Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z Nation. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z Nation. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 listopada 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #110 [03.11.2014 - 09.11.2014]

Długie weekendy to jeden z najlepszych wynalazków współczesnej cywilizacji. Zamiast standardowych dwóch dni wolnego całe cztery. Człowiek nie wie co ze sobą zrobić i nie żal mu czasu na oglądanie serialu jak w przeciętną sobotę/niedzielę. Przez to udało mi się nadrobić kilka tytułów. Dawno w tygodniowym podsumowaniu nie było aż 11 odcinków. Szkoda, że większość okazała się być przeciętniakami. Choćby Constantine. Spore oczekiwania wobec kolejnej komiksowej adaptacji DC i ostatecznie serial bez magii. Podobno trzeci odcinek najlepszy, tak jak siódmy Gotham. Czy jednak mam ochotę osobiście to sprawdzić? 

Na szczęście z tygodnia na tydzień jest coraz mniej seriali do oglądania. Tak jakby. Stacja Lifetime skasowała Witched of East End po dwóch sezonach. W internecie nie było słychać lamentu po tym serialu. Natomiast anulowanie Selfie uszczęśliwi kilka osób. Karen Gillan powinna teraz znaleźć sobie normalną pracę przy porządnym serialu sci-fi. Słyszycie ludzie z Syfy? Takiej okazji nie można przegapić. 

Fani (i fanki, wiem, że są takie) Cullena Bohannona powoli mogą żegnać się z swoim ulubionym bohaterem. Powoli bo Hell on Wheels dostało zamówienie na finałowy sezon, którego ostatnie odcinki zostaną wyemitowane w 2016 roku. Czyli AMC kontynuuje swoją durną praktykę dzielenia ostatnich sezonów na pół. Szczęśliwsi (są tu tacy?) będą widzowie Forever bo serial mimo słabiutkiej oglądalności dostał zamówienie na całą serię. Na kolejny rok powróci Peaky Blinders, które cały czas umyka z mojego radaru.

W tym tygodniu kilka stacji wypuściło notki prasowe z datami finałów jesiennych seriali i premierami kolejnych. Najciekawsze jest info dotyczące ABC i ich Marvelowych tytułów. Bo jakżeby inaczej? Tak więc jesienny finał Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. odbędzie się 9 grudnia (czyli zostały tylko trzy odcinki), miesiąc później bo 4 stycznia zadebiutuje Marvel's Agent Carter, a Culson (jeśli wciąż będzie żył) wraz z drużyną powróci 3 marca. Skąd już tylko rzut beretem do premiery Avengers 2 i Daredevila. Jeśli ktoś bardzo nie może się doczekać pierwszej powojennej misji Peggy Carter to mam dla was prawie 3 minuty z serialu.

Dzisiaj  będzie tylko o jednym zamówionym serialu. Anthem od Showtime opowie o nowej wojnie domowej w Stanach Zjednoczonych. Dramat polityczny od kablówki? Proszę bardzo. Przypomina, że Syfy pracuje nad adaptacją DMZ, komiksu od Vertigo również o współczesnej wojnie domowej tylko z innej perspektywy (dziennikarz na Manhattanie, tytułowej strefie zdemilitaryzowanej). Polecam.

Nie lubię tego typu wiadomości bo zazwyczaj rozbudzają tylko nadzieje. Jednak napiszę o tym, a co. Pushing Daisies może powrócić! Pracę nad musicalem wciąż trwają, prowadzone są również rozmowy z Netflix o "zaginionym sezonie". Bardzo chciałbym jeszcze raz zobaczyć cukiernika, Chuck i Emersona.

Tradycyjną dawkę rzeczy do obejrzenia zaczyna króciutki teaser Orphan Black. Kwiecień tak daleko, a ja tak bardzo stęskniony za Tatianą Maslany. Drugi i ostatni trailer to zapowiedź Fortitude. Brytyjczycy umieją w kryminał.

Mało do oglądania? Nie martwcie się bo na deser czołówka Too Many Cooks. Jest to intro z nieistniejącej komedii z lat '80 parodiujące tego typu otwarcie. Przeradza się jednak w coś niespodziewanego. Coś niepokojącego i szokującego. Warto wytrzymać 10 minut. Tylko potem będzie ciężko wyrzuci z głowy too many cooks. Too many cooks... too many cooks...

SPOILERY

Arrow S03E05 The Secret Origin of Felicity Smoak 
- kolejny odcinek Arrow oglądany na raty. Zapowiadało się dobrze. Dynamiczny początkowy montaż z ćwiczącymi parami podkreślający nienormalność bohaterów. W przeciwieństwie do Felicity mającej dość normalny poranek. Zabawne sceny, krótka rozmowa z Palmerem (więcej ich!) oraz "niespodziewana" wizyta mamusi. I gdzieś w tym momencie odcinek zaczął męczyć. Główna intryga z Brother Eye była słabiutka, nie czuć było zagrożenie wiszącego nad miastem. Felicity wiele nie zrobiła by powstrzymać zagrożenie. Zamiast tego skupiono się na jej osobistych problemach i relacjach z matką, które wcale nie potrafiły mnie zainteresować. Dobrze, że nie zredukowano Felicity do damy w opałach i sama się uratowała, ale finał mocno rozczarował.
- w międzyczasie było dużo, bardzo dużo koszmarnych wątków i scen. Ollie wyrzucający Thee korzystanie z pieniędzy jej ojca. Pewnie, lepiej by siostra nie miała gdzie mieszkać. Kolejnym przykładem jest pani Smoak nie umiejąca korzystać z komórki, posiadająca smartwatch i odbierająca maila. Coś mi się tutaj nie zgadza. I ten nachalny kontrast w stosunku do córki! Koronę najdurniejszych historii dalej z dumą i tą samą miną nosi Laurel. Jaką logiką przejęła władzę w mieście nie mam pojęcia. Bo pełni funkcję p.o. prokuratora generalnego? Toż to głupie. I czemu jest p.o. skoro niecały rok temu była zawieszona?! Jej zachowanie było tłumaczone emocjami po śmierci siostry tylko to nie prawda. Ona ma taki charakter i kolejny raz jest to podkreślane. Proszę niech w końcu zginie. Chciałbym by rodzinka Lanców podzieliła los Argentów z Teen Wolf.
- jak wypadł origin Felicity? Nijako. Zakochana haktywista, superwirus, chłopak idzie do więzienia, a ona farbuje włosy i zmienia sposób ubierania się. Cóż za piękny wątek! I ta niesamowita scena gdy FBI zgarnia chłopaka w środku miasta. Bo wiecie, aresztowania w mieszkaniu są przereklamowane.
- ostatnia scena wypadła bardzo fajnie. Roy śni o zabici Sary. Czy to wspomnienia? Czyżby został przez kogoś zmanipulowany? Pachnie mi to Ligą Zabójców.

OCENA 3/6

Brooklyn Nine-Nine S02E05 The Mole
- spokojny odcinek, zabrakło salw śmiechu w moim wykonaniu. Było trochę nietrafionych motywów i zabrakło ciętych dowcipów. Przez cały odcinek dobry humor mnie nie opuszczał, ale serial przyzwyczaił mnie do wyższego poziomu. Jednak była jedna scena, która mi wynagrodziła zawiedziona oczekiwania. Monolog Holta gdzie w poetycki sposób użala się nad swoim życiem w towarzystwie Scully'ego i Hitchoocka. Z jednej strony ekranu bijąca powaga z drugiej mój śmiech i cicha prośba by ta scena trwała jak najdłużej.

OCENA 4/6 

Constantine S01E01 Non Est Asylum
- kolejny komiks DC trafił do telewizora (już 2 tygodnie temu...) i jestem zawiedziony. Czekałem na Constantine, pokładałem w nim sporo nadziei i niestety srogo się zawiodłem na pilocie. Wydawał mi się strasznie chaotyczny, jakby twórcy chcieli za dużo pokazać. Przy czym paradoksalnie niósł ze sobą niewiele informacji. Dostaliśmy strzępy informacji o bohaterach przy czym tylko Constantine budzi jakieś emocję co jest zasługą świetnego Matta Ryana. Lucy Griffith niestety została wycięta z serialu. Jej niewinność pasowała do Johna i wraz z nią można by poznawać ten świat. Zamiast tego tak po prostu odeszła.
- w pilocie podobały mi się efekty specjalnie. Widać, że serial sporo kosztował. Lepiej jednak jakby kasę włożyli w porządnych scenarzystów. I proszę nie mówicie mi, że zwiększona aktywność demonów (ziew...) wiąże się z nadchodzącą apokalipsą. Bo tak to wygląda.  
- przeszkadza mi jeszcze ledwie zarysowanie problemów Johna. A tak stracił duszę, szczegół nie rozmawiajmy o tym. Przez to wszystko mi się wydawało obojętne. Tak jak walka z demonami. Może i wyglądała efektownie, ale też była obojętna.
- po rozczarowaniu serialem chyba muszę zacząć czytać komiks.

OCENA 3/6

Constantine S01E02 The Darkness Beneath
-Constantine wygląda jak serial sprzed ~10 lat. Nie pod względem efektów specjalnych czy sposobu reżyserii. To bym jeszcze przebolał. Chodzi o sposób prowadzenia historii. Drugi odcinek to zwykła proceduralna sprawa, która ma pasować do teorii, że zło rośnie w siłę. Duchy górników były fajnym pomysłem, ale na tym koniec. Śledztwo słabe, dużo przypadku, a konfrontacja z siłami nieczystymi to jakiś żart. Nie czuć też efektów zaklęć. W Supernatural gdy Winchesterowie zaczynali inkantować coś łaciną robiło to wrażenie. Tutaj jest to kolejna scena.
- niby można obaczyć niedoskonałości proceduralnej sprawy wprowadzenie do serialu Zed. Tylko, że jej wątek też nie jest specjalnie ciekawy. Mimo, że mieszkała w miasteczku była od niego oderwana. Brak chemii w relacjach z Johnem. Zadziwia mnie też ignorancja bohaterów, którzy praktycznie między sobą nie rozmawiają tylko przerzucają się zdaniami dotyczącymi wątku głównego. Rekcja Johna na rysunki ze swoją podobizną? Brak zaskoczenia. Serio? Dupa, a nie master of dark arts skoro nie intryguje go takie odkrycie. Jedyna fajna rzecz w tym wątku to użycie kultowych grafik z komiksu, które nawet taki amator jak ja je poznaje.
- w sumie aroganckie zachowanie Johna w większości przypadków mi się podoba. Tak jak dialogi. Tylko proszę, niech będzie ich mniej w przyszłości. Momentami już nie chcę się ich słuchać.

OCENA 2.5/6

Sleepy Hollow S02E07 Deliverance
- serial nareszcie zaczął robić większy użytek z Katriny i rodzinki Crane'a. Dalej nie kupuje romansu z Jeźdźcem, ale podobają mi się relację mąż/żona jakie z tego wynikają. Z jednej strony miłość Ichaboda do żony, z drugiej jego nieufność względem niej. Przez te trudne stosunki dochodzi ciągle między nimi do napięć. Na szczęście nie mieszają w to zazdrości o Abbie. I niech nawet nie próbują bo ten wątek może zniszczyć serial. Przyjaźń między tą dwójką bardzo dobrze wychodzi w tym serialu i dodanie głupich miłostek mogłoby dużo zepsuć.
- supernaturalna ciąża Katriny dobrze wyszła. Odliczający czas do narodzin demona i zagrożenie życia sprawiło, że był to intensywny odcinek. Pikanterii dodał demoniczny Henry, który ponownie potwierdził niemożliwość ocalenia jego duszy. Był w stanie poświęcić własną matkę by sprowadzić Molocha na ten świat. Co istotne jego plan się udał. Nie w 100% bo pewnie nie tego oczekiwał, ale jakaś forma jego pana trafiła na nasz świat. Dobrze, intryga się zagęszcza w połowie sezonu i coś mi się wydaje, że końcówka może przybrać apokaliptyczny rozmiar.
- nie podobała mi się jedna rzecz w odcinku. Brak Jenny. Żona jego przyjaciela potrzebuje pomocy, gra toczy się o najwyższą stawka, a ona nie jest nawet wspomniana. To nie ma prawa tak wyglądać.

