Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mob City. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mob City. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #67 [06.01.2014 - 12.01.2014]

Przed przerwą udało mi się nadrobić Masters of Sex. Szkoda, że to już koniec i trzeba czekać do końca września na nowe odcinki. Zżyłem się z bohaterami i chcę więcej początków rewolucji seksualnej w Ameryce. Przez świąteczną przerwę próbowałem jeszcze nadrobić The Americans i Sons of Anarchy. Niestety nie udało się, a teraz z pewnością nie będzie na to czasu bo nadchodzą premiery i powroty. Mijający tydzień to tylko przedsmak tego co nadejdzie, aż się boję liczyć ile seriali będę próbował śledzić na bieżąco. Próbował bo jestem pewien, że czegoś nie dam rady i trafi do poczekalni jak wspomniani Amerykanie czy House of Cards (tak, wciąż widziałem tylko dwa odcinki).

Najbardziej jestem zadowolony z powrotu Community. Stara jakość wróciła, a absurdalny humor nie jest już niezamierzoną i nieśmieszną parodią poprzednich serii. Wrócił Dan Harmon wróciła i stara jakość. Oglądalność nie jest katastrofalna i wciąż są szanse na realizację szóstego sezonu. I filmu. Pierwszy nowy serial tego roku jaki dano mi zobaczyć to Intelligence i jest średnio. Tego akurat się spodziewałem. Serial jest momentami drętwy i strasznie asekuracyjny. Nie ryzykuje z pomysłami i wydaje się pisany na podstawie jakiegoś podręcznika. Żarty są tam gdzie powinny być, jest akcja, jest humor, jest zalążek wątku romantycznego między głównymi bohaterami, jest i nakreślenie większej intrygi. Jednak nie ma się czym ekscytować. Może w drugim sezonie. Jeśli nie zostanie zdjęty z anteny. 

Dzisiaj Złote Globy. Nie będę się bawił w analizy i prognozy tego typu rozdania nagród są nieprzewidywalne. Można z dużym prawdopodobieństwem napisać, że znane nazwiska, seriale o ugruntowanej pozycji i już wcześniej nominowane mają największe szanse. Tylko, że konkurencja w tym roku jest tak duża, że współczuje dziennikarzom z Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej, którzy muszą wybrać tylko jedną osobę zasługującą na nagrodę. Ja w tym roku najmocniej trzymam kciuki za Tatiane Maslany, Breaking Bad i The Good Wife. 

SPOILERY



Community S05E01 Repilot
- po 1,5 roku przerwy wrócił najlepszy serial komediowy i przypomniał mi jak bardzo można się śmiać w ciągu 20 minut. Brooklyn 9-9 jest zabawne, ale to na Community chichram się bez przerwy, cofam niektóre sceny i zaskakuje kolejnymi popkulturowymi żartami rzucanymi mimochodem. Jak to dobrze Dan, że wróciłeś. Stary poziom powrócił. Na szczęście nie wymazano poprzedniego sezonu mimo, że wszyscy chcemy o nim jak najszybciej zapomnieć. Irracjonalne zachowanie bohaterów zostało wytłumaczone całorocznym wyciekiem gazu. Proste i genialne w swojej prostocie.
- ciekawi mnie jak bohaterowie odnajdą się w nowych rolach. Kolejne studia tylko tym razem z ambicjami by poprawić swoje życie. Tytuł im nic nie dał jeśli chcą by było lepiej sami muszą o to zadbać, a Jeff dalej będzie musiał zwalczać w sobie zło. On jako nauczyciel na znienawidzonej uczelni? To będzie dobra. Marzy mi się by zobaczy szaleństwo w pokoju nauczycielskim
- najlepsza scena? Krytyka opuszczenia Scrubsa przez Zacha Braffa w wykonaniu Troya w świetle informacji o odejściu aktora vs. reklamówka Jeffa i jej parodia w wykonaniu Abeda. Tak bardzo cudowne
- powrót Chevy Chasea do roli Pierca zaskakujący. Nie sądziłem, że aktor wróci do współpracy z Harmonem. Jednak stało się i jego holograficzna wizyta wyszła nieźle

