Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HBO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HBO. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 czerwca 2014

Game of Thrones S04E10 The Children

Specjalnie dla moich czytelników wrażenie z ostatniej Gry o Tron w tym roku trochę wcześniej niż w niedzielę :)


Bez wątpienie najlepszy finał sezonu. Chciałoby się rzecz, że do czterech razy sztuka. Poprzednie były raczej epilogami sezonów, momentem by pożegnać się z bohaterami przed przerwą, a redefiniujące i emocjonujące wydarzenia działy się w dziewiątych odcinkach. Tym razem mięsko było trzymane na sam koniec i było dobrze wypieczone, smakowicie podane, ale zabrakło kilku składników. Brak Sansy, Petera, Theona, Boltonów, knowań Melissandre lub Żelaznych Ludzi to lekkie rozczarowanie. Nie było też Lady Stonehearth i obawiam się, że jej debiut będzie dopiero w finale przyszłego sezonu. Takie coś zasługuje by być cliffhangerem przed długą przerwą. Jednak sam finałowy odcinek miał świetne tempo, wolno się rozkręcał, ale potem jak przywalił z płaskacza gdzieś po 25 minutach już ciężko było oderwać wzrok. 

Może zaczną od Królewskiej Przystani. W końcu była TA scena! Jednak zanim do tego doszło Cersei znowu pokazała swoje oblicze. Ostatnie zwycięstwo nad Tyrionem ją uskrzydliło i doszła do wniosku, że cały świat leży u jej stóp i tylko czeka na jej rozkazy. Jej arogancja jest ogromna co odbije się na losach całego Westeros. Bo gdy Tywina już nie ma to ona będzie najsilniejszą postacią w państwie. I już nie mogę się doczekać jej Walk of Shame. Powinna to być jedna z mocniejszych scen przyszłego sezonu. Odcinek dziewiąty? Jej, ale pięknie by to wyglądało na jednym kilkuminutowym ujęciu kamery.

Po tym odcinku nasuwa się ciekawa analogia - Tywin okazał się postacią niesamowicie podobną do Neda. Tylko zamiast zaślepienia honorem, które często wpływało na jego trzeźwy osąd i podejmowanie decyzji Lannister bezgranicznie polegał na swojej rodzinie. Nie wierzył w plotki dotyczące dzieci, zlekceważył Tyriona i przez to zginął. Do samego końca był pewien, że syn go posłucha, że przemówi mu do rozumu. No i się nie udało. Tyrion już miał dość kłamstw, bycia wyzyskiwanym i poniżanym więc postanowił zemścić się na staruszku. Do wychodka poszedł z zamiarem zabicia ojca i to też uczynił. Ciekawe ile osób będzie go broniło po tym. Ja w tym momencie straciłem do niego całą sympatię, ale jestem ciekaw jak serial poprowadzi jego dalsze losy i czy szybko rozdzielą go z Varysem. Poza tym lubię takie niejednoznacznie moralnie postacie, a podczas ich oglądanie nie muszę im wcale kibicować, a nawet wolę jak cierpią. Taki sadysta ze mnie. Jednak najbardziej chcę zobaczyć wyrzuty sumienia u Jamiego. Przecież jest pośrednio odpowiedzialny za śmierć ojca. Jego przemiana zaczęła się jakiś czas temu i chcę by trwała dalej. Tym bardziej, że będzie teraz jeszcze bardziej kuszony przez siostrę.

To może teraz od Północy. Tej bliższej. Dalej uważam, że wątki na Murze są źle prowadzone, brak snucia wizji zagłady królestwa i poczucia realnego zagrożenia. Najśmieszniej wygląda 100 tysięczna armia Mance'a. Jon wychodzi z Czarnego Zamku, idzie prosto przed siebie i trafia bezpośrednio do namiotu głównodowodzącego. Stannis to samo, bez żadnego rozpoznania jego jazda trafia w samo serce armii. Ciężko mi na to przymknąć oko. Źle też są prowadzone relację Starków ze swoimi zwierzaczkami. Duch pokazuje się od czasu do czasu, Jon nawet się z nim nie pożegnał gdy szedł na śmierć. Już nawet pomijam to, że Arya nie wspomina o swojej Nymerii.
 
