Pokazywanie postów oznaczonych etykietą American Odyssey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą American Odyssey. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lutego 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #220 [20.02.2017 - 26.02.2017]

SPOILERY
American Odyssey S01E01 Gone Elvis
American Odyssey był jednym z tych seriali, które na podstawie trailera chciałem oglądać na bieżąco. Potem przyszły recenzje i musiały minąć prawie dwa lata bym dał szanse pilotowi. I jak często w takich przypadkach bywa nie jest to historia z szczęśliwym zakończeniem. Zaczyna się dobrze. Dzielni Amerykanie zabijają złego terrorystę i wpadają na ślad wielkiego spisku. Pierwsze kilka minut daje nadzieje na wielką konspirację i mocno osadzony w rzeczywistości dramat pełen tajemnic i spisków. Trochę taki mainstreamowy Mr. Robot. Tylko im więcej minut mija tym więcej problemów widać. Scenariusz jest sklejony na kolanie. Postacie i ich motywację nie przekonującą. Intryga trzyma się na słowo honoru, a bardziej nieudolnych spiskowców dawno nie widziałem. Ogląda się to dobrze, nie powiem. Póki nie zaczyna myśleć o całości, a bohaterowie zbyt dużo nie mówią. Trochę szkoda bo miałem ochotę pooglądać sobie Anne Friel na ekranie, którą bardzo lubię od czasów Pushing Daisies. Nic z tego, nie będę się męczył. Jest źle, ale też bez tragedii. Powiedziałbym nawet, że lepiej niż w przypadku 24 Legacy. Przynajmniej nie ma męczących wątków familijnych, bohaterowie nie irytują i konspiracja w jakiś sposób ciekawi. Choćby dlatego by zobaczyć jak bardzo absurdalna będzie.

OCENA 3/6 

DC's Legends of Tomorrow S01E12 Camelot/3000
Żeby się nie powtarzać pominę cykliczne wychwalanie Legend i tego co w nich działa. Napiszę o tym jak ładnie scenarzyści opracowali historię sezonu. W pierwszym odcinku wprowadzono JSA i narzekałem jak słabo zostali wykorzystani. Jak się okazuje był na nich większy plan. Już kilka tygodni temu to sygnalizowano - ich powrót i tajemnicze zaginięcie w latach pięćdziesiątych. Rip ukrył ich w przeszłości by pochować fragmenty Włóczni przeznaczenia. To daje wrażenie przemyślanego sezonu i spójnego budowania fabuły. Nawet jeśli całość była wymyślana ad hoc.

Sam odcinek to mała wyprawa do przyszłości i krótkie spotkanie z Dr. Mid-Nitem, a potem podróż do średniowiecznego Camelot. Nate łapie się za głowę z powodu żyjącej legendy, a ja się bawię doskonale. Saturn Girl okazuje się Merlinem, Sir Raymond z Palm walczy mieczem świetlnym wierząc w honor i demokrację, a Sara Lance (A Lot!) flirtuje z Ginewrą. W międzyczasie jest walka z Evil Ripem i jego armią kontrolowanych telepatycznie sługusów. Na papierze wygląda to absurdalnie, a ogląda świetnie. Campowa konwencja, świetne dialogi i humor mierzony w tonach. Aż szkoda, że do końca tylko pięć odcinków.

Muszę napisać o jednej rzeczy która mi się strasznie podoba. Zazwyczaj gdy Dobra walczy z Złem to wynik jest oczywisty. Są drobne turbulencje, ale zazwyczaj ci źli są groteskowymi przeciwnikami, którzy nie stanowią realnego zagrożenia. W tym serialu jest inaczej, prawie, groteska została. Złych się lubi, Evil Ripowi kibicuje by przeżył, a Legion of Doom często odnosi zwycięstwa. Ostatecznie przegra, ale udanie są kreowani na potężnego przeciwnika, którego trzeba się obawiać, można się spodziewać, że będą odnosić sukcesy, a Legendy nie zawsze wygrywać. A jeśli wygrają i odzyskają Ripa będą tego konsekwencję w postaci traumy kapitana.