OCENA 4.5/6

Community S05E02 Introduction to Teaching
- poprzedni odcinek do prawdy był repilotem, ten jest za to wprowadzeniem do nowej serii. O ile tamten naprawiał to co zostało zepsute ten nakreśla ton na cały sezon. Lub kilka najbliższych odcinków. Jeff jako nauczyciel wkracza w zupełnie nowy świat. I tak jak się spodziewałem wyprawa do pokoju nauczycielskiego była szokująca. Pozytywnie. Fajnie się patrzy na to co się działo w poprzednich seriach od kuchni i poznaje mechanizmy rządzące logiką profesorów. Spotkanie z Hickeyem świetne. Banks prawie, że znowu gra Mike'a z Breaking Bad przez co jest taki zabawny w scenach gdy grozi Leonardowi. Czekam zwłaszcza na jego sceny z Annie
- pomimo tego, że Jeff znalazł się w zupełnie innym świecie to i tak gwiazdą odcinka zostaje Abed (+ Shirley i jest fascynacja Hellraiserem). Próba zgłębienia geniuszu Nicolasa Cage'a, porównanie go do Jezusa i szaleństwo - genialne. Takie Community kocham

OCENA 5/6 

Intelligence S01E01 Pilot
- jedna z najciekawiej zapowiadających się nowości CBS trafiła na ekrany telewizorów i no cóż jest średnio. Nie miałem wielkich oczekiwań bo to stacja ogólnodostępna więc się nie zawiodłem. By serial rozkwitł zazwyczaj potrzeba kilkunastu odcinków zwłaszcza przy tych produkcjach gdzie wątki proceduralne odgrywają najważniejszą rolę. Pierwszy sezon Intelligence powinien zamknąć się w 13 odcinkach i mam nadzieje, że przez ten czas uda mu się naprawić błędy jakie popełnił pilot
- przede wszystkim liczę na poprawę scenariusza. Niektóre wątki będą się jeszcze długi czas ciągnęły, ale odrobina inwencji i będzie to interesujące. Tylko ta inwencja musi być. Bohater z zaginioną żoną był już nie raz. Dobrze jednak, że jest jakiś większy wątek w tle. Wrogi człowieko komputer może być interesujący, ale tylko jeśli otoczka będzie zgrabnie poprowadzona i podlane sosem politycznym. Pilot niby to zapowiadał, ale może być różnie. Do poprawy też dialogi i bohaterowie drugoplanowi.
- główna para też mogłaby być lepsza. Do aktorów nic nie ma, spisują się dobrze. Josh Holloway i Meghan Ory to niby para idealna tylko nie czuć między nimi chemii, a ich historię nie porywają. Ona dostała się do Secret Service bo w dzieciństwie ochraniała matkę przed ojczymem - co za banał. On natomiast jest nieprzewidywalny i arogancki. Postacie wyciągnięte z jakiegoś szablonu. Mało też było między nimi chemii i ciętych dialogów, kilka wyszło ale większość przeciętna. Ciesze się, że brak między nimi erotycznego napięcia. Nie mają się zbytnio ku sobie i dobrze. Nie wątkowi romantycznemu na tak wczesnym etapie serialu.
- wizualnie jest solidnie, przypomina trochę Person of Interest i Chucka. Walki dobrze zrealizowane, dynamiczne i efektowne. Tylko, że to tylko otoczka, która nie wpłynie na to czy oglądać czy sobie odpuścić. Jeszcze parę odcinków sprawdzę, ale dalej nie mam jakiś wielkich nadziej co do tego serialu. Jednak jeśli sprawy tygodnia będą się przeplatały z głównym wątkiem, a bohaterowie i świat będą inteligentnie rozbudowywani to serial może trwale zapisać się w mojej ramówce. Jeśli tylko oglądalność dopisze

OCENA 3.5/6

Masters of Sex S01E11 Phallic Victories
- trochę spokojniejszy odcinek, ale to zwykła praktyka przed finałem. Zwolnić odrobinę by potem znokautować widza rewelacjami. Chyba najważniejszym elementem przyszłego epizodu będzie przemówienie Billa, które będzie rzutować na jego dalszą pracę. Powstrzymuje się przed spojrzeniem na wikipedię, a korci strasznie. Entuzjazm czy oburzenie słuchaczy? Na pewno nie obojętność. W tym odcinku było widać stres związany z zbliżającą się prezentacją, ale też efekt odejścia Virgini i to jak wiele dla niego znaczyła. Wciąż ją widział, udzielała mu rad i ganiła. A ona szczęśliwa z Ethanem, który znowu ma plany związane ze ślubem. I pewnie znowu nic z tego nie będzie. 
- najciekawiej oglądało się wspólną wyprawę Virgini i Lilian. Świetnie sceny między tymi dwiema kobietami. Tak bardzo różne, ale obie walczą by zaznaczyć swoją obecność w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Ogromnie szkoda choroby DePaul bo znaczy to, że Julianne Nicholson prędzej czy później opuści serial