Jednak scena w namiocie Mance'a była świetnie napisana. Z humorem, ale czuć było też napięcie. I tutaj też ciekawa paralela - Jon łamie się jadłem, pije bimber (klisza z krzywieniem ryja po niespodziewanie wysokim woltażu napoju...), a równocześnie planuje morderstwo gospodarza i wzięcie przykładu z Freyów i Krwawych Godów tylko na mniejszą skalę. Przybycie Stannisa wyglądało epicko, świetnie wyglądała jazda i oskrzydlanie wroga. Wydarzenia na Murze nabiorą teraz rumieńców skoro spotkały się tutaj trzy długo prowadzone wątki i frakcje. I oby scenarzyści teraz przy tym przysiedzieli bo na razie mimo, że wizualnie i technicznie ładnie to wygląda (ach ten widok na Mur!) to słabo jest to pisane. Dobrze, że Goździk nie było, ale już własnoręczne palenie Ygrette przez Jona niepotrzebne. Już lepiej byłoby poświęcić ten czas na ważną i emocjonalną rozmowę Tyriona z bratem o pewnej kurwie z przeszłości co niepotrzebnie wycięto. 


Na prawdziwej Północy wątki czerpane są już z Tańca ze Smokami i bardzo prawdopodobne, że przyszły sezon wyprzedzi książkę co mnie niezmiernie cieszy. Spotkanie Brana z wroną i Dzieckiem wyszło zaskakująco efektownie. Dobra sieczka z szkieletami i sporo dramatyzmu. Mam tylko trochę mieszane uczucia co do efektów - z jednej strony zachwycały szczegółowością i naturalnością wyglądu szkieletów, ale z drugiej animacja momentami była jak z Jazona i argonautów, jakby zabrakło kilku klatek. Przy okazji udowodniono, że Bran dalej jest tylko dzieckiem, nie zna swojej roli i marzy tylko by odzyskać władzę w nogach.

Ten odcinek miał świetną muzykę oraz zdjęcia z czego najlepiej pod tym względem wypadł pojedynek Brianne i Ogara. Już pal licho, że nie powinni się spotkać w tak zupełnie przypadkowy sposób, a Westeros uległo jakiemuś magicznemu skondensowaniu na potrzeby serialu. Świetna scena walki z zdjęciami z m.in. z helikoptera i oddali z dużą ilością cięć zmieniających perspektywę, ale nie wprowadzających chaosu. I udźwiękowienie podczas walki! I nie chodzi tylko o nowy kawałek od Djawadiego, ale też o jego nagłe zakończenie gdy Ogar złapał miecz, a potem jedynie odgłosy brutalnej walki, okładania się pięściami, miażdżonego ciała, zgrzytających płatów zbroi i wściekłych krzyków walczących. Kurde, to chyba najfajniejsze starcie serialu. Przy okazji scenarzystom znowu wyszedł zabieg gdzie z pozytywnego bohatera robią tego złego jak Brianne rozbiła świetny związek Ogara i młodej Starkówny. 

Śmierć Pieska czy raczej konanie to kolejna świetna scena odcinka i też ma pięknie skonstruowane paralele. Pierwsza z nich to do wcześniejszego spotkania z konającym wieśniakiem. Druga do Góry. Dwaj Cleagenowie konają  w tym samym momencie po morderczym pojedynku. Co za ironia! Świetna była kamienna twarz Aryi wysłuchującej monolog Ogara i odmawiającej zadania miłosiernego ciosu. Młoda nauczyła się, że śmierć może być też ukojeniem i nie chcę się nad nim zlitować. Nie tłumaczy się, bierze tylko sakiewkę i odchodzi nie wypowiadając nawet słowa. Następny sezon to będą jej zabawy w Bravos. Z jednej strony nie mogę się doczekać, ale z drugiej denerwuje mnie ten jej samodzielny wątek. Może twórcy poprowadzą go lepiej niż w książkach i Arya nie będzie taka przefajnowana.

Tytuł odcinka można interpretować na kilka sposobów, ale najtrafniej odnieść go do wątku Danki. I muszę przyznać, że przyjemnie jest patrzeć jak ta bohaterka cierpi. Przez bodajże dwa sezony miała z górki to teraz fekalia uderzyły w wiatrak i atakują ze wszystkich stron. Nie tak łatwo jest rządzić miastem, a co dopiero Westeros. Niewolnicy nie chcą być wolni, a smoki, które miały być jej największą zaletą przysmażają tylko kłopotów. Piękna scena z zakuwaniem ich w łańcuchy, rozdzierająca muzyka pełna smutku, cudne zdjęcia i krzyki paniki i wyrzutu w stronę matki od smoków. Cała akcja z smokami też strasznie ironiczna. Źródło siły Dany zakute w łańcuchy przez kobietę, która ma przydomek Breaker of Chains. 

