Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Utopia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Utopia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #168 [04.01.2016 - 10.01.2016]

SPOILERY

Luther S04E01 Episode 1
Luther wrócił. Przyjąłem to spokojnie, nie śpieszyło mi się w oglądaniu. I nie podejrzewałem, że potrzebowałem tego w moim życiu. Kapitalny odcinek. Duszna atmosfera z przerażającym mordercą. Powolne odkrywanie jego zbrodni, poznawanie kolejnych detali i śledzenie tego jak podgląda swoje ofiary. Odpychający typ i zgłębianie kolejnej ludzkiej dewiacji - seksualnego fetyszu na temat kanibalizmu. Obrzydliwy temat, a ogląda się go z ogromnym zaciekawieniem przez to jak został pokazany. Tylko szkoda, że tak mało było śledztwa i genialnego umysłu Luthera. Równie ważne było badanie domniemanej śmierci Alice Morgan. Dwa ciekawe wątki, które nie powinny być ze sobą zestawiono bo na tym tracą. Równie dobrze całość mogła być poświęcono jednemu z nich. Zamiast tego jest niepotrzebna kumulacja wydarzenia i John lata między dwoma śledztwami. I tutaj fajna scena, z jednej strony chcę by działać zgodnie z regulaminem, a z drugiem sam porywa człowieka, który może coś wiedzieć o zniknięciu Alice. Wybuchy złości Idrisa Elby dalej ogląda się wyśmienicie. Niestety nie mogę tego powiedzieć o bohaterce Rose Leslie. Ja ją bardzo lubię, dobrze gra i w tym serialu, ale postać niedomaga scenariuszowo. Chodzi za swoim partnerem, chodzi z Johnem i nie robi nic konkretnego. Oby nie została dodana tylko po to by stać się kolejną ofiarą i podbić stawkę w finale.

OCENA 5.5/6

Luther S04E02 Episode 2
Rozczarował mnie finał tej historii. Od dwu odcinkowego eventu oczekiwałem więcej, bardziej druzgocących wydarzeń dla Luthera. Czegoś co by zmieniło jego życie, pełnych emocji scen i skomplikowanej  intrygi. Dostałem za to dość linearną historią, spójną opowieść o polowaniu na kolejnego psychopatę i wątek związany z Alice, ale nie do końca. Pierw jednak sprawa. Śledztwo było ciekawe, mroczne i niepokojące, ale finalna konfrontacja już nie bardzo. Ciekawie odwrócono schemat, teraz John musiał kryć kogoś agresywniejszego, ale finalna konfrontacja była najgorszą częścią polowań na kanibala. I czy brytyjscy detektywi nie posiadają broni czy olbrzymia wpadka serialu? Jedno i drugie nielogiczne. Sprawa śmierci Alice była fajna, póki nie okazało się, że całość to wielka ściema i powrót dawnej sprawy z życia Luthera. Niepotrzebne komplikowanie. Końcówka ma otwartą formułę więc czekam na kolejny special. Oby Ruth Wilson tym razem była dostępna.

OCENA 4.5/6

Scream Queens S01E03 Chainsaw
Trochę się pośmiałem, ale większość odcinka to uczucia zażenowania z powodu tego co oglądam. Dzieje się dużo, postacie rozmawiają ze sobą, jest flow. Tylko co z tego skoro to nie ma najmniejszego sensu i do niczego nie prowadzi? Całość wygląda jak kilka zszytych ze sobą scenek, które może będą tworzyły spójną całość. Czasem to działo, czasem nie. Nie rozumiem motywacji postaci i ich zachowania, dla mnie to wydmuszki służące do pokazywania zabawnych scen i tak mam zamiar to odbierać. Co mi się najbardziej podobała? Chyba nieudolne psychoanalizy Chada i przemowa Dziekan na stypie, która była zupełnie nie na miejscu. Zdarzały się czasem trafne teksty, ale kurde, za dużo muszę się męczyć by dobrać do mięska. Nawet mnie nie interesuje kto jest mordercą, a to bardzo zły znak przed odpaleniem następnego odcinka.

OCENA 3/6

Teen Wolf S05E11 The Last Chimera
Nie ukrywam, że lubię ten serial więc bardzo czekałem na powrót mimo chwiejnego poziomu ostatnimi czasy. I się rozczarowałem. Po pierwsze nie było recapa, te kilka scenek nic nie przypomniało. To niedopuszczalne przy miesięcznych rozstaniach. Potem wcale nie lepiej. Od razu sam środek akcji, wizje senne, flashforwardy, akcja zaczyna się tam gdzie ostatnio skończyło i szaleńczo galopuje od jednej sceny do drugiej. Nie ma czasu by odwrócić wzrok i poprawić na krześle. Co rusz jakaś rewelacja, powrót znanej twarzy, ktoś umiera, komuś kręcą dziurę w czaszce, rozszerza się mitologia i zapowiadany jest kolejny straszny przeciwnik. Pogubiłem się. Wciąż fajnie ogląda się sceny między postaciami zwłaszcza Stiles/Scott po ciężkim rozstaniu, ale jest ich za mało. Odcinek jest zmontowany niczym teledysk, akcja, akcja, akcja przerywana cięciami. Spokojnych rozmów jest zbyt mało, brakuje relacji między postaciami, a jak już ktoś dostaje trochę minut to są to osoby, które mnie nie obchodzą (Liam i Mason). Liczę, że serial szybo zwolni tempo i poukłada historię bo nie chciałbym by mnie zniechęcił do oglądania. Na razie dostaje ostrzeżenie.

OCENA 3.5/6

The Expanse S01E05 Back to the Butcher
Odcinek przejściowy, oszczędny w wydarzenia, ale z dużą  ilością ekspozycji. Nawet trafiły się trochę zbędne flashbacki. Rozczarował mnie też brak scen na Ziemi i szerszego spojrzenia na tragedię Donnagera. Zamiast tego powtarzanie o rzeczach, które już wiadomo. Pasiarze są źle traktowani, korporacje są be, śledztwo Millera jest ważne. Nie powiem by której sceny szczególnie zapadły mi w pamięci. Może te z załogą Canta na końcu? Na prawdę podobało mi się jak Holden cieszył się z znalezionej kawy lub ta leciutka nić porozumienia z Amosem gdy nadawali nową nazwę dla statku. Coraz bardziej lubię te postacie. Serial umiejętnie rozwija swoją mikro i makro skalę. Jestem pewien, że postacie, które wcześniej miały miej miejsca na ekranie dostaną go w przyszłości więcej.

OCENA 4/6

The Shannara Chronicles S01E01E02 Chosen
Nie miałem wielkich oczekiwań względem Shannary. Ucieszyła mnie wieść o heroic fantasy w telewizji, a trailery robiły kolosalne wrażenie. Jednak to stacja MTV, kierowana do amerykańskich nastolatków. Robili już dobre seriale (Teen Wolf), ale każdy kolejny produkt to wielka niewiadoma. Jak więc wypadło ich najnowsze dzieło? Znośnie. Lepiej niż oczekiwałem, a irytowało to czego się spodziewałem. Ogólnie podoba mi się, a w pewnym momencie złapałem się na tym, że jestem autentycznie ciekaw co dalej mimo popowej stylistyki.

Nie miałem styczności z książkami Terry'ego Brooksa. Oczekiwałem serialu w stylu Legends of the Seeker. Prostej przygodówki, z drużyną, questem i pojedynczymi sprawami na odcinek, które z głównym wątkiem nie mają wiele wspólnego. Jednak jeśli pilot jest wyznacznikiem stylu serialu to Shannara stoi spory kawałek od Miecza Prawdy. Wciąż trzeba powstrzymać Wielkie Zło, a losy świata spoczywają na barkach młodych bohaterów. Jednak całość została podana w bardzo strawny sposób. Bogata historia świata, mnóstwo nazw własnych, wydarzenia sprzed trzydziestu lat, które wpływają na obecne, tajemnice rzucane od czasu do czasu. Wszystko to w przesadzonej ekspozycji i kilku niepotrzebnych dialogach. Ale to działa, widać że świat jest ogromny. Walka nie toczy się tylko z Wielkim Złem, ale też są różne frakcję na świecie - trolle, elfy, ludzie, które zbytnio za sobą nie przepadają. Do tego kilka pojedynczych wątków, które mogą miło umilać czas. Przyciąga również historia świata. Mimo high fantasy całość dzieje się w post apokaliptycznej Ameryce przez co obok monumentalnych elfich budowli są obrośnięte roślinnością satelity lub zrujnowane mosty.

Co do bohaterów mam mieszane uczucia. Robotę robi Manu Bennett jako druid Allanon. Charyzmatyczny, mało mówi, a jak już rzuca ironicznymi żarcikami. Jest łącznikiem między przeszłością, a teraźniejszością, włada magią i łączy go konflikt z serialowym Sauronem. Umie też grać czego niestety nie można powiedzieć o nastoletnich aktorach. Większość z nich to słabo ociosane drewienka , którym scenarzyści każą wypowiadać smętne dialogi, lub nie obdarzyli ich zbytnio statystykami inteligencji. Na szczęście twist z drugiej połowy sugeruje, że wątki romantyczne będą mocno zredukowane. Mi podobają się jeszcze dwie żeńskie postacie. Księżniczka z poczuciem misji, która jest prawdziwą heroiną serialu i Eretria, tutejsza naciągacza, która całkiem nieźle sobie radzi w tym wrogim świecie i ma całkiem nieźle rozpisany osobisty wątek z konfliktem rodzinnym w tle.

Reżysersko są wzloty i upadki. Zacznę może od minusów. Jest chaotycznie, dużo skakanie po różnych miejscach, czasem zbyt szybko by jak najwięcej pokazać. Są też nudniejsze i nic nie wnoszące sceny. W niektórych momentach muzyka jest mocno chybiona. Raz przygrywa typowe fantasy, a raz wybijają popowo romantyczne kawałki. Rażą też wykonania niektórych miejscówek czy kostiumów.  Wrażenie robią szerokie plany. Nowa Zelandia ostatnio tak piękna była w Władcy Pierścieni. Cudowna wzgórza porośnięta lasami, piękne wodospady i wyschnięte pustynie. Źli wyglądają przerażająco, CGI budynków i efekty specjalne to wyższa serialowa półka, a dynamiczne sceny są nieźle wyreżyserowane. Oglądając to ma się wrażenie uczestnictwa w wydarzeniach, obecności w innym świecie. Póki serial nie przywali po twarzy plastikowymi dekoracjami I gdyby bohaterowie tak nie przypominali amerykańskich nastolatków co niesamowicie wybija z oglądania.

Odcinek został zakończony chamskim cliffhangerem co by zmusić widzów do powrotu. Ja bym i tak to zrobił. Wkręciłem się, jestem ciekaw co dalej, było mniej facepalmów niż się obawiałem, a o dobry znak na przyszłość.

OCENA 4/6

The Shannara Chronicles S01E03 Fury
Dwie godziny serialu minęły, a mi się wciąż podoba. Ma swoje głupotki, ale jako guilty pleasure działa doskonale. Oglądam piękne widoczki, niezłe efekty specjalne Manu Bennetta posługującego się magią i mieczem, a gra toczy się o ratowanie świata. Nawet lubię bohaterów i mam komu shipować. Willa nie trawię, ale Eretria i Amberle fajnie wypadają. Szczególnie razem na ekranie. No uformujcie już drużynę i wyruszcie razem w podróż! Chcę dalej oglądać ich docinki, niesforne zachowanie i Allanona robiącego za tatusia. Jestem dobrej myśli odnośnie przyszłości, nawet podobają mi się te chamskie cliffhangery i przerywanie sceny w połowie. Nie miałbym nic przeciwko gdyby stało się to znakiem rozpoznawczym serialu i zabawą z widzami. W Alias to działało. A jak fabularnie odcinek? Dużo się działo, serial dalej skaczę po różnych miejscówka, niespodziewanie wyskakują nowe postacie, ekspozycja i nadmiar nazw własnych przytłacza, ale to działo. Wciąga, a tego oczekiwałem. Tylko ta nieszczęsna muzyka...

OCENA 4/6

Utopia S02E06 Episode 6
Chyba miałem za dużo oczekiwania przed finałem bo teraz czuje rozczarowanie i niedosyt. To była świetna seria, która swoją kulminację miała odcinek temu. Może i teraz wydarzenia były donioślejsze i na globalną skalę, ale mi bardziej podobała się emocjonalna konfrontacja z 2x5. Tutaj za dużo czasy było poświęcono konspiracji i zabójcy, którego trzeba było powstrzymać przez co historię postaci trochę cierpiały. Jednak były świetne momenty i to przecież one zostaną zapamiętane. Szczególnie te z Wilsonem, który wyrasta na niesamowitego villina. Nie wiem, która scena była najlepsza - szantaż Dugdale'a, zabicie z zimną krwią Lee, narodziny Królika czy każda kolejna rozmowa z Ianem i Debbie.