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E12 Manhigh
-  finał sezonu nie był najlepszym odcinek serialu, ale wcale takim nie musiał być. Poziom przez całą serię był utrzymany, a ostatni epizod jest zwieńczeniem tego co działo się dotychczas. I jeszcze ta nazwa odcinka, która jest kryptonimem historycznych lotów w atmosferę poprzedzających te najbardziej medialne i znane. I tutaj świetna analogia do badań Mastersa. One również zmienią ludzkość, a to co dotychczas miało miejsce to tylko oznaka prawdziwej rewolucji. Prezentacja wstrząsnęła widzami, Bill został wylany, ale odcisnął piętno na nauce. Oczywiście przy okazji musiał zachować się jak dupek pokazując film z orgazmem Virgini. To takie w jego style. Uznaje jej zasługi, daje jej nazwisko na okładce pracy, a i tak wywija jej takie świństwo i tłumaczy, że to w imię nauki.
- w życiu prywatnym bohaterów działo się sporo i wydarzenia te będą miały istotny wpływ na wygląd kolejnego sezonu. Bill wylany z pracy, Scull chcący poddać się terapii elektrowstrząsowej czy Ethan na drugim wybrzeżu. Jednak najważniejsza była sama końcówka - Libby rodząca dziecko i Bill wyznający miłość Virgini. No to się pokomplikują sprawy w kolejnej serii.
- na kolejny sezon wrócę. Nie byłem jeszcze pewien w połowie sezonu mimo, że doceniałem produkcję. Nie moje klimaty, ale mimo wszystko chcę zobaczyć co dalej. I jak. Bo to serial angażujący, a takie uwielbiam. Nawet będzie miał pierwszeństwo przed Homeland jeśli znowu będą razem emitowane.

OCENA 5/6

Mob City S01E05E06 Oxpecker | Stay Down
- sezon się skończył i nie będę płakał jeśli serial nie wróci. Przyjemnie się go oglądało, nie nudził (w większości) i miał swój klimat, ale jak odpaliłem ten odcinek po ok. 3 tygodniach od poprzedniego to zbytnio nie pamiętałem na czym skończyłem, a to jest karygodne jeśli chodzi o seriale. Historia ma wciągać i wywoływać emocję. Tutaj tego nie ma. Tu jest ładny serial, fachowo wyreżyserowany z jednymi z najfajniej zrealizowanych strzelanin w telewizji. I tyle. Może rzeczywiście te trzy długie odcinki to zaledwie wstęp do pierwszego i długiego sezonu i mają nadać ton całej opowieści oraz przedstawić bohaterów? Tylko, że jeśli to prawda to serial zawodzi po całości bo sam nie wiem czy chcę wrócić i zobaczyć co dalej będzie się działo w Lost Angeles. Niby teraz zacznie się zamieszanie, ale czy będzie potrafiło mnie przykuć? Jest jednak całkiem spore prawdopodobieństwo, że zostanę pozbawiony dylematu i serial najzwyczajniej w świecie zostanie anulowany. Oglądalność nie powala, a stacja TNT może się bać ryzyka jak przy Political Animals.
- ostatni odcinek był satysfakcjonujący. Poszerzono gangsterski światek, dodano ciekawe wątki na przyszły sezon, prawda wyszła na jaw, a Joe urządził sobie efektowną strzelaninę gdzie w roli tarczy wystąpił Siegel czego trochę żałuje bo to była jedna z ciekawszych postaci. Nie widzi mi się Mickey w roli głównej w przyszłości. Dobrze, że Sid został, a i wprowadzono starszą wersję Lanskyego. Gangsterska część serialu jest ciekawe, ale ta policyjna ma równie interesujące wątki jak walka Parkera z korupcją. Dlatego tak bardzo szkoda, że główny bohater i wątek miłosny wypadają tak słabo. Jednak niezaprzeczalną zaletą jest zjawiskowa Alexa Davalos - ciężko od niej oderwać oczy