Im dłużej myślę o tym odcinku i przeglądam jego fragmenty podczas pisania recapu coraz bardziej go doceniam. Nawet się tego nie spodziewałem, że tak szczegółowo go dopracowano. Budżet na ten odcinek musiał być ogromny. CGI, zdjęcia, nowe kawałki muzyczne, nowe lokacje czy masa statystów, ale też scenariusz najwyższej próby (chociaż pewne poprawki by się przydały). Do tego zwroty akcji, które zmienią oblicze serialu. Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych odcinków najlepszego sezonu. A teraz uzbroić się w cierpliwość i oczekiwać na nową serię i wieści z planu. Lipcowy Comic-con powinien trochę tego dostarczyć. A może Martin zrobi niespodziankę i wyda szóstą książkę? Dobra, przepraszam to był głupi żarcik

OCENA 5.5/6

wtorek, 11 marca 2014

True Detective S01E08 Form and Void


 Nie bałem się finału. Podchodziłem do niego bez obaw, z otwartymi ramionami bo wiedziałem, że przyjmę go takim jakim będzie. Nic Pizzolatto i Cary Joji Fukunaga przez siedem odcinków pokazywali, że wiedzą co robią, swoje dzieło dopieszczając w niewyobrażalnym stopniu i mając wszystko dokładnie rozpisane. Należał się im kredyt zaufania i nie zawiedli. Po prostu dokończyli historię, którą opowiadali. Bez gigantycznych zaskoczeń i szokujących cliffhangerów tylko po to by zaszokować i wywołać jak największe kontrowersje. Skończyli w swoim stylu i dobrze mi z tym. Ciesze się, że telewizja ma tak utalentowany ludzi, a stacja HBO postanowiła w nich zainwestować mimo dość młodego wieku i nieznanych nazwisk. I tutaj przy okazji przepraszam, że wątpiłem. Myślałem, że to kolejna serialowy kryminał, który będzie najwyżej dobry. Takie The Killing lub The Bridge. Jak bardzo bym chciał się więcej razy mylić w ten sposób!

Sam odcinek to było niemal dokładnie to samo co wcześniej - niesamowite dialogi pobudzające do myślenia, te same postacie, które jednak się zmieniły czego dowodem jest niemalże normalna rozmowa w samochodzie, oraz przede wszystkim klimat. Przejmujący, budzący lęk i zafascynowanie, zostający długo po obejrzeniu.

Może i ostateczne rozwiązanie trochę zawiodło, ale Rust przecież czuje to samo. Udało się rozpracować kawałek góry lodowej, ale powinni tez być z siebie cholernie dumni. Złapali pedofila i morderce, sprawili, że świat jest odrobinę lepszy. To było drobne zwycięstwo jasności w tym przesiąkniętym mrokiem świecie. Bohaterowie dostali tez optymistyczne zakończenie. Nie wierzyłem w to, życie miało być jak koło, nieustany cykl tych samych błędów, a jednak da się z niego wyrwać. Może i Marty nie wrócił do rodziny, ale wie, że oni go kochają mimo tego kim jest czy był. Rust za to żałował, że nie zginął, ale jego walka ze złem doprowadziło go do ostatecznej iluminacji. Spotkał Żółtego Króla w centrum Carcosy. Walczył z swoim szaleństwem i udało mu się wygrać. Wie, że jest szansa, że na końcu czeka go coś dobrego, musi na to jeszcze poczekać, ale odkrył, że koniec jest nowym początkiem.

W odcinku było mnóstwo genialnych scen. Chyba nawet każda z nich miała ten pierwiastek geniuszy, nawet głupia rozmowa przy kawie dlatego bez sensu jest opisywać każdą z nich. Jednak napisze o blefie Rusta gdy grozi snajperem. Myślałem wtedy, że przekroczył już pewną granicę, że to za dużo i wpada trochę w parodię samego siebie i kłamie co było już naciągane względem jego charakteru. A potem rozlegają się strzały. Wow, to mnie zaskoczyli.