Jak na finał musiały przydarzyć się wolty fabularne. Przejście Wilsona na ciemną stronę mocy nie było jedną z nich, to oczekiwana konsekwencja wydarzeń kształtujących postać. Nieoczekiwane zmiany zaszły u Debbie i Iana. Ona gotowała się na śmierć już od kilku odcinków, chciało odejść na własnych warunkach i to robi. Przy okazji okazuje się, że jednak nie choruje na żadnego Deela, a nasilające się efekty jej choroby są związane z odstawieniem leków. I to było słabe bo wyciągnięte z kapelusza. Ale z drugiej strony może posłużyć jako komentarz do big pharmy i tworzenia sztucznych uzależnień. O wiele fajniejszy game changer zaszedł u Iana. Jego twardy kręgosłup moralny został zachwiany. By ratować miliony musiał zabić, zrobił coś czego sobie nie wyobrażał, coś co go zupełnie odmieni. Nathan Stewart-Jarrett zagrał kapitalnie w tej scenie gdy prosił zamachowce o to by nie musiał go zabić. Całość została tak wyreżyserowana , że napięcie jak zwykle wystrzeliło w kosmos i wszystko mogło się zdarzyć. 

Jak zaczął nadrabiać Utopię myślałem, że na koniec będę klął na Channel 4 i Davida Finchera za anulowanie serialu. Jednak nie, jestem zaledwie lekko wkurzony. Cliffhanger był chamski, chcę zobaczyć co stanie się z bohaterami i oglądać niesamowite zdjęcia, ale pogodziłem się, że nie zostanie mi to dane. Utopia odeszła jako genialny serial i taka zostanie zapamiętana. Może za parę lat dostanie film. Kto wie. 

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #167 [28.12.2015 - 03.01.2016]

SPOILERY

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E09 Closure
Mocne, niespodziewane... i niepotrzebne (?) uderzenie. Odcinek rozpoczął się zabawnie romantyczną scenką z Culsonem i Ros, która szybko przerodziła się w dramat dyrektora. Na prawdę się nie spodziewałem jej śmierci. Wydaje mi się ona niepotrzebna. Można ją było okaleczyć, a efekt dla scenariusza mógł być identyczny, a nawet lepszy. Teraz serial sporo straci. Podobały mi się jej relację z Culsonem, poszerzanie świata o politykę i kolejna twarda kobieta w obsadzie będąca żeńskim Philem. Wielka szkoda. Następny trup - Banks to już zupełnie nieistotny zgon. Wydaje mi się jakby serial sprzątał po ACTU i wstydził się tego wątku. Zamiast tego znowu Hydra. Kolejny łeb, a potem jeszcze jeden i jeszcze jeden i jeszcze jeden...

Jednak co by nie było dalej dobrze się to ogląda. Dynamiczna sekwencja akcji na samym początku gdzie Culson bawi się w MacGyvera, a potem przefajnowany skok na spadochronie prosto w horyzont zdarzeń gwiezdnych wrót. Równie dobrze zostały pokazane relację Fitz/Simmons. Oni chyba nigdy nie będą mieli chwili szczęścia. Tylko czekać na dramatyczny finał wyprawy na Tatooine.

Właśnie wyprawa! Fabularnie dużo się dzieje, ciesze się że serial porzucił swój proceduralny charakter bo fabułki jakie przedstawia są wciągające i porównując do Arrowa bardzo logiczne. Postacie i świat się rozwijają, a dawniej zasiane ziarna kiełkują. Powrócił wątek rodziny Warda, Hydra próbuje sprowadzić Kosmiczne Zło, a zaradzić temu ma drużyna Inhuman pod przywództwem Daisy. Jest dobrze, może będzie jeszcze lepiej.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S03E10 Maveth
Znowu mi się podobało i znowu przeszkadzały mi szczegóły. Dużo się działo, fajnie to to oglądało, kolejna przygoda z lubianymi postaciami. Mack daję radę jako dowódca SHIELD, Secret Warriors zaczęli działać, a na Tatooine najfajniej. Tyle parę godzin po seansie pamiętam głównie kilka onlinerów, akcję z Bobbi i pół śmierć Warda. Co mnie mocno rozczarowało. Myślałem, że to koniec, najwyższy czas by pożegnać postać. To była dobra śmierć z ręki Culsona (ha, bohaterowie znowu zabijają!), a szykuje się kontynuacja dramy mimo, że to nie będzie już ten sam Ward. W końcu Goa'uld przejął nad nim kontrolę i Kosmiczne Zło zaczęło się panoszyć po ziemi. Kolejny problem, który nasi dzielni bohaterowie pokonają do końca sezonu. Podbijanie stawki robi się nudne. Nie podobała mi się końcówka. Podniosła muzyka, zwolnienia i długie, bardzo długie finalne sceny przez co cały dramatyzm gdzieś uleciał.

OCENA 4/6

Marvel's Jessica Jones S01E12 AKA Take a Bloody Number
Bałem się trochę tego powrotu Luke'a, a wyszło zacnie. Pierw nieufność, potem wspólne śledztwo, pogłębianie więzi między nimi i kolejne emocjonalne zawirowania. Lekkim zaskoczeniem była końcówka gdy okazuje się, że jednak jest pod władzą Kilgrave'a. Fajność ich wspólnych scen przysłoniła i mi osąd i nie spodziewałem się tego. Pokazano jeszcze bardziej wkurzonego Kevina, tym razem żądnego krwi. Zrozumiał, że Jessica nie może być jego więc poszczuł ją Cage'em. Coś to była za walka. Chaotyczna, surowa, z rozlatującym się budynkiem i prymitywną brutalnością. To nie wysmakowane ujęcia i gimnastyczno - boskerskie choreografię Daredevilu. Surowe i urzekające mordobicie ludzi silnych, ale bez wyszkolenia. Kupuję to w pełni. Końcowy cliffhanger niepotrzebny, wiadomo, że Luke żyję. Bardziej mnie ciekawi co z policjantami. Czyżby serial był większym wstępem do solowych przygód Cage'a niż myślałem?

Bardzo lubię sceny z Trish. Jej postać jest fabularnie potrzebna i chyba ze wszystkich wzbudza największą sympatię. Tym ciekawiej ogląda się jej sceny z matką. Krępujące, pełne dystansu i niezrozumienia, obciążone grzechami przeszłości. Teraz Trish musi jej zaufać by chronić przyjaciółkę co zapewne dobrze się nie skończy. I dobrze, więcej komplikacji więcej satysfakcji z oglądania. Wciąż jestem zdania, że powoli rozwija się wątek na S02, a Trish pakuje się w kabałę, która dobrze się dla niej nie skończy. Tym bardziej, że nie powiedziała Jessice o jej przeszłości jakby szykowana grunt pod cliffhanger.

Serial dalej niepokoi i rozstraja emocjonalnie. Dołujące sceny z Robyn żegnającą Rubena to jedno. Dwa to brutalne obrazy sprawiające, że Kilgrave jest jeszcze bardziej przerażający. Wsadzenie przez ojca Kilgrave'a palców do miksera było sceną pełną napięcia (chociaż najlepsza mikserowa scena to chyba ta z Luther), ale mnie z tego typu urywek najbardziej ruszył facet stojący cały odcinek przed klubem i jego desperacki wyraz twarzy.

OCENA 5/6

Marvel's Jessica Jones S01E13 AKA Smile
Luke Cage w starciu z Kilgrave nie odegrał znaczącej roli. Dobrze bo to nie był serial o nim. Jednak był ważny dla historii. Dramatyczny początek, wizyta w szpitalu i spotkanie Claire Temple, która wyrasta na Culsona netflixowych seriali Marvela. Strasznie podobały mi się z nią sceny. Nie chcę być bohaterką, ale się nią staję, widzi też dobro w innych dostrzegając heroizm pod płaszczem cynizmu u Jessicy. Świetna chemia między tymi dwiema. Mimo finału udało się wcisnąć dużo rozmów w spokojniejszych scenach. Dialogów, które miały sens. Dużo mówiły o postaciach i podkreślały ich charakter. Stawianie ostatecznej kropki przed długim rozstaniem.

Rozstrzygnięcie historii Kilgrave trochę rozczarowało. O ile w całości kupuje tego złoczyńcę, rozumiem motywację i podoba mi się origin, tak schrzanili sprawę z jego mocami. Niepotrzebnie wyjaśniono sposób kontroli umysłów przez co trudno zawiesić niewiarę, konstrukcja świata zgrzyta i na końcu zrobiono z bohaterów idiotów. Przez jedne głupie słuchawki, które blokowały jego moce. Tak! Całe 13 odcinków trzeba było na to czekać. Już lepiej gdyby zrezygnowano z tego pomysłu, a jeszcze lepiej zamiast tłumaczyć kontrolę umysłu bakteriami (!) to można było wymyślić feromony i bezsłowne wydawanie rozkazów. Dużo zgrabniej by to wyglądało.

Jednak trzeba przyznać, że scena w kościele z Trish w słuchawkach i przebraniu za Jessice była mocarna. Świetnie wyreżyserowana i pełna napięcia. Potem trochę głupsza acz efektowna strzelanina. Jednak prawdziwe starcie było dopiero później. Bardziej kameralne i osobiste. Obsesja i wiara w własną kontrolę nad ofiarą wykończyła Kilgrave'a. Myślał, że ma pełną kontrolę nad Jessica i to go zgubiło. Podobało mi się to gdy wszystko wydaje się skończone, a Jessica na końcu skręca kark. Szybko, bezboleśnie i bez finalnych słów. I to jest też bardzo ciekawy koniec. Triumf bohatera poprzez morderstwo z zimną krwią. Przez to czekam by zobaczyć konsekwencję emocjonalne dla bohaterki. Swoją drogą przypomina to Man of Steel , a całość jest podsumowaniem naszych czasów. Bohaterowie zabijają.

Finał musiał być gorzki. Kilgrave został odrobinę wybielony aby uratować Jessicę przed więzieniem. Według oficjalnej wersji dopadły go wyrzuty sumienia i wykorzystał ją do popełnienia samobójstwa więc nie mógł być do końca zły. I znowu analogia do chorych związków i patologicznych relacji - wybielanie oprawcy, prawda znane jedynie nielicznym.

Jessice Jones oceniam jako bardzo dobry serial, ale trochę słabszy od Daredevilu. Bardziej kameralny, skupiony na jednym problemie i drobnymi problemami scenariuszowymi. Liczę, że z Jessicą spotkam się wcześniej niż w The Defenders. Drugi sezon musi być w przyszłym roku, a najlepiej gdyby zaliczyła jeszcze gościnny występ w Daredevil.

OCENA 5/6

Utopia S02E02 Episode 2
Po długiem przerwie wróciłem do Utopii. Winię siebie, a nie serial. Może troszeczkę pilot S02, który poświęcony w pełni retrospekcją lekko wytrącił z oglądania mimo bycia niesamowitym przeżyciem. Tak więc oglądam dalej i teraz mam w planach szybciutko dokończyć serial. Po 2x2 jestem dobrej myśli. Szybko wsiąkłem, a magnetyzm serialu nie pozwolił się oderwać mimo 50 minutowego odcinka. Utopia ma w sobie coś hipnotycznego. Z oczarowaniem patrzy się na kolejne kadry, podziwia stylistykę, sytuację w jaką wpakowali się bohaterowie i przechodzi od śmiechu do poczucia współczucia wobec bohaterów.

Właśnie bohaterowie, to oni są najważniejsi. Wielka i niejasna konspiracja jest tłem, pretekstem do postawienia zwykłych (w większości) i odrobinę dziwacznych postaci wobec niecodziennych wydarzeń. Nie wiem kogo mi się najlepiej oglądało. Wilson przeszedł na ciemną stronę, wierzy w to co robi, ale jest pełen wątpliwości bo musi pracować z swoimi oprawcami. Tragiczna historia, która może go zaprowadzić w przedziwne rejony. Becky próbuje popełnić samobójstwo, ulega szantażowi i pomaga zdobyć informację o swojej chorobie. Co doprowadza do żyjącego w apatii Iana. Co to było za spotkanie! Jest też Arby, który ostatecznie deklaruje po której stronie stoi co przyniesie bolesne konsekwencję.