OCENA 4.5/6

Star Wars Rebels S01E03 Fighter Flight
- to był zaskakująco przyjemny odcinek. Zupełnie niepotrzebnie bałem się infantylnego humoru. On jest, ale udaje mu się i mnie zabawić i nie patrze na serial z zażenowaniem. Jest przygoda i ja się z niej ciesze. podobały mi się ewoluujące relację między Ezrą, a Zebem i to jak pogłębia się między nimi przyjaźń. Brakuje mi takiego serialu w kosmosie tylko z żywymi aktorami. Na szczęście Rebels sprawdza się jako substytut. Najśmieszniejsze, że cała draka zaczęła się od wyprawy po owoce, a skończyła na kradzieży TIE fightera. Było dzięki temu dużo efektownej akcji i ładnie nakręconych scen. Oswajanie się Ezry z mocą też dobrze się ogląda, ale wolałbym gdyby pokazali sceny z jego treningu.

OCENA 4/6

Star Wars Rebels S01E04 Rise of the Old Masters
-nareszcie pojawił się trening Ezry. I nie poszedł zbytnio po myśli nauczyciela jak i ucznia. Było komicznie i fajnie się to oglądało. A potem było jeszcze lepiej. Wyprawa po Luminarę i wpadniecie w zasadzkę sprawiły, że ten odcinek okazał się najlepszym z dotychczas wyemitowanych. Ocenę dodatkowo podbiła walka na miecze świetle. Jak oni się ładnie bili! Inkwizytor jest potężny i bawił się z Kananem. Na szczęście choreografia jest równie udana co w The Clone Wars i jest na co popatrzeć.
- nie mogło też zabraknąć humoru. Jak choćby powracający żarcik o cudach i cytowanie Yody. Z coraz większe przyjemnością włączam kolejne odcinki.

OCENA 4.5/6

The 100 S02E03 Reapercussions 
-jaki uroczy tytuł odcinka! Wykorzystuje mitologię serialu, jest twórczy i nie banalny. Nic nie spoileruje, ale opowiada o czym w dużej części będzie odcinek. Można go też odnieść do wielu scen i wątków. Niby detal, a jak cieszy.
- jeszcze zanim przejdę do odcinka - początkowy montaż z previously on uświadomił mi jedną rzecz. Otóż dzieciaki nie są wcale bezpieczne w Mount Weather i nie zostali uratowani z altruistycznych pobudek. Ich krew ma prawdopodobnie takie samo działanie co Grounders. Nie zdziwiłbym się gdyby teraz ją badali, a potem dzieciaki by powoli znikały. Lub w nocy potajemnie by z nich była odpompowywana krew. Motyw jak z horroru, ale dobrze pasujący do serialu.
- bo pierwsza scena na pewno była horrorowa., niezwykle intensywna i trzymająca w napięciu. Przerażające odgłosy ludzi w klatkach, wiszące niczym zwierzęta zbiorniki na krew i przechadzająca się pani doktor. To było świetne. Bardziej pasowałoby do The Walking Dead niż serialu The CW. Szczególnie to co działo się później. Zsyp na ciało, podróż  wózkiem na zwłoki i próba utrzymania kruchego sojuszu Anyi z Clarke. By uciec musiały sobie zaufać, ale nie potrafiły tego zrobić. Musiały walczyć ramię w ramię, ale dalej pozostały wrogami. Co tylko potwierdza ostatnia scena i przypomnienie finału. Clarke zabiła 300 wojowników, tutaj nie będzie łatwych pojednań między tymi obozami. Zbyt dużo ich różni i nawet wspólny wróg nie jest wystarczającym bodźcem do chwilowego zawieszenia broni.
- w Camp Jaha było równie ciekawie. Napięcie między Abby, a Kanem nie zniknęło, tym razem podsycane jeszcze przez major Byrne. I tutaj mamy tradycyjny konflikt między cywilami i wojskowymi. Jeszcze jest on w początkowej fazie, ale rozwinie się. Wszystko na to wskazuje. Zwłaszcza jak Kane nie będzie teraz w obozie. Scena batożenie Abby była fenomenalnie pokazana. Trochę głupio, że tak postępują z lekarzem, ale z drugiej strony psychologicznie powinno to zadziałać na resztę ocalałych. Wiecie co było najlepsze w tej scenie? Wcale nie dosadny sposób w jaki pokazano ból Abby i jej hart ducha. Mnie bardziej ruszyło jak Kane musiał ze sobą walczyć by wykrzyczeć kolejny raz again. Nie chciał tego robić, ale musiał. Nie kupuje tylko przekazania władzy Abby. Jasne, członkini rady i szanowana przez społeczeństwo, ale zbyt łatwo do tego doszło. Sama scena i rozmowa między tą dwójka gdy dostaje przypinkę z oznakami władzy miała w sobie zbyt wiele patosu. Zabrakło tylko powiewającej flagi w tle. I to chyba jedyny problem jaki miałem w tym odcinku.
- pamiętacie jeszcze czasy gdy Finn był kompasem moralnym bohaterów? Mi też ciężko sobie je przypomnieć mimo, że nie minęło od nich zbyt dużo czasu. Przy czym nie ma się wrażenie, że postać zachowuje się out of character. To wydarzenia wojny, zaginięcie Clarke i kalectwo Raven tak na niego wpłynęły. Widział zbyt dużo i przekroczył granicę, o której mówił Bellamy. A nawet kolejną. Był w stanie dokonać egzekucji na skutym więźniu, nawet go to nie ruszyło. Jeszcze. Nie mogę się doczekać by zobaczyć konsekwencję tego czyny. Tylko gdzie zaprowadzi ich mapa sporządzona przez jeńca? Przecież oni wcale nie mają dzieciaków, którzy bezpiecznie podziwiają ocalałe dzieła sztuki w Mount Wheather.
- wątek Ocatavi dalej mnie zadziwia i podoba mi się bardziej niż powinien. Heroina pokazuje swój charakterek i wojowniczość, prosto dąży do celu i wydaje się, że rzeczywiście jest wojowniczką. Tylko bańka pryska podczas starcia z Reapers. Przeżyła, ale robiła głównie za statystkę, zaledwie ocalając życie liderce Grounders. Wiecie co mi się jeszcze podobało w tym wątku? Tubylcy mówiący własnym językiem. Świetnie wpływa to na immersję podczas oglądania i pokazuje poziom kreatywności serialu.
- serial w tym odcinku wyjawił współpraca Weatherman z Reapers i rzucił kolejną tajemnicę - tajemniczy projekt Cerberus. Zbyt mało danych by spekulować, ale z pewnością będzie to coś związanego z eksperymentami genetycznymi lub praniem mózgu.
- muszę jeszcze pochwalić reżyserię. Całość to porządna rzemieślnicza robota, było jednak kilka detali cieszących oko. Jak oglądanie Grounders przez lunety, świszczące strzały koło kamery, ujęcie z chłostania Abby czy efekt podczas wydostanie się Clarke na zewnątrz.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E07 Old Spice
- współczuje osobą, które dzięki internetowym zachwytom włączyły The Good Wife i trafiły na Old Spice. Zapewne spodziewały się dojrzałego dramatu prawniczego, a dostały... coś dziwnego. Tak chyba to najlepsze określenie tego odcinka. Zwłaszcza wątku Elsabeth i Josha Perottiego. Ich związek jest słodki i niepokojący zarazem. Biję od nich chemią, są od siebie tak bardzo różni, a przyciągają się z niesamowitą siłą. Ta para nie pozostawia obojętnym i albo się pokocha ich zachowanie lub na zawsze znienawidzi. Ja to kupuje z całym inwentarzem. Cóż z tego, że była jakaś sądowa sprawa, Cary znowu mógł trafić do więzienia, Alicja zmagała się ze swoją wiarą, a firma walczyła o nowe lokum skoro to właśnie Carrie Preston i Kyle MacLachlan ukradli ten odcinek. Nie umniejszając oczywiście pozostałym wątkom umiejętnie operującym na granicy komedii i dramatu.

OCENA 5/6

The Walking Dead S05E04 Slabtown
-cóż za nudny odcinek. Czekałem na historię Beth i pokazanie dużo miasta więc tym bardziej się rozczarowałem wydarzeniami. Historia zbyt oderwana od głównej linii fabularnej, a młoda panna Green nie jest w stanie udźwignąć na swych wątłych barkach własnego wątku. W duecie z Darylem doskonale się sprawdzała. Iskrzyło między nimi, a kontrast potęgował zaciekawienie jej wątkiem. Teraz została rzucono w mrowie nowych postaci przez co odcinek oglądało się z bez tego napięcia znanego z poprzednich epizodów sezonu. Dostaliśmy kolejną grupkę ocalałych z którymi coś jest nie tak. Porozrzucano dużo znaków zapytania, ale przez ogólną bierność Beth, której oczami poznawało się rezydentów szpitala nic nie potrafiło zaciekawić. Dramaty postaci były zbyt wydumane. Dobrze, że przynajmniej finałowa scena ucieczki dała radę. Sprawnie wyreżyserowana, prześwietlone i wyciszone zdjęcia po ucieczce na wolność oraz ciemność i przebłyski światła podczas kolejnych strzałów - mogło się podobać. Tylko kompletna głupota z zakończeniem tego wątku. Beth miała pistolet i nie udało się jej uciec, a jej kulawy towarzysz dał radę. I jak inni wychodzą z budynku? Nie mają alternatywnej drogi? Ogólnie dużo dziur w historii grupki ze szpitala.
- najlepszy w odcinku był cliffhanger. Carol!? Co się stało, jak się znalazłaś w szpitalu? Co się z tobą dzieje? Oby to nie ona była nadchodzącą ofiarą na mid-season. Twórcy zapowiedzieli, że kogoś zabiją, a to ona jest teraz najbardziej zagrożona. W następnym odcinku niestety wątek Abrahama więc znowu szykuje się przestój.

OCENA 3.5/6

Z Nation S01E06 Resurrection Z 
-  jak to, znowu zabili materiał na głównego bohatera? Dziwne pomysły ma na sobie ten serial. Za Garnettem na pewno nie będę tęsknił bo był to jeden z najnudniejszych bohaterów. Jestem jednak ciekaw jak serial będzie wyglądał bez niego i czy zajmie się w końcu przedstawianiem historii poszczególnych postaci czy dalej będzie ich traktował po macoszemu/ I oby jego śmierć zbytnio nie wpłynęła na luźną atmosferę serialu.
- jaki był sam odcinek? Nudnawy. Zbyt spokojny i mało emocjonującą walką na końcu. Jakby bohaterów też mniej było przez co oglądało się go z obojętnością. Kult zombiaków był dziwaczny, ale to nic nowego w tym serialu. Fajnie wypadł Murphy jako zombie Jezus. Głupie i śmieszne. Tak jak zabicie zombiaka mikserem. Nie wiem czy to było bardzie zabawne czy obrzydliwe.
- ucieszył mnie minimalny występ Citzen Z, który spinał klamrą cały odcinek. Średnio jego obecność pasuje do serialu i niech jego występu zostaną ograniczone do minimum.

OCENA 3/6

wtorek, 28 października 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #108 [20.10.2014 - 26.10.2014]

Krypton czyli Superman bez Supermana... adaptacja komików z Archiem od producenta Arrow... kolejne podejście do serialowego Hitch... jeszcze jeden animowany Spawn... następna reinterpretacja Frankensteina... Ancillary Justice nową space operą w telewizji... internetowe seriale w światach Mortal Kombat, Critters i na podstawie komiksu Static Shock... Czyli dziewięć teoretycznie interesujących mnie serialowych zapowiedzi z zeszłego tygodnie. Teoretycznie bo od dłuższego czasu kolejny news typu "new series in development" zbywam wzruszeniem ramionami lub entuzjastycznym aha. Pierwszy raz śledząc ten rynek czuje się przytłoczony tego typu informacjami. Chyba wolałbym czasy bez internetu gdzie raz w roku na upfrontach dowiadywałbym się co ma trafić do telewizji. Eeee trochę się zapędziłem. Faktem jest, że za dużo ostatnio pojawia się tego typu newsów. Potencjalnie interesujące rzeczy rozmywają się w zalewie dziesiątek tytułów po czym wszystko jest i tak porzucane na etapie planowanie. Po co więc zawracać sobie tym głowę? Dobre pytania. Szkoda, że nie potrafię inaczej i mimo braku tego samego entuzjazmu co kiedyś wciąż odpalam hiperłącza i czytam. I to wszystko kosztem możliwości odpalenie kolejnego odcinka. Świat jest okrutny. 