 

Powoli dochodzę też do wniosku by w pełni docenić kunszt serialu wypadałoby obejrzeć go jeszcze raz i przefiltrować całość przez pryzmat finału. Teraz wspominane przez Reggiego Ledoux czarne gwiazdy nabierają innego znaczenia. Nie chodzi już o satanistyczny kult i ich obłąkańcze poglądy tylko symbolikę walki dobra ze złem. Dla Rusta gwiazdy to promyki nadziei rozpraszające mrok więc czarne gwiazdy będą ich zaprzeczenie. Mamy kult zła i wyznawców dobra. Przez to historie można sprowadzić to zwykłej walki mroku z jasnością, prostego konceptu rozpisanego w mistrzowski sposób. Gwiazdy dają też nadzieje. Może i bardzo nadinterpretuje, ale flara wystrzelona przez policjantów po przybyciu na miejsce morderstwa była niczym gwiazda betlejemska, zwiastun lepszej przyszłości.

Nie można też zapominać o Martym, który przez cały sezon odgrywał podrzędną rolę. To Rust rozwiązywał zagadki, był centralną postacią i siła napędową, łamał podejrzanych i hipnotyzował widza. Marty był przeciętnym facetem i detektywem, złym mężem i rodzicem, miał swoje problemy, ale nie był nikim szczególnym. Nie można jednak nie doceniać jego roli bo świat potrzebuje też zwykłych szaraczków i everymanów. On wpada na decydujący trop i prowadzi pocieszającą rozmowę z Cohlem, też dokonuje się w nim zmiana, ale wciąż pozostaje przeciętny, ale i ważny. Co podkreśla kamera, która patrzy na niego z dołu, z perspektywy Rusta gdy ten siedzi na wózku inwalidzkim, Marti wydaje się większy niż w rzeczywistości, zajmuje niemal cały ekran. Jest tak samo istotny jak Cohle. 

Troszkę szkoda, że to ostatni odcinek McConaughey'a i Harrelsona, ale teraz czas na nowy początek, jedna historia się zakończyła, czas by rozpocząć nową. Ogromnie jestem ciekaw jacy aktorzy będę w True Detective sezon 2. Ponownie znane nazwiska czy może postawienie na debiutantów? A może czas na odzyskanie chwały przez upadłą gwiazdę? Podobno ma być kobiet. Umma Thurman lub Daryl Hannah? Dawno się nie pojawiały w głośnych filmach więc może czas na tv? Moim dream teamem jest Bryan Cranston (lub Al Pacino) z Tatianą Maslany. Marzenia.

OCENA 6/6

wtorek, 4 września 2012

True Blood S05

Podsumowanie sezonu będzie chaotyczne czyli takie jak emitowane odcinki. Trochę tego, trochę tamtego, nielogiczne przeskoczenie do zupełnie innego wątku czy niezwiązana z akapitem dygresja. Myślę, że taka forma najlepiej będzie pasowała do ostatniej serii True Blood. Nie znaczy to jednak, że ten sezon był słaby. Co to to nie. Przynajmniej moim zdaniem bo w sieci można znaleźć recenzje skrajne pozytywnie jak i negatywnie. W końcu ile widzów tyle opinii. Ja podszedłem do serialu jak do absurdalnej komedii i bawiłem się wyśmienicie. Jednak jeśli ktoś będzie wymagał czegoś więcej srogo się zawiedzie.


Najbardziej mi się podoba w tym sezonie, że nie ciągnął się on tak jak poprzedni. Byłe słabsze momenty i nudniejsze wątki, ale na szczęście nie bez przesady. I co najważniejsze łączyły się z główną osią fabuły. Przygody Sama nie irytowały jak ostatnio, a w ostatnim odcinku dostał swoje 5 minut, brak Jesusa jak najbardziej na plus, a Tara która od paru lat tylko irytuje w końcu dostała coś przez co ogląda się ją znakomicie. Mianowicie została wampirem! I nie jest z tego zbytnio zadowolona, przynajmniej na początku. Potem za to gdy dostaje już więcej scen z Pam tą dwójkę ogląda się cudownie. No właśnie Pam. Może nie było jej wiele, ale jak zwykle jej onlinery są powalające. Dostaliśmy nawet flashbacki z nią w roli głównej i pokazano jak stała się wampirem. Trochę to średnie, ale nich im już będzie. Ważne, że teraz daje radę. I jak zwykle nosi śmieszne ubranka (żółty dresik!). Jest po prostu Pam, a jej sceny z Ericem są wzruszające jak nigdy.



