Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hannibal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hannibal. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lipca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #144 [29.06.2015 - 05.07.2015]

Upał. Nic się nie chcę, szczególnie siedzieć przed komputerem w dusznym mieszkaniu, oglądać seriali, a potem jeszcze o nich pisać. Dlatego dzisiaj bardzo krótko.

Niedużo będzie też wiadomości. Serialowy światek czeka na SDCC, które zaczyna się już jutro. Święto popkultury powinno być wyjątkowo hucznie obchodzone w tym roku. Co działo się podczas San Diego Comic-Con z perspektywy świata seriali za tydzień w podsumowaniu. Prawdopodobnie.

Jednak kilka newsów udało się złowić. Można zauważyć coraz czarniejsze chmury nad Hannibalem. Sprawa przedłużenia nie była taka oczywista. Amazon i Netflix nie są zainteresowani kontynuacją, a obsada rozwiązała już kontrakty. Opcji coraz mnie. Hulu? Jakaś niszowa kablówka? Nie amerykański kanał? Film/miniserię raz na parę lat? Oby chociaż jeden scenariusz się ziścił, szkoda byłoby żegnać Hannibala w takim momencie.

Z prawniczego zakątka napłynęły dwie wiadomości. Stacja USA Network przedłużyła Suits na 6 sezon. Ciekawe ile jeszcze. Wydaje mi się, że 7 seria może być ostatnią. Z mojego punktu widzenia ciekawszy jest angaż Jeffreya Deana Morgana w The Good Wife. Tak, papa Winchester znowu regularnie w telewizji. Gratis mniej córki Alicji. I tak wiem, muszę wziąć się za nadrabianie ostatniego sezonu.

Podano datę premiery animowanego Guardians of the Galaxy, serialu rozgrywającego się w tym samym świecie co Avengers, Hulk i Spider-Man od Disney XD. Zadebiutuje on 26 września, ale już w sierpniu będzie można obejrzeć 10 dwu minutowych historyjek poświęconych bohaterom. Tutaj można zobaczyć plakat.

Można też zobaczyć pierwsze krwawe zdjęcie z serialowego Evil Dead. Ash powróci na jesieni.

Coś na poprawę humoru. Pierw króciutkie crossoverowe promo Elementary i Person of Interest. Oglądałbym odcinek krzyżujący te dwa światy!  A tutaj wpadki z planu The 100. Przez to zacząłem tęsknić za moimi ulubionymi serialami.

Jeśli należysz do nielicznych szczęśliwców i nie masz co oglądać w wakacje zazdroszczę. Jeśli zastanawiasz się co nadrabiać to polecam listę z serialami ostatniej dekady, które odmieniły gatunek sci-fi. Jeśli miałbym polecić tylko jeden byłoby to Fringe.

SPOILERY

Dark Matter S01E03 Episode Three
Oglądając ten odcinek przypomniało mi się stareńkie Stargate. Problem techniczny do rozwiązania, technobełkot i napięcie między bohaterami. Wprawdzie to nie ten poziom co w już kultowym serialu, ale przyjemnie zleciało 40 minut odcinka. Tylko trochę śmiesznie wyglądają emocję kierowane wobec androida. Dobrze, że bohaterowie robią się coraz bardziej wyraziści. Spiskują, próbują na własną sprawę odkryć prawdę i popełniają przy tym błędy. Rozwija się też główna fabuła serialu. Piątka ma wspomnienia innych bohaterów i widzi je w snach. I liczę, że ten wątek zostanie mocniej pociągnięty w najbliższym czasie. Tak jak więcej kruchych sojuszy czy nieufności między postaciami. Najmocniejsza była ostatnia scena. Tak zwany opad szczęki. Badassowa jedynka pyta się w barze na stacji kosmicznej o statek Raza. Czyli nasi bohaterowie są klonami? To by tłumaczyło brak wspomnień i można by podciągnąć to pod pamięć mięśniową. 

OCENA 4/6

Killjoys S01E02 The Sugar Point Run
Drugi odcinek równie przyjemny co pierwszy. I równie mało ambitny. Serial rozrywkowy czystej klasy gdzie można się parę razy uśmiechnąć i szybko zapomnieć co się właśnie widziało. Główny wątek fabularny jest na razie szczątkowy, tutaj liczyła się sprawa tygodnia. Wyprawa na inną planetę i wymiana zakładników. Co nie mogło być rutynowym zleceniem. Kłopoty od samego początku, trochę twistów fabularnych i zabawne dialogi. Dutch z D'avinem i Johnna z Lucy. Właśnie Lucy. W pilocie nie zwróciłem na to uwagi, ale zapowiada się, że statek będzie ważną częścią serialu. Sarkastyczne uwagi - cudne. Na razie to mój ulubiony bohater serialu. Obok Dutch co jest akurat zasługą pogmatwanej przeszłości i trochę zbyt ekspresyjnej gry aktorskiej Hannah John-Kamen co w tym przypadku traktuje na plus.

OCENA 4/6

Hannibal S03E04 Aperitivo
Ostatnio przeszkadzało mi powolne tempo serialu. Tym razem było to samo, ale dla odmiany patrzyłem zachwycony łącząc kolejne elementy. Odcinek pokazał kto przeżył i co działo się po pamiętnym finale sezonu. Okazuje się, że tylko Abigail jest martwa. Alana, Jack, Will mają się "dobrze". Jednak nie tylko oni byli bohaterami tego odcinka. Wrócił Chilton (wiedziałem, że nie może być martwy!) oraz przerażający Mason Verger. To te dwie postacie spajały wydarzenia z odcinka. Napędzały chęć zemsty na Hannibalu bo to jest jedyna rzecz, która ich wszystkich łączy. Coś mi się wydaje, że nawet Alana i Jack mogę manipulować Willem bo wiedzą, że tylko on może go złapać. Na pewno jest to wybuchowa mieszanka i wchodzenie w układy z Masonem dla nikogo dobrze się nie skończy. 

Bardzo podobała mi się konstrukcja odcinka. Achronologiczne pokazanie wydarzeń, skupiające się na punkcie widzenia jednej postaci i flashbacki wyraźnie odcinające się od teraźniejszość dzięki zmianie formatu obrazu. Dodatkowo jeszcze ta piękna scena z zdejmowaniem maski przez Chiltona i Masona oraz moment postrzelenia Chiltona. 

OCENA 5/6

Mr. Robot S01E02  eps.1.1_ones-and-zer0es.mpeg
Jaki ten serial ma gęsty konspiracyjny klimat! Plany w planach, ukryte cele i biedny Elliot pośrodku. Evil Corp chcę mu dać pracę, a fscoiety je zniszczyć. Biedaczek nie wie co zrobić z swoim życiem, traci powoli kontrolę nie wie co zrobić. Postawił jeden niewłaściwy krok i teraz ciągle chwieję się nad przepaścią. Z której spadł w finałowej scenie! Ten serial nie tylko potrafi wytworzyć klimat, ale i zaskakiwać. Nie spodziewałem się gdy po rozczulającej historyjce o trudnych relacjach z ojcem Elliot zostanie zepchnięty przez Mr. Robota z barierki. To było mocne i buduje napięcie przed kolejnym odcinku. Tu już nie tylko liczy się konspiracja i komu zaufa Elliot, ale jak może się z tego wywinąć.

W międzyczasie w odcinku pojawił się wątek dilera narkotykowego, dostawcy Shelii i zarazem Elliota. Obleśny typek, którego trzeba się było pozbyć, co nie było chłodno skalkulowaną decyzją. Kolejny wybór, który musiał podjąć, a znowu nie ma tak na prawdę wyboru. Jakże świetnie ogląda się prześladowanego Elliota, pakującego się w kolejne kłopoty.

Tak sobie myślę - a może fsociety nie istnieje? To wszystko jest wytworem głowy Elliota i podświadomość zmusiła go do walki z korporacją by ruszyć swoje życie. Cóż to byłby za twist!

OCENA 5/6

Scream: The TV Series S01E01 Pilot
Serialowy Scream kontynuuje trend przenoszenia znanych filmowych marek do telewizji. Z jakim skutkiem? Zadowalającym. Mimo zmiany kultowej maski nie przynosi wstydu wielkoekranowej kwadrologii, dalej bawi się z widzami i sprawia, że można się spodziewam wszystkiego. Szykuje się historia z fałszywymi tropami gdzie nikomu nie można ufać i każdy może się okazać mordercą. Już pilot rzucił wystarczająco wiele okruszków, którymi można podążać i wybrać sobie najbardziej potencjalnego mordercę. Szkoda, że nie ma za bardzo komu kibicować z grona potencjalnych ofiar. I niby scenariusz chciał jakoś urozmaicić uczniów liceum, wprowadził bogate tło fabularne i przedstawił pokaźną grupkę postaci tak może 2 lub 3 wyróżniają się czymś ciekawym. Oby to był specjalny zabieg - na razie zaakcentowane kim są, a potem będą rozwijane. I będą umierać. W serialu nie mogło zabraknąć wątków meta z których znany był film. Jest osoba tłumacząca problemy w zrobieniu z slashera serialu. I to są celne uwagi, zwłaszcza do tego co dzieje się na ekranie. Nawet wygłaszane są prawa co zrobić by przetrwać. Dlatego trochę szkoda, że serial pędził, chciał pokazać za dużo rzeczy zamiast dać bohaterom wygłaszać długie dialogi o prawidłach rządzących telewizją. Szkoda też, że brakuje czytelnych nawiązań do filmowych Krzyków, a serial nie dzieje się w tym samym uniwersum.  Na pewno będę oglądał dalej bo od czasu Harper's Island nie było serialu tego typu.

OCENA 4/6

Teen Wolf S05E01 Creatures of the Night
Teen Wolf wrócił! Jeszcze rok temu niezasadnie pogardzałem tym serialem. Bo MTV, bo pilot nędzny, bo jakieś romansidło. Jednak fandom był głośny więc dałem drugą szansę i było to jedna z najlepszych serialowych decyzji w moim życiu. Zakochałem się w tym quasi horrorze przypominającym mi troszkę klimat Buffy równie umiejętnie bawiący się swoim unikalnym campowym stylem cały czas stawiając postacie na pierwszym miejscu. I taki jest właśnie powrót serialu.

Odcinek zaczyna się w Eichen House gdzie w katatonicznym stanie przebywa Lydia. Scena pod prysznicem, wydawałoby się sadystyczna oddziałowa i brak reakcji Lydii, pustka w jej wielkich oczach. I masa pytań z wielkim WTF na czele. Pierwsza scena buduje niesamowite napięcie, a potem je tylko utrzymuje. Lidia wraca do swojej celi/pokoju i znęca się nad nią pielęgniarz. Ona bezwładna, a on czerpie przyjemność z wbijania w nią igieł. Scenka jak z horroru. Lydia się zrywa, ucieka i kolejna seria WTF, wielkich oczu i mojego uśmiechu zadowolenia. Gimnastyczne sceny akcji wspomagane umiejętnościami banshee. Jakże się to oglądało! Sama przyjemność. Tym bardziej, że potem pojawia się Aidan, a Lydia zostaje zaprowadzona z powrotem do zakładu. Potem te wydarzenia okazują się flashforwardem, a sezon 5A ma opowiadać jak do tego doszło. I ja nie mam nic przeciwko jeśli co jakiś czas będą się pojawiały mylące tropy, a podejrzewam że tak będzie. Ostatnia scena była teserem wydarzeń i można sądzić że ten sezon będzie dobry, bardzo dobry. Pokaże czym jest przyjaźń i wystawi ją na próbę, może nawet poświęci jednakową uwagę wszystkim bohaterom, a nie tylko Scottowi i jego problemom. Trzymam kciuki.