Inne:
- czuje się oszukany. Capitan Cold miał należeć do Legion of Doom, a dopiero pojawił się kilkakrotnie i to w małej roli.
- coraz mocniej shipuje Rory'ego i Steina. Ich przekomarzanie się wypada fantastycznie. Ta duma Micka jak przyłapał profesora na kradzieży!
- nawet trafiła się scena batalistyczna. Mając świadomość ograniczonego budżetu można czuć satysfakcję. Do tego klimacik budował padający śnieg, a całość została zwieńczona pojedynkiem Sir Reymond z Palm z Darkhem.

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E09 Memory Found
Serial bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z prawideł rządzących ostatnimi sezonami. Mają się skupiać na postaciach i być sentymentalne. Taki jest właśnie ten odcinek. Scott, Lydia i Malia narażają własne życie by przypomnieć sobie Stilesa. Wykorzystano tutaj fajny motyw z odblokowaniem kolejnych wspomnień i te wycieczki wgłąb własnej psychiki były ładnie podane. Szkoda, że scenariusz nie był bardziej skompresowany, zwłaszcza w pierwszej połowie. Oglądanie tych samym ujęć było miłe, przypomniało te kilka lat z serialem, ale momentami męczyło. Zastanawia też wybór niektórych scenek, które wcale nie były najważniejsze dla postaci. Przeszkadza mi też ignorowanie długiego związku Stilesa i Malii i fanserwis dla Stiles/Lydia. Rozumiem więź emocjonalną łączące te postacie, ale nigdy nie byłem fanem ich romansu. Mimo kilku potknięć strasznie podoba mi się motyw przyjaźni jako siły sprawczej mogącej naruszyć barierę czasoprzestrzeni.

Trochę niepotrzebna była walka Liama i Theo z Jeźdźcami. Zapychacz odciągający od głównych bohaterów i do niczego nie prowadzący. Pojawiło się kilka udanych momentów gdy budowano zaufanie między tą dwójką, lub gdy Theo przypominał sobie wizytę w czyśćcu. Może nie byłby tak krytycznych do tych scen gdyby ktoś z nich wpadł na genialny pomysł wykorzystanie rewolwerów jeźdźców.

OCENA 4/6  

Teen Wolf S06E10 Riders on the Storm
Jedno trzeba przyznać serialowi - potrafi wykreować charakterystycznych łotrów. Odwołując się do westernowej mitologii Stanów i legendy o Dzikim gonie stworzyli rewolwerowców wymazujących ludzi z rzeczywistości i połączyli to z zaginioną kolonią Croatan. Zaszaleli również na planie prowadząc tory kolejowe przez najbardziej charakterystyczne punkty serialu, w tym szkolną bibliotekę. I tylko szkoda, że zwieńczenie historii Dzikiego gonu rozczarowało. Za często rewolwerowcy pokazywali się przez cały sezon przez co walka w ostatnich kilku odcinkach była monotonna. Kiedyś jeden stanowił ogromne zagrożenie, teraz sam Theo powalił kilku. W to wszystko wplątano wilkołaka nazistę przez co całość stała się chaotyczna co uwypuklił ostatni odcinek z bieganiem w tą i z powrotem, z średnio powiązanymi ze sobą scenkami. Niektóre były bardziej udane od innych, ale wciąż przez wszystko przebijał się chaos. Jakby podsumowując ostatnio starcie było jednym wielkim rozczarowaniem.

Na pewno udał się powrót Stilesa. Fajnie było go zobaczyć w interakcji z innymi bohaterami i od razu zrobiło się dużo zabawniej. Wejście miał iście epickie nokautując bejsbolem nazi wilkołaka, a potem obściskując się z Scotta. Tylko wciąż nie mogę wybaczyć porzucenia jego związku z Malią. Jak sam mówi, dla niego minęło kilka dni, a nie trzy miesiące więc jakieś wyrzuty sumienia by się przydały.

