Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DC. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 listopada 2013

3 filmowe grosze #9

MOŻLIWE SPOILERY


After Earth
- ostrzegali mnie, że to fatalny film. Recenzje nie pozostawiły na nim suchej nitki, a ilość pozytywnych ocen na Rotten Tomatoes to zaledwie 11%. A i tak zobaczyłem czego żałuję. Wiedziałem, że będzie słabo. Tylko nie podejrzewałem, że aż tak.
- zacznę może od plusów bo jest ich niewiele. Podoba mi się design świata. Wszystko zbudowane z lekkich materiałów, widać pewną lekkość konstrukcji, a pojazdy inspirowaną są żywymi stworzeniami jak statek kosmiczny w kształcie ryby. Ładnie to wszystko wygląda. Gorzej z funkcjonalnością bo wszystko to jakieś sterylne i mało użyteczne.
- niestety, ale z tym designem wiąże się też wizja świata, która zupełnie mi nie pasuje. Science - fiction zostało potraktowane bardzo lekko. Spójności tutaj mało, a absurd goni absurd. Jakaś organizacja strażników ratująca świat przed zagładą. Serio? Najgorsze jest jednak to jaką bronią się posługują - konfigurowalnymi katanami. Po co pistolety skoro biała broń daje +10 do charyzmy. Fajnie to wygląda, ale za grosz tu logi. Główni przeciwnicy też zostali słabo zaprojektowani. Specjalnie wyhodowani obcy polujący na ludzi i tropiący ich za pomocą feromonów wydzielanych podczas strachu. Oczów nie mają bo i po co im. Tylko działa na nich ludzki strach. I z tym mam największy problem
- bo film próbuje nam wmówić, że tylko pozbywając się strachu staniemy się zwycięzcami. Strach nas ogranicza i nie pozwala osiągnąć maksimum. Tylko, że ja tego nie kupuje bo wg. mnie strach trzyma nas przy życiu. Pozwala racjonalnie myśleć, zdawać sobie sprawę z konsekwencji i martwić się o życie, które przecież jest najważniejszą rzeczą jaką posiada człowiek. Wyzbycie się strachu to jak wyzbycie się emocji. Czysty racjonalizm, który ma zapewnić przetrwania. I na tym opiera się ten film. Podróży Kitaia w przezwyciężaniu strachu, który go przecież ukształtował. Jego ojciec nie czuję lęku i przy tym zachowuje się jak robot. Nie licząc jednej sceny nie martwi się o syna. I nie wiem czy to wina scenariusza czy konsekwencja zapanowania nad lękiem.
- i tutaj płynie przechodzę do postaci, którym nie można sympatyzować. Ojciec zachowuje się jak robot, a synek dąży do tego. Przy czym we wszystkim jest najlepszy i zarozumiały. Topornie wyciosane postacie i fatalnie zagrane. Tak, Will Smith zagrał fatalnie i nie ratuje on filmu. Wiecznie zmęczone twarze, dziwna mimika i zero charyzmy.
- jednak najgorsze jest jak to wszystko zostało nakręcone. To w gruncie rzeczy prosta historia i to można wybaczyć, ale na pewno nie można przymknąć oka jak to zostało pokazane. Wszystko jest po chamsku tłumaczone, zero miejsca na domysłu i niedomówienia. I co chwila jest coś w stylu "teraz wypuszczam sondy", "to jest", "to nie działa bo". I co chwila to samo. Można by było pomyśleć, że chociaż operator się postara i będzie na co popatrzeć. Dziewicza planeta, opanowana przez zwierzęta i roślinność. Zapierające dech w piersiach krajobrazy i uczucie obcowania z czymś niezwykłym. Nic z tego. Po w filmie szerszy plan jest pokazany kilka razy. Większość ujęć to zbliżenia na twarze bohaterów i ich wymęczone oblicze.
- jak w Zdarzeniu tak i tutaj Shyamalan funduje wątek ekologiczny, który jest niezwykle naiwny. My niszczyliśmy Ziemię to teraz ona na nas będzie polowała. Zniszczyliśmy ją więc musimy za to odpokutować. Niesamowicie pretensjonalny jest też jeden z dialogów wyglądający mniej więcej tak: gdy jedna z postaci mówi, że kiedyś polowali na wieloryby to główny bohater odpowiada, że to my polowaliśmy. Mimowolnie otwarta dłoń ląduje na czole. Trochę subtelności nikomu by nie zaszkodziło
-nie chcę mi się pastwić nad filmem, a mógłbym tak jeszcze trochę. Ale o jednej rzeczy wspomnę, której po prostu nienawidzę. Gdy w finale zostaje wysłany sygnał SOS w komos ma on postać strumienia światła wystrzeliwującego w przestrzeń i rozchodzącej się niebieskiej energii. Zgrzytałem na to zębami w Battleship, które było fatalnym filmem zgrzytam i teraz. Niby detal, ale nie znoszę takiej łopatologii