Przyjaźń była głównym wątkiem tego odcinka. Jakby serial przed mrocznymi wydarzeniami chciał mocno zaakceptować więzi łączące te postacie. Bohaterowie zaplanowali spotkanie i próbowali zrobić wszystko by do niego doszło. Burza, brak zasilania, korki, zepsute samochody, big bad odcinka. Na nic, do spotkania dochodzi. Powiedziano jak ważna jest przyjaźń dla Stilesa, jak Kira źle się czuła bez Scotta w NY czy jak Scott pokonał potwora tygodnia bo wiedział, że nie walczy tylko dla siebie, ale dla swoich bliskich. Kwintesencjom tej historii było składanie podpisów przed ostatnim rokiem liceum. Rytuał podkreślający jak bardzo są bliscy, ale też że pamiętają o tych których już nie ma. Prosty inicjał A. A., banalny gest, a tyle emocji. Brawo serial, brawo scenarzyści! Wygląda to jak ostatnie radosne chwilę tej paczki, a potem dramaty. Liczyć trzeba, że potem wrócą silniejsi.

Serial ma talent do kreowania charakterystycznych przeciwników oraz zabaw z widzami. Tak też było z Blue Glowing Werewolve jak pieszczotliwie nazywam antagonistę tego odcinka. Wejście miał efektowne. Opuszczony dom, skarga na zakłócanie hałasu, interwencja Parisha i zapowiedź zamurowanej żywcem ofiary. I kolejny efekt wow odcinka - ściana zaczyna krwawić czarną mazią, przebija ją BGW i masakruje Ifryta wysysając przy tym z niego życie i zapowiadając, że poluje na Scotta. Motywacje są niepotrzebne, to normalka w Beacon Hills, tak jak kolejny atak wilkołaków na szkołę. Ten zły przez niemal cały odcinek nie sprawia realnego zagrożenia, przewija się tylko w tle i buduje napięcie, zapowiada nadchodzącą konfrontację. Do której dochodzi, zostaje pokonany (w typowo niezbyt finezyjnej scenie akcji), a potem kaja się przed swoimi mistrzami. Steampunkowi cosplejerzy bawiący się w inżynierię genetyczną i biologiczne modyfikację organizmów, których głos został przepuszczony przez syntezator komputerowy. Ciary, podziw i uśmiech zarazem. Czy ja już mówiłem, że Teen Wolf może sprawiać wrażenie taniego serialu z śmiesznymi wilkołaczkami, ale umie w design wrogów? Jeśli nie to właśnie mówię. Wygląda na to, że właśnie ta Trójca stworzyła Blue Glowing Werewolve, a w nagrodę za nieudaną misję zaćupali go. Wciąż nie wiadomo co chcą od Scotta, ale to nie ważne. Zapowiada się kapitalny przeciwnik. Przy czym liczę, że fabuła nie wpadnie do betoniarki jak w zeszłym sezonie i główna linia fabularna będzie prostsza.

Inne:
- rozmowa Stilesa i Scotta o przyszłości poza liceum, a po paru minutach okazuje się, że do drzewa stojącego obok przywiązany jest Dylan. Haha! Albo Rozmowa podczas naprawiania jeepa i wszechobecna taśma. Taśma najlepszym narzędziem naprawczym ever!
- pioruny atakujące Scotta - przypadek czy celowe działanie? Oby to drugie!
- Malia sama podnosząca drzewo korkujące ulice i jej komentarz  - "Strong legs". Uwielbiam!
- mama Scotta wpadająca jak burza do domu, mówiąca synowi gdzie ma jedzenie, że nie ma jedzenia, by sam sobie kupił jedzenie i na końcu zdająca sobie sprawę, że Scotta nie ma wcale w domu. Mama rządzi! Tak jak papa Stiles. A ta dwójka w kostnicy rządzi po całości bo pokazują, że w serialu dla nastolatków jest również miejsce na przyjaźń dla dorosłych. Dlatego te flashforwardy z końca odcinka bolą podwójnie.
- rzęsisty deszcz jest fajny w horrorowych scenach, jest fajny w scenach akcji, ale pocałunek kochanków po długiej rozłące na zatłoczonej drodze  to dla mnie trochę za dużo. Może gdyby nie ta popowa pioseneczka lepiej bym zniósł tą scenę. I brak Theo, boję się mdłego trójkącika, chociaż pod względem wątków romansowych serial mnie jeszcze nie rozczarował.
- Parrish opowiada mamie Scotta i papie Stilesa o Śmiertelnym Niebezpieczeństwie Grożącym Ich Dzieciom, a to podsłuchujący rozmowę Dylan ich odnajduje mimo, że mama Scotta dobrze wie gdzie są.
- pasek transformujący się w katanę! How cool is that?!
- Aidan zmieniający się w szalonego doktorka chcącego przeprowadzić Lydii preparacje czaszki. Ej żeby mi go nie ubili przed tymi wydarzeniami.
- mam nadzieje, że flashforwardy są w maksymalnie 15 odcinku, a nie finale.

OCENA 5/6

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #143 [22.06.2015 - 28.06.2015]


SPOILERY

Dark Matter S01E02 Episode Two
Odcinek okazał się bardziej dynamiczny, lepiej przedstawiono postacie i zaprezentowano troszkę więcej świata. Czyli pilot spartaczył robotę bo po tym odcinku myślę, że jednak zaprzyjaźnię się z serialem. Zaczynam lubić bohaterów, a to jak reagują na odkrycie swoich prawdziwych tożsamości jest interesujące. Nie akceptują losu najemników, chcą kroczyć swoją własną ścieżką, ale też będą odkrywać kim są/byli. Historia ma potencjał. Na jeden sezon, potem przydałby się jakiś antagonista.

O świecie dalej niewiele wiadomo. Pokazano jednak korporację, bezwzględne firmy dążące do maksymalizacji zysków. To nie jest oryginalny pomysł szczególnie ostatnimi czasy wielkiego kryzysu i powszechnej świadomości brutalnego kapitalizmu. Tutaj pokazano, że są źli, ale można ich w pewien sposób wykorzystać. I oby w serialu było więcej szarości.

Bohaterowie może nie są specjalnie oryginalni, ale zacząłem czuć chemię między nimi. Nawet parę razy się uśmiechnąłem podczas wymiany zdań, a jedna scena mocno mnie rozbawiła. jest dobrze. Momentami było jednak źle. Szczególnie podczas pokazywania akcji. Zero finezji, strasznie chałupniczo to wyszło i tylko czekałem aż wymiany ogna i walki się skończą. Niby reżyser chciał wprowadzić efekt "wow", ale mu nie wyszło. Nawet długie ujęcie bez cięć było średniej jakości.

OCENA 4/6

Halt and Catch Fire S02E04 Play With Friends
Mam do was prośbę - okażcie trochę miłości Halt and Catch Fire. Ten serial jak mało który na to zasługuje. Szczególnie jeśli jesteście fanami współczesnych technologii, interesujecie się ich rozwojem lub macie sentyment do przełomu lat 80' i '90. Fascynujące jest oglądanie gdy garażowa firemka pełna nerdów wpada na pomysły rewolucjonizujące nasz świat. Był online gameing, oczkiem w głowie Donny jest komunikacja internetowa, a teraz Mutiny wpadło na pomysł sieciowego FPSa. A potem zagrali w takiego w rzeczywistości. Co to była za scena, niesamowicie pozytywna, z kamerą z oczu postaci i zbliżeniami na twarze. Potem była zupełnie nieoczekiwana scena w szafie. "Tu się pracuję!". Cudownie jest oglądać ten serial. 

Były też ludzkie dramaty. I niby grają to samo - arogancki Joe, spięcia Donny i Cameron, wątpliwości i próba odnajdywanie swojej drogi, ale za każdym razem pokazywane jest to w świeży sposób. Nie ma miejsca na drastyczne zmiany i wątki od czapy, ci ludzie się szybko nie zmieniają dzięki temu są tacy ludzcy. Tylko ta ciąża Donny nie pasuje bo była nagła i niespodziewana, ale takie też jest życie. I strasznie mnie ten wątek interesuje. Zwłaszcza, że to Donna mówiła, że Community jest jej dzieckiem, a teraz będzie miała kolejne prawdziwe. I będzie pewnie rozdarta. 

OCENA 5.5/6 

Hannibal S03E03 Secondo
Uwielbiam Hannibala. Artyzm jakim posługuje się ten serial mnie przykuwa do krzesła, nie pozwala oderwać oczu i na długo zapada w pamięci. Tylko on powinien być dodatkiem. W tym odcinku już do przesady popisywano się umiejętnościami reżyserskimi, ale zabrakło treści. Trochę się wymęczyłem podczas oglądania. Jednak te elementy, które miały zachwycić zachwyciły.

Mimo dystansu jaki dzieli Hannibala i Willa to nie mogą o sobie przestać myśleć. Bolesne zerwanie pozostawiło w nich ślad, byli tak blisko ze sobą, że teraz nie mogą bez siebie żyć. Tak różni i bliscy zarazem. Prawdziwie toksyczny związek. Szczególnie widać to u Willa. Już w zeszłym sezonie jego machinację prowadziły do śmierci. Teraz mamy to samo. Zachowuje się jak Lecter, precyzyjnie planuje, wmanewrował Chiyoh w morderstwo by móc ją wykorzystać. Nawet stworzył własne tableau by odwzajemnić miłosną walentynkę z poprzedniego odcinka.

Hannibal dalej zabija. Niby robi się nie ostrożny, niby planuje zjeść Willa, ale sądzę, że to zbyt oczywiste. Il Monstro zaczęło działać by być ściganym i w końcu złapanym. Jakby to był jego plan awaryjny. Nie może zabić i zjeść Willa więc da się złapać W ostatnim odcinku Graham krzyczał, że mu wybacza, teraz jego kolej. Do tej teorii przekonuje mnie scena gdy Hannibal serwuje swojej ofierze drinka serwowanego na Titanicu, a potem sam go pije. Jakby wiedział co ma się niedługo wydarzyć.