Mimo mojego rozczarowania jestem bardzo ciekaw gdzie zmierza serial. Zostało dziesięć finałowych odcinków, które owiane są tajemnicą. Mid-season finale skończył się bez cliffhanger, a raczej tak jakby to był ostatni odcinek całego serialu. Końcem szkoły i pożegnaniem. Time jump? Nie obraziłbym się. Na pewno chciałbym zobaczyć stare twarze. Może Allison, na pewno Dereka, może Gideona. Serial ma w czym wybierać. Oby tylko tym razem udało się napisać spójną historię na które nie będą wpływały czynniki zewnętrzne.

OCENA 3.5/6

The 100 S04E04 A Lie Guarded
Przyznaje się bez bicia, dałem się oszukać jakbym nie widział wiele seriali. Chodzi o "śmierć" Octavi. Łatwo uwierzyłem, że wypisano ją z serialu. Gdyby to był inny serial pewnie bym nawet nie mrugnął okiem, w końcu takich rzeczy nie robi się w środku odcinka na początku sezonu, bez pompy marketingowej. Mówimy tu jednak o The 100 gdzie główna bohaterka jest zdolna do ludobójstwa, a zabijanie postaci to nic nowego. Dlatego kupiłem twist bez kwestionowania ostatnich wydarzeń. I zachwycałem się jak to zostało podane. Brutalna walka z echo z ładną choreografią i pracą kamery. Stylistycznie wyszło bardzo ładnie. Najbardziej zachwycił mnie moment gdy Bellamy dowiaduje się o śmierci siostry. Słyszy to z ust Echo, zabójczyni, z którą wiążę go dziwna relacja. Bob Marley przekonująco zagrał rozpacz. Wszystko to zostało podkreślone przez niesamowitą muzykę. Bardzo miłym zaskoczeniem było pokazanie żywej Octavi budzonej przez konia. Całość to ładny hołd dla Dwóch Wież i niemalże kopia wątku z Aragornem. Co zupełnie nie przeszkadza.

Poza tym w odcinku działo się mnóstwo rzeczy. Momentami A Lie Guarded wpadał w pułapkę zbyt szybkiego tempa przez co niektóre wątki wydawały się zbyt szybko poprowadzone. Taka już specyfika The 100. Pędzić, zachwycać i opowiadać jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Najbardziej spokojnie wyszedł wątek w Arkadii. Troling Jaspera okazała się całkiem zabawny. Każdy na swój sposób radzi sobie z zbliżającą śmiercią. Było śmiesznie póki nie znalazł listy sporządzonej przez Clarke. Szybko, myślałem że z odcinek lub dwa pozostanie tajemnicą. Ludzie się dowiadują, a Clarke musi tłumaczyć. To wszystko pokazuje jak ciężka jest rola lidera. Kłamstwo by utrzymać grupę dało efekt, ale odsuwało tylko problem na później. Clarke poświęciła ideały by zapewnić spokój. Serial nie daje prostych odpowiedzi. Bawi się tym pomysłem testując heroinę. I robi to udanie ucząc jak powinien wyglądać prawdziwy lider.

Serial bardzo lubi rozdzielać bohaterów dlatego grupka z nich została wysłana na wyspę Becki by szukać ratunku dla ludzkości i sposobu wykorzystania czarnej krwi. Wiem, że to jest bardzo naiwny motyw i robienie z nauki nierządnicy, ale to działa na poziomie narracyjnym i symbolicznym dla serialu. Prowokuje też Lune do zastanowiła się nad sensem swojego istnienia. Straciła swoich ludzi, teraz Nyko (RIP) oddał za nią życie, więc co jej zostało, czy jest sens walczyć? Oczywiście, że jest. Do tego dodano klimat zaszczucia przez drony polujące na bohaterów co zdynamizowało odcinek.

Trochę boli mnie potraktowanie wątków politycznych po macoszemu. Roan stracił cierpliwość i wyrusza na wojnę po tym jak Kane opowiedział mu jaki mają plan uratowania ludzkości. Wolałbym żeby zostało to lepiej rozegrane. Teraz głowa Clarke by jakoś załagodzić sytuację. Mnie tutaj bardzo ciekawi jak zostanie rozegrany wątek Nightblood. Echo słysząc o wykorzystaniu czarnej krwi mówi o bluźnierstwie. Wprowadzenie wątku nauki i religii nie byłoby pierwszyzną w The 100. Ostatnio działało więc czemu nie teraz.

