Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikita. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #66 [30.12.2013 - 05.01.2014]

Niepisana tradycja mówi, że na zakończenie każdego roku powinno się zrobić podsumowanie zeszłego. Co się podobało, co nie i plany na przyszłość. Mam to w nosie. Napiszę tylko, że jestem umiarkowanie zadowolony z tego co działo się na blogu. Mogło być lepiej, ale też dużo gorzej. Początki są najgorsze, teraz już będzie się rozwiał siłą rozpędu. Wciąż mam kilka zaczętych tekstów, które w najbliższym czasie powinny się pojawić. Chciałbym też dojść do poziomu dwóch wpisów w tygodniu i zrobić z tego standard. Materiału jest pod dostatkiem więc trzymajcie kciuki by chęci starczyło. Przydałby się też nowy layout bo ten jest okropny. Boję się jednak grzebać pod maską bloga bo jestem pod tym względem strasznym antytalenciem i prędzej coś popsuję. Jednak będzie trzeba to zmienić. Wydaje mi się, że blog wyszedł już z fazy niemowlęcia i czas go trochę ulepszyć. 

Na rynku serialowym działo się dużo dobrego przez ostanie 12 miesięcy. Mniej znane lub nowe stację zaprezentowały swoje autorskie produkcję, których poziom jest zachwycający. Vikings, Orphan Black, House of Cards. Wydaje mi się, że o tych serialach będzie się długo mówić przez najbliższe lata. Tak jak o zakończonym Fringe, Spartakusie i Breaking Bad. Nikita nie uzyska takiego rozgłosu, a jest tego warta. Może i serial wydaje się naiwny, ale ma sympatycznych bohaterów i nie raz potrafi zaskoczyć. Oglądajcie bo warto, tym bardziej, że doczekał się godnego zakończenie co w dzisiejszych czasach nie jest oczywistością. 

W tym tygodniu było mało czasu na seriale. Prywatne życie czasem potrafi być zaskakujące. Jednak ponownego spotkania z Sherlockem nie mogłem sobie odmówić. Odcinek kontrowersyjny dla mnie okazał się spełnieniem życzeń. W końcu wrócił najlepszy detektyw naszych czasów i udowodnia, że jest nieprzystosowany do życia w społeczeństwie. Udało mi się też ponadrabiać Masters of Sex. Dwa odcinki do końca i jestem pewien, że wrócę na kolejną serię. Mimo, że poziom serialu jest zachwycający od samego początku to nie byłem zdecydowany czy to serial dla mnie. Teraz jestem pewien i chcę osobiście przeżyć rewolucję seksualną w Stanach. Boję się tylko, że po paru sezonach poziom drastycznie poleci w dół. Nie mam zaufania do Showtime, które systematycznie zarzyna swoje seriale. Weeds, Dexter, Californication, Homland zaczynały z dużego A, a im dalej tym gorzej. Gdybym się nie znał powiedziałbym, że stacja uczy się na błędach i będzie lepiej. 

SPOILERY

Masters of Sex S01E07 All Together Now
- odcinek o romansach. Tak w dużym uproszczeniu. Sytuacja się pokomplikowała, a bohaterowie mają pozorne szczęście, ale tak na prawdę nie wiedzą czego oczekują od życia. Virginia nie wie co jest między nią, a Mastersem, a wspólny orgazm tylko wszystko komplikuje. Tak jak jej przyjaźń z Libby. Billa natomiast dalej nie rozumiem i dlatego tak bardzo podoba mi się jego postać. Chciałbym wiedzieć o czym sobie myśli wracając od kochanki do żony. Widać, że czerpie radość z wspólnych sesji z Virginią, ale cały czas tłumaczy to naukowym podejściem. Niedługo będzie musiał skonfrontować się z rzeczywistością. Jeszcze ciekawiej się robi jeśli doda się do tego zazdrosnego Ethana, który wmawia sobie, że jest szczęśliwy z Vivian oraz Libby, która próbuje znowu zajść w ciążę. Wybuchowa mieszanka.
- równie dobrze wypada Austin z jego kompleksem Edypa. Romans z Margaret, rozmowy na kozetce, reakcja Scullego oraz jego homoseksualny romans. Tutaj może eksplozja nie nastąpi, ale małe trzęsienie ziemi jest całkiem możliwe jeśli niektóre sprawy wyjdą na jaw.
- powrót Jean mnie cieszy. Może i postać z tła, ale daje dużo humoru serialowi.

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E08 Love And Marriage 
- mniej romansów i oglądało mi się lepiej. Może już mam trochę przesyt tych przeróżnych konfiguracji albo po prostu lubię codzienne życie bohaterów. Szczególnie to w szpitalu. Ambitna Virgiania, chora DePaul, Jane jako sekretarka Willa i kolejny problem z badaniami - jak przedstawić wyniki w naukowy sposób. Do tego trochę humoru z kręceniem orgazmu od środka i kilka  trafnych spostrzeżeń na temat ludzkiej seksualności.
- w wątku Scullych trzęsienie ziemi nastąpiło szybciej niż myślałem. Margaret chcę rozwodu, a Barton jest gotów by podjąć drastyczne działania w celu zatrzymania żony. Podoba mi się jak została pokazana miłość tych dwojga - szczera, ale też przez cały czas nieumyślnie się krzywdzili. Ciekaw jestem jak dalej zostanie potraktowany wątek homoseksualizmu w latach '50 bo to bardzo trudny temat.
- Libby w ciąży. Zaskoczenie, że tak szybko, ale to może oznaczać kolejną zbliżającą się tragedię. Ja jestem ciekaw czy Walter się jeszcze pojawi bo problematyka czarnoskórych w epoce nie była jeszcze poruszana poza kilkoma małymi wyjątkami.
- jest jeszcze Ethan oświadczający się Vivian. Już. Wątek ten pędzi jak lokomotywa i już niedługo czeka ją wykolejenie. Bo chyba nikt nie spodziewa się tutaj happy endu.

OCENA 5/6

Masters of Sex S01E09 Involuntary
- trochę słabszy odcinek, miał dłuższe i nudniejsze momenty, ale dalej się go wspaniale oglądało dzięki różnorodności wątków i pewnym ciekawym zmianom u bohaterów. Czyżby Bill w końcu zdał sobie sprawę, że to coś między nim i Virginią to romans i wyrzuty sumienia kazały mu jej zapłacić? Jak zmienią się ich relację? Najciekawsze w tym jest to, że powodem zmiany była informacja o ciąży Libby oraz rozmowa z matką, która przypomniała mu przeszłość. Bill nieumyślnie powiela błędy swojego ojca.
- u Ethana kryzys wiary. Czy może raczej kryzys osobowości. Jak to było widać w poprzednich odcinkach cały czas płynął z prądem, nie zastanawiał się nad życiem tylko przyjmował je takie jakie jest. O nic nie walczył tylko dostosowywał się. Zmiana wiary i przypadkowa rozmowa o niej była tylko zapalnikiem by w końcu zdał sobie sprawę, że jest biernym obserwatorem. Doprowadził kobietę do łez, ale przynajmniej powiedział jej prawdę. Mam jednak nadzieje, że to nie koniec występów Vivian.
- Lester przy obiedzie przyznający, że się masturbuje był najzabawniejszym fragmentem odcinka, który tak bardzo kontrastował z matką Billa, która powoli zaczynała się domyślać, że jej syn ma romans z Virginią.

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E10 Fallout
- zacznę od końca - Mushroom Cloud od Sammyego Salvo jest cudowne i idealnie wpasowało się w odcinek. Zachęcam do przesłuchania.
- sam odcinek bardzo dobry. Ciesze się, że w końcu w takim stopniu wykorzystano prawdziwe wydarzenia historyczne przez co serial stał się taki realny i nierealny zarazem. Próba obrony cywilnej, ochrona przed atakiem nuklearnym, chowanie się pod ławki i udawane operację oraz radiowe doniesienia o kolejnych "zniszczeniach" - wszystko to tworzyły niesamowity klimat. I te gorzkie słowa Jane na koniec, że przygotowanie są daremno bo i tak zginą. Ułuda władz była wtedy porażająca.
- Ethan starł się z Billem - świetna scena, pięknie zainscenizowana. Świetne ujęcie dwóch lekarzy na przeciwko siebie i potem cios nokautujący. Wybuch Billa niesamowity oraz zarzuty do Ethana. Kapitalnie to wyszło. Tak jak potem reakcja Virginii. Każda akcja ma swoją reakcję. Niby nieznaczący szczegół jak wyznanie Ethana o ciąży Libby staje się zapalnikiem istotnych wydarzeń. Virginia zdaje sobie sprawę, że miała romans z Billem i udaje się jej zgłębić jego zachowanie. Tymczasowo rezygnuje z badań co powinno wprowadzić trochę nowej dynamiki do serialu.
- ciesze się, że DePaul dostała więcej czasu niż zwykle bo od paru odcinków zachwycam się Julianne Nicholson. Wspaniała aktorka portretująca niezwykle ciekawą postać. Kobietę sukcesu w świecie zdominowanym przez mężczyzn, która porusza się w nim po omacku. Teraz z Giny powinny dać czadu i czekam na zaciskanie więzi między nimi.
- pocałunek Jane i Lestera był zaskakujący, jak z taniego filmu romantycznego, ale miał w sobie coś uroczego. 
- sceny z Margaret takie jak cały odcinek - są zwiastunem potężnej eksplozji. Ona już wie o homoseksualizmie Burtona, a to znaczy że ktoś jeszcze się dowie. Świetna była rozmowa z prostytutką, ale bardziej podobał mi się metaforyczny dialog z Austinem o satelitach i pozornym unoszeniu się. Zbliża się bolesny upadek.

OCENA 5.5/6

Nikita S04E06 Canceled 
- to jest już koniec i tak bardzo przykro. Widać pośpiech w tym odcinku - tyle ważnych rzeczy się działo i szybko kończono wątki, które można by rozciągnąć na wiele epizodów. Nie ma w tym nic złego bo serial nie stracił na jakości. Tylko, że mógłby być emitowany jeszcze kilka miesięcy! Będę tęsknił za Nikitą bo jest to jedno z najbardziej niesłusznych anulowań od kilku lat, ale też to serial który nigdy nie miał głośnej prasy. Mówiło się o nim przeważnie dobrze, ale cicho. Nie zdobył uznania na jaki zasługuje, a powinno się go stawiać na równi z Person of Interest bo to mniej więcej ten sam poziom. No nic będę tęsknił! W głębi ducha wierzę też w niemożliwe czyli wskrzeszenie na Netflixie. Szansę są bliskie zera, ale racjonalizm jest dla głupców, ja się uczepie myśli, że serial może powrócić bo tylko to mi zostaje. Samo zakończenie jest otwarto - zamknięte. Satysfakcjonujące dla bohaterów i widzów, ale dające masę możliwości rozwoju. Nie zdziwiłbym się jakby i w tym wypadku powstała komiksowa kontynuacja
- odcinek był na wysokim poziomie. Może nie był niesamowicie emocjonalny czy wybuchowy, ale został skonstruowany tak by zaskoczyć. Twist fabularny był spodziewany bo w tym serialu są one często spotykane. Nie sądziłem jednak, że tego kalibru. Wszystko to zmyłka, misternie zaplanowany plan. Ale dzięki temu była masa świetnych scen choćby walka Alex z Nikitą - wow, brakowało mi takich rzeczy. Albo eliminacja kolejnych bossów. Milusio się to oglądało. Trochę rozczarowała ostateczna konfrontacja z Amandą, ale z drugiej strony podoba mi się ten koniec. Bez strzelania i klepania po pyskach. Wygrał spryt i inteligencja. A ostatnie słowa Nikity do Amandy genialne.

