiem jak można schrzanić tak podstawową rzecz.
- brak nawet wspomnienia Kiry uważał za karygodne.

OCENA 4/6
OCENA SEZONU 3/6
OCENA SERIALU 4/6

poniedziałek, 30 października 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #254 [23.10.2017 - 29.10.2017]

SPOILERY

Castlevania S01E02 Necropolis
Jestem zaskoczony jak bardzo skoczyła jakoś tego serialu. Wciąż jest dużo problemów i nie kupuję budowy sezonu, tak oglądało się to z pewnym zainteresowaniem. Solidne przedstawienie postaci Trevora oraz historii jego rodziny z pozostawieniem miejsca na spekulację. Wszystko to na zasadzie show dont tell. Arogancki, pewny siebie hulaka z sercem po właściwej stronie. Można go lubić.

Z pokazywania postaci wybrnięto obronną ręką. Zabrakło tylko większej fabuły. Serial stawia raczej na klimat niż złożoną opowieść. Mam też wrażenie jakby twórcy zbytnio wzorowali się na pierwotnym medium. Przypadkowe spotkanie, walka, rozmowa pogłębiająca wiedzę o świecie i quest dla Trevora. Mocno się to rzuciło w oczy.

Trochę bałem się brutalności w serialu, że pójdzie full gore. Jest jednak z smakiem. Graficy wiedzą kiedy maznąć krwią, a animatorzy jak nie pokazując wiele zrobić odpowiednie wrażenie. Jak podczas sceny walki przy użyciu pejcza. I tylko szkoda, że animacja jest biedna i nie można zaprezentować nic bardziej dynamicznego.

OCENA 4/6

Castlevania S01E03 Labyrinth
Chyba wiem co mi przeszkadza w Castlevani. Przypomina mi ona trochę seriale z kablówek. Dziwna myśl, prawda? Chodzi mi o sposób prowadzenia narracji. Mamy tutaj długie dialogi i nieśpieszne tempo. Bohaterowie rozmawiają do znudzenia, niestety często bez sensu z zbyteczną ekspozycją. I gdyby całość trwała ~45 min i złożona byłaby z 10 odcinków tak bym to zrozumiał. Niestety przez to rozmycie ucieka sens opowieści. Czasem w sitcomach jest więcej fabuły niż w Castlevani, która prosi się o rozwinięcie wydawałoby się bogatego świata.

Co się stało w odcinku? Trevor uratował córkę Mędrców, porozmawiał z biskupem i trochę powalczył. Tyle. Jest też sugestia opowieści Draculi, ale to mało. A właśnie Dracula. Pilot skupiał się na nim by dwa kolejne odcinki zupełnie go zignorowały. Wygląda to trochę jakby w trakcie zmieniła się koncepcja całości.

Zastanawiałem się jak będą wyglądać dynamiczne sceny akcji, a okazało się, że serial wyszedł z nich obronną ręką. Efektowna walka z cyklopem czy ucieczka przed duchownymi mogły się podobać. Walka mówiła też coś o Trevorze. Mimo swojej aroganci podczas starć używa głowy i planuje swoje ruchy. Chyba go nawet polubiłem.

Inne:
- humor zupełnie do mnie nie trafia. Jest wulgarny i nieśmieszny. Już lepiej gdyby go zupełnie odpuścić. Poza komentarzami Trevora, te mogą zostać. Nawet jest udany komediowy timeing.

OCENA 4/6

Castlevania S01E04 Monument
Udało mi się nadrobić Castlevanie w nadspodziewanie krótkim czasie. Niech jednak nie zwiodą was pozory. To jest bardzo nierówna produkcja którą ostatecznie uznaje za rozczarowanie. Finał sezonu, czy może lepiej napisać prologu, był tym co najlepsze i najgorsze w serialu.

Jak zwykle długie i zbyteczne dialogi i nic nie wnoszące sceny. Rozmowa bestii z biskupem przed jego śmiercią nie chciała się skończył. Pustosłowie mające wypełnić czas. A może rozważania o naturze ludzkiej i relacji Boga z człowiekiem? Jeśli tak to z mizernym skutkiem. Z wad wymienię jeszcze kolejne mocne inspirację grami. Długie spadanie w głąb katakumb, przeskakiwanie przez rozpadliny i ucieczka przed walącymi się konstrukcjami to widoczna nawiązanie do elementów platformowych. Nie zadziałało. Głównie przez brak dialogów i niewielką efektowność.