OCENA 1.5/6

Man of Steel 
- DC odpowiada na Marvelowe filmy i robi to w dobrym stylu. Tylko dobrym, a i to kontrowersyjna opinia bo sporo ludzi mocno krytykuje najnowszego Supermana. Ja się cieszę, że ten film powstał. Może i poziomem bliżej mu do Captain America czy Hulków niż do Iron Mana, ale jest to dobre kino rozrywkowe, które potrafi porwać na niemal 2,5h bez uczucia zmęczenia. Czy jednak jest to godne otwarcie nowego filmowego uniwersum? Jakoś nie chcę mi się wierzyć, za dużo błędów DC i WarnerBros. widziałem
- klimatem Man of Steel przypomina bardziej nolanowskiego Batmana niż lekkie przygody od Marvel Studios. Humoru tutaj mało, a film często uderza w "mroczne" tony. Ludzie giną, zniszczenie ogarnia planetę, jest mocny konflikt wewnętrzny bohatera, problematyka ekologiczna (która coraz częściej jest poruszana w kinie) a i pokuszono się o wątki mesjanistyczne. Tylko, że film jest za bardzo w tym wszystkim nadęty i zbyt poważany. Brakuje puszczenia oka, chwili rozluźnienia, która równoważyłaby wszechobecny patos, którego stężenie jest często nie do zniesienia. 
- jednak jedno trzeba przyznać filmowi - prezentuje się fenomenalnie. Zack Snyder, tak jak David Fincher przykłada olbrzymią rolę do warstwy wizualnej swoich filmów. Jednak w przeciwieństwie do Finchera strona techniczna przeważnie gra u niego najważniejszą rolę. Tak jest i tutaj. Mocne filtry, prześwietlone zdjęcia, kadry na zasadzie kontrastu, przesycenie niektórych kolorów, kilka zabaw z kamerą, mocny biotechnologiczny design Kryptonu i pojazdów czy niesamowite sceny podczas, których Superman używa po raz pierwszy swoich mocy. Te elementy robią wrażenia. I może przez to film przypomina teledysk bo fabuła jest uboga, ale dwie ostatnie bitwy i destrukcja Metropolis to wizualny majstersztyk. Często mam problem z tego typu rzeczami bo na takich Transformersach przeraźliwie się nudzę, ale tutaj nic takiego nie miało miejsca mimo, że finałowa bitwa trwa niemal 40 minut. 
- jak już napisałem fabularnie jest słabo. Dużo jest też błędów logicznych i naciągnięć. Jednak w ostatecznym rozrachunku można na nie przymknąć oko. 3 tygodnie po obejrzeniu filmu w głowie zostają głównie plusy i wspomnienie płytkiej historii, którą próbowano urozmaicić częstymi flashbackami, ale ostatecznie jest ona zbyt grubymi nićmi szyta, zbyt melodramatyczna by chwytać. 
- Henry Cavill jako Superman spisał się bardzo dobrze. Zarówno podczas walki, w kostiumie jak i w dramatycznych scenach. Jestem ciekaw jak wypadnie w duecie z Batmanem, ale to pieśń odległej przyszłości. Reszta obsady też została dobrze dobrana. Costner i Crowe jako ojcowie Supka też dali radę mimo, że ciężko je uznać za postacie pozytywne. Dobrze wypadł tez Michael Shannon jako Zod oraz jego podwładni. Dobrze, ale znowu bez szału. Najgorzej z głównej obsady prezentuje się Amy Adams jako Lois Lane. Zupełnie nie pasuje mi do tej roli, brak jej zadziorności, zaradności i charakteru. Idealną dziewczyną Supermana pozostanie dla mnie Erica Durance ze Smallville.
- na minus zasługuje też brak sceny po napisach. Nie gdy Marvel przyzwyczaił do teasowanie nowych filmów i planów właśnie w ten sposób 

OCENA 4/6

This is the End 
-zachwyciłem się pierwszym zwiastunem This is the End i od razu zapisałem na listę "koniecznie obejrzeć". Trochę się bałem bo średnio przepadam za amerykańskimi komediami i stylem Apatowa, ale to, tak jak Pineapple Express, trafiło idealnie w moje gusta. Jasne trafiło się kilka niesmacznych żartów na które kręciłem głowę, ale i tak uśmiechałem się pod nosem.
- ten film miał w sobie pewną lekkość, zabierał widza w przygodę od pierwszych minut. Uczucie było potęgowane jeśli zna się nazwiska aktorów - choćby James Franco, Seth Rogen, Jay Baruchel i sporo zaskakujących cameo. Bo oni tutaj grają siebie i są kumplami. Czyli jak w prawdziwym życiu. Widać, że doskonale się bawili kręcąc film i to się udziela. Szalony buddy-apocalipse-movie. Umiejętnie wykorzystujący znane motywy i dodający coś od siebie.
- i mimo tej absurdalnej konwencji jest też na swój sposób całkiem "mądry". Bo to też opowieść o przyjaźni i dojrzewanie. Podane z ironią i trochę gorzko, ale cały czas zabawne.
- This is the End na pewno obejrzę jeszcze raz bo to kopalnia smaczków i doskonałych pomysłów. To film zrodzony z miłości do gatunku przez grupkę znajomych. To świetna rozrywka, którą trzeba sprawdzić

OCENA 5/6 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Smallville Season 11 Vol. 1: Guardian



Smallville nie był wielkim serialem, za 10 lat mało kto o nim będzie wspominał, a jeszcze mniej będzie miało ochotę go oglądać. Nie zmienia to jednak faktu, że przez dekadę serwował strawną historię i miał swoje momenty. Bohaterowie dali się lubić, a fani komiksów mieli dodatkową frajdę (lub zgrzytali zębami) z odkrywania w jaki sposób zinterpretowano dobrze znane postacie i genezę Supermana. Ja serial zacząłem oglądać dość późno, gdzieś u schyłku 8 serii i jestem zadowolony z tej decyzji. Lois, Chloe, Oliver, Clark to moi starzy i dobrzy znajomi i mimo, że finał serii okazał się satysfakcjonującą konkluzją historii to uszczęśliwiłem się z planów na komiksową kontynuację. Z Buffy wyszło, obecnie wydawany jest 9 sezon oraz towarzysząca seria z Angelem. Próbowano też z Jericho, ruszono X-Files i zapowiedziano Knight Rider oraz Miami Vice. Jak więc wyszedł pierwszy tom komiksowego Smallville? 