Jednak jak zwykle najlepiej oglądało się enigmatyczną Jessicę. Przetrzymywana przez Królika, przesłuchiwana by wydobyć prawdę o Janusie. Wydaje się załamana, ale wciąż walczy. Na swój, skuteczny sposób. Wszystko to by zdobyć małą sprężynkę, która pewnie odegra kluczową rolę w jej ucieczce.

Bohaterowie bohaterami, a fabuła fabułą ale dalej największą siłą serialu jest reżyseria. Pełna napięcia scena z dawaniem pluszaka, co to było za wejście Arbyego Albo abstrakcyjna ucieczka dwóch związanych doktorów gdzie jeden z nich dostanie zawału. Muzyka, praca kamery i nagła cisza poprzedzona wystrzałem. Cudo! Tak jak następne ujęcia na zielonym polu z uciekającą gromadką i to rażące słońce. Stęskniłem się też za tymi wyrazistymi kolorami podkreślającymi detale.

W sumie nie podobała mi się jedna rzecz. Powrót Lee. Jego śmierć była wystarczająco przekonująco pokazana, a dla fabuły nie miał on istotnego znaczenia. Rozumiem cel jaki służył jego sprowadzeniu - postawienie Wilsona i Arbyego w trudnej sytuacji, zatrzęsienie ich światem, ale jest to trochę droga na skróty.

OCENA 5/6

Utopia S02E03 Episode 3
Niesamowity odcinek. Historia płynie swoim powolnym tempem, ale wydarzenia dla postaci mają ogromną wagę. Chyba najbardziej podobały mi się sceny z Michaelem. Jest osaczoną ofiarą losu, która nie wie co robi. Jest karaluchem próbującym przetrwać, ale posiadającym wyrzuty sumienia. Jest tak bardzo nie na miejscu w tej historii i tak bardzo pasuje do tego serialu. Tym razem jego podwładna odkryła prawdę o szczepionkach. Próbował ją ratować, nawiązał z nią bardzo solidną nić porozumienia, a ostatecznie ją poświęcił. Nie z przekonania, że działa dla wyższej sprawy, a dlatego by przetrwać. Jest to niesamowicie ludzkie i jednocześnie warte potępienia. brakowało mi jeszcze jednej sceny - gdy wraca do pustego domu i znowu odgrzewa jedzenie z zamrażalki tak by podkreślić jego samotność.

Odmienną postacią jest Wilson. Również on dopuszcza się haniebnych rzeczy. W przeciwieństwo do Duga wierzy, że można poświęcić miliony dla większej sprawy. Ma jednak problem z jednostkami. Jak w tym powiedzeniu o milionie, statystykach i pojedynczych tragediach. Nawet nie jest w stanie dokonać osobistej zemsty bo ta jedna konkretna śmierć by nic nie znaczyła.

Dziką kartą jest Arby. Jego ruchy są nieprzewidywalne, podjęte decyzję nieoczekiwane, a motywację pozostają tajemnicą. Przynajmniej początkowe. Jego nadrzędnym celem jest ochrona bliskich. Długo się zastanawiałem czemu chcę tylko trzy dowody, kto się wydaje dla niego zbędny. Jak się okazało wszyscy. Liczą się najbliżsi. Sprawy czekają tylko by się pokomplikować.

Najnudniej oglądało mi się relację Ian/Becky. Za długo, już zdążyła spowszednieć, a patrząc co dzieje się wkoło jest niepotrzebna. Jasne, jej choroba jest ciekawa, a przekleństwa dobiegające z jej ust dalej potrafią rozśmieszyć tak już mam dość tego trójkącika. Tym bardziej, że postacie stoją w miejscu i się nie rozwijają. Chociaż może to i dobrze? Przecież nie zawsze historia musi pokazać zmiany w człowieku, stałość również odgrywa pewną rolę w opowiadaniu historii. Tylko czy musi być taka nudna?

Ucieczka Jessicy była rozczarowująca. Zbyt uproszczona, oczekiwałem dużo więcej. Jednak jej sceny z całą dozą dziwności ogląda się wybornie.Jak tą posiadówke na huśtawcę i przypatrywanie się dzieciom. Gdy Jessica jest cała zakrwawiona po odpadach biologicznych. Niby nie na miejscu, ale jeszcze dziwniejsze było zjawienie się jej w domu Michaela w stroju przysłowiowej wiejskiej laski.

Ja wiem, że nie powinienem się śmiać ze scen gdy umierają ludzie, a epatowanie brutalnością dla samego szokowania jest złe, ale nic nie mogłem poradzić gdy widziałem co działo się z ofiarą Lee. Szybko podcięte gardło, lejąca się krew, wydaje się, że to koniec, aż tu nagle przełożony Iana okazuje się być wciąż żywy. Czołga się do wyjścia, paskudzi firmę na czerwono (gdzie przeważa pięknie nasycona żółć), a Lee tłumaczy się przez telefon, że jednak nie będzie można sfingować samobójstwa. Kocham ten serial za ten dyskomfort, w który potrafi wprawić, za działanie na pierwotnych emocjach, których się potem wstydzi.

OCENA 5/6

Utopia S02E04 Episode 4
Tym razem mniej o bohaterach, a konspiracji i przeszłości. Plan Network jest coraz jaśniejszy, bardzo przemyślany i bliski realizacji. Milner wyjawia go Wilsonowi, wydaje się, że sukces jest bliski. W tym samym czasie Carver opowiada historię ze swojego punktu widzenia. O swojej tragicznej przeszłości w obozie zagłady, wyjawia o co chodzi z tajemniczymi śmierciami rodzin oraz opowiada jak zaprogramował Janusa by wybić jedną konkretną rasę. Co za ironia, dawny więzień obozu koncentracyjnego będzie odpowiedzialny za kolejne czystki etniczne.Albo nie, wciąż jednak nie mówi kogo Janus ma wyeliminować, może kryje się tu jakiś twist.

W międzyczasie Ian spotyka się z Jessicą i lądują razem w łóżku. To było nieoczekiwane. I zrozumiałe. Jessica szuka sobie kogoś komu może zaufać za dużo przeżyła sama i już nie daję rady. Dlatego takie oczywiste jest szukanie pomocy u Michaela. Spotkanie z Królikiem jeszcze komplikuje sytuację czyli bardzo dobrze dla ostatnich odcinków.

Arby działa zgodnie z oczekiwaniami. Gdy udaje mu się uratować rodzinę udaje się do Iana i reszty gdzie dowiaduje się, że Carver jest jego ojcem. Mniej więcej w tym samym momencie co Jessica. Ależ się atmosfera zagęściła. Prawie zabija też Iana, a los Becky pozostaje tajemnicą. Śmierć poza kadrem? W tym serialu wszystko jest możliwe.

Jedne z najmocniejszych scen znowu u Wilsona. Milner porywa brata Iana, wyjawia, że jest Królikiem i daje Wilsonowi ultimatum. Zabij go, wraz z dwoma agentami bo inaczej świat czeka zagłada. I w przeciwieństwie do poprzedniego odcinka jest w stanie to zrobić. Widzi wyższą konieczność, jest w stanie poświęcić własne sumienie by uratować ludzkość. Piękne finalne ujęcie z charakterystycznym widokiem od boku gdzie kompozycja przytłacza bohatera.

OCENA 5/6

Utopia S02E05 Episode 5
Co za niesamowite napięcie udało się utworzyć podczas finałowej konfrontacji. Większość bohaterów w jednym miejscu, wyjawianie prawdy i emocję targające postaciami. Przeczuwało się katastrofę, tutaj każdy mógł zginąć. Nie wiadomo było tylko kto kogo. Każda konfiguracja była jak najbardziej możliwa. I serial zaskoczył. Dwukrotnie. Carver strzela do syna i Grant do Milner. W takich momentach. Gdy Wilson wyjawia prawdę o szczepionce, która działa tylko na Romów, a Milner i Carver po tylu latach są szczęśliwi. Piękna scena, jej surowość podkreślana przez angielskie wzgórza i mroźną pogodę. Jakę się to oglądało!

Trochę gorzej wypadł Michael. Jasne śmieszne sceny z Jessicą czy Milner, ale odbijanie żony i córki już bardzo naciągane. Zbyt dużo tu przypadku, a on nie nadaje się do tej roli. Jednak ta ofiara losu mogła dostąpić odkupienia więc nie mam nic przeciwko. Tym bardziej, że wyrzuty sumienia powinny zostać. Becky jak zwykle z uroczym komentarzem dotyczącym lęku wysokości Alice z soczystym przekleństwem. Fucki z jej ust są niezwykle miłe dla ucha.

Strasznie podobały mi się pierwsze sceny z Ianem i Becky. Gdy on dowiaduje się o śmierci brata i szok jaki został wywołany. Świetna gra aktorska pokazująca zagubienie postaci. Serial dalej popycha bohaterów w bardzo niebezpieczne rewiry. Ile ludzie są w stanie zrobić dla własnego przeżycia? Tym razem pozbywanie się ciała i komentarz Becky zastanawiającej się czy ofiara Arby'ego ma rodzinę co spowodowało natłok wirtualnych wyrazów współczucia i sprawienia, że bohaterowie są mniej przyjemni. Bo to ich wina.

OCENA 5/6

wtorek, 6 stycznia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #118 [29.12.2014 - 04.01.2015]

Ten rok miał się charakteryzować lepszą organizacją pracy i większą regularnością wpisów. Pięknie wytrzymałem w postanowieniu zaliczając w pierwszym tygodniu dwudniowe opóźnienie. Jakby tego było mało opisane zaledwie trzy odcinki. Życie, co poradzić. 

Jednak wszystko idzie w dobrym kierunku. Przynajmniej pod względnem seriali do oglądania. Powoli wszystko przebudza się z świątecznego snu i zaczyna ponowną walkę o zainteresowanie widza. Wróciło Gotham i Sleepy Hollow co mnie już zupełnie nie interesuje. Pojawiła się również Alicja Florrick z (podobno) znakomitym odcinkiem The Good Wife i niejaki Mozart In The Jungle, który zyskał przychylność widzów. Mnie jednak najbardziej cieszy debiut musicalowego sitcomu Galavant. Śledziłem losy tego serialu odkąd zobaczyłem pierwszy, szalony trailer. Jak się okazuje część internetu jest zachwycona, a i oglądalność dopisała. Za tydzień wrażenia z pierwszych dwóch odcinków. 

Nowy rok zaczął się od jednego anulowania, zamówienia i przedłużenia. To ostatnie mnie najmniej interesuje - Girls z piątym sezonem. Jakoś nigdy nie mogłem przekonać się do komedii HBO mimo, że ich seriale dramatyczne łykam jak młody pelikan. Anulowane jeszcze przed narodzinami zostało The After. Miało być sci-fi od Chrisa Cartera od Amazonu, a nie będzie. Trend pozbywania się już zamówionych seriali coraz popularniejszy. Płakał nie będę, ale skasowanie The After stawia pod wielkim znakiem zapytania ideę Amazon Prime głosowania widzów na piloty mające stać się pełnoprawnymi serialami pod dużym znakiem zapytania. Zamówienia dokonała stacja Syfy przechodząca obecnie wielką restrukturyzację i powrót do science fiction. Wstrzymajcie swoje napędy warp jeśli sama myśl o nowej serii od Syfy was podekscytowała. Będzie to reality show. O hakerach. I tyle z szumnych zapowiedzi. Oglądalnośćowa wpadka z Ascension musiała ich sprowadzić na ziemię. 

Podobno są szansę na filmowy spin-off (prequel? kontynuacja? nie wiadomo) Boardwalk Empire od Martina Scorsese i Marka Wahlberga. Ziew. Wciąż nie mogę się zmusić by dokończyć serial. Jest piękny, ale ciężko się wkręcić szczególnie na początku każdego sezonu. O wiele bardziej wolałbym zobaczyć filmowy powrót Gwiezdnych wrót. Marki Star Wars i Star Trek mogły się odrodzić więc czemu nie Stargate. Tęsknie za tą telewizyjną franczyzą.

Paczuszka filmów do oglądania:
- długaśna zapowiedź Banshee sugerująca, że może to być najlepsza seria. 
- trailer powrotu Sleepy Hollow nie wzbudzający żadnych emocji
- jeszcze więcej Vikings.

SPOILERY

Marco Polo S01E02 The Wolf and the Deer 
Drugi odcinek oglądało się dobrze. Solidne, rzemieślnicze kino. Tylko i aż tyle. Momentami się dłużyło, czasem wciągało, ale przez większość czasu pozostawiało obojętnym. Niby jest dalszy ciąg rozgrywek politycznych w Chinach i na dworze Kubilaj-chana tylko czemu ma mnie to interesować skoro nie udało się wykreować charyzmatycznych postaci, którym można kibicować? W tym odcinku jest trochę lepiej niż w pilocie, ale tylko troszkę bo cały ciężar serialu spoczywa na barkach Marko Polo, a przy epickiej skali historii, jak to zapowiadano, skupienie się na jednym bohaterze nie jest dobrym pomysłem.

