Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Better Off Ted. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Better Off Ted. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 kwietnia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #228 [24.04.2017 - 30.04.2017]

SPOILERY

Better Off Ted S01E02 Heroes
Maszyna Losująca dawała mi seriale które chciałem obejrzeć bardziej lub mniej jednak wytypowanie Better Off Ted najbardziej mnie ucieszyło. I to z kilku powodów. W moim życiu brakowało 20 minutowej komedii, a sitcom z 2009 roku bardzo miło wspominam i słyszałem, że z czasem staje się jeszcze lepszy. Z wielkim zaskoczeniem odkryłem, że twórca Better Off Ted odpowiada teraz za netflixowe Santa Clarita Diet. I teraz zupełnie się nie dziwię czemu Victor Fresco staje się coraz bardziej popularnym producentem.

Na 20 minutowym odcinku pośmiałem się co niemiara. Niemalże każda scena była dobrym powody by co najmniej się uśmiechnąć, a czasem wydawałem nawet dźwięki podobne do chichotu. Powracające gagi, dziwaczny humor, niezwykle sympatyczni bohaterowie, żarty działające na podstawie kontrastu i bardzo pozytywne przesłanie. Świetnie się bawię. I nawet nie wiem która scena była moją ulubioną - kradnięcie kremówek lub intensywne pracę nad sztucznym mięsem. Na pewno wiem, że chcę więcej Portii de Rossi w moim życiu. Będzie trzeba nadrobić Arrested Development.

Inne:
- Rufus z Timeless w serialu sprzed 8 lat grający naukowca, tego się nie spodziewałem. I gdyby nie charakterystyczna barwa głosu nie powiedziałbym, że to on. 

OCENA 4.5/6

Better Off Ted S01E03 Through Rose Colored HAZMAT Suits
Jako satyra na korporacyjne życie Better Off Ted jest przezabawne. Niby odcinki mają tylko dwadzieścia minut, a udaje się w nich strasznie dużo uchwycić. W tym moim ulubionym motywem było wykorzystywanie dzieci. Żłobek w firmie, rygor, malowanie chodników, opróżnianie koszy jako przygotowanie do życia. Wyszło niesamowicie zabawnie. Tak jak Veronica z Rose. Małe dziecko zawsze pomaga, czy to przy zwolnieniach czy podczas wizyty szefa choleryka.

Niezmiennie bawi mnie Linda i jej niedoszły związek z Tedem. Całowanie się w kombinezonach Hazmaru przypominało mi Pushing Daisies. Jednak najzabawniejsze w Lindzie jest to, że ona wcale nie pracuje. Trolluje, bawi się z dzieckiem Tedem i romansuje, jeszcze nic pożytecznego nie robiła.

Najsłabiej wypadają sceny Phila i Lema. Śmieje się, z żartów sytuacyjnych jak i słownych, ale brakuje mi chemii między tą dwójką, a aktorzy są zbyt statyczni by między nimi iskrzyło. Był jednak moment, gdy we dwóch weszli do jednego skafandra, gdy autentycznie się uśmiałem.

OCENA 5/6

Better Off Ted S01E04 Racial Sensitivity
Zeszły odcinek opowiadał o wykorzystywaniu nieletnich, ten podchodzi do sprawy dyskryminacji rasowej. I robi to w sposób prześmiewczy. Wielka korporacja robi wszystko by zaoszczędzić i montuje czujniki ruchu niewidzące czarnych. Jak rozwiązać problem? Zatrudnić białych chodzących za czarnymi! Do tego biali pomagają rozwiązać problem wmawiając, że są również prześladowani i to wszystko zasługa czarnych. Po drodze montują też krany z wodą widzące tylko ciemną karnacje skóry jako półśrodek mający rozwiązać problem. Spirala absurdu im bliżej końca tym jest śmieszniejsza, a katastrofie można zapobiec tylko wracając do starego systemu. Perfekcyjnie to wykonano. Przywiązano się nawet do detali tła gdy na drugim planie czarnoskóry statysta miał swojego białego.