Okrutny i bez miłosierdzia. Serialowy rynek domagał się ofiary od 3 tygodnia września. Na ołtarzu ofiarnym został złożony Manhattan Love Story. Ceremonia była spokojna, nikt nie rwał włosów, ani nie uronił łezki. Trochę więcej osób żegnało The Bridge. Pomachali chusteczkami i szybko rozeszli się do domów. Szanowali go przez te dwa lata, ale nie żywili większych uczuć. Po zaspokojeniu potwora przyszedł czas na dary z jego strony. Więcej odcinków dla The Flash (pełniutki i świeżutki sezon) i po jednym lub dwa dla większości seriali ABC. Czy bestia przebudzi się ponownie w tym tygodniu? Strzeżcie się bo nie znacie ni dnia nie twitta. 

W tym tygodniu warto rzucić patrzałkami na zwiastun Halo: Nightfall. Mimo przejścia zaledwie pierwszej części, która średnio mi się podobała, i przynależności do obozu Sony, pełen nadziei czekam na ten serial. Hard military sci-fi? Oby. Tylko pojazdy w CGI okropnie wyglądają. Wyjątkowo niecierpliwi mogą zobaczyć 30 sekundy teaser Bloodline. Jest to nowy serial od Netflix o... Zresztą, nieważne. Netflix to wystarczająca argumentacja, a do premiery prawie 5 miesięcy. Nie warto zawracać sobie głowy. 

Dla mnie jednym z newsów tygodnia jest powrót Lyndsy Fonseci do telewizji. Nie jest to żaden romantyczny sitcom od dużej stacji, a komiksowe uniwersum Marvela. Zagra w Agent Carter najlepszą przyjaciółkę Peggy i początkującą aktorkę. Tia, jasne. Nie po to zatrudnia się aktorkę, która potrafi kopać tyłki członkom Sekcji u boku samej Nikity by zrobić z niej zaledwie BFF głównej bohaterki. Agentka Hydry? 

To tyle. Było krótka i nadzwyczaj chaotycznie. Cały ja, zamiast jak pierwotnie zakładano publikować wpisy w niedzielę zamieszczam je w środku nocy z poniedziałku na wtorek. Tak to jest jak woli się obejrzeć najnowszy odcinek The Walking Dead.

SPOILERY

Arrow S03E02 Corto Maltese
- słabiutki komiksowy tydzień, The Flash i S.H.I.E.L.D. zawiodło, a Arrow postanowił zbytnio od nich nie odbiegać. Powiedziałbym, że jest nawet gorzej. Jest to zasługa dwóch wątków. Pierwszy to ten Lauriel. Cóż za niespodzianka! Drewniane aktorstwo Catie Cassidy rzucało się bardziej niż zwykle, aroganckie jak zawsze, a motywacja do zostania mścicielką w kurteczce siostrzyczki żenująco-nielogiczna. Najgorsza, że ta postać nie może być uśmiercona. Przynajmniej tak komiksy mówią. Fani serialu o tym marzą. Nudny był wątek papy Diggla. Co za przypadek, że musi bronić swojej rodziny! I po co mi scenki w jego domu? To już lepiej pokazać... w sumie nie wiem kogo. W tym odcinku wszyscy główni bohaterowie działali mi na nerwy. Najlepiej było w związku z Theą. Tylko za bardzo po łebkach pokazali jej trening przez co okazał się rozczarowujący.
- co mi się podobało? Te kilka scen z Felicity co ostatnimi czasy wcale nie jest standardem. Sceny akcji były też niczego sobie. I krótki montaż jak Ollie w stylu pomysłowego Dobromira zmontował łuki.
- najfajniejsze były jednak cliffhangery. Czy Palmer ucieszył się z odzyskania planów broni czy trochę przeraził odkryciem? Nie chciałbym żeby okazał się wielkim złym sezonu. Wystarczy, że Brandon Ruth zagrał takiego w Chucku. Teraz chcę by był pozytywnym bohaterem i najlepiej w przyszłości BFF z Olivierem.
- drugi cliff to zjawienie się Nyssy. Nareszcie! Teraz niech dadzą jej ojczulka i będę zadowolony. Tylko przyłóżcie się do dialogów, proszę.

OCENA 3/6

Brooklyn Nine-Nine S02E04 Halloween II 
- halloweenowi odcinek dwa tygodni przed 31 października. Niby powinno mnie to dziwić, ale bożonarodzeniowy odcinek Community w marcu już mnie przyzwyczaił to telewizji, która rządzi się własnymi prawami. Istotne, że było zabawnie. I to bardzo! Seqel historii sprzed roku zapowiadał się dość standardowe, miał mocne sceny (operowy występ Sullyego!), ale tego twistu się nie spodziewałem przez co odcinek był jeszcze zabawniejszy. To pięknie pokazuje jak rozwinęły się relację między Jackem i Holtem. I z olbrzymią niecierpliwością czekam na przyszłoroczne starcie. Jakoś jestem spokojny o przedłużenie serii.
- trochę rozczarowała Giny. Niby postać została trochę pogłębiona, ale po niej oczekuje więcej szaleństwa.

OCENA 5/6

How to Get Away With Murder S01E04 Let's Get to Scooping 
- cztery odcinki to odpowiednia liczba po której można stwierdzić czy serial się podoba. HTGAWM nie zdał testu. Rozumiem czemu tyle ludzi się nim zachwyca, ale nie jest to produkcja dla mnie. Poza w miarę sprawnym prowadzeniem głównej tajemnicy nie ma mi wiele do zaoferowania. Po tych kilku odcinkach dalej nie przekonałem się postaci. Niby wyszło teraz kilka tajemnic, połębiono trochę Connora i Annalise jednak nie w sposób w który zaczęliby mnie interesować. Reszta z stażystów przeraźliwie nudna z topornie ciosanymi osobowościami. Wciąż się zastanawiam czemu zostali wybrani przez Keating. Na pewno nie z uwagi na ich inteligencję.
- sprawa odcinka dalej nudna. Nie podoba mi się sposób kręcenie tego serialu. Byle szybciej, od jednej sceny do drugiej z zalewem mało istotnych rozmów. Chaos przeszkadzający wczuciu się w sprawę. O chwili wytchnienia nikt ze scenarzystów nie pomyślał. Wcale mnie nie obchodziło czy klientka Annalise zostanie wybroniona czy nie. Skoro proceduralne sprawy i postacie nie mogą przykuć mnie do odcinków to po co mam się zmuszać do oglądania?

OCENA 3.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S02E05 A Hen in the Wolf House
- piąty odcinek Agentów czyli jak koncertowo spieprzyć kilka niezłych wątków. Simmons pod przykrywką w Hydrze była od początku sezonu, pojawiła się teraz drugi raz i nic (!) nie osiągnęła, a prawdziwa tożsamość Bobbie nie była żadnym zaskoczeniem. Ogromnie żałuje powrotu tych postaci do wesołej drużyny Culsona. Przecież praca w organizacji pragnącej władzy nad światem to taki potencjał! Przy okazji powrót Jemmy zmieni Fitza, a szkoda bo podobało mi się jego obecne zagubienie. Dobrze, że przynajmniej będzie iskrzyć między Bobbie, a Hunterem. Sporo chemii było między tą dwójką w ostatniej scenie i czekam na ich wspólne wypady na akcję.
- nie podobało mi się jak w tym odcinku poprowadzono Reinę. Fatalna rozmowa z ojcem Skye, która nie mogła się skończyć, a potem przypadkowe miotanie się między jedną, a drugą frakcją. Brakowało pomysłu by to poprowadzić z sensem. Jej postaci użyto jako topornego wytrychu otwierającego nowe wątki. Skye zbliża się do ojca, ojciec Skye do Hydry, a Hydra dostaje 0-8-1. Dużo zmian, wszystkie źle przedstawione. Było kilka pojedynczych scen, fajnych dialogów, ale większość rzeczy raziła. Przy okazji cofnięto w rozwoju Skye i znowu przypomina tą irytującą postać z S01. I nikt mi nie wmówi, że to z powodu ojca i emocji ją targających. Po takim czasie powinna zaufać przyjaciołom i podejść do tego z większym dystansem. Przy okazji zbliżoną ją do Culsona i dowiedziała się o pochodzeniu symboli. Czy raczej mapy. Liczę, że jest to mapa kosmosu i agencji wybiorą się na obcą planetę. Mapa skarbów byłaby zbyt oklepanym pomysłem.

OCENA 3.5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E20 Green With Evil (4): Eclipsing Megazord
- z początku obawiałem się rozczarowania. Dali fajny motyw z Rangersami pozbawionymi dostępu do Morphin Grid i uporano się z tym w zaledwie parę minut. Jednak to były złe dobrego początki. Wojownicy musieli dalej walczyć z Goldarem i Scorpiną, a zaćmienie słońca osłabiało ich Zordy. I to było dobre starcie! Nareszcie pojedynek z udziałem Megazorda nie był nudny, a ekscytujący. Potem jeszcze doszedł powiększony Tommy i współczynnik zajebistości skoczył mocno w górę. Chciałbym oglądać więcej takich starć.
- mimo, że story arc Green With Evil zbliża się do końca to wydarzenia przybrały jeszcze dramatyczniejszy obrót. Jeśli mogło spotkać coś złego Power Rangers to ich spotkało. Utracili kontakt z Zordonem, byli rozdzieleni i pojmani, przez jakiś czas nie mogli dokonać morfowanie, a teraz przyszedł kolejny cios. Strata Zordów. Ta scena zrobiła nie małe wrażenie i zupełnie nie pamiętałem tego motywu gdy dziecięciem byłem.

OCENA 4/6

Sleepy Hollow S02E05 The Weeping Lady
- w zeszłym sezonie bardzo przeszkadzała mi drama z XVIII wieku i pochodzenie bezgłowego jeźdźca. Bo jak może się podobać trójkąt miłosny gdy na progu czeka biblijna Apokalipsa? Teraz dodano do tego jeszcze jedną cegiełkę i wątek niczym z brazylijskiej telenoweli. Czemu związek Crane'a i Katriny nie może być normalniejszy? Po co na siłę ich oddalać od siebie? Oby nie miało to na celu parowania go z Abbie. Nie chcę tego związku, chcę serialowe małżeństwo, które tak rzadko jest widywane. I niech twórcy nie bawią się już w tego typu wątki bo robi się to coraz bardziej nierealne. 
- płacząca kobieta wypadła całkiem fajnie. Design monstrów w Sleepy Hollow zawsze był imponujący. Pomysł z tonięciem w środku biblioteki też niczego sobie. Chciałoby się więcej takiej kreatywności. I więcej czasu ekranowego potwora. Zamiast nudnego i dłuuugiego flashbacka z Mary wolałbym kolejną akcję z płaczką.
- Hawley dostaje coraz więcej czasu, a serial powoli zacieśnia jego relację z bohaterami. Bez pośpiechu, wciąż balansuje na granicy sił dobra i pracy jako najemnik. Podoba mi się jego początkowy sceptycyzm przechodzący w zainteresowanie supernaturalnymi zjawiskami. Nareszcie dostał scenę z Jenny. I kurde, chcę więcej tej dwójki. Aż iskrzyło z ekranu gdy dostali scenę.
- Henry wykazał się inicjatywą za to dostał niezły opieprz od Molocha. John Noble dalej gra fantastycznie. Chciałbym jednak więcej scen między nim, a tatusiem lub Irvingiem. Swoją drogą ciekawe co za plan ma Moloch wobec Katriny.