OCENA 5/6

Sherlock S03E01 The Empty Hearse
- nareszcie jest! Dwa lata oczekiwania i w końcu pojawił się nowy odcinek, czy może raczej film, Sherlocka. I nie zawodzi bo nie miał prawa. Jako wyposzczony fan pewnie przyjąłbym wszystko z pocałowaniem rąk, ale obiektywnie patrząc, jeśli to w ogóle możliwe, było to wspaniałe 1,5 godziny telewizji. Pod każdym względem. W sumie na siłę można przyczepić się do wątku terrorystycznego i małego nacisku na sprawę, ale to tylko zależy od oczekiwań. Ja na serial czekałem głównie ze względu na bohaterów i formę, a nie kolejne zagadki kryminalne, które przecież są tylko tłem do interakcji bohaterów
- cieszyłem się jak dziecko ponownie oglądając tego aroganckiego Sherlocka. Czarujący i odpychający zarazem. Podręcznikowy przykład socjopaty. I to w nim takie piękne. Reunion z Johnem bardzo udany. Musiały być kłopoty i okres przejściowy, ale świetnie to poprowadzone. Tak jak inne spotkania - z Lastradem, Molly i panią Hudson. Cudownie się to oglądało. Tak jak kolejne błyskotliwe sprawy i coraz to bardziej wymyślne dialogi i potyczki słowne. Jaka szkoda, że jeszcze tylko 3h i kolejna długa przerwa...
- strasznie mi się podobał scenariusz bo był zakręcony, ale urzekła mnie reżyseria. Zabawy perspektywą i kolorowymi światłami, sporo efektownych zdjęć i efektów specjalnych, w które włożono sporo pracy. No i jak się nie cieszyć na widok eksplozji pałacu Buckingham czy wycieczek do umysłu Sherlocka?
- po takim cudownym odcinku brak rozwiązania zagadki sfingowania swojej śmierci nie jest rozczarowaniem. Moffat jak to ma w zwyczaju droczy się z widzami, podsuwa kolejne tropy by w końcu udowodnić, że to co widzimy to tylko kolejne kłamstwo i zasłona dymna. Kolejne odcinki to kolejne możliwości? Jestem za. Tym bardziej jeśli będzie więcej takich fantazji jak ta gdy Sherlock i Moriaty mieli się bardzo ku sobie.
- ciekawszym pytaniem jest kto będzie nowym wrogiem Sherlocka. Czy to ten tajemniczy mężczyzna z ostatnich minut jest odpowiedzialny za porwanie Johna? Czy chce się zmierzyć na intelekt z Sherlockem czy może ma jakiś inny plan? Na pewno szykuje się kolejny wielki pojedynek znakomitych umysłów. A w przyszłości z chęcią zobaczyłbym starcie z Maycrofem. W tym odcinku był tego przedsmak i liczę na dużo więcej.
- Molly jest urocza. Cudownie wyglądała jako asystentka Sherlocka. Zupełnie nie na miejscu, ale miło się na nią patrzyło. I też współczuło jej. Tak jak po ostatniej scenie. Niby ma chłopaka i jest zaręczona, ale wypisz wymaluj klon Sherlocka. Biedna dziewczyna.
- Mary wypadła nieźle. I Sherlock ją akceptuje. Chciałbym żeby odegrała dużą rolę w jakimś odcinku i liczę na kilka poważniejszych starć z Sherlockem. Pewnie i na to przyjdzie czas.   

OCENA 5/6 

niedziela, 5 stycznia 2014

Ramówka The CW 2013/2014


Nowości - The 100, The Originals, Reign, Star-Crossed, The Tomorrow People

Powrócą - Arrow - 2 sezon, Beauty and the Beast - 2 sezon, The Carrie Diaries - 2 sezon, Hart of Dixie - 3 sezon, Supernatural - 9 sezon, Nikita - 4 sezon, The Vampire Diaries - 5 sezon

Zakończone - 90210 po 5 sezonach, Cult po 1 sezonie, Emily Owens, M.D. po 1 sezonie,  Gossip Girl po 6 sezonach

Stację The CW cenie za jej wcześniejsze dokonania pomimo, że jest kierowana do nastolatek. Pierwsze sezony Supernatural, Smallville, Buffy i Angel, Veronica Mars, Reaper czy Roswell - rodowód tych produkcji wiążę się z korporacją Warner Bros. Dlatego tak wielka szkoda, że obecnie stacja tak bardzo się zmieniła i prezentuje głównie średniaki i produkcję młodzieżowe, których nie tykam. Na szczęście ostatnie dwa lata to dryfowanie w stronę sci-fi i fantasy w wydaniu young adult. Widać to po ostatnich anulowaniach, zamówieniach i zmianach w ramówce. Kierowane do młodych kobiet 90210, Emily Owens MD i Gossip Girl znikają z anteny. Dwójka weteranów od lat kojarzona z tą stacją przestała się sprzedawać. Pięć i sześć sezonów to dużo, ale włodarze kanału liczyli na więcej. Ja po żadnej z produkcji nie będę płakał bo nie jestem ich targetem. Tak samo jak medycznej produkcji z Mammie Gummer, której prorokowałem szybkie anulowanie. Krótkie życie Cultu też mnie nie obeszło. Był serial, nie ma serialu. Jedyne co w nim było ciekawe to katastrofalna oglądalność.  

Transformacja stacji jest szczególnie widoczna na przykładzie wracających seriali. Tylko w The Carrie Diaries i Hart of Dixie nie ma wątków nadnaturalnych. Przy czym ten pierwszy wbrew zdrowemu rozsądkowi został przedłużony na drugi sezon i już niedługo powinien pożegnać się z telewidzami, a HoD przetrwa tylko dzięki temu, że brakuje jednego sezonu do syndykacji. Z pozostałych wracających seriali nie miałem tylko styczności z Beauty and the Beast. Kristin Kreuk skutecznie mnie odstraszyła od premiery (nienawidziłem jej postaci w Smallville co przeniosło się na aktorkę), a i recenzję zrobiły swoje przez co prawdopodobnie już nigdy nie sprawdzę współczesnej wersji przygód nie takiej pięknej i nie takiej bestii. Z oglądaniem Supernatural i The Vampire Diaries dałem sobie spokój już parę lat temu. Do SNL ciągle chcę wrócić, ale wciąż brakuje mobilizacji. Może gdy serial doczeka się 10 sezonu? Bo w to chyba mało kto wątpi skoro pod względem oglądalności ustępuje tylko The Vampire Diaries. Do samych wampirków jakoś mnie nie ciągnie. Trzy sezony mi wystarczyły. Serial zaczął zjadać swój własny ogon, wątki były przedłużane w nieskończoność i nie był widać ewolucji postaci, a tego oczekuje głównie po serialach. Ostatecznie w tym sezonie wróciłem tylko do Arrow i Nikity. Jeszcze w wakacje nie byłem pewien czy dalej będę oglądał przygody zakapturzonego Olivera Queena, ale zapowiedzi nowego serialu zrobiły swoje. I jestem zadowolony bo jest bardziej komiksowo, a i wydarzenia mają większy rozmach. Szkoda tylko, że to co było słabe i irytowało wciąż takie jest przez co część bohaterów jest nie do zniesienia (tak Laurel mówię głównie o tobie). Na koniec o Nikicie. To obecnie mój ulubiony serial tej stacji, który twórcy Arrow powinni sobie wziąć za wzór do naśladowania dlatego tak bardzo mi żal, że w tym sezonie wyemitowano finałowe sześć odcinków. Jednak trzeba cieszyć się z tego co jest. Nikita trwale zapisała się w mojej serialowej części serducha.

The 100 - postapokalipsa jest teraz w modzie. Revolution na NBC, The Walking Dead na AMC, nadchodzące The Leftovers od HBO i teraz jeszcze młodzieżowe wydanie od The CW ze szczyptą The Hungry Games. Wygląda to naiwnie gdy na trailerze Ziemia 97 lat po wojnie nuklearnej wygląda lepiej niż kiedykolwiek, a na misję zostały wysłani nastolatkowie. Boję się, że będzie głupio i naiwnie, ale dlatego, że jest pięknie wyglądająca stacja kosmiczna sprawdzę. Może będzie to taka miła niespodzianka jak The Vampire Diaries? Oby.

The Originals - pierwsze wampiry to jeden z powodów przez które zrezygnowałem z oglądanie The Vampire Diaries. Już nie mogłem znieść Klausa i Rebeckhi więc z obojętnością przyjąłem, że powstanie spinoff, którego będą bohaterami. Tym bardziej wielkie było moje zaskoczenie, że nie dość że trailer wygląda intrygująco i efektownie to jeszcze recenzje w internetach były porządne, a i oglądalność wysoka. Z chęcią wróciłbym do wampirów, ale skoro oznacza to nadrabianie TVD i oglądanie równocześnie z Originals bo mogą być jakieś nawiązania to sobie odpuszczę. Jestem fanatykiem continuity niestety.

Reign - serial był promowany jako Gra o Tron kierowana do młodzieży tylko, że oglądając ten zwiastun mam wrażenie, że specjaliści od marketingu nie widzieli ani jednego odcinka czy nawet trailera hitu HBO. Bo nie wystarczy dać kostiumy, ustanowić akcję na przełomie renesansu i baroku oraz dodać jakąś intrygę. Wszystko wygląda tutaj sztucznie i naiwnie, z historią nie ma to pewnie nic wspólnego poza imionami, a i nie widać zbytnio odwzorowania epoki. Zapewne oglądając serial tylko bym się irytował z głupot, które próbują mi wcisnąć. Nawet aktorsko nie ma zbytnio na kogo popatrzeć. Oglądalność jest na razie średnia i by były jakieś szanse na przedłużenie musiałaby wzrosnąć. Trzymam kciuki, że do tego nie dojdzie i serial zostanie zastąpiony przez produkcję, którą choć trochę bym się zaciekawił.

Star-Crossed - to nie jest serial dla mnie. Niby ma kosmitów i problemy z tolerancją, ale w tym przesłodzonym wydaniu, które jest charakterystyczne dla The CW. Już zapowiedzi wyglądają odpychająco - kosmici lądują na Ziemi, powoli asymilują się z ludźmi i w końcu zostaje otwarta łączona szkoła dla ufoków, którzy oczywiście wyglądają tak jak my, i normalnych ludzi. Dalej jest zakazana miłość między dwiema rasami i problemy z tego wynikające. Szczyt kreatywności. Aimee Teegarden bardzo lubię za rolę w Friday Night Lights, ale wolałbym zobaczyć ją w The Selection, któremu niestety nie dano szansy. 

The Tomorrow People - koncept jest stary jak świat - ludzie z nadnaturalnymi umiejętnościami. Homo superior, mutanci, ludzie jutro. Jak zwał tak zwał. Widzieliśmy to w The 4400, Heroes, Alphas czy w brytyjskim oryginale z lat siedemdziesiątych. Niby wszystko zostało powiedziane w tym temacie, ale postanowiłem jeszcze raz dać szansę konwencji i ogromnie się zawiodłem. Aktorsko i scenariuszowo jest tragicznie. Robbie Amell jest jeszcze większym kawałkiem drewna niż jego kuzyn z Arrow. Historia nie ma ładu i składu, a logika i fizyka w tym świecie nie istnieją. Moce działają nie w sposób przyczynowo-skutkowy tylko w zależności od potrzeb scenariusza, a bohaterowie zachowują się idiotycznie. Oglądanie jest męczące, nawet nie można się pośmiać z głupot jak choćby w Sleepy Hollow. Brakuje tu lekkości. I ta burza hormonalna u nastolatka! Marzy mi się by średnia wieku bohaterów w serialach The CW podskoczyła o kilka lat. To są wrażenia po pierwszych trzech odcinkach. Na więcej nie miałem siły. Nie obchodzi mnie co się stanie dalej. Jeśli będę chciał superbohaterów to zobaczę w końcu 2 sezon Alphas albo zaczną jakiś kartonowych X-Menów. Lub brytyjski oryginał. Lub Misfits. Lub w ostateczności poczytam jakiś komiks. Wszystko by nie męczyć się z The Tomorrow People

Moja ramówka: The 100, The Tomorrow People, Arrow, Nikita 

niedziela, 29 grudnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #65 [23.12.2013 - 29.12.2013]