Paradoksalnie bardzo słabo. Paradoksalnie bo w końcu Superman jest komiksowym bohaterem i w tym medium powinien błyszczeć. Nic z tego. Serial przy tym potworku to małe dzieło sztuki. Tym dziwniejsze, że autorem jest Bryan Q. Miller, jeden z scenarzystów serialu matki i runu w Batgirl. Niestety nie widać tego. Może to wynika z ciętej narracji? Komiks był wydawany w wersji cyfrowej, a dopiero potem kilka tych numerów było zbieranych w papierowym wydaniu. Może to zachłyśnięcie się nową formą narracji? Brak ograniczeń budżetowych, martwienia się efektami specjalnymi i kontraktami aktorów oraz opowiedzenie tego co się chcę, a nie tego co można przedstawić w telewizji. A może to zwykła nieudolność? Brak pomysłu, naciągana historia, w którą ciężko uwierzyć, logika obrażająca inteligencję widza i mało charyzmatyczny adwersarz. To tylko część zarzutów, które nie pozwalają cieszyć się historią. 

Druga grupa wad dotyczy bohaterów. Clark ma mentalność dziecka i zachowuje się jak w początkowych sezonach. Znowu ma spotkanie z Lexem by rzucać w niego oskarżeniami. Lex dalej ma tą samą obsesję. Dialogi w większości przypadków są irytujące i nie niosą ze sobą żadnej istotnej informacji. Dobrze, że przynajmniej zachowano część charakterystycznego humoru i momentami da się poczuć, że to Smallville - przekomarzanie się Lois i Clarka czy Chloe i Olivera. Tylko, że takich scen jest nadzwyczaj mało. Wielki powrót zaliczyła Tess Mercer. W serialu bym pewnie tego nie wybaczył po takim końcu bohaterki, ale komiksy rządzą się swoimi prawami i śmierć jest tam często umowna. Tylko, że jej powrót jest jednym z najsłabszych elementów komiksu. Nie przekonujący nawet w ramach uniwersum Smallville. 

Historia Guardian odpowiada jednemu telewizyjnemu odcinkowi. Główny wątek nie potrafi zainteresować i zostaje zakończony w nie przekonujący sposób. Moje wrażenia po przeczytaniu historii to "ale to głupie!" i "co za idiotyzm!". W tle przewijają się poboczne wątki, które będą się składać na główną fabułę 11 sezonu Smallville. Zapowiada się epicko i z większym rozmachem niż na ekranie telewizorów, tylko że patrzeć na to co zostało do tej pory zaprezentowane boję się, że na zapowiedziach się skończy. Komiks kończy się oczywiście cliffhangerem, który teoretycznie ma zachęcić do sięgnięcia po dalszy tom tylko patrząc jak do tego doszło nie wiem czy jest sens. W komiksie próbowano też poruszyć wątek mocy Supermana, że nie ochroni wszystkich mimo swoich boskich mocy. Nie dość, że było to wałkowane już wielokrotnie to jeszcze wykonanie szwankowało i nic nowego nie dorzucono. 

Osobna kwestia to rysunki. Niby nie biję się leżące, ale nic nie poradzę, że na to zasługuje. Są okropne! O ile w Buffy czy Jericho dało się poznać rysy twarzy znanych aktorów tak tutaj są to ich karykatury. W pierwszym numerze jeszcze jako tako, po dłuższym przypatrzeniu się można było dostrzec Toma Wellinga jednak im dalej tym gorzej. Konia z rzędem temu kto po spojrzeniu na Lois Lane powie, że w pewnym stopniu przypomina ona Erice Durance. Tła nie wyglądają wcale lepiej - niedbałe i pozbawione detali. Sceny akcji wypadają statycznie i brakuje widowiskowych kadrów.  Widać, że komiks powstawał po kosztach. Fani przecież i tak kupią i powinni się cieszyć, że mają szanse na ponowne spotkanie starych postaci. Następnego tomu nie rysuje już Pere Perez więc może będzie lepiej.

Już od pierwszego numeru Smallville Season 11 Vol. 1: Guardian miałem wątpliwości i w trakcie czytania pojawiało się coraz więcej zastrzeżeń i uwag, które zdominowały ten komiks. Zalet było niewiele i głównie to smaczki dla fanów serialu i możliwość spotkania z znanymi bohaterami. Nie wiem czy przeczytam kolejny tom. Z jednej strony wierzę w poprawę bo jestem optymistą, ale to co zaprezentowano w pierwszym tomie nie pozwala mi żywić za dużo nadziei. Chociaż gościnny występ Batmana brzmi zachęcająco... 

OCENA 2/6

piątek, 5 lipca 2013

Arrow S01



Wielbiciele komiksowych historii żyją obecnie w pięknych czasach. Co roku na ekrany kin trafia po kilka ekranizacji z superbohaterami. Tylko w tym pojawią się lub już zadebiutowały m.in. Kick-Ass 2, Man of Steel, Wolverine, Iron Man 3, Thor 2, Red 2. A pisze z pamięci więc z pewnością przegapiłem kila głośnych filmów. Istne eldorado. Trochę gorzej ma się sytuacja z telewizją gdzie przez 10 lat niepodzielnie rządziło Smallville, a po jego zniknięciu trzeba było wypełnić czymś dziurę. Próbowano z Wonder Woman (serial przepadł po realizacji pilota), adaptacją Powers (która wciąż może powstać, taaa jasne) czy komiksopodobnym No Ordinary Family, które było marną namiastką komiksowego serialu. Następnie dano szansę Arrow, które obecnie świeci triumfy na antenie The CW i przyciąga fanów superhero. Czy słusznie? Powiem krótko - nie. Można obejrzeć, ale po co skoro tuż za rogiem czai się Marvel's Agent of S.H.I.E.L.D. od samego wielkiego Jossa Whedona, a lepszą alternatywą jest choćby Person of Interest. Może i nie na podstawie komiksu, ale bliski klimatem do nich.