Z pozostałych wątków dalej śmieje się z Lindy która nie robi nic pożytecznego. Romansuje sobie z dawną miłością by wzbudzić zazdrość w Tedzie. Strasznie lubię tą parę gdzie oboje chcą być ze sobą i nie robią tego z bezsensownego powodu. Jest też Veronica, władcza szefowa nie cierpiąca zdania innych. Kocham Portie de Rossi.

Inne:
- reklamówka firmy chwaląca się różnorodnością z marginalną ilością mniejszości etnicznych. Idealnie pasowało do całego odcinka. 

OCENA 5/6

Better Off Ted S01E05 Win Some, Dose Some
Odcinek odrobinę przeszarżowany w wątku Lindy. Roztrojenie emocjonalne w wyniku nieumyślnego odurzenia narkotykami przez Lema i Phila momentami wypadało bardzo zabawnie. Seria komplementów wobec Veronicy, zemsta czy porwanie dziecka wypadło nieźle, całość jednak wypadła zbyt długo i męczyła momentami.

Najlepszy żart odcinka? Tutaj nie mogę się zdecydować toksyczne kuchenki na baterię słoneczne lub Veronica mówiąca "Wrong" How should I know what's wrong? I'm not some Greek philosopher." Jak tu jej nie kochać? Rywalizacja z Tedem, chęć wygrania za wszelką cenę, nawet jeśli trzeba pokonać dziewczynkę na wózku.

Inne:
- czy mi się wydaje czy w Veridan zamiast na drzwiach tabliczki zamiast imienia i nazwiska mają alfanumeryczny kod pracownika?

OCENA 4.5/6

Better Off Ted S01E06 Goodbye Mr. Chips
Reklamówki Veridan są cudowne, głównie ze względu jak odnoszą się do odcinków. W tym jest mowa o firmie przyjaznej pracownikom, a w międzyczasie Ted zmaga się z bezdusznym systemem, którego nie obchodzi kim jest. Śmieszne było jak planowali włamanie mające przeciążyć systemu, a skończyło się kompletną klapą. Dużo humoru wynikało z sposobu w jaki budowano przez kilka odcinków postaci. I Veronica pokazała swoją pozytywniejszą stroną. Zaraz po tym jak przez pół godziny opieprzała swoich pracowników.

OCENA 4.5/6

Better Off Ted S01E07 Get Happy
Jak dotychczas najsłabszy odcinek. Wciąż się dobrze bawiłem, udanie wykorzystano charaktery postaci i zrobiono z nimi coś innego. Kolejny raz serial naśmiewa się z korporacji wywracając reklamówkę o indywidualności poprzez narzucenie pracownikom jak mają się zachowywać. Niestety. nawet prawiąca z uśmiechem komplementy Veronika w pewnym momencie zbyt spowszedniała. Tak jak zalecający się do niej Phil. Słabo wypadł też wątek Teda próbującego zadowolić mężczyzn po 50, za bardzo stereotypowo.

OCENA 4/6

Better Off Ted S01E08 You Are the Boss of Me
Średniowieczny fight club w piwnicy korporacji. Absurdalny pomysł przywodzący mi na myśl szaleństwa z Community. Tam pewnie zrobiono by LARPA na 20 minut gdzie ważyłaby się przyszłość królestwa. Tutaj było kilka walk, żartów z Phila i Lema i Teda pnący się po drabinie feudalnej z powodu frustracji w realnym życiu. Śmieszna historyjka i tyle.

Gorzej wypadł wątek Lindy i Veronicy zostających przyjaciółkami. Jak w 1x7, był zabawny motyw, który z biegiem czasu zaczynał męczyć. Dziwności Veronicy bywały już zbyt powszechne, wciąż zabawne, ale brakowało czegoś świeższego. Ogólnie trochę się zawiodłem.