SPOILERY


Doctor Who S07 Christmas Special: The Time of the Doctor
- jak przy odcinku na 50 lecie serii tak i tu nie będę się rozpisywał. Są ludzie, którym lepiej to wychodzi, a Doctor Who to serial o którym można pisać i pisać. Ze swojej strony polecę choćby ten wpis, który w większości pokrywa się z moimi odczuciami
- a teraz moje wrażenie - jestem rozczarowany. Odcinek nie był zły, ale spodziewałem się po nim innych rzeczy. Gdy odchodził Dziesiąty dostałem długie pożegnanie skupione na jego postaci. Nastrój był depresyjny i stosunkowo kameralny, a wszystkie specjale miały cel by przygotować widza przed nieuniknionym końcem. Tutaj tego nie czułem. Po epickich i zwariowanych przygodach w Day of the Doctor i Name of the Doctor zasiadałem do tego odcinka bez przeczucia, że to już koniec drogi. Nie byłem na to przygotowany. Równie dobrze epizod mógł się skończyć odmłodzeniem Jedenastego, a nie jego regeneracją. Była ona dla mnie strasznie wymuszona. Możliwe, że przez konstrukcję odcinka, gdzie próbowano połączyć epickość Moffata z kameralnością Daviesa. Nie udało się. Moffat chciał połączyć wszystkie swoje wątki, powyjaśniać niewyjaśnione i udowodnić, że miał plan. I w sumie udało mu się to. Cisza, Big Bang, Crack on the Wall, Tranzelore, Gallifrey - wszystko to miało kulminację w tym odcinku. Logicznie wyjaśniono, nie ma się zbytnio do czego czepiać ALE to nie było miejsce na tego typu zabiegi. To miał się żegnać Jedenasty z widzami i Clarą, a nie Moffat zamykać wątki. Jedna rewelacja za drugą i wyciąganie kolejnego asa z kapelusza i królika z rękawa to zły pomysł. Jakby scenarzysta bał się, że zacznę się nudzić więc musiał zarzucać kolejne wielkie pomysły. A efekt był odwrotny bo coraz bardziej miałem dość kolejnych pomysłów.
- jednak trzeba przyznać jedno - te ostatnie minuty Jedenastego się udały. Może jego przemówienie do swoich wrogów nie było tak epickie jak to z Pandoricy, ale nadawało się na koniec. Jednak najlepiej wypadły sceny w TARDIS - zrzucenie muszki, ostatnie słowa i widok Ameli - pierwsza i ostatnia twarz, którą zobaczył. Smutno się zrobiło. Niepotrzebne jednak było starzenie Doktora. Matt potrafił odzwierciedlić wiek swojego bohatera spojrzeniem, a postarzenie Doctora to niepotrzebny zabieg wizualny.
- fabularnie też mi się średnio podobało, ale momenty ratowały sprawę. Jak choćby Papal Mainframe i Tasha Lem. Podczas oglądania cieszyło też pojawianie się wyżej wymienionych wątków. Pojedyncze puzzle były smakowite tylko, że utworzyły średni obrazek. Jednak średni obrazek Doctora to i tak bardzo doby serial.
- i jeszcze Capaldi - co za spojrzenie! Nie wiem czy dalej jego podróż będzie miała szalony charakter z masą biegania, ale czuję że polubię tego Doktora i jestem olbrzymie ciekaw jego relacji z Clarą. 

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E05 Catherine
- odcinek pokazuje jak szybko można przejść od komedii do dramatu. Scenka z parą nie wiedząca skąd się biorą dzieci była zabawna, tak jak problemy z erekcją Langhama czy Ethan zastanawiający się co zrobić z Vivian. Jednak bardzo szybko pojawiły się tragiczne wydarzenia. Poronienie Libby czy problemy Virigni z dziećmi. Szczególnie ten pierwszy wątek był dramatyczny bo znowu można było zobaczyć spektrum emocji u Willa - jego niemoc, rozpacz i gniew ukierunkowany na matkę. Michael Sheen to świetny aktor i bardzo się ciesze, że został doceniony za tą rolę
- ciekawie wypadły też sceny z Virignią. Samotna matka pragnąca zapewnić jak najlepsze życie swoim dzieciom jest nienawidzona przez syna. I potem jej słowa prawdy o byłym mężu, który nie nadaje się na ojca.
- bardzo się ciesze, że Allison Janney w końcu zadebiutowała w serialu. Dużo czasu nie dostała, ale i tak kradła sceny z swoim udziałem
- udanie też potraktowano wątek Ethana, który zaczął panikować po tym jak przespał się z Vivian i dosadne słowa, które usłyszał  - żeby postawił się na jej miejscu 

OCENA 5/6

Masters of Sex S01E06 Brave New World 
- dramaty i dramaty. W tym serialu nie ma miejsca na szczęście. Ludzka zawiść i wredota nie ma granic i jest wszech obecna. Bohaterowie są za to pełni wad i niedoskonałości, a ich intencje nigdy nie są jasne. To złożone postacie, które ciężko rozszyfrować. Bo co takiego Virginia zrobiła w ostatniej scenie? Wcześniej była przeciwniczką uczestniczenia w badaniach, a teraz obnaża się przed Willem i chcę mu udowodnić, że kobieta może osiągnąć orgazm przez dotykanie piersi. Wygląda to jakby go uwodziła, a sprawę komplikuje tylko fakt, że jest przyjaciółką jego żony, która straciła poroniła w poprzednim odcinku. Niezwykle to skomplikowane
- skomplikowane jest też życie Margaret i Austena. Ona nigdy nie osiągnęła orgazmu, nie wie co to szczęścia, spędziła niemal całe życie u boku męża homoseksualisty. On ma podświadomy problem z potencją. Przypadek łączy ich razem. I zapowiada się, że to spotkanie wywrze wpływ na tą dwójkę. Margaret będzie chciała skonfrontować się z mężem, a Austen będzie zadawał sobie pytania o kompleks Edypa. Jest interesująco, tragiczne i ludzko
- niezwykle ludzka była też zawiść doktor DePaul. Kobieta, która została lekarzem, osiągnęła niemożliwe, ale wciąż jest to małostkowa kobieta, zazdrosna i pragnąca uznania. Nie może docenić Virginii, wręcz przeciwnie, umniejsza jej zasługi. Znowu takie to ludzkie
- niezwykle ciekawe było też wplecenie w odcinek prawdziwej historii. Pierw wykład Freauda i rozważania na ten temat, klimatyczna wyprawa do Miami i informację o radzieckiej bombie atomowej czy w końcu wyprawa na film. Serial porywa odzwierciedleniem realiów
- ciekawie wypada też wątek Libby. Coraz bardziej oddala się od męża, a ich niezrozumienie jest coraz bardziej widoczne. Jednak wciąż widać w niej iskrę życia, chcę zaszaleć i wyrwać się ze swojej rutyny. Chcę być kimś innym bo zdaje sobie sprawę z miałkości jej życia. Niemal kończy się to tragicznie, ale też pokazuje, że idealne życie to tylko pozoru. Zupełnie jak jej związek z Billem

OCENA 5.5/6

Nikita S04E04 Pay-Off
- pierwszy akapit to tradycyjne narzekanie na stację The CW i jej decyzję o anulowaniu Nikity. I tak samo będzie po dwóch kolejnych odcinkach bo to jeden z tych seriali, które po dwóch sezonach osiągnęły szczyt swojej formy i cały czas go utrzymują. Jacy ci amerykanie głupi, że nie oglądają tego serialu...
- a o samym odcinku - nie dałem się oszukać! No dobra nie do końca. Twist fabularny musiał być, jak co tydzień, ale go nie przewidziałem. Miałem jednak cały czas wrażenie, że coś jest nie tak, że wszystko za łatwo idzie, ale nie mogłem zidentyfikować źródła problemu. Podejrzenia się nasiliły gdy niemal wszystko zaczęło wychodzić bohaterom, a potem odnieśli zwycięstwo dwa odcinki przed końcem sezonu. I potem szok - wszystko to było wielkim planem! Co to jedna firma warta kilkanaście miliardów dolarów, można ją poświęcić w drodze do wygranej. Nikita odnosi zwycięstwo, ale nie wie, że jest w bańce. Przecież to równie dobrze mógłby być finał całego sezonu i nikt by nie narzekał! Były pojednania, walki, strzelanie i eksplozje, wszystko co najlepsze ma do zaoferowania ten serial.
- nawet wątek political fiction jest znośny. Powiedziałbym nawet, że jest przekonujący bardziej od tego z Homeland. Plany wydają się bardziej realne, a i nie zapomniano o mediach, które uwiarygodnianą historię. Przypominają mi się stare, dobre czasy 24.
- jedyne zastrzeżenie mam do Alex i Sama. Ich wątek przez cały sezon jest na uboczu. Niby cały czas się coś dzieje, ale mam wrażenie, że to zupełnie nie potrzebne. Gdyby to jeszcze było 19 czy nawet 9 odcinków bym wybaczył, ale nie w takiej sytuacji jaką mamy obecnie

OCENA 5/6

Nikita S04E05 Bubble
- przedostatni odcinek i kurde, za szybko! Przecież zakończenie tego epizodu równie dobrze mogłoby stanowić punkt wyjścia dla pełnej serii składającej się z 23 odcinków. Taki potencjał zmarnowany przez pazerność amerykańskiej stacji i głupotę przeciętnego widza! Przecież Nikita to jeden z najlepszych procedurali w telewizji. Ja mu wręczam w tym roku statuetkę imienia załogi Firefly za najbardziej niesłuszne anulowanie tego roku
- sam odcinek był fenomenalny. Bańka szczęśliwego życia się utrzymywała. Nikita powiedziała prawdę i została bohaterką Stanów i świata. Nietypowej rola w której nie czuła się komfortowo. Jednak było szczęśliwe życie, powrót do dawnych marzeń i planowanie przyszłości. Wszystko to dość długo się utrzymywało, ale pojawiały się niepokojące przesłanki. Fletch jak zwykle nie ufał systemowi i dalej drążył do prawdy co przypłacił swoim życie. Jego konfrontacja z Amandą świetnie poprowadzona. Zostawił jej pamiątkę na całe życie. Teraz wygląda na prawdziwego wroga Nikity z pokiereszowaną twarzą. Trzeba przyznać też Ryanowi, że ma jaja. Poświęcił własne życie by prawda wyszła na jaw. Prawdziwy bohater, a scena jego poświęcenia niesamowita. Tak jak jego widok w szpitalu i wyjawienie prawdy Nikicie z wyciszonym dźwiękiem. Może i przy tym serialu pracują rzemieślnicy, ale najlepsi w swoi fachu. Teraz Nikita znowu ucieka i niby powrót do punktu wyjścia, ale cieszący bo wracamy do współpracy z Alex, której brakowało
- strasznie podobała mi się scena zeznań przed komisją ze względu na wypowiedziane słowa. Niemal te same, które słychać na początku każdego odcinka serialu. Z fajnych smaczków nieźle wyszły negocjacje Nikity.
- oderwany wątek Alex i Sama wreszcie się skończył i to tak jak powinien - oboje wylądowali w łóżku. I jest to jak najbardziej logiczne. Już między nią, a Owenem było widać chemię, a teraz doszło do zbliżenie. Dalej ciężko zidentyfikować ich relację, ale zapowiada się, że oboje dostaną zakończenie na jakie zasługują - po tym jak wiele wycierpieli doznają spokoju
- zadziwiła mnie trochę brutalność w tym odcinku. Może i zbytnio nie pamiętam zeszłych lat, ale tutaj krwi było zadziwiająco wiele. Zakrwawiony Ryan i Amanda oraz posoka tryskająca podczas walki Alex i Sama. 

OCENA 5.5/6

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #64 [16.12.2013 - 22.12.2013]

SPOILERY

Homeland S03E12 The Star
- i po finale. O tym sezonie można wiele mówić, ale może kiedy indziej, skupie się głównie na ostatnim odcinku. Nie był może on oszałamiający, nie pozostawił wielkiego cliffhangera czy roztrojenia emocjonalnego. Był solidnym zakończeniem pewnej historii. Na Brodyego przyszedł czas. Jego śmierć może specjalnie nie zaskoczyła bo od dawna się na nią szykowało, a tytuł odcinka odnosił się do gwiazdek poległych na ścianie CIA. Ktoś musiał umrzeć, a Nicholas był naturalnym wyborem. Najbardziej podobały mi się jego ostatnie sceny z Carrie. Rozważanie nad odbieraniem życia, odkupieniem i sensem bycia żołnierzem. Było też pogodzenie się z własnym losem. Oby się też bez ostatnich słów i wyznać miłości. Podobał mi się koniec tej historii tak jak i ostatni story arc sezonu. Szkoda, że pierwsze 8 odcinków tak bardzo odbiegało klimatem jak i jakością
- ostatnie 20 minut dzieje się po przeskoku w czasie czyli sytuacja bliźniacza do tej z True Blood. Na szczęście nie było diametralnych zmian, szkoda tylko, że nie otworzono jakiś arcy ciekawych wątków. Ciąża Carrie, Saul na emeryturze czy transformacja Iranu nie napawają optymistycznie. Najgorzej wypada oferta pracy dla Carrie jako szefowej placówki w Turcji. To jest strasznie naciągana. Lockhart, który przekłada misję nad ludzi daje znaczący awans niestabilnej Carrie. Zupełnie to nie pasuje do tego serialu, który tak bardzo starał się być realny w pierwszej serii.
- czwarta seria Homelanda nie ziębi mnie ani grzeje. Nie napalam się bo nie ma na co. Błysk geniuszu był raczej jednorazowy i teraz pozostaje tylko przeciętny serial. Oby tylko nie spadł poniżej pewnego poziomu