Arrow z początku nie wydawał się złym serialem. Nawet dobrze się go oglądało. Była to zasługa realnego stylu zaczerpniętego z filmów o Mrocznym Rycerzu Christophera Nolana. Nie ma tutaj miejsca na kolorowych i radosnych superbohaterów. Tutaj jest wszystko pesymistyczne, bohater nie boi się zabijać oraz walczy z własnymi demonami przeszłości. Również walki miały dozę realizmu, bez zbytecznego efekciarstwa, a klimat był podkreślany przez ciemną kolorystykę. I fajnie tylko że nie pasowało to do innych elementów historii. Bo z jednej strony mamy urealnianie historii, a z drugiej bohaterowie to półgłówki którym w głowie tylko romanse. Przez cały sezon jest obecny wątek "kocham, ale nie mogę z tobą być, nie zasługuje na ciebie". Główny bohater cierpi z tego powodu, a widz razem z nim tylko że z innego powodu. Wątki miłosne zajmują tak na oko jakąś 1/4 czasu antenowego. Jeszcze pół biedy jakby się komuś kibicowało, ale przez większość czasu ma się ochotę przewinąć to. Jakbym chciał oglądać problemy miłosne to bym sobie włączył 90210. Istotnym problemem są również bohaterowie. Milioner - playboy przywdziewający strój Green Arrowa (Stephen Amell) nie jest wystarczająco charyzmatyczny by porwać tłumy, a jego wybranka (Katie Cassidy) nie robi nic poza irytowaniem. Trochę lepiej ma się sprawa z postaciami drugoplanowymi, ale to tylko postacie drugoplanowe. Żaden z aktorów specjalnie się nie wybija (może poza Johnem Barrowmanem i przesympatyczną Emily Bett Rickards), ale najgorszy jest brak chemii między nimi. Pod tym względem Arrow daleko do Smallville. Żarty są wymuszone, relację między postaciami mało przekonujące, a przyjaźnie i miłostki nie realistyczne. A to przecież powinien być najważniejszym punktem programu! To głównie dlatego oglądam seriale - by pobyć z moimi ulubionymi bohaterami i im kibicować. Tego właśnie zabrakło w Arrow, a to jest niedopuszczalne.

Dobrze, że przynajmniej historia trochę lepiej wyszła. Lepiej nie znaczy idealnie. Arrow to nowy tym serialu proceduralnego - co odcinek nowe przygody, ale w tle większa opowieść, który cały czas się rozwija. Szkoda tylko, że nie jest ona na tyle angażująca by odpalać dla niej kolejne odcinki. Robi się to raczej z przyzwyczajenie i nadziei na poprawę. Jest zemsta, tajna organizacja, symbole z ukrytymi wskazówkami i antagonista który jest przeciwieństwem głównego bohatera. Absolutnie nic odkrywczego i do tego poprowadzone w taki sposób, że momentami ma się tego dosyć. Dobrze jednak, że przez większość czasu nie jest tak tragicznie i uwagę odwracają kolejne powracające postacie i pomniejsze wątki oraz backstory poszczególnych bohaterów. Mogło być lepiej, ale też dużo gorzej. Solidnie za to wypada flashbackowa historia z czasów przed serialowych, mówiąca o narodzinach bohatera. Akcja dzieje się na wyspie o nazwie Puragtory (aluzja do Lost?) i wciąga bardziej niż główna historia i ma o wiele lepsze postacie poboczne. Jednak całkiem możliwe, że jest to zasługa niewielkiego czasu jaki się tym przebłyskom przeszłości poświęca.

Jeśli chodzi o nawiązania do komiksów i budowanie głębokiej mitologii świata fani powinni zostać usatysfakcjonowani. Niemalże co odcinek pojawia się kolejna przeniesiona z komiksowych kart postać w realistycznej interpretacji, a do tego są jeszcze smaczki jak wspominanie Gotham, nazwisk znanych komiksowych scenarzystów i rysowników czy wskazówki w jakim kierunku może się rozwinąć serial (agenci Argus, Speedy) w dalszych sezonach. Gdyby tylko aktorzy byli inni, scenarzyści lepiej wywiązywali się ze swojej pracy, a środek ciężko położony by został na opowieść, a nie fatalne relację interpersonalne byłby z tego całkiem niezły serial. Byłby. 

Pomysł na Arrow był. Nie udało się tylko zrealizować wszystkich pomysłów, a i ekipa scenarzystów nie była zbyt pomysłowa mimo, że swoje momenty miała i od czasu do czasu pojawiały się zaskakujące zwroty akcji. Serial pogrążyła próba połączenia Nolanowskiego stylu opowieści o superbohaterach z polityką stacji The CW (piękni ludzie i ich romanse). Marzy mi się serialowa adaptacja komiksu od stacji HBO. Może Invincible? To by było coś. Na marzeniach się jednak skończy i pozostaje Arrow. Potencjał w serialu wciąż drzemię tylko wymagałoby to dużych zmian, które mogą okazać się ryzykowne. Ja do serialu nie wrócę, przynajmniej nie podczas premiery S02. Jeśli jednak recenzję będą pozytywne, a dziennikarze i widzowie będą pisać o zmianach z chęcią wrócę do serialowego uniwersum DC. 

OCENA 3/6

środa, 18 lipca 2012

San Diego Comic-Con #7

Było podsumowanie wieści Marvelowych to teraz czas na DC. Prequel Sandmana, New 52,  więcej info o komiksach z Earth One, numerach #0, kontynuacjach znanych serii, Before Watchmen, komiksowy Django Unchained, nowa fala, wieści z Vertigo, Third Army. A oto linki z dziesiątkami informacji z paneli - tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. Zaprezentowano też nowy zwiastun Injustice: Gods Among Us i trzeba przyznać że robi wrażenie. Unikalne style walki, przyzwoita grafika, interakcja z otoczeniem i o dziwo krew. Może być całkiem niezła bijatyka.