Inne:
- surowość Litwy i posiadłości Lecterów - zachwycający widok kontrastujący z przepychem Italii.
- rozmowy Willa z Lecterem. Na fotelach. Na Litwie i w gabinecie. Piękne!
- Chiyoh - na razie nie wiem co o niej myśleć. Ciekawie będzie się oglądało kolejną postać dręczoną przez Hannibala, która wie więcej o nim niż Will. Tylko by jak najszybciej przestała być bierną bohaterką.
- szpikulec do lodu w mózgu i przedśmiertne drgawki. Przerażająca scena. Zwłaszcza niewzruszenie Bedelii i Lectera.
- "Technicznie ty go zabiłaś." Ha, ha! Hannibal żartowniś.
- Jack żyję. Jeszcze tylko los Alany jest niewiadomy. A jeśli i ona nie zginęła w finale S02 to Lecter koncertowo spartaczył robotę co do niego niepodobne.

OCENA 4/6

Mr. Robot S01E01 hellofriend.mov
Miałem nie oglądać tego serialu. Jak wielu innych wcześniej i później... Zmieniłem jednak zdanie z powodu zaskakująco pozytywnych recenzji. Najlepszy nowy serial wakacji i to od USA Network? To brzmiało abstrakcyjnie. Ściągnąłem, obejrzałem i wrócę. Bo to jest dobre. Wielka konspiracja, realistyczne hakerskie zabawy, samotny mściciel, krytyka konsumpcjonizmu i wyrazisty główny bohater odgrywający narratora, czasem niewiarygodnego z powodu swoich manii prześladowczych. Jest dobrze! Serial chwyta od pierwszych minut, pilot ma iście filmowy montaż, idealnie wyważone proporcje nieśpiesznych i dynamicznych momentów. A końcówka? Miodzio! Aż przypominają się czasy Lost gdy cliffhangery wciskały w fotel. Trochę się boję, że to może stać się teatrem jednego aktora, popisem mało znanego Rami Maleka, ale to niepotrzebne martwienie się. Kilka przyszłych odcinków zweryfikuje czy mamy tutaj doczynienia z wielkim objawieniem czy sfingowanym cudem. Oby to pierwsze. 

OCENA 5/6

True Detective S02E01 The Western Book of the Dead
Powrót True Detective uznaję za udany. Mamy nową sprawę, postacie i setting, ale serial dalej posiada swój hipnotyzujący urok. Mistyczne bagna Luizjany zostały zamienione na industriale okolice LA pełne betonowych serpentyn. Jest to widok równie urzekający co ostatnio. Ten sam sposób pokazywania dalekich planów tylko inne, ale równie obca zawartość. Czuję, że przez całą serię będę zachwycał się widokówkami tego sezonu i liczę na równie wirtuozyjną reżyserię mimo braku Fukunagi. Szkoda, że poza tym serial ma niewiele unikalnych widokówek. Pod tym względem daleko mu do S01.

Struktura serialu pozostała ta sama. Dalej mamy flashbacki, przeszłość oddziaływającą na teraźniejszość, niepokojące obrazy, przesłuchania i rozmowy w samochodzie. Widać, że to inna opowieść od tego samego człowieka. Tylko bohaterów jest więcej przez co trochę się gubię. W pierwszej serii tytułowych detektywów było dwóch, to na ich barkach spoczywał ciężar opowieści. Tutaj jest kolejny zmęczony życiem detektyw, młody funkcjonariusz z osobistymi problemami, były mafiozo i pani szeryf. Wszystkich łączy jedno morderstwo. Trochę tego za dużo, boję się że gdzieś zginie historia. Jednak trzeba przyznać, że postacie są odpowiednio skomplikowane i udało się je dobrze przedstawić. Czego zasługą było pojawienie się ofiary na samym końcu odcinka. Fajny pomysł. Spokojny wstęp i przedstawienie postaci przed sednem serialu czyli sprawą.

I o ile odcinek wciągnął mnie, trzymał w napięciu i umiejętnie budował atmosferę tak dużo więcej nie mam do powiedzenia. Solidna reżyseria, mocny scenariusz, znakomite udźwiękowienie podbijające pesymistyczny klimat i olbrzymi potencjał czekający by go uwolnić. Myślę, że sezon będzie można odpowiednio zinterpretować dopiero gdy się skończy i okaże się jaki był motyw przewodni. Bo zwykłe śledztwo czy gigantyczny przekręt nim nie jest.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #142 [15.06.2015 - 21.06.2015]

Z ostatniej chwili - stacja NBC anulowała Hannibala. Powinienem drzeć szaty, złorzeczyć całej rodzinie prezesa i szykować widły jednak nie potrafię. NBC nie jest niczemu winne, oni robią biznes, a Hannibal, nie bójmy się tego napisać, miał fatalną oglądalność i tylko cudem osiągną trzeci sezon właśnie dzięki uprzejmości stacji. Jednak głównym powodem mojego spokojnego przyjęcia tej wiadomości nie jest chłodne myślenia. Dzisiaj anulowanie serialu nie jest końcem, a może dać mu drugi oddech. Netflix, Yahoo, Amazon, Hulu. To tylko przykłady platform mogących wskrzesić naszego ukochanego kanibala. Serial jest popularny na całym świecie, NBC nie finansowała go w całości, jest idealny na bing watchig. Stawiam piwo, że w ciągu następnych kilku dni pojawią się plotki o zainteresowaniu innych graczy, a za miesiąc Hannibal może znaleźć sobie inny dom. Chcę tego bo kocham ten serial, a telewizja potrzebuje tego typu unikalnej twórczości. Boję się tylko co zdesperowani fani będą robić. Podczas kampanii ocalenia Jericho słane były orzeszki, a by utrzymać Chucka w telewizji jedliśmy Subwaye. Co teraz? 

Ostateczne anulowanie Hannibala nie sprawi jednak, że Bryan Fuller będzie bezrobotny. Stacja Starz zamówiła pierwszy sezon American Gods gdzie jeden z najbardziej pokręconych umysłów telewizji będzie w ekipie producenckiej. Książki nie czytałem, ale nazwisko "Fuller" jest wystarczającym magnesem by mnie przyciągnąć. 

A gdzieś w innej galaktyce gdzie seriale są kolejnymi serialami, a nie dziełami sztuki zaczęto plotkować o spin-offie spin-offu czyli nowym serialu ze świata DC/CW gdzie główną bohaterką byłaby Hawkgirl. Jestem bardzo ciekaw planów stacji jeśli to byłaby prawda. Jak planują prowadzić swoje uniwersum? Seriale matki (Arrow, The Flash) i co roku nowy tytuł będący limitowaną serię czerpiący z nich bohaterów? Jeśli tak to Warner Bros i CBS Corporatnion zrobią to samo na małym ekranie co Marvel Studios na dużym. Tylko szkoda, że szans na Supka, Batsa i WW nie ma. Więc może ktoś mnie posłucha i wprowadzi do telewizyjnego uniwersum Green Lanterna.

SPOILERY

Halt and Catch Fire S02E02 New Coke
Premiera drugiego sezonu nie była szczęśliwym wypadkiem przy pracy, kolejny odcinek utrzymuje ten sam wysoki poziom. Serial jest dynamiczny i lekki w odbiorze przy czym nie pozbawiony dramatów. Chaos w Mutiny i walka o przetrwanie firmy to genialny pomysł scenarzystów. Jak ogląda się kolejne sceny z problemami, jak oni je rozwiązują lub ponoszą porażki. Toż to cudo. Siedzę, patrzę i nie mogę się oderwać. A dzieje się sporo, odcinek wypchany jest wydarzeniami i ważnymi scenami stawiającymi na bohaterów. Żarciki z Boswortha, krótkie rozmowy między Cameron i Donną lub Stanem i Gordonem. Wiele mówią o bohaterach. Nawet poruszane są problemy społeczne. Dwie kobiety idą do inwestora i zostają odrzucone dlatego, że są kobietami. To nam pokazuje jak wolno zmieniają się tego typu rzeczy.

Jedna rzecz mi się średnio podobała - nowy bohater dołączający do Mutiny. Trochę za tłoczno się robi, wolałbym gdyby serial dalej skupiał się na naszych bohaterach i rozwiał ich relację. Tom hackując Mutiny dostaje u nich pracę. Może i to będzie ciekawe, nowy członek w zespole da trochę innowacyjności, ale jego czas mógłby dostać Bosworth lub Yo Yo, a pracę Gordon. Ach, marzy mi się gdy do firemki dołączy Joe i będzie odprawiał swoją magię.

W odcinku pojawił się motyw uzależnienia. Krwotoki Gordona były powodowane przez kokainę, a nie choróbsko. Przez cały odcinek chodził naćpany, szalał podczas gry w czołgi i wpadał na genialne rozwiązania. I ten wątek w przyszłości może być potencjalnie nudnawy, ale urzekła mnie tu jedna scena. Sama końcówka gdy Gordon wpada na genialny pomysł, znalazł sens, wie co chcę robić, wrócił do swojej pasji jaką są komputery więc porzucił uzależnienie. Nawet nie korciło go by wziąć kolejną działkę. Jemu odlot daje spędzanie godzin na budowaniu czegoś nowego. Pasja jest prawdziwym nałogiem. To samo z Tomem. Zaniedbał pracę i miał zostać zwolniony - wszystko w imię pasji. Od tego serialu biję autentyczna miłość do komputerów i za to go kocham.

Najbardziej przykro ogląda się Joe w osobnym serialu. Widać jaki wpływ miały wydarzenia z poprzedniego sezonu. Dostał lekcję i wyciągnął z niej wnioski. Tylko czy nie oszukuje się? Przyjął nową pracę, pokornie znosi upokorzenie, a ja wciąż czekam aż wróci jego dawna drapieżność.

Inne:
- Stan "porywający" dzieci Gordona i potem szantaż pizzą by nie mówić o tym Donnie - mistrzowskie.
- Donna panem domu, a Gordon tatusiem czekającym na żywicielkę rodziny. Paralela względem zeszłego sezonu bardzo widoczna i jeszcze bardziej przyjemna w oglądaniu.
- chatowy projekt Donny nie wypalił. Nikt nie chciał gadać. Teraz czekać na rewolucję. Podoba mi się kilka wątków rzuconych na glebę fabułę czekających na wykiełkowanie w przyszłości.
- scena gdy Gordon podpina sprzęt komputerowy - ujęcia na Atarynki, kable, złącza, dynamiczny montaż i muzyka elektroniczna lat '80. Ten serial jest w pewien sposób piękny.
- kolejne świetne ujęcie i zabawa formą to gdy Joe idzie do nowego biura. Widok na drapacz, muzyka zapowiadająca coś wielkiego, otwierające się drzwi windy i raptem wyciszenie kawałka w pół tonu i pokazanie przydziału Joe, które mija się z oczekiwaniami.