Dla odmiany Trevor i sceny akcji dalej dają radę. Efektowna (choć naiwna) walka na ulicach Greszitu cieszyła oko dzięki współpracy Trevora, Syphi i wieśniaków. To też pokaz zdolności bohaterów. Jego przywódczych i jej magicznych. Finałowa walka z bossem też niczego sobie. Niezła choreografia i dynamika mimo ograniczonej animacji. Fajnie było też oglądać dwa odmienne style walki. Aroganci i agresywny Trevora i opanowanie graniczące z lekceważeniem Alucarda.

Drugi sezon obejrzę, to w końcu tylko osiem nowych odcinków. Liczę jednak na poprawę w kilku aspektach. Zwłaszcza w sposobie prowadzenia narracji.Niech przypomina to serial, a nie poszatkowany film z prologiem, który nie został rozwinięty.

OCENA 3.5/6
OCENA SEZONU 3.5/6

Fargo S01E01  The Crocodile's Dilemma
Fargo nie powinno się tutaj znaleźć. Przynajmniej nie teraz. Przez czysty przypadek było na liście seriali już zaczętych. Musiałem je tam wpisać przy okazji premiery serialu gdy nie było zbytnio czasu na oglądanie. I tak zrządzeniem losu Maszyna Losująca postanowiła zaserwować mi najlepszy odcinek jaki obejrzałem w tym tygodniu. Co jest dziwne bo w tym samym czasie premierę miało Stranger Things 2.

Dawno nie wciągnęła mnie tak żadna epizodyczna historia. Charakterystyczne postacie wygłaszają zapadające w pamięci dialogi, a ich czyny świadczą o osobowości. Noah Hawley brawurowo nakreślił sylwetki swoich postaci uwypuklając ich cechy charakteru gdzie już po pierwszej scenie można zbudować z nimi jakieś relację. Niepewny siebie Lester i pewny siebie Lorne Malvo. Sprzedawca polis na życie i płatny zabójca. Połączył ich przypadek, który jak w filmie, zapoczątkowuje ciąg wydarzeń mających wpływ na całe miasteczko. Oczywiście zostali zagrani równie świetnie co napisani. Martin Freeman sprawia, że w pewien sposób można sympatyzować z Lesterem, nawet po zamordowaniu żony. Natomiast Billy Bob Thorton jest diabolicznym manipulatorem siejącym chaos ze stoickim spokojem.

Fargo to nie tylko ww. postacie napędzające akcje. To też cała otoczka, możliwość poznawania społeczności. Szeryf oczekujący dziecka, jego oficer, która jest zdolną śledczą, rodzina ofiary Malvo, gliniarz pojawiający się na jedną scenę. Chcę się ich oglądać, poznawać życie i zobaczyć jak będą reagować na zbliżającą się burzę. Mafia, płatny morderca i facet z kryzysem wieku średniego to zapewne tylko początek.

Chyba nie muszę pisać o świetnej realizacji? Piękne zdjęcia, namacalne zimno i muzyka budująca atmosferę napięcia, ale czasem i absurdu. Szykuje się kolejny piękny serial.

Inne:
- brat Lestera ma karabin którym się pochwalił, czyżby zapowiedź wybuchowego finału?

OCENA 5.5/6

Riverdale S02E03 Chapter Sixteen: The Watcher in the Woods
Po trzech odcinkach sezonu można się dopatrzyć pewnego trendu. Poprzedni w dużej mierze był o życiu w cieniu rodziców, jak wydarzenia z przeszłości wpływają na nowe pokolenia i ostatecznie prowadzą do tragicznych wydarzeń. Ten jest o wychodzeniu z tego cienia i kreowaniu własnej tożsamości. Widać tutaj zmianę, bohaterowie dojrzewają i podejmują decyzję wpływające na ich życie. Czasem błędne i głupie co jest zupełnie normalne.