Na panelu Hobbita wyemitowano ponad 12 minutowy klip. Niestety i on nie został udostępniony w internecie więc pozostaje nam tylko przeczytać opis lub szukać nagrań z partyzanta. Według tych co widzieli jest na co czekać, to wciąż ten sam wspaniały świat a Martin Freeman jako Bilbo jest fantastyczny Cały panel można zobaczyć tutaj w znośnej jakości, a na Hataku trochę po polsku wrażeń z panelu.


Bryan Fuller to ostatnimi czasy bardzo zapracowany człowiek. Pracę nad Mockingbird Lane idą pełną parą. Całe obsada została już obsadzono i wiemy już jak będą wyglądali poszczególni bohaterowie, a szczęśliwcy w San Diego mogli zobaczyć cztery minuty z pilota. Fuller opisuje wygląd swojego nowego serialu jakby "Hitchcock was directing a Harry Potter film", a jego piętno jest widoczne już na pierwszy rzut oka - oryginalny humor i niezwykła stylistyka. Co mnie cieszy to “It is a darker version of Pushing Daisies”. Można też zobaczyć zdjęcie z planu. Jeśli chodzi o Hannibala przygotowywanego przez Fullera to wiadomo już o czym będą cztery pierwsze sezony - 1 to bromance między Hannibalem, a policjantem, 2 - konsekwencje zerwania, a 4 będzie zawierał w sobie fabułę z Red Dragon. Po emisji każdego epizodu w sieci będą publikowane informację jak przyrządzić Hannibalowe potrawy. Do obejrzenia również wywiad z Fullerem - m.in. o powrocie Pushing Daisies (!) i swoich nowych serialach.


Są nowe plakaty. Tym razem Revenge i Cult. Niestety ten pierwszy to przeróbka grafiki z pierwszego sezonu. Szkoda. I trochę dziwne, że serial ten nie był promowany w San Diego na pewno lepiej nadaje się na taką imprezę niż Shameless. Plakat Cult całkiem pomysłowy i pozytywnie wyróżnia się na tle innych.


Pokazano nowy zwiastun i fragment Star Wars The Clone Wars. Nie będzie to ostatni sezon jak kiedyś zapowiadano. Wygląda to wszystko efektownie, ale zostawiam sobie to na później. Niestety nadal nic nie wiadomo o aktorskim serialu.


Na panelu Doctor Who trochę nowych informacji (albo tutaj i tutaj) - pokazano kilka klipów (westernowy odcinek, dinozaury na statku kosmicznym, o najważniejszym pytaniu wszechświata, wzruszającym odejście Amy i Rorego, Karen Gillian w Inspesctor Spacetime, więcej Daleków. Cały panel można obejrzeć tutaj. Ja jednak nie chcę sobie za bardzo spoilerować, wolę przeżywać przygody na żywo z bohaterami.


Ma Comic-Conie pojawił się jeszcze jeden brytyjski serial - Merlin. Premiera S05 trzy lata po finale S04, wróci Uther, Merlin będzie miał romans,  mamy też plakat wraz z wywiadem z dwójką aktorów i zapis z panelu. Wyemitowano też wpadki z planu. Może nie jest jakoś bardzo zabawne, ale i tak warto zobaczyć. Trafił się też trailer, ale jest fatalnej jakości, kręcony z reki.


Pojawiło się też sporo info (i tutaj) o Sons of Anarchy oraz zwiastun i wywiad. Oczywiście można też obejrzeć cały panel. Napisałbym coś o tym serialu, ale tego nie zrobię. Nie chcę sobie spoilerować za bardzo. Ten serial najlepiej smakuje jak widz nie ma pojęcia czego oczekiwać. Prowadzone są też rozmowy na temat prequela ze stacją. Nie miałbym nic przeciwko gdyby miała to być mini seria.


Co na panelu(lub tutaj)Person of Interest? Wielkie plany w stosunku do postaci Amy Aker (i w sumie to dla mnie wystarczająca zachęta), więcej o przeszłości Fincha, pojawi się gościnnie Ken Leung i w sumie to tyle konkretów. Był jeszcze zwiastun, ale oczywiście zwykli śmiertelnicy nie mają jeszcze do niego dostępu.


Jeszcze kilka wiadomości o Community z panelu. Większość się powtarzała, ale wprawne oko wyłapie kilka nowości.


Jakby komuś było mało Revolution to mamy jeszcze wywiad z aktorami.


Nie mogło zabraknąć podsumowań z SDCC. Portal io9.com przygotował zestawienie największych wygranych i przegranych. Dziwne, że w tej drugiej grupie jest Revolution. Na tvline zbiór godnych uwagi wydarzeń. A na niezastąpionym spoilertv zbiór paneli od Nerd HQ. Jeśli ktoś ma dużo wolnego to polecam m.in. godzina z Jossem Whedonem.


Na zakończenie galerie - hostessy i cosplay, serialowi aktorzy, zdjęcia od tvguide, trochę zdjątek z flickera i na koniec harem w niewolniczym stroju księżniczki Lei

piątek, 13 lipca 2012

San Diego Comic-Con #2

Kolejne plakaty i w sumie znowu nic specjalnego. Grafiki z Supernatural, 666 Park Avenue, Arrow i The Vampire Diaries już widzieliśmy, albo były bliźniaczo podobne. Nikita nie zachwyca (standardowe ujęcie z postaciami) tak jak The Following (czcionka jak z plakatów Zmierzchu). Pozytywnie na tym tle wybija się The Big Bang Theory, ale też plakat nie jest jakiś rewelacyjny. Na takiej imprezie jak Comic-Con nie mogło zabraknąć zapowiedzi Hobbita. Plakaty to zwykłe portrety bohaterów, ale i tak warto rzucić okiem. Ciekawie wyglądają ramki stylizowane na elficką sztukę. Minimalistycznie prezentuje się grafika z The Bourne Legacy i chyba dlatego jest to jeden z najładniejszych plakatów z tej grupki. Jednak palma pierwszej należy się Sons of Anarchy. Fenomenalna czarno biała grafika z  pomysłowym SoA, Jaxem w centrum i Clayem jako outsiderem. Nawet Tara i Gemma na motocyklach!