OCENA 4.5/6

Mob City S01E01E02 A Guy Walks Into a Bar... | Reason to Kill a Man
- miałem obawy przed tym serialem. Nasłuchałem się, że jest przeciętny, a i recenzenci się nim nie zachwycali. I niby mają rację bo to kolejna solidnie zrealizowana produkcja, której brakuje powera by stać się kolejnym kamieniem milowym w historii telewizji, ale kurde, serial ma coś w sobie co pozwala wysiedzieć 1,5h i zbytnio się nie nudzić. Sezon na pewno skończę bo jestem ciekaw dalszego ciągu historii i liczę na kolejne zaskoczenie. Boję się trochę nieśpiesznego tempa snucia historii oraz postawienie wątku miłosnego w jednej z głównych ról, ale to może się udać. Bo klimat. Kapelusze, samochody, papierosowy dym, przekupni gliniarze, mafiozi w garniturach i mroczne ulice Los Angels na które chcę się wrócić.
- trochę tylko szkoda, że nie ma zbytnio o czym pisać. Podobało mi się, pozachwycałem się zdjęciami, popatrzyłem na bogatą scenografię, ale niestety fabularnie mało się dzieje. I niby są jakieś spiski, tajemnice, dwuznaczne gierki, ale jak na razie jest to kameralna historia jednego faceta. Podobno te 6 odcinków to prolog do właściwego serialu. Oby tylko mnie zbytnio nie wynudziły, bo może mi się skończyć ochotę na zachwycanie się detalami

OCENA 4.5/6

Mob City S01E03E04 Red Light | His Banana Majesty
- znowu mnie wciągnęło, ale miało dłuższe momenty. Według mnie pomysł robienie trzech długich odcinków jest nietrafiony bo ciężko nie stracić koncentracji zwłaszcza, że styl jest usypiający i nieśpieszny. Można się pozachwycać wykonaniem i detalami oraz zasłuchać się w muzyce, ale nie przez tak długi okres czasu. Szkoda, że postanowiono tak podzielić serial bo psuje to trochę odbiór. Jeszcze długi pilot bym zniósł bo pozwoliłby lepiej wczuć się w klimat, ale nie wszystkie odcinki
- fabularnie to dalej prosta historia walka dobrych z złymi, posiadająca kilka mniejszych wątków. Jednak mam wrażenie, że wcale nie jest ona najważniejsza, że to tylko pretekst do smakowania klimatu i słuchania jazzu. Przyjemnie ogląda się kolejne gangsterskie potyczki i świetnie zagranych policjantów i bandytów, ale dalej mam wrażenie, że oglądam kolejne sceny z życia przestępczego świadka Los Agneles, a nie misternie skomponowaną fabułę, a taka powinna być w tych kilku odcinkach. Jasne, wszystko to się połączy w finale bo to naturalna kolej rzeczy, ale nie powiem żeby zależało mi na poszczególnych bohaterach. Jest kilka wyrazistych, kilku mocniej zarysowanych, ale za mało o nich wiadomo, mają raptem po kilka charakterystycznych cech, ale nie dostrzegam u nich złożoności psychologicznych. Podczas oglądania mam trochę wrażenie, że są to flashforwardy z Boardwalk Empire, ale robione przez mniej utalentowaną ekipę scenarzystów.
- oglądać będę oglądał bo mi się przyjemnie na to patrzy, ale chyba na 2 sezon nie zostanę jeśli powstanie.

OCENA 4/6

Nikita S04E03 Set Up
- Nikita znowu taka dobra, a ja kolejny raz złoszczę się po odcinku, że raptem garstka kolejnych została, a takie Supernatural na The CW jest emitowane 9 rok. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Bardzo żałuję, że ten sezon serialu jest skrócony bo widać, że twórcy mieli pomysł jeszcze co najmniej na rok, a teraz muszą to upakować w kilku odcinkach i zarzucają widza rewelacjami i zwrotami akcji. Nie żeby tego brakowało w poprzednich seriach, ale tutaj jeszcze zanim uda się ochłonąć po jednym jest już następny i ewidentnie przydałoby się więcej czasu na ekspozycję. Jednak to tylko czepianie się na siłę i to stacji, a nie samego serialu bo z niego jestem bardzo zadowolony. Cliffhanger z poprzedniego epizodu został niby szybko rozwiązany bo wyjaśniło się, że to nie Birkhoff jest kretem Amandy, ale wtyczką w NSA jest jego ojciec. To kto w takim razie został podmieniony?! Chyba najbardziej logicznym wyjściem wydaje się Michael bo w taki sposób Amanda by sprowadziła najwięcej bólu na Nikitę. I teraz będzie sobie trzeba łamać głowę przez najbliższy czas co jest prawdą, a co złudzeniem. Plany w planach. Aż przypominają się stare 24.
- Alex w końcu połączyła się z resztą, a do tego panna Udinov ma przechlapane. CIA na nią poluje i została wplątana w gigantyczny spisek. Sceny tortur i przesłuchiwania świetne. Tylko trochę rozczarowujące, że nie poradziła sobie sama z całą kryjówką CIA. To byłaby Alex jaką lubię. Mam nadzieję, że w przyszłości dostanie trochę nowych scen akcji. I coraz bardziej interesujące są jej interakcję z Samem. Niby wątek nie związany z główną linią fabularną, ale mogę się założyć, że jakoś powiążą to z The Shop
- historia Birkhoffa bardzo mi się podobała. Sfingowanie śmierci, niezrozumienie z ojcem i ponowne spotkanie i tragiczny koniec, a teraz jeszcze Amanda, która będzie próbowała go złamać.

 OCENA 4.5/6

Person of Interest S03E11 Lethe
- kolejny znakomity odcinek. Mimo, że z początku ma proceduralny charakter to potem przeradza się w epizod mocno rozwijający mitologię serialu i poruszający do przodu sporo wątków fabularnych. No i miał Saula Rubinka, który w duecie z Michaelem Emersonem tworzył znakomitą parę. I te rewelację związane z kolejnymi maszynami i pstryczek w nos PRISM - kapitalnie pomyślane. Potencjał fabularny tego wątku jest ogromny. Tak jak pojawienie się szefowej Hershela i Czujnych. Działo się sporo. I ten cliffhanger! Czyżby szykował się team up Johna i Root?
- właśnie, John. Świetnie pokazano jego zwątpienie w misję i zrezygnowanie. W sumie tak samo jak u Fincha, tylko że on mógł od tego uciekać, do czasu pojawienia się Fusco. Ciekawa historia ojca Johna oraz rozmowa o sensie ratowania innych. Fantastyczne scenopisarstwo.
- i jeszcze sceny z przeszłości Fincha. Kapitalnie pomyślane. Mogę się tylko zachwycać jak przedstawiono początki Harolda, o fascynacji maszynami oraz ptakami. Była to też smutna historia jego ojca, która współgrała z głównym wątkiem odcinka.

OCENA 5/6

niedziela, 8 grudnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #62 [02.12.2013 - 08.12.2013]

SPOILERY



Almost Human S01E01 Pilot 
- zaskoczyłem się. I to pozytywnie co mi się rzadko zdarza. Byłem strasznie negatywnie nastawiony do tego serialu mimo, że jestem wielkim pasjonatem produkcji sci-fi oraz uważam Wymana za świetnego showrunnera, a Abramsa za odpowiedniego producenta. Odstraszała mnie głównie stacja FOX oraz ekipa aktorska. Nie powiem, że ten pilot był w stylu "o je! dawać następny odcinek, ale już!", ale przyjemnie się oglądało i przy odrobinie wysiłku można dostrzec materiał z sporym potencjałem, ale też jest spora liczba zastrzeżeń
- główna para wyszła bardzo dobrze. Bardzo martwiłem się, że będzie brakowało chemii między nimi. Niepotrzebnie. Może nie jest rewelacyjnie, ale nic tutaj nie kuje w oczy, a i od czasu do czasu można się pośmiać. Jest też duży potencjał na historię z przeszłości. Zarówno u robota jak i człowieka. Pewnie ich osobiste wątki w końcu splotą się w jedno, ale to raczej dobrze. Średnio mi się jednak podobał zbyt duży nacisk na emocję postaci. Może i jestem nie czuły, ale na to jest na razie za wcześnie. Pierw trzeba się do nich przyzwyczaić, poczuć sympatię, a dopiero potem problemy osobiste, zwłaszcza te na podłożu psychologicznym będą robiły większe wrażenie
- wizja świata i ogólny felling mi się podobają. Czuć w tym aspekcie ducha Fringe. Dziwne urządzenia i zamiłowanie do makabry. Jest też szalony profesorek. Jednakże ciężko mi uwierzyć, że tak świat będzie wyglądał za 35 lat. Za bardzo to wszystko futurystyczne. Ale też i sterylne. Ciężko mi uwierzyć, w ogromną przestępczość.
- fabularnie jest bez szału. Tajemnicza organizacja, śmierć partnera, nowi w policji, kret, dawna ukochana skrywająca swoją przeszłość. Brakuje jednak wątku, który by autentycznie absorbował. Liczę jednak, że serial nie będzie tylko opierał się na relacjach Doriana z Johnem, a i gościnna obsada się rozwinie. Niby już jest motyw powracającego tatuażu i zapowiada się na manipulację tkankami i biologiczno-technologiczne wątki ale to za mało by wzbudzić większe zainteresowanie

OCENA 4/6

Almost Human S01E02 Skin
- w paru miejscach natknąłem się, że serial został wyemitowany w nieodpowiedniej kolejności co akurat na antenie FOX nie jest czymś szokującym. I w sumie wiele rzeczy b to wyjaśniało. Bo kompletnie nie rozumiem gdzie rozwój relacji Doriana z Johnem. W poprzednim odcinku ich relację były ciężkie, a teraz są BFF i sobie żartują. Kłóci się to z pilotem. Do tego jeszcze wątek Stahl. Nic nie wskazywało na to, że ona się może mu podobać, a tu zapowiada się wątek romantyczny mimo, że nawet nie było koleżeńskich relacji. Zabrakło nawet zwykłej, prywatnej interakcji.
- irytowało mnie też zachowanie bohaterów względem seksbotów. Skrępowanie czy jąkanie się. Dorośli mężczyźni, a zachowują się jak nastolatkowie z burzą hormonów.
- fabularnie też nic specjalnego. Lekkie przerobienie scenariusza i już mamy porywane kobiety w pierwszym lepszym proceduralu. Zero głównej fabuły. Tylko znowu przewinął się motyw sztucznego DNA czyli w przyszłości będzie to odgrywało większą rolę. I nie zdziwiłbym się gdyby pojawiły się androidy, których nie można odróżnić od ludzi
- w sumie odcinek znowu ratowały relację Dorian/John. Kilka niezłych dialogów o tym gdzie idą elektroniczne owce gdy umierają czy motyw profilu randkowego i skanowanie jąder. Dobre, ale to za mało

OCENA 3.5/6

Almost Human S01E03 Are You Receiving?
- nie wiem jak wyglądało powstawanie tego serialu ale musiało wyglądać mniej więcej w ten sposób - Wyman na planie Fringe wpada na kilka pomysłów, zabiera parę rekwizytów, zastanawia się nad życiorysem bohatera, a że mu się nie chcę pożycza wypadek, który spotkał Petera na jeziorze Reiden. Seriale są bardzo podobne, ale Almost Human wciąż brakuje własnej tożsamości, czegoś co go wyróżnia. Proceduralne sprawy to za mało by zaintrygować na dłużej, a relację między bohaterami w końcu spowszednieją. Mnie najbardziej irytuje brak wiedzy o świecie. Trzeci odcinek, a ja dalej nic nie wiem o sytuacji geopolitycznej czy problemach społecznych przyszłości. Nie wiem nawet w jakim mieście dzieje się akcja. Przez co ciężko mi się przejmować losem bohaterów skoro nie mogę ich nigdzie umiejscowić...