OCENA 4/6 

Better Off Ted S01E09 Bioshuffle
Wypadek w korporacji musiał doprowadzić do serii kataklizmów. Cieknący biokumputer spowodował przeprowadzki w biurze przez co doszło do kilku udanych spięć. Podczas dzielenia pokoju przez Lindę i Teda miłość wisiała w powietrzu. Co chwila sobie docinali, ona jak zwykle nie pracowała w przeciwieństwo do niego. Takie proste zestawienie przeciwieństw działa, zwłaszcza jeśli ma się pasującą do siebie dwójkę. Fenomenalnie wypadły krótkie chwilę gdy Ted przeprowadził się do Veronicy. Scena z pistoletem by się rozładować po wizycie u szefostwa skradło moje serce. Udało się też kilka kawałów w laboratorium, zwłaszcza głos boga. Ogólnie bardzo dobre 20 min.

OCENA 5/6

Better Off Ted S01E10 Trust and Consequences
Będę tęsknił za szalonymi pracownikami Veridian gdy skończę drugą serię dlatego rozkoszuje się tym co mam. Ten odcinek wyciągał wszystko co najlepsze z postaci i bawił się niektórymi stereotypami. Jak choćby Veronica pokazująca swoją dobrą stronę oraz Linda powątpiewająca w uczciwość Teda który zarzucał jej kłamstwo. Do tego masa wtrętów niezwiązanych z głównym tematem np. Ted wpadł w oko prawnikowi, najarany Lem i Phil studiujący na uniwersytecie Aruby.

OCENA 4.5/6

Better Off Ted S01E11 Father, Can You Hair Me?
Serial powoli tworzy historię dla swoich postaci. To co było na początku to tylko szkielet, który trzeba zagospodarować. Od dawno było wspominane o problemach Teda z ojcem,  teraz to się wyjaśniło. Nic rewelacyjnego, ale zmotywowało go do działania niezgodnie z swoimi zasadami. Przez co jego biurko porosły włosy po tym jak Phil i Lem pierwszy raz się mu sprzeciwili. Absurdalnie to wyglądało. Również historia Veronicy dotyczyła jej ojca. Dziwna para, co oczywista w tym serialu. Szybkie migawki jak udają normalne osoby czy flashbacki opowiadające o podkradaniu sobie projektów wyszły zabawnie i łamały schemat. I tylko szkoda, że było mało Lindy.

OCENA 4.5/6

Better Off Ted S01E12 Jabberwocky
Niewinne kłamstewko, plotka żyjąca własnym życiem i w konsekwencji rewolucyjny projekt którego nie ma. Kapitalny odcinek naśmiewający się z korporacji zmieniających świat, zwłaszcza podczas prezentacji które nic nie ujawniają. Fajnie też rozgrywano relację Ted/Linda, krępujące uściski i miłe gesty. Również Phil i Lem dawali radę bardzo chcąc pomóc Tedowie. Szkoda tylko, że odcinek nie zrobił podkładu pod finał sezonu.

Inne:
- kuloodporne talerze i samozapalające się talerze. Veridian, zawsze na straży innowacyjności. 

OCENA 5/6

Better Off Ted S01E13 Secrets and Lives
Rewolucyjny program do wykrywania twarzy zmienia życie bohaterów. Przynajmniej na ten jeden odcinek. Na jaw wychodzi dodatkowe zajęcie Veronicy - asystentka magika (!) co prowadzi do komicznych sytuacji i rewelacyjnego występu. Phil zyskuje pewność siebie i ma jedną średnią zabawną scenę. Natomiast Linda zdaje sobie sprawę, że chcę być z Teda i się okłamuje gdy on umawia się z jej koleżanką. Ogólnie odcinek zabawny, mocno skupiający się na postaciach, ale nie licząc Veronicy bez większych szaleństw.