To jest ciężki początek sezonu dla Archiego. Postrzelenie ojca, śmierć kochanki i atak na znajomych. To odcisnęło na nim poważną traumę. Czuję się zagubiony i nie wie co robić. Wystarczy tylko sugestia, połechtania jego wewnętrznej dumy i zagranie na lękach by zrobić to co wymarzył sobie Hiram. Zakłada straż obywatelską patrolującą Riverdale. Jest to dobry sposób na radzenie sobie z lękami. Ma nawet poparcie części dorosłych. Ta, mania prześladowcza i posiadanie broni będzie miało poważne konsekwencję. Czekam tylko na lincz i strach ogarniający miasteczko. Może o to chodzi Hiriamowi? A gdy miasto stanie się niebezpieczne ceny ziemi polecą w dół.

Niby Mama i Tata Lodgowie wciąż mają duży wpływ na córkę to Veronica obrała własną drogę. Wywiera wpływ na rodzicielów, często stawia na swoim i wie co chcę robić w przyszłości. Zająć się firmą ojca i poznać tajemnicę rodziny. Bądź robi to z irytacji. Wie, że jest odsuwana na bok i szuka sposobu by to się odmieniło. Jednak o wiele ciekawsze są relację Hirama i Hermione. Kochają się, nie ufają sobie i razem spiskują. Oglądanie relacji między tą trójką to prawdziwa przyjemność.

Jugheadowi odnalezienie własnej drogi udało się tylko połowicznie. Powoli odnajduje się w nowej szkole, nawet reaktywował gazetkę. Nie może jednak być bezstronny. Dziedzictwo ojca pozostawia na nim ślad i musi wybrać Węże choćby dlatego by przetrwać w nowym środowisku. Co trochę kłóci się z finałem S01 gdzie bardzo szybko odnalazł się w nowej szkole. Pomijać tą nieścisłość jest to bardzo ciekawy wątek. Jughead nie chcę, ale musi. Jak Archie również i on ma swoją spiralę w której będzie się stopniowo pogrążał.

Cieszy mnie więcej czasu antenowego dla Kevina. Twórcy bardzo dobrze to wykorzystali. Pokazali postać homoseksualną, która jest zagubiona i niezrozumiana. Szuka swojego miejsca na świecie. Przyjaciele mogą go wspierać, ale do końca nie rozumieją. To samo z ojcem. Kocha swojego syna, ale w pokoju jest bardzo duży słoń. Nie miałbym nic przeciwko gdyby wraz z biegiem sezonu Kevin dostawał samodzielne wątki.

I tylko Betty szkoda. W porównaniu do swoich przyjaciół nie dzieje się u niej wiele. Jest wspierającą dziewczyną Jugheada i wspierającą przyjaciółką Kevina. Ten pierwszy ją okłamuje, a tego drugiego zaufanie nadwyrężyła. W dobrej wierze, ale to nic nie znaczy. Czekać aż dostanie własną historię, która będzie równie dobra co pozostałe. Wystarczy tylko wyciągnąć jej kłopoty psychiczne, przecież to samograj. 

Muszę pochwalić odcinek za to jak umiejętnie buduje napięcie, prowadzi do punktu kulminacyjnego, żongluje kilkoma scenami i  w części z nich wygasza wątki przesuwając ciężar na inne. I jak to pokazuje. Pobicie Jugheada za drzwiami było dobrym pomysłem. Subtelnę, przez co jeszcze efektowniej działało.  

Inne:
- ciekawy trend. S06B Teen Wolf również kręci się wokół atmosfery psychozy, zastraszania i strachu miasteczka będącego mikrowersją Ameryki.

OCENA 5/6

Stranger Things S02E01 Chapter One: MADMAX
Dawno nie stęskniłem się za serialem tak jak za Stranger Things w ciągu minionego roku. Cichy hit który przerodził się w prawdziwy fenomen nie dawał o sobie zapomnieć i od czasu spotu na Superbowl w lutym umiejętnie podgrzewał atmosferę. Premiera S02 odbyła się po 15 miesiącach od pierwszej serii. Przez ten czas miałem wiele obaw o jakoś, ale zupełnie niepotrzebnie. To stare i dobre Stranger Things.