OCENA 5/6

Halt and Catch Fire S02E03 The Way In
Wciąż zachwycam się tym ile ten serial upycha wydarzeń w ciągu 40 kilku minut. Kolejne problemy w Mutiny, rozwijanie relacji między bohaterami i ich personalne historia. Nikt nie jest zaniedbywany, akcja prze do przodu, a ja cały odcinek siedzę ucieszony. Kolejnymi scenami składającymi hołd latom '80, grze aktorskiej, niespodziewanym zwrotom akcji i kobietami w tym serialu. Szczególnie kobietami bo to one rządzą i dzielą. Trzymają mężczyzn krótko, wiedzą co chcą osiągnąć i dążą do tego. Nie są to jednak twarde babki, a prawdziwe bohaterki z krwi i kości, cierpiące, przelewające pot, niedoceniane, na skraju wyczerpania i załamanie. Wszystko to motywowane jest pasją. Kolejne starcia między Cameron, a Donną są pasjonujące. Tak wiele je różni, tyle dzieli, razem mogą osiągnąć sukces, ale chcą przy tym zachować indywidualność. Konflikt i przyjaźń i pasjonujące scenę. Jakże się je ogląda. I jakie one piękne Mackenzie Davis i Kerry Bishe, drobie panie nie można od was oderwać wzroku. 

Mężczyźni w tym sezonie są stłumieni. Nie tylko przez kobiety, ale sami narzucają sobie klatki. Joe dalej walczy ze sobą, chcę być dobrym człowiekiem, rozumie konsekwencję swoich czynów, ale wciąż w pewnym sensie jest tym samym człowiekiem. Ostatnia scena zwiastuje kolejną rewolucją. Lub spektakularną porażkę. Przegranym jest Gordon. Pasja pcha go do działania co owocuje katastrofą. Ochłodzi to stosunki z żoną, przekreśli jego przyszłość w Mutiny i może skieruje w stronę Joe. Mnie coraz bardziej zastanawia jego kondycja fizyczna. 

Inne:
- Nightmare on Nerd Street - tekst odcinka, doskonale podkreślający co dzieje się w Mutiny. 
- wszelkie odwołanie do Supermana z "Kneel before Zod" w roli głównej. Ten serial potrafi sprawić bym się nieustanie uśmiechał.

OCENA 4.5/6

Hannibal S03E02 Primavera
Zeszły tydzień dał nam historię Hannibala, a w tym przyglądamy co takiego stało się z Willem po pamiętnych wydarzeniach z finału zeszłej serii. Nawet jeszcze raz pokazano nam TE sceny z Hannim, Willem i Abigail, tak by odcinek jeszcze mocniej trafił bo oglądani tego niosło niemalże taki sam ładunek emocjonalny co niemalże rok temu. Wielkie zerwanie, a teraz konsekwencję. Will po zakończeniu tej toksycznej znajomości nie mógł być taki sam, zmienił się. Czuje się zagubiony w otaczającym go świecie dlatego tworzy własny. Żyję w iluzji gdzie pomaga Abigail szukać Hannibala. Ona żyję tylko w jego głowie (co akurat nie jest wielkim zaskoczeniem) i jest personifikacją jego pragnień. To Will chcę odnaleźć Hannibala, chcę do swojego przyjaciela. I boi się.Jego psychika jest roztrzaskana, a on tonie, coraz bardziej pogrąża się w koszmarze. Na samym końcu nawet akceptuje siebie z zeszłego sezonu i wybacza Hannibalowi. Chyba, że gra. Za wszelką cenę chcę go złapać, zemścić się, ale by tego dokonać musi znowu wytworzyć empatyczną więź. Szykuje się kolejne sezon niedomówień i niepewności.

Najpiękniejszą i zarazem najbardziej przerażającą sceną była ta z tablo Hannibala. W porównaniu do innych nie wyglądało rewelacyjnie. Jednak raziło symbolizmem. Człowiek ukształtowany na serce. Kadłubek z połamanymi kościami, obdarty ze skóry. Miłosna walentynka dla Willa. Symbol przyjaźni. Will tak do odbiera. Jest jednak problem. W zeszłym sezonie widział umierającego jelenia, który był symbolem tej przyjaźni. Tutaj walentynka w jego wizji przeradza się w coś dziwnego. Abominację. Kopus, któremu wyrastają pokraczne odnóża wraz z rogami. Jakby znak, że przyjaźń Hannibala i Grahama już nigdy nie będzie taka same, będzie pokracznym wynaturzeniem. Sama scena była przepięknie niepokojąca. Obrzydliwa i fascynująca. Zachwycająca i odpychająca. Typowe dla tego serialu i podkreślające jego przerost formy nad treścią.

Podoba mi się nowy profiiler, szef Florenckiej policji. Zna przeszłość Willa, polował wcześniej na Hannibala i teraz ponownie go szuka. Już nawiązał nić porozumienia z Willem, a ich rozmowy są świetne. Zwłaszcza, że pokazują młodego Hanniego. A akcent Rinaldo jest cudowny przy czym wysławia się i wygląda jak zmęczony życiem detektyw u schyłku swojej kariery. Jestem ciekaw jego historii.

Gdybym chciał mógłbym teraz wypisać niemal wszystkie sceny w odcinku i zachwycać się kadrowaniem, kompozycją i scenografią. Ograniczę się do jednej. Porównanie Abigail i Willa po rzezi w domku Hannibala. On umierający, ona martwa. On na stole operacyjnym, ona w kostnicy. Na obojgu jest przeprowadzony zabieg, tylko cel inny. Kadrowanie jest bliźniacze, tak jak niektóre czynności. Jakby serial podkreślał jak bliska jest śmierć i życie. Will mimo, że potrwał w pewnym sensie umarł, a śmierć nie jest prawdziwym końcem. Zawsze zostaje coś po.

Inne:
- serial dalej trzyma w niepewności co z Alaną i Jackem. Suspens mnie dobija!
- co za piękny widok gdy gabinet Hannibala w wizji Willa przeradza się w katedrę z Palermo. Albo gdy Will wyobraża sobie walący się kościół
- Hannibal znowu porównywany do Boga i Diabła. Natomiast Will mówi, że modliłby się do Jezusa i jego apostołów. Czyżby sam siebie w pewien sposób widział jako apostoła Hannibala? Jego Judasza lub Piotra?
- siedziba policji w Włoszech z kolumnadą w centrum taka piękna!

OCENA 5/6

Killjoys S01E01 Bangarang
Drugi z kosmicznych tytułów od Syfy wypadł sporo lepiej. Jednak z powodu różnic między Dark Matter, a Killjoys nie będę ich porównywał. Oba seriale mają na siebie pomysł, ale widać, że będą podążaływ innym kierunku. Killjoys stawia bardziej na rozgrywkę, niezobowiązującą akcję, szybki montaż i zarzucanie widza informacjami. Mi się podoba. Podano to w lekkiej i strawnej formie, postacie są zabawne, zdarzyło mi się parę razy uśmiechnąć. Czuć między nimi chemię, ale i potencjał w snuciu historii. Najemiczka i żołnierz z tajemniczą przeszłością, która będzie z czasem odkrywana. Jest dobrze. Cieszy mnie budowanie świata i wrzucanie w sam jego środeczek. Ekspozycji było niewiele i podano ją w strawnej formie. Potężne korporacje (znowu), ciemiężeni obywatele, ruch oporu. Jest dobrze. Brakuje trochę kosmitów, ale to tylko jeden układ planetarny. Na poznanie czeka... w sumie nie wiadomo jak duży kosmos. Ja będę oglądał dalej i na kolejny odcinek czekam z większa niecierpliwością niż na Dark Matter. Jasne są uproszczenia, nielogiczne wydarzenia, a sam wykreowany świat niczym specjalnym się nie wyróżnia. Ważne, że się bawiłem czego oczekiwałem od tego serialu. 

OCENA 4/6

wtorek, 16 czerwca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #141 [08.06.2015 - 14.06.2015]

SPOILERY
Dark Matter S01E01 Episode One
Niby z niemal wszystkimi serialami jestem w plecy, a stosik tych które chcę nadrobić przybrał już monstrualny rozmiar to nie przeszkadza mi to w sprawdzaniu nowych produkcji. Tym bardziej, że Dark Matter dzieje się w kosmosie czego w telewizji ostatnimi czasy zatrważająco mało. Nie czekałem zbytnio na ten tytuł, nie miałem wielkich oczekiwań, liczyłem na coś sympatycznego. Dobry serial by mi wystarczył. I się rozczarowałem. Szczególnie brakiem oryginalności i nudą. Jednak nie porzucę serialu, to tylko pilot. W serialach tego typu zależy mi na budowaniu świata, wielowątkowych i złożonych historiach oraz... kosmosie, statkach kosmicznych, stacjach kosmicznych, obcych itp. itd. To wszystko może tam jeszcze być i czekać na odkrycie.

Pomysł na serial nie jest zbyt oryginalny. Szóstka archetypicznych ludzi z amnezją budzi się na statku i próbuje zrozumieć kim są, dokąd zmierzają. Jest też tajemniczy android robiący za interfejs statku. I mogłoby to być znośne gdyby nie realizację. Brakuje suspensu, chemii między postaciami i interesujących osobowości i relacji. Jest typowa nieufność, delikatne parowanie, trochę tajemnicy i mistycyzmu. To zaledwie ochłapy rzucone by zarysować jakąś różnorodność. Brakuje mi bohatera z którym mógłbym sympatyzować lub mu kibicować. Skryty samuraj, specjalista od rozwałki, joker. Ziew... Oby z początku wyglądali na jednowymiarowych, a serial skrywał jakieś tajemnicę. Pomóc może przewidywalny twist gdy załoga dowiaduje się, że są bezwzględnymi najemnikami. Może to prowadzić do konfliktów, być pretekstem do zadawania pytań dotyczących człowieczeństwa i napędzać ich rozwój. Lub też być zmyłką, grą androida i jego zleceniodawców. Widzę tutaj pewien potencjał.

Realizacyjnie mam mieszane uczucia. Na statku jest ciemno, czuć pewien klaustrofobiczny klimat z czasem powinniśmy lepiej poznać lokację. Ale nic go nie wyróżnia. Na razie. Jak na główny statek jest on bardzo zachowawczy, standardowy rzekłbym. Ni to nazwa, ni sylwetka czy osiągi. A to mi się nie podoba. Dodatkowo efekty specjalne wyglądają bardzo sztucznie. Miejscami miałem wrażenie, że oglądam produkcję z końca lat '90.

Serial chciałby być drugim Firefly. Ma podobny pomysł na postacie tylko kompletnie nie umie go sprzedać. Raczej go nie pokocham, ale dam tej znajomości jeszcze szansę.

OCENA 3/6

Halt and Catch Fire S02E01 SETI
Ten serial nigdy nie był wielkim hitem. Niska oglądalność, niewielki buzz w mediach i widmo anulowania. Mimo to drugi sezon został zamówiono co mnie niezmiernie ucieszyło bo Halt and Catch Fire urzekło mnie od pierwszych materiałów promocyjnych z lecącym w tle Sweet Dreams (Are Made of This), grą Mackenzie Davis i Lee Pace oraz miłością od komputerów. Miał swoje problemy, związane głównie z opowiadaniem historii, ale wszystko wskazuje, że wnioski zostały wyciągnięty.