OCENA 4/6

The 100 S02E01 The 48
- długo czekałem na ten powrót, ale było warto. Serial udowodnił, że jest jedną z najfajniejszych produkcji z ogólnodostępnej telewizji, a inne tytuły od The Cw mogą się schować. I to wszystko w całkiem powolnym odcinku, gdzie nie było wiele akcji i "działo się" raczej siłą rozpędu z poprzedniego sezonu powoli budując nowe wątki i rozwijając świat. Jak to dobrze, że tym razem będzie więcej odcinków. Tylko żeby oglądalność dopisała bo ten serial ma potencjał by być kilka dobrych lat na antenie.
- już pierwsza scena mnie kupiła. Nie było trudno. Clarke w białym pokoju bez klamki, zagubiona i zdesperowana. Ujęcia z monitoringu podkreślają jej odizolowanie. Jednak jak to Clarke ma w zwyczaju szybko bierze sprawy w swoje ręce i się wydostaje. Tajemnicze laboratorium w jakim się znajduje to oczywiście baza. Baza pełna mieszkańców, których przodkowie przeżyli katastrofę. I to jest fajne. Może naukowe tłumaczenia dotyczące życia na powierzchni wydają się być mocno naciągane, ale do przełknięcia. Społeczeństwo kretów mnie kupiło. Blade cery, życie pod ziemią i strach przed powierzchnią, pedantyczne przestrzeganie zaleceń medycznych i prawa. Pozornie dziwne wydaje się sprowadzenie 48 nastolatków z kosmosu. Pozornie. Bo odcinek wiele nie pokazał, dużo rzeczy ukrywa, ale można wyciągnąć ciekawy wniosek. Mount Wheather umiera ze starości. W serialach zwykle nie pokazuje się podstarzałych ludzi, tutaj było ich pod dostatkiem. Zapewne dlatego pan prezydent postanowił zaryzykować i sprowadzić tutaj tą nieokrzesaną i nabuzowaną hormonami gromadkę. Wyjaśnia to też czemu zależy mu tak na nawiązaniu zaufania z Clarke. Bo nie wystarczy powiększyć swoją kolonię. Nowi muszą się zasymilować. Dlatego piękne stroje dla Clarke (ta scena gdy bierze buty na obcasie tylko po to by zrobić z nich broń!), nawiązywanie porozumienia dzięki pasji malarstwa i nęcenie pysznym jedzeniem nie są bezcelowe, tylko po to by przypodobać się liderce. Tylko oczywiście niezbyt im to wychodzi bo to Clarke. Nie ufa, węszy tajemnice i spiski. I fajnie jakby tego było jak najmniej. Gdyby w Górze siedzieli ludzie, którzy chcą jedynie przeżyć. Szykuje się naprawdę fajne parę odcinków. Ciekawe czy reszcie dzieciaków zacznie odbijać. Bo wiecie, cały czas byli zamknięci na Arce, a teraz znowu chcą ich zamknąć tylko dla odmiany pod ziemią. Może teraz przyszła radość z darmowego jedzenie, ale niedługo odkryją, że wolność jest ważniejsza od komfortu. I obędzie się bez patetyczności, wierzę w to.
- zdziwił mnie brak tajemnicy wokół Bellamego i Finna. Serial nie bawił się w suspens, nie kazał się zastanawiać czy bohaterowie żyją. Postawił sprawę jasno - są jak najbardziej żywi. Podoba mi się ta bezpośredniość. Serial pokazał, że nie chcę się bawić w niepotrzebne wątki. Zamiast bawić się z widzem mówi mu by zamiast głowić się nad żyje/nie żyje oglądał bohaterów, którzy zastanawiają się czy ich przyjaciele żyją/nie żyją. Opowieść na pierwszym miejscu. Wracając do Bellamyego. Zaufał swoim ludziom, myślał, że wspólna walka ich zahartowała, są wojownikami walczącymi ramię w ramię. Nic z tego, instynkt przetrwania bierze górę nad honorem. Potem przyszedł czas na refleksję i wiązałoby się to z klęską gdyby nie niespodziewany ratunek. Naciągany, ale jakże efektowny.
- płynnie udało się przejść między wątkiem The 100, a mieszkańcami Arki. I tutaj mamy zderzenie dwóch światów na kilku płaszczyznach. Młodzi vs. starzy. Co z tego, że Setka jest już doświadczona w życiu na Ziemi. Przybyli przywódcy, którzy wiedzą co robić mimo, że nie mają pełnego obrazu sytuacji. Są w końcu starsi, lepiej wykształceni i nie są kryminalistami. Kane wierzy w prawo i aresztuje Bellamyego broniąc Murphyego co wydaje się być absurdalne. Już nie mogę się doczekać ich kontaktu z Reavers lub Grounders. To będzie nieprzyjemne. W sumie zabrakło mi jednej rzeczy. Czegoś typu "Oh my God, what happened here" na widok pogorzeliska po bitwie. Dziwne, że zasnuta ciałami ziemia nie wzbudziła u nich mieszanki zdziwienia i odrazy.
- w pierwszym sezonie jednym z centralnych miejsc było obozowisko The 100 we wraku lądownika. Tym razem lokacja zmieni się na wrak jednej z sekcji Arki. I kurde, efektownie to wygląda. Zachwycając się takimi drobnostkami przemawia przezemnie głód dobrego sci-fi w telewizji? Możliwe. Jednak już nie mogę się doczekać gdy będzie trzeba nawiązać walkę o kolonię lub wchodzić w trudne sojusze by przetrwała. Zostawienie przez Abby wiadomości gdzie można ich znaleźć mogło się okazać głupim pomysłem.
- często hejtowałem Octavie i Lincolna, ale tym razem sceny z tą dwójką mi się podobały. Prosty dramatyczny zabieg, nie odpychając aktorstwo i zgrabnie rozpisane dialogi będące jednocześnie ekspozycją. Tylko czemu tak okropnie zmarnowano potencjał zdewastowanego Washingtonu?! 100 lat po wojnie, Lincoln Memorial całe zarośnięte. To może chociaż podziemia gdzie można napotkać się na resztki ludzkiej cywilizacji. Lub zdeformowane plemiona mutantów? Co jak co, ale serial pobudza wyobraźnie. Oby chociaż spełnił połowę z moich pomysłów i oczekiwań.
- przyjemnie wypadły też sceny z Raven i Murphym. O ile można napisać przyjemnie o momentach gdzie dwoje poturbowanych i umierających ludzi, którzy walczyli między sobą, wykrwawia się czekając na śmierć. Dla umilenia czasu Murphy opowiada prostą opowieść z przeszłości co uczyniło go takim jakim jest. I nie zdziwiłbym się gdyby kłamał. Weszło mu to w nawyk. Najfajniejsze w tym wszystkim było to, że Raven chciała go zabić tylko wcześniej opróżniła komorę z nabojami, a on się zbytnio tym nie przejął. Czekam na więcej tej dwójki. Ba, czekam na więcej każdej z postaci.  
- w sumie nie podobała mi się tylko jedna rzecz - dziecko na pokładzie Arki. I oby były to omamy umierającego człowieka. Lubiłem Jahe, ale lepiej jakby po finale zeszłego sezonu się już nie pojawiał. Miał godne odejście, a jego przyszłość powinna pozostać nieokreślona.

OCENA 5/6

The Flash S01E03 Things You Can't Outrun
- niby wszystko ok, ale nie. Serial ma tylko jeden rażący wątek - Iris. Co mnie obchodzą romansy drugorzędnych postaci, które dostają marnują sceny mogące przedstawić inne starcie z Mistem lub eksperymenty z jego gazem? Twórcy serialowego uniwersum DC nie mają smykałki do tego typu rzeczy i niech najszybciej z tego zrezygnują. Jeszcze jakby panna West wzbudzała jakąś sympatię. Nic z tego.
- trochę zawiodła mnie finałowa walka z Mgiełką. Obrzydliwie zieloną mgiełką bo wiadomo, to co zielone to złe. Przecież źli nie zachowują się w ten sposób tym bardziej jak znają ograniczenia swoich mocy. Zabawa w berka była słabiutka, dobrze że miała przynajmniej przyzwoite efekty. Szkoda, że moce Barryego dalej działają wybiorczo i nie wiadomo czemu raz reaguje szybciej, a raz wolniej. Chyba wolę street level z Arrow.
- fabularnie poza freakem tygodnia trochę się działo, ale nic konkretnego. Joe widzi się z Dr. Allenem, Iris i Thawne wychodzą z szafy, a laboratorium zmienia się w więzienie. I ten wątek najfajniejszy. Tak jak flashbacki. Może trochę zbyt lukrowo dramatyczne, ale nie przesadzono i zabrakło ostatniego słowa Ronnie, a Catlin do dzisiaj ma traumę po jego śmierci. Domniemanej śmierci bo akcelator i jemu mógł dać kopa. BTW - ten Amell to lepszy aktor od kuzyna. Co nie znaczy, że umie grać. Mniej oczy krwawią.
- jednak najfajniejsza znowu była ostatnia scena spod znaku WTF. Czyżby wybuch był zaplanowany by Barry zdobył swoje moce? A może świadomość doktorka podróżuje w czasie i wraz z uruchomieniem aparatury, gdy nastąpił mały freez przeniosła się z powrotem do ciała? To by wyjaśniało czemu obserwuje Allena i wie o nadchodzącym Kryzysie. Czyżby nazwisko było kolejnym tropem potwierdzającym tą teorię?
- w serialu dalej podoba mi się przeważający lekki klimat. Jak choćby sceny z łapaniem przestępców. Takie rzeczy chciałbym częściej oglądać. 

OCENA 3.5/6

The Walking Dead S05E02 Strangers
- lubię takie spokojne odcinki. Dużo krępujących rozmów między postaciami, które pozwalają widzowi zbliżyć się do nich. O życiu, przyszłości, pozytywnych i negatywnych stronach obecnej sytuacji. Sceny by pobyć z postaciami, nacieszyć się, że znowu są grupą i zobaczyć co ich głębi. Naturalnie wyszła prośba Ricka o dołączenie do grupy Carola i następnie jej zagubienie. Tak jak stwierdzenie jej i Tyreesa, że chcą zapomnieć o przeszłości mimo, że to niemożliwe. Nie rozumiem do końca zachowania Boba. Jeśli jego płacz był ze szczęście to czemu wychodził? Wyglądało to raczej jak rozpacz. Czekałem aż kamera pokaże ślad po ugryzieniu do czego nie doszło. A może ten optymizm zgrywa tylko przed Sashą i musiał na chwilę przestać udawać? To by miało więcej sensu.
- ostatnia scena fajnie wyreżyserowana. Monolog Garetha, przerażenie Boba i przebitki na bohaterów. Nasza grupka stała się ofiarą wytrawnych myśliwych. Oby tylko jak najszybciej zdali sobie sprawę z tego sprawę. I niech nie zabijają Boba. Niech cierpi, to będzie o wiele okrutniejsze i dosadniejsze.
- Gabriel wypadł trochę groteskowo, ale ciekawe jakie grzeszki ma za koloratką. Oby nie coś tak błahego jak zamordowanie człowieka.
 - za łatwo Rick i grupa zostali przekonani do podróży do Waszyngtonu. Oby myślał coś w stylu Adamy z Battlestar Galactica gdzie trudno osiągalny cel wyznaczył sens podróży. Jeśli rzeczywiście liczy na pokonanie epidemii to kłóci się to z finałem pierwszego sezonu i wydarzeniami w CDC. Ktoś z pierwotnej grupki powinien poruszyć ten temat.

OCENA 4.5/6

Z Nation S01E04 Full Metal Zombie
- jak to, zombie-amiesze tylko w jednej krótkiej scenie?! Taki doskonały pomysł można było o wiele lepiej wykorzystać. Najlepiej dać całą wioskę amiszów i wesołą wyrzynkę. Jednak zawód był krótki bo dostaliśmy krótką acz intensywną podróż drogą. Trzy niecodzienne spotkania, dwa rabunki i masa śmiechu z niesamowicie irracjonalnych pomysłów. Dzieci z bronią, podróż volkswagenem i wpadanie w kolejne pułapki. Nie miałbym nic przeciwko gdyby całe 40 minut było w takiej komediowej konwencji podróży droga i spotykania powiązanych ze sobą niespodzianek. Niestety zabrakło na to pomysł. Była baza wojskowa i trochę rozczarowująca walka. Kilka udanych scen, kilka dłużących się momentów, kilka parsknięć w stronę monitora.
- serial nie miał być poważny, być parodią ego typu produkcji, ale czasem zdarza mu się zawędrować w poważne wątki. Historia 10k gdy musiał zamordować ojca i otworzenie się Doktorka w szybie i opowiedzenie swojej historii byłoby całkiem niezłe gdyby nie absurdalne wcześniejsze sceny przez co cały dramat nie ma sensu. Oby w przyszłości było więcej zabawy niż moralnych dylematów.
- Citzen Z dalej mi tutaj nie pasuje. Jego crush na Abby i jej reakcja są zabawne, ale już trochę męczą.