OCENA 4.5/6

Better Off Ted S02E01 Love Blurts
Będą/nie będą ze sobą Lindy i Teda oraz dogryzanie sobie z tego powodu było bardzo zabawne na początku S01. Z biegiem czasu spowszedniało przez co już tak nie śmieszy. Dalej są fajne momenty jak jej naśmiewanie się z wymyślonego języka Teda, ale chciałoby się żartów na inny temat. Dobrze, że jest Veronica i jej odbiegające od normy zachowanie. Tym razem zażyczyła sobie spermy Lema., który bał się powiedzieć nie i pobiegał do Teda. Ogólnie fajny główny motyw odcinka, potomstwo i łączenie w pary, który nie wszędzie bawił tak samo. Przy czym nie było scen żenująco słabych czy wręcz nieśmiesznych.

OCENA 4.5/6

Better Off Ted S02E02 The Lawyer, The Lemur and the Little Listener
Tym razem motywem spinającym odcinek były dzieci. Ted wykorzystywał Rose by dowiedzieć się o firmowych ploteczkach, kto zostanie zwolniony, kto chcę zdradzić, wiadomo, dzieci gadają. Momentami bardzo zabawne, w końcu duża firma traktuje przedmiotowo dzieci. Była też Veronica która robiła to bez żadnych skrupułów. Czemu chciała ocalić swoich pracowników? By nie wyjść dzięki temu słabo.

Bardzo przewrotnie wyszła historii książeczki dla dzieci pisanej przez Lindę. Ukrywa ją przed Veridian by wpaść w łapy innej korporacji, która wykorzystuje jej lemura by promować piwo dla dzieci w Chinach. Jak to mówi Veronica, taki piękny kraj bez ograniczających norm, nawet można kogoś zabić.

I tylko historia Lema o płaceniu za seks w biurze nie trzymała się tematu i była nieśmieszna.

Inne:
- Phil odwiedza Lindę w domu, Veronica wpada do Teda i Rose, czyżby serial lekko zmieniał swoją formułę? Przydałaby się jeszcze fabuła zamiast ciągu skeczu co odcinek.

OCENA 4.5/6

Into the Badlands S02E03 Red Sun, Silver Moon
Sunny przemierzając bezdroża trafia na Małego Johna na moście. Zamiast klasycznie walczyć z nim o prawo do przeprawy sprzymierzają się przeciw bandytą. Okazuje się być to inny siepacz który uciekł od swojego barona w poszukiwaniu sensu życia. Rozmawiają o przeszłości i przyszłości, sensie życia i zabijania, o przeznaczeniu które za nim podąża. O tym, że Mały John wciąż czeka na swój tysięczny tatuaż, jak popadł w szaleństwo przez zabijanie jakie dokonał całe życie. Jak szukał godnej osoby by dopełnić nią okrągłą liczbę lub zginąć z jego ręki. Uważa, że Sonny będzie kimś takim. Into the Badlands mocno zahaczyło o filozofię, moralność i ludzką psychikę. Znowu też odwołuje się do bogów, tym razem ludzie którzy odbierają życie utożsamiają się z nimi. I nie wiem czy mi się to podoba. Chyba wolałem prostszą historię zamiast rozmawiania o tego typu sprawach. Nie pasuje to do tego serialu. Chociaż kto wie, może im dalej lepiej wpasują takie motywy.

Gdzie indziej się nie bili. To jest ważne, trzeba wytknąć coś co mi się nie podobało. Wdowa i Waldo udają się na Konklawe. Długie i nastrojowe sceny o niczym tzn. trochę o Waldo poszukującym swojego miejsce i jak to boją się zasadzki, ale to wszystko. Nudno też u Barona który jest coraz dziwniejszy, a Val ukrywa przed nim postępującą chorobę. U MK tradycyjnie męczące momenty z młodzikiem wsadzającym nos w nieswoje sprawy. Odkrywa, że w klasztorze prowadzone są niebezpieczne eksperymenty i uwodzi Ava. Słabo.