OCENA 3.5/6

Almost Human S01E04 The Bends
- i na tym kończę przygodę z serialem. Mam go dość bo to strasznie zachowawcza produkcja, bez ambicji by stać się czymś więcej. Albo jej nie dostrzegam. Nawet iskierki chociaż tak bardzo jej szukałem. Najbardziej do oglądania nęciła mnie wizja świata przyszłości, ale zupełnie tego nie wykorzystano. Są androidy i nowe technologie, ale to tyle. Najśmieszniejsze jest jednak to, że wszyscy opowiadają jak to przestępczość wzrosła i co to za niebezpieczna dzielnica, ale tego nie widać. Ludzie spacerują sobie z parasolkami, a policjanci latają przez okna i rzucają czerstwe dowcipy. Przerost... w sumie nie, brak przerostu czegoś nad czymś, ja widzę tutaj tylko niedostatki
- sprawa odcinka to kolejna typu "wyciągamy z szuflady niewykorzystany scenariusz z jakiegoś procedurala sci-fi i lekko dostosowujemy do konwencji Almost Human". Wyszło przeciętnie czyli zgodnie z standardami serialu. Taka tania podróbka Breaking Bad i The Shield. Największy plus to obecność Benito Martineza w narkotykowym wątku. Jednak twist z jego postacią nie był jakiś wstrząsający. Żałośnie jednak wyszedł wątek szukania Bishopa. Bo co z tego, że miga się od złapania przez 10 lat skoro nasi super chłopcy namierzają go w pół odcinka
- serial dalej ma dobrze rozpisane dialogi między Dorianem, a Johnem jednak zdarzają się słabsze momenty. Dalej jednak nie rozumiem tej ich przyjaźni, a w odcinku nie było czuć, że Dorian jest androidem

OCENA 3.5/6 

Arrow S02E08 The Scientist 
- wielki debiut Barryego Allena wyszedł przeciętnie. Katastrofy nie było, jaka postać powracająca spisywałby się całkiem nieźle, ale nie widzę w nim potencjału na osobę prowadzącą własny serial. Na dłuższą metę może być irytujący, a bycie troszkę dziwnym i nie do końca przystosowanym społecznie jest już nudne. Wiele może się zmienić gdy zyska moce, ale na razie wolałbym by został w Arrow i odwiedzał raz co kilka odcinków Starling City. Jego związek z Felicity jest fajny, ale tutaj te same zastrzeżenie co do postaci - może wypaść męcząco. I za mało mają nerdowskich momentów, a przecież to powinno działać idealnie
- sam odcinek też niczym nie zachwycił i momentami był durny. Taki już urok tego serialu. Jednak na plus to wprowadzenie supermocy do serialu. Mamy w końcu mirakuru, Oliver mówiący o tym co działo się na wyspie (Slade nie żyję!? a może się obudzi i potem Oliver go spali?) i opowieść Allena. To tyle zapowiedzi producentów o nie korzystaniu nadprzyrodzonych zjawisk.
- Moira zarządziła w tym odcinku strasząc Malcolma Rash'al Ghulem. No ciekawe jaki aktor się w niego wcieli i kiedy zadebiutuje. Oby jak najszybciej
- wątek Roya i Thei był nudny, ale tutaj tez jedna krótka scena mi sporo wynagrodziła - Roy dostaje strzałę w kolano, a mógłby być superbohaterem. Od razu przypomina się Skyrim.
- niewątpliwy plus to brak Sarah. Tylko za to ocena odcinka idzie do góry

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S01E10 Thanksgiving
- obowiązkowy odcinek z Świętem Dziękczynienia wypadł bardzo dobrze. Cała ekipa w domu Amy zarządziła. Zwłaszcza flashbacki po spróbowaniu jedzenia. No i sama Amy wyglądała cudownie w sukience. Równie zabawna Rosa oczekującego najgorszej kolacji ever oraz nienajedzony Terry. Jednak za hit odcinka uznaje Boyle Bingo. Znowu prosty pomysł, ale kapitalnie zrealizowany i tyle śmiechu
- przyjemnie też było oglądać bohaterów mierzących się ze swoimi problemami - Boyle opowiadający o Rosie, Jake i jego trauma z dzieciństwa czy Amy dążąca do doskonałości oraz złośliwa i zarazem miła Gina
- w sumie tylko jednej rzeczy brakuje mi w tym serialu - występów gościnnych. Niby ekipa daje sobie radę bez nich, ale zawsze to miło zobaczyć jakiegoś znanego aktora, który szaleje na ekranie

OCENA 4.5/6

Homeland S01E10 Good Night
- takie Homelan aż chcę się oglądać! Nie jakaś nudna obyczajówka z powtarzającymi się bądź nić nie wnoszącymi wątkami tylko thiller polityczny, który trzyma w napięciu przez cały odcinek. Brakowało mi tego. Oby przez następne dwa odcinki poziom został utrzymany, a wszystko na to wskazuje. Bo Brody dostał się do Iranu, a CIA nie ma dla niego planu ratunkowego. Podoba mi się to. Mam tylko nadzieje, że nie wymyślą jakiegoś banalnego rozwiązania, ale w sumie wolę to niż oglądać tą operę mydlaną z pierwszych 8 odcinków.
- strasznie mi się podobało, że niemal cały odcinek był w siedzibie CIA oraz na granicy Iracko-Irańskiej poza dwiema czy trzema scenami w Białym Domu. Żadnego domu Brodych czy innych nietrafionych rozwiązań. Było czuć, że misja jest ważna, a napięcie rosło z każdą minutą. Do tego jeszcze Tim Gunne jako kierownik akcji i Quinn w tle. Tylko Fatimy zabrakło, ale dobrze, że się i ona pojawiła. Okropnie jestem ciekaw jak dalej rozegrają końcówkę sezonu. Nie obraziłym się gdyby ktoś z trójki Brody, Carrie, jej dziecko zginął.

OCENA 4.5/6

Masters of Sex S01E04 Than You For Coming
-  po delikatnej przerwie wracam do serialu i pozostaje tylko żałować, że tak późno się zabrałem ze ten odcinek bo jak zwykle był wspaniały. Nie dość, że ma piękny, niejednoznaczny tytułów to jeszcze mocno pochylono się nad rysem charakterologicznym postaci szczególnie Mastersa. Przedstawiono jego dzieciństwo, warunki w jakich był wychowywany, trudne relację z matką oraz jak to wszystko odbiło się na jego dorosłości. Szczególnie interesująco wypadają jego interakcję z dziećmi i lunatykowanie, który jest zapewne objawem strachu przed nadchodzącym potomkiem. Świetnie rozpisana postać. A przecież jest jeszcze jego obsesja na punkcie Virgini, która z odcinku na odcinek się pogłębia i jest trochę creepy.
- ciekawie w odcinku wypadły też sceny z Ethanem. Jako mężczyźnie wstyd mi za jego zachowanie. Na jego podstawie serial pokazuje, że to kobiety (tutaj Virginia) mają większe jaja. Ethan to mężczyzna z innej epoki, traktujący się z wyższością, ale też użalający się nad sobą i nie zdający sobie sprawy z swojej małostkowości. Jednak można go lubić. Pochylić się nad nim z współczuciem.

OCENA 5/6

Nikita S04E02 Dead or Alive
- niby tyle już obejrzałem seriali, a wciąż na Nikicie zaskakuje się jak małe dziecko. Pierw wielkie oczy zrobiłem jak Nikki strzeliła do Michaela, potem gdy zabito dyrektora FBI i w końcu na końcu jak Amanda wyjawia swoją wtyczkę. Birkhoff?! To był mocny cliffhanger. Czyli już niedługo serial skupi się na uwolnienie oryginałów. Jaka szkoda, że to tylko 4 odcinki do końca bo to najlepszy serial The CW.
- wątek Alex równie ciekawy. Sceny z Samem znowu pokazują, że jest jakieś przyciąganie między nimi, a i tajemnica Sama jest intrygująca. Do tego dochodzi jeszcze wątek zniszczenia rodziny Udinov i wojna z Pakistanem. Ale to dobre!

OCENA 4.5/6

The Good Wife S05E10 The Decision Tree
- wspaniałe! Może nie tak dobre jak Hitting the Fan, ale godna celebracja 100 odcinka serialu i reżyserski majstersztyk. Za pierwsze sekundy i setkę na liczniku ktoś ma u mnie piwo, a potem było równie dobrze. Wyciągnięcie sprawy z przeszłości, powrót Johna Noble, powracający motyw muzyki w serialu i w końcu starcie Willa i Alicji. Walka o 12 milionów dolarów wyśmienita. Trochę żałuję, że Alicja nie walczyła na sali sądowej z Willem, a była jedynie w formie świadka. Jednak motyw tytułowego drzewa decyzyjnego genialny. Tak jak pomysł na wyobrażenie zeznać Alicji gdzie niby jest przesłuchiwana w sprawie testamentu, ale tak na prawdę to wszystko dotyczy relacji Alicji i Petera. I jeszcze te flashbacki! Świetne i tyle
- na szczęście nie zapomniano o Kalindzie, które jest na bocznym torze w tym sezonie. Genialne sceny pościgów i motyw z panią detektyw, który kończy się w łóżku. Może i dużo czasu ekranowego Kalinda nie dostała, ale idealnie oddano charakter jej postaci. Zresztą, tak samo jak przy Robyn. Zapominalska i roztrzepana nagrała rozmowę z dziwnymi głosami. Cudowna jest!
- trochę się rozczarowałem bo w zapowiedziach przyjęcie dostało sporą część proma, a ostatecznie było tylko przez kilka minut na końcu mimo, że odgrywało ważną rolę w odcinku. Peter i Lemon Bishop - perfekcyjny Eli. Tak jak jego reakcja na imię dziecka Merlyn. Bardzo bym chciał żeby kolejny epizod w całości dział się na tej imprezie

OCENA 5.5/6

The Walking Dead S04E07 Dead Weight
- dwa odcinki o Gubernatorze to stanowczo za dużo. Nie były one jakoś specjalnie złe, ale równie dobrze jego sceny można by wpleść w pozostałe 6 epizodów czy choćby opowiedzieć historię w jednym, a nie dwóch. Stęskniłem się za Rickem i resztą obsady, a to przecież o nich serial, a nie Gubernatorze. W sumie kilka rzeczy mi się podobało jak kolejne morderstwa Gubiego i dojście do władzy. Na plus też świetnie zmontowany początek i scena z szwendaczem w jeziorze. Tylko szkoda, że Enver Gjokaj skończył przygodę z serialem na jednym odcinku
- ten odcinek udowadnia też jedną rzecz - o ile po poprzednim można było z Gubernatorem sympatyzować czy mu współczuć tak teraz przypomniano jaki z niego psychopata. Dlatego z niecierpliwością czekam by zobaczyć jaki użytek zrobi z czołgu. Szykuje się rzeź w następnym epizodzie i oby nie skończyło się na małym deszczyku z wielkiej chmury

OCENA 4/6

The Walking Dead S04E08 Too Far Gone
- finał pierwszej części sezonu. Było wybuchowa, były ważne śmierci i potężny gamechanger. Tylko, że jakoś przez większość odcinka nie mogłem się przejąć tym co się dzieje. Za dużo Gubernatora. Niemal 100 minut bez przerwy tylko z nim to był bardzo zły pomysł. W ogóle w moim odczucia te osiem odcinków ma nietrafioną konstrukcję gdzie przedstawione są dwie zupełnie nie pasujące do siebie historię. Wielka szkoda bo ostatnie 15 minut mimo sporej dozy idiotyzmów było całkiem ekscytujące
- jednak pierw inny ciekawy moment - śmierć Megan. Spodziewałem się tego, ale nie umniejsza to tego wątku. Gubernator mówiący o zapewnieniu bezpieczeństwa jest tak na prawdę motywowany chęcią zemsty na RIcku i reszcie co przypłaca stratą osoby na której mu zależy. Podkreślenie tego, że każdy czyn niesie ze sobą niespodziewane konsekwencje
- zadziwiła mnie śmierć Hershela. Bez żadnego last stand i heroicznych czynów. To było w poprzednich odcinkach. Odrąbywanie głowy wyszło brutalnie i boleśnie. Będzie mi go brakowało bo to on był jedną z podpór moralnych grupy. Szkoda tylko, że nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to Michonne powinna zginąć. Przecież Gubernatorowi zależało na jej śmierci i chciał ukarać Ricka za jego ignorancję. Więc czemu nie Michonne? Jedyne wytłumaczenie to chęć zostawienia jej w serialu...
- śmierć Gubernatora (bo po takim czymś musiał zginąć) była dla mnie największym zaskoczeniem odcinka. Bo dostał tak długą ekspozycję. Myślałem, że szturm skończy się fiaskiem, ale on przeżyję przynajmniej do końca sezonu. Nic z tego. Widocznie i na niego zabrakło pomysłu. Już chyba lepiej byłoby jakby ktoś go zjadł w finale S03.
- szturm na więzienie z jednej strony mi się podobał - chaos, bezładne strzelanie, walka o życie i trup ścielący się gęstą. Z drugiej zupełny brak przygotowania zwłaszcza ze strony atakujących. Nie dość, że ciężko mi uwierzyć, że Gubernator tak szybko znalazł sobie kolejną grupkę popleczników to jeszcze szli do walki jak zwierzątka idące na rzeź. Hurra i do przodu! I ten zupełny brak wykorzystania czołgu jako przewagi taktycznej... jednak przynajmniej więzienie się skończyło i można się było przez jakiś czas pomartwić o ulubione postacie. Trzymam kciuki, że Maggie żyję.
- kolejną wstrząsająca śmiercią była Judith. Gubernator nie tylko zniszczył więzienie, ale też odebrał kolejną cząstkę duszy rodziny Grimesów. Wściekły Carl i zrozpaczony Rick. Podoba mi się to. Ładnie też pokazano, że jak bardzo Rick starałby się odcinać od otaczającej rzeczywistości to okrucieństwo świata i tak go dopadnie
- teraz czekać do początku lutego na powrót serialu. Będzie inny od tych ostatnich kilkunastu odcinków i bardzo się z tego powodu cieszę. Nowe lokację zrobią dobrze serialowi. Chciałbym zobaczyć znowu duże miasto, ale pewnie dalej pozostaniemy na terenach miejskich.