OCENA 4/6 

Z Nation S01E05 Home Sweet Zombie
- zmęczył mnie ten odcinek. A przecież był taki potencjał! Było zombienado, można było bardziej zaszaleć z tego powodu. Nic z tego. Zamiast tego nudny film katastroficzny bez emocji. Wycieczki w poważniejsze tematy nie pasują do tego serialu. Mąż Roberty? A co mnie on obchodzi skoro samą postacią się nie przejmuje? Dobrze, że w międzyczasie była chora trepanacja czaszki przy użyciu wiertarki i żarty z Ostrego dyżuru. Trochę zmarnowano tez potencjał wyprawy 10k i Cassandry. Zamiast w jakimś minimalnym stopniu pogłębiać relację między tą dwójką to dano im nędzną scenę w samochodzie targanym wiatrem. No i to było inteligentne - schować się w samochodzie. Twistera nie oglądali?
- ciekawe rzeczy dzieją się z Murphym. Wypadają mu włosy, coraz bardziej gnije i emocjonalnie zbliża się do Z. Czyżby zamieniał się w jednego z nich, ale z własną świadomością? Ten pomysł jest godny tego serialu.
- a nie był jedna śmieszna scena, która mi się bardzo podobała. Żarty z domowego życia i zmiatanie zombie z ogrodzenia przy pomocy szczotki. Piękne.

OCENA 3/6

niedziela, 28 września 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #104 [22.09.2014 - 28.09.2014]

Na nic nie ma czasu. Nie ma czasu na życie. Trzeba oglądać seriale. Trochę przesadzam bo nie jest ich wcale tak dużo, ale czuć wrzesień i coraz trudniej być ze wszystkim na bieżąco. Nie narzekam. Poziom nowości i powrotów jest zadowalający i jeszcze nie wpadłem na żadną minę. Rzekłbym nawet, że jesień zaczęła się całkiem nieźle. To co wybrałem powinno zostać ze mną na dłużej, nawet na kilka lat. Spektakularnych wpadek jest na razie niewiele Red Band Society szybko wyleci z ramówki, Mysteries of Laura podobno jest jeszcze gorsze niż zwiastuny, a do grona nieudanych premier można zaliczyć Scorpion. Reszta podobno znośna. Jednak dalej moim ulubionym nowym serialem jest Z Nation czego nie mam zamiaru się wstydzić. Tak jak piątki dla powrotu Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. i wybrania go na odcinek tygodnia mimo mocnej konkurencji w postaci The Good Wife i Person of Interest. Główny powód to zmiany jakie zaszły w serialu i danie mu dużego kredytu zaufania. Sprawił mi też więcej radości (w sensie satysfakcji z oglądanie, a nie momentów do śmiechu) niż się spodziewałem. Oby tak dalej!

W ramach przypomnienia słów kilka o systemie oceniania. Czwórka dla The Shield nie równa się czwórce dla Power Ragners. Na ocenę target i styl serialu, jakość jego wcześniejszych epizodów, ogólny poziom i ambicja, moje własne gusta i jak wielką satysfakcję daje mi z oglądania. Mieszanka obiektywizmu z subiektywizmem. Dla przykładu ocenę 3.5/6 dostaje coś średniego, lub wtedy gdy gdy nie mogę się zdecydować czy mi się podobało czy nie. 4/6 idzie dla czegoś co było zaledwie dobre, ale 3/6 dla słabego z potencjałem. 5/6 dla odcinków bardzo dobrych gdzie wszystko poszło tak jak powinno. 2/6 gdzie wszystko było złe. 6/6 i 1/6 to przypadki ekstremalne. Jedynka nie zdarzyła się jeszcze nigdy, dostanie ją coś czego nie zdołam obejrzeć lub będę to robił w długich odstępach czasu. Szóstek było trochę. Są rezerwowane dla epizodów, które będę pamiętał miesiące po ich emisji np. Ozymandias z Breaking Bad, Relevance z Person of Interest, czwarty odcinek True Detective (ten z kapitalnym długim ujęciem) czy Hitting the Fan z The Good Wife. Jasne mogę podejść zbyt entuzjastycznie jak z niektórymi epami Game of Thrones, ale dlatego, że działam emocjonalnie, zaraz po lekturze. Takie wrażenie są przeważnie najlepsze. Podsumowując - same oceny przypadkowemu czytelnikowi nic nie mówią. Tylko jeśli ktoś zna mój gust będzie wiedział czemu daje Z Nation czwórki.

To teraz tradycyjnie trochę o newsach. Niby stację powinny skupić się na promocji nowych seriali, ale pojawiło się kilka konkretnych informacji, głównie z kablówek. Zacznę od najważniejszych czyli przedłużeń i anulowań. Syfy dało Defiance trzeci sezon i Dominion drugi. Niektórzy się pewnie cieszą, ja dałem sobie spokój z Defiance po pierwszej serii, a do drugiego z tych seriali nie mogłem się przekonać na etapie promocji. Kolejnym sezonem dla serialu, który mnie już nie obchodzi jest trzecia seria dla Black Sails. Wiadomość jeszcze nie oficjalna, ale wysoce prawdopodobna. Nie bez powodu by prowadzili castingi do nowej serii. By jednak nie było zbyt różowo z hasającymi kucykami poinformowano o jednym cancelu. Siódmy sezon The Mentalist będzie jego ostatnim.

Premiery premierami, ale stacje telewizyjne dalej zamawiają nowe produkcję wykazując przy tym minimum kreatywności. Hunter od Syfy to adaptacja książki Alien Hunter o kosmitach terrorystach i dzielnym policjancie. Premiera w 2016 roku więc do następnej informacji o serialu pewnie zdążę zapomnieć, że już o nim pisałem. O wiele ciekawiej wygląda zamówienie Spike TV. Red Mars to adaptacja Trylogii Marsjańskiej Kima Stanley'a Robinsona. Książki opowiadają o kolonizacji i terraformowaniu Marsa, zakrapiane są polityką i twardym sci-fi. Już kiedyś słyszałem o tej serii i teraz jestem pewien, że muszą ją przeczytać przed premierą serialu. Jeśli realizacja dojdzie do skutku bo wygląda na coś potrzebującego sporego budżetu. The Nymphs jest to kolejne podejście do miksowania greckiej mitologii tylko ostro zakrapiane seksem więc całkiem możliwe, że serial wyląduje na antenie Staz zwłaszcza, że twórczyni remaku (oryginał z Finlandii) pracowała przy Spartacusie. Trochę to przypomina Lost Girl tylko odważniej i mroczniej. O właśnie Lost Girl, kiedyś muszę nadrobić zwłaszcza, że kręcą finałową serię, a kilka odcinków które widziałem podobało mi się.

Tydzień temu pisałem o castingach do True Detective (Colin Firth i Vince Vaugh). W tym tygodniu znaleziono główną kobiecą aktorkę. Rachel McAdms czyli kolejne głośne nazwisko. Wspominałem że, w tym serialu nie zwracam dużej wagi na aktorów, chodzi głównie o historię, a ta powinna stać na wysokim poziomie. W obsadzie powinien znaleźć się też Taylor Kitsch, który ma pecha na dużym ekranie. Przy okazji polecam obejrzeć parodię serialu od niezawodnej ekipy Funny or Die. Kate Mara i Ellen Page grają w Tiny Detectives

Fanki Josha Hallowaya powinni ucieszyć się z krótkim rozbratem aktora z telewizją. Po niewypale jakim okazało się Intelligence aktor zagra główną rolę w Colony. Dla przypomnienia - jest to serial o inwazji kosmitów na ziemię od Carltona Cuse. Natomiast fani Adrianne Palicki mogą zobaczyć pierwsze zdjęcie jej postaci z Agentów Tarczy. Teraz wszyscy trzymamy kciuki by jej postać jak najdłużej zagościła w serialu. Choćby w roli powracającej co kilka odcinków.

Na koniec info dla ludzi którzy obejrzeli już pilot The Flash, który wyciekł kilka tygodni temu. Finalna wersja będzie dłuższa o 3 minuty. Niby tylko trzy minuty, ale można w nich całkiem sporo zmieścić więc radzę zrobić powtórkę, obejrzeć clip na youtube lub wpaść na mojego bloga 13 października.

SPOILERY

Gotham S01E01 Pilot
- czy serial o Gotham bez Batmana, a Jimem Gordonem w głównej roli może się udać. Może, ale pilot jeszcze nie potwierdza tej tezy. Są pewne przesłanki jednak nie mają dostatecznej mocy. Ogólnie rzecz biorąc podobało mi się. Miasto jest mroczne, wszechobecna korupcja i dziwni ludzie. Widzę tutaj potencjał. Serial powinien być najciekawszy gdy będzie poruszał wątek skorumpowanej policji i władzy i przeplatał to z wojną na ulicach i walce o władzę w gangsterskim półświatku. Jest barwnie i różnorodnie, a większość postaci nie jest jednoznaczna moralnie. Zwłaszcza Bullok. To on dźwiga serial i dzięki niemu będę włączał kolejne odcinki. Nie boi się zabić, nie chcę się wychylać, wie kto rządzi miastem, ale też na swój sposób dba o swojego partnera. Chcę zobaczyć jego wyboistą drogę do odkupienia, ale najlepiej jak pozostanie postacią spowitą mrokiem. W serialu podobały mi się jeszcze zdjęcia. Widać, że trochę kasy wyłożono i kamera pokazuje miasto. Odpychające i nowoczesne niczym Nowy Jork, strach wyjść na ulicę. Do tego deszcz. Jak ja lubię deszcz w filmach! Podobały mi się też silnie podkreślone światła. Szkoda jednak, że nie kontrastowały z mrokiem nocy. Ogólnie za mało scen dzieje się w ciemnych uliczkach czy na zewnątrz, a za dużo w budynkach. Kupili mnie też wrogowie Batmana. Szczególnie Pingwin. Strzał w dziesiątkę. Jest odpychający i fascynujący zarazem. Jednoznacznie zły, ale w pewnym sposób można mu współczuć. I to szaleństwo! Nygma na razie wypadł przeciętnie. Poison Ivy niepotrzebna. Fish Mooney za o kupiłem. Nowa postać więc pozostaje zagadką. Podoba mi się przerysowana gra Jade i nomen omen komiksowa maniera postaci.
- niestety było sporo rzeczy, które mi się nie podobały. Aktorzy w większości przypadków są przeciętni. Jednak najgorsze to co wydobywa się z ich ust. Niektóre dialogi są koszmarne. Choćby rozmowa Montoyi z Barbarą Kane. Proste zdania jak z ilustrowanej książeczki dla dzieci. Za to Jima ciężko momentami słuchać zwłaszcza jak rozmawia z Brucem. Długie i nadęte zdania o niczym. Nie kupuje też Gordona jako postaci. Wiadomo, że harcerzyk, ale liczyłem na jakąś skazę, ale nic z tego. Jest gorszy niż Superman. Może rozpracowanie mafii od wewnątrz go zmieni? Liczę na to bo na razie tylko mnie irytuję. Niestety zapowiadają się też romansowe dramy dzięki Barbarze i Montoyi. Fajnie jakby od 3 sezonu Gordon został samotnym ojcem, ale raczej nie ma co na to liczyć.
- na razie Bruce Wayne i Selina aka Catwoman wypadają przeciętnie. Dzieciaki zagrały całkiem sprawnie, ale ich historię są przerysowane. Z jednej strony poważne miasto i walka o władzę, a z drugiej dzieci, które bezczynnie się snują. Nie widzę by mogli mieć ciekawe wątki. Jednak jeśli tak jak teraz dostaną zaledwie po kilka minut niech tak będzie. I niech przestaną robić z Seliny stalkera. Nie rozumiem czemu prześladuje Bruca. Niech lepiej ćwiczy złodziejstwo bo słabo jej to na razie wypada.
- oczywiście będę oglądał dalej. Waga wskazuje, że na razie jest więcej plusów niż minusów, ale ciężko stwierdzić, która szala przeważy pod koniec sezonu. Ja wierzę w Bruno Hellera. Już raz napisał serial o skorumpowanym mieście i niejednoznacznych bohaterach. Gotham nie będzie drugim Rome, ale niech ma chociaż część tego dzieła.