Pilotowy odcinek jest spokojnym wprowadzeniem. Nie ma tej siły co poprzednie otwarcie. Nie musiał tego mieć. Jest spokojny przypomnieniem klimatu serialu i swoich bohaterów, ich sytuacji oraz relacji. Fabularnie nie wiele się w nim wydarzyło. To jest raczej mocny set up do kolejnych wydarzeń. Zasadzeniem wątków, które z czasem będą mogły rozkwitnąć. Otwarcie w stylu WTF z Pittsburgha nie mające wpływu na fabułę, nowa dziecięca bohaterka o której nic nie wiadomo i halucynację Willa zapowiadające coś wielkiego.

Bardzo lubię oglądać w ST obyczajowe wątki, a nie tylko supernaturalną część serialu. Dlatego ciesze się z scen opowiadających o bohaterach i ich stanie. Nancy rozklejająca się na kolacji u rodziców Barb budziła współczucie. Jonathan wciąż wzbudza litość swoim wyobcowaniem. Joy zrozumienie gdy szuka pociechy u swojego chłopaka. Dustin śmiech gdy dowiaduje się, że został pokonany w Dig Dug.

W odcinku nie mogło zabraknąć Jedenastki. Muszę jednak przyznać, że nie bardzo rozumiem ten wątek. Hopper przez cały rok trzymał ją w chatce w lesie i uczył życia? Dla mnie trochę to niemoralne i niezrozumiałe. Rozumiem, że chcę ją chronić, ale przy tym robi jej krzywdę alienując ją od społeczeństwa, a to ostatnie czego jej trzeba.

Stęskniłem się nie tylko za fabułą i bohaterami, ale też za realizacją. Serial jest fenomenalnie nakręcony. Przechodzenie na drugą stronę i klimat lat '80 to ta najlepiej widoczna strona medalu. Druga to przywiązanie do detali jak wyostrzenie dźwięków otoczenia, muzyka potęgująca napięcie i montaż z długimi ujęciami. Palce lizać.

Inne:
- co za cudowna muzyka! Z Scorpionsami na czele. Obejrzę sezon i zrobię powtórkę z samego soundtracka, który oczywiście można znaleźć na Spotify.
- ja wiem, że Stranger Things jest bardziej w klimatach lat '80 niż same lata '80, ale mi ta przesada zupełnie nie przeszkadza. To raczej hołd i łechtanie nostalgii widza niż wrzucenie do blendera losowych motywów z tamtego okresu.

OCENA 4.5/6

Stranger Things S02E02 Chapter Two: Trick or Treat, Freak
Budowanie klimatu to jedno, ale zbyt długie wprowadzenie nie powinno mieć miejsce w serialu mającym trzymać w napięciu. Wizje Willa i zgniłe plony to za mało mimo, że działają na wyobraźnie. Najwyższy czas skrystalizować historię i nadać wątkom konkretny kierunek.

Mimo tej fabularnej niedogodności dalej ogląda się to świetnie. Niemalże godzina zleciała nie wiadomo kiedy. Niby znalazło się kilka zbytecznych i przydługich scen, co jednak nie rzutuje na całość. Z niemałym rozbawieniem ogląda się podchody Lucasa i Dustina do dziewczyny czy zachowanie funkcjonariuszy. Jednak Stranger Things błyszczy w warstwie dramatycznej gdy bohaterowie przeżywają wydarzenia z zeszłego sezonu. Nancy przechodzi nawrót traumy po utracie przyjaciółki. Tak samo jej brat. Mike jest sfrustrowany z powodu tęsknoty za Jedenastką. Denerwuje się na przyjaciół i tylko z Willem udaje mu się nawiązać bliższe relację, bo również on ma problemy które go dręczą.

Flashbacki z Jedenastką trochę wyjaśniają, ale jest to raczej grunt pod snucie teorii. Co jednak jest trochę bez sensu bo tylko jedno kliknięcie myszy dzieli od włączenia kolejnego odcinka. Ile czasu spędziła samotnie? Jak zaadaptował ją Hopper? Ile wiewiórek zamordowała? Niech lepiej jak najszybciej znowu trafi na chłopaków. I Max, bardzo jestem ciekaw jej relacji z inną dziewczyną.

Inne:
- Jedenastka w koszuli i dżinsach wygląda jak mini wersja Hoppera co jest równie zabawne jak jej strój z zeszłej serii.
- co robi Max w miasteczku? Czemu brat obwinia ją za ich pobyt w Hawkins? Kolejna tajemnica do rozwiązania.