Pierwszy odcinek tego sezonu jest miękkim rebootem, jakby poprzednia seria służyła jedynie przedstawieniu bohaterów. Poprzednie wydarzenia mają swoje konsekwencje, ale są zaledwie echem, które ukształtowało postacie znajdujące się w innych miejscach. Na początku fascynujące jest ponowne spotkanie z znanymi twarzami. Szczególnie Donną i Cameron. Dwie silne kobiety stojące na czele innowacyjnej firmy informatycznej. Umownie na czele. Bo żadna z nich nie chcę być liderką. Cameron jest anarchistką, a Donna ma dość bycia matką w domu, nie chcę zajmować się zdziecinniałymi programistami. Świetnie ogląda się wspólne sceny tej dwójki, jak mimo różnicy charakterów się rozumieją, jak łączy je pasję oraz chęć zmian. Widać też ciekawą zmianę z Donną. W zeszłym sezonie cierpliwie znosiła męża pracoholika. Teraz ona lekko wstawiona wraca późno w nocy do domu, a Gordon na nią czeka.

Zmiany u Joe były również radykalne, ale na bardziej osobistym gruncie. Wykonał rachunek sumienia, przewartościował swoje życie i stał się innym człowiekiem. Wciąż nie potrafi do końca znieść przeszłości, ale cierpliwie znosi kolejne poniżenia i widać jak chcę być "tym dobrym" mimo tłumionej złości. Jednak nie potrafi odciąć się od dawnego ja. Niby oświadcza się nowej miłości, ale wciąż ma obsesję związaną z Cameron. Lub jej inteligencją i firmą. Wciąż drzemie w nim ta dwulicowość, która przyciągała ostatnio do ekranu. To bohater, którego się uwielbia i nienawidzi zarazem.

Najspokojniej u Gordona. Wciąż jest przeciętnym człowiekiem, któremu udało się wybić dzięki zbiegowi okoliczności. I niby jego historia nie jest ciekawa, ale stanowi solidny kontrapunkt dla Donny i Joe, a jego choroba powinna dodać trochę dramatyzmu w serialu.

Reżyseria zawsze stała tutaj na wysokim poziomie, emanowała ona miłością do dawnej technologii i lat '80. Tutaj jest jeszcze lepiej. Nie dość, że poprawiono dynamizm odcinka, umiejętnie bawiono się kolorowymi filtrami i kątami filmowania to jeszcze nakręcono długą scenę na jednym ujęciu co jest jakby wyznacznikiem jakości serialu ostatnimi czasy. Był to sam początku, pierwsza scena nakreślająca sytuacja. Donna przechadzająca się po Muttiny, próbująca ogarnąć chaos w firmie idealnie pokazuje jak wygląda ich innowacyjne przedsięwzięcie. Do tego jeszcze serial stawia na sentymentalizm do growego medium. Pierw pokazuje cieszących się ludzi, emocję na ich twarzach podczas grania, a potem rzut oka na telewizor z kilkoma pikselami na krzyż.

Inne:
- girl power! O ile pierwszy sezon był głównie o duecie Joe/Gordon tak ten będzie o Donnie i Cameron. Silne kobiety w latach '80 - chcę to oglądać.
- siedziba Mutiny wygląda fenomenalnie. Pełna sprzętu, walające się komputery, kable, plakaty filmowe na ścianach, paczki po śmieciowym jedzeniu, kineskopowe ekrany i stadko nerdów. I Cameron na słuchawce opowiadająca o grze. Chcę zobaczyć bottle episode podczas crunchu lub kryzysu.
- serial dalej ma fatalną oglądalność i znowu będę się bał o jego przyszłość.
- ostatnia scena cudo. Gdy Cameron przyjeżdża po Boswortha wychodzącego z więzienia i rzucają sobie w ramiona. Słowa tutaj nie były potrzebne, wystarczyły muzyka.

OCENA 5.5/6

Hannibal S03E01 Antipasto
Wrócił kolejny z moich ulubionych seriali. Niezwykły bo operując głównie formą, a nie dobrze przecież wszystkim znaną fabułą. I znowu siedziałem bite 40 minut jak zauroczony. Smakowałem w kolejnych ujęciach, płynnie przechodzących kadrach (diabeł o twarzy Hannibala), zdjęciach nic nie znaczących detali i pięknych krajobrazach renesansowych zabytków. Przechadzka ulicami Florencji, nocna jazda motocyklem po Paryżu, odwiedziny w wysmakowanym sklepie mięsnym czy pełnych przepychu przestronnych salach. Wszystko to okraszone oczywiście trudnymi do zidentyfikowania dźwiękami, podkreślającymi wszechobecne zagrożenie oraz oniryczny charakter serialu. Zabawiono się też odrobinę formą, gdzie flashbacki przybierały bardziej kinowe proporcje ekranu i czarno-białe barwy.

Za patrzeniem na Hannibala stęskniłem się najbardziej. Jednak równie zauroczony słuchałem kolejnych dialogów i próbowałem w jakiś sposób zrozumieć położenie postaci i wyczytać coś między wierszami. To serial wymagający skupienia, uważnego śledzenie dialogów i wyciąganie (często błędnych) wniosków. Tutaj skupiał się głównie na relacji Bedeli z Hannibalem. Pełnej niedomówień i tajemniczości. Po tym odcinku można wysunąć przerażający wniosek. Lecter traktuje ją przedmiotowo. Karmi ostrygami, ślimakami, wykwinty daniem po to by lepiej smakowała. Nie szuka towarzysza, chociaż ceni jej zdanie. On prowadzi długi projekt gastronomiczny. I ona zdaje sobie z tego sprawę, co jest najbardziej przerażające. Tonie (co za obrazowe scena!), nie może uciec z matni, próbuje, ale nie ma dość siły. Boi się, wie co ją czeka i nie jest w stanie podjąć decyzji. Wmawia sobie też, że jest tylko ofiarą, a Hannibal insynuuję jej współudział. Patrzenie na grę Gillian Anderson sprawia olbrzymią przyjemność. Jej strach, niezdecydowanie, drżenie rąk, kamienny wyraz twarzy. Poezja.

W odcinku królowała Bedelia i Lecter. Jakby serial chciał się z nami zabawić. Nie ma Willa, Alany i Jacka. Wierzcie, że nie żyją. Na nich przyjdzie jeszcze czas. Tutaj było o radzeniu sobie Hannibala po wydarzeniach z zeszłego sezonu. Podróżuje po Europie, prawie nie zabija, rozwija się kulturalnie, nawet dostał własną katedrę. Jego recytowanie Dantego było wprost fenomenalne. Patrze i zachwycam się Maddsem. Ba, zachwycam się 40 minut, ale co chwila innymi rzeczami. Może wiele nie pokazano jego historii (prędzej ja coś pominąłem), ale czuć było jaką stratę odczuwa za Willem. Jakby próbował zawrzeć nową znajomość, poeksperymentować, a potem zdał sobie sprawę, że to nie ma sensu i w inny sposób wykorzystał Dimmonda. Lub zwyczajnie żywił do niego niechęć. Z powodu jego prostactwa, użył go jako dźwigni mającej wpłynąć na Bedelię. Jednak najciekawsza była końcówka. Kolejne tableau, jakby mistrz potrzebował swojej sztuki. Nie może już cicho zabijać, jedzenie mu nie starcza, chcę mieć widownię, zależy mu na poklasku.

Inne:
- fascynujące były rozmowy Hannibala z Gideona. Tutaj już nic nie ukrywamy, pokazujemy kanibalistyczne uczty. I kurde, ta nóżka wyglądała pysznie. Ciekawe było spostrzeżenie Gideona - jak ty smakujesz Hannibalu, ktoś kiedyś cie zje. I tylko na to czekać. Może nie zjedzenia, a złapania, co przecież musi nastąpić.
- nagość i brutalność w NBC już przechodziła, ale dialogi po włosku i recytowanie Dantego w oryginale? Tego amerykanie już nie zniosą.
- kanibalistyczne żarciki o jedzeniu takie cudowne. Tak bardzo mi ich brakowało.

OCENA 5/6

iZombie S01E13 Blaine's World
Tak to już jest, że od rzeczy lubianych wymagam więcej. Nie zadowalam się zwyczajnym "dobrze" bo wiem, że to coś co darzę sympatią stać na więcej. Tak było z finałem pierwszego sezonu iZombie. Po kilku ostatnich bardzo dobrych odcinkach przydarzył się spadek formy akurat w ostatnim. Co jest bardzo dziwne gdyż za scenariusz odpowiadał sam Rob Thomas.

O tragedii mowy być nie może, to cały czas ten sam sympatyczny serial zaprawiony dramatem i doprawiony cliffhangerami. Tylko czemu w ostatnim odcinku nie skupiono się wyłącznie na postaciach, a dorzucono jeszcze sprawę kryminalną? Niby kontynuacja z poprzedniego odcinka, a niepotrzebnie kradła czas bohaterom. Tak jak sceny w siedzibie Max Rager. Za długie i za nudne. Niby jakoś trzeba było nakreślić wielkiego złego przyszłego sezonu, ale nie tym kosztem. Przecież inaczej można było nakreślić to powiązanie. Boli bo nie starczyło czasu na pokazanie reakcji Payton czy większej ilości Raviego, który był zaledwie tłem w tym odcinku. Innym niewykorzystanym potencjałem był mózg tygodnia niemający większego wpływu na zachowanie Liv.

Najciekawiej wypadała historia Majora. Przetrzymywany przez Blaine'a, na skraju wyczerpanie uwalnia się i robi rozróbę. Niezbyt finezyjnie nakręconą, ale czuć było jego zajebistość dzięki fajnym momentom (granat!). Tyle przeszedł i w końcu mógł trochę odreagować. Brak skrupułów w tym momencie jest zrozumiały. Jednak już wątek romansowy z Liv to przesadny melodramatyzm. Umieram, zostaje przemieniony, wyznanie miłości, odrzucenie, lekarstwo, które może zadziałać lub nie. Ech, za dużo tego

Potencjał na przyszły sezon? Olbrzymi. Major jako zombie lub ich łowca. Lub to i to. Max Rager eksperymentujący z nieumarlakami. Początek apokalipsy z powodu końca linii zaopatrzenia. Blaine jako śmiertelnik. Clive powoli odrywający prawdę o zombie. Będzie się działo, szczególnie jak całość zostanie rozpisana na 22 epizody.

Inne:
- Liv znowu miała scenkę z szczurkiem. Jaki to słodkie!
- denerwują mnie ta przypadkowość w serialu. Tyle dzieje się w okół Liv, umierają kolejne osoby, a nikt nie zadaje niewygodnych pytań. Ja rozumiem naginanie rzeczywistości w serialu, ale bez przesady.
- jak Liv znalazła Blaine'a tak szybko pozostaje dla mnie tajemnicą i tanią sztuczką scenarzystów.
- środek nocy, strzelanina, wybuchające granaty, rozbita szybka, a policja dopiero trafia następnego dnia na mieście zbrodni. Kolejne głupie naciąganie.
- ostatnia scena gdy Liv odmawia transfuzji krwi bratu świetnie nakręcona i przyniesie w kolejnej serii trochę rodzinnego dramatu. Liczę tylko na jakiś przeskok w czasie.
- ostatni raz w tym sezonie - Rose McIver jest wspaniała!