Impreza ruszyła pełną parą to i zaczęły się pojawiać informację o jakości pilotów. Dla tych, którzy choć trochę się tym interesują bez zaskoczenia - pozytywne opinie po Arrow, Cult i The Folliwing, negatywne po prezentacji Revolution i 666 Park Avenue. Tako rzecze Jakub Ćwiek, a z opinią o Arrow zgadza się kilka innych stron.Tutaj mamy nowy fragment serialu. I jest widowiskowo i brutalnie. Bliżej temu do nowego Batmana czy Bonda niż do Smallville. Wystarczająca rekomendacja? Jeśli ktoś zainteresowany to dość obszerny opis wyemitowanych pilotów tutaj. Jeszcze trochę o Revolution - tym razem prawie 2 minuty wrażeń od IGN, które krótko można podsumować "very solid" w co akurat nie chcę mi się za bardzo wierzyć.


Elysium się promuje. Co to takiego? Nowy film sci-fi twórcy District 9 czyli dla mnie obowiązkowa pozycja. Jest już oficjalny opis, teraz przyszedł czas na parę szkiców koncepcyjnych. Trzeba przyznać, że prezentuje się to fenomenalnie i chyba nie tylko mi przypomina to Cytadele z Mass Effect. W okolicach hal wystawowych stoi również replika jednego z pojazdów. Tutaj design już tak nie powala, ale na ekranie będzie się to prezentowała zdecydowanie lepiej dzięki magikom od efektów specjalnych.


Oczywiście nie mogło zabraknąć randomowych zdjęć z hal. Tutaj klasyk z Hobbita czyli trolle. Chyba każdy kto czytał książkę wie z jakiej to sceny. Tutaj natomiast pokaźna galeria z wycieczki po halach - maski z Star Wars, figurki Warhammera, komiksowe sprzączki do paska, reklamy Spartacusa, kolejne promocje Elysium, Żelazny Tron z Game of Thrones, policyjna budka Doktora czy niesamowity  obraz Yodą.


W nowym Tomb Raiderze zakochałem się już podczas pierwszej prezentacji. Mroczny klimat, Lara nie jest już symbolem seksu i widoczna inspiracja Uncharted. Do premiery wciąż daleko, dostaliśmy już sporo materiałów promocyjnych, a ja dalej jestem zachwycony. Ostatni gameplay to tylko potwierdza. Pokazano zdobywanie łuku, polowanie na zwierzęta i trochę eksploracji. Fenomenalna oprawa i animacja. Widać jeszcze, że wciąż dużo roboty, ale ja to już chcę. Pozostaje trzymać kciuki do marca przyszłego roku. Co najmniej.


Premiera The Dark Knight Rises coraz bliże więc nie dziwi wysyp informacji o Batmanie. Mówi się o prequelu Arkham Asylum, nowym evencie z Jokerem w komiksach, wyszła świetna kompilacja na youtube I'am Batman, a teraz pokazała się zapowiedź dokumentu The Batmobile, a w nim głos zabierają m.in. Nolan, Burton i Bale. Szczęśliwcy w San Diego mogą obejrzeć i zrobić pamiątkowe zdjęcia z każdym z wózków. Zazdroszczę. Jeśli ktoś chciałby nabyć jakieś gadżety związane z Batmanem może w tym filmiku znajdzie coś dla siebie - batskarpetki, batkoc, batbluzka czy batkurtka motocyklowa. Chętni na skarpetki z pelerynką?


Znowu napiszę o Firefly, ale ten serial na to zasługuje. Pojawiła się 1,5 min zapowiedź panelu całkiem ładnie zmontowana. Warto obejrzeć, łezka się w oku kręci.


The Walking Dead promuje się całkiem ładną dioramą z Michone (tajemnicza babka z finału S02) i jej zombiakami. Wygląda to bardzo klimatycznie. Jednak wszyscy i tak czekają na zwiastun nowej serii.


Panel The Dark and The Edge dotyczący komiksów DC za nami -większa rola Frankenstaina, epicka historia w Animal Man i Justice League Dark, Phantom Stranger mroczną opowieścią, Sword and Sorcery to post-apocalyptic fantasy (zachęcające!), wojna z zombie potrwa jeszcze parę numerów w I,Vampire, Jeff Lemire w młodości nie czytał i nie oglądał horrów (trudno w to uwierzyć widząc jego dokonania) i tyle co by mnie interesowało.


Co u komiksowego Batmana? Scenarzysta głównej serii czyli Scott Snyder powiedział: "First I want to thank all of you for the support behind Batman. I say, Avengers vs X-Men, who would win? Batman." Już jestem optymistycznie nastawiony. Potem chwalenie nowej serii - tradycja. Miło, że potem rozdawali widowni maski Sów. O powrocie Joker :"It's going to be the craziest, darkest, probing Joker story ever.", "It's the creepiest things I've ever written in comics." Trzymam za słowo!


W końcu jest jakiś konkretny zwiastun nowej produkcji - zapowiedź Oz: The Great and Powerful. Jest bajecznie, trochę w stylu Burtona, Franco jak zwykle daje radę, a Kunis urocza jak zawsze. Nad efektami jeszcze trzeba popracować, ale czasu jest sporo. Jednak nie jaram się tym zbytnio. Na horyzoncie wiele ciekawszych filmów.