Zaskoczyło mnie szybkie zakończenie wątku zbuntowanego brata. Myślałem, że na tym będzie opierał się ten sezon, a skończyło się zanim na dobre mogło rozwinąć. Brak bitwy mnie nie rozczarował i rozumiem osobiste rozwiązanie konfliktu. Ładnie udało się scenarzystą zarysować bliskość braci oraz konflikt jaki się między nimi narodził.

Sceny walki dalej cieszą i ogromna szkoda, że jest ich tak mało. Jednak jak już są jest na czym oko zawiesić. I wcale nie chodzi o nagie ciało Olivi Cheng. Choreografia jest pomysłowa i widać wyraźne różnice w stylach walki. Zwinny, finezyjny i uwodzicielski Mei Lin oraz ociężałe, pełne brutalnej siły starcie dwóch mongołów. Ciekaw jestem dalszych pomysłów i oby nie zabrakło inwencji.

OCENA 4/6

The Good Wife S06E10 The Trial
Długo przyszło czekać na napisy do tego odcinka. Z jednej strony boli bo było warto, z drugiej dobrze bo okres wyczekiwania na kontynuację będzie krótszy. Cliffhanger jaki zaserwował serial był zacny. Nie wziął się z niczego, był budowany przez cały sezon i okazał się naturalną konsekwencją wcześniejszych wydarzeń. Mimo wszystko zaszokował. Proces Cary'ego się posypał, on zgodził się na ugodę i idzie na cztery lata do więzienia. Fantastycznie nakręcona ostatnia scena z prostym przyznaniem się do winy tylko podkreśliła wydźwięk tej sceny. Niby to jest telewizja, jeszcze wiele może się zmienić, ale wpakowanie jednego z głównych bohaterów do pudła byłoby szokujące. A nawet jeśli do tego nie dojdzie to konsekwencje odkręcenia tego co się wydarzyło będą ogromne, a ja nie mogę się doczekać jak Matt Czuchry dalej będzie grał pozbawionego nadziei prawnika, który niegdyś był wschodzącą gwiazdą adwokatury Chicago.

Już sam tytuł odcinka wskazywał, że będzie on w całości poświęcony procesowi. Tak też było, ale twórcy nie byliby sobą gdyby zafundowali zwykłą rozprawę. Mimo skupia na przełomowych wydarzeniach dla jednego z głównych bohaterów udało się wpleść sceny urozmaicające całość, jakby mające podkreślić złożoność całego procesu sądowniczego. Osobista historia ławnika, scenki rodzajowe z życia sędziego (komiczne swoją drogą) czy uczłowieczanie prokuratury. Odcinek by wiele stracił bez tych historyjek.

Osobiście trochę żałuję, że historie Cary'ego i Alicji odgrywają się jakby w dwóch serialach. Jedna, na prawdę mocna scena tej dwójki to troszkę za mało. Wolałbym oglądać Alicję na sali sądowej niż podczas kampanii.  Wolałbym, ale nie narzekam na to co jest. Bo użeranie się jej z Eli i Elfmanem jest zwyczajnie świetne. Tak jak radzenie sobie z prostym żartem, który został rozdmuchany do absurdalnych rozmiarów. Ładnie wpleciono w to gierki polityczne, jednak jeszcze lepiej było patrzeć na Julianne Margulies, której twarz fantastycznie przechodzi od uśmiechu do powagi.

OCENA 5/6

Utopia S02E01 Episode 1
Utopia od samego początku eksperymentuje z formą i stawia na unikalne rozwiązania. Jednak wciąż ma wiele do zaoferowania, nie boi się odważnych rozwiązań i potrafi zaskoczyć. Zazwyczaj gdy serial chcę przedstawić historię z przeszłości robi to za pomocą flashbacków lub prowadzi narrację z wspomnieniami bohaterów bądź używa innego wyzwalacza, który robi za wehikuł czasu. Dennis Kelly nie bawi się w takie rzeczy. Pilot drugiego sezonu wygląda niczym odcinek innego serialu, który ni odrobinę nie jest przystępny nowemu widzowi. Akcja w całości ma miejsce w latach '70, przedstawia początki The Newtwork, Janusa oraz osobistą historię Millner i Carvera. I ogląda się to niesamowicie, ani trochę nie tęskniąc za znanymi bohaterami. Bo siła Utopi tkwi głownie w formie i umiejętności tworzenia nastroju i opowiadania historii, niekoniecznie w samych postaciach.

Ten odcinek nie tyko zerwał z znanymi bohaterami, ale też częściowo z stylem. By lepiej wczuć się w klimat dostaliśmy obraz w formacie 4:3 z czarnymi paskami i zaokrąglonymi narożnikami przypominającymi ekrany kineskopowe sprzed kilkudziesięciu lat. Pobawiono się również kolorami. Dalej jest pełno ciepłych, wybijających się barw, ale ich intensywność jest przytłumiona co ma symulować niedoskonałość technologii. I to był doskonały pomysł. Tak jak wplecenie w historię prawdziwych wydarzeń i materiałów archiwalnych. Oczywiście nie zapomniano o charakterystycznych ujęciach jak pokazywanie postaci z dalekiego planu. Co trochę szokowało w starożytnym formacie obrazu, ale taki chyba był cel, pokazać pewien kontrast.

Forma formą, ale najważniejsza jest historia i przedstawienie Carvera i Milner. Postacie bogate w bagaż doświadczeń w skomplikowanej sytuacji życiowej. On błyskotliwy naukowiec, planujący wybić miliardy i przeprowadzający eksperymenty dotyczące agresji na własnym synu. Mimo to w pewien sposób współczuje mu się, można zrozumieć jego motywację. Chyba jest to zasługą Toma Burke, który idealnie gra bohatera maltretowanego i wycieńczonego psychicznie. Jednak prawdziwy pokaz dała Rose Leslie. Chyba nikt nie rzuca tak uroczo "fucków" jak ona. Odrobinę eteryczna, niepozorna, ale zdolna wytępić ludzkość czy poświęcić męża w imię wyższego celu. Przerażająca i fascynująca. Sceny z główną dwójką aktorów to  mistrzostwo świata. 

Swój origin story musiał dostać również Arby, to co o nim powiedziano w zeszłym sezonie było za mało, by odpowiednio usprawiedliwić postać trzeba było poświęcić mu dużo więcej czasu. Kochany przez matkę, obiekt eksperymentów ojca. Sceny z królikami wstrząsające. Jednak mnie najbardziej ruszyła scena gdy Tom wyciąga swoje rączki po Jessice i ostatecznie zostaje odrzucony przez ojca.

OCENA 5.5/6

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #117 [22.12.2014 - 28.12.2014]

Tradycyjnie już okres między Świętami Obfitego Stołu i Prezentów, a sylwestrową popijawą to moment wyciszenia w serialowym światku i wysyp przeróżnych podsumowań. Codziennie mój twitter jest atakowany TOP10 najlepszych seriali, najlepszych odcinków, najlepszych momentów, najlepszych tekstów, najlepszych debiutów, największych zawodów i zaskoczeń, najwszystkiego o czym można pisać. Przelatuje przez listy nawet ich nie czytając i zastanawiam się czy tworzyć własne by ktoś inny mógł się przez nie prześlizgnąć i stwierdzić, że się nie znam bo w pierwszej dziesiątce mam The 100, a nie Mad Men i Fargo. Hmmm, kuszący pomysł, a nóż komuś podniosę ciśnienie. 

Moją niepisaną tradycją jest zaczynanie nowych seriali w chwili gdy jest czas by nadrobić zaległości. W tym tygodniu padło na dwie świeżynki i jednego weterana. Mowa o Ascension (cóż za zawód!), Marco Polo (nastawienie umiarkowanie pozytywne) i American Horror Story (kupuję od pierwszych minut). Nie mam pojęcia kiedy to nadrobią. Jedyna nadzieja to w wydłużeniu doby o kilka dodatkowych godzin. Czego sobie i wam życzę w nowym roku. Bo czas to najcenniejsze co można dostać, o wszystko inne będzie się trzeba zatroszczyć samemu. 

Mimo jałowych dni udało mi się wygrzebać kilka wartych uwagi linków. Będą tylko zwiastuny i teasery więc nie opłaca się nawet wstawiać popcornu. Co najwyżej można skoczyć po ciasto bo pewnie coś zostało ze świątecznego stołu. Jedzonko jest? Więc zapraszam. Telewizyjna rodzina królewska ma pierwszeństwo więc zaczynam o jedynej i niepowtarzalnej Tatiany Maslany. Teaser i promo z starymi scenami. Niewiele, ale nie ma się co dziwić po do premiery trzeciego sezonu Orphan Black jeszcze ponad 3 miesiące. Podwójną dawkę przygotowała również stacja AMC mocno promując Better Call Saul. Mój wewnętrzny sceptyk dalej krzyczy bym podchodził z odpowiednią rezerwą do serialu. Stacja History nie chcę być gorsza od reszty i również serwuje dwa materiały filmowe z Vikings. Przypominam, że ponowne podziwianie brutalnego i w pewny stopniu melancholijnego świata skandynawskich fiordów rozpocznie się 19 lutego. Odrobinę wcześniej bo już za tydzień Agentka Carter dostanie swój pierwszy przydział na antenie ABC. Jak wypadnie można się przekonać w pierwszym, minutowym zwiastunie. Jeśli ktoś ogląda wszystko jak leci pewnie rzuci okiem na Allegiance. Szpiegowskie coś od NBC. W innym wypadku lepiej dać szansę The Americans od FX. Bo chyba nie wierzycie, że ogólnodostępna stacja zaoferuje dojrzałą opowieść o rosyjskich szpiegach w Ameryce?

Widzimy się w przyszłym roku. Bawcie się dobrze i niczego nie żałujcie. Nie róbcie też planów noworocznych, żyjcie jakby miał to być wasz ostatni rok na tym łez padole.

SPOILERY

American Horror Story: Murder House S01E01 Pilot
- kolejny serial zaczęty mimo, że do nadrobienie dziesiątki odcinków. I nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia z tego powodu. AHS miałem już dawno temu zacząć, nawet ściągnąłem sobie odcinek w momencie jego emisji. Jednak trochę się bałem bo horrorów nie oglądam, a kapryśna podświadomość czasem płata mi figle. Musiałem czekać aż trzy lata by się odważyć na seans i nie żałuję bo to kawał dobrego serialu jest.
- podoba mi się praktycznie wszystko. Scenariusz jest pełen niedomówień, a wraz z reżyserią tworzy nastrój niepokoju. Tajemnice się mnożą, niczego nie można być pewnym i co chwila tworzy się w głowie jakaś teoria. Rozwiązanie niestety już znam, ale nie odbiera mi to przyjemności z oglądania. Całość jest niesamowicie intensywna gdzie każda scena wnosi coś nowego. Zdziwiłem się gdy sprawdzając timer okazało się, że minęło 20 minut, a przysiągłbym, że zbliża się koniec. Fantastycznie ogląda się rodzinkę z kłopotami, w nawiedzonym domu. Duża w tym zasługa reżysera oraz dekoracji wnętrz. Oka kamery pokazuje dużo, czasem pod dziwnymi kątami. Jednak mnie urzekł montaż choćby niektórych rozmów - dużo cięć, delikatna zmiana perspektywy i nieznaczny ruch kamery do przodu lub do tyłu.
- wbrew moim obawą serial nie jest straszny co mnie trochę rozczarowało (ha, taki jestem skonfliktowany wewnętrznie!). Jest kilka screamerów, dziwne dzieci, trochę krwi, zdeformowane płody w słoikach, oszpeceni ludzie i niewyjaśnione morderstwa. Trafił się nawet upiorny potwór. Podejrzewam, że nie będę się bał przez to chodzić w nocy do łazienki. Siła tego serialu jest raczej w tworzeniu dusznej, niepokojącej atmosfery gdzie można się spodziewać absolutnie wszystkiego. Tutaj nie ma straszenia, jest raczej wytrącanie widza z comfort zone i zmuszanie go by był gotowy na wszystko.
- jednak największą zaletą American Horror Story są aktorzy i bohaterowie. Niby rodzinka z problemami jakich wiele, ale zostali fantastycznie nakreśleni, a ich problemy zostały solidnie uwypuklone. Mimo widocznej dysfunkcji i problemów wszyscy tam się kochają. Connie Britton jest jak zwykle zjawiskowa, oczu od niej nie można oderwać. Wciąż jednak czekam na popis aktorstwa od Jessicy Lange, która była wielokrotnie nagradzana za rolę w tym serialu. Już przykuwa oko, ale jestem ciekaw bardziej ekspresywnych scen z jej udziałem. Takie dostał Evan Peters, którego nastolatek z problemami psychicznymi kradł show.
- w pilocie bardzo podobał mi się motyw domu. Jego powolna eksploracja i odkrywanie jego tajemnic, które potem wpływają na bohaterów. Jednak motyw domu w serialu potraktowano jeszcze w inny sposób - w kilku dialogach porównywano do niego ludzkie ciało jakby chciano podkreślić, że nowy nabytek państwa Harmonów jest żywym bytem i to jego trzeba się najbardziej obawiać bo posiada własną osobowość.