OCENA 4/6

Person of Interes S03E12 Aletheia
- serial złapał wiatr w żagle parę odcinków temu i nie może zwolnić. Fantastyczne wejście w nowy rok w wykonaniu twórców. Może zacznę od Root. Uwielbiam Amy Acker i widać, że świetnie się czuje grając socjopatkę. Uroczy uśmiech i mordercze usposobienie idą w parze. Została złapana przez Nadzorcę i jak to ma w zwyczaju uratowała się. Jej wyznanie, że jest interfejsem Maszyny było przerażające, ale tylko potwierdzające moje przypuszczenia. Teraz zacznie działać na własną rękę tylko kto jest jej przeciwnikiem? Nadzorca i Hersh powinni dać jej spokój czyli zostaje chiński wywiad i zagrożenie ze strony nowego wcielenie Samarytanina i hipotetycznego starego. Ale ta fabuła jest dobra! Powoli zaczynam się gubić i podoba mi się to
- u Fincha i reszty może się wiele nie działo gdy zostali zamknięcie w banku, ale rozmowy o sztucznej inteligencji świetne. I Shaw będące młotkiem zawsze potrafi sprawić uśmiech. Ciekawe, że Collier i Czujni nie zdają sobie sprawy z istnienia Maszyny. Oni tylko podejrzewają, że rząd ich szpieguje, ale są dziećmi w mgle. Prawda zapewne niedługo wyjdzie na jaw
- John wrócił i okazuje się, że tylko by się pożegnać. Jasne, to tylko zagrywka. Twórcy zdają sobie sprawę i widzowie wiedzą, że Reese nie odejdzie z serialu. Jednak co się z nim stanie? Chciałbym żeby wpadł teraz na Root. To by był interesujący team up.
- flashbacki Fincha podobne do ostatnich, ale wciąż wzruszał to jak się troszczył o ojca. Ciekawi mnie czy jeden z agentów pod domem opieki to Hersh. Z postury bardzo podobny. To byłoby bardzo fajne nawiązanie

OCENA 5/6

Sherlock S03E02 The Sign of Three
- serial zrobił się przedstawieniem jednego aktora i wcale mi to nie przeszkadza. Doskonale się bawię, odbieram to jako komedię i chcę więcej. Trochę szkoda, że brakuje zakręconej zagadki kryminalnej, ale jeśli poziom zostanie utrzymany to nie mam nic przeciwko. Bentedict Cumberbatch był bezbłędny podczas przemówienia drużby i rozwiązywania zagadki kryminalnej - genialne. Chyba jedno z najlepszych serialowych wesel na jakich byłem. Błyskotliwie pomyślane i z sympatycznymi bohaterami. Mary lubię coraz bardziej i chciałbym ją zobaczyć podczas jakieś sprawy. Sam Sherlock strasznie uczuciowy i sympatyczny jak nigdy.
- co do nazwy odcinka i opowiadania, które było inspiracją  - zdarzyło mi się czytać Znak trojga Doyla i teraz wiem już jak Moffat przerabia opowiadania na scenariusz. Bierze kilka motywów i je mocno przekształca. Motywów, a nie główny pomysł. Szkielet tworzą scenarzyści serialu i dodają kilka smaczków z prozy. I podoba mi się to. Wyjawienie tytułowego trojga zaskakujące i ciekawie może wpłynąć na serial w przyszłości
- zaskoczyło mnie pojawienie się Lary Pulver jako Irane Adler. Tego się nie spodziewałem. Jednak chciałbym żeby odegrała jakąś większą rolę w serialu. Tak jak Maycroft.
- wieczór kawalerski był genialny! Dokładne obliczenia Sherlocka, szalona impreza i sprawa oraz kac gigant. Cudne! Całości dopełniał rozmyty filtr na kamerze podkreślający stan upojenia bohaterów.