Ogólnie bardzo narzekam, ale odcinek mi się podobał. Rozczarowanie wynika już po seansie, z braku prawdziwe mięska. Umiejętnie stopniował napięcie, walka Sunny'ego była widowiskowa, a zdjęcia znowu były śliczne. Nawet te rozmowy o zabijaniu i filozofia życia Siepaczy pasowały do nich charakterologicznie. Tylko brakuje lepszego balansu w tym wszystkim.

Inne:
- serial dostał zamówienie na 3 sezon, tym razem składający się z 16 odcinków. AMC pokłada duże nadzieje w serialu, a ja się boję, że wydłużenie serii negatywnie się na niej odbije. I czy znowu będzie trzeba czekać ponad rok na premierę?

OCENA 4.5/6

Prison Break S05E04 The Prisoner's Dilemma
Im bardziej niedorzeczny Prison Break tym przyjemniej się go ogląda. Ostatnie sceny były tego kwintesencją. Lincoln załatwił cały oddział ISIS z działka zamontowanego na samochodzie, kumpel Micheal załatwi Abu Ramala w najbardziej frajerski sposób, a całość nagrała się na telefon przez co cała ferajna jest liście śmierci ISIS. Przy tym twist z mężem Sary będącym Posejdonem to najbardziej logiczne rozwinięcie fabuły. Nie zdziwiłbym się gdyby za tydzień Kellerman nie okazał się wcale martwy.

Cały odcinek znowu mnie niesamowite tempo gdzie akcja przeplata się z absurdami i naciąganymi do samych granic planami, które tak na prawdę działają dzięki modlitwie i aberracją fizyczno logicznym. Fabularnie ucieszyła mnie ucieczka z więzienia, trochę ciasno się już robiło w tych murach. Może dzięki temu uda się lepiej poznać kumpli Michaela. I zanurkować głębiej w tajemnie sezonu. By spektakularnie rozbić głowę o betonowe dno.

Inne:
- Linc gania 3/4 odcinka za kluczami, które ostatecznie okazują się niepotrzebne. Przy okazji naraża życie dziecka by oszukać ISIS. Nie ładnie. 

OCENA 4/6

The Flash S03E19 The Once and Future Flash
Barry postanawia nagiąć reguły czasoprzestrzeni i wyrusza w przyszłość by dowiedzieć się jak pokonać Savitara. Tam dowiaduje się, że nie dotrzymał obietnic, wszyscy są nieszczęśliwi, miasto potrzebuje ochrony i tylko optymizm Flasha może ich zmienić. Momentami zgrzytałem zębami z powodu naiwności scenariusza. Wszystkie rozmowy miały pokazać jak ważna jest Iris i jak jej brak wpłynie na innych. Szczególnie Barry'ego. I ja teraz mam nadzieje, że ją zabiją, dałoby kopa scenariuszowi. Znając życie pewnie Catlin zostanie wypisana z serialu. Akurat jak robi się z niej ciekawa postać. W odcinku zdenerwowała mnie jeszcze jedna rzecz. Barry przypył do przyszłości i otrzymuje magiczny artefakt do pokonania Savitara. Trochę to jak oszukiwanie, odbierające trochę inteligencji postaciom. Jako widz chce oglądać jacy są sprytni i uparci mimo przeciwstawieństw losu, a nie odnoszą zwycięstwo dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności.

Udanie wyszły też niektóre kameralne sceny gdy Barry powoli dowiaduje się jakim stał się dupkiem. Takie coś ciężko ogląda się przez 40 minut, ale w małych dawkach na gruncie emocjonalnym to działa. Oglądanie zdewastowanego Cisco było udręko, zwłaszcza po flashbackach.

Inne:
- Killer Frost poznała prawdę o Savitarze. Barry Allen z przyszłości? Niech to będzie Barry Allen. Wszyscy tylko nie Julien.

OCENA 4/6