Wywiad z główną parą aktorską z Beauty and Beast - Bestia będzie przypominała Hulka, zła korporacja jakiś spisek, mroczniejsze i zupełnie inne od oryginału, zupełnie inne od Smallville. Było trochę śmiechu, przyjemnie się oglądało, ale i tak mnie nie zachęcili do samego serialu.


Na koniec wspólne zdjęcie Felici Day i Setha Greena. Znacie? :)

niedziela, 29 kwietnia 2012

Hyde Park #2

Fringe z piątym i zarazem finałowym sezonem! Zdecydowanie wiadomość tygodnia, dawno nic tak bardzo mnie nie ucieszyło bo od przeniesienia serialu na piątek drżałem o jego przyszłość i jak widać bez powodu bo nie dość że dostał czwartą serię to jeszcze mimo fatalnej oglądalności zasłużył na zakończenie historii i finałowe 13 odcinki. Stacja FOX tym ruchem odkupiła się w moich oczach, nie uważam jej już za największe zło i częściowo wybaczam to co zrobili z Firefly. Prawdopodobnie jednak w przyszłym roku po finale serialu będę na nich klął że to już koniec, że więcej nie zobaczymy naszych ulubionych bohaterów i że chcemy więcej bo historia dalej jest niesamowita ;) Jeśli chodzi o inne produkcje to udało mi się skończyć S02 Luther i S01 Hell on Wheels. Co do tego pierwszego to mogę się tylko zgodzić z jednym z felietonistów filmwebu - John Luther to Mroczny Rycerz Londynu, miasta zepsutego, pełnego morderców, psycholi i zwyrodnialców gdzie ciężko znaleźć kogoś z czystą duszą. Idris Elba zasłużenie dostał za tytułową rolę Złotego Globa. Hell on Wheels również mnie wciągnęło swoją powolną narracją, brudnym klimatem dzikiego zachodu i eksponowanym na każdym kroku dualizmem oraz niezwykłymi bohaterami. Jest to typowy serial od AMC więc albo się go pokocha albo szybko znienawidzi. Ja należę do tej pierwszej kategorii. Muszę też napisać, że jestem pozytywnie zaskoczony końcówką S02 Friday Night Lights - serial wrócił na dobry tor, irytujące wątki zostały ograniczone do minimum i znowu serial wciąga. Nic tyko oglądać dalej.


Filmów nie widziałem żadnych, ale jak pomyślę że już niedługo będę mógł obejrzeć Cabin in the Woods lub The Avengers to mnie skręca że jeszcze tyle czekania. Do tego jeszcze nowy Star Trek w produkcji, Niezniszczalni 2, Skyfall, Spider-Man i las but not least Mroczny Rycerz Powstaje, który mimo idiotycznego tytułu najlepiej zapowiada się z nich wszystkich. Jest też Hobbit, który o dziwo nie wzbudził wielkiego entuzjazmu na targach gdzie był pokazywany, a to wszystko przez nową technologię 48 klatek. Ja tam jednak się tym nie przejmuję bo film słaby na pewno nie będzie.


W tym tygodniu udało mi się też odkurzyć moje PSP co wynikło z długiej podróży pociągiem. Nie miałem ochoty na poważniejsze gry więc odpaliłem sobie Puzzle Quest i mnie znowu wciągnęło. Szkoda tylko, że dalej mam wrażenie, że komputer mnie oszukuje... Pograłem znowu w Real of Mad God i znowu się nieźle na wkurzałem - nic tak nie irytuje jak zgon przez laga po kilku godzinach pakowania postaci... Z milszych rzeczy to dzięki poprawie pogody można było pograć w piłeczkę na świeżym powietrzu. I liczę że więcej sobie w to pogram, a jeśli nie zostanie telewizja i Liga Mistrzów. Finał niestety nie zapowiada się fascynująco - Chalsea i Bayern. Na pewno nie będzie takich emocji jak w meczach półfinałowych. Natomiast w poniedziałek derby Manchesteru w których rozstrzygnie się walka o mistrzostwo Anglii. Glory glory Man United!


Jak napisałem tak zrobiłem - udało mi się poczytać Rise of the Vampires czyli crossover I, Vampire i Justie League Dark - epicka rzecz. Dawno czegoś tak dobrego nie czytałem. Zdecydowanie te dwa komiksy należą do mich ulubionych. Zaczęła się również Noc Sów w Batmanowych tytułach. Początek dobry, ale nie wzbudził we mnie takich emocji jak historia z wampirami jednak to był dopiero początek a Snyder udowodnił że jest utalentowanym scenarzystą i ja w niego na pewno nie będę wątpił.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Hyde Park #1

Witam, trochę mnie tu nie było, ale wróciłem z nowymi siłami i planami. Tym razem nie będę porywał się z motyką na słońce i deklarował że coś napiszę lub pisał długaśnych wpisów których i tak większość nie przeczyta. Będę pisał to na co będę miał ochotę w danej chwili się rozpisać - a to skomentuje jakiś odcinek, a to jakiś sezon, książkę lub film... Hyde Park jednak będzie regularną (z założenia) kolumną. Takie małe podsumowanie tygodnia i opisanie co tam słychać u mnie, miejsce gdzie mogę się uzewnętrznić, co i tak mało kto przeczyta chociaż liczę że ktoś się znajdzie. Parafrazując mojego promotora - będzie dobrze jak 100 osób wejdzie na bloga, 50 zrobi to celowo, 25 rzuci okiem na ten wpis, 10 go przeczyta, a 1 zostawi komentarz. Wtedy będę spełniony.