OCENA 5/6

Ascension S01E01 Episode 1
- długo czekałem na ten serial. W końcu od czasu anulowania Stargate Universe nie było w telewizji sci-fi w kosmosie. Doczekałem się i zgodnie z przewidzeniem czuję się rozczarowany. Niby Ascension jest zbudowany z podstawowych składowych, które powinno dać dobry serial, ale jest też dużo klocków nie z tej bajki, a kilku przydałaby się solidna obróbka.
- sam koncept wyjściowy jest bardzo zachęcający. Mamy statek w połowie swojej stuletniej zbudowany podczas lat '60. Tylko, że podróż "tratwy ludzkości"  wcale nie jest najważniejsza w pierwszym odcinku. Osią napędową jest morderstwo. Tak, stacja Syfy wydała grube miliony na serial z statkiem kosmicznym by móc zaprezentować w nim śledztwo w sprawie śmierci młodej dziewczyny, które ma drugie dno, bo drugie dno być musi. Niby jest to pomysł by w ten sposób przedstawić poszczególnych bohaterów, śledztwo ma służyć ekspozycji bohaterów i być pretekstem by przyjrzeć się im bliżej. Tylko to wciąż jest przeciętnie napisana sprawa kryminalna gdzie notabene pan "detektyw" ani razu nie zadaje sobie pytania "czemu Larua Palmer została zamordowana", a tylko szuka jej mordercy. W międzyczasie są w delikatny sposób zaznaczane problemy z życia statku - jest zbliżający się punkt bez powrotu, rada, gierki polityczne, problemy z różnicami klasowymi czy mistyczne dziecko. Tylko to właśnie powinno być w centrum wydarzeń, a nie na uboczu. Zwłaszcza w trzyodcinkowej miniserii. Gdyby było co najmniej 10 odcinków zrozumiałbym, ale w takim wypadku ciężko mi się z tym pogodzić.
- to może więc bohaterowie sprawiają, że chcę się zerknąć na więcej? Nic z tego. W głównej roli jest mało charyzmatyczny XO prowadzący to nieszczęsne śledztwo. Jest też kapitan, który ma zostać zmieniony, jego machiavelliczna pragnąca władzy, jakaś dziewczyna, jakiś chłopak, szef ochrony i.... zresztą nieważne. Pamiętacie Battlestar Galactica czy którekolwiek Stargate? Tam były postacie, które z miejsca trafiały do widza, nie konieczne się im kibicowało, ale chciało śledzić ich poczynania. Tutaj mam to w nosie. Po godzinnym odcinku nie znam imion. Nikogo. A to dobrze nie świadczy. Wiem tylko, że żonkę kapitana gra Tricia Helfer dlatego najlepiej ją się ogląda. Bo jakże by inaczej? Nie jest to jednak zasługa jej postaci. Może późnij będzie lepiej gdy sytuacja stanie się bardziej krytyczna. Jednak obecne wydarzenia nie pozwalają mi myśleć zbyt pozytywnie o przyszłości. Bo są romanse czyli największe pójście na łatwiznę w prowadzeniu relacji między postaciami. Tutaj maż nic nie wie, tamta dziewczyna kocha seksownego chłopaka, a kapitan jest zdradzany. Delikatne zostały zasugerowane inne typy relacji, ale znowu - to co najciekawsze jest pod warstewką mułu i czeka na odkrycie.
- podoba mi się retrostylistyka. Duże ekrany, gigantyczne komputery, wnętrza jak z katalogu i piękno, które ma razić swoją sztucznością u stewardes. Oczywiście muzyka i filmy również są z epoki. Szkoda, że serial nie poszedł trochę dalej, zwłaszcza w warstwie społecznej. Patrzę - czarnoskóra postać, będę wątki rasowe, jakiś komentarz do naszej historii. A gdzie tam. Serial porusza się bezpiecznie w swoich granicach. Jest na co popatrzeć i niestety to wszystko.
- mimo godziny odcinek szybko zleciał. Miał dobre tempo i ciekawił z początku. Z czasem było trochę gorzej i pod koniec już trochę męczył, ale ogólnie wrażenia podczas oglądania miałem pozytywne, gorzej wypadł czas rozliczeń. Trochę akcji i zdawkowe karmienia widza mające na celu jeszcze większe zaostrzenie apetytu mogłoby się sprawdzić gdyby na końcu został zaserwowany pyszniutki kotlecik lub pokazano nam nad czym pracuje szef kuchni. Ja trafiłem na zakalca. Z rekina. Skaczącego.
- uwaga, jeśli ktoś czytał, a nie oglądał i nie chcę spoilerować sobie końcówki to teraz jest dobry moment by zmienić kanał bo będzie o cliffhangerze. Czyli SPOILERY wysokiego kalibru. Chociaż z drugiej strony plot twist z końca nie był dla mnie totalnym zaskoczeniem, raczej "logicznym" wytłumaczeniem całej sytuacji. Bo wiecie, w międzyczasie w odcinku pojawiały się scenki z współczesnego świata co spowodowało u mnie uruchomienie sygnału alarmowego. Bo jak to serial o kosmosie i kolonizatorach podążających tam gdzie jeszcze nikt nie dotarł ma scenki na współczesnej Ziemi. I niestety jedna z moich teorii została potwierdzona w cliffie - cały program Ascension to jedna wielka mistyfikacji. Takie "małe" WTF na koniec odwracające cały koncept serialu sprawiające, że mam jeszcze mniejszą ochotę oglądać co dalej. Bo zamiast heroicznej misji, ostatniej nadziei ludzkości mamy nieludzki eksperyment socjologiczny, który swoją drogą jest jeszcze bardziej nieprawdopodobny niż międzygalaktyczny lot w latach '60. Wyjaśniło to też czemu przez cały odcinek nie czułem klimatu statku kosmicznego - bo takiego nie było. I chyba lepiej jakby nie było tego serialu. Pomachał marchewką, zaprosił na obiad, podał tacę z owocami po czym okazało się, że wszystko to plastikowa atrapa.
- i jeszcze mała perełka, która sprawiła, że mocno zwątpiłem w serial w połowie odcinka - "To coś więcej niż literki na ekranie. Jest tam cały świat i kiedy piszesz na telefonie,stajesz się jego częścią. Zmieniasz go. "

OCENA 3.5/6

Homeland S04E12 Long Time Coming
- przy poprzednim odcinku podzieliłem się obawami związanymi z nadchodzącym finałem. Przeczuwałem, że serial może nie sprostać oczekiwaniom bo jeden epizod to niewiele do wyjaśnienia takiego cliffhangera. I częściowo miałem rację - niewiele czasu więc pozostało więcej pytań niż po poprzednim odcinku, a rezolucji nie doczekaliśmy się żadnej. Czemu tylko częściowo miałem rację? Bo odcinek był oderwany od reszty sezonu, niczym zupełnie nie pasujący kawałek opowieści. Po 11 odcinkach walki z terrorystami i Pakistańczykami dostajemy kameralne 50 minut o Carrie radzącej sobie ze stratą ojca. Zupełnie mi to nie pasowało do tegorocznej opowieści. Bardziej przypominało to dziesiąte odcinki Game of Thrones gdzie dostawaliśmy spokojny epilog i zarysowanie nowych odcinków. Tylko, że tutaj opowiadano bardziej poboczna historię i skupiono się na Carrie. Wpleciono w to matkę, wątek miłosny Quinn, żałobę i miłość do córki. I tak niemal przez cały czas, aż odechciewało się oglądać. Było kilka wyśmienitych scen, Claire Danes jak zwykle fenomenalna, ale czuję ogromny zawód zwłaszcza po takim sezonie. 

OCENA 3.5/6 
 
Brooklyn Nine-Nine S02E11 Stakeout
- co za świetny odcinek! Trochę dziwne, że nie było specjalnego, świątecznego motywu, ale to dobrze. Odcinek był o przyjaźni i postrzeganiu siebie przez co zafundował masę śmiechu. Główny wątek to Jake i Boyles na obserwacji. Dwaj partnerzy muszą przetrwać razem tydzień, początkowo pojawiają się drobne kłótnie, a potem dochodzi do otwartego konfliktu. Świetne sceny, cudowny pomysł z zapisywaniem denerwujących rzeczy na ścianie i running gag z Charlsem próbującym zrobić wsad. Piękne! Liczę, że w przyszłości pojawi się odcinek gdzie wszyscy główni bohaterowie zostaną zamknięciu w jednym pomieszczeniu. Oczywiście wiele brakowało do Cooperative Polygraphy z Community, ale to nie ujma dla B99.
- książeczka dla dzieci Terryego była śmieszna. Jednak przezabawne były Gina i Amy zachowujące się niezgodnie z swoim charakterem. Jednak nie tylko one mają problem z samoakceptacją. Również Hitchoock i Scully pragną być kimś innym - Jakem. Brawa dla scenarzystów jak ładnie spięli gagi jednym motywem.
- Rosa dostała wątek romansowy i wypadło nawet zabawnie i trochę żałuję że nie miała więcej scen, zwłaszcza z Holtem. Jednak to pan kapitan wygrał odcinek swoim "Wunch time is over! Boom did it! No Regrets!". Śmiałem się z tego przez całą czołówkę tak jak potem z jego krępującego zachowania względem Rosy.

OCENA 5.5/6

Marco Polo S01E01 The Wayfarer
- typowy ja. Zamiast ponadrabiać seriale w przerwie świątecznej to zaczynam nowy, który w ogóle nie miał trafić na moją watchlistę. Zainteresowałem się serialem bo zbierał dość mieszane recenzję i ma niską średnią na Metacritic. I dobrze zrobiłem bo całkiem przyjemnie mi się go oglądało. Dobrze to rokuje na przyszłość bo początek jest podobno najsłabszy.
- na razie nie pałam miłością do postaci i z imienia i funkcji kojarzę na razie trzy. Tytułowy Marco Polo jest trochę nijaki, ale wraz z nim można poznawać kulturę orientu oraz z nim sympatyzować z powodu backstory. Został sprzedany w niewole przez ojca w zamian za otwarcie szlaków handlowych. Dodatkowo cały czas próbuje znaleźć swoje miejsce w świecie. I oczywiście jest inteligenty i z czasem będzie zyskiwał szacunek. O wiele ciekawiej wypada Kubilaj-chan. Charyzmatyczny i pewny siebie władca mongolski. Dzięki niemu można oglądać rozrywki na królewskim dworze i poznać pierwsze spiski. Szkoda, że ekspozycja postaci drugoplanowych wypadła w tak kiepski sposób. Serial musi się jeszcze pod tym względem jeszcze dużo nauczyć.
- ostatni z charakterystycznej trójki jest Stuoki. Archetyp mentora dla głównego bohatera i niewidomego wojownika. On wprowadza do serialu element sztuk walki. Na razie są one dość prymitywne, ale to zapewne wynika z fabuły. Jednak ich reżyseria może się podobać z często zmieniającą się kamerą.
- podoba się też reżyseria. Serial kosztował 90 mln i to widać. Bogactwo w wystroju wnętrz, rzeźby, stroję, plenery. Nawet zbudowano kawałek XIII wiecznej Wenecji. Jest bogato co reżyser ładnie podkreśla. Wszystko to komponuje się z orientalną i różnorodną muzyką podkreślającą klimat.
- szkoda, że najsłabiej wypada scenariusz. Odcinek ma kilka przestojów, flashbacki zbyteczne, a plansza z tekstem i głos lektora przybliżający sytuację polityczną to pójście na łatwiznę. Marco Polo jest prowadzony od jednego wydarzenia do drugiego, nic nie robi, nie wikła się w intrygi. Dużo rzeczy dzieje się koło niego i są to mało ciekawe rzeczy. Jest jakaś wojna, jakieś zdrady, ludzie przeżarci ambicją i ładne kobiety. I dzieje się.
- tak więc serial będę oglądał dla reżyserii, zdjęć i nadchodzących scen walki trzymając przy tym kciuki by pojawił się wciągający wątek przewodni i nie okazał się on tanim romansem.