OCENA 4/6

How to Get Away with Murder S01E01 Pilot
- miałem nie oglądać serialu, ale wyniki oglądalności mnie przekonały. Wpada znać coś co zostanie kilka lat w ramówce. Poprzestanę chyba na kilku pierwszy odcinkach. O ile ogólne założenie mi się podoba, w pilocie dużo się dzieje i serial ma spory potencjał być udanym zapychaczem do kotleta tak mam z nim zbyt dużo problemów.
- największą zaletą jest pomysł. Serial prawniczy z początkującymi studentami i ich bezwzględną panią profesor. Lubię takie rzeczy. Wykłady na sali i szkolne sprawy mieszają się z zagadką odcinka. Szkoda, że nie potrafi ona wciągnąć. Może ja nieuważnie oglądałem, ale wydaje mi się, że tempo było zbyt szybkie, momentami wkradał się chaos, a proceduralna sprawa była tylko pretekstem. Cieszy mnie, że jest wielka tajemnica, która zostanie rozwiązana za 3 miesiące. Wszystko będzie zmierzało do tego momentu i kolejny fałszywe tropy będą rzucane. Niczym w Damages. Chyba.
- o ile ogląda się to przyjemnie nie mogę się przekonać do bohaterów. Viola Davis zagrała charyzmatyczną panią profesor, ale jej studenci czy ludzie z otoczenia już tacy nie są. Winię za to chęć przekazania jak największej ilości informacji o otoczce fabularnej i z czasem będzie wiadomo coraz więcej o studenciakach. Tylko wątpię bym zapałał do nich sympatią. Jakoś nie mogę kibicować bohaterom jeśli wiem, że za kilka miesięcy będą próbowali pozbyć się ciała i w jakiś sposób są zamieszani w morderstwo.
- z jednej strony ciszy mnie duża ilość wątków, a z drugiej trochę martwi. Codzienne sprawy, sprawa z flasforwardów, sprawa zamordowanej dziewczyny + wątki osobisto obyczajowe bohaterów. Ciężko orzec jak to wpłynie na fabułę.

OCENA 4/6

Madam Secretary S01E01 Pilot
- nie mam specjalnie ochoty pisać o tym serialu, a to jest wystarczający argument za jego nijakością. Pomysł był fajny - silna kobieta jako sekretarz stanu. Nawet Madam Secretary zostało sparowane z The Good Wife. Tylko, że jakościowo seriale dzieli przepaść. Serial jest nudny, próbuje być zabawny i zarazem poruszać poważne wątki. Ciężko też uwierzyć w jego realność. Fajnie, że są prawdziwe państwa jednak praca sztabu pani sekretarz czy prowadzenie wątków politycznych jest nudne i niewiarygodne. Może to wszystko się rozkręci jak zaczną się pojawiać powracające wątki. Na razie trochę ciężko wyrokować bo pilot służył głównie nakreśleniu realiów i przedstawieniu głównej bohaterki, które specjalnie się nie wyróżnia z tłumu silnych bohaterek. Tea Leoni gra bardzo fajnie, ale to wszystko. Również przewijający się w tle wątek spisku jest  zbytnio wydumany. Intryga niczym z Homeland w miejscu gdzie oczekiwałem dobrego dramatu politycznego. Jeszcze jakby było to powolnie wprowadzane, był budowany nastrój tajemniczości i odkrywanie tajemnicy. Jednak tutaj znany motyw paranoika odkrywającego prawdę i potem jego tajemniczej śmierci.
-ja rozumiem, że to serial amerykański i w pewien sposób będzie gloryfikował swój kraj, ale tutaj to lekka przesada. Konferencje pokojowe, walka o dobro i pokój na świecie. Wielką wpadką jest motyw z Syrią jako jedynego zapalnego konfliktu na Bliskim Wschodzie. Oj słabo, bardzo słabo wygląda tutaj komentowanie obecnej sytuacji politycznej. Liczę, że to wina długiego okresu między produkcją pilota, a jego emisją i w przyszłości będzie przynajmniej o ISIS. Na szczęście trochę widać moralnych niejednoznaczności. W pewien sposób bagatelizowanie śmierci nastolatków i pewna ignorancja polityków. Tylko bardziej odważnie następnym razem.
- w odcinku najbardziej nie podobały mi się dwie rzeczy. Rozwiązanie sprawy porwanych nastolatków w sposób z taniego procedurala oraz przeskok akcji o dwa miesiące. Siła tego serialu czyli powolne zapoznawanie się nowej pani sekretarz z mechanizmami w rządzie i przystosowanie do nowej pracy, a tym samym pokazanie jej od kuchni widzowi zostało porzucone. Równie dobrze można by ominąć wstęp z idyllicznym życiem na farmie i zacząć odcinek już od przeskoku w czasie.
- jeszcze sprawdzę kilka odcinków w końcu nie od razu The Good Wife zbudowano. Jednak jeśli dalej serial będzie popadał w banał i był feministyczną laurką to dam sobie spokój.

OCENA 3/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S02E01 Shadows
- w tym tygodniu drugi raz narzekam na to samo - przeskok w czasie. Nie mam nic przeciwko tylko niech będą robione z głową. Bardzo chciałbym obejrzeć te kilka miesięcy przed obecną sytuacją S.H.I.E.L.D., jak Culson rekrutuje nowych ludzi, buduje bazę, a Skye szkoli się u May na agentkę. Powolna odbudowa organizacji od fundamentów. Na szczęście to jedyne zastrzeżenie jakie mam do odcinka. Widać, że gdy nie trzeba ukrywać tajemnicy Hydry, a scenarzyści mają więcej swobody potrafią pisać dobre odcinki.
- ciesze się z obecności Peggy Carter. Bałem się, że Hayley Atwell dostanie krótką scenę po napisach. Nic z tego. Jej historia była integralną częścią odcinka, stanowiła doskonałe wprowadzenie i udanie przypomniano bohaterkę przed jej własnym serialem. Ciekaw jestem jak mocno Agenci SHIELD będą powiązani z Agentką Carter. Obecność niemieckiego członka Hydry może sugerować, że bardzo. Nie zdziwiłbym się gdyby kilka zbudowanych teraz wątków było wykorzystanych w spin-offie.
- udanie wyszło przedstawienie nowych postaci. Jest ich dużo, serial doznał mocnego przebudowania. Nie czuć jednak chaosu z tym związanego i wszyscy są mocno charakterystyczni. Udało się też stworzyć nową dynamikę i zmienić rolę niektórych postaci przez co ma się frajdę z odkrywanie kto jest kim bo zmian zaszło całkiem sporo. Culson jako dyrektor prowadzi intensywną rekrutację, Skye przeszła ciężko trening i staje się coraz fajniejszą bohaterką, a Ward siedzi w ciupie i będzie zabawiał się w Hannibala Lectera manipulując Skye.
- Nick Blood i Lucy Lewless udanie wpasowali się w serial. Dlatego tak bardzo wkurzyła mnie jej śmierć. Serio, tak się nie robi. Liczę na złośliwą zabawę scenarzystów i ona żyję lub wróci. Lub chociaż pokaże się w flashbacków. Lub sfingowała własną śmierć bo jest agentką Hydry. Obojętnie, chcę więcej Lucy. Na horyzoncie widać wątek Huntera, który powoli będzie się przekonywał do SHIELD. Pierw jego motywację będą napędzaną zemstą by potem został jednym z nich. Chyba, że plan jest ciekawszy w co nie wątpię.
- kolejna rzecz jaka dobrze rokuje na przyszłość to zmiana tonu serialu na poważniejszy. Ludzie umierają, wrogowie potężniejsi, a bohaterowie się zmieniają, zyskuje rysu dzięki, którym budzą większą sympatię. Mam wrażenie mniejszej ilości humoru. Nie przeszkadza to jednak bo serial absorbuje bardziej niż zwykle. Jedną z moich ulubionych scen odcinka podkreślającą nowy status serii (nie mówię, że nie będzie lżejszych odcinków bo pewnie będą) jest Culson. Zawsze towarzyski, teraz bardziej zdystansowany jak na szefa wszystkich szefów przystało. Jest też skłonny do podejmowania trudnych decyzji. Świetnie wyszło wydanie rozkazu kontynuowania desperackiej misji odbicia quinjeta mimo ryzyka klęski. Wszystko albo nic. Przy okazji fajnie zmontowano całość, nie siląc się na spektakularne akcję pokazano to w formie skróconej.
- nieźle wyszedł przeciwnik odcinka, który wcale nie był jednorazowym strzałem. Absorbing Man to na chwilę obecną jednowymiarowa postać jednak dobrze wpisuje się w konwencję serialu. Wróg z mocami, który wychodzi zwycięsko z starcia. Dobrze wyglądają efekty specjalne podczas morfowania ciała. I jeszcze miał przezroczystą klatkę niczym Magneto.
- duża ilość wątków to kolejna rzecz dobrze rokująca na przyszłość i zmniejszająca ilość pozornie proceduralnych odcinków jak w pierwszym sezonie. Ward zna tajemnicę ojca Skye. Ona pracuje nad tajemniczymi symbolami, które rysuje Culson. Artefakt tego samego pochodzenia co symbole wpadł w ręce Hydry. Hydra ma więcej głów niż mogło się wydawać, a SHIELD jest zdziesiątkowane i ścigane przez Talbota. Przy okazji nie zdziwiłbym się gdyby gościnnie wystąpiła Emily vanCamp, pociągnięto jakieś wątki z Winter Soldiera, nawiązano lekko do Guardians of the Galaxy, nadchodzącego Daredevila i Agent Carter. Natomiast ostatnie 3-4 odcinki powinny mocno nawiązywać do Avengers 2: Age of Ultron. To będzie dobry sezon.
- na koniec perełka. To co zrobiono z FitzSimmons to takie typowe whedonowskie zagranie, które się nie spodziewałem. Zbliżyliście się do siebie więc cierpcie. Byliście idealistami - cierpcie. Rozbawialiście wszystkich - miejcie najtragiczniejszy wątek. Już pod koniec sezonu wiata Fitza w Warda była dobrze pokazano jednak teraz jest jeszcze lepiej. Żyję, ale doznał poważnych uszkodzeń mózgu. Nie ma swojej najpotężniejszej broni, jest wrakiem człowieka. Przez cały odcinek rozmawiał tylko z Gemmą, która go wspierała, pomagała i mówiła jak to mu się poprawia. Tylko to nie prawda. Simmons była jedynie w jego głowie. Jego sytuacja była przedstawiona jako zła, okazała się tragiczna. Na pewno będzie to mój ulubiony wątek. Przyziemny, mocno skupiający się na postaciach i ich osobistych dramatach. Jestem ciekaw jak daleko scenarzyści pójdą w tym wątku i kiedy zaczną proces "naprawiania" postaci. I dajcie mi prawdziwą Simmons w drużynie! Nie koniecznie od razu, ale 3-4 odcinki to maks jaki mogę czekać.
- wdzianko Skye na akcję jest super + przefarbowane włosy idealnie podkreślają jej nowy badassowy charakter. Ward może jej mieszać w głowie, niech pozostanie w pewien sposób idealistką, ale niech ewoluuję w stronę dark and gritty. To powinno przygotować ją na spotkanie z tatusiem. Kimkolwiek by on nie był.