OCENA 4/6

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #61 [25.11.2013 - 01.12.2013]

SPOILERY

Doctor Who S07 50th Anniversary Special: Day of the Doctor 
- genialne! Żeby tak każdy serial świętował swoją rocznicę istnienia. Odcinek nie zawiódł. Nie miał prawa. Z każdej kolejnej sceny wylewały się beczki miodu. Dawno nic mi nie dało takiej radości. Przyjemność z obcowania dodatkowo spotęgowało odcięcie się od wszelkich spoilerów. Trafiłem raptem na kilka zdjęć z Dziesiątym i widziałem, że pojawi się Doktor Wojny i Rose. Reszta była kompletną zagadką z czego się ogromnie cieszę.
- mogłem się tylko domyślać, że odcinek będzie się skupiał na Wojnie Czasu, ale nie przypuszczałem, że w takim stopniu. Okazało się, że to było sedno rocznicy. Miało zostać wyjawione jak Doctor 8.5 doprowadził do zakończenie wojny i niewyobrażalnej zbrodni, a ostatecznie skończyło się na uratowaniu Gallifrey i nakreślenie planu na najbliższy sezon (lata?). Nowy Doktor będzie szukał swojej planety i to będzie ekscytujące. Mnie jednak najbardziej będą interesowały reperkusję istnienia Władców Czasu. To powinno wiele zmienić. Swoją drogą jestem pod ogromnym wrażeniem jak przez te 8 lat od powrotu serial budował Wojny Czasu i zmian zachodzących w kolejnych inkarnacjach Doktora oraz reakcji na wzmiankę o tych tragicznych wydarzeniach. Jeden z najlepszych story arców w telewizji.
- jeśli chodzi o fabułę to jak zwykle było wibble wobble time-y wimey stuf. Różne wersje historii łączące się w jedno, wskazówki z przeszłości, niespodziewane koneksje i czasowe paradoksy. Jednak mimo wszystko nie było chaotycznie! Wszystko bardzo czytelnie i przejrzyście. Zupełnie jak nie u Moffata.
- dobra jednak gadam o szczegółach, a nie głównej wisience na rocznicowym torcie - Doktorzy! Trzech Doktorów wypadło prze genialnie. Obok odcinka Breaking Bad Ozymandias było to najlepsze co widziałem w tym roku w telewizji. Geniusz aktorski i scenopisarski dał wybuchową mieszankę. Olbrzymia chemia między Doktorami, docinki, żarty z charakterystycznych elementów, porównywanie sonicznych śrubokrętów. Ale też momenty pełne dramatyzmu i smutku. Co za chemia między Tennantem, Hurtem i Smithem Ogromnie żałuję, że Eccleston się nie pojawił do kompletu, ale nie można mieć wszystkiego. Jednak był Fez. I Rose tzn. Billie Piper. Cieszę się, że Rose się nie pojawiła tylko robiła za wizualizacja interfejsu. Ale tekst o tym, że "interface is hot" był genialny! W ogóle ten odcinek to kopalnia cytatów. Marzy mi się, że na 55 rocznicę znowu zbierze się ze 3 Doktorów, ale nie ma co wybiegać myślami na przód
- osobiście ciesze się, że Clara nie odgrywała w tym odcinku kluczowej roli. Może i miała kilka ważnych scen, ale to był odcinek Doktora podczas sezonu towarzyszki. Jednak jej interakcja z Docorami była cudowna
- ogromnie ucieszyłem się z cameo Petera Capaldi. Nowy Doctor już w tym odcinku! Kilka sekund, ale strasznie mnie to uradowało. Tak jak sylwetki starszych inkarnacji. Może i nie oglądałem classic who przez co nie wychwyciłem wielu smaczków (szalik jednak poznałem!), ale jestem pełen podziwu jak złożona hołd 50 letniej historii
- zadziwiły mnie też efekty specjalne. Stacja BBC nie żałowała kasy i było widać prawdziwy rozmach, niemal jak z filmu telewizyjnego. I pomyśleć, że powrót Doctora zaczynał od plastikowych manekinów

OCENA 6/6

Homeland S03E09 One Last Time
- najlepszy odcinek sezonu fenomenalna gra aktorska Damiana Lewisa i mało irytujących elementów. To był Homeland jaki chciałbym oglądać, ale mogłoby być lepiej. Za dużo elementów do których mogę się przyczepić. Super roślinka lecząca z uzależnienia? Ok, ale czemu go nie przypięli do łóżka skoro to takie niebezpieczne. Czemu nikt nie był z nim w pokoju tak jak wcześniej? Ja rozumiem, że ten epizod miał być popisem Lewisa, ale stawianie tego serialu na grę aktorów kosztem logiki i fabuły mnie coraz bardziej denerwuje. Tak jak plan zrobienia z Javadiego numeru trzy jest strasznie naiwny. Serio? Saul myśli, że tak łatwo można zmienić Iran? I co serial ma się skończyć jak prezydent USA i Ajatollah rzucą się sobie w ramiona i zostaną BFF?
- wątek Lockharta i kochanka żony Saula jest dziwny i mi się wcale nie podoba. Za dużo rzeczy działo się poza ekranem, zbyt grubymi nićmi to szyte i średnio pasuje do innych wydarzenia. Poza tym to prosty sposób na rozwiązanie całkiem ciekawych problemów

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E09 Repairs
- i kolejny przeciętny odcinek Agentów z bardzo dobrymi scenami. Już mam dość tego formatu wyjętego z lat '80 czy '90 gdzie odcinki nie łączą się w fabularną całość, brak rozwoju postaci, a puszczenie ich w losowej kolejności nie zmieniłoby odbioru. Męczy mnie to głównie dlatego, że oglądam inne procedurale, które nie mają tego typu niedopatrzeń. Mam tylko nadzieje, że ta przy długa ekspozycja postaci w końcu się skończy i serial zacznie opowiadać jakąś historię, a nie jechać ciągle na popularności Movieversum
- sam odcinek miał nawet nieźle poprowadzoną sprawę. Tylko, że końcówka była kiepściutka. Miłość? Serio? Co za banalne rozwiązanie. I czemu nikt nie zaczął się ekscytować równoległym światem? Dobrze, że przynajmniej walki z udziałem May były całkiem niezłe. Kolejny plus to w końcu zdradzenie trochę z jej przeszłości. I nie myliłem się - to najciekawsza postać serialu.
- natomiast najgorszą bezapelacyjnie pozostaje Skye. Coraz bardziej jej znieść nie mogę. Drużyna tak pięknie by działała bez jej udziału, a ona wprowadza tylko chaos i zupełnie nie pasuje do reszty. Nawet Fitz-Simmons w jakimś stopniu dopełniają Culsona, Ward i May, ale Skye jest bo jest.

OCENA 3.5/6

Nikita S04E01 Wanted
- tak bardzo, bardzo brakowało mi tego serialu i strasznie się cieszę, że dano mu szansę wrócić na te sześć finałowych odcinków. Ten odcinek miał wszystko za co uwielbiam Nikitę - niesamowite zwroty akcji, świetne sceny akcji i wgniatającą sekwencję snu. Współpraca szefa jednostki poszukującej Nikity z Shop była dla mnie szokiem, tak jak pojawienie się Owena. Będzie się działo przez te 6 odcinków.
- akcja w biurowcu niezła, dużo się działo i widać rozmach niektórych scen. Jednak najbardziej mi się podobała Nikita uwalniająca się policji. Pięknie to zrobiła! Szkoda tylko, że w odcinku było więcej strzelania niż walki wręcz
- czekam na kolejne odcinki i jestem bardzo pozytywnie nastawiony. Boję się tylko finału bo raczej na szczęśliwe zakończenie nie ma co liczyć

OCENA 5/6

Person of Interest S03E10 The Devil's Share
- co za genialny odcinek! Person of Interest ma od czasu do czasu zapychacze i nudne odcinki, ale jak chcę to tworzy niezapomniane epizody, o których myśli się i wspomina je na długo po obejrzeniu. Ostatnim takim odcinkiem był ten z pierwszym pojawieniem się Shaw. I tutaj było równie ekscytująco. Po ostatnim odcinku stawka podskoczyła do góry, a gra była niesamowicie ekscytująca i trzymająca w napięcie. Już po pierwszych czterech minutach gdzie przygrywał utwór Hurt Johnnego Casha i ani słowo nie zostało wypowiedziane było wiadome, że ten odcinek będzie wspaniały. Tak też się stało. Wszystko zagrało idealnie i absolutnie nie ma się do czego przyczepić, a mocne strony serialu śnią jeszcze bardziej niż zazwyczaj.
- akcji było dużo. Profesjonalnie zrobionej, efektownej, ale też z takiej gdzie automatycznie załącza się uśmiech na twarzy. Bo jak się nie cieszyć gdy zupełnie opanowany, nieogolony i krwawiący Reese pełen powagi i bez większego wysiłku rozkłada na łopatki cały oddział taktyczny FBI? Kapitalne sceny w budynku i dostanie się do Quinna! A tam jeszcze lepiej. Bo jest widoczna prawdziwa twarz Johna - zimnego profesjonalisty, który potrafi być bezwzględnym pragmatykiem. Gdyby nie pusty magazynek zabiłby Quinna na oczach Harolda. Ta scena była profesjonalnie nakręcona. Przeważnie podczas oglądania serialu wie co się wydarzy, że tutaj czas na coś szokującego i jakiś przewidywalny zwrot akcji. Ale nie tutaj. Pociągnie za spust czy nie pociągnie? Jak to rozwiążą?! Przeżywałem tą scenę razem z bohaterami. I muszę powiedzieć, że scenarzyści nie użyli banalnego rozwiązanie z poddającym się Reesem. Pusty magazynek pokazał jego prawdziwą twarz, ale też złagodził wydźwięk tej sceny i spowodował jeszcze większe zaskoczenie
- w tym odcinku było też symboliczne przejęcie warty. Carter out, Root in. Nie mam pojęcia jaką rolę będzie odgrywała w drużynie i jaki będzie stosunek innych do niej, ale na pewno wprowadzi mnóstwo nowej dynamiki. Pełna ewolucja jest niemożliwa, będzie pewnie coś na boku kręciła w końcu. Ale ogromnie jestem zaintrygowany wizją nadchodzącej wojny i rozwojem relacji Root z Haroldem. Bo ich sceny są pełne napięcia od końca 1 serii i nigdy ich nie mam dość. No i Root Amy Acker z pieskiem wygląda przeuroczo
- kolejny bohater odcinka to Lionel. Lionel, który zawsze był tym piątym kołem, skorumpowanym gliną i wydawałoby się doczepioną na siłę postacią. Przeżył Carter i przez te 3 sezony niesamowicie się zmienił. Jednak i w jego przypadku było pytanie co takiego zrobi. Zabiję Simmonsa? Flashbacki spotęgowały wątpliwości i przez to pojawiła się kolejna niesamowita scena. A jego wyznanie o tym jak Carter zmieniła go w dobrego człowieka to popis aktorski Chapmana. A scena gdy wprowadza Simmonsa na posterunek to mistrzostwo.
- niewątpliwym plusem były też flashbacki. Genialnie nakręcone i rozpisane. Scenariuszowe ten odcinek był na najwyższym poziomie, ale to właśnie te dialogi podczas błysków przeszłości najbardziej się wybijały. Były czymś w rodzaju spowiedzi czy terapii, zajrzeniem w głąb duszy poszczególnych bohaterów, pokazaniem ich stanu psychicznego i tego jak radzą sobie z trudnymi przeżyciami. Cudownie rozpisane i pokazane. Za każdym razem były to rozmowy z postaciami, których nie było widać co potęgowało jeszcze efekt spowiedzi.
- największa wada odcinka? Kolejny 17 grudnia. Zdecydowanie za dużo czasu 