OCENA 4/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E23 Itsy Bitsy Spider
- ble, pająki i robale, nie lubię. Tak jak Zack, którego miny było komiczne gdy miał styczność z pajączkami. Biedaczek. Fabularnie odcinek był słabiutki. Jakiś posąg do uratowanie teoretycznie chroniący miasto przed wszelkim robactwem, scenka z Mięśniakiem i Czachą, polowanie na robaki i walka z potworem, które była przeraźliwie nudna. Nawet specjalnie nie można się było pośmiać z designu monster of the week. Niesety Tommy dalej na uboczu, nawet powtórzone ten sam schemat z poprzedniego odcinka. Wojownicy walczą, on ćwiczy, a Zordon wysyła go na ratunek. Nawet nie miał walki w kostiumie, tylko przywołał Zorda.
- bardzo odpowiedzialnie Zack. Magiczne motyle usypiają dzieci, a ty je zostawiasz same gdy atakuje potwór? Nie ładnie.

OCENA 2.5/6 

Utopia S01E06 Episode 6
- piękne zakończenie finału. Dziesięć minut przed końcem mieliśmy niemalże happy end. Szczepionka zniszczona, Królik zabity, a bohaterowie mogą odzyskać swoje dawne życie nic z tego. Wszystko zaczęło się sypać. Pierw w delikatny sposób poprzez rozstanie Granda z Alice, a potem na dużą skalę. Bo sezon, w świetle wcześniejszych wydarzeń, nie mógł mieć szczęśliwego zakończenie. Dobrzy przegrali w miko i makro skali. Mikro bo przeżywają osobiste dramaty. Nie dość, że u Becky nasiliła się choroba to jeszcze postanowiła opuścić Iiana. W makro bo okazało się, że wrogiem był ktoś zupełnie inny i uzyskał to czego pragnął. Milner (plot twist!) nie zależało na manuskrypcie, a Jessice. Co za świetna scena na dachu! I jestem ogromnie ciekaw co dalej z wielką intrygą. Fabularnie trochę się zaczyna gubić bo więcej miejsca jest poświęcane bohaterom lub popisom reżyserskim, ale wciąż wciąga.
- niesamowicie podoba mi się co zrobiono z Wilsonem. Dobry bohater został przekabacony na drugą stroną i wierzy w plan złych, widzi w nim sens. Dlatego tak bardzo oczekuje dalszego ciągu jego historii i liczę, że zacznie pracować razem z Milner. Bo wydaje mi się, że widziałem go na materiałach promocyjnych drugiego sezonu. Zresztą, postacie na umierają poza kadrem.
- najlepszy zestaw scen miał chyba Grant. Oliver Woollford gra niesamowicie raz pokazując strach, a raz pewność siebie. Świetne sceny w zamknięciu i moment zamordowania Królika. Serial nie boi się dawać dzieciom scen pełnych przemocy.
- trochę rozczarował mnie wątek Michaela. Zbyt szybko zmienił stronę, miałem nadzieje, że będzie stopniowo zmieniał się na złe, a zamiast tego już w tym odcinku zaczął popełniać dobre decyzję. Pewnie dlatego, że tą rolę przejmie Wilson w drugiej serii.
- serial mnie niesamowicie wciągnął i oglądając go nie można oderwać wzroku. Ale coś mnie w nim delikatnie uwiera. Mam wrażenie, że fabuła mogłaby być powadzona w lepszy sposób bo niezbyt czuć globalny spisek. Ale to tylko takie drobne zastrzeżenie.

OCENA 5/6

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #115 [08.12.2014 - 14.12.2014]

To był tydzień pożegnań ponieważ aż cztery seriale z mojej watchlisty idą na długie urlopy. Trzeba przyznać, że odcinki dopisały, a rozczarowało jedynie Sleppy Hollow, które ostatnio babrze się w mule i nie potrafi osiągnąć poziomu sprzed roku. Przykro się patrzy oglądając scenarzystów gubiących się podczas pisania postaci, które zdążyłem polubić. Na szczęście w komiksowym zakątku świata seriali nie ma zbytnio na co narzekać. Każdy z trzech dostarczonych cliffhangerów tylko zaostrzył apetyt na jeszcze. Mimo tego najlepiej i tak w tym tygodniu oglądało mi się The 100. To jest już norma więc zachęcam wszystkich po sięgnięcia po najlepszy serial The CW od czasu Nikity. Tylko przypominam o zagryzieniu zębów przez pierwsze 3 odcinki. Potem będzie mi dziękować. 

Mimo zbliżającej się gwiazdki będzie co oglądać. Niby mój kalendarz do piątego stycznia pokazuje 3 nadchodzące odcinki, ale nie uwzględnia debiutów The Librarians i Marco Polo. Dziennikarze donoszą, że nie są to wybitne dzieła, ale można je sprawdzić. Ja jednak będę zachwycał się Utopią i dam ponowną szansę Homeland. Już w tej blognotce chciałem napisać jak wypadła w moich oczach premiera czwartej serii, ale okazało się, że odcinek trwa ponad 100 minut. Toż to tyle co film. Nic to, będzie trzeba wygospodarować trochę czasu i sprawdzić czy pogłoski o powrocie do formy nie były przesadzone. A potem ostatnie odcinki Dead Like Me, True Blood, Sons of Anarchy, Dexter i Last Resort. Taaa, bo się uda zrealizować te wszystkie plany. Wyjdzie tak jak moje oglądanie Star Treka. Czytaj - nie wyjdzie.

Fani Continuum długo musieli czekać o informację o przyszłości swojego serialu. Modlitwy i składane cielce dla bożka seriali przyniosły efekt - finałowy czwarty sezon z 6 odcinkami zadebiutuje latem. Godne pochwały, że serial doczeka się zakończenia. Simon Barry wspomina też coś o kontynuacji czyli spodziewałbym się komiksów rozwijających niektóre wątki. Za to szóstej serii doczeka się Rizzoli and Isles składającej się z 16 odcinków. Smutno się robi gdy przeciętny serial kryminalny zyskuje lepszą oglądalność od solidnych produkcji sci-fi/fantasy. Zakończenia doczeka się The League - komedia po 7 latach zniknie z anteny FX. 

Pisałem już o planach by nakręcić prequel Supermana w stylu Gotham czyli Krypton. Słowa powoli stają się ciałem bo Syfy, które ostatnimi czasy nic nie robi tylko zamawia nowe seriale, dało zielone światło pilotowi. Showrunnerami będą David S. Goyer i  Ian Goldberg co nie napawa zbytnio optymizmem. Serial opowie o rodzie El i dziadku Supermana. Liczę, że zostanie zachowany biotechnologiczny styl znany z Man of Steel, ale boję się, że może to zbyt dużo kosztować. Bardziej jednak czekam na serial o Supergirl. Plotki mówią, że już w tym tygodniu ma zostać ujawniona aktorka, która wcieli się w kuzynkę Kal Ela. Na pewno nie będzie do Claire Holt. Kolejna plotka twierdzi, że serial ma dziać się w tym samym uniwersum co Arrow i The Flash.

Do telewizji, tym razem brytyjskiej, trafi detektyw Cormoran Strike wykreowany przez J.K. Rowling. Autorka będzie współpracować przy tworzeniu seriali u na razie tyle wiadomo. Mi dalej marzy się serial osadzony w filmowym uniwersum Harryego Pottera. 

Od paru lat przestałem przykładać większą wagę do wszelakich rozdań nagród. Jednak przeglądając nominację do Złotych Globów wyrażam podziw kto załapały na tą listę. Jane the Virign, Transparent, Ruth Wilson, The Good Wife. I zero Modern Family! Golden Globes > Emmy. Plus mają Amy i Tinę. Gali pewnie nie obejrzę, ale czuje, że będzie warto sprawdzić skróty.  

Na koniec link to zapowiedzi powrotu Dr Quinn. Fani Breaking Bad powinni sprawdzić.

SPOILERY

Arrow S03E09 The Climb
- WTF?! Serio, co tu się stało?! Dawno żaden cliffhanger mnie tak nie zaskoczył. I ja mam czekać ponad miesiąc do nowego odcinka? Toż to zbrodnia. Tym bardziej, że nie pałam miłością do tego serialu, ale ogromnie chcę się dowiedzieć jak scenarzyści wyjdą z tego problemu. Bo zabicie głównego bohatera jest problemem, a przynajmniej obdarzenie go śmiertelnymi ranami. Obawiałem się jego pojedynku z Rasem, ale na szczęście go przegrał tylko nie śniło mi się, że stanie się to w taki sposób. Czyżby planowano wprowadzić do mitologii serialu Lazaurs Pitt i wskrzesić Olliego? To byłoby odważne posunięcie, ale na nie liczę. Bo cudownego ocalenie nie kupię. Kupiłem za to pojedynek, w którym nareszcie ktoś skopał dupsko Queena. I to bez większego problem. Wyszły też obowiązkowe flashbacki przed śmiercią. Teraz muszę unikać spoilerów i żyć w oczekiwaniu na nowy odcinek.
- a jak wypadł sam epizod? Przeciętne czyli typowo dla Arrow. Nuda z Lauriel, dużo innych głupotek i irracjonalnego zachowania bohaterów. Nie kupuje Theee jako morderczyni kanarka. I jest kilka powodów - łucznikiem miał być przecież ktoś niższy, a ona jest mniej więcej wzrostu Roya, który był o to podejrzewany. Jednak cała ta szopka rozpada się gdy weźmiemy pod uwagę badania genetyczne. Czemu baza policji pokazała Olliego skoro Thee też w niej jest (wydarzenia z pierwszego sezonu). I czemu zgodnych jest 11 na 12 markerów genetycznych skoro jest to przyrodnie rodzeństwo. Oby się okazało, że Malcolm zmanipulował Olliego by ten uwolnił go od Ligii.

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S02E08 USPIS 
co za wspaniały odcinek. Niech o jego klasie świadczy fakt, że przewiałem niektóre sceny by popatrzeć jeszcze raz na reakcję bohaterów, ich zachowanie lub posłuchać doskonale napisanych dialogów. Cieszy też, że nie był to odcinek standalone, a rozwijający historię w serialu. Powrócił gigglepig, a Jack i Boyles musieli współpracować z federalnym agentem pocztowym co prowadziło do masy komicznych rozmów. Ed Helms dał radę i nie miałbym nic przeciwko gdyby jeszcze raz pojawił się w serialu.
- drugi wątek pokazywał Amay radzącą sobie z nałogiem. Czy raczej nie radzącą z jego rzucaniem. Cóż za komiczne miny w wykonaniu Melissy Fumero! Najlepszy moment? Rest w lodowatej wodzie i flashbacki Holta.

OCENA 5/6

Brooklyn Nine-Nine S02E09 The Road Trip
- podwójna randka i wspólny wyjazd niezbyt się udał. Jasne, dalej było śmiesznie, ale Sophia i Teddy byli pewnym obciążeniem. Wolę gdy serial skupia się na posterunku i głównych bohaterach. Było kilka udanych scen jak pokój z lalkami i kelnerka bez wyczucia czasu, ale nie bawiłem się tak jak oczekuje po tym serialu.
- chociaż może wcale to nie wina braku posterunku w tym wątku, a scenarzystów? Bo choroba Rosy i lekcja gotowania Boylsa były zaledwie dobre.
- odcinek za to wygrała Gina z krzyżem z ołówków odpędzająca wampirzą Rosę.