OCENA 5/6

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #64 [16.12.2013 - 22.12.2013]

SPOILERY

Homeland S03E12 The Star
- i po finale. O tym sezonie można wiele mówić, ale może kiedy indziej, skupie się głównie na ostatnim odcinku. Nie był może on oszałamiający, nie pozostawił wielkiego cliffhangera czy roztrojenia emocjonalnego. Był solidnym zakończeniem pewnej historii. Na Brodyego przyszedł czas. Jego śmierć może specjalnie nie zaskoczyła bo od dawna się na nią szykowało, a tytuł odcinka odnosił się do gwiazdek poległych na ścianie CIA. Ktoś musiał umrzeć, a Nicholas był naturalnym wyborem. Najbardziej podobały mi się jego ostatnie sceny z Carrie. Rozważanie nad odbieraniem życia, odkupieniem i sensem bycia żołnierzem. Było też pogodzenie się z własnym losem. Oby się też bez ostatnich słów i wyznać miłości. Podobał mi się koniec tej historii tak jak i ostatni story arc sezonu. Szkoda, że pierwsze 8 odcinków tak bardzo odbiegało klimatem jak i jakością
- ostatnie 20 minut dzieje się po przeskoku w czasie czyli sytuacja bliźniacza do tej z True Blood. Na szczęście nie było diametralnych zmian, szkoda tylko, że nie otworzono jakiś arcy ciekawych wątków. Ciąża Carrie, Saul na emeryturze czy transformacja Iranu nie napawają optymistycznie. Najgorzej wypada oferta pracy dla Carrie jako szefowej placówki w Turcji. To jest strasznie naciągana. Lockhart, który przekłada misję nad ludzi daje znaczący awans niestabilnej Carrie. Zupełnie to nie pasuje do tego serialu, który tak bardzo starał się być realny w pierwszej serii.
- czwarta seria Homelanda nie ziębi mnie ani grzeje. Nie napalam się bo nie ma na co. Błysk geniuszu był raczej jednorazowy i teraz pozostaje tylko przeciętny serial. Oby tylko nie spadł poniżej pewnego poziomu

OCENA 4.5/6

Mob City S01E01E02 A Guy Walks Into a Bar... | Reason to Kill a Man
- miałem obawy przed tym serialem. Nasłuchałem się, że jest przeciętny, a i recenzenci się nim nie zachwycali. I niby mają rację bo to kolejna solidnie zrealizowana produkcja, której brakuje powera by stać się kolejnym kamieniem milowym w historii telewizji, ale kurde, serial ma coś w sobie co pozwala wysiedzieć 1,5h i zbytnio się nie nudzić. Sezon na pewno skończę bo jestem ciekaw dalszego ciągu historii i liczę na kolejne zaskoczenie. Boję się trochę nieśpiesznego tempa snucia historii oraz postawienie wątku miłosnego w jednej z głównych ról, ale to może się udać. Bo klimat. Kapelusze, samochody, papierosowy dym, przekupni gliniarze, mafiozi w garniturach i mroczne ulice Los Angels na które chcę się wrócić.
- trochę tylko szkoda, że nie ma zbytnio o czym pisać. Podobało mi się, pozachwycałem się zdjęciami, popatrzyłem na bogatą scenografię, ale niestety fabularnie mało się dzieje. I niby są jakieś spiski, tajemnice, dwuznaczne gierki, ale jak na razie jest to kameralna historia jednego faceta. Podobno te 6 odcinków to prolog do właściwego serialu. Oby tylko mnie zbytnio nie wynudziły, bo może mi się skończyć ochotę na zachwycanie się detalami

OCENA 4.5/6

Mob City S01E03E04 Red Light | His Banana Majesty
- znowu mnie wciągnęło, ale miało dłuższe momenty. Według mnie pomysł robienie trzech długich odcinków jest nietrafiony bo ciężko nie stracić koncentracji zwłaszcza, że styl jest usypiający i nieśpieszny. Można się pozachwycać wykonaniem i detalami oraz zasłuchać się w muzyce, ale nie przez tak długi okres czasu. Szkoda, że postanowiono tak podzielić serial bo psuje to trochę odbiór. Jeszcze długi pilot bym zniósł bo pozwoliłby lepiej wczuć się w klimat, ale nie wszystkie odcinki
- fabularnie to dalej prosta historia walka dobrych z złymi, posiadająca kilka mniejszych wątków. Jednak mam wrażenie, że wcale nie jest ona najważniejsza, że to tylko pretekst do smakowania klimatu i słuchania jazzu. Przyjemnie ogląda się kolejne gangsterskie potyczki i świetnie zagranych policjantów i bandytów, ale dalej mam wrażenie, że oglądam kolejne sceny z życia przestępczego świadka Los Agneles, a nie misternie skomponowaną fabułę, a taka powinna być w tych kilku odcinkach. Jasne, wszystko to się połączy w finale bo to naturalna kolej rzeczy, ale nie powiem żeby zależało mi na poszczególnych bohaterach. Jest kilka wyrazistych, kilku mocniej zarysowanych, ale za mało o nich wiadomo, mają raptem po kilka charakterystycznych cech, ale nie dostrzegam u nich złożoności psychologicznych. Podczas oglądania mam trochę wrażenie, że są to flashforwardy z Boardwalk Empire, ale robione przez mniej utalentowaną ekipę scenarzystów.
- oglądać będę oglądał bo mi się przyjemnie na to patrzy, ale chyba na 2 sezon nie zostanę jeśli powstanie.