Co słychać u mnie? Pod względem seriali jak zwykle z większością jestem do tyłu i na zaległości nie mam czasu. Jednak moje kochane serialiki obejrzałem - Fringe(4x19 miażdży) , Game of Thrones, Nikita. Tylko Community czeka bo brakowało mi napisów, ale jest wysokie prawdopodobieństwo że jeszcze dzisiaj zobaczę nowy odcinek. Z zaległości na tapecie dalej Luther, Friday Night, Lights i The West Wing czyli same hitowe produkcje. I jak będę oglądał w tym tempie co oglądam to te dwa pierwsze starczą mi jeszcze na długi czas co mnie bardzo cieszy. To zasługa systemu który wymyśliłem - tworzę ramówkę z 9 różnych seriali i potem wybieram z nich co chcę obejrzeć, gdy skończę te 9 wybieram kolejne. Proste i jakże skuteczne przedłużanie przyjemności. Teraz nie powtórzy się sytuacja że skończę jakiś wspaniały serial w mniej niż 48h (patrz Firefly). Smuci mnie, ale też nie mogę się doczekać końca Hell on Wheels i Luthera. Gdy skończę S02 tego drugiego biorę się za Outcast o którym przeczytałem bardzo pochlebny artykuł. Mam nadzieje że pilota sprawdzę już w przyszłym tygodniu. Rozpocznie się weekend majowy to i więcej czasu na nadrabianie będzie.Teoretycznie.


Ostatni tydzień był też udany pod względem filmowym bo udało mi się coś obejrzeć. Dla mnie to ogromny sukces bo filmów ostatnio oglądam strasznie mało. Niestety był to Sherlock Holmes: Game of Shadow. Film dużo słabszy od swojej pierwszej części, nie traktujący literackiego pierwozoru z należytym respektem, przesadzający z bullet timem oraz nudzący scenariuszem i humorem. Jak to dobrze, że jest serialowy Sherlock na którego zawsze można liczyć. Szkoda tylko, że ma on tylko 3 odcinki w sezonie, a następne dopiero jakoś w następne wakacje. Nic to, trzeba czekać, a jak ktoś się stęskni za aktorami to obejrzeć nowego Star Treka i Hobbita. Chociaż to i tak trzeba obejrzeć tylko pierw trzeba się doczekać.


Książki żadnej nie przeczytałem. Znowu. Głównie przez to, że Filary Ziemi nie wciągnęły mnie tak jak oczekiwałem. Po raz kolejny jeden głupi wątek porządnie zniechęcił mnie do czegoś. O ile część Toma czy Philipa czyta mi się świetnie i tylko przewracam kartki tak tej Williama nie znoszę mimo że wszystko jest świetnie opisywane to tak mnie postać do siebie zniechęciła że nie mogę jej czytać. Szkoda bo chcę się dowiedzieć co z Ellen, czy Tom postawi swoją katedrę i co stanie się z hrabią Bartłomiejem i jego córą. Dobrze, że pojawiła mi się kolejna mobilizacja - do domu przyszła paczka z Rodem Atrydów i (fanfary) Tańcem ze Smokami t2. Skończy się na tym, że zamiast czytać o średniowiecznej Anglii zanurzę się ponownie w Westeros. Boje się tylko, że znowu utknę nie jakiś rozdziałach (Dany) przez które nie będę mógł się przebić.


Mimo, że miałem egzamin w środę to w zeszłym tygodniu sporo grałem w grę, a raczej gry. Ponad 30h co jak na mnie jest rekordem od sam nie wiem kiedy. Skończyłem Mass Effect z czego jestem ogólnie zadowolony. Misje poboczne były nudne i powtarzalne, ale wątek główny mnie usatysfakcjonował. Miejscami był przewidywalny, ale kilka razy mnie zaskoczył. Końcówka natomiast była epicka. Nie obyło się też bez sporej ilości wyborów moralnych po których czuć że mieliśmy jakąś rolę w tworzeniu nowego porządku w galaktyce. Szkoda tylko, że w akcji zginęła mi 1/3 drużyny. Będzie trzeba przejść jeszcze raz (kiedyś) i sprawdzić jak bardzo mogę zmienić historię. Prócz ME ogromnym pożeraczem czasu była beta Diablo 3. No może nie aż takim bo spędziłem z nią raptem 3h ale drugie tyle spędziłem na próbie dostanie się na serwery i czytaniu opinii. Czy było warto? Jak najbardziej! To stary dobry hack & slash z tysiącami zabitych potworków i zebranych przedmiotów. Aż mi się łezka w oku zakręciła gdy wszedłem do Katedry w pobliżu New Tritram lub gdy toczyłem walkę z Leoricem. Szkoda tylko, że gra kosztuje 170 zł... poczekam aż stanieje do 100 i sobie kupie :) Poza tym standardowa porcja gierek - chwilka w Real of Mad God czy World of Tanks, flashowe popierdółki, FIFA 12 z kumplem czy Gorky 17 które postanowiłem sobie odświeżyć i które teraz pewnie będę katował przez najbliższy miesiąc bo nigdy nie będzie czasu. W przyszłym tygodniu natomiast powrót do domu i mojego PS3 czyli Uncharted 2, Heavenly Sword i Battlefield 3. Nie mogę się doczekać.


Poczytałem też troszkę komiksów. Zrobiłem przerwę w Żywych trupach żeby za szybko nie skończyć i skupiłem się na DC, a dokładnie Justice League Dark. Dobra rzecz. Teraz powoli jadę z I,Vampire i już niedługo crossover z wspomnianym JLD. Dzisiaj za to zaskoczył mnie Grumik premierą tłumaczenia Hellblazer #01 i finałem Jericho S03. Będzie to trzeba sprawdzić, ale w międzyczasie mam na oku Court of Owls czyli event Batmana autorstwa Snydera. W prawdzie wolę jego Swamp Thinga (genialna rzecz!), ale Batmana też dobrze piszę. Marvel mnie za to nie interesuje z czego się bardzo ciesze.


To by było na tyle. Dwa wpisy w przeciągu 24h - coś niesamowitego. Trzymać kciuki żeby następny był szybciej niż ten :)