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S02E10 The Pontiac Bandit Returns
- powrót Pontiacowego Bandyty wypadł nadzwyczaj przyjemnie. Świetną ma chemię z Jakem i Rosą. Przede wszystkim Rosą, dlatego szkoda, że nie mieli więcej wspólnych scen. Targi z Holtem, zajadanie się homarami i szybka lekcja włamywania się do auta - świetne!
- mniej świetny był wątek Amy. Jej ekscytacja Holtem dalej śmieszy, ale mam wrażenie że mogło być lepiej. Jednak Hitchook lekceważący rozciętą rękę był komiczny.
- jednak odcinek i tak wygrała Rosa, która nie mogła się przestać śmiać.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S02E10 What They Become
- jesienny finał SHIELD znacząca poszerzył kinowe uniwersum Marvela. Niektórzy mówią, że od tego odcinka rozpoczęła się tzw. Trzecia Faza. Nie da mu się odmówić przełomowości. Szkoda tylko, że ja czuje się zawiedziony. Jakby po sznureczku odwalone zostało to co musiało się stać. Skye skonfrontowała się z ojcem i ujawniono, że należy do Inhuman. Przeszła transformacje, zyskała jakieś moce i cliff. Szkoda, że na to się zanosiło od jakiegoś roku. Liczyłem na jakieś większe zaskoczenie, niespodziewaną postać, której nie zabije Obelisk. Nic z tego. Jednak nie da się odmówić efektowności ostatniej sceny. Szkoda śmierci Trippa. Świetnie nakręcona, ale mam wrażenie, że potencjał tej postaci nie został wykorzystany i to on dostawał najmniej czasu antenowego. Nie był nawet w głównej obsadzie więc nie dziwi jego odejście. Jednak brawa dla scenarzystów, że nie boją się zabijać bohaterów.
- w odcinku przeszkadzało mi też jego tempo. Trochę zbyt rozwlekłe. Szczególnie w scenach Skye/tatuś. Rozumiem konieczność nakreślenia ich relacji i podziwiam jak zostały nagrane. Tylko mogłyby trwać kilka minut krócej.
- rozczarowaniem okazało się też miasto. Tajemnicze znaki działały na wyobraźnie. Tak jak holograficzna prezentacja. Szkoda, że czar prysł po zejściu. Ciemność, kilka korytarzy na krzyż i "świątynia" czyli pomieszczenie w kształcie okręgu z piedestałem gdzie należało postawić Obelisk. Słabo.
- czy to już koniec wątku Hydry i Whitehalla? Część mnie jest zadowolona bo oznacza to więcej czasu dla Inhumans. Tylko czemu pokazano to w taki sposób? Kilka strzałów i po nemezis tego pół-sezonu. Słabo.
- podobało mi się za to starcie Culsona z Doktorem. Brutalne, pełne dźwigni z udaną choreografią. Pooglądałbym więcej taki walk.
- cieszy mnie, że Skye bierze sprawy w swoje ręce. Trochę była zaszokowana spotkaniem z ojcem, ale widać jak się zmieniła. Kulminacją jej przemiany było postrzelenie Warda. Chyba po tym zda sobie sprawę, że to koniec ich pokręconego związku, w który tak uparcie wierzył. Mnie ciekawi co teraz będzie porabiał z klonem agentki May. Nieobliczalna siła, która powinna w przyszłości sporo namieszać.
- Bobbi, Bobbi co ty kombinujesz. Co za pendrive zwinęłaś i jakie tajemnice ukrywasz przed Hunterem? Jakby miał zgadywać powiedziałbym, że pracuje dla Furyego, ale coś mi się wydaje, że rozwiązanie tej zagadki będzie bardziej zaskakujące.
- scena po napisach to kolejny materiał do spekulacji. Kim jest tajemniczy człowiek bez oczu? Inhuman, na pewno. Tylko jaka jest jego agenda? Dobry czy zły? Łowca czy nauczyciel? A odpowiedzi na te pytania dopiero za ponad 80 dni. Jak dobrze, że powrót do MCU już 6 stycznia z Agentką Carter.

OCENA 4/6

Mighty Morphin Power RangersS01E22 The Trouble with Shellshock
- pierwszy odcinek z Tommym w drużynie i czuje się zawiedziony. Był, pograł trochę w kosza, powalczył z kitowcami i zniknął na większość odcinka. Bez sensu. Chyba, że serialowi zabrakło materiału źródłowego i nie mieli jak wcisnąć Zielonego Wojownika. Ucierpiał przez to odcinek. Walki były słabiutkie, a podróż po magiczny kwiatek wciśnięta po to by zapełnić trochę czasu antenowego.
- jednak nie można mu odmówić humoru. Squat i Baboo zrobili swojego potworka gdy Rita ucięła sobie drzemkę. Wyglądał on absurdalnie. Żółw z sygnalizacją świetlną na plecach. i częściami zamiennymi w postaci armaty lub kija bejsbolowego. Fantazji twórcą nie można odmówić, oj nie można. Szkoda tylko tego nieszczęsnego pojedynku.
- trochę się bałem stereotypowego pokazania koszykówki gdzie biali nie potrafią skakać. Zack przez cały odcinek wymiata, a na końcu dostaje od Billyego. Miłe i niespodziewane zakończenie. Na plus oczywiście socjalizowanie się wojowników. Szkoda, że brakuje między nimi jakiś głębszych relacji.

OCENA 3/6

Sleepy Hollow S02E11 The Akeda
- w finałowej scenie odcinka zabrakło tylko tęczy i latających kucyków. Deklaracje miłości, poświęcenia i ostateczne przejście na stronę dobra jest trudno dobrze napisać. Tutaj się nie udało. Jak wiele rzeczy w tym sezonie. Henry jako badass dawał radę. Jako dzieciak porzucony przez rodziców i szukający miłości u potężnego demona był męczący. Tak jak przypominanie przez cały sezon jak to rodzice go kochają, a on ich nienawidzi. A finał oczywiście wszystko odkręcił, Henry zabił Molocha, a teraz wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie. Taaa, jasne... Chyba najwyższy czas bym skończył z tym serialem bo powoli nie mogę znieść podniosłości niektórych scen. Ja chcę od tego serialu campowej przygody z szalonymi pomysłami, a nie nadętej walki z siłami ciemności, której nie da się przegrać.
- w odcinku nie podobało mi się jeszcze wiele rzeczy. Od wprowadzenie Howleya i zredukowania go do roli dealera broni i opiekunki Jeźdźca. Heroiczna śmierć Irvinga również nie działało. Nawet nie zaszczyciłem tego wzruszeniem ramion takie mi to było obojętne. Nie rozumiem też po co Henry zabrał mu duszę na początku sezonu. Chyba tylko by mógł teraz wywijać mieczem Enocha i można go było wskrzesić w przyszłości. Nie rozumiem jeszcze wielu rzeczy. Czy makieta Sleepy Hollow, która robił Henry miała jakiś inny cel niż pokazanie pentagramu?
- kolejny zmarnowany potencjał sezonu to zbroja Wojny. Kolejny badassowy moment, który zamiast być eksponowany został niemal kompletnie pominięty w serii. Taki fajny motyw, a scenarzyści woleli więcej czasu poświęcać dramie w małżeństwie Cranów, która nikogo.
- śmierć Molocha była lekkim zaskoczeniem, ale tylko lekkim. Spodziewałem się, że nie jest on głównym graczem. Jak to mówią "there is always bigger fish"

OCENA 2.5/6

The Flash S01E09 The Man in the Yellow Suit 
- z trzech komiksowych serialu jakie dobiegły końca w tym tygodniu to The Flash miał najlepszy odcinek. Może najmniej szokujący cliffhanger, zaszły w nim niewiele zmian, ale to właśnie nowe przygody najszybszego bohatera uniwersum DC/CW najprzyjemniej się oglądało.
- udanie rozłożono akcenty w odcinku i budowano napięcie. Zaczęło się od pojawienia Reverse Flasha, a potem typowy flashback. Tylko, że powrót do tych wydarzeń nie nastąpił na samym końcu, a dużo wcześniej. Wyścigi ulicami miasta emocjonujące i widowiskowe. Tak jak scena z złapaniem Reversa. Jednak najlepszy był cliffhanger z udziałem Wellsa. Skąd ma strój Reversa? Czy to jego kostium czy go w jakiś sposób zdobył? I kiedy do w końcu wprowadzą podróże w czasie, które jakże umiejętnie są teasowane? Potencjał na przyszłość jest, a odcinki ostatnimi czasy włącza się z niezwykłą przyjemnością. Oby tak dalej.
- jednak równie ciekawym wątkiem było prowadzenie historii Catlin i Ronniego. Udanie prowadzone są wątki dramatyczne i brak ckliwych zakończeń, a postacią można kibicować. I ten pokaz mocy Firestroma! Może odrobinkę nie pasował do odcinka opierającego się na pojedynku dwóch speedsterów, ale no Firestorm! Przyszła Liga Sprawiedliwości nabiera coraz bardziej realnych kształtów.
- mimo, że zazwyczaj odcinki świąteczne mnie drażnią tak tutaj gwiazdkowe akcenty i rodzinna atmosfera wyszły udanie. Nawet wątek Iris/Barry nie męczył bo powolutku posuwa się do przodu. Dalej nie rozumiem tego związku, ale jeśli go mam oglądać niech będzie pisany na takim poziomie. 

OCENA 4.5/6

The Good Wife S06E09 Sticky Content
- kolejny odcinek w tym sezonie bez sprawy sądowej i znowu to nie przeszkadza. W centrum kampania Alicji, która jest coraz ciekawsza. Walka z Pradym jest dwuznaczna, nie wiadomo komu ufać i czego oczekiwać po Alicji. Prócz pojedynku o fotel prokuratora jest są też zmagania Alicji z samą sobą i jej życiem osobistym. Romanse i zdrady w najlepszym wydaniu. Serial idealnie wprowadza kolejne wątki i rozwija stare. Z drugiej strony brakuje mi klimatu kancelarii adwokackiej, a serial zrobił się bardziej polityczny niż prawniczy. Dlatego trzymam kciuki by Alicja przegrała wybory.
- wątek Cary'ego miał dwa bardzo fajne motywy. Pierwszym z nich były sceny gdy wyobrażał sobie jak zostaje zamordowany. Gdzie wszystko było piękne, otwarte pomieszczenia i dramatyczny koniec. Pasowało to. Tak jak strach gdy szedł przez korytarz i zaczął się bać o swoje życie. Drugi fajny motyw to konfrontacja z Bishopem i nagły strach po telefonie Kalindy. Matt Czuchry odwala kawał doskonałej roboty.

OCENA 4.5/6

The 100 S02E06 Fog of War
- niestety, nie da się utrzymywać wysokiego poziomu serialu przez cały czas. Nie zrozumcie mnie źle, dalej mi się podobało, ale mam kilka zastrzeżeń. Dialogi niedomagały, była słabiutko rozpisane, brak im było pazura, zbyt często bohaterowie mówili o rzeczach nieważnych. Przeszkadzało mi też sposób w jaki potraktowano kalectwo Raven. Cieszyłem się z osoby niepełnosprawnej bo wprowadziło to pewno różnorodność. Jednak w tym odcinku chodzi sobie jakby nic się nie stało. Przeszkadza to. Jednak najbardziej denerwowała skurczenie świata i zbyt szybkie podróże bohaterów. Mount Weather w pobliżu bunkra? Jaha od obozu Grounders przybył do swoich niemal w tym samym czasie co Abby z Clarke? Zbyt szybko, zbyt łatwo.
- pierwsze 10-15 minut odcinka było trochę nudne. Rozczarował mnie delikatny przeskok w czasie. Zamiast bezpośredniej sceny po masakrze urządzonej przez Finna dostajemy Clarke, która musi sobie radzić z zmianami jaki w nim zaszły. I on też musi sobie z tym radzić. Trochę zbyt łatwo potraktowano zbrodnię wojenną. Takich rzeczy się nie lekceważy i mam nadzieje, że jeszcze ugryzie ich to w tyłek. Ciekawie wygląda stosunek choćby Bellamyego do Finna, który stara się go zrozumieć. Wie, że to wojna bo i on dopuścił się kilku niecnych czynów. Tylko czy cały czas będzie stał w jego obronie. Czy Clarke stanie? Bo ten wątek jeszcze powróci.
- powróci bo to on napędzał historię kanclerzy. Odcinek przesiedzieli w łańcuchach w starej stacji metra. Byli bardziej zagubieni niż i bezradni niż zwykle, ale dalej powróciły cechy charakteru, które ich definiują. Zupełnie mnie nie zaskoczyło gdy Kane chciał się zabić (taaa, jakby chciał to by sobie gardło poderżnął). Wciąż uważa, że powinien zginąć i dalej poświęca się w imię większego dobra. Przynajmniej tak mu się wydaje, że Jaha jest tym lepszym przywódcą. Pojawienie się Commandera Ziemian zaskakująca i trochę naiwne. Taka młoda dziewczyna nimi przewodzi? Oby mieli na to dobre wytłumaczenie. Cieszy mnie, że nie łatwo jest uzyskać porozumienie. Konflikt zamiast być powoli wygaszany jeszcze bardziej eskalował przez ultimatum Ziemian. I tutaj wraca wątek Finna. Wydadzą go czy nie. To byłby mocny winter finale gdyby go zabili w imię większego dobra.
- w Mount Weather spokojnie. Dalej jest pogłębiany konflikt w rodzinie Wellsów, dalej ważą się losy The 47. Jednak dzieciaki mają plan. I nie działają w taki głupi i chaotyczny sposób jak Clarke. Przynajmniej na razie.
- podoba mi się, że serial powoli zacieśnia współpraca dorosłych i dzieci. Wspólna wyprawa prowadziła do nowych konfliktów, ale też lepszego zrozumienia i ewolucji stosunków. Choćby w tym kluczowym momencie gdy Bellamy dostaje broń. Jednak w tym story arcu odcinka przeszkadzało mi kilka rzeczy. Na przykład mgła. Ucieszyłem się gdy wróciła. Takie przypomnienie, że nie tylko ludzi są zagrożeniem w tym świecie. Czar prysł gdy okazało się, że jest ona jedną z broni Górali. Nie podobało mi się też przedstawienie podziemnego garażu, który nie wyglądał na te 100 lat. Dałbym mu raczej pięcioletni okres zaniedbania. Zbyt ładne to wszystko. Jednak muszę przyznać, że pojawienie się Żniwiarzy przy dźwiękach pam pam pam para ram pam pam było niezwykle klimatyczne. Ciemność, atak z ukrycie, śmierć, a potem pojawienie się zakrwawionego Lincolna, którego znowu trzeba ratować. Takie sceny cieszą.