OCENA 4.5/6

Stranger Things S02E03 Chapter Three: The Pollywog
Wystarczyło dać Dustinowi zwierzaczka i Stranger Things złapało wiatr w żagle. Rozumiem jego fascynacje znalezioną kijanką. Nowy, słodki przyjaciel, którym można się opiekować. Początkowo trzyma go dla siebie by potem pochwalić się nim kolegą. I Max. Ci się boją, a najbardziej Will rozpoznając stwora z Upside Down. Całkiem słusznie. Mały mutuje na ich oczach i bardzo szybko rośnie. Czym jest? Młodym Demogorgonem? Czy to coś zostało przemycone przez Willa czy jest czymś zupełnie innym? Na pewno to intryguje. Sceny z nim zostały pokazane fantastyczne. Zwłaszcza szybki montaż czy przeszukiwanie szkoły.

Jedenastka po odcinku siedzenia w chatce przejęła bardziej aktywną rolę. Łamie wszystkie zasady, straszy dzieci i szuka Willa w szkole dręcząc widza pytaniem czy dojdzie do szczęśliwego spotkania. Nie doszło. Zazdrosna o Max postanawia zostawić Mike'a w spokoju. Działa impulsywnie jak to dzieci mają w zwyczaju.

Plan ma natomiast Nancy. Szybko przetrawiła rozstanie i teraz znowu szuka #JusticeforBarb. Nie sądzę jednak by to było takie proste jak się wydaje. Podejrzewam, że wie o podsłuchach i prowokuje rząd do działania. Oby, inne zachowanie byłoby głupie.


Muszę przyznać, że Stranger Things umie w cliffhangery. Will nasłuchał się o stawianiu czoła swoim koszmarom i teraz tego próbuje. Jak to piękne bajki mają w zwyczaju nie wiele w nich prawdy. Will postawił się swojemu koszmarowi i pochłonęła go ciemność. Dosłownie. To może być tania zagrywka, ale też punkt zwrotny serialu. Tym bardziej, że Joys dowiedziała się prawdy o wielkim potworze. 

Inne:
- Billy nie jest bratem Max? Ta dwójka jest coraz bardziej intrygująca.
- Dustin kradnący książki w bibliotece rozbawił mnie najbardziej w całym odcinku. Ta żądza wiedzy w młodym duchu!

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E14 Face-to-Faceless
Odcinek odrobinę lepszy od poprzednich. Szczególnie na początku. Próba powrotu do normalności i udawanie, że nic złego się nie stało. Taka high school drama, którą bardzo lubiłem w początkowych sezonach. Ucieczka przed prześladowcami i próba zachowania swojej sekretnej tożsamości. Całkiem niezły wątek z Liamem zmagającym się z swoją zwierzęcą naturą i próba ukarania się za niepowodzenie w ratowaniu przyjaciół.

Gorzej wypadła próba nawiązania kontaktu Scotta z Gerardem i rozmowy pokojowe. Przez głupie zachowanie wilczka całość nie ma napięcia. Jest to dokładnie ta sytuacja gdy widz jest mądrzejszy od serialu i zastanawia się co do cholery oni robią. Niezbyt udanie jest prowadzony konflikt ludzie vs. nieludzie. Już wolałbym gdyby przesunięto zainteresowanie na wątki nadprzyrodzone, które dużo lepiej wypadają w serialu.

Odcinek zakończył się chyba najsłabszym cliffhangerem w historii serialu. Pojawia się nieznajomy wilkołak i po krótkie rozmowie stadko jest zaskoczone, że również zastępczyni szeryfa została ogarnięta strachem. Ja bym się bardziej zastanawiał kim jest ta nowa nieznajoma i skąd się wzięła.

Inne:
- przez 6 sezonów zginęło w miasteczku tylko 12 osób? Należy uznać to za cud.
- Scott i Malia mają się wyraźnie ku sobie. To ta sytuacja gdy kończy się serial parując bohaterów tylko po to by nie skończyli sami.
- dalej brak Dereka i Stilesa. Bez sensu było zapowiadać ich powrót w 6x11 skoro od tego czasu nawet nie ruszono tego wątku.
- Malia i Lydia ratują dupsko Scotta, ktoś jednak zachowuje się racjonalnie w serialu.

OCENA 3.5/6