Inne:
- Clarke, cała w piance, to było zabawne, nie tak jak Jaha na jeziorze, ale się uśmiałem.
- Murphy pomagający Raven podczas ataku dronów - mój bohater. Shipuje tą dwójkę od pierwszego sezonu i pamiętnej sceny w lądowniku. 
- laboratorium genetyczne wygląda efektownie, kolejna zmiana stylistyczna w serialu i ładny kontrast w porównaniu do zrójnowanego Polis i Arkadii.
- drony strzegły laboratorium przed czymś. Przed czym dokładnie nie wiadomo. Może powróci zmutowany goryl?
- Echo i Octavia walczyły na śmierć i życie, ale Echo była wstrząśnięta jej śmiercią. Chyba nie chciałbym rewanżu, wolałbym zobaczyć je współpracujące. To byłoby ciekawe.
- Echo w wojennym makijażu. Stylistycznie The 100 tradycyjnie zachwyca.

OCENA 5/6

The Flash S03E13  Attack on Gorilla City
Miałem duże oczekiwania po tym odcinku. I trochę się rozczarowałem. Jak najkrócej mogę go podsumować? Schizofreniczny. Przeplatanka fajnych i tragicznych motywów. Logicznego i głupkowatego zachowania postaci. Pompatyczności CGI i widocznych cięć budżetowych. Widać, że twórcy chcieli z rozmachem pokazać miasto goryli i walkę na arenie, ale za brakło pieniędzy. To co jednak zdołali nakręcić wyglądało efektownie. Zresztą, sama możliwość oglądania starcia Flasha z wielkim gorylem albinosem w serialu aktorskim to wystarczający powód by ocenić ten odcinek pozytywnie. Tak więc pominę minusy i szybka wyliczanka tego co jeszcze zagrała - powrócił najlepszy Harry i liczę, że zostanie na dłużej; zapowiada się epicka inwazja na Earth-1, przynajmniej można tak pomarzyć między odcinkami; Catlin i Albert to para, którą mogę shipować; Julien ekscytujący się Planeta Małp; design miasta goryli; humor! Czyli odcinek poprawny i na poziomie sezonu.

OCENA 4/6 

Timeless S01E14 The Lost Generation
Muszę przyznać, że podoba mi się zwrot wobec poważniejszych motywów. Zastanawianie się nad przeznaczeniem, rolą Boga i tym jak bardzo jesteśmy w stanie kreować swoją drogę. Nie jest tego dużo, jest to często tylko akcentowane, ale udanie wpleciono to w narrację odcinka w odniesieniu do głównych bohaterów. Humor też jest i to całkiem udane. Przyjemne było oglądanie Hemingwaya inspirowanego Tonym Starkem czy fascynację Rufusa piosenkarką sprzed lat. Pasja do historii jest wręcz odczuwalna. Główny motyw też jest poruszany. Rittenhouse wmawia, że nie jest taki zły i przejmuję kontrolę nad wehikułem. I ja im nawet wierzę. W końcu nie pokazali nic co by ich kompletnie dyskredytowało. Serial nabrał wiatru w żagle pod koniec sezonu.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E15 Public Enemy No. 1
Powoli zaczynam się gubić jakie historie, które seriale o podróżach w czasie pokazały. Kilka odcinków temu Capone był w Legends of Tomorrow i zawiązał sojusz z Legion of Doom, a dzisiaj pomaga Flynowi pokonać Rittenhouse. Dziwne doświadczenie, ale nie mam nic przeciwko póki historię będą dopisywać. W tym przypadku było różnie. Podobały mi się zmiany jakie zaszły w historii, Misha Collins jako Eliot Ness (który swoją drogą w Supernatural też się pojawił) i fajne nawiązanie do Nietykalnych. Przeszkadzała mi tylko historia dwóch braci i magiczna przemowa Lucy doprowadzająca do konfrontacji Caponów. Zbyt to naciągane. Mimo wszystko odcinek na plus. Było napięcie, dobrze rozłożone akcenty między współczesnością, a historyczną misja i cliffhanger całkiem, całkiem. Ranny Rufus w wehikule i Flynn znający miejsce wielkiego spotkanie Rittenhous. Udanie położono fundamenty przed finałem.