Główny wątek tego sezonu kręci się w okół Zwierzchnictwa czyli wampirzego rządu. Po wydarzeniach z finału S04 i zabiciu Nan (wciąż nie mogę im tego darować!) Bill i Eric lądują w tajnej siedzibie przywódców krwiopijców. I nie mogło zabraknąć intryg politycznych. Może nie są one jakieś wybujałe, ale przez pierwszą połowę sezonu zastanawiamy się kto zdradził i kto mówi prawdę, a dwójka naszych wampirów kombinuje jak przetrwać. Miło się ogląda tortury srebrem lub ostatni krzyk technologi ikołek z apką do iphona Tak samo miło ogląda się nowe wampiry. Najpotężniejsze, najsilniejsze ale wcale nie najmądrzejsze. Jest rumuński przywódca, biblijna Salome, dzieciak i stara babka. Jest też wielebny Newlin tym razem z kłami w znaczącej roli i wielki powrót który został zapowiedziany w cliffhangerze S04 - Rusell! Jedna z najciekawszych postaci całego serialu. I trzeba przyznać, że O'Hara znowu stanął na wysokości zadania, a w parze z Newlinem są cudowni. Albo podczas karaoke. Jest też boska Lilith, która stanie się ważną częścią w dalszej części sezonu. Dla mnie jednak ten wątek był już ciut słabszy, ale to do czego doprowadził zapowiada, że przyszła seria będzie zupełnie inna od tej. Oby bardziej skondensowana i spójna.



Co mnie zdziwiło to odsuniecie Sookie na dalszy plan. Nie oszukujmy się - było jej mało i niewiele miała do powiedzenia. W gruncie rzeczy ta seria tylko stworzyła podwaliny pod następną. Wiemy trochę nowego o jej pochodzeniu, dostała kilka wrózkowych scen, odnalazła kuzynkę i to że ściga ją kolejny wampir - Warlow. I w sumie wiemy tylko tyle. Potencjał jest żeby to rozwinąć bo Sookie to cholernie ciekawa postać. Ona również miała kilka fajnych scen tutaj, kilka niepotrzebnych przygód, ale jej wątek też zaliczam na plus. Trochę gorzej z jej bratem. Jason jak zwykle się miota od miejsca do miejsca, uprawia seks (chociaż mało go było w tym roku) i ładuje się w kolejne kłopoty. Jego zauroczenie Jessicą rozwija się i kończy w głupi sposób. Mam nadzieje, że to w co on wyewoluował w finale zostanie szybko odkręcone bo tego Jasona nie lubię. Chcę go oglądać nieporadnego, zagubionego i głupiego. I z Jessicą bo ta para świetnie do siebie pasuje. Lepiej niż Hoyt/Jessica. I na szczęście ten wątek został pięknie zakończony wzruszającą sceną. Łezki się nie uroni, ale ładnie scenarzyści wypisali Fontenberrego z serialu.



Niestety inni tak ładnie nie skończyli. Jeśli ktoś pamięta przyjaciela Terrego z finału zeszłej serii, który nieoczekiwanie się zjawił i miał sprawić kłopoty to pewnie obawiał się, że ten wątek może być zupełnie oderwany od reszty. I był. Może i dzięki niemu poznaliśmy trochę historii Terrego, przyczynę jego PTSD i ostatnich podpaleń. Pokazało się też nowe monstrum - Ifryt i nie raz będzie się miało ochotę przewinąć ten wątek, którego zakończenie jest no cóż rozczarowujące. Dobrze, że jednak doszło do niego tak szybko i wcześniej wpleciono w historię Lafayett. Lafayetta, który cierpi po stracie Jesusa, ukrywa na początku serii pewną tajemnicę, a potem już tylko występuje na uboczu. Mimo, że wciąż potrafi rozbawić nie jest już ta sama osoba jak z początków serialu. Zrobił się nudny i nie tak oryginalny jak kiedyś. Nie miałbym nic przeciwko gdyby i jego wypisano z serialu. Ba mogli by to zrobić jeszcze z kilkoma postaciami żeby nie prowadzić niepotrzebnych wątków, a skupić się tylko na wampirzym i wróżkowym. Zdecydowanie by to pomogło serii. Sam też by mógł odgrywać ważniejszą rolę i całkiem możliwe, że tak się stanie bo szykują się zmiany dla jego gatunku.