OCENA 5/6

Person of Interest S04E01 Panopticon
- premiera czwartego sezonu PoI to spodziewane nowe otwarcie. Po nieokreślonym flashforwardzie bohaterowie ukrywają się przed Samarytaninem i przestali sprawdzać nowe numery. Liczy się tylko przetrwanie. Strasznie podoba mi się ten mini reboot serialu. W ogólnych założeniach niedługo wszystko powinno wrócić do normy czytaj ratowanie lub łapanie kolejnych ofiar/sprawców jednak całe backstory jest inne. John pracuje jako detektyw (jakie świetne nawiązanie do Carter!), Shaw pracuje w sklepie jako ekspedientka, a już niedługo pod przykrywką jako zawodowy kierowca, natomiast Finch naucza na uniwerku. Najciemniej pod latarnią. Wszystko to zapowiada nowe wątki i możliwości, których już nie mogę się doczekać.
- najbardziej w powrocie uradowało mnie ponowne spotkanie z bohaterami. Bo nie oszukujmy się - sprawa odcinka był zaledwie tłem do tego co najciekawsze. Mayhem twins, jak Root uroczo nazwała Johna i Shaw, dalej są sobą. Śmiertelnie niebezpieczni i na swój sposób zabawni. Dalej też walczą mimo, że są z góry skazani na klęskę. Tutaj też jest mały twist. To zawsze wierzący Finch okazuje zrezygnowanie i trzeba go przekonać sensu walki z systemem.
- Root jest dalej urocza i tajemnicza. Trochę szkoda, że było jej niewiele. Jednak każda kolejna scena z Shaw przykuwała do ekranu, ale prawdziwym popisem była rozmowa z Haroldem. Fascynujące jest słuchanie w dzisiejszych czasach o porównywaniu bogini do maszyny. Ogólnie strasznie lubię wątek techno-mistycyzmu w tym serialu i jestem ciekaw czy szykuje się jakaś sekta wierząca w super komputer. To by pasowało.
- fabularnie pojawiło się kilka nowych puzzli do obrazka. Nowa morderczyni na zlecenie Samarytanina miała mocne wejście. Ciekawe wypada też Greer pytający się o losy senatora co jest zwiastunem przetasowań w przyszłości. Mi się podoba osobisty wątek budowania bazy. Chciałby by to trochę potrwało. Na razie jest system komunikacyjny, co dalej? W końcu przed wyruszeniem na wojnę trzeba przyszykować schronienie.
- hmmm na mapie świata z podglądu satelitarnego Krym był w czerwonej ramce. Czyżby w przyszłości aluzja obecnych wydarzeń politycznych? Urzekło mnie jeszcze jedno ujęcie z "maszynowego widoku" - gdy John rozmawia przez telefon na czerwono są podświetlane słowa kluczowe. Pasowało to do odcinka, bardziej podkreśliło konieczność niezależnego źródła komunikacji niż słowa Fincha o możliwości podsłuchiwania ich rozmów.
- sceny akcji dalej są świetne. Celowo odtwarzają znane ujęcie, ale taki sposób, że dalej są świeże. Jak choćby akcją w barze i ostrzeżenie przed trzymaniem broni bokiem. Lub taranowanie auta ciężarówką. 
- mimo wielkiej konspiracji i światowego zagrożenia serial nie rezygnuje z lokalnego wątku. Elias uciąć przyjemną pogawędkęz Johnem i jego działania powinny przybrać teraz na silę. Pojawił się też nowy gang, który powinien wypełnić pustkę po HR. Na pewno nie będzie można narzekać na proceduralne zapychacze, a historia powinna płynnie rozwiać się przez cały sezon.

OCENA 4.5/6

Sleepy Hollow S02E01 This is War
- czekałem, czekałem i się rozczarowałem. Sleepy Hollow było jedną z moich ulubionych nowości i już nie mogłem się doczekać powrotu. Nawet włączyłem go przed premierowym odcinkiem Gotham. I niestety pod kilkoma względami odcinek zawiódł moje oczekiwania. Był strasznie chaotyczny, brakowało mu spójności oraz nie wykorzystał potencjału wszystkich postaci. Mam też wrażenie, że w paru miejscach "zapomniał" co działo się w poprzednim sezonie. Czemu Moloch prowadzi inwazję teraz skoro Apokalipsa miała nadejść za bodajże pięć lat? Czemu Abby nie miota się po domku dla lalek? Przecież to był taki doskonały pomysł. Gdzie jest Irving? Gdzie zamknięcie wątku zagubionej Katriny? Za dużo rzeczy mi się nie podobało by w pełni cieszyć się tym powrotem.
- jednak najgorszy był wstęp. Początek jednak obiecujący. Nieokreślony flasforward, tajemnica klucz i zagadka cliffhangera pierwszego sezonu wisząca w powietrzu. Tylko, że ta ekspozycja była zbyt długa i męczyła. Miało się wrażenie braku spójności. Takie rzeczy powinny trwać kilka minut, a nie 15. Jasne, fakty przydały się do fabuły odcinka, ale to było zbyt długie. Jednak muszę przyznać, że zaskoczyłem się gdy okazało się, że to wszystko plan Henryego.
- mimo wszystko serial dalej wciąga i potrafi rozbawić pojedynczymi słowami. Zabawne nagrywanie ostatniego słowa przez Ichiboda, kolejny żółwik czy akcja z karetką i wsteczny. Bawi, a humor jest jednym z elementów za które polubiłem serial. Drugi jest styl wizualny. I ten też dawał radę. Rozbicie rzeczywistości niczym lustra szkła było znane z poprzedniego sezonu, ale dalej pięknie to wygląda. Tak samo jak przechadzki po zasnutym mgłą czyśćcu. Jednak moim ulubionym fragmentem jest "budowanie" trumny dla Ichaboda. Niezwykle sugestywnie wyglądała też jama Molocha z czaszkami na ścianie i zwierciadłem w kształcie odwróconego pentagramu.
- wątek Katriny dalej niemiłosiernie się ciągnie. I jakby tego było mało tytułowy Jeździec zyskał głowę i głos co odarło go z pewnej magii. Strasznie nie podoba mi się co zrobiono z tą postacią. Im więcej jest o nim ujawniane tym bardziej traci w moich oczach. Najwyższy czas by małżeństwo Craneów w końcu się znowu spotkało. Tylko bez miłosnych dram i prób paringu Abby z Ichiabodem.
- wątki o Ojcach Założycielach to kolejna rzecz, która mi się nie nudzi. Podoba mi się jak serial przerabia znane motywy tworząc lekko campową opowieść. Tym razem trafiło na Franklina i jego znany eksperyment z kluczem.

OCENA 3.5/6

The Good Wife S06E01 The Line
-  kolejny serial za którym się stęskniłem. Na szczęście w tym przypadku też się nie zawiodłem. Mogło być lepiej, ale zawsze może. Zwłaszcza gdy zna się potencjał serialu. Sam w sobie odcinek był bardzo dobry. Szybkie tempo, tajemnice i jak zwykle błyskotliwe dialogi. Sezon zapowiada się znakomicie i liczę, że nie będzie ostatnim.
- strasznie zaskoczyło mnie wsadzenie Carego do więzienie. Szok byłby większy gdybym nie natknął się na spoilerowe zdjęcie w internecie po emisji odcinka. Zadziwiające była taktyka producentów i stacji - nikt nie pisnął o tym słówka przed emisją. Zazwyczaj o takich rzeczach mówi się na tygodnie przed premierę, podkręca atmosferę, a jeszcze lepiej daje cliffhanger przed długą przerwą. Tutaj zabieg był inny. Zresztą nie pierwszy raz, patrz śmierć Willa. Serial udanie wytrąca widza z jego strefy komfortu i rzuca na zupełnie nieznane wody. Jednak o ile widzę duży potencjał w tym wątku trochę mi on nie pasuje. Zamiast gangstersko-konspiracyjnych motywów wolałbym skupienie się na bohaterach i rozwianie tego co już jest. Dołączenie Diane do Alicji i potencjalna kandydatura Florrick na stanowisko prokuratora mi by wystarczyło. Jednak show must go on. Ufam w Kingów i nie mam obaw odnośnie przyszłości sezonu. Bardziej martwi mnie oglądalność, ale to temat już na inną dyskusję.
- strasznie podobała mi się sposób w jaki kancelaria zareagowała na aresztowanie Carego. Alicja i Robyn były gotowe oddać swoje oszczędności, ale różowe nosorożce nie latały po całym biurze i się nie udało. Niestety nie pokazano więcej konfliktów i kłótni. Nieźle wypadło kłamstwo Alicji mówiącej, że jeszcze nie pytała ojca Agosa o pomoc. Widać jak im zależy na sobie mimo, że zazwyczaj tego nie okazują.

OCENA 4.5/6

Z Nation S01E03 Philly Feast 
-lowciam ten serial. Dla mnie jest to jedna z najfajniejszych komedii jakie ostatnio powstały. Śmieje się jak głupi i oglądam z zaciekawieniem kolejne absurdalne sceny i słucham niepoważnych dialogów, które nie padłyby w The Walking Dead mimo, że to też serial o zombie. Postacie są, mają szczątkowy charakter i wystarczy. Niepotrzebne mi tutaj dramaty. Okazało się, że jedna postać przez jakiś czas była kanibalem. Co zrobiła reszta? Szybko przeszła z tym do porządku dziennego. Spoko, robiłaś co musiałaś. I oby tak dalej!
- pierwsze kilka minut odcinka dostarczyło Dzwon Wolności masakrujący zombie. Tak, wielki toczący się dzwon, robiący naleśniki z zombiaków. Myślałem, że nic tego nie przebije, a potem postacie zaczęły rozmawiać. Teksty o porno czy Rockym w świecie zombie to perełki. Lub standardowe przechwalanie się o wielkości NSA. Jednak najlepszy był Ride of the Valkyries przy ataku zombie. Jak tu nie wybuchnąć śmiechem? Niestety w tej scenie zabrakło napalmu, był zaledwie jeden wybuch.
- fabularnie było zadowalająco. Kanibale podczas zombie apokalipsy to nic nowego. Tutaj wyszło to trochę jak z taniego horroru czyli idealnie. Zwłaszcza gdy Abby odkrywała prawdę. Szkoda, że nie zabawiono się standardowym motywem damsel in distress. Liczyłem, że zobaczę jak reszta grupy przybywa jej na ratunek, akurat wtedy gdy się uwolniła.
- Citzen Z dobrze wpisał się w odcinek, miał duży udział w tym co się działo, a jego scenki z pieskiem są urocze. Może prócz tej z bekaniem. Szkoda, że w bazie nie mają dronów. Bezzałogowe ataki na zombie lub dostawy żywności - to byłoby coś. 
- paradoksalnie im mniej jakieś postaci tym bardziej zależy mi na jej przeżyciu. Może nie licząc Abby. Ruda musi zostać. 10k, dziadek i Murphy z jego sucharami też. Imion wszystkich nie pamiętam też mi to nie przeszkadza. W innym serialu uznałbym to za wadę, ale tutaj nie przeszkadza.

OCENA 4/6

poniedziałek, 22 września 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #103 [15.09.2014 - 21.09.2014]

Dzisiaj krótko. Kilka godzin snu jest konieczne, a seriale same się nie obejrzą. Sezon się zaczął trzeba zacząć skrupulatnie planować kolejne dni by nie obudzić się z dyskiem zapchanym serialami. Nie będzie o to trudno. Do oglądania doszło Z Nation i zostanie w mojej ramówce do końca sezonu. Im gorszy będzie to serial tym lepiej. Do sprawdzenia jest jeszcze Madam Secretary, a jutro premiera Gotham i powrót Sleepy Hollow. Niby mało, ale dodając to zaległości robi się z tego całkiem spora kupka. Taki Doctor Who dalej czeka bo wolę sprawdzić czym tym razem zaskoczy mnie Z Nation. Powaga.

Ostatnio mój gust coraz bardziej mnie zadziwia. Oglądam Power Rangers, serial z zombiakami klasy Z daje mi mnóstwo satysfakcji, a serialowy Jeździec bez Głowy to jedna z fajniejszych niespodzianek zeszłego roku. Dlatego całkiem normalnie przyjąłem pomysł obejrzenia campowego Batmana z Adamem Westem z 1966 roku. Plany są, a zachęcił mnie do nich zwiastun z okazji wydania serialu na Blu-ray i zbliżający się serial z Jimem Gordonem. Może przerwa po 3 sezonie Power Rangers? Wiem, że plany wybiegają daleko w przyszłość, ale lubię sobie wszystko ładnie organizować. Mniejsza z tym, że rzadko się to udaje, ale ważne, że jest jakiś zarys. A skoro mowa o Power Rangers - Roberto Orci zrezygnował z roli producenta filmu. Zbytnio mnie to nie martwi póki nie będzie to zagrażało powstaniu filmu. 