OCENA 4.5/6

Power Rangers RPM S17E10 Ranger Blue
CU-DO-WNE! Ten serial robi się coraz lepszy i lepszy. Nie chodzi tylko o historię czy bohaterów, ale zabawę formą, samoświadomość marki i wszechobecny fanserwis. Już pierwsza scena to prawdziwa perełka. Rangersi zadają pytania dotyczące m.in. wybuchów i słów wypowiadanych podczas sekwencji morfowania czy oczu zordów, a Doktor K używając technobełkotu cierpliwie wyjaśnia złożoność tych procesów. Kulminacja następuje w finale gdy Niebieski używa eksplozji z tła do powalenia mechakitowców co były epickie. I niby widziałem już te sceny na yt to teraz zachwycają tak samo.

Odcinek skupiał się na Flynnie i znowu udało się upchnąć niesamowicie dużo materiału. Jednak w przeciwieństwie do innych flashbacki te dotyczyły jego całego życia. I to było zrozumiałe. Od dziecka był bohaterem, stawiał w obronie słabszych, a gdy dorósł dalej robił to co dobre nie zważając na konsekwencje wynikające z układów lub ograniczonego patrzenia na świat. Odcinek pokazał, że każdy może zostać bohaterem, trzeba tylko chcieć. Wtedy świat będzie odrobinkę lepszy. Poza tym Flynn jest szkotem. Szkoci są super. Tak jak muszki i fezy.

Inne:
-Doktor K prosi o pytania, wszyscy Rangerzy łapki w górę, tylko Dylanowi jest to obojętne.
- kolejne długie, nie nudzące walki pełne soczystych dialogów między Rangersami i suchych onlinerów tych złych. I Ziggy unikający walki dzięki teleportom oraz jego fascynacja wybuchem zza pleców. Mistrz. 
- Flynn jego Mel Gibson z Braveheart! Jak tu nie kochać tego serialu?
- Flynn wprawiający w zdumienie Doktor K po tym gdy udało mu się usunąć usterkę z kombinezonu. Długo nie mogła się po tym pozbierać, a jej zaszokowanie takie piękne.

OCENA 5.5/6

Power Rangers RPM S17E11 Doctor K
Rangrsi byli więc przyszedł czas na flashbacki mentorki. Od dziecka była geniuszem, przyszli smutni panowie w garniturach i zabrali ją do tajnego kompleksu badawczego gdzie była wykorzystywana i okłamywany. Historia smutna, głównie dzięki temu jak to pokazano. Flashbacki z różnych okresów życia, te same stroje, ten sam pokój, ta sama sytuacja, to samo kłamstwo. I mały promyk nadziei w postaci przyjaciół, których zyskała. Odrobinę irytujące, ale sympatyczne rodzeństwo geniuszy. Jak się okazało motywacje Doktor K w walce z Venijxem mają dodatkowy podtekst - to ona jest odpowiedzialna za jego stworzenie. Ładnie się wszystko pokomplikowało.

W teraźniejszości nie było już tak ciekawie. Głownie przez długą walkę Rangersów z potworem tygodnia. Bardzo długą. Jednak i tutaj było kilka zwrotów akcji i fajnych momentów. Nic jednak nie przebije pojedynku Tanayi 7 z Doktor K i jej skrzypcami. Toż to wspaniałe, campowe doświadczenie i radosna rozrywka. Na plus zaliczam również siły ludzkości coraz bardziej ustępujące maszyną. Widać, że kolejne walki są coraz trudniejsze, a Venjix nie jest nudnym łotrem do ubicia, a realnym zagrożeniem.

Inne:
- jak dobrze słuchało się tych skrzypiec przez cały odcinek! Flynn ma kobzy za podkład muzyczny, a Doktor to.
- Ziggy i jego głupie pytanie, kto jest dobrym i złym i cięta riposta (z nutką tęsknoty za normalnością) Doktor K "What’s it like being stupid your whole life? Is it as wonderful as it seems?". Uwielbiam tą dwójkę!
- pomagierzy Venjixa, obrzydzeni swoimi odbiciami w lustrze i komentarze Tanayi 7. Uśmiałem się bardziej niż powinienem.
- świetny pomysł by nie pokazywać twarzy ludzi w garniturach, którzy "zatroszczyli się" o Doktor K.

OCENA 4.5/6

Supernatural S07E23 Survival of the Fittest
Mogłem się tego spodziewać. Przeciętny przeciwnik sezonu zaowocował rozczarowującym finałem. Przed kompletną katastrofą uratowało go kilka rzeczy z Crowleyem na czele. Mark Shepard jak zawsze mile widziany i kradnie wszystkie sceny. Tym razem wykiwał braci, Dicka i umocnił swoje wpływy na Ziemi. Czuję, że to on będzie potężnym graczem w przyszłym sezonie. Pozbycie się Lewiatanów rozczarowało. Niby bawiono się w niepewności, próbowano budować napięcie, ale brakowało zaskoczeń i całość skończyła się dość prosto. Tylko cliffhanger zaskoczył. Dean i Castiel trafili do Czyśćca. Jasne, nie zrobiło to takiego wrażenie jak wizyta Deana w Piekle między 2, a 3 sezonem, ale poczytuje to za plus. Nie podobało Darmi się za to jak zakończono wątek Bobbyego. Zdał sobie sprawę w co się zmienia i odpuścił. Niepotrzebne. Jeśli chciano to ciągnąć to taka postać jak on powinna dostać cały epizod na pożegnanie.

OCENA 3.5/6

niedziela, 25 maja 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #86 [19.05.2014 - 25.05.2014]

NISKO LATAJĄCE SPOILERY

24 S09E04 Day 9: 2:00 PM-3:00 PM
- takie 24 to ja lubię. Bez zbędnego przedłużania i mdłych scen terrorystyczno - politycznych. Głównie Jack i esencja tego za co uwielbiam serial. Może i obyło się bez jakiegoś szokującego twistu fabularnego, ale kilka istotnych zmian fabularnych było. Jednak najważniejsze było tempo odcinka i Bauer szalejący w ambasadzie. Walka z czasem i żołnierzami by w końcu zostać znowu pojmanym. To co jednak w następnym odcinku połączy siły z Kate? Przecież to musi w końcu nastąpić i lepiej szybciej niż później.
- jednak u terrorystów też się trochę działo. Pierw były mdłe sceny z Navidem i Simone, ale gdy pojawiła się Margot od razu napięcie wzrosło. Opanowana i zimna była w stanie okaleczyć własną córkę by skłonić zięcia do współpracy. To się na niej zemści. Ciekaw jestem czy atak się powiedzie czy nie i jakie jest jego drugie dno.
- na całe szczęście przemówienie Hellera miało pomyślny przebieg, a jego choroba nie dała o sobie znać. I oby tak było jak najdłużej. Mark mnie coraz bardziej irytuje, tylko czekać aż popełni jakąś głupią decyzję bo jego postać jest do tego stworzona.
- to kto będzie kretem? Navarro nie jest takim krystalicznym przywódcą CIA i to on wrobił męża Kate? Jordan ma jakaś inną tajemnicę niż zadurzenie się w Kate (czemu absolutnie nie można się dziwić)? Czy może Adriann nie jest tylko haktywistą, a kimś więcej?

OCENA 4.5/6

Alias S02E01 The Enemy Walks In
- jak na rozpoczęcie sezonu, które obejrzało się po kilkumiesięcznej przerwie było słabo. Odcinek miał średnie tempo, za długo tłumaczono co działo się ostatnio, a forma rozmów z psycholog narracyjnie średnio się sprawdziła. Nie podoba mi się też wątek rodzinny. Walka z matką, która jest wielką niewiadomą i Sydney zamartwiająca się nad sobą. Obecność Iriny świadczy też o dalszym odkładaniu wątku Rembaldiego na przyszłość. Obawiam się, że 5 sezonów może nie wystarczyć by opowiedzieć całą historię.
- Voughn co oczywiste przeżył. Tutaj nie było cienia wątpliwości. Tylko czy można mu wierzyć w jego opowieść? Może sam nie jest świadomy co się z nim działo? Dlaczego Kashanau miałby przeprowadzać na nim eksperymenty? Może coś mu zrobili i w ciągu sezonu będzie to wypływać.
- wątek braku zaufania Dixona został zbyt szybko rozwiązany. Tak jak artykułu o SD-6. Niby poważne cliffhangery, a zamieciono je pod dywan na kilkanaście epizodów.

OCENA 3.5/6

Castle S06E20 That ’70s Show
- znowu Castle eksperymentuje z formą. Kiedyś był odcinek noir, a teraz szalone lata siedemdziesiąte. I trochę szkoda, że cały odcinek nie był w tej konwencji, a jedynie Rick urządził maskaradę na posterunku przez co było sporo zwolniej i słabszych momentów bo śledztwo jakoś nie było szczególnie interesująco. Jednak jak już bohaterowie byli pokazywani w przebraniach to było się z czego pośmiać. Kate jako hipiska, Alexis nastolatka, Lenie w seksownej sukience i w końcu creme de la creme odcinka czyli Esposito i Ryan odgrywający rolę z starego serialu. Fajny klimat, ale mogłoby go być więcej. Tak jak nawiązań Ricka do ówczesnej popkultury. Cudowne tez było, że Castle był kapitanem, od razu się przypomina Firefly.

OCENA 3.5/6

Castle S06E21 Law & Boarder
- solidna porcja komedii i sprawa, która wcale nie wzbudziła zainteresowania. Strasznie nudna, brak wyrazistych postaci i zbytnio nie korzystano z settingu by robić śmieszne aluzję. Jedynie Kate zabłyszczała. Super za to było podlizywanie się Ryana i Esposito Rickowi jak to chcieli zostać jego drużbami. Prezenty, kłótnie i końcowe rozczarowanie. Do tego całkiem sporo tych scen, a nie jedynie na początku i końcu odcinka. Nieźle też wyszła gra w scrabble. Biedny Rick.

OCENA 3.5/6

Castle S06E22 Veritas
- niespodziewanie poważny odcinek przed finałem. Kontynuacja śledztwa Kate była na prawdę fajnie poprowadzona. Trafiło się kilka absurdów (wskrzeszenie Smitha, kod, miejsce przechowywania taśmy), ale świetnie się to oglądało. Kate walcząca o życie, uciekająca przed policją i w końcu pakująca Breckmana za kratki. Taką Beckett to ja lubię. Szczególnie udała się scena w pokoju hotelowym i to niespodziewane dobicie przeciwnika + całość świetnie nakręcona. Mam tylko przeczucie, że pan senator jeszcze wróci. Chyba czas by tatuś Ricka zrobił porządek w tym wątku.
- jednego nie mogę znieść - w poprzednich odcinkach nie było nawet sugestii, że Kate i Rick pracują nad dopadnięciem Breckmana. Tak się nie robi w współczesnej telewizji.
- flashback z Montgomerym - fajny i niespodziewany dodatek. Chociaż jego wiedza o kasecie sprawia, że jego śmierć była bezsensowna i można by to było szybciej rozwiązać.