OCENA 4/6

Timeless S01E16 The Red Scare
Jak przystało na finałowy odcinek dużo się wydarzyło. Historia została zmieniona, umiejętnie prowadzono wątki osobiste, ujawniono do kogo należy lojalność niektórych bohaterów, wprowadzono nowe wątki, a część została zamknięta. Nawet cliffhanger spełnił swoje zadanie. Przez kilka miesięcy można wisieć na krawędzi klifu z zapartym tchem. I gdzieś między tymi fajnymi rzeczami które udało się wprowadzić tkwi owoc rozgoryczenia i zawodu. Tak zawiodłem się. Trochę tempem akcji mającym czkawkę i zwalniającym w nieoczekiwanych momentach. Trochę zbyt szybkim i naciąganym rozwiązaniem głównego wątku. Trochę dalszym ciągnięciem wątku Rittenhouse. No cóż mogło być lepiej.

Podoba mi się jak bohaterowie zostali oszukani. Ich plan zniszczenia Rottenhouse pozornie się udał. Cahil współpracował i dzięki niemu zamknięto ponad setkę ich współpracowników. Tylko czy to był ich plan? Potrzebne poświecenie w imię większej sprawy? Skoro Emma jest ich agentką mogła ostrzec o przekabaceniu Cahila, powinna o tym wiedzieć będąc pilotką Flyna. Tylko czemu jej nie pokazano w przeszłości?

Wiemy też, że matka Lucy należy do elity Rittenhouse. I przypominając sobie sceny z Lucy, która mówiła, że matka popychała ją do pasji historią, jak kierowała jej przeszłość można dojść do wniosku, że planowała by Lucy latała wehikułem. Diaboliczny plan, ale znając przyszłość, dzięki Emmie, nie taki wcale naciągany. Tylko mam z tym jeden problem. Nie przejmuje się zbytnio Rittenhousem ponieważ nie znam ich celów. Serial wmawia przez całą emisję jacy to oni są źli, jak wpływają na historię i rządzą światem, ale tego nie widać. Nie wiadomo też czego tak na prawdę chcą. Władza dla samej władzy? Bez sensu. Kreowania historii? Lepiej, ale nigdzie to nie została potwierdzone.

Od zawsze shipuje Jiye i Rufusa. Dwie osoby, które wpadły w wielką intrygę, a najchętniej grałyby w Street Fightera. Cieszy mnie, że Jiya dostanie większy wątek w przyszłym sezonie. Czteroosobowa podróż w czasie wywołała u niej wstrząs i teraz mentalnie podróżuje w czasie. Jak w Rzeźni numer pięć, sam Kripke przyznaje się do tych inspiracji. To zapowiada całkiem fajny motyw na drugą serię i wprowadzi fantastyczny element do tego naukowego świata. Nawet jestem w stanie wybaczyć, że to akurat jej się przydarzyło, a nie całej czwórce.

Pisze o nadziejach na drugi sezon, a on wcale nie został potwierdzony co mnie trochę martwi. Serial na pewno nie jest tani w produkcji. Stroje i krajobrazy zmieniają się co odcinek. Oglądalność też nie jest hitowa. Mimo to cicho liczę na S02 np. w piątkowe wieczory w miejscu zakończonego Grimm. I może wtedy serial będzie sobie odważniej poczynał. Bawił się historię i zmieniał teraźniejszość. Podobno Revolution od Kripke i Ryana złapało wiatr w żagle podczas drugiego roku. Może tutaj będzie podobnie. Potencjał jest. A jeśli dostanę to samo to też nie będę bardzo narzekał.

OCENA 4/6