Trochę gorzej jest u wilkołaków. Alicide jest interesujący, wilki pijące v i podległe Rusellowi również. Wplątanie w to Sama i córki Luny (urocza!) tak samo. Szkoda tylko, że bez emocjonalnie to zostało poprowadzone. Niby jest walka o przywództwo w stadzie, są flashbacki z jego udziałem, ale nie czuje się tego. Wątek jest bo jest, ma się nadzieje, że w jakimś stopni egzystencja Alicda wpłynie na główne wydarzenia, ale nic z tego. Może w S06. Potencjał jest żeby odegrali większa rolę, ale to zależy w jakim dokładnie kierunku podaży następna seria.



Mimo tego całego mojego narzekania na rozciągłość i rozdmuchiwanie niektórych wątków to całkiem nieźle się bawiłem przez cały sezon i True Blood było serialem, który włączałem zaraz po pojawieniu się napisów. Wciąż jest obecny ten niepowtarzalny klimat małego miasteczka, wiochy i absurdu. Momentami jest całkiem krwawo, a wybuchające wampiry za każdym razem sprawiają, że się uśmiecham. Ścieżka dźwiękowa to dalej to klimatyczne pobrzękiwanie, a utwory na koniec jak zawsze skłaniają żeby ich jeszcze raz odsłuchać. Jeśli ktoś dobrze się bawił przy TB przez te kilka lat również i teraz nie powinien być rozczarowany. Jeśli jednak zeszły sezon go wymęczył musi się zastanowić czy ten chcę sprawdzić. Ja chciałem i się opłaciło. Nie gwarantuje, że to samo będzie u was.


OCENA 4/5

wtorek, 26 czerwca 2012

Image of the Day #2


Sam się sobie dziwię, ale ostatnie odcinki True Blood podobają mi się. W przerwie nie tęskniłem za tym serialem, ale po zobaczeniu 5x1 od razu po ukazaniu się kolejnych odcinków od razu zabieram się za nie. O dziwo nie ma na razie męczących wątków, a te najbardziej interesujące dostają najwięcej czasu. Co mnie zdziwiło to, że do tych wątków zaliczam nowe przygody Tary. W końcu ta bohaterka zrobiła się interesująca i nie irytuje tak jak dawniej. I to właśnie sceny z nią były najlepsze w ostatnim epizodzie szczególnie jak radziła sobie w nowej sytuacji i na nowe poznawała świat. Doskonale pokazano działanie jej zmysłów i perfekcyjnie to wyreżyserowano. Oby przez najbliższe 9 odcinków serial nie spuścił z tonu i znowu nie zepsuł Tary.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Game of Thrones S02E04 Garden of Bones

Niestety Garden of Bones to już czwarty odcinek tego sezonu co znaczy, że przede mną jedynie sześć tygodni starcia królów. Mało i dużo za razem. Dużo bo trzeba się cieszyć, że jest, że to tak wygląda i że odcinka trwają niemalże godzinę. Mało bo sezony są zdecydowanie za krótkie - 10 epizodów i 40 tygodni czekania? Toż to okrutne jest... Jednak nie ma co narzekać i trzeba się rozkoszować tym co jest, a powody do tego są. Dostaliśmy kolejny niesamowity epizod z wgniatającą w fotel końcówka, ale po kolei...


Strugi deszczu, rozmowy dwójki żołnierzy o największych rycerzach królestwa, który z nich jest najlepszy - Góra, Jamie czy może Rycerz Kwiatów? Detal, a jak cieszy. I nawet potrzebny bo przypomniał postać Góry oraz co się dzieje u innych. Dodatkowo była to okazja żeby zaznaczyć, że nawet zwykli żołnierze śmieją się z Renlego i Lorasa. Pogaduszka kończy się żartami i potem zaskoczenie czyli atak wilkora, pokazanie Robba i jego armii... ciemny ekran i po kolejnej wygranej bitwie Króla Północy. Powinienem być zły, że znowu nie pokazano nam epickiego starcia czy chociaż trochę szermierki, ale już się do tego przyzwyczaiłem w zeszłym sezonie. Jeszcze przyjdzie na to czas. Oby.