OCENA 4/6

The 100 S02E07 Long Into an Abyss
- czy muszę pisać, że znowu The 100 serwuje fantastyczny odcinek? Wysoki poziom jest utrzymywany od końcówki poprzedniej serii i chyba nie trzeba wspominać o takich oczywistościach. Więc jeśli jakimś cudem trafiłeś na pierwszy akapit wrażeń do tego odcinka, a nie zamierzasz czytać dalej to mała wskazówka - nadrabiaj serial bo jest tego wart.
- w tym tygodniu narzekałem choćby przy Agentach T.A.R.C.Z.Y. na słabe tempo odcinka i rozłożenie akcentów. Tutaj mamy coś zupełnie odwrotnego. Doskonałe budowanie napięcie i fundowania sinusoidy intensywności, która się sprawdza. Gdy jeden wyścig z czasem się skończył i następuje chwila spokoju zaczyna się następny przy czym wszystko jest ze sobą powiązane. Tak właśnie absorbuje się uwagę widza.
- jednak pierw zaczną od wątku Mount Weather, który rozpoczyna się od pozornie idyllicznej sceny z mieszkanką Góry na powierzchni. Żółte kwiatki, zielone drzewa, świecące słoneczko, letni deszczyk i uśmiech na twarzy. Eksperyment się udał, dzieciaki okazały się przydane. Tylko nie do końca. Bo zaraz zaczyna się atak choroby popromienne (tak wiem, z punktu naukowego cały ten wątek jest idiotyczny, ale na gruncie telewizji działa), a dziewczyna krzyczy z bólu. Jednak dużo bardziej przerażająca była rozmowa w bunkrze między Cagem, a panią doktor gdy mówią o nauce i przyszłości swoich ludzi, a w tle cały czas te przerażające krzyki. Jeśli scenarzyści chcieli pokazać jacy Górale są źli to się im udało.
- tylko, że nie do końca. Bo jest jeszcze prezydent Dante. Nie chcę śmierci dzieciaków wciąż wierzy w pokojowe rozwiązanie. Nawet gdy jest podstępnie kuszony przez swojego syna co szybko udaje. Może i należy do tych złych, ale można z nim w pewnym stopniu sympatyzować. Tylko co zrobi? Podda się czy pozostanie przy swoich przekonaniach? A może już się poddał? Czy wie co robi Cage z Tsing czy działają za jego plecami?
- dzieciaki w Mount Weahter w końcu wzięły się do roboty i próbują uciec. Nawet powoli wprowadzają w życie swój plan. Może ich wątek w tym odcinku był jego najsłabszym elementem, ale parę razy się uśmiechnąłem oglądając ich włamanie. I wciąż podoba mi się postać Jaspera, który walczy ze swoim tchórzostwem. Następy epizod powinien zaprezentować jakiegoś mocnego cliffa z ich udziałem.
- powrót Jahy do obozu nie był taki kolorowy jak sobie to wyobrażał. Sytuacja jest krytyczna, a on nie jest liderem z czym ciężko mu się pogodzić. Ten wątek jest świetnie (znowu!) rozpisany. Wciąż czuje się jakby przewodził ludźmi, ale nie ma do tego uprawień przez co dochodzi do spięć z Abby. Pierwsze przy wystąpieniu do ludzi (ileż statystów zatrudnili w tej scenie!), a potem już podczas narady. I to była scena od której nie można się było oderwać. Bo on, charyzmatyczny lider wygłasza przemówienie, a ona która jest kanclerzem od paru dni wypowiada proste "nie". Ona każe ją aresztować, wojsko stoi w milczeniu, a potem ona wydaje ten sam rozkaz i Jaha ląduje w mamrze. Swoją drogą podoba mi się to jak wyglądają relację między Kanclerzami. Trzech silnych przywódców, którzy niemalże cały czas się ze sobą nie zgadzają, ale darzą się szacunkiem i co jakiś czas wsadzają się do więzienia i poświęcają życie dla dobra swoich ludzi.
- serial w tym odcinku zatoczył małe koło. Lincoln jest więziony w tym samym miejscu i w ten sam sposób co w zeszłym sezonie, ale z zupełnie innych powodów i inaczej to wygląda. Teraz zamiast torturować chcą ratować mu życie, a on nie milczy, a krzyczy i się rzuca. I cóż za napięcie udało się wytworzyć! Gdy zrywa się z łańcuchów, gdy rzuca się na bohaterów, a potem gdy przygwożdżony do ziemi dwukrotnie umiera. Na końcu nawet zwątpiłem w powodzenie rehabilitacji, ale wszystko dobrze się skończyło. Przynajmniej chwilowo bo przeczuwam konsekwencje powrotu Linca do zdrowia.
- nie dziwi mnie jak jest prowadzony wątek Finn. Może odrobinę za szybko występują w nim zmiany, ale gdy ogląda się serial z tygodnia na tydzień to działa. Ma traumę po wydarzeniach z rzezi jaką urządził. Czuje zobojętnienie co było widać gdy zaatakował go Nyko. Nic nie zrobił. Stał i czekał. Jakby czuł się winny i wiedział, że należy mu się kara. Dlatego nie zdziwię się gdy dobrowolnie pójdzie do Grounders by zachować rozejm. Trzymam kciuki za jego śmierć. Jeśli to się stanie serial pokaże, że nie ma w nim łatwych rozwiązań i w przyszłości można się wszystkiego spodziewać.
- przybycie Grounders zrobiło na mnie wrażenie. Środek nocy, sky people zbierają się do odejścia, a potem alarm i w ciemności widza setki pochodni. Brawa! W wielu serialach przeszkadza mi brak wyczucia skali, tutaj ma się wrażenie, że gra toczy się o wysoką stawkę, nie są to zwykłe bitki, a wojna dwóch społeczności. Tak samo gdy Clarke wchodzi to obozu przeciwników. Widać rozłożone namioty i wojowników na straży. Trochę pieniędzy zabrakło by poczuć prawdziwą epickość, ale ja czuje się usatysfakcjonowany. Przez pewien moment udało mu się poczuć ducha Game of Thrones. Serial wybudował swój fantastyczny świat pełen detali gdzie ludzie mówią wymyślonym językiem, a scenografia daje poczucie obcowanie z czymś obcym. Szkoda, że serial nie ma większej oglądalności bo oznaczałoby to więcej kasy.
- Clarke udało się wynegocjować pokój, nareszcie doszło do zbliżenia tych dwóch obcych grup. O sojuszu jeszcze nie ma mowy, ale teraz powinni stawić czoło wrogowi. I nie mogę się tego doczekać. Tak samo jak już, teraz, chcę zobaczyć co zrobi Clarke. Bo prawie osiągnęła pokój, tyle przeszła, stoczyła tyle walk, zginęło tyle ludzi by tego dokonać. Teraz musi umrzeć jeszcze Finn. Czy będzie zdolna go poświęcić? Czy postawi swoich ponad niego? Dlatego tak bardzo lubię ten serial, bo stawia bohaterów w ekstremalnych sytuacjach. 
- wiecie jeszcze co mi się podoba jeszcze w tym serialu? To że mimo, że się rozwija nie zapomina co działo się wcześniej. Mamy siódmy odcinek drugiej serii, a dalej bohaterowie muszą radzić sobie z wydarzeniami z finału, a pobojowisko po tych wydarzeniach wciąż tam jest i dalej robi wrażenie. Gdy Clarke szła do lądownika prowadząc liderów Grounders pojawiło się przypomnienie tego do czego doprowadził ich konflikt. Do śmierci. Zwęglone ciała i wstrząs na twarzach Lexy i Indry. A pamiętacie gdy to właśnie miejsce było rajem dla nastolatków, którzy dopiero co wylądowali na Ziemi?

OCENA 5/6

Utopia S01E04 Episode 4
- najspokojniejszy epizod ze wszystkich. Niewiele się działo, nacisk był położony głównie na trudne relację w grupie bohaterów. Niby o prawie każdej postaci pojawiło się coś nowego, ale ja czuje pewien niedosyt. Chyba najbardziej zachwycały sceny z Alice, która radziła sobie z traumą po śmierci matki. Szok i obsesyjne skupienie się na Zbrodni i karze, a potem zabójstwo człowieka, które jej nie ruszyło. Czyżby tak miała się narodzić nowa Jessica Hyde? Antyspołeczna, skupiona tylko na jednym celu, ale poszukująca pewnej normalności? W przyszłości zestawienie tych dwóch bohaterek może wypaść bardzo ciekawie. Zwłaszcza gdy dalej będą pokazywane te osobliwe relację Jessicy z Grantem.
- niby serial jest o wielkim spisku, ale najlepiej wypada w nim przedstawienie bohaterów. Prócz Alice, czy szoku Wilsona po tym jak dowiedział się o śmierci ojca, mocno zachwyciła mnie scena gdy wyjawiony zostaje origin Arbyego. Nie wiem w jakim kierunku pójdzie dalej jego historię, ale oglądanie scen z jego udziałem będzie dalej satysfakcjonujące.
- prócz nasyconych czerwieni i zieleni w odcinku było dużo mrocznych ujęć. Noc, zdewastowane domostwo, kadry wypełnione stronami z komiksu czy płaskorzeźby u tych złych. Jakie to piękne!

OCENA 4/6

Utopia S01E05 Episode 5
- co za napięcie w odcinku! Nie żeby poprzednim tego brakowało, ale tutaj było jeszcze bardziej namacalne. Chyba dlatego, że lepiej poznałem bohaterów i już wiem o co chodzi. Mniej więcej. Serial czerpie z lęków świata i opiera na nich teorię spiskową, która może się stać rzeczywistością. Szczepionki, żywność modyfikowana genetycznie i widmo przeludnienia Ziemi. To wszystko ma prowadzić do ludobójstwa lub ocalenia ludzkości. Część głównych bohaterów wierzy w jedno, a część w drugie. A widz? Widz ma sam wybrać postawiony w niekomfortowej sytuacji. Bo po zakończeniu odcinka nie jesteś już tylko widzem, a jego główny problem z tobą pozostaje. Tylko czy to jest ostatecznym celem Corvatd, a Letts kłamał by ocalić życie?
- podoba mi się co serial zrobił z bohaterami. Zostali połączeni przez komiks i ich jedynym celem było przetrwać. Nie zgadzali się ze wszystkim, ale dopiero teraz widać jak wiele ich dzieli. Becky lęka się choroby i jest w stanie oddać manuskrypt, Wilson jest gotów poświęcić świat w imię przetrwania ludzkiej rasy, a Ian dalej jest idealistą. Pewnie dlatego został złapany przez policję. Co za cliffhanger! Bo został wywołany przez postać, która się zmieniła, a my jako widzowie tą drogę prześledziliśmy i rozumiemy czemu to zrobił. Mimo, że przez poprzednie cztery odcinki chciał dowiedzieć się prawdy.
- w oglądaniu Arbyego jest zarazem coś fascynującego i odpychającego. Jego historia pozwala go zrozumieć, współczuć mu i jeszcze bardziej życzyć mu ... sam nie wiem czego. Kolejny raz serial zmusza do zastanowienia się nad odebraniem postaci. Świetna cena z jego udziałem w przydrożnym barze czy gdy opowiadał o morderstwie mentora Jessicy. To, że okazali się rodzeństwem zupełnie mnie nie zaskoczyło i pasuje to do tego serialu.

OCENA 5/6