OCENA 4/6

Castle S06E23 For Better Or Worse
- sam nie wiem co o tym myśleć. Wyciąganie męża Kate w odcinku finałowym przed samym ślubem to jakaś kpina z widza. I ja mam uwierzyć, że nie zdawała sobie sprawy, że od 15 lat jest mężatką i nigdy wcześniej jej stan cywilny nie był potrzebny? Średnio się to trzyma kupki. Dobrze, że sam odcinek był całkiem przyjemny i zabawny, a Eddie McClintock nieźle zagrał Roryego. Tylko niepotrzebnie rozdzielono Kate z Rickem w na początku odcinka. Wydaje mi się, że można by z tego więcej wycisnąć. Zrobić to bardziej zabawniejsze, więcej aluzji i szalonej walki z czasem. Za dużo scen było też przerysowanych, a stężenie katastrof zbyt wysokie.
- cliffhanger zaskakujący. Nie było ślubu zamiast tego wielka tragedia. Kto porwał Ricka? Obcy agenci czy ludzie Breckmana? Inna możliwość nie ma sensu. Chyba, że jakaś psychofanka i premiera siódmej serii będzie zrzynką z Misery.  Jak dla mnie zbyteczne efekciarstwo i chyba większy efekt by został uzyskany po "I do"
- Stana Katic w tym sezonie gdy musi zagrać coś dramatycznego lub pokazać więcej emocji jest fatalna. Albo się jej już nie chcę, ale nie zwróciłem wcześniej na to uwagi.

OCENA 3.5/6

Game of Thrones S04E07 Mockingbird
- odcinek niby spokojny, ale miał dużo wyśmienitych dialogów. Tyrion mimo, że siedzi w więzieniu to i tak dalej błyszczy w odcinku. Szuka swojego championa, a pomoc nadchodzi z zupełnie niespodziewanej strony. Świetne były te rozmowy z Jamiem, który przyznaje się do własnych ułomności, Bronnem potwierdzającym przyjaźń z Tyrionem i Oberynem opowiadającym historię z przeszłości o Cersei. Żeby więcej seriali miało tak utalentowanych scenarzystów. Przeszkadza mi tylko trochę, że nie nazywają Oberyna Czerwoną Żmiją tym bardziej, że bękarcice mają się pojawić w przyszłym sezonie.
-w Królewskiej Przystani była też krótka introdukcja Góry. Przydała się bo gra go już trzeci aktor. Podobało mi się jak wpleciono w odcinek rozmowę Ogara o bracie. Swoją drogą Ogar i Aryia zostali świetnie rozpisani. Młoda się zmienia, jest bardziej bezwzględna, rozumie czym jest śmierć, on natomiast rozpamiętuje swoje życie i doskonale zdaje sobie sprawę z swojego beznadziejnego położenia.
- na murze zupełnie nieistotna scena przypominająca, że zbliżają się Dzicy. Jak to dobrze, że dziewiąty odcinek już niedługo. Nie podoba mi się jak jest prowadzona postać Jona. Brak mu podejścia dyplomatycznego od razu wali prosto z mostu. I pomyśleć, że został wychowany na dworze lorda.
- u Dany tradycyjnie najnudniej. Dalej nie wie jak rządzić, ulega pokusą i myśli, że jest wspaniałą królową. Do Westeros też się nie śpieszy bo po co. Mam tylko nadzieje, że serial będzie miał większe tempo niż książka i sporo rzeczy wytnie. Najlepiej jakby S05 skończył się tam gdzie Taniec ze smokami.
- nie mogło w odcinku zabraknąć obowiązkowej nagości! Melisandre pokazuje cycki tylko po to by je pokazać. Przy okazji tłumaczone jest, że nie do końca posługuje się magią i Smocza Skała udaje się w tajemniczą podróż. Trochę za późno jak na mój gust.
- Gorąca Bułka się pojawił! Co za niespodzianka. Do tego jeszcze Rory, ładnie się udało sprowadzić znane twarze do tego epizodu. Tylko trochę za dużo w tym przypadku. Podoba mi się ta odrobina humoru jaka zostaje wprowadzona dzięki Briane i Podrykowi. Może i trochę zapychacz, ale miły. Ciekawe czy spotkanie z Kamiennym Sercem będzie w finale czy trochę wcześniej. Chyba zostawią to na cliffhanger.
-Sansa spoliczkowała Robyana - brawa dla niej! Oczywiście biedaczka doświadczyła kolejnego traumatycznego przeżycia, ale została uratowana przez Petyra, który na robił sobie kłopotów pozwalając Lyssie polatać. Na szczęście tutaj też się zapowiada, że jak scenarzyści nie będą eksperymentować to w przyszłym sezonie serial dogoni książkę. Przy okazji zapowiada się, że Robyn będzie równie denerwujący co Joffrey i wszyscy będą mu życzyli śmierci.

OCENA 5/6

Hannibal S02E12 Tome-wan
-  fantastyczny odcinek. Nie prowadzi bezpośrednio do finału, sporo wątków została w nim zamkniętych lub będzie mieć długofalowe konsekwencję, ale stanowi doskonałą przystawkę przed ostatnim odcinkiem sezonu.
- wróciła Bedelia, jak to dobrze znowu ją zobaczyć! Gillian Anderson jest w tej roli świetna, bije od niech chłodnym opanowaniem, szkoda, że na tak długo zniknęła. Chociaż lepsza to niż miałaby trafić na talerz. Teraz niby pomaga w śledztwie, ale tak na prawdę zasiewa wątpliwości zarówno u Jacka jak i samego Willa. Czy Hannibal rzeczywiście złapał się na haczyk czy może to on jest myśliwym? Popadł już w samozadowolenie czy wciąż jest czujny? I czy Jack po tej rozmowie będzie mniej ufał Willowi i podejrzewał, że jest pod silniejszym wpływem Lectera niż jest w stanie to przyznać?
- Jack powiedział, że będzie miał 3 świadków, a nie 2 jeśli Will przyłapie go na gorącym uczynku. Tylko czy odnosiła się to do Bedeli, Willa i Masona czy może do Chiltona zamiast Willa? Nie daje mi to spokoju. Żyw on i ukrywają go w katakumbach FBI jak Freddy czy rzeczywiście został zabity. Niby brzytwa Ockhama powinna zadziałać, ale w przypadku tego serialu jej ostrze jest stępione.
- sceny z Masonem - wow. Po prostu jedno gigantyczne WOW. Strasznie się cieszyłem, że w tej roli obsadzono Michaela Pitta, a potem trochę irytowała mnie jego przesadzona ekspresja która strasznie kontrastowała z innymi postaciami. Jednak w tym szaleństwie była metoda. Jego wulgarne zachowanie podczas scen z Hannibalem to jak patrzenie na tykająca bombę, której ukryto timer. Lecter mimo swojego opanowania był na krawędzi posyłał Masonowi mordercze spojrzenia i był gotów na wszystko. Patrzyło się na Masona jakby to były jego ostatnie chwilę. Splugawił świątynie i mogła czekać na niego zasłużona kara wymierzona przez miłosiernego boga.
- tylko, że to Mason zaatakował. Brakuje mu finezji i gracji więc wysłał po Lectera zwykłych mięśniaków. Proste i brutalne rozwiązanie. Tylko się przeliczył. Zamiast tego była krótka, ale jakże intensywna scena walki. Uwielbiam jak Lecter się biję bo to niecodzienny widok, ale nieodmiennie się zachwycam. Finezja, precyzja i zwinność nie tylko umysłu, ale i ciała.Potem przyszła świetna scena gdy Will ratuje Lectera (przy czym nie miał innego wyjścia) i traci przytomność. I tutaj najlepszy moment odcinka gdzie Pitt dał swój popis, a całość została niesamowicie nakręcona. Jeśli Zack Snyder będzie szukał Jokera do filmowego uniwersum DC wie już do kogo się udać. Czyste szaleństwo potęgowane przez dźwięk i obraz. Potem doszła do tego jeszcze makabra. Serial nie boi się pokazywać brutalnych scen, ale teraz już na prawdę przeszli samych siebie. Samookaleczenie, karmienie psów własną twarzą, a potem smakowanie własnego nosa. Zachwycająca i jakże niepokojąca scena. Zresztą tak samo jak widok Vergera przykutego do łóżka i zapowiadającego zemstę, a potem pojawiającej się Margot.
- Hannibal przyznał się, że Jack jest jego przyjacielem czyli wszyscy współczujemy Jackowi. Tak, oczywiście, że Lecter mu się przyzna, a potem go zje. Chyba Will popełnił największy błąd nakłaniając Hanniego by oddał się w ręce FBI. Swoją drogą ciekawe czy przez cały następny sezon Lecter będzie uciekał przez Stany i zostawiał prezenty Willowi.

OCENA 5.5/6

Hannibal S02E13 Mizumono
- co za krwawa rzeźnia! W finale obyło się bez makabrycznych tablo, ale krwi i śmierci podanej z estetycznych wysmakowaniem nie zabrakło. I emocji! Tych było pełno zwłaszcza w finałowych scenach u Hanniego. Walka z Jackem miała dobrze znany przebieg, ale zaskoczyła cała otoczka. Jack na własną rękę idzie się skonfrontować z Lecterem, a potem Alana i Will dołączają co jest zupełnie logiczne i ich pojawienie się było budowane przez cały odcinek. Nie zabrakło też nieoczekiwanego gościa chociaż widok Abigail mnie zbytnio nie zaskoczył. Nie było ciała nie ma zgonu. Jednak później jak wszystko wskoczyło na swoje miejsce to poezja telewizji. Zdradzony Hannibal mści się na Willu, karze mu patrzeć na śmierć Abigail i odchodzi w mrok nocy. Nie ma szczęśliwej rodziny, na powrót złożonej filiżanki, jest tylko bolesne rozstanie i cierpienie. Ciężko powiedzieć co przemawia przez Hannibala - pragmatyzm czy urażona duma, albo przeraził się, że na prawdę się zmienia. Tak samo nie wiadomo czemu został. Will ostrzegł go, ale on i tak postanowił wykończyć Jacka, chyba tylko po to by pokazać Willowi, że z nim się nie igra. Tylko z drugiej strony czemu zaproponował Alanie, że ją oszczędzi jeśli odejdzie? Słabość czy może chciał mieć świadka tego co zrobił? Albo wiedział, że tego nie zrobi więc było to jego kolejna gra by ją wyprowadzić z równowagi.
- początek odcinka też niczego sobie. Mnóstwo metafor, paralel, które można na wiele sposobów analizować. Nie zabrakło też zaskoczenie w w tych pierwszych 20 minutach - Hannie wywąchał Freddie. Jego mina w tym momencie bezcenna. Jakby żona na koszuli męża wyczuła perfumy jego kochanki. Zdradzona jednak postanawia dać Willowi kolejną szansę na ostatniej wieczerzy.
- z jednej strony ciesze się, że FBI nie zaakceptowało prowokacji Jacka co akurat było całkiem logiczne i do tego zwiększyło tempo odcinka. Z drugiej trochę to było na siłę i zupełnie niepotrzebne. Jednak fajnie było znowu zobaczyć Cynthie Nixon w tej swojej chłodnej roli.
- co za piękne ujęcia pogrążanej przez czarną otchłań Alanie! I potem jak wypada przez okno i kapiący deszcz. Coś pięknego. Niesamowite było też ujęcie hybryd Jacka i Hannibala oraz dwóch połówek Willa. Estetyka tego serialu jest zdumiewająca.
- cliffhanger znakomity. Wszyscy umierają, a Hannibal z Bedelią leci na wakacje do Francji. To mógłby być równie dobrze koniec całego serialu. Na całe szczęście nie jest. Pytanie tylko kto przeżyje spotkanie z nożykami Lectera. Will jest oczywistym wyborem. Tylko czy będzie jedynym ocalałym? Byłoby to idealne rozwiązania. Gdy za wszelką cenę próbował złapać Hannibala ginie jego najbliższy przyjaciel, ukochana i przybrana córka. Jack raczej nie wróci. Z tego co kojarzę Laurence Fishburne dostał regularną rolę w innym serialu. Poza tym ostatni telefon do żony to idealny koniec jakiejkolwiek postaci. Alana może przeżyję, ale dozna poważnych uszkodzeń kręgosłupa co byłoby ciekawsze od śmierci. Raczej oczywistym trupem jest Abigail.
- jak będzie wyglądał kolejny sezon? Liczę na Hannibala podróżującego po Europie, a potem USA i zostawiającego pamiątki Willowi, który go ściga. Chyba, że Hannibal znajdzie sobie jakiś padawanów i będzie ich wysyłał by gnębili psychicznie Willa. Tylko jak w to wszystko wpleciona zostanie Bedelia. Już za 9 miesięcy będzie wiadomo...