OCENA 6/6

Sleepy Hollow S01E09 Sanctuary 
- takie sobie. Miałem nadzieje, że ten odcinek położy większy nacisk na fabułę, a okazał się irytującym zapychaczem z nawiedzonym domem. O ile drewniany potwór wypadł całkiem fajnie tak bez składne bieganie takie sobie. No i jeszcze zawiązanie fabuły. Akurat wtedy gdy trzeba pojawia się dziedziczka i kupuje dom, a w środku Crane znajduje list Katriny, a Abby dowiaduje się o synu Ichbolda. Za dużo w tym przypadku. Jednak trzeba przyznać, że było kilka niezłych dialogów oraz końcówka gdy wkurzony Crane atakuje potwora. Natomiast pomysł z krwawiącymi konarami kazał się genialny w swojej prostocie
- gdzieś tam w tle pojawiał się Irving oraz siostra Abby. Bardzo lubię relację tej dwójki bo wnoszą sporo humoru. Dobrze, że pokazano więcej Irvinga, ale mam wrażenie, że te sceny zupełnie nie pasowały do odcinka

OCENA 3.5/6

The Good Wife S05E09 Whack-a-Mole
- nowa postać w serialu grana przez Jasona O'Mare wypadła ciekawie, ale nie przepadam zbytnio za wątkami mafijnymi w tym serialu, a teraz one znowu powrócą. Trochę przypomina mi to historię z Bonem. Jednak nie jestem na razie na nie bo O'Mara gra świetnie, a pomysł Damiana na kradzież mebli z Florrick/Agos wypadł świetnie
- sama sprawa świetna. Uwielbiam jak The Good Wife bierze się za internetowe sprawy. Tym razem coś na wzór Reddita i doskonale zilustrowana mechanizm działania social media. Jednak najlepszym wątkiem w tej sprawie było starcie Alicji z Willem z którego wyszła zwycięsko. Czekam na ich kolejne pojedynki.
- w odcinku podobała mi się też wizyta Willa i Diane w Florrick/Agos i przypływ ich wspomnień. A design biura strasznie mi się podoba.
- końcówka odcinka intrygująca. Co takiego sędzia chcę od Alicji? Czyżby chciał ją przed czymś ostrzec czy może dołączyć do jej kancelarii. To by było dobre

OCENA 5/6

niedziela, 9 czerwca 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #36 [03.06.2013 - 09.06.2013]

Krwawe Gody. Dominujący temat tego tygodnia. Najbardziej spektakularne serialowe wydarzenie roku. Ostatnio taki boom wybuchł dwa lata temu również po emisji Gry. I cały ten szum był zasłużony. Dawno nic nie wstrząsnęło tak telewizją i widzami jak wydarzenia z ostatniego odcinka Gry o Tron. Warto było czekać kilka lat by zobaczyć reakcję ludzi nie zaznajomionych z książką. Coś cudownego. Zadziwiające jest też to, że spoilery nie zalały internetu przed emisją odcinka. Nie wiesz o czym piszę? Więc marsz oglądać Grę o Tron. A potem Orphan Black. Najmilsza serialowa niespodzianka tego roku skończyła na wysokim poziomie. Więcej takich nowości.

SPOILERY W ILOŚCIACH PRZEKRACZAJĄCYCH DAWKĘ ŚMIERTELNĄ 



Castle S05E20 The Fast and the Furriest
- wielka stopa! Rick bawił się sprawą jak dziecko i za to go uwielbiam. I jeszcze znalazł bratnią duszę w Ryanie - bardzo mi się podobały te ich wspólne sceny i zainteresowanie. Sporo fajnych odniesień do kina i historii. Takie odcinki lubię. 
- sprawa jak sprawa, śmieszna, ale niezbyt wciągająca. Morderca zaskakujący. 
- sceny w domu Ricka i ginące jedzenie - super pomysł. I ta niebieska Alexis - słodkie

OCENA 3.5/6



Community S04E12 Heroic Origins
- najlepszy odcinek sezonu! Poczułem się jak za starych dobrych rządów Dana Harmona. Może i origin story wydaje się niepotrzebne i zbyt naciągane, ale nie zmienia to faktu, że epizod bawił co scenę.
- komiksowe panele, misterna sieć Abeda, mnóstwo komediowych przerywników, stare wersję postaci (Annie na prochach z aparatem na zębach!) i odwołań do filmów (Star Warsy! Wanted)
- do tego jeszcze powracające żarty z pop pop na czele i najmroczniejszym timeline! A najzabawniejszy i tak był Abed dający wykład dzieciom Shirely oraz narzekający na mitochlondriany.
- cudownie wypadł też pomysł z tym, że Greendayle stoi na indiańskiej ziemi oraz ukazanie arcywroga sezonu. Jego opętańczy śmiech i plany robota mającego zniszczyć Greendayle - cudne

OCENA 5/6

Damages S05E10 But You Don't Do That Anymore
-  pierw o zakończeniu bo przecież po to się ogląda seriale. Pięć lat wyczekiwanie i w końcu jest, zwieńczenie historii. Powinno być wielkie rozczarowanie lub zadowolenie, u mnie lekki niedosyt. Nie było złe, nawet bardzo mi się podobało, ale finałowa scena S03 chyba bardziej pasowała. Jednak co by nie mówić zostałem zaskoczony. Nie w tak szokujący sposób jak przy seriach 1-3, ale wystarczająco. Ellen przeżyła - do przewidzenia, jej ciąża już nie za bardzo. Albo byłem ślepy albo nie zauważyłem przesłanek. Ładne nawiązanie do historii Patty. I idąc dalej jest też pokazane jak bardzo są podobne bo Ellen podejmuje decyzję - poświęca Ruhgera i ryzykuje związek by wygrać sprawę. Jak Patti robi wszystko by wygrać, a tak na prawdę wciąż dostaje lekcję od swojej mentorki. Tylko, że na samym końcu podejmuję odmienną decyzję i poświęca się wychowaniu dziecka, tą ją ostatecznie odróżnia, cały serial miał do tego doprowadzić. I wydaje się, że scena z epilogu pokazuje, że taki właśnie był cel Patti, gdy wyobraża sobie że Ellen jej dziękuje, pokazane jest co myśli Patti. Dała lekcję Ellen, która wybrała lepsze życie i powinna być jej za to wdzięczna ALE przecież gdyby nie Patti nie potrzebna byłaby ta ewolucja Ellen. Przynajmniej taka jest moja interpretacja. Czyli zakończenie dobre bo można samemu sobie je dopowiedzieć
- jestem pod wrażeniem tego, że postanowiono uśmiercić Michaela. I to w sumie też logiczne. Bo tam gdzie walczą dwie niebezpieczne kobiety, cierpią osoby postronne. Michael wbrew pozorom taką był, to Ellen i Patti napędzały ten serial, konflikt między nimi był osią sezonu, a przez to cierpiały osoby najbliższe. Michael zapłacił ostateczną cenę i pasowało to do wydźwięku sezonu
- a co mi się nie podobało? Zakończenie wątków sądowych.Zbliżały się dwie wielkie sprawy nie pokazano żadnej. Szkoda. Jednak ma to też swój wydźwięk - batalia nie toczy się na sali sądowej tylko za zamkniętymi drzwiami, w szarej strefie. Ślepa sprawiedliwość nie istnieje, a sprawy są rozwiązywane poza zasięgiem Tamidy
- irytujące było, że znowu powtarzano flashbacki, a do tego jeszcze sztuczny podział na chaptery. Zupełnie niepotrzebne...
- o ile jestem zadowolony z finału serialu tak ostatnie dwie serie mnie rozczarowały. Ta produkcja mogła być wielka, na starcie dziennikarze porównywali nawet Układy do Breaking Bad, jednak prawda jest taka, że serial zjadł własny ogon i zagubił gdzieś swoją świeżość, a Breaking Bad dalej zgłębia mroczne zakątki ludzkiej duszy. Szkoda. Jednak i tak będzie przeze mnie miło wspominany

OCENA 4.5/6

Dark Shadows - Beginnings Episode 10/209
- Caroline naiwne dziewczę została zmanipulowana przez Burta, ale wątpiła, nie przyszło mu tak łatwo, czyli nie ma ona trochę oleju w głowie. On za to to mistrz manipulacji. Ładnie zagrał z nią i jeszcze dostał zaproszenie do domu. To nam się szykuje ciekawy odcinek
- drugi wątek dotyczył Davida. Wciąż twierdzi, że duchy istnieją, Elisabeth też coś o tym wie. Trochę też nowego o Burcie, ale tutaj schemat - miał romans z żoną Rogera. Oby jakiś twist się w tym krył. Sam Devid wciąż creepy. Mocne było jak powiedział, że powinno zamknąć się dzieciak w jakimś przytułku. Szkoda, że chłopak nie jest straszny bo z tego się niezłe family drama zrobiło

OCENA 3/6

Dead Like Me S01E06 My Room
- ta pompatyczna końcówka nie potrzebna. Serial już nie raz akcentował, że George się zmienia i dopiero po śmierci zaczyna na prawdę żyć, ale teraz powiedziano to wprost. Po co? Przecież sam widz potrafi sobie wyciągnąć odpowiednie wnioski. A tak ładnie pokazali to na przykładzie kręgli i tym czym się jest - kulą czy kręglem.
- Daisy jako nowa postać wypadła dobrze. Powinno się jej udać zastąpić Betty. Miała kilka niezłych scen, pokazała jaki ma silny charakter, że często nie liczy się z innymi i uważa się za ważniejszą, ale też trochę irytuje. Super była jej historia z przeszłości i czekam by zobaczyć jej scenę śmierci. Liczę, że w przyszłości relację w grupie będą bardziej dynamiczniejsze
- wątek w domu Lassów dalej się ciągnie. Ja wiem, że to on ma być tym dramatycznym pokazać traumę po śmierci, zmiany jakie spowodowało odejście George lub też to że się nic nie zmieniło. Tylko, że średnio mnie to interesuje bo wolałbym poznawać historię Żniwiarzy

OCENA 3.5/6

Defiance S01E07 Good Bye Blue Sky
- niezły odcinek! Zagrożenie dla całego miasta pokazuje jaki to niebezpieczne świat, ciekawi mnie też czy znajdzie się coś w Arce. Pokazano też jak obosieczną bronią może być zaufanie - oddalenie się Irisy od Nolana i zbliżenie jej do Sukara. Do tego wciąż rozwijane są jej mistyczne moce i umiejętnie użyto wątku nanintów.
- jakby jeden wątek to mało poruszono kolejne - Kenya z Stahma (a jednak ta druga to nie wyrachowana manipulatorka, a robi wszystko dla rodziny), nawet zabawne sceny z Alakem oraz poruszenie wątku artefaktu i jeszcze lepsze wyeksponowanie postaci pani burmistrz i zaakcentowanie, że jakaś tajemnica się ukrywa w rodzinie McCawleya
- dodatkowy plusik za smoki! No w sumie nie wiadomo co tam latało, ale niech będzie że to smoki, smoki zawsze zwiększają zajebistość