Po bitwie zadebiutował Rose Bolton czyli jeden z chorążych Robba. Już pokazano, że jest okrutny, a wojna to jego żywioł. Gdy zaczął mówić o obdzieraniu ludzi tylko się uśmiechnąłem. Podczas rozmowy dowiedzieliśmy się, jaki to Robb jest honorowy i nie ma zamiaru zabijać więźniów i w kontraście w dalszej części odcinka Lannistrowie robią zupełnie na odwrót, a tortury stoją u nich na porządku dziennym. Trochę mnie denerwuje, że znowu jest nazbyt widoczny kontrast - dobre wilki i złe lwy. Więcej szarej strefy poproszę. Wprowadzono też nową postać kobiecą - Tallise, a przynajmniej tak się przedstawiła Robbowi. Jestem na razie średnio z niej zadowolony, ale to spotkanie będzie miało spore konsekwencje w przyszłym sezonie. Jeśli oczywiście twórcy nie wywiną nam jakiegoś numeru. Chociaż nie obraziłbym się gdyby tak zrobili. Trzeba jednak przyznać, że pięknie uzmysłowiła Robbowi problem wojny - dotyka nie tylko Lannisterów i inne wielkie rody, ale przede wszstkim zwykłych ludzi oraz że trzeba mięć plan po jej wygraniu. Zemsta nie może być ostatecznym rozwiązaniem, a prowadzić do czegoś. Stark nie ma dalekosiężnych planów widzi tylko zemstę i kolejne zwycięstwa. Ciekawe czy ta rozmowa mu uzmysłowi, że musi mieć większy plan. Ogromnie mi się podoba, że w przeciwieństwie do książki najstarszego syna Eddarda jest dużo, ma własne sceny, a nie tylko słyszymy co tam u niego się dzieje.


Game of Thrones S02 E04 720p HDTV x264 AVS mkv sn

Żeby jeszcze uwypuklić różnice między Starkami i Lannistrami w następnej scenie pokazano znienawidzonego Joffreya znęcającego się nad Sansą, którą zaraz wybawił nie kto inny jak Tyrion. Spięcie z siostrzeńcem było moim zdaniem świetne. Obecnie karzeł jest jedyną osobą która jest w stanie się mu przeciwstawić. Bardzo mi się też podobał jego komentarz o Sansie że ona może przeżyć ich wszystkich. I coś w tym jest. Większość ludzi narzeka na jej postać, ale mi się podoba jak się ona rozwija - w niewoli, posłuszna jak baranek, ale stara się być twarda mimo że jest jeszcze dzieckiem. Ukrywa swój gniew bo wie, że nic nie wskóra. Jedynie może być posłuszna. Posłuszny za to nie chcę być Joffrey. Tyrion przesłał mu kurwy, ale on się nad nimi znęcał tylko po to by zrobić na złość wujowi. Mały sadysta. Trzeba przyznać, że twórcą udało się stworzyć postać, którą widzowie znienawidzą.


Pojawienie się Littlefingera w obozie Renlego trochę mnie zaskoczyło. Nie zdziwiło za to, że ciągle coś knuje, snuje intrygi i chcę sobie zapewnić jak najlepszą przyszłość nie zależnie kto zasiądzie na Żelaznym Tronie. Do tego dalej zbiera informację, a to o obozowym życiu, a to o Renlym i Lorasie i przy tym przymila się do Maergery. Za to właśnie lubię Petera, ta jego dwulicowość. Podobało mi się też jego starcie z Catalyn. Jedynie żałuję że nie dostał od niej w pysk. Niestety udało mu się ją wykorzystać i zasiać ziarno wiary, że uda się jej odzyskać córki.


Game of Thrones S02 E04 720p HDTV x264 AVS mkv sn

Dany mnie zawsze irytowała. W książce i w pierwszym sezonie. Tutaj jest podobnie. Może i teraz jest silniejsza niż na początku serialu, ale wciąż naiwna. Wierzy w moc swojego nazwiska, moc smoków, ale tak na prawdę wciąż nie wie jak się gra o tron. Trochę arogancko się zachowała u wrót Qarth i zapewne dalej nie zdaje sobie sprawy że wciąż jest jedynie pionkiem, a nie graczem. Xaros zapewne ma ukryte zamiary względem niej, a ona powinna w końcu zrozumieć na czym polega gra.Podało mi się też jak Mormont opisywał Ogród kości. W książce tego nie było, ale mi się podobają te zmiany i dodawanie nowych smaczków. Powiało trochę grozą gdy o tym mówił.