OCENA 5.5/6

Orphan Black S02E05 Ipsa Scientia Potestas Est
- uwielbiam tą pokićkaną Helene. Jest nieprzewidywalna i przez co fascynująca, nigdy nie wiadomo co powie czy zrobi. Cudowne były jej rozmowy z Felixem czy potem z Artem. Nie mogło też zabraknąć dramatycznej sceny gdy mierzyła do Rachel. Dziwne tylko, że Sarah nie próbowała jej ostrzec telefonicznie. Bo po co przerywać jej tak ekscytujący wieczór z Paulem. Średnio też kupuje to, że Sarah jej tak szybko przebaczyła zamordowanie matki. Niby uratowała jej później życie, ale to trochę zbyt naciągane.
- Rachel dominuje Paula, cały czas kontroluje sytuację w tym odcinku i doprowadza do oskarżenie Felixa o zamordowanie policjanta. Jednak dalej ma w sobie coś co pozwala jej współczuć. Nawet wtedy gdy wstrzymuje badanie Cosimy nie można jej tylko nienawidzić.
- co takiego ukrywa Cal? Czy wiąże się to z jego dawną pracą dla korporacji? Po co mu broń, gotówka i fałszywe prawo jazdy? Czas wyjawiać tajemnice bo za dużo ich. I gdzie do cholery jest Pani S?! Za długo ją ukrywają.
- proletarianie są chorzy. Każdy kolejny coraz bardziej. Radykalnego radykała uważałem za kogoś popapranego, ale reszta nie jest wcale lepsza. Zaszywanie ust córce i potem znęcanie się nad nią - to był wstrząsający widok. Szczególnie to zbliżenie na wyrywane szwy. Ałć! Tym bardziej, że okolice ust jest mocno unerwiona.
- Helena pokazująca jak zapewniła ciemność siostrze w zakonie były tylko odrobinę mniej niepokojąca od Grace. 

OCENA 4.5/6

Penny Dreadful S01E02 Seance
- po dwóch odcinkach jestem zauroczony serialem. Mimo, że wiele się nie działo to ma on swój specyficzny klimat i tempo, które nie pozwala się oderwać. Niepokojąca atmosfera budząca zaciekawienie oraz kolejne tajemnice i gra aktorska potęgują wrażenie. Mniejsza z tym, że teoretycznie mało się dzieje. To jest jeden z tych seriali które się na początku podziwia za wykonanie, a potem dopiero za fabułę jak poszczególne elementy zaczną się zazębiać i tworzyć mechanizm godzien podziwu.
- ten odcinak skradła Eva Green. To że jest genialną aktorką wiadomo od dawna. W serial wpasowała się już w pierwszym odcinku, ale to co pokazała tutaj podczas seansu spirytualistycznego to coś niesamowitego. Modulacja głosu, mimika twarzy i gra ciałem. Budziła niepokój i współczucie i mimo wachlarzu emocji jaki prezentowała nie czuć było, że jest sztuczna. Jeszcze przed premierą Penny Dreadful tak się zastanawiałem czy zostanie nominowana w tym roku do nagród i teraz jest zdania, że będzie mocną kandydatką. Trzymam za nią kciuki!
- drugi świetny występ to Proteusz czyli otwór Frankensteina. Przez cały odcinek poznaje świat, zachwyca się nim, ale też wprowadza pewien niepokój z powodu swojej obcości. Do tego ta chora fascynacja doktora który dzięki swojej fizjonomij zarazem budzi zaufanie jak i pewną nieufność. Ostatnia scena była szokująca. Proteusz nie jest jego pierwszą kreacją i zginął z rąk pierworodnego.
- w tym odcinku przedstawiono Doriana Greya i Brone Croft czyli kolejne osoby z głównej obsady i jestem zaintrygowany. Kolejne świetnie zagrane postacie, które już są powiązane z już znanymi bohaterami. Teraz przez parę odcinków budować odpowiednie relację i tło fabularne, a potem zagęścić atmosferę i pozwolić wszystkim postacią wchodzić między sobą w interakcję. Już nie mogę się doczekać.
- po emisji pierwszego odcinka wyczytałem ciekawą teorię - Chandler jest Rozpruwaczem. I wszystko się zgadzam. W poprzednim pojawia się na miejscu zbrodni, a teraz po popełnieniu morderstwa budzi się na plaży. Jego zainteresowanie prostytutka też nie może być przypadkowe. Tak jak telegram od ojca.

OCENA 5/6

The 100 S01E05 Twilight's Last Gleaming 
- ostatnia scena z ostatniego odcinka tak mnie zraziła do serialu, że musiałem sobie zrobić przerwę bo obawiałem się krępującego trójkąta i typowych wątków z The CW. I tak też było. Oby się bez rzucania oskarżeń, ale dużo scen był nuuudnych. Do tego na Ziemi niewiele się działo. Niby przybyła Ravena, znowu zabłysnęła swoją zadziornością i intelektem, ale budowanie rakiet jakoś tak bez emocji, nie czuć było wyścigu z czasem. Ciekawi mnie jedna rzeczy - kto wynajął Bellamyego do zastrzelenia kanclerza. Niby najprostsze wyjaśnienie to Kane, ale dzisiaj zachowywał się tak jakby nie chciał by Jaha ginął. Oby w ostatniej chwili nie wprowadzili jakieś nowej postaci, która chcę przejąć władzę...
- najciekawsze były rzeczy na Arce. Może i momentami zbyt patetycznie, podniosłe przemowy i heroiczne akty, ale kurde nie często się ogląda by w młodzieżowym serialu wybić 300 osób po to by pozwolić żyć reszcie. Tym bardziej, że znak który miał ich ocalić przybył za późno. Za takie rozwiązania The 100 ma u mnie olbrzymiego plusa.

OCENA 3.5/6

The Good Wife S05E21 The One Percent 
- brakowało mi takiego typowego odcinka The Good Wife. Walka na sali sądowej i zakulisowe gierki plus odrobina polityki. Wszystko to okraszone szybkim tempem, świetną reżyserią (Alicja i Canning oglądający równocześnie wywiad) i dialogami. Aż szkoda, że to koniec sezonu się zbliża i nadchodzi długaśna przerwana. Niech będą dzięki CBS, że serial wraca z szóstym sezonem.
- zazdrosny Peter i trójkąt którego nie ma przyprawiają Eli o ból głowy. I dobrze bo ostatnio się nudzi skoro zapomniano już o Dubeku. Pewnie to dopiero początek kłopotów. Jestem bardzo ciekaw jak pójdą Finowi wybory. Chyba czas by ktoś je w końcu przegrał.
- Canning dalej spiskuje przeciw firmie, Pattie wróciła i miota się między kancelariami, Diane walczy o swoją pozycję, a w Florrick/Agos dobrze jak nigdy. Uwielbiam jak są prowadzone te wątki. I nie wiem czemu wszyscy czepiają się wystroju nowej kancelarii - świetna jest.
- wybieranie ławy i walka z uprzedzeniami - typowy problem współczesnego społeczeństwa wyczulonego na zniesławienia i pragnienie równości. Tylko TGW tak lekko do tego umie podejść.

OCENA 5/6

The Good Wife S05E22 A Weird Year
- o tak, to był zdecydowanie dziwny rok, ale jakże intensywny i wspaniały! Kto by pomyślał, że w piątym sezonie procedural prawniczy od CBS stanie się jednym z najlepszych seriali w telewizji. Jestem pełen podziwu jak wszystko zagrało w tym sezonie i dało się poczuć coś świeżego. Finał nie był szokujący bo taki być nie mógł, ale godnie kończy rok otwierając nowe wątki wokół których będzie się kręcił szósty cykl który ku uciesze fanów zamówiła stacja.
- odcinek był pełen uporządkowanego chaosu. Co rusz pojawiały się nowe wątki i kłopoty. Zaczęło się jak kolejna sprawa, potem doszły podsłuchy, zmowa przeciw Alicji, kwestia fuzji, wywalenia Diane i szukanie nowego prokuratora. Wszystko miało sens i ładnie jedno wynikało z drugiego. Były kolejne konflikty, spięcia i szukanie swojej drogi w życiu przez bohaterów. Świetna była zwłaszcza emocjonalna kłótnia między Carym, a Alicją i pierwszy tak poważny konflikt w firmie. Trochę na to za wcześnie, ale to tylko pozwala utrzymać tempo kolejnych odcinków.
- cliffhangery były soczyste i niespodziewane. Diane chcąca przejść do Florrick/Agos to ciekawa wizja i chciałbym by się spełniła w przyszłości. Nie od razu, ale tak w 1/3 przyszłego sezonu. I raczej do tego dojdzie bo inaczej nie wyskoczyliby z tym w finale. Drugi z cliffów to Eli pytający się Alicji czy chciałaby zostać prokuratorem okręgowym. Nie wiem co on sobie ubzdurał w tej główce, ale ja widzę więcej minusów niż plusów tego rozwiązania. Jednak powinno jej to dać poważnych rozterek w przyszłości i porządnie zmotywować do pracy w kancelarii bo nie wyobrażam sobie, że przyjmie to stanowisko.
- Zach skończył szkołę i się wyprowadza. Czyżby symboliczne rozpoczęcia nowego rozdziału w historii serialu?

OCENA 5/6