OCENA 4.5/6

Game of Thrones S03E09 Rains of Castamere
- fenomenalne! Ile ja się naczekałem na ten odcinek, praktycznie odkąd przeczytałem w książce o Krwawych Godach nie mogłem się ich doczekać. I no cóż nie zawiodłem się bo dziewiąte odcinki Game of Thrones to najlepsze co ma telewizja w ostatnich latach - Baelor, Blackwater i teraz Rains of Castamare. Bałem się, że to spieprzą, ale na szczęście nic z tego. Praktycznie cały odcinek to wyczekiwanie na te ostatnie chwilę - moment kulminacyjny wesela. I wow wyszła to świetnie. Zasztyletowanie Talisy, Robb przebity bełtami, a potem wykończony przez Boltona. Również świetnie wyszedł wątek Catalin - niepokój i odkrycie prawdy, błaganie o darowanie życia synowi i w końcu śmierć. Perfekcyjnie zagrane, szczególnie to zrezygnowanie na końcu i rozpacz. Serial pożegnał się z trzeba ważnymi aktorami i jednym wielkim wątkiem. Reperkusję będą ogromne i odbiją się na całej serii. Co ciekawe ocalał Blackfish, a teraz pewnie będzie próbował się wydostać i będzie się mścił. Podobało mi się też, że na końcu nie było żadnego utworu muzycznego tylko cisza. Idealnie pasowała do tego co się stało.
- nie zabrakło też elementów komediowych w Bliźniakach - Edmure martwiący się o swoją żonę, Walder mówiący o Talisie, Boloton rozmawiający z Catalin (dziwne, że nie był na ślubie Neda) oraz te zalotne spojrzenia Freyownych.
- najbardziej za to szkoda Aryi. Tyle przeszła i wycierpiała, zbliżyła się do rodziny by tak bezwzględnie jej to odebrano. Znowu została sama, ba z Ogarem, ale dla widza to dobrze. Kolejne fantastyczne dialogi się szykują.
- działo się też na północy. Nie tak istotne wydarzenia jak w Dorzeczu, ale nie można ich nie docenić. Jon w końcu odszedł od dzikich, a dzięki temu kilka całkiem niezłych scen pokazano - kradzież koni i nie zabicie handlarza + zwieńczenie tego walką. I koniec romansu Jona z Ygrette. To by było tyle. Teraz wyścig kto pierwszy dotrze do Czarnego Zamku.
- Bran w końcu świadomie używa swoich zdolności. Wciąż średnio obchodzi mnie wątek jego wyprawy na północ, ale trzeba oddać mu że ciekawie się to oglądało. No i sporo Rickona, który więcej wypowiedział w tym odcinku niż przez cały sezon.
- za Wąskim Morzem Dany zdobyła Astapor. I świetnie wyszła walka na ulicach! Szkoda tylko, że taka krótka, z chęcią bym sobie ją dłużej pooglądał. Nie podoba mi się tylko ten jej zbliżający się romans z Dario...
- w odcinku było też kilka innych, świetnych momentów - na początku Robb rozmawiający z matką o swoich planach, Freyowie częstujący gości chlebem i solą, Ogar udający wieśniaka, Walder zapominający imiona wnuczek, Barristan pragnący znowu walczyć, Sam opowiadający o Nocnym Forcie i Goździk nazywająca go czarodziejem, panika Hodora, śmierć Szarego Wichra, cudowne kostiumy (wilcza zapinka u Robba!), bezwzględność Waldera który czerpie przyjemność z krwawego widowiska i pewnie jeszcze kilka innych
- finał sezonu czy może raczej epilog zacznie pewnie kolejne wątki i zgrabnie podsumuje obecne. Ogromna szkoda, że potem długa przerwa...

OCENA 6/6

Hannibal S01E11 Rôti
-  znowu doskonały odcinek. Szaleństwo Willa wkracza na jeszcze wyższy poziom, nie ma pojęcia co się z nim dzieje, nie odróżnia ludzi, zabija kolejną osobę i trafia do szpitala. Do tego jest manipulowany przez Hannibala i jego uczucia do Alany dają coraz bardziej o sobie znać. Pięknie jego postać zmieniła się na przestrzeni tego sezonu, czy może raczej pięknie doprowadzono ją do tego miejsca. Jego majaki są piękne wizualnie i nigdy ich dość. Teoretycznie teraz w szpitalu lekarze powinni szybko zdiagnozować co mu jest, ale praktycznie stawka wzrośnie bo finał się zbliża
- Hannibal wspaniały jak zawsze, szczególnie jego żarciki o jedzeniu. Jasne, to była owca. Jednak wciąż nie mogę go rozgryźć - wykorzystuje Willa, średnio przejmuje się jego chorobą, ale widać, że mu zależy. Ta rozmowa z swoim psychiatrą jeszcze bardziej myląca - czy on ją manipuluje czy mówiąc o sobie ma na myśli człowieka jakim chciałby się stać?
- sama sprawa odcinki świetna, głównie dlatego że wrócił Gideon i znowu umiejętnie jest prowadzony główny wątek w nawiązaniu do pojedynczej sprawy. Choinka z organami ludzkimi, wystające języki czy w końcu wyciąganie organów u żywego pacjenta - makabra za którą uwielbia się ten serial. Ładnie też Gideon nawiązuje do Willa - zarówno u jednego jak i drugiego grzebią w głowie i obaj nie rozróżniają rzeczywistości

OCENA 5/6

Nikita S03E19 Self-Destruct
- dobry odcinek! Wyprawa Alex logiczną konsekwencją jej czynów, a do tego analogia do przeszłości Nikity. Całkiem efektowny początek, a do tego fajny, brudny klimacik dilerki i handlarzy narkotyków + wielkie pojednanie i pogodzenie się z faktami. Kupuję to
- równie dobre rzeczy działy się w Sekcji. Przebudzenie Ryana, a potem kłótnia o przyszłość i ładny powrót do korzeni - znowu garstka wolnych strzelców będzie próbowała ocalić świat i odzyskać czarną skrzynkę. Nie mogę się doczekać. Ciekawe też czy Sekcja zostanie w końcu zrównana z ziemią i co zrobi Ryana.

OCENA 4/6

Nikita S03E20 High-Value Target
- o takie właśnie odcinki lubię! Niby zwykła misja z odbijaniem czarnej skrzynki, a nieźle zakręcona. Dwa dziwne wątki, splatające się w jeden i satysfakcjonujące wyjaśnienie. Do tego przyjemna akcja i znośny humor. Czego chcieć więcej? Podobają mi się też relację Sama z drużyną oraz cieszyło pojawienie się Cyrusa. Więcej takich niespodzianek
- zaskoczył mnie atak SEALs przez co to co działo się w centrali było równie interesująco co na G20. Przyjemne było oglądać hackującego Birkhoffa oraz przemowę Ryana o tym kim na prawdę. Zdecydowanie nie jakiś analityk.
- Amanda uciekła - słabo, już mnie drażni. Jednak czekam na jej walkę z Nikitą. No i co takiego ma Shop, albo Amanda? Idę o zakład, że chodzi o to grzebanie w głowie.

OCENA 4/6

Nikita S03E21 Invisible Hand
-  odcinek służył budowaniu fundamentów pod finał i udało mu się to znakomicie, a ostatnie minuty to idealne zwieńczenie. Zrezygnowanie Nikity i niemożliwa do podjęcia decyzja. Michael czy prezydent Stanów Zjednoczonych? Ogromnie jestem ciekaw tego rozstrzygnięcia. I coś mi się wydaj, że koniec sezonu Nikity będzie dramatyczny
- trochę średnio mi się podobało, że cały odcinek został tak misternie zaplanowany przez Amandę, ba cała druga połowa sezonu. Wszystko idzie jak po sznurku. Wolałem pierwszą część jak Sekcja działała i łapała złych agentów, to jest zbyt naciągane. Jednak brawa za pokazanie czym jest Shop - potężna i tajna organizacja, do której w zeszłym roku chciał dołączyć Percy. I to jest przeciwnik z prawdziwego zdarzenia!
- kilka fajnych scen zgłębiających psychikę bohaterów się też trafiło - Birkhoff mający dość Sekcji i martwiący się czy będzie z Sonyą oraz Alex która dalej szuka sensu w życiu.

OCENA 4/6

Nikita S03E22 Til Death Do Us Part
- ta się właśnie robi finały! Nieprzewidywalne i pełne emocji z zagrożeniem życia bohaterów, wysoką stawką i cliffhangerem który zmienia sytuację. Nikita wywiązała się z zadania wzorowo
- po flashforwardzie wydawało się, że będzie to opowiastka o sfingowaniu śmierci pani prezydent bo przecież przeważnie jak się daje taką scenę to później okazuje się, że ona znaczy coś zupełnie innego. Jednak nie tutaj! No prawie, ale po kolei - pierwszy szok to jak okazało się, że prezydent strzeliła sobie w łeb. Że co?! Uwiezienie Nikity i kompletna dezorientacja. Potem się wyjaśniło - w łeb strzelił sobie mistyfikator, a prawdziwa prezydent siedzi w klatce! Takie twisty fabularne to ja lubię. Co najważniejsze teraz Nikita jest ścigana przez niemal wszystkich, nawet odłączyła się od bliskich by ich nie narażać. Świetnie zapowiada się następna seria - zniszczona bohaterka, którą będzie trzeba naprawić. Szkoda tylko, że wrogiem dalej będzie Amanda...
- inwazja na Sekcję w wykonaniu Brudnej 30 widowiskowa. Takie rzeczy to ja lubię. Tylko trochę to śmieszne, że to już któryś raz ktoś atakuje Sekcję. Takie rzeczy za czasów Percyego nie miały prawa się zdarzyć. Walka o przeżycie super, zniszczenie figurki Assassyna, Birkhoff jako komando oraz Nikita ratująca sytuację - perfekcyjna realizacja. Gdzieś tam w tle Michael walczy o życie i rzucane są dowcipy o wskrzeszaniu - prawie jak bracia Winchesterowie.
- piękne ostatnie chwilę Sekcji. Totalna anihilacja znanych od lat miejsc. Będę tęsknił. Dobrze jednak, że to nie koniec serialu. Ostatnie 6 odcinków powinno być intensywnym doznaniem. Czekam i nie mogę się doczekać.

OCENA 5/6

Orphan Black S01E10  Endless Forms Most Beautiful
- jestem zadowolony i jednocześnie smutny bo po takim świetnym finale (jak i sezonie) czeka mnie 10 miesięcy przerwy. 10 miesięcy! Szkoda bo Orphan Black to jedna z najlepszych nowości sezonu z fenomenalnym aktorstwem i historią. Trochę naiwna, mało w tym sci-fi, ale ogląda się świetnie, a o to chodzi w serialach.
- cieszy, że zakończono wątek Heleny. I to w jaki efektowny sposób! Helen zabija swoją matkę po tym jak dowiaduje się, że z Sarą są bliźniaczkami, potem walka z nią i to, że Sara jej nie zastrzeli, a ona to oczywiście robi. Fenomenalna ostatnia scena między nimi. Tatiana zagrała świetnie szaleństwo Helen i to jej przerażające "sister". Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że ona zginie w tym odcinku.
- wątek Cosimy i Delphiny ciągnie się i ciągnie. Ogólnie słaby jest, ale podoba mi się co się dzieje obok - choroba Cosimy i odkrycie prawdy w genomie. Opatentowane klony? To tak można? I czemu Rachel tak zależy na podpisaniu umowy? Zapowiada się, że to będzie jeden z głównych wątków na przyszłość. Może nawet więcej o samym eksperymencie pokażą
- Allison - wow! Nie byłem przygotowany na to. Traktowałem ją głownie jako comic relief, a tu takie szokujące zdarzenie. Pozwoliła zginąć Ainsley, tak bardzo czuła się osaczona, że dała jej zginąć. Ma wyrzuty sumienia, ale przy tym znalazła oparcie w Danym, który na końcu spotkał się z Leekie. Jak jest mi jej szkoda!
- gdzieś tam jeszcze toczy się śledztwo policji. Art i Angela mają coraz większy mentlik w głowie i tylko czekać aż dołączą do wesołej gromadki.
- cliffhanger nie był szokujący, ale zaostrza oczekiwanie na dalszy ciąg. Kira zginęła, tak jak pani S. Czy rzeczywiście jest ona zła? Czy jest monitorem Sarah? Czy zrobiła to na rozkaz Rachel? Dużo pytań, tak jak lubię.
- potencjał na następną serię jest ogromny - Tatiana pewnie zagra kolejne klony (nie mogę się doczekać by je poznać!), powinni rozwinąć wątek właścicieli klonów oraz tej sekty religijnej. Mamy też nadprzyrodzone zdolności Kiry i Arta. Będzie się działo!  

OCENA 5/6 

Suburgatory S01E07 Sweet Sixteen
- najlepszy odcinek so far! Często się śmiałem, nie było dużo irytujących pomysłów, a niektóre wątki były tak absurdalne, że przez to bardzo zabawne
- po pierwsze szesnastka Tessy. Dalia organizująca imprezę, zauroczenie sukienką, dziwny zespół i ogólnie cała imprezka. Bardzo przyjemne. Do tego truizm, że przyjaciele są najważniejsi, ale podany w całkiem strawnej formie. Jean Levy urocza przez cały odcinek.
- solidnie wypadł wątek Georga. Martwiący się o to że się starzeje, kilka suchych żartów oraz atak bólu w krzyżu. Najlepsza scena odcinka to jak zatroskane sąsiadki się do niego zleciały. Jak zwierzęta na prerii, które wyczuły zranione zwierzę! Świetne było też dogryzanie sobie Shelii i Dallas. Mogę tylko chcieć by ta para częściej się pojawiała

OCENA 4/6 

Obejrzane odcinki - 14
Najlepszy odcinek - Game of Thrones 3x9
Najgorszy odcinek -  Dark Shadows - Beginnings Episode 10