Stację telewizyjne dalej inwestują w sprawdzone pomysły czyli ekranizację książek i komiksów. Na ekran trafi literatura Dana Browna i Stephena Kinga. Na ABC ma wylądować Cyfrowa Twierdza tego pierwszego tworzona przez Rona Howarda, który zekranizował już Kod da Vinci i Anioły i Demony tegoż autora. Kolejnym serialowym tworem od Kinga będzie 11/22/63 znane też jako Dallas 63. Za serial odpowie zapracowany na planie Stars Wars JJ Abrams. Szykuje się dziewięcio odcinkowy miniserial opowiadający o podróżach w czasie i morderstwie JFK. 

W komiksach serialach bez zmian czyli powstają kolejne adaptację od wydawnictwa DC. Lucifer nie ma jeszcze stacji, ale już o nim głośno. Ja z chęcią obejrzałbym serial o Niosącym Światło. Chociaż zanim doczekam się ekranizacji zdążę przeczytać komiks mimo, że pierw wypadałoby zaznajomić się z Sandmanem. O wiele więcej szumu wywołały informację o adaptacji przygód Supergirl. Ostatecznie serial wylądował w CBS i tak każda stacja z telewizji ogólnodostępnej doczekała się serialu DC. Nie licząc ABC bo to własność Disney i piaskownica Marvela. Martwi mnie tylko, że Supergirl ma wyjść spod piór Grega Berlanti i Ali Adlera, którzy mają na koncie Arrow i No Ordinary Family.

Z Innych wiadomości. Pojawiło się pierwsze zdjęcie dwójki głównych bohaterów  z Powers, które nic nie mówi. Poinformowano, że Collin Farrell zagra główną rolę w drugim sezonie True Detective. Smutna wiadomość dotarła z obozu NBC. Bryan Fuller ogłosił, że premiera trzeciej serii Hannibala dopiero w kwietniu lub maju 2015. Może to i dobrze. Więcej czasu na przygotowanie scenariuszy i wybranie odpowiednich lokacji w Europie bo tam podobno ma się dziać kolejna seria. Ale też mniejsze oczekiwania względem oglądalności skoro serial ma lecieć już po zakończeniu sezonu co równa się większym szansą na przedłużenie.

SPOILERY

Power Rangers S01E16 Switching Places
- to był okropny odcinek nawet jak na standardy Power Rangers. Znalazłem tutaj tylko jedną fajną rzecz - Ritę w powiększonym wydaniu krzyczącą "In your face, Power Rangers". No dobra jeszcze śmiech Mięśniaka, ale to już wszystko. A potencjał był. W końcu to odcinek o zamianie ciał. Tyle razy przerabiany, zwłaszcza w komediowym wydaniu tutaj niestety się nie sprawdził. Bill i Kim to charakterystyczne postacie tylko co z tego skoro grają je słabi aktorzy. Poza okropnymi scenkami posiadającymi slapstickowy humor nie czuć było, że zamiana się odbyła. Mogłoby tu być więcej humoru, a wypadło kompletnie drewnianie. Idiotycznie, że zamiast zająć się problemem wrócili do szkoły i swoich normalnych zająć. No po co? I okazało się, że Billy to pozer i nosi zerówki tylko żeby udawać nerda. Bo przecież wada wzroku nie mogła się przemieścić razem z umysłem. To byłoby głupie.
- reszta odcinka równie słaba. Strasznie mi się dłużył wątek cywilny, ale gdy doszło do walk było jeszcze gorzej. Drużyna znowu odkrywa, że dzięki współpracy mogą zwyciężyć, pełno tutaj chaosu i bezmyślnego tłuczenie się. Niech 3 teleportacje Rangersów różne miejsca w jakieś 2 minuty będą tutaj przykładem. Odpowiedniego napięcia też nie udało się stworzyć i przez cały czas oczekuje się końca.


OCENA 1.5/6

Power Rangers S01E17 Green With Evil (1): Out of Control
- debiut Tommy'ego! Wielce oczekiwany moment, którego się obawiałem bo mógł nie sprostać oczekiwaniom. Wrażenia po lekturze? Wow, najlepszy odcinek Power Rangers. Serio. Wystarczyło dać Zielonego Wojownika i serial zrobił się z jakieś 10 razy lepszy. Dalej jest to Power Rangers, mniej więcej ten sam schemat (obyczajówka, kitowcy, potwór, zordy, koniec) jednak przewrócono do góry nogami ten schemat, zaryzykowano i się udało. Dobrze, że całą historię rozpisaną na kilka odcinków przez co można stworzyć odpowiedni nastrój dramatyzmu i desperacji, nigdzie się serial nie musi śpieszyć i można delektować się wydarzeniami. A jest czym.
- już początek odcinka jest mocy. Turniej w Angel Groove i świetnie zrobiono walka Jasona z Tommym. Dobra choreografia, dobre prowadzenie kamery, emocję podczas oglądania i czysta radocha. Tak jak potem podczas każdych kolejnych walk z udziałem Zielonego Wojownika.
- jednak najlepszy w odcinku był jego nastrój. To Power Rangers przegrywali od samego początku. Tommy atakuje Command Center, wirusuję Alfe (płytą CD, hehe), a potem udaje się zasadzka Rity. Tak Rita odnosi zwycięstwo. Tommy atakuje Megazaorda i roznosi wszystkich wojowników w kokpicie. To było niesamowite. Pobici Rangersi wracają do bazy, a tam nikt nie może im pomóc. W godzinie największej próby są zdani tylko na siebie. Bez swojego mentora i wsparcia. Zagubieni muszą pokazać swoją prawdziwą siłę. Już nie mogę się doczekać kolejnego starcia z Zielonym Wojownikiem. Ciekawe też kiedy dostanie swój sztylecik i wezwie swojego Zorda. Pozostały mi wspomnienia epickiej sceny ciekawie jak wypadnie konfrontacja z rzeczywistością.
 - i jeszcze ten śmiech Tommyego! Każdy villian musi mieć charyzmatyczny śmiech, a Tommy go ma. Budzi lęk i grozę w przeciwieństwie do komicznego Rity. Proszę, niech częściej się śmieje w ten szaleńczy sposób. 

OCENA 4.5/6

Power Rangers S01E18 Green With Evil (2): Jason's Battle
- jest spadek, ale to było do przewidzenie. Niemniej jest to Power Rangers jakie chcę oglądać. Drużyna mierząca się z prawdziwymi wyzwaniami i Rita jako realne zagrożenie. Do tego porządnie zrealizowane walki i eksperymentowanie z Zordami. A przecież to jeszcze wstęp do głównego dania! Zordona dalej nie ma, a Jason porwany, sytuacja Rangersów jest jeszcze bardziej dramatyczna niż ostatnio.
- zdziwiła mnie jedna rzecz - Tommy nie dostał swojego sztyleciku tylko miecz Black Knighta. Widać będzie musiał na niego jeszcze bardziej zasłużyć. I niech pokażą jego Zordo Godzille! Bo walka Megazord vs. Tommy w normalnej postaci była troszkę nierówna. Plus, że Tommy dalej opętańczo się śmieje. Nie chcę by zmieniał się w dobrego bo pozbędzie się przy tym swojego evil laugh.
- walka Jasona z Goldarem była słaba. Fajna stylistyka pojedynku w klatce, Jason bez Power Coin i Złoty się nad nim znęcający. Jednak mogło to być o wiele lepsze.
- czy mi się wydaje czy sekwencje przywołania Zordów została minimalnie wydłużona? Czy można liczyć w przyszłości na kolejne smaczki w tym tonie? I nie, nie przewijam tego za bardzo lubię muzyczkę.

OCENA 4/6

Sons of Anarchy S07E01 Black Widower
- Sonsi wrócili. Może odcinek nie był specjalnie przezemnie wyczekiwany, nie wywołał większych emocji czy skłonił do przemyśleń, ale podobał mi się. Nie jako pilot nowego sezonu, a płynna kontynuacja poprzednich wątków daję radę. Na szczęście obyło się bez długiego przeskoku w czasie i akcja rusza zaledwie po 9 dniach od śmierci Tary. I jest typowo. Trochę luźniejszego klimatu, ale wszędzie zemsty, spiski, wisząca wojna w powietrzu, dwulicowość bohaterów i czysta miłość do choćby klubu. Same old Charming.
- najciekawiej oglądało się Gemme, która mawia Juicowi, że nie jest socjopatką, ale oglądając ją ma się co do tego poważne wątpliwości. Jest niczym Clay. Mówi o ochronie Klubu i poświęceniu, a chroni swój tyłek, dalej manipuluje synem i sprowadzi na SAMCRO jeszcze poważniejszy konflikt. Mam tylko nadzieje, że jej tajemnica szybko wyjdzie na jaw. Sześć odcinków to maksimum. To finałowy sezon, niech coś się w nim dzieje.
- i niech więcej bohaterów dostatnie jakieś wątki, choćby krótkie i bardzo poboczne. Emo-Juice dalej dostaje najwięcej czasu, już od kilku sezonów, a jego wątek jest już zbyt rozwleczony. Wolałbym Chibsa, Bobbyego, Tigga i Happyego. To ostatni sezon więc przydałoby się pożegnać wszystkich z ekipy.
- najważniejszy jest oczywiście Jax. Śmierć Tary go zmieniła stał się bardziej bezwzględny i pozbawiony uczuć. Chyba nawet sam siebie uważa za kogoś przeklętego bo nie chcę widzieć się z dziećmi, liczy się Klub i zemsta. Co pięknie jest podkreślone przez "Nothing really matters" w tle. Nigdy bym nie pomyślał, że Sutter tak perfekcyjnie wkomponuje Bohemian Rhapsody w ten serial. 

OCENA 4/6 

Z Nation S01E02 Fracking Zombies 
- dalej czerpię większą przyjemność z oglądanie tego serialu niż powinienem. Od ręki mógłbym wymienić kilka wad, które z miejsca dyskredytują u mnie serial. Jednak tutaj jest ich takie nagromadzenie, że razem tworzą specyficzną mieszankę, która daje masę satysfakcji. Więc o tych największych wadach nie będę pisał bo pewnie z tygodnia na tydzień bym się powtarzał. Będzie o tym co mi się podoba, a jest tego trochę. Najlepsze jest to, że serial nie jest dramatem. Jest czystą rozrywką. Niby bohaterowie są trochę poturbowani przez lost, ale nie przeszkadza im to czerpać przyjemności z zabijanie zombiaków. Krew się leje, lecą suchary, jest dynamicznie i fajnie. 
- fabularnie ten odcinek to takie typowe zagranie - poszukiwanie paliwa. Już mniejsza z tym, że rafineria działa po trzech latach od początku apokalipsy. Mniejsza z tym, że o wiele łatwiej byłoby wybić wszystkie zombiaki i spokojnie zatankować. Plan był fajny, urozmaiciło to trochę odcinek, a podzielenie postaci na kilka mniejszych grupek pomogło podkreślić ich charakter. Dalej są to informacje szczątkowe bo zazwyczaj nie rozmawiają tylko rzucają onelinerami, ale mi to wcale nie przeszkadza bo grupka jest całkiem zróżnicowana. Dużo tajemnic i przerysowanych dramatów. Jedni mają traumę, a drudzy mają za cel zabić 10k zombiaczków. I od razu z nimi sympatyzuję. I z rudą. O jak ją ją lubię. A motyw z wracającym maczugą z kolcami był takie przerysowany i przewidywalny, że musiałem wybuchnąć śmiechem jak to zobaczyłem.    
- w sumie nie podobała mi się jedna rzecz. Chwilowe załamanie dobrze wypadło, Qualls całkiem fajnie wypadł. Jednak horrorowa walka z zombie psem była nudnawa i odciągała uwagę od głównych postaci. Ciekawe jakie jeszcze zombiaki będą w przyszłości. Kotami zombie by mnie kupili. Niech trafią do zoo. Żyrafy zombie? Słoń zombie? Muchy zombie? Proszę, szalejcie jak najbardziej. Coś co by nie przeszło w The Walking Dead chcę oglądać tutaj. 

OCENA 4/6