Game of Thrones S02 E04 720p HDTV x264 AVS mkv sn

Zdecydowanie moje ulubione sceny odcinka były w Harrenhal. Upiorne miejsce z jeszcze gorszymi ludźmi. To właśnie tutaj pokazano okrucieństwo Lannisterów i wojny. Jacy ludzie są potrzebni i do czego są zdolni. Obłąkani ludzie którzy stracili najbliższych, strach przed śmiercią - doskonale zostało to pokazane. Tak jak tortury. Chyba mój ulubiony sposób zabawy ze szczurem już nie jednokrotnie widziany :) Niepotrzebnie tylko wzięli Gendrego. Podobało mi się, że został on uratowany przez pojawienie się złego Tywina, głowę rodu Lannisterów. Pokazał on też jak powinno wyglądać prowadzenie wojny - racjonalne zarządzanie zasobami. Zdziwiło mnie, że wziął Aryę na swojego podczaszego. W książce to chyba inaczej wyglądało, chyba że mnie pamięć myli. Ale to dobrze, bo to znaczy, że jej wątek nabrał niezłego rozpędu i ogromnie jestem ciekaw czy będzie go próbowała zabić. Chciałbym też żeby pojechała z nim w świat, a nie jedynie usługiwała mu w zamku. Im więcej odstąpień od oryginału tym lepiej. Podoba mi się też, że zaczęła się modlitwa Aryi - Cersei... Góra... Joffrey, Illen Payne... Poliver... A właśnie Kompanioni - liczyłem że zostaną jakoś bardziej uwydatnieni, ale jak na razie odgrywają tylko epizodyczną rolę znęcając się i mordując.


Starcie dwóch braci roszczących sobie prawa do tronu dobre, ale tak średnio mi się podoba postać Stannisa. Inaczej go sobie wyobrażałem. I o ile w książce rzeczywiście wyglądał na kierującego się szlachetnymi pobudkami i wiarą że tron należy się jemu tak tutaj jest strasznie arogancki i zdesperowany władzy. Samą rozmowę z kłócącymi się Berathonami doskonale skomentowała Cat -jak dzieci. I ta dziecięca kłótnia będzie odpowiadała za śmierć tysięcy.


Game of Thrones S02 E04 720p HDTV x264 AVS mkv sn

Tyrion miał jeszcze jedną świetną scenę tym razem z Lancelem. Kolejny odcinek z rzędu umacnia swoją władzę jako Namiestnik i osłabia pozycję Cersei. Idealnie rozstawia pionki w pozycji obronnej. Bardzo mi się podobał nastrój jaki panował w komnacie - pierw Lancel pogardliwie odnosi się do Tyriona by na końcu błagać go na kolanach. Szkoda tylko, że jego mimika była żenująca słaba w porównaniu do Petera i parę razy uśmiechnąłem się z jego min.


Na ostatnią scenę tego odcinka czekałem od dawna. Wiedziałem, że będzie mocna i obawiam się, że może zniechęcić ludzi do serialu z powodu elementów fantastycznych, których wcześniej było jak na lekarstwo. Mnie za to bardzo intryguję - skąd się wzięła magia, jak ona działa w Westeros, jak Melissandre panuje nad tą mocą i ile prawdy jest w jej gadaniu o Pan Światła. Samo pojawienie się demona zostało pokazane perfekcyjnie - bez cenzury z doskonałą reżyserka i muzykę. Zapewne nie tylko mnie przeszły ciary na tej scenie.  Szkoda tylko, że nie pokazano co dalej i trzeba czekać aż tydzień, ale będzie warto.


Zastanawia mnie też jedna rzecz - ile Devos ma synów. Tutaj w rozmowie z Stannisem mówił jakby miał tylko jednego. Nie chciałbym żeby okazało się to prawdą.


Już nie mogę się doczekać przyszło tygodniowego odcinka. Powinno się wyjaśnić co z cieniem, jak radzi sobie Jon na północy, czy Theon odzyskał zaufanie ojca oraz wnioskując po tytule spory nacisk zostanie położony na historię Aryii.