OCENA 4/6

Nikita S04E03 Set Up
- Nikita znowu taka dobra, a ja kolejny raz złoszczę się po odcinku, że raptem garstka kolejnych została, a takie Supernatural na The CW jest emitowane 9 rok. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Bardzo żałuję, że ten sezon serialu jest skrócony bo widać, że twórcy mieli pomysł jeszcze co najmniej na rok, a teraz muszą to upakować w kilku odcinkach i zarzucają widza rewelacjami i zwrotami akcji. Nie żeby tego brakowało w poprzednich seriach, ale tutaj jeszcze zanim uda się ochłonąć po jednym jest już następny i ewidentnie przydałoby się więcej czasu na ekspozycję. Jednak to tylko czepianie się na siłę i to stacji, a nie samego serialu bo z niego jestem bardzo zadowolony. Cliffhanger z poprzedniego epizodu został niby szybko rozwiązany bo wyjaśniło się, że to nie Birkhoff jest kretem Amandy, ale wtyczką w NSA jest jego ojciec. To kto w takim razie został podmieniony?! Chyba najbardziej logicznym wyjściem wydaje się Michael bo w taki sposób Amanda by sprowadziła najwięcej bólu na Nikitę. I teraz będzie sobie trzeba łamać głowę przez najbliższy czas co jest prawdą, a co złudzeniem. Plany w planach. Aż przypominają się stare 24.
- Alex w końcu połączyła się z resztą, a do tego panna Udinov ma przechlapane. CIA na nią poluje i została wplątana w gigantyczny spisek. Sceny tortur i przesłuchiwania świetne. Tylko trochę rozczarowujące, że nie poradziła sobie sama z całą kryjówką CIA. To byłaby Alex jaką lubię. Mam nadzieję, że w przyszłości dostanie trochę nowych scen akcji. I coraz bardziej interesujące są jej interakcję z Samem. Niby wątek nie związany z główną linią fabularną, ale mogę się założyć, że jakoś powiążą to z The Shop
- historia Birkhoffa bardzo mi się podobała. Sfingowanie śmierci, niezrozumienie z ojcem i ponowne spotkanie i tragiczny koniec, a teraz jeszcze Amanda, która będzie próbowała go złamać.

 OCENA 4.5/6

Person of Interest S03E11 Lethe
- kolejny znakomity odcinek. Mimo, że z początku ma proceduralny charakter to potem przeradza się w epizod mocno rozwijający mitologię serialu i poruszający do przodu sporo wątków fabularnych. No i miał Saula Rubinka, który w duecie z Michaelem Emersonem tworzył znakomitą parę. I te rewelację związane z kolejnymi maszynami i pstryczek w nos PRISM - kapitalnie pomyślane. Potencjał fabularny tego wątku jest ogromny. Tak jak pojawienie się szefowej Hershela i Czujnych. Działo się sporo. I ten cliffhanger! Czyżby szykował się team up Johna i Root?
- właśnie, John. Świetnie pokazano jego zwątpienie w misję i zrezygnowanie. W sumie tak samo jak u Fincha, tylko że on mógł od tego uciekać, do czasu pojawienia się Fusco. Ciekawa historia ojca Johna oraz rozmowa o sensie ratowania innych. Fantastyczne scenopisarstwo.
- i jeszcze sceny z przeszłości Fincha. Kapitalnie pomyślane. Mogę się tylko zachwycać jak przedstawiono początki Harolda, o fascynacji maszynami oraz ptakami. Była to też smutna historia jego ojca, która współgrała z głównym wątkiem odcinka.